Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00221 005069 13082000 na godz. na dobę w sumie
Droga do raju - ebook/pdf
Droga do raju - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 316
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323876045 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Piękna Adorna Pickering wodzi za nos licznych dworzan Elżbiety I; pozwala się adorować, flirtuje, lecz zawsze w ostatniej chwili umyka. Można by sądzić, że ta gra ją bawi. Tymczasem, mimo że z pewnością pochlebia jej zainteresowanie mężczyzn, w gruncie rzeczy nie chce poddać się ich władzy. Obawia się utraty niezależności, choć jest ciekawa miłości, o której jeszcze nic nie wie. Ten sekret odkrywa przystojny i władczy sir Nicholas Rayne. Postanawia zdobyć Adornę.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

® 3 8 0 9 3 3 S K E D N I T A V 0 M Y T W Ł Z 9 9 0 1 A N E C 7 0 / 4 0 7 R N , ISSN 1641-5787 9 771641 578029 Juliet Landon Droga do raju 04-RH-2c.indd 1 04-RH-2c.indd 1 2/22/07 12:28:23 PM 2/22/07 12:28:23 PM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Juliet Landon Droga do raju Tłumaczyła Bożena Kucharuk Drogie Czytelniczki! Z wielką przyjemnością - ponieważ umilamy Wam czas ciekawą lekturą - oraz z nie mniejszą satysfakcją - bo najwyraźniej romans historyczny Harlequina cieszy się dużą popularnością – informujemy, że od kwietnia będziecie miały do wyboru aż trzy powieści miesięcznie. Przypominamy, że co drugi miesiąc wydajemy książkę w serii Wielki Romans Historyczny, a w tym roku przygotowaliśmy dla Was, między innymi, trzy tytuły znakomitej Georgette Heyer. A jakie powieści w tym miesiącu pozwolą Wam oderwać się od nie zawsze przyjaznej codzienności? Juliet Landon zaprasza na dwór królowej Elżbiety I z dynastii Tudorów, często uważanej za najwybitniejszego władcę Anglii. To za czasów Elżbiety I Anglia przeżywała okres rozkwitu Z drugorzędnego państwa wyrosła na morską potęgę, rozwinął się handel, rozkwitła sztuka i kultura. Droga do raju to powieść, która odsłania sekrety życia królewskiego dworu i opowiada o pięknej, acz płochej Adornie Pickering i jej miłosnych perypetiach. Paula Marshall osadziła swą książkę w realiach angielskiej regencji. W Zrządzeniu losu przypadkowo dochodzi do spotkania dwóch silnych osobowości: stanowczej młodej kobiety przyzwyczajonej do decydowania o sobie i mężczyzny niechętnemu wszelkim ograniczeniom. Czy zauroczenie ma szansę przekształcić się w miłość? Meg Alexander upodobała sobie okres regencji. Bohaterka jej powieści unika nieszczęścia, a kto wie, czy nie tragedii, dzięki troskliwości i zapobiegliwości przyjaciół. Przyjaźń i kochanie na dobre zagości w jej do niedawna pełnym udręki życiu. Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Juliet Landon Droga do raju Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: One Night In Paradise Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2003 Redaktor serii: Barbara Syczewska-Olszewska Opracowanie redakcyjne: Maria Dutkowska Korekta: Zo a Firek © 2003 by Juliet Landon © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są kcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak rmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litogra a Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-2885-3 Indeks 339083 ROMANS HISTORYCZNY – 186 Rozdział pierwszy 23 czerwca 1575, Richmond, Surrey W dniu, w którym królowa Elżbieta I udała się na polo- wanie, zdolność Adorny Pickering do zachowania spokoju została wystawiona na ciężką próbę. W królewskim parku w Richmond Adorna zasłynęła nie tyle swoją znakomitą jazdą konną, co pełnym gracji wjechaniem wprost do Ta- mizy oraz odważnym, acz mało wiarygodnym stwierdze- niem, że nic takiego się nie stało. Choć dziewczynie udało się wzbudzić współczucie i podziw samej królowej, wśród zebranych był mężczyzna, którego niefortunny wypadek Adorny poruszył w zgoła odmienny sposób. Wszystko zaczęło się tak dobrze… Letnie słońce zwiasto- wało bezwietrzny dzień, wprost idealny na polowanie z so- kołem, której to rozrywce jej królewska mość oddawała się z upodobaniem przy okazji każdego pobytu w Richmond. Park był rozległy, pełen jeleni i ptactwa wodnego, a świta wytwornych dworzan królowej, spowitych w barwne szaty, Þ 6 þ dumnie wyprostowanych na pięknych koniach i pysznią- cych się swoją pozycją przydawała temu miejscu dodatko- wego blasku i splendoru. Jako córka królewskiego mistrza zabaw, Adorna miała możliwość obracania się w wysokich sferach. I to właśnie ojciec uświadomił jej ostatnio, że życie w Richmond, w po- bliżu królewskiego dworu ma wiele zalet. Adorna miała wśród gości królowej wielu adoratorów, którzy rozpromieniali się na jej widok i słali jej powłóczys te spojrzenia. Trzeba przyznać, że jej olśniewająca uroda i jas- nozłociste włosy mogły budzić podziw. Siedząc na wspa- niałej, przystrojonej w błękitną uprząż klaczy, którą tydzień temu otrzymała w prezencie na swoje dwudzieste urodziny, przyciągała uwagę zgromadzonych mężczyzn. Przy jej bo- ku jechał Peter Fowler, młody dworzanin, który w głębi du- szy miał nadzieję, że związek z córką wysoko postawione- go urzędnika królewskiego przyspieszy jego karierę. Z całą pewnością nie był on obojętny na wdzięki Adorny, jednak to raczej ogromna ambicja i plany na przyszłość sprawiły, że dziś rano towarzyszył pannie Pickering. Wśród połyskliwych kolorów, wirujących pióropuszy i wesoło biegających pomiędzy końskimi kopytami spanieli goście czekali, aż królewskie sokoły zostaną wreszcie wy- puszczone, a kaczki zmuszone do poderwania się do lotu. Jednak młoda i płochliwa klacz Adorny postanowiła zapro- testować przeciwko całemu temu zamieszaniu. Trzęsąc się ze strachu i próbując uciec przed nieznośnym trzepotem Þ 7 þ kaczych skrzydeł, niespokojnie dreptała w miejscu. Ador- na z trudem powstrzymywała ją od zderzania się z inny- mi końmi, których właściciele, zaabsorbowani przebiegiem polowania, nie zauważali zagrożenia. W końcu, pewna, że kryzys został ostatecznie zażegnany, Adorna skupiła uwa- gę na szybujących sokołach, które właśnie upuściły dwie z upolowanych kaczek do rzeki. Wszyscy zastanawiali się teraz, jaki śmiałek odzyska dla królowej tę trzepoczącą zdobycz. Nikt nie spostrzegł, że na- rowista klacz Adorny, wbrew woli i protestom właściciel ki, zdecydowała się odegrać rolę tego śmiałka i z całą stanow- czością i determinacją ruszyła w stronę rzeki. Tymczasem wśród głośnych krzyków i wybuchów śmiechu ktoś pró- bował wyłowić kaczki, używając rapiera zamiast wędki, a jakiś inny ochotnik zdecydował się na desperacki skok w odmęty Tamizy, byle tylko uratować zdobycz i zyskać uznanie monarchini. Ona sama również dała się wciągnąć w tę dziką zabawę, zaśmiewając się do rozpuku. Nikt nato- miast, nawet Peter, nie zauważył, jak klacz Adorny, z bez- radną właścicielką na grzbiecie, coraz bardziej zbliżała się do brzegu. – Peter, pomóż mi! – zdołała jeszcze krzyknąć Adorna, lecz zainteresowany kaczkami mężczyzna nie usłyszał jej słów. Sięgnęła po szpicrutę, żeby zmusić klacz do odwrotu. Nie zdążyła jednak i szpicruta zamiast tra ć nieposłuszne- go konia, z głośnym świstem przecięła lustro wody. Pomoc nadeszła niespodziewanie; jakiś dobrze zbudowany męż- Þ 8 þ czyzna wjechał na koniu do rzeki i w momencie, kiedy sil- ny prąd Tamizy omal nie porwał Adorny, zdecydowanym ruchem chwycił jej klacz za uzdę i z ogromnym trudem i poświęceniem poprowadził ją ku brzegowi. Starając się nie spaść z konia i bezpiecznie dotrzeć na ląd, Adorna nie zwracała większej uwagi na powierzchow- ność wybawiciela. Zdołała jedynie zauważyć, że był on na tyle silny, żeby wyrwać lejce z jej rąk i wyciągnąć konia z błotnistej wody aż na sam brzeg. Przystając z dala od wiwatującego tłumu, Adorna od- zyskała wreszcie głos. – Dziękuję, bardzo dziękuję – powiedziała, kurczowo ściskając łęk siodła, kiedy klacz gwałtownie szarpnęła do przodu. – Dzięki Bogu, ktoś mnie wreszcie zauważył. To szczere podziękowanie zostało jednak źle odczytane. – Niech się pani zastanowi, czy to aby na pewno dobry sposób na przyciągnięcie uwagi – rzekł z dezaprobatą męż- czyzna. – Te oklaski są dla królowej, a nie w dowód uzna- nia dla pani wyczynu. W przyszłości proszę raczej pozosta- wić odzyskiwanie zwierzyny psom. Adorna nie wierzyła własnym uszom. Lubiła mieć ostat- nie słowo, jednak ta kąśliwa, opryskliwa uwaga sprawiła, że z wrażenia na chwilę odjęło jej mowę. Już zamierzała odpo- wiedzieć na tę zuchwałość, gdy wtem poczuła, że wybawca bezceremonialnie zdejmuje ją z konia i stawia na ziemi. – Pan wybaczy, ale miałam na myśli swoje kłopotliwe położenie – odgryzła się Adorna, jednocześnie odtrącając Þ 9 þ wyciągniętą ku niej dłoń. – Gdybym chciała, jak pan to su- geruje, zwrócić na siebie uwagę zebranych, to, proszę mi wierzyć, nie wjechałabym do rzeki w momencie, kiedy oczy całego dworu zwrócone były w innym kierunku. Pragnę pa- nu również oznajmić, że nie brałam udziału w wyławianiu zagubionej zdobyczy. Czy, zanim się pan oddali, mogłabym pozbawić go jeszcze jakichś urojeń? – Zrzuciła z ramion przemoczoną błękitną pelerynę i zwróciła się w kierunku Petera, który właśnie zsiadł z konia i uklęknął. – Peter! – zawołała – Wstań z kolan, co ty ro… Och! – Jej tajemniczy wybawca również klęczał. Tłum rozstąpił się nagle i także Adorna głęboko się skłoniła, widząc naprze- ciw siebie królową na pięknym gniadym koniu. – Ponoć wałachy lepiej nadają się na polowania – powie- działa. – Pani klacz jest piękna, ale czy nie brakuje jej ogła- dy? – Królowa, uosobienie łaskawości i miłosierdzia, wy- dawała się szczerze współczuć Adornie, co dla nieszczęsnej dziewczyny stanowiło miłą odmianę po grubiańskim po- traktowaniu jej przez nieznajomego. Adorna nie mogła przepuścić takiej okazji. Spojrzała na swojego wybawiciela z wyniosłą miną, po czym zwróciła się do królowej. – Wasza królewska mość jest nadzwyczaj uprzejma. Chciałabym jednak zauważyć, że moja klacz jest jeszcze młoda, ale nie potra ę znaleźć żadnego usprawiedliwienia dla braku dobrych manier u niektórych z nas. – Nie by- ło najmniejszej wątpliwości, do kogo skierowała tę uwagę. Þ 10 þ Adresat uszczypliwego komentarza posłał Adornie gniew- ne spojrzenie, a wśród gości królowej, niczym odgłos pę- kającego lodu, rozniósł się drwiący śmiech. Adorna była pewna, że ma przed sobą najbardziej zadufanego w sobie, butnego i niewychowanego, ale zarazem i najprzystojniejszego mężczyznę, jakiego zda- rzyło jej się spotkać. Musiał zwrócić też uwagę królo- wej, która otaczała się wyłącznie dobrze zbudowanymi młodzieńcami o nieprzeciętnej urodzie. W istocie, nie- ustraszony wybawiciel Adorny miał ciemne oczy i czar- ne, gęste, zaczesane do tyłu włosy, na których nadal widoczny był ślad po aksamitnej czapce zdjętej w obec- ności monarchini. Kiedy królowa pozwoliła mu powstać, Adorna zwróciła uwagę na jego długie i muskularne nogi oraz mocne uda, rysujące się pod obcisłymi spodnia- mi. Granatowy aksamitny strój nieznajomego idealnie komponował się z błękitnym ubiorem Adorny. Niestety, upodobanie do okryć wierzchnich w kolorze niebieskim zdawało się jedyną rzeczą, która ich łączyła. Wciąż rozbawiona królowa zwróciła się w końcu do mężczyzny. – Sir Nicholasie, najwyraźniej nie tyle ważny jest sam czyn, co sposób, w jaki się go dokonuje. Jeżeli następnym razem to ja wpadnę do rzeki, będę oczekiwała od pana znacznie więcej taktu i delikatności. Skłoniwszy się, sir Nicholas odważnie uśmiechnął się do królowej. Þ 11 þ – Wasza królewska mość – zaczął – prędzej księżyc wpadnie do rzeki, aniżeli ty, miłościwa pani. – Mam nadzieję, że ma pan rację – odparła królo- wa, przyjmując komplement i ponownie zwracając się do Adorny. – Panno Pickering, doprawdy niewiele jest kobiet, które wyglądałyby równie pięknie jak pani po tak dra- matycznym przeżyciu. Żywię głęboką nadzieję, że mimo wszystko zostanie pani z nami. Adorna zrozumiała, że nie powinna sprzeciwiać się wo- li królowej. – Dziękuję, wasza królewska mość. Pragnę pozostać do samego końca. – Proszę tak uczynić – odrzekła królowa. – Proszę się również nie wahać i skorzystać z pomocy sir Nicholasa, który nauczy pani niepokornego konia moresu. Niechaj dotrzyma pan towarzystwa tej miłej damie – rzuciła w je- go stronę. On zaś ponownie skłonił się królowej, pokornie przyj- mując powierzone mu zadanie. Jednak Adorna nie chciała oddać się pod opiekę tego grubianina. Zamierzała oddalić się w stronę Petera Fowlera, kiedy usłyszała ironiczny głos tuż za swoimi plecami. – Panna Pickering, córka sir K omasa. No proszę… Adorna spojrzała w stronę sir Nicholasa. – A pan, jak sądzę, jest jednym z koniuszych, co zresztą wyjaśniałoby, dlaczego jesteś bardziej uprzejmy w stosun- ku do koni niż do ich właścicieli. Dobrze, że tego samego Þ 12 þ nie można rzec o pańskim zwierzchniku. – Nie było tajem- nicą, że przełożony sir Nicholasa jest szaleńczo zakochany w królowej. – Mój zwierzchnik, droga pani, nie musiał jeszcze wycią- gać jej królewskiej mości z rzeki na oczach całego dworu. To nie ta rącza klacz potrzebuje lekcji dobrych manier, lecz pani. Proszę mi wierzyć, że jej królewska mość właśnie to miała na myśli. Tymczasem klacz, teraz już łagodna jak baranek, w naj- lepsze zajadała słodkie przysmaki z ręki sir Nicholasa. Adorna z furią rzuciła się w jego stronę. – Bzdura! Nikt nie przemawia tak szczerze jak królowa! Gdyby miała na myśli moje złe maniery, dałaby mi to jasno do zrozumienia. A teraz pragnę dotrzymać jej towarzystwa, tak jak sobie tego życzyła. Doprawdy, dziękuję za pańską pomoc i zwalniam pana od wszelkich zobowiązań. Proszę dalej prawić grzeczności swoim koniom. – Ależ pani! – Ostry ton Petera Fowlera sugerował, że pozwoliła sobie na zbyt wiele. – Ten pan to sam sir Nicho- las Rayne, zastępca głównego koniuszego królewskiego. Zanim Adorna zdołała pozwolić sobie na kolejną złośli- wość, sir Nicholas z uśmiechem skłonił się przed Peterem. – A pan, panie Fowler? – Jestem naczelnikiem straży – odpowiedział Peter. Adorna nie miała ochoty na swobodniejszą rozmowę ze swym wybawcą. Podziękowawszy mu, popatrzyła błagalnie na Petera, chcąc, by pomógł jej wsiąść na konia, jednak sir Þ 13 þ Nicholas był szybszy. Jednym susem znalazł się przy Ador- nie, chwycił ją w pasie i posadził w siodle tak, jakby była małą dziewczynką. Przy tej czynności przez chwilę poczuła na policzku dotyk jego szyi i ramienia; musnęła ją miękka biała kreza, zdobiąca niebieski wams i owionął delikatny zapach piż- ma. Po chwili zobaczyła świat z właściwej perspektywy. Sir Nicholas cofnął dłonie. Przyglądał się jej zuchwale i uważ- nie, znacznie dłużej, niż wypadało. Zmieszana, zamrugała oczami, wzięła od niego wodze, a potem czekała, aż wraz z Peterem odlepi mokrą tkaninę sukni od jej nóg i ufor- muje w fałdy. Orszak królowej zaczął się oddalać. – Dziękuję, sir Nicholasie – powiedziała oschłym tonem Adorna w stronę jego niebieskiej aksamitnej czapki z koły- szącymi się białymi i złocistymi piórami. – Myślę, że powi- nien pan już iść. Nie odpowiedział. Przejął wodze swego konia od masz- talerza i wskoczył na siodło, po czym zrównał się z wierz- chowcem Adorny i, ku jej oburzeniu, dał Peterowi znak ru- chem głowy, że będzie im towarzyszył. Nim dotarli do pól rozpościerających się za rzeką, Ador- na zdołała się opanować na tyle, że jadący obok mężczyźni mogli odnieść wrażenie, iż czuje się doskonale. Oczywiście było to dalekie od prawdy. Jasnoniebieska suknia nasiąk- ła wodą tak, że przemoczyła siodło, które stało się ciepłe, kleiste i boleśnie ocierało uda; klacz miała ubłocony zad, Þ 14 þ a lśniące dzwoneczki przy uprzęży, zazwyczaj wydające sre- brzyste dźwięki, pobrzękiwały głucho. Co gorsza, Adornę niepokoiła obecność jej wybawcy, który z niewiadomych powodów uparł się jej towarzyszyć. Dobrze pamiętała do- tyk jego dłoni; nie zamierzała jednak dać po sobie poznać, że wywarł na niej jakiekolwiek wrażenie. Jak życzyła sobie tego królowa, podjechali do zgro- madzonych na polowaniu, co pogorszyło nastrój Ador- ny. Zmieniwszy sokoła wędrownego na rzadki okaz so- koła białozora, królowa trzymała go, zakapturzonego, na przegubie. Gdy jakaś czapla z głośnym klekotem wzbiła się w niebo, sokół został uwolniony, by poszybować wyżej, po czym nagle zanurkował i spadł na o arę tak, że wystawił ją chartom, których szybkość gwarantowała bezpieczeństwo cennemu drapieżcy. Zebrani wyrazili uznanie okrzykami i oklaskami, po czym zostali zaproszeni na piknik. Adorna podeszła do stojącej na skraju grupy przyjaciół i sięgnęła po jedzenie roznoszone przez młodych paziów. Starała się zachowywać tak, jakby incydent nad rzeką nie wywarł na niej żadnego wrażenia. Przyjaźnie odnosiła się do Petera, jednak jej oczy wydawały się żyć swoim życiem, i bez przerwy kierowały się w stronę dobrze zbudowane- go mężczyzny w granatowym stroju. Zanosząc się głośnym śmiechem, zmierzał w stronę dam dworu. Ubrane całe na biało, młode kobiety stanowiły dosko- nałe tło dla rdzawozłocistej sukni królowej. Podobnie jak Adorna, monarchini miała na głowie kapelusz z wysoką Þ 15 þ główką, ozdobiony piórami przy rondzie, kaM an przypo- minający męski wams, zapięty aż po szyję, i suto marszczo- ną spódnicę. Jednak podczas gdy strój Adorny był skrom- nie ozdobiony, ubiór królowej mienił się od błyszczących sznurów, łańcuchów, wisiorów i klejnotów, umieszczonych na wszystkich możliwych powierzchniach, nie wyłączając śnieżnobiałej koronkowej krezy. Suknia Adorny pomału wysychała. Wkrótce uczestnicy polowania mieli wyruszyć na poszukiwanie czapli i żurawi, a także skowronków dla mniejszych sokołów. Adorna po- deszła do klaczy, która stała przywiązana do drzewa i po- pijała wodę z wiadra. – Dobrze się czujesz, moja śliczna? – powiedziała cicho, patrząc na ubłocony zad konia. – Mogło się to dla nas źle skończyć. Mam nadzieję, że niedługo dojdziesz do siebie. – To zależy głównie od jeźdźca – odezwał się jakiś głos. Nie chcąc rozpoczynać kolejnego starcia, Adorna zacis- nęła usta i z czułością przesunęła dłonią po końskim zadzie. Zamierzała dokładnie obejrzeć nogi klaczy. Sir Nicholas położył rękę przy dłoni Adorny. Z niechętnym podziwem patrzyła, jak po mistrzowsku, a jednocześnie niezwykle czule i delikatnie bada zwierzę. – Pewnie jest pani ciekawa, jakie wyciągnąłem wnioski – powiedział. – Klacz jest cała i zdrowa po kąpieli w rzece. Myślę, że bez trudu da się ją uspokoić, ale najpierw powin- no się jej pokazać, kto tu jest panem. – To mówiąc, gładził aksamitne boki zwierzęcia. Adorna była pewna, że te słowa Þ 16 þ dotyczą zarówno jej, jak i klaczy. – To rasowe stworzenie – dodał – ale nie dla amatorów. – Przy tych słowach spojrzał na stojącego nieopodal Petera Fowlera, którego policzki za- różowiły się od gniewu. Adorna była w głębi duszy zadowolona, że sir Nicho- las uważa Petera za jej ukochanego, gdyż zapewniało jej to ochronę. Wstydziła się dreszczyku emocji, który poczuła, przekonując się, że początkowo nieprzychylnie usposobio- ny wybawca ma ochotę z nią poN irtować. Złośliwa odpo- wiedź sama wydobyła się z jej ust. – Proszę nie przejmować się wymaganiami mojej klaczy – rzuciła ostro. – Moimi zresztą też nie. Do tej pory dosko- nale radziłyśmy sobie bez pańskiej pomocy i proszę sobie nie wyobrażać, że jeden bohaterski wyczyn sprawi, iż sta- nie się pan dla nas niezbędny. Myślę, że powinien udać się pan do swego zwierzchnika, który pana potrzebuje. Życzę miłego dnia. Zamierzała odejść, jednak zagrodził jej drogę, kładąc dłoń na siodle. – O nie, pani – powiedział karcącym tonem, nie pod- nosząc jednak głosu. – Już trzeci raz każe mi pani odejść. Istnieje bardzo ograniczona liczba osób, które mają prawo mi rozkazywać, i z pewnością nigdy nie będzie się pani do nich zaliczać. Co więcej, kiedy królowa prosi, żebym zajął się damą, będę to czynił, dopóki nie odwoła polecenia. Je- śli to się pani nie podoba, powinna pani zgłosić swe uwagi naszej monarchini. A teraz, droga pani, proszę się przygo- Þ 17 þ tować do wsiadania na konia. – Po tym ostrzeżeniu chwy- cił ją w ramiona. Powinna była się tego spodziewać, gdyż już wcześniej dał się poznać jako człowiek działający bez zastanowienia. Co dziwne, czuła się obezwładniona jego bliskością. Jego twarz znalazła się tuż przy jej twarzy. Nie posadził jej na koniu, jak poprzednio, tylko mocno ją trzymał, uniemożli- wiając walkę o uwolnienie. – Ośmiela się pan mnie obrażać – powiedziała cicho Adorna. – Może być pan pewien, że mój ojciec o wszyst- kim się dowie. – Mówiąc to, była pewna, że ojciec nigdy nie usłyszy o tym, co się stało, z jej ust, i że nawet jeśli ten śmiałek istotnie ją obraził, to zarazem przyprawił o mocne bicie serca. Inni mężczyźni przejęliby się jej groźbą. Ojcem Adorny był sir K omas Pickering, mistrz zabaw, przewyż- szający tego zuchwalca pozycją. Sir Nicholas nie był jednak zaniepokojony w najmniej- szym nawet stopniu. – Myślę, że się nie dowie – odpowiedział. Owionął ją swym oddechem; była pewna, że chciał, by poczuła jego bliskość, tak jak nieułożony koń powinien przyzwyczaić się do obecności człowieka i jego wymagań. Sir Nicholas miał pięknie wykrojone wargi, prosty nos, sil- nie zaznaczone łuki brwi i wyraziste oczy w kolorze brązo- wego jaspisu, z ciemnymi rzęsami. Sądząc po twarzy, mu- siał mieć około trzydziestu lat. – Proszę mnie puścić! Þ 18 þ Uniósł ją z uśmiechem i posadził w siodle, po czym do- tknął palcem jej szpicruty. – Jest tylko po to, by ładnie wyglądać. Nie trzeba jej uży- wać. Ogiery tego potrzebują, ale klacze nie. Adorna czuła się teraz dużo bezpieczniej. – A źrebice? – zapytała. – A wałachy? Na jego twarzy znów pojawił się uśmiech, który po chwi- li zniknął. Sir Nicholas najwyraźniej zauważył, że Adornie wróciła odwaga. – Proszę mi przypomnieć, żebym następnym razem po- wiedział pani o tych pierwszych. Na temat wałachów mam wiadomości, które w żaden sposób nie mogą być pani przy- datne. Dobrze wiedziała, że i tym razem żadne z nich nie mó- wiło o koniach. Popołudnie minęło jej w oszołomieniu. W pewnej chwi- li Peter Fowler, wyraźnie źle oceniając sytuację, zapytał: – Czemu jest pani taka milcząca? Czyżby kąpiel w rzece tak panią zdeprymowała? Szkoda, że nie pozwolono pani pojechać do domu i się przebrać. Wróciłaby pani z powro- tem, zanim jej królewska mość zdążyłaby zauważyć pani zniknięcie. To przynajmniej było bliskie prawdy, jako że dom Adorny znajdował się zaledwie pół mili od pałacu. Sir K o- mas i lady Marion mieszkali tam, gdy królowa przebywa- ła w Richmond. Mieli też inne posiadłości położone obok Þ 19 þ królewskich rezydencji w pobliskich hrabstwach. Życie na dworze stwarzało wiele pokus, a lady Marion, urocza mat- ka Adorny, nie zamierzała zostawiać przystojnego męża na pastwę kobiet, z którymi musiał się kontaktować. Jako mistrz zabaw, spotykał więcej ludzi niż przeciętny urzędnik, będąc odpowiedzialnym za kostiumy i efekty sceniczne, służące rozrywce jej królewskiej mości. Sprawy organizacji rozmaitych imprez były na dworze traktowane niezmiernie poważnie, gdyż rozrywka stanowiła przeciwwagę dla trud- nych problemów wagi państwowej. Sir K omas miał nadzieję, że tego dnia Adorna będzie mu towarzyszyć, jednak kiedy Peter Fowler zwrócił się doń z prośbą o pozwolenie na zabranie córki na polowanie i piknik z udziałem królowej, nie miał serca mu odmówić. Mimo to uważał, że Fowler nie powinien robić sobie żad- nych nadziei w związku z Adorną: z jej urodą i koneksjami, córkę stać było na znacznie lepszego kandydata. Rodzice byli niezwykle dumni z córki: Adorna mia- ła jasnoblond włosy i pięknie wyrzeźbioną twarz, ogrom- ne szaroniebieskie oczy z gęstymi, długimi rzęsami i pełne wargi, których, o ile było im wiadomo, nigdy nie całował żaden mężczyzna. Być może tra ło się to jedynie chłop- com w czasie Bożego Narodzenia. Nie trzeba dodawać, że Adorna wzbudzała ogromne zainteresowanie; tak wielkie, że sir K omas i lady Marion byli krytykowani przez człon- ków rodziny za to, że pozwalają jej na zbytnią wybredność. W wieku dwudziestu lat, twierdzili, Adorna powinna już Þ 20 þ być żoną i matką. Należało sprawić, by porzuciła nierealne wyobrażenia i poślubiła najbogatszego kandydata, tak jak czyniły to inne, rozsądne kobiety. Szczęśliwie dla Adorny, jej rodzice ignorowali te rady, świadomi, że dwór królewski jest istną wylęgarnią intryg i romansów, że pełno tu złamanych serc i rozpadających się małżeństw, oszustw i zdrad. Adorna rzadko przeby- wała w najbliższym otoczeniu królowej. Monarchini ni- gdy zresztą na to nie nalegała, szanując poglądy Pickerin- ga, który uważał, że młode atrakcyjne dziewczyny stają się często obiektem męskiej adoracji z nie zawsze szlachetnych pobudek. Jej królewska mość w przeszłości miała już dość problemów z sześcioma młodymi druhnami, które straciły dziewiczą cześć tak szybko, że i na królową padł cień jako na strażniczkę ich moralności. Mimo wszystko królowa pamiętała o istnieniu Adorny Pickering, a ponieważ lubiła sir K omasa i jego żonę, zapro- siła całą utalentowaną rodzinę na służbę. Było to korzystne dla obu stron; królowa lubiła otaczać się urodziwymi, zdol- nymi ludźmi. Mimo że sir K omas wciąż pozostawał jed- nym z pracowników Wielkiej Garderoby zarządzanej przez sir Johna Fortescue, jego pozycja stawiała pewne wymaga- nia, wśród których było pokazywanie się w najlepszym to- warzystwie. Możliwość przebywania na królewskim dworze bez ko- nieczności stałego uczestnictwa w życiu towarzyskim cie- szyła Adornę, zwłaszcza że dom rodzinny znajdował się Þ 21 þ bardzo niedaleko, a ojciec zawsze był pod ręką, gotów słu- żyć pomocą w razie niebezpieczeństwa. Niejeden raz sku- tecznie odstraszył natrętów, a krycie się pod jego skrzyd- łami stało się niezawodnym sposobem Adorny na zbyt śmiało sobie poczynających adoratorów, młodych i sta- rych, którzy zamierzali sięgnąć po więcej, niż była skłon- na im zaoferować. Chociaż w Sheen House, jej domu znaj- dującym się tuż obok pałacu, roiło się od gości, w modnie zaprojektowanym wnętrzu z wieloma krętymi korytarza- mi znajdowało się kilkanaście miejsc, w których mogła się schronić. Było jeszcze stosunkowo wcześnie i miała ochotę zoba- czyć, jak ojciec sobie radzi. Przejście z Sheen House wraz ze służącą nie stanowiło żadnego problemu; wystarczy- ło zrobić parę kroków ulicą nazwaną niedawno Paradise Road i przejść przez bramę pałacowego ogrodu. Ku niezadowoleniu sir K omasa, musiał on dzielić nie- wielką przestrzeń z Wielką Garderobą, w której przecho- wywano część ubrań królowej; inne znajdowały się w Lon- dynie. W rezultacie krawcy i kuśnierze, hafciarze, malarze, szewcy i inni rzemieślnicy pracowali ramię przy ramieniu. Artystyczny talent Adorny często się przydawał; potrzebni byli ludzie z fantazją i umiejętnościami plastycznymi do projektowania dekoracji, rekwizytów, efektów specjalnych i kostiumów do wielu dworskich przedstawień. Tego dnia Adorna usiadła w zacisznym kąciku i zaję- ła się przeglądaniem wystawnych strojów i fantazyjnych Þ 22 þ masek przygotowanych na bal, który miał się odbyć w pa- łacu pod koniec tygodnia. Wcześniej pomogła zaprojekto- wać kostiumy, wybrać tkaniny i biżuterię, a także skonstru- ować misterne przybrania głowy i peruki, jako że wszystkie damy na dworze uparły się, by mieć bujne blond włosy. Uniosła jedną z masek i przytrzymała ją nad cienką suknią o barwie morskiej zieleni, ozdobioną złocistymi frędzlami. Przechyliła głowę, by ocenić efekt. – Włóż ją – poradził ojciec. – To najlepszy sposób, żeby zobaczyć, jak się prezentuje. – To mi raczej nie pomoże. – Tobie nie, ale mnie bardzo. – Uśmiechnął się. Chcąc zrobić mu przyjemność, Adorna wzięła maskę i suknię ozdobioną srebrnymi i złotymi gwiazdami, po czym uda- ła się w kąt oddzielony parawanem od reszty pomieszcze- nia. Maybelle, służąca, pośpieszyła jej z pomocą, chociaż Adorna nie miała na sobie krynoliny ani gorsetu z szbina- mi. Po niedługim czasie wyszła zza parawanu, by pokazać się ojcu, lecz sir K omas Pickering przebywał teraz w towa- rzystwie sir Johna Fortescue oraz swego pomocnika. Adorna stropiła się, gdyż nie miała na sobie odpowied- niej bielizny, a poza tym jasnozielona suknia ozdobio- na gwiazdami nie była jeszcze gotowa. Na szczęście mas- ka wodnej boginki zasłaniała jej zarumienioną twarz, gdy wstydliwie przysłoniła biust, przytrzymując dwa brzegi tka- niny. Suknia miała tylko jeden rękaw; drugie ramię Ador- ny było nagie. Þ 23 þ Zanim zdołała się cofnąć, mężczyźni zobaczyli ją w roli półnagiej morskiej nimfy i natychmiast przystąpili do roz- mowy na temat kosztów ośmiu strojów: biało-złotej tkani- ny jedwabnej z weneckimi frędzlami i spódnic z plecionka- mi ze srebrnej tkaniny, masek, stroików, butów, pończoch, trójzębów i innych akcesoriów… a wszystko razy osiem. – Włóż stroik, kochanie – poprosił sir K omas. – Któ- ry to ma być? Ten? – Uniósł przybranie głowy w kształcie muszli, okryte srebrzystą tkaniną z zieloną siatką, mającą imitować wodorosty, i podał Maybelle. – Ojcze, wolałabym nie… jeśli można – zaprotestowa- ła Adorna. Została jednak przegłosowana przez trzech mężczyzn; stroik został umieszczony na jej głowie, a maska naciąg- nięta na twarz, tak że Adorna zmuszona była do patrzenia na świat przez otwory na oczy. Pomyślała, że będzie mu- siała poprawić tę maskę przed balem. Usłyszała pomruki zadowolenia. – Muszę już iść – mruknęła przez maleńki otwór wokół ust. – Proszę mi wybaczyć. Odwróciła się jak ślepiec. Czyjaś ręka chwyciła ją za ra- mię, powstrzymując przed wpadnięciem na kogoś stojące- go z tyłu. Znajomy głos sprawił, że Adorna szybko uniosła maskę, zaczepiając nią o włosy i stroik na głowie. Suknia rozchyliła się na piersi; na szczęście Maybelle szybko ją chwyciła. Adorna zdążyła jednak zobaczyć nieskrywane zaciekawienie w oczach sir Nicholasa. Þ 24 þ – Nie najlepszy dziś dzień dla wodnych nimf – odezwał się cicho, puszczając jej ramię i cofając się, by mogła przejść. Adorna szybko chwyciła czerwoną tkaninę z najbliższe- go stołu i się nią okryła. – To nie jest uliczna zabawa! – powiedziała ostro. Sir K omas próbował załagodzić sytuację. – W porządku, moja droga. Sir Nicholas przyszedł tu z polecenia koniuszego koronnego, który chce wiedzieć, ile bagaży weźmiemy w drogę do Kenilworth. Nie odsyłaj tego biedaka, zanim nie wypełni swojej misji. Inaczej to ja będę musiał udzielić odpowiedzi jego lordowskiej mości. Adorna minęła sir Nicholasa i wróciła za parawan, ki- piąc z wściekłości, że ten mężczyzna kolejny raz zastał ją w kłopotliwym położeniu. – Wszystko w porządku – szepnęła Maybelle. – Nic nie widział. – Do diabła z nim! – mruknęła Adorna. – Belle, zwiąż mi włosy i okryj tą siatką. O, tak jest lepiej. Drugie wyjście zza parawanu było nie mniej teatralne niż pierwsze, jako że miała teraz na sobie dzienną suknię w rdzawym kolorze, a do tego fantazyjnie zarzuconą na ra- miona błyszczącą czerwoną tkaninę, ciągnącą się z ramie- nia aż na podłogę. Czerwień wspaniale komponowała się z rdzawą barwą sukni, a kontrastowała ze złotą siatką na włosach upiętych w grecki węzeł. Zdumieni jej przemianą i oszołomieni na widok tak czys- tego piękna, czterej mężczyźni przerwali rozmowę. Þ 25 þ – Szybka zmiana, nimfo – rzekł z uśmiechem sir K omas. Sir Nicholas wyraził się z większą precyzją. – Zamiana wody w ogień. Sir John odchrząknął, po czym powiedział: – Sir K omasie, widzę, że projekty kostiumów na bal są gotowe. Mam nadzieję, że nikomu pan nie powie o tym, co tu widział, sir Nicholasie. Przebrania muszą pozostać tajemnicą aż do dnia balu. – Sir John surowo popatrzył na młodszego mężczyznę spod siwiejących brwi. – Doskonale to rozumiem. Zapewniam pana, że nikt nie usłyszy ode mnie ani słowa na ten temat. Hrabia Leicester planuje wiele atrakcji na czas letnich podróży jej królew- skiej mości i również zależy mu na zachowaniu dyskrecji. – O właśnie – przypomniał sobie sir K omas. – Chciał pan wiedzieć, ile wozów potrzebujemy na garderobę. A może przyszedłby pan do nas na kolację w sobotę? La- dy Marion i ja zamierzamy świętować mój awans w gronie przyjaciół. Ci dwaj dżentelmeni również będą naszymi goś- ćmi. Czy ma pan wybrankę serca, sir Nicholasie? – Nie, jeszcze nie. Adorna uznała, że ojciec palnął głupstwo, zapraszając sir Nicholasa do domu. Oznaczało to, że już kompletnie nie będzie miała gdzie się schronić przed niechcianym adora- torem. Sir K omas najwyraźniej spodziewał się, że córka po- chwali jego pomysł. Popatrzył na nią wyczekująco z unie- sionymi brwiami. Þ 26 þ – Adorna…? Wyraz jej twarzy powiedział mu wszystko. – Nie ma pan jeszcze damy serca, sir Nicholasie. Dosko- nale się składa. Jutro przybędzie do nas kuzynka Hester i żona zastanawiała się, kto może być jej partnerem. Teraz problem sam się rozwiązał. Sir Nicholas skłonił się przed Adorną. – Dziękuję. Nie mogę doczekać się spotkania z kuzynką Hester. Czy ona jest…? – Tak, jest córką świętej pamięci sir Williama Pickerin- ga, jego spadkobierczynią. A teraz zechcą mi panowie wy- baczyć. Sir Nicholas odłączył się od grupy w tym samym czasie. Nie zamierzał tak łatwo pozwolić Adornie odejść. Zrów- nał z nią krok, co pewien czas wymijając pracujących przy warsztatach. Udało mu się wcześniej dojść do drzwi. Spiorunowała go wzrokiem. – Tym razem nie potrzebuję pomocy przy wsiadaniu na konia. Zostawiłam go w domu. – Idzie pani pieszo? W tym? – Wskazał czerwony materiał. – Owszem, w tym, tak długo jak pan będzie się na mnie gapił. – A jeśli przestanę? – Uśmiechnął się łobuzersko. Westchnęła i popatrzyła w stronę rozmówców ojca. – Proszę załatwiać swoje sprawy, a moje zostawić mnie. Zajmuje się pan nie tym, co trzeba. – Przyzwyczaję się do tego. Podobnie jak pani. Þ 27 þ – Nie sądzę. Zobaczymy, jak poradzi pan sobie z kuzyn- ką Hester. – Czy kuzynka Hester będzie w kostiumie zainspirowa- nym żywiołem wody, czy ognia? – W żałobie – odparła krótko Adorna. – Życzę miłego dnia. Rozdział drugi Zapytana przez ojca, dlaczego tak nieuprzejmie potrak- towała sir Nicholasa Rayne’a, Adorna odpowiedziała nie- zbyt przekonująco, że ten mężczyzna jej nie obchodzi. Sir K omas uznał to wyjaśnienie za dalece niewystar- czające. – Mam nadzieję, że nie jestem tak opryskliwy dla tych, któ- rzy niezbyt mnie obchodzą, gdyż w przeciwnym razie nie utrzymam się długo na swym stanowisku. Czy za twoim za- chowaniem kryje się coś jeszcze? – Był niezwykle bystry. Wysoki, elegancki, z siwymi włosami i brodą, sir K o- mas cieszył się opinią człowieka sprawiedliwego, co pozwa- lało mu utrzymywać przyjaźnie we wszystkich dworskich kręgach. – Nie, ojcze. Nic. – To dobrze zapowiadający się młody człowiek. Hrabia ma o nim bardzo dobre zdanie. – Wiem, ojcze. Mam nadzieję, że kuzynka Hester rów- nież go polubi. Þ 29 þ – W takim razie może i ty będziesz udawać, że go lubisz, choćby przez wzgląd na nas. – Dobrze, ojcze. Przepraszam. – Jest więcej wart niż Fowler wraz ze swoim długim ty- tułem. – Och, ojcze! – Adorno, masz już dwadzieścia lat i nie możesz wiecz- nie przeganiać wszystkich kandydatów na męża. Niektórzy uważają, że… – Nie, ojcze, błagam, żebyś niczego takiego nie robił. Na pewno rozpoznam tego właściwego mężczyznę, kiedy go zobaczę, a do tego czasu w zupełności wystarczy mi Peter jako opiekun. – Doprawdy? W takim razie radzę ci się lepiej rozglądać, bo nadszedł już czas, żebyśmy z twoją matką zostali dziad- kami. Czy ty czasem nie jesteś trochę zbyt wybredna, moja droga? – Delikatnie dotknął palcem jej policzka. – To możliwe, ojcze. Adorna wcale nie uważała się za osobę zbyt wybredną, jeśli chodzi o mężczyzn, chociaż skłonna byłaby się zgo- dzić, że trochę idealizuje małżeństwo. Nigdy nie przeżyła prawdziwej miłości i mogła opierać swoje wyobrażenia je- dynie na relacjach przyjaciółek, opowieściach o królu Ar- turze i mitologii greckiej. Zdawała sobie sprawę, że nie są to najbardziej wiarygodne źródła, lecz nie miała dostępu do innych. W rezultacie wierzyła, że bezbłędnie rozpozna tego jedynego, gdy tylko się pojawi. Aroganccy, pewni sie- Þ 30 þ bie młodzieńcy nie wchodzili w rachubę. Nie potra ła jed- nak wyjaśnić, dlaczego wciąż myślała o sir Nicholasie Ray- nie, który przecież tak daleko odbiegał od jej ideału. Przed oczami cały czas miała jego twarz i sylwetkę. Śmieszyły ją docierające do niej okrężną drogą plotki na temat tego, że niektórzy uważają ją za nieprzystępną, głównie dlatego, że nie była przygotowana na związanie się z mężczyzną na czas dłuższy niż kilka tygodni. Wiele przy- jaciółek i przyjaciół z dzieciństwa było już matkami i ojca- mi, jednak Adorna i kilka bliskich jej osób póki co cieszyło się wolnością. Pomyślała, że królowa musi być w pewien sposób zadowolona ze swego wolnego stanu. Podczas gdy innych pochłaniało szukanie drugiej połowy i tworzenie małżeństwa, Adorna cieszyła się męską adoracją z bez- piecznej odległości. Wodziła za nos kandydatów, nikomu jednak nie dając pierwszeństwa i z nikim nie wiążąc się na poważnie. Uważała to za niewinną zabawę, która toczyła się pod jej całkowitą kontrolą. Miała wrażenie, że bierze udział w jednej ze sztuk pisanych przez jej brata, po któ- rych aktorzy zmieniają ubranie i spokojnie idą do domu. Obecne zatroskanie ojca wydało jej się irytujące. Wyraź- nie dał do zrozumienia, że nie będzie jej pomagał tak jak dawniej. Nie ulegało też wątpliwości, że sir Nicholas Rayne wydał mu się mężczyzną, którego gotów byłby uznać za zięcia, gdyby Adorna stanowczo nie oświadczyła, że to nie jest odpowiedni kandydat. Przy tym wszystkim trudno by- łoby jej powiedzieć, kogo tak naprawdę szuka. Podobnie
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Droga do raju
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: