Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00358 006372 13437509 na godz. na dobę w sumie
Dylemat doktora Andersona - ebook/pdf
Dylemat doktora Andersona - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8496-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

 

Mark Anderson, specjalista medycyny ratunkowej, nie chce dłużej zajmować się leczeniem ludzi. Marzy o tym, żeby zmienić zawód. Podejmuje się jednak ostatniego zadania: na prośbę przyjaciela organizuje w małym miasteczku szkolenie ratowników górskich, a potem ma zamiar rozpocząć nowe życie. Na kurs zgłasza się Angela Blanchard. Mark odrzuca jej podanie. Uważa, że nie spełnia kryteriów, ma za małe doświadczenie. Angela jest jednak bardzo ambitna i tak łatwo się nie poddaje...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Dianne Drake Dylemat doktora Andersona Tłumaczyła Iza Kwiatkowska Tytuł oryginału: The Baby Who Stole the Doctor’s Heart Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2011 Redaktor serii: Ewa Godycka Opracowanie redakcyjne: Piotr Goc Korekta: Urszula Gołębiewska ã 2011 by Dianne Despain ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2012 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Medical są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8496-5 MEDICAL – 502 ROZDZIAŁ PIERWSZY Doktor Mark Anderson raz jeszcze spojrzał na po- danie, które trzymał w ręce, odłoz˙ył je na bok, zdjął okulary. – Nie będzie łatwo – westchnął. – Lubię ją, ale nie mogę jej przyjąć. Nie spełnia kryteriów, a w po- równaniu z innymi kandydatami ma bardzo skromny dorobek. Doktorzy Neil Ranard i Eric Ramsey wymienili spoj- rzenia, w których aprobata mieszała się z rozczarowa- niem. – Jasne, z˙e jest nam przykro, ale rozumiemy, z˙e ostatnie słowo nalez˙y do ciebie. – Eric, ona jest twoją szwagierką, a zarazem ser- deczną przyjaciółką z˙ony Neila. Czuję ogromną pre- sję – wyjaśnił Mark. Pracę w White Elk odbierał jako przymus, trzymanie się zawodu lekarza w ogóle odbierał jako przymus. Wszystko robił pod przymusem i wciąz˙ liczył czas do poz˙egnania się z medycyną, przeszłością, znajomymi. Ze wszystkim! Zostało jeszcze półtora roku. Na razie jednak jest tutaj, więc musi się starać, choćby tylko dlatego, z˙e ma wobec Erica i Neila dług wdzięczno- ści. Więc gdy go poprosili o pomoc w zorganizowaniu 6 DIANNE DRAKE szkolenia wysoko wykwalifikowanych ratowników me- dycznych, uznał, z˙e nadarza się szansa rewanz˙u. Potem niczego więcej się nie podejmie. Eric wzruszył ramionami. – Wcale nie naciskamy. Angela jest świetną dietety- czką. Jest zaangaz˙owana w program dla dzieci z cu- krzycą. Zdajemy sobie sprawę, z˙e nie ma tych kwalifi- kacji, na których zalez˙y ci najbardziej. Ale ona chce się uczyć, skoro jednak uwaz˙asz, z˙e się nie nadaje, to jasne, odrzuć jej podanie. – Hm, taka decyzja wcale mnie nie cieszy, ale nie chcę mieć na karku kogoś, kto będzie opóźniał cały kurs. – Nie chcesz jej mieć na karku? – zdziwił się Neil. – Nie uwaz˙am, z˙eby przebywanie z Angelą było jakim- kolwiek obciąz˙eniem. Mark westchnął. To prawda, Angela jest śliczna. Filigranowa jak skrzacik brunetka o ciemnych oczach. Promienieje optymizmem. Słodka i pociągająca tak, z˙e chciałoby się ją pocałować. Ale jemu to juz˙ nie w głowie. – Chyba rozumiecie, o co mi chodzi. – Nie zazdroszczę ci misji poinformowania jej, z˙e odrzuciłeś jej kandydaturę – powiedział Neil, wstając. – Tez˙ sobie tego nie zazdroszczę – mruknął. Nie lubił takich sytuacji i starannie ich unikał, ale tym razem nie miał wyjścia. Na tym kursie nie ma miejsca dla Angeli. Dostał półtora roku na osiągnięcie celu, na który praktycznie potrzeba dwóch lat, więc Angela spowalniałaby ten proces. Ma związane ręce, mimo z˙e sam je sobie związał. – Przyjechałem do White Elk, z˙eby uczyć i szkolić, a nie zajmować się biurokracją. DYLEMAT DOKTORA ANDERSONA 7 Eric się uśmiechnął. – Zapewniam cię, z˙e Angela to coś więcej niz˙ biuro- kracja. – Po tych słowach obaj lekarze wyszli z gabine- tu, a on zaczął się zastanawiać, po jakie licho wdał się w ten kurs i dlaczego nie posłuchał intuicji i nie wyje- chał od razu. Nie doszedł do z˙adnych wniosków, ale tez˙ z obawy przed nimi nie bardzo się starał. Dokonał wyboru, pod- jął decyzję i się z tego nie wycofa. Tak, na półtora roku zmienił kierunek, ale potem... Mimo z˙e fotografia Sarah nie była dominującym akcentem na jej biurku, Angela spoglądała na nią często, nawet kilkanaście razy w ciągu godziny. Nikt ani nic tak nie przepełniało jej serca miłością jak córeczka. Zdjęcie z pierwszych urodzin Sarah budziło wspomnienia mi- nionych burzliwych miesięcy: odkrycie, z˙e jest w ciąz˙y, odkrycie, z˙e jej mąz˙ nie chce dziecka ani z˙ony, odkrycie na telewizyjnym kanale informacyjnym jego licznych romansów. Mimo to dzięki Sarah był to dobry czas. – Doskonale dajemy sobie radę – zwróciła się do fotografii, po czym skoncentrowała się na programie z˙ywieniowym dla Scotty’ego Baxtera. Scotty miał siedem lat i cukrzycę niewyrównaną. Martwiła się o niego, tym bardziej z˙e nie dostawał koniecznego wsparcia. Matka nagradzała go smakoły- kami, nigdy niczego mu nie odmawiała, a on stale domagał się słodyczy i nieodpowiedniego jedzenia. Pa- ni Helen Baxter kochała synka tak mocno jak Angela Sarah, ale przejawiało się to przesadną pobłaz˙liwością, z˙eby dziecku zrekompensować brak ojca. Angela dob- rze ją rozumiała, czasami nawet dostrzegała to u siebie. 8 DIANNE DRAKE Pozwalała Sarah na róz˙ne rzeczy, bo ojciec ją porzucił, ale jej czasami nadmierna wyrozumiałość nie wyrzą- dzała dziecku krzywdy. W przypadku pani Baxter było inaczej. Angela była zła, z˙e nie potrafiła przebić się do Scot- ty’ego ani do jego matki. Miała cichą nadzieję, z˙e sytua- cja się odmieni, gdy Scotty pojedzie na organizowany przez nią obóz dla dzieci z cukrzycą. Jeszcze tylko jed- na przeszkoda, przedstawienie ostatecznego planu zarzą- dowi szpitala, i będzie mogła zacząć działać. Teraz musi się skupić na diecie Scotty’ego. – Do roboty – mruknęła. Ledwie otworzyła w komputerze tabelę indeksów gli- kemicznych, gdy ktoś zapukał do drzwi. – Moz˙na? – spytał Mark, zaglądając do środka. Ogarnął ją niepokój, bo sobie przypomniała, z˙e się zgłosiła do jego programu. Bardzo jej na tym zalez˙ało, bo marzyła, by pójść w ślady siostry oraz wielu kolez˙a- nek. Z˙eby... wszystkim pokazać, co potrafi. – Jasne, zapraszam. Mark Anderson. Boski Mark Anderson. Na jego wi- dok mogłoby jej zadrz˙eć serce, gdyby miała do tego głowę. Ale nie miała, mimo z˙e powoli zapominała o przykrościach związanych z rozwodem. Prawdę mó- wiąc, męz˙czyźni jej nie interesują i nie ma ochoty się z nimi umawiać. Teraz jest czas na samorealizację, na robienie tego, na co nie pozwalał jej Brad, na wzięcie losu w swoje ręce. Poza tym jest Sarah. Dopiero teraz poczuła, z˙e z˙yje. Ma tez˙ świadomość, z˙e obrała właściwą drogę. Więc nie pozwoli, by doktor Mark Anderson zburzył jej wewnętrzny spokój, chociaz˙ moz˙e kiedy indziej... DYLEMAT DOKTORA ANDERSONA 9 Rzadko miała z nim bezpośredni kontakt, ale gdy ratował ją i Sarah z pociągu, na który zeszła lawina, traktował ją z wielką rezerwą, był wręcz gburowaty. Nie miała pojęcia dlaczego, ale nie zamierzała dociekać. Z drugiej strony, jej los jest teraz w jego rękach, a jej bardzo zalez˙y na tym szkoleniu. – Jaka zapadła decyzja? – wyrwało się jej, nim do- szedł do jej biurka. – Nie. – Nie? – Zaskoczona az˙ zamrugała. – Powiedział pan ,,nie’’? – Tak jest. – Czy to znaczy, z˙e nie przyjmie mnie pan na ten kurs? – To znaczy, z˙e poszukuję ludzi z większymi kwali- fikacjami. Przykro mi, ale nie spełnia pani kryteriów. Chyba wcale nie było mu przykro. Sprawiał wraz˙e- nie obojętnego. – Nie liczy się mój dyplom z dietetyki? Ani to, z˙e prowadzę w szpitalu program dla dzieciaków z cu- krzycą? Czy choćby to, z˙e jez˙dz˙ę na nartach lepiej od niejednego instruktora?! – To bardzo przydatne umiejętności. Wcale nie umniejszam pani zasług, ale nie ma pani kwalifikacji medycznych, a to jest podstawowy warunek. Kandyda- ci muszą mieć minimum kwalifikacji medycznych, a pani ich nie ma – powtórzył. – Czytałem pani podanie dwa razy, zastanawiając się, jak moz˙na by obejść wy- magania stawiane innym. Ale to niemoz˙liwe, bo gdy- bym zrobił wyjątek dla pani, musiałbym zrobić wyją- tek dla kogoś innego, a przez to cały program by się... rozmył. 10 DIANNE DRAKE – Rozmyłby się? – Wstała od biurka. – Uwaz˙a pan, z˙e by się rozmył przeze mnie? – Moz˙e to nie najlepsze słowo – przyznał – ale oddaje moją myśl. Wiem, czego oczekuję od studentów, a pani tego nie ma. Przykro mi, ale moja decyzja jest ostateczna. Poza tym nie bardzo rozumiem, po co pani jeszcze ten program, skoro jest pani zaangaz˙owana w tyle innych. Chyba się pani za bardzo rozdrabnia. Odetchnęła głębiej, z˙eby się nie dać ponieść. To nie jego sprawa! Nie znał Brada, nie widział, jak Brad ją gasił za kaz˙dym razem, kiedy chciała wyjść z domu i zająć się czymś konkretnym. Nie było Marka Ander- sona tamtego dnia, kiedy znaleźli narciarza, który wpadł na drzewo i praktycznie umierał na ich oczach. Usiłowała go ratować, a Brad ją wyśmiał i powie- dział, z˙e ona potrafi co najwyz˙ej wezwać patrol. Była młoda i wystraszona, więc mu uwierzyła, ale została przy tym człowieku, pilnując, by nie stracił przytomno- ści i z˙eby z nim rozmawiać. Brad wezwał pomoc. Nie- stety męz˙czyzna zmarł w drodze do szpitala, a ona długo się zastanawiała, czy mogła dla niego zrobić więcej. Nie, Andersonowi nic do tego. Ani do tego, z˙e Sarah odmieniła jej z˙ycie. To dla Sarah musi się szkolić, zdobywać wiedzę. I dla Sarah nie wolno jej mieć wątp- liwości, więc nie będzie się sprzeczać z tym człowie- kiem. Jeśli chce się dostać na to szkolenie, musi roz- mawiać z nim spokojnie i rzeczowo. – Nie sądzi pan, z˙e cięz˙ką pracą mogę nadrobić to, co nazywa pan brakami? Bo będę pracować i uczyć się pilniej niz˙ ktokolwiek inny w grupie. – Nie wątpię. Ale pierwszego dnia pani jako jedyna DYLEMAT DOKTORA ANDERSONA 11 nie będzie znała podstaw. Na przykład tego, jak spraw- dzić parametry z˙yciowe, jak ocenić zwęz˙enie źrenic albo czy juz˙ nalez˙y podać kroplówkę. Szkoda mojego cennego czasu na uczenie pani pomiaru ciśnienia, bo wszyscy inni będą juz˙ z tym zaznajomieni. – Zacisnął zęby. – Moim celem jest przekazywanie im wiedzy na wysokim poziomie, a pani nie jest do tego gotowa. Zgoda, ma rację, ona nie zna podstaw. Na razie. Nie zna ich, ale moz˙e je poznać. W krótkim czasie. – Kaz˙dy kiedyś musi zacząć – zauwaz˙yła. – Nawet pan, nic nie umiejąc, poszedł na medycynę. – Na zajęcia przeznaczone dla początkujących, a mój kurs jest dla zaawansowanych. Powtórzę jeszcze raz, z˙e bardzo mi przykro. Wierzę, z˙e pani obóz dla diabetyków przyniesie wspaniałe rezultaty i szczerze tego pani z˙yczę. Poza tym, kto wie? Za półtora roku stąd wyjadę, więc moz˙e mój następca ustali inne kryteria. – Uśmiechnął się, po czym ruszył do drzwi. Postanowiła nie dawać za wygraną. Zastąpiła mu drogę, niemal rzucając mu się pod nogi. Musi wejść do tego programu! Nie pozwoli się odtrącić tak łatwo, jak dawała się odsuwać byłemu małz˙onkowi. – Proszę mi powiedzieć, co mam zrobić, z˙eby zmie- nił pan decyzję. Uniósł wysoko brwi. – Co z tego, co powiedziałem, jest dla pani niezro- zumiałe? – Doskonale wiem, co oznacza odrzucenie, ale bar- dzo mi na tym kursie zalez˙y. Na pewno jest coś, co mogłabym zrobić, z˙eby się na niego dostać. Przejść ja- kieś dodatkowe szkolenie, coś przeczytać, zdać egza- min... Mogę liczyć na pomoc siostry. 12 DIANNE DRAKE Spojrzał jej głęboko w oczy. – Podziwiam pani upór i mam nadzieję, z˙e moi stu- denci będą tak samo uparci. Zajęcia zaczynają się za miesiąc, a pani braków nie da się nadrobić w tak krót- kim czasie. Moja decyzja jest ostateczna. Przepraszam, ale teraz muszę juz˙ iść... – Połoz˙ył rękę na klamce, ale na moment się zawahał, jakby w oczekiwaniu na na- stępne pytanie. – Czy ktokolwiek moz˙e mi zakazać przysłuchiwania się wykładom? – zapytała bez tchu. – Przysłuchiwania? – No tak, robienia notatek i uczenia się tego co in- ni. – Wprawdzie nie da to jej wymarzonego zaświad- czenia, ale jeśli jego następca okaz˙e się równie pryn- cypialny, będzie przygotowana. Skoro musi poczekać półtora roku, to poczeka. Nie ma pośpiechu. Ma mnó- stwo czasu. – Zabroni mi pan tego? – Nie wydam zaświadczenia. – Wiem. – Nie będzie pani mogła brać czynnego udziału w zajęciach, to znaczy podnosić ręki, zadawać pytań ani uczestniczyć w dyskusjach. – Domyślam się. – Nie będzie pani brać udziału w zajęciach w terenie ani trenować z naszym sprzętem. – Okej. – Pani praca ani postępy nie będą poddawane ocenie. – Rozumiem. – To nie to, czego oczekiwała, ale skoro nie moz˙na inaczej... – No cóz˙, jeśli nie szkoda pani na to czasu, to nie mam nic przeciwko temu, z˙eby przysłuchiwała się pani wykładom. DYLEMAT DOKTORA ANDERSONA 13 Nie było to oszałamiające zwycięstwo, ale jednak pewien sukces. Drobny krok do celu. – Dziękuję. – Zeszła mu z drogi. – Jestem wdzięcz- na, z˙e mi pan pozwolił. – Ja nic nie zrobiłem. Absolutnie nic. Moz˙liwe, ale przynajmniej nie udaremnił jej planu. To lepsze niz˙ nic. – Jaka ona śliczna – rozczuliła się Angela, sadowiąc się na krześle przy łóz˙ku przyjaciółki. – Az˙ mi się za- chciało drugiego dziecka. – Chcesz mi coś powiedzieć? – zapytała Gabby Ra- nard, przytulając noworodka i promieniejąc szczęściem. – Nie mam nikogo i nie zamierzam z nikim się zadawać. Chwilowo nie lubię facetów. – Wzięła od Gabby nowo narodzoną córeczkę Mary. – Zwłaszcza niektórych. – No, to brzmi groźnie. Kogo masz na myśli? – Niejakiego Marka Andersona. Zanim zaczniesz go bronić, bo to najlepszy przyjaciel twojego męz˙a, ostrzegam, z˙e twoje słowa trafią w próz˙nię. Nie przy- jął mnie na szkolenie, więc go nie lubię, nie chcę lu- bić i nie zamierzam go polubić. – Mówiła półgłosem, by nie obudzić maleńkiej Mary. – Włoz˙yć ją do łó- z˙eczka? Podniosła się, nim Gabby zdąz˙yła odpowiedzieć. – Tak, pod warunkiem, z˙e o wszystkim mi opo- wiesz. Nie obudź jej, bo chcę cię wysłuchać do końca. Angela okryła malucha kołderką, po czym pocało- wała go w czoło. Mimo z˙e jej Sarah była ledwie rok starsza od Mary, Angela z rozrzewnieniem wspominała jej niemowlęctwo. Juz˙ wkrótce Sarah przestanie być 14 DIANNE DRAKE małym dzieckiem, a ona, Angela, za sprawą swojej siostry Dinah i być moz˙e powtórnie za sprawą Gabby będzie skazana na takie ataki tęsknoty za własnym ma- leństwem. Tak będzie. Przybywa jej lat i zanim osiągnie w z˙y- ciu to, na czym jej zalez˙y, moz˙e się okazać, z˙e jest za stara na drugie dziecko. Jeśli dotarcie do tego eta- pu zajmie jej tyle czasu jak do aktualnego, to Sarah będzie juz˙ w liceum. Albo nawet sama juz˙ będzie miała dziecko. – Opowiadaj – ponaglała ją Gabby. – Nie bardzo jest o czym. Myślałam, z˙e mnie przy- jmie, bo pracuję teraz w szpitalu. – Dwa miesiące wcze- śniej była kierowniczką jednego z hoteli w górach, ale godziny pracy kolidowały z opieką nad Sarah, a Eric i Neil gorąco ją namawiali, by przeniosła się do szpitala i poprowadziła program dla młodych cukrzyków. To był bardzo szczęśliwy ruch, bo dzięki temu zmie- nił się jej stosunek do świata oraz tego, co chce osiąg- nąć. Tak, nadszedł czas zrobić coś wartościowego, nad- robić lata stracone z Bradem. – Sama wiesz, z˙e na nartach jestem nie do pokona- nia. Myślałam, z˙e wędrowanie po Europie, od zbocza do zbocza, coś zmieni. Ale nic z tego. Anderson mnie nie zakwalifikował, bo nie mam tego, na czym mu zalez˙y. – A na czym mu zalez˙y? – Na mierzeniu ciśnienia. Jestem dyplomowaną die- tetyczką, ale nie umiem uz˙yć ciśnieniomierza. – Sfigmomanometru – wtrąciła Gabby. – Co takiego? – Sfigmomanometr. To poprawna nazwa ciśnienio- mierza. DYLEMAT DOKTORA ANDERSONA 15 – Sama widzisz, z˙e się na tym nie znam. I to mnie dyskwalifikuje. – Pomimo rekomendacji Neila i Erica? – Jak widać. – Tak mi przykro – westchnęła Gabby. – Nie bardzo słuchałam, co Neil opowiadał o tym kursie, ale dziecko i w ogóle... Angela uciszyła ją gestem. – Niechętnie to przyznam, ale Anderson zapewne ma rację. Nie chciałabym, z˙eby moje braki hamowały postępy całej grupy. Ale mam pewien plan. Gabby parsknęła śmiechem. – Mam udawać, z˙e mnie to dziwi? Gabrielle Evans Ranard była najlepszą przyjaciółką Angeli, poza Dinah, ale Dinah się nie liczy, bo jest jej siostrą. Gdy Gabby sprowadziła się do White Elk, była zagubiona jak Angela teraz, ale tutaj znalazła wszyst- ko: nowe z˙ycie, nową miłość, szczęście. To znak, z˙e to wszystko jest blisko, na wyciągnięcie ręki. Na początek ma Sarah. To bardzo dobry początek. – Nie musisz, bo juz˙ widziałaś moją listę. – Bardzo długą. – Okej, moz˙e trochę za długą. Anderson zrobił do tego aluzję, ale ja wiem, co to znaczy z˙yć bez z˙adnego celu. Od nadmiaru głowa nie boli. – Skupiając się na realizacji zbyt wielu celów, moz˙- na przeoczyć coś innego – zauwaz˙yła Gabby. – Co ja mogę przeoczyć? – Znasz powiedzenie, z˙e warto się zatrzymać, z˙eby powąchać róz˙e? Osobiście uwaz˙am, z˙e przyjemnie jest od czasu do czasy wejść w kontakt węchowy z dobrą wodą po goleniu. 16 DIANNE DRAKE – Chyba nie masz na myśli...? Gabby wzruszyła ramionami, ale powstrzymała się od komentarza. – Jak chcesz wiedzieć, to on nie uz˙ywa wody po goleniu. Pachnie mydłem. A ja chcę wąchać wyłącznie zapach sosen, jak dostanę wezwanie na akcję ratun- kową. W związku z tym będę wolnym słuchaczem. Będę siedziała w ostatnim rzędzie, z˙eby nie czuć zapa- chu mydła, i się uczyła, z˙eby mnie przyjęli na następny kurs. Kiedy juz˙ nie on będzie wykładowcą. – Mówisz, z˙e pachnie mydłem? – zainteresowała się Gabby. – Jak blisko stałaś? Angela pokręciła głową. – Czy ty w ogóle mnie słuchasz?! – Tak, ale się zdekoncentrowałam. Jesteś taka... taka oz˙ywiona. Pierwszy raz widzę u ciebie taką reakcję na faceta. Pomyślałam... Angela nie pozwoliła jej skończyć. – On jest gburowaty, zamknięty w sobie i nieprzy- chylny. Która z tych cech twoim zdaniem mogłaby mi się spodobać? – Hm, ma za sobą trudny czas. – A my nie? Ty urodziłaś dwoje dzieci i przez˙yłaś zasypanie przez lawinę, a ja urodziłam jedno dziecko, miałam niewiernego męz˙a i wyszłam z tej samej lawiny. To tez˙ było trudne, ale nie jesteśmy gburowate. – No nie, mam Neila, Bryce’a i Mary, a ty masz Sarah. Warto było przez to przejść, z˙eby tyle osiągnąć. Angela, my naprawdę mamy bardzo duz˙o. Los jest dla nas bardzo łaskawy. Ale Mark... – Tak, słuszna uwaga – szepnęła Angela, myślami wracając do Sarah. – Mamy wszystko, prawda?
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Dylemat doktora Andersona
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: