Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00437 008685 10464336 na godz. na dobę w sumie
Dyskurs antropologiczny w pisarstwie Josepha Conrada - ebook/pdf
Dyskurs antropologiczny w pisarstwie Josepha Conrada - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 303
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1051-3 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> praktyczna edukacja, samodoskonalenie, motywacja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Jednym z centralnych motywów pisarstwa Josepha Conrada jest konfrontacja wiedzy dyskursywnej z doświadczeniem kontekstu kulturowego. Stawiając swych bohaterów w sytuacji transgresji, pisarz pokazuje, że to, co obce, inne, nigdy nie może zostać w pełni oswojone, zinterpretowane.Conrad ostrzega, że nie wolno nam łudzić się, że istnieje spójny kulturowo świat, który można ogarnąć za pomocą uniwersalnego modelu poznawczego. Wsparta na nauce wiedza przestaje być uniwersalna, kiedy zostaje przeniesiona w obcy kulturowo kontekst lub kiedy jej dyskursy pojawiają się nieoczekiwanie w nowych konfiguracjach.Prezentując w swej twórczości człowieka kontekstualnego, uwarunkowanego kulturowo, Conrad wykazuje wysoką wrażliwość i wyobraźnię antropologiczną. Istnieje zatem możliwość porównania jego twórczości do modelu poznania kultury prezentowanego przez powstałą w drugiej połowie dziewiętnastego wieku naukę, jaką jest antropologia kultury.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 97883-242-1051-3 Chciałbym serdecznie podziękować Prof. dr hab. Ewie Kosowskiej za opiekę naukową oraz rady i sugestie, dzięki którym udało mi się odnaleźć antropologiczną drogę na morzu dyskursów. Dziękuję również Prof. dr hab. Ewie Borkowskiej, Prof. dr hab. Annie Grzegorczyk oraz Prof. dr. hab. Zdzisławowi Najderowi za okazaną mi życzliwość oraz uwagi dotyczące nawigacji. Wreszcie, dziękuję za wsparcie Rodzicom oraz Żonie, która jest dla mnie niewyczerpanym źródłem inspiracji.  WPROWADZENIE MORZEDYSKURSÓW Obszar znaczeniowy, jaki w kulturze europejskiej zajmu­ je morze, został bardzo dobrze dookreślony już przez starożytnych Greków za pomocą trzech pojęć: słowo pelagos oznacza „otwartą przestrzeń”, pontos – „most”, hals – „słoność”; dodatkowo, w cza­ sach Ksenofonta i Arystotelesa, współwystępuje z tymi rdzennie greckimi określeniami również słowo thalassa, zaczerpnięte z obsza­ ru dawniejszej kultury kreteńskiej. Warto zastanowić się, jakie ele­ menty kulturowe konotują te pojęcia. Najbardziej czytelna wydaje się tu opozycja pomiędzy „mo­ stem” a „otwartą przestrzenią”. Wpisany jest w nią, z jednej stro­ ny, wsparty na opozycji kultura–natura podział na „swojskość” i „obcość”, z drugiej natomiast – na ontologię i metafizykę. Sło­ wo pontos swoją genezę ma niewątpliwie w działalności koloniza­ cyjnej Grecji, związane jest z rozrostem cywilizacyjnym tej kul­ tury i przeszczepianiem jej na grunt obcy. W okresie tym morze zmienia się, dzięki rozwiniętej żegludze, właśnie w „most” łączą­ cy macierzystą polis z koloniami; tym samym oddziela się od na­ tury i przekształca w narzędzie rozwoju cywilizacyjnego – tożsame ze wzrostem gospodarczym, politycznym, ekonomicznym. Cywi­ lizacja niesie jednak z sobą nie tylko ekstensje ściśle techniczne, materialne, ale też i ekstensję wiedzy: wraz z rozrostem zasięgu „mostu” rozwija się również aparat epistemologiczny kultury; wie­ dza o tym, co znane, poszerza się, utwierdza, a w końcu funkcjo­ nalizuje, zmieniając się w system umożliwiający oswojenie i upo­ rządkowanie „obcego” materiału informacyjnego według własnych kategorii poznawczych. Zakładanie nowych kolonii w Azji Mniej­  Por. Jan Parandowski, „Polska leży nad Morzem Śródziemnym”, w: Morze w kulturach świata, red. Andrzej Piskozub, Zakład Narodowy im. Ossoliń­ skich, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1976, s. 12–13.  WPROWADZENIE szej pozwala bowiem na przenoszenie zasobu wiedzy kulturowej w obcy kulturowo kontekst. Wiedza ta oczywiście jest otwarta na „obcość”, czego dowodem może być chociażby powstanie refleksji filozoficznej właśnie w koloniach jońskich, równocześnie cechu­ je ją jednak dążenie do zachowania stabilności. Zachowawczość tę zapewniają swoiste „formy przetrwalnikowe” pozwalające zra­ cjonalizowanej wiedzy odtworzyć ontologię swej rdzennej kultury w obcym kontekście, dokładniej – „obcy” kontekst uczynić włas- nym. Można wysunąć tezę, że impulsem powstania refleksji fi­ lozoficznej była nie tylko nowość obcego kontekstu, ale również potrzeba jego racjonalizacji. Pontos zatem to nie tylko rozrastająca się struktura ontologiczna kultury greckiej (od kontekstualnej po- lis do relacji centrum–peryferie), ale też i proces swoistej przemia­ ny kontekstu w użyteczną wiedzę – rozwój wszechobecnego logo- su. Dzięki temu kontekst zaczyna być przenoszony wraz z czło­ wiekiem jako system wiedzy, zdolny do „przetworzenia” nowego materiału informacyjnego; implikuje to petryfikację tej wiedzy, ko­ nieczność powstawania stereotypów jako kategorii poznawczych lub skrótów myślowych ułatwiających funkcjonowanie zracjonali­ zowanego systemu. Wydaje się, że właśnie to pojęcie – „most” – zdominowało europejską wiedzę o morzu. Z pewnością rozumie­ nie to ugruntowała rozpoczęta w XV wieku eksploracja nowych dróg morskich, która przekształciła się dość szybko w proces za­ właszczania nowego terytorium oraz, będący jego następstwem, ścisły związek „imperialności” krajów europejskich z ich, tak zwa­ ną, „potęgą morską”. „Otwarta przestrzeń” wydaje się tworzyć wyrazistą opozycję w stosunku do „mostu”. W rzeczywistości jednak opozycja ta okazu­ je się dwuznaczna przez samo skrzyżowanie w jej obrębie metafizyki i natury. Otwarta przestrzeń morza przestaje być bowiem tylko i wy­ łącznie nieokiełznanym żywiołem w momencie, gdy w myśli presokra­ tejskiej przeradza się z totalnego doświadczenia bytu w pytanie o byt w ogóle: zdaniem Martina Heideggera pytanie „dlaczego jest w ogóle byt, a nie raczej nic?” implikuje „wydarzanie-się” myśli, które wyry­ wa nas z ogólnego widoku (a więc i kontekstu), ponieważ jako „naj­ ogólniejsze, najgłębsze i najbardziej źródłowe”, pytanie to „...jest py- taniem wszystkich prawdziwych, tzn. opierających się na sobie pytań i w każdym pytaniu jest koniecznie współzadawane, świadomie lub   Morzedyskursów nie”2. Byt morza przeradza się w pytanie, które staje się fundamen­ tem systemu pytań. Otwarta przestrzeń pierwotnego doświadczenia jest w swej uniwersalności bierna, bowiem aktywność różnicowania powierzchni morza pozostaje domeną człowieka. Otwarta, „metafi­ zyczna” przestrzeń morza jest tylko pretekstem dla postępu wiedzy człowieka – morze jako takie jest tylko niezbędnym impulsem jej dyfuzji, która zdaje się w efekcie końcowym dążyć do niwelacji „ob­ cości” zdziwienia i doświadczenia. „Otwarta przestrzeń” – być może z racji swej nieokreśloności – przestaje być granicą i przeradza się w obszar żeglugi umysłu, któ­ ry z jej totalności tworzy most; wiedza, wprzęgnięta w mechanizm „cywilizowania”, rozprzestrzenia się i utwierdza. Jak wskazuje Gio­ vanni Reale, jedną z centralnych metafor myśli platońskiej jest, za­ czerpnięta od Pauzaniasza, metafora „drugiego żeglowania”, którą znajdujemy w Fedonie3: „»Pierwsze żeglowanie«, pod pełnymi ża­ glami, odpowiadałoby (...) drodze, którą Platon przebył idąc za filo­ zofami przyrody i stosując ich metodę. »Drugie żeglowanie«, z uży­ ciem wioseł, a zatem o wiele bardziej męczące i absorbujące, od- powiada nowemu typowi metody, który prowadzi do odkrycia sfery tego, co ponadzmysłowe. Pchanymi wiatrem żaglami filozofów przy­ rody były zmysły i wrażenia zmysłowe; wiosłami »drugiego żeglowa­ nia« są rozumowania i postulaty: to na nich właśnie opiera się nowa metoda”. Physis zmienia się w episteme, która zaprzęga podmiot do wioseł logiki. Wiedza ta, niczym drugie morze, siecią przyczyno­ wo-skutkową opływa i oplata cały świat – również ten znajdujący się 2 Martin Heidegger, Wprowadzenie do metafizyki, przeł. Robert Marszałek, KR, Warszawa 2000, s. 7–12. 3 Por. Platon, Fedon, w: tegoż, Dialogi, przeł. Władysław Witwicki, wybrał, tekst przejrzał, przedmową i objaśnieniami opatrzył Andrzej Lam, „Verum”, Warszawa 1993, s. 275 n. Deuterous plous Witwicki przekłada: „jakem się to po raz drugi wybrał na wyprawę”.  Giovanni Reale, Historia filozofii starożytnej, tom 2, Platon i Arystoteles, przeł. Edward Iwo Zieliński, Redakcja Wydawnictw Katolickiego Uniwer­ sytetu Lubelskiego, Lublin 1997, s. 79.  Zdaniem Michela Foucaulta, Archeologia wiedzy, przeł. Andrzej Siemek, słowem wstępnym opatrzył Jerzy Topolski, PWN, Warszawa 1977, s. 232, „...episteme (...) jest tym, co tkwiąc w pozytywności praktyk dyskursywnych, umożliwia istnienie figur epistemologicznych i nauki”; jest to zatem wiedza sformalizowana.  WPROWADZENIE aktualnie poza kręgiem doświadczenia i poza kontekstem. Metoda dysponowania systemem wiedzy jako aparatem poznawczym wyraź­ na jest też u Arystotelesa, gdy pisze on o morzu, jako o całości, któ­ rą da się wydedukować: „...skoro morze jest ciągłe, przeto niejako od jednego uderzenia ciągłego [wzburzenie] jest obecne we wszyst­ kich obszarach. Ono zaś powstaje w jednym czasie, tak iż następu­ je wzburzenie i w pierwszym, i jednocześnie w najdalszym obsza­ rze morza”6. Ten typ rozumowania powoduje, że wiedza może być obecna za sprawą jednego drgnienia, jednego poruszenia myśli, za­ równo w polis, jak i w kolonii. Jak się okazuje, podobny mechanizm funkcjonuje i dzisiaj: różne konteksty łączymy z sobą i uniwersali­ zujemy w p r z e s t r z e n i w i e d z y, która odnoszona jest do szer­ szego terytorium lub idei, jak na przykład Europa, i w ten sposób staje się wtórnym, przenośnym kontekstem epistemologicznym. Owemu przekształceniu morza w m o r z e d y s k u r s ó w w i e d z y sprzyja specyfika doświadczania morza. Bardzo dobrze oddał ją Claude Lévi-Strauss, tłumacząc w Smutku tropików, dla­ czego przedkłada góry nad morze: „Wydaje mi się, że morze niszczy tylko rozmaitość właściwą ziemi; ofiaruje wprawdzie oczom wiel­ kie przestrzenie i dodatkowe barwy, ale za cenę monotonii, która przygnębia, i płaskości, wśród której żadne ukryte doliny nie strze­ gą niespodzianek mogących nakarmić moją wyobraźnię”7. Stąd też dość zaskakujące określenie ontycznego aspektu morza w języku starożytnych Greków – „słoność”, która odwołuje się do jednego z najmniej aktywnych w procesie percepcji rzeczywistości zmysłów. To jakby doświadczenie wymykające się doświadczaniu – można co prawda dotknąć fal, ale nie można ich „pochwycić”, morze zdaje się rozpływać w ogólności, w słoności. To określenie również zosta­ ło jednak sfunkcjonalizowane przez cywilizację. Związane jest z po­ zyskiwaniem z morza soli: kiedy Tejrezjasz nakazuje Odyseuszowi w XI pieśni Odysei iść w świat „szukać ludzi, którzy nic o morzu nie wiedzą”, podpowiada, że rozpozna ich on nie tylko po tym, że nie­ 6 Arystoteles, Zagadnienia przyrodnicze, XXIII, 2, przeł., wstęp i komentarz Leopold Regner, w: tegoż, Dzieła wszystkie, t. 4, PWN, Warszawa 1993, s. 651. 7 Claude Lévi-Strauss, Smutek tropików, przeł. Alina Steinsberg, PIW, War­ szawa 1960, s. 313. 10  Morzedyskursów sione przezeń wiosło wezmą za łopatę, lecz również po tym, że „nie­ osoloną strawę zwykle jedzą”. Ciekawość morza implikuje myślenie systemowe, któremu podporządkowana zostaje bezkresna przestrzeń migocących fal; wiedza przenoszona przez podmiot stanie się systemem nawigacyj­ nym pomocnym w obcym kontekście oraz inspiracją dla każdej re­ fleksji – zarówno naukowej, jak i filozoficznej9. W ten sposób jed­ nak ontyczna baza doświadczenia morza zmienia się w przestrzeń metafizyczną, ontologia przekształca się w wiedzę. Ta wizja świata podbijanego przez umysł dotrwała do współczesności – Martin Hei- degger z pełnym przekonaniem może stwierdzić: „Ontyczna swo­ istość jestestwa polega na tym, że jest ono ontologiczne”; byty dają byciu człowieka jestestwo, dzięki nim może on rozumieć siebie10. Jednakże nie jest to już pojedynczy umysł, ale całościowa wiedza, którą on dysponuje. Chociaż morze, jak zaobserwowaliśmy, zmienia się już u sa­ mego zarania kultury europejskiej w „żyzny obszar” wiedzy, w które­ go obrębie trudno znaleźć wyraziste granice, posiada jednakże w so­ bie również niewidoczne, uśpione pęknięcia, które wyrywają jego znaczenie kontekstualne z ogólności rozmytej opozycji morze–ląd. Owym pęknięciem jest słowo thalassa – zaczerpnięte z obcego kon­ tekstu kulturowego, początkowo obce grece, ale przez nią zaadop­ towane, chociaż odcięte od swej etymologii. Choć przesłonięta przez pontos episteme, zapisana jest w nim granica. Jest to świadec- two kontaktu dwóch kultur, słowo to na moment przywraca d w a o s o b n e k o n t e k s t y (lądowa Grecja – wyspiarska Kreta), któ­  Por. Homer, Odyseja, XI, 117, przeł. Lucjan Siemieński, wstępem i objaśnie­ niami zaopatrzył Tadeusz Sinko, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wroc­ ław 1953, s. 162. 9 Por. Stefan Czarnowski, Kultura, przedmowa Ludwik Krzywicki, Spółdziel­ nia Wydawnicza „Książka” w Warszawie, oddział w Bydgoszczy, 1946, s. 34– 35: „...stary termin na morze »hé hals«, »słona« – zastąpili wyrazem »pon­ tos«, tj. »droga«. Drogą było morze Grekowi, zarówno dla zysku, jak do ro­ zeznania własnego człowieczeństwa. (...) ta ciekawość to pierwszy krok do stworzenia nauki. Dowiadywać się, porównywać, rozróżniać i utożsamiać – to cała nauka. Żeglarze i kupcy greccy byli tymi, którzy dla niej przygotowali grunt. Myśliciele przyszli po nich”. 10 Martin Heidegger, Bycie i czas, przeł. i opracował Bogdan Baran, PWN, Warszawa 1994, s. 18.  Słowo to przywołuje również kreteńską talassokrację, czyli panowanie na morzu (por. Pierre Grimal, Słownik mitologii greckiej i rzymskiej, przeł. 11 WPROWADZENIE re wyłaniają się z morza wiedzy r o z r ó ż n i o n e. Równocześnie zaskakujące jest, że to „obce ciało” tak dobrze przyjęło się, między innymi, właśnie w filozofii (Ksenofont, Arystoteles). A zatem morze uniwersalnej, europejskiej wiedzy nie jest w stanie zupełnie prze­ słonić odrębności kulturowej: trzeba szukać pęknięcia w wytworzo­ nym przez nią „sztucznym” języku12 – w obrębie samego systemu, a nie poza nim. * Przyjmując we wprowadzeniu do rozważań o twórczości Jo­ sepha Conrada metaforę morza na określenie kultury, staram się mieć na uwadze zarówno jej uniwersalny, jak i odrębny, kontekstual­ ny, charakter. To porównanie implikuje konieczność zajęcia się róż­ nymi warstwami kultury – od ontycznej bazy po uogólnioną, syste­ mową wiedzę. Dlatego też za wyjściową przyjmuję definicję kultury autorstwa Clyde’a Kluckhohna: „W antropologii termin ten ozna­ cza wszystkie stworzone przez człowieka materialne lub niemate­ rialne aspekty całokształtu środowiska ludzkiego. (...)»Kultura« od­ nosi się do znamiennych sposobów życia grupy ludzi, do ich »mode­ lu życia«”13. W tej definicji widoczny jest nacisk na kontekst kultury, który przejawia się również w prostym postulacie badawczym opisu Maria Bronarska, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław–Warsza- wa–Kraków–Gdańsk–Łódź 1987, s. 237). 12 Andrzej Piskozub w nocie Od redakcji, w: Morze w kulturach..., dz. cyt., s. 10, otwarcie przyznaje, że w procesie redagowania tomu nie dały się utrzy­ mać uniwersalistyczne, wsparte na znaczeniu cywilizacji, założenia pracy. 13 Clyde Kluckhohn, Badanie kultury, przeł. Urszula Niklas, w: Elementy teo- rii socjologicznych: materiały do dziejów współczesnej socjologii zachodniej, wy­ boru dokonali Włodzimierz Derczyński, Aleksandra Jasińska-Kania, wpro­ wadzenie Jerzy Szacki, PWN, Warszawa 1975, s. 31. Ujęcie to wzbogacam ponadto o refleksję badaczy z kręgu culture and personality approach, któ­ rzy patrzą na kulturę poprzez wzory zachowań ugruntowane w jednostce na różnych poziomach świadomości i funkcjonalności, poszerzając jednocześ­ nie ów ogląd przez porównania międzykulturowe (por. Ruth Benedict, Wzo- ry kultury, przeł. Jerzy Prokopiuk, wstęp Antonina Kłoskowska, Warszaw­ skie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A., Warszawa 1999; Ralph Linton, Kulturowe podstawy osobowości, przeł. Aleksandra Jasińska-Kania, wstępem opatrzył Jerzy Szacki, PWN, Warszawa 1975). 12  Morzedyskursów treści kulturowych, który to opis „...polega na stwierdzeniu, co się robi, mówi i wytwarza; kto to robi, kiedy i w jakich warunkach”. Kultura jest niewątpliwie „mostem”, staje wobec „przestrzeni” i ma swoją „słoność”. Chociaż to człowiek nadaje tym elementom sta­ tus, wartościuje je i klasyfikuje, tworząc spójny system – również sam ów system wytwarza sprzężenie zwrotne: struktury, tworzone przez człowieka w celu uporządkowania rzeczywistości, „porządku­ ją” również podmiot. Ten mechanizm uchyla pytanie o to, co su­ biektywne lub obiektywne w kulturze. W związku z tym kultury nie możemy sprowadzić do jednego elementu; jak twierdzi Clifford Geertz: „...kultura nie jest siłą, czymś, czemu można przyczynowo przypisać społeczne wydarzenia, zachowania, instytucje czy proce­ sy; jest raczej kontekstem, czymś w obrębie czego można je w spo­ sób zrozumiały – tzn. gęsto – opisać”; ten typ myślenia jest dla ni­ niejszej pracy kluczowy. Ponieważ w dużej mierze będzie mnie interesował mecha­ nizm wiedzy dyskursywnej w relacji do kontekstu kulturowego, kla­ syczną bazę antropologiczną poszerzam o perspektywy oglądu pro­ blemu autorstwa Edwarda T. Halla i Michela Foucaulta. W pro­ cesie swego rozwoju struktury kulturowe wygenerowały system wiedzy, dominujący, jak się przekonamy, w dziewiętnastowiecznej Europie. W modelu tym poznanie kultury własnej i obcej sprowa­ dza się do znajomości systemu wiedzy: system logiczny staje się sy­ nonimem prawdy i tożsamości16. Prowadzi to do wytworzenia m e­ c h a n i z m u k o n t e k s t o w a n i a, który służy selekcji nadmiaru informacji otaczających człowieka: „...jedyna droga prowadząca do zwiększenia możliwości manipulowania napływającymi informacja­  Clyde Kluckhohn, Badanie kultury, dz. cyt., s. 34; w kontekście niniejszej pracy można by również dodać: kto, co, gdzie, kiedy i jak pisze. To specy­ ficzne podejście do kulturowego opisu w antropologii jest w pewnym sensie zbieżne z postulatami badawczymi przyjętej przeze mnie metody autorstwa Michela Foucaulta: to sam opis powinien już dookreślać kształt konkretnej episteme, a nie tylko jej analiza.  Clifford Geertz, Opis gęsty – w stronę interpretatywnej teorii kultury, przeł. Sławomir Sikora, w: Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej, wybo­ ru dokonali i przedmową poprzedzili Marian Kempny, Ewa Nowicka, Wy­ dawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2003, s. 44. 16 Por. Edward T. Hall, Poza kulturą, przeł. Elżbieta Goździak, PWN, Warsza­ wa 2001, s. 17. 13 WPROWADZENIE mi, bez jednoczesnego powiększenia rozmiaru i złożoności syste­ mu, wiedzie przez takie zaprogramowanie pamięci systemu, że nie­ wielka liczba danych wystarczy do uaktywnienia systemu”17. Zda­ niem Edwarda T. Halla mechanizm ten powstaje i funkcjonuje dzię­ ki zakorzenieniu w macierzystym kontekście. Wydaje się jednak, że w kulturze europejskiej możemy zaobserwować proces „wtórnego” kontekstowania, który przebiega w przestrzeni wirtualnej i uniwer­ salnej: system wykracza poza rodzimy kontekst, tworząc europejski „racjonalizm”, „imperializm” i tym podobne – już nie tylko pojęcia, ale dziedziny możliwego poznania dookreślane przez dyskurs na­ ukowy. Hall zauważa, że ludzie pływają w różnych oceanach, od­ miennych kulturowych kontekstach, rytmach. Wydaje się, że moż­ na tę metaforę zmodyfikować: w sferze ontologii kulturowej ludzie faktycznie pływają w różnych m o r z a c h; w obrębie episteme euro­ pejskiej wytworzony został jednak uogólniony o c e a n wiedzy trak­ towany jako k o n t e k s t e u r o p e j s k o ś c i, wyznacznik realno­ ści jej dyskursów. Proces ten zapoczątkowany został wraz z powstaniem filo­ zofii, natomiast uwidocznił się w XIX wieku, zawłaszczając pod­ miot wraz z jego kulturowym kontekstem. Mechanizm ten, nazywa­ ny przez Michela Foucaulta władzą-wiedzą, polega na ograniczaniu podmiotu poprzez wyznaczanie mu możliwych form i dziedzin po­ znania19. Nie oznacza to zniszczenia kontekstu lub wzorów kultu­ rowych, lecz jedynie ich selektywne przesłonięcie lub formalizację; różnice kulturowe stają się tu takim samym pretekstem do tworze­ nia interpretacji, jakim jest pelagos do tworzenia pontos – opozycje konieczne są dla potwierdzenia tożsamości systemu20. Ten dwuznaczny status morza dookreśla Maria Janion, cha­ rakteryzując wymiar, jaki zyskuje ów „wytarty topos” współcześnie: „Morze (...) – burzliwe czy spokojne, z przebiegającymi stale przez 17 Tamże, s. 90.  Por. tamże, s. 82. 19 Por. Michel Foucault, Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, przeł. Tade­ usz Komendant, Fundacja Aletheia, Warszawa 1998, s. 29. 20 Por. Jacques Derrida, Struktura, znak i gra w dyskursie nauk humanistycz- nych, przeł. Wojciech Kalaga, w: Teoria badań literackich za granicą. Antolo- gia, opracował Henryk Markiewicz, tom IV, cz. 2, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1992. 14  Morzedyskursów jego głębie tajemnymi i wielokierunkowymi prądami, z obfitością i dziwnością żyjących w nim stworzeń i roślin, pełne miejsc nie­ znanych i nieopanowanych, nieodmiennie kojarzące się z nieskoń­ czonością – stanowi wyjątkowo dogodną figurę Umysłu lub Egzy­ stencji”21. Podkreślić należy, że figury te wzajemnie się dookreślają: zgodnie z tym, co pisze w Słowach i rzeczach Michel Foucault na te­ mat europejskiej episteme, właśnie rozstęp, pęknięcie pomiędzy ro­ zumem a doświadczeniem umożliwia na przełomie XIX i XX wieku generowanie w jej obrębie niekończących się, sformalizowanych in­ terpretacji, dyskursów, egzegez i komentarzy. Według Michela Foucaulta „wiedzą” możemy nazwać „...ze­ spół elementów uformowanych przez praktykę dyskursywną i nie­ odzownych do powstania jakiejś nauki – chociaż niekoniecznie przeznaczonych do jej wprowadzenia”22. Z kolei episteme to „...ze­ spół stosunków, jakie można odkryć dla danej epoki pomiędzy na­ ukami, kiedy bada się je na poziomie regularności dyskursu”23. A za­ tem wiedza to pewien obszar poznania i zbiór ustalonych procedur poznawczych, charakterystyczny dla danej epoki, natomiast episteme to jego formalizacja w obrębie nauki. Oznacza to, że „...w każdym społeczeństwie wytwarzanie dyskursu jest równocześnie kontrolo­ wane, selekcjonowane, organizowane i poddane redystrybucji przez pewną liczbę procedur, których rolą jest zaklinać moce i niebezpie­ czeństwa, zawładnąć przypadkowością zdarzeń, wymknąć się cięż­ kiej, niepokojącej materialności”24. Z kolei leżący u podstaw wiedzy dyskurs to pewna uporządkowana seria wypowiedzi – aktów formu­ łowania; prawo takiej serii tworzy formację dyskursywną, „...zbiór wypowiedzi należących do jednego systemu formacyjnego”25. Mo­ żemy zatem wskazać w pisarstwie Conrada pewien „dyskurs antro­ pologiczny” w postaci elementów, które istnieją również w obrębie formującej się w owym czasie nowej nauki – antropologii kulturo­ 21 Maria Janion, Dramat egzystencji na morzu, w: Witold Gombrowicz, Zdarze- nia na brygu Banbury, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1982, s. 22. 22 Michel Foucault, Archeologia..., dz. cyt., s. 221. 23 Tamże, s. 231. 24 Michel Foucault, Porządek dyskursu. Wykład inauguracyjny wygłoszony w Collège de France 2 grudnia 1970, przeł. Michał Kozłowski, słowo/obraz te­ rytoria, Gdańsk 2002, s. 7. 25 Por. tegoż, Archeologia..., dz. cyt., s. 139–140. 1 WPROWADZENIE wej, ale przynależą równocześnie do pewnego dominującego mode­ lu poznawczego. Pisząc o analizie konkretnej formacji dyskursywnej, Foucault wskazuje na konieczność uwzględnienia form pozytywności dane­ go dyskursu, czyli ogólnie rzecz biorąc, sposobu jego istnienia (jako wiedzy)26. Pozytywność ta pełni rolę nie tyle warunku prawidłowości sądów, co warunku gwarantującego realność wypowiedzi w ogóle27: należy zatem badać, w jaki sposób dany dyskurs w ogóle wyłania się w obrębie wiedzy i doświadczenia człowieka oraz jakie historyczne formy przybiera. Jednocześnie należy dookreślić „...ogólny system formowania się i przekształcania wypowiedzi”, czyli archiwum28. Podejście to pozwala nam uchwycić kolejne progi epistemologiczne w procesie formowania dyskursów weryfikowalnych naukowo. Mi­ chel Foucault wskazuje na cztery takie progi: 1. p r ó g p o z y t y w­ n o ś c i, czyli moment, w którym w całym systemie dochodzi do gło­ su jeden mechanizm formowania wypowiedzi; 2. p r ó g e p i s t e­ m o l o g i z a c j i – kiedy jeden zespół wypowiedzi próbuje narzucić „normy sprawdzalności i spójności” i w ten sposób zdominować ca­ łość systemu; 3. p r ó g n a u k o w o ś c i – dominujący dyskurs wy­ twarza naukowe prawdy, które dookreślają jego kryteria formalne i reguły formacyjne przekształcające cały system; 4. p r ó g f o r­ m a l i z a c j i – gdy dyskurs naukowy jest w stanie wyłonić z siebie formalną konstrukcję, jaką sam stanowi29. Proces ten sprzyja wy­ kluczeniu lub zawłaszczeniu obcego kontekstu przez mechanizmy wiedzy ustalającej swoje granice poprzez nieustanne generowanie kolejnych interpretacji30; w ten sposób każdy kontekst przekształco­ ny zostaje w kolejną wariację systemu. Mechanizm ten bardzo do­ brze widać na przykładzie dziewiętnastowiecznego dyskursu morza w kulturze europejskiej. 26 Por. tamże, s. 160. 27 Por. tamże, s. 162. 28 Tamże, s. 165. 29 Por. tamże, s. 225–226. 30 Por. tegoż, Przedmowa [do Historii szaleństwa w dobie klasycyzmu], przeł. Ta­ deusz Komendant, w: tegoż, Powiedziane, napisane. Szaleństwo i literatura, wybrał i opracował Tadeusz Komendant, posłowie Michał Paweł Markow­ ski, Fundacja Aletheia, Warszawa 1999. 16  Morzedyskursów * W wyniku długotrwałego procesu zdobywania i kolonizowa­ nia nowych terytoriów znajdujących się poza Europą, żywioł mo­ rza podporządkowany zostaje misji cywilizacyjnej. Jak pisze Wiktor Hugo w Renie: „Morze jest drogą, a nie ojczyzną. Żegluga jest środ­ kiem, a nie celem, zwłaszcza nie jest jakimś celem samoistnym. Je­ śli nie będzie miała z sobą cywilizacji, niechaj ocean ją pochłonie”31. I chociaż znaczenie i wysiłek odkryć geograficznych są niepodwa­ żalne, należy zwrócić uwagę na fakt, że bardzo szybko przekłada­ ne są one na mapę, funkcjonalizowane ekonomicznie, politycznie i epistemologicznie. Tym samym dookreślają, i dookreślać będą po wiek XX kształt Europy oraz układ sił w jej obrębie. W świecie coraz mniej jest nieznanych miejsc, chociaż ich „poznanie” oznacza bar­ dzo często tylko zakreślenie danego terytorium na mapie i włącze­ nie go w sieć administracyjną umysłu – lokalizację. Proces ten pod­ porządkowany jest zaspokajaniu głodu wiedzy człowieka – mapa czeka na wypełnienie, zanim pojawi się nowy ląd, bowiem umysł przeczuwa, wylicza lub udowadnia konieczność istnienia jeszcze ja­ kiegoś lądu. Zwraca uwagę rola swoistej metafizyki w kartografii: horror vacui poddawany jest coraz ściślejszej racjonalizacji. Joseph Conrad, w szkicu Geografia a niektórzy odkrywcy, pokazuje przejście od średniowiecznej „geografii bajecznej”, która zapełniała niezna­ ne przestrzenie zrodzonymi z fantazji kontynentami i ich mieszkań­ cami, do powstałej po odkryciu Nowego Świata „geografii wojują­ cej”, która „...nie mogła pogodzić się z myślą, żeby na kuli ziemskiej było znacznie więcej wody niż lądu” [Geografia a niektórzy odkryw- cy, XXV, 213]32, dlatego kierowała wysiłki odkrywców na odkrycie Terra Australis Incognita, przy czym główną przesłanką, dającą pew­ ność istnienia takiego kontynentu, była sama „...siła teorii, szczegól­ nie mającej oparcie w takich pojęciach z kategorii zdrowego rozsąd­ ku, jak równowaga kontynentów” [Geografia a niektórzy odkrywcy, Toruń 1998, s. 3. 31 Cyt. za: Andrzej Piskozub, Morze w dziejach cywilizacji, Adam Marszałek, 32 Wszystkie cytaty z dzieł Conrada oznaczam w tekście (tytuł utworu, cyfrą rzymską – tom, arabską – stronę) według wydania: Joseph Conrad, Dzieła, redakcja i wstęp Zdzisław Najder, t. 1–28, PIW, Warszawa 1972–1996. 1 WPROWADZENIE XXV, 214]. Zwraca tu uwagę fakt, że chociaż jego punktem wyj­ ścia jest opozycja, racjonalny system, opierając się na dedukcji, dąży do zachowania równowagi, a zatem stworzenia jednolitej (europej­ skiej) całości. Zdaniem Conrada jego czasy zdominowała „geografia tryumfująca”, mająca swe początki w połowie XVIII wieku; charak­ teryzuje się ona tym, że „mapy były obrazem zdobywanej w ciężkiej walce wiedzy, ale zarazem rejestrowały w naukowym ujęciu ówcze­ sną niewiedzę w zakresie geografii” [Geografia a niektórzy odkryw- cy, XXV, 221]. Jednakże owe, zakreślone na mapie, białe plamy wy­ twarzają swego rodzaju sprzężenie zwrotne: wciągają żeglugę umy­ słu w głąb lądu, bowiem „wiek dziewiętnasty był wiekiem badaczy lądu” [Geografia a niektórzy odkrywcy, XXV, 217]. Białe plamy są pretekstem, żegluga ma przede wszystkim dookreślić istnienie ob­ cego lądu w obrębie macierzystego systemu wiedzy. Innymi słowy, żegluga i morze to tylko f u n k c j a l ą d u. Jak bowiem zauważa Andrzej Piskozub, „...Ziemię odkryli żeglarze. Kontury lądów naszej planety zostały wytyczone od strony morza. Było to regułą, w za­ sadzie pozbawioną wyjątków. Ze statku dostrzegano nieznany ląd (...). Po powrocie z rejsu wiadomość o dokonanym odkryciu zosta­ wała przekazywaną dalej, utrwaloną w zapiskach i na mapach, sta­ jąc się cząstką wiedzy o Ziemi, powiększając morski horyzont geo­ graficzny”33. W wieku XIX morze zostaje wchłonięte przez „zracjonalizo­ waną” ziemię i przekształcone w figurę epistemologiczną. Nie przy­ padkiem metafora morza i żeglugi pojawia się w antropologii ewo­ lucjonistycznej opartej na pozytywistycznym przekonaniu o jedno­ rodności i spójności świata: Edward Burnett Tylor w Cywilizacji pierwotnej stwierdza, że „...myśli nasze, chęci i czyny podlegają pra­ wom równie ściśle określonym, jak ruchy bałwanów morskich, łą­ czenie się zasad i kwasów oraz wzrost roślin i zwierząt”34; z kolei Ja­ mes George Frazer używa metafory żeglowania, by zaprosić nas do wkroczenia w szerszy krąg poszukiwań powszechnych praw rządzą­ cych ludzkością, które to poszukiwania opierać się mają na porów­ 33 Andrzej Piskozub, Morze w dziejach cywilizacji, dz. cyt., s. 5. 34 Edward Burnett Tylor, Cywilizacja pierwotna. Badania rozwoju mitologji, filo- zofji, wiary, mowy, sztuki i zwyczajów, t. 1, przeł. Z. A. Kowerska, wstęp Jana Karłowicza, Wydawnictwo „Głosu”, Warszawa 1896, s. 16. 1  Morzedyskursów nywaniu ze sobą zwyczajów „we wszystkich krajach i we wszystkich czasach”: „Wiatr jest w wantach, rozwińmy żagle”35. Z podobnym przekonaniem o ciągłości wiedzy skumulowanej mamy do czynienia w przypadku narratora Moby Dicka Melville’a: biały wieloryb jest dla niego jedynie pretekstem do rozwinięcia specjalistycznej gałę­ zi wiedzy na temat wielorybów – cetologii; stwierdza on zresztą, że „z pnia wyrastają konary, a z nich gałązki. Tak samo wyrastają roz­ działy z płodnego tematu”36. Tym samym morze staje się maszyną przetwarzającą nieznane w mapę wiedzy. Nie tylko pomaga wygenerowanym w obrębie Eu­ ropy dyskursom wchłonąć obcy ląd, ale też – dookreśla jej własną li­ nię brzegową, zagęszczając wnętrze i rozbudowując sieć interpreta­ cji. Można powiedzieć, że nieznane morza i lądy, białe plamy, stano­ wią wskazany przez Michela Foucaulta rozstęp pomiędzy słowami i rzeczami, będący nie tyle przyznaniem się do niewiedzy, co raczej pretekstem do rozwinięcia systemu wiedzy poprzez kolejne egzege­ zy i komentarze. Z podobną reakcją mamy do czynienia w przypadku czło­ wieka: rzutując na „zwierciadło morza” zindywidualizowane cechy podmiotowości, tworzy ich mapę – prądy umysłowe, zwrotniki kon­ wencji – dookreślając tym samym możliwy kształt swojej świadomo­ ści. Wydaje się bowiem, że dokładnie tak samo, jak dzięki odkry­ ciom geograficznym morze dookreśliło ziemię – podobnie żegluga po morzu dookreśliła podmiot. W obrębie dziewiętnastowiecznej formacji dyskursywnej morze staje się metaforą podmiotu. Przestrzeń pontos, pelagos i hals czeka na wypełnienie emocjami i myślami jednostki. W Muzyce Baudelaire’a „cisza płaska w morzu pustem” staje się dla podmiotu „rozpaczy lustrem”37; podobnie w utworze Człowiek i morze: Miłość dla morza wieczna w twoim wolnym łonie! Morze jest twym zwierciadłem; ty swojego ducha 35 James George Frazer, Złota gałąź, przeł. Henryk Krzeczkowski, przedmowę napisał Jan Lutyński, PIW, Warszawa 1996, s. 37 i 34. 36 Herman Melville, Moby Dick czyli biały wieloryb, przeł. Bronisław Zieliński, Czytelnik, Warszawa 1956, s. 350. 37 Charles Baudelaire, Kwiaty zła. Wybór, opracowanie i wstęp Mieczysław Ja­ strun, PIW, Warszawa 1973, s. 80 (przeł. Mieczysław Jastrun). 1 WPROWADZENIE Badasz w wzburzonej fali, gdy toczy się głucha, I niemniej gorzkie ducha twojego są tonie38. Morze, będąc lustrem podmiotowości, wypełnia się interpretacjami dotyczącymi „wnętrza” człowieka. Dyskurs zrodzony w dziewiętna­ stym wieku drąży w głąb – poszukuje swej genezy, wykorzystując bezmiar psychiki podmiotu, przenika i oswaja morze: Człowiecze! Nikt nie zbadał twych przepaści stoków, Morze! Nikt nie zna skarbów twych skrytych wśród mroków, Tak skrywacie zazdrośnie tajemnice swoje!39 Głębia staje się więc tu tylko pretekstem do tego, by rozbroić i skon­ tekstować tajemnicę, to co ukryte wydobyć na powierzchnię i roz­ proszyć w migotliwości fal. Do skrajności podejście to doprowadza Gombrowicz w Przygodach, gdzie bohater zostaje użyty przez bia­ łego Murzyna jako żywa sonda poszerzająca domenę jego wiedzy: „Jutro rzeczywiście będzie wiedział, poprzez siedemnaście kilome­ trów wody, że ja się tam wiję na dnie, i nie okazując zewnętrznie bę­ dzie posiadał tajemnicę głębi – zapuściwszy mnie jak sondę na sam dół”40. W prozie Conrada nigdy nie pojawiają się rozważania o mor­ skich głębinach: głębia odnajdywana jest na powierzchni, w miej­ scach, gdzie pojawiają się mielizny i ławice, gdzie widać działanie prądów. Głębina tylko czasem nas muska – w Lordzie Jimie „Patna” została uszkodzona najprawdopodobniej przez na wpół zatopiony, dryfujący wrak; ostatecznie i tak najważniejsza jest powierzchnia ostatniej grodzi, która powstrzymuje napór morza i, przede wszyst­ kim, reakcja Jima. Jak pokazuje późniejsze „śledztwo” Marlowe’a 38 Tamże, s. 42 (przeł. Stanisław Korab-Brzozowski). Oczywiście Joseph Con­ rad również używał metafory „zwierciadła morza” zarówno w tytule swej książki „wspomnieniowej” o morzu, jak i w wielu innych miejscach (na przy­ kład pierwszy z przytoczonych cytatów został przezeń użyty jako epigraf w Smudze cienia). Jest to jednak inne zwierciadło i co innego odbija (piszę o tym w dalszej części Wprowadzenia). 39 Charles Baudelaire, Kwiaty zła..., dz. cyt., s. 42 (Człowiek i morze). 40 Witold Gombrowicz, Zdarzenia..., dz. cyt., s. 37. 20  Morzedyskursów skontrastowane z postępowaniem sądu, ważniejsze od szukania ge­ nezy jest ustalenie kontekstu tego wypadku; chociaż stwierdza on, że: „Przedmiotem badań [sądu – przyp. M.P.] nie było zasadnicze: dlaczego, ale powierzchowne: jak to się stało” [Lord Jim, V, 65], sam postępuje raczej według zawartych w Przedmowie bez ceremonii do Murzyna z załogi „Narcyza” wskazań Conrada dotyczących sztuki pi­ sarskiej: „W (...) sprawie życia i sztuki »Jak« ważniejsze jest dla na­ szego szczęścia niż »Dlaczego«. (...) sposób także coś znaczy” [Ze wspomnień, XIII, 22]. Owo „jak” powierzchni pozwala wyodrębniać w procesie konfrontacji wszystkie „morskie” dyskursy; rozdzielając morze, okręt i podmiot można dostrzec relacje i napięcia pomiędzy nimi, jak również pontos, pelagos i hals na nie oddziaływające. Conrad wyszukuje zatem miejsca zaskakujące, wyizolowa­ ne, eksponując poszczególne dyskursy stara się znaleźć pomię­ dzy nimi wolną przestrzeń. Nie patrzy z morza w ląd, by zakreślić kształt lądu; nie patrzy z lądu w morze, by znaleźć okazję do zapeł­ nienia przestrzeni morza dyskursem. Zupełnie inaczej wygląda bo­ wiem świat i morze oglądane z perspektywy pogranicza, na przykład drobnej, piaszczystej ławicy: „Przytłaczające wrażenie ogromu i nie­ pokojącej pustki przejęło lękiem panią Travers – jak zwykle tych, co chodzą po mieliźnie wśród morza. Świat był jak przeogromny, pła­ ski cień, nieuchwytny i nieruchomy” [Ocalenie, XX, 478]. Ogrom i pustka, nieuchwytność i jednoczesna nieruchomość – to jest właś­ nie „morskość”. W dziewiętnastym wieku podmiot bardzo często utożsamia­ ny jest z ekstensją, jaką stanowi statek, by pochłaniając nieskoń­ czoną przestrzeń morza – produkować tekst: u Baudelaire’a „pięk­ nym statkiem” jest kobieta, która „zagarnia przestrzeń”; tożsamy z podmiotem Statek pijany Rimbauda również „pożera toń modrą”42. Co więcej, statek bierze w końcu górę nad człowiekiem, lokuje się wewnątrz niego: w Muzyce Baudelaire’a płuca wzdymają się „niby płótno żaglowe”, natomiast „wszystkie tortury okrętu” „namiętnie ryn Pollak).  Charles Baudelaire, Kwiaty zła..., dz. cyt., s. 70 (Piękny statek, przeł. Sewe­ 42 Arthur Rimbaud, Poezje wybrane, wybrał, opracował i wstępem opatrzył Ar­ tur Międzyrzecki, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1993, s. 93 (przeł. Miriam). 21 WPROWADZENIE tętnią w (...) pulsie”43. W wierszu Rimbauda Statek pijany żegluga odbywa się wewnątrz podmiotu i kończy pragnieniem powrotu do „błotnistej kałuży” wewnątrz Europy – tym samym ulega zminima­ lizowaniu. Prawdziwym napędem tego statku okazuje się Nieskoń­ czoność; w Podróży Baudelaire’a czytamy: O śmierci, kapitanie, czas! Zakończ nasz lament – Ten świt nas nudzi. Chcemy pić Nieskończoności! Jeśli niebo i ziemia – czarne jak atrament, Nasze serca – ty znasz je – pełne są światłości. Oczywiście, jak zauważa Maria Janion, „...obok gór i stepu morze konstytuowało romantyczną przestrzeń nieskończoności i ro­ mantyczne jej doznawanie”, przy czym podkreślenia wymaga fakt, że z wyjątkiem Norwida romantyczni poeci byli raczej podróżnika­ mi­turystami46. Stąd właśnie bierze się dystans Conrada do Sonetów krymskich. Choć przyznaje się on do fascynacji Mickiewiczem i jego wpływu, to jednak zapytany przez Mariana Dąbrowskiego o to, czy w Sonetach krymskich odnajduje elementy własnej twórczości, od­ powiada: „Nie, wie pan, zupełnie nie. Mickiewicz miał przed sobą burzliwe jezioro. Morze widzi się dopiero w drodze do Singapoore, do Australii”47. Nie chodzi tu bynajmniej o naiwne przyznanie „do­ świadczeniu” prymatu nad „wiedzą”. Conrad po prostu próbuje od­ zyskać morze z mapy podporządkowanej podmiotowi. W konwencji poetyckiej XIX wieku podróż morska bardzo często bywa pretekstem do postawienia podmiotu poza czasem i przestrzenią, jak to widzimy w wierszu Norwida zamieszczonym w noweli Cywilizacja: Pożegnałem, co kochałem Upominek złączy nas 43 Charles Baudelaire, Kwiaty zła..., dz. cyt., s. 80.  Arthur Rimbaud, Poezje wybrane, dz. cyt., s. 96.  Charles Baudelaire, Kwiaty zła..., dz. cyt., s. 139 (przeł. Antoni Lange). 46 Por. Maria Janion, „Jak smutny żeglarz...”, w: Cyprian Norwid, Cywilizacja. Legenda, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1978, s. 5. 47 Marian Dąbrowski, Rozmowa z J. Conradem, w: Maria Dąbrowska, Szkice o Conradzie, wstęp, redakcja i przypisy Ewa Korzeniewska, wyd. II uzupeł­ nione, Czytelnik, Warszawa 1974, s. 45. 22  Morzedyskursów Ręką jedną – p r z e s t r z e ń dałem Drugą ręką dałem c z a s. Wydaje się, że metafora nieskończoności przenika nowoczesny dys­ kurs tworzony wokół morza: niegdyś morze wyznaczało granicę, te­ raz jest przestrzenią wypełnianą interpretacjami. Nieskończoność ta przyjmuje bardzo specyficzny kształt w literaturze wiktoriań­ skiej poprzedzającej twórczość Conrada. Michael Greaney wska­ zuje, że w latach dziewięćdziesiątych dziewiętnastego wieku morze było w Anglii „narodową obsesją”, a marynistyczne opowieści cie­ szyły się dużym powodzeniem wśród czytelników49. Jednocześnie morze okazuje się niezwykle pojemną metaforą w poezji. W wier­ szu The Sea-Limits Dante Gabriel Rossetti50 utożsamia morze z cza­ sem: „Time self it is, made audible”. Owa „słyszalność czasu” w szu­ mie morza przesądza o tym, że jego granice są tylko pozorne, kres zmienia się w „utajoną wzniosłą ciągłość” („Secret continuance sub­ lime / Is the sea’s end”). Granice morza tylko pozornie są pożegna­ niem, w rzeczywistości jego bezkresny szum (będący szeptem sko­ rupy ziemskiej, ale odnajdywany przez podmiot liryczny również w muszli znalezionej na brzegu) jest podstawą stwierdzenia spójnej relacji, w której Ziemia, Morze i Człowiek wzajemnie się w sobie za­ wierają („Earth, Sea, Man, are all in each”). Z kolei w wierszu Al­ freda Tennysona Crossing the Bar morze staje się metaforą przejścia do wieczności: podmiot liryczny wyraża nadzieję, że kiedy przedrze się poprzez pas mielizn zamykający wyjście z portu, spotka swojego Pilota twarzą w twarz „choć się rozwieje Czas, choć przestrzeń zni­ ka”. Odpływ tego Oceanu Wiary („The Sea of Faith”), jaki nastą­  Tamże, s. 18. 49 Por. Michael Greaney, Conrad, Language and Narrative, Cambridge Univer- sity Press, Cambridge 2002, s. 62. Autor powołuje się na tekst Jacques’a Berthoud. 50 Por. Dante Gabriel Rossetti, The Sea-Limits, w: The Norton Anthology of En- glish Literature. Fourth Edition, vol. 2, W.W. Norton Company, New York, London 1979, s. 1514.  Por. Alfred Tennyson, Poezje wybrane, wybrał, przeł. i wstępem opatrzył Zyg­ munt Kubiak, PIW, Warszawa 1970, s. 67 oraz The Norton Anthology..., dz. cyt., s. 1216. Por. też tłumaczenie Stanisława Barańczaka, w: Od Chauce- ra do Larkina. 400 wierszy 125 poetów z 8 stuleci. Antologia, wybór, przekład i opracowanie Stanisław Barańczak, Znak, Kraków 1993, s. 327. 23 WPROWADZENIE pił w dziewiętnastym wieku, doskonale oddaje wiersz Matthew Ar­ nolda Wybrzeże w Dover (Dover Beach)52: Ocean Wiary W dawnych wiekach, wezbrany, brzegi kontynentów Otulał swym nadmiarem jak jedwabna szata; Dzisiaj słyszę jedynie Smętny szum cofających się morskich odmętów Fali, która to ślepo runie, to odpłynie. Tutaj również szum fal przynosi refleksję na temat ludzkiego losu: to zaczerpnięta z Antygony Sofoklesa wizja klęsk spadających z po­ kolenia na pokolenie niczym fala za falą53, która odsyła nas do przy­ wołanego wcześniej, wyznaczającego formę logosu i poznania, twier­ dzenia Arystotelesa o spójności morza, podtrzymywanego jeszcze w XIX wieku. Chociaż Arnold powołuje się na Sofoklesa, współ­ czesne mu morze jest bardziej wzburzone – cechuje je zmienność, przypadkowość uderzeń fal. Właśnie to morze, które przestaje być synonimem jednorodnej prawdy, lecz zbiorowiskiem dyskursów, umożliwia filozofom żeglugę; niektórzy nawet specjalnie je w tym celu wzburzają. Myśl Nietzschego przeniknięta jest sprzecznościami wynika­ jącymi z konfrontacji podmiotu i niezwykle skomplikowanej sieci wiedzy dyskursywnej. Filozof bardzo często wykorzystuje metafo­ rę morza w różnych i zaskakujących kontekstach. Opisując genu­ eńską architekturę podkreśla przede wszystkim jej związek ze sfor­ malizowanym dyskursem morza: Genueńczyk „...wszystko chce na­ giąć do swego planu i ostatecznie swoją uczynić własnością przez to, że wszystko (...) staje się tego planu częścią”. Przyczyną zachłan­ 52 Por. Od Chaucera..., dz. cyt., s. 348–349; The Norton Anthology..., dz. cyt., s. 1378–1379. 53 Por. Sofokles, Antygona, przeł. Kazimierz Morawski, w: Ajschylos, Sofokles, Eurypides. Antologia tragedii greckiej, wybrał i opracował Stanisław Stabryła, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1989, s. 326–327: „Tak jako fale na mo­ rzu się piętrzą, / Gdy wicher tracki do głębiny wpadnie / I ryje iły drzemią­ ce gdzieś na dnie, / Aż brzeżne skały od burzy zajęczą – / Tak już od wieków Labdakidów domy / Po dawnych gromach nowe godzą gromy; / Bóle minio­ nych pokoleń / Nie niosą ulgi i wyzwoleń”.  Fryderyk Nietzsche, Wiedza radosna („La gaya scienza”), przeł. Leopold 24  Morzedyskursów ności Genueńczyka, która przekształca się w „przemoc architekto­ nicznych myśli”, jest jego głód „nieskończoności” morza: „Tu (...) na każdym skręcie znajdziesz człowieka samego dla siebie, który zna morze, przygody, Wschód, człowieka, który niechętny jest prawu i sąsiadowi, jako pewnemu rodzajowi nudy i który wszystko ustano­ wione i stare zawistnym mierzy spojrzeniem”. Podobnie jak pelagos wytwarza pontos, a „białe plamy” konstytuują mapę, we fragmencie tym widzimy, jak nieskończoność morza stała się impulsem do stwo­ rzenia zwartej zabudowy miasta i jednolitego dyskursu moralności, w którego obrębie nie ma już miejsca na „obcość”, „inność”, „...gdy nienasycona jego [Genueńczyka – przyp. M.P.] i melancholijna du­ sza sytość uczuje a oku jego tylko to, co jego własne, a nic obcego ukazywać się nie śmie”. Jednakże dokonując tego „przewartościowania wartości”, fi­ lozof pozostaje wciąż na poziomie uniwersalistycznego kontekstu: zastanawia, czy Genueńczycy naprawdę tacy są, czy jest to tylko kon­ strukt Nietzschego, stereotyp wygenerowany p r z e c i w systemo­ wi, ale wewnątrz systemu i zgodnie z jego zasadą poszukiwania ujed­ nolicającej opozycji. Brak kulturowego kontekstu „tu i teraz” najsil­ niej odróżnia Nietzschego od Conrada, choć ich krytyczny potencjał jest porównywalny (krytyka „moralności” skrzyżowanej z kryterium „prawdziwości”). I chociaż Conrad również posługuje się stereotypa­ mi, robi to jednak inaczej – dla niego są one punktem wyjścia, naj­ ważniejsze jest bowiem ich konfrontowanie; natomiast u Nietzsche­ go dryfują one na powierzchni, podczas gdy żegluga skupia się na głębi i bezmiarze. Innymi słowy, Nietzsche krytykując Genueńczy­ ków – sam postępuje jak Genueńczyk. Zresztą właśnie w Genui upa­ truje on p o c z ą t k u m o r z a: na „nowe morza” wybiera się wła­ śnie w „genueńskiej łódce”. Również tutaj morze jest nieskończono­ ścią, chociaż ma ona niszczyć (czyli oczyszczać) a nie budować: Jeno twój pełen potworności Wzrok ściga mnie, nieskończoności56. Staff, Dzieła Fryderyka Nietzschego, t. 6, Nakład Jakuba Mortkowicza, War­ szawa 1906–1907, s. 236.  Tamże, s. 236–237. 56 Tamże, s. 376. 2 WPROWADZENIE Porównajmy jeszcze raz Nietzschego i Conrada: Conrad również, w Zwierciadle morza, wskazuje na pewne źródła swojej wi­ zji morza – jednak nie jest to „początek morza” w sensie metafizycz­ nym, lecz Morze Śródziemne jako „kolebka rzemiosła” – w sensie podjęcia określonej kulturowej tradycji. U Nietzschego mamy „mo­ rze” nieskończoności, u Conrada – rzemiosło podmiotu, przez pry­ zmat którego morze oglądamy. Charakterystyczne jest w tym kon­ tekście to, że o ile Nietzsche odwołuje się do Genui, która, jako miasto Kolumba, przywodzi na myśl początki nowożytnej europej­ skiej ekspansji – Conrad koncentruje się na skończoności i powta­ rzalności (tradycji), i jednocześnie w ich obrębie, w ich powierzchni szuka „nieznanego”, „tajemnicy”, „różnicy”. Tak samo, jak jego poprzednicy, i tak samo, jak Genueńczy­ cy, Nietzsche traktuje nieskończoność morza instrumentalnie, jako przestrzeń do zagospodarowania: „...my filozofowie i »duchy wol­ ne« czujemy się na wieść, że »Bóg umarł«, jakby opromienieni nową jutrzenką; (...) w końcu ukazuje się nam widnokrąg znów wolnym, chociażby nawet nie był jasny, wreszcie znów mogą wybiegać okrę­ ty nasze, naprzeciw każdemu niebezpieczeństwu wybiegać (...), mo­ rze, nasze morze znów stoi otworem, nigdy może nie było jeszcze tak »otwartego morza«”57. Punktem dojścia dla Nietzschego jest zatem metafizyka totalna – ta sama metafizyka, która wygenerowała nie tylko „morał” mieszczański, ale także cały system wiedzy. Nietzsche, każąc filozofom wsiadać na okręty, próbuje odciąć się od centrum, postawić się poza systemem wiedzy, ale wciąż jeszcze i tak stoi za nim zachłanność przyczynowo-skutkowego myślenia zuniwersalizo­ wanego centrum, która przyciąga peryferie. Wypływając w otwartą przestrzeń, filozof daje mówić przez siebie pojęciom logiki i cywi­ lizacji, które anektują to, co pozornie leży poza granicami wiedzy: „I moralna ziemia jest okrągła! I moralna ziemia ma swoje antypo­ dy! I antypody mają swoje prawo istnienia! Jest jeszcze nowy świat do odkrycia – i więcej niż jeden! Na okręty, filozofowie!” Anty­ pody są tylko pretekstem, ich funkcją jest prowokowanie totalne­ go doświadczenia; widnokrąg inicjuje nieskończoną potencjalność 57 Tamże, s. 288.  Tamże, s. 234. 26  Morzedyskursów dyskursu filozoficznego: „Opuściliśmy ląd i wsiedliśmy na statek! Zniszczyliśmy za sobą most – co więcej, zniszczyliśmy za sobą ląd! (...) Biada jeśli opadnie cię tęsknota za lądem, jak gdyby tam więcej było w o l n o ś c i – a nie ma już żadnego »lądu«!”59 Tak naprawdę jednak nie ma już konieczności istnienia lądu, bo filozof Nietzsche­ go niesie go ze sobą – im bardziej mu zaprzecza, im bardziej chce się wyrwać. Innymi słowy, jak stwierdza Jacques Derrida: „Paradoks kryje się w tym, że metafizyczna redukcja znaku potrzebowała opo­ zycji, którą poddawała redukcji. Opozycja, podobnie jak i reduk­ cja, jest częścią systemu (...)” – dlatego właśnie Nietzsche wpada w „pułapkę koła”60. Właśnie dzięki cofnięciu się Oceanu Wiary fi­ lozof może żeglować po „otwartym morzu” wzburzonych przez sie­ bie dyskursów. Nietzsche na pozór nie podporządkowuje morza zie­ mi; chociaż unieważniając istnienie ziemi, zastępuje ją morzem, ląd ukryty jest w nim samym. W stworzonej przez filozofa metaforze „żaglowca Nietzsche”61 zaciera się gra elementów tworzących dyskurs morza: pontos, pela- gos, hals neutralizują się wzajemnie. Nawet doświadczenie transgre­ syjne zostaje uwewnętrznione, zamiera, zmienia się w genueńskie skały. Oto bowiem jak Nietzsche opisuje genezę powstania Jutrzen- ki, właśnie w Genui: Następnej zimy, mojej pierwszej zimy genueńskiej, owo cudowne uducho­ wienie, niemal uwarunkowane krańcowym ubytkiem mięśni i krwi, przynio­ sło Jutrzenkę. Doskonała jasność i pogoda, a nawet wybujałość ducha, jaką odzwierciedla ta książka, zgadza się u mnie nie tylko z najgłębszą słabością fizjologiczną, lecz nawet z uczuciem krańcowego bólu. Wśród owych mąk piekielnych, jakie przynosi nieustający trzydniowy ból głowy przy udrę­ ce śluzowatych wymiotów, posiadłem dialektyczną jasność par excellence i przemyśliwałem nader chłodno rzeczy, do których w lepszym stanie bym się nie wspiął, nie byłbym wystarczająco subtelny, wystarczająco zimny62. 59 Tamże, s. 167. 60 Jacques Derrida, Struktura, znak i gra..., dz. cyt., s. 156–157. 61 Określenie to zaczerpnąłem od Tadeusza Sławka. Por. płytę Tadeusz Sła­ wek, Bogdan Mizerski, Żaglowiec Nietzsche, Off Records [2002]. 62 Friedrich Nietzsche, Ecce homo. Jak się staje, czym się jest, przeł. i przedmo­ wą opatrzył Bogdan Banasiak, Baran i Suszczyński, Kraków 1996, s. 20. 2 WPROWADZENIE W wypowiedzi tej uderza ostre skontrastowanie duchowości i fizjologii, które okazuje się pozorne – bowiem „duch” wciąż i tak uzależniony jest od „słabości”, przykuty do materialnego wymia­ ru wypowiedzi. Owocem tego przeniesienia jest dialektyka książ­ ki, która nieruchomieje niczym „morskie zwierzę” w „skalnym za­ męcie” genueńskiego brzegu63 – morze niepostrzeżenie zmienia się w swój własny brzeg, przeistacza się w ląd, książka utożsamia się z autorem, podmiot autora lokuje się we wnętrzu dyskursu. Morze zmienia się w ocean dyskursów: milczącą, utożsamianą z wnętrzem podmiotu taflę mieniącą się błyskami egzegez. * Joseph Conrad, choć niewątpliwie pozostaje w obrębie for­ macji wiedzy europejskiej, jednocześnie przyjmuje nową strategię pisarską: zachowuje i eksponuje grę relacji poszczególnych elemen­ tów systemu – autonomię pontos, pelagos, hals – i w ten sposób uka­ zuje ich odrębność a nade wszystko – dysproporcje pomiędzy nimi, które uwidaczniają się nie tylko w doświadczeniu podmiotu, ale przede wszystkim w konstruowanym przezeń dyskursie. Elemen­ ty składowe wiedzy nie są bowiem równorzędne, lecz wciąż wal­ czą o dominację w człowieku; nie są oczywiste, a systemowa oczy­ wistość i retoryczna funkcjonalność wiedzy, którą człowiek tworzy i na której chciałby się wesprzeć – jest złudna. Conrad pokazuje to, zagęszczając sieć opozycji. Zachowując opozycję morze–ląd, nakła­ da na nią oś podróży będącą jednocześnie znakiem podziału i klam­ rą: „Od lądu do lądu – oto najzwięźlejsze określenie ziemskich lo­ sów okrętu” [Zwierciadło morza, IX, 11]64. Morze zatem nie jest nie­ skończone: wychodząc od podstawowej opozycji Conrad różnicuje przestrzeń, tworząc między człowiekiem, morzem a lądem skom­ plikowaną sieć granic. Statek jest jednak nie tylko miejscem izolacji („...każdy dzień życia na okręcie zdaje się tworzyć zamknięty krąg wewnątrz rozległego pierścienia obejmującego morski horyzont” 63 Por. tamże, s. 89. 64 Por. Tadeusz Skutnik, O semantyce kompozycji „Zwierciadła morza”, w: O kompozycji tekstu Conradowskiego, red. Andrzej Zgorzelski, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1978, s. 13 n. 2
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Dyskurs antropologiczny w pisarstwie Josepha Conrada
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: