Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00164 006823 13592220 na godz. na dobę w sumie
Droga do szczęścia - ebook/pdf
Droga do szczęścia - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 242
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875666 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

To nie był ani zwykły dom, ani też zwyczajna rodzina. Walkerowie wychowywali nie tylko własne dzieci. Pomagali stanąć na nogi także tym, których życie źle potraktowało. Molly Walker uznaje, że na przyjęciu zorganizowanym na cześć jej rodziców nie powinno zabraknąć żadnego z dawnych wychowanków. Jedynie Kyle Reeves zdecydowanie odmawia wzięcia udziału w uroczystości. Molly postanawia odwiedzić go w dalekim Tennessee i sprawdzić, co się za tym kryje.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

To nie był ani zwykły dom, ani te(cid:359) zwyczajna rodzina. Walkerowie wychowywali nie tylko własne dzieci. Pomagali stan(cid:263)ć na nogi tak(cid:359)e tym, których (cid:359)ycie (cid:357)le potraktowało. Molly Walker uznaje, (cid:359)e na przyj(cid:277)ciu zorganizowanym na cze(cid:331)ć jej rodziców nie powinno zabrakn(cid:263)ć (cid:359)adnego z dawnych wychowanków. Jedynie Kyle Reeves zdecydowanie odmawia wzi(cid:277)cia udziału w uroczysto(cid:331)ci. Molly postanawia odwiedzić go w dalekim Tennessee i sprawdzić, co si(cid:277) za tym kryje. 7 7 5 8 7 3 S K E D N I T A V 0 M Y T W Ł Z 9 9 8 A N E C 7 0 / 4 0 4 R N , 04-OR.indd 1 04-OR.indd 1 2/22/07 11:06:04 AM 2/22/07 11:06:04 AM Gina Wilkins Droga do szczęścia dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Gina Wilkins Droga do szczęścia Tłumaczyła Małgorzata Borkowska Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Gina Wilkins Droga do szczęścia Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: (cid:27) e Road To Reunion Pierwsze wydanie: Silhouette Books, 2006 Redaktor serii: Barbara Syczewska-Olszewska Opracowanie redakcyjne: Barbara Syczewska-Olszewska Korekta: Ewa Długosz-Jurkowska © 2006 by Gina Wilkins © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są . kcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak . rmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Orchidea są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litogra. a Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-2903-4 Indeks 378577 ORCHIDEA – 134 Prolog – Molly, daj sobie spokój. Kyle nie przyjedzie. Molly Walker skrzyżowała ręce na piersi i rzuciła gniew- ne spojrzenie przyrodniemu bratu. – Chcę jeszcze raz spróbować go przekonać. Shane zdjął kapelusz, wyciągnął z tylnej kieszeni wy- tartych dżinsów bandanę i otarł pot z czoła. Był już koniec września, ale w środkowym Teksasie wciąż panował piekiel- ny upał. W dodatku Shane miał za sobą cały dzień ciężkiej pracy na ranczu, na którym gospodarzył z ojcem Jaredem Walkerem. Właśnie kończył robotę, gdy pojawiła się Molly. Chciał jak najszybciej wrócić do domu i usiąść do obiadu ze swoją żoną Kelly i dwiema córeczkami, lecz cierpliwie słu- chał, co siostra ma do powiedzenia. – Od końca lipca, gdy tylko ustaliliśmy jego miejsce po- bytu, wysłałaś już tam dwóch posłańców. Obaj wrócili z in- formacją, że chce, by go zostawić w spokoju. Wiem, że roz- szyfrowywanie aluzji nie jest twoją mocną stroną, ale ta wiadomość nawet dla ciebie powinna być czytelna. – Nie jestem pewna, czy zrozumiał, co chcę zrobić dla ma- my i taty. Wiem, ile by to dla nich znaczyło, gdyby na ich 6 Gina Wilkins srebrne wesele przyjechały wszystkie przybrane dzieci. Kil- korga nie będzie, ale i tak zjawią się prawie wszyscy. Gdyby jeszcze Kyle przyjechał, nasze przyjęcie-niespodzianka było- by naprawdę wspaniałe. – Pod warunkiem, że faktycznie chciałby w nim uczest- niczyć. – A dlaczego miałby nie chcieć? Został ranny, to prawda, ale z tego, co mi mówiono, już prawie całkiem wrócił do zdrowia. Był bardzo zżyty z rodzicami, szczególnie z mamą. A oni tak go lubili. Pamiętam, jak pojechali do jego szkoły na rozdanie świadectw. Mama nawet wysyłała mu ciasteczka, gdy był na obozie dla rekrutów. Przecież należy do rodziny. – Nie, skarbie. Po prostu jako dziecko mieszkał z nami przez jakieś dwa lata. W życiu wszystko się zmienia. Kyle też się zmienił. Może powodem była wojna, może tylko upływ czasu, ale przestał dzwonić, odpowiadać na listy. Nawet nie próbował utrzymywać z nami kontaktu. Mama była rozcza- rowana, ale zdawała sobie sprawę, że nie może go do niczego zmusić. Ty też nie powinnaś. Molly czuła, że jej dolna warga zaczyna wysuwać się do przodu i zrobiła wszystko, żeby zmienić wyraz twarzy. Jesz- cze tylko miesiąc i skończy dwadzieścia cztery lata. Kobie- cie w tym wieku z pewnością nie przystoi odymać się jak dziecko. – Nie mogę uwierzyć, że Kyle nie chce się z nami zobaczyć. Muszę go jeszcze raz zaprosić. – W takim razie do niego napisz. – List nic nie da. Kyle przepadał za tobą. Może gdybyś… – Nie mogę w tej chwili jechać do wschodniego Tennessee. – Głos Shane’a był łagodny, lecz zdecydowany, a opalona Droga do szczęścia 7 twarz miała nieprzejednany wyraz. W tym momencie bar- dzo przypominał ojca. – Tata i mama wypływają w rejs już w piątek i nie będzie ich przez trzy tygodnie. I bez tego będę miał mnóstwo pracy. To prawda. Podczas nieobecności rodziców Shane będzie miał pełne ręce roboty. Jareda i tak trudno było namówić, żeby wyjechał z żoną na pierwszy długi urlop. Przekonała go dopie- ro obietnica, że Shane dopilnuje pracy na ranczu. – Wyślij do Kyle’a list. – Shane pogłaskał Molly po ramieniu. – Wyjaśnij mu, jakie to ważne dla ciebie, a także dla mamy i ta- ty. Jeżeli mimo to postanowi nie przyjeżdżać, będziesz musiała zaakceptować jego decyzję. Nie pozwól, żeby ta sprawa popsuła ci humor. Już i tak dużo zrobiłaś. Tata i mama będą naprawdę zdumieni, gdy zobaczą, ile osób udało ci się odnaleźć. Gdyby tylko mogła cieszyć się tym, co zrobiła przez ostat- nie miesiące! Niestety, wciąż dręczyło ją uczucie, że coś jest nieskończone. Coś, czym najwyraźniej będzie musiała za- jąć się osobiście… Wiedziała jednak, że tych przemyśleń nie powinna zdradzać swojemu nadopiekuńczemu i znanemu z apodyktyczności starszemu bratu. Rozdział 1 – Szesnaście… siedemnaście… cholera!… osiemnaście… niech to szlag! Kyle Reeves puścił sztangę i ciężarki uderzyły z hałasem o betonową podłogę. Zwiększył dziś obciążenie, ale ból stał się zbyt dokuczliwy i w końcu musiał przerwać ćwiczenie. Od razu wpadł w fatalny humor. Chociaż, prawdę mówiąc, nie było w tym nic szczególnego. Dokładnie taki sam na- strój miał od ośmiu miesięcy, trzech tygodni i czterech dni… mniej więcej z dokładnością co do godziny. Szyby zadrżały od grzmotu. Gniewny pomruk, który przetoczył się nad górami, zdawał się odzwierciedlać samo- poczucie Kyle’a. Zaczął padać deszcz, choć na razie jeszcze niezbyt ulewny. Zapowiadano burzę na dziś wieczór, a bu- rze w górach były zawsze bardzo gwałtowne. Kyle dosyć je lubił. Podniósł się z ławeczki treningowej i utykając, przeszedł przez surowy, pomalowany na biało pokój do holu wyłożo- nego dębowymi deskami. Drewniany dom w górach Great Smoky w Tennessee nie był zbyt duży – dwie sypialnie, z któ- rych jedna służyła mu za pokój do ćwiczeń, łazienka, mały Droga do szczęścia 9 salon i kuchnia, która pełniła też rolę jadalni. Mebli miał nie- wiele, wyłącznie to, co niezbędne. Wystrój spartański, żad- nych luksusów. Dom wymagał remontu. Na ganku przegniło kilka desek, przez szpary w drzwiach i oknach dostawało się do wnętrza zimne powietrze, ale dach nie przeciekał, a widok z tarasu zbudowanego z drewna sekwoi był zachwycający. A co naj- ważniejsze, przynajmniej zdaniem Kyle’a, w zasięgu wzroku nie było żadnych sąsiadów. Wszedł do kuchni i sięgnął po proszki przeciwbólowe, które zapisał mu lekarz. Patrzył na . olkę przez chwilę, po czym cisnął ją na gruby drewniany blat. W zamian za to wy- trząsnął z opakowania dwie tabletki ibuprofenu, wrzucił je do ust i popił wodą z butelki. Przegarnął dłonią zmierzwione brązowe włosy, targając je jeszcze bardziej. Odstawił wodę na miejsce i rzucił okiem na swoje odbicie w błyszczących drzwiach lodówki. Wło- sy sterczały mu teraz na wszystkie strony, a twarz pokrywał czterodniowy zarost, który nie ukrywał blizny przecinającej lewy policzek. Szary podkoszulek był mokry od potu, czarne dzianinowe szorty wisiały na wychudzonym ciele. Porząd- nie prezentowało się tylko obuwie – na bosych stopach miał wygodne sportowe buty. Wyglądał okropnie, ale niewiele go to obchodziło. Na szczęście w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby go zobaczyć. Ledwie zdążył to pomyśleć, rozległo się pukanie do drzwi. Nie spodziewał się odwiedzin, wątpił też, by jedyny przy- jaciel, który mieszkał w okolicy, wiedząc o nadciągającej burzy, akurat tego czwartkowego popołudnia zaryzykował wędrówkę pod górę. Zdziwiło go, że nie słyszał jadącego sa- 10 Gina Wilkins mochodu. Chociaż to można było złożyć na karb odgłosów zwiastujących pogorszenie pogody. Pukanie się powtórzyło. Z ciężkim westchnieniem Kyle pokuśtykał do salonu i gwałtownie otworzył drzwi. – Czego? Nie potra. łby powiedzieć, kto miał bardziej zaskoczoną minę: jego gość, słyszący to obcesowe powitanie, czy może on sam, gdy zobaczył, kto stoi na progu. Nawet w zapadających ciemnościach można było spo- strzec, że dziewczyna jest zachwycająca. Burza rudych wło- sów, wilgotnych od deszczu, opadała falami na ramiona i się- gała połowy pleców. Ciemne rzęsy okalały ogromne zielone oczy. Złote piegi ozdabiały zgrabny nosek, a usta były pełne i błyszczące. Nieznajoma była średniego wzrostu, a smukłe ciało okrywał obcisły zielony sweterek i dżinsy, podkreślają- ce długie nogi. Nie potra. ł wyobrazić sobie, czego taka dziewczyna szu- kała w jego domu. – Zabłądziła pani? Zmierzyła go uważnym spojrzeniem i nagle odniósł nie- miłe wrażenie, że ani jeden szczegół jego nieporządnego wy- glądu nie umknął jej uwagi. No i co z tego? Nic go to nie ob- chodzi. Przecież odejdzie stąd, gdy tylko wyjaśnię, jak tra. ć tam, dokąd chce dotrzeć. Dziewczyna potrząsnęła głową, a w jej włosach rozbłysły złote pasemka. – Nie zgubiłam drogi. W każdym razie nie sądzę, żeby tak było. Czy pan Kyle Reeves? Zmarszczył czoło, słysząc w jej głosie wyraźny teksański akcent. Droga do szczęścia 11 – Proszę posłuchać! Do tej pory starałem się zachowywać grzecznie, ale posuwacie się za daleko. To miło ze strony Molly i Shane’a, że pomyśleli o mnie, ale nie zamierzam brać udziału w tym zjeździe. Proszę im przekazać, że nie zmienię zdania i nie będę tego powtarzać po raz kolejny. Mówił zwięźle i ostro, choć, prawdę mówiąc, mógł to zro- bić znacznie mniej uprzejmie. W gruncie rzeczy był gotów tak właśnie się zachować, gdyby dziewczyna stała się zbyt nachalna. Nieważne, że miała piękne oczy i zmysłowe usta. Właściwie tyl- ko sympatia, jaką darzył rodzinę Walkerów, i obawa, że mógłby zranić uczucia Molly, gdyby dowiedziała się o jego zachowaniu, powstrzymywały go przed podniesieniem głosu. Jednak nie mógł zagwarantować, że długo zdoła nad sobą panować. Co za dużo, to niezdrowo! Nieznajoma oparła ręce na biodrach i przechyliła głowę, przyglądając mu się z zainteresowaniem. Ten gest wydał mu się znajomy, ale zanim zdołał sobie cokolwiek przypomnieć, dziewczyna spytała: – Czy mogłabym wejść na kilka minut do środka? Nie spo- dziewałam się, że będzie tak chłodno i solidnie zmarzłam. W Dallas na początku października wystarczyłaby jej ta bluzka i dżinsy, ale na tej wysokości w deszczowy dzień przy- dałaby się kurtka. Tyle że to nie jego sprawa… – Nie ma potrzeby, żeby pani wchodziła do środka. Pro- szę wracać do Teksasu, gdzie jest ciepło, i przekazać Molly i Shane’owi moją odpowiedź. Błyskawica, która przecięła . oletowe niebo, oświetliła od- ległe góry i ożywiła na moment wilgotne włosy dziewczyny. Już po chwili niebo pociemniało i nieznajoma znów znalaz- ła się w cieniu. 12 Gina Wilkins – Proszę tylko o pięć minut pańskiego cennego czasu. Z pewnością może pan tyle poświęcić, panie Reeves. Najwyraźniej nie jest tak bezwzględny, jak próbował to okazać. Wahał się jeszcze przez chwilę, po czym, przeklina- jąc się w duchu za głupotę, odsunął się, robiąc jej przejście. – Ma pani pięć minut. Proszę mówić, co ma pani do po- wiedzenia, chociaż od razu uprzedzam, że i tak nie zmienię zdania. Oczekuję, że potem pani wyjdzie i dopilnuje, by już nikt nie zawracał mi głowy. – Dziękuję. Uważnie oglądała wnętrze pokoju. W salonie panował porządek, choć trzeba przyznać, że było trochę kurzu. Sta- ły tu tylko najbardziej potrzebne meble, a najcenniejszym sprzętem był duży telewizor. Jedną ze ścian w całości zajmo- wał kominek, teraz ciemny i pusty, bo w tym roku Kyle nie rozpalał jeszcze ognia. Nie czekając na zaproszenie, usadowiła się na zniszczonej skórzanej kanapie, którą kupił na wyprzedaży. Czuł na sobie jej spojrzenie, więc starając się opanować utykanie, ruszył w stronę bliższego z dwóch foteli, pokrytych tkaniną w brą- zowo-beżową kratę. – Może zaoszczędzę pani czasu. Chce mnie pani namó- wić, żebym w przyszłym tygodniu wziął udział w przyjęciu niespodziance na cześć Jareda i Cassie Walkerów. Zaproszo- no wszystkich wychowanków. Całą uroczystość organizują Molly i Shane, a mała Molly będzie bardzo rozczarowana, jeśli się nie pojawię. Ogólnie rzecz biorąc, to właśnie chciała pani powiedzieć, prawda? – Całkiem dobrze pan to podsumował. – No cóż, słyszałem to już dwukrotnie. Droga do szczęścia 13 – Wiem. – Molly i Shane są dość wytrwali, trzeba im to oddać. Ni- gdy jeszcze na żadne przyjęcie nie zapraszano mnie z takim uporem. – Był pan w ich rodzinie kimś wyjątkowym i wciąż za panem tęsknią. Bardzo im zależy, żeby zechciał pan przyjechać. – Przez ranczo Walkerów przewinęło się mnóstwo wycho- wanków. Jakie to ma znaczenie, że jeden z nich się nie pojawi? – Wszyscy będą się dobrze bawić, nawet jeśli pan nie przyje- dzie – przyznała. – Byłoby jednak lepiej, gdyby pan tam był. – Przykro mi, ale to niemożliwe. Przez moment przyglądała mu się uważnie, w końcu wes- tchnęła. – Widzę, że faktycznie powinniśmy zostawić pana w spo- koju. No wreszcie! – Będę wdzięczny – odparł szorstko. – Czy chciałby pan przekazać rodzinie wiadomość? Poza tym, żeby zostawili pana w spokoju? Zorientował się nagle, że wpatruje się w jej usta. Jeśli na- wet była rozczarowana, że nie udało jej się go przekonać, nie dała tego po sobie poznać. Spoglądała na niego zza gęstych rzęs, a jej ponętne wargi wygięły się w uśmiechu. Musiał natychmiast skupić myśli na czym innym i nie za- stanawiać się, od jak dawna nie miał kobiety. – Wiadomość? Myślę, że może im pani przekazać moje najlepsze życzenia. Proszę też powiedzieć Molly, że mi przy- kro, iż z mojego powodu zadała sobie tyle trudu. Jedna cienka brew uniosła się pytająco, a usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. 14 Gina Wilkins – Czemu sam jej tego nie powiesz? – Ja… O, do diabła! Ty chyba nie jesteś… – Nie pytałeś mnie o nazwisko – przypomniała mu. – Na- prawdę tak bardzo się zmieniłam? Poczuł, że zapada się głębiej w fotel. Nieczęsto zdarzało się, aby Kyle czuł się zażenowany – a już szczególnie rzadko dawał się komuś tak zaskoczyć. Jednak tej dziewczynie uda- ło się to znakomicie. – Naprawdę jesteś Molly? Przegarnęła palcami włosy, nie spuszczając z niego wzroku. – Jeszcze przed chwilą nazwałeś mnie „małą Molly”. Wy- dawało ci się, że po tym, gdy niemal dwanaście lat temu opuściłeś ranczo, czas się zatrzymał? – Ile masz lat? – Za kilka tygodni skończę dwadzieścia cztery. Dwadzieścia cztery… Z niedowierzaniem pokręcił głową. Może faktycznie sądził, że czas się zatrzymał? Czasami, gdy przywoływał obraz Molly – a zdarzało się to niezwykle rzad- ko – przypominał sobie piegowatego rudzielca ze szczerba- tym uśmiechem i brudną buzią. Tryskała energią, usta jej się nie zamykały i nie odstępowała ojca, gdy tylko jej na to pozwolił… Czyli dość często, bo Jared rzadko kiedy potra. ł czegoś odmówić jedynej córce. Kyle nigdy wcześniej nie miał do czynienia z towarzyski- mi dziewczynkami i, prawdę mówiąc, Molly trochę go onie- śmielała. Teraz też czuł się zakłopotany. To ci dopiero kłopot w ślicznym opakowaniu… – A ty masz dwadzieścia dziewięć – odezwała się Mol- ly. – Kiedy do nas przyszedłeś, miałeś prawie siedemnaście. Droga do szczęścia 15 Zostałeś jeszcze kilka miesięcy po osiemnastych urodzi- nach, aż do ukończenia szkoły. A potem wyjechałeś do wojska. Miałam wtedy dwanaście lat. Byłam zrozpaczona. Za każdym razem, gdy ktoś opuszczał dom, myślałam, że mi serce pęknie. – Pamiętam, jak wypłakiwałaś sobie oczy, kiedy wkrótce po moim przyjściu do was jakiś chłopak wyjeżdżał z rancza. Chyba miał na imię Daniel, prawda? – Daniel Castillo. Teraz używa nazwiska Andreas. – Na jej twarzy znów pojawił się radosny uśmiech. – Wiesz, że do nas wrócił? Niedawno ożenił się z B.J., moją kuzynką. – Żartujesz. – Wolał ciągnąć tę rozmowę, niż patrzeć, jak podczas uśmiechu w kącikach jej ust tworzą się małe dołecz- ki. – Pamiętam ją. Miała na imię Brittany, ale chciała, żeby używać inicjałów. A więc wyszła za Daniela? Molly kiwnęła głową. – Wszystko odbyło się w zawrotnym tempie. Są wspania- łą parą. Zresztą, zawsze tak było, nawet wówczas, gdy mieli po kilkanaście lat. Kyle nagle się zachmurzył. Co on, u licha, wyprawia? Dlaczego siedzi tu i słucha, jak Molly Walker opowiada ro- dzinne ploteczki? Jeszcze trochę, a okaże się, że stroi się na przyjęcie, na które wcale nie zamierzał się wybrać. Poprawił się w fotelu i w tym momencie jego ciało, od nogi aż do pleców, przeszył potworny ból. Zdążył się już do tego przyzwyczaić i dlatego zdołał ukryć swoją reakcję przed Molly. A przynajmniej tak mu się zdawało… – Twoje pięć minut już minęło – zwrócił jej uwagę. Znów ogarnął go ponury nastrój. 16 Gina Wilkins Molly uznała, że całkiem nieźle udało jej się ukryć szok, jakiego doznała na widok Kyle’a. Nie mogła wyjść ze zdu- mienia, że tak bardzo różnił się od chłopca, którego fotogra- . a stała na honorowym miejscu w salonie rodziców, wśród zdjęć innych przybranych synów, którymi Jared i Cassie zaj- mowali się przez lata swojego małżeństwa. Zdjęcie zrobiono podczas uroczystości rozdania świa- dectw. Kyle był w przepisowym czarnym stroju. Miał opa- loną twarz, na którą opadał złoty frędzel biretu. Wyglądał młodzieńczo i zdrowo. Gęste brązowe włosy były świeżo ostrzyżone, ze spojrzenia bursztynowych oczu biło zadowo- lenie. Mimo że wspomnienie o Kyle’u zdążyło wyblaknąć, od czasu do czasu zdarzało jej się przyglądać tej fotogra. i. Za- stanawiała się wówczas, czemu spośród wszystkich chłop- ców, którzy przewinęli się przez dom, tylko jego twarz tak bardzo ją intryguje. Gdyby tego popołudnia nie wiedziała, że to właśnie on otworzył jej drzwi, nigdy by nie odgadła, że to Kyle. Był nie- samowicie wychudzony, wyraźnie utykał, a opaleniznę za- stąpiła niezdrowa bladość. Pod kilkudniowym zarostem wi- doczna była podłużna szrama, która szpeciła lewą stronę twarzy. Potargane włosy wymagały mycia i strzyżenia. Przez chwilę wydawało się, że zaczął się trochę odprężać, i miała nawet nadzieję, że zdoła go przekonać do udziału w przyjęciu. Zaraz jednak dostrzegła, że się wzdrygnął, jakby z bólu, i jego twarz znów przybrała nieufny wyraz. – Miałam nadzieję, że kiedy dowiesz się, kim jestem, prze- suniesz trochę ten nieprzekraczalny termin – przyznała z uśmiechem. Kyle nie uśmiechnął się w odpowiedzi. Droga do szczęścia 17 – Nie chcę być niegrzeczny, ale sądzę, że naprawdę powin- naś wyjść, zanim… Potężny trzask pioruna zagłuszył jego słowa. Chwilę póź- niej rzęsisty deszcz zaczął bębnić o dach i okna. –… zanim burza rozpęta się na dobre – dokończył z cięż- kim westchnieniem. Molly podniosła się z kanapy i wyjrzała przez okno, za- skoczona gwałtownością nawałnicy. – Prawdziwa ulewa, co? – Mało powiedziane. To pozostałości cyklonu, który kilka dni temu nawiedził Karolinę Południową. Nie słyszałaś pro- gnozy pogody? Odwróciła się plecami do okna. – Prawdę mówiąc, nie. Radio w samochodzie nie działa i podczas jazdy słuchałam płyt. Chociaż wydawało się, że to niemożliwe, jego mina stała się jeszcze bardziej ponura. – Chyba nie jechałaś tu z Dallas? – Owszem, jechałam – odparła. – To około szesnastu go- dzin jazdy, więc wystartowałam wczoraj w południe, zatrzy- małam się na noc w Memphis i dziś rano ruszyłam dalej. – Sama? Wzruszyła ramionami. – Droga była całkiem przyjemna. Pogoda ładna, przynaj- mniej do Gatlinburga. Rzadko mam okazję porozmyślać w samotności i posłuchać ulubionej muzyki. – Uwierzyć nie mogę, że rodzice zgodzili się puścić cię sa- mą w taką trasę. Teraz to Molly się zachmurzyła. – Po pierwsze, mam prawie dwadzieścia cztery lata i nie 18 Gina Wilkins muszę już prosić rodziców o zgodę, gdy chcę gdzieś wyje- chać na kilka dni. Po drugie, i tak bym ich nie spytała, bo przyjęcie ma być dla nich niespodzianką. A w ogóle przed dwoma tygodniami wypłynęli w trzytygodniowy rejs po Mo- rzu Śródziemnym, żeby uczcić dwudziestopięciolecie mał- żeństwa. – Brat nie miał nic przeciwko temu, że się tu wybierasz? Odchrząknęła niepewnie i z trudem powstrzymała się od przestąpienia z nogi na nogę, jak dzieciak przyłapany na kłamstwie. – Shane’owi również nie muszę się opowiadać. Uczciwie mówiąc, jest przekonany, że razem z koleżanką z college’u wybrałam się na zakupy do Houston. – To znaczy, że nie pochwaliłby tej podróży. – Shane uważa, że nie powinnam cię zadręczać prośba- mi o przyjazd, skoro już dwa razy odmówiłeś. Rzeczywiście chyba nie podobałoby mu się, że chcę sama jechać tak dale- ko, ale Shane jest nadopiekuńczy. – Kiedy chodziło o ciebie, zawsze był taki. Chociaż z pew- nością nie dorównywał w tym twojemu ojcu. Podejrzewam, że Jared dostałby zawału, gdyby się dowiedział, co zrobiłaś. Molly słuchała tego z niechęcią. Od kilku lat starała się przekonać wszystkich w domu, że nie jest już małą dziew- czynką, którą trzeba rozpieszczać i otaczać troskliwą opieką, lecz odpowiedzialną kobietą, zdolną do podejmowania de- cyzji. Nie spodziewała się jednak, że także Kyle’owi Reeveso- wi będzie musiała się tłumaczyć. – Sama zajmę się reakcją swojej rodziny – oznajmiła szorstko. – Uznałam, że warto podjąć wysiłek, aby móc po- rozmawiać z tobą o przyjęciu. Droga do szczęścia 19 – Przykro mi, że cała wyprawa poszła na marne. Gdybyś przyjęła do wiadomości odpowiedź, jaką przekazałem przez twoich posłańców, zaoszczędziłabyś sobie kłopotu. – Niechętnie akceptuję odmowę. Usta Kyle’a drgnęły. Mogłoby to wyglądać na uśmiech, ty- le że trudno było dopatrzyć się w tym humoru. – Z tego, co pamiętam, nigdy nie przyjmowałaś do wiado- mości odpowiedzi odmownych. Molly przeczekała kolejny ogłuszający grzmot, który zda- wał się odzwierciedlać jej pogarszający się nastrój. Miała wrażenie, że Kyle traktuje ją jak dziewczynkę, którą poznał przed jedenastu laty. – Moi rodzice bardzo cię lubili. W salonie nadal stoi twoje zdjęcie, a mama wciąż wspomina cię z rozrzewnieniem. By- liby szczęśliwi, widząc cię na przyjęciu. – Nie jestem zbyt towarzyski. Co do tego nie miała żadnych wątpliwości, tym bardziej te- raz, gdy zobaczyła jego stojący na odludziu dom. Nawet nie by- ło tu telefonu, który zapewniłby mu kontakt ze światem. – To będzie nieobowiązujące przyjęcie. Każdy powinien czuć się na nim swobodnie. Myślę, że mógłbyś się całkiem dobrze bawić, gdybyś tylko trochę się rozluźnił. Jeśli nie dasz rady przyjechać na przyjęcie, może odwiedziłbyś kiedyś ma- mę i tatę. Zastanów się nad tym, dobrze? Dla nich to bar- dzo ważne, by wiedzieć, że ich chłopcom wszystko dobrze się układa. Na krótką chwilę jego twarz przybrała dziwny wyraz, jakby zdumiało go, że miałby być jednym z „ich chłopców”. Podniósł się i podszedł do okna. Zapadło milczenie i było słychać jedynie odgłosy nasila- 20 Gina Wilkins jącej się burzy. Molly zdawała sobie sprawę, że nie udało jej się przekonać Kyle’a. Całkiem jasno powiedział, że chce, aby go zostawiono w spokoju, żeby mógł w samotności rozpa- miętywać coś, co mu się przydarzyło. Poczuła się winna, że w ogóle tu przyjechała i zakłóciła jego prywatność, którą naj- wyraźniej bardzo sobie cenił. – Chyba już pójdę. Nie wygląda na to, żeby wkrótce prze- stało padać. – Obawiam się, że na razie nie będziesz mogła odjechać – powiedział zrezygnowanym tonem. – Nawet sobie nie wy- obrażasz, jak niebezpieczne są tutejsze drogi przy takiej po- godzie. Strumienie występują z brzegów i mogą zmyć samo- chód z szosy. Molly popatrzyła w okno. Smagany wiatrem deszcz wa- lił w szyby z niesamowitą siłą. Wydawało się, że pada nie- mal poziomo. W tej chwili nawet nie mogła dostrzec swo- jego auta. – Ile to może potrwać? Brak odpowiedzi Kyle’a był bardzo wymowny. Przygryzła wargę, zastanawiając się, jak długo będzie zmuszona tkwić tutaj z mężczyzną, który marzył o tym, żeby zostać sam. Rozdział 2 Tłumiąc przekleństwo, Kyle odwrócił się od okna. – Właśnie skończyłem ćwiczyć i jestem potwornie spocony. Pójdę wziąć prysznic, a potem zastanowimy się, co robić. Nie czekając na odpowiedź, wyszedł do holu. Musiał ochłonąć po szoku, jakiego doznał, widząc małą Molly Wal- ker w dorosłej postaci. Może później zdoła zapanować nad sytuacją. Zawsze miał takie pieskie szczęście! Czy musiała zjawić się akurat podczas burzy? Chętnie by ją odprawił, nie mógł jednak pozwolić, żeby wyruszyła w drogę przy takiej pogo- dzie. Tutejsze strome i kręte drogi i tak były niebezpieczne, a teraz jeszcze zostaną zalane. Lepiej by było, gdyby Molly nie przyjeżdżała, ale w obecnej sytuacji nie miał chyba wyj- ścia. Przez kilka godzin będzie musiał – chociaż bardzo nie- chętnie – odgrywać rolę gospodarza. Celowo przeciągał pobyt w łazience. Bez pośpiechu wziął prysznic, ogolił się, przebrał w czystą koszulkę i wygodne, wytarte dżinsy, a nawet przeczesał grzebieniem wilgotne włosy. Wreszcie uznał, że prezentuje się całkiem przyzwoicie. 22 Gina Wilkins Niestety, nie był już w stanie opanować utykania. Prawdo- podobnie przesadził dzisiaj z treningiem. Gdyby nie obec- ność Molly, wyciągnąłby laskę i przez resztę wieczoru po- zwolił nodze odpocząć. Jednak przy niej nie zamierzał tego zrobić. W salonie nie zastał Molly. Ponieważ nie spotkał jej w ko- rytarzu, należało się domyślić, że poszła do kuchni. Jednak tam również jej nie było. Zdenerwował się. Jeśli postanowiła wrócić do domu i teraz jechała po górskiej drodze… Spostrzegł, że drzwi kuchenne są uchylone. Otworzył je na całą szerokość i wyszedł na zewnątrz. Molly stała pod okapem, który osłaniał taras do połowy. Ręce skrzyżowała na piersi i patrzyła na deszcz i spowite we mgle góry. Cięż- kie czarne chmury przeobraziły krajobraz w szary impresjo- nistyczny pejzaż, który zdawał się ją fascynować. Był pewien, że nie słyszała, jak do niej podchodzi, gdy nagle się odezwała: – Pięknie tu. Kusiło go, by przytaknąć, ale wiedział, że nie powinien wdawać się w rozmowę o krajobrazie, więc tylko zmarszczył brwi i wskazał na drzwi. – Wejdź do środka. Zsiniałaś z zimna. Wcale nie przesadzał. Ramiona Molly pokryły się gęsią skórką, a czubek nosa poczerwieniał od chłodnego wilgot- nego powietrza. Po jej minie widać było, że nie lubi, gdy się jej coś naka- zuje. – Nic mi nie będzie. Kyle wzruszył ramionami. – Rób, jak uważasz.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Droga do szczęścia
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: