Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00067 007362 10208665 na godz. na dobę w sumie
Dziennik profesora nadzwyczajnego - ebook/pdf
Dziennik profesora nadzwyczajnego - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 249
Wydawca: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-235-2713-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Zbiór tekstów z pogranicza groteski opisujących trudności w komunikowaniu się z obecną rzeczywistością. Ich lektura rozbawia do łez. Kiedy świat zdumiewa nas bezbrzeżnie, sięgnijmy po tę książkę – nasze niedowierzanie zamieni w śmiech.

Pojawiło mi się w głowie coś. Zadzwoniłem do znajomego lekarza, specjalisty intensywnej opieki. Szybko zdiagnozował i nazwał ten przypadek. W mózgu powstał projekt. Trzeba go przekształcić w grant. Proste. W tym się wyraża nowoczesność, chyba nauki. Także gospodarki. Zreformuję gospodarkę. Skończyłem śniadanie. Otworzyłem drzwi wejściowe. Wyszedłem. Zobaczyłem napis informujący, że z restauracji nie wolno niczego wynosić. Sprawdziłem, w rękach niczego nie miałem. Spojrzałem w lustro. Przepełniona głowa nie różniła się od pustej. Wiedza jest niewidoczna.
Fragment tekstu

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

dziOK 1/1/15 10:19 AM Page 1 Pojawi∏o mi si´ w g∏owie coÊ. Zadzwoni∏em do znajomego lekarza, specjalisty intensywnej opieki. Szybko zdiagnozowa∏ i nazwa∏ ten przypadek. W mózgu powsta∏ projekt. Trzeba go przekszta∏ciç w grant. Proste. W tym si´ wyra˝a nowoczesnoÊç, chyba nauki. Tak˝e gospodarki. Zreformuj´ gospodark´. Skoƒczy∏em Êniadanie. Otworzy∏em drzwi wejÊciowe. Wyszed∏em. Zobaczy∏em napis informujàcy, ˝e z restauracji nie wolno niczego wynosiç. Sprawdzi∏em, w r´kach niczego nie mia∏em. Spojrza∏em w lustro. Przepe∏niona g∏owa nie ró˝ni∏a si´ od pustej. Wiedza jest niewidoczna. - - Pawel Kozlowski Ekonomista i socjolog. Zajmuje si´ ekonomià politycznà, ekonomià transformacji i spo∏ecznymi oraz ideowymi aspektami przekszta∏ceƒ systemowych. Uprawia te˝ krytyk´ sztuki. Profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Autor tekstów mówionych i pisanych, mi´dzy innymi dokumentu osobistego w postaci ksià˝ki (wspó∏autor Andrzej Walicki) Z Polski i o Polsce. Korespondencja z lat 2004 _2006 (2007). P A W E ¸ K O Z ¸ O W S K I D z i e n ni k p r o f e s o r a n a d z w y c z a j n e g o P A W E ¸ K O Z ¸ O W S K I D z i e n n i k p r o f e s o r a n a d z w y c z a j n e g o www.wuw.pl/ksiegarnia ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 1 Dziennik profesora nadzwyczajnego ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 2 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 3 P A W E ¸ K O Z ¸ O W S K I Dziennik profesora nadzwyczajnego Warszawa 2015 ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 4 Redaktor prowadzàcy Ma∏gorzata Yamazaki Korekta Ma∏gorzata Dehnel-Szyc Elwira Wyszyƒska Opracowanie graficzne Wojciech Markiewicz Ilustracja na ok∏adce Burchard z Wormacji, W∏ochy, ok. 1150 r. Pojedyncze teksty ukaza∏y si´ w krakowskich czasopismach: „Zdanie”, „Vis a Vis” i „Kraków” (Potwór wÊród potworów) ISBN 978-83-235-2713-8 (PDF) © Copyright by Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2015 © Copyright by Pawe∏ Koz∏owski, Warszawa 2015 Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 00-497 Warszawa, ul. Nowy Âwiat 4 www.wuw.pl e-mail: wuw@uw.edu.pl Ksi´garnia internetowa: www.wuw.pl/ksiegarnia Wydanie I ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 5 ˛ Wstep K i e d y Ê, k t ó r e g o Ê d n i a w r ó c i ∏ e m d o d o m u. By∏em zdziwiony. Troch´. Postanowi∏em zapisaç ten swój nadzwyczajny stan. Zamiar natychmiast przeku- ∏em w czyn. Po dwóch dniach, a mo˝e po czterech zapi- sa∏em. Tak zaczà∏ si´ ten dziennik. Pisz´ go nie codzien- nie, ale w dzieƒ. Gdy on ju˝ si´ skoƒczy∏ lub jeszcze nie zaczà∏, to u˝ywam Êwiat∏a. Elektrycznego. Czyli robi´ dzieƒ w∏asny. U˝ywam Êrodków tradycyjnych: pióra i papieru. Po- dobno teraz sà te˝ jakieÊ inne. DwadzieÊcia lat temu uznano je za nowe, ja jeszcze nie. Wiem troch´ o nich. Dowiedzia∏em si´, ˝e te nowe zapisy nigdy nie znikajà. Nie wiem, gdzie one w ogóle sà, ale wa˝niejsze, ˝e sà wieczne. Okropna w∏aÊciwoÊç. Nie chc´ jej posiadaç. Nie uczestnicz´. Staram si´, ˝eby dziennik by∏ realistyczny. Pisz´ go dla siebie, tzn. z powodów moich. Sà one dwa. Pierwszy ma charakter higieniczny. Przynosi ulg´. KiedyÊ dowie- dzia∏em si´ dlaczego. Wiem nadal. Drugi dlatego, ˝e chc´ zrozumieç. Choç troch´. Ca∏oÊci nie mog´, ale mo˝e jakieÊ ∑ 5 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 6 jej u∏amki. Stàd ten realizm zapisu. OdpowiednioÊç mnie i Êwiata. Ja taki jak on. KolejnoÊç tych cz∏onów wymieni∏em nieprzypadkowo. Mo˝e tych powodów jest wi´cej. Niewykluczone, ˝e ich w ogóle nie ma, a w ka˝- dym razie nie muszà byç. Dziennik przeznaczam do druku nie po to, ˝eby go ktoÊ przeczyta∏. Nie w tym celu go pisz´, podobnie jak czasem te˝ jakieÊ inne rzeczy. Ale po to, ˝eby to, co w nim jest, by∏o dalej ode mnie. Ksi´garnia i pó∏ka to dobre miejsce. ∑ 6 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 7 Pociag ˛ Warszaw´ i Kraków ∏àczy pociàg. Cz´sto z niego korzystam. W Warszawie, w drodze na dworzec kole- jowy, przechodz´ przez galeri´, czyli miejsce, gdzie jedni sprzedajà, a inni nie kupujà. Zaj´ci sà oglàdaniem. Sprawdzam przy stoisku zapachy m´skich wód, nastro- szam brwi oraz korzystam z toalety. Ostatnio by∏a przed nià kolejka, co w mojej gospodarnej g∏owie wywo∏a∏o refleksj´ o zak∏óceniu równowagi popytu z poda˝à. Po- myÊla∏em, ˝e to wp∏ynie na nastroje rynków. Jednak bilet kupi∏em, w trakcie skomplikowanej transakcji kasjerka chcia∏a ode mnie kart´ seniora. OÊwiadczy∏em przez mi- krofon po∏àczony z g∏oÊnikiem, za pomocà którego ja jà s∏ysza∏em s∏abo i z przerwami, a ona mnie w ogóle, ˝e mam legitymacj´ szkolnà oraz miejskà. Patrzy∏a mi w usta i zapewne dzi´ki ich ruchom zap∏aci∏em pi´çdziesiàt procent mniej. W przedziale siedzia∏a starsza pani o wyglàdzie m∏od- szego pana, a obok niej wnuczek, którego pomyli∏em z dziewczynkà. Rozwiàzywali krzy˝ówki. M´˝czyzna w bia∏ej koszuli i czarnych spodniach przepycha∏ przez ∑ 7 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 8 korytarz wózek. Rozdawa∏ soki jako dodatek do miej- scówki, wybra∏em kaw´ z herbatnikiem. Wypi∏em szybko, bo nie nadawa∏a si´ do picia. Zrobi∏em si´ senny, przy- pomnia∏ mi si´ wiersz Wa˝yka. Po korytarzu nikt nie chodzi∏, choç czasem ktoÊ tam si´ pojawia∏ i mówi∏ sam do siebie, czyli do telefonu przyklejonego do ucha. S∏y- sza∏em jakieÊ s∏owa o mi∏osnych planach oraz o dra- matach codziennoÊci, czyli o umowach i notowaniach. Usi∏owa∏em deklamowaç sobie Wagon. Pani o wyglà- dzie pana zaproponowa∏a mi ∏yk wody, najlepiej niegazo- wanej. Przeczyta∏em gazet´, ˝eby odró˝niç czas podró˝y od czasu domowego, w Warszawie krajowych utworów dziennikarskich nie u˝ywam, by zachowaç kontakt z rze- czywistoÊcià. Dowiedzia∏em si´ z dzienników, ile zarabiajà ci, którzy zarabiajà du˝o, przeczyta∏em, ˝e ci, którzy nie majà pracy, nie b´dà jej mieli nadal, ale b´dzie ich wi´cej, oraz ˝e polscy pi∏karze no˝ni chcà wyjÊç z grupy i ˝e sà reprezentacjà narodu. Zastanawia∏em si´ przez chwil´, dla- czego chcà opuÊciç grup´? Pojawi∏ mi si´ w g∏owie obraz ich trenera, którego wypowiedzi Êwiadczà zarówno o tym, ˝e Polska jest krajem wieloj´zycznym, jak i o tym, ˝e chlubimy si´ tolerancjà. U nas by∏o niewiele stosów i nadal ich nie ma. Doje˝d˝aliÊmy. Nad Krakowem unosi∏ si´ du˝y balon, chyba nie na uwi´zi. Zamknà∏em oczy i zobaczy∏em prezy- denta oraz biskupów, trzymali si´ za r´ce i tworzyli kràg. Jedno z jego ogniw nie mia∏o brzucha. Stan´liÊmy przy peronie. Tablica elektroniczna w wagonie wskazywa∏a, ˝e mamy szybkoÊç 30 km na godzin´ i jedziemy do Nowego Targu. Przez g∏oÊnik oznajmiono, ˝e trzeba opuÊciç ∑ 8 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 9 pociàg, bo to koniec trasy, i za∏oga ˝yczy mi∏ej podró˝y. Wysiad∏em i poszed∏em do galerii. Okrà˝y∏em wylewa- jàcà si´ skàdÊ wod´, rozpozna∏em fontann´. Minà∏em toalet´ oraz sklep z toaletowymi wodami. Przez chwil´ waha∏em si´, w jakiej kolejnoÊci i z czego skorzystaç. Kupi∏em bilet powrotny, nikt nie chcia∏ ode mnie karty seniora. Ucieszy∏em si´ na widok Adama. PoszliÊmy do Zwisu, zaczà∏ padaç deszcz. OglàdaliÊmy noszone po rynku parasolki i po ruchach bioder usi∏owaliÊmy zgadnàç kszta∏t nosa i wielkoÊç oczu kobiet. Udawa∏o nam si´ zawsze, choç nie mogliÊmy tego sprawdziç, bo parasolki wszystko zakrywa∏y. Adam wsta∏, na chwil´ poszed∏ obok, wróci∏ i deszcz przesta∏ padaç. Woda sp∏ywa∏a do Wis∏y i dalej w kierunku Warszawy. 12.5.2012 r. godz. 16.03 Nie pada, nie Êwieci ∑ 9 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 10 Zgromadzenie Rano wybra∏em si´ na wa˝ne zbiorowe spo- tkanie naszych uczonych. Nazwano je Zgromadze- niem. By∏o goràco, wi´c w∏o˝y∏em marynark´ w kolorze ˝ó∏tym, troch´ zgni∏ym. Nie odró˝nia∏a si´ od barwy niepodlewanych trawników i jakiejÊ pani, która w tele- wizji nazywa si´ Pos∏em. Us∏ysza∏em niedawno, ˝e gdzieÊ na Êwiecie ktoÊ nada∏ swojemu synowi imi´ Einstein. Chcia∏em wyglàdaç schludnie i w tym celu trzy dni wczeÊ- niej si´ ogoli∏em. Pojecha∏em metrem do p´tli autobu- sów, ˝eby si´ przesiàÊç. Zawsze na tym przystanku wycho- dz´ niew∏aÊciwym wyjÊciem, a wi´c postanowi∏em wy- ciàgnàç wnioski z doÊwiadczeƒ b∏´dnej przesz∏oÊci. Od razu wybra∏em schody, które powinny prowadziç w z∏à stron´, bo mia∏em nadziej´, ˝e oka˝à si´ dobre. Pierwszy raz jednak nie pomyli∏em si´ i na powierzchni znalaz∏em si´ obok p∏otów okrà˝ajàcych jakàÊ budow´, na której nikogo nie by∏o. Z dumà cz∏owieka sukcesu dotar∏em do przystanku autobusu. Znalaz∏em na nim przyjaciela, z którym umówi∏em si´ wczeÊniej, ale spotkania nie potwierdzi∏em, by nie sprawiç mu zawodu spóênieniem lub pe∏nà absencjà. Na przystanku by∏y trzy autobusy, my staliÊmy przy niew∏aÊciwym. DotarliÊmy w koƒcu do naszego. Wszyscy w Êrodku jechali w to samo miejsce, tzn. do Ogrodu Botanicznego. ∑ 1 0 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 11 W Êrodku stali naukowcy w wieku chyba jeszcze przed dziewi´çdziesiàtkà oraz siedzieli nieco m∏odsi, przedszkolacy, którzy nie skoƒczyli 6 lat. Dzi´ki temu Êrednia nie przekracza∏a 45 lat. Ja wyglàdam jak ci starsi, ale stara∏em si´ trzymaç jak m∏odsi. Toczy∏y si´ dyskusje, poruszono spraw´ goràca w Êrodku i temperatury na zewnàtrz. Przyjaciel zabawia∏ mnie rozmowà o emery- turach, on ma umys∏ niezale˝ny. Nic nie rozumia∏em, ale na szcz´Êcie mówi∏ niewyraênie i cicho, a wi´c nie s∏ysza∏em niczego. Co pewien czas potakiwa∏em, na znak, ˝e si´ zgadzam. WysiedliÊmy przed g∏ównym wej- Êciem do Ogrodu, czyli miejsca zgromadzenia. Okaza∏o si´ zamkni´te, otwarta brama by∏a nast´pna, znacznie wi´ksza. Na miejscu, przy ogrodowych stolikach sie- dzieli wytworni panowie w czarnych garniturach, bia∏ych koszulach i ciemnych krawatach. To byli kie- rowcy. Teraz na drogach inni je˝d˝à jak wariaci i jeÊli nie ma si´ du˝ej ci´˝arówki, podró˝ staje si´ nie- bezpieczna. Ci widaç przygotowali si´ na jej finisz, zdaje si´, ˝e w ogóle sà teraz takie wymogi w stosunku do tych, którzy du˝o je˝d˝à. Wokó∏ stali cz∏onkowie oraz, za przeproszeniem, cz∏onkinie. Zajà∏em miejsce w Êrodku, tzn. w namiocie. Na stalowo-plastikowym foteliku po∏o˝y∏em jakàÊ ksià˝k´, którà dosta∏em i któ- rej nie b´d´ czyta∏. Sprawdzi∏em, czy w indeksie nie ma mojego nazwiska, nie by∏o indeksu. S∏usznie. Wyszed∏em na kaw´, bez trudnoÊci, bo wybra∏em miejsce przy samym wyjÊciu. Na zebraniach lubi´ obserwowaç przyrod´, a zw∏aszcza niebo. Wróci∏em, us∏ysza∏em pa- sjonujàcà dyskusj´, czy mo˝na przepisywaç siebie ∑ 1 1 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 12 samego i czy to jest karalne. Przypomnia∏ mi si´ trudny okres dojrzewania. Wyszed∏em. Podziwia∏em w ogro- dzie rododendrony oraz stawy z ceratowym niebieskim dnem. Przyda∏yby si´ takie dna w jeziorach, bo nie lubi´ mu∏u. Chodzi∏em troch´, nie chcia∏em siadaç na ∏awce, ˝eby nie pognieÊç spodni, które starannie pozbawi∏em kantów. Po powrocie us∏ysza∏em referaty oraz chyba pasjonujàcà dyskusj´. Nie mog∏em po∏apaç si´ o czym. Wyszed∏em na kaw´ i przeszed∏em si´ ponownie po parku. Jestem tam cz´stym goÊciem, bo odwiedzi∏em go ju˝ dwa razy. Chcia∏em sprawdziç, czy coÊ si´ zmieni∏o w moim ulubionym miejscu, tzn. eko- logicznym barze z piwem i kaszankà. Nikogo nie by∏o, za to wszystkie ∏awy zwiàzano ∏aƒcuchami. Widaç, ˝e kraj si´ rozwija: kiedyÊ w pachnàcych ludêmi i bigosem restauracjach dworcowych przywiàzywano do stolików zrobione ze s∏oików (z przek∏utymi gwoêdziem nakr´t- kami) solniczki, teraz ca∏e du˝e ∏awy i sto∏y. Wróci∏em pokrzepiony post´pem. Wyst´powa∏ chór mieszany. Mia∏ urozmaicony repertuar, Êpiewa∏ starocie o mi∏oÊci do boga i piosenki wspó∏czesne sprzed nieca∏ych stu lat o mi∏oÊci do cz∏owieka, chyba p∏ci przeciwnej. Ten no- woczesny repertuar wykonywali w stylu gospel po∏à- czonym z choreografià kankana, choç bez podnoszenia nóg. Najbardziej podoba∏ mi si´ dyrygent i kierownik chóru. By∏ kobietà, która sta∏a ty∏em. Prze˝ywa∏em sztuk´, mia∏em ochot´ wy∏àczyç foni´. Pierwsza cz´Êç konferencji si´ skoƒczy∏a i zaproszono nas do kolejki po jedzenie. Po godzinie zjad∏em: dobre kartofle z dodat- kami w sosie, których nie potrafi´ nazwaç. Wypi∏em ∑ 1 2 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 13 z nadal eleganckimi kierowcami wino. Gaw´dziliÊmy o wybranych zagadnieniach ˝ycia codziennego muchy owocówki oraz o polemikach Poppera z Carnapem. Ja jestem za falsyfikacjonizmem. Przeszed∏em si´ po ogro- dzie, poczu∏em ducha panteizmu, wróci∏em zamyÊlony. Na miejscu doszed∏em do siebie. Nie spóêni∏em si´, bo akurat mówi∏ profesor, którego szczególnie lubi´ s∏uchaç. Dêwi´ki, które wydaje, sà ∏agodne i uspoka- jajàce, a treÊci nie ma, wi´c nic mnie nie rozprasza. Po nim zacz´∏y si´ wystàpienia oficjalne Êrednio wa˝nych ludzi reprezentujàcych prawdopodobnie doÊç wa˝ne urz´dy. Ciàgle nie umiem gwizdaç na palcach. Wyszed- ∏em i przez las piechotà dotar∏em do metra. By∏ to ∏adny i po˝yteczny spacer. Las prawie pusty, czasem mija∏em biegnàcych dla sportu w tym samym kierunku eme- rytów. Walczyli o ˝ycie i chyba nie mogli znaleêç drogi na zewnàtrz. Wróci∏em do domu, zadzwoni∏ telefon, jakaÊ kobieta przedstawi∏a si´ i zapyta∏a, czy nie prze- szkadza. Odpowiedzia∏em, ˝e przeszkadza. Chyba jej to nie zaskoczy∏o, bo mówi∏a dalej. Zaprosi∏a mnie do przychodni zdrowia oraz zach´ci∏a do kupna herme- tycznych garnków, których nie mo˝na otworzyç. Zdzi- wi∏o mnie, dlaczego uzna∏a, ˝e to mnie zainteresuje. Po chwili przesta∏em si´ dziwiç. 24.5.2012 r. godz. 14.48 S∏oƒce ∑ 1 3 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 14 ˛ Przed podróza · P o s t a n o w i ∏ e m w y j e c h a ç. Podró˝ mia∏em odbyç samochodem, g∏ównà szosà na pó∏noc. D∏ugo si´ przy- gotowywa∏em. Rozwa˝a∏em, czy napisaç testament, czy raczej odkurzyç mieszkanie. Ostatniej woli jednak nie spisa∏em. Nie dlatego, ˝e nie wiem, czego chc´, ale dla- tego, ˝e lubi´ obserwowaç nasze spo∏eczeƒstwo w dzia- ∏aniu. KiedyÊ szczególnie wciàgn´∏y mnie wspólnoty mieszkaniowe, póêniej spostrzeg∏em, ˝e inne okolicz- noÊci te˝ sà porywajàce. Teraz wyobrazi∏em sobie, jak moi spadkobiercy sami b´dà zbli˝aç si´ do porozumie- nia i jak to przed∏u˝y pami´ç o mnie. Mo˝e ona w ten sposób trwaç kilkadziesiàt lat, a kto wie, czy póêniej jesz- cze si´ nie odnowi. Zrezygnowa∏em równie˝ z odkurzania, bo to mog∏o- by prowadziç do umycia okien, a ja nie lubi´ ostrego Êwiat∏a. Umy∏em sedes oraz umywalk´ za pomocà nie- zawodnego szamponu do mycia w∏osów, który równie˝ im nadaje puszystoÊç. Przypomnia∏em sobie, ˝e czyta∏em niedawno o nowym wynalazku: wolno opadajàcej desce klozetowej. Teraz wi´kszoÊç nowoÊci techniki i kuli- nariów pochodzi albo z badaƒ kosmosu, albo z tajnych laboratoriów wojskowych – wolno opadajàca deska dla cywilów musia∏a wi´c byç ju˝ wypróbowana w stanie niewa˝koÊci lub pod ostrza∏em na poligonie. Jestem cz∏o- wiekiem czynu i postanowi∏em rzecz mieç natychmiast. ∑ 1 4 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 15 Zawiàza∏em sobie krawat i poszed∏em na zakupy. Obok mam aptek´, sklep i bank. W aptece deski nie by∏o. Za- proponowano mi bez recepty w´giel i coÊ na wstrzy- manie. Powiedzia∏em, ˝e nie mam czego wstrzymywaç, opowiadam si´ za zmianami, a w´gla nie mam czym przewieêç. Kupi∏em natomiast okazyjnie, z 5-procentowà zni˝kà, lek na nerki, który uspokaja, jeÊli si´ go przyjmuje przez miesiàc albo pó∏ roku. Znacznie obni˝ona cena spowodowana by∏a majàcym nastàpiç jutro koƒcem wa˝noÊci lekarstwa. Zadowolony z niespodziewanego praktycznego zakupu poszed∏em do sklepu o nazwie Mini Europa. Specjalizuje si´ on w towarach azjatyckich. Ekspedienta poprosi∏em o desk´ w rozmiarze mezo. Odpowiedzia∏ mi, ˝e to nie jest sklep muzyczny. Musia∏em szybko wyjÊç. W banku wyrazili nadziej´, ˝e jestem zainteresowany nowymi produktami. WyjaÊni∏em, ˝e teraz mojà g∏ow´ zaprzàta jedynie wolno opadajàca deska klozetowa. M´˝czyzna w czapce z daszkiem od- prowadzi∏ mnie do drzwi. Okaza∏o si´, ˝e jest agentem. Powiedzia∏em mu, ˝e wyglàda na prezesa. Wolno opadajàcà desk´ kupi´ sobie po powrocie. Przy okazji odkry∏em w sobie drzemiàcà dotàd pier- wotnà potrzeb´ posiadania wolno opadajàcej pokrywy klozetowej. B´dzie musia∏a ona opadaç wolniej od deski. Wróci∏em do domu i usiad∏em na ubikacji. Rozmarzy- ∏em si´. Podró˝ prze∏o˝y∏em o trzy dni. 9.6.2012 r. godz. 21.34 Chmury ∑ 1 5 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 16 W podrózy · Zadzwonili do mnie z jakiejÊ firmy i powie- dzieli, ˝e teraz b´d´ móg∏ telefonowaç wsz´- dzie za darmo. Zap∏ac´ mniej ni˝ 100 z∏, bo tylko 99,98 z∏ miesi´cznie. Zapytali mnie o dat´ urodzenia. Gdy ustalili, ile mam lat, tak mnie uj´li swoim od- kryciem, ˝e natychmiast przysta∏em na nowe warunki. Dotychczas nie mia∏em telefonu za darmo i musia∏em p∏aciç co miesiàc 90,70 z∏. JeÊli dzwoni∏em rano, ra- chunki by∏y wy˝sze. Kontynuowa∏em pakowanie. Zaczà∏em je trzy ty- godnie wczeÊniej, bo lubi´ dobrze przygotowaç si´ do startu. Zdjà∏em z krzese∏ wolno opadajàcà na dno desk´ surfingowà. WczeÊniej przenios∏em z niej telewizor. UmieÊci∏em go w wannie, ˝eby si´ nie kurzy∏. Kwiatki w∏o˝y∏em do lodówki. Mia∏em k∏opot z du˝ymi donicz- kami, musia∏em je zredukowaç. Wy∏àczy∏em pràd. Uregulowa∏em na sta∏e lekki strumieƒ wody p∏ynàcej z prysznica. Mieszkanie nie mo˝e si´ wysuszyç. Zasta- nawia∏em si´, czy okno zostawiç otwarte, czy je za- mknàç. Zapowiadajà przelotne deszcze i burze, wi´c wybra∏em rozwiàzanie bezpieczne: du˝e okno posta- nowi∏em otworzyç, dwa ma∏e zamknàç. Na szcz´Êcie nie ∑ 1 6 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 17 mam ich wi´cej. Zm´czy∏em si´ tymi przygotowaniami i prze∏o˝y∏em wyjazd o dwa dni. U˝ywam du˝ej samolotowej torby podró˝nej, walizki i plecaka. Lubi´ porzàdek i dbam, ˝eby rzeczy nie by∏y zgniecione. Wszystkie ubrania wk∏adam na siebie. Do walizki w∏o˝y∏em ∏y˝k´ do butów, stopy w∏o˝y∏em do wietnamskich japonek, do torby schowa- ∏em parasol i gumowà kurtk´ przeciwdeszczowà. W ple- caku umieÊci∏em krem w pe∏ni chroniàcy przed s∏oƒ- cem, bo zamierzam si´ opalaç. Nauczy∏em si´ otwieraç puszki ze szprotkami no˝em, wi´c nie bior´ specjalnego klucza do konserw. Nie mog∏em znaleêç ostrego no˝a, wzià∏em nowà ˝yletk´. Rozluêni∏em si´ i postanowi∏em wyjechaç za trzy dni. Wyszed∏em z domu. W jednym r´ku nios∏em waliz- k´, w drugim plecak, a na plecy zarzuci∏em torb´. By∏o przyjemnie, szed∏em lekko. Wyobrazi∏em sobie, ˝e je- stem aktorem filmowym. Chcia∏em zapaliç papierosa, ale nie pal´ papierosów. Wsiad∏em do samochodu. W d∏u˝szà podró˝ staram si´ wyje˝d˝aç wczeÊnie. Zwykle wyruszam o 13.00, tym razem uda∏o mi si´ od- jechaç ju˝ o 14.10. W∏àczy∏em klimatyzacj´, otworzy∏em okna, by si´ wywietrzy∏o, bo klimatyzacja wydziela zapach zabijajàcy Êwie˝oÊç powietrza. Przypomnia∏o mi si´, ˝e kilka lat temu widzia∏em motocyklist´, który mia∏ w kierownicy umieszczony telewizor. Zainstaluj´ sobie telewizor w samochodzie, za kierownicà. B´dzie skracaç podró˝. Waha∏em si´, czy w zwiàzku z tym nie zostaç jeszcze kilka dni i ruszyç wyposa˝ony, ale zre- zygnowa∏em. Spiesz´ si´. ∑ 1 7 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 18 Nacisnà∏em nog´ i samochód ruszy∏. Prowadz´ bez- piecznie i na ogó∏ hamuj´. KiedyÊ peszy∏y mnie czer- wone Êwiat∏a, ale teraz przyzwyczai∏em si´ do nich. Na naszych szosach jest pe∏no wariatów, ja staram si´ jeê- dziç jak najkrócej i planuj´ zawsze nie wlec si´ z pr´d- koÊcià mniejszà ni˝ 190 km/h. Udaje mi si´ to jednak tylko w górach, gdy mog´ rozp´dziç samochód. Podró˝ przebiega∏a g∏adko. W radio znalaz∏em jakàÊ religijnà stacj´, w której modlono si´ o deszcz. Dzwonili tam ludzie, zw∏aszcza kobiety, i mówili, ˝e starajà si´ o krople. W∏àczy∏em wycieraczki. Po kilkudziesi´ciu kilometrach radio przesta∏o dzia∏aç i mog∏em wycieraczki wy∏àczyç. Spryskiwacza nie wy∏àczy∏em, gdy˝ go nie mam. Przed- nia szyba zrobi∏a si´ matowa i zacz´∏a mnie chroniç przed s∏oƒcem. Spotyka∏em jakieÊ samochody, nie wiem jakie, bo marki rozró˝niam tylko po napisie. Minà∏em busik z czerwonym krzy˝em na drzwiach i niebieskim Êwiat∏em na górze. Âwiat∏o mruga∏o, a on strasznie bucza∏. KiedyÊ policjant pokaza∏ mi tak wyglàdajàcà karetk´, ale to by∏o na innej szosie. Raz by∏o groênie, bo jakiÊ kierowca przestrzega∏ przepisów. Blokowa∏ ruch i wywo∏a∏ agresj´ innych. Chcia∏em zawo∏aç policj´, ale w telefonie odezwa∏a si´ zegarynka. Dowiedzia∏em si´, ˝e jestem troch´ spóêniony. U nas drogi sà tak zrobione, ˝e upodobni∏y si´ do szlaków kolejowych. W Êrodku szosy sà specjalne szyny, tyle ˝e wkl´s∏e. Nie trzeba wi´c trzymaç si´ kierownicy. Dostosowane sà do doÊwiadczeƒ naszego spo∏eczeƒstwa, które jest jednoklasowe, tzn. ch∏opsko-arystokratyczne. Przodkowie uprawiali jeêdziectwo, a ich konie same ∑ ∑ 1 8 ∑ 1 8 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 19 ∑ 1 9 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:55 AM Page 20 ciàgn´∏y fur´, na której oni spali po wypiciu z kolegà lampki bordeaux rocznik 32. Niektórzy woleli szampana, bo jedli ostrygi. Teraz prowadzà ich koleiny. Niestety miejscowe wykonawstwo nie nadà˝a za myÊlà i te zna- komite torowiska dostosowane sà do pojazdów szerokich. Samochody o w´˝szym rozstawie kó∏ muszà trzymaç si´ tylko po∏owy toru, jadà wi´c przechylone. DoÊwiadczeni kierowcy wybierajà lewà kolein´, bo wtedy siedzi si´ wy- godniej, g∏owà mo˝na oprzeç o drzwi, przymknàç jedno oko, a na s∏onecznych odcinkach równie˝ drugie. Kom- fort jak w pociàgu, a nie ma konduktorów. Ju˝ dawno odkry∏em, ˝e te dobre szosy majà co praw- da dwa pasma, jedno w jednà, a drugie w przeciwnà stron´, ale mieszczà si´ w nich obok siebie cztery samochody. S∏ysza∏em niedawno, ˝e policjant zarzuci∏ komuÊ, ˝e jecha∏ jako trzeci i zostawi∏ ma∏o miejsca dla czwartego. W Polsce teraz buduje si´ du˝o wiaduktów. Nie prowadzà do nich ˝adne podjazdy, bo musia∏yby byç usypane na ziemi. Spostrze˝ono, ˝e gdy padajà deszcze, to rozmywajà ziemi´, a beton raczej nie. Same wiadukty trzymajà si´ dobrze. Stojà pod ró˝nymi kàtami. Urywajà si´ i zwi´kszajà bezpieczeƒstwo. ¸adnie wkomponowujà si´ w krajobraz. Po drodze, chyba na 230 kilometrze, minà∏em sa- mochód, który jecha∏ po naszej stronie, tyle ˝e w prze- ciwnym kierunku. Prowadzi∏ kolega, który kupi∏ sobie angielski pojazd marki rover. Ma on kierownic´ z pra- wej strony. Kolega napisa∏ podanie do ministra, w którym wy- jaÊni∏, ˝e w swoim roverze ma lepszà widocznoÊç ∑ 2 0 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:54 AM Page 21 podczas jazdà lewà stronà. Doda∏, ˝e jeÊli nie otrzyma odpowiedzi w ciàgu 2 miesi´cy, to uzna, ˝e jego obywa- telska proÊba zosta∏a pozytywnie rozpatrzona. Pismo uzu- pe∏ni∏ informacjà, ˝e rozwa˝a, na kogo g∏osowaç w czasie najbli˝szych wyborów. Min´∏y 2 lata i nie otrzyma∏ odpo- wiedzi, a poniewa˝ jest prawnym rygorystà, jeêdzi lewà stronà i popiera rzàd, który znalaz∏ si´ ju˝ w opozycji. Na miejsce dojecha∏em bez przygód, by∏o nudno, jak to na ogó∏ bywa w cieplarnianych warunkach. Raz tylko wjecha∏em w jakiÊ fragment prawie zbudowanej ju˝ autostrady, która prowadzi∏a we w∏aÊciwym kierunku, ale mia∏a przeciwny zwrot. ZawróciliÊmy szybko, bo na Êrodku by∏y krzaki, a nie barierki. W takim wypadku pami´tam zawsze o kierunkowskazie. Przed skr´tem w lewo najpierw mrugam Êwiat∏em prawym, ˝eby oczyÊ- ciç przestrzeƒ z tej strony, a póêniej, w czasie skr´tu w lewo, w∏àczam kierunkowskaz lewy, ˝eby inni docenili mój kunszt kierowcy. Zauwa˝y∏em, ˝e wiele osób jeêdzi podobnie. Wysiad∏em, a w∏aÊciwie wysiedliÊmy, bo oka- za∏o si´, ˝e obok siedzia∏a kole˝anka, która bardzo mi si´ podoba. Chwilami jestem nieÊmia∏y. Zaparkowa∏em ty∏em. Poczu∏em, ˝e jestem na wakacjach. Z góry za- cz´∏y spadaç krople. KtoÊ w∏aÊnie podlewa∏ w moim nowym domu kwiaty w skrzynkach na parapecie. 18.6.2012 r. godz. 23.04 Pada ∑ 2 1 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:54 AM Page 22 Na miejscu J e s t e m n a w a k a c j a c h. Staram si´ nic nie robiç, pisz´ i czytam. Mieszkam w Domu Pracy Twórczej, na terenie Parku Linowego. Âwietnie si´ tu czuj´. Ca∏oÊç jest funkcjonalnie urzàdzona, pozbawiona rzeczy niepotrzeb- nych. W pokoju nie ma biurka, którego obecnoÊç ujaw- nia we mnie zawsze potrzeb´ prasowania. Za oknem je˝d˝à pociàgi i czasem s∏ychaç ptaki. Na korytarzu bawià si´ dzieci. Gdy podrosnà, przeniosà si´ do piwnic. W przedpokoju znajduje si´ du˝e lustro, które najpierw omija∏em. By∏o jednak wsz´dzie. CoÊ mnie w nim razi∏o, chyba nie odbija∏o niczego sensownego. Zakry∏em je prze- Êcierad∏em. Na dole przymocowa∏em, za pomocà haczyka z przyssawkà, ∏y˝k´ do butów. Jest woda, elektrycznoÊç, czajnik oraz Internet. Policzy∏em i okaza∏o si´, ˝e sà dwa okna. Internet g∏ównie nie dzia∏a, co mnie troch´ martwi, bo lubi´ jak wszystko jest gotowe do u˝ytku. Internetem si´ nie pos∏uguj´, a wi´c jego faktyczna nieobecnoÊç przeszkadza mi z przyczyn zasadniczych. Na wakacje zostawiam sobie lektury lekkie. Teraz sà to Próby i Wieczory petersburskie. Wracam do nich. Powa˝nych gazet i telewizji w lecie nie u˝ywam, w innych porach roku te˝ nie. Natomiast podziwiam sposób, w jaki na trzy tygodnie zdo∏ano wyeliminowaç polity- ków z telewizji i radia. Mianowicie urzàdzono w Polsce ∑ 2 2 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:54 AM Page 23 mi´dzypaƒstwowe rozgrywki futbolowe. Nazywajà si´ one Mistrzostwami Europy albo jakoÊ podobnie. Przez ten czas w tzw. mediach mówiono wy∏àcznie o pi∏ce no˝- nej. Eksperci, czasem ci sami, którzy wczeÊniej odkry- wali g∏´bi´ naszej polityki, teraz zastanawiali si´, który pi∏karz ma lewà, a który prawà nog´, kto kogo kryje oraz czy myÊl trenerska obca jest lepsza od swojskiej. Zdania by∏y podzielone. Zbudowano te˝ kilka nowych stadionów, brzydkich, które okreÊlane sà jako bardzo ∏adne. Wskazuje si´ ciàgle, ˝e powinienem byç z nich dumny. Nie mog´. Szczególnie wciàga∏y mnie analizy tego, co nazywano filozofià futbolu. Nic z nich nie rozu- mia∏em. Szuka∏em odpowiednich hase∏ w s∏ownikach filozoficznych, ale widaç nie si´ga∏em do w∏aÊciwych. Speszy∏em si´, bo choç troch´ wiem, czym nominalizm ró˝ni si´ od realizmu, a nawet czym sà zdania atomowe, to uÊwiadomi∏em sobie, ˝e z tego, co najwa˝niejsze, nie wiem niczego. S∏ucha∏em te˝ wnikliwych rozwa˝aƒ mó- wiàcych, ˝e Polska, która jest na ostatnim miejscu na liÊcie futbolowej, mo˝e powinna zdobyç mistrzostwo. M´˝czyzna, którego nazywajà prezesem lub przewodni- czàcym jakiejÊ partii o mylàcej nazwie, ustali∏, ˝e wszystko zale˝y od woli. Mo˝e od wola? KiedyÊ mówi∏, ˝e wszyst- ko zale˝y od wzroku. Chcia∏ poraziç pewnego przywódc´ du˝ego paƒstwa spojrzeniem. Chyba powinienem spraw- dziç sobie tarczyc´ oraz oczy. Ten˝e polityk ma wyrafinowanà strategi´ wyborczà, docenia wag´ skutecznoÊci. Dà˝y do obrzydzenia wszyst- kim wszystkiego i w ten sposób zrównania swoich szans z pozosta∏ymi. Nikt nie b´dzie wtedy chodzi∏ do urny, ∑ 2 3 ∑ ∑ 2 3 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw== dziMAK 4/6/76 9:54 AM Page 24 on odda g∏os na kogoÊ z rodziny, ktoÊ z rodziny na niego i któryÊ z familijnych cz∏onków zwyci´˝y mia˝d˝àco. Strategi´ t´ przewodniczàcy lub prezes rozwija. Wywo∏uje rozmna˝anie bezp∏ciowe, przez pàczkowanie i podzia∏. Praktykuje je w tej cz´Êci ˝ycia, która jest jego nami´t- noÊcià. Nazywa jà, prawdopodobnie na serio, politykà. Rozmna˝anie to polega na dzieleniu jednej partii na kilka, które zostajà póêniej obok siebie. Jest ich w ten sposób wi´cej, ale stanowià jeden organizm. Prowadzi prace nad podzia∏em zwielokrotnionym, na kilkanaÊcie lub kilka- dziesiàt cz´Êci podczas jednego aktu. KiedyÊ kolega zapyta∏ na lekcji nauczycielk´ biologii, czy gdy dzieli si´ jàdro, to ma z tego przyjemnoÊç. Ona si´ zaczerwieni∏a. Czytam sobie, na zmian´, Montaigne’a lub de Mais- tre’a, mocz´ nogi w wodzie i zastanawiam si´, którà ze specjalnoÊci kuchni miejscowej zjeÊç: hamburgera czy hot-doga. Zwracam te˝ dyskretnie uwag´ na panie, zw∏a- szcza na jednà, która codziennie inaczej si´ ubiera. Okres dojrzewania pokona∏a, jak widaç szcz´Êliwie, troch´ mniej ni˝ sto lat temu. Wydaje mi si´, ˝e stojàcy pod domem spory samochód bez okien z boku jest w∏aÊnie jej. Ma du˝y napis: „Prysznice, które prze˝yjà Ciebie” i obrazek, prawdopodobnie z prysznicem, który prze˝ywa. Widzia∏em ostatnio dzikà Êwini´ z ma∏ymi. Bardzo ∏adne. Obok po linach chodzili ludzie. Jeszcze wy˝ej unosi∏o si´ niebo. 20.6.2012 r. godz. 17.56 S∏oƒce, chmury ∑ 2 4 ∑ ##7#52#aSUZPUk1BVC1WaXJ0dWFsbw==
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Dziennik profesora nadzwyczajnego
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: