Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00512 005019 14474036 na godz. na dobę w sumie
Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi. Tom I - ebook/pdf
Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi. Tom I - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 228
Wydawca: Zielona Sowa Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-265-0036-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Akcja powieści rozgrywa się w roku 1866, a jej bohaterowie to kapitan Nemo, zoolog profesor Pierre Aronnax, jego służący – Conseil, harpunnik Ned Land. Charyzmatyczny i tajemniczy kapitan zabiera czytelników w tajemniczą i pełną przygód wyprawę pod powierzchnią mórz i oceanów na pokładzie Nautilusa.

Seria wydawnicza Wydawnictwa Zielona Sowa „Podróże z Verne’em” zawiera 14 powieści Juliusza Verne’a. Obok utworów należących do kanonu twórczości francuskiego klasyka, prekursora science fiction, znalazły się w niej również pozycje mniej znane polskiemu czytelnikowi, jak utrzymane w konwencji powieści utopijnej Pięćset milionów hinduskiej księżniczki czy Dramat w Inflantach, którego akcja toczy się wokół zbrodni i następującego po niej śledztwa. Starannie opracowane, opatrzone rzetelnymi przypisami książki, w nowych pełnych przekładach z języka francuskiego, rekomenduje Polskie Towarzystwo Juliusza Verne’a.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Dwadz ieścia t ysięcy mi l podmo r sk iej żeglugi * Juliusz Verne Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi * Przełożyła Agnieszka Włoczewska ISBN 978-83-265-0035-0 Redaktor serii: Marzena Kwietniewska-Talarczyk Tytuł oryginału: Vingt Mille Lieues sous les mers Redakcja: Katarzyna Kierejsza Konsultacja i przypisy: Andrzej Zydorczak Ilustracje: Alphonse de Neuville i Édouard Riou ze zbiorów Andrzeja Zydorczaka Projekt grafi czny okładki: Dagmara Grabska Skład: Stefan Łaskawiec Korekta: Marzena Kwietniewska-Talarczyk © Copyright by Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o., Kraków 2011 Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o. 30-404 Kraków, ul. Cegielniana 4A tel./fax (12) 266-62-94, tel. (12) 266-62-92 www.zielonasowa.pl wydawnictwo@zielonasowa.pl Część pierwsza Rozdział I Uciekająca rafa roku 1866 miało miejsce dziwne wydarzenie, zjawisko, które- go nie wyjaśniono i którego nie można było wyjaśnić, o któ- rym nikt bez wątpienia nie mógł zapomnieć. Ludzie morza byli nim głęboko poruszeni, nie mówiąc już o plotkach, jakie krążyły o nim w portach, ani o podekscytowanej nim opinii publicznej we wszystkich krajach. Wszyscy interesowali się tym w najwyższym stopniu: i handlarze, i armatorzy, kapitanowie, szyprowie i sterni- cy z Europy i Ameryki, ofi cerowie marynarki wojennej z wszyst- kich krajów i wreszcie rządy różnych państw leżących na obydwu kontynentach. Otóż od jakiegoś czasu statki napotykały dziwną, płynącą pod wodą „ogromną rzecz”. Chodziło o przedmiot długi, podobny do pocisku, niekiedy fosforyzujący, znacznie większy i szybszy niż wieloryb. W dziennikach pokładowych opisane były zdarzenia towarzy- szące pojawieniu się tej „rzeczy” czy też istoty. Relacje zgadzały się co do jej budowy, niesłychanej prędkości ruchów, zaskakującej mocy lokomocyjnej i żywotności, którą się najwyraźniej cechowa- ła. Jeśli był to wieloryb, to jego wielkość przekraczała wszystkie sklasyfi kowane dotąd przez naukowców gatunki. Ani Cuvier, ani Lacépède, ani pan Dumeril, ani pan de Quatrefages1 nie potwier- 1 Jean Cuvier (właściwie Georges Cuvier, 1769-1832) – francuski przyrod- nik, twórca paleontologii i anatomii porównawczej; stworzył największe zbiory anatomiczne w Europie; autor teorii kataklizmów: życie na Ziemi dzieli się na wielkie okresy, z których każdy był zakończony żywiołową katastrofą, niszczącą doszczętnie życie na Ziemi; do paleontologii wprowadził po raz pierwszy osteologię, zrekonstruował wiele zwierząt kopalnych; Bernard Germain Étienne de Lacépède (1756-1825) – francuski przyrodnik, autor m.in. Historii naturalnej ryb i Historii naturalnej wale- ni; Andre Marie Constant Dumeril (1774-1860) – francuski przyrodnik 6 dziliby istnienia takiego potwora – no chyba że by go ujrzeli. Mu- sieliby go zobaczyć na własne oczy, oczy naukowca. Z wielu obserwacji poczynionych w różnych okolicznościach – odrzucając nieśmiałe szacunki, według których obiekt ten mierzył dwieście stóp1, jak również mocno przesadzone relacje, że liczył milę2 szerokości i trzy mile długości – można było wnioskować, że ta niezwykła istota, jeśli faktycznie istniała, przekraczała znacz- nie rozmiary wszystkiego, co zostało dotąd pomierzone i zbadane przez ichtiologów. Otóż nie dało się zaprzeczyć, że ów byt faktycznie istniał. A zna- jąc upodobanie ludzkiej wyobraźni do wszystkiego, co cudowne i wyolbrzymione, łatwo zrozumieć emocje, jakie to nadprzyrodzo- ne zjawisko wywoływało na całym świecie. Jednak trzeba było po- rzucić myśl o włożeniu go między bajki. Rzeczywiście, 20 lipca 1866 roku pięć mil na wschód od austra- lijskich wybrzeży parowiec „Governor Higginson”3, należący do Calcutta and Burnach Steam Navigation Company4, napotkał ową poruszającą się masę. Kapitan Baker sądził początkowo, że natknął się na nieznaną skałę podwodną, jakąś rafę; przygotował się nawet do tego, by określić dokładne jej położenie, gdy wtem z głośnym świstem z zagadkowego obiektu wytrysnęły w górę na wysokość stu pięćdziesięciu stóp dwie kolumny wody. Jeśli zatem nie była to skała wstrząsana okresowymi wyrzutami gejzeru, to należało stwierdzić, że „Governor Higginson” napotkał najwyraźniej jakie- goś dotąd nieznanego ssaka morskiego, który wypuszczał przez nozdrza słupy wody zmieszanej z powietrzem i parą. Podobny fakt zaobserwowano dnia 23 lipca tego samego roku na morzach Pacyfi ku, z pokładu statku „Cristóbal Colón”5 należące- i lekarz; Jean-Louis-Armand de Quatrefages de Bréau (1810-1892) – francus- ki przyrodnik i antropolog, badacz fi zjologii i biologii bezkręgowców morskich; przeciwnik darwinizmu, autor Historii człowieka (1867). 1 Stopa – tu: stopa angielska, miara długości równa 0,3048 m. 2 Mila – autor do określenia odległości używa zarówno mili morskiej (mille marine), równej 1852 m, jak i mili francuskiej (lieue kilometrique), liczącej ok. 4000 m (ta w tytule powieści); dla przejrzystości będą używane pełne nazwy obu odległości. 3 „Governor Higginson” (ang.) – „Gubernator Higginson”. 4 Calcutta… (ang.) – Towarzystwo Żeglugi Parowej Kalkuta-Birma. 5 „Cristóbal Colón” (hiszp.) – „Krzysztof Kolumb”. 7 go do West India and Pacifi c Steam Navigation Company1. W takim razie jednak ów niezwykły wieloryb mógł się przemieszczać z jed- nego miejsca na drugie z zaskakującą wręcz szybkością. W przecią- gu kilku zaledwie dni widziały go załogi statków „Governor Hig- ginson” i „Cristóbal Colón”, których położenie dzieliła na mapie odległość jakichś siedmiuset mil morskich. Dwa tygodnie później, dwa tysiące mil od tego miejsca, „Helve- tia”, należąca do Kompanii Narodowej oraz „Shannon” z Royal Mail2, zmierzające w przeciwnych kierunkach w tej części Atlantyku, która dzieli Stany Zjednoczone od Europy, donosiły o obecności potwora na 42° 15’ szerokości północnej i 60° 35’ długości zachodniej w sto- sunku do południka Greenwich3. Na podstawie jednocześnie doko- nanych obserwacji oszacowano, że ssak musi mierzyć co najmniej trzysta pięćdziesiąt stóp angielskich4, wydawał się bowiem większy niż „Shannon” i „Helvetia”, które od dziobnicy po tylnicę5 liczyły sto metrów. Natomiast największe wieloryby, te, które pływają po wodach wokół Wysp Aleuckich, nazywane kulammakami i umgullic- kami, nie przekraczały nigdy długości pięćdziesięciu sześciu metrów – o ile w ogóle do takich rozmiarów faktycznie dochodziły. Jeden po drugim publikowano raporty z najnowszych obserwacji przeprowadzonych z pokładu transatlantyckiego statku „Pereire”, ze zderzenia się potwora z „Etną” należącą do Linii Inmana6; ogło- szono także drukiem protokół spisany przez ofi cerów francuskiej fregaty „Normandie”, opublikowano bardzo poważny opis sporzą- dzony przez sztab komodora7 FitzJamesa na pokładzie statku „Lord Clyde”. W krajach, w których lubi się żartować ze wszystkiego, lu- 1 West… (ang.) – Towarzystwo Żeglugi Parowej Indii Zachodnich i Pacyfi ku. 2 Royal Mail (ang.) – Poczta Królewska. 3 Greenwich – dzielnica Londynu, przez którą przechodzi południk ze- rowy, od którego od 1883 r. liczy się długość geografi czną; wcześniej liczono długość także od południka Paryża lub Waszyngtonu. 4 Około 107 m. 5 Dziobnica i tylnica – belki stanowiące zakończenie przedniej i tylnej części stępki, tj. głównego elementu konstrukcyjnego statku. 6 Linia Inmana – jedno z trzech największych angielskich przedsiębiorstw żeglugowych w XIX w. 7 Komodor – ofi cer marynarki wojennej dowodzący czasowo zespołem jednostek, bez stopnia admiralskiego, lub tytuł grzecznościowy najstar- szego kapitana statku pasażerskiego. 8 dzie po prostu śmiali się z tych zdarzeń. Jednak w krajach, gdzie ludzie mają usposobienie poważne i praktyczne, czyli w Anglii, Ameryce i Niemczech, traktowano całą sprawę niezwykle poważ- nie i żywo się nią zajmowano. W wielkich miastach potwór stał się bardzo modny; w kawiar- niach śpiewano o nim piosenki, kpiono z niego w gazetach, wy- stawiano o nim sztuki w teatrach. Kaczki dziennikarskie miały zaś wspaniałą okazję do znoszenia jajek mieniących się wszelkimi barwami. W gazetach powtarzały się te same opowiastki o wszyst- kich fantastycznych stworach i gigantach, począwszy od wielkiego białego wieloryba zwanego Moby Dickiem1 z północnych regionów oceanu, po przeogromnego krakena2, którego macki potrafi łyby opleść statek o wyporności pięciuset ton i wciągnąć go w głębi- ny oceanu. Sporządzano nawet opisy na podstawie starożytnych źródeł. Cytowano Arystotelesa i Pliniusza3, którzy twierdzili, że morskie potwory istnieją, przytaczano norweskie opowieści bi- skupa Pontoppidana4, relacje Paula Heggede’a5 i wreszcie raporty pana Harringtona, którego trudno podejrzewać o złą wiarę. Otóż ten ostatni, płynąc na pokładzie „Castillana”, w 1857 roku dojrzał ogromnego węża, który wcześniej pojawiał się tylko na łamach sza- cownego dziennika francuskiego – „Constitutionnela”6. 1 Moby Dick – tytułowy wieloryb olbrzymich rozmiarów, występujący w powieści Hermana Melville’a (wyd. 1851). 2 Kraken – gigantyczna, drapieżna ośmiornica znana z wielu legend skan- dynawskich, często wspominana w powieści Verne’a Wąż morski czyli opowieści Jeana-Marie Cabidoulina. 3 Arystoteles (384-ok. 321 p.n.e.) – wielki fi lozof grecki; zajmował się m.in. przyrodoznawstwem, autor m.in. Historii zwierząt; Pliniusz (I w. n.e.) – rzymski przyrodnik, autor 37-tomowego dzieła Historia naturalna stanowiącego encyklopedię wiedzy przyrodniczej starożytnych; zginął w czasie wybuchu Wezuwiusza w 79 r. 4 Eric Pontoppidan (1698-1764) – duński historyk, teolog i ornitolog, od roku 1748 biskup Bergen; w 1755 mianowany wicekanclerzem Uniwer- sytetu Kopenhaskiego; pisał głównie w języku niemieckim; twórca His- torii naturalnej Norwegii, w której umieścił opis krakena, na którym mógł ćwiczyć pułk kawalerii. 5 Paul Heggede (właściwie Egede, 1708-1789) – norweski misjonarz prote- stancki, syn Hansa Egede’a, pierwszego badacza Grenlandii; w jednej ze swoich prac zamieścił opis i rysunek potwora morskiego. 6 „Constitutionnel” – dziennik francuski założony w 1815 r. 9 W kręgach uczonych i w naukowych czasopismach rozgorzała prawdziwa debata między tymi, którzy w istnienie potwora wie- rzyli, a sceptykami. „Sprawa potwora” rozpalała umysły. Dzien- nikarze piszący w imię nauki, a przeciwko dowcipowi, wylewali morze atramentu podczas tej słynnej batalii na słowa; niektórym zdarzyło się nawet przelać kilka kropli krwi, tak się bowiem zapę- dzili, że od opisów węża morskiego przeszli do najbardziej obraźli- wych porównań osobistych. Wojna toczyła się przez sześć miesięcy, a szala zwycięstwa przechylała się raz na jedną, raz na drugą stronę. Po jednej stronie barykady ukazywały się artykuły Brazylijskiego Insty- tutu Geografi cznego, Królewskiej Akademii Nauk w Berlinie, Brytyjskiego Towarzystwa Naukowego, Instytutu Smithsona w Waszyngtonie, dyskusje na łamach „Indian Archipelago”, „Cosmos” opata Moigno1, „Mittheilungen” Petermanna2, nauko- we kroniki wielkich dzienników francuskich i zagranicznych. Z drugiej strony żywo ripostowała prasa bulwarowa. Natchnieni dziennikarze parodiowali słowa samego Linneusza3, cytowane przez przeciwników potwora, twierdząc, że „natura nie rodzi głupców”. Zaklinali innych, by przestali zadawać kłam naturze, mówiąc o istnieniu krakenów, morskich węży, Moby Dicków, by nie wierzyli w brednie rozgłaszane przez marynarzy. Wresz- cie w jednym z artykułów, który ukazał się na łamach któregoś z czasopism satyrycznych cieszących się renomą i poważaniem, najbardziej ceniony redaktor postawił kropkę nad „i” – niczym Hipolit4 zadał potworowi ostateczne pchnięcie i dobił go wśród 1 François Napoleon Marie Moigno (1804-1884) – francuski fi zyk i pisarz, założyciel dziennika „Cosmos”. 2 August Petermann (1822-1878) – niemiecki geograf i kartograf; w 1855 r. założył w Gotha czasopismo geografi czne, od 1938 noszące tytuł „Peter- manns Geographische Mitteilungen”; propagator podróży badawczych. 3 Linneusz (Carl von Linné, 1707-1778) – szwedzki przyrodnik; twórca systemu klasyfi kacji organizmów; autor binominalnego nazewnictwa biologicznego; opisał wiele nowych gatunków roślin i zwierząt. 4 Hipolit – w mitologii greckiej syn Tezeusza, oskarżony przez Fedrę, drugą żonę Tezeusza, o gwałt; ojciec, nie chcąc sam zabijać syna, poprosił o po- moc Posejdona, a ten zesłał potwora morskiego, który wynurzył się z fal w chwili, gdy Hipolit jechał rydwanem; przestraszone konie poniosły rydwan, co spowodowało śmierć chłopca. 10 powszechnego aplauzu i wybuchów śmiechu. Dowcip zwyciężył więc naukę. W pierwszych miesiącach 1867 roku wydawało się, że sprawa została pogrzebana i już więcej nie będzie o niej mowy, gdy na- raz nowe fakty ujrzały światło dzienne i znów poruszyły publiką. Tym razem nie chodziło bowiem o problem natury naukowej, lecz o realne zagrożenie, którego należało uniknąć. Sprawa nabrała więc zupełnie nowego wyglądu. Potwór stał się raptem wyspą, skałą, dryfującą rafą, która ucieka i której nie da się ani opisać, ani schwycić. W nocy 5 marca 1867 roku „Moravian” należący do Montreal Ocean Company1 znajdował się na 27° 30’ szerokości i 72° 15’ dłu- gości, gdy naraz uderzył prawą burtą w jakąś skałę. Żadna jednak mapa nie informowała, że w tym miejscu są podwodne rafy. Sta- tek płynął z prędkością trzynastu węzłów2, pchany wiatrem i siłą swych czterystu koni mechanicznych. Nie było żadnych wątpli- wości – gdyby nie wytrzymały kadłub wykonany z doskonałych materiałów, „Moravian” poszedłby na dno wraz ze swymi dwustu trzydziestu siedmioma pasażerami, których wiózł z Kanady. Wypadek zdarzył się około godziny piątej nad ranem, gdy pierw- sze brzaski dnia rozświetliły niebo. Pełniący wachtę ofi cerowie po- biegli czym prędzej na rufę statku i z największą uwagą wpatrywa- li się w toń oceanu. Nic jednak nie dostrzegli, poza silnym wirem w odległości jakichś trzech kabli3, jakby coś gwałtownie rozpruło płaszczyznę wody. Bardzo dokładnie oznaczono miejsce tego zda- rzenia, po czym „Moravian” już bez przeszkód kontynuował swą podróż. Czy zatem natknął się na jakąś podwodną skałę, czy może zderzył się z wrakiem statku? Tego nie wiadomo. Dokładne przeba- danie podwodnej części kadłuba w portowym suchym doku wyka- zało, że w czasie zderzenia została strzaskana część kilu4. Wydarzenie to, samo w sobie bardzo poważne, odeszłoby prawdopodobnie w niepamięć, jak tyle innych podobnych wy- padków, gdyby nie fakt, że trzy tygodnie później powtórzyło się, 1 Montreal… (ang.) – Montrealskie Towarzystwo Oceaniczne. 2 Węzeł – jednostka szybkości statków, równa 1 mili morskiej na godzinę. 3 Kabel – jednostka długości równa 1/10 mili morskiej, czyli 185,2 m. 4 Kil – długa belka biegnąca wzdłuż statku, na której opiera się jego konstrukcja. 11 i to w takich samych warunkach. Tym razem jednak, za sprawą przynależności narodowej statku, który padł ofi arą katastrofy, i dzięki reputacji kompanii, do której należał, incydent zyskał sze- roki rozgłos. Każdy zna słynnego angielskiego armatora Cunarda1. W 1840 roku ów zmyślny przemysłowiec założył linię pocztową łączącą Liverpool z Halifaksem. Obsługiwały ją początkowo trzy drew- niane statki kołowe mające moc czterystu koni. Ich pojemność wynosiła tysiąc sto sześćdziesiąt dwie tony. Osiem lat później wy- posażenie kompanii zwiększyło się o kolejne cztery statki o mocy sześciuset pięćdziesięciu koni i tysiąc ośmiuset dwudziestu tonach wyporności. Dwa lata później kolejne dwa statki, jeszcze potężniej- sze i większe, dołączyły do fl otylli. W roku 1853 kompanii Cunarda przedłużono przywilej przewożenia depesz, dlatego armator zaku- pił kolejne nowe statki. Były to „Arabia”, „Persia”, „China”, „Scotia”, „Java” i „Russia”. Wszystkie prezentowały się wspaniale. Po okręcie „Great Eastern” były to niewątpliwie największe jednostki, jakie przemierzały morza. Tak więc w 1867 roku kompania dysponowała dwunastoma statkami, z których osiem było napędzanych kołami, cztery zaś – śrubą. Przytaczam tutaj te zwięzłe informacje po to, by każdy zdał sobie sprawę, jak ważna była owa kompania transportu morskiego, zna- na na całym świecie i słynąca z doskonałego zarządzania. Żadnej innej transoceanicznej spółki przewozowej nie prowadzono z tak doskonałą sumiennością i z takim znawstwem. Wszystko, czego się podejmowała, wieńczyło się sukcesem. Przez ponad dwadzieścia sześć lat działalności statki należące do Cunarda przepłynęły Atlan- tyk dwa tysiące razy. Ani razu nie odwołano podróży, ani razu rejs się nie opóźnił, nie utracono ani jednego listu, nie zginął ani jeden człowiek, nie zatonął żaden statek. Pasażerowie nadal wybierają linię Cunarda, by się przeprawić przez ocean. Stawiają ją ponad wszystkie inne, nawet ponad silną francuską konkurencję. Wynika to niezbicie z wykazów i dokumentów przewozowych z ostatnich 1 Samuel Cunard (1787-1865) – brytyjski handlowiec i armator, założyciel pierwszej regularnej atlantyckiej linii parowców „Cunard Steam- ships Line” między Liverpoolem a Halifaksem; założył także linię komunikacyjną przewożącą pocztę i pasażerów między Ameryką a Eu- ropą. 12 lat. W świetle tego nikt nie powinien się dziwić, że wypadek, który przydarzył się jednemu z najwspanialszych parowców, zyskał tak szeroki rozgłos. Dnia 13 kwietnia 1867 roku morze było piękne, bryza pomyślna; „Scotia” znalazła się na 15° 12’ długości i 45° 37’ szerokości. Płynęła z prędkością trzynastu i czterdziestu trzech setnych węzła, pcha- na mocą tysiąca koni parowych. Koła młóciły wodę z doskonałą regularnością. Zanurzenie statku wynosiło sześć metrów siedem- dziesiąt centymetrów, wyporność zaś równała się sześciu tysiącom sześciuset dwudziestu czterem metrom sześciennym. Siedemnaście minut po godzinie szesnastej, w czasie gdy zebra- ni w wielkim salonie pasażerowie spożywali lunch, statek doznał lekkiego wstrząsu, który biegł od rufy do lewej burty, za kołem napędowym. Jednak to nie „Scotia” w coś uderzyła, tylko została uderzona. Musiał to być jakiś przedmiot długi, raczej ostry niż tępy, mogący zrobić dziurę w kadłubie. Zderzenie było jednak tak delikatne, że prawdopodobnie nikt na pokładzie nie spostrzegłby się, gdyby nie krzyki trymerów1, którzy wybiegli na pokład: – Toniemy! Toniemy! Początkowo pasażerowie bardzo się wystraszyli, ale kapitan An- derson czym prędzej ich uspokoił. Istotnie, statkowi nie mogło za- grażać żadne poważne niebezpieczeństwo, gdyż „Scotia” składała się z siedmiu przedziałów oddzielonych od siebie szczelnymi gro- dziami2, tak więc powinna stawić czoła napływowi wody. Kapitan Anderson natychmiast udał się pod pokład. Woda cał- kowicie zalała piąty przedział. Prędkość, z jaką morze wdzierało się do środka, wskazywała jednoznacznie, że uszkodzenie musiało być poważne. Na szczęście w przedziale tym nie znajdowały się żadne kotły, gdyż z pewnością doszłoby do zalania palenisk. Kapitan Anderson kazał natychmiast zastopować statek, a jeden z marynarzy zanurkował, by zbadać uszkodzenie. Po kilku chwi- lach wypłynął, oznajmiając, że w podwodnej części parowca jest dziura wielka na dwa metry. Trudno było zatkać aż tak duży otwór, 1 Trymer – pracownik zajmujący się układaniem materiałów w ładowni. 2 Gródź – pionowa przegroda kadłuba statku wodnego dzieląca jego wnętrze na przedziały; wodoszczelne grodzie poprzeczne i wzdłużne wzmacniają szkielet kadłuba i zwiększają niezatapialność statku. 13 dlatego „Scotia”, z zanurzonymi do połowy kołami, musiała popły- nąć dalej. Znajdowała się o trzysta mil od przylądka Clear. Z trzy- dniowym opóźnieniem, które wywołało wielkie zaniepokojenie w Liverpoolu, wpłynęła do basenów portowych kompanii. Inżynierowie natychmiast udali się na pokład „Scotii”, którą umieszczono w suchym doku. Nie mogli wręcz uwierzyć wła- snym oczom. Dwa i pół metra pod wodnicą1 ział regularny otwór w kształcie trójkąta równoramiennego. Coś przecięło blachę w spo- sób precyzyjny i czysty. Nikt nie zrobiłby tego lepiej, nawet przy użyciu dobrej wycinarki. A zatem należało wnioskować, że narzę- dzie, które uszkodziło statek, zostało zahartowane w jakiś szcze- gólny sposób. Musiało być wyrzucone z ogromną siłą, aby przebić blachę grubą na cztery centymetry i cofnąć się samoczynnie w jakiś niewytłumaczalny, tajemniczy sposób. Oto więc najświeższy fakt, który znów rozbudził publiczną debatę. Od tej chwili wszelkie wypadki, do których dochodziło na morzu, a których przyczyn trudno było dociec, przypisywano działalności potwora. Na barki tego fantastycznego zwierza spadła odpowiedzialność za wszelkie zatonięcia, których nadal wiele się zdarza. Na trzy tysiące statków, których zaginięcie odnotowane jest corocznie w spisach Biura „Veritas”2, liczba parowców i żaglowców, o których wszelki słuch zaginął, sięga dwustu! Otóż o znikanie jednostek oskarżono – słusznie czy niesłusznie – owego „potwora”. Przez niego komunikacja pomiędzy różnymi kontynentami stawała się coraz mniej bezpieczna, natomiast lu- dzie kategorycznie zaczęli żądać, by defi nitywnie i za wszelką cenę uwolnić morza od owego straszliwego walenia3. 1 Wodnica (linia wodna) – linia wyznaczana na kadłubie przez poziom spokojnej wody, przy określonym stopniu załadowania jednostki pływającej. 2 Biuro „Veritas” – prywatna instytucja międzynarodowa założona w 1828 r., zajmująca się statystyką stanu liczebnego okrętów, katastrof itp. 3 Walenie (Cetacea) – rząd ssaków, żyjących prawie wyłącznie w wodach morskich, obejmujący 80 gatunków dużych zwierząt, takich jak: delfi ny, morświny, kaszaloty czy płetwale. 14
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi. Tom I
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: