Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00067 006310 12460040 na godz. na dobę w sumie
Dojrzałość w związku. Jak kochać świadomie - książka
Dojrzałość w związku. Jak kochać świadomie - książka
Autor: Liczba stron: 392
Wydawca: Sensus Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-246-1956-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia >> psychologia >> relacje damsko-męskie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
Prawdziwa miłość nie wyczerpuje się nigdy. Im więcej dajesz, tym więcej ci jej zostanie
Antoine de Saint-Exupéry

Na początku było zauroczenie, potem przyszło zakochanie i wreszcie miłość. Od niezobowiązujących randek przeszliście do gorącego romansu i wreszcie trwałego związku. Każdy kolejny etap był kamieniem milowym w Waszym życiu. Uczucie dojrzewało z każdym wspólnie spędzonym dniem, miesiącem, pocałunkiem i pomysłem na przyszłość we dwoje.

Budzić się co rano u boku ukochanej osoby. Razem siadać do stołu, jeździć na wakacje, chodzić do kina, kupować kanapę, wspólnie się zestarzeć. Jeśli to również Twoje marzenia, ta książka przepełniona praktycznymi ćwiczeniami dla par i osób w stanie wolnym zaprasza Cię w niezwykłą podróż miłości, od dzieciństwa po dorosłość, od pierwszych randek po rozstania. Będzie Ci w tej podróży przewodnikiem, poradnikiem, pocieszycielem i duchową podporą.

Nie zawsze przecież bywa słodko, nie cały czas jest pieprznie. Czasem to gorycz i sól dominują w związku. Jednak to właśnie niezwykłe smaki miłości czynią Wasze uczucie pełnym i bogatym. Opierając się na buddyjskiej praktyce uświadomienia, książka ta odkryje przed Wami pięć kluczowych elementów dojrzałej miłości i ich rolę w związkach, które budujecie przez całe życie.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Idź do Przykładowy rozdział Spis treści Katalog książek Nowości Bestsellery Zamów drukowany katalog Twój koszyk Dodaj do koszyka Cennik i informacje Zamów cennik Zamów informacje o nowościach Wydawnictwo Helion SA 44-100 Gliwice tel. 032 230 98 63 e-mail: sensus@sensus.pl Dojrzałoœć w związku. Jak kochać œwiadomie Autor: David Richo Tłumaczenie: Małgorzata Wróblewska ISBN: 978-83-246-1956-6 Tytuł oryginału: How to Be an Adult in Relationships: The Five Keys to Mindful Loving Format: A5, stron: 392 • Zrozumienie praw i zasad rządzących związkiem • Rozpoznanie, zdobycie i pielęgnowanie mądrej miłoœci • Przezwyciężanie lęku przez rozstaniem i smutkiem • Wyrażanie wszelkich emocji w sposób dojrzały Prawdziwa miłoœć nie wyczerpuje się nigdy. Im więcej dajesz, tym więcej ci jej zostanie Antoine de Saint-Exupéry Na początku było zauroczenie, potem przyszło zakochanie i wreszcie miłoœć. Od niezobowiązujących randek przeszliœcie do gorącego romansu i wreszcie trwałego związku. Każdy kolejny etap był kamieniem milowym w Waszym życiu. Uczucie dojrzewało z każdym wspólnie spędzonym dniem, miesiącem, pocałunkiem i pomysłem na przyszłoœć we dwoje. Budzić się co rano u boku ukochanej osoby. Razem siadać do stołu, jeździć na wakacje, chodzić do kina, kupować kanapę, wspólnie się zestarzeć. Jeœli to również Twoje marzenia, ta książka przepełniona praktycznymi ćwiczeniami dla par i osób w stanie wolnym zaprasza Cię w niezwykłą podróż miłoœci, od dzieciństwa po dorosłoœć, od pierwszych randek po rozstania. Będzie Ci w tej podróży przewodnikiem, poradnikiem, pocieszycielem i duchową podporą. Nie zawsze przecież bywa słodko, nie cały czas jest pieprznie. Czasem to gorycz i sól dominują w związku. Jednak to właœnie niezwykłe smaki miłoœci czynią Wasze uczucie pełnym i bogatym. Opierając się na buddyjskiej praktyce uœwiadomienia, książka ta odkryje przed Wami pięć kluczowych elementów dojrzałej miłoœci i ich rolę w związkach, które budujecie przez całe życie. Spis treĂci Przedmowa PodziÚkowania WstÚp CZ}¥m I Dom, który opuszczamy 1. PoczÈtki wszystkiego Moc uwaĝnoĂci PokrzepiajÈce spojrzenie na to, co byïo i jest PiÚÊ aspektów miïoĂci: zestaw kluczy do naszego wnÚtrza Bezwarunkowa obecnoĂÊ a piÚÊ nawyków ego mwiczenia: nasze zrÚczne Ărodki 2. MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy Lustrzana miïoĂÊ Zaprzeczanie deprywacji potrzeb KojÈca moc bólu DobroÊ wïasnej rodziny Z bliska przyjrzeÊ siÚ cierpieniu Bohaterska podróĝ mwiczenia 9 11 13 21 23 29 36 48 67 71 85 85 91 94 97 102 109 110 6 Spis treĂci CZ}¥m II Droga peïna przeszkód 3. Wybór partnera Czy nadajÚ siÚ do intymnego zwiÈzku? Odpowiedni kandydaci Czym siÚ kierujemy? Peïne ujawnienie faktów Nasze potrzeby widziane przez pryzmat seksu PoĝÈdanie Przeznaczenie i jego rola mwiczenia 4. Pierwsza, romantyczna faza zwiÈzku Miïosne wzloty Kiedy romans staje siÚ naïogiem Jak rozpoznaÊ prawdziwÈ miïoĂÊ mwiczenia 5. Konflikty RozwiÈzywanie problemów PrzeszïoĂÊ w teraěniejszoĂci Kobiety i mÚĝczyěni Introwertyzm i ekstrawertyzm mwiczenia 6. WtargniÚcie obaw i niebezpieczeñstw PochïoniÚcie lub porzucenie Wnioski wysnuwane z wïasnych obaw ZazdroĂÊ NiewiernoĂÊ Jak poradziÊ sobie z rozczarowaniem mwiczenia 123 125 126 130 133 137 143 149 151 155 161 164 170 175 179 189 193 200 203 207 211 229 230 232 234 236 240 245 7. Uwolnienie siÚ od ego Anatomia aroganckiego ego Anatomia zuboĝaïego ego Jak odnaleěÊ bogactwa ego Zgoda na to, czego nie moĝna zmieniÊ mwiczenia 8. Kiedy koñczy siÚ zwiÈzek ZakoñczyÊ wdziÚcznie i ruszyÊ dalej Kiedy ktoĂ nas opuszcza CZ}¥m III Powrót do dobrodziejstw 9. Nasze zobowiÈzanie i jego gïÚbia Zalety intymnej miïoĂci ZobowiÈzanie Bratnie dusze mwiczenia Epilog Dodatek: Osiem kroków i przeobraĝeñ uwaĝnej ĝaïoby O autorze Spis treĂci 7 259 264 269 272 273 277 295 298 307 315 317 321 331 333 337 355 359 387 2 MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy Lustrzana miïoĂÊ Ludzie szukajÈ potwierdzenia wïasnego bytu w drugiej osobie… potajemnie i lÚkliwie wypatrujÈ pokrzepiajÈcego tak, które pozwala im istnieÊ. Takie potwierdzenie sïusz- noĂci bytu przepïywaÊ moĝe wyïÈcznie z jednej istoty ludzkiej na drugÈ. TÈ wïaĂnie drogÈ przekazujemy sobie rajski pokarm istnienia nas samych. — MARTIN BUBER R odzimy siÚ z umiejÚtnoĂciÈ odczuwania caïego, bogatego wa- chlarza uczuÊ i emocji, lecz zdolnoĂÊ ta, zanim zostanie w peïni wykorzystana, wymaga aktywacji. Wszyscy posiadamy elementy nie- zbÚdne do tego, aby czuÊ, ale by doĂwiadczaÊ w peïni i bezpiecznie naszych emocji, muszÈ one wpierw byÊ odpowiednio zainstalowane, czyli odzwierciedlone przez innych. Odzwierciedlanie wymaga bez- warunkowego, pozytywnego stosunku wzglÚdem naszych osobistych potrzeb, wartoĂci i pragnieñ okazywanych nam przez kogoĂ, kto Ăwiadomie dostarcza nam piÚciu aspektów miïoĂci. ¥wiadomoĂÊ w tym przypadku polega na tym, iĝ czujemy siÚ kochani bez wytworów ego: 86 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY strachu, przynaleĝnoĂci, kontroli, oczekiwañ, nadmiernego przywiÈ- zania, uprzedzeñ, obrony oraz osÈdu. Na przykïad jeĂli odczuwamy strach, który spotyka siÚ ze ĂwiadomÈ uwagÈ, akceptacjÈ, uznaniem, czuïoĂciÈ oraz przyzwoleniem, jest on w nas wtedy instalowany, co oznacza, ĝe w przyszïoĂci bÚdziemy umieli go rozpoznaÊ oraz bez- piecznie go odczuwaÊ i panowaÊ nad nim. Przeciwieñstwem odzwier- ciedlania jest wstyd. Im mniej odzwierciedlania otrzymujemy, tym bardziej wstydzimy siÚ samych siebie i tego, kim jesteĂmy. Oto przykïad odzwierciedlania i jego alternatywy: dziecko obawia siÚ pierwszego dnia w szkole. Jego mama mówi: „Wiem, ĝe siÚ boisz, i nie ma w tym nic zïego. ZaprowadzÚ CiÚ do szkoïy i zostanÚ z TobÈ przez chwilÚ, a kiedy wrócÚ do domu, bÚdÚ caïy czas o Tobie myĂleÊ. Potem kiedy nadejdzie czas, przyjdÚ, aby zabraÊ CiÚ do domu. W dro- dze powrotnej pójdziemy na lody. To nic, ĝe siÚ trochÚ boisz, naj- waĝniejsze, ĝebyĂ nie pozwoliï, aby ten strach przesïoniï Ci przyjem- noĂci i zabawy, jakie oferuje szkoïa!”. To dziecko, a potem dorosïy czïowiek nie da siÚ opanowaÊ lÚkowi. BÚdzie miaï do siebie zaufanie i pewnoĂÊ, ĝe sam potrafi zapanowaÊ nad wïasnymi emocjami. LÚk w jego przypadku nie bÚdzie oznaczaÊ zatrzymania siÚ, lecz odwaĝnÈ kontynuacjÚ wzbogaconÈ o wsparcie bliskich. Uczucie strachu zostaïo uzasadnione i zalegalizowane, czyli bezpiecznie i trwale zainstalowane, poniewaĝ odzwierciedlono je za pomocÈ piÚciu elementów miïoĂci. Porównajmy teraz odpowiedě matki, która Ăwiadomie odzwierciedla strach dziecka, z nastÚpujÈcÈ reakcjÈ: „Przestañ siÚ mazgaiÊ! Pójdziesz do szkoïy bez wzglÚdu na to, czy Ci siÚ to podoba, czy nie! ¿adne inne dziecko nie boi siÚ pierwszego dnia szkoïy, co z TobÈ?!”. Pierwsza mama odzwierciedliïa strach syna i bezpiecznie przeprowadziïa go przez niego. Takie zachowanie wpaja wiarÚ we wïasne siïy. W drugim przypadku lÚk zostaï wyĂmiany, przez co powiÈzany z niestosownoĂciÈ i wynikajÈcym z niej wstydem. Nie posiadajÈc wspomagajÈcej go niszy dla wïasnych uczuÊ, zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych, ten chïopiec, a potem mÚĝczyzna bÚdzie musiaï znaleěÊ gdzie indziej wïasne odzwierciedlenie i wynikajÈce z niego bezpieczeñstwo. MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 87 Odzwierciedlenie moĝe byÊ równieĝ odpowiedziÈ na radoĂÊ. Bie- gniemy do domu peïni ekstazy, aby opowiedzieÊ naszym rodzicom o naszym sukcesie osiÈgniÚtym podczas lekcji wychowania fizycznego. Rodzice odpowiadajÈ peïnym uwagi skupieniem, radoĂciÈ, uĂciskiem, pochwaïÈ oraz obietnicÈ przybycia na urzÈdzane przez szkoïÚ zawody sportowe, w których mamy wziÈÊ udziaï. Przeciwieñstwem tej pozy- tywnej reakcji moĝe byÊ odpowiedě: „Nie ciesz siÚ tak, zobaczymy, czy za miesiÈc Ci siÚ to nie znudzi”. Nasz entuzjazm zostaje w ten sposób stïumiony. Pierwsze podejĂcie prowadzi do przyszïoĂci peïnej pewnoĂci siebie i wiary we wïasne moĝliwoĂci, drugie zaĂ do przyszïoĂci wypeïnionej wÈtpliwoĂciami i wstydem. Zawstydzanie to rodzaj porzucenia, a trzymanie siÚ wïasnego wsty- du to samoporzucenie. Teraz staje siÚ jasne, dlaczego tak bardzo obawiamy siÚ porzucenia. Jest ono brakiem odzwierciedlenia, którego potrzebujemy, aby przetrwaÊ emocjonalnie. Oczywiste teĝ jest, dla- czego boimy siÚ utraty partnera lub partnerki. RozpaczaÊ znaczy czuÊ siÚ gïÚboko odizolowanym i pozbawionym odzwierciedlenia. Rozpa- czaÊ natomiast wĂród innych oferujÈcych wsparcie oznacza wzajemne odzwierciedlanie. Dlatego wïaĂnie pogrzeby sÈ wydarzeniami pu- blicznymi: nasi wspóïĝaïobnicy odzwierciedlajÈ naszÈ rozpacz i na odwrót. Smutek, ĝal, rozpacz sÈ uzdrawiane poprzez kontakt z nimi i uwolnienie siÚ od nich. Pozwolenie na to, aby odzwierciedlany partner miaï swojÈ wïasnÈ historiÚ, jest gïównym wyzwaniem dla tych, którzy pragnÈ zaoferowaÊ odzwierciedlenie. DziÚki praktyce uwaĝnoĂci nie próbujemy napra- wiaÊ, lecz raczej wspieraÊ drugÈ osobÚ w jej cierpieniu lub wyborze. Szanujemy jej wolnoĂÊ, stojÈc jednoczeĂnie w pogotowiu, aby jÈ wes- przeÊ, kiedy bÚdzie tego potrzebowaÊ. Taki sam sposób dziaïania powinni przyjÈÊ rodzice starszych nastolatków — nie powinni staÊ bez- czynnie i pozwalaÊ im, aby wyrzÈdzaïy sobie krzywdÚ, lecz informowaÊ je o ewentualnych konsekwencjach. Kiedy jednak nasze dzieci uzy- skajÈ takie informacje, nie jesteĂmy w stanie powstrzymaÊ ich przed podjÚciem decyzji, równieĝ tych, które mogÈ byÊ niebezpieczne — 88 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY i nie próbujmy tego robiÊ. Matka nie moĝe zapobiec bïÚdom córki, moĝe jednak pomóc jej uporaÊ siÚ z ich konsekwencjami. Odzwierciedlanie pomaga nam przetrwaÊ w sensie emocjonalnym, czyli doĂwiadczaÊ sytuacji ĝyciowych, bÚdÈc wzbogaconymi o moc radzenia sobie z nimi tak, aby nie byïy w stanie zdewastowaÊ nas psychicznie czy rozgoryczyÊ. JeĂli odzwierciedlanie jest sïabe lub jeĂli w ogóle go nie ma w naszym ĝyciu, skïania nas to ku myĂleniu, iĝ po- winniĂmy siÚ dostroiÊ do innych lub zerwaÊ z nimi wiÚě niezbÚdnÈ do dalszej egzystencji. Nasza podĂwiadomoĂÊ nie jest wtedy tylko morzem stïumionych wspomnieñ lub niedopuszczalnych pragnieñ, tak jak sugeruje to Freud, lecz zawiera w sobie równieĝ masÚ in- nych uczuÊ, które nie zdoïaïy zapewniÊ sobie staïej harmonii z innymi, musiaïy wiÚc zostaÊ zatopione lub zapieczÚtowane. JeĂli natomiast otrzymaliĂmy odzwierciedlenie we wczeĂniejszym ĝyciu i teraz czu- jemy siÚ w peïni sobÈ, posiadamy dziÚki temu wïasnÈ siatkÚ zabez- pieczajÈcÈ nas przed upadkiem podczas kryzysu. Czasem zdarza siÚ, ĝe podejmujemy w ĝyciu decyzje, które nie znajdujÈ odzwiercie- dlenia ani aprobaty innych. Wtedy w imiÚ naszego psychicznego i duchowego zdrowia pozostajÈ nam dwa wyjĂcia: albo szukamy ja- kiegoĂ systemu wsparcia, który zaoferowaïby nam odzwierciedlenie, albo sami stawiamy czoïo sytuacji, wierzÈc we wïasne siïy, a nie majÈc wsparcia z zewnÈtrz. Czy jestem w stanie sprawiÊ, aby wystarczyïo mi stanÈÊ w Ăwietle ksiÚĝyca i poczuÊ jego odbicie jako odzwierciedlenie ze strony natury? Zdrowo funkcjonujÈcy doroĂli doceniajÈ tych, którzy odzwier- ciedlajÈ w nich to, co byïo pominiÚte w dzieciñstwie. ½le funkcjo- nujÈcy doroĂli próbujÈ przelaÊ na siebie z innych to, czego potrze- bujÈ. W dojrzaïym obcowaniu z innymi odnajdujemy ludzi, którzy nas odzwierciedlajÈ; odnajdujemy tÚ samÈ moc odzwierciedlania w sobie, po czym okazujemy to samo innym. PrzeglÈdam siÚ w Tobie, a tym samym uczÚ siÚ byÊ lustrem dla innych. To jest jak kopiowanie z jed- noczesnym zachowaniem oryginaïu. MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 89 Niektórzy rodzice obawiajÈ siÚ uczuÊ swoich dzieci. Kiedy syn zwraca siÚ do ojca: „Nic nie rozumiesz!”, prawdopodobnie ma na myĂli: „Nie mogÚ ujawniÊ Ci moich prawdziwych uczuÊ, poniewaĝ nie poradziïbyĂ sobie z nimi”. Syn chroni swego ojca przed konfron- tacjÈ z tymi przeraĝajÈcymi uczuciami. Moĝemy czyniÊ tak przez caïe ĝycie, zakïadajÈc, ĝe mÚĝczyěni lub kobiety sÈ zbyt delikatni, aby obdarzyÊ ich caïÈ potÚgÈ naszych uczuÊ. Kiedy porzucamy nadziejÚ na odzwierciedlenie i na moĝliwoĂÊ wiary w innych, odrzucamy gïówne elementy, dziÚki którym moĝe zaistnieÊ prawdziwa bliskoĂÊ z innymi. BliskoĂÊ bowiem jest wzajemnym przeglÈdaniem siÚ w sobie. PiÚÊ aspektów miïoĂci, co do tego mamy juĝ pewnoĂÊ, odnosi siÚ do jednej, podstawowej potrzeby: potrzeby bycia odzwierciedlanym. To jest wïaĂnie harmonia, idealna tonacja zgody i wsparcia. Kiedy za mïodu nasze uczucia sÈ minimalizowane, zakazywane lub lekce- waĝone, nie jesteĂmy w stanie usïyszeÊ peïnego zestawu děwiÚków na- szych uczuÊ, a jakaĂ czÚĂÊ nas pozostaje obojÚtna i zdrÚtwiaïa. Jakĝe jesteĂmy szczÚĂliwi, kiedy spotykamy kogoĂ, kto wita nas z otwartymi ramionami i kocha nas oraz wszystkie nasze uczucia. ZwiÈzek z takÈ osobÈ sprawia, ĝe otwieramy siÚ i uwalniamy, innymi sïowy, jest to zwiÈzek, który dziaïa. Wspiera on i wzbogaca wglÈd w psychologiÚ self, która skupia siÚ na uzdrawiajÈcej sile dïugotrwaïej harmonii peïnej empatii i Ăwiadomego obcowania z innymi. Z drugiej strony jakĝe czujemy siÚ zawiedzeni i zdruzgotani, kiedy wiÈĝemy siÚ z kimĂ, kogo miïoĂÊ okazaïa siÚ byÊ oszustwem i kto nie akceptuje tak naprawdÚ tego, co czujemy i kim jesteĂmy. Czy moĝna nas wtedy obwiniaÊ za ponowne odrÚtwienie emocjonalne? Przecieĝ nasz strach przed bliskoĂciÈ moĝe byÊ równie dobrze obawÈ przed tym, ĝe nasze wyciÈgniÚcie w czyimĂ kierunku rÚki spotka siÚ z podobnÈ odmowÈ, którÈ usïyszeliĂmy w dzieciñstwie. Któĝ by siÚ tego nie obawiaï? Nie wydaje siÚ sïuszne kuszenie kogoĂ lub podstÚpne zachowa- nie dÈĝÈce do odzwierciedlania siÚ w kimĂ bez jego wiedzy. Zdrowa alternatywa na tego typu wybiegi przedstawia siÚ w dwóch formach. 90 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY Pierwsza polega na bezpoĂrednim poproszeniu o moĝliwoĂÊ odzwier- ciedlenia siÚ w tych, którym ufamy: „Czy mógïbyĂ wysïuchaÊ mojej historii? Czy mógïbyĂ potrzymaÊ mnie za rÚkÚ, kiedy bÚdÚ Ci jÈ opowiadaÊ? Czy mógïbyĂ postaraÊ siÚ zrozumieÊ to, co zrobiïem?”. DrugÈ formÈ jest otwarcie siÚ na odzwierciedlenie w postaci ïaski spïywajÈcej na nas; w postaci wolnego i spontanicznego daru od in- nych i od wszechĂwiata. Tak, równieĝ natura proponuje nam odzwier- ciedlenie, moĝemy siÚ w niej przejrzeÊ. To ona trzyma nas w swoich ramionach. Zamieszkujemy w obfitym wszechĂwiecie, wiÚc siïÈ rzeczy odzwierciedlamy siÚ w nim. Wyzwanie polega na tym, aby sobie to uĂwiadomiÊ. ¿yczliwoĂÊ wszechĂwiata odzwierciedla siÚ w nauce Buddy o uniwersalnym wspóïczuciu. Kiedy zdamy sobie sprawÚ z tego, iĝ odzwierciedlenie czÚsto przyjmuje formÚ ïaski, uwolnimy siÚ od obawy przed tym, ĝe moĝemy go nie odnaleěÊ. ObserwujÈc wizerunek wspóïczujÈcego oblicza Buddy, zobaczymy odbite w nim wszystkie nasze smutki i radoĂci. Równieĝ ten rodzaj odzwierciedlania przyjmuje dwie formy: dezaktywacjÚ naszej ciasnej i peïnej obaw jaěni oraz miïosierdzie wzglÚdem naszego ludzkiego losu. Jest to odpowiednik wspierajÈcej nas siïy w obliczu warunków naszego trudnego ĝycia. ObecnoĂÊ buddy w kaĝdym z nas oznacza, iĝ moĝemy byÊ rozdzieleni ze Ăwiatem, ale nigdy nie jesteĂmy sami. Odzwierciedlanie rozwija w nas poczucie bycia sobÈ. Tak samo wpïywa na nas proces, który Heinz Kohut nazwaï „internalizacjÈ przeksztaïcajÈcÈ: jednoĂÊ i harmonia z uwznioĂlonym ěródïem siïy i spokoju”. Dziecko wspóïzawodniczy z rodzicami w zdobywaniu wïa- dzy, co jest daremnÈ próbÈ. Po jakimĂ czasie internalizuje wiÚc wïa- dzÚ rodziców i przestaje rywalizowaÊ. Wynikiem jest rozwijanie po- czucia wïasnej wïadzy i wartoĂci. W dorosïym ĝyciu taka osoba wie, jak zinternalizowaÊ wsparcie otrzymywane od innych, przez co osiÈga moc wspierania samego siebie. PrzeksztaïcajÈca internalizacja do- starcza nam wïasnego, peïnego troski i ciepïa opiekuna, spójnego, dojrzaïego ja chroniÈcego wÈtïe dziecko mieszkajÈce w naszym wnÚtrzu. MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 91 Wypowiedzenie sïów: „Jestem buddÈ” to duchowa forma przeksztaï- cajÈcej internalizacji. W praktykowaniu kultu AvalokiteĂvary1 nowicjusz rozpoczyna, oddajÈc czeĂÊ bóstwu, a koñczy, uznajÈc, iĝ nie ma róĝnicy miÚdzy nim a czczonym bóstwem. Sanktuarium moĝe byÊ w tym wypad- ku traktowane jako odzwierciedlenie tego, czym jesteĂmy w naszej isto- cie: buddÈ, ĂwiadomoĂciÈ Chrystusa, tchnieniem Boga, wyĝszym Ja. Odzwierciedlamy siÚ równieĝ w tym co boskie, poniewaĝ nasze czïowieczeñstwo zawiera w sobie boskoĂÊ, której nie moĝna ani zniszczyÊ, ani zmniejszyÊ. Jest to kolejne nastÚpstwo uĂwiadomienia, dziÚki któremu uwalniamy siÚ od ograniczajÈcej nas identyfikacji z ego i ujawniamy bogatszÈ toĝsamoĂÊ z caïÈ otaczajÈcÈ nas naturÈ i boskoĂciÈ. Odpowiednikiem bóstwa w buddyzmie jest bodhiczitta, czyli oĂwiecony umysï Buddy mieszkajÈcy w kaĝdym z nas. Zaprzeczanie deprywacji potrzeb Komar z gïodu by przymieraï, jedzÈc to, co jadïam ja, ĝywym dzieckiem jednak byïam, które swe potrzeby ma. (…) Skrzydeï komara nie miaïam, wzlecieÊ w górÚ nie umiaïam, by obiadu szukaÊ tam. — EMILY DICKINSON 1 AvalokiteĂvara — dosï. Pan patrzÈcy w dóï na Ăwiat, SïuchajÈcy pïaczów Ăwiata; jest jednym z najwaĝniejszych bodhisattwów w buddyzmie Mahaja- ny i Wadĝrajany, uosabiajÈcym wspóïczucie. W Wadĝrajanie praktyka zwiÈzana z tym aspektem Buddy rozwija wspóïczucie i prowadzi medy- tujÈcego do stanu buddy. Istnieje wiele form wizerunków AvalokiteĂvary, lecz podstawowa i najbardziej popularna to czteroramienny Budda o kolorze krysztaïu siedzÈcy w pozycji medytacyjnej, w lewej rÚce trzymajÈcy kwiat lotosu, a w prawej sznur modlitewny — przyp. tïum. 92 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY WiÚkszoĂÊ dzieciñstwa spÚdziïem w mieĂcie, jednak kaĝdego lata wyjeĝdĝaïem na kilka tygodni na farmÚ mojej ciotki Margaret. Kiedy miaïem juĝ czterdzieĂci dwa lata, nagle ukazaïo mi siÚ, a miaïo to miejsce podczas sesji terapeutycznej medycyny alternatywnej, wnÚ- trze wypeïnionej po brzegi lodówki mojej ciotki. Naleĝy dodaÊ, iĝ jej lodówka zawsze byïa peïna, podczas gdy lodówka w moim domu ro- dzinnym zazwyczaj Ăwieciïa pustkami. W tamtym momencie uĂwia- domiïem sobie, ĝe w dzieciñstwie czÚsto byïem gïodny. Moja psychika aĝ do tego momentu nie dysponowaïa ĝadnym tego typu wspomnie- niem, moje ciaïo miaïo jednak w pamiÚci obfitoĂÊ na farmie i nie- dostatek w domu. W dzieciñstwie czÚsto zaprzeczamy przed samymi sobÈ, ĝe nasze potrzeby nie sÈ w peïni zaspokajane. Tego typu negacja czy teĝ wyparcie moĝe trwaÊ potem przez caïe ĝycie. Czy w moim przypadku jedzenie nie jest metaforÈ poĝywki emocjonalnej, której równieĝ nie byïo zbyt wiele w moim rodzinnym domu? Czy dlatego wïaĂnie zawsze pilnujÚ, aby w mojej spiĝarni byïo odpowiednio duĝo zapasów? Czy moje ciaïo jest wciÈĝ uwiÚzione w przeszïoĂci, okazujÈc równieĝ i teraz lÚk przed niedostatkiem? Czy z tego wywodzi siÚ problem skÈpstwa u ludzi? „Moi rodzice starali siÚ, jak mogli” — takÈ formÚ moĝe przybraÊ nasze zaprzeczenie braków z dzieciñstwa. Nasze ciaïo nie da siÚ jednak zwieĂÊ. ¥wiadomoĂÊ bycia pozbawionymi czegoĂ w dzieciñstwie odczuwamy cieleĂnie i instynktownie. W dorosïym zwiÈzku byÊ moĝe wciÈĝ bÚdziemy zaprzeczaÊ temu, jak bardzo czujemy siÚ czegoĂ pozbawieni, oraz nigdy nie stawimy czoïa, nie przeanalizujemy i nie uwolnimy siÚ od tego poczucia braku. W wiÚkszoĂci przypadków praw- dopodobnie tak jest, biorÈc pod uwagÚ, jak trudno jest przejĂÊ taki proces. ByÊ moĝe wiÚkszoĂÊ z nas w obliczu niekoñczÈcej siÚ depry- wacji w dzieciñstwie w koñcu postanowiïa sobie, ĝe: nie bÚdzie potrze- bowaÊ tego, czego nie moĝe mieÊ. Pod maskÈ wypartej deprywacji czai siÚ jednak gïuchy krzyk, zdu- szony szloch. Nasz rozum minimalizuje wpïyw odczutych braków na naszÈ psychikÚ, na nasze emocje, na naszÈ seksualnoĂÊ, lecz kaĝda MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 93 komórka naszego ciaïa zna i odczuwa prawdziwy efekt. Nasze ciaïo jest jedynym elementem nas samych, który nie potrafi kïamaÊ i który nie daje siÚ oszukaÊ. Zdania takie jak: „Chcieli dobrze” czy „To nie byïo zamierzone” nic nie znaczÈ dla ciaïa. Rozumie ono jedynie sformuïo- wania typu: „To boli”, „BojÚ siÚ” lub „Jestem zïy, smutny, bezsilny”. JeĂli nasz umysï po latach ocenia porzucenie lub zdradÚ, jedno- czeĂnie usprawiedliwiajÈc sprawców, oznacza to, iĝ znalazï on kolejny sposób na unikniÚcie konfrontacji z przeszïoĂciÈ i uporanie siÚ z ĝalem, które ma na celu nie odczytanie intencji innych, lecz odczytanie wpïy- wu ich czynów na nas. Zmuszanie siÚ jednak do obcowania z wïasnym ĝalem moĝe doprowadziÊ do ponownego urazu. CzÚĂciÈ naszej odpowie- dzi na naduĝycia jest dysocjacja2, której, niestety, potem czÚsto uĝy- wamy równieĝ jako doroĂli. W pomocnym nam procesie opïakiwania, kiedy jesteĂmy juĝ na nie gotowi, ponownie obcujemy z zasïoniÚtym przez nas samych obrazem bólu. Kluczem jest gotowoĂÊ, a jedynie my sami jesteĂmy w stanie stwierdziÊ, czy jesteĂmy na to gotowi, czy nie. JeĂli byliĂmy ěle traktowani lub lekcewaĝeni jako dzieci, infantylna strona nas samych moĝe mieÊ rozdwojone pragnienia. Dojrzaïa czÚĂÊ nas samych chce uwolniÊ siÚ od przeszïoĂci, podczas gdy ta druga pragnie jÈ powtarzaÊ, bezustannie przywracaÊ, co powoduje ciÈgïe emitowanie nieskonfrontowanych potrzeb. Kiedy przychodzi kryzys lub nieprzyjemna sytuacja, czujemy siÚ zmuszeni do opowiedzenia tego ludziom nie raz, lecz wiele razy. Takie powtarzanie jest sposobem na stïumienie szoku. Jednak tylko szczerze opïakujÈc przeszïoĂÊ, bÚ- dziemy w stanie siÚ od niej uwolniÊ. Zadanie to nie jest proste, po- niewaĝ obie nasze strony sÈ aktywne, zanim jedna z nich osiÈgnie przewagÚ. Tak, myĂlÚ, ĝe naprawdÚ jest w moim wnÚtrzu coĂ, co zakïóca moje szczÚĂcie. Jak mogÚ je pocieszyÊ, wysïuchaÊ i dziÚki temu pochowaÊ na wieki? 2 Dysocjacja — rodzaj psychicznego mechanizmu obronnego, równieĝ wy- woïane przez nieĂwiadomoĂÊ dolegliwoĂci fizyczne; dawniej okreĂlano tego rodzaju zaburzenia jako histeriÚ — przyp. red. 94 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY KojÈca moc bólu JeĂli nasze podstawowe potrzeby nie zostaïy zaspokojone, czÚsto tole- rujemy nieodpowiednie traktowanie nas równieĝ w dorosïym ĝyciu. WciÈĝ cofamy siÚ po wiÚcej, kierujÈc siÚ tam, gdzie czeka nas jeszcze mniej („CiÈgle mnie ranisz, a ja nie mogÚ odejĂÊ”). JeĂli jako dzieci co rano budziliĂmy siÚ, myĂlÈc: „Jest tu ktoĂ, kto mnie nienawidzi, a ja nie mogÚ odejĂÊ. DziĂ ktoĂ znowu mnie tutaj skrzywdzi, a ja muszÚ to znieĂÊ. KtoĂ mnie tutaj nie chce, a ja nie mam dokÈd pójĂÊ”, jakĝe moĝemy odejĂÊ z ïatwoĂciÈ teraz jako doroĂli? Niestety, prawda o naszej bezsilnoĂci potwierdza siÚ z kaĝdym dniem pozostawania w bolesnej i krzywdzÈcej nas sytuacji. WyzyskujÈca miïoĂÊ naszych rodziców prowadzi nas do przekona- nia, iĝ to my jesteĂmy niepeïnowartoĂciowi, a nie oni nieodpowiedni w swoim zachowaniu. „Robili to dla mojego dobra” — to wspóïpraca na wïasnÈ niekorzyĂÊ. Taki konformizm i kapitulacja na rzecz nie- sïusznego autorytetu rodzi w nas nienawiĂÊ do samych siebie, która póěniej przejawia siÚ przemocÈ zarówno jawnÈ, jak i utajonÈ. Tu ma swoje korzenie odwet. Moĝemy jednak zmniejszyÊ nienawiĂÊ do sa- mych siebie poprzez caïkowite dostrojenie siÚ do niej w Ăwiadomy sposób, bez wstydu, strachu czy potÚpienia, skonfrontowanie siÚ z niÈ w sposób miïosierny i peïen wspóïczucia, kierujÈc siÚ zarówno w stronÚ nas samych, jak i w stronÚ innych osób. W dzieciñstwie nauczyliĂmy siÚ strategii samoobrony. ZnaleěliĂmy fizyczne i psychiczne sposoby na to, aby przyzwyczaiÊ siÚ lub uodpor- niÊ na ból. UciekaliĂmy, wciÈĝ pozostajÈc na miejscu. Teraz te same strategie sprawiajÈ, ĝe tkwimy w sytuacjach nie do zniesienia. Jak na ironiÚ chronimy samych siebie poprzez zaprzeczenie i dysocjacjÚ, przez co pozostajemy na ïasce czy raczej nieïasce nieprawoĂci. Jak odzwierciedlanie (akceptacja nas samych w oczach innych) daje nam moc, tak krzywda odcina nam dostÚp do naszej wïadzy. CzÚsto pozostajemy w zïym zwiÈzku, wierzÈc, ĝe pewnego dnia sytu- acja byÊ moĝe siÚ polepszy. Nasze siïy sÈ przez to osïabiane w dwojaki MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 95 sposób: poprzez przekonanie, ĝe nie zdoïamy wyplÈtaÊ siÚ z tej sy- tuacji, oraz poprzez przywieranie do nieuzasadnionej nadziei na to, ĝe nasz ěle zachowujÈcy siÚ partner zmieni siÚ na lepsze. SÈ to kïam- stwa, których nauczyliĂmy siÚ, przywykajÈc do nieszczÚĂcia i bólu. Jak powiedziaï Szekspir: „Szlocham za tym, co bojÚ siÚ utraciÊ”. IstniejÈ takie nieprawidïowe zwiÈzki, w których wydaje nam siÚ, iĝ nie potrafimy ĝyÊ bez drugiej osoby. Kiedy nieszczÚĂcie jest jedynÈ rzeczÈ, którÈ znamy, wyobraĝamy sobie, ĝe na tym wïaĂnie polega zwiÈzek. Szkolimy wtedy partnera, aby uczestniczyï w naszej prywat- nej grze dramatu i wrzawy, która czÚsto przybiera formÚ ciÈgïych odejĂÊ i powrotów, uwodzenia i oziÚbïoĂci, dyskusyjnoĂci, trójkÈtów miïosnych, niewiernoĂci, uzaleĝnienia i tak dalej. JeĂli natomiast nic siÚ nie dzieje, a wszystko ukïada siÚ jak naleĝy, czujemy siÚ znudzeni, a nawet zagroĝeni. Stres jest dla nas czymĂ normalnym, jeĝeli nasze dzieciñstwo byïo nim wïaĂnie wypeïnione. To prawie tak, jakbyĂmy czuli przymus odtworzenia pustynnego krajobrazu naszej przeszïoĂci. CoĂ wewnÈtrz nas chce z tym zerwaÊ, lecz jesteĂmy w stanie tylko wciÈĝ odbudowywaÊ ten obraz. Czasem wyrzÈdzana nam krzywda jest tak subtelna, ĝe nawet jej nie zauwaĝamy. Sarkazm, szyderstwo, draĝnienie siÚ, „nabieranie” czy teĝ ciÈgïa krytyka, do której po pewnym czasie tak bardzo siÚ przyzwyczajamy, ĝe odbieramy jÈ juĝ nie jako krzywdÚ, lecz ele- ment tïa akustycznego w naszym otoczeniu. Czasem zdarza siÚ, ĝe osoba przebywajÈca w zwiÈzku nie speïnia potrzeb partnera lub part- nerki, ale jako ĝe nie sprawia teĝ wiÚkszych problemów, rajska para wygnañców ciÈgnie dalej wspólny wózek z jabïkami, nie zastana- wiajÈc siÚ nad moĝliwoĂciÈ zmiany lub separacji: On nie jest na tyle zïy, aby go opuĂciÊ, ale teĝ nigdy nie bÚdzie tak dobry, aby zaspokoiÊ wszystkie moje potrzeby. Zawsze moĝemy ïudziÊ siÚ, ĝe nadejdzie zmiana, zamiast zrobiÊ coĂ w jej kierunku. JeĂli nadzieja nie zawiera w sobie planu, tak naprawdÚ jest beznadziejÈ i unikaniem zmian. Wybieramy to, czego nie zmieniamy. Czy takÈ wïaĂnie wiadomoĂÊ odbieramy od towarzysza lub towarzyszki naszej niedoli: „Zostañ ze mnÈ, a ja nie 96 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY dam Ci tego, czego potrzebujesz” lub „WróÊ do mnie, a ja i tak nie dam Ci tego, czego ode mnie chcesz”? Nie moĝemy wiecznie siÚ oszu- kiwaÊ. Nadejdzie dzieñ, w którym prawda dotrze do nas i zmusi nas do dziaïania. Emily Dickinson pisze3: To — Obyczaj Popoïudniowy — Ptaka, Który leci ku cieplejszym Rajom Jeszcze zanim Mróz ĂciĂnie — gdy my — To te Ptaki, które — zostajÈ — Które drĝÈ pod wrotami Zagrody I czekajÈ na niechÚtny Okruch — Póki ¥niegi litoĂciwe — Upierzeniu — Nie przemówiÈ wreszcie do rozsÈdku — Bycie „ptakami, które zostajÈ” w lodowatym New England, kiedy rozum podpowiada nam, ĝeby ruszyÊ w stronÚ Meksyku, to ciÚĝka dola, na którÈ siÚ skazujemy. Moĝemy uĝyÊ tego przykïadu jako me- tafory zwiÈzku, w którym partner lub partnerka nie dostarcza nam „ĝyciodajnego poĝywienia”. Potrzebujemy caïego bochenka, a prosimy o okruszynÚ kogoĂ, kto boi siÚ ofiarowaÊ nam caïy bochenek i nie- chÚtnie rzuca nam okruchy. SpÚdzenie zimy w Massachusetts, a potem powiedzenie sobie „doĂÊ” i przeniesienie siÚ do Kalifornii wymaga pewnej odwagi, ale za to zapewnia ciepïo. Czasem okolicznoĂci wpïywajÈ na nas w taki sposób, iĝ zaczynamy godziÊ siÚ z naszym „niewygodnym” ĝyciem. Moĝemy byÊ przekonani, ĝe zwiÈzek nie jest czymĂ odpowiednim dla nas, ĝe skazani jesteĂmy na wieczne poczucie nieszczÚĂliwoĂci i niespeïnienia. Z takÈ perspektywÈ nigdy nie bÚdziemy w stanie zmobilizowaÊ siÚ i powiedzieÊ „doĂÊ” cierpieniu. Zamiast tego wciÈĝ bÚdziemy sobie powtarzaÊ: „Marny mój wysiïek”. 3 Emily Dickinson, 100 wierszy, przeï. Stanisïaw Barañczak, Znak, Kraków 1995, Nie to, ĝe umieranie boli (335). MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 97 Trwanie w krzywdzÈcej nas sytuacji jest niebezpieczne, ponie- waĝ moĝe ono sprawiÊ, ĝe nasze pragnienie Ămierci stanie siÚ równie mocne jak wola ĝycia. MyĂl: „Nic nie powstrzyma go/jej przed ra- nieniem mnie” lub „Nic nie jest w stanie sprawiÊ, ĝe mnie pokocha” moĝe przemieniÊ siÚ w przeraĝajÈcÈ konkluzjÚ: „Nic nie ma znaczenia i nie zaleĝy mi juĝ na niczym”. Tak gïÚboka rozpacz moĝe przyjÈÊ formÚ niskiej samooceny, choroby, znieksztaïcenia ciaïa poprzez nad- mierne jedzenie, samogwaït, uzaleĝnienie, ryzykowne interesy lub zainteresowania, anoreksjÚ, przekonanie, ĝe nie mamy wpïywu na na- sze ĝycie, i tak dalej. Wszystko to skïada siÚ na pÚczniejÈcy w nas balon ĝyczenia Ămierci. Niektórzy z nas celowo szukajÈ takiego zwiÈzku, który daïby im poczucie bezpieczeñstwa i chroniïby ich przed borykaniem siÚ lub na- wet stykaniem z ewentualnymi problemami. W takim wypadku part- nerem szczególnie fascynujÈcym bÚdzie osoba, która bezwzglÚdnie obiecuje nam, ĝe nigdy nie bÚdziemy musieli konfrontowaÊ, anali- zowaÊ czy rozwiÈzywaÊ ĝadnej kwestii zbyt dogïÚbnie, ĝe nigdy nie bÚdziemy musieli zmieniaÊ naszego auto-unicestwiajÈcego stylu. MyĂlimy wtedy: „On jest powierzchowny i równie przeraĝony per- spektywÈ konfrontacji z problemami jak ja, wiÚc tu bÚdÚ bezpieczna”. DecydujÈc siÚ na taki zwiÈzek, wydajemy milczÈcÈ zgodÚ na to, aby „drĝeÊ pod wrotami Zagrody”. ¥wiadomie kochajÈcy siÚ partnerzy nigdy celowo nie raniÈ siÚ na- wzajem. Sami patrolujÈ wïasne zachowanie i aresztujÈ kaĝdego zïo- dziejaszka buszujÈcego w otwartym kufrze wspólnej bliskoĂci: zemstÚ, przemoc, szyderstwo, sarkazm, docinek, obrazÚ, kïamstwo, wspóïza- wodnictwo, karÚ i wstyd. DobroÊ wïasnej rodziny Amerykañski mit dotyczÈcy twardego indywidualizmu (ang. rugged in- dividualism) zdaje siÚ pomijaÊ prawdÚ o tym, jak duĝa czÚĂÊ naszej oso- bowoĂci ugruntowana jest w rodzinie i z niej wyrasta. JeĂli toĝsamoĂÊ 98 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY oznacza to, co jest w nas identyfikowalne, z pewnoĂciÈ stanowimy jednÈ z gaïÚzi drzewa genealogicznego naszej rodziny. PatrzÚ w lu- stro i widzÚ oczy mojego ojca; krzyczÚ na ĝonÚ i sïyszÚ sïowa mojej matki; tulÚ moje dziecko i czujÚ objÚcia mojej babci; narzekam, ma- nipulujÚ, kontrolujÚ, stawiam wymagania przed dzieÊmi i pamiÚtam, jak sam byïem traktowany jako dziecko; kïócÚ siÚ z niesfornym sÈ- siadem i odnajdujÚ w sobie to znajome, nowobogackie ego miesz- kajÈce w prawie kaĝdym mÚskim czïonku mojej rodziny. Moje na- zwisko jest nazwiskiem mojej rodziny; obok pomnika rodzinnego na cmentarzu czeka juĝ na mnie wolne miejsce. Przybyïem tu z rodowymi przymiotami i te same cechy pozostawiÚ po sobie potomstwu. Moje ĝycie nie jest ksiÈĝkÈ, lecz jednym z jej rozdziaïów. OczywiĂcie, sÈ pewne istotne róĝnice miÚdzy mnÈ i moimi rodzi- cami: kiedy raniÚ innych, przepraszam ich za to; mam wiÚcej ěródeï, z których korzystam przy rozwiÈzywaniu problemów miÚdzyludzkich; staïem siÚ bardziej Ăwiadomy i ïagodny dziÚki wszystkim poradnikom, które przeczytaïem, i uzdrowicielom, których spotkaïem. Moi emi- gracyjni przodkowie nigdy nie mieli szansy, aby zrobiÊ rzeczy, które ja zrobiïem. ¿adna rodzina nie jest idealna. W najlepszym wypadku jest to rodzina, która dobrze funkcjonuje przez wiÚkszoĂÊ czasu, pozwala so- bie na chwilowÈ dysfunkcjÚ, a kiedy nadchodzi kryzys, znajduje sposób na naprawienie stanu rzeczy. Moim zdaniem, dobrze funkcjonujÈca rodzina to taka, która emanuje piÚcioma elementami miïoĂci przez wiÚkszoĂÊ czasu i nie krzywdzi ĝadnego ze swoich czïonków. Dodatkowo uczucia i ewentualne pominiÚcia sÈ wskazywane za kaĝdym razem, kiedy sÈ zauwaĝane, zarówno miÚdzy obojgiem ro- dziców, jak i miÚdzy rodzicami a ich dzieÊmi. Rodzice w takiej ro- dzinie nie czujÈ strachu ani nie sÈ zbyt dumni, aby przeprosiÊ wïasne dzieci za popeïniony bïÈd (i na odwrót). Wydarzenia ĝyciowe sÈ cier- pliwie i z troskÈ analizowane poprzez wglÈd w reakcje czïonków rodziny, ich uczucia i przeczucia. Wszyscy dysponujÈ czasem i przy- zwoleniem na to, aby byÊ w peïni sobÈ i podchodziÊ do kaĝdej kwestii MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 99 na swój wïasny sposób. Kryzys nie jest w takim domu czymĂ, co za wszelkÈ cenÚ naleĝy ukryÊ. Kaĝdy moĝe siÚ swobodnie wypowiedzieÊ. Czy ktoĂ kiedykolwiek zapytaï mnie o to, jak siÚ czujÚ, kiedy pojawiï siÚ kryzys? O ileĝ wszyscy bylibyĂmy teraz silniejsi, gdyby nasi rodzice szcze- rze podzielili siÚ z nami swoimi uczuciami i obawami: „Jane, oto list, który Twój ojciec przysïaï z Wietnamu. Pisze, ĝe czÚsto czuje strach i rozpacz, ale kiedy myĂli o Tobie i o mnie, powraca do niego na- dzieja. Smutno mi jest, kiedy to czytam, a Tobie? Jak siÚ czujesz?”. Taki rodzaj zaproszenia do dialogu obrazuje ĂwiadomÈ i lustrzanÈ uwagÚ, która sprawia, ĝe nie czujemy siÚ juĝ tak samotni w swoich uczuciach, tak bezsilni, a przez to mniej przeraĝeni. Frustracja szkodzi dziecku, lecz borykanie siÚ z czymĂ nie jest frustracjÈ. Dziecko trudzi siÚ, aby zaïoĝyÊ kurtkÚ. Rodzic stoi w pogo- towiu, lecz nie pomaga. DziÚki temu dziecko uczy siÚ wytrwaïoĂci i osiÈgania zamierzonego celu, którym w tym konkretnym przypadku jest naïoĝenie kurtki. Kiedy jednak dziecko jest sfrustrowane, po- niewaĝ zadanie jest zbyt trudne, i chce siÚ poddaÊ, dobry rodzic wkracza do akcji i pomaga mu. W dobrze funkcjonujÈcych rodzinach istnieje praca oraz pomoc w odpowiednich momentach, nie ma tam natomiast frustracji i wstydu spowodowanego poraĝkÈ. W ten wïaĂnie sposób zainstalowane jest w naszej psychice antidotum na rozpacz i desperacjÚ. Dobrze funkcjonujÈca rodzina polega równieĝ na tym, ĝe rodzice rozchodzÈ siÚ, jeĂli jedno z nich jest naïogowcem lub molestuje wïa- sne dzieci, jednoczeĂnie odmawiajÈc pomocy. Drugi rodzic nie po- zwala, aby takie rzeczy przeszïy niezauwaĝone, poniewaĝ dzieci nigdy nie powinny staÊ siÚ obiektem zaspokajania chorych potrzeb któregoĂ z rodziców. Troskliwy rodzic jest obroñcÈ wïasnych dzieci i siebie. Robi wszystko, aby odtworzyÊ bezpieczne warunki, w których potrzeby dzieci mogÈ byÊ w peïni zaspokajane. JeĂli trzeba, szuka ich gdzie indziej, opuszczajÈc dom, który staje siÚ zagroĝeniem dla bez- pieczeñstwa. 100 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY DorastajÈc, uczymy siÚ odgrywaÊ dla samych siebie rolÚ, którÈ miaïa w naszym ĝyciu odgrywaÊ dobrze funkcjonujÈca rodzina. Do- rastanie oznacza posiadanie wewnÚtrznego rodzica, który doglÈda naszego wewnÚtrznego, niesfornego dziecka, chroni nasze naraĝone na niebezpieczeñstwa wnÚtrze i pociesza nasze przeraĝone we- wnÚtrzne ja. Issa4, japoñski poeta, który byï molestowany w dzie- ciñstwie, napisaï: „Nie obawiaj siÚ / drobna ĝabko ma / przecieĝ je- stem tu, aby chroniÊ ciÚ”. CzÚsto poczucie osamotnienia nie wynika z braku osób w naszym otoczeniu, lecz z braku naszego dorosïego ja, które mogïoby zatroszczyÊ siÚ o nasze wewnÚtrzne dziecko, które czuje siÚ w jakiĂ sposób porzucone (samotnoĂÊ jest czymĂ pozytyw- nym, kiedy przechodzimy przez pewne etapy, robimy pauzÚ na za- stanowienie, stajemy siÚ bardziej Ăwiadomi duchowo czy odnajdu- jemy siebie). Moĝemy potraktowaÊ samotnoĂÊ dosïownie i szukaÊ towarzystwa w nieodpowiednich miejscach. Kiedy dziecko kryjÈce siÚ w nas nie moĝe polegaÊ na wewnÚtrznym rodzicu, przywiÈzuje siÚ do kogoĂ lub czegoĂ z zewnÈtrz, czegokolwiek lub kogokolwiek, kto byïby namiastkÈ wewnÚtrznego rodzica. Godny zaufania wewnÚtrzny, troskliwy opiekun zawsze towarzyszy przeraĝonemu wewnÚtrznemu dziecku, pomagajÈc nam w ten sposób trzymaÊ siÚ z daleka od nie- wïaĂciwych wiÚzi. Takie rozwiÈzanie nie eliminuje samotnoĂci, która w gruncie rzeczy jest nam potrzebna, lecz zmniejsza jej ogrom. Niech pomocne Wam bÚdÈ te oto sïowa pisarki i nauczycielki Natalie Goldberg5: „Uĝyj samotnoĂci. Jej doskwierajÈcy ból wyzwoli nagïÈ potrzebÚ poïÈczenia siÚ ze Ăwiatem. Weě ten ból, niech pchnie CiÚ on gïÚbiej w pragnienie wypowiedzenia siÚ o tym, kim jesteĂ”. 4 Kobayashi Issa (1763 – 1828) — sïynny japoñski autor haiku, ceniony za swojÈ zïoĂliwoĂÊ, mistrzostwo i humor — przyp. tïum. 5 Natalie Goldberg (ur. 1948) — pisarka amerykañska. Najsïynniejszym jej dzieïem jest seria ksiÈĝek przedstawiajÈcych pisarstwo jako prakty- kowanie zen. Natalie Goldberg mieszka w Santa Fe w Nowym Meksyku — przyp. tïum. MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 101 Staroĝytni Rzymianie wiedzieli doskonale, jak ciÚĝkie moĝe byÊ ĝycie rodzinne. Zdali sobie oni sprawÚ z tego, ĝe wyïÈcznie ludzkie dziaïanie nie moĝe zapewniÊ bezpieczeñstwa rodzinie i ĝe wymaga to nieziemskiego wysiïku, aby sprawiÊ, by grupa ludzi ĝyjÈcych razem naprawdÚ siÚ dogadywaïa. Poprosili wiÚc o pomoc bogów, z których kaĝdy odpowiadaï za konkretnÈ dziedzinÚ ĝycia czy trudnoĂÊ (bo- gowie sÈ uosobieniem ïaski, wyjÈtkowego daru spïywajÈcego na nas samoistnie, który pomaga nam przekroczyÊ granice naszej jaěni i woli). Westa byïa boginiÈ ogniska domowego, wokóï którego gromadzili siÚ czïonkowie rodziny dla ciepïa i towarzystwa. Tam teĝ przygotowywano posiïki. Lary byïy duchami przodków. Oddawanie im czci oznaczaïo uznanie, ĝe sami rodzice nie byli wystarczajÈcym ěródïem troskliwej opieki (krótko mówiÈc, potrzebujemy pomocy równieĝ od poprzed- nich generacji). Penaty byïy to maïe bóstwa opiekujÈce siÚ spiĝarniÈ. Janus, który miaï twarze po obu stronach gïowy, chroniï drzwi wej- Ăciowe od Ăwiata zewnÚtrznego, jednoczeĂnie wzrok miaï skierowany do wewnÈtrz, pilnujÈc dorobku rodziny. Byïy równieĝ trzy bóstwa odpowiedzialne za wejĂcie do domu; jedno zajmowaïo siÚ samymi drzwiami, drugie zawiasami, a trzecie progiem. Junona, bogini maï- ĝeñstwa i rodziny, chroniïa stan umysïowy i fizyczny kaĝdego czïonka rodziny. Wszystkie te niewidzialne byty pomagaïy w utrzymaniu gospodarstwa. Obrazy ĂwiÚtych w dzisiejszych domach odgrywajÈ tÚ samÈ rolÚ, którÈ Rzymianie przypisywali ponadludzkim ěródïom opieki i protekcji. Staroĝytni Grecy równieĝ widzieli bliski zwiÈzek miÚdzy rodzinÈ a bóstwami. W sztuce Agamemnon Ajschylosa tytuïowy bohater zostaje děgniÚty noĝem i zabity przez swojÈ ĝonÚ podczas kÈpieli. Krzyczy wtedy: „¥miertelny cios zadano mi gïÚboko w Ărodku”. Sïowa te ukazujÈ, jak bardzo bolÈ nas nasze najgïÚbsze rany spowodowane zdradÈ i rozïÈkÈ w kontekĂcie rodziny i zwiÈzków. Sztuki wystawiane w staroĝytnej Grecji byïy czÚĂciÈ uczt religijnych, a gïówny wÈtek byï zazwyczaj psychologiczny, czÚsto zwiÈzany z rodzinÈ, poniewaĝ 102 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY Grecy stawiali znak równoĂci miÚdzy psychologiÈ i religiÈ. Na przy- kïad morderstwo Agamemnona, które ma miejsce w wodzie i jest dokonane rÚkÈ kobiety, jest wykorzystaniem archetypowego tematu rozpuszczenia w wodzie aroganckiej jaěni za pomocÈ ĝeñskich duchów takich jak syreny czy rusaïki. Podobnie w alchemii rozpuszczenie w wodzie jest czÚĂciÈ procesu, w którym oïowiane ego zamienia siÚ w zïote Ja. Mit i rytuaï nieustannie odzwierciedlajÈ wzór i prze- znaczenie psychiki, co znów upewnia nas w przekonaniu, ĝe praca nad samym sobÈ musi odbywaÊ siÚ na poziomie zarówno psychicznym, jak i duchowym. Z bliska przyjrzeÊ siÚ cierpieniu (…) WielkoĂÊ okaĝe siÚ nasza Najbardziej wówczas, gdy rzecz wielkÈ z maïej, PeïnÈ poĝytku z bolesnej, a miïÈ Z przeciwnej stworzyÊ zechcemy i w miejscu Takim zdoïamy poĂród zïa rozkwitnÈÊ, W ulgÚ cierpienia nasze przemieniwszy WytrzymaïoĂciÈ i pracÈ (…) majestatycznie Mimo ruiny. — Milton, RAJ UTRACONY6 Ze wzglÚdu na to, iĝ piÚÊ elementów miïoĂci wchodzi w skïad wspar- cia emocjonalnego, kiedy ich nie otrzymujemy, czujemy siÚ emocjo- nalnie, fizycznie i duchowo odizolowani i odïÈczeni. Brak którego- kolwiek z nich pozostawia lukÚ w psychice, która staje siÚ naszym sïabym punktem, niedostatkiem. Co wiÚcej, jeĂli skazani jesteĂmy na ból spowodowany pustkÈ, po jakimĂ czasie otwiera siÚ w naszej 6 John Milton, Raj utracony, przeï. Maciej Sïomczyñski, Wydawnictwo Lite- rackie, Kraków 1983. MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 103 psychice obszerna przestrzeñ. Faktem jest, ĝe to co ludzkie nigdy nie jest doskonaïe, zawsze ma jakieĂ luki, a jednak moĝe to mieÊ równieĝ i pozytywne strony. Brak: Uwagi Akceptacji WolnoĂci Uznania CzuïoĂci Moĝe staÊ siÚ bramÈ do: GïÚbszego spojrzenia w siebie Zbadania pozytywnego i negatywnego aspektu naszego ja i jego Cienia7 Odnalezienia naszych najgïÚbszych potrzeb, wartoĂci i pragnieñ oraz do zobowiÈzania siÚ, aby ĝyÊ w zgodzie z nimi Troski o siebie i wyĝszego Ja trzymajÈcego w objÚciach nas samych i caïy otaczajÈcy nas Ăwiat Bezwarunkowej miïoĂci do samych siebie i innych, do szczerej inicjatywy, czyli obdarzania miïoĂciÈ innych bez oczekiwania, ĝe to oni pierwsi nas pokochajÈ Widziane pod tym kÈtem nasze niespeïnione potrzeby mogÈ prze- mieniÊ siÚ w siïy grawitacyjne pchajÈce nas w gïÚbiÚ naszego doro- sïego ja. JeĂli odniesiemy piÚÊ elementów miïoĂci do wïasnych niedoborów, zabiorÈ nas one do takiego miejsca w naszej duszy, gdzie speïnienie jest gwarancjÈ. Odnajdziemy naszÈ gïÚbiÚ, jeĂli zejdziemy bezpoĂrednio w istniejÈcÈ w nas pustkÚ, dokïadnie tak, jak zrobiïa to Alicja. Kraina Czarów jest tak naprawdÚ otchïaniÈ ludzkiej duszy, z caïym jej buntem prze- ciwko logice i wszystkimi jej promiennymi moĝliwoĂciami. UwaĝnoĂÊ zapewnia nam sposób na przeobraĝenie luk w uducho- wiony potencjaï; jest najczystszÈ formÈ ĂwiadomoĂci i uwagi, dziÚki której moĝemy poznaÊ nasze prawdziwe poïoĝenie i przyjÈÊ je bez osÈdu, strachu, poczucia winy, wstydu czy oczekiwañ. Taka lojalnoĂÊ wobec tego, co jest, pozwoli nam przemieniÊ niespeïnione potrzeby 7 Cieñ — zgodnie z teoriÈ Junga „niechciane”, czÚsto neurotyczne lub przesadne postawy czy wzorce zachowañ danej osoby — przyp. tïum. 104 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY w wiedzÚ o samych sobie. UwaĝnoĂÊ pokazuje, ĝe luka jest tunelem, a nie jaskiniÈ. Nasza pustka okazuje siÚ obszarem przejĂciowym, jak frag- ment koncertu jest jednÈ z jego czÚĂci, a nie caïoĂciÈ. Pustka sprawia, ĝe mamy uczucie zawieszenia w próĝni bez siatki ochronnej, na którÈ moglibyĂmy bezpiecznie opaĂÊ. Otóĝ praktyka jest naszÈ siatkÈ, spadochronem, buszujÈcym w zboĝu8. Takie teĝ sÈ nasze zdrowe zwiÈzki z innymi. Jakiego typu wsparcia potrzebujÚ, zaglÈdajÈc we wïasne luki? Uzdrawianie przeszïoĂci nie polega na jej przywoïywaniu i na- prawianiu, lecz na pozostaniu z niÈ i w niej, aĝ sama zacznie siÚ prze- suwaÊ i otwieraÊ. PozostaÊ znaczy odnaleěÊ wewnÚtrzne Umiïowanie, najgïÚbszÈ, osobistÈ rzeczywistoĂÊ. Pozostanie w bolesnej sytuacji i pozwalanie na bycie krzywdzonym jest akceptacjÈ tyranii; pozo- stanie z naszym obolaïym ja jest duchowym zwyciÚstwem. Rana staje siÚ bramÈ do naszej wraĝliwoĂci i w tym wïaĂnie czuïym miejscu znajduje siÚ nasze najbardziej kruche ja. Kiedy zobowiÈzujemy siÚ pozostaÊ, traktujemy nasze rany jak ĂwiÈtynie, które majÈ moc uzdra- wiajÈcÈ dla kaĝdego, kto do nich przybÚdzie i zatrzyma siÚ w nich na chwilÚ. JesteĂmy pielgrzymami, a nie cieĂlami, wykonujÈc pracÚ nad sobÈ. JeĂli naszÈ ranÈ jest utrata miïoĂci, paradoksalnie moĝemy odnaleěÊ jÈ, po prostu siedzÈc Ăwiadomie w poczuciu tÚsknoty za tym, co juĝ kiedyĂ poczuliĂmy. Odnajdujemy naszÈ pierwotnÈ stratÚ nie tylko za pomocÈ kompletnego zapeïnienia powstaïej luki uczuciem kogoĂ innego, lecz takĝe poprzez przemieszczenie tego uczucia w nas samych. Nasze ego poszukuje miïoĂci, lecz naszym zadaniem jest najpierw odnalezienie miïoĂci w samych sobie. Kiedy juĝ to zrobimy, moĝemy rozprzestrzeniÊ jÈ na innych, tak jak ludzie zamoĝni czasem dzielÈ siÚ swoim majÈtkiem. JeĂli zrobimy na odwrót, sta- niemy siÚ nÚdzarzami wyciÈgajÈcymi rÚce do innych. 8 Autor odnosi siÚ tutaj do sïynnej ksiÈĝki pod tym samym tytuïem autorstwa J.D. Salingera. KsiÈĝka jest apoteozÈ dzieciñstwa, co w sposób szczególny podkreĂlone jest przez metaforÚ buszujÈcego w zboĝu, czyli osoby, która ïapie dzieci na moment przed ich upadkiem z klifu (metafora dorosïoĂci) — przyp. tïum. MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 105 Bohater mitów i legend jest zawsze nieustraszony, jednak w kaĝdej opowieĂci heroicznej przychodzi moment, w którym bohater traci chwilowo moc. Na przykïad Robin Hood wtrÈcony do lochu, JaĂ w szafie ĝony olbrzyma9, Jonasz poïkniÚty przez wieloryba, Dorotka ĂpiÈca na polu makowym. Wszystkie te zdarzenia sÈ metaforÈ chwil spokojnego przebywania w Ăwiadomym bezruchu. PotwierdzajÈ one sïusznoĂÊ bezsilnoĂci i bezruchu jako uĝytecznych etapów kaĝdej ludzkiej wÚdrówki. W ostatnich dziesiÚcioleciach ruch samopomocy poïoĝyï duĝo wiÚkszy nacisk na to, ĝeby staraÊ siÚ nigdy nie byÊ ofiarami. ByÊ moĝe staliĂmy siÚ zbyt jednostronni i zapomnieliĂmy o dynamicznym wza- jemnym oddziaïywaniu na siebie takich uzupeïniajÈcych siÚ prze- ciwieñstw jak bezbronnoĂÊ i zaradnoĂÊ. Bycie wyïÈcznie ofiarÈ jest rzeczÈ bezspornie niebezpiecznÈ. Nigdy nie powinniĂmy akceptowaÊ sytuacji, w której inni robiÈ z nas ofiary poprzez krzywdzÈcÈ przemoc. KtoĂ jednak, kto padï ofiarÈ depresji, kiedy inni go zdradzili, nie moĝe winiÊ za to siebie. Sporadyczne poczucie bezsilnoĂci pomaga nam uwolniÊ siÚ od ego i kontroli i ĝaden prawdziwy bohater nie ma nic przeciwko niemu. PrawdÈ jest ponadto, iĝ przegrana, trudnoĂci, rozczarowania, ból i zdrada wydajÈ siÚ byÊ niezbÚdne w dopingowaniu naszego rozwoju od dzieciñstwa do — i w trakcie — dorosïoĂci. Matka szczeniaczków warczy na nie, kiedy chcÈ ssaÊ jej mleko, a sÈ juĝ na to za duĝe. W ten sposób uczÈ siÚ one samodzielnoĂci. W caïej naturze samoĝywiÈce siÚ siïy powstajÈ z bólu i rozïÈki. Kiedy sïyszymy sïowo nie od rodziców, czujemy ból spowodowany niespeïnieniem naszego ĝyczenia, lecz dziÚki temu nasz rozwój jest w toku. Zakazy dajÈ nam okazjÚ do negocjowania. Matka, która zawsze nam ustÚpuje, nie przyczynia siÚ do budowy naszego charakteru. Jak Kopciuszek czy ¥nieĝka potrze- bujemy spÚdziÊ trochÚ czasu ze „zïÈ macochÈ”, aby zintegrowaÊ 9 W angielskiej baĂni znanej w Polsce jako JaĂ i magiczna fasola bohater ukrywa siÚ przed olbrzymem w szafie — przyp. red. 106 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY nasz osierocony archetyp i skïoniÊ siebie do ruszenia w kierunku dorosïego przeznaczenia (mimo iĝ sïowo sierota zazwyczaj odnosi siÚ do osoby porzuconej lub odrzuconej przez jedno lub oboje rodziców, odnosi siÚ ono równieĝ do tej czÚĂci nas samych, która przetrwaïa nietkniÚta w krzywdzÈcej lub zaniedbujÈcej nas rodzinie). Jak powiedziaï weteran wojenny Tom Daly: „CzÚsto wydarzenia, które odbieramy jako nasze najwiÚksze rany, sÈ tak naprawdÚ po- czÈtkiem zerwania z niezdrowym zachwytem wobec niewinnoĂci przeradzajÈcej siÚ w naiwnoĂÊ, majestatycznoĂci, biernoĂci, przemocy czy uzaleĝnienia”. Potrzebujemy takich zapoczÈtkowañ, gdyĝ bez nich moĝemy zablokowaÊ swój rozwój i zmianÚ lub nawet odrzuciÊ odpowiedzialnoĂÊ wzglÚdem innych oraz nasze przeznaczenie wio- dÈce nas w kierunku przeĂcigniÚcia ego. Nawet wczesne krzywdy i zdrady, aczkolwiek zawsze godne potÚpienia, majÈ swoje pozytywne strony dla istot takich jak my, które potrafiÈ wyciÈgaÊ korzyĂci z po- czÈtkowych przejĂÊ. Kaĝde zakïócenie i nieudana próba empatycznego dostrojenia siÚ naszych rodziców do nas pomagajÈ nam odkryÊ w sobie moc stawiania czoïa przyszïoĂci, ze wszystkimi jej rozstaniami, zawodami i niepowodzeniami. Wszystko, czego potrzeba, aby osiÈgnÈÊ tÚ moc, to chÚÊ odwiedzenia przeszïoĂci i przebywania wraz z towa- rzyszÈcym jej bólem tak dïugo, aĝ otrzymamy jej bïogosïawieñstwo. W ludzkim Ăwiecie kontrasty wciÈĝ siÚ przyciÈgajÈ. Na przykïad radoĂÊ sprawia, ĝe otwieramy siÚ na doznania, a to powoduje, ĝe dosiÚga nas równieĝ smutek. Kiedy dziecko staje siÚ zdolne do rozróĝ- niania widocznych kontrastów pojawiajÈcych siÚ w rodzicu, oznacza to, ĝe dorasta: „Mama czasem jest uwaĝna wzglÚdem mnie, a czasem nieobecna, a ja kocham jÈ w obydwu sytuacjach. Ufam, ĝe i ona rów- nieĝ kocha mnie zawsze i w kaĝdej sytuacji”. Kaĝdy z nas miaï zïe i dobre doĂwiadczenia z rodzicami. Kiedy jako doroĂli patrzymy wstecz na nasze dzieciñstwo i widzimy tylko krzywdÚ lub mamy tylko dobre wspomnienia, wiemy, iĝ stawiamy czoïo wyzwaniu, aby staÊ siÚ osobami dorosïymi bÚdÈcymi w stanie radziÊ sobie z prze- ciwieñstwami tego Ăwiata. MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 107 Bez zdrady nie byïoby stymulacji, boděca do opuszczenia domu, do rzucenia siÚ w wir naszego osobistego przeznaczenia i do odnalezie- nia niezaleĝnoĂci. Bez zdrady Józef nie poszedïby w niewolÚ, przez co nie wkroczyïby na ĂcieĝkÚ przeznaczenia wiodÈcÈ go prosto do faraona10. Natykamy siÚ na takie paradoksy na kaĝdej stronie historii ludzkoĂci: Dante Alighieri dopiero po wygnaniu z ukochanej Florencji napisaï BoskÈ KomediÚ. Homer i Milton oĂlepli, zanim napisali przej- mujÈce epopeje. Beethoven tworzyï najpiÚkniejsze utwory po tym, jak ogïuchï. W kaĝdym z tych przypadków artysta stworzyï wielkie dzieïo po przeĝyciu wielkiego bólu i straty. My teĝ jesteĂmy arty- stami, a nasze przeznaczenie oraz wyzwanie sÈ podobne. Nie moĝemy odwróciÊ tego, co siÚ staïo w naszej przeszïoĂci, ale wcale nie musimy tego robiÊ. Nie moĝemy pozbyÊ siÚ przeszïoĂci, ale teĝ nie musimy trzymaÊ siÚ jej kurczowo. W jednym z mitów egipskich Ozyrys zostaje pociÚty na kawaïki przez swojego mrocznego brata. Kiedy jego siostra i ĝona Izyda odnajduje i skïada jego czïonki, Ozyrys staje siÚ nieĂmiertelny. PowtarzajÈce siÚ ataki na nasze poczucie bycia sobÈ tnÈ nas na ka- waïki jak brat Ozyrysa. Przez chwilÚ pozostajemy w kawaïkach, potem dziÚki naszym wewnÚtrznym ĝeñskim siïom poszukiwania i zasiewania znów zbieramy siÚ w sobie i odnajdujemy naszÈ wïasnÈ drogÚ do caïoĂci. Staroĝytni szamani stosowali rytuaï inicjacji mÚĝczyzn pole- gajÈcy na symbolicznym rozczïonkowaniu. Tak jak w przypadku 10 Józef Egipski — patriarcha biblijny, syn Jakuba i Racheli. Jako ukochany syn byï znienawidzony przez braci, którzy zamierzali go zabiÊ, ale osta- tecznie oddali w niewolÚ Izmaelitom. Ci z kolei sprzedali go jako niewolnika do Egiptu. Niesïusznie oskarĝony o gwaït trafiï do wiÚzienia, gdzie za- sïynÈï trafnÈ interpretacjÈ snów wspóïwiÚěniów. Kiedy faraon miaï we Ănie tajemniczÈ wizjÚ siedmiu krów chudych i siedmiu krów tïustych, wezwano Józefa na dwór, gdzie wyjaĂniï, ĝe krowy symbolizujÈ lata dobrych zbiorów i nieurodzajów. Zaproponowaï teĝ wïadcy gromadzenie zapasów ĝywnoĂci w oczekiwaniu na siedem lat sïabych plonów. Faraon ustanowiï wtedy Józefa zarzÈdcÈ caïego Egiptu i oĝeniï go z córkÈ egipskiego kapïana Potifara — przyp. tïum. 108 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY Chrystusa, Dionizosa i Ozyrysa równieĝ i dla nas podziaï jest czÚsto niezbÚdnym etapem w przejĂciu od upokorzenia i krzywdy do pew- noĂci siebie i peïnej wspóïczucia i zrozumienia miïoĂci. Zranieni bohaterowie sÈ w stanie odkupiÊ winy innych, poniewaĝ tylko oni doĂwiadczyli podziaïu i odnowy. WĂród ruin wije siÚ Ăcieĝka pro- wadzÈca do miïoĂci. MyĂlimy, ĝe jesteĂmy sumÈ wszystkich zïych rzeczy, które nam siÚ przydarzyïy. Jest to prawdÈ tylko wtedy, jeĂli nie poĂwiÚciliĂmy siÚ pracy nad sobÈ. Tak naprawdÚ to, co siÚ nam przydarzyïo, oraz nasza praca nad tym zapewniajÈ nam odpowiednie skïadniki niezbÚdne do naszego wynurzenia siÚ jako osób, którymi od poczÈtku mieliĂmy siÚ staÊ. W zdrowym zwiÈzku moĝemy Ămiaïo powiedzieÊ: „PrzyïÈcz siÚ do mojego chaosu i pomóĝ mi go nie wyeliminowaÊ, lecz tole- rowaÊ”. Nieprzerwana, emfatyczna obecnoĂÊ z samymi sobÈ, którÈ osiÈgamy poprzez obdarzanie siebie piÚcioma elementami miïoĂci, mobilizuje nasze siïy, które leĝÈ zakopane pod gruzami bólu. To pomaga nam bardziej niĝ jakakolwiek próba wyrwania problemu z korzeniami. Jest to róĝnica miÚdzy agresywnym atakiem i poko- jowÈ miïoĂciÈ w obliczu ataku. Pod caïÈ naszÈ zranionÈ wraĝliwoĂciÈ, wadliwymi skïonnoĂciami i opïakiwanymi bïÚdami tkwi w naszym wnÚtrzu solidne, wspomaga- jÈce rozwój Ărodowisko, które jest niezniszczalne bez wzglÚdu na okolicznoĂci. Nigdy nie tracimy naszej bezwarunkowej woli walki. Na tym gruncie wzrastamy. Wyzwania i zdrady sÈ bolesnymi siïami witajÈcymi nas na progu rozwoju, tak jak czaiïy siÚ one zawsze na mitycznych herosów podczas ich podróĝy. Skoro na kaĝdym progu stoi drÚczÈca nas siïa, kaĝda z tych siï musi zawieraÊ w sobie próg. Nie ma inicjacji bez blizn. WĂród ludów prymitywnych blizny te sÈ zostawiane przez rodziców i starszyznÚ. DziĂ mïodzi ludzie robiÈ to za pomocÈ tatuaĝy i kolczyków. MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 109 Nasze serce, aby mogïo biÊ, nie buntujÈc siÚ wobec twar- dych praw wszechĂwiata, czyĝ nie posiada psychologicz- nej potrzeby odnalezienia jakiejĂ pozytywnej wartoĂci, która mogïaby przeksztaïciÊ to bolesne marnotrawstwo w proces ksztaïtujÈcy nas i ostatecznie sprawiÊ, aby byïo ono godne zaakceptowania?… Cierpienie, mimo iĝ jest mroczne i odraĝajÈce, okazuje siÚ doskonale funkcjonujÈcÈ reguïÈ uczïowieczenia i ubó- stwienia wszechĂwiata. — TEILHARD DE CHARDIN 11 Bohaterska podróĝ Archetypowa podróĝ heroiczna nie jest przemieszczaniem siÚ z punk- tu A do punktu B jak w piïce noĝnej, gdzie celem jest przejĂcie od punktu wznowienia gry do bramki. Jest to natomiast podróĝ z punktu A do punktu A do potÚgi tysiÚcznej tak jak w baseballu, gdzie celem jest przejĂcie od bazy do bazy, w miÚdzyczasie zdobywajÈc punkt, czyli przynoszÈc coĂ, co zdobyïo siÚ w podróĝy. Fazy bohaterskiej podróĝy pokrywajÈ siÚ dokïadnie z etapami zwiÈzku intymnego. Bohater opuszcza rodzinne otoczenie, przechodzi przez seriÚ prób, po czym wraca do domu z maïĝonkÈ, skarbem, amuletem lub mocÈ uzdrawiajÈcÈ. Równieĝ zwiÈzki rozpoczynajÈ siÚ opuszczeniem domu rodzinnego, potem nastÚpuje borykanie siÚ z seriÈ konfliktów na nieznanym terytorium i powrót do peïni sie- bie samych, tym razem jednak w ramach zawartego partnerstwa. W zwiÈzku z tym, iĝ potrzeby z dzieciñstwa okazujÈ siÚ byÊ tym sa- mym, czego potrzebujemy w dorosïym ĝyciu, podróĝ ta zabiera nas do naszych poczÈtków, tym razem jednak bez lÚku przed samotnoĂciÈ, 11 Pierre Teilhard de Chardin SJ (1881 – 1955) — francuski teolog, filozof, antropolog i paleontolog, jezuita — przyp. tïum. 110 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY który poczÈtkowo sprawiï, iĝ opuĂciliĂmy nasz dom. Przeszkody poja- wiajÈce siÚ na naszej drodze do bliskoĂci i przybierajÈce formÚ konflik- tów miÚdzy partnerami, jeĂli sÈ odpowiednio negocjowane, stajÈ siÚ mostem prowadzÈcym do prawdziwej komunikacji i oddania siÚ sobie nawzajem. To, co wydaje siÚ staÊ na drodze, jest drogÈ samÈ w sobie. Dojrzaïa miïoĂÊ jest celem ludzkiej podróĝy. Bohater ma staÊ siÚ partnerem osoby ukochanej, a potem wejĂÊ w zwiÈzek partnerski ze Ăwiatem. Nie istnieje wyïÈcznie osobista praca nad sobÈ sïuĝÈca wïa- snym celom. Kaĝdy rodzaj praktyki duchowej i psychologicznej przy- gotowuje nas na oĂwiecenie i sïuĝenie Ăwiatu. MiïoĂÊ w rzeczy samej jest podróĝÈ od samotnoĂci, przez bliskoĂÊ i opozycjÚ, do komunikacji. Ostatnim etapem podróĝy jak w punkcie kulminacyjnym zdro- wego zwiÈzku jest powrót do korzeni i pobïogosïawienie tego miej- sca miïoĂciÈ, mÈdroĂciÈ i uzdrowieniem — darami, które otrzy- maliĂmy w drodze, tak abyĂmy mogli rozdaÊ je w domu. ¥cieĝka osobistej i intymnej podróĝy wychodzi poza nadÚte ego i odkrywa hoj- ne i zdrowe ja, przygotowujÈc nas do waĝniejszego zadania, polegajÈ- cego na przeistoczeniu siÚ w kuriera przekazujÈcego wiadomoĂÊ od wyĝszego Ja do wszystkich naszych towarzyszy. Dary, które otrzy- mujemy i którymi siÚ dzielimy, to talenty. Rodzimy siÚ z nimi, a teraz uaktywniajÈ siÚ one w sensie osobistym oraz w zwiÈzku. Dodatkowo stwarzajÈc nasze wïasne mniejsze lub wiÚksze dzieïa i szerzÈc miïo- sierdzie, sprawiamy, iĝ Ăwiat staje siÚ lepszym miejscem, a my wy- peïniamy nasze ewolucyjne przeznaczenie. mwiczenia SPRAWDZANIE BEZPIECZE”STWA Wybierzcie to z niĝej podanych pytañ, które najbardziej chwyta Was za serce, i napiszcie odpowiedě na nie w swoich notesach. Czy mam sposobnoĂÊ bycia sobÈ w tym zwiÈzku i pozwalam, aby miïoĂÊ rozkwitïa miÚdzy nami? Czy nasz zwiÈzek zawiera w sobie strefÚ bezpieczeñstwa, MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 111 w której niewidoczne aspekty mojej osoby mogÈ wynurzyÊ siÚ na powierzchniÚ? Czy wciÈĝ bÚdziesz mnie kochaÊ, nawet jeĂli obnaĝÚ przed TobÈ moje najgorsze strony i najmniej fascynujÈce uczucia? ODZWIERCIEDLANIE Na kaĝdym etapie ĝycia odczuwamy wpïyw naszych najwczeĂniejszych pragnieñ i tÚsknot. Naszym zadaniem nie jest jednak odradzanie potrzeb z dzieciñstwa, lecz wziÚcie ich pod uwagÚ, praca nad nimi oraz wïÈczenie w to partnera lub partnerki, jeĂli wyraĝajÈ na to zgodÚ. Naszym celem nie jest tylko odciÚcie matczynej pÚpowiny, lecz rów- nieĝ zjednoczenie siÚ z ukochanÈ osobÈ, która pomogïaby nam w pracy nad tym. Jak mówi Szekspir w Królu Learze: „NajwiÚksze cier- pienie to cierpienie w samotnoĂci”. Zadajcie partnerowi lub partnerce nastÚpujÈce pytania: Niektóre fazy mojego rozwoju stanÚïy w miejscu. Czy moĝesz pomóc mi w od- blokowaniu tego zastoju? Czy jesteĂ osobÈ, z którÈ mogÚ bezpiecznie przeanalizowaÊ moje niespeïnione potrzeby i skierowaÊ na inny tor moje daremne starania? Czy mogÚ liczyÊ na wzajemne odzwiercie- dlanie? Czy czasem sprawiam, ĝe czujesz to, czego ja nie byïbym w stanie znieĂÊ, czy moĝesz pomóc mi zidentyfikowaÊ te zachowania i wesprzeÊ mnie? Czy Ty sprawiasz, ĝe czasem czujÚ to, czego Ty nie mógïbyĂ znieĂÊ? Jak moĝemy siÚ z tym zmierzyÊ i ruszyÊ dalej? Które z moich uczuÊ jesteĂ w stanie odzwierciedliÊ? Które z Twoich uczuÊ odzwierciedlam ja? Których uczuÊ obawiamy siÚ w sobie nawzajem? DOJRZA’E POSZUKIWANIA Dojrzaïe osoby dorosïe nie majÈ zbyt wygórowanych oczekiwañ wzglÚ- dem partnera lub partnerki. SzukajÈ zaledwie dwudziestu piÚciu pro- cent (dawka dla dorosïych) caïoĂci zapotrzebowania na speïnienie potrzeb przez kogoĂ innego (sto procent to dawka dla dzieci), pozo- staïe siedemdziesiÈt piÚÊ procent pochodzi z wïasnego wnÚtrza, 112 DOM, KTÓRY OPUSZCZAMY od rodziny, przyjacióï, pracy zawodowej, zainteresowañ, duchowoĂci/ religii, a nawet zwierzÈt (psy na przykïad sÈ ekspertami w dostarcza- niu piÚciu elementów miïoĂci!). Podczas medytacji, jak mówi Chögyam Trungpa Rinpocze, dwa- dzieĂcia piÚÊ procent naszej uwagi kieruje siÚ w stronÚ techniki, dwa- dzieĂcia piÚÊ procent poĂwiÚcamy na odprÚĝenie siÚ, kolejne dwadzie- Ăcia piÚÊ na zaprzyjaěnienie siÚ z samymi sobÈ, a ostatnie dwadzieĂcia piÚÊ na oczekiwanie rezultatów. Uĝywa on porównania z oglÈdaniem filmu w kinie: siedemdziesiÈt piÚÊ procent uwagi poĂwiÚcamy filmowi, a reszta skupiona jest na popcornie i osobie nam towarzyszÈcej. Po- dzielna uwaga kieruje siÚ w stronÚ przyjemnego doĂwiadczenia, które byïoby niemoĝliwe, gdybyĂmy skupili siÚ wyïÈcznie na filmie. Mówi siÚ, ĝe: „Lepszy rydz niĝ nic”. ByÊ moĝe sekretem udanego zwiÈzku jest zadowolenie siÚ poïowÈ rydza. Odpowiedzcie na nastÚpujÈce pytania w swoich notatnikach lub przeanalizujcie je wspólnie z partnerem lub partnerkÈ: Jakie sÈ ěródïa speïnienia moich potrzeb i jaki procent moich potrzeb jest speï- niany przez dane ěródïo? Jakie sÈ Twoje ěródïa i procenty? Jak usto- sunkowaïbym siÚ do tej oto ciÚtej uwagi Czechowa: „JeĂli obawiasz siÚ samotnoĂci, nie ĝeñ siÚ”? Czy moje zapotrzebowanie na elementy mi- ïoĂci jako osoby dorosïej jest adekwatne do zalecanej dozy? Czy zapo- trzebowanie zmniejszyïo siÚ od czasów dzieciñstwa (jak zapotrzebowa- nie na mleko)? Czy otrzymywanie umiarkowanej, dostosowanej do mojego dorosïego wieku iloĂci uwagi satysfakcjonuje mnie? Czy od- czuwam gryzÈce poczucie, ĝe nie otrzymaïem wszystkiego, co byïo do mnie skierowane? Czy teraz domagam siÚ tego? Czy radowaïem siÚ w dniu naszego Ălubu, kiedy kaĝda komórka mojego ciaïa gotowa byïa do pïaczu nad przeszïoĂciÈ? Czy zgadzam siÚ ze zdaniem Henry ego Davida Thoreau12: „PrzyjdÚ do Ciebie, mój przyjacielu, kiedy nie bÚdÚ CiÚ juĝ potrzebowaï. Znajdziesz wtedy païac, nie przytuïek”? 12 Henry David Thoreau (1817 – 1862) — amerykañski pisarz, poeta i filozof transcendentalista. przyp. tïum. MiïoĂÊ i jej mniej potÚĝni sprzymierzeñcy 113 STAJkC NAPRZECIW WYBORÓW Jak poniĝsza tabelka oddaje Wasze doĂwiadczenia? Które z podanych zdañ najlepiej Was opisujÈ? Nieodzwierciedlone dziecko moĝe: Lub: SzukaÊ zwiÈzków, które odzwierciedlajÈ i budujÈ ufnoĂÊ. TraktowaÊ traumÚ jako most. UwolniÊ siÚ od przeszïoĂci i wyjĂÊ ponad ból w niej doĂwiadczony. MieÊ odwagÚ ryzykowaÊ i doĂwiadczaÊ nowych rzeczy. PragnÈÊ wykroczyÊ poza dane doĂwiadczenie. OczekiwaÊ udanego zwiÈzku. SzukaÊ zwiÈzków, w których nie sÈ w stanie siÚ odzwierciedliÊ i które pozbawione sÈ ufnoĂci. WidzieÊ traumÚ jedynie jako przeszkodÚ. WciÈĝ powtarzaÊ bïÚdy z przeszïoĂci, do której zbyt mocno jest przywiÈzane. BaÊ siÚ odmiany. CzuÊ siÚ zmuszone przeĝywaÊ wciÈĝ to samo doĂwiadczenie. OczekiwaÊ tylko poraĝki. DBANIE O SIEBIE SAMYCH Krzywda zaznana w dzieciñstwie moĝe wpïynÈÊ na naszÈ przyszïÈ zdolnoĂÊ dbania o samych siebie, szczególnie w kwestii zdrowia. Jak przyjmujesz ostrzeĝenia o zachowaniach zagraĝajÈcych ĝyciu? Prze- czytanie ostrzeĝenia na paczce papierosów moĝe skïoniÊ nas do rzu- cenia palenia. W takim wypadku ostrzeĝenie przy
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Dojrzałość w związku. Jak kochać świadomie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: