Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00299 006484 13600237 na godz. na dobę w sumie
Droga do wewnętrznej równowagi, czyli jak wyluzować i pozbyć się stresu - książka
Droga do wewnętrznej równowagi, czyli jak wyluzować i pozbyć się stresu - książka
Autor: , Liczba stron: 96
Wydawca: Sensus Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-246-2161-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia >> psychologia duszy i umysłu
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Żyjesz w stresie? Nie potrafisz się wyluzować? Marzysz o chwili spokoju?

Próbowałeś już prawie wszystkiego, żeby wyrwać się z tego zaklętego kręgu? Twoja codzienność wciąż Cię jednak przytłacza? Coraz częściej popadasz w panikę, kombinując, jak wreszcie złapać chwilę oddechu? Nie ma sensu wyobrażać sobie beztroskiego życia na rajskiej wyspie ani marzyć o dniach wypełnionych relaksem, śmiechem i prywatnymi masażystkami, gotowymi ulżyć Ci w każdy możliwy sposób. Raczej Ci to nie pomoże, a może sprawić, że powrót do codzienności będzie jeszcze trudniejszy. Ale czy to oznacza, że zostałeś skazany na życie w wiecznym stresie? Nic podobnego! Jest lepiej, niż przypuszczasz - możesz pozbyć się napięcia i zrelaksować bez względu na to, gdzie jesteś i co robisz.

Rewolucyjna BeUnity Method powstała po to, żeby pomóc Ci odnaleźć Twoją własną drogę. Skorzystaj z wiedzy z dziedziny psychologii, NLP, filozofii Wschodu - huny, tao, oraz osobistych doświadczeń życiowych autorów. BeUnity Method opiera się na fundamentalnej wartości, z którą można się spotkać we wszystkich systemach pomagających ludziom w odnalezieniu różnych dróg rozwoju - JEDNOŚCI, w szerokim tego słowa znaczeniu - oraz na otwarciu umysłu na chwilę, która trwa tu i teraz, aby osiągnąć wewnętrzny spokój. Dowiedz się, czego tak naprawdę chcesz, i podejmij decyzję o zmianie jakości swojego życia.

Naprawdę rzadko można spotkać tak ciepłą i otwartą osobę jak Agnieszka. Należy do grupy ludzi, którzy naprawdę potrafią słuchać. Wielu, w tym również i ja, zawdzięcza jej odnalezienie swojej wartości, wewnętrznego piękna i własnej drogi. Można o niej powiedzieć, że oprócz tego, że jest świetnym psychologiem i jednym z najbardziej genialnych trenerów NLP w Polsce, to jest jeszcze wspaniałym przyjacielem i człowiekiem. Co więcej, ma unikalną umiejętność przekazywania swojej wiedzy w prosty i zrozumiały sposób.
Bogusław Stępień
Bogusław (Dragan Flame) jest jednym z najbardziej utalentowanych ludzi, jakich znam. Robi niesamowite zdjęcia, piękne rysunki, jest mistrzem fascynujących opowiadań i do tego gra na gitarze. Te wszechstronne zdolności czynią go osobą, która potrafi wyrazić i zrozumieć emocje innych ludzi na wielu płaszczyznach. To wszystko razem - talent, cechy charakteru i zaangażowanie - czynią go wyjątkowym trenerem, który potrafi sprawić, że zmieni się także i Twoje życie.
Agnieszka Ornatowska

Autorzy zapraszają na stronę www.beunitymethod.com


Chcesz poznać koniec tej historii? Wejdź na www.beunitymethod.com
i pobierz bezpłatnie ostatni rozdział!
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Idź do Przykładowy rozdział Spis treści Katalog książek Nowości Bestesllery Zamów drukowany katalog Twój koszyk Dodaj do koszyka Cennik i informacje Zamów cennik Zamów informacje o nowościach Wydawnictwo Helion SA 44-100 Gliwice tel. 032 230 98 63 e-mail: sensus@sensus.pl Droga do wewnętrznej równowagi, czyli jak wyluzować i pozbyć się stresu Autor: Agnieszka Ornatowska, Bogusław Stępień ISBN: 978-83-246-2161-3 Format: A5, stron: 96 • Poznaj drogę do uzyskania wewnętrznej równowagi • Naucz się zarządzać swoimi emocjami • Spraw, by każdy Twój dzień był radosny i pozbawiony stresu • Zastosuj w praktyce metody i techniki opisane w książce Żyjesz w stresie? Nie potrafisz się wyluzować? Marzysz o chwili spokoju? Próbowałeœ już prawie wszystkiego, żeby wyrwać się z tego zaklętego kręgu? Twoja codziennoœć wciąż Cię jednak przytłacza? Coraz częœciej popadasz w panikę, kombinując, jak wreszcie złapać chwilę oddechu? Nie ma sensu wyobrażać sobie beztroskiego życia na rajskiej wyspie ani marzyć o dniach wypełnionych relaksem, œmiechem i prywatnymi masażystkami, gotowymi ulżyć Ci w każdy możliwy sposób. Raczej Ci to nie pomoże, a może sprawić, że powrót do codziennoœci będzie jeszcze trudniejszy. Ale czy to oznacza, że zostałeœ skazany na życie w wiecznym stresie? Nic podobnego! Jest lepiej, niż przypuszczasz — możesz pozbyć się napięcia i zrelaksować bez względu na to, gdzie jesteœ i co robisz. Rewolucyjna BeUnity Method powstała po to, żeby pomóc Ci odnaleźć Twoją własną drogę. Skorzystaj z wiedzy z dziedziny psychologii, NLP, filozofii Wschodu — huny, tao, oraz osobistych doœwiadczeń życiowych autorów. BeUnity Method opiera się na fundamentalnej wartoœci, z którą można się spotkać we wszystkich systemach pomagających ludziom w odnalezieniu różnych dróg rozwoju — JEDNOŒCI, w szerokim tego słowa znaczeniu — oraz na otwarciu umysłu na chwilę, która trwa tu i teraz, aby osiągnąć wewnętrzny spokój. Dowiedz się, czego tak naprawdę chcesz, i podejmij decyzję o zmianie jakoœci swojego życia. Naprawdę rzadko można spotkać tak ciepłą i otwartą osobę jak Agnieszka. Należy do grupy ludzi, którzy naprawdę potrafią słuchać. Wielu, w tym również i ja, zawdzięcza jej odnalezienie swojej wartoœci, wewnętrznego piękna i własnej drogi. Można o niej powiedzieć, że oprócz tego, że jest œwietnym psychologiem i jednym z najbardziej genialnych trenerów NLP w Polsce, to jest jeszcze wspaniałym przyjacielem i człowiekiem. Co więcej, ma unikalną umiejętnoœć przekazywania swojej wiedzy w prosty i zrozumiały sposób. Bogusław Stępień Spis treści O autorach 5 Dlaczego warto przeczytać tę książkę 7 Jak nabrać dystansu do swoich problemów — otwórz oczy 17 Jak pozbyć się wewnętrznego krytyka — mów i słuchaj 27 Jak szybko się uspokoić i pozbyć lęków — odkryj wewnętrzną harmonię 41 Błyskawiczne i wolniejsze metody zarządzania emocjami — po prostu się zrelaksuj 53 Jak utrzymać spokój niezależnie od otoczenia — uśmiechnij się do ludzi 65 Małe drobne przyjemności — znajdź radość życia 79 Książki, które były naszą inspiracją 95 Jak szybko siÚ uspokoiÊ i pozbyÊ lÚków — odkryj wewnÚtrznÈ harmoniÚ W tym rozdziale dowiesz siÚ: x jak szybko i skutecznie uspokoiÊ siÚ nawet przy bardzo silnych emocjach. Agnes przebiegïa miÚdzy blokami, ale zniknÈï jej z oczu. RozglÈdaïa siÚ dookoïa. Musiaï siÚ gdzieĂ schowaÊ, nie zdÈĝyïby przebiec na drugÈ stronÚ ulicy, na pewno by go zauwaĝyïa. Musi go przecieĝ odna- leěÊ, zanim Zoe popeïni jakieĂ gïupstwo. Bez wzglÚdu na to, czy to byï tylko sen, czy moĝe jakaĂ projekcja jej wyobraěni, gdzieĂ wewnÚtrznie czuïa, ĝe to dla niej cholernie waĝne i ĝe nie moĝe jej pozwoliÊ oddaÊ siÚ w rÚce, jak to nazwaïa, Kontroli. 42 D R O G A D O W E W N } T R Z N E J R Ó W N O W A G I CoĂ mignÚïo pomiÚdzy krzakami i w oddali zobaczyïa skulonÈ po- staÊ przebiegajÈcÈ przez ulicÚ. „To on”. Biegï w stronÚ starego koĂcioïa. Ruszyïa za nim. Buuuuuu!!! — usïyszaïa tuĝ obok siebie klakson samochodu. — Jak jeědzisz, baranie! — krzyknÚïa. — Teren zabudowany, ulicz- ka osiedlowa, dwadzieĂcia na godzinÚ, oĂle — stanÚïa i wymownie po- kazaïa kierowcy Ărodkowy palec lewej rÚki, a potem pobiegïa dalej. Zobaczyïa, jak chïopak zmierza do ogrodzenia koĂcioïa. Kiedy dotarïa na miejsce, okazaïo siÚ, ĝe… zniknÈï. — Cholera, zgubiïam go! — byïa zïa. Staïa na wprost muru okalajÈcego starÈ drewnianÈ ĂwiÈtyniÚ, otwie- ranÈ tylko w okresie wakacyjnym — jako jedyna atrakcja turystyczna w okolicy. ZresztÈ teĝ nie wiadomo po co, bo chyba tak naprawdÚ nikt tutaj nie przychodziï. WejĂcie znajdowaïo siÚ od poïudnia, a ona staïa od strony zachodniej. Na prawo i na lewo roztaczaï siÚ poroĂniÚty rzadkimi krzakami wysoki Ăredniowieczny mur. „Nie mógï zniknÈÊ, musi gdzieĂ tutaj byÊ”. Podeszïa bliĝej, przyglÈ- dajÈc siÚ krzewom. Sïoñce schowaïo siÚ juĝ prawie caïkiem za hory- zont i na ulicy zapïonÚïy latarnie. W blasku sodowego Ăwiatïa zauwa- ĝyïa gïÚboki cieñ w dolnej czÚĂci muru za krzewami. Podeszïa bliĝej, delikatnie rozchyliïa gaïÚzie. Jej oczom ukazaïa siÚ maïa, lekko uchylona furtka. — Kurde! — przeklÚïa pod nosem. Chodzenie po cmentarzach czy koĂcioïach po zmroku nie naleĝaïo do jej ulubionych zajÚÊ. Zawahaïa siÚ. Poczuïa, jak strach paraliĝuje jej ciaïo, jak z sekundy na sekundÚ traci motywacjÚ. WziÚïa gïÚboki oddech i zrobiïa krok wstecz, wyobraĝajÈc sobie jed- noczeĂnie, ĝe wychodzi ze swojego ciaïa i patrzy na siebie, dalej stojÈcÈ przed wejĂciem. NapiÚcie spadïo. UĂcisk w gardle zelĝaï. Zrobiïa jeszcze jeden krok. Tym razem patrzyïa na siebie patrzÈcÈ na siebie. Strach odszedï caïkiem, nie pozostawiajÈc Ăladu w jej ciele. „Zoe” — pomyĂlaïa i szybko ruszyïa w kierunku furtki, omijajÈc dwa swoje wyobraĝone wcielenia. Jak szybko siÚ uspokoiÊ i pozbyÊ lÚków — odkryj wewnÚtrznÈ harmoniÚ 43 Uchyliïa drzwi i weszïa do Ărodka. Musiaïa chwilÚ postaÊ, zanim oczy przyzwyczaiïy siÚ do zmroku. Robiïo siÚ juĝ naprawdÚ ciemno. Niebo miaïo kolor ciemnego granatu. „Starzy mnie zabijÈ, jak wrócÚ do domu”. Ruszyïa powoli w kierunku koĂcioïa. Byï stary i drewniany. TrochÚ inny niĝ te, które widziaïa do tej pory. Caïy pokryty ciemnymi deskami. Nie miaï ĝadnych zdobieñ ani ornamentów, ot taka wiÚksza szopa z malutkim krzyĝem i cienkÈ dzwonnicÈ wyrastajÈcÈ na Ărodku dachu. W póïmroku wyglÈdaï niepokojÈco. W jednym z okien przy ziemi paliïo siÚ Ăwiatïo. Przeskoczyïa szybko przez podwórze, omijajÈc kilka sporych gïazów i kupek wyschniÚtych liĂci. Przywarïa do Ăciany obok okna. WyglÈdaïo na to, ĝe jest tu sama. „Gdzie ten gówniarz, no przecieĝ jak go dorwÚ, to normalnie uduszÚ!”. KucnÚïa i zajrzaïa przez szybÚ oĂwietlonego okna. Nieïatwo byïo cokolwiek dojrzeÊ z powodu brudu, jaki zdÈĝyï siÚ juĝ odïoĝyÊ na nigdy niemytych szybach. — Ku ku!!! KtoĂ krzyknÈï jej koïo ucha. Serce o maïo nie wyskoczyïo jej z piersi. Chciaïa odskoczyÊ, ale potknÚïa siÚ i wyïoĝyïa jak dïuga wzdïuĝ Ăciany. — Ha ha ha ha ha. WystraszyïaĂ siÚ? — to byï jego gïos. Militarnego ¥wira. Zerwaïa siÚ i chwyciïa go za koïnierz. Otworzyï szeroko oczy, jakby znów byï zaskoczony jej reakcjÈ. — No co? Wygïupiam siÚ — powiedziaï, jakby na wytïumaczenie. — Medalion! Gdzie jest medalion?! — Nie mam. — Jak to nie masz, przecieĝ miaï byÊ dla mnie — jednÈ rÚkÈ zaczÚïa przeszukiwaÊ jego kieszenie. RzeczywiĂcie, nie znalazïa nic oprócz zasmar- kanej chusteczki i czerwonego wielofunkcyjnego scyzoryka swiss knife. — Gdzie jest medalion? — PuĂÊ mnie, nie mam ĝadnego medalionu. — Nic z tego, juĝ miaïam za tobÈ sprint na 1000 metrów, nie mam zamiaru ciÚ drugi raz goniÊ — wziÚïa scyzoryk i schowaïa do kieszeni. — ¥ciÈgaj buty! 44 D R O G A D O W E W N } T R Z N E J R Ó W N O W A G I — Co? — ¥ciÈgaj buty. Patrzyï na niÈ osïupiaïy, ale posïusznie zsunÈï buty, zaczepiajÈc je- den o drugi. — Teraz skarpetki! No juĝ! Posïusznie schyliï siÚ i ĂciÈgnÈï jednÈ skarpetkÚ. — No co ty, zwariowaïaĂ? — Druga! Z grobowÈ minÈ chwyciï skarpetkÚ palcami i wtedy coĂ z brzÚkiem upadïo na kamienny chodnik. — Daj mi to! — Agnes, ty nic nie rozumiesz, ja to muszÚ oddaÊ. — Dawaj, powiedziaïam! MyĂlisz, ĝe filmów nie oglÈdam? Najlepsza skrytka policjanta to jego skarpetka. Podaï jej medalion, chwyciïa go i schowaïa do kieszeni. — SkÈd to masz? — Ukradïem! — Jak to ukradïeĂ? PowiedziaïeĂ, ĝe to od kogoĂ, daïeĂ i znowu ukradïeĂ? — Agnes, ja... to chciaïem dla ciebie — patrzyï zawstydzony. — Ale jak zaïoĝyïaĂ na siebie, to… to nie mogïem ciÚ dobudziÊ i dopiero jak ĂciÈgnÈïem, to siÚ obudziïaĂ. A potem zaczÚïaĂ mnie goniÊ. — Co ty bredzisz? SkÈd to masz? — StÈd — wskazaï na palÈce siÚ Ăwiatïo. — Co tam jest? — Biblioteka, pomagam tu czasami kustoszowi. RysujÚ dla niego wi- zerunki staroĝytnej broni i zbroi. — GwizdnÈïeĂ zabytek z koĂcioïa? — To dla ciebie... bo... Nie mogïa uwierzyÊ. Takiego adoratora jeszcze nie miaïa. — JesteĂ nie tylko Ăwir, ale do tego jeszcze mocno powalony Ăwir. — Agnes, ja ciÚ bardzo lubiÚ... Jak szybko siÚ uspokoiÊ i pozbyÊ lÚków — odkryj wewnÚtrznÈ harmoniÚ 45 Patrzyïa na niego i nie mogïa uwierzyÊ. Staï tutaj, patrzyï na niÈ miÚtowymi oczami i mówiï, ĝe jÈ lubi. „¥wietne wyczucie chwili, chïopie” — nie mogïa uwierzyÊ, jak siÚ zmieniï: ze zïoĂliwego gbura w potulnego baranka. Ale chïopcy tak majÈ, w szczególnoĂci w tym wieku — pod maskÈ supermacho kryje siÚ wïaĂnie totalna pierdoïa. Ten, jak widaÊ, byï nawet na etapie ciÈgniÚcia dziew- czynek za warkoczyki. — Tam ktoĂ jest — wskazaïa na dóï. — Eeee, nie, chyba nie o tej porze. Nie powinno tam juĝ nikogo byÊ. — A Ăwiatïo? — Zawsze siÚ Ăwieci, chodzi tam taka maszyna do naĂwietlania, nie wiem, o co chodzi. — Musimy tam wejĂÊ. — ZwariowaïaĂ? — Juĝ raz tu coĂ dzióbnÈïeĂ, wiÚc co za róĝnica? — wyglÈdaï na totalnie wystraszonego. — Chodě! — Nie, ja... nie dam rady! Przedtem to ja po prostu wziÈïem ze stoïu, ale ĝeby siÚ wïamywaÊ? — nogi zdrÚtwiaïy mu caïkowicie i nie mógï siÚ nawet ruszyÊ. ZaczÈï coraz szybciej oddychaÊ, jakby za chwilÚ miaï wpaĂÊ w panikÚ. — Chcesz mi pomóc? — Tak, ale... — zawahaï siÚ. — Nie ma ĝadnego „ale”. Moĝesz siÚ baÊ tylko tego, co jest przed tobÈ, nigdy tego, co jest za tobÈ, tak? — No... tak. — To wyobraě sobie, ĝe pomiÚdzy twoimi stopami w przód biegnie linia, która wyznacza caïÈ twojÈ przyszïoĂÊ. ChcÚ, ĝebyĂ umieĂciï na niej to, co mamy za chwilÚ zrobiÊ. Masz? — No... tak. — To teraz przejdě po tej linii, zatrzymujÈc siÚ duĝo dalej w przy- szïoĂci, i spójrz wstecz, jakby to juĝ byïo za nami. PuĂciïa go. — No idě! 46 D R O G A D O W E W N } T R Z N E J R Ó W N O W A G I Ruszyï powolnym krokiem, widaÊ byïo, jak napiÚcie rysuje siÚ na jego twarzy. Zmruĝyï oczy i przyspieszyï, po czym zatrzymaï siÚ kilka kro- ków dalej. — I jak? — zapytaïa. — O, juĝ minÚïo. CzujÚ siÚ… ok. — To dobrze — wyciÈgnÚïa scyzoryk i zaczÚïa majstrowaÊ przy oknie. — Cholera, ciÚĝko otworzyÊ. — Daj mi to — uklÚknÈï obok niej. Wsadziï ostrze z boku, coĂ chrupnÚïo i rama wyskoczyïa z zawiasów. — Tak to siÚ robi — byï z siebie bardzo dumny. — Niezïe, wchodě pierwszy. — Dlaczego ja? — ¿ebym wiedziaïa, ĝe nie zwiejesz. Popatrzyï jej w oczy z wyrzutem i wĂlizgnÈï siÚ do Ărodka. Wskoczyïa za nim. W Ărodku byïo w miarÚ jasno. Pachniaïo starÈ piwnicÈ, pleĂniÈ i wil- gociÈ. W powietrzu unosiïo siÚ sporo kurzu. Pomieszczenie byïo duĝo wiÚksze, niĝ siÚ spodziewaïa, poprzedzielane korytarzami, które two- rzyïy póïki z ksiÈĝkami. Pod ĂcianÈ staïo duĝe biurko, poïÈczone ze spo- rym, mocno oĂwietlonym stoïem. Pod nim staï komputer i skaner, a na przykrÚconych do blatu stoïowego statywach wisiaïy dwa aparaty foto- graficzne i coĂ jeszcze, ale nie potrafiïa tego nazwaÊ. — JesteĂmy w tym teraz razem, rozumiesz? — pokiwaï gïowÈ. — Znasz to miejsce? — przytaknÈï. — ChcÚ, ĝebyĂ znalazï coĂ na temat medalionu, kontroli, straĝników i drzewa o imieniu Leila. — Co? — zapytaï wyraěnie zaskoczony. — Powtórz! — Ok. Medalion, kontrola, straĝnicy i Leila. A ty co? — Ja muszÚ tam wróciÊ. — Gdzie wróciÊ? — Niewaĝne. UsiÈdÚ na tym krzeĂle i zaïoĝÚ medalion, nie przeszka- dzaj mi przez co najmniej póï godziny. Jakbym do tego czasu siÚ nie obu- dziïa, to ĂciÈgnij medalion. Ale chyba juĝ wiem, co robiÊ, wiÚc spox. Jak szybko siÚ uspokoiÊ i pozbyÊ lÚków — odkryj wewnÚtrznÈ harmoniÚ 47 ***** Zoe siedziaïa pod drzewem i pïakaïa. — Leilo, Leilo, co ja teraz zrobiÚ? — Decyzja, jak zwykle, naleĝy do Ciebie, ale moĝe jest jakaĂ szansa. — Sïyszysz mnie? — zapytaïa Agnes. Zoe wzdrygnÚïa siÚ zaskoczona. — SïyszÚ. Gdzie byïaĂ? Najpierw pakujesz mnie w tarapaty, a póěniej znikasz. — To nie moja wina, przepraszam. Póěniej ci wytïumaczÚ. Sïyszaïam coĂ o jakiejĂ szansie, zapytaj je, o co chodzi. — JÈ! To drzewo to bogini. — Ok, ok, jÈ. — Leilo, powiedz mi, jaka to szansa. — Jest jedno miejsce, do którego nie zaglÈda nawet Kontrola, i to bardzo blisko. Kilka godzin drogi stÈd. To wyspa. NazywajÈ jÈ Wyspa Wszelkich MoĝliwoĂci. Mieszka na niej smoczyca o imieniu Aventia. Wiele lat temu, kiedy smoki musiaïy siÚ wycofaÊ, Kontrola objÚïa nad wiÚkszoĂciÈ wïadzÚ, a one nie chciaïy siÚ jej poddaÊ. Aventia ukryïa jajo, swojego ostatniego potomka. Jego ojciec, Dragon, nie uwierzyï jej i myĂlaï, ĝe porzuciïa je, uciekajÈc. Wpadï w furiÚ i zszedï do Ăwiata podziemi. Aventia próbowaïa odzyskaÊ jajo, ale Kontrola juĝ wszÚdzie miaïa swoich szpiegów i straĝników. Pozostaïa wiÚc na swojej wyspie. MyĂlÚ, ĝe do dziĂ czeka na okazjÚ, ĝeby odzyskaÊ swoje dziecko. — No i? — No i gdybyĂ zaniosïa jej to jajo, to jestem przekonana, ĝe na pew- no by ci pomogïa. — Co? Nie ma takiej opcji! — Zoe zïoĝyïa rÚce na piersi. — Nie ma takiej opcji. — Zoe — krzyknÚïa Agnes. — JeĂli to jest szansa, to moĝe warto z niej skorzystaÊ. — Nie dam siÚ poĝreÊ przez smoka, nie ma mowy. WolÚ wiÚzienie. 48 D R O G A D O W E W N } T R Z N E J R Ó W N O W A G I — Smoki nie sÈ takie, jak siÚ powszechnie sÈdzi. MajÈ wielkie serca peïne miïoĂci — zaszumiaïa Leila. — I do tego majÈ paszcze peïne zÚbów, kto wie, czy nie jadowitych, ostre szpony i jedzÈ miÚso. — A ty co, wegetarianka jesteĂ? Widziaïam na tym waszym targu wiszÈce poïówki prosiaków, chyba nie na pokaz? — powiedziaïa Agnes. — To co innego! — oburzyïa siÚ jeszcze bardziej. — Tak, jak mówiïam, decyzja naleĝy do Ciebie — zaszumiaïo drzewo. Zoe wstaïa, otrzepaïa ubranie i ruszyïa w kierunku wioski. — Stój! — Nie dam siÚ zjeĂÊ. — Zoe, to twoja szansa. To nasza szansa. Przynajmniej dowiedzmy siÚ, gdzie jest to jajo. ObiecujÚ, ĝe pomogÚ ci bez wzglÚdu na wszystko, do samego koñca. Zoe upadïa na kolana i z oczu popïynÚïy jej ïzy. — Ja... siÚ… po prostu... bojÚ! Rozumiesz? Buu hu hu huuu!!! — caïe ciaïo trzÚsïo siÚ w spazmatycznym pïaczu. — Rozumiem! Agnes teĝ czuïa siÚ fatalnie, w jakimĂ stopniu byïa w koñcu odpowie- dzialna za to, co siÚ dziaïo. — Zoe, zróbmy tak: pomogÚ ci siÚ pozbieraÊ, wysïuchamy drzewa… Leili… do koñca i dopiero wtedy podejmiesz decyzjÚ. Zoe milczaïa przez chwilÚ, zanoszÈc siÚ od pïaczu. — Buuuu huu huu… Dobrze — wydusiïa z siebie. — Zoe, gdzie w ciele odczuwasz najbardziej to uczucie? — Jak to gdzie? WszÚdzie! — Zoe, proszÚ, skoncentruj siÚ, obiecujÚ ci, ĝe ciÚ z tego wyciÈgnÚ — Agnes sama nie do koñca wierzyïa w swojÈ obietnicÚ. — Dobrze! Tutaj — wskazaïa na okolice prawego obojczyka. — Jakie ono jest? Ciepïe? Zimne? Czy siÚ porusza? Moĝe ma jakÈĂ fakturÚ? — czÚĂciowo byïa w stanie odczuwaÊ zmiany w ciele Zoe, ale to ona sama musiaïa sobie uĂwiadomiÊ, co siÚ dzieje, ĝeby mogïa coĂ z tym zrobiÊ. Jak szybko siÚ uspokoiÊ i pozbyÊ lÚków — odkryj wewnÚtrznÈ harmoniÚ 49 — Takie gorÈce pulsowanie, o tak — przyïoĝyïa swojÈ dïoñ do ra- mienia i uderzyïa siÚ, zupeïnie jak w rytm bicia swojego serca. — Dobrze. A faktura? Jest miÚkkie, szorstkie? — MiÚkkie i takie pïywajÈce. — To teraz wyobraě sobie, ĝe tÈ wïaĂnie rÚkÈ, którÈ mi pokazywaïaĂ, wyciÈgasz to uczucie i trzymasz przed sobÈ na dïoni. Czy moĝesz jeszcze okreĂliÊ, jaki miaïoby ono kolor? — Pomarañczowy — Zoe wpatrywaïa siÚ w pustÈ przestrzeñ na swojej rozïoĝonej dïoni. — A gdybyĂ miaïa wybór, to jak chciaïabyĂ siÚ czuÊ? — Silna, pewna siebie i zrelaksowana. „Zuch dziewczyna” — pomyĂlaïa Agnes. SwojÈ drogÈ byïa nawet za- skoczona, ĝe tak ïatwo i dobrze jej siÚ z niÈ wspóïpracuje. To dodatkowo potwierdzaïo, ĝe w tym wszystkim musi byÊ coĂ wiÚcej. Miaïa zamiar dowiedzieÊ siÚ co. Poprosiïa Zoe, ĝeby zmieniïa wyglÈd swojego wyciÈ- gniÚtego uczucia poprzez dodanie do niego wszystkiego, czego potrzebuje — aĝ zmieniïo zupeïnie kolor i ksztaït oraz konsystencjÚ i w peïni od- powiadaïo temu, jak chciaïa siÚ czuÊ — po czym wsadziïa je w to samo miejsce. — Lepiej? — Duĝo lepiej — odpowiedziaïa Zoe, ocierajÈc ïzy. Choděmy z powrotem porozmawiaÊ z LeilÈ. Czasem — bez wzglÚdu na to, jak siÚ starasz — rzeczywistoĂÊ ze- wnÚtrzna wpïywa na Twoje emocje — coĂ CiÚ irytuje, zïoĂci, stresuje, doprowadza do rozpaczy... Pozwalasz komuĂ lub czemuĂ przejÈÊ kon- trolÚ nad Twoimi uczuciami i naprawdÚ trudno jest siÚ wtedy uspokoiÊ. Ludzie w takich sytuacjach robiÈ zazwyczaj róĝne rzeczy — krzyczÈ, pïaczÈ, przeklinajÈ albo — w bardziej „cywilizowany” sposób — wycho- dzÈ na papierosa, pijÈ jednego (lub kilka) gïÚbszego na rozluěnienie... Albo po prostu skupiajÈ siÚ tylko na swoich negatywnych uczuciach... Cokolwiek by robili, zawsze jednak w ciele pozostaje nieprzyjemne uczucie. Jak moĝna to zmieniÊ w szybszy i bardziej efektywny sposób?
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Droga do wewnętrznej równowagi, czyli jak wyluzować i pozbyć się stresu
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: