Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00121 009720 16972588 na godz. na dobę w sumie
Domowe narodziny - ebook/pdf
Domowe narodziny - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 237
Wydawca: Impuls Język publikacji: polski
ISBN: 78-83-7587-367-2 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> zdrowie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książka „Domowe narodziny. Fanaberia szaleńców czy powrót do normalności?” pod red. Ewy Janiuk i Emilii Lichtenberg-Kokoszka powstała ponieważ uznałyśmy, że skoro wbrew nakazom i zakazom, pomimo negatywnego stosunku lekarzy i części położnych porody domowe mają miejsce, to pora, by ta prawda ujrzała światło dzienne. Na stronie tytułowej niniejszej publikacji widnieją nasze nazwiska, można jednak powiedzieć, że książkę tę napisało jednak samo życie. Jest ona zbiorem wspólnych przemyśleń i refleksji wielu ludzi – rodziców, którzy gotowi są podjąć pełną odpowiedzialność za siebie, swoje zdrowie, a także powołane przez siebie nowe życie. Poród domowy to nie kilka, kilkanaście godzin, podczas których dziecko wyłania się z ciała kobiety. To proces, który trwa tygodniami, miesiącami, latami, sięgając czasem aż do poprzednich pokoleń. To prawda, że prezentowane tu wypowiedzi rodziców nie są w pełni reprezentatywne, w domu dowiem rodzą tylko wyjątkowi, wysoce uświadomieni i dokształceni rodzice. Posiadający ogromną wiedzę na temat psychicznych i fizycznych, społecznych i duchowych elementów porodu. To, co chcą nam przekazać, to ich wiedza i doświadczenie – doświadczenie, które podarowało im życie. Posłuchajmy, co mają do powiedzenia. Ja, naukowiec, nie mam wątpliwości, że warto. Nie jest to książka naukowa czy tym bardziej poradnik. To próba przybliżenia tematu, który budzi mnóstwo emocji – niestety najczęściej negatywnych. (…) W szkole nauczono mnie, jak wychwytywać patologię, jak należy ją leczyć. Z pewnością nie nauczono mnie fizjologii porodu i tego, jak ją chronić. Tego nauczyli mnie właśnie moi domowi rodzice.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 © Copyright by Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Kraków 2010 Recenzent: Irena Chołuj Redakcja wydawnicza: Beata Bednarz Projekt okładki: Magdalena Muszyńska Izabela Surdykowska-Jurek Czartart ISBN: 978-83-7587-367-2 Oficyna Wydawnicza „Impuls” 30-619 Kraków, ul. Turniejowa 59/5 tel. (12) 422-41-80, fax (12) 422-59-47 www.impulsoficyna.com.pl, e-mail: impuls@impulsoficyna.com.pl Wydanie I, Kraków 2010 E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 SPIS TRE(cid:263)CI Wprowadzenie (Irena Chołuj) ............................................................................ 7 Słowo wstępne (Ewa Janiuk, Emilia Lichtenberg-Kokoszka) ............................. 11 W poszukiwaniu własnej drogi (Ewa Janiuk) .................................................... 15 Nic w (cid:276)yciu nie dzieje się bez przyczyny – jak odkryłam istnienie zawodu poło(cid:276)nej ........................................................................................... 15 Droga do upragnionego czepka z czerwonym paskiem ............................ 17 Czas zmian ..................................................................................................... 19 Początek ................................................................................................................ 23 Kaczątko (Emilia Lichtenberg-Kokoszka i Rafał Kokoszka) ........................ 23 Aga – moje pierwsze „domowe” dziecko (Ewa Janiuk) ............................. 33 Rodzina, bez której nic nie byłoby takie samo .................................................. 37 Niewidzialny… (Ewa Janiuk) ....................................................................... 37 Dzieci (Adrianna Janiuk, Bartosz Janiuk) .................................................. 40 Dzięki mamie, babci, prababci… (Ewa Janiuk) .......................................... 43 Codzienna niecodzienno(cid:264)ć .................................................................................. 47 (cid:263)więto (cid:276)ycia (Marcelina i Wojciech) ............................................................ 47 Zwycięstwo (Dorota i Bogdan) .................................................................... 61 Naturalno(cid:264)ć (Mariola i Stanisław) ................................................................ 65 Pomogły mi stać się matką (Krystyna i Paweł) ............................................ 70 „Gwiazdki” (Marta i Artur) ........................................................................... 74 Mówić czy nie mówić (Patrycja i Damian) ................................................. 75 Marzenie (Ewa Janiuk, Anna i Jakub) ......................................................... 82 Dojrzewanie .......................................................................................................... 87 „Inny (cid:264)wiat” (Sara) ........................................................................................ 87 „Rodzić w domu” (Natalia i Zbigniew) ........................................................ 92 Dylematy (Agata) .......................................................................................... 97 Po prostu urodzić normalnie ............................................................................... 107 Jak pani Ewa pomogła przyj(cid:264)ć na (cid:264)wiat małemu Adasiowi (Agnieszka i Jarosław) ................................................................................... 107 Stworzona do rodzenia (Krystyna i Dariusz) .............................................. 109 Zaufali(cid:264)my naszym poło(cid:276)nym (Izabela i Piotr) ........................................... 116 Cud narodzin (Natalia) ................................................................................. 123 Turysta z aparatem (Justyna i Tymoteusz) ................................................... 124 Rytuał przej(cid:264)cia (Małgorzata i Krzysztof) ..................................................... 129 E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 6 SPIS TRE(cid:263)CI Jak zawsze, a jednak inaczej ............................................................................... 133 Równocze(cid:264)nie ................................................................................................ 133 Bo(cid:276)e Narodzenie w (cid:264)rodku lata (Ewelina i Mirosław) ......................... 133 W tym samym czasie (Katarzyna) ......................................................... 138 Zamiast rozdarcia – pewno(cid:264)ć wyboru (Ewa Janiuk) ............................ 139 Po obiedzie a przed kawą (Dagmara i Roman) ......................................... 142 Darowana nadzieja (Małgorzata i Jerzy) ...................................................... 144 Dzwonić czy nie dzwonić? (Agata i Piotr) ................................................... 147 Zaparkuj z dala od domu! (Aleksandra i Bartosz) ...................................... 148 Samo (cid:276)ycie ............................................................................................................ 151 Poród w domu nie chroni przed całym złem tego (cid:264)wiata (Ewa Janiuk) .................................................................................................. 151 Mo(cid:276)e następnym razem… (Agnieszka i Krystian) ...................................... 153 Najlepsze wyj(cid:264)cie (Luiza i Roman) .............................................................. 155 Zaufanie (Agnieszka) .................................................................................... 160 Zobowiązanie (Dorota i Artur) ..................................................................... 167 Poród pierwszy – brzemienny w wydarzenia(Alicja i Jarosław) .......... 177 Noworoczny prezent (Ida i Jakub) ............................................................... 182 Trudne decyzje (Ewa Janiuk) ....................................................................... 187 Ły(cid:276)ka dziegciu (Ewa Janiuk, Katarzyna) ........................................................... 193 Zdą(cid:276)yć na czas ..................................................................................................... 201 Magia porodu domowego (Alicja i Marek) .................................................. 201 Rodziłam… z Ewą (Marta) ........................................................................... 205 Pan Bóg dał mi piękne narodziny naszych dzieci (Alicja i Daniel) ........... 212 Co zrobić, by znowu rodzić w domu (Magdalena i Jakub) ....................... 218 Wystarczą matka i dziecko (Irena i Krystian) .............................................. 220 Trudny czas dojazdu (Ewa Janiuk) .............................................................. 225 Obecni .................................................................................................................. 231 Być poło(cid:276)ną … (Wiktoria) ............................................................................ 231 Opowie(cid:264)ć w wielkim skrócie (Marianna) ................................................... 235 Fascynacja (Gra(cid:276)yna) .................................................................................... 237 Zakończenie ......................................................................................................... 239 Zadanie (Ewa Janiuk) ................................................................................... 239 Rodzicielskie obowiązki (Emilia Lichtenberg-Kokoszka) ............................ 241 Ju(cid:276) nigdy więcej… a(cid:276) do następnego razu (Ewa Janiuk) .......................... 245 Informacje o rodzicach, którzy podzielili się z nami do(cid:264)wiadczeniem domowych narodzin ............................................................... 247 E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 WPROWADZENIE Siła rodzenia tkwi w kobiecie, a w poło(cid:276)nej siła umiejętno(cid:264)ci pomagania rodzącej Jako „matka porodów domowych w Polsce ko(cid:281)ca XX wieku” (tak nazwał mnie profesor Włodzimierz Fijałkowski) ciesz(cid:269) si(cid:269) ogromnie, (cid:304)e tej prawdy do(cid:292)wiadcza coraz wi(cid:269)cej poło(cid:304)nych, a dzi(cid:269)ki nim oraz ich odwadze – rodz(cid:264)cy razem rodzice. Od ponad 21 lat przyjmuj(cid:269) porody naturalne w (cid:292)rodowisku najbardziej naturalnym dla rodz(cid:264)cych – w ich własnych domach – jako osoba zaproszona do zawodowego czuwania nad bezpiecze(cid:281)stwem rodz(cid:264)cej matki i jej dziecka. W domu, gdzie si(cid:269) pocz(cid:269)ło oraz rodziło ich dziecko, mał(cid:304)onkowie rodzili si(cid:269) jako rodzice, a ja zacz(cid:269)łam powoli odradzać si(cid:269) jako poło(cid:304)na. W ich domach uczyłam si(cid:269) rozpoznawać rzeczywiste potrzeby moich rodz(cid:264)cych; wci(cid:264)(cid:304) ucz(cid:269) si(cid:269) pokory wobec natury rodzenia. Uczestnicz(cid:264)c w ich porodach, mogłam uczyć si(cid:269) sztuki poło(cid:304)niczej – obserwowałam i podziwiałam, jak przemienia si(cid:269) ciało kobiety w godzinach narodzin jej dziecka, jak poddaje si(cid:269) ona tym przemia- nom. Przekonałam si(cid:269), (cid:304)e musz(cid:269) i (cid:304)e warto zrezygnować z postawy wszystko wiedz(cid:264)cego „nadzorcy porodu” (dobrze prowadzić poród, dobrze go odebrać) oraz d(cid:264)(cid:304)yć do osi(cid:264)gni(cid:269)cia gotowo(cid:292)ci słu(cid:304)enia kobietom rodz(cid:264)cym pomoc(cid:264) wynikaj(cid:264)c(cid:264) z uprawnie(cid:281) i umiej(cid:269)tno(cid:292)ci zawodowych, wiedzy i do(cid:292)wiadczenia, a tak(cid:304)e w pokorze przyjmować poród. Poło(cid:304)ne, które tego do(cid:292)wiadczyły, wie- dz(cid:264), (cid:304)e to sama Natura (czytaj: Bóg, który j(cid:264) stworzył) nagradza wzrastaniem umiej(cid:269)tno(cid:292)ci zwi(cid:264)zanych ze sztuk(cid:264) poło(cid:304)nicz(cid:264) w pracy z rodz(cid:264)cymi oraz rado- (cid:292)ci(cid:264) serca z podj(cid:269)cia trudu takiej postawy zawodowej. Czytaj(cid:264)c kolejne strony tej ksi(cid:264)(cid:304)ki, mo(cid:304)na si(cid:269) przekonać, (cid:304)e poło(cid:304)ne uczest- nicz(cid:264)ce w porodach domowych za odwag(cid:269) pokonywania własnych oporów, za ci(cid:264)gł(cid:264) (przez 24 godziny na dob(cid:269)) gotowo(cid:292)ć do wyjazdu do porodu, za trud samodzielnej pracy, za brak akceptacji takiej postawy we własnym (cid:292)rodowisku zawodowym otrzymały szczególny dar. Mo(cid:304)e go otrzymywać ka(cid:304)da poło(cid:304)na, która zdecyduje si(cid:269) przyjmować porody naturalne (w pozycjach wertykalnych i bez działa(cid:281) poło(cid:304)niczych). Emilia Lichtenberg-Kokoszka nazwała ten dar dla poło(cid:304)nej „przyzwoleniem rodziców na udział w cudzie narodzin”. Ewa Janiuk, domowa poło(cid:304)na Opola oraz bliskich i bardzo dalekich okolic (od Cz(cid:269)stochowy po Wrocław) opisała to nast(cid:269)puj(cid:264)co: E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 8 WPROWADZENIE […] wpuszczono mnie do (cid:304)ycia nowej rodziny... Za ka(cid:304)dym razem dzi(cid:269)kuj(cid:269) Bogu, (cid:304)e mogłam dost(cid:264)pić zaszczytu towarzyszenia tak nietuzinkowym ro- dzicom w narodzinach ich dzieciny. Jestem Wam wdzi(cid:269)czna, moi „domowi rodzice” za zaufanie, za to, (cid:304)e mog(cid:269) ogrzewać si(cid:269) ciepłem Waszego domo- wego ogniska. Choć ka(cid:304)da z rodzin pozostaje niepowtarzalna, ka(cid:304)da jest dla mnie równie niezwykła […]. To jest ta rado(cid:292)ć serca dobrej poło(cid:304)nej: wzruszenie i satysfakcja. Ja równie(cid:304) otrzymałam szczególny dar Bo(cid:304)y: zawód poło(cid:304)nej, który nadal, po 45 latach pracy daje mi wiele rado(cid:292)ci i satysfakcji; jest rado(cid:292)ci(cid:264) mojego ser- ca, motorem nap(cid:269)dowym, (cid:302)ródłem energii podnosz(cid:264)cym jako(cid:292)ć mojego (cid:304)ycia równie(cid:304) teraz, gdy mam ju(cid:304) ponad 65 lat. Dlatego nie obserwuj(cid:269) u siebie syn- dromów „wypalenia zawodowego”. Mam dwa rodzaje do(cid:292)wiadcze(cid:281) zawodowych. W trakcie pierwszych lat mojej pracy z rodz(cid:264)cymi odbierałam porody, stosuj(cid:264)c si(cid:269) do wyznaczonych schematów i zasad. Wtedy zmuszano kobiety do przyj(cid:269)cia „socjalistycznego daru” – konieczno(cid:292)ci rodzenia w „sterylnych” szpitalach. Medyczne bezpie- cze(cid:281)stwo zostało arbitralnie ustalone poprzez lekarskie zarz(cid:264)dzanie porodem, aktywne „prowadzenie porodu” (nie mylić z porodem aktywnym). Urodzenie dziecka zacz(cid:269)to postrzegać jako niebezpieczne wydarzenie medyczne, które nale(cid:304)y nieustannie kontrolować i stymulować, a tak(cid:304)e stosować ró(cid:304)ne sposoby terapii. Byłam dobrze – pod wzgl(cid:269)dem technicznym – wyszkolon(cid:264) poło(cid:304)n(cid:264). Uczestnicz(cid:264)c w porodach domowych, uczyłam si(cid:269) przyjmowania poro- du, natury rodzenia oraz potrzeb moich rodz(cid:264)cych. Dzi(cid:269)ki tak ró(cid:304)norodnym do(cid:292)wiadczeniom zrozumiałam, (cid:304)e poło(cid:304)na mo(cid:304)e i powinna na nowo odme- dykalizować poród fi zjologiczny, „odczarować” strach kobiet przed natural- nym rodzeniem niezale(cid:304)nie od ich wyboru miejsca do narodzin dziecka. To jest mo(cid:304)liwe! (cid:291)wiadcz(cid:264) o tym do(cid:292)wiadczenia spisane w tej ksi(cid:264)(cid:304)ce. To nie s(cid:264) wymy(cid:292)lone historie, ale rzeczywiste, bardzo konkretne. W okresie demokratycznej wolno(cid:292)ci ka(cid:304)dy ma prawo dokonywać wyboru nie tylko wykształcenia, opcji politycznej, a nawet wyznania, lecz tak(cid:304)e ubez- pieczenia, lekarza, wyra(cid:304)enia zgody lub jej braku na proponowane sposoby leczenia. Kobiety maj(cid:264) te(cid:304) prawo decydowania o miejscu i „sposobie” rodzenia, o tym, kto b(cid:269)dzie ich wspierał w godzinach porodu. Wa(cid:304)ne jest, aby ka(cid:304)dy czytelnik u(cid:292)wiadomił sobie dzi(cid:269)ki tej publikacji, (cid:304)e potrzeby kobiet w okresie okołoporodowym s(cid:264) ró(cid:304)ne, tak jak ró(cid:304)ne s(cid:264) ich pragnienia i do(cid:292)wiadczenia (cid:304)y- ciowe. Widzimy te(cid:304), (cid:304)e wielokrotnie rodz(cid:264)c w szpitalu, zderzaj(cid:264) si(cid:269) z murem niech(cid:269)ci, z brakiem akceptacji swoich potrzeb. Coraz wi(cid:269)cej kobiet wybieraj(cid:264)cych szpital chce rodzić tam naturalnie, nie chc(cid:264) być „leczone z powodu rodzenia”. Jednak rzadko która ma na tyle od- wagi, a czasem koniecznej desperacji, by o tym powiedzieć w momencie, gdy lekarz czy poło(cid:304)na podejmuj(cid:264) za ni(cid:264) decyzj(cid:269): jak, kiedy i w jakiej pozycji ma rodzić. Rodz(cid:264)ce słysz(cid:264), (cid:304)e lepiej jest słuchać personelu, bo to oni wiedz(cid:264) lepiej, co im teraz potrzeba, i nie pytaj(cid:264) o zgod(cid:269) na ró(cid:304)ne działania medyczne ingeru- E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 WPROWADZENIE 9 j(cid:264)ce w naturalny przebieg ich porodu. Kobiety najcz(cid:269)(cid:292)ciej trac(cid:264) wtedy poczucie niezale(cid:304)no(cid:292)ci, samostanowienia o sobie, bez sprzeciwu poddaj(cid:264) si(cid:269) wszystkim nakazom, staj(cid:264) si(cid:269) bezwolnym przedmiotem działa(cid:281) gospodarzy miejsca, do którego zgłosiły si(cid:269) dobrowolnie. Dla poło(cid:304)nej pracuj(cid:264)cej samodzielnie z rodz(cid:264)c(cid:264) najwa(cid:304)niejsz(cid:264) spraw(cid:264) jest odpowiedzialno(cid:292)ć za ka(cid:304)d(cid:264) własn(cid:264) decyzj(cid:269), za dokładne rozpoznawanie sytuacji poło(cid:304)niczej w ka(cid:304)dej minucie porodu i przez wiele godzin po nim. Roz- poznawanie tej sytuacji poło(cid:304)niczej ma swój pocz(cid:264)tek na długo przed porodem zaplanowanym w domu, ju(cid:304) w trakcie pierwszych spotka(cid:281) z rodzicami – po- przez analiz(cid:269) wywiadu poło(cid:304)niczego, wyników bada(cid:281), rozmowy z obydwoj- giem rodziców wybieraj(cid:264)cych dom na miejsce narodzin ich dziecka. Tak pracuje Ewa Janiuk. Tak działaj(cid:264) poło(cid:304)ne stowarzyszone w Niezale(cid:304)nej Inicjatywie Ro- dziców i Poło(cid:304)nych „Dobrze Urodzeni”. Takich poło(cid:304)nych poszukuj(cid:264) kobiety w całej Polsce. W swojej ksi(cid:264)(cid:304)ce Urodzić razem i naturalnie napisałam m.in.: Poło(cid:304)na ma po prostu być dla rodz(cid:264)cej. Czuwać przy niej i wspierać j(cid:264). Obserwować, jak zmienia si(cid:269) jej ciało. Słuchać, czego od nas potrzebuje. Po- ło(cid:304)na mo(cid:304)e, a nawet cz(cid:269)sto powinna „siedzieć na r(cid:269)kach”, by nie podejmo- wać za rodz(cid:264)c(cid:264) działa(cid:281) według własnego planu „prowadzenia” porodu. Taka jest Wasza Ewa w „swoich” porodach domowych. Tak pracuj(cid:264) te(cid:304) inne kole(cid:304)anki poło(cid:304)ne, przyjmuj(cid:264)c porody naturalne równie(cid:304) w szpitalu. Nie- stety, takich szpitali i takich poło(cid:304)nych jest za mało. Rodz(cid:264)ce oczekuj(cid:264) od nas wsparcia, zrozumienia, pomocy, a nie dyrygowania nimi, dyktatu, zimnego profesjonalizmu. Podzi(cid:269)kujmy rodzicom, którzy odwa(cid:304)nie i szczerze opisali własne do- (cid:292)wiadczenia. Dla poło(cid:304)nych i poło(cid:304)ników s(cid:264) one podpowiedzi(cid:264), co jeszcze nale(cid:304)y zmienić w polskich porodówkach. Najlepsz(cid:264) point(cid:264) b(cid:269)dzie wypowied(cid:302) Ewy Janiuk: […] poło(cid:304)na ma być mistrzyni(cid:264) drugiego planu. W (cid:292)wietle jupiterów gwiaz- d(cid:264) w teatrze (cid:304)ycia powinni pozostawać rodz(cid:264)ca i jej dziecko oraz osoba im najbli(cid:304)sza. Ta ksi(cid:264)(cid:304)ka jest pi(cid:269)kn(cid:264) opowie(cid:292)ci(cid:264) o domowych narodzinach. Dzi(cid:269)kuj(cid:269) za powierzenie mi trudnego zadania napisania do niej „Wprowa- dzenia”. Poło(cid:304)na Irena Chołuj E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 SŁOWO WSTĘPNE Na stronie tytułowej niniejszej publikacji widniej(cid:264) nasze nazwiska, jednak mo(cid:304)- na powiedzieć, (cid:304)e ksi(cid:264)(cid:304)k(cid:269) t(cid:269) napisało samo (cid:304)ycie. Jest ona zbiorem wspólnych przemy(cid:292)le(cid:281) i refl eksji wielu rodziców, którzy s(cid:264) gotowi podj(cid:264)ć pełn(cid:264) odpo- wiedzialno(cid:292)ć za siebie, swoje dzieci, a tak(cid:304)e własne zdrowie. W poszukiwaniu mo(cid:304)liwo(cid:292)ci zrealizowania dobrze przemy(cid:292)lanych planów ich drogi skrzy(cid:304)owa- ły si(cid:269) ku mojej wielkiej rado(cid:292)ci z t(cid:264), któr(cid:264) przyszło mi pod(cid:264)(cid:304)ać. Nie jest to ksi(cid:264)(cid:304)- ka naukowa, czy tym bardziej poradnik. To próba przybli(cid:304)enia tematu, który budzi mnóstwo emocji – niestety najcz(cid:269)(cid:292)ciej negatywnych. O ludziach chc(cid:264)- cych, by narodziny ich dziecka mogły odbyć si(cid:269) w domu, i poło(cid:304)nych w nim uczestnicz(cid:264)cych bardzo cz(cid:269)sto mówi si(cid:269) „nawiedzeni”. Zdarzało mi si(cid:269) słyszeć to okre(cid:292)lenie tak(cid:304)e w stosunku do mnie samej. W zamiarze u(cid:304)ywaj(cid:264)cych je osób miało ono zapewnie pejoratywny charakter, dzi(cid:292) jednak czuj(cid:269) si(cid:269) dumna, gdy kto(cid:292) tak o mnie powie. Dlaczego? Bo stawia mnie to w jednym rz(cid:269)dzie z moimi „domowymi” rodzicami – lud(cid:302)mi nietuzinkowymi, dociekliwymi i refl eksyjny- mi. W szkole dla poło(cid:304)nych nauczono mnie, jak wychwytywać patologi(cid:269) i jak j(cid:264) leczyć. Nie nauczono mnie jednak fi zjologii porodu i tego, jak j(cid:264) chronić. Tego nauczyli mnie wła(cid:292)nie moi podopieczni. To przede wszystkim im oddajemy głos w tej ksi(cid:264)(cid:304)ce. Ewa Janiuk Rozmawiaj(cid:264)c od wielu lat z Ew(cid:264) o „domowych” rodzicach, były(cid:292)my zgodne co do tego, (cid:304)e s(cid:264) to osoby nietuzinkowe. Wielokrotnie te(cid:304) słyszałam od niej: „chcia- łabym was poznać… Polubiliby(cid:292)cie si(cid:269)… Jeste(cid:292)cie tacy inni, a tacy podobni…”. Wypowiadane przez ni(cid:264) z nostalgi(cid:264) słowa zamieniły si(cid:269) z czasem w marzenie, a ono z kolei w plan zorganizowania spotkania rodziców „domowych”. Mnie jednak „chodziło po głowie” co(cid:292) jeszcze… W ko(cid:281)cu zbli(cid:304)ała si(cid:269) dziesi(cid:264)ta rocz- nica pierwszego porodu domowego przyj(cid:269)tego przez Ew(cid:269) i dwudziesta pi(cid:264)ta rocznica wykonywania przez ni(cid:264) zawodu poło(cid:304)nej. Stwierdziłam, (cid:304)e skoro porody domowe maj(cid:264) miejsce wbrew nakazom i zakazom, pomimo negatyw- nego stosunku lekarzy i cz(cid:269)(cid:292)ci poło(cid:304)nych, to pora, by ta prawda ujrzała (cid:292)wiatło dzienne. Ewa, po przemy(cid:292)leniu mojej propozycji, wypowiedziała znamienne słowa „dlaczego nie?” i zacz(cid:269)ło si(cid:269) kompletowanie materiałów, których bogac- two przerosło nasze oczekiwania. Pierwotne zało(cid:304)enie było takie, (cid:304)eby teksty rodziców przeplatane były wy- powiedziami poło(cid:304)nej. Jednak po przeczytaniu nadesłanych nam materiałów E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 12 SŁOWO WSTĘPNE wszelkie słowa komentarza okazały si(cid:269) zb(cid:269)dne. Rodzice powiedzieli wszystko, a nawet wi(cid:269)cej – opisali cały proces domowych narodzin. Tak, proces, bo po- ród domowy to nie kilka, kilkana(cid:292)cie godzin, kiedy dziecko wyłania si(cid:269) z ciała kobiety. Narodziny trwaj(cid:264) bowiem tygodniami, miesi(cid:264)cami, latami, si(cid:269)gaj(cid:264)c czasem a(cid:304) do poprzednich pokole(cid:281). W tytule ksi(cid:264)(cid:304)ki u(cid:304)yły(cid:292)my okre(cid:292)lenia „fanaberia szale(cid:281)ców”. Fanaberia, poniewa(cid:304) na porodówkach ch(cid:269)ć rodzenia we własnym tempie, bez przyspie- szania (oksytocyny), w innej pozycji ni(cid:304) le(cid:304)(cid:264)ca na wznak, bez nacinania krocza i parcia uwa(cid:304)ana jest wci(cid:264)(cid:304) za wymysł rodz(cid:264)cych, zachciank(cid:269), „widzimisi(cid:269)” i wła(cid:292)nie fanaberi(cid:269) kobiet rodz(cid:264)cych. Podobnie s(cid:264) traktowani ci, którzy chc(cid:264), aby ich dziecko urodziło si(cid:269) w domu. Uwa(cid:304)a si(cid:269) ich za nieodpowiedzialnych szale(cid:281)ców, bo poród domowy jest niebezpieczny dla (cid:304)ycia oraz zdrowia matki i dziecka. Jedynie ignorant mo(cid:304)e tego nie zauwa(cid:304)yć. To prawda, (cid:304)e prezentowane tu wypowiedzi matek i ojców nie s(cid:264) w pełni reprezentatywne. Na poród w domu decyduj(cid:264) si(cid:269) bowiem tylko wyj(cid:264)tkowi, wysoce u(cid:292)wiadomieni i dokształceni rodzice, czyli posiadaj(cid:264)cy ogromn(cid:264) wie- dz(cid:269) na temat jego psychicznych, fi zycznych, społecznych i duchowych elemen- tów. Chc(cid:264) nam przekazać swoj(cid:264) wiedz(cid:269) i podzielić si(cid:269) do(cid:292)wiadczeniem, które podarowało im (cid:304)ycie. Ksi(cid:264)(cid:304)ki przedstawiaj(cid:264) zazwyczaj tylko suche teorie, nie ma w nich miejsca dla (cid:304)ywych ludzi. Tym bardziej chciejmy zobaczyć w nich partnerów dialogu. Posłuchajmy, co maj(cid:264) do powiedzenia. Jako naukowiec nie mam w(cid:264)tpliwo(cid:292)ci, (cid:304)e warto. Musimy równie(cid:304) przyznać, (cid:304)e tak naprawd(cid:269) tacy ludzie jak oni, „niepo- korni i (cid:292)wiadomi”, kształtuj(cid:264) i zmieniaj(cid:264) losy (cid:292)wiata. Bez nich nie byłoby akcji „Rodzić po ludzku” czy „Dobrze urodzeni”. Mo(cid:304)emy si(cid:269) buntować, nie do- strzegać zachodz(cid:264)cych zmian, uciekać przed nimi, ale one i tak – pr(cid:269)dzej czy pó(cid:302)niej – nast(cid:264)pi(cid:264). Proces przemian ju(cid:304) si(cid:269) rozpocz(cid:264)ł. Naukowcy z wielu dzie- dzin, powoli, nie(cid:292)miało, ale jednak, zaczynaj(cid:264) stawiać pytanie: w jakim stopniu obecno(cid:292)ć i aktywno(cid:292)ć m(cid:269)(cid:304)czyzny przy porodzie wpływaj(cid:264) na rozwój rodziny, m(cid:269)sko(cid:292)ci i kobieco(cid:292)ci, na dzieci(cid:281)stwo i (cid:292)wiat. Maszyna ruszyła… Czy jeste(cid:292)/-my w stanie j(cid:264) zatrzymać? U(cid:304)ywamy okre(cid:292)lenia „domowe narodziny” nie dlatego, (cid:304)e ładnie brzmi, ale dlatego, (cid:304)e naprawd(cid:269) tak wygl(cid:264)daj(cid:264). To w domu rodzi si(cid:269) dziecko, matka, ojciec, zaufanie do siebie, mał(cid:304)onka, drugiego człowieka, do własnej kobie- co(cid:292)ci, m(cid:269)sko(cid:292)ci, Boga, (cid:292)wiata… Długo by wymieniać. To nie poród szpitalny, gdzie si(cid:269) odbiera dziecko – w dosłownym tego słowa znaczeniu, gdzie nie przyjmuje si(cid:269) go z pokor(cid:264), z poszanowaniem sacrum i misterium, do którego zostali(cid:292)my dopuszczeni, tak jak to jest podczas narodzin domowych. W domu rodzinnym – pełnym miło(cid:292)ci, ciepła i oddania, w którym poło(cid:304)na, najcz(cid:269)(cid:292)ciej na kolanach, pochylona w kierunku przychodz(cid:264)cego na (cid:292)wiat dziecka i jego matki, przyjmuje dar, a jest nim przyzwolenie na udział w cudzie narodzin. Ka(cid:304)dy, kto prze(cid:304)ył t(cid:269) chwil(cid:269) choć raz, w pełni, gł(cid:269)boko, całym sob(cid:264), zawsze b(cid:269)dzie tego pragn(cid:264)ł. Być mo(cid:304)e dlatego osoby decyduj(cid:264)ce si(cid:269) na poród w domu maj(cid:264) du(cid:304)o dzieci…, wi(cid:269)cej, ni(cid:304) przewiduje statystyka. I mo(cid:304)e dlatego poło(cid:304)- E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 SŁOWO WSTĘPNE 13 ne, które „dotkn(cid:269)ły” domowych narodzin, nie mog(cid:264) znale(cid:302)ć swojego miejsca na „szpitalnej porodówce”. Nikt, komu dane było zetkn(cid:264)ć si(cid:269) z tym mistycz- nym prze(cid:304)yciem, nie pozostaje sob(cid:264). Staje si(cid:269) człowiekiem albo dojrzalszym, lepszym (w sensie dobroci, nie hierarchii warto(cid:292)ci), albo zamyka si(cid:269) w swym cierpieniu, nie radz(cid:264)c sobie z samym sob(cid:264) i z innymi. Tylko my mo(cid:304)emy decy- dować o kierunku naszych przemian. Pozwólmy, by owo misterium czyniło to, co do niego nale(cid:304)y, czyli dobro. Emilia Lichtenberg-Kokoszka E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 W POSZUKIWANIU WŁASNEJ DROGI Nic w (cid:276)yciu nie dzieje się bez przyczyny – jak odkryłam istnienie zawodu poło(cid:276)nej Ewa Janiuk Gdy 25 lat temu zaczynałam swoj(cid:264) przygod(cid:269) z poło(cid:304)nictwem, nie spodziewałam si(cid:269) a(cid:304) tylu odkryć i fascynacji. W (cid:304)yciu nic nie dzieje si(cid:269) bez przyczyny i pewnie poło(cid:304)n(cid:264) nie zostałam dlatego, (cid:304)e pewnego dnia obudziłam si(cid:269) z t(cid:264) my(cid:292)l(cid:264). Warto si(cid:269)gn(cid:264)ć pami(cid:269)ci(cid:264) do prapocz(cid:264)tków moich zainteresowa(cid:281) t(cid:264) sfer(cid:264). Kiedy byłam mała, moim obiektem westchnie(cid:281) była lalka – dzidziu(cid:292) mojej siostry o pasu- j(cid:264)cym do niej imieniu Kasia. Mo(cid:304)na było j(cid:264) k(cid:264)pać, przewijać i przebierać jak najprawdziwszego niemowlaka. Po kilku latach, które były dla mnie równo- znaczne z wieczno(cid:292)ci(cid:264), dziadkowie spełnili moje marzenia. Dostałam wy(cid:292)nion(cid:264) lalk(cid:269) w ró(cid:304)owej bluzeczce z białym kołnierzykiem. Mo(cid:304)e nie była a(cid:304) tak bardzo podobna do niemowlaka, ale miała najwi(cid:269)ksz(cid:264) zalet(cid:269) – Jagoda (bo tak dostała na imi(cid:269)) była moja! Miałam nawet wózek. Nie taki z budk(cid:264) jak dla najpraw- dziwszych dzidziusiów, lecz spacerowy, troch(cid:269) staro(cid:292)wiecki, a jego warto(cid:292)ć doceniłam dopiero wtedy, kiedy przyszło mi opłakiwać jego strat(cid:269). Kto(cid:292) ukradł mi go z podwórka. Jak wi(cid:269)kszo(cid:292)ć dziewczynek w tym wieku zagl(cid:264)dałam do wszystkich wózków; roztkliwiał mnie widok ka(cid:304)dego bobasa. Z biegiem czasu podobne fascynacje moich kole(cid:304)anek słabły. Pojawiały si(cid:269) jedynie w okresie oczekiwania na narodziny własnych pociech. Nie przeszło mi do dzi(cid:292). Natural- ne dla małych dziewczynek zafascynowanie małym dziećmi i zagl(cid:264)danie z cie- kawo(cid:292)ci(cid:264) do wszystkich wózków nie tylko nie słabło wraz z wiekiem, ale nawet si(cid:269) nasilało. Im młodsze dziecko, tym bardziej przyci(cid:264)gało moj(cid:264) uwag(cid:269). Teraz zmieniła si(cid:269) perspektywa, z jakiej spogl(cid:264)dam na te male(cid:281)stwa, nadal jednak za- gl(cid:264)dam do wózków, nosidełek i chust – niezale(cid:304)nie od tego, czy jestem w pracy czy nie, w Polsce czy innym kraju, pod (cid:304)aglami czy na nartach, na ulicy… Wyła- puj(cid:269) wzrokiem tak(cid:304)e te jeszcze nienarodzone, w maminych brzuchach. Kolejne do(cid:292)wiadczenie z dzieci(cid:281)stwa tak(cid:304)e chyba nie było bez znaczenia. Moja siostra chorowała, wi(cid:269)c nierzadko bywałam w szpitalach. Białe fartuchy, tajemnicze słuchawki, dzi(cid:269)ki którym mo(cid:304)na podsłuchać, co dzieje si(cid:269) w czło- wieku… W naszym domu cz(cid:269)stym go(cid:292)ciem była zaprzyja(cid:302)niona piel(cid:269)gniarka, która przychodziła robić zastrzyki. Moja piel(cid:269)gniarka – Pani Balonowa – była niesamowicie ciepł(cid:264), godn(cid:264) zaufania kobiet(cid:264). Nawet gdy trzeba było mnie kłuć, E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 16 W POSZUKIWANIU WŁASNEJ DROGI cało(cid:292)ć rytuału nie traciła na atrakcyjno(cid:292)ci, zwłaszcza (cid:304)e mogłam za to dostać najprawdziwsz(cid:264) strzykawk(cid:269) i igły. Kiedy miałam pi(cid:269)ć lat, stałam si(cid:269) najszcz(cid:269)- (cid:292)liwsz(cid:264) chyba posiadaczk(cid:264) oryginalnego, piel(cid:269)gniarskiego czepka. Lubiłam brzd(cid:269)k szklanych strzykawek, wielorazowych igieł i metalowych puszek. Cały rytuał zastrzyków miał dla mnie co(cid:292) z magii. Nic wi(cid:269)c dziwnego, (cid:304)e lalki były ostukiwane, opukiwane i osłuchiwane, a misie przyjmowały niesamowite ilo- (cid:292)ci penicyliny. Najwspanialsz(cid:264) zabawk(cid:264) była przecie(cid:304) prawdziwa strzykawka i buteleczki po lekach. W szkole podstawowej los zetkn(cid:264)ł mnie z dziewczynk(cid:264), która dobrze rozu- miała mojego bzika. Moim marzeniem było zostać pediatr(cid:264), a jej – dentystk(cid:264). Zało(cid:304)yły(cid:292)my „klinik(cid:269) dla misiów”. Ja je leczyłam i piel(cid:269)gnowałam, a kole(cid:304)anka plombowała z(cid:269)by. Ró(cid:304)nego rodzaju szydełka słu(cid:304)yły jej jako narz(cid:269)dzia stoma- tologiczne. Mikstura z m(cid:264)ki i wody była wypełnieniem. Mi(cid:292) po ka(cid:304)dej wizycie miał coraz wi(cid:269)ksz(cid:264) dziur(cid:269) w głowie, ale za to „zdrowe z(cid:269)by”. Prowadziły(cid:292)my nawet kartoteki naszych misiowych pacjentów. Gosia nadal wykorzystuje na- rz(cid:269)dzia stomatologiczne, ale ju(cid:304) prawdziwe. Jest stomatologiem. Na szcz(cid:269)(cid:292)cie dzisiejsi podopieczni nie s(cid:264) tak pokiereszowani jak nasze misie. Z pełnym za- ufaniem siadałam na jej fotelu stomatologicznym, nie obawiaj(cid:264)c si(cid:269), (cid:304)e podziel(cid:269) sm(cid:269)tny los pacjentów z dzieci(cid:281)stwa. Na etapie moich zabaw medycznych znałam piel(cid:269)gniarki, lekarzy i sto- matologów. Z biegiem czasu coraz cz(cid:269)(cid:292)ciej musiałam odpowiadać na pytanie: „kim chcesz zostać w przyszło(cid:292)ci?”. Planowałam wi(cid:269)c studia medyczne z my(cid:292)l(cid:264) o pediatrii. Pierwszym krokiem po szkole podstawowej było wi(cid:269)c liceum ogól- nokształc(cid:264)ce. Wtedy dowiedziałam si(cid:269) o istnieniu innego, ni(cid:304) znane mi dot(cid:264)d, zawodu medycznego – poło(cid:304)nej, któr(cid:264) była mama mojej kole(cid:304)anki z ławki. Bar- dzo rzeczowa, konkretna kobieta z charakterem. Opowiadała o swojej pracy z tak wielk(cid:264) pasj(cid:264), (cid:304)e nie sposób było nie zafascynować si(cid:269) zawodem. Nakładało si(cid:269) to na rozwijaj(cid:264)ce si(cid:269) zainteresowania dotycz(cid:264)ce własnej kobieco(cid:292)ci, ró(cid:304)nic pomi(cid:269)- dzy płciami, seksualno(cid:292)ci. Wspaniałe poł(cid:264)czenie wszystkich zainteresowa(cid:281). Od połowy ogólniaka miałam wi(cid:269)c „plan B”. Je(cid:304)eli nie dostan(cid:269) si(cid:269) na medycyn(cid:269), pój- d(cid:269) do szkoły poło(cid:304)nych. Przynajmniej na rok. To taki wspaniały zawód – zwi(cid:264)- zany przede wszystkim z nowo powstaj(cid:264)cym (cid:304)yciem, rado(cid:292)ci(cid:264). Zawód nielekki, wymagaj(cid:264)cy odpowiedzialno(cid:292)ci, pozwalaj(cid:264)cy na du(cid:304)(cid:264) samodzielno(cid:292)ć, ale daj(cid:264)cy olbrzymi(cid:264) satysfakcj(cid:269). Taki obraz poło(cid:304)nictwa roztoczyła przede mn(cid:264) Pani Da- nusia. Pierwsza w moim (cid:304)yciu poło(cid:304)na, któr(cid:264) miałam okazj(cid:269) poznać. Dlaczego nie zrezygnowałam od razu z planów zwi(cid:264)zanych z medycyn(cid:264)? Przecie(cid:304) wszystkim wiadomo było, (cid:304)e bycie lekarzem oznacza wy(cid:304)szy status społeczny i lepsze zarobki. Choć trudno było dostać si(cid:269) bez znajomo(cid:292)ci (których nie miałam), dodatkowych korepetycji i kursów przygotowawczych (na które mnie nie było stać) postanowiłam, (cid:304)e spróbuj(cid:269). Zabrakło mi kilku punktów. Gdybym startowała na inn(cid:264) uczelni(cid:269), zostałabym przyj(cid:269)ta. Na szcz(cid:269)(cid:292)cie… na tyle mało zabrakło, bym nie czuła si(cid:269) zbyt zdołowana (choć i tak przepłakałam swoje w odpowiednim czasie). Na szcz(cid:269)(cid:292)cie – nie miałam wystarczaj(cid:264)cej liczby E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 Droga do upragnionego czepka z czerwonym paskiem 17 punktów, by być przyj(cid:269)t(cid:264) na medycyn(cid:269), bo nie byłabym wówczas poło(cid:304)n(cid:264) i nie miałabym okazji pój(cid:292)ć t(cid:264) drog(cid:264), która mi była dana w tym wła(cid:292)nie zawodzie. Droga do upragnionego czepka z czerwonym paskiem Droga do uzyskania dyplomu poło(cid:304)nej nie była krótsza i prostsza ni(cid:304) ta, która doprowadziła mnie do podj(cid:269)cia decyzji o przyjmowaniu porodów domowych. W studium medycznym szybko si(cid:269) przekonałam, (cid:304)e łatwo nie b(cid:269)dzie. W czasie pierwszych zaj(cid:269)ć opiekunka roku zawiozła nas do Czarnow(cid:264)s. W pro- gramie mieli(cid:292)my dwa miejsca do zwiedzenia. Jednym była izba porodowa (istniały wówczas jeszcze dwie na Opolszczy(cid:302)nie), a drugim – o(cid:292)rodek opieki dla dzieci niepełnosprawnych. Ze zwiedzania izby porodowej niemal(cid:304)e nic nie zapami(cid:269)tałam… a szkoda. Było to tak normalne miejsce narodzin jak wszystkie sale porodowe. Nikomu wówczas nawet przez chwil(cid:269) nie przyszło do głowy, (cid:304)e przestan(cid:264) kiedy(cid:292) istnieć lub (cid:304)e kiedykolwiek ich funkcjonowanie mo(cid:304)e stać si(cid:269) tematem tylu kontrowersyjnych debat. Było to jedno z najprozaiczniejszych miejsc na ziemi. O(cid:292)rodek pomocy musiał natomiast budzić emocje. Widok tych powygina- nych dzieci(cid:269)cych ciałek le(cid:304)(cid:264)cych bezwładnie w łó(cid:304)eczkach, powykrzywianych twarzyczek, bole(cid:292)nie wr(cid:269)cz przykurczonych r(cid:264)czek i nó(cid:304)ek był pora(cid:304)aj(cid:264)cy… i ten dobiegaj(cid:264)cy czasami charakterystyczny krzyk tzw. „mózgowy”. Przenikał do szpiku ko(cid:292)ci. Te dzieci, które poszukiwały kontaktu z lud(cid:302)mi, lgn(cid:269)ły do nas, tuliły si(cid:269). Wszystko wirowało mi przed oczami. Byłam pół(cid:304)ywa z przera(cid:304)enia. Moja opiekunka posumowała t(cid:269) wypraw(cid:269) słowami, które wryły mi si(cid:269) na zawsze w pami(cid:269)ć: „je(cid:304)eli nie b(cid:269)dziecie si(cid:269) uczyć i powa(cid:304)nie podchodzić do swojej pra- cy jako poło(cid:304)ne, to takie b(cid:269)dziecie zbierały (cid:304)niwo”. Zakuwały(cid:292)my wi(cid:269)c dwa i pół roku. Kole(cid:304)anki i koledzy z akademika uniwersyteckiego z naprzeciwka mieli czas na imprezy czy dyskoteki. My nawet w czasie choroby nie wyje(cid:304)- d(cid:304)ały(cid:292)my do domu z obawy, (cid:304)e nie damy rady nadrobić zaległo(cid:292)ci. Min(cid:264)ł rok teorii i z nadziej(cid:264) wyruszyły(cid:292)my na praktyki szpitalne. Okazało si(cid:269) jednak, (cid:304)e ich przebieg pokrywał si(cid:269) z moimi wyobra(cid:304)eniami o wojskowej musztrze. Ko- munikacja z instruktork(cid:264) na pierwszej praktyce sprowadzała si(cid:269) do wymiany kilku zda(cid:281): „Dzie(cid:281) dobry, pani instruktor”, „Tak, pani instruktor”, „Zrobiono, pani instruktor”, „Do widzenia, pani instruktor”. Gdy instruktorek nie było na dy(cid:304)urze, było jeszcze gorzej. Wi(cid:269)kszo(cid:292)ć starszych kole(cid:304)anek poło(cid:304)nych nie ułatwiała (cid:304)ycia młodym adeptkom sztuki poło(cid:304)niczej. Poza tym znaczna cz(cid:269)(cid:292)ć lekarzy uwielbiała robić sobie (cid:304)arty z młokosów. Co tu wiele mówić. „Co ci(cid:269) nie zabije – to ci(cid:269) wzmocni”. Pracuj(cid:264)c jako salowa na oddziale ginekologicz- nym w soboty i niedziele, mogłam z bliska i na spokojnie podpatrywać prac(cid:269) E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 18 W POSZUKIWANIU WŁASNEJ DROGI moich kole(cid:304)anek. Za przyzwoleniem pani oddziałowej – Jadzi, mogłam im asystować po wykonaniu swojej pracy. Jakie(cid:304) to było wa(cid:304)ne do(cid:292)wiadczenie. Po roku miałam zdawać ponownie na medycyn(cid:269), ale nie było ju(cid:304) o tym mowy. Byłam przekonana, (cid:304)e „szkoł(cid:269) musz(cid:269) uko(cid:281)czyć, a potem mog(cid:269) o tym jeszcze pomy(cid:292)leć”. Tak wi(cid:269)c został wzmocniony mój charakter; ubogacona zostałam w wiedz(cid:269) teoretyczn(cid:264) na temat wszystkich mo(cid:304)liwych nieprawidłowo(cid:292)ci, którym miałam zapobiegać – otrzymałam dyplom poło(cid:304)nej. Pierwsz(cid:264) prac(cid:269) zacz(cid:269)łam na sali porodowej w Prudniku, gdzie oddziałem rz(cid:264)dził m(cid:264)dry or- dynator. Osiem (cid:292)wie(cid:304)o upieczonych poło(cid:304)nych zostało przyj(cid:269)tych na oddział poło(cid:304)niczo-ginekologiczny obejmuj(cid:264)cy sal(cid:269) porodow(cid:264). Wszak prowadzenie porodu jest fundamentem pracy poło(cid:304)nej. Ka(cid:304)da z nas otrzymała swojego „anioła stró(cid:304)a” w postaci starszej, bardziej do(cid:292)wiadczonej poło(cid:304)nej. Praca była samodzielna, ale skrz(cid:269)tne oko mojej starszej kole(cid:304)anki (cid:292)ledziło ka(cid:304)dy mój ruch. W ka(cid:304)dej chwili mogłam liczyć na podpowied(cid:302) i wsparcie. Co pewien czas, przez trzy miesi(cid:264)ce spotykali(cid:292)my si(cid:269) w gabinecie ordynatora, by przedysku- tować sposób mojej pracy, posiadane umiej(cid:269)tno(cid:292)ci i okre(cid:292)lić plan działania na najbli(cid:304)szy czas. Pani Basia była wymagaj(cid:264)c(cid:264) kole(cid:304)ank(cid:264), ale umiej(cid:269)tnie przeka- zuj(cid:264)c(cid:264) swoj(cid:264) olbrzymi(cid:264) wiedz(cid:269), która wraz ze sporym do(cid:292)wiadczeniem była jej wielkim bogactwem. Byłam jej bardzo wdzi(cid:269)czna, a zarazem niesamowicie dumna, gdy po niespełna roku pracy przekonała ordynatora, (cid:304)e jestem gotowa do pełnienia samodzielnych dy(cid:304)urów wyjazdowych w karetce pogotowia1. Poło(cid:304)ne prowadziły porody samodzielnie; jedynie w przypadku komplika- cji prosiło si(cid:269) o pomoc lekarza dy(cid:304)urnego. W przeciwie(cid:281)stwie do zwyczajów panuj(cid:264)cych w mojej placówce kształc(cid:264)cej w Prudniku naci(cid:269)cia wykonywało si(cid:269) centralnie2. Mój szef przestrzegał tej zasady stanowczo, tłumacz(cid:264)c nam, (cid:304)e w ten sposób nie przecina si(cid:269) w poprzek włókien mi(cid:269)(cid:292)niowych. Zapewnia to mniejsze krwawienie po naci(cid:269)ciu, lepsze gojenie i mniejsze zbliznowacenie, które podczas kolejnych porodów nie b(cid:269)dzie ograniczało elastyczno(cid:292)ci krocza, dzi(cid:269)ki czemu b(cid:269)dzie mo(cid:304)na unikn(cid:264)ć jego p(cid:269)kni(cid:269)cia lub naci(cid:269)cia. Co ciekawe, to w szkole straszono mnie, (cid:304)e ten wła(cid:292)nie rodzaj naci(cid:269)cia prowadzi do rozległych obra(cid:304)e(cid:281) krocza i odbytu (tzw. p(cid:269)kni(cid:269)cia III stopnia), maj(cid:264)cych powa(cid:304)ne konse- kwencje dla rodz(cid:264)cej. Przez cały okres pracy w tej sali porodowej nie nast(cid:264)piło nic podobnego, a tam, gdzie nacinano bocznie, miałam okazj(cid:269) obserwować takie komplikacje. W kolejnym szpitalu, w którym przyszło mi pracować, porody prowadziło si(cid:269) podobnie, czyli w pozycji le(cid:304)(cid:264)cej, na łó(cid:304)ku porodowym. Najcz(cid:269)(cid:292)ciej poło(cid:304)na 1 Zwyczajowo oddziały poło(cid:304)niczo-noworodkowe wraz z salami porodowymi były remontowane systematycznie raz w roku i w zwi(cid:264)zku z tym były nieczynne. Rodz(cid:264)c(cid:264) transportowało si(cid:269) karetk(cid:264) do najbli(cid:304)szego szpitala w województwie, gdzie było wolne miejsce. W praktyce oznaczało to niejednokrotnie kilkudziesi(cid:269)ciokilometrowe wyprawy kiepskimi drogami. Do(cid:292)ć cz(cid:269)sto zdarzało si(cid:269), (cid:304)e dziecko nie czekało z przyj(cid:292)ciem na (cid:292)wiat i rodziło si(cid:269) w drodze, czasami jeszcze w domu. Obsad(cid:269) karetek stanowili kierowca, sanitariusz i poło(cid:304)na. 2 Od uj(cid:292)cia szpary sromowej pionowo w dół a nie bocznie, czyli pod takim k(cid:264)tem jakby na cyferbla- cie zegarka kierowało si(cid:269) na godzin(cid:269) pi(cid:264)t(cid:264). E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 Czas zmian 19 dyrygowała rodz(cid:264)c(cid:264), nakazuj(cid:264)c jej chwycić si(cid:269) pod kolana, nabrać powietrza, zamkn(cid:264)ć oczy i cisn(cid:264)ć w dół z całej siły. Jedyn(cid:264) dla mnie ró(cid:304)nic(cid:264) było to, (cid:304)e w tym szpitalu po porodzie poło(cid:304)ne same szyły krocze – zarówno po p(cid:269)kni(cid:269)ciu, jak i po naci(cid:269)ciu. Jedynie do rozległych obra(cid:304)e(cid:281) proszony był lekarz dy(cid:304)urny. Tak płyn(cid:269)ły kolejne lata mojej pracy – według okre(cid:292)lonych zasad i panuj(cid:264)- cych zwyczajów. Czas zmian Dobrze rozumiem opór przed wprowadzeniem niektórych zmian, poniewa(cid:304) sama musiałam przej(cid:292)ć t(cid:269) sam(cid:264) drog(cid:269). Ju(cid:304) w czasie nauki w szkole miałam kontakt z profesorem Fijałkowskim, który spotykał si(cid:269) z młodzie(cid:304)(cid:264) akade- mick(cid:264). Chwilami miałam wra(cid:304)enie, (cid:304)e bior(cid:269) udział w zaj(cid:269)ciach na „tajnych kompletach”. Próby skonfrontowania tak zdobytych informacji z tymi przeka- zywanymi przez moich wykładowców najcz(cid:269)(cid:292)ciej skutkowały lawin(cid:264) kpin ze strony lekarzy, a nie dyskusj(cid:264) merytoryczn(cid:264). W ten sposób niszczyli w mo- ich oczach swój autorytet, zamiast go wzmacniać. Na przestrzeni lat mo(cid:304)na było zauwa(cid:304)yć, (cid:304)e sposób my(cid:292)lenia tych lekarzy bardzo si(cid:269) zmienił, o czym (cid:292)wiadcz(cid:264) ich publikacje oraz wypowiedzi, i wła(cid:292)nie za to ich szanuj(cid:269). Przez kilkana(cid:292)cie lat pracowałam na sali porodowej tak jak nauczono mnie w szkole. Czasami z wi(cid:269)kszym, a czasami z mniejszym entuzjazmem, ale ogólnie w prze- (cid:292)wiadczeniu dobrze spełnianego obowi(cid:264)zku. Zdarzyło si(cid:269) jednak w moim (cid:304)yciu co(cid:292), co całkowicie zakłóciło mi ten wewn(cid:269)trzny spokój. Na do(cid:292)ć długo znalazłam si(cid:269) po drugiej stronie. Stałam si(cid:269) odbiorc(cid:264) medycznych (cid:292)wiadcze(cid:281) poło(cid:304)niczo-ginekologicznych. Na pocz(cid:264)tkowym etapie pracy zawodowej uro- dziłam swoje pierwsze dziecko, ale ten kontakt ze słu(cid:304)b(cid:264) zdrowia nie wywarł na mnie wi(cid:269)kszego wra(cid:304)enia. Nast(cid:269)pnym razem przyszło mi zawalczyć o (cid:304)ycie własne, a niespełna rok pó(cid:302)niej o (cid:304)ycie maj(cid:264)cej si(cid:269) urodzić córeczki. Od sierp- nia do grudnia le(cid:304)ałam na dziesi(cid:269)cioosobowej sali w malutkim szpitalu. Nie było wtedy telefonów komórkowych ani mo(cid:304)liwo(cid:292)ci odwiedzin na oddziałach poło(cid:304)niczych. Na takim oddziale wydzielono sal(cid:269) patologii ci(cid:264)(cid:304)y. Miałam mo(cid:304)- liwo(cid:292)ć obserwowania kobiet hospitalizowanych z powodu poronienia zagra(cid:304)a- j(cid:264)cego, czasami po poronieniach, z problemami w ci(cid:264)(cid:304)y wy(cid:304)szej, po terminie, po porodach, po ci(cid:269)ciach itd. Obserwacje te wzbogaciły moje do(cid:292)wiadczenia z pobytu w ginekologicznej sali szpitalnej i poradni dla kobiet. Czułam si(cid:269) tam bezpieczna – w(cid:292)ród swoich kole(cid:304)anek i przyjaznych lekarzy; ponadto miałam ju(cid:304) du(cid:304)(cid:264) wiedz(cid:269) zawodow(cid:264). Pierwszy raz miałam okazj(cid:269) zobaczyć z bliska peł- ni(cid:269) problemów do(cid:292)wiadczanych przez moje podopieczne. To była najlepsza szkoła zawodu poło(cid:304)nej i za nic na (cid:292)wiecie nie (cid:304)ałuj(cid:269) tych kilku miesi(cid:269)cy pomi- mo rozł(cid:264)ki z synkiem i m(cid:269)(cid:304)em. Wtedy jeszcze nie umiałam w wielu sytuacjach zawalczyć „o swoje” dla mnie czy dziecka. Serce mi p(cid:269)kało, gdy mał(cid:264) zabierali zaraz po urodzeniu, ale nie pomy(cid:292)lałam nawet, by si(cid:269) temu przeciwstawić, E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 20 W POSZUKIWANIU WŁASNEJ DROGI bo takie były zwyczaje. Kilka miesi(cid:269)cy pó(cid:302)niej spotkałam ludzi, którzy swoje dziecko rodzili w domu. Byłam tak oburzona ich lekkomy(cid:292)lno(cid:292)ci(cid:264), (cid:304)e gdyby to było mo(cid:304)liwe, najch(cid:269)tniej pozbawiłabym ich praw rodzicielskich, uznaj(cid:264)c, (cid:304)e tak nieodpowiedzialni rodzice stanowi(cid:264) zagro(cid:304)enie dla własnego dziecka. Gdy spotkałam si(cid:269) z nimi po raz pierwszy, na szcz(cid:269)(cid:292)cie najpierw wysłuchałam, co nimi kierowało, jakie maj(cid:264) argumenty, a dopiero potem wyra(cid:304)ałam swoje zdanie. Chciałam udowodnić im, jak bardzo s(cid:264) w bł(cid:269)dzie, uchronić ich przed jego powielaniem przy nast(cid:269)pnym dziecku. Nie dałam za wygran(cid:264) i aby lepiej przygotować si(cid:269) pod wzgl(cid:269)dem merytorycznym do rozmowy z nimi, zacz(cid:269)łam dr(cid:264)(cid:304)yć temat, poszukiwać oraz uczyć si(cid:269) – nie tylko z podr(cid:269)czników poło(cid:304)nic- twa, które od kilkudziesi(cid:269)ciu lat przedrukowuj(cid:264) te same tre(cid:292)ci, choć wła(cid:292)ciwie nikt nie udowodnił nigdy ich skuteczno(cid:292)ci, dlaczego takie rozwi(cid:264)zanie przyj(cid:269)to. Znacznie wi(cid:269)cej informacji znalazłam w publikacjach naukowych z dziedziny biologii, psychologii, socjologii itd. Efekt był odwrotny do zamierzonego: im bardziej szukałam argumentów przeciwko „nieodpowiedzialnym rodzicom”, tym bardziej zmieniały si(cid:269) moje pogl(cid:264)dy. Potem przyszedł kolejny etap – okropnej walki wewn(cid:269)trznej. Skoro „ina- czej” ni(cid:304) robi(cid:269) od tylu lat mo(cid:304)e oznaczać „lepiej”, to co pocz(cid:264)ć z całym dotych- czasowym baga(cid:304)em do(cid:292)wiadcze(cid:281)? Było mi bardzo (cid:302)le z tym, bo musiałabym przekre(cid:292)lić kilkana(cid:292)cie lat swojej pracy. Poza tym oznaczałoby to, (cid:304)e jako matka i jednocze(cid:292)nie poło(cid:304)na nie potrafi łam zagwarantować własnym dzieciom tego, co najlepsze. Znacznie pó(cid:302)niej przyszło uspokojenie. Wszak na tym poziomie wiedzy, któr(cid:264) wówczas miałam, robiłam to, co uznawałam za najlepsze. Po- czułam si(cid:269) usprawiedliwiona przed sob(cid:264). Posiadaj(cid:264)c jednak t(cid:269) wiedz(cid:269) i nie zmieniaj(cid:264)c sposobu post(cid:269)powania, nie pozostawałabym ze sob(cid:264) w zgodzie. Nabrałam przekonania, (cid:304)e: – Warto słuchać podopiecznych, poniewa(cid:304) s(cid:264) oni cennym (cid:302)ródłem informacji nie tylko o swoich potrzebach, lecz tak(cid:304)e o nas samych. – Warto ci(cid:264)gle uczyć si(cid:269) i szukać. Maj(cid:264)c konkretne i rzeczowe argumenty, jest si(cid:269) partnerem w dyskusji. – Zmiana pogl(cid:264)dów i sposobu post(cid:269)powania nie oznacza przekre(cid:292)lenia do- tychczasowego dorobku. Wr(cid:269)cz przeciwnie – (cid:292)wiadczy o naszej inteligencji (według Słownika j(cid:269)zyka polskiego PWN, inteligencja to „zdolno(cid:292)ć rozu- mienia otaczaj(cid:264)cych sytuacji i znajdowania na nie wła(cid:292)ciwych, celowych reakcji; zdolno(cid:292)ć rozumienia w ogóle, bystro(cid:292)ć, poj(cid:269)tno(cid:292)ć”). – Oczekuj(cid:264)c szacunku, przede wszystkim nale(cid:304)y szanować siebie oraz in- nych. Dbaj(cid:264)c o uznanie innych, warto pami(cid:269)tać o tym, (cid:304)e ludzie nas otaczaj(cid:264)cy mog(cid:264) si(cid:269) zmieniać, ale codziennie rano w lustrze widzimy t(cid:269) sam(cid:264) twarz i naj- wa(cid:304)niejsze, by móc spojrzeć jej prosto w oczy z czystym sumieniem. Zacz(cid:269)ły si(cid:269) moje poszukiwania, mi(cid:269)dzy innymi konferencji, i spełnianie swojego marzenia i realizowania zobowi(cid:264)zania z czasów oczekiwania na na- rodziny córci. Gdy po urlopie macierzy(cid:281)skim wróciłam do pracy, znalazłam kurs przygotowuj(cid:264)cy do prowadzenia szkoły rodzenia. Trafi łam do Łodzi, do E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 Czas zmian 21 prof. Fijałkowskiego. To był niesamowity i bogaty we wra(cid:304)enia tydzie(cid:281). Poza wiedz(cid:264) i umiej(cid:269)tno(cid:292)ciami zdobyłam tam nowe kontakty i informacje o kolej- nych szkoleniach i konferencjach. W(cid:292)ród nich tak(cid:304)e t(cid:269), która zmieniła moje spojrzenie na poród i karmienie – „Najwa(cid:304)niejszy jest pocz(cid:264)tek”. Zacz(cid:269)ło we mnie kiełkować marzenie o tym, by sztuki poło(cid:304)nictwa uczyły poło(cid:304)ne, a nie lekarze. Pierwsze wiadomo(cid:292)ci o Szpitalu (cid:292)w. Zofi i, o szpitalu w Sokółce. Pozna- łam Iren(cid:269) Chołuj. Dotarłam do materiałów konferencyjnych Stowarzyszenia na Rzecz Naturalnego Rodzenia i Karmienia. Dodatkowo wyjazdy na spotkania pod kierownictwem Małgosi Neugebauer oraz propagowana tam literatura upewniły mnie, (cid:304)e nale(cid:304)y inaczej ni(cid:304) do tej pory postrzegać poród. Coraz cz(cid:269)- (cid:292)ciej zdarzało mi si(cid:269), choć z pocz(cid:264)tku bardzo nie(cid:292)miało, wprowadzać w (cid:304)ycie niektóre elementy. Doskonale pami(cid:269)tam poród prowadzony w nocy. Wspaniała rodz(cid:264)ca, dobrze wiedz(cid:264)ca, co jest jej „do szcz(cid:269)(cid:292)cia” potrzebne. Spokojna atmos- fera, cisza, półmrok. Niestety, gdy uj(cid:292)cie było ju(cid:304) zupełnie rozwarte, musiałam wezwać lekarza dy(cid:304)urnego, zgodnie z zasadami panuj(cid:264)cymi na oddziale. Gdy znalazł si(cid:269) na sali porodowej, za(cid:304)yczył sobie, by wł(cid:264)czyć główne o(cid:292)wietlenie. Nie wiem, jak zdobyłam si(cid:269) na odwag(cid:269), by si(cid:269) temu przeciwstawić. Posłu(cid:304)yłam si(cid:269) najzwyklejsz(cid:264), prost(cid:264) pro(cid:292)b(cid:264), by tego nie robić, bo b(cid:269)dzie to przeszkadzało rodz(cid:264)cej kobiecie oraz mnie. Na stwierdzenie lekarza, (cid:304)e przecie(cid:304) nic nie widzi, równie grzecznie, ale stanowczo odpowiedziałam, (cid:304)e to ja prowadz(cid:269) poród, a gdy b(cid:269)dzie taka potrzeba, to (cid:292)wiatło wł(cid:264)czymy. Jeden z najbardziej niedo- st(cid:269)pnych lekarzy w naszym zespole przystał na tak(cid:264) propozycj(cid:269). Dopiero gdy ochłon(cid:269)łam po porodzie, dotarło do mnie, co tak naprawd(cid:269) si(cid:269) zdarzyło. Nie miałam wówczas jednak na tyle odwagi, by przeciwstawić si(cid:269) gronu lekarzy i poło(cid:304)nych wy(cid:292)miewaj(cid:264)cych pomysły prowadzenia porodu w pozycjach wer- tykalnych, gdy takimi doniesieniami dzielili si(cid:269) mi(cid:269)dzy sob(cid:264). Coraz bli(cid:304)sza byłam zrealizowania swoich planów dotycz(cid:264)cych otwarcia szkoły rodzenia. Mój pomysł spotkał si(cid:269) z kategorycznym sprzeciwem lekarzy i brakiem akceptacji ze strony kole(cid:304)anek poło(cid:304)nych. Zaledwie nieliczne wspie- rały mnie po cichu. Wiedziałam, (cid:304)e niedługo b(cid:269)d(cid:269) szukała nowego miejsca pra- cy w Opolu, b(cid:269)dziemy si(cid:269) tam przeprowadzać, wi(cid:269)c nie zale(cid:304)ało mi na własnej szkole rodzenia. Mogła być przyszpitalna, byleby powstała. Po wielu trudach udało mi si(cid:269) j(cid:264) w ko(cid:281)cu uruchomić. To nie był najłatwiejszy okres w moim (cid:304)yciu zawodowym. Kilka starszych kole(cid:304)anek poło(cid:304)nych „umilało” mi (cid:304)ycie na tysi(cid:264)ce ró(cid:304)nych sposobów. I znowu powróciła jak bumerang złota my(cid:292)l: „co ci(cid:269) nie zabije – to ci(cid:269) wzmocni”. Poznałam lepiej swoje obowi(cid:264)zki i prawa. Mu- siałam stale podnosić swoje kwalifi kacje, by móc dobrać trafniejsze argumenty. Popełniać bł(cid:269)dy, by móc si(cid:269) na nich uczyć. Na tym etapie przyszło mi zmieniać swoje (cid:304)ycie. Nie przypuszczałam wte- dy, (cid:304)e a(cid:304) tak bardzo. Mój m(cid:264)(cid:304) pracował ju(cid:304) od pewnego czasu w Opolu. Po przemy(cid:292)leniach doszli(cid:292)my do wniosku, (cid:304)e dla dobra nas wszystkich trzeba b(cid:269)dzie si(cid:269) tam prze- prowadzić. Wi(cid:264)zało si(cid:269) to tak(cid:304)e ze zmian(cid:264) pracy. Nie wyobra(cid:304)ałam sobie, bym mogła pracować tam w szpitalu. Studia m(cid:269)(cid:304)a, dwoje małych dzieci, budowa E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 22 W POSZUKIWANIU WŁASNEJ DROGI domu, bez wsparcia znajomych czy rodziny. Pozostawała mi jedynie praca w otwartej opiece zdrowotnej. Przepłakałam t(cid:269) decyzj(cid:269). W moim prze(cid:292)wiad- czeniu odej(cid:292)cie z pracy na sali porodowej równoznaczne było z degradacj(cid:264) zawodow(cid:264). Tylko tam widziałam mo(cid:304)liwo(cid:292)ć realizowania si(cid:269) zawodowo. Po- ło(cid:304)ne pracuj(cid:264)ce w poradniach i (cid:292)rodowisku postrzegane były jako te „gorszej kategorii”. Moje wyobra(cid:304)enie było takie samo, a praca odbierana jako ogłupia- j(cid:264)ca, sprowadzaj(cid:264)ca si(cid:269) do wyci(cid:264)gania kartotek, parzenia kawy lekarzowi i my- cia wzierników. Poło(cid:304)ne (cid:292)rodowiskowe pogardliwie nazywane były tymi „od p(cid:269)puszków”, co to „zagl(cid:264)daj(cid:264) ludziom w garnki i na fi ranki, pomi(cid:269)dzy jednymi a drugimi zakupami”. Jakie(cid:304) było moje wielkie zdziwienie i jeszcze wi(cid:269)ksza rado(cid:292)ć, gdy okazało si(cid:269), (cid:304)e wcale tak być nie musi. Trafi łam na niesamowit(cid:264) przeło(cid:304)on(cid:264) – poło(cid:304)n(cid:264). Była koordynatork(cid:264) wszystkich poło(cid:304)nych w zakładzie, zarówno tych pracuj(cid:264)cych w poradniach, jak i w (cid:292)rodowisku (dwadzie(cid:292)cia po- ło(cid:304)nych). Odkryła przede mn(cid:264) (cid:292)wiat dot(cid:264)d nieznany. Poniewa(cid:304) brała udział w wielu pracach dotycz(cid:264)cych naszego zawodu na szczeblu centralnym, posia- dała najnowsz(cid:264) wiedz(cid:269). Nauczyła mnie, na czym polega samodzielno(cid:292)ć w tym zawodzie. Dopingowała do podnoszenia kwalifi kacji i wspierała. Moja szefo- wa – pani Renia – była wspaniałym wzorem, motorem zmian, a z biegiem czasu okazała si(cid:269) tak(cid:304)e niezwykł(cid:264) wspólniczk(cid:264) i przyjaciółk(cid:264). Niespełna kilka miesi(cid:269)cy po rozpocz(cid:269)ciu tam pracy pojawiła si(cid:269) młodsza ode mnie Gra(cid:304)yna. Kobieta, która w przeciwie(cid:281)stwie do mnie, całe (cid:304)ycie wie- działa o tym, (cid:304)e chce być poło(cid:304)n(cid:264), o innym ni(cid:304) mój temperamencie, sposobie patrzenia na (cid:304)ycie. Mo(cid:304)e wła(cid:292)nie dlatego tak przyci(cid:264)gaj(cid:264)ca. Osoba olbrzymiego serca i dobroci. Razem poznawały(cid:292)my now(cid:264) prac(cid:269) i si(cid:269) uczyły(cid:292)my. Podj(cid:269)ły(cid:292)my wspólnie z Reni(cid:264) decyzj(cid:269), (cid:304)e zamierzamy utworzyć co(cid:292) zupełnie nowego, gdzie poło(cid:304)ne b(cid:269)d(cid:264) mogły pracować tak jak powinny – zakład opieki zdrowotnej poło(cid:304)nych rodzinnych. Tak w 1998 roku powstał Zakład Usług Poło(cid:304)niczo- -Piel(cid:269)gniarskich „Zdrowa Rodzina”. Miały(cid:292)my wiedz(cid:269) na temat podstaw prawnych naszego zawodu, prowa- dzenia ci(cid:269)(cid:304)arnej, przyjmowania porodu, opieki nad matk(cid:264) i dzieckiem po po- rodzie. Posiadały(cid:292)my ju(cid:304) spore do(cid:292)wiadczenie zawodowe. Có(cid:304) mo(cid:304)na zrobić z tak pi(cid:269)knie rozpocz(cid:269)tym (cid:304)yciem? E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN: 978-83-7587-367-2, © by Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2010 POCZĄTEK Kaczątko Prapoczątki Emilia Lichtenberg-Kokoszka Rafał Kokoszka Jaki był pocz(cid:264)tek? (cid:303)eby to wyja(cid:292)nić, musz(cid:269) zacz(cid:264)ć od… prapocz(cid:264)tku. B(cid:269)d(cid:264)c jeszcze na studiach pedagogicznych, coraz cz(cid:269)(cid:292)ciej my(cid:292)lałam o tym, (cid:304)e chciałabym lepiej przygotować si(cid:269) do mał(cid:304)e(cid:281)stwa i rodzicielstwa. Razem z chłopakiem (obecnym m(cid:269)(cid:304)em) zacz(cid:269)li(cid:292)my ucz(cid:269)szczać na zaj(cid:269)cia do studium ro- dzinnego. Tam tak naprawd(cid:269) po raz pierwszy usłyszałam o znaczeniu przebiegu ci(cid:264)(cid:304)y i porodu dla dalszego rozwoju dziecka i jego (cid:304)ycia, ba, dla funkcjonowania całej rodziny. W nast(cid:269)pnym roku rozpocz(cid:269)łam wi(cid:269)c nauk(cid:269) w studium medycz- nym na wydziale poło(cid:304)nych. Wiem, powiecie „wariatka”, (cid:304)eby ugotować zup(cid:269) zrobi kurs dietetyki i (cid:304)ywienia? No tak. Taka ju(cid:304) jestem… Kiedy moje dziecko ma problemy z mówieniem, to wprawdzie nie studiuj(cid:269) ju(cid:304) logopedii (formal- nie – jako kierunku naukowego), ale za to czytam wszystkie ksi(cid:264)(cid:304)ki na ten temat, które zdołam znale(cid:302)ć na półce w uniwersyteckiej czytelni b(cid:264)d(cid:302) w ksi(cid:269)garni. Tak zacz(cid:269)łam przygotowywać si(cid:269) do bycia w pełni (cid:292)wiadom(cid:264) mam(cid:264). Do dzi(cid:292) pami(cid:269)tam, jak przez pierwsze dwa tygodnie szkoły wykładowcy na koniec zaj(cid:269)ć mieli zwyczaj wtr(cid:264)cać od niechcenia: „Czy s(cid:264) pytania? Nie, to do zobacze- nia”. Miałam pytania, na tyle du(cid:304)o, (cid:304)e po dwóch tygodniach pod koniec zaj(cid:269)ć wykładowcy spogl(cid:264)dali tylko na mnie i… jak najszybciej opuszczali sal(cid:269). Pierwsza praktyka w szpitalu to był dla mnie wstrz(cid:264)s. Kobieta około go- dzin(cid:269) po porodzie, le(cid:304)(cid:264)c na łó(cid:304)ku poporodowym, umierała w ciszy z powodu zbyt obfi tego krwawienia. W s(cid:264)siednim pokoju siedziały trzy poło(cid:304)ne i dwóch lekarzy. W innej sali było pi(cid:269)ć słuchaczek i nauczycielka i gdyby nie salowa, która sprz(cid:264)taj(cid:264)c, z impetem uderzyła w łó(cid:304)ko z ow(cid:264) kobiet(cid:264), to nikt nie dowie- działby si(cid:269), (cid:304)e ta powoli ju(cid:304) opuszcza ten (cid:292)wiat. Popłoch. Szybka akcja. Kilka godzin stresu. Kobieta prze(cid:304)yła. Jeszcze wiele tygodni po tym wydarzeniu zastanawiałam si(cid:269), czy aby na pewno chc(cid:269) zostać poło(cid:304)n(cid:264), czy nie powinnam zrezygnować. Zostałam i nie (cid:304)ałuj(cid:269), ale było to wydarzenie, które wycisn(cid:269)ło na mnie trwałe pi(cid:269)tno. Uzmysłowiło mi, (cid:304)e porodówka to nie jest najbezpieczniej- sze miejsce narodzin i zmusiło do postawienia sobie pytania, na które wówczas nie było zadowalaj(cid:264)cej odpowiedzi: „je(cid:292)li nie w szpitalu, to gdzie?”. E. Janiuk, E. Lichtenberg-Kokoszka (red.), Domowe narodziny. Fanaberia szale(cid:276)ców czy powrót do normalno(cid:286)ci?, Kraków 2010 ISBN:
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Domowe narodziny
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: