Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00391 006378 11244175 na godz. na dobę w sumie
Dzieła zebrane. Tom II - ebook/pdf
Dzieła zebrane. Tom II - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Instytut Ludwiga von Misesa Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63250-06-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biznes >> ekonomia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

„O ponadprzeciętności Adama Heydla jako teoretyka ekonomii decyduje jego konsekwentna, bezpardonowa obrona mechanizmu rynkowego; uważał, że najlepiej sprzyja on rozwojowi gospodarczemu wszystkich społeczeństw. w dobie naporu różnych form gospodarowania i natężenia procesów regulowania gospodarki przez państwo, aż do gospodarki dyrektywnie planowanej, postawa A. Heydla była dowodem głębokiego, opartego na naukowej analizie przekonania, które głosił z dużą odwagą. Można więc sądzić, że jego osiągnięcia badawcze byłyby znacznie większe, gdyby nie został zamordowany przez okupanta w wieku zaledwie 48 lat. Nauka polska przedwcześnie utraciła dużego formatu uczonego i nie mniejszego formatu człowieka”.

Józef Nowicki, Luminarze polskiej myśli ekonomicznej

„Heydel był ortodoksyjnym liberałem [klasycznym] pur sang. Wierzył, że liberalizm to nie tylko obrona warstw mieszczańskich czy ziemiańskich, ale to obrona interesów całego narodu, a przede wszystkim obrona wolności, pokoju, kultury i postępu. Wolność, a ściśle mówiąc, wolność gospodarcza była dla niego magiczną formułką na wszystkie bolączki życia.

Trzeba zaznaczyć, że Heydel w liberalizmie widział przede wszystkim te zasady, które mogą zachować i rozwijać kulturę narodu, a wartości kulturalne miały w jego skali wartościowania miejsce pierwsze i naczelne.

Czy Heydel był konserwatywnym liberałem? Był nim w ekonomii. Innej ekonomii, poza ekonomiką liberalną, nie uznawał. (...) w stawianiu kwestii bardzo zbliżył się do ekonomisty austriackiego Mises'a, którego wysoko cenił”.

Ferdynand Zweig, Adam Heydel (...) [org.]

„Prof. Heydel jest dobrze znany naszym Czytelnikom (...). Nie potrzebujemy przypominać ani jego ciętego myślenia, ani wyjątkowych zalet stylisty, ani skrzącego się w jego pracach dowcipu. Heydel łączy w sobie — a jest to rzecz rzadka — wielką wiedzę i zdolności teoretyczne z niezwykle przystępną i jasną formą, lekką, przyjemną, przejrzystą. Cechuje go pociąg do teoretycznych rozważań; on spopularyzował w Polsce najprzód szkołę austrjacką, Mieses'a, Hayek'a, obecnie zaś uprzystępnia nam dzieła najnowszych angielskich teoretyków ekonomji(...). Jego teoretyczne zamiłowania nie przeszkadzają mu jednak wstępować w szranki aktualności i walczyć piórem w rozprawach i artykułach w obronie polityki zdrowego rozsądku, dobrej sprawy, liczne są zwłaszcza jego celne ataki na etatyzm oraz na przeciążenie podatkowe.

(...) Jest on znawcą malarstwa, autorem pięknej książki o Jacku Malczewskim. To połączenie tak różnorodnych zainteresowań jest jedną z przyczyn, które czynią jego sylwetkę tak ciekawą i dość w naszych warunkach wyjątkową. a w każdym razie fakt, że ekonomista może się również znać na sztuce, powinien przyczynić się do rozwiązania mitu, że ekonomja jest a dismal science „posępną nauką', a ekonomiści patentowanymi «wątrobiarzami»”.

'Polityka gospodarcza', nr 53-53, 1937 r. [org.]

„Pamiętam jak 14 marca 1941 r. w obozowej izbie chorych siedziałem na łóżku ciężko chorego profesora UJ Adama Heydla, wielkiego ekonomisty i historyka kultury, i słuchałem, jak mówił z pamięci wiersze Norwida. I w tym momencie przyszli esesmani, zabrali go, ledwie zdążyłem odskoczyć. Po kilku godzinach zginął razem z innymi od salwy plutonu egzekucyjnego w żwirowni koło drutów, tuż za terenem obozu Auschwitz. Dla młodego człowieka śmierć tak zasłużonego profesora, w tak spektakularnej formie, była wtedy wielkim wstrząsem”.

Fragment wstępu do Pism wybranych, tom 1, 1942–1957 Władysława Bartoszewskiego

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Seria: Biblioteka Klasyków Ekonomii Copyright © 2012 Fundacja Instytut Ludwiga von Misesa Redaktor serii, redaktor prowadzący: Witold Falkowski Opracowanie wydawnicze, opracowanie indeksów: Olga Klecel Tłumaczenie cytatów obcojęzycznych: Witold Falkowski (angielski, francuski), Tomasz Gabiś (niemiecki), Mateusz Słota (niemiecki), Renata Żółcińska (francuski) Tomasz Cukiernik, Elżbieta Michalak, Anna Modrzejewska, Maria Radzimińska, Anna Szymanowska Korekta: Projekt okładki, stron tytułowych i wklejek w tomach 1–2: Barbara Bernardyn Redakcja techniczna: Szymon Chrupczalski ISBN 978-83-63250-04-1 (t. 1–2) ISBN 978-83-63250-06-5 (t. 2) Instytut Ludwiga von Misesa ul. Długa 44/50, pok. 214 00-241 Warszawa www.mises.pl mises@mises.pl Łamanie: PanDawer Druk: Oprawa Sp. z o.o., Łódź S p i s t r e ś c i Tom 2 Część II. Ekonomia: felietony i analizy Robotnicy a udział w zyskach Eksport drzewa Jubileusz gospodarki bolszewickiej Program naprawy skarbu Stronnicy inflacji Brak kapitału obiegowego Własność prywatna w nowych konstytucjach Wysoki czy niski kurs złotego? Lata tłuste i lata chude O programie gospodarczym Polski Zagadnienia gospodarcze i socjalne w Rosji Przewrót agrarny w Europie Kapitalizm i socjalizm wobec etyki Refleksje o wystawie poznańskiej Dążności etatystyczne w Polsce Czy i jak wprowadzić liberalizm ekonomiczny? Cel komercjalizacji przedsiębiorstw państwowych Siedem krów tłustych i siedem krów chudych Len czy bawełna? Kryzys, interwencja i etatyzm 3 7 11 41 52 58 61 75 78 81 91 100 111 138 156 170 192 201 204 227 VI Spis treści Teoria ekonomii i etyka Przeciwko nowym ciężarom Skargi na brak inicjatywy prywatnej Rozwój ekonomiczny Polski a cudzoziemcy Blaski i nędze życia Ekonomii Przednówek 1918 i 1921 roku [Wywiad.] Kontyngenty są bronią obosieczną Czy zmierzch kapitalizmu? Kapitalizm a syndykalizm Odpowiedzialność za kryzys gospodarczy Wytyczne gospodarki wojennej O swobodę dyskusji ekonomicznej Spółdzielczość wobec kapitalizmu. (Artykuł dyskusyjny) Część III. Ekonomia: polemiki i recenzje Czy pomoc państwa potrzebna? [Recenzja.] Ludwik Mises, Liberalismus Polska piatiletka? Dochód społeczny to możność zaspokojenia potrzeb Ależ, ależ kochany Kaziu! Literatura wyzwolona z odpowiedzialności Liberalizm wobec polityki i sprawy społecznej Kryzys światowy kryzysem teorii Saya? Statystyka wobec inflacji [Recenzja.] Bohdan Łączkowski, Możliwości polityki zbożowej Rolnictwo i przemysł. (Dyskusja) „Tak chmurne niebo nie wyjaśnia się bez burzy”. (Polemika) Profesor Edward Lipiński o Etatyzmie w Polsce. Polemika W sprawie karteli [Recenzja.] Wiktor Ormicki, Życie gospodarcze Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej [Recenzja.] Stanisław Wyrobisz, Etatyzm czy liberalizm 241 243 247 250 256 259 263 265 273 276 279 283 286 291 295 303 306 308 311 318 326 335 338 342 344 347 351 353 356 Spis treści [Polemika.] Edward Taylor, Odpowiedź prof. A. Heydlowi z powodu jego artykułu pt. „Czy kryzys światowy jest kryzysem teorii Saya”. Replika autora [Recenzja.] Jan Lutosławski, Wahania myśli rolniczej [Przedmowa.] Lionel Robbins, Wielkie przesilenie gospodarcze [Recenzja.] Ferdynand Zweig, System ekonomii i skarbowości Juliana Dunajewskiego Część IV. Sprawy publiczne Polityka a etyka Świadomość narodowa i przyszłość narodu polskiego Mowa na wiecu akademickim 2 listopada 1918 roku Nacjonalizm nowoczesny a polska polityka wschodnia Organizacja Pracy Związku Narodów Straszne dzieci Drzewa na Rynku krakowskim „W osaczonej reducie” Sto lat temu Szkoła morza Kwiatki z niwy etatyzmu Psychologia lokajska Więźniowie brzescy nie chcą kandydować? Etatyzacja sumień Etatyzm a wykształcenie Camera obscura Prawdziwa demokracja Część V. Kultura i społeczeństwo Międzynarodowe gusła Tradycja i moda Myśli o kulturze Kultura wiejska. (Referat na Akademii 75-lecia „Gazety Rolniczej”, 10 czerwca 1938) Nowy styl życia VII 358 361 363 365 371 376 391 394 405 411 416 419 422 425 427 429 430 431 433 436 441 451 453 456 505 516 VIII Spis treści Część VI. Sztuki piękne Moja droga do sztuki Jacek Malczewski (wrażenia i refleksje) Ze wspomnień o Jacku Malczewskim Z wierszy Jacka Malczewskiego Stanisław Szukalski – sylwetka artysty Wystawa malarstwa polskiego w Wiedniu Wystawa Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka” w Krakowskim Pałacu Sztuki Wystawa Starego Portretu w Krakowie Wystawa Styków Wystawa szukalszczyków w Katowicach Ziemiańskość i sztuka polska Serwis do gry w l’hombre’a z saskiej porcelany z początku XIX wieku Wyspiański Wesele w Moskwie – garść wrażeń Część VII. Podróże Listy z Moskwy Listy z jasnego brzegu Notatki z podróży Wrażenia z Ameryki Dawność i nowość w Stanach Zjednoczonych Część VIII. Sylwetki Władysław Grabski Ze wspomnień o Stanisławie Larysz-Niedzielskim Zgon Władysława Leopolda Jaworskiego Śp. Kazimierz Wyszyński Śp. Jan Kostanecki. [Dwa wspomnienia] Dmowski z wosku Gustaw Cassel. Próba sylwetki Filozofia Forda 543 546 551 562 575 587 592 595 601 604 607 634 638 642 647 652 666 679 683 689 693 696 698 701 704 710 718 Spis treści Aforyzmy Forda Nota biograficzna Indeks osobowy Indeks rzeczowy IX 764 769 777 793 C z ę ś ć I I E k o n o m i a : f e l i e t o n y i a n a l i z y „Czas” (dodatek ekonomiczny) 1921 nr 48 R o b o t n i c y a   u d z i a ł w   z y s k a c h Jednym z najgroźniejszych czynników powojennego przesilenia gospo- darczego jest nieustający spadek wydajności pracy robotniczej. Skargi na to zjawisko płyną zewsząd, z Niemiec i z Francji, w Czechach w wielkiej ilości fabryk robotnicy pracują po cztery dni w tygodniu zaledwie. Lloyd George oświadczył niedawno, że powiększenie wytwórczości robotników angielskich jest konieczne: „there in lies our national salvation” (w tym leży zbawienie naszego narodu); kto wie, czy nie należałoby rozszerzyć tego twierdzenia na całą Europę. Mało tego, Stany Zjednoczone – do nie- dawna symbol w  oczach wielu powojennego dobrobytu, pomyślności i pracowitości – cierpią dotkliwie na obniżenie się wydajności pracy. Kole- je amerykańskie, w których trafika spadła, zatrudniają obecnie o 15 pro- cent więcej robotników aniżeli przed wojną, inne przedsiębiorstwa nawet o 20 procent więcej przy mniejszej wytwórczości. Czyż trzeba mówić o tym, jak pod tym względem rozwijają się stosunki w Polsce? Wystarczy wspomnieć, że w Kongresówce dobywamy 80 pro- cent ilości węgla, jaką produkowano przed wojną, zatrudniając podwójną niemal ilość robotników; dość wskazać na poważne obniżenie się wydaj- ności pracy robotników rolnych, by na podstawie tych dwóch faktów oce- nić, jakiej to wagi przeszkoda leży na drodze do naszego gospodarczego odrodzenia. Co jednak najbardziej niepokoi przy bliższym rozpatrzeniu tego zjawiska, to jego charakter niezwykłej trwałości. W  istocie należy się spodziewać względnie szybkiego odbudowania zniszczonych w czasie wojny warsztatów pracy; można mieć nadzieję, że wyrówna się obecny chaos walutowy, a co za tym idzie scałkuje się po- rozrywany na kalekie części wszechświatowy organizm gospodarczy; nie wydaje się natomiast prawdopodobne, by przy zachowaniu dzisiejszych form i stosunków społecznych łatwo dojść miało do podniesienia się wy- dajności pracy. Stałoby się tak zapewne, gdyby jedyną przyczyną jej ob- niżenia była psychoza powojenna. Wystarczyłoby wówczas tak samo jak 4 w zakresie warunków materialnych zaprowadzenie pewnego ładu w du- szach robotników. Tak jednak nie jest. Główna przyczyna w moim prze- konaniu leży gdzie indziej. Świetna organizacja i  solidarność klasy robotniczej, znaczenie jej dla państwa zarówno w okresie wojny, jak i w gospodarce powojennej, obawy klas burżuazyjnych przed rewolucją, wzbudzone bolszewickim memento – wszystkie te czynniki sprawiły, że warstwa robotnicza zna- lazła się w  większości krajów w  sytuacji do tego stopnia uprzywilejo- wanej, że ma gwarancje niemal każdorazowego wydobycia na drodze walki społeczno-politycznej warunków materialnych, zaspokajających jej potrzeby. Jeżeli tak jest, odpada potrzeba konieczności pracy i trudno dojrzeć powody, które by robotników do wzmożenia wysiłku skłonić były zdolne. Jedna jest na to rada, jak daleko sięga doświadczenie ludzkości, nieza- wodna. Trzeba w  psychikę pracownika wstawić sprężynę pogoni za zy- skiem. Trzeba uzależnić jego dobrobyt od wysiłku i od ilości pracy, trzeba zeń uczynić kapitalistę burżuja. Od stu lat rozpatrywano już to zagad- nienie w różnorodnych formach „udziału robotników w zyskach”. Pro- blem nie został definitywnie rozstrzygnięty. Doświadczenia praktyczne, stosunkowo nieliczne (w ciągu stu lat 323 przedsiębiorstwa w dwunastu najbardziej cywilizowanych krajach), dawały rezultaty sprzeczne, teoria wysuwa szereg argumentów pro i kontra, ale nie zdobyła się na zdecydo- waną opinię. Zdaje się, iż logicznie postulat jest bez zarzutu – trudności niemałe leżą w adaptacji do warunków praktycznych i stosunków moral- no-wychowawczych wśród warstw robotniczych. Tak czy inaczej, zagadnienie narzuca się z  przemożną siłą w  chwili obecnej. Odzwierciedlają to głosy opinii publicznej w Niemczech, Anglii i we Francji; w Austrii i we Włoszech poczynione doświadczenia dały po- dobno niezłe rezultaty. Polska nie pozostała z tyłu. Wniosek o uchwalenie odpowiedniej ustawy został wniesiony do Sejmu przez posła Głąbińskiego już w kwietniu 1919 roku i uchwalony jednogłośnie przez komisję prze- mysłowo-handlową. Do wydania ustawy do chwili obecnej wprawdzie nie przyszło, niemniej kwestia nie przestaje być aktualna. Warto się więc przyjrzeć ciekawym reakcjom, jakie wywołuje w sferach zainteresowanych we Francji próba zastosowania w życiu ustawy francuskiej dotyczącej jed- nej z form udziału w zyskach, tzw. actions de travail (akcji robotniczych), z 26 kwietnia 1917 roku. Istotna treść ustawy jest następująca: „Statut każdego towarzystwa ak- cyjnego może postanowić, że istnieje jako spółka z udziałem robotników”. Akcje takiej spółki składają się z: 1) akcji albo odcinków „akcji kapitału”, 2) akcji zwanych „akcjami pracy”. „Akcje pracy stanowią w s p ó l n ą w ł a s n o ś ć personelu zrzeszo- nego w stowarzyszeniu handlowym, robotniczym, spółdzielczym” i „nie mogą być przyznawane indywidualnie poszczególnym pracownikom Ekonomia: felietony i analizy Robotnicy a udział w zyskach 5 spółki”, akcje te „nie mogą być zbywane w czasie istnienia spółki”. Wszy- scy robotnicy danego przedsiębiorstwa m u s z ą należeć do stowarzysze - nia. Liczba głosów akcjonariuszy pracy na walnym zgromadzeniu „od- powiada stosunkowi, jaki istnieje pomiędzy ilością akcji pracy a ilością akcji kapitału”. Do składu rady zarządzającej wchodzą przedstawiciele stowarzyszenia robotniczego w tym samym stosunku. Ustawa przewiduje poza tym szereg przywilejów w zakresie opłat stemplowych, pierwszeń- stwa w obstalunkach rządowych itp. dla towarzystw zorganizowanych na powyższych zasadach. Tę ustawę wprowadza w  życie prawo o  kolejach żelaznych, uchwalo- ne 18 grudnia 1920 roku przez parlament francuski. Prawo to postanawia utworzenie dla każdej sieci kolei żelaznych, prywatnej czy państwowej, sto- warzyszenia funkcjonariuszy. Premie przyznawane pracownikom mają być w połowie przeznaczone na kupno akcji sieci kolejowej, w drugiej połowie złożone do kasy oszczędności, pozostającej pod zarządem stowarzyszenia robotniczego, i użyte następnie na mocy uchwały stowarzyszenia na zakup akcji towarzystwa, na cele ubezpieczeniowe, oszczędnościowe itp. Projekt ustawy obudził żywe zainteresowanie i wywołał szereg komen- tarzy, zwłaszcza ze strony organizacji robotniczych. L’Association Frater- nelle des Employés et Ouvriers des Chemins de Fer Français złożyła w tej sprawie memoriał w  senacie, w  którym poddaje ostrej krytyce projekt ustawy. „Postanowienia jej wywołają decepcję pośród funkcjonariuszy kolejowych, większość ich nie zrozumie motywów, dla których z m u - s z a się ich do należenia do jakiegokolwiek stowarzyszenia, nie pojmą też, dlaczego obdziera się ich z połowy premii, które mają prawo otrzymać w całości”. Inna organizacja, L’Union Nationale de Défense Professionelle des Cheminots, żąda, by stowarzyszenie, zamiast „przywłaszczać sobie” połowę premii, podejmowało się jedynie administrowania funduszami złożonymi, i tylko do chwili póki robotnik pozostaje na służbie w danej sieci kolejowej. Gdy ją zechce opuścić, ma mu być wypłacona całość nale- żących mu się premii, skapitalizowanych przez stowarzyszenie. Przewodniczący organizacji l’Association Fraternelle oświadczył wy- raźnie na jednej z  konferencji poświęconych omawianiu sprawy: „Przy tym systemie odebrano wolność każdemu z  funkcjonariuszy; zostając właścicielem akcji, których nie wolno mu sprzedać, pracownik przywią- zany jest wbrew swej woli do przedsiębiorstwa”. L’Association Fraternelle pisze jeszcze z tego samego powodu: „personel zostanie z urzędu zapisa- ny do stowarzyszenia – jest to zgwałcenie wolności indywidualnej, której ustawodawca strzeże w stosunku do innych tak zazdrośnie”. Nie wiemy, jak się rozwiną w życiu stosunki w ramach powyższej usta- wy. Będzie to jeszcze jedno ciekawe doświadczenie na temat „udziału w zyskach i udziału we własności”, dzisiaj już jednak warto zwrócić uwa- gę na punkt wyjścia krytyki pochodzącej ze sfer robotniczych. Na pierw- szy rzut oka widoczne jest, że zarzutom podlega instytucja z punktu wi- dzenia czysto liberalnego. Robotnicy nie przeciwstawiają się z a s a d z i e 6 udziału w zyskach, zwalczają tylko ograniczenia wolności, jakie by z tą zasadą mogły być związane. Na innym stanowisku stoi zapewne lewica socjalistyczna, która neguje zasadę w o l n o ś c i g o s p o d a r c z e j i   z y s k u i pragnie obalić kapi - tał. Ta grupa na podobne „kompromisy” nigdy się nie zgodzi. Czy jednak w razie wypracowania dogodnych form dla idei nie dałaby się pozyskać dla niej myśląca konkretnie i trzeźwo większość prawicowa socjalizmu? Nadzieję tę usprawiedliwiają pewne symptomy. Pan Jaworowski, prezes Warszawskiej Rady Delegatów Robotniczych, wybitny członek PPS, jeden z tych, którzy stoją na stanowisku, że „im gorzej, tym lepiej”, zapewnił w rozmowie z przedstawicielem „Przeglądu Wieczornego”, że PPS sprawę zapewnienia robotnikom udziału w zyskach traktuje życzliwie, o ile oczy- wiście udział ten nie byłby fikcyjny. Chwila może jeszcze nie nadeszła. Kto wie jednak, czy wraz ze zmierz- chem (może z transformacją) bolszewizmu i upadkiem jego wpływów na Zachodzie nie nadejdzie moment, w którym idea udziału w zyskach i we własności mogłaby znaleźć szerokie pole do zastosowania. Nie byłby to krok ku socjalizmowi, ale odwrotnie, zwrot zurück zum Smith, ruch pour la propriété individuelle – do własności indywidualnej, przekształconej co prawda w nową formę – zwrot, który coraz więcej umysłów zachodnioeu- ropejskich przewiduje i przepowiada. Wydaje nam się, że tylko na tej dro- dze znajdzie się remedium na ciężkie słabości życia gospodarczego doby powojennej. Ekonomia: felietony i analizy „Czas” (dodatek ekonomiczny) 1921 nr 94 E k s p o r t d r z e wa W  lecie 1919  roku opowiadano sobie na ucho w  Warszawie, że mi- nister Biliński chce uzdrowić finanse państwa polskiego przez sprzeda- nie wielkich obszarów leśnych kapitalistom cudzoziemskim. W  począt- ku  roku  1920 rozegrała się w  Sejmie kampania zakończona uchwałą z  20  stycznia 1920  roku, dozwalającą na sprzedaż za granicę drzewa twardego „po zabezpieczeniu potrzeb gospodarstwa krajowego” oraz miękkiego drzewa „głównie z tych dzielnic Polski, które przed wojną były bardziej zalesione i mniej zostały wyniszczone przez działania wojenne i rabunkową gospodarkę okupantów, po zabezpieczeniu zapotrzebowania na cele odbudowy kraju”. Wkrótce potem minister Grabski zapowiadał w wywiadzie dziennikarskim ustalenie kursu marki w ciągu 2–3 miesięcy i dowodził, że uda mu się to uzyskać przez zorganizowanie na wielką skalę eksportu drzewa. Stworzył też Państwowy Urząd Eksportu Drzewa, zbie- rał materiały i cyfry, rozpoczął szereg pertraktacji z bardzo poważnymi cudzoziemcami o eksploatację lasów kresowych i... nie zdołał ich dokoń- czyć, a już gospodarzami tych lasów stali się bolszewicy. Od tego czasu odpędzono bolszewików, odbyły się znowu długie szere- gi konferencji, planowano oddanie eksploatacji lasów to temu, to innemu ministerstwu, nie stało ministra Grabskiego, zniesiono Urząd Eksportu Drzewa, marka spadła o dalsze 500 procent, a „eksport drzewa” z miejsca nie ruszył. Nie rozwinął się eksport drzewa ani z lasów rządowych, ani z prywatnych. Zawiedzione zostały nadzieje nie tylko ministrów skarbu; zawiązane w ostatnich latach prywatne towarzystwa eksportowe czekają bezczynnie na chwilę, w której zrealizować będą mogły swoje plany i od- bić wyłożone koszta, cudzoziemcy, którym opowiada się cuda o polskich bogactwach drzewnych, wzruszają ramionami z niecierpliwością – kryty- ka i niezadowolenie coraz szersze zatacza koła. Pomijając punkt widzenia interesu prywatnego, spróbujmy zdać so- bie sprawę ze stanowiska ogólnopaństwowego, jakie znaczenie mógłby 8 mieć eksport drzewa z Polski dla naszego gospodarstwa społecznego. Dla zorien towania się w  możliwościach eksportowych Polski należy rozpa- trzyć oddzielnie dwie grupy terytoriów: 1) ziemie wschodnie, 2) Kongre- sówkę, Galicję i były zabór pruski, które różnią się wybitnie zarówno pod względem bogactw i  charakteru swych drzewostanów, jak i  warunków komunikacyjnych itp. Obliczenie ilości drzewa na Kresach jest bardzo utrudnione, brak dla nich wszelkich ściślejszych i bardziej szczegółowych cyfr statystycznych, ilość materiału trzeba dedukować z danych bardzo ogólnych. Obszar pań- stwowych lasów kresowych wynosi 925 220 hektarów, obszar lasów pry- watnych 2 386 440 hektarów1. Drzewostan tych lasów jest bardzo nierów- ny, obok krzaków i  przetrzebionych mokradeł stoją zwarte, odwieczne, dziewicze puszcze. Różnorodność ta nakazuje być jak najostrożniejszym w obliczaniu ilości drzewa; brak racjonalnej gospodarki i kolejności poręb nie pozwala mówić o rocznej produkcji tych lasów, ale raczej o domnie- manych ilościach gotowego do wyrąbania starodrzewu. Ilość takiego sta- rodrzewu wynosi w  lasach rządowych o k o ł o 3 0   m i l i o n ó w m 3. Lasy prywatne, na ogół znacznie słabsze, zawierają około 5 0   m i l i o - n ó w m3 drzewa gotowego do ścięcia. Ta ilość mogłaby bez większej szkody z  punktu widzenia leśnictwa być przeznaczona na wyrąb. Przy obecnym stanie komunikacji kolejowej i wodnej, braku koni i aprowiza- cji robotników eksploatacja musiałaby być jednak rozłożona na szereg lat i nie można zapewne myśleć o tym, by się udało przy największym wysił- ku wywieźć z kresów w   c i ą g u 3 – 5   l a t najbliższych więcej aniżeli 20–25 procent tej ilości, tj. 1 5 – 2 0   m i l i o n ó w m 3. Inaczej się ma rzecz z Polską etnograficzną. Tutaj można obliczyć z grub- sza produkcję roczną drzewa i procent, jaki mógłby być przeznaczony na eksport. Przestrzeń leśna Kongresówki wynosi 2 702 000 hektarów. Pro- dukcja roczna lasów państwowych – około 1 107 000 m3, produkcja lasów prywatnych – około 2 600 000 m3. Według obliczeń Zrzeszenia Właścicieli Lasów mogłaby Kongresówka wywozić rocznie około 300 tysięcy m3 drze- wa. Wziąwszy pod uwagę rozporządzenie dozwalające na wyrąb 10 poręb rocznych w ciągu 3–5 lat najbliższych, dochodzimy do wniosku, że w tym okresie mogłaby wywieźć Kongresówka o k o ł o 3   i   p ó ł m i l i o n a m3 d r z e w a. Małopolska posiada przestrzeń lasów 2 173 000 hektarów, produkcja lasów państwowych wynosi około 900 tysięcy m3, produkcja lasów prywatnych około 3 300 000 m3 rocznie, na wywóz można by z tej ilości przeznaczyć według obliczeń Zrzeszenia Właścicieli Lasów około 350 000 m3 rocznie, tj. w ciągu 3–5 lat 3 i   p ó ł m i l i o n a m 3. Lasy byłego zaboru pruskiego zajmują przestrzeń 1 134 393 hektarów. Łączna produkcja roczna jest około 1 miliona m3. Na eksport nadawałoby się 150–200 tysięcy m3 rocznie, tj. d o 2 m i l i o n ó w m 3 w ciągu 3–5 lat. 1 Według danych Państwowego Urzędu Eksportu Drzewa. Ekonomia: felietony i analizy Eksport drzewa 9 Polska mogłaby zatem eksportować w ciągu kilku lat n a j b l i ż s z y c h 2 5 – 3 0   m i l i o n ó w m e t r ó w k u b i c z n y c h d r z e w a. Jak się wy- raża ta ilość w pieniądzu? Cena drzewa tartego w Gdańsku (FOB Gdańsk) waha się zależnie od gatunku od 3–4 funtów szterlingów za 1 m3. Wartość zatem naszego eks- portu brutto sięgałaby sumy 100 do 120 milionów funtów szterlingów, tj. 3 0 0 d o 4 0 0   m i l i a r d ó w m a r e k. Tyle otrzymałaby Polska, sprzedając drzewo w Gdańsku. Gdyby wobec trudności eksploatacyjnych oddała swoje drzewo na pniu, należałoby od sumy tej odtrącić niema- ły zapewne zysk przedsiębiorcy. Skarb Państwa zyskałby tą drogą oczy- wiście ogromnie, bo napływ obcej waluty, poprawa bilansu handlowego i wzmocnienie siły podatkowej ludności odbiłyby się pośrednio na jego gospodarce. Co jednak mógłby skarb uzyskać bezpośrednio z  wywozu drzewa z lasów państwowych? Najkosztowniejsza ze względu na trudności miejscowe i  dalszej ko- munikacji byłaby eksploatacja lasów kresowych. Obliczano w kołach ofi- cjalnych, że koszta produkcji wynosiłyby tutaj 75–80  procent wartości drzewa. Za 6–8 milionów m3 wywiezionego drzewa uzyskałby więc skarb netto około 5–8 milionów funtów szterlingów. Gdyby koszta eksploata- cji na pozostałym terytorium Polski wynosiły nawet 50 procent wartości sprzedażnej, to zysk osiągnięty ze sprzedaży drzewa z tych obszarów wy- nosiłby 10–12 milionów funtów szterlingów. Słowem, rozwinięcie na szeroką skalę eksportu drzewa z  lasów pań- stwowych dałoby skarbowi w  ciągu około 3 lat sumę 15–20 milionów funtów szterlingów, tj. 45–80 miliardów marek polskich. Proporcja tej sumy uwypukla się, gdy przypomnimy, że przychody skarbu na rok 1921 obliczano w grudniu 1920 roku na około 15 miliardów marek. Nic więc dziwnego, że obejmujący rządy ministrowie skarbu za jeden z kamieni wę- gielnych swej gospodarki uważali ruszenie z  miejsca tych drzemiących, a co gorzej próchniejących i gnijących niejednokrotnie (na Kresach) skar- bów. Nic dziwnego, że opinia publiczna z niepokojem wyczekuje chwili, gdy płynąć zacznie do kraju potok złota. Co sprawiło, że rząd nie potrafił dotychczas zorganizować eksportu drzewa ze swoich lasów? Działa tu cały splot różnorodnych czynników. Niemałą przeszkodę stanowią trudności techniczne. Przede wszystkim brak taboru kolejowego. Około 70 procent wagonów towarowych zajmo- wała w czasie wojny wojskowość, nie więcej niż piąta część ilości przed- wojennej obsługiwała całe życie cywilne. Wielkie tartaki w  Białowieży uzyskiwały po 20–40 wagonów rocznie zaledwie. Najsilniej jednakże bo- daj wpływa na zastój dotychczasowa polityka. Ta polityka, która zrodziła jedną z  pierwszych ustaw uchwalonych przez Sejm polski, jak słusznie zaznacza dr Gawroński2 – ustawę z 28 lutego 1919 roku, upoważniającą 2 Zygmunt Rawita-Gawroński, Sprawa eksportu drzewa z Polski: jej stan i widok rozwoju, Warszawa 1920, s. 10. 10 rząd do zajęcia drzewa w  lasach prywatnych, bez określenia ilości tego drzewa, „na odbudowę kraju”, ta sama polityka, która powodowała niektórych posłów radykalnych do opozycji przeciw wywozowi jesionu i dębu – w myśl tego, że „robotnik nie ma dachu nad głową”, odbija się na niekonsekwencji i sprzecznościach w akcji rządowej. Ministerstwo Robót Publicznych, które np. zajmuje w jednym z mająt- ków leśnych 160 tysięcy m3 drzewa, na to, by odebrać w ciągu roku zale- dwie 8 tysięcy m3, stosuje swoją zasadę konserwatyzmu i hamowania do eksportu z lasów rządowych. W sukurs przychodzi mu Ministerstwo Rol- nictwa, które obok momentów społeczno-politycznych wysuwa względy ekonomiczne teoretycznie słuszne – ochrony lasów państwowych. Mini- sterstwo Komunikacji w obawie, że braknie mu potrzebnych materiałów, zamyka zupełnie wywóz najbardziej poszukiwanych wyrobów – progów kolejowych i słupów telegraficznych. Walka o zasady i walka o kompeten- cje zużywa taką ilość sił, czasu i myśli organów rządowych, że o konse- kwentnym, planowym działaniu mowy być nie może. Toteż miliardowe skarby drzemią nadal, porosłe mchem starodrzewy witają jedną jeszcze wiosnę i nic nie zdaje się zapowiadać, by odgłos tysię- cy siekier i pił tartaków przerwał wkrótce ten ich sen odwieczny. Oplątani w sieć przepisów reglamentacyjnych, nie zdołali go przerwać także właści- ciele lasów prywatnych, mimo największych wysiłków. Z dniem każdym poważniejsze położenie gospodarcze zaczyna tymczasem narzucać całe- mu społeczeństwu przekonanie, że ustąpić muszą sprzeczne dążenia poli- tyki społecznej, różnice teoretycznych poglądów ekonomicznych i spory kompetencyjne – wobec niebezpieczeństwa rozstroju gospodarczego i na- kazu natychmiastowej mobilizacji wszystkich sił wytwórczych. Niechże i bezpośrednio zainteresowani właściciele lasów i przedsiębior- cy handlu drzewnego rzucą swój głos na szalę, by wspólnym wysiłkiem otworzyć to źródło dobrobytu. W tej myśli redakcja „Dodatku” powita z zadowoleniem opinie producentów i handlowców drzewnych i otwiera im łamy naszego pisma dla szczegółowego omówienia obecnych warun- ków produkcji i eksportu drzewa. Ekonomia: felietony i analizy „Przegląd Współczesny” 1923 nr 13 J u b i l e u s z g o s p o d a r k i b o l s z e w i c k i e j 1 Kazimierz Morawski powiedział podobno, że w Krakowie dwie rzeczy są pewne: śmierć i jubileusz – jubileusz jednak pewniejszy! Okazało się, że bywa tak nie tylko w Krakowie. Bolszewicy, którym tylokrotnie wróżono, nieraz zaś i… życzono śmierci, doczekali się jubileuszu. Tak jest, bolsze- wizm to już dziś nie dernier cri de la mode, to podtatusiały jegomość. W listopadzie 1922 roku upłynęło p i ę ć l a t od chwili, kiedy czerwone sztandary marksizmu, zatknięte na wieżach, zapanowały niepodzielnie nad olbrzymim państwem i rzuciły cień na kraj i na życie narodu. Jubileusz pięciolecia obchodzono uroczyście. Mistrzowie reżyserii i  propagandy wyzyskali chwilę, by wykazać Rosji i  światu owoce swej pięcioletniej pracy. Oto leżą przed nami jubileuszowe numery kilku dzien- ników rosyjskich. Dziwny, egzotyczny świat! Gazety formatu „Timesa”, o  dwudziestu stronicach druku, z  których dziesięć zapełnionych anon- sami, na doskonałym papierze, wywołują wrażenie potęgi, wyrywają westchnienie zazdrości. Natrętnie nasuwa się myśl o Polsce jako o ubo- giej prowincji, gdzieś na uboczu wielkich centrów i wielkich spraw świa- towych. Nasuwają się porównania z  Niemcami i  Anglią. Nie są to zaś numery wyjątkowo okazałe z okazji jubileuszu. Numer normalny w tym samym formacie, drukowany równie dobrze, na równie doskonałym pa- pierze – pełen świetnych artykułów, cyfr i zestawień – tym się tylko różni od jubileuszowego, że zawiera dziesięć stron zamiast dwudziestu. Kosztuje 1 Charakterystykę form prawnych i  polityki ekonomicznej Sowietów oparłem w  głównej mierze na książce Rosja sowiecka pod względem społecznym i  gospodar- czym, wydanej przez Ludwika Krzywickiego. Stamtąd też zaczerpnąłem szereg cyfr i zestawień, zwłaszcza dla lat 1918–1920. Obok tego źródła czerpałem z wydawnic- twa niemieckiego Sowiet-Russland in Ziffern, bezpośrednio z  prasy bolszewickiej, z wydawnictwa „Biuletyn Informacyjny MSZ”, z „Manchester Guardian”, z Der Wie- deraufbau in Europa. 12 przy tym taki numer zaledwie… 60 rubli! Wszystko to wygląda i brzmi zagadkowo i zaintrygować musi nawet sceptyka w stosunku do rządów sowieckich. A jednak… a może… Słyszało się tyle o mocy i wytrzymałości legendarnego białego niedź- wiedzia, wie się tak wiele o niewyczerpanych bogactwach szerokiej Rosji, bolszewicy tłumaczą tak wymownie, że ich Nowa Ekonomiczna Polityka wywołała jak różdżka czarodziejska rozkwit życia gospodarczego, że do- prawdy trudno się oprzeć tym sugestiom. Skądinąd niełatwo ustalić sobie pogląd na stan obecny i perspektywy rozwoju Rosji. Nie mogą się zoriento- wać nawet ci, którzy zjeździli Rosję sowiecką wzdłuż i wszerz. Pan Kuchar- ski pisał inaczej, pan Herriot mówi co innego, pan Turski wyniósł jeszcze inne wrażenia. A cóż dopiero głos opinii publicznej w Polsce! Opinia o tym, co się dzieje w Rosji, waha się pomiędzy bardzo odległymi biegunami. „Ro- sja rozsypuje się w gruzy, na miejscu dawnego mocarstwa wyrasta olbrzy- mia pustynia, którą kiedyś, za lat kilkadziesiąt, może kolonizować zacznie Europa, wysyłając do niej karawany, podobnie jak kolonizuje Afrykę” – tak mówią jedni, a inni powiadają: „Rosja odbudowuje się szybko i sprawnie, dziś już zaczyna odgrywać poważną rolę w gospodarce światowej, za rok, za dwa zaleje Europę swoją odnowioną produkcją, a nas przysłoni swoim olbrzymim cieniem”. Jeden z tych poglądów obiera się najczęściej dowolnie, zależnie od optymistycznego lub pesymistycznego temperamentu, zależnie (jak to ktoś powiedział) od bardziej czy mniej zdrowego żołądka. Zagadnie- nie jest tak interesujące dla teoretyka, tak palące dla praktyka, że warto się pokusić o częściowe przynajmniej rozwiązanie. Czy można jednak wyrobić sobie trafny pogląd o stanie gospodarczym Bolszewii? Cyfr urzędowych sowieckich mamy ad libitum. Jubileusz, jak wspo- mniałem już, stał się okazją do zrobienia przeglądu gospodarki rosyjskiej za okres ostatnich lat pięciu. Ponowną rewię przeszłości, sił, jakimi roz- porządzają Sowiety, i perspektyw przyszłości przeprowadził X Wszechro- syjski Zjazd Sowietów w dniach 23–27 grudnia 1922 roku. Fakty i cyfry zebrane w tych zestawieniach przeznaczone są zapewne niejednokrotnie „na eksport”, często dla podniesienia ducha wewnątrz kraju. Należy je uważać za maksimum i odtrącić pewien procent na rzecz jeżeli nie wy- raźnej tendencji, to przynajmniej oficjalnego optymizmu. Niemniej nie należy tych zestawień uważać za bezwartościowe. Dają nam one bądź co bądź przybliżone proporcje: jeżeli nie ścisłe co do jedności cyfry, to przy- najmniej rzędy cyfr. Wiemy, czy mamy operować milionami, czy może tysiącami. Szereg wydawnictw obcych i polskich pozwala skontrolować niejedną cyfrę. Może nas zresztą pocieszyć, że nikt nie jest w lepszym po- łożeniu. Cała niemal Europa patrzy na Rosję trochę jak na świat z Marsa czy Księżyca. Cała Europa nie posiada cyfr i danych faktycznych pewnych i bezwzględnie przekonywających. Spróbujmy więc przez te szkła, może nieco różowe, może wypaczające tu i ówdzie rzeczywistość, spojrzeć na tak bardzo odległą, choć tak bli- ską planetę. Dla zrozumienia stanu obecnego Bolszewii konieczne będzie Ekonomia: felietony i analizy Jubileusz gospodarki bolszewickiej 13 rozejrzenie się w jej dotychczasowej, tak bardzo oryginalnej historii. Wy- padnie dłużej nieco zatrzymać się nad tymi formami, w jakich rozwija- ło się życie gospodarcze Rosji, formami, których świat nigdy dotychczas nie widział, formami zmieniającymi się zresztą co chwila, z roku na rok, z miesiąca niemal na miesiąc. Rozpatrując z kolei rezultaty polityki eko- nomicznej Sowietów, podam kilka porównawczych danych gospodarki rosyjskiej i polskiej. Zbyt wielkie są różnice warunków życia obu krajów, by z  tych zestawień wolno było wyciągnąć dalej idące wnioski o  tym, co było przyczyną takiego czy innego stanu w  chwili obecnej, jako też by budować hipotezy co do przyszłości naszej i bolszewickiej gospodarki. Niemniej mam nadzieję, że zestawienia takie będą użyteczne. Uplastycz- nią one te suche cyfry, w które ujmuje statystyka żywe zjawiska. Nam, którzyśmy przeszli nędzę lat: 1917, 1918, 1919, którzy mamy za sobą dłu- gi już ogon inflacji, którzyśmy także doświadczyli skromnych muśnięć etatyzmu, którzyśmy wreszcie także… wygrali wojnę, nie będzie zupełnie obcy niejeden obraz rosyjskiej gospodarki, odczujemy lepiej stan, w jakim znajduje się Rosja, na tle rzeczywistości, z którą stykamy się bezpośrednio w Polsce. S o c j a l i z m c z y s t y W osiem miesięcy po wybuchu burżuazyjnej rewolucji lutowej, w listo- padzie 1917 roku, zagarnęli bolszewicy władzę. W spadku po wojującej Rosji carskiej i  chaosie rewolucyjnym objęli kraj w  poważnym stopniu gospodarczo zdezorganizowany. Obszar uprawy spadł już w  roku  1916 o 10 procent w stosunku do obszaru z roku 1913, produkcja surowca żela- znego wyniosła w roku 1917 zaledwie 74 procent wytwórczości przedwo- jennej. Wszystkie tryby życia gospodarczego trzeszczały. Ale piętą Achil- lesa rosyjskiego stał się transport. „Zdrowych” wagonów i  lokomotyw było jeszcze wprawdzie około 88 procent, ale istotna zdolność przewozo- wa spadła już w czasie wojny, i wskutek wojny właśnie, w bardzo dużym stopniu. Dezorganizacji kolei zawdzięczała jeszcze Rosja carska niejedną klęskę na froncie – ta dezorganizacja (nie zaś brak produktów) była nie- wątpliwie przyczyną rozruchów lutowych w Petersburgu, które rozrosły się w kataklizm dziejowy. Brak węgla w przemyśle piotrogrodzkim, zastój produkcji i potem brak chleba spowodowały tłumy do wyjścia na ulicę. Ten rozstrój wzmaga się w okresie kiereńszczyzny z dnia na dzień w spo- sób zatrważający. Brak zboża, to cukru, to węgla staje się codziennym zjawiskiem w miastach rosyjskich, nawet na bogatej, bliskiej wszystkich źródeł produkcji Ukrainie. Nędza zagląda w  oczy mieszkańcom miast. Nędza o innym zgoła charakterze aniżeli ta bieda, przez którą równocze- śnie przechodzi Polska pod rządami okupantów. Tu, w Polsce, była to „nę- dza zorganizowana”, osłodzona sacharyną, złagodzona pokrzywianymi ubraniami, papierowymi sznurkami, drewnianymi podeszwami. Braki, 14 jakie występują w Rosji, są nie do zastąpienia: zamiast cukru używa się co najwyżej cukierków, brak to tego, to owego produktu. Towarzyszy zaś tym brakom abundancja innych towarów, świadcząc wyraźnie, że u ich pod- stawy leży nie fakt istotnego wyczerpania kraju, ale fakt dezorganizacji. Dezorganizacja ta pogłębia się bezustannie. Od jesieni 1917 począwszy rozpada się front. Żywiołowa demobilizacja daje jedyne w swoim rodzaju obrazy. Tłumy szarozielonych „towarzyszy” (wszyscy od pół roku są już w Rosji „towarzysze”) obwieszają dachy i bufory wagonów i lokomotyw, zawalają ulice i stacje kolejowe, roznoszą ze sobą brud, głód, nędzę i psy- chologię zupełnej, nieposkromionej żadnym nakazem samowoli. Tu i ów- dzie, jak wrzody na chorym ciele, wyrastają kilkutygodniowe republiki jednego miasta czy kilku gmin okolicznych. Ukraina, Kozaczyzna, Krym wypowiadają posłuszeństwo. Zrośnięty przez wieki organizm gospodar- czy rozbija się na szereg odciętych od siebie fragmentów. Chłopi rozbierać poczynają już latem 1917 roku ziemie folwarczne. Armie i bandy rozliczne przemierzają Rosję wzdłuż i wszerz, rabując i niszcząc wsie i miasta. Roz- poczęło się bellum omnium contra omnes. Wszystkie te zjawiska, których nie ujmie w cyfry żadna statystyka, de- cydują o stanie gospodarczym kraju. Trzeba o nich pamiętać, by wczuć się w ten upadek, na progu którego staje Rosja z końcem 1917 roku, równo- cześnie z rozpalającą się zorzą bolszewizmu. Bolszewicy ujmują tę gospo- darkę w swój system. Jak ten system wygląda? Ludwik Krzywicki dzieli politykę gospodarczą Sowietów na cztery okresy. O k r e s I, okres burzenia, trwa do końca 1918 roku. Polityka gospo- darcza polega na legalizacji tych zmian, które wprowadziła dotychczas za- wierucha rewolucji. Dominuje walka z kapitalizmem. Tak zwane komitety fabryczne, wybrane w  każdej fabryce przez ogół robotników, obejmują zakłady przemysłowe. Ziemię większej własności zajęli chłopi. Już 8 listo- pada uchyla władza sowiecka prawo własności tzw. obszarników; bez od- szkodowania wszelka ziemia, nawet włościańska, staje się na papierze de- kretu własnością całego narodu i przechodzi w użytkowanie pracujących na niej. W  czerwcu 1918 zostaje znacjonalizowane cukrownictwo, pro- dukcja nafty, większe przedsiębiorstwa górnicze, metalurgiczne, włókien- nicze i inne najważniejsze gałęzie przemysłu. Jednocześnie rozpoczyna się chaotyczna budowa ustroju administracyjnego, który ma objąć w zarząd całą gospodarkę narodową. O k r e s I I obejmuje cały rok 1919. Charakteryzuje ten okres organi - zowanie kierownictwa produkcją i podziałem dóbr wytworzonych. Zasa- dą jest centralizacja. Biurokratyzm rozwija się wspaniale. O k r e s I I I, od końca 1919 do połowy 1921 roku, to okres alarmu wobec gwałtownego spadku produkcji. Władza sowiecka stara się zapo- biec klęsce przez natężenie do maksimum zasady nakazu i terroru. Wpro- wadzono w  życie gospodarcze dyktaturę wojskową. Warsztaty produk- cji podzielono na trzy kategorie, zależnie od ich znaczenia dla państwa. Ekonomia: felietony i analizy Jubileusz gospodarki bolszewickiej 15 Pierwsza kategoria to gospodarstwo szturmowe, cieszące się szczególną opieką państwa. Robotników ujęto w karby karności wojskowej. Kryzys przewozu, opału i żywności w końcu 1920 roku wykazuje absurdalność polityki dotychczasowej, wywołuje tendencje reformy i w połowie 1921 doprowadza do radykalnej zmiany polityki gospodarczej. Następuje o k r e s I V, trwający do dziś dnia, tj. półtora roku. Cha- rakteryzuje dobitnie tę Nową Politykę Ekonomiczną, zwaną w  żargonie skrótów bolszewickich NEP, mowa obecnego zastępcy Lenina w  Radzie Pracy i Obrony, Rykowa, wypowiedziana na zjeździe Rad Gospodarstwa Ludowego w maju 1921 roku, który mówił: „linia zasadnicza w zupełności i absolutnie jasno prowadzi w kierunku l e g a l n e g o rozwoju burżuazji”. Podział Krzywickiego na cztery okresy trafnie ujmuje skręty i nawroty, jakie przebiega polityka gospodarcza Sowietów w ciągu pięciu lat ich rządów. Przytoczyłem je, by wskazać, że była ona często „przestawiana na inne szy- ny”, jak się to mówi w Rosji, i to nawet w periodzie klasycznym komunizmu. Z tym zastrzeżeniem będę nadal rozpatrywał pierwsze trzy lata bolszewizmu jako jeden okres. System socjalistyczny, mniej lub bardziej skrystalizowany i czysty, pozostaje jednak w tym czasie na ogół ten sam. Odrębnie omówię okres od połowy 1921 roku do chwili obecnej, tj. okres polityki kompromisu z ustrojem własności prywatnej, wolnego handlu i kapitalizmu. * By zdać sobie sprawę z okresu pierwszego, musimy wrócić na chwilę do rozpatrzenia form, w jakich rozwija się gospodarka społeczna Rosji w tym czasie. Zasadą jest, że państwo produkuje i  rozdziela produkty. Od tej zasady odstępuje bolszewizm od razu w stosunku do ziemi. Użytkowanie ziemi włościańskiej pozostaje przy dawnych właścicielach, ograniczone tylko szeregiem następujących przepisów: 1) zakazana jest sprzedaż, dzierżawa i zastaw ziemi; 2) rząd dąży do ustalenia normy spożywczej, według której obliczona ma być dla każdej okolicy maksymalna wielkość gospodarstwa w stosun- ku do ilości głów w rodzinie; 3) nadwyżkę dochodu, wynikającą z urodzajności czy dogodnego po- łożenia, tj. resztę różniczkową, uznaje dekret za własność państwa. Natomiast ziemie folwarczne, rządowe i poduchowne, dotychczas roz- grabiane bezkarnie, obejmują formalnie władze sowieckie, które mają je rozdzielić w myśl szeregu kanonów. Stwarza mianowicie prawodawstwo sowieckie trzy typy gospodarstw kolektywnych. Są to: 1) s o w c h o z y – większe folwarki o wysokim poziomie kultury rol- niczej, hodowlanej czy przemysłu rolnego. Obejmuje je rząd i prowadzić ma na nich gospodarkę wzorową; 2) k o m u n y – ich istotą jest dobrowolny związek dla wspólnej produk- cji i konsumpcji na zasadzie równości. Wstępujący do komuny likwidują poprzednio swoje interesy i majątek ich przechodzi na własność komuny; 16 3) a r t e l e –  związki wytwórcze (oparte na prastarej kooperatyw- nej zasadzie rosyjskiej) o luźniejszej formie aniżeli komuny, mają raczej charakter syndykatów i  nie wymagają wyrzeczenia się prawa własności prywatnej. Pomiędzy te trzy grupy związków mają być rozdzielone ziemie wielkiej własności. W pierwszej linii popierają władze sowieckie komuny i nadają im szereg przywilejów. Forma ta nie wzbudza jednak zapału wśród lud- ności; o słabym jej rozwoju świadczą wymownie cyfry: w grudniu 1918 jest komun około tysiąca, a  w  grudniu 1920 tylko około dwóch tysię- cy na całej przestrzeni Rosji. „Komunardzi” przypominają swoim pozio- mem kultury i nędzą Cyganów. Sekciarski duch rosyjski pozwala jednak rozwinąć się tej formie w poszczególnych wyjątkowych wypadkach. Tak np. komuna „Życie”, złożona z 80 osób, posiada kuźnię, warsztat szew- ski, stolarnię, maślarnię, szkołę, bibliotekę itp. Wewnętrzne zasady żywo przypominają Utopię czy Ikarię. Komunardzi obiecują sobie badać prawa życia wspólnego drogą rozmów, mówią sobie „ty”, przyobiecują sobie być szczerzy i wykorzeniać nawzajem swoje wady, wychowują dzieci wspól- nie. Podobno jest im z tym dobrze. S o w c h o z y stoją na bardzo niskim stopniu kultury rolnej, dają stale wielkie deficyty gospodarcze, liczba ich wzrosła z 2600 w roku 1919 do 6000 w roku 1921. Najmniej odpowiadająca ideologii bolszewickiej, po- stawiona na trzecim miejscu dopiero w kwestii przydziału ziemi, forma a r t e l u przyjmuje się stosunkowo lepiej. Liczba ich wynosi w 1919 roku 3600, w końcu 1921 roku – 8500. Praca najemna zakazana jest zarówno w gospodarstwach prywatnych jednostkowych, jak i w komunach i arte- lach. Wolno ją stosować tylko sowchozom, w myśl zasady, że naród nie jest wyzyskiwaczem sam dla siebie. Jak widać z  cyfr przytoczonych, wszystkie typy gospodarstw kolek- tywnych objęły drobny zaledwie odsetek warsztatów rolnych Rosji, to- też 80 procent ziemi folwarcznej pozostaje w roku 1920 prawem kaduka w rękach włościan, jedynym zaś, choć wątpliwym zyskiem z punktu wi- dzenia doktryny socjalistycznej jest, że leżą one w większości nieuprawne – w oczekiwaniu na definitywny podział. Żaden z dekretów przytoczo- nych wyżej nie chwycił więc gruntu. Toteż istotą przekształcenia, jakiemu uległ ustrój agrarny rosyjski w latach 1918–1920, tej (risquons le mot) re- formy agrarnej, jest po prostu to, że włościański stan posiadania podnosi się z 50 do 97 procent ogółu ziemi uprawnej. Dlatego też ustrój władz, które miały w teorii kierować polityką agrar- ną, a które w praktyce wywarły mało znaczący wpływ na przebieg wypad- ków, interesuje nas raczej z szerszego, socjologicznego punktu widzenia jako typowy przykład starcia się żądz jednostek z ideologią bolszewicką. Powstały one pierwotnie od dołu, jako tzw. komitety ziemskie gminne, łączące się poprzez delegatów w komitety powiatowe, gubernialne i na gó- rze w  G ł ó w n y K o m i t e t Z i e m s k i. Ciało to kolektywne, obdarzo- ne autonomią, miało kierować polityką agrarną. Ta koncepcja wynikała Ekonomia: felietony i analizy Jubileusz gospodarki bolszewickiej 17 z psychologii prostego chłopa, który ziemię sąsiedniego obszarnika uwa- żał za swoją, zgodna też była z ideologią lewych „eserów” (socjalrewolu- cjonistów), radykalnego stronnictwa ludowego, które opanowało te komi- tety. Bolszewicy wypowiedzieli im walkę i po pół roku wszystkie agendy przeszły w ręce k o m i s a r i a t u r o l n i c t w a, kierowanego z góry cen- tralistycznie i biurokratycznie. * Pewną analogię z pierwotnym rozwojem władz agrarnych od dołu wy- kazywała także organizacja p r z e m y s ł u. Nad komitetami fabryczny- mi, odgrywającymi rolę dyrektorów fabryk, wyrastają nadrzędne instytu- cje z tzw. c e n t r a m i lub g ł a w k a m i na szczycie, przy czym każda najdrobniejsza gałąź przemysłu uzyskuje taki organ centralny. Ujmuje je i podporządkowuje sobie Najwyższa Rada Gospodarstwa Ludowego. Po- myślana pierwotnie jako organ nadrzędny, kierowniczy i  kontrolujący, któremu podlegać mają komisariaty gospodarcze, rozrasta się ona wkrótce w olbrzymią organizację wykonawczo-biurokratyczną i tym samym scho- dzi do równorzędnego stanowiska z  tamtymi komisariatami, przejmuje zadania komisariatu przemysłu i handlu, a rozwija także działy pracujące równolegle z  komisariatami rolnictwa, aprowizacji, leśnictwa itp. Sama NRGL obejmuje 70 „gławków” i „centrów” z poddziałami dla każdej ga- łęzi produkcji2. Urzędy to są olbrzymie: przeciętny „gławk” ma trzystu urzędników. Pracują one na zasadzie kolegialnej przy współudziale dele- gatów wszystkich zainteresowanych urzędów i organizacji. By dać wyobrażenie o  pracy podobnego organu, podaję (za Krzy- wickim) skład doradców „centra” włókienniczego. W  pracy jego biorą udział: trzydziestu przedstawicieli Wszechrosyjskiego Zjazdu Robotni- ków Przemysłu Włókienniczego, piętnastu przedstawicieli Wszechrosyj- skiego Związku Zawodowego Robotników Przemysłu Włókienniczego, po dwóch delegatów od Centralnego Komitetu Wszechrosyjskich Rad Delegatów Robotniczych, Ludowych, Żołnierskich i  Kozackich, Ludo- wego Komisariatu Spraw Wojskowych, trzech delegatów od Wszechro- syjskiego Związku Włókienników, po jednym delegacie od Najwyższej Rady Gospodarki Ludowej, Najwyższej Rady Kontroli Rolnej, Komi- sariatu Skarbu, Komisariatu Handlu i  Przemysłu, Komisariatu Pracy, Wszechrosyjskiej Rady Związku Zawodowego Robotników Przemysłu Chemicznego, Wszechrosyjskiej Rady Związku Zawodowego Krawców, Wszechrosyjskiego Zjazdu Inżynierów i  Techników, Włościańskiej Or- ganizacji Wytwórców Lnu i  od poszczególnych organizacji koopera- tywnych. Czytelników, którzy otrząsną się po przeczytaniu tego spisu, proszę, by zechcieli sobie wyobrazić pracę podobnego urzędu i losy pro- dukcji, którą ten urząd ma kierować! 2 Np. Gławkom Cukrowy ma poddział dla konserw owocowych! 18 Tak zbudowanej centrali podlegały Rady Gospodarstwa Ludowego – gubernialne i powiatowe. Obok Najwyższej Rady Gospodarstwa Ludo- wego więdły na ogół inne komisariaty, stwarzane czasem na zapas, jak np. Komisariat Handlu Zagranicznego, który właściwie nic nie miał do roboty. Jak grzyby po deszczu wyrastają organy międzyurzędowe, zaspo- kajające potrzeby życiowe tych licznych instytucji. By np. zapobiec po- szukiwaniu przez każdy urząd z osobna obuwia dla swych pracowników, bosonogów nieraz i  bosonóżek, stworzono osobny urząd o  eufonicznej nazwie Czekwałłap, który dostarcza walonek i łapci i pokrywa gubczek- wałłapami i uczekwałłapami całą ziemię rosyjską. Spory o  kompetencje zarówno wewnątrz Najwyższej Rady Gospo- darstwa Ludowego, jak i  na zewnątrz z  komisariatami gospodarczymi powołują z  kolei do życia ogromną ilość komisji i  organów uzgadnia- jących. Plany gospodarcze konstruuje każdy „centr” dla swojej gałęzi przemysłu, wykazując w  nich maksimum dobrej woli, optymizmu i… nieznajomości położenia w pomocniczej gałęzi sąsiedniej. Powstają więc komisje, które muszą powiązać te plany, by je dostroić do całości życia gospodarczego. W roku 1920 jest takich komisji, układających programy i plany, pięćdziesiąt dziewięć. Związana nieodłącznie z gospodarką pań- stwową konieczność kontroli i statystyki doprowadza do prawdziwych dziwolągów. Zakłady przemysłowe rozsyłają co dzień po kilkaset odpo- wiedzi na ankiety, dla koncypowania których stwarzają osobne biura. Działają obok siebie trzy naczelne organy inspekcyjno-kontrolujące. Po- szczególne „centry” i  ich oddziały prowincjonalne zakładają ponadto swoje biura statystyczne. Warto się przyjrzeć pracy któregoś z tych urzędów. Oto jak pracuje Charkowski Oddział Inspekcji Robotniczej i  Włościańskiej. W  ciągu czterech miesięcy odbyto dziesięć posiedzeń, na których rozważano sposób kontroli rejestracji. Protokół jednego z takich posiedzeń, nr 8 z dnia 14 sierpnia 1920 roku, mówi, co następuje: zebranie ustala za- kres kompetencji tego organu. W tym celu „sprowadzono z biblioteki tom encyklopedii Brockhausa, według którego s u k n e m lub m a t e - r i a ł e m w przemyśle nazywa się przygotowany z nici wyrób, posia- dający nieznaczną grubość w porównaniu z pozostałymi dwoma wy- miarami i odznaczający się giętkością i elastycznością, konieczną dla przygotowania z niego ubrania i innych tego rodzaju wyrobów. Po zba- daniu takich pojęć, jak p r z ę d z a, t k a n i n a itp., zebranie uchwala, że rejestracji podlegają wszystkie rodzaje tkanin bez względu na to, czy wyrobiono je na maszynach tkackich, czy w  jaki inny sposób”. Zwracam uwagę, że przykład ten nie jest tylko śmieszny. W  zakresie kontroli państwowej podobne objawy są niemal codzienne. Znam oso- biście znakomitego i pierwszorzędnej inteligencji urzędnika polskiego urzędu statystycznego, który, wychowany w mieście, zaglądał również do encyklopedii, gdy przed nim stanęły problemy statystyki rolniczej. Toteż podobnie wyglądałoby niewątpliwie kierownictwo produkcji Ekonomia: felietony i analizy Jubileusz gospodarki bolszewickiej 19 scentralizowane w rękach państwa pod każdym stopniem geograficz- nej długości i szerokości. * Ale czas już może przejść od form organizacyjnych do scharakteryzowania samej polityki gospodarczej w okresie do roku 1921. Klucz do zrozumienia zagadnienia, jak słusznie podnosi Krzywicki, leży w następujących faktach. Rząd sowiecki ujął w swoje ręce całą produkcję przemysłową, użytkowanie ziemi pozostało natomiast rękach chłopów. Produkty rolnicze, uzyskane od chłopów w  zamian za dostarczane im przez rząd wytwory przemysłowe, miały służyć do wyżywienia miast. Zupełna dezorganizacja i ogromny spa- dek produkcji przemysłowej sprawia jednak, że rządowi wymyka się z rąk ten ekwiwalent, którym miał płacić za zboże. Chłop darmo oddać nie chce swoich produktów. W miastach rozpoczyna się głód. Niezależnie od tego produkcja rolna spada gwałtownie; nie może wszak być inaczej, skoro już w 1917 roku chłop otrzymał zaledwie 10 procent normalnej ilości narzędzi rolniczych. Następstwami tych faktów są: masowa ucieczka robotników na wieś, brak rąk do pracy i dalszy jeszcze spadek produkcji przemysłowej. Nie można rządowi sowieckiemu zarzucić braku decyzji w walce z tą klęską społeczną. „N i e m o ż e m y d a ć c h ł o p u r ó w n o w a ż n i k a z a j e g o p r o d u k t y: z a s a d n i c z y m t r y b e m n a s z e g o p o - s t ę p o w a n i a b ę d z i e p r z y m u s. Nie dasz, coś winien, będziemy walczyć wszystkimi środkami, aż do zrównania z ziemią twojego gospo- darstwa!” – oto zapowiedź jednego z wybitnych działaczy bolszewickich. Rząd wprowadza ją w  życie. Rozpoczyna się pobór kontyngentów, wy- rosły znowu, jak wszystkie rewolucyjne zjawiska, od dołu i żywiołowo. Oddziały robotnicze, wysyłane przez poszczególne fabryki, rozbiegają się po kraju i rekwirują co mogą. Dekrety z sierpnia 1918 roku starają się ująć w karby, ale jednocześnie sankcjonują ten tryb postępowania. Pozwalają one organizacjom robotniczym tworzyć regularne oddziały i wprowadza- ją zachęcającą zasadę: p o ł o w a z b o ż a z a r e k w i r o w a n e g o i d z i e d o r ą k w ł a d z a d m i n i s t r a c y j n y c h –   d r u g a n a r z e c z o d d z i a ł u r e k w i r u j ą c e g o. Władze ustalają organizację tych od- działów. Mają się one składać z  siedemdziesięciu pięciu ludzi i  mieć ze sobą po dwa karabiny maszynowe. Tym samym oddziałom polecają so- wiety, o ironio, szerzyć propagandę bolszewizmu! Oddziałów podobnych jest w roku 1920 około tysiąca, liczą trzydzieści tysięcy ludzi. Współdziała z nimi armia aprowizacyjna o sile 14 tysięcy karabinów. Pierwotnie rekwirują one żywność z każdej chaty z osobna. W roku 1919 wprowadzono repartycję – odpowiedzialność ponosi wieś solidarnie. Zasadą jest odebranie całego nadmiaru zboża. Repartycję wy- znaczono na podstawie danych statystycznych. System ten daje ciekawe rezultaty. Według obliczeń późniejszych stosunek kontyngentu do istot- nego nadmiaru był na przykład: 20 Gubernie Nadmiar (w mln pudów) Wyznaczono kontyngent (w mln pudów) Uzyskano (w mln pudów) Tamborska Penzeńska Symbirska 16 2,6 50 36 11 12 14 3,3 4,6 Rząd, zgodnie z kanonami gospodarki planowej, normowanej przez pań- stwo, wprowadza ceny stałe na wszystkie produkty. Stosunek ich do życia jest zupełnie fantastyczny. Żyto kosztuje z wolnej ręki w roku 1920 w marcu: W guberniach Cena (w rublach) Cena oficjalna (w rublach) Petersburskiej Nowogrodzkiej Moskiewskiej 14 000 10 000 10 400 82 000 82 500 70 000 Chłop broni się z całą chytrością i wytrwałością przeciw idącej ku nie- mu ruinie. Zakopuje zboże i  zmniejsza przestrzeń uprawną, czyli upra- wia tzw. zielony sabotaż. Nie pomaga krótkotrwała próba rozbicia wsi na dwa wrogie obozy: proletariatu wiejskiego –  b i e d n o t y, zorganizowa- nej przez rząd w  tzw. k o m b i e d y i  przeciwstawianej „kułakom”, za - możnym kmieciom, w oczach doktrynerów reprezentującym kapitalistów agrarnych. Doprowadza ta polityka do rozdrapania zagród bogatszych chłopów, ale chleba miastom nie daje. Teoretyczne też raczej znaczenie zachowują nowe organy i raz jeszcze nowe urzędy, p o s i e w k o m y, które pilnować mają rozszerzenia uprawy, jak również próby militaryzacji pracy rolniczej i groźby surowych kar. Żywność w dalszym ciągu napływa do miast w dozach minimalnych. Jakże wygląda w tych warunkach aprowizacja miast? Ściągnięto nastę- pujące ilości kontyngentu w stosunku do zamierzonych: 1916/17 – 76 pro- cent, 1918/19 – 41 procent, 1919/20 – 66 procent, 1920/21 – 67 procent. Ludność miejska byłaby w dwóch trzecich skazana na zagładę, gdyby cała jej aprowizacja oparta była na dostawach rządowych. Tak oczywiście nie było. Spożycie miast w roku 1918/19 obliczono na 96 milionów pudów, z tego dostarczyły władze aprowizacyjne 40 milionów, resztę (57 milio- nów pudów) dostarczył dobroczynny spekulant m i e s z o c z n i k. Ta klęska życia społecznego Rosji, zalegający wszystkie koleje i  drogi, ści- gany jak dziki zwierz paskarz z workiem na plecach wciska się pomiędzy rząd a społeczeństwo i ratuje 60 procent ludności miejskiej od ś m i e r c i głodowej. Nie chroni jej oczywiście od głodu. Ilość kalorii spożywanych przez robotnika w latach 1919–1920 wynosi według (zdaniem moim bar- dzo optymistycznych) obliczeń oficjalnych bolszewickich około 2500 na Ekonomia: felietony i analizy Jubileusz gospodarki bolszewickiej 21 robotnika, tj. około 60 procent spożycia normalnego człowieka. Zwrócić zaś uwagę należy, że robotnicy to warstwa najbardziej uprzywilejowana, której teoretyczne racje rządowe mają się do racji inteligenta jak plus minus 4 do 1. Praktyka nie była z  pewnością lepsza. Tragicznie po prostu wyglą- da aprowizacja miast i  wsi w  produkty przemysłowe. Soli przydzielono w roku 1920, gdy już minął najpilniejszy kryzys solny, pół funta na głowę rocznie w miastach, ćwierć funta na wsi. Zapałek otrzymuje na cały rok 1920 mieszkaniec Moskwy w I kategorii 11 pudełek, w II – 5, w III – 4 pu- dełka. Cukru w I kategorii 8 funtów, w II – 6, w III – 1. Mydła w I kategorii 3 funty, w II – 1, w III – nic zgoła. Podaję cyfry powyższe w charakterze ilu- stracji, inne przedmioty codziennego użytku nie wyglądają lepiej. Konsty- tucja sowiecka mówi w paragrafie 18: „kto nie pracuje, niech nie je”. Zasada ta została, jak widzimy, nie tylko wprowadzona w życie, ale i rozszerzona także na tych, którzy pracują… Pracują zresztą oczywiście bardzo źle. Rząd sowiecki, nie mogąc po prostu nadążyć w drukowaniu pieniędzy na płace robotnicze, stara się z całą siłą przeprowadzić politykę płac tary- fowych. Robotnik z płacą przeciętną pokrywa ze swoich poborów zaled- wie 20 procent potrzeb. Rozpowszechnia się system zarobków ubocznych – robotnik rozkrada mienie państwowe, opuszcza pracę co kilka dni, by poszukać pożywienia na wsi. Toteż w roku 1920 pracuje przeciętnie zale- dwie 15 dni na miesiąc. Wydajność jego pracy spada w kopalniach węgla do jednej piątej wydajności przedwojennej. W przemyśle przędzalniczym do 12 procent. Ucieka zresztą masowo na wieś. Po bezrobociu, sięgającym pół miliona ludzi w związku z demobilizacją w roku 1918, następuje brak rąk do pracy: na 300 miejsc wolnych w 1919 zgłasza się stu robotników. Rząd sowiecki próbuje opanować sytuację jeszcze większym naciśnię- ciem sprężyny przymusu i terroru. W początku 1920 roku stwarza armię pracy, tzn. przeznacza jedną z armii wojskowych do pracy przemysłowej oraz przeprowadza ogólną militaryzację pracy, ogłasza mobilizację. Pod grozą najsroższych kar, aż do rozstrzelania, nie dozwala robotnikowi pra- cy nie przyjąć: „nie wolno mu porzucić fabryki, do której go zaciągnię- to”. Podnoszą te środki istotnie ilość pracujących, zmniejszają liczbę dni opuszczonych, ale nie wpływają na wydajność pracy jednostki. Inaczej być nie mogło – kończy się wszechmoc dekretów i kar tam, gdzie wchodzi w grę fizjologia. Wyczerpane organizmy nie mogą się zdobyć na większe napięcie energii. Rząd sowiecki próbuje osiągnąć lepsze wyniki przez rozbicie dotychcza- sowej centralizacji przemysłu. Wprowadza już w 1920 roku formę trustu i grupuje w trustach część swojej produkcji. Trust bolszewicki to autono- miczna jednostka wytwórcza, łącząca kilka warsztatów pracy, zbudowana na zasadzie koncentracji pionowej (np. kopalnia węgla, kopalnia rudy żela- znej i huta żelazna), coś, co przypomina w nowoczesnej armii jednostkę bo- jową. Ma on obejmować całość zdolną do samodzielnej produkcji. Trustów takich powstaje już w 1920 roku 179. Najważniejsze, jako tzw. szturmowe, 22 uzyskują liczne przywileje w zakresie aprowizacji robotników, przydziału opału, pierwszeństwa w dostawach kolejowych itp. Partykularyzm i ambi- cje kierowników prowadzą jednak do tego, że większość ich wkrótce okazuje się szturmowa. Wskutek tego wysiłki odbudowania poszczególnych fabryk rozpraszają się i wysiłki akcji „szturmowej” są ostatecznie bardzo nikłe. Racjonalizm schematyczny doprowadza do dalszych nonsensów; oto głos prasy bolszewickiej, oczywiście z czasu gdy kurs oficjalny się zmienił i  zarzucono już te próby (cytowany w  książce Krzywickiego): „rzucono hasło: w s z y s t k o n a k o r z y ś ć p r z e w o z u k o l e j o w e g o, ale dopiero w pięć miesięcy potem domyślono się rozszerzyć te przywileje na grupę zakładów mechanicznych i metalurgicznych, bez których cała pra- ca wyłożona na przewóz była urojeniem”. * Jakiż jest bilans tych trzech lat, w  ciągu których państwo sowieckie kierowało życiem gospodarczym Rosji? Niech świadczą o tym cyfry wyję- te ze źródeł sowieckich. Jeżeli stan roku 1913 przyjmiemy za 100 procent dla każdej gałęzi produkcji, to produkcja w roku 1920 wyrazi się w nastę- pujących odsetkach: 3 Przestrzeń obsiana Opału dostarczono przemysłowi Produkcja nafty Produkcja surowca żelaznego Produkcja półfabrykatów żelaznych Produkcja włókiennicza Produkcja cukru Transport 74,0 3 20,0 33,0 2,5 3,3 5,6 4,5 20,0 Podałem szereg danych dotyczących najważniejszych gałęzi produkcji, inne cyfry nie są bynajmniej lepsze. Najwyższy wydatek wykazuje miedź, której wydobyto 50 procent ilości wydobytej w roku 1913, najniższy – pro- dukcja gumowa, równająca się 1,7 procent wydajności przedwojennej. Ale to przerażające cofnięcie się ilościowe nie jest jedynym wyrazem klęski gospodarczej. Pod względem konstrukcji swojego gospodarstwa cofa się Rosja gdzieś w epokę średniowiecza. W miarę rozstroju opada gospodar- ka zawsze i wszędzie na niższe stopnie rozwoju, cofa się od gospodarki 3 Nie ma oczywiście cyfr ujmujących wydajność rolnictwa. Spadła ona niewątpli- wie bardzo znacznie w stosunku do jednej morgi obsianej. Ekonomia: felietony i analizy Jubileusz gospodarki bolszewickiej 23 pieniężno-kredytowej do czysto pieniężnej i dalej wstecz do wymiany su- rowej. Obserwujemy to i w Polsce, gdzie kredyt spadł do 5 procent roz- miarów przedwojennych i dostrzegamy nieraz zjawiska wymiany surowej. W Rosji kredyt – ten wykwit najwspanialszy organizacji gospodarczej – zanikł zupełnie, wymiana surowa staje się zjawiskiem przeważającym, niemal regułą. Inflacja wywołuje niesłychane nawet na nasze stos
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Dzieła zebrane. Tom II
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: