Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00203 005951 13649411 na godz. na dobę w sumie
Domowe ognisko - ebook/pdf
Domowe ognisko - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875413 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Jake Lonergan przyjeżdża po latach do domu rodzinnego w Coleville. Dowiaduje się, że powróciła tu również Donna – była dziewczyna tragicznie zmarłego kuzyna Lonerganów – wraz z synem Erikiem. Lonerganowie chcą przyjąć młodego Erica do rodziny. Jake, przed laty zakochany w Donnie, ma nadzieję, że teraz uda mu się stworzyć z nią szczęśliwy związek...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

8 4 9 6 5 3 S K E D N I , T A V 0 M Y T W Ł Z 0 4 7 A N E C 7 0 / 7 0 4 1 R N ISSN 1641-5760 9 771641 576025 Maureen Child 6 Domowe ognisko 07-GR-1.indd 2 07-GR-1.indd 2 5/24/07 1:46:10 PM 5/24/07 1:46:10 PM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Maureen Child Domowe ognisko Tłumaczyła Zuzanna Kowalska Droga Czytelniczko! Serdecznie witam w lipcu. Wreszcie zaczęły się wakacje. Podczas podróży i letniego wypoczynku nie zapomnij o naszych książkach. Oto pełna lista wakacyjnych propozycji: Tajemnicza nieznajoma – kolejna część miniserii „Dynastia Elliottów”. Poznamy historię Bridget Elliott i pewnego szeryfa... Domowe ognisko – ostatnia część miniserii „Lato pełne sekretów”. Tym razem z przeszłością zmierzy się Jake Lonergan... Żądanie miłości i Wyspa na oceanie (Gorący Romans Duo) – dwie opowieści o miłości i pułapkach losu. Życzę przyjemnej lektury Małgorzata Pogoda Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Maureen Child Domowe ognisko Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: Satisfying Lonergan’s Honor Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2006 Redaktor serii: Małgorzata Pogoda Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla Korekta: Maria Kaniewska © 2006 by Maureen Child © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są ikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak irmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Gorący Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litograia Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-5053-3 Indeks 356948 GORĄCY ROMANS – 786 ROZDZIAŁ PIERWSZY Jake Lonergan nie był przyzwyczajony do przeby- wania wśród tylu ludzi naraz. Przez ostatnie piętnaście lat był samotnikiem. Przenosił się z miejsca na miejsce, z jednego wyścigu motocyklowego na drugi. Nie zawie- rał przyjaźni i nie utrzymywał kontaktów z rodziną. Tak było prościej. Prawdopodobnie postępowałby tak przez następ- nych piętnaście lat, gdyby nie to, że się dowiedział, że jego dziadek, Jeremiah Lonergan, umiera. Jake bardzo go kochał, a staruszek miał tylko jedno życzenie: aby jego trzej wnukowie wrócili do domu i razem spędzi- li wakacje. Jake był w Hiszpanii, kiedy otrzymał tę wiadomość, a powrót do Coleville w Kalifornii zajął mu tyle czasu, że bał się, że przyjedzie za późno i nie zdąży się pożegnać. Dotarłszy jednak na miejsce, stwierdził, że Jeremiah wcale nie umiera. To był podstęp. Oszukał Jake’a i jego kuzynów, Sama i Coopera, by po piętnastu latach ściąg- nąć ich na ranczo. Jake dokręcił śrubę w podwoziu swojego skonstruo- wanego na zamówienie czarnego chromowanego moto-  Maureen Child cykla, wstał i wyprostował się. Wyjrzał zza podwójnych drzwi stodoły w stronę parterowego domku po drugiej stronie podwórza, skąd dobiegały go śmiechy i ciche od- głosy rozmów. Z każdego okna padało światło. Jake patrzył przez chwilę na dom, czując się, jak za- wsze, jak outsider. Oczywiście z własnej winy. Z żadnej winy – poprawił się natychmiast, odrywając spojrzenie od budynku, w którym zebrała się cała rodzi- na z wyjątkiem niego. – To był wybór. Przecież tu jest, prawda? Powrócił do miejsca, które wciąż prześladowało go w snach, i obiecał, że zostanie tu przez resztę lata. Wyjście do stodoły nie oznaczało odej- ścia. Po prostu potrzebował trochę czasu. Trochę spokoju i przestrzeni, żeby pomyśleć. Zastanowić się, co robić. Pozostawił więc w domu rodzinę, którą właśnie po- znawał na nowo, i udał się do stodoły, żeby popracować przy swoim motorze. Majstrowanie przy silniku i drob- ne regulacje uspokajały go. Zawsze tak było. Mógł się pogrążyć w tym zajęciu bez reszty i zapomnieć o całym świecie. Jake włożył klucz francuski do pudełka z narzędziami i umieścił je w stalowym bagażniku. Cieszył się, że Jere- miah jest zdrowy. Dobrze też było zobaczyć znów Sama i Coopera. Jednak powrót do Coleville okazał się cięższy, niż się spodziewał, zwłaszcza po tym, kiedy pół godziny temu Jeremiah ogłosił pewną wielką nowinę. Już samo wspomnienie jego słów sprawiało, że serce Jake’a zaczy- nało bić szybciej, miotane żalem i wściekłością. Uczu- ciami, które znał zbyt dobrze. Domowe ognisko  Przesunął spojrzeniem po słabo oświetlonej stodo- le i stojącym w niej motorze i zaczął chodzić w kółko. Nie mógł ustać w miejscu, kiedy jego myśli galopowały. Wspomnienia osaczyły go z taką intensywnością, że aż tracił oddech. Potrząsnął głową, wyszedł ze stodoły, skręcił w pra- wo i zatrzymał się dopiero w połowie podwórza. Sta- nął nagle, jakby nie był pewien, co dalej. Światło księży- ca oświecało podwórze i ziemie rozciągające się po obu stronach starego domu. W uszach raz po raz rozbrzmiewało mu nieoczeki- wane oświadczenie dziadka: Donna Barrett wróciła do miasta razem z synem Maca. Jake ruszył dalej, kierując się w stronę sztachetowego płotu oddzielającego podwórze od pól. Złapał się go obie- ma rękami i trzymał mocno, jakby potrzebował uchwycić się czegoś stabilnego, by utrzymać równowagę. – Syn Maca – wyszeptał łamiącym się głosem. Od- rzucił głowę do tyłu i utkwił wzrok w odległych gwiaz- dach. Szorstkie drewno wpijało mu się w dłonie, a on z wdzięcznością przyjął ten lekki ból. Wokół niego roztaczała się otwarta przestrzeń pu- stych o tej porze roku pól. Najbliższe zabudowania są- siadów znajdowały się o jakąś milę stąd. Można było do- strzec jedynie złote prostokąty okien. Z oddali dobiegło szczekanie psa. Gwałtownie wciągnął do ściśniętych płuc chłodne nocne powietrze. Serce waliło mu jak młotem. Przełknął ślinę i przeniósł wzrok na swojskie ranczo Lonerganów.  Maureen Child Znał każdy cal tego miejsca. W dzieciństwie spędzał tu wszystkie wakacje, szalejąc z kuzynami. Czwórka mło- dych Lonerganów zawsze wpadała w kłopoty. Tak było aż do tamtego ostatniego lata. Nie mógł w to uwierzyć. Nie było go w Coleville przez piętnaście lat. Przez piętnaście lat przebywał z da- la od rancza, kuzynów i dziadka, którego kochał, bo nie był w stanie poradzić sobie ze wspomnieniami tamtych wakacji. Teraz wiadomość, że wówczas wydarzyło się o wiele więcej, niż myślał, była dla niego zbyt wielkim szokiem. Wspomnienia popłynęły szeroką falą, wypełniły je- go umysł i zmysły, przepełniając go, zanim zdołał je po- wstrzymać. Utkwił wzrok w otaczającej go ciemności, ale zamiast niej zobaczył przeszłość. Dni były długie, świeciło słońce, a lato zdawało się trwać wiecznie. Nie było innych zmartwień niż to, kto tego dnia wygra zawody na jeziorze. Jake nawet tym nigdy nie musiał się martwić. Zawsze wygrywał. Kochał wygrywać. Był w tym dobry. Tego ostatniego poranka ustawili się na brzegu je- ziora leżącego na terenie rancza. Zadanie było proste: skoczyć jak najdalej do lodowatej wody i jak najdłużej pozostać pod powierzchnią. Wszyscy czterej Lonerga- nowie skakali po kolei. Jake czuł lodowate strumyczki ściekające mu z dłu- gich włosów na klatkę piersiową. Mrużąc oczy, wpatry- wał się w błyszczącą powierzchnię jeziora w poszuki- waniu pęcherzyków powietrza. Kipiał z wściekłości i, Domowe ognisko  przeklinając, czekał na wynurzenie się Maca, którego skok był tak samo długi jak jego. Teraz, by wygrać, mu- siał tylko pozostać dłużej pod wodą. Ale przecież nie mógł. Żaden z nich nie był w stanie wstrzymać oddechu tak długo jak Jake. Cholera. Sam zaczął się martwić i powtarzać, że powinni po niego popłynąć, bo Mac nigdy nie był tak długo pod wodą. – Daj mu jeszcze minutę, Sam – powiedział Cooper. – On naprawdę chce pobić Jake’a. Ja też chcę, żeby mu się udało. Nic mu nie będzie, nie zachowuj się jak sta- ra baba. Jake był wściekły i z ust płynęły mu wszystkie prze- kleństwa, jakie znał. Nie mógł uwierzyć, że Mac właśnie ma szansę go prześcignąć. – Damy mu jeszcze pół minuty – powiedział Sam z uśmiechem. – Jak tak dalej pójdzie, pobije rekord Jake’a. Jake zacisnął pięści na płocie. W dłoń wbiła mu się drzazga i ostry ból przywołał go do rzeczywistości. Całe szczęście. Niechętnie wspominał tamten dzień. Chociaż Bóg wie, jak często wciąż go przeżywał w swoich snach. Emocje tak się w nim burzyły, że nawet nie potraił ich wszystkich zidentyikować – wiedział jedynie, że go duszą. Obrócił się lekko i zerknął przez ramię na dom. Przez i- ranki w kuchni mógł dostrzec całą rodzinę, najwyraźniej tłoczącą się tam wciąż po wiadomości przekazanej przez 10 Maureen Child dziadka. Pewnie powinien był z nimi zostać i wszystko przedyskutować. Ale co było do powiedzenia? Każdy wiedział, co miał robić. Nie było nic do oma- wiania. Żadnych decyzji do podjęcia. Mac miał syna. To wszystko. Kiedy tak rozmyślał, tylne drzwi domu otworzyły się i na zewnątrz wyszli jego kuzyni, Sam i Cooper. Od razu go dostrzegli i ruszyli w jego stronę. Jake puścił sztachetkę, odwrócił się i oparł o płot. Drzazga uwierała go w dłoń. Skrzyżował ramiona na piersi i czekał na kuzynów. Wiatr uniósł w powietrze wirującą chmurę kurzu. Sheba, nowe szczenię golden retrievera dziadka, wysko- czyła zza powoli zamykających się drzwi i zbiegła po scho- dach. Popędziła za Samem i Cooperem i radośnie zamer- dała ogonem, kiedy Sam ukląkł i zgarnął ją pod pachę. Jake patrzył na twarze zbliżających się mężczyzn, roz- poznając charakterystyczne rodzinne rysy. Cała trójka była do siebie bardzo podobna. Ich nieżyjąca już bab- ka mawiała, że wszyscy mają „rysy Lonerganów”. Ciem- ne włosy i oczy, szeroką szczękę świadczącą o uporze i twardą głowę. Ależ się stęsknił za chłopakami. Dawniej byli sobie bliscy jak bracia. Te piętnaście lat, które minęły od chwili, gdy widział ich po raz ostatni, były najbardziej samotnym okresem jego życia. Wciąż jednak nie był w nastroju do rozmów. Nawet z nimi. – Wyszedłem, bo chciałem być sam – powiedział Jake, Domowe ognisko 11 wiedząc, że nie odniesie to skutku. Kuzyni zawsze przy- chodzili i odchodzili, kiedy oni mieli na to ochotę. Zu- pełnie jak on sam. – Dobra, dobra – powiedział Sam, podnosząc brodę, aby uniknąć psich pocałunków. – Nie jesteś sam. Lepiej się do tego przyzwyczaj. Jake uważał, że to niemożliwe. Samotność była lepsza. Prostsza. – Musimy się zastanowić, co robić – powiedział Cooper. Jego wypowiedź nikogo nie zaskoczyła. Cooper za- wsze lubił mieć dobry plan. Prawdopodobnie przy- dawało mu się to podczas pisania tych jego horrorów. W ciągu ostatnich lat powieści Coopa stawały się best- sellerami i prawdopodobnie były przyczyną koszmarów sennych co najmniej połowy Ameryki. – A nad czym tu się zastanawiać? – zapytał Jake, od- rywając się od płotu i przyjmując nieświadomie pozycję wojownika. – Mac ma syna. Ten dzieciak jest Lonerga- nem. Jednym z nas. – Wyluzuj – powiedział Sam, odstawiając psa, który zaczął biegać w kółko po podwórzu. Pokiwał nad nim głową, a następnie spojrzał na Jake’a. – Uważam, że nie powinniśmy od razu tam biec, żeby powitać dzieciaka w rodzinie. – A dlaczego nie? – Jake zezłościł się, ale starał się po- wstrzymać nerwy. – Jesteśmy mu to winni. Jemu i Ma- cowi. 12 Maureen Child – Do diabła, Jake – uciął Sam. – Nie jesteś tu jedyną osobą, która czuje się z tym okropnie, wiesz? Ale to nie znaczy, że powinniśmy się narzucać Donnie i wtrącać się w życie jej dziecka. – A kto tu mówi o narzucaniu się? – nie zgodził się Ja- ke. – Myślę, że powinniśmy pójść go zobaczyć. Opowie- dzieć mu o Macu. O tym, ile dla nas znaczył. Co w tym złego? – Jake, ten dzieciak może nawet nie wie, że jest Lo- nerganem – powiedział cicho Cooper. – Nie wiemy, co Donna mu powiedziała. Może są rzeczy, o których nie chce, żeby się dowiedział. To go przekonało. Jake zaczerpnął powietrza, jakby się przygotowywał do kolejnego skoku do jeziora. To oczywiste, że Donna powiedziała dziecku o Macu. Dla- czego miałaby tego nie zrobić? Przeciągnął ręką po twa- rzy i wypuścił powietrze. – Dobrze. Pójdę zobaczyć się z Donną. – Chciałeś powiedzieć: pójdziemy zobaczyć się z Don- ną – poprawił go Sam i zagwizdał na psa biegnącego w kierunku stodoły. – Nie, pójdę sam – powtórzył Jake, przenosząc wzrok z jednego kuzyna na drugiego, żeby się upewnić, czy zrozumieli. – Sam z nią porozmawiam. – A dlaczego to ty miałbyś iść? – spytał Cooper. Dobre pytanie, pomyślał. Ale nie mógł im na nie od- powiedzieć. W każdym razie nie mógł powiedzieć im prawdy. – Wy macie inne rzeczy na głowie – zauważył. – On Domowe ognisko 13 ma nowy gabinet lekarski, a ty prawdopodobnie piszesz kolejną książkę… – No i co z tego? – zaprotestował Cooper. – To, że musicie się też zajmować Maggie i Karą. A ja nie. – Kiepski argument, ale nic lepszego nie przyszło mu do głowy. – Sam spotkam się z Donną i zobaczę dzieciaka. Wtedy we trzech zdecydujemy, co robić. Sheba przybiegła i szczekając jak szalona, domagała się uwagi. Jake był jej za to wdzięczny. Kuzyni przyjrzeli mu się wnikliwie i wreszcie kiwnęli głowami. – W porządku – powiedział Sam. – Ale nie rozmawiaj z dzieckiem bez nas. To dotyczy nas wszystkich. Razem. „Razem” było słowem, którego Jake nieczęsto używał w ciągu ostatnich piętnastu lat. Samotny mężczyzna ro- bił to, na co miał ochotę, i nie musiał się liczyć z ni- kim innym. Ale teraz wrócił do Coleville i wszystko się zmieniło. Przynajmniej na jakiś czas. – Co to znaczy: „Mam randkę”? – Donna Barrett za- mrugała powiekami i spojrzała na matkę, jakby widziała ją po raz pierwszy w życiu. Jej matka i randki? – Zastanów się, kochanie – odpowiedziała matka, zer- kając przez ramię w lustro, żeby sprawdzić, czy czarna spódnica dobrze leży. – Co mogę mieć na myśli? Donna opadła na łóżko matki. Pod nagimi udami poczuła chłód ręcznie robionej miękkiej kapy przykry- wającej podwójny materac. W lecie w Coleville nawet 14 Maureen Child w klimatyzowanym domu było na tyle gorąco, że nosze- nie szortów stawało się koniecznością. Potrząsnęła głową i patrzyła, jak jej matka, Catherine, stroi się niczym nastolatka na bal maturalny. Wyprosto- wała się przed lustrem, poprawiła makijaż i nastroszyła palcami krótkie kasztanowe włosy. – Twój tata umarł już dwa lata temu – powiedziała, uśmiechając się porozumiewawczo do własnego odbicia. Donna westchnęła. To prawda. Jef Barrett, zdrowy i krzepki pięćdziesięciopięciolatek, dwa lata temu nie- oczekiwanie zmarł na atak serca. Donna mieszkała wte- dy w Colorado. Matka upierała się, że daje sobie radę i że Donna powinna się zajmować swoim życiem. Tak też próbowała, rozmawiając z nią prawie co- dziennie przez telefon i często odwiedzając. Wreszcie, kilka miesięcy temu, udało jej się przezwyciężyć obiek- cje matki i wróciła do domu. I chociaż Catherine nie chciała się do tego przyznać, ulga malująca się na jej twarzy powiedziała Donnie wszystko. Donna musiała wrócić do domu. Z wielu powo- dów. Jednak przebywanie w tym miejscu nie było łatwe, zwłaszcza teraz, kiedy dwóch Lonerganów znowu było w mieście. Raz już wpadła na Coopera w sklepie. Z Samem, nowym lekarzem miejskim, też wcześniej czy później z pewnością będzie zmuszona się zetknąć. A Sam zobaczy Erica. Na myśl o synku Donna nerwowo przygryzła dolną wargę. Teraz już nie mogła się wycofać. Wróciła do do-
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Domowe ognisko
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: