Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00410 008097 16442681 na godz. na dobę w sumie
Dlaczego nie jestem ateistą - ebook/pdf
Dlaczego nie jestem ateistą - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 190
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-927906-3-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> zdrowie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Czytelnik będzie zaskoczony podejściem autora do najważniejszego wyboru w naszym życiu – wyboru światopoglądu. Czy jednoznacznie krytykuje ateizm i broni ludzi wierzących? Nic z tych rzeczy. W pewnym momencie staje nawet po stronie ateistów, a nie „wierzących”, doceniając odwagę deklaracji „Bóg nie istnieje”. Zachowuje zrozumienie dla każdego wyboru. Co jest źródłem wyjątkowego dystansu autora do kwestii, przy której niemal nikt z nas nie potrafi się uwolnić od emocji? Osobiste bolesne doświadczenia. Także zrozumienie siebie, własnych słabości i potrzeb. A wreszcie znajomość mechanizmów podejmowania najważniejszych decyzji. Autor jest bowiem doświadczonym szkoleniowcem z zakresu wywierania wpływu na ludzi. Pokazuje, że każdy z nas jest istotą społeczną: niewolnikiem wpływu społecznego. Każdy człowiek ma „swoją paczkę”, której opinie i oceny mają o wiele większy wpływ na jego postępowanie niż osobiste cechy charakteru, racje i dowody. Dlaczego autor nie został ateistą? Znajdziesz w tej książce kilka ważnych powodów, bliskich każdemu. Nie ma w nich: wielkiej filozofii, umiłowania prawdy, poszanowania tradycji, dążenia do dobra ludzkości. Nie znajdziesz w tej książce również dowodów na istnienie Boga. Najważniejszy powód odrzucenia ateizmu jest bardzo osobisty, jednocześnie może być powodem każdego z nas. Jaki on jest? Zwyczajny, a zarazem wyjątkowy, można by rzec: wyjątkowo piękny.

Patronat nakanapie.pl

 

nakanapie.pl

 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

„Moja paczka” Kim ja jestem? Podobnym do innych człowiekiem – przede wszy- stkim niewolnikiem potrzeb wynikających z wpływu społecznego. Czy zależy mi na zyskaniu uznania lub zdobyciu akceptacji innych? Oczywiście. Chociaż jestem osobą lubiącą samotność, sto- sunkowo niezależną, to nie mogę i nie umiem żyć tylko dla samego siebie. Nie jestem unikalną osobowością, a tym bardziej wyjątkowym człowiekiem. Jestem istotą społeczną i działam pod wpływem potrzeby uznania i akceptacji. Odczuwam także bardzo głęboką potrzebę trafności wyboru. Oczywiście, tak jak każdy, chciałbym czuć się dobrze z samym sobą. Wszystko inne jest wtórne, a przynajmniej mniej znaczące. Czy coś mnie wyróżnia? Chyba tylko określone imię i nazwisko (chociaż jak sprawdzałem winternetowej wyszukiwarce, nie do końca), rysy twarzy, pieprzyk w określonym miejscu na ciele, blizna na kolanie, linie papilarne imoże jeszcze kilka mało znaczących szczegółów. No imoje życie, wszystko to, co mnie w nim spotkało. Ono jest także tylko moje. Może właśnie najbardziej moje i tym samym najbardziej wyjątkowe we mnie – tak jak w każdym człowieku. A na czym najbardziej mi zależy, co mnie motywuje? Zależy mi na zdobyciu uznania w oczach najbliższej rodziny oraz Boga. To jest „moja paczka” i… … jednocześnie mój największy problem. Jeżeli ktoś widzi siebie jako patriotę, często (oczywiście mam na myśli czasy pokoju) wystarczy, że będzie głośno powtarzał wzniosłe hasła o miłości do ojczyzny, kibicował polskim sportow- com, brał udział w uroczystościach, które same w sobie mogą być 26 DLACZEGO NIE JESTEM ATEISTĄ niezłą rozrywką – i czuje się spełniony. Trochę trudniej, gdy najważniejszą dla nas wspólnotą są współwyznawcy. Nie wystar- czy wyznawać podobne wartości i słowami podkreślać miłość do Boga. Trzeba przynajmniej udawać pobożność, bo, jak wiemy, współczesny relatywizm poszedł tak daleko, że można prowadzić dość rozwiązłe życie, pod warunkiem iż robi się to w ukryciu. W przypadku niektórych wyznań wystarczy, że zbytnio się z tym nie będziemy afiszować, a na wspólnych spotkaniach będziemy się zachowywać „godnie”, nosić „odświętne” ubrania (stosowne do okoliczności) i łożyć hojne datki. „Poświęcenie się” karierze Wiele osób „poświęca się” karierze. W życiu zawodowym widzą realizację swoich potrzeb, swoich ambicji. Ja też miałem taką pokusę. Przez wiele lat funkcjonowania jako szkoleniowiec przeprowadziłem setki różnego rodzaju prezen- tacji, szkoleń i wykładów. Na tych spotkaniach wysłuchało mnie wiele tysięcy ludzi. Czasami zdarzało się, że na jednej prezentacji przemawiałem do setek osób. Jednocześnie to, co robię, jest pożyteczne, ma pozytywny wpływ na innych. Można więc uznać, że bezpośrednio miałem szansę pomóc wielu osobom; nie chodzi o pomoc w sferze duchowej, ale o jak najbardziej materialne aspekty życia. Czy to jest dla mnie ważne? Tak. Czy traktuję to jako niemałe osiągnięcie w dążeniu do bycia wartościowym, zasługującym na uznanie człowiekiem? Teraz już nie. Wiem, że to tylko moja praca. Taka sama jak każda inna. To mój zawód, mój chleb. Robię to przede wszystkim dlatego, aby utrzymać siebie, utrzymać swoją rodzinę. Moja zasługa sprowadza się do tego, że wybrałem akurat tę dziedzinę, a nie inną. A to przecież żadna zasługa. Co więcej, w dużej mierze był to czysty przypadek. 1 NIEWOLNIK WPŁYWU SPOŁECZNEGO 27 Czysta przyjemność Na prezentacjach, wykładach i szkoleniach występuję jako ekspert. Pojawiam się tam wglorii ichwale wielkiego specjalisty. Inni mnie słuchają, niektórzy nawet podziwiają – jaki jestem mądry i jak się znam. Świadomość tego to oczywiście czysta przyjemność. Zaspokajanie potrzeby uznania w najbardziej bezpośredniej formie. Moja próżność jest wtedy tak łechtana, że aż... trudno to wyrazić słowami. Prowadząc wykład, widząc, jak mnie ludzie z uwagą słuchają, jak czasami klaszczą, występuję w wyjątkowej roli. To bardzo przyjemne uczucie, o wiele przyjemniejsze niż nawet najbardziej wyszukana rozrywka czy błogi wypoczynek. To nie praca. A tym bardziej żadne poświęcenie. Kiedy doznaję tego szczególnie przyjemnego uczucia, wyobrażam sobie, w jakim stanie musi się znajdować osoba świadoma podziwu setek tysięcy, a czasami nawet milionów ludzi dla jej „poświęcenia”: dla dobra ludzkości, dla nauki, dla sztuki, dla ojczyzny. Wówczas nie mam wątpliwości co do tego, że nie może być mowy o jakimkolwiek poświęceniu się takiej osoby. Na moje szczęście dzisiaj daleki jestem od ideologii, którą tak często się usprawiedliwiamy i którą ja także kiedyś się karmiłem – bo była dla mnie taka wygodna. W tym miejscu przypomniała mi się refleksja Elliota Aronsona: „Dla mnie jedną z najbardziej fas- cynujących cech istoty społecznej jest nasza wzruszająca potrzeba, żebyśmy mogli uważać się za ludzi dobrych i rozsądnych, i to, jak często potrzeba ta skłania nas do działań, które nie są ani dobre, ani rozsądne”6. Podczas pracy tworzy się absolutnie nieprawdziwy, bo zaledwie cząstkowy obraz mojej osoby. Ja po prostu jestem fachowcem w danej dziedzinie. To drobna cząstka mojego życia. Taka najłatwiejsza. Dobrze się tego nauczyłem – i tyle. 6 Elliot Aronson, Człowiek…, s. 176. 28 DLACZEGO NIE JESTEM ATEISTĄ Ja w każdym wymiarze Jedynym wiarygodnym sprawdzianem tego, kim tak naprawdę jestem, jest ocena mojej osoby przez najbliższą rodzinę: moją żonę, moje dzieci, mamę i tatę. Tylko ich opinia ma dla mnie znaczenie. I to wcale nie dlatego, że oni są dla mnie o wiele ważniejsi od osób, którym pomagam jako ekspert i wszystkich innych. Wobec naj- bliższych jestem stuprocentowy. Tam (w roli eksperta) występuje mnie tylko pięć, może dziesięć procent. I to tych najłatwiejszych. A jako mąż, ojciec, syn jestem do końca. Jestem taki, jaki właśnie jestem. Bez żadnego liftingu. Bez żadnych pozorów, udawanek. Co więcej, jestem w prawie każdym fragmencie mojego życia, przede wszystkim w codzienności, która czasami jest taka paskudna i tak źle wpływa na człowieka. Jestem także w chwilach trudnych. Moja rodzina, to wszystko, co mnie i moich najbliższych spotyka – to całe moje życie. I właśnie dlatego tylko ich ocena mojej osoby ma dla mnie znaczenie. Z tego powodu bardzo krytycznie, a przynaj- mniej z dużym dystansem, patrzę na każde życie, w którym ktoś poświęcił się dla jakiejś idei – nawet najwspanialszej – kosztem najbliższej osoby lub najbliższych osób. Moje szczęście/nieszczęście Dokonałem chyba najgorszego zmożliwych wyborów – biorąc pod uwagę potrzebę dobrego samopoczucia i uznania. Na moje nie- szczęście lub szczęście „moja paczka” jest nie tylko niezwykle wymagająca, ale przede wszystkim nie da się przed nią niczego ukryć. Oczywiście to samo dotyczy Boga, jeżeli się w Niego wierzy: On jest zawsze ze mną, widzi mnie wkażdej chwili mojego życia, dosłownie. Wie o mnie więcej niż moja żona. Wie nawet więcej ode mnie. Jeżeli istnieje, to obserwuje mnie także wtedy, gdy jestem zupełnie sam. Zna wszystkie moje myśli, które – tak jak 1 NIEWOLNIK WPŁYWU SPOŁECZNEGO 29 u każdego – bywają głupie, wręcz złe, a jeżeli jesteśmy wyjątkowi, to nasze myśli czasem „nie do końca są dobre”. Tak przy okazji, zastanawiałeś się, dlaczego ludzie tak często się rozwodzą? Oczywiście bywają różne powody rozstania dwojga ludzi złączonych więzami małżeństwa. Ale ja chciał- bym zwrócić uwagę na jeden z nich, chyba nawet najczęstszy. Nasz współmałżonek wie o nas wszystko. Im bardziej jesteśmy niedoskonali i im lepiej potrafimy spełniać oczekiwania wobec „naszej paczki” (gdy czasami nawet jesteśmy podziwiani), a do tej „paczki” nie należy nasza rodzina, tym mocniej „przeszka- dza nam” w szczęściu najbliższa osoba. Zdarza się, że tylko ona ma opinię odmienną od pozostałych ludzi. Jej ocena jest bardzo krytyczna, a wszyscy inni nas akceptują, lubią, czasami nawet podziwiają. Taka sytuacja rodzi oczywiście poczucie ogrom- nego dyskomfortu. Jak rozwiązujemy ten problem? Czy dążymy do zmiany siebie, uznając, że jednak ocena współ- małżonka jest prawdziwa, bo pełna? Nie zawsze. Zbyt często wybieramy najwygodniejszy dla nas sposób: eliminujemy z naszego życia osobę, która zaburza nasze dobre samopoczucie, wysokie mniemanie o sobie. Wybór takiego rozwiązania będzie tym bardziej prawdopodobny, im większa różnica wystąpi między ocenami innych a oceną współmałżonka i im większą grupę stanowią ci „inni”; dlatego właśnie ludzie sławni, szczególnie w niektórych środowiskach (na przykład tak zwani celebryci) potrafią wychodzić za mąż/żenić się po kilka razy. W podobny sposób można tłumaczyć dążenie do poznawania coraz to nowych ludzi, którzy do czasu gdy nas za dobrze nie poznają (z każdej strony, a nie tylko tej, którą eksponujemy), są najlepszą pożywką dla naszego dobrego samopoczucia. Czy uważam, że jestem lepszy, mądrzejszy od innych, od tych, których „paczka” jest inna, którzy na przykład tak łatwo się 30 DLACZEGO NIE JESTEM ATEISTĄ rozwodzą? Nie. Nic z tych rzeczy. Miałem po prostu wielkie szczęście. To szczęście to kochana małżonka i wspaniałe owoce naszego związku – nasze dzieci. A gdybym miał inną żonę? Czy byłaby ona dla mnie najważniejszym punktem odniesienia i czy mój związek by się nie rozpadł? Nie wiem inie próbuję nawet zgadywać. Na szczęście jest tak, jak jest. * * * Ajeśli chodzi o moje dążenie do zdobycia uznania, akceptacji mojej osoby przez Boga? Czy też dążę do tego kierowany miłoś- cią? Chciałbym, aby tak było. Wciąż o tym marzę. Szczerze wyznam, że nie umiem odpowiedzieć na to pytanie – nie jestem pewien, na jakim etapie znajduję się teraz, co mnie łączy zBogiem. Natomiast wiem, że miłość, a nawet wiara, nie były pierwotnym impulsem. Strach Mniej więcej trzydzieści lat temu zacząłem zabiegać o uznanie w oczach Boga, jednak nie z miłości do Stwórcy, ale ze zwykłego ludzkiego strachu. Głęboki, wewnętrzny lęk pojawił się w moim życiu nagle. I był tym pierwotnym impulsem kierującym mnie w stronę wiary. Czego się bałem? A jak myślisz? Tego, czego boi się każdy człowiek – śmierci. Wspaniały i pełen bólu koniec dzieciństwa Moje dzieciństwo skończyło się z chwilą, gdy zdałem sobie sprawę, że kiedyś przecież umrę. Przeraziła mnie świadomość, iż pewnego dnia – tak po prostu – przestanę istnieć. A potem nie będzie mnie przez całą wieczność: młodej osoby, która właśnie stoi u progu fascynującego, dorosłego i odpowiedzialnego życia. Z jednej strony to był okres mojego przebudzenia. Zaczynałem patrzeć, po raz pierwszy, odpowiedzialnie: na siebie samego, na in- nych, na swoje życie w przyszłości. Jakiej przyszłości? Oczywiście tej oczekiwanej przez młodą osobę – możliwie najlepszej. Miałem własne, tylko swoje marzenia – marzenia piętnastolatka. Fascynacja przekroczeniem progu dorosłości rozpoczęła inną fascynację: życiem dojrzałym, odpowiedzialnym. To był moment zadawania sobie wielu pytań, zaczynających się od: co?, jak?, dlaczego? Oprócz takich: Co chciałbym robić w przyszłości? Jak sobie wyobrażam swoją przy- szłość? Dlaczego jedni ludzie są szczęśliwi, a inni nie? Jak powinie- nem zaplanować swoją przyszłość, aby należeć do tych pierwszych? pojawiły się też inne. Uświadomiłem sobie, że na końcu tego nowego, fascynującego życia czeka na mnie ostateczny i w sumie bezsen- sowny koniec: udanie się w niebyt, w dodatku na całą wieczność. 2 PIERWOTNE MOTYWY 33 Moja reakcja Jaka była moja reakcja? Mogła być tylko jedna: zlałem się potem ze strachu, a raczej z rozpaczy. Pomyślałem: To przecież nie ma najmniejszego sensu. Co? Taki właśnie koniec. Przestałem chodzić do kościoła wwieku 12-13 lat, wdniu, wktórym dowiedziałem się, że człowiek „pochodzi od małpy” (jako biolog muszę doprecyzo- wać: mieliśmy wspólnego przodka). Kilka lat później strach przed śmiercią, przed utratą po wsze czasy cudownego i odpowiedzial- nego życia – tego, w które właśnie miałem za chwilę wkroczyć – zmusił mnie do gorączkowego poszukiwania Boga. To poszukiwanie, ta potrzeba istnienia Boga przybrały na sile w chwili, gdy się zakochałem. Skończyłem właśnie osiemnaście lat i spotkałem obiekt, który w tym momencie – wielkiej potrzeby – powinien się pojawić. Był doskonały – na zewnątrz. Nie byłem w stanie pogodzić się z myślą, że to oszałamiające uczucie – życie jeszcze piękniejsze, niż wydawało się wczoraj – może przeminąć, że taka więź łącząca dwoje ludzi może zostać kiedykolwiek przerwa- na; została zerwana już po kilku miesiącach przez tę drugą stronę! Miłość ma tę konsekwencję, że w chwili jej odczuwania nasze życie nabiera szczególnej wartości, staje się wielokrotnie bardziej pożądane. Tym samym lęk przed jego utratą jest w takich momentach najsilniejszy. To wówczas właśnie obawa przed śmiercią była we mnie największa. Podejrzewam, że każdy człowiek wsytuacji gdy jest szczęśliwy, wdniu, wktórym stwier- dzi, że to jest ta najpiękniejsza chwila w jego życiu, odczuwa to samo: lęk przed utratą tej chwili, przed utratą życia w ogóle. Śmiałe marzenie Dzisiaj, po wielu latach, nieco inaczej postrzegam tę kwestię: jako marzenie. Bardzo głębokie i bardzo śmiałe. Większość ludzi wstydzi 34 DLACZEGO NIE JESTEM ATEISTĄ się swojej tęsknoty za życiem wiecznym. Często trudno jest nam się przyznać, że... marzymy o nieśmiertelności. A przecież wszystkie diety cud, badania nad lekami hamującymi starzenie się, wstrzykiwanie sobie jadu kiełbasianego (botoksu) iinnych świństw pod skórę twarzy czy wreszcie operacje plastyczne to nic innego jak przejaw takich właśnie tęsknot. Czy wstydzimy się tych na- miastek nieśmiertelności? Raczej nie. A brak naszej wewnętrznej akceptacji dla śmierci? To wręcz oczywistość. Jednak ukrywamy przed innymi swój lęk przed nicością. Dlaczego? Z wielu powodów. Najważniejszy wydaje się ten, że wmawia się nam, iż człowiek śmiertelny jest wielki, że po- winien się wznieść ponad własną śmierć, tymczasowość. Bo wtedy dopiero staje się człowiekiem przez wielkie C, a może nawet wielkie CZ! Ideologia wielkiego człowieka A to chyba fałszywe wyobrażenie, użyłbym wręcz określenia: to czysta ideologia. Jeżeli jako jedyne na ziemi istoty (podobno jeszcze słonie przeżywają ten sam ból) jesteśmy świadomi tego, co może się wydarzyć w przyszłości – oddanie się w niebyt, w wieczne nieistnienie, na setki tysięcy lat i jeszcze dłużej – to jest oczywiste, że boimy się takiego końca. Świadomość własnej tymcza- sowości jest dla większości ludzi niemożliwa do zaakceptowania. Lęk przed śmiercią nie jest więc niczym niegodnym. Tym bardziej nie jest śmieszny. To raczej największy tragizm życia człowieka, który ja po raz pierwszy odczułem w momencie przekraczania progu dorosłości. Według mnie tylko nasze własne ego, szczególnie u ludzi o skłonnościach do narcyzmu, a także u tych, którzy w jakiejś dziedzinie zdobyli uznanie w oczach zbyt dużej liczby osób, próbuje przekonać nas, że jest inaczej. Strach jest w naszej naturze, w naszej podświadomości. Każdy, kto przeżył groźny wypadek, doświadczył ogromnej siły tego lęku. 2 PIERWOTNE MOTYWY 35 Strach jest najsilniejszym motywatorem; nie tylko część z nas sprawdziła to na własnej skórze, ale udowodnili to także psycho- logowie. Większość ludzi przypuszcza, że ich życiem kierują przede wszystkim żądze, chciwość i hedonistyczne dążenie do przyjemności. Jednak według psychologów jest zupełnie inaczej. Udowodnili oni, że siła motywacyjna strachu jest ponad dwa razy większa od chciwości7. Stąd (to już mój osobisty pogląd) powszechne dążenie do przyjemności, do zaspokajania coraz to bardziej wyszukanych zachcianek, nie jest niczym innym jak desperacką ucieczką przed strachem, przed świado- mością śmierci – desperacką, bo skazaną na porażkę. Śmiechu warte Współczesne życie, presja na konsumpcję, niesamowity postęp technologiczny i „wiara w ludzki rozum” powodują, że nadzieja na pokonanie śmierci (dzięki wierze w Boga) zaczyna wręcz być postrzegana jako śmieszna. Wyobraź sobie spotkanie towarzyskie (gdy „naszą paczkę” stanowią osoby lubujące się w rozrywce pod nazwą „intelektualne pogaduszki”), na którym jeden z uczestników wyznaje, że jest człowiekiem głęboko wierzącym i ma nadzieję na życie wieczne, na to, że kiedyś na ziemi zostanie przywrócony raj iwszyscy ludzie będą szczęśliwi, żyjąc wraz z Bogiem, który „otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie”8, a to wszystko, jak wierzy, będzie trwało 7 8 Brian Tracy, Psychologia sprzedaży. Podnieś sprzedaż szybciej I łatwiej, niż kiedykolwiek uznawałeś za możliwe (tytuł oryginału: The Psychology of Selling. Increase Your Sales Faster and Easier Than You Ever Thought Possible ), tłum. Tomasz Rzychoń, Wydawnictwo MT Biznes sp. z o.o., Warszawa 2007, s. 74. Ap 21,4 [w:] Biblia, to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (Nowy Przekład z języków hebrajskiego i greckiego opracowany przez Komisję Przekładu Pisma Świętego), Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 1995. 36 DLACZEGO NIE JESTEM ATEISTĄ w nieskończoność. Taka deklaracja zapewne zostałaby uznana za „nie na miejscu”, być może ktoś parsknąłby nawet śmiechem. Zauważ, że nawet jeżeli wielu z nas nie ukrywa swojej wiary, to raczej nie mówimy o nadziei na życie wieczne, ale wskazujemy na: przywiązanie do tradycji przodków, korzenie Europy, miłość do ojczyzny (Bóg, honor, ojczyzna). Można wymienić mnóstwo powodów, którymi osoby wierzące chętnie dzielą się z innymi, uzasadniając swój wybór, jednak bardzo rzadko lub nawet wcale nie pokazują tej najważniejszej, związanej z naszą naturą moty- wacji: lęku przed śmiercią, nadziei na życie wieczne. Powód krytyki Wielu krytyków – ateistów – wyśmiewa wiarę w Boga, wskazując na ludzkie tchórzostwo, na niemożność pogodzenia się z tym, co nieuchronne. Oczywiście każdy z krytyków stwierdzi, że w jego przypadku jest inaczej, a raczej – że jest „ulepiony z lepszej gliny”. Nigdy przed nikim nie przyzna się do strachu przed śmiercią. Także przed samym sobą. Musi przekonać nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie (pod wpływem potrzeby dobrego samopoczucia), że akceptuje własną tymczasowość. Zapewne niektórym się to udaje. Myślę jednak, że takie osoby są w mniejszości. Wiara ateisty w pogodzenie się ze śmiercią wydaje się sto- sunkowo łatwa w wieku 20–25 lat. Ale z każdym dniem, gdy stajemy się coraz starsi, z każdą minutą upływającego życia, gdy moment śmierci jest coraz bliżej i bliżej, a atrakcje wolności i życia „bez zbędnych spowalniaczy” coraz mniej pociągające, coraz trudniej jest wierzyć w to, że: Jestem inny niż tchórzliwi wierzący. Walka o wiarę w siebie, o swoją wyjątkowość, o prawdę, o człowieka przez duże CZ z każdym dniem będzie coraz trudniejsza. To jedno z wielu ryzyk ponoszonych przez ateistę. Nawet najbardziej zatwardziały „wojownik” ryzykuje 2 PIERWOTNE MOTYWY 37 przekreśleniem dorobku całego życia tym, że na łożu śmierci przyzna się do kompletnej porażki, do mistyfikacji przede wszystkim przed samym sobą – ze zwykłego strachu. Chyba najlepszym przykładem klęski (spośród wielu innych) woju- jącego ateisty jest Antonio Gramsci, założyciel włoskiej partii komunistycznej, który zmarł w 1937 roku, w stosunkowo młodym wieku – 46 lat. Czy jednak taki odruchowy, emocjonalny impuls, lęk przed śmiercią nie ośmiesza osoby wierzącej? Zdaję sobie sprawę, że odpo- wiedź na to pytanie nie jest prosta. Gdy, mając nadzieję na poko- nanie śmierci, składamy deklarację: wierzę w Boga i nie zrobimy kolejnego kroku, o wiele trudniejszego, wręcz niemożliwego do wykonania – nie zasłużymy na nagrodę, na uznanie w oczach Boga, na to, aby nasze imię zostało zapisane w Księdze Żywota, to taka deklaracja może być wyśmiana. Człowiek tak postępujący jest o wiele bardziej godny pożałowania niż wojujący ateista. Rozsądek Odrzuciłem ateizm nie tylko z emocji. Także z rozsądku, a raczej ze świadomości konsekwencji pomyłki. Być może dziwisz się takiej deklaracji iwyrazisz wątpliwość: Co ma wspólnego rozsądek z wiarą w Boga? To właśnie ateiści powołują się na zdrowy rozsądek, na trzeźwe, pozbawione emocji spojrzenie na rzeczy- wistość, na świat. Wielu z nich nazywa siebie racjonalistami. Moje małe podwórko Ja mam nieco inną ocenę. Nie tylko dlatego, że zgadzam się z wieloma psychologami społecznymi widzącymi w człowieku istotę racjonalizującą swoje emocjonalne wybory. Po prostu staram się jak najmniej zastanawiać nad takimi pojęciami jak: świat, rzeczywistość, ludzkość. Spoglądam przede wszystkim na siebie, na swoje najbliższe otoczenie. Ajeżeli okoliczności zmuszają mnie do wzięcia pod uwagę wymienionych wyżej „abstrakcji”, to patrzę na nie wyłącznie z własnej perspektywy, widząc tylko mój malutki, wręcz mikroskopijny udział w rzeczywistości, w świecie, w spo- łeczeństwie. Dlaczego jestem taki ograniczony i przyziemny? Bo chcę się przejmować tylko tymi sprawami, na które mam jakikol- wiek wpływ, oraz – nie będę ukrywał – które mogą dać mi poczu- cie spełnienia, trwałe zadowolenie z życia, a nie tylko namiastkę radości, iluzję spełnienia, która w każdej chwili może prysnąć jak bańka mydlana. Co wówczas można zauważyć? Nabiera się ogromnego dys- tansu do wielu spraw, które przez innych są uznawane za bardzo istotne. Jakich? Takich właśnie jak: dobro ludzkości, dążenie do prawdy, miłość do ojczyzny, poszanowanie tradycji, przynależność do wspólnoty. Nabiera się bardzo trzeźwego spojrzenia na niektóre decyzje, także na tę o odrzuceniu istnienia Boga w imię… „miłości do prawdy” lub „umiłowania rozumu”. 2 PIERWOTNE MOTYWY 39 „Umiłowanie rozumu” Większość ateistów (a raczej wszyscy) jest przekonana, że ogromny wzrost popularności wyznawanego przez siebie światopoglądu ma podłoże czysto racjonalne: Wiemy więcej niż kiedykolwiek w przeszłości. Jesteśmy mądrzejsi jako ludzkość i tym samym dysponujemy mnóstwem dowodów na to, że Boga nie ma (niektórzy sądzą, że naukowcy wręcz udowodnili nieistnienie Stwórcy). To uproszczone a przede wszystkim bardzo wygodne wytłu- maczenie dokonanego wyboru. Może być też inne – bazujące na teorii dysonansu poznaw- czego, którą opisałem w pierwszym rozdziale. Kiedy najczęściej zostaje się ateistą? W młodym wieku – około 20. roku życia. Przy- puśćmy, że twoi rodzice są osobami wierzącymi i zostałeś wycho- wany w wierze katolickiej. Dorastając, stopniowo dowiadujesz się o zakazach i nakazach, o tym, że jedni ludzie popełniają grzechy, a inni nie. I nagle, w pewnym momencie swojego życia, tę „teorię” – ten w dużej mierze wirtualny świat nakazów i zakazów konfron- tujesz z rzeczywistością. Jaka jest rzeczywistość nastolatka? Jaki jest jego świat w porównaniu do świata nastolatka sprzed 200-300 lat? Zupełnie inny. Ten świat to przede wszystkim rówieśnicy: „twoja paczka”. To w ich oczach chcesz zyskać uznanie, a przy- najmniej akceptację; wpływ środowiska – „naszej paczki”– na postę- powanie człowieka jest zawsze największy właśnie w młodym wieku – gdy mamy -naście lat. I co się nagle okazuje? Wirtualny świat nakazów i zakazów jest niezgodny z „wartościami”, z poglądami większości twoich kole- gów i koleżanek. Zgodnie z teorią dysonansu poznawczego gdy dwa elementy poznawcze pokazują nam zupełnie co innego, mu- simy coś zmienić – w taki sposób, aby pozbyć się tego dysonansu, tej niezgodności. Doprecyzujmy, czym będą tutaj te dwa sprzeczne „elementy poznawcze”. Z jednej strony rodzice i ich wiara, a raczej „wirtualny” Bóg nie pozwala ci na seks przedmałżeński i straszy 40 DLACZEGO NIE JESTEM ATEISTĄ karą wiecznego potępienia, po przeciwnej stronie natomiast są oczekiwania i poglądy „twojej paczki”. Młody człowiek ma ogromny dylemat (jeżeli w ogóle ma): Czy postąpić zgodnie z tym, czego Bóg (wiara) ode mnie wymaga i tym samym narazić się na kpiny i wykluczenie z grona rówieśników, czy raczej starać się zdobyć uznanie lub akceptację „swojej paczki”, rozpoczynając inicjację seksualną możliwie przed innymi, a przynajmniej nie na samym końcu? Spróbuj spojrzeć na powyższy dylemat nastolatka bardzo realistycznie. Czy pierwsze rozwiązanie wchodzi w ogóle w grę? Jeżeli nawet, to niezwykle rzadko. Wyobraź sobie bowiem, że jesteś członkiem przeciętnej grupy rówieśniczej w przeciętnym liceum w przeciętnym mieście i postanawiasz zrezygnować z seksu przed- małżeńskiego. Po pierwsze byłaby to bardzo trudna decyzja wynikająca z niezwykłej atrakcyjności i dostępności tej pokusy: Czy mam zrezygnować z takiej przyjemności, będącej na wyciąg- nięcie ręki, w imię wiary w Boga?! Tak, bo… Taka decyzja byłaby naprawdę wielkim wyczynem. Ale to zaledwie „mały pikuś” w porównaniu do o wiele większej przeszkody. Musiałbyś „się wytłumaczyć” przed rówieśnikami – wyjaśnić im, dlaczego postanowiłeś(łaś), że twoją „pierwszą kobietą” lub „pierwszym mężczyzną” będzie żona lub mąż. Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni, aby zdawać sobie sprawę, że taka deklaracja byłaby dla większości młodych osób równoznaczna z aktem „seppuku”. Nastolatek, decydując się na taki krok, musiałby mieć niepraw- dopodobnie silną osobowość, a także bardzo wysoką samoocenę. A i tak zostałby zmuszony do zmiany środowiska rówieśników – na to, które wyznawałoby podobne wartości, co w dzisiejszej rzeczywistości nie byłoby łatwe. Gdybyś przypadkiem, czytając tę książkę, był właśnie takim chłopakiem lub dziewczyną – który/która podjął/podjęła taką wyjątkowo odważną decyzję wbrew opinii większości swoich rówieśników – to wiedz, że wzbu- dzasz szczery podziw autora, że zasługujesz na największe
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Dlaczego nie jestem ateistą
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: