Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00179 005922 18486284 na godz. na dobę w sumie
Echo - ebook/pdf
Echo - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 173
Wydawca: Inanna Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7995-473-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook (-33%), audiobook).

Świat Sary nagle zatrzymał się w miejscu. Porzuciła wszystko co dawało jej radość: grę na skrzypcach, studia, przyjaciół… W ciszy i samotności chciała znaleźć ukojenie, zapomnieć o niespodziewanie utraconej miłości. Oddała pierścionek zaręczynowy, przekonana, że nie ma już nadziei i niczego do uratowania.

Przypadkowe spotkanie daje jej szansę na odzyskanie wszystkiego. Sara odkrywa, jak wiele jest w stanie poświęcić i zrobić, aby odzyskać ukochanego.

Spróbuj razem z nią uchwycić się rozbudzonej nadziei. Wsłuchaj się w delikatną melodię jej skrzypiec! Uwierz, że nawet najsłabsze echo dobrych wspomnień ma potężną moc zmiany.

Ta książka to idealna melodia, jakiej chce się słuchać, by uspokoić myśli.
Pozwala czuć rytm, w którym biją serca bohaterów.
Mnie kupiła w całości i wiem, że Wy także ją pokochacie.
Małgorzata Falkowska, autorka powieści Spełniacze oraz Na lodzie

“Echo” to ten rodzaj powieści, która zapada głęboko w sercu już po przeczytaniu pierwszych stron, a my doskonale wiemy, że ta historia będzie niepowtarzalna.
Grażyna Wróbel, Czytaninka

Daj się ponieść nadziei, która niczym najpiękniejsza melodia wskaże ci drogę w ciszy.
Marta Daft, Marta wśród książek

Zapadająca w serce, jak najbardziej wzruszająca melodia. „Echo” to powieść, którą koniecznie musicie przeczytać!
Ewelina Nawara, My fairy book world

„Echo” to powieść, która przywraca wiarę w to, że jeszcze wszystko może wrócić na dobry tor. Momentami mrozi krew w żyłach po to, by otulić jak ciepły koc. Emocje czytelnik dostaje w gratisie.
Magdalena Szymczyk, Czytam w pociągu

 

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Prolog Wrzesień 2018 roku Krople jesiennego deszczu spływały wolno po szybach ka- wiarenki, pogarszając tylko nastroje ludzi, którzy schronili się w niewielkim budynku, aby przeczekać kolejne oberwanie chmury. Wrześniowe popołudnia były szare i bure, nostalgiczne i przygnębiające, zupełnie nie zachęcały do spędzenia wolnego popołudnia przy kawie w centrum miasta. Ludzie pomrukiwali nerwowo, klnąc na złośliwą pogodę. Zerkali na zegarki, liczyli minuty, wzdychali głęboko, wierząc, że to może przyspieszy cią- gnące się w nieskończoność oczekiwanie na przerwę w deszczu. Żaden z nerwowo depczących w miejscu gości kawiarenki nie zwrócił uwagi na ostatni, usytuowany w samym rogu sali stolik. Być może zbytnio skupiali się na własnych problemach, a może woleli nie wtrącać się w nie swoje sprawy, stali się jed- nak, wbrew swojej woli, niemymi świadkami rozmowy dwojga młodych ludzi. Oboje milczeli od dłuższego czasu, trawiąc temat, który zo- stał poruszony. Każde z nich zamówiło wcześniej po aroma- tycznej kawie, ale ani on, ani ona nie tknęli jej. Sara podniosła wzrok ze splecionych na telefonie dłoni chłopaka. Tomek nie patrzył na nią, a gdzieś w dal, przez zalaną deszczem szybę. Nie widział, że z zawsze roześmianych oczu dziewczyny znikają roztańczone iskierki. Milczał, spodziewając się krzyków, płaczu, może nawet wy- zwisk, ale nic takiego nie nastąpiło. Odwrócił wzrok od szyby i spotkał się ze spojrzeniem dziewczyny. – To wszystko? – zapytała cicho i powoli położyła na stoliku swoje dłonie. Palce do połowy zakrywał ściągacz bluzy, którą narzuciła na siebie w biegu. Była raczej drobną dziewczyną, a teraz, gdy kuliła się bezwiednie, wydawała się jeszcze mniejsza. – Tak – odparł równie cicho. Sara kiwnęła głową. Zrozumiała, że rozmowa jest już za- kończona. Odsunęła rękaw bluzy z prawej ręki, ukazując złoty pierścionek. Zsunęła go z łatwością i podsunęła Tomkowi. – Proszę... – Zatrzymaj go. – Zaskoczony cofnął dłonie. – Nie. – Pokręciła głową i wstała od stolika. Świat zawirował jej przed oczami, ale nie pozwoliła, żeby nogi się pod nią ugięły. Wzięła głęboki wdech i narzuciła na głowę kaptur, przysłaniając tym samym związane w kitkę jasne włosy. – Sara... – mruknął na wydechu, chciał jeszcze wstać i coś do- dać, ale zatrzymała go gestem dłoni i cofnęła się o kilka kroków. – Powodzenia… – szepnęła, siłą powstrzymując drżenie swo- jego głosu. Przeszła obok zebranych przy drzwiach ludzi i wyszła, co ob- wieścił staroświecki, trącony przez drzwi dzwoneczek. Nikt jej nie zatrzymał, nikt nie zaproponował, żeby zaczekała, aż prze- stanie padać. Sara nie odwróciła się za siebie, sprawdzając, czy Tomek za nią biegnie. Wiedziała, że tego nie zrobi. Zatrzymała się przy światłach, przy przejściu dla pieszych i poczuła ciepłe łzy na policzkach. Październik 2018 roku Sara podniosła z ziemi kilka średniej grubości tomów i wci- snęła je na półkę, na której już od dawna brakowało miejsca. Nie mogła się jednak powstrzymać przed kupowaniem kolejnych egzemplarzy. Książki były dla niej jedynym światem w którym zawsze wszystko się wszystkim udawało. Wściekała się, czytając o bajkowej miłości, mężczyznach o urodzie Brada Pitta i przy- godach, które nie miały nic wspólnego z jej nudnym życiem, ale czytała wciąż i wciąż, jakby szukała oderwania od świata, który nagle zaczął się jej walić. Zerknęła przelotnie na grzbiety książek. Zapewne zwykle po- święciłaby im więcej uwagi. Ułożyłaby je kolorystycznie lub cho- ciaż od najwyższej, ale nie tego dnia. Tego dnia nic nie było w sta- nie sprawić, że życie stanie się bardziej uporządkowane. Odwróciła zrezygnowany wzrok w stronę kanapy, która chwilowo służyła jej za łóżko. Mogłaby znów udawać, że jest zmęczona i po prostu odpłynąć... ale musiałaby łyknąć większą dawkę proszków na- sennych, bo po tylu godzinach pod kocem na pewno była jedną z bardziej wyspanych osób w mieście. Objęła się ramionami, jakby chciała samą siebie poklepać po plecach, ale i to niewiele pomogło. Choć bardzo się starała, nie mogła znaleźć niczego więcej, co wymagałoby uporządko- wania. Maleńkie mieszkanie, dwa nieduże pokoje z aneksem kuchennym, nie stanowiło przestrzeni sprzyjającej wyładowy- waniu emocji. Podskoczyła gwałtownie, słysząc dzwonek do drzwi. Przeklęła w myślach swojego brata, który mieszkał tutaj przed nią, przed wyjazdem za granicę. Założył wyjątkowo idiotyczny i denerwu- jący dzwonek, być może nawet najgorszy, jaki udało mu się zna- leźć w sklepie, tylko po to, żeby słyszeć go przez słuchawki, gdy grywał w gry na konsoli. Teraz Krzysiek wyjechał, ale dzwonek z wyjątkowo irytującym dźwiękiem, niczym alarm na starych ha- lach produkcyjnych, pozostał. Sara zmusiła się do otworzenia drzwi. – Sara, do jasnej cholery... – jęknęła Koral na widok swojej przyjaciółki. – Dlaczego nic nie powiedziałaś? – A jest się czym chwalić? – Wzruszyła ramionami i uchyliła szerzej drzwi, zdając sobie sprawę, że nie będzie w stanie dłużej odwlekać tej rozmowy. – Wejdź... – Machnęła niedbale dłonią, dając przyjaciółce znać, by zrobiła kilka kroków do przodu. Koral zagryzła wargi, zacisnęła dłoń na limonkowej, przewie- szonej przez ramię torebce i weszła do środka. Właściwie nazy- wała się Karolina, ale od kiedy zaczęła farbować włosy na ognistą czerwień, znajomi w liceum zaczęli ją nazywać Koral i tak już zostało. Teraz zwracano się tak do niej i w pracy, właściwie prze- stała reagować na swoje prawdziwe imię, którym, jak twierdziła, rodzice mocno ją skrzywdzili. Koral odwróciła się, gdy tylko Sara zamknęła drzwi. Dziew- czyna wyglądała jak cień, nie było teraz śladu po dawnej Sarze. Blond włosy spięła w bezładną kitkę. Pojedyncze pasma wysu- wały się spod zbyt luźnej gumki. Sara na co dzień ograniczała ilość używanych kosmetyków do minimum, ale teraz nie można było odnaleźć ani grama tuszu na rzęsach, a jedyny makijaż stanowiły podpuchnięte, zaczerwienione policzki. Totalne prze- ciwieństwo zadbanej Koral. – To jest jakaś abstrakcja! – Napijesz się czegoś? Odezwały się równocześnie, przełamując niezręczną ciszę. Naciągnięta bluza, którą miała na sobie Sara, zasłaniała dło- nie. Jedyna pozostałość po jej bracie, poza dzwonkiem, którego szczerze nienawidziła. – Kurwa... – Koral przeklęła siarczyście i szybkim ruchem ujęła dłoń przyjaciółki. Nie pytając o pozwolenie, podwinęła rękaw na prawej ręce i wymownie spojrzała na palce. Na serdecz- nym wyraźnie czegoś brakowało. – Kurwa – powtórzyła ciszej i spojrzała Sarze w oczy. – Dlaczego, do cholery, nic nie powie- działaś?! Sara przez moment milczała, nie spuszczając wzroku z przyja- ciółki. Sama była zdziwiona, że jeszcze nie wybuchnęła płaczem, ale przez ostatnie dni wypłakała już chyba wszystkie pokłady łez, jakie w sobie miała. – Rozstaliśmy się – powiedziała w końcu całkowicie obojęt- nym tonem. temu byliście na wakacjach, a dzisiaj się rozstaliście? – Rozstaliście się? – powtórzyła, niedowierzając. – Miesiąc – Kilka dni temu – poprawiła ją. – Kurwa, Sara! – znów przeklęła. – Nie daty są teraz istotne... Gdzie jest ten cholerny pierścionek? – Oddałam mu go. – Sara, dlaczego? – Koral nagle zmieniła ton głosu, zupełnie tak, jakby miała się zaraz rozpłakać. – Dlaczego? – Sara spuściła wzrok na swoje palce, które Ko- ral ściskała boleśnie. Odpowiedź była prosta, przecież ją znała. Tomek wszystko jej wytłumaczył, wszystko. – Nie kocha mnie – odparła cicho i poczuła, jak dwie wielkie łzy wypłynęły z jej oczu. Czyli jednak wciąż mogła płakać. I nagle, gdy to sobie uświadomiła, poczuła, jak całe jej ciało zaczyna drżeć z bez- silności. Szloch był nie do opanowania. Spojrzała gwałtownie na zmartwioną Koral. – Powiedział, że mnie nie kocha – powtó- rzyła, choć brakowało jej tchu. Koral przytuliła ją mocno do siebie, jakby chciała uchronić przyjaciółkę przed całym światem. Wiedziała jednak, że nie może. Żadna siła nie mogła. Rozdział i Sierpień 2019 roku Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Żadna siła nie sprawi, że będzie się znów nadawało do picia. Nie można go pozbierać i wlać z powrotem do butelki czy kartonu. Najrozsąd- niejszym krokiem jest posprzątanie po sobie przy pomocy kilku papierowych ręczników i sięgnięcie do lodówki po nowe mleko lub zrobienie sobie herbaty. Trudniej przychodzi pogodzenie się z rozbitą pamiątką, ramką czy figurką. Z zaciśniętymi zębami można próbować posklejać ją w całość, ale sukcesu nikt nie gwarantuje, ryzykujemy jedynie utratą dobrego humoru na resztę dnia. Rozbita pamiątka ląduje w koszu i po krótkim czasie udaje się o niej zapomnieć. Sara zaklęła pod nosem i zamknęła oczy, gdy smyczek znów omsknął się na strunie. Trzy głębsze wdechy. Jak poskładać rozwalony na kawałki świat? – Sara! – Ostry ton głosu przebił się przez burzę myśli w gło- wie dziewczyny i przywrócił ją do rzeczywistości. Dziewczyna otworzyła oczy i niepewnie spojrzała za siebie, na siedzącego przy oknie mężczyznę. – Jeśli tak chcesz wykorzystać swoją szansę, to proponuję w ogóle nie próbować wychodzić na scenę. Dziewczyna nie zbyła go milczeniem. Powinna sobie naj- pierw odpowiedzieć na pytanie, czy w ogóle chce brać udział w tym teatrzyku. Mężczyzna wstał z trzeszczącego krzesełka i podszedł bliżej dziewczyny. – Spójrz... W piątym takcie przyspieszasz. – Wystukał rytm. – Gdzieś się spieszysz? – Nie grałam tego od roku – przypomniała mu z wyrzutem. – Wiem. – Uśmiechnął się delikatnie, a okulary z czarnymi, grubymi oprawkami zabawnie uniosły się ku górze. – Ale byłaś w tym świetna. Wrócisz do pełnej sprawności, to kwestia czasu. Czasu – prychnęła w myślach. Niekiedy nawet czas nie zmieni tego, że pewne sprawy utknęły w czarnej dupie. Sara przestąpiła z nogi na nogę i parokrotnie uderzyła smyczkiem w swoje udo. – Weź głęboki wdech. – Mężczyzna wymownie ułożył swoje dłonie w okolicy płuc i wciągnął powietrze. – Rozluźnij ramiona. Musisz być płynna. Znasz ten utwór na pamięć. – Zamknął kajet z nutami. – Zamknij oczy i po prostu graj – poinstruował ją. Zrobiła, jak kazał, choć nie wierzyła w efekty tych zabiegów. Smyczek sunął po strunach gładko, a ona zaciskała powieki coraz mocniej i mocniej, aż poczuła, jak melodia dociera do każdego najdrobniejszego kawałka jej ciała. Porusza to, o czym czas skutecznie pomógł zapomnieć. Jakub z uśmiechem przyglądał się temu, jak dziewczyna daje się ponieść muzyce. Jak sztywne do tej pory nogi zaczęły deli- katnie poruszać się w takt, a ramiona – płynnie unosić i opadać w spokojnym, miarowym oddechu. Cichym krokiem odszedł od swojego krzesełka. Przystanął obok niego i zwrócił się do okna, które wychodziło wprost na po- bliską kawiarenkę. Stał tak, póki Sara nie dokończyła utworu. Gdy wybrzmiała ostatnia nuta, dziewczyna otworzyła gwałtow- nie oczy, czując, że brakuje jej tchu. Drżącymi rękami odłożyła skrzypce na pobliski stolik i wsparła się ramionami po obu ich stronach, żeby nie upaść. Po raz pierwszy od roku udało jej się zagrać coś do końca. – Co powiesz na ciepłą latte z likierem czekoladowym? – Ja- kub nie odwrócił się w jej stronę, jakby przeczuwał, że potrze- bowała chwili oddechu. – Może być – mruknęła. Najchętniej wróciłaby do domu, ale wiedziała, że Koral by jej tego nie wybaczyła. Zaczęła się pakować. Smyczek, kalafonia, nuty i najważniej- sze... skrzypce. Ostrożnie włożyła je do wysłużonego futerału. Zdecydowanie nadawały się do renowacji. Nosiły na sobie zna- miona użytkowania chyba niejednej osoby. Sara, sięgając pa- mięcią do ich pierwszej właścicielki, przypominała sobie babcię. Ojciec podobno próbował grywać, ale szybko to porzucił. Sara odziedziczyła talent i instrument, ale zdecydowanie brakowało jej teraz pewności siebie. Sara pogładziła ostrożnie ślimaka, następnie zjechała niżej, poprzez gryf, aż do pudła rezonansowego i w końcu zamknęła wieko futerału. Gdy była gotowa do wyjścia, podniosła wzrok na Kubę i zauważyła, że mężczyzna odwrócił się od okna i przy- glądał się jej. Zarzuciła futerał na ramię, a drugą ręką zaczesała niedbale pukle włosów do tyłu. Chciała, by wyglądało to natu- ralnie, ale wiedziała, że Jakub miał niesamowitą zdolność do wyczuwania jej prawdziwych emocji. Nigdy jednak nie zapytał o nie wprost. I tym razem uśmiechnął się tylko i wskazał ge- stem drzwi. Gdy opuścili uczelnię, Sarę uderzył podmuch świeżego po- wietrza. Wzięła głęboki oddech, mając nadzieję, że przyjemnie chłodny wietrzyk pomoże pozbyć się rumieńca na policzkach. Czuła, jak ją paliły. Wróciła do gry za namową Koral i to już dwa miesiące temu, ale wciąż coś było nie tak, wciąż gdzieś ro- biła błąd. Gubiła się, denerwowała. Znała powód, ale świat nie mógł go poznać. Sara świetnie radziła sobie z jego ukrywaniem. Jakub doktoryzował się. Właściwie kończył już swoją pracę i powoli szykował się do egzaminu, a ona? Zmarnowała rok, przerwała doktorat, nim jeszcze na dobre go zaczęła, prze- rwała wszystko. – Chłodny ten sierpień. – Jakub otrząsnął się, gdy czekali na zmianę światła. – Przynajmniej studzi emocje. – Próbowała się uśmiechnąć. Nie wyszło. Kawiarenka przy uczelni była zawsze pełna gości. W cza- sie roku akademickiego nie brakowało tam studentów, którzy w oczekiwaniu na kolejne zajęcia przychodzili kupić ciepłą kawę. Wpadali również wykładowcy, często poza godzinami pracy, przyprowadzając ze sobą współmałżonków i przyjaciół. W se- zonie letnim najwięcej przychodziło dzieci, bo kawiarenka ser- wowała również kilka smaków przepysznych lodów domowej produkcji. Można tam było również kupić wyśmienite ciasta, które wychodziły spod ręki samej właścicielki. Koral początkowo pracowała tam, bo chciała zarobić na wła- sny samochód. Rodzice uznali, że powinna sama postarać się przynajmniej o połowę pieniędzy, a ponieważ kawiarenka na- leżała do nich, dziewczyna skorzystała z tej okazji i wolny czas pomiędzy zajęciami spędzała przy ladzie. Potem skończyła studia, znalazła pracę w laboratorium i kupiła wymarzone auto. Nie przestała jednak pomagać rodzicom, bo po prostu to pol- ubiła. Była świadkiem kłótni przyjaciół, gwałtownych rozstań i wzruszających powrotów. Serwowała kawę na poprawę na- stroju, dla podniesienia na duchu i po prostu... dla chwili przy- jemności. Jakub nonszalancko otworzył przed Sarą drzwi i wpuścił ją do środka. Dziewczyna nieśmiało skinęła głową w podzięce i podbiegła do Koral, która już zdążyła wychylić się zza lady. – Ile można na ciebie czekać! – pisnęła jej przyjaciółka. – Z tego, co wiem, powinnaś skończyć już pół godziny temu. – Wskazała na zegarek – Kuba mi nie odpuszczał. – Odetchnęła głęboko, ale poczuła ulgę, że wreszcie ma Koral obok siebie. – I bardzo dobrze. – Uśmiechnęła się szeroko do mężczyzny. – Zagrała pięknie, oczywiście. Nikt nie będzie miał oporów przed wydaniem zgody na doktoryzowanie. Jeszcze po drodze wygrasz ten konkurs i… nagrasz płytę. – Tak, jasne. – Skrzywiła się. – Jakby to było takie banalne. – Oczywiście, że zagrała pięknie. Zawsze grała... żadna prze- rwa tego nie zmieni. Musisz tylko odszukać w sobie ten ogień, to, co sprawiało, że melodia wypływała z ciebie... a skrzypce już same to przekażą. – Znów zaczął gwałtownie gestykulować. Sara z lekkim niepokojem spojrzała na Koral, ale dziewczyna wydawała się być pod delikatnym wrażeniem jej znajomego. – Ogień... – powtórzyła za nim Koral i rzuciła Sarze krót- kie spojrzenie, które przekazało zdecydowanie więcej niż tysiąc przekleństw, które dziewczyna mogłaby z siebie w tej chwili wyrzucić, a Koral słynęła z tego, że nie przebierała w słowach. – Może lepiej maleńką iskrę na początek, bo się nam dziewczyna spali. Dwie kawy, rozumiem? – Szybko zmieniła temat. – Sara mówiła, że się doktoryzujesz? Też bym chciała – dodała, nim zdążył cokolwiek odpowiedzieć. – Nawet myślałam, żeby przy- stąpić do egzaminów w tym roku, ale zdecydowanie brakuje mi czasu na przygotowania. Teraz człowiek ma tyle na głowie – wzruszyła ramionami i ustawiła ekspres do kawy. – A co robisz? Oprócz skrzypiec oczywiście... – Altówka. Głównie – odparł krótko, był wyraźnie rozba- wiony. – Ale obecnie kończę instrumentalistykę. – Ooo. – Wydęła usta w dziubek – Brzmi groźnie. Sara przysłuchiwała się ich rozmowie. Gdy Koral podała jej kawę, zaczęła w niej beznamiętnie mieszać łyżeczką. Nie wypłynęła na wierzch żadna mądrość życiowa, to nie ciasteczko z wróżbą, a szkoda. Zerknęła na duży telewizor powieszony na ścianie, chcąc chociaż na chwilę wyłączyć myśli. Prezenterka mówiła właśnie o kolejnym wypadku na krajowej drodze. Szlag – pomyślała. Gorzej być nie może. – Koncert? Poważnie?! To jest genialny pomysł! Jasne, że wpad- niemy! – Usłyszała głos Koral jakby z oddali i zmusiła się, by odwró- cić ciało w ich stronę. – Sara na pewno nie ma nic lepszego do roboty. A jednak może... – znów pomyślała, ale uśmiechnęła się niemrawo do Koral. – To muzyka poważna? – Koral udawała, że nie zauważa jej panicznego spojrzenia, które wołało o ratunek. – Nie... staraliśmy się, aby było – zamyślił się na moment – bardziej nowocześnie. Będzie kilka znanych osób. Naprawdę świetna impreza... a później poczęstunek. – Nie no. Będziemy. – Spoważniała. – Trzeba rozruszać tę naszą Sarę. – Spojrzała przyjaciółce prosto w oczy i Sara już wiedziała, że nie będzie mogła się wykręcić. – Ja będę leciał. – Kuba uśmiechnął się do niej pokrzepiająco i dopił swoją kawę. – Pamiętaj, że jutro masz pierwszą grupę licealistów na egzaminie wstępnym. – Pamiętam – przytaknęła, choć najchętniej uciekłaby w siną dal. – To tylko zajęcia przygotowujące, poradzisz sobie. – Poklepał ją po ramieniu i zwrócił się do Koral. – Widzimy się na występie. – Będziemy punktualnie. – Uśmiechnęła się zalotnie. Rozdział ii Licealiści okazali się zdecydowanie bardziej przerażeni niż Sara. Wpatrywali się w nią oczami wystraszonych myszek, które nie do końca wiedzą, co robią. Zadała im proste pytanie, na które właściwie nie powinni mieć problemu z odpowiedzią, ale jakoś nikt nie kwapił się do jej udzielenia. Sara odepchnęła się od biurka, o które się wspierała, i z wciąż skrzyżowanymi na piersi ramionami podeszła bliżej, do wyco- fanej młodzieży. O ironio... była od nich tylko kilka lat starsza. Tylko kilka lat... – No dalej. – Zmusiła się do uśmiechu. – Przecież musicie wie- dzieć, co chcecie zagrać na egzaminie. – Zrozumiałaby, że boją się teorii, ale przecież to nie miało z nią nic wspólnego. szego rzędu. – Sonatę Księżycową. – A co pani zagrała? – Ja? – Zdziwiona odwróciła się w kierunku chłopaka z pierw- – To utwór fortepianowy – zauważył z lekkim rozbawieniem. – Tu nie chodzi o perfekcyjnie wykonany utwór. – Pokręciła głową. – Macie pokazać w nim siebie. Coś, co pomoże wam sie- bie wyrazić. – Wolnym krokiem zawróciła do biurka. – Możecie zagrać cokolwiek. Bylebyście to poczuli... Dziwnie się czuła, tłumacząc im taką oczywistość, choć gdy sięgnęła pamięcią wstecz, to jakieś dwa miesiące sama miała podobny problem po tym, jak Kuba poprosił ją o wykonanie utworu, który wybrała na swój egzamin wstępny. Spędziła z licealistami pełne trzy godziny, próbując wydobyć z nich to, co głęboko skrywali. O ironio – powtarzała za każdym razem, gdy kolejna osoba dukała o wybranym utworze – jak im pomóc, skoro nie potrafiła pomóc sobie? Wyszła z zajęć psychicznie wyczerpana. Gorzej poczuła się, uświadamiając sobie, że na kolejnych będzie musiała z nimi za- grać. Zacisnęła dłoń na swoim futerale. Zdecydowanie wolała zajęcia z dziećmi, ale do tych wróci dopiero od września, jeśli dom kultury wyrazi na to zgodę. – Koral? – W biegu odebrała telefon, mijając się na schodach z wykładowcami. – Sara, za pół godziny jestem po ciebie i nie próbuj się wymi- gać. Jedziemy i będziemy dobrze się bawić. – Ale... – Wybiegła z budynku, nerwowo rozglądając się do- koła. Szukała ratunku, niestety nigdzie go nie było. – To nie ma sensu... – Co nie ma sensu?! Sara, nie denerwuj mnie. Minął, kurwa, rok. Jebany rok, a ty wciąż nie pozbierałaś się do kupy. – Koral... – jęknęła, uśmiechając się przepraszająco do star- szego mężczyzny, obok którego stała, czekając, aż czerwone światło zlituje się i ustąpi miejsca zielonemu. – Nie poskładasz życia na nowo w jeden dzień. – W jeden nie, ale w trzysta sześćdziesiąt pięć już tak – mruknęła dziewczyna po drugiej stronie słuchawki. – Dwa- dzieścia pięć minut... – Rozłączyła się. Sara przyspieszyła kroku. Wiedziała, że kłótnia z Koral nie miała najmniejszego sensu. Jej przyjaciółka wyciągnęłaby ją z domu w piżamie, jeśli byłaby taka potrzeba. Szczęście w nie- szczęściu, że mieszkała niedaleko uczelni. Niewielkie mieszkanie, które było jej jedynym miejscem ucieczki, przejęła po swoim bracie, gdy ten wyjechał za granicę, by tam dalej studiować. Nie wrócił... zakochał się, ożenił i został na stałe. Ojciec mieszkał tam już od dawna, pracował za granicą, od kiedy Sara skończyła sześć lat, a gdy zaczęła studia, matka wyjechała do ojca. Sara wbiegła po schodkach na piętro. Nie wiedziała, od czego powinna zacząć. Prysznic? Jakieś ubrania... Działała jak auto- mat, choć wewnętrznie w ogóle nie miała na to ochoty. Szklanka wody, kawałek niedokończonej bułki ze śniadania i w końcu ten denerwujący dzwonek do drzwi. Sara wpuściła do środka Koral z miną męczennicy. – Wybierasz się na pogrzeb? – Koral uważnie zmierzyła przy- jaciółkę wzrokiem. – Jesteś za wcześnie. – Zerknęła z dezaprobatą na zegarek. – Z tego, co widzę, jestem w samą porę. – Skrzyżowała ra- miona na piersi. – No błagam cię! Serio chcesz iść w spodniach? – Serio zamierzasz się czepiać? – Sara, opamiętaj się – prychnęła. – Tam będzie mnóstwo bo- skich muzyków, którzy tylko czekają, żeby wziąć cię w ramiona... – Co ty... – Sara pokręciła z niedowierzaniem głową. – Rozpuść włosy. – Sięgnęła do kitki na głowie dziewczyny i jednym ruchem ręki zsunęła z włosów gumkę. – I chociaż buty na obcasie... Sara odpuściła. Wyciągnęła z szafy ukryte głęboko czarne szpilki. Może kiedyś lubiła w nich chodzić, ale teraz nie była pewna, czy wytrzyma w nich cały wieczór. Mizernie prezento- wała się w towarzystwie Koral, ale nie mogła nic więcej na to poradzić, a – co gorsza – nawet nie chciała. Gdy dotarły z powrotem na uczelnię, gdzie w auli miał odby- wać się koncert, z trudem udało im się znaleźć miejsca siedzące. W oczekiwaniu na rozpoczęcie Sara denerwowała się coraz bardziej. – Uspokój się. – Koral zmarszczyła brwi. Noga ci lata tak, że zaraz wykopiesz swoją sąsiadkę z przodu. – To był błąd, Koral. – Pokręciła głową. – Błąd? – prychnęła. – Startujesz w konkursie, który odbędzie się w tej auli, więc oswój się z tym miejscem. Pojawienie się na scenie Jakuba przerwało ich rozmowę. Aulę wypełniła cisza, na którą mężczyzna cierpliwie czekał. Sara wci- snęła się w fotel. Właściwie nie wiedziała, dlaczego tak bardzo się denerwuje, występowała na tej samej scenie setki razy i nigdy nie towarzyszyły jej takie emocje. Powinna dodać: setki razy, zanim jej świat rozsypał się w gruz. – Cieszę się, że udało się wam wszystkim dotrzeć. – Jakub ro- zejrzał się z uśmiechem po auli. – Niektórych zaprosiłem na ostat- nią chwilę – zaśmiał się. Sara wiedziała, że nie jest w stanie ich zauważyć. Skierowane wprost na niego światła powodowały, że z ledwością widział pierwsze rzędy widowni, a one siedziały praktycznie na samym końcu, dość wysoko. – Mam nadzieję że te osoby również tutaj z nami są – dodał, co tylko potwierdziło jej przypuszczenia. – Dziś, z różnych powodów, jest ważny dzień dla wielu osób. – Jakub zaczął przechadzać się po scenie. – Ale dla nas tu i teraz pojawia się nadzieja, że to, nad czym bardzo ciężko pracowaliśmy przez ostatni rok – znów się uśmiechnął – ma sens. Chciałbym, żeby każdy z was to poczuł... – Sara drgnęła, słysząc te słowa. Miała wrażenie, że kieruje je wprost do niej, choć było to niemożliwe. – Planowaliśmy wystąpić już pół roku temu, ale... – cmoknął – kilka rzeczy się posypało. Tam ktoś zawalił, tu coś nie wypaliło... Pamiętajcie, że... wszystko ma sens. – Zatrzymał się i spojrzał na widownię. – Życzymy wam przyjemnie spędzonego z nami czasu. – Skłonił się lekko. Oklaski wypełniły aulę. Sara zerknęła na Koral. Jej przyjaciółka uśmiechnęła się po- krzepiająco, a potem, gdy w auli zgasły wszystkie światła, znik- nęła. Kilka sekund w całkowitych ciemnościach pozwoliło Sarze na krótki rachunek z własnym sumieniem. Powinna być wdzięczna Koral za to, co robi. Starała się, jak mogła, żeby postawić ją na nogi. Rozluźniła mięśnie, czując, jak skostniałe palce puszczają ściskane kurczowo podłokietniki fotela, i przeniosła spojrzenie na scenę, gdzie pojawili się już muzycy. Kuba założył zespół jeszcze przed magisterką, ale z wielu różnych powodów mogli dopiero teraz wystąpić z albumem, który skrupulatnie przygotowywali przez ostatnie lata. Była per- kusja, gitara akustyczna, altówka i bas. Niby niewiele, ale dla nich wszystko. Sara znała większość z utworów, ale musiała przyznać, że naprawdę je dopracowali. Nie usłyszała żadnej fałszywej nuty. Nie wychwyciła niechcianego dźwięku, wszystko brzmiało idealnie. Po godzinie wyraźnie rozemocjonowany Kuba znów prze- jął mikrofon. – Musimy zrobić krótką przerwę. – Wziął głęboki oddech. – Nie opuszczajcie nas, ponieważ mamy małą niespodziankę. Możecie włączyć światło? – zwrócił się w kierunku obsługi. – O, dzięki. Jak widzicie, zrobimy tylko małe przemeblowanie i będziemy gotowi. Wskazał za siebie, gdzie kilku chłopców zaczęło przenosić in- strumenty. – Co oni robią? – Koral usadowiła się wygodniej w fotelu. – Chyba wniosą fortepian – mruknęła, widząc, ile miejsca zrobiono. – Może kogoś zaprosili. – Sami jesteśmy zaskoczeni tym, co się za chwilę wydarzy, ale... myślę, że zrozumiecie nasze lekkie zdenerwowanie. Oczy- wiście pozytywne – dodał pospiesznie. – Znacie ich zapewne z Youtube’a. Kto nie zna. – Zaśmiał się pod nosem. – Więc... – Świetnie. – Koral uśmiechnęła się szeroko. – Gwiazdy! To im dopiero zrobi reklamę, zaraz będą na Youtubie... Sara chciała jej coś odpowiedzieć, ale na scenę wjechał forte- pian, a zaraz za nim wniesiono saksofon. – Pewnie znacie również sławne rodzeństwo, które ukoń- czyło tę szkołę i rozpoczęło karierę właśnie od Youtube’a. Dziś planują swoją trasę koncertową, ale zgodzili się zagrać z nami kilka naszych kawałków. – Kuba uśmiechnął się radośnie, a Sara gwałtownie złapała Koral za rękę, która spoczywała swobodnie na podłokietniku. Serce zaczęło bić z taką szybkością, że nie mogła go uspokoić. – Kurwa – syknęła Koral. – To jakiś żart? – Jezu... – jęknęła – to się nie dzieje. Powiedz, że to się nie dzieje. – Poczuła, że jest bliska płaczu i że jeśli zaraz stąd nie wyjdzie, to ucierpi kilka osób wokół. – Nie możemy wyjść, Kuba... – Kuba nawet nie wie, gdzie siedzimy. – Koral ścisnęła mocno jej rękę. – Zaraz otworzą drzwi, wyjdziemy na przerwę i spier- dzielamy stąd. Nie będziesz tu siedzieć i się katować. – Może to nie on... – Sławne rodzeństwo, wnieśli saksofon... Sara. – Spojrzała przyjaciółce głęboko w oczy. – Wychodzimy. Dziewczyna kiwnęła głową. To będzie najlepsze wyjście. Uciec i udawać, że nic się nie stało. Gdy ludzie z ich rzędu skie- rowali się do bocznego wyjścia, Koral, trzymając przyjaciółkę za rękę, pociągnęła ją za sobą. Chciała mieć pewność, że Sara nie zawróci. Przepchanie się przez wąski korytarz prowadzący do auli trwało całą wieczność, ale w końcu udało im się. – Spadamy – syknęła Koral, dostrzegając w oddali zbliżają- cego się Kubę. – Sara! – Mężczyzna zdążył je niestety zauważyć. – Sara, zaczekaj! Dziewczyna spojrzała panicznym wzrokiem na przyjaciółkę, ale nim Koral zdołała coś wymyślić, Jakub przepchnął się przez gratulujący mu tłumek. Odetchnął głęboko, stając przed dziew- czynami. – Świetny występ! – Koral natychmiast przejęła pałeczkę. – Naprawdę ciekawe kawałki. Będziecie to gdzieś wydawać? – Mamy takie plany – potwierdził, ale szybko zmienił temat. – Sara, chcę cię komuś przedstawić... – Och – jęknęła, czując narastającą panikę. – To nie jest naj- lepszy pomysł. – Dlaczego? – Zmarszczył brwi. – To ten zespół z konkursu. Ten, który szuka skrzypaczki... – Kurw... – Koral zaniechała kolejnego przekleństwa i skrzy- wiła się gwałtownie. – Wiesz, Kuba, musimy lecieć, bo ja się cholernie źle poczułam. Naprawdę, może innym razem ich po- znasz... – Zrobiła krok w stronę wyjścia, ale Kuba zdążył złapać Sarę za rękę. – Oj, tylko trzy minuty. – Posłał Koral przepraszające spoj- rzenie i pociągnął przerażoną Sarę za sobą. Dziewczyna spoj- rzała błagalnie na przyjaciółkę, ale nim ta zdążyła zareagować, Sara zniknęła w tłumie ludzi. – To są te przesłuchania, o których ci mówiłem... teraz mam okazję wstawić się za tobą. – Szkoda, że nie wspomniałeś, co to za zespół – jęknęła, pró- bując wykręcić rękę. – Znasz ich? – Zerknął na nią przelotnie i skierował się za ku- lisy sceny. – Chodź, chodź... – Kuba, powinnam iść z Koral, ona naprawdę źle się czuje. – Złapała się ostatniej deski ratunku. – A nie wyglądała. Nie martw się... oni są naprawdę spoko. O... Tomek! – zawołał do stojącego niedaleko chłopaka, który rozmawiał z dźwiękowcem. Wywołany Tomek odwrócił się, a Sara miała ochotę zapaść się pod ziemię. Niestety. To był TEN Tomek. Trzeba było szyb- ciej wybiec z uczelni – warknęła sama do siebie. Nie wiedziała, co powinna teraz zrobić ani jak się zachować. Stanęła za Kubą, czując na sobie równie zdruzgotane spojrzenie chłopaka. – Tomek, poznaj. – Kuba cofnął się. – To dziewczyna, o któ- rej mówiłem ci przez telefon, Sara. Sara? – Zerknął za siebie rozbawiony. – No przestań. – Pociągnął ją za dłoń i dygoczącą ustawił przed chłopakiem. Trudno. Stało się. Skoro już się spotkali, to powinna się z nim zmierzyć. Tylko jak pokazać mu siłę, jeśli wewnętrznie wrzesz- czy się z rozpaczy? Dziewczyna podniosła wzrok. – Znamy się... – Tomek zmusił się do uśmiechu. Poczuła się jeszcze gorzej. – Poważnie? – Kuba roześmiał się – Dlaczego nic nie mówi- łaś? Świetna sprawa... pewnie słyszałeś jak gra? Jest moją pod- opieczną. – Gra wspaniale – przyznał, nie spuszczając z niej wzroku. W ogóle się nie zmienił przez ten rok. Te same roztrzepane blond włosy, ostre spojrzenie i zarysowane kości policzkowe. – Przyjdziesz na przesłuchanie? – zwrócił się wprost do niej i poczuła, jak głos ugrzązł jej w gardle. – Sara! Jezu... jesteś... – Koral była idealna do wyciągania z tara- patów. Złapała ją za ramiona i potrząsnęła. – Czyś ty oszalała, żeby znikać mi na tak długo? Przecież skręca mnie z bólu... – odetchnęła głęboko i jakby od niechcenia spojrzała na Tomka. – Och... To- mek! Nie zauważyłam cię. – Uśmiechnęła się. – Co tam słychać? – Wy też się znacie? – Kuba klasnął w dłonie. – Świat jest mały. – Oj, znamy, znamy – przyznała, ale uśmiech, który przywo- łała na swoją twarz, wyraźnie jej zrzedł. – U nas właściwie nic nowego. – Tomek odwzajemnił kwaśny uśmiech, odpowiadając na jej wcześniejsze pytanie, i spojrzał na Sarę. – Przyjedziesz na przesłuchanie? – zapytał ponownie. – Ja... – zaczęła niepewnie. Splotła ciasno dłonie za plecami, chcąc jakoś opanować ich drżenie. Widziała, jak się w nią wpa- truje, intensywnie i przeszywająco. Czego oczekiwał? Potwier- dzenia? – Julia! – krzyknęła Koral na widok dziewczyny, która nagle wychyliła się zza pleców Tomka. – Jak miło cię widzieć! Brunetka, do której zwróciła się Koral, dając tym samym Sa- rze wyraźny sygnał do wycofania się, zdziwiona spojrzała w ich stronę. Najpierw dostrzegła Koral i podeszła bliżej, a potem jej wzrok spotkał się z wystraszonym spojrzeniem Sary. Wyraźnie straciła animusz. – Człowiek nigdzie nie doświadczy spokoju – mruknęła pod no- sem i spojrzała z wyrzutem na Tomka. – Co one tu robią? – Ta dziewczyna, o której wspominał Kuba, to nasza Sara. „Nasza” zabrzmiało w jego ustach tak brutalnie, że dziew- czyna odwróciła wzrok i spuściła głowę. Jasne włosy przysłoniły jej twarz, tak że chłopak nie mógł zauważyć, jak cholernie ją to zabolało. Koral zerknęła na Kubę, który zdziwiony tym, co po- wiedziała Julia, nie do końca wiedział, co powinien teraz zrobić. – Sara. – Julia przerwała nagłą ciszę i zaśmiała się pod nosem. – Na pewno znajdzie się ktoś jeszcze lepszy – prychnęła. – Patryk cię woła. – Szturchnęła brata ramieniem. Tomek kiwnął głową, ale nie ruszył się z miejsca. – Przyjdziesz? – Przyjdzie. – Kuba z obawą dotknął jej ramienia. – Sara? – Przyjdź. Prośba Tomka przebiła się przez natłok myśli w jej głowie. Podniosła gwałtownie wzrok i spojrzała na niego zaczerwienio- nymi oczami. Trudno powstrzymać łzy, gdy tak nachalnie cisną się do oczu. Uśmiechnął się do niej. – Przyjdź... – powtórzył ciszej i, kiwnąwszy Kubie głową na pożegnanie, odwrócił się i odszedł na scenę. Sara odprowadziła go wzrokiem. Słyszała, że Koral zaczęła coś mówić do Kuby, ale z każdą uciekającą minutą coraz mniej do niej docierało. – Kuba, strasznie dobry koncert, ale naprawdę musimy już spadać. – Coś się stało? – Generalnie naprawdę wszystko jest spoko, po prostu atmos- fera trochę się zagęściła, rozumiesz... Sara przestała rozumieć. Nie wiedziała, jak zmusiła swoje ciało do ruchu, ale nogi wykonywały wolne kroki przed siebie, aż praktycznie znalazła się przy samej scenie. Wyjrzała zza ciężkich kurtyn. Wszystko było dobrze oświe- tlone, czuła zapach strachu i niepewności. Ten sam, który to- warzyszył jej od roku. Podniosła wzrok, choć bała się tego, co zobaczy. Serce znów przyspieszało bicia, pompowało krew tak szybko, że znów zaczęło kręcić się jej w głowie. – Sara, nie rób tego. – Koral złapała ją za ramię, chcąc od- ciągnąć do tyłu, ale było już za późno. Za późno na dobre rady i próby ucieczki. Za późno na szukanie jakichkolwiek rozwią- zań. Tomek rozpoczął niebezpieczną grę, a Sara zaraz ustawi na szachownicy swój pionek. – Sara... – Koral chciała jeszcze coś powiedzieć, ale było już za późno. od aUToRKi Pamięć echoiczna, czyli inaczej słuchowa, to rodzaj pamięci sensorycznej, która jest odporna na uszkodzenia mózgu. Jest ona odpowiedzialna za krótkotrwałe informacje słuchowe otrzymy- wane z otoczenia. Umysł przekształca dźwięk w obrazy i nawet ludzie cierpiący na głęboką amnezję wciąż korzystają z tego ro- dzaju pamięci. Copyright © Aleksandra Rak Copyright © Wydawnictwo Inanna Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak Copyright © for the cover photo by Konrad Bak | MF Copyright © for the Red Hat Font Family by Red Hat Inc. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2020 r. druk ISBN 978-83-7995-471-1 epub ISBN 978-83-7995-472-8 mobi ISBN 978-83-7995-473-5 Redaktor prowadząca: Ewelina Nawara Redakcja: Aleksandra Zok-Smoła Korekta: Monika Halman Korekta techniczna: Grażyna Wróbel Adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski Projekt okładki: Aleksandra Bartczak Skład i typografia: www.proAutor.pl Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jaki- kolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, foto- optycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy. MORGANA Katarzyna Wolszczak ul. Kormoranów 126/31 85-432 Bydgoszcz sekretariat@inanna.pl www.inanna.pl Książka najtaniej dostępna w księgarniach www.MadBooks.pl www.eBook.MadBooks.pl Spełniacze Małgorzata Falkowska Spełniając marzenia innych, spełniasz się i Ty! To miał być zwyczajny projekt na studia. Dominika, Maciej i Julian mieli pomysł, by spełniać marzenia. Zaczęło się od listów dzie- ciaków z pobliskiego Oratorium, jednak dzięki determinacji trójki przyjaciół i z pomocą pro- fesora Kellera, swoją działalność rozpoczęła Fundacja Spełniacze. Dwanaście miesięcy w roku – dwanaście ma- rzeń do spełnienia. Małgorzata Falkowska zaprasza czytelników w niezwykłą podróż pełną do- bra, miłości i wzajemnej tolerancji. Dwanaście wyjątkowych listów, dwana- ście wyjątkowych historii, wielu naprawdę życzliwych ludzi. Poznaj Fundację Spełniacze, jej założycieli i dzieciaki, którym pomogli. Niektóre marzenia spełniają się same, innym trzeba trochę pomóc. Małgorzata Falkowska Zaskocz mnie Daria Skiba ONA ma pasję, za którą skoczyłaby w ogień. Ma marzenia. ON wymarzoną pracę i życie, które wydaje się innym niemal idealne. Antek i Jagoda są niczym ogień i woda. Ona, bez planów na przyszłość, żyjąca „tu i te- raz”. On, poukładany, planujący przyszłość i zako- chany w swojej dziewczynie. Czy tych dwoje może się wzajemnie zrozumieć? Parkour jest ich odpowiedzią. Uparta nauczycielka i uczeń, który nie chce się poddać. Wspólne ćwiczenia pokazują obojgu, że mimo wielu różnic, są do siebie bardziej podobni, niż mogli się spodziewać. Co się stanie, gdy światy i poglądy tych dwojga się zderzą? Tylko seks Mira Gross Błażej jest zwyczajnym studentem, który le- dwo wiąże koniec z końcem. Gdy kumpel wprowadza go w szczegóły jego dostatniego życia, dla Błażeja kończy się pewien etap życia. Lilianna to rozkapryszona i znudzona żona biznesmena. Jej małżeństwo nie należy do ty- powych, więc gdy na horyzoncie pojawia się Błażej, kobieta proponuje mu układ. Jednak życie to nie bajka i Liliana będzie mu- siała ponieść konsekwencje własnych wybo- rów. Czy pociągnie Błażeja za sobą na dno? To, co miało być zwykłą zabawą, przeradza się w coś, czego żadne z nich nie mogło przewidzieć… „Tylko seks” to tak naprawdę nie tylko seks. To powieść pełna emocji, pożądania i prawdziwych uczuć. Jestem przekonana, że miłośniczki gorących romansów na pewno znajdą w tej historii coś dla siebie. Serdecznie polecam! K.N. Haner, autorka bestsellerowych powieści dla kobiet Światła w jeziorze Gosia Lisińska Gdy po dwóch latach kompletnej uczuciowej suszy, dopadnie cię klęska urodzaju, możesz mieć problem z wyborem. Karolina jest zabawną i błyskotliwą dziewczy- ną, od roku zakochaną bez wzajemności w ko- ledze z pracy. I oto któregoś dnia spotyka go nad jeziorem, a wszystko się zmienia. Że jed- nak świat bywa złośliwy, na drodze Karoliny staje nie tylko Kuba, ale i pewien nieprawdo- podobnie seksowny Włoch… Przezabawne perypetie miłosne i rodzinne głównej bohaterki są tematem pierwszej obyczajowej powieści Gosi Lisińskiej z serii Miłość w Tychach. „Światła w jeziorze” to idealne połączenie doskonałego humoru oraz seksownego romansu. Będzie gorąco, zmysłowo i zabawnie. Historia Karoliny pochłonie Was w mgnieniu oka i nie pozwoli odłożyć książki, dopóki nie poznacie zakończenia. To życiowa, ale posypana odrobiną magii powieść, która umili długie zimowe Meg Adams, blogerka Niegrzeczne Dziewczyny Recenzują wieczory. Pikantnie po włosku Gosia Lisińska Czy szalony romans ma szanse przerodzić się w coś trwałego? Zwłaszcza szalony romans z własnym szefem? Życie Magdy nigdy nie było poukładane czy zwyczajne, a związek z Roberto bynajmniej tego nie zmienia. Przynosi za to mnóstwo namiętno- ści, ale i pytań, których dziewczyna dotychczas sobie nie zadawała. Jak potoczą się jej losy? Jakie ostatecznie podej- mie decyzje? Tego dowiecie się z tej zabawnej i bardzo erotycznej powieści. W tej książce jest pikantnie między bohaterami na kilka różnych sposobów – pikantne kłótnie, pikantny seks, a przede wszystkim pikantny uśmiech na twarzy czytelnika. Grażyna Wróbel – Czytaninka Gosia Lisińska ma talent do tworzenia lekkich, pozytywnych i przy tym nie- zwykle zabawnych historii. Koniecznie musicie poznać Magdę i jej pikantne włoskie perypetie. Kasia Olchowy – Kulturantki.pl Zakręcona i śliczna Polka, plus ponętny i seksowny Włoch — duet idealny?! A może mieszanka wybuchowa? Czeka na Was dużo śmiechu i dużo gorących emocji! Druga część “Świateł w jeziorze” jest, jak sam tytuł wskazuje, bardziej pikantna, bardziej niegrzeczna, ale wciąż tak samo zabawna! Agnieszka Rybska – Blonderka.pl Ja ciebie mocniej Małgorzata Lisińska Kiedy wydaje ci się, że masz wszystko i naraz tracisz grunt pod stopami… Jasiek zdobywa miłość swego życia, ale czy zdoła ją utrzymać? Czy potrafi oprzeć się po- kusom? I czy miłość wystarczy, by odbudować to, co wydawało się utracone? Wróć do Tychów, by poznać losy brata Karo- liny, przebojowej bohaterki Świateł w jeziorze, i kolejny raz zakochać się w tym mieście. Popularne przysłowie mówi, że milczenie jest złotem. Jednak w małżeństwie Janka i Anki, borykających się z nową, niełatwą codziennością, milczenie doprowadza do katastrofy. „Ja ciebie mocniej” Gosi Lisińskiej w piękny sposób pokazuje, jak ważnym elementem każdego związku jest szczera rozmowa. To mocno dająca do myślenia historia niełatwej miłości, po przeczytaniu której, zaczynamy zastanawiać się, co w naszym życiu powinno stanowić największą wartość: kariera, pieniądze, małżeństwo, dzieci? Gorąco polecam. Izabela Grabda, autorka Przypadek Lidki Joy Hermia Stone Joy jest przeciętną dziewczyną. Ma zwyczajną pracę, kilku w miarę normalnych znajomych i nie wyróżnia się niczym poza tym, że mieszka z mężczyzną idealnym, który zawsze spełnia jej marzenia. Prawdopodobnie dlatego, że jest wymyślony… No, może nie do końca. Ory- ginał istnieje. To wokalista znanego zespołu Sundance, otoczony tłumem fanek, zarabia- jący miliony i odnoszący sukcesy playboy. W życiu jednak różnie bywa. Być może ta dwójka zetknie się w świecie jak najbar- dziej rzeczywistym. Joy, będąc w trudnej sytuacji życiowej, zatrudnia się u managera Sundance. Prawdziwe kłopoty zaczną się, gdy spotyka swojego idealnego faceta i pozna go bliżej. Dowie się wiele nie tylko o swoich uczuciach ale też o prawach rządzących rynkiem muzycznym i o panujących w nim stosunkach między- ludzkich. Wkrótce Joy, jej znajomi i wszyscy członkowie zespołu Sundance przekonają się, co się stanie, gdy spełnią się czyjeś marzenia. To nie jest prosta romantyczna opowieść o namiętnej miłości nieśmiałej dziewczyny i gwiazdy rocka. To nie jest kolejna odsłona bajki o kopciuszku. Ta opowieść może zaskoczyć. Wyspa Mgieł Maria Zdybska Czasami dwie dusze łączy więź silniejsza niż śmierć. Ona – przybrana córka pirata, uratowana z morskiej kipieli. W jej przeszłości ukryty jest klucz do potężnej mocy, która może przynieść wybawienie lub zgubę. On – potężny mag, wyrzutek, arogant i syba- ryta. Od lat poszukuje, choć sam nie wie, czego i dlaczego. Kiedy jednak ich drogi się spotykają, przejmują nad nimi kontrolę siły potężniejsze od nich samych. Bogowie i demony, nie- umarli i czarnoksiężnicy, zapomniana magia i stracone życia – droga do ich poznania zaczyna się na tajemniczej Wyspie Mgieł. “Wyspa Mgieł” to powieść young–adult fantasy przesiąknięta zapachem morza, pełna przygód, barwnych opisów i fantastycznych istot. Poznaj losy wyrzuconej przez morze Lirr i daj się oczarować tajemniczemu magowi o imieniu Raiden. Melissa Darwood, autorka Pryncypium, Larista i Luonto PIERWSZY TOM SERII KRUCZE SERCE Jezioro Cieni Maria Zdybska Lirr i Raiden muszą uciekać z Ysborga nie tylko przed gniewem jego władczyni, ale również przed podążającymi ich tropem bezwzględ- nymi Łowcami Mocy. Wiedząc, że Maeve nie spocznie, dopóki nie zemści się na nich, dwójka zbiegów postanawia poszukać schro- nienia na brzegach mitycznego Jeziora Cieni. Odnajdą tam jednak duchy przeszłości, które mogą zmienić wszystko, co dotąd o sobie wiedzieli i wszystko, co kiedykolwiek do sie- bie czuli. Nadchodzi czas walki z własnymi demonami! Nadchodzi czas próby wśród zwodniczych cieni! Krucze przeznaczenie zaczyna się wypełniać! DRUGI TOM SERII KRUCZE SERCE Siła jej piękna Antologia Autorki: Agnieszka Opolska Agnieszka Sudomir Agnieszka Zakrzewska Alicja Wlazło Anna Karnicka Daria Skiba Maria Zdybska Małgorzata Fałkowska WYJĄTKOWE HISTORIE DLA WSZYSTKICH WYJĄTKOWYCH KOBIET Osiem utalentowanych polskich autorek i jedno niełatwe zadanie. Odnalezienie siły i piękna, które tkwią w każdej z nas. Opowiadania wchodzące w skład antologii są tak różnorodne jak kobiety, które je napisały. Autorki opowiadają o zwycięstwie w zmaganiach z przeciwnościami losu i osobistymi dramatami. Czy twoja historia jest podobna? Czy teraz uwierzysz w siebie? Czy dotrzesz do ukrytej w tobie siły? Każda z nas jest inna, piękna na swój wyjątkowy sposób! OD KOBIET DLA KOBIET ODNAJDŹMY W SOBIE SIŁĘ I PIĘKNO!

Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Czytaj dalej...
Pobierz darmowy fragment (epub)

Gdzie kupić całą publikację:

Echo
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: