Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00389 005430 13253010 na godz. na dobę w sumie
Dżongło. Niech Będzie, Jak Chce Woda - książka
Dżongło. Niech Będzie, Jak Chce Woda - książka
Autor: Liczba stron: 200
Wydawca: Bezdroża Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-283-1372-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> fotografia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
 
To historia architekta, który rzuca pracę i wyjeżdża w długą podróż rowerem do Azji. Marzenie o zdobyciu Tybetu okazuje się nierealne, gdy w czasie igrzysk wybuchają tam zamieszki. Nie znając języka i obyczajów, zaczyna szukać sprawcy całego zamieszania, którym okazuje się tajemniczy byt nazywany przez tuziemców Dżongło. Bohater osiedla się w Chinach, by rozwiązać zagadkę Dżongła, ale po latach ponura prawda zmusza go do ucieczki. Kryjówką i miejscem rozwikłania zagadki staje się przewrotnie właśnie Tybet.

Opowiedziana w formie dynamicznej retrospektywy, interesująca i jednocześnie zabawna historia, zainspirowana doświadczeniem autora, to w gruncie rzeczy satyra na społeczeństwo, w której Chiny są jedynie tłem dla przekazania głębszych refleksji o neurotycznej naturze współczesnego człowieka.
 

Chiny to nie jest kraj dla zwykłego turysty. Można jeździć po nim miesiącami i cały czas ślizgać się po powierzchni, podziwiając zabytki, ale nie rozumiejąc ludzi. Opowieść
Adama W. Chałupskiego wychodzi daleko poza ten schemat. Napisana z wielką pasją, w ostrym, nerwowym rytmie, pokazuje bolesne zmagania przybysza z odmienną, momentami wręcz obcą cywilizacją, którą obserwuje w czasie fundamentalnych dla niej przemian. Autor kłóci się z Chinami, a jednocześnie chyba je kocha. I pewnie ta
bardzo osobista, bliska perspektywa sprawia, że Dżongło jest w takim samym stopniu opowieścią o Chinach, jak o samym Chałupskim — o jego wewnętrznych przemianach pod wpływem magicznej, hipnotyzującej siły potężnego organizmu, z którym Adam się mierzy i którego czasem po ludzku się boi. Dżongło nie jest tylko literaturą faktu — reporterską relacją z podróży po Chinach. To fascynująca historia człowieka, który odkrywa samego siebie w państwie, gdzie tworzenie i totalna destrukcja są nierozłączną codziennością.

Marek Kęskrawiec, redaktor naczelny „Dziennika Polskiego”

Opowieść o Dżongle jest ciekawa, porusza mało znane kwestie dotyczące Chin. Zaskakujący jest swoisty zwrot akcji w drugiej części publikacji i narastająca, budowana od początku atmosfera.
dr Marek Kalmus, tybetolog i badacz kultur Wschodu
 

O autorze:

Adam Chałupski, rocznik 1980. Architekt, autor książek i tekstów o tematyce związanej z podróżami i szeroko pojętą kulturą niezależną. Wbrew głównemu nurtowi emigracji, tuż po ukończeniu studiów wyjechał do Azji, gdzie rozwinął skrzydła jako projektant i pisarz. Tam, w czasie długich podróży rowerowych powstawały szkice jego pierwszych książek o podróżach do Indii i Afganistanu oraz liczne artykuły prasowe i korespondencje przybliżające polskim i zagranicznym czytelnikom niezwykły obraz Wschodu. Pod wpływem fascynacji przyrodą, kulturą i naukami ścisłymi autor eksploruje niepoznane zakątki świata prowadząc nieustanny dialog z otaczającym go światem i jego nietuzinkowymi mieszkańcami, wykraczając w swych poszukiwaniach i eksperymentach daleko poza klamry literatury mainstreamowej.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

CMYCMMYCYCMYK Autor tekstu i zdjęć: Adam W. Chałupski Redaktor prowadzący: Paweł Sondej Redakcja: Łukasz Karolewski Korekta pierwotna: Katarzyna Wilk Korekta: Barbara Faron Opracowanie graficzne i skład: Dawid Kwoka Projekt okładki: ULABUKA Kaligrafia na okładce: Yu Saito Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu ni- niejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą ksero- graficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towaro- wymi ich właścicieli. Autor oraz wydawnictwo Helion dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentualne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz wydawnictwo Helion nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce. Wydawnictwo Helion ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice tel.: 32 2309863 e-mail: redakcja@bezdroza.pl księgarnia internetowa: http://bezdroza.pl Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres: http://bezdroza.pl/user/opinie/?dzongl Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję. Wydanie I ISBN: 978-83-283-1372-9 Copyright © Adam W. Chałupski, 2015 Copyright © Helion, 2015 • Kup książkę • Poleć książkę • Oceń książkę • Księgarnia internetowa • Lubię to! Nasza społeczność Kup książkę Poleć książkę Kup książkę Poleć książkę Wu” Kenzaburo Fukuhara © 2013 Kup książkę Poleć książkę SUBLIMACJASublimacja – z łac. sublimare – wznosić, wywyższać. Chemicy określają w ten sposób przejście wody ze stanu stałego w stan lot-ny. W psychologii jest to dojrzały typ mechanizmu obronnego u czło-wieka, polegający na świadomym przekształceniu widzianej rzeczywi-stości w sytuacji, która wymyka się spod jego kontroli. Budynek stacji telewizyjnej CCTV, Central Bussiness District, Pekin. Mathias Magg © 2013 Kup książkę Poleć książkę I Jakiś czas temu zdecydowałem się w końcu wyparować z tego miasta. Kupiłem bilet, spakowałem rzeczy do sakw i ruszyłem na Dworzec Zachod- ni. Przeciskając się przez tłum ludzi, dotarłem do bramki kontrolnej i poka- zując szybko paszport ochronie, wślizgnąłem się na peron. Konduktor sprawdził bilet i pozwolił mi ustawić rower w przedsion- ku. Nie zwracał na mnie uwagi, zajęty wygwizdywaniem sygnałów, nada- waniem komunikatów przez radio i kontrolą biletów pozostałych pasaże- rów. Nagle jednak spojrzał na mnie, jakby przypomniał sobie coś ważnego. Chciał wiedzieć, gdzie jadę. Pokazałem mu bilet – mały czerwony papierek. Konduktor zaczął wpatrywać się weń, jakby szukał tam jakiejś ukrytej wiadomości, ale po chwili przerwał mu gwizd oznajmujący gotowość do odjazdu. Odetchnąłem. Jakiś mężczyzna z łysiną poczęstował mnie papierosem i uprzejmie spytał, czy też jadę do Lhasy. Strzepnąłem popiół do popielniczki, nad któ- rą napisano: Zakaz palenia między miastami Golmud a Lhasą. Podobno jest tam za wysoko, by palić. To najwyższa trasa kolejowa świata – ponad 5000 metrów wysokości. Zbyt szybki podjazd na taki pułap kończy się nie- raz silną migreną, a w gorszym razie halucynacjami, dlatego zaleca się pasa- żerom, aby zamiast zaciągać się dymami papierosów, inhalowali się tlenem przez maski, w które wyposażony jest przedział. – Nie – odpowiedziałem mężczyźnie z łysiną. – Nie jadę do Lhasy, wysiadam w Xining1. Konduktor zatrzasnął drzwi i spojrzał na mnie ponownie. 1) Xining – stolica prowincji Qinghai. Kup książkę 13 Poleć książkę – Gdzie kupiłeś ten bilet? – spytał. – Normalnie – odparłem. – W kasie biletowej. Przyszedłem i po- wiedziałem: Pekin–Xining. Sprzedawca zapytał czy siedzące twarde, czy miękkie; leżące twarde czy miękkie... Kupiłem leżące twarde. 352 juany – wytłumaczyłem. Konduktor wciąż patrzył podejrzliwie. Może po prostu myślał, że je- stem jednym z tych cudzoziemców, którzy używają pociągu tej relacji, aby dostać się do Lhasy bez pozwoleń. Jeśli kontrola nie zorientuje się o czasie, to przecież nie wyrzucą takiego pasażera na lodowatej przełęczy. Zaciągnąłem się Hong Ta Shanem2 i zobaczyłem, jak za oknem Dwo- rzec Zachodni odjeżdża na wschód, a razem z nim znajome budynki, nie- znajomi przechodnie i kilka lat wspomnień, które przewijają się teraz za tym oknem jak rolka filmowa. Tak długo coś nie pozwalało mi stąd odejść. Teraz pociąg jednak ru- szył i nie ma już odwrotu. Minęliśmy pierścienie obwodnic otaczających Zakazane Miasto, przebiliśmy się przez pradawny odcinek Wielkiego Muru i opuszczony ze- spół fabryk, za którym pokazały się zachodnie wzgórza zazielenione pierw- szym tchnieniem wiosny. Stęskniłem się za prawdziwym światem. Już prawie straciłem nadzieję, że kiedykolwiek znów ruszę w drogę i oderwę się od miejskiej rzeczywistości, w której człowiek – jak mi się zda- wało – przestaje być człowiekiem i zamienia się w cyborga napędzanego siłą władzy i pieniądza. Słońce zbliżyło się do horyzontu, a ja pomału zasypiając, zacząłem przypominać sobie swoje pierwsze chwile w Państwie Środka. Dokładnie przed pięcioma laty, w Święto Pracy, porzuciłem zawód architekta i wyjechałem z Europy w długą rowerową podróż przez świat. 2) Hong Ta Shan – popularna marka chińskich papierosów. 14 Kup książkę Poleć książkę SUBLIMACJA Przed wyjazdem ktoś szepnął mi do ucha chińskie powiedzenie: „Pamiętaj jedno – lepszy ogryzek ołówka niż najlepsza pamięć”. Ten niewinny ogryzek służył mi dzielnie do notowania zdarzeń i przemyśleń, lecz wkrótce zaczął pomału stawać się także mym osinowym kołkiem, a w końcu i sprawcą mo- jej obecnej rejterady. Po przeprawie przez stany Azji Centralnej przekroczyłem próg Chin – przełęcz Kunjerab w Pakistanie. Pamiętam, jak biegłem do przejścia gra- nicznego, smakując pierwsze od wielu gorących miesięcy płatki padającego śniegu. Zapakowano mnie do autobusu wraz z kupcami z Gilgitu i grupą chińskich robotników. Na tyłach pojazdu stały podejrzane pakunki, pasa- żerowie głośno sapali, a para wodna z wydychanego powietrza pachniała nikotyną. Pakistański kierowca prowadził wóz pomału, wyprostowany jak na kursie prawa jazdy, a jego czujni koledzy przecierali wciąż szyby, rozglą- dając się nieufnie na boki. Utkwił mi w pamięci symbol, który jeden z nich narysował palcem na szkle: kwadrat przecięty długą pionową linią. Pojawili się strażnicy w swoich tekturowych mundurach, pewni sie- bie, wypełniający swe obowiązki mechanicznie niczym automaty do kapslo- wania butelek. Na myśl o takiej mechaniczności naszła mnie obawa – człowiek, któ- ry bezrefleksyjnie wypełnia obowiązki, gotów na każdy rozkaz władzy... Poraziła mnie ta ich bezrefleksyjność. A ja po chińsku nie umiałem odezwać się ani słowem. Nawet po- liczyć do trzech. Ale – z drugiej strony – po co oni mieliby słuchać, jak li- czę do trzech? Czy tym liczeniem mógłbym ich sobie jakoś zjednać w razie problemów? Oficer nie patrzył na mnie. Przeszukiwał gorliwie mój bagaż, nucąc Yesterday, all my troubles seemed so far away... Moje kłopoty dopiero się zaczynały. W drzwiach pojawił się jakiś facet w gumowych rękawiczkach i zaprosił mnie do środka. Co dalej? Per rectum? Kolonoskopia? Kup książkę 15 Poleć książkę Kup książkę Poleć książkę 16Okazało się, że prześwietlenie.Słyszałem, jak ktoś opowiadał, że brytyjskie opium, którego fala za-lała przed półtora wiekiem Cesarstwo Chińskie, wyrządziło temu narodowi więcej krzywdy niż niejedna wojna. Dziś bez mrugnięcia okiem, niczym au-tomat, rząd likwiduje każdego złapanego przemytnika heroiny – niezależnie od kraju pochodzenia.Ale jak się okazało, głównym powodem tak dogłębnych kontroli były polityczne konsekwencje zakończonych kilka tygodni wcześniej igrzysk olimpijskich w Pekinie. Sportowcy walczyli o medale, a Ujgurzy, Tybetań-czycy i Mongołowie – o niepodległość. W obu „dyscyplinach” Chińczycy zdobyli miażdżącą przewagę.Mimo oficjalnego ogłoszenia wyników, walki nie ustały, a kolejne ataki samobójcze powodowały tylko umocnienie systemu chińskiej obrony. Do mnie jednak docierały wtedy jedynie strzępki informacji o tamtejszych zajściach. Byłem daleko od mediów, a tym bardziej od wszelkich konkurencji olimpijskich i polityki, bo moja podróż to przecież nie wyścig.Całym moim światem był po prostu rower oraz dobroduszni ludzie, których spotykałem w drodze. Kontaktując się z przyjaciółmi z Europy, sta-rałem się łagodzić antychińskie nastroje związane z igrzyskami w Pekinie, tłumacząc, że zwykli Chińczycy nie mają na nic wpływu.Pogranicznicy szukali długo, ale nic przy mnie nie znaleźli. Prześwie-tlenie wykazało, że jestem czysty, jednakże jeden ze strażników szukał tak gorliwie, że wyrwał główną stronę mojego paszportu. Oddał mi dokument w dwóch kawałkach i zapewnił z bezgranicznym optymizmem, że da się to zalepić taśmą.Tak powitała mnie Chińska Republika Ludowa. Od razu poczułem rodzaj jakiejś wewnętrznej sympatii do tego kraju.Pełne jeszcze wtedy zabytków miasto Kaszgar otworzyło się przede mną znajomym klimatem Orientu, obecnym w zapachach, dźwiękach, architekturze i kuchni. Błądziłem wąskimi alejami, badając efemeryczne Kup książkę Poleć książkę SUBLIMACJAzaułki, przez które przedzierały się promienie pustynnego słońca i wciąż nie mogłem uwierzyć, że to Chiny.Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że Region Autonomiczny Sinkiang--Ujgur, na zachodnim skraju którego leży Kaszgar, zamieszkiwany jest przez ludność niewiele mającą wspólnego z tradycją Hanów chińskich3. Żyjący tam Ujgurzy4 to ciągle ci sami, gościnni muzułmanie, których spotykałem w stanach Azji Centralnej.Kończył się właśnie ramadan. Wieczorne śpiewy muezinów mieszały się z ostrym akcentem mowy turkijskiej, którą porozumiewali się Ujgurzy. W głodnym tłumie przechodniów zmierzających na nocny targ, czuć było zapach alkoholu. Przy wejściu pracował rzeźnik upaprany mięsem i drza-zgami z siekanych kości, a za nim stały rzędy stołów wypełnione po brzegi owocami oraz kosze pełne orzechów. Wzdłuż alejek ciągnęły się bary, w któ-rych podawano smakowity Chao la tiao5 ze sporządzanym na miejscu gru-bym makaronem. To był czas, kiedy mogłem jeszcze na własne oczy oglądać starą część miasta, wypełnioną perłami zabytków kultury ujgurskiej. Rok później poja-wiły się buldożery i w mgnieniu oka przeobraziły to miejsce w nowoczesne centrum handlowo-mieszkaniowe.Proces sinizacji tych obszarów trwał już od dawna. Sinkiang, kawa-łek po kawałku, cięcie za cięciem – jak nieszczęśnik skazany na Ling Chi6 – obumierał, tymczasem w jego wnętrzu małymi niezauważalnymi krokami powstawało coś obcego.3) Hanowie chińscy (Chińczycy Han) to najliczniejsza grupa narodowościowa w Chinach i na świecie, na którą łącznie składa się około 1,3 mld osób.4) Rdzenna ludność Sinkiangu.5) Popularna w tym rejonie potrawa Chao la tiao, której głównym składnikiem jest gruby makaron z sosem pomidorowo-czosnkowym, przyprawiony mielonym kminem.6) Praktykowana jeszcze do ubiegłego wieku chińska metoda zadawania śmierci poprzez ćwiartowanie skazanego tysiącem cięć, zakończonych dekapitacją. Ujgurski mężczyzna na pustyni Takla Makan. Chałupski Adam © 2008Kup książkę Poleć książkę II Pociąg mknął przez mrok, turkocząc znajomą mantrę. Naprzeciwko mnie kilku młodych Chińczyków z ufarbowanymi na pomarańczowo włosami siorbało swoje chińskie zupki. Gdy mnie zauważyli, zaczęli pytać, skąd je- stem, gdzie jadę, czy mam dziewczynę. Uciąłem ten potok pytań, ogranicza- jąc rozmowę do krótkiej wymiany uprzejmości. Jak każdy, wyrobiłem sobie własny sposób pojmowania chińskiej rzeczywistości. Nauczyłem się myśleć, że kurtuazja odgrywa tu rolę nad- rzędną, a gdybym mówił wprost i szczerze, twierdząc, że to pozytywna ce- cha, mógłbym zostać uznany za sadystę. Umysłowego sadystę. Istotnych rzeczy nie komentuje się na głos, bo na głos to i niezręcznie, i niewygodnie. Lepiej tylko pomyśleć, a nuż może kto inny pomyśli w tym samym momen- cie tak samo i będzie to już jakaś forma komunikacji. Jak telepatia. Zresztą może to i lepiej, bo teraz otwarta rozmowa to ostatnia rzecz, na jaką miałbym ochotę. Wolałbym pozostać niezauważony, ale studenci zdawali się nie spuszczać ze mnie wzroku, a mężczyzna z łysiną patrzył na mnie w taki sposób, jakby znał moje myśli. Odpaliłem papierosa, próbując przypomnieć sobie pierwsze spotka- nia z mieszkańcami tego kraju. Powróciły obrazy z tych niekończących się odludzi, które odkryłem po wyjeździe z Kaszgaru. Pustkowie stało się no- wym szlakiem poszukiwań – spełniało się moje odwieczne marzenie, aby zaszyć się w odosobnieniu i medytować. Chciałem dzięki temu nauczyć się dostrzegać zjawiska, które dzieją się zbyt wolno i subtelnie, aby zauważył je zwykły człowiek, żyjący w pędzie naszych czasów. Pustynia, która jawiła mi się jako najbardziej jaskrawa manifestacja ziemskiej pustki, niczym komora Kup książkę 19 Poleć książkę deprywacyjna, pomogła mi opróżnić umysł przed wejściem w świat nowych doświadczeń. Ta pustynia nosiła nazwę Takla Makan7. Ilekroć spoglądałem na mapę Azji, oko samoczynnie nakierowywało się na ten intrygujący „skrawek” Ziemi, który w skali rzeczywistej zajmuje tyle miejsca, co powierzchnia Polski. Ziemie są tu jałowe, piaszczyste, stepowe lub skaliste. Szlak, przez który jechałem, zdominowany był przez Ujgurów wyznających islam. Mieszkańcy wyglądali trochę jak Chińczycy, trochę jak Rosjanie, a w pobliżu Kaszgaru wielu miało śniadą karnację, duże uszy i nosy, podobne do ludno- ści, którą widywałem na południu Azji Centralnej oraz w Pakistanie. Niemal zawsze spotykałem tam ludzi otwartych i mimo że nie zna- liśmy swoich języków, to w czasie tych krótkich spotkań udawało nam się rozmawiać niemal o wszystkim. Na początku kontakt był ograniczony – by- liśmy jakby po dwóch stronach matowej tafli lodu. Później lody topniały. Pamiętam moment, kiedy miałem możliwość po raz pierwszy prze- konać się, jak wygląda życie w ujgurskim gospodarstwie. Wszedłem do małej, zadymionej od nieszczelnego pieca izdebki. Siedziała tam ujgurska rodzina. Ucieszyli się na mój widok. Poczęstowali mnie lamianem8, ciepłą herbatą i wypiekami uformowanymi w wyszukane kształty. W izbie kuchen- nej zrobiło się siwo od dymu, a promienie słońca penetrowały wnętrze przez szpary w drzwiach. Ujgurzy zaglądali mi głęboko w oczy, witali mnie jak starego przyja- ciela, byli na dystans, ale i zawsze w pobliżu. Czułem się z nimi bezpiecznie. Dość szybko przekonałem się jednak, że wśród Hanów zakorzeniony był po- gląd, jakoby Ujgurzy byli terrorystami. Przez całą drogę z Kaszgaru przez Sinkiang nie zetknąłem się z naj- mniejszymi przejawami terroryzmu, wciąż za to dawały się odczuć skutki 7) Pustynia położona w zachodnim Sinkiangu. 8) Lamian – popularny rodzaj zupy z makaronem. 20 Kup książkę Poleć książkę SUBLIMACJA igrzysk olimpijskich. Sinkiang znajdował się pod intensywną kontrolą woj- ska i policji. Gdy skręciłem w brunatne góry Ałtaju na północnym zacho- dzie, policja zawróciła mnie po całym dniu wspinaczki. Gdy skręciłem na południe ku nieznanym wioskom sinkiańskich pustynników – oficerowie przepędzili, strasząc grzywną i więzieniem. Prułem więc przed siebie, próbując zrozumieć, skąd te wszystkie utrudnienia. Z książek i mediów dowiedziałem się, że obecność Hanów chiń- skich już od dawna irytowała żyjące tam mniejszości, ale nastroje niepodle- głościowe zawrzały dopiero po nowym podziale świata w Jałcie9. Jednakże książki mówią jedno, a ludzie drugie. Ci, z którymi mogłem się porozumieć, mówili, że Sinkiang jest zbyt słaby, aby dał sobie radę jako niezależne państwo, ale zbyt silny, aby pozwolił na podcięcie własnych ko- rzeni. Żyjące tam mniejszości nie chciały kolejnego krwawego powstania, czując, że za podsycaniem nastrojów rewolucyjnych stoją obce siły, które mają w tym własny interes. Gdzieś po drodze, nie pamiętam już gdzie, wbiło mi się to Dżongło. Ktoś powiedział, że nie można jechać do Tybetu, bo Dżongło... Że nie można swobodnie rozmawiać, bo Dżongło... Mówiono, że to ono od wielu lat podcina korzenie kultury ujgurskiej, kradnie surowce mineralne, a nawet kontroluje czas, bowiem całe Chiny podlegają jednej strefie czasowej, więc zimą w Sinkiangu nawet o dziewiątej rano było wciąż ciemno. Dżongło wbiło mi się w świadomość tak głęboko, że zacząłem ko- jarzyć je z całą pokaźną kolekcją absurdów, które odkrywałem stopniowo w czasie dalszej podróży. Na przykład z tym, że Ujgurom zabroniono nosić zgodny z ich tradycją zarost, kiedy – jak na ironię – w sąsiednim Afgani- stanie jeszcze niedawno obowiązywał surowy nakaz noszenia brody. Albo 9) Stalin w Jałcie zaprzepaścił szanse niezależnej republiki ujgurskiej na niepodległość, a kontrola nad regionem przypadła Chinom. Ludność Sinkiangu była doskonale świa- doma faktu, iż Hanowie byli tam po to, aby w razie ataku Rosji potraktować region jak zderzak dla ochrony Pekinu. Kup książkę 21 Poleć książkę te irytujące blokady stron internetowych, które można było obejść, płacąc abonament. Dżongło... Czymkolwiek ono było – lub miało być – wciąż wiedzia- łem o nim bardzo niewiele. Hanowie wydawali mi się nie mniej zagadkowi. Tu lody nie topniały tak łatwo. Dopiero teraz, po latach, dotarło do mnie, że poza bardzo nieliczny- mi wyjątkami przez cały pobyt w Chinach poznałem ich bardzo słabo. Gdy zacząłem wchodzić w chińskie społeczeństwo, odnosiłem wra- żenie, że każdy dba aż do przesady o to, aby niczym mnie nie urazić, aby być pomocnym, aby niczego mi nie zabrakło. Nieraz nie mogłem wyjść z podzi- wu, jak niektórzy starają się zrobić wszystko, abym czuł się ukontentowany. Mnóstwa pomocy, jaką otrzymałem, nie da się porównać z niczym – nieraz był to prawdziwie królewski serwis! Robili to wszystko, jakby chcieli na- uczyć się mnie poprzez baczne studium moich potrzeb, a sami nie pozwalali na jakikolwiek rewanż, broniąc się przed nim dosłownie rękami i nogami. Brak możliwości odpłaty stał się z czasem niepokojący. Czułem wręcz, że bezwłasnowolnie korzystam z przysług dawanych mi na jakiś tajemniczy kredyt, który będzie trzeba w końcu spłacić. A może ktoś sam pewnego dnia się o niego upomni? Nie wiem już teraz, jak w końcu do tego doszedłem, ale przypomina mi się pewna okoliczność, która niewątpliwie była dla mnie swoistą wskazówką. Po ponad dwóch latach od pierwszej wizyty w Chinach zamieszka- łem w Pekinie, niedaleko Świątyni Konfucjusza. Do drugiego pokoju wpro- wadził się doktor Sui, urbanista z Uniwersytetu Pekińskiego, razem z narze- czoną. Oboje mili, cisi, ekstremalnie praktyczni, tradycjonaliści. Prawie nie zwracali na mnie uwagi. Ich pokój pełen był najróżniejszych przedmiotów ułożonych w pu- dełkach, pudełeczkach, szufladach, szafkach i workach. O co bym nie spytał, wszystko mieli lub mogli mieć, a ilość przedmiotów wciąż rosła i wydostawa- ła się z ich pokoju, pokrywając małymi, niezauważalnymi krokami kolejne 22 Kup książkę Poleć książkę SUBLIMACJA kąty domu. Nawet nie zdążyłem się zorientować, kiedy cała ich liczna kolek- cja zajęła duży pokój i kuchnię. Ta prawie niezauważalna, lecz nadzwyczaj intensywna aktywność przypominała nieco powolne ruchy, jakie wykonują ludzie praktykujący sztukę walki Taijiquan10. Cicha woda. Cisza wciąż wypełniała naszą relację i tylko najważniejsze, wręcz wojskowe komunikaty udawało mi się wyłapywać ze wszystkich rozmów, jakie przeprowadziliśmy. Przy tak skąpej komunikacji werbalnej coraz więk- szej mocy mimowolnie zaczęła nabierać symbolika. Zacząłem nagminnie odnajdywać znaki, ukryte listy i słowa zaklęte w przedmiotach codziennego użytku, będących na wyposażeniu naszego lokum. Pewnego dnia znalazłem na swoim łóżku kartkę – próbowałem od- szukać na niej pismo, list, cokolwiek... Nic z tego. Kartka była pusta i miała do powiedzenia dokładnie tyle samo, co moi współlokatorzy. 10) Taijiquan to dawna chińska sztuka walki. Kup książkę Poleć książkę CMYCMMYCYCMYK
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Dżongło. Niech Będzie, Jak Chce Woda
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: