Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00397 008767 10454346 na godz. na dobę w sumie
Display. Strategie wystawiania - ebook/pdf
Display. Strategie wystawiania - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 540
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1803-5 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> praktyczna edukacja, samodoskonalenie, motywacja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Display to próba szerszego spojrzenia na problematykę wystawy i wystawiania, od strony zagadnienia ekspozycji. Wraz z rosnącym – również w Polsce – zainteresowaniem uprawianiem nie tylko krytyki artystycznej i historii sztuki koncentrującej się na przedmiocie wystawienia, ale także teoretycznej refleksji wokół metod i strategii kuratorskich i ich specyfiki, a także uzależnieniami od warunków chociażby danej przestrzeni czy kontekstów teoretycznych danej instytucji, to, w jaki sposób wystawia staje się powoli kluczowym problemem. Inspirowana korporalnym myśleniem o wystawie zaproponowanym przez Miele Bal antologia pomyślana została jako swoisty przewodnik i chce pokazać interesujące nas zjawisko w bardzo różnych perspektywach.

Zebrane teksty mają bardzo zróżnicowany charakter. Część to klasyczne już dla współczesnej anglosaskiej humanistyki – i dotychczas nie tłumaczone na język polski – ujęcia, dopełnione pracami polskich badaczy przedmiotu. Zgromadzony materiał został podzielony na trzy, płynnie przechodzące w siebie segmenty zorganizowane wokół poruszanej problematyki, ale także ze względu na użyte przez badaczy narzędzia i teorie często powracające w tomie w różnych konfiguracjach: O ramie, O wystawie, O ciele.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

l : a c e o p s a t i s r e v n u i l . p m o c s a t i . i s r e v n u w w w . DI PS LAY S T R AT E G I E W YS TAW I A N I A I I A N A Y A W L A T S P Y W E S I G E I T A D R T S Display to próba szerszego spojrzenia na problematykę wystawy i wystawiania od strony zagadnienia ekspozycji. Rosnące – również w Polsce – zainteresowanie nie tylko krytyką artystyczną i historią sztuki koncentrującą się na przedmiocie wystawienia, ale także teoretyczną refleksją wokół metod i strategii kuratorskich i ich specyfiki spra- wia, że to, w jaki sposób się wystawia, staje się powoli kluczowym problemem. Inspirowana korporalnym myś- leniem o wystawie zaproponowanym przez Mieke Bal antologia może być traktowana jako swoisty przewodnik pokazując interesujące nas zjawisko w bardzo różnych perspektywach. Zebrane teksty mają bardzo zróżnico- wany charakter. Część to klasyczne już dla współczesnej anglosaskiej humanistyki – i dotychczas nietłumaczone na język polski – ujęcia, dopełnione pracami polskich badaczy przedmiotu. Zgromadzony materiał został po- dzielony na trzy, płynnie przechodzące w siebie segmen- ty, zorganizowane wokół poruszanej problematyki, ale także z uwagi na użyte przez badaczy narzędzia i teorie często powracające w tomie w różnych konfiguracjach: „O ramie”, „O wystawie”, „O ciele”. 49,00 zł z VAT ISBN 97883-242-1686-4 www.universitas.com.pl 9 788324 216864 universitas l : a c e o p s a t i s r e v n u i l . p m o c s a t i . i s r e v n u w w w . SpiS treści Maria Hussakowska, Ewa Małgorzata Tatar, Wstęp . . . . . . . . . . 7 O RAMIE Donald Preziosi, Mózg ciała ziemi. Muzea i ramowanie modernizmu Neil Cummings, Marysia Lewandowska, Od Kapitału do 15 Entuzjazmu: praktyka wystawiennicza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 37 Adam Budak, Christine Peters, Siatka układów/filigranowy rysunek . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 57 Donald Preziosi, Nowoczesność ponownie: muzeum jako trompe l’oeil . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 65 Reesa Greenberg, Redystrybucja wystawionego. Argument za ponownym rozważeniem przestrzeni . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 81 O wysTAwiE Mieke Bal, Wystawa jako film . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 105 Maria Hussakowska, Dwie wystawy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 133 Ewa Małgorzata Tatar, Feministyczna wystawa, czyli o tym, co niemożliwe . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 155 Katy Deepwell, Feministyczne strategie i praktyki kuratorskie od lat siedemdziesiątych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 191 Ewa Łączyńska-widz, Permanent installation Donalda Judda. Mumifikacja dojrzałego ciała . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 215 Kinga Rościszewska, Cyberinterwencje związane z muzealnymi witrynami internetowymi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 232  spis treści wojciech szymański, Postminimalizm jako zwrot etyczny. Strategie Felixa Gonzaleza-Torresa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 247 Carol Zemel, Postmodernistyczne obrazy fantazji erotycznych i przestrzeń społeczna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 273 O CiELE Amelia Jones, Retoryka pozy. Hannah Wilke i radykalny narcyzm feministycznej sztuki ciała . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 295 Halina Baczewska, Rineke Dijkstra: Portrety plażowe . . . . . . . . . 347 Dominika Baliga, Kobieta jako ready-made . . . . . . . . . . . . . . . . . 367 Agnieszka Kwiecień, Ostentacja gestu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 385 Karolina Kolenda, Pomiędzy filozofią a medycyną. Ciało w brytyjskiej sztuce lat dziewięćdziesiątych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 399 Justyna Balisz, Kiedy pamięć staje się ciałem. Anselm Kiefer, Georg Baselitz – wczesne prace . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 423 Aleksandra Jach, Odgrywanie wspólnoty. Prace Piotra Uklańskiego . 449 INDEKS NAZWISK . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 469 NOTA O PRAwACH AUTORsKiCH . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 483 AUTORZy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 485 Maria Hussakowska ewa Małgorzata tatar WStęp Antologia Display to próba szerszego spojrzenia na problematy- kę wystawy i wystawiania od strony zagadnienia ekspozycji. Dotych- czas w polskim dyskursie historyczno-artystycznym samo pojęcie „di- splay” pojawiało się wyjątkowo rzadko, podobnie jak towarzysząca mu refleksja (jednym z wyjątków będzie tu wystawa Moniki sosnowskiej prezentująca miniatury jej architektonicznych interwencji, pokazywa- na m.in. w warszawskiej Fundacji Galerii Foksal w 2005 roku). Jed- nak wraz z rosnącym – również w Polsce – zainteresowaniem uprawia- niem nie tylko krytyki artystycznej i historii sztuki koncentrującej się na przedmiocie wystawienia, ale także teoretycznej refleksji wokół me- tod i strategii kuratorskich i ich specyfiki, jak również uzależnieniami od warunków chociażby danej przestrzeni czy kontekstów teoretycz- nych danej instytucji, to, w jaki sposób wystawia, staje się powoli klu- czowym problemem. inspirowana korporalnym myśleniem o wystawie zaproponowanym przez Miele Bal w trakcie jej wykładu na krakowskich studiach kura- torskich wiosną 2006 roku antologia pomyślana została jako swoisty przewodnik i chce pokazać interesujące nas zjawisko w bardzo różnych perspektywach. Zebrane teksty mają bardzo zróżnicowany charakter. Część to klasyczne już dla współczesnej anglosaskiej humanistyki –  Maria Hussakowska, Ewa Małgorzata Tatar i dotychczas nietłumaczone na język polski – ujęcia, dopełnione praca- mi polskich badaczy przedmiotu. Znaczna ich część to prace młodych historyków sztuki, którzy zmierzyli się z szeroko pojętą problematy- ką wystawiania lub wystawy w pracach magisterskich lub doktorskich. Zgromadzony materiał został podzielony na trzy płynnie przechodzące w siebie segmenty zorganizowane wokół poruszanej problematyki, ale także ze względu na użyte przez badaczy narzędzia i teorie często po- wracające w tomie w różnych konfiguracjach. Pierwsza, najbardziej teoretyczna część O ramie koncentruje się na idei wystawy czytanej z różnych badawczych perspektyw. Tytuł jej wprawdzie symbolicznie faworyzuje jedną z opcji, ale układ rozdziału pozwala na pełniejszy ogląd teoretycznych mocowań kulturowego fe- nomenu wystawy. Dział ten inicjuje tekst Donalda Preziosiego, uzna- wanego za „klasyka” tak zwanej nowej historii sztuki anglosaskiej i au- torytet w dziedzinie nicowania i prześwietlania instytucji sztuki. Autor inspirującej dla odnowy dyscypliny pracy Rethinking Art History [Prze- myśleć historię sztuki] w naszym tomie prezentuje dwa kluczowe dla no- wego, krytycznego muzealnictwa teksty, pod wpływem których – żeby posłużyć się metaforą Davida Loda – nie tylko British Museum zadrża- ło w posadach. inicjujący antologię esej Mózg ciała ziemi. Muzea i ra- mowanie modernizmu porusza właściwie wszystkie omawiane w książce wątki, a także prezentuje przenikliwą diagnozę problemu redystrybu- cji władzy w ramach muzeum i narracji produkującej oraz podtrzymu- jącej działanie muzeologiczne. Cofając się do początków nowoczesno- ści i śledząc jej zdobycze intelektualne oraz podstawy ideowe, Preziosi proponuje patrzenie na instytucję muzealną jako na „teatr anamor- ficznej dramaturgii”, produkującej lustro rozsądku dla kultury euro- pejskiej i tworzącej paradoksalnie świat poza paradygmatem nowocze- sności. wychodząc także od krytycznego spojrzenia na muzeum, nieco inny aspekt podejmuje esej Marysi Lewandowskiej i Neila Cummingsa, pary artystów i teoretyków koncentrujących się od lat na krytyce insty- tucji. w prezentowanym tekście, który zbiera i podsumowuje ich lon- dyński projekt, autorzy skupili się na ekonomicznych uzależnieniach instytucji i wystawy, które omówili na arcyciekawym przykładzie dzia- łalności Mr. Tate. Kontynuacją akcentowanych w poprzednich tekstach wątków, które tym razem podporządkowane zostały ambiwalentnej co najmniej od czasów krytycznych analiz społeczeństwa panoptycznego pióra Michela Foucault problematyce ochrony i skoncentrowanej wokół Wstęp  niej konkretnej wystawy, czytanej z pozycji kuratorskiej, jest esej Ada- ma Budaka i Christie Peters Siatka układów/ filigranowy rysunek . Przygo- towany przez nich reader, rodzaj przewodnika, pokazuje rozległość in- telektualnych inspiracji autorów „wystawy – która nie jest wystawą”. Dużą zaletą tekstu jest jego pedagogiczny walor polegający na wprowa- dzeniu czytelnika w mechanizmy konstruowania intelektualnego opar- cia dla wystawy, rozumianej przez nich jako narzędzie komunikacji lub pośrednik w tejże. Po zagłębieniu się „w siatce układów” proponuje- my powrót do Preziosiego i jego wczesny (1994) tekst: Nowoczesność po- nownie: muzeum jako trompe l’oeil. Ta niezwykle wnikliwa analiza, oparta na konceptach Michaela Foucaulta i Jacquesa Derridy, pokazuje w sze- rokiej perspektywie muzeum jako „wzorcowy projekt nowoczesności” – i wynikające z tegoż konsekwencje prowadzące do ujawnienia tego, co w dyskursie muzeum było przemilczane i ukryte. Tym razem Prezio- si siega po konkretny przykład – Muzeum sir John soane w Lincoln’s inn Fields i dzięki porównaniu go z British Museum, dla którego miał być kontrapunktem, ukazuje iluzoryczność muzealnej idei i ideologicz- ne podłoże projektowanej przez nie iluzji. Esej ten wprowadza tak- że w intrygujący sposób zagadnienie przestrzeni muzealnej jako pod- stawy budującej muzealną narrację i platformy prowadzącej spojrzenie wpuszczonego weń ciała, czyli de facto przestrzeni jako determinanty konstruującej muzealną narrację. Ten ostatni wątek – przestrzeni, ro- zumianej jednak zupełnie inaczej, choć także w kategoriach władzy, jest kluczowy dla Reesy Greenberg, współautorki niezwykle popular- nej – i jednej z pierwszych – antologii Thinking about Exhibitions, której klasyczny już tekst Redystrybucja wystawionego. Argument za ponownym rozważeniem przestrzeni zamyka rozważania o ramowaniu. Publikowany esej to studium ekonomiczno-topograficznych uwarunkowań instytu- cji „rozrastającej się jak kłącze i ogarniająca kolejne miejsca sieci, a tak- że ciągle zmieniającego się centrum”. Z intertekstualnej sieci Green- berg wyławia inne niż Budak aspekty, podkreślając ekonomiczny wy- miar przestrzeni tak czy inaczej ze sztuką powiązanych. O wystawie, druga część antologii, rozpoczyna się tekstem Wystawa jako film Mieke Bal, znanej teoretyczki kultury wizualnej. Jej kompa- ratystyczne badania, których wystawa jako narracja jest lejtmotywem, doprowadziły do znaczących przewartościowań w dyscyplinach sku- pionych na wizualności. Omawiana w publikowanym tekście ekspo- zycja Partnerzy, przygotowana przez kanadyjską kuratorkę i kolekcjo- 10 Maria Hussakowska, Ewa Małgorzata Tatar nerkę ydessę Hendeles, ma – zdaniem autorki – budowę analogiczną do filmowej narracji, co staje się punktem wyjścia do erudycyjnej ana- lizy inspirowanej teorią filmu Gillesa Deleuze’a i psychoanalityczny- mi koncepcjami afektu, odsłaniającej założenia i klucze do wprowa- dzonych przez kuratorkę narracji, a także pokazanie wystawy z pozycji kobiety-jako-widza świadomej teoretycznych uwarunkowań ujawnia- nych w trakcie opisywanego procesu. Co warto podkreślić, tekst Bal jest wyjątkowy nie tylko ze względu na przedmiot analizy i ujęcie, ale także ze względu na subiektywną narrację i czułość wobec fizyczności doświadczania wystawy. Równie subiektywny ton pojawia się w eseju Dwie wystawy Marii Hussakowskiej, która skupia się na relacjach po- między Wystawą popularną Tadeusza Kantora, która odbyła się w 1963 roku w Krzysztoforach, a kuratorowaną przez Helenę Blum ekspozy- cją obrazów stanisława ignacego witkiewicza w krakowskim Muzeum Narodowym w 1966 roku. Zdarzenia te inicjują nowe postrzeganie wy- stawy jako swoistego medium z sobie tylko właściwą dynamiką ko- munikacji. w analizie tej jako kluczowe jawią się problemy „oglądu” oraz wpisania widza w wystawę rozumianą jako projekt intelektual- ny niesiony na barkach tego, co rozumiemy jako display. Kolejny esej, Ewy Małgorzaty Tatar, Feministyczna wystawa, czyli o tym, co niemożliwe, koncentruje się na wystawienniczej artykulacji koncepcji wystawy. Za- nim jednak autorka przechodzi do szczegółowej analizy retrospektyw Aliny szapocznikow i Aliny Ślesińskiej, zarysowuje tło dla nich: hi- storię wystaw sztuki kobiet i wystaw feministycznych w Polsce. Roz- ważając wyznaczniki wystawy feministycznej, jej polityczność i tejże artykulację, Tatar pyta o możliwość pogodzenia autorytaryzmu wpisa- nego w pozycję kuratora i feministycznej strategii rozpraszania. Tekst ten wchodzi także w polemikę z kolejnym w tomie esejem autorstwa Katy Deepwell. Feministyczne strategie i praktyki kuratorskie od lat siedem- dziesiątych to historyczny szkic zbierający najciekawsze praktyki wysta- wiennicze związane ze sztuką i historią sztuki o zabarwieniu femini- stycznym. Autorka wyróżnia w tej dziedzinie trzy strategie: skupienie na historycznej nieobecności kobiet w obrębie kanonu i próbę osadze- nia ich w jego obrębie; społeczno-historyczną próbę kontekstualiza- cji dorobku kobiet, przy okazji krytykującą instytucjonalne stanowienie kanonu i sam kanon; i wreszcie praktykę krytyczną wymierzoną w sam konstrukt kobiecości. Następny tekst, Ewy Łączyńskiej-widz, dotyczy praktyk wystawienniczych artysty-kuratora Donalda Judda jako twórcy Wstęp 11 permanent installation – ideału, który uznać można za ostatnią z moder- nistycznych utopii. Kinga Rościszewska z kolei analizując bardzo swo- isty display, jakim są muzealne witryny internetowe, wprowadza za- gadnienie estetyki relacyjnej oraz partycypacji, kwestie kluczowe także w następnym, błyskotliwym eseju wojciecha szymańskiego. w artyku- le Postminimalizm jako zwrot etyczny autor omawia szeroko mechanizmy procesu upodmiotowienia widza w kontakcie z działaniami Felixa Gon- zaleza-Torresa. Kluczowa dla jego tekstu próba oglądu zjawiska z prze- ciwstawnych tradycji wprowadza do omawianego fenomenu wystawy nową perspektywę. Z kolei esej Carol Zemel jest platformą pomiędzy tą a kolejną częścią książki. Głównym jego przedmiotem jest analiza sposobów reprezentacji kobiet w pracach przynależących albo sytuują- cych się na granicy kulturowego tabu – pornografii, dla nas jednak rów- nie ciekawy i nowatorski wydaje się drugi poruszany przez autorkę pro- blem – skupienie na procesie patrzenia na te obrazy i rodzaj implikacji w nie widza zastosowany przez każdego z interesujących badaczkę ar- tystów. Opublikowany w 1989 roku tekst, jeden z najstarszych w na- szej antologii, mimo lawinowego przyrostu literatury nadal uderza nie- zwykłą precyzją konstrukcji i trafnością diagnoz. Ostatnią część antologii – O ciele, otwiera kanoniczny nie tylko dla feministycznej historii sztuki tekst Amelii Jones, która podobnie jak Zemel analizuje sposoby wystawiania kobiecego ciała – które jednak rozumie inaczej, jako flesz, ciało z krwi i kości – oraz projektowany przez artystkę sposób jego oglądu na przykładzie praktyk określanych mianem sztuki ciała Hannah wilke. Łącząc narzędzia fenomenologii Merleau-Ponty’ego i postlacanowską psychoanalizę afirmującą kobie- cy podmiot w ujęciu Luce irigaray, Jones skupia się na wieloznaczno- ści kobiecego narcyzmu i retoryki pozy użytych jako narzędzia dekon- strukcji patriarchalnego modelu kobiety, ale także jako umożliwiające perspektywne, feministyczne o nim myślenie. Problematykę podję- tą w tym tekście rozwijają Halina Baczewska i Dominika Baliga, przy- glądając się sposobom obrazowania i wystawiania ciała odpowiednio w Portretach plażowych Rineke Dijkstra i performance’ach z użyciem ży- wych modelek Vanessy Beecroft. Nieco inne spojrzenie na kobiece re- prezentacje tworzone przez świadomą uwarunkowań ciała i kobiece- go podmiotu artystkę – Natalię LL – proponuje Agnieszka Kwiecień. Jej esej Ostentacja gestu korzystający z narzędzi psychoanalizy lacanow- skiej i łączący je z koncepcją erotyzmu wedle Bataille’a jest narracja 12 Maria Hussakowska, Ewa Małgorzata Tatar o kobiecym pożądaniu i kobiecej rozkoszy zaklętych w projektowanych przez Natalię LL własnych wizerunkach. Kolejny tekst, Karoliny Ko- lendy, traktuje o sposobach rozumienia ciała w kręgu brytyjskich ar- tystów pokolenia yBA i wprowadza do analizy sztuki elementy filo- zofii medycyny, dyscypliny stosunkowo rzadko uprawianej w Polsce. Kolenda koncentrując się na wizerunkach ciała w rozpadzie, co metafo- rycznie podnosiła także Kwiecień, a dosłownie Jones, wprowadza per- spektywę abjektu rozumianego za Julią Kristevą oraz rozwijającej się nie tylko w oparciu o cielesne doświadczenia, ale zawsze wyciskającej na ciele swe piętno traumy. Ten wątek wraca w ostatnich dwóch ese- jach tomu, w których ciało jest traktowane jako narzędzie umożliwia- jące pracę z historycznym dyskursem niejako z marginesu. Justyna Ba- lisz w niezwykle nowatorski sposób przygląda się wczesnym pracom Anselma Kiefera i Georga Baselitza, analizując posttotalitarną traumę narodu niemieckiego skupia się na zagadnieniu pamięci i ucieleśnienia tego doświadczenia. Z kolei Aleksandra Jach, przyglądając się prakty- kom „wystawienniczym” Piotra Uklańskiego i rozwijając w kontekście jego działań zagadnienie uczestnictwa indywiduum w wydarzeniu hi- storycznym, pisze o odgrywaniu wspólnoty i antyindywidualnym po- traktowaniu ciała w jego realizacjach Bez tytułu (Papież) i Bez tytułu (So- lidarność). Jach przywołuje mesjanistyczne mity i fantazmaty rządzące romantycznym „duchem” polskiej kultury i na przykładzie analizowa- nych prac wskazuje na ideologiczne uwarunkowania pracy z pamięcią i traumą historyczną w polskim dyskursie publicznym. Tym samym tom, wychodząc od analizy redystrybucji władzy w wystawienniczej przestrzeni muzeum i budowanej przez nie fikcji nowoczesności, gdzie ciało widza jest nieodrodnym produktem dyskursu, zamyka się analizą skostniałych, wręcz zmuzealnionych klisz w wystawianiu ciała trakto- wanym jako mechanizm budowania iluzji nowoczesnej wspólnoty. O Ramie Donald preziosi Mózg ciała zieMi. Muzea i raMoWanie MoDernizMu „stoisz na środku małego pokoju. Ściana naprzeciw ciebie jest cała z lustra. Ta za tobą także jest lustrzana. Miejsce, gdzie stoisz, jest miej- scem, gdzie znajduje się obiekt w muzeum; tam, gdzie są twoje odbi- cia, to miejsce, gdzie jesteś ty jako podmiot, jako użytkownik muzeum. Kiedy tylko znajdziesz się poza muzeum, wszystkie te relacje zostają odwrócone”. Niczego nie można by bardziej spodziewać się w tomie poświęco- nym „retoryce ramowania”* niż eseju dotyczącego jednej z najważniej- szej i najbardziej niezastąpionej instytucji naszej nowoczesności, jaką jest muzeum. Jednak poniższy tekst nie będzie historią instytucji w pi- gułce ani kolejnym „odczytaniem” tej czy innej instytucji muzealnej ro- zumianej/konstruowanej [constru(ct)ed] jako znacząca, ponieważ doj- mująco „ilustruje” niektóre hipotezy na temat ewolucji ideologii este- tycznych czy systemów filozoficznych. Będzie to próba naszkicowania kilku najważniejszych kwestii, problemów i kłopotów, które w moim rozumieniu należy poruszyć, aby odpowiednio zastawić pułapki na kil- * Tekst ten pierwotnie publikowany był w tomie The Rethoric of Frame: Essays on the Bounderies of the Artwork, red. P. Duro, Cambridge 1996. 1 Donald Preziosi ka z najtrudniejszych do wytropienia nawyków, jakie wyrobiliśmy so- bie, kiedy mówimy o muzeach we współczesnym świecie. Poniższy tekst będzie zatem aberracją [derangement]: wykolejeniem [derailement] tego, co mogłoby być spodziewaną czy wyobrażoną trajek- torią eseju na temat muzeów jako „narzędzi ramowania” [framing devices], a także wydzieleniem [estrangement] kilku naszych lepiej znanych, nie- ujawnionych (czy nieoznaczonych) założeń na temat tego, czym muzea są i co robią; na temat tego, co (i kogo) „ramują”. Być może wyluzowa- nie będzie tu odpowiednim obrazem – chciałbym, byśmy wyluzowali się w taki sposób, w jaki można by użyć przerzutki [dérailleur], aby na chwi- lę odsprzęglić się [disengage] od mechanizmu muzeum: zwolnić sprzęgło i jechać na luzie, i spróbować wyraźniej dostrzec działanie tej maszynerii, którą łatwiej jest kierować, gdy wciąż jest „na biegu” [„engaged”]. Chciałbym umiejscowić was jako czytelników pomiędzy dwiema lu- strzanymi powierzchniami pokoju, o którym właśnie wspomniałem. Często zdarza się, że kiedy stoi się w takim pokoju patrząc na swój wi- zerunek pozornie odbijający się w nieskończoność, można zazwyczaj zobaczyć, po kilkunastu powtarzających się odbiciach, stopniowe i na- rastające zakrzywienie na tej czy innej osi przestrzennej w taki sposób, że wizerunki zacierają się w tym czy innym kierunku (w górę, w dół, na bok); i po chwili odbicia już wcale nie idą w nieskończoność, ale ra- czej znikają za jedną ze strukturalnych ram pomieszczenia lub za naszą własną sylwetką. Jednakowoż, na pierwszy rzut oka, naprawdę wydaje się, że idzie ono w nieskończoność. Ten rozdział jest o tych odbiciach, zniekształceniach i ramowaniach, o tym, co jest nam dane do oglądania, o tym, co jest oglądane, co jest ukryte przez to, co widzimy w muzeach. Zaczynamy zatem od akademicko-konwencjonalnego głównego cy- tatu. składa się on z dwóch krótkich fragmentów książki opublikowa- nej dekadę temu pod tytułem Jak zwiedzać muzeum [How to Visit a Mu- seum] . Tom napisany przez Davida Finna, wybitnego fotografa sztuki, który przez wiele lat związany był z brytyjskim rzeźbiarzem Henrym Moorem, można znaleźć w sklepie praktycznie każdego większego mu- zeum w anglojęzycznym świecie. Książka zaczyna się w następujący sposób: „Nie ma dobrego czy złego sposobu zwiedzania muzeum. Naj- ważniejszą zasadą, o jakiej należy pamiętać, kiedy przekracza się drzwi wejściowe, jest ta, by iść za własnym instynktem. Bądź gotów, by od- naleźć to, co się ekscytuje, by cieszyć się tym, co zachwyca twoje serce Mózg ciała ziemi... 17 i umysł, być może by przeżyć doświadczenie estetyczne, którego nig- dy nie zapomnisz. Czeka na ciebie uczta i powinieneś w pełni z niej skorzystać. Zostań tak długo lub tak krótko, jak zechcesz, ale przez cały czas staraj się, by dzieło sztuki przemówiło bezpośrednio do ciebie przy minimalnej ingerencji czy rozproszeniu uwagi”. To są początko- we słowa książki. Kończące brzmią następująco: „Połącz się z dziełem sztuki, aby przekonać się, co osobiście możesz w nim znaleźć, co jest znaczące lub poruszające, i porozmawiaj z kimś bliskim o tym, co wy- warło na ciebie wyjątkowy wpływ. Posłuchaj, co inni mówią o swoich emocjach i sprawdź, czy to pomaga ci docenić coś, czego nie dostrze- głeś wcześniej. Muzea są dla ciebie . Mogą dać ci coś, co w dawnych czasach mieli tylko królowie i królowe: okazję do tego, by przebywać z największymi dziełami wszechczasów. Jeśli wiesz, jak wykorzystać w pełni swoje przygody, możesz nawet zabrać jakieś reprodukcje swych ulubionych prac do domu i sprawić, by stały się stałą częścią twojego życia”. Żyjemy obecnie w głęboko muzeologicznym świecie – świecie, który w niemałym stopniu jest sam w sobie produktem i skutkiem ja- kichś dwóch wieków muzeologicznych rozmyślań. Muzea są jednym z głównych miejsc, w których w tym okresie naszą nowoczesność wy- tworzono, naznaczono genderowo i podtrzymywano. Muzea są tak na- turalne, wszechobecne i niezbędne nam dzisiaj, że pomyślenie wstecz o świecie bez nich wymaga wielkiego wysiłku, podobnie jak myślenie przenikające cień, jaki rzuca wielka i oślepiająca swojskość tej prawdzi- wie niesamowitej technologii społecznej. Nasz świat jest nie do pomy- ślenia bez tego niezwykłego wynalazku. Dwieście lat temu w świecie, który przechodził wielkie wstrząsy społeczne i polityczne, instytucja publiczna, którą obecnie powszech- nie nazywamy „muzeum”, stała się ważną częścią społecznej, politycz- nej i pedagogicznej transformacji różnych europejskich państw narodo- wych. Publiczne czy miejskie muzeum dosłownie zostało wynalezione w tym czasie, w podobny sposób, w jaki jego siostrzane, oświeceniowe instytucje, takie jak szpitale, więzienia czy szkoły, osiągnęły nowocze- sny kształt poprzez zreformowanie różnych niedawnych i przyjętych praktyk zaczerpniętych z wielu aspektów życia społecznego oraz po- przez zsyntezowanie ich zgodnie ze skorygowanymi i inaczej skierowa- nymi społecznymi misjami, a także po ty, by je wytwarzać. Każda z tych instytucji społecznych zastąpiła swoje wcześniejsze wersje w potężny, nowy sposób jako narzędzia oświeceniowego przed- 1 Donald Preziosi sięwzięcia, jakim była współmierność – sprawienie, by wszystkie płaszczyzny życia społecznego i „natury” stały się widoczne, czytelne, racjonalnie uporządkowane, zarejestrowane, zorganizowane i – ponad wszystko – przekładalne na siebie nawzajem. szpitale stały się złożonymi, teatralnymi, optycznymi i semiotycz- nymi narzędziami rozpoznawania choroby i określenia zdrowego ciała społecznego. więzienia stały się panoptycznymi narzędziami izolowa- nia, mierzenia i obserwowania społecznych dewiacji oraz zadośćuczy- nienia im. A szkoły zostały uporządkowane i usystematyzowane zgod- nie z modelami wojskowego zachowania i dyscypliny, nagrody i kary, co doprowadziło do powstania systemów edukacyjnych, jakie znamy obecnie, i pól czy „dyscyplin”, które zwykliśmy pojmować jako natu- ralne czy dane. Co zatem wyjaśniły, zdyscyplinowały, naprawiły i czym zajęły się muzea? Co właściwie stało się widoczne w tych nowych, muzeologicz- nych przestrzeniach, w tej nowej, dyscyplinarnej maszynerii? Poniższe uwagi zajmują się tym, jak muzea robią to, co robią; tym, co było stawką, kiedy rozpoczęły tę działalność, czymkolwiek ona jest, dlaczego właściwie miałyby robić takie rzeczy, i tym, jakie skutki ma to, co robią . innymi słowy, jak i dlaczego pracują oraz co ta „praca” sama w sobie wykonuje w szerszej skali. Zatem wyluzujmy się [derail] i powróćmy do początku. Posłuchaj- my znowu, co mówi David Finn w swym doskonale nijakim zestawie instrukcji przeznaczonych dla bywalca muzeów: „Nie ma dobrego czy złego sposobu zwiedzania muzeum. Najważniejszą zasadą, o jakiej należy pamiętać, kiedy przekracza się drzwi wejściowe, jest ta, by iść za własnym instynktem. Bądź gotów odnaleźć to, co cię ekscytuje, cieszyć się tym, co zachwyca twoje serce i umysł, być może przeżyć doświadczenie estetyczne, którego nigdy nie zapomnisz. Czeka na ciebie uczta i powinieneś w pełni z niej skorzystać. Zostań tak długo lub tak krótko, jak zechcesz, ale przez cały czas staraj się, BY DZIE- ŁO SZTUKI PRZEMÓWIŁO BEZPOŚREDNIO DO CIEBIE przy mini- malnej ingerencji czy rozproszeniu uwagi . Połącz się z dziełem sztuki, aby przekonać się, co osobiście mo- żesz w nim znaleźć, co jest znaczące LUB poruszające, i porozmawiaj z kimś bliskim o tym, co wywarło na ciebie wyjątkowy wpływ. Posłu- chaj, co inni mówią o swoich emocjach i sprawdź, czy to pomaga ci docenić coś, czego nie dostrzegłeś wcześniej. Mózg ciała ziemi... 1 Muzea są dla CIEBIE. Mogą dać ci coś, co w dawnych czasach mieli tylko królowie i królowe: okazję do tego, by przebywać z naj- większymi dziełami wszystkich czasów. Jeśli WIESZ, JAK W PEŁNI WYKORZYSTAĆ swoje PRZYGODY MUZEALNE, możesz nawet za- brać jakieś reprodukcje swych ulubionych prac do domu i sprawić, by stały się stałą CZĘŚCIĄ TWOJEGO ŻYCIA”. Książka rozpoczyna się sprzecznością: powiedziawszy, że nie ma dobrego ani złego sposo- bu „odwiedzania” muzeów, Finn nakreśla następnie jedyny właściwy sposób – „iść za własnym instynktem” (pomińmy tutaj fakt, że jakie- kolwiek „instynkty” są w tym miejscu siłą rzeczy już wysoce obramo- wane i skonwencjonalizowane). Jak pisze dalej, chodzi o to, by przeżyć „doświadczenia estetyczne” (nie jest ono jednak zdefiniowane) i spę- dzić dobrze czas na tej „uczcie”, bo inaczej możemy tylko winić siebie: spraw, by obiekt „przemówił bezpośrednio do ciebie”, wystrzegając się ingerencji czy rozproszenia uwagi przez innych estetycznych konsu- mentów. Nakłania się nas, byśmy „łączyli się” z dziełami stuki – to zna- czy odnaleźli coś „znaczącego lub poruszającego” (znów ów stary, za- chodni, metafizyczny duet); jeśli masz kłopot, skłoń kogoś w pobliżu, by „mówił o swoich emocjach” (jeśli potrafisz to znieść), tak żebyś ty także nauczył się to robić. w końcu wszystko to jest tam dla ciebie – fakt, który powinieneś docenić, jako że w dawnych czasach tylko człon- kowie rodziny królewskiej i bogaci mogli mieć to, co obecnie „masz” ty – możliwość, by „być z (cokolwiek to oznacza) największymi dziełami wszechczasów”. „wykorzystanie w pełni” tej „przygody” (czy napraw- dę nie jesteśmy w Disneylandzie?) ciągnie za sobą także zabranie „re- produkcji” (repliki, odbitki czy pamiątki) ulubionego dzieła, aby spra- wić, by (doświadczenie, emocja, „znaczenie”) było „stałą częścią two- jego życia”. To wszystko jest absolutnie niezwykłe. Książka nie wspomina jed- nak – co jest dość zaskakujące, jako że są one częścią zwiedzania mu- zeów od lat pięćdziesiątych – o audioprzewodnikach, które mogą od- izolować cię od hałasów, jakie robią inni kupujący. Jednak owa izola- cja ma swoją cenę (nawet w bezpłatnych muzeach rzeczy mają swoją cenę) – jaką jest podporządkowanie swego osobistego kontaktu z dzie- łem sztuki dziwacznym komentarzom jakiegoś kuratora muzealnego, jakiegoś anonimowego i prawdopodobnie źle uposażonego historyka sztuki czy też może aktora o wytwornym akcencie mamroczącego męt- ne brednie wprost do twego ucha. [...] 20 Donald Preziosi Powinno być jasne, że Finn prezentuje nam taki pogląd na insty- tucję, który jest zdecydowanie najzwyczajniejszym w nowoczesnym życiu – według niego muzea to strażnicy unikalnych obiektów, któ- rych główną wartością jest osobiste oświecenie, rozrywka, fetyszyza- cja i pozorność posiadania. Być może nie możesz ich posiadać (jak mo- gli ci dawno odeszli królowie i królowe); z pewnością nie możesz ich dotknąć; ale możesz, jeśli chcesz, kupić kopię i wypełnić swoją egzy- stencję tym, co może dla ciebie stać się „stałą częścią twojego życia”. (w innym miejscu w książce Finn odpowiada historię o nieżyjącym sir Kennetcie Clarku, którego dom na wsi i mieszkanie w Londynie wypeł- nione były „oryginalnymi dziełami sztuki”, podczas gdy na kominku w Londynie stał zestaw pocztówek z dziełami sztuki, które od czasu do czasu zmieniał, aby „odświeżyć swoje upodobania”.) Pozostaje faktem, że większość z nas muzea – a szczególnie, rzecz jasna, „muzea sztuki” – uważa za archiwa tego, co mamy postrzegać jako mądre, wizualne teksty, które powinny być czytane albo interpre- towane, z którymi użytkownicy muzeum powinni łączyć się lub podzi- wiać je: w gruncie rzeczy muzea uważane są za pozajęzykowe wizualne i/lub przestrzenne zagadki, których rozwiązanie leży w skleceniu ich razem z najmądrzejszych słów. w krótkich fragmentach tej doskonale zwyczajnej, niezaskakującej i prawdziwie szczerej książeczki jest tyle historii społecznej, politycz- nej ideologii i estetycznego doradzania, że moglibyśmy zająć się tym dużo dłużej. Chciałbym raczej napomknąć tu mimochodem o znacze- niu takich niedostrzeganych rzeczy; faktu, że sama zwyczajność i na- turalność tak prostych, entuzjastycznych tekstów niesie ze sobą brze- mię najgłębiej zakorzenionych i skutecznych działań ideologicznych. w tym przypadku działanie to polega na niezauważaniu szczególne- go i ustalonego inscenizowania podmiotów i przedmiotów, tak że są one na równi oderwane od swych społecznych i historycznych kontek- stów. Tekst Finna – a jest on oczywiście jedynie jednym z setek podob- nych, za pomocą których nasze życie jest obecnie ramowane – ukazuje jako całkowicie normalne i naturalne to, co tak naprawdę jest końco- wym rezultatem niemalże dwóch wieków masowego dyscyplinowa- nia nowoczesnych populacji, aby widziały i czytały na odpowiednie – a w tym przypadku politycznie odpowiednie – sposoby. Zwyczajność tego tekstu jest nieodłączną częścią procesu dyscyplinowania nowo- czesnych populacji, by rozumiały historię jako niesproblematyzowa- Mózg ciała ziemi... 21 ną, a nawet naturalną ewolucję czy progresję stylów, smaków, postaw, spośród których można twórczo wybierać coś swojego. (Przychodzą na myśl wszystkie te tomy Rizzoli na temat „stylu santa Fe” czy „wnętrz dekonstruktywistycznych”.) Czy dziwi fakt, że rzeczywistość wirtual- na wcale nie dziwi? Co więc tak naprawdę jest stawką w muzeologicznym kunszcie dra- maturgicznym, dramaturgii czy ramowaniu? i co mogło być stawką dwa wieki temu, na początku nowoczesnego muzeum? Obecnie jest dość trudno docenić, jak rewolucyjny był ten wynala- zek u schyłku XViii wieku, ponieważ (jak często bywa z wynalazkami cechującymi się prawdziwym geniuszem i zdradliwą prostotą) jego pe- łen potencjał i niezbędność zostały zrozumiane dopiero po jakimś cza- sie poprzez użycie i eksperymenty. w ciągu XiX wieku muzeum stało się niezbędnym elementem nowoczesnego, burżuazyjnego państwa narodo- wego; mniej więcej w połowie wieku w Europie, a także coraz częściej w innych miejscach, w jej koloniach i w sferach politycznych oraz kul- turowych wpływów instytucja ta osiągnęła swą mniej lub bardziej stałą formułę, od której nie odeszła znacząco aż do dnia dzisiejszego. Najbardziej dramatycznym i katalitycznym wydarzeniem w historii wynalazku muzeum w jego nowoczesnej formie była Rewolucja Fran- cuska1. Jej bezpośrednim skutkiem było otwarcie i przeformatowanie wcześniejszych królewskich i książęcych kolekcji. Chociaż głównym miejscem tych zmian był oczywiście Luwr, kilka nowych przestrzeni muzealnych w Paryżu zapoczątkowało nowe techniki kunsztu drama- turgicznego2 . Niektóre techniki miały wcześniejsze precedensy. Pojęcie galerii miało swe źródło (skąd też nazwa) w długich korytarzach powszech- nych w królewskich siedzibach i pałacach, w których układane były zazwyczaj ciągi chronologiczne portretów rodzinnych. Najczęściej sta- rano się ramować każdy obraz w identyczny sposób, by poprzez jed- ność wizualną symbolizować genealogiczną ciągłość i trwałość. Takie 1 Doskonałe i przydatne omówienie tego tematu, a także dobrą biobliografię, można znaleźć w: Andrew McClellan, Inventing the Louvre: Art, Politics, and the Origins of the Modern Museum in Eighteenth-Century Paris, Cambridge 1994. 2 Patrz: stephen Bann, The Poetics of the Museum: Lenoir and Du Sommerard, w: tegoż, The Clothing of Clio, Cambridge 1984, s. 77–92; Eilean Hooper-Greenhill, Museums and the Sha- ping of Knowledge, London 1992. Por. Donald Preziosi,The Question of Art History, „Critical inquiry” XViii, 1992, s. 363–386 – tam dodatkowa bibliografia. 22 Donald Preziosi techniki miały cele wyraźnie wychowawcze skierowane do młodszych członków rodziny. wiele wizualnych i optycznych technik formatowania, które stały się powszechne w nowych muzeach, zapoczątkowali jezuici jako część ich programu edukacji religijnej, propagandy i działań misjonarskich w czasie kontrreformacji. Latarniowa projekcja slajdów, na przykład, miała u swych siedemnastowiecznych początków specyficznie religijną funkcję, a podział przestrzeni wystawienniczej zgodnie z mierzonymi odstępami czasu był stosowany dość wcześnie3. Chodzi tutaj o to, że w ostatnich latach XViii wieku i na początku XiX pewna ilość elemen- tów tego, co miało się stać nową, publiczną instytucją muzealną, była systematycznie integrowana i używana do jednoznacznie politycznych celów, aby (re)edukować nowo zdemokratyzowanych obywateli. wiele zasad nowej instytucji było jasno sformułowanych przez Ale- xandre’a Lenoira w związku z jego Muzeum Pomników Francuskich znajdującym się w opuszczonym budynku Zakonu Augustianów w Pa- ryżu. w tekście opublikowanym w 1806 roku, ale napisanym wcze- śniej, Lenoir nakazał, by układ wszystkich materiałów muzeum był w porządku chronologicznym, według stuleci, tak aby instytucja mo- gła służyć jako szkoła i jako encyklopedia (jego określenie), aby oby- watele mogli uczyć się mierzyć stopnie doskonałości i niedoskonało- ści w historycznej ewolucji zabytków aż do teraźniejszości4. Muzeum, twierdził Lenoir, ma podwójną orientację. Jest to wyraźnie polityczna instytucja, której kolekcje i obiekty je tworzące powinny być dobrane 3 w istocie jest wiele podobieństw między politycznymi programami nowych pu- blicznych muzeów a religijnymi programami pewnych instytucji kościelnych. Nie są ono zbadane, chociaż konferencja w Darmouth College w 1993 roku na temat pewnych aspek- tów tego zagadnienia sugeruje pojawienie się świeżych spostrzeżeń (jak dotąd niepubli- kowanych). Por. Donald Preziosi, Brain of the Earth’s Body: Art, Museums, and the Phantasms of Modernity, Minneapolis 2003; a także dwa ostatnie i doskonałe studia nad wczesnymi początkami europejskich muzeów i kolekcji: Adalgisa Lugli, Naturalia et mirabili: Il colle- zionismo enciclopedico nelle wunderkammern d’Europa, Milan 1983; The Origins of Museums: The Cabinet of Curiosities in Sixteenth- and Seventeenth-Century Europe, red. Oliver impey, Ar- thur MacGregor, Oxford 1985 – z rozległą bibliografią. Patrz także w związku z jezuita- mi: Adalgisa Lugli, Inquiry as Collection: The Althanasius Kircher Collection in Rome, „REs” Xii, 1986, s. 109–124. 4 Alexandre Lenoir, Description historique et chronologique des monumens de sculpture réu- nis au Musée des monumens français, Paris 1806; reprint częściowy w: François Dagognet, Le muse sans fin, Paris 1993, s . 112 . Mózg ciała ziemi... 23 tak, aby podkreślić rozwijającą się wielkość i splendor państwa. Jest to jednocześnie instytucja wychowawcza w tym sensie, że ma zostać tak zorganizowana, by stało się jednoznacznie oczywiste dla ogółu publicz- ności, a szczególnie dla młodzieży, że można zdobyć wiedzę, obserwu- jąc wszystkie sztuki i nauki ułożone razem w odpowiednio zaznaczone związki (oświeceniowa współmierność). Tym, co odróżniało te nowe instytucje publiczne od wcześniej- szych kolekcji prywatnych, gabinetów, gabinetów osobliwości, skarb- ców i tym podobnych, było wzmożone powiązanie między strukturą a chronologią – chronologią pojmowaną jako zarówno genealogia, jak i postęp ewolucyjny. Obiekty i artefakty zostały wybrane dla ich war- tości dokumentacyjnej w procesie inscenizowania historycznej narracji lub historii, która prowadziłaby do jej nieuchronnej kulminacji w teraź- niejszości – teraźniejszości [present(ness)] rozumianej jako anamorficz- ny punkt, który nadawał sens historii, przeszłości. Nowe muzeum było mikrokosmosem na skalę państwa, który był zarówno tableau o per- spektywie zbieżnej, jak i trajektorią czy też podróżą ciał i dusz; dyscy- pliną i cursus . To rozczłonkowanie [dismemberment] śladów przeszłości zostało w ten sposób za-pamiętane [re-membered], przetkane w artefaktowe narracje, które miały orientację i sens epizodyczny. Muzeum prezento- wało dokumentalne dowody usankcjonowanej przez państwo historii ewolucyjnej, nakreślając w śmiały i materialnie namacalny (i estetycz- nie odczuwalny) sposób to, jak my, jako obywatele nowego, wspania- łego świata, byliśmy tym, do czego zmierzała przeszłość przez cały ten czas (brzmi znajomo?)5 . Mówiąc krótko, nowa instytucja muzealna stała się miejscem wysta- wiania tego, do pożądania czego – jako swojej ojcowizny – można skło- nić poddanych: miejscem wzbudzania, wprowadzania i rozmieszczania społeczno-historycznych tęsknot i wszelkiego rodzaju pragnień. Przy- pomnijmy sobie cel Lenoira: nowe muzeum powinno być miejscem, gdzie można zdobyć prawdziwą wiedzę poprzez dostarczenie każde- mu obywatelowi możliwości, by widział, jak to ujął, „wszelkie sztu- ki i nauki” (to znaczy, kulturę państwa w całości) ułożone według ich 5 Użyteczne omówienie tej kwestii i innych z nią związanych można znaleźć w: Ri- chard Terdiman, Deconstructing Memory: On Representing Past and Theorizing Culture in France Since the Revolution, „Diacritics” XV, 1985, s. 13–45. 24 Donald Preziosi prawdziwych i odpowiednich relacji, gdzie wszystkie ich części spa- jają się w systematyczny, encyklopedyczny sposób. Znaczenie lub waga jakiegokolwiek konkretnego przedmiotu czy okazu w tym synoptycz- nym asamblażu, tym encyklopedycznym teatrze pamięci, było funk- cją (istotnie „artefaktem”) jego miejsca i pozycji w szeregu. w każ- dym przedmiocie, niczym w wykonanych, by pełniły określoną funkcję, elementach klasycznej świątyni greckiej, można szukać znaków jego prawdziwego i odpowiedniego (i jedynego) miejsca w konstrukcji. Chronologia staje się genealogią, która z kolei staje się ewolucją i postępem, a wszystko jest orientowane i nakierowane [arrowed] ze względu na swą wagę, swój wkład w wytwarzanie teraźniejszości – tego nowego, „nowoczesnego” miejsca, które z kolei gwarantuje wagę i znaczenie przeszłości. Teraźniejszość potrzebuje przeszłości, by legi- tymizować, naturalizować i podtrzymywać się; w muzeografii i poprzez nią przeszłość staje się pomnikiem w teraźniejszości. według powszechnie podtrzymywanego założenia w (ostatnio opa- słej) literaturze na temat muzeów i ich historii odbyła się mniej lub bardziej gładka ewolucja instytucji od wczesnych kolekcji, kunstkammer, wunderkammer oraz idiosynkratycznych i prywatnych muzeów. Zazwy- czaj ukazuje się ten proces tak, jakby w pewien sposób pędził on w kie- runku większego porządku i racjonalnej systematyzacji, która nastąpiła we wczesnych latach XiX wieku. według takiego poglądu wczesna pry- watna kolekcja lub gabinet osobliwości były nieuporządkowanym, nie- zorganizowanym czy też idiosynkratycznym rodzajem muzeum raczej, niż inaczej uformowanym rodzajem uporządkowanego zbioru. Nowe publiczne instytucje mogły więc być przedstawione jako unicestwiają- ce wcześniejsze prywatne instytucje. Praktycznie każda historia muze- ologii wychodzi od takiej pozycji, otwarcie lub nie. Jednak im więcej cierpliwej uwagi poświęcamy tym latom, tym bar- dziej staje się jasne, że nie mamy tu do czynienia z systemem i po- rządkiem, które powstały same dla siebie (tak jakby w ogóle mogłoby się tak zdarzyć), ale raczej z kompletnie nowym dla niektórych miejsc, ideologicznym ukierunkowaniem na formatowanie wiedzy i dostępu do informacji, które pochodzi z potrzeby nowo powstającego społecz- no-politycznego porządku. staje się też jasne, że ewolucja społecznych, politycznych, epistemologicznych i technologicznych porządków po- stępuje jednocześnie i bez łatwo zauważalnych jednokierunkowych po- wiązań przyczynowych. sytuacja jest najbardziej odczuwalna (i najbar- Mózg ciała ziemi... 25 dziej dramatyczna) we Francji, ale jest nie mniej prawdziwa w Anglii, włoszech, skandynawii i Niemczech, jako część przedsięwzięcia oświe- cenia, jakim było dostarczenie potencjalnie powszechnego dostępu do wiedzy i do (kilku) technik transformowania społeczeństw, tak by były one w pewnej mierze przejrzyste dla samych siebie. Jednocześnie, co jest jasne, istnieją wyczuwalne ciągłości pomiędzy nowymi i starymi reżimami, szczególnie jeśli chodzi o niektóre szczegóły kunsztu drama- turgicznego i wystawiania [display]6 . Muzeum historyczne było zarówno produktem, jak i efektem tego rewolucyjnego przedsięwzięcia, a także jedną z fabryk produkujących nowe społeczne, polityczne i epistemologiczne porządki. w procesie konstruowania teraźniejszości, „nowoczesnego” świata stary/e mu- siał/y zostać rozczłonkowane [dismembered] i zapamiętane [re-membe- red] na nowe sposoby: przeszłość uruchomiono, by opowiadała histo- rię o tym, jak powstała teraźniejszość. Historia, genealogia i teleologia są w ten sposób połączone: monument dosłownie (i etymologicznie) ostrzega [łac. moneo, monere – przyp. red.] o swojej genealogii i pocho- dzeniu, ostrzegając o swej historyczności. Zwyczajne rzeczy na świe- cie zostały przefiltrowane (i w wielkim stopniu sfabrykowane przez) epistemologiczne siatki i ściany muzeum, poprzez przestrzenie jego wyobrażonego porządku, aby pojawić się jako obiekty, które zawsze i wszędzie należy czytać jako obiekty-lekcje; jako materiał dowodowy czegoś nieobecnego lub uprzedniego. Muzeum staje się instrumentem optycznym do załamywania społeczeństwa i jego historii czy wielu hi- storii w biografię i narrację, w prolog do naszej teraźniejszości [present- ness]. w istocie samo istnienie takiej instytucji zmienia większość rze- czy w materiał muzeologiczny – w obiekty, które bez względu na to, czy można (czy warto) umieścić je w muzeum, teraz mają zdecydo- wany związek z tym, co jest lub może zostać zmuzeologizowane. Całe utworzone (i do pewnego stopnia nie-utworzone-przez-nas) środowi- sko i jego części są siłą rzeczy muzeologicznymi obiektami. Mówiąc krótko, rzeczy w świecie nie są dłużej tym, czym były; są teraz rzeczami nie w muzeum. w podobny sposób, w jaki istnienie teatru problema- tyzuje i ironizuje wiarę w rozróżnienie pomiędzy naturalnym zachowa- niem a graniem, muzea, dzieląc świat na muzeologiczny i niemuzeolo- 6 Jest to bardzo rozległy temat poruszony tu jedynie w zarysie. szczegółowo rozwijam go w Donald Preziosi, Brain of the Earth’s Body, dz. cyt. 2 Donald Preziosi giczny, czynią ironicznym sam ten podział. Jednocześnie problematycz- ne staje się rozróżnienie między oryginałem i kopią. Oczywiście te ideologiczne transformacje postępują szybko w wielu miejscach tego ciała społecznego i efektywność któregokolwiek z nich – powiedzmy, muzeów, powieściopisarstwa, gazet, szkół czy ewolu- cji „publicznej” (to znaczy, wzajemnie na siebie przekładalnej, czy też współmiernej) domeny miejskiej – została zwiększona poprzez uloko- wanie go na wielkiej matrycy wzajemnie się definiujących [codefining] praktyk społecznych. sam historyzm pod wieloma postaciami (przychodzi na myśl ideo- logiczna aktywność nowopowstałego zawodu historyka sztuki) jest szczególnie produktem tego, jak muzea ukazują wiedzę i jak wywołują zrozumienie. Ostatecznie muzea były dziewiętnastowiecznymi wersja- mi inteligentnych maszyn; aktywnych narządzi inscenizowania i rekon- figurowania historii oraz produkowania nowych podmiotów społecz- nych dla tej historii. Historia, jak muzeum, jest wyraźnym miejscem czy terenem w teraźniejszości, w którym można obserwować wielki hi- storyczny gest: łączenie idei z miejscami oraz czasoprzestrzenne roz- prowadzanie i rozmieszczenie obiektów jako dokumentów i jako symp- tomów czegokolwiek, co może być przekonująco wyobrażone (lub „do- wiedzione”), jakoby je wytworzyło. Pisanie historii i muzea wytwarzają realistyczne iluzje poprzez podobne i uzupełniające się (i wzajemnie wspomagające) rozmieszczanie nazw, opisów, obiektów, relacji i wszel- kiego rodzaju metonimii w wielkim montażu predykatów. służą tym samym jako modele czy paradygmaty związków przyczynowo-skutko- wych. w obu technologiach znaczenie czy sygnifikacja jest funkcją miej- sca, pozycji, rozmieszczenia (widzenia; cytat) w genealogicznych ciągach materiałów. i w podobny sposób zarówno muzeografia, jak i historiogra- fia kształtują rzeczy – wszystkie rodzaje rzeczy (w istocie możliwe, że wszystkie rzeczy [everything]) – w materiał dowodowy, w rzeczy, które teraz działają inaczej, niż działały kiedyś w innych kontekstach. wszystko to jest zadziwiające. Muzeografia staje się, po Rewolu- cji Francuskiej, instytucją paradygmatyczną i przykładem pamięci spo- łecznej – pamięci rozumianej jako jednoczesne zapominanie i pamię- tanie; przykładem aktywnego przemodelowania rzeczy na świecie w przeszłość świata, sformatowanych jako opowieść, która prowadzi do, kończy się na, oznacza i niejako nawet zapowiada czy zawiera (ziar- na) teraźniejszości. Mózg ciała ziemi... 27 Możecie zapytać, co to wszystko ma wspólnego z obiektami muze- alnymi Davida Finna – okazją do prywatnej medytacji, komunii i oświe- cenia, faktycznie oddzielonymi od jakiegokolwiek historycznego pod- łoża, do którego mogą być przypisane (lub, jeśli takie podłoże ma zna- czenie, to jako część aury przedmiotu lub semiotyczny nimb jakiegoś obiektu). Jak to odnosi się do obiektu muzealnego jako materiału do- wodowego czy dokumentalnego; jako ilustracji, reprezentacji, śladu ja- kiejś historii, jakiegoś stanu rzeczy nieobecnego lub odległego? Czy są to te same, czy inne rodzaje obiektów muzeologicznych? inne gałęzie muzeograficznego przedsięwzięcia? i gdzie w tym wszystkim jest miej- sce dla sztuki? właściwie jest to miejsce, w którym to, co w nowoczesnym świecie nazywamy „sztuką”, wchodzi do gry, i to na pozycji centralnej. sztuka, jeden z najniezwyklejszych i najważniejszych wynalazków historii naj- nowszej, jest filarem tego historiograficznego i muzeologicznego gma- chu, kręgosłupa świata, w którym żyjemy, oraz pozycji podmiotu, zaję- cia której na tym świecie uczymy się pragnąć. Aby to wyjaśnić, użyję najpierw cytatu: „Dzieło sztuki można zde- finiować jako dzieło rąk ludzkich o estetycznym znaczeniu, które po- siada swą własną żywotność i realność. Bez względu na środek wyra- zu dzieło sztuki jest unikalną, złożoną, podstawową, w pewnym sensie nawet tajemniczą, indywidualną całością”7. skoro mamy już doświad- czenie tekstu Finna, nie powinno nas dziwić, że działanie tej zwyczaj- nej i niemal uniwersalnej definicji dzieła sztuki sformułowanej przez Eugene’a Kleinbauera w jego (niegdyś wszechobecnym) wstępie do dyscypliny historii sztuki jest tak samo zaskakujące. Opisywany jest tutaj obiekt czy rzecz, która w żadnym sensie nie jest zwyczajna; jest to tak naprawdę przedmiot dyscypliny, olśniewający, tajemniczy przed- miot artystyczno-historycznego pożądania. Jest on od razu definicją maestrii i paradygmatem samego artysty [artist itself] (mówię tu o ar- tyście jak o rzeczy, ponieważ nie mamy tu do czynienia z prawdziwy- mi mężczyznami i kobietami, ale raczej z ideologicznym podmiotem, który jest sam w sobie przedmiotem modernistycznych tęsknot – pra- gnień, które rozbudza i na które odpowiada zarówno muzeografia, jak i historiografia). 7 Eugene w. Kleinbauer, Modern Perspectives in Western Art History, New York 1971, s . 1 . 2 Donald Preziosi w tym miejscu możemy zacząć rozumieć, dlaczego sztuka i rzemiosło stały się tak istotne dla wyprodukowania i utrzymywania nowoczesnego świata. w istocie sztuka staje się kluczowa dla samego ramowania projek- tu oświeceniowego wraz z wprowadzeniem „estetyki” kantowskiej jako oddzielnej i odróżniającej się sfery poznania, i stopniowo staje się coraz silniej organizującą ideą w służbie szczególnej konstrukcji nowoczesnego podmiotu oraz jego działania. staram się przedstawić, co następuje. Dzieło sztuki, które umieszczano w nowych, historycznie zorgani- zowanych muzeach wczesnego XiX wieku, było tak naprawdę insce- nizowane jako model nowego, burżuazyjnego, społecznego podmiotu. innymi słowy, dzieło sztuki było rozumiane/konstruowane jako symu- lakrum, model, makieta, idealna wizja, emblemat, metafora czy znak (lub...) nowoczesnego podmiotu i jego działania. Jednocześnie zmu- zeologizowane dzieło sztuki było paradygmatem (i wzorem) przedmio- towości jako takiej – idealnego obiektu, modelu mistrzostwa, umiejęt- ności, kreatywności, tworzenia i samego geniuszu. Człowieka i jego dzieło ukazywano jako człowieka i/jako jego dzieło. Powrócę do tych kwestii nieco niżej. w nowej instytucji muzealnej działa niezwykły zestaw zjawisk. Po- rządek muzeum można postrzegać jako model „fabularyzowania” [em- plotment] jako takiego, model inscenizowania obiektów pozostających w relacji z innymi obiektami w systemie fabularyzacji [plotting system], który zmienia zestawienia i proste następstwa w ewolucyjną narrację wpływu i pochodzenia, w skonfigurowaną opowieść mającą zwieńcze- nie w naszej teraźniejszości. Jednocześnie porządek muzeum jest sys- temem fabularyzacji, który ukazuje obiekty w kontraście do siebie na- wzajem na etycznej, moralnej czy estetycznej płaszczyźnie, jako wzory tej czy innej własnej mentalności, okresu, rasy, miejsca, gender, etnicz- ności i tak dalej. innymi słowy, obiekty muzealne są inscenizowane tak, aby były poj- mowane jako podmioty same w sobie – i właściwie tak się same umie- ściły, symbolicznie zestawiając prace tego artysty z pracą innego – flo- renckie z weneckim, greckie z rzymskim, nowoczesnych ze starożytny- mi i tak dalej. Mówiąc krótko, obiekty muzealne ukazują swe własne działanie jako symulakra podmiotów, których symptomy stanowią. Działanie ideologiczne, jakie wykonuje ta muzeologiczna technolo- gia, dotyczy w wielkim stopniu tworzenia nowoczesnego obywatela (to znaczy obywatela nowo utworzonej przestrzeni publicznej i społeczno- Mózg ciała ziemi... 2 historycznego czasu) – nowego podmiotu społecznego, sfabularyzowa- nego czynnika; osoby z historią lub życiową narracją, cursus czy życio- rysem, o który należy starannie dbać; życiem, które musi przypominać dzieło sztuki, etycznym i moralnym arcydziełem. sztuka staje się więc narzędziem tej (burżuazyjnej) autokreacji w tym sensie, że dzieła sztu- ki, jako muzeologiczne przedmioty pożądania, są rozumiane/konstru- owane jako obiekty, których styl czy wdzięk wart jest naśladownictwa; których ducha i żywość warto podziwiać; których unikalność warto za- trzymać w pamięci. Przypomnijmy sobie definicję Kleinbauera: „uni- kalną, złożoną, podstawową, w pewnym sensie nawet tajemniczą, in- dywidualną całością”. w tej definicji zostaje (nie)powiedziane, że dzie- ło sztuki jest palimpsestem charakterystycznego sensu nowoczesnej [modern(ist)] jednostki, nie jedynie zwykłym odbiciem. Nie potrzeba wykonywać szczegółowego obliczania słów używanych w terminolo- gii krytyki sztuki, aby odkryć, że język historii i krytyki sztuki był i jest etycznym językiem ja. David Finn miał rację, gdy zasugerował, że mo- żemy tylko winić samych siebie, jeśli sztuka do nas nie dociera8 . Muzea stały się miejscami, które umożliwiają podmiotom, by stały się panami swojego życia poprzez dostarczanie surowych materiałów (ar- cydzieł) i technologii, metod konstruowania szablonów czy rusztowań, na których można budować tę lub inną formę nowej, społecznie usank- cjonowanej osobowości czy podmiotowości, zgodnie z klasą czy pozycją społeczną. Muzea osiągnęły, wspólnie ze swymi siostrzanymi instytucja- mi czy technologiami oświeceniowymi, cyrkulację nowoczesnych popu- lacji wewnątrz etycznie zmienionej historii składającej się z rzeczy prze- mienionych w obiekty, które były obiektami-lekcjami na przynajmniej dwa główne sposoby – jako dokumentalne wskaźniki historii świata możliwej do odczytania jako teleologiczna dramaturgia, posiadająca kie- runek i cel; i jako symulakra pozornie nieskończonych pozycji podmiotu w życiu społecznym, które mogły być podziwiane, pożądane, naśladowa- ne, przed którymi można było uciekać i których można było unikać. To wszystko stanowi niezwykłą, prawdziwie genialną strategię de- mokratyzowania i sekularyzowania nowoczesnego życia społecznego, aby (jak się wydaje) usunąć teologię za pomocą maskarady i palimp- sestu. Tak jak obiekt muzealny służy jako perspektywa czy okno na hi- 8 Tę kwestię i inne z nią związane omawiam w: Donald Preziosi, Rethinking Art Histo- ry: Mediations on a Coy Science, New Haven Conn. 1989, s. 21–53, 80–121. 30 Donald Preziosi storię i ewolucję, tak nowy nowoczesny podmiot społeczny (postre- nesansowy, jednokierunkowy) jest perspektywą na fragmenty (a bar- dziej konkretnie anamorfozą) jego życia, jego doświadczenia. Taka jest wartość „muzealnej przygody”, którą David Finn starał się przedstawić w swojej książce. Podmiot widzi w muzeologicznej przestrzeni, w „obrazie” czy w „ra- mie” muzeum, serię możliwych sposobów, na które może skonstru- ować swoje własne życie, niczym jakiegoś rodzaju scentrowaną jed- ność czy perspektywę łączącą w ułożony i znaczący porządek wszystkie te różne i sprzeczne doświadczenia oraz pragnienia. w pewnym sen- sie można uważać, że nowe muzeum stara się ułożyć wszystkie rzeczy w system perspektywiczny nowych i jasno powiązanych pozycji. Mu- zeum jest w istocie tak genialnym wynalazkiem, jakim była trzy wieki wcześniej w Europie perspektywa zbieżna. Muzea informują nas [put us in the picture] poprzez złożenie nas razem jako scentrowane [centred], unikalne, identyczne [self-identical] podmioty. w tym sensie muzea nie są w żadnym razie zwykłymi kolekcjami czy zbiorami obiektów; ustanawiają porządki obiektów i ich projek- tywnych (i prospektywnych) podmiotów, które takich obiektów „do- starczają” [afford] – afordancji [affordances], które łączą się z tym, co jest rozumiane/konstruowane jako możliwości podmiotu, by zorga- nizować i komponować swój własny świat podmiotu (Innenwelt und Unwelt). w ciągu XiX wieku muzeum stało się „narzędziem centrowa- nia” i całe optyczne instrumentarium służące ustawianiu, usytuowa- niu (postrzeganiu, czynieniu widocznym, ramowaniu) nowoczesnych/ zmodernizowanych [modern(ized)] populacji w i dla historii, która sama została ulokowana, zarówno muzeograficznie, jak i historiograficznie, jako ujawnienie się transcendentnej prawdy. Ten usytuowany podmiot zaznacza i postrzega [(re)marks] historyczne rozumienie jako czasowe pojawienie się i egzemplifikację pozornie transcendentnych prawd. Po- dobnie jak Mojżesz, który zszedł z góry i obwieścił z całkowitym prze- konaniem, że „to nie byłem ja, który napisał te tablice, to był...” (wska- zując w kierunku nieba), muzeum może nas przekonać, byśmy uwie- rzyli, że prawdziwa historia istniała gdzieś tam, niezależna od naszych historiografii, naszych muzeografii, naszych urządzeń i pragnień. Lub przekonać nas, byśmy uwierzyli w historię sztuki niezależną od naszych muzeologii. w ostatnich latach napisano bardzo wiele tekstów, które na powrót zaznajamiały nas z niezwykłą różnorodnością instru- Mózg ciała ziemi... 31 mentów optycznych, urządzeń, gier, eksperymentów i zabawek, który- mi wiek XiX był tak zafascynowany, na punkcie których miał tak wielką obsesję9. Można zasugerować, że w istocie nowoczesne muzeum było najbardziej niezwykłym instrumentem optycznym ze wszystkich: ist- ną summą optyczności, wizualności; instrumentem na skalę państwa; narzędziem, które jednocześnie zawierało państwo. Było to narzędzie produkcji, na płaszczyźnie indywidualnej i zbiorowej, społeczeństw, et- niczności, ras, klas, płci kulturowych, jednostek; historii, postępu, mo- ralności; samej natury i (wielu) przyszłości [future(s)], w kierunku któ- rych wszystko, co jest w nim zawarte, mogło zmierzać. Jeśli muzeum jest istnym domem optyczności, wzroku, jest ono jed- nocześnie, co idzie za tym, miejscem ślepoty i maskarady, gdzie wi- doczne jest także niewidocznym. Przypomnijmy sobie niemożliwość często cytowaną przez historyków sztuki (między innymi Gombricha), jaką jest widzenie płaszczyzny obrazu i tego, co jest namalowane na obrazie, w tym samym czasie; jest tu pewna wahająca się widoczność podobna do tej, jaką wytwarza słynna iluzja sześcianu Neckera. Moż- na powiedzieć, że obiekt w muzeum działa w ten sam sposób, o czym przekonamy się za moment. Co zatem robią, znaczą i ukazują obiekty muzealne? i czego dowiadują się użytkownicy muzeum (zwiedzający), kiedy próbują się z tym zmierzyć? w ogólnym sensie artefakt muzealny ma wyraźnie hybrydyczny sta- tus epistemologiczny, jest wystawiony w iluzorycznej przestrzeni o wa- hającej się określoności i przyczynowości. Z jednej strony, znaczenie obiektu jest wciąż odraczane poprzez sieć asocjacji określonych przez re- lacje formalne, stylistyczne i tematyczne. w XiX wieku w coraz bardziej usystematyzowany sposób dzieło sztuki było wystawiane jako okaz nale- żący do klasy podobnych obiektów, z których każdy wydawał się dostar- czać dowodów na progresywne rozwiązanie podobnych problemów re- prezentacji. Mówiąc krótko, znaczenie obiektu było dosłownie gdzie in- dziej, rozproszone przez pole historyzmu [historicist] . 9 Dobrym początkiem byłoby: Jonathan Crary, Techniques of the observer: On Vision and Modernity in the Nineteenth Century, Cambridge MA 1990, która, choć słaba pod względem historycznych i filozoficznych implikacji omawianych instrumentalności, dostarcza do- brego przeglądu materiału i ma dobre wyczucie niektórych dziewiętnastowiecznych ob- sesji. Najlepsze współczesne studium na temat perspektywy i jej funkcji historycznych to: Hubert Damisch, L’origine de la persopective, Paris 1987, przekład angielski Johna Goodma- na The Origin of Perspective, Cambridge MA 1994. 32
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Display. Strategie wystawiania
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: