Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00055 004783 14835574 na godz. na dobę w sumie
Dolina Białej Wody. Wydanie II - ebook/pdf
Dolina Białej Wody. Wydanie II - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 88
Wydawca: Bezdroża Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-283-3350-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> fotografia
Porównaj ceny (książka, ebook (-20%), audiobook).

Kultowa lektura w duchu wspinaczki ekskrementalnej

Dolina Białej Wody jest osobistą sondą zapuszczoną przez autora w różne warstwy interakcji zaszłych w latach 1980 – 88 między postaciami rzeczywistymi, ściśle związanymi z rozwojem wspinaczki skalnej. Utwór pełen jest niezwykłych (choć może aż za dobrze znanych) zapachów i odgłosów, pokazuje wewnętrzny świat autora ujęty w sposób wybitnie subiektywny. To opowieść o ludziach, drogach przez nich przebytych i odruchach ludzkiej natury... choć nie brak tu także rzeczy, które się śniły... i nie śniły filozofom.
Piotr Narwaniec — polski wspinacz, czołowy przedstawiciel nurtu „Nowej Fali” we wspinaczce ekskrementalnej, pionier wspinaczki sportowej. Autor wielu przełomowych dróg wspinaczkowych w skałkach podkrakowskich i w Tatrach. Bohater filmu Marcina Koszałki z 2010 r. Deklaracja nieśmiertelności. W środowisku wspinaczkowym jest znany pod pseudonimem Szalony. Obecnie związany z Sekcją Wspinaczkową KS Korona w Krakowie.
W marcu i czerwcu 2014 opublikował dwuczęściowy tekst poświęcony próbie zdobycia Everestu przez George’a Mallory’ego i Andrew Irvine’a w 1924 roku, zatytułowany Dlaczego wierzę? Mallory i Irvine — Everest 1924, przedstawiający argumenty na rzecz hipotezy o zdobyciu wierzchołka przez co najmniej jednego z dwójki himalaistów, zanim zginęli w zejściu. Esej ten wzbudził szeroki odzew w środowisku wspinaczy i himalaistów, został entuzjastycznie przyjęty m.in. przez Wojtka Kurtykę.
Twórca pierwszej internetowej poradni filozoficznej, maniakalnie wbiega na Babią Górę — był tam już ponad 300 razy. Poczynił kiedyś listę swych wrogów, na której znalazło się kilkaset osób.

'Opowiadanie ma ogromną wartość historyczną, ponieważ odzwierciedla doskonale, mało już znany młodemu pokoleniu wspinaczy, świat skalny z epoki „konfliktu szkół”. Autor pisał je w zupełnie innych okolicznościach, poddany był innym bodźcom. Wszystko wyglądało wtedy jakże inaczej: inna rzeczywistość polityczna, inny poziom wspinania, inni mistrzowie. Zupełnie inne problemy. Większość pojawiających się tu postaci nie zajmuje się już, dla różnych przyczyn, wspinaniem. To kawał historii. Teraz są inni, ale jedno się nie zmienia. Sranie.'

(fragment wstępu Darka Króla)

'Status defekacji we wspinaniu jest szczególny. Za dokładnym wypróżnieniem przemawiają względy praktyczne, dziś powiedzielibyśmy — sportowe. Odkąd skala trudności sięgnęła daleko poza stopień VI, czyli „skrajnie trudny”, nie ma już mowy o pobłażliwym traktowaniu sprawy. Sama definicja VI stopnia explicite ukazuje graniczne trudności, jakie może pokonać człowiek z pełną kiszką stolcową. Mimo kolejnych rewolucji sprzętowych i rozmaitych przełomów nic się w tej materii nie zmienia od czasów Dülfera. Praca zwieraczy jest bowiem nieznośnym dysonansem w harmonii mięśni i intelektu, jaką stanowi współczesny ekstremalista. A zresztą „postawienie kloca” w skiny kosztujące dwadzieścia dolarów, w te paski, kwiatki czy groszki, toż to po prostu barbarzyństwo.'

(fragment książki)

Kupując książkę, wspierasz leczenie Ani Starosolskiej. Więcej na: www.facebook.com/PomocDlaAni

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

• Kup książkę • Poleć książkę • Oceń książkę • Księgarnia internetowa • Lubię to! » Nasza społeczność D o l i n a B i a ł e j W o d y P i o t r N a r w a n i e c i „ K l i m a s s o ” ( s p r a w i a j ą c y n a p i e r w s z y r z u t o k a b a r d z o k w a d r a t o w e w r a ż e n i e ) 3 4 Poleć książkęKup książkę R o z d z i a ł 4 . Partner — czy jest bardziej dwuznaczne słowo w całej wspinaczkowej terminologii? Klasyczny etos wspinaczkowy uczynił sobie z „czystego związku dwojga dusz męskich” ideologiczny wytrych i do dzisiaj znaj- dują się zacietrzewieni moralizatorzy, którzy ze stosunku człowieka do drugiego człowieka robią sedno poruszania się po skale. Nie byłem nigdy zwolennikiem Stirnera, chociaż przyznaję, fascy- nuje mnie on jako pewne ekstremum, ale uważam, że pojęcie „etyka” w alpinizmie powinno oznaczać pewne szczegółowe procedury po- stępowania definiujące styl przejścia. Reszta jest co najwyżej kwestią dobrego wychowania i podobnie jak ustępuje się w tramwaju miej- sca ciężarnej, tak „nie zostawia się przyjaciela w górach, chociażby był tylko zamarzniętą bryłą lodu”. Jeśli miałem kiedykolwiek stałego partnera, to tylko w latach 1983 – 1984, kiedy to wspinałem się sporo w Tatrach z „Klimassem”. „Klimasso” (wołany przeze mnie okazyjnie „Odyńcem”), starszy o rok i sprawiający na pierwszy rzut oka bardzo kwadratowe wrażenie, był partnerem idealnym. Znosił cierpliwie moją osobę, co nikomu na dłuższą metę się jeszcze nie udało, zniósł na- wet wlanie mu do plecaka galarety spod smakowitej kury w rosole. Był to jednocześnie niesłychanie wdzięczny obiekt obserwacji tych cudownych drobnych detalików składających się na pobyt w gó- rach. „Klimasso” hołdował w swoim ubiorze stylowi szpitalno-woj- skowemu. Dwie identyczne koszule w paski w tonacji zgniłozielonej (pyjama green) nosił na przemian w dzień i w nocy, a zastosowanie rozpoznawał po zapachu. Uprząż składała się z luźnych elementów 3 5 Poleć książkęKup książkę D o l i n a B i a ł e j W o d y zakonserwowanych warstwą srebrzanki — były to czasy hossy firmy K., w której pracowała wówczas krakowska czołówka. Strój uzupełnia- ły popielate spodnie od garnituru, odprasowane „w kantkę”. Czynności wydalnicze traktował „Klimasso” z niezwykłym pie- tyzmem. Po prostu mówił: „czekaj” albo niespodziewanie znikał na podejściu. Bywało, że zabawił 20, 30, a nawet 40 minut. Kiedy dopro- wadzony do pasji ciskałem na oślep kamieniami po kosówce, a echo spiżowe szczytów po stokroć powtarzało imię „Klimassa” wraz z wią- zanką trzy-, czteroliterowych wyrazów w wołaczu, wreszcie wychodził czerwony na twarzy. „Słuchaj” — mówił. „Ja potrzebuję spokoju i czasu, żeby się wysrać”. Tę konstatację słyszałem nie raz. Były to jedyne chwile jego poirytowania. Zazwyczaj obydwaj mie- liśmy częstą potrzebę większą i zaciekle minowaliśmy teren w bezpo- średnim pobliżu tzw. Chatki Długosza. Cudowne, a i straszne były to chwile, kiedy zbierało się i trzeba było otworzyć drewnianą okiennicę, a potem wyskoczyć prosto w ramiona nocy. W chwilach największej odwagi każdy z nas szedł do narożnika chaty, gdzie z trwogą spuszczał spodnie, z nadzieją patrząc na blask świeczki ustawionej w oknie. Tych ostatnich nie brakowało, gdy towa- rzyszyła nam jakaś koleżanka, ale to zdarzało się rzadko. Tak, tak niewiele oddaliła się ludzkość w swojej racjonalności od dalekich przodków. Zgaśnie światło — fizyka przestaje obowiązywać. Opisują to zresztą dokładnie i lepiej Ditfurth i sam Wawrzyniec Żuławski. Ileż to razy wytężałem do granic możliwości kiszkę stolcową, byle szybciej, byle prędzej. W rozpalonej wyobraźni czułem już białe zimne kły bestii Niewyrażalnego, które chwytały mnie za jedyne miękkości ciała. Kupon stawał wtedy kołkiem, i to w gardle, chciało się biec z ry- kiem strachu do zbawczej świeczki w oknie. 3 6 Poleć książkęKup książkę R o z d z i a ł 4 . Snuliśmy z „Klimassem” śmiałe plany zaradzenia tym stanom lęko- wym. Projekty przewidywały oddawanie kału w przedsionku i uszczel- nienie drzwi albo stryszku, skąd jednak w środku nocy wszystko mo- głoby wylać się na twarz poprzez dziury w deskach. Ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na tak daleko posuniętą dewastację zabytkowego obiektu TPN. Poza tym „Klimasso” był człowiekiem bardzo higienicznym. Za- żywał kąpieli w Mnichowych Stawkach albo mył intymne części ciała w strumieniu. A były to okazy nie lada!, te części, co dyskretnie zauwa- żyłem. Pomimo to „Klimasso” poprzysiągł, że wytrzyma jako celibater do czterdziestki. Ja częstokroć ograniczałem higienę do przemycia oczu i wiadomej części ciała po uprzednim obciągnięciu napletka. W ogóle jednak prawda jest taka, że działalności wspinaczkowej towarzyszy nieustanny fetor. Ileż to razy przekonałem się o tym na Mnichu, gdy wiatr zawiał od dołu, napełniając szerokie nogawki spodni. Było to bodajże na wariancie Baryły-Stonawskiego, który uklasycz- niliśmy z „Klimassem”, proponując wycenę VIII. Naonczas nosiło się szerokie piekarskie spodnie. O ileż mniej smrodliwe są współczesne skiny. Przez lycrę „koń nie bije”, jak zwykł mawiać bardzo higieniczny, niewinnie wyglądający, ale doświadczony już wyjadacz Jacek Z. Z tego właśnie powodu jestem zdeklarowanym przeciwnikiem wspinaczki kobiecej. Dobra jest Destivelle, ale na plakacie. Samo wyobrażenie sobie tych smrodków i zapachów np. spod pachy przy kolejnym przechwycie, nie wspominając już o szpagacie, niszczy we mnie ideę kobiety, jedyną formę piękna, jaką jeszcze uznaję. A do tego pewne permanentne stany właściwe naturze kobiecej! I tutaj błysk olśnienia. Więc to DLATEGO! Dlatego robią tylko 8a+, a nie 8c. Ale skąd biorą ciepłą wodę na siedmiu tysiącach i gdzie to potem wyrzucają. 3 7 Poleć książkęKup książkę D o l i n a B i a ł e j W o d y Pięknoduchy stronią od tego zagadnienia niczym diabeł od świę- conej wody, ale rąk damom w górach nie całują, hipokryci. Rzecz smrodu leży oczywiście w szczegółach budowy anatomicz- nej. Najbardziej nawet zaśmierdziały facet obciągnie napletek, już cuchnie o połowę mniej i może oddać się afirmacji skalnych światów. A kobieta? Przecież nie będzie się wspinać niczym chińska kurty- zana, ze związanymi w kolanach nogami. A swoją drogą zapachy to niezwykle istotne niuanse, częstokroć determinujące nasze widzenie drugiego człowieka. A z czego składa się świat jak nie z takich niuansów. System niuansów przypomina owe sławne piłeczki bilardowe gazu doskonałego. Miliardy zderzeń i wy- trąceń z raz obranego kierunku. I jak tutaj wierzyć w logikę historii, jak chcieliby marksiści i autor najpotworniejszej bzdury, jaką w życiu przeczytałem: „Metodologii historii”. Oczywiście nie istnieje też logika historii wspinania. Obecne rozpanoszenie się stylu francuskiego (nie mylić z ordynarną minetą) też nie jest oczywiście wyrazem dziejowej konieczności, lecz skutkiem jakiegoś trywialnego wydarzenia, któ- rego znaczenie z perspektywy lat trudno dostrzec. Dopiero później opracowana została retoryka i ideologia, która groźnie popierdując, zdobyła większość profesjonalnych mediów. Na rodzimej ziemi i ja miałem swój udział w formułowaniu teorii, jeśli pamiętacie zjazd naj- większych koryfeuszy polskiego wspinania z okazji I Festiwalu Filmów Górskich w Katowicach. 3 8 Poleć książkęKup książkę Ile lat ma Ania? Wzrost powie: � lata. Kalendarz powie: � lat. Waga powie: �� miesięcy. Wielkość główki powie: � miesięcy. Zużycie organizmu powie: jakieś �� lat. Rozwój mózgu powie: noworodek. Niezależnie od tego, ile ma lat, jest cudownym, wesołym, spontanicznym dzieckiem cierpiącym na zespół Cockayne’a — neurodegeneracyjną chorobę genetyczną, z powodu której lekarze dają jej jeszcze tylko 5 lat życia — 5 lat, o ile nie zaczniemy drogiej terapii w Stanach. Ania mówi pojedyncze słowa, źle widzi, nie umie postawić jednego pewnego kroku, wewnątrz mózgu powstają zwapnienia, zmniejsza się móżdżek. A prognozy, o ile nie podejmiemy terapii, mówią o problemach z sercem, wątrobą, nerkami, głucho- cie, ślepocie i śmierci w wieku 10 – 13 lat. Terapia, mimo że eksperymentalna, pomaga. U Ani po jednej dawce poprawiły się wyniki badań krwi, na- stąpił skok w rozwoju mowy — pojawiły się nowe sło- wa, czasem pary słów, nasza Żabka zyskała na sile. Poleć książkęKup książkę Chcemy więcej, marzymy o dalszej poprawie. Wie- my, że terapia już pomogła dwójce dzieci z zespo- łem Cockayne’a — przywrócono funkcję chodu, po- prawiła się mowa (dzieci wypowiadają niemal pełne zdania) i długość życia wydłużyła się dwa razy w po- równaniu z tym, na co zwykle pozwala ta choroba. Na leczenie i rehabilitację Ani potrzeba worka pie- niędzy — ok. 200 000 zł rocznie. Choroba jest straszna, ale robimy, co możemy, aby mimo niej Ania miała w miarę normalne, a na pewno szczęśliwe dzieciństwo, zresztą spójrzcie na zdjęcia — chyba spisujemy się całkiem nieźle. Jak pomóc: • rozpowszechniać informację, polubić stronę www.facebook.com/PomocDlaAni, odwiedzać stronę www.dlaAni.pl • przekazać 1 podatku, wpisując KRS 000037904, a w rubryce „Informacje uzupełniające” koniecz- nie: 17874 Starosolska Anna • przekazać datki na konto: Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” Bank BPH S. A. 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615 Tytułem: 17874 Starosolska Anna Za wszelką pomoc z góry dziękujemy! Rodzice i Autor Poleć książkęKup książkę Poleć książkęKup książkę
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Dolina Białej Wody. Wydanie II
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: