Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00284 004594 15180933 na godz. na dobę w sumie
Efekt Wieczności: Konferencja - ebook/pdf
Efekt Wieczności: Konferencja - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 152
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3929-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> science-fiction
Porównaj ceny (książka, ebook (-9%), audiobook).

To miała być zwykła konferencja naukowa. Nic, o czym warto wiedzieć, jeśli nie jest się specjalistą...

Skąd zatem na otwarciu zjawiło się tylu znanych dziennikarzy?
Dlaczego trzykrotny noblista, wspomina podczas inauguracji o odkryciu, które zatrzęśnie światem?
Co robią pośród gości dyrektorzy największych branżowych koncernów, i do czego się posuną, by posiąść to odkrycie na własność?

Pierwsza część cyklu science-fiction 'Efekt Wieczności', w którym losy bohaterów rozgrywają się na tle epokowych odkryć i wydarzeń, które na zawsze zmienią oblicze świata.
Gdy ludzkość, na przestrzeni zaledwie jednego pokolenia, spełnia swoje największe marzenie, konsekwencje mogą okazać się poważne, a koszty zbyt wysokie.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Marlena Siwiak Marian Siwiak Efekt Wieczności: Konferencja Warszawa, 2013 © Copyright by Marlena Siwiak Marian Siwiak Data ukończenia tekstu: kwiecień 2013 Projekt okładki: Marian Siwiak Ilustracje: Maria Bronowicka ISBN 978-83-272-3929-7 Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora. Spis treści Otwarcie Panel Pytania Odpowiedzi Informacje o autorach Komentarz odautorski Marlena Marian Siwiak Efekt Wieczności, Konferencja, Otwarcie 6 Sala bankietowa pękała w szwach. Szczupły mężczyzna w tweedowej marynarce oparł się o filar, po części w celu odciążenia stóp otartych przez niewygodne, eleganckie obuwie, a po części w obawie, że któryś z gości niechcący go popchnie i pozbawi kieliszka zdobytego z trudem szampana. Upewniwszy się, że plecy ma dobrze chronione, odprężył się i zaczął kontemplować zgromadzonych. Na pierwszy rzut oka było jak zawsze. Doktoranci i świeżo upieczeni doktorzy albo upijali się we własnym gronie, albo kłębili wokół profesorów, starając się wywrzeć jak najkorzystniejsze wrażenie. Ci z kolei uśmiechali się ni to z sympatią, ni to z politowaniem, jednym uchem słuchając górnolotnych banałów, przechwałek i żałosnych prób połechtania ich ego, nieodmienne zmierzających do najczęściej stawianego pytania wieczoru: „Czy nie ma pan miejsca dla postdoca?”. Patrząc na poczynania młodzieży, widział siebie kilka lat temu. Do dziś zastanawiał się, czy ujął wtedy swojego obecnego szefa banałem, czy przechwałką. Po latach wspólnych badań wiedział już, że profesor Bielawski nie ma ego, które dałoby się połechtać. Marlena Marian Siwiak Efekt Wieczności, Konferencja, Otwarcie 7 Upił łyk z kieliszka, zadowolony, że może w spokoju cieszyć się samotnością. Młody wygląd dyskwalifikował go, jako obiekt zainteresowania doktorantów, zaś pozycja, jaką osiągnął, zwalniała z obowiązku puszenia się przed starszyzną. Prawdziwy koszmar zacząłby się dopiero, gdyby któryś ze zgromadzonych na sali reporterów poznał powód jego przyjazdu. Sama ich obecność burzyła utarty porządek. Notki prasowe z konferencji naukowych były na ogół symboliczne, a na łamach ukazywały się tylko wtedy, gdy wymagała tego estetyka składu. Tymczasem mężczyzna naliczył już kilkunastu przedstawicieli mediów. Ich identyfikacja była o tyle łatwa, że w swych nienagannych strojach przypominali papugi wrzucone w stado wróbli. Wrażenie potęgował fakt, że większość z nich miotała się między grupkami naukowców, niczym spłoszone ptactwo. Inni daremnie szukali wskazówek u obsługi, nieodmiennie zbywającej ich wzruszeniem ramion. Pozostali gorączkowo wertowali program konferencji, albo dyskutowali przez komórki. Gdyby oparty o filar mężczyzna, choć na chwilę włączył hotelowy telewizor, łatwością rozpoznałby pośród tych z Marlena Marian Siwiak Efekt Wieczności, Konferencja, Otwarcie 8 zdezorientowanych twarzy czołowych dziennikarzy kraju. Tymczasem wokół niewielkiego podium w rogu sali zapanowało poruszenie. Jeden za drugim, wszyscy goście kierowali uwagę w stronę mównicy. Ze zniecierpliwieniem wyczekiwano powitalnego przemówienia, a także sygnału do rozpoczęcia uczty, która stała na drugim końcu sali, drażniąc nosy zebranych wonią potraw ze wszystkich zakątków świata. Wreszcie przed mikrofonem pojawił się przygarbiony mężczyzna w znoszonym fraku. Światło reflektorów odbijało się od jego łysiny, prześwitującej przez zaczesane ze skroni siwe włosy. Szmery i chrząknięcia ucichły niemal natychmiast. - Przepraszam najmocniej koleżanki i kolegów, jednak moim obowiązkiem jest przywitanie wszystkich szanownych gości. Zważywszy na bliskość kolacji, postaram się mówić krótko - to zdanie wywołało wybuch szczerego śmiechu staruszków i nerwowego chichotu młodzieży. - Ponieważ nie wszyscy mnie znają, pozwolą państwo, że się przedstawię. Nazywam się Frank Sestiere i mam niewątpliwy zaszczyt być gospodarzem tej konferencji. Marlena Marian Siwiak Efekt Wieczności, Konferencja, Otwarcie 9 Oparty o filar mężczyzna spostrzegł, jak kilku reporterów wpisało nazwisko w swoje smartfony i niemal parsknął śmiechem na widok ich wydłużających się ze zdziwienia twarzy. Powoli docierało do nich, kim jest skromnie uśmiechnięty staruszek. Chyba inaczej wyobrażali sobie trzykrotnego noblistę. Łysina profesora Sestiere rozbłysła ponownie, tym razem światłem fleszy, które rozstrzelały się nagle, niczym na stadionie olimpijskim podczas zapalania znicza. - Zaprezentowane zostaną tu wyniki, które moim skromnym zdaniem, po raz pierwszy od odkrycia koła, tak zatrzęsą światem. Goście zesztywnieli. Dziennikarze wpatrywali się tępo w swoje smartfony, ale tym razem do głowy nie przychodziło im żadne zapytanie, którym mogliby uraczyć wyszukiwarki. Co mogły oznaczać takie słowa z ust człowieka, który stworzył pierwszy w pełni syntetyczny organizm minimalny i wysłał neutrino - cokolwiek by to nie było - do równoległego wszechświata? Czy była to tylko fałszywa skromność? - Pozwoliłem sobie, jako organizatorowi, poinformować media o doniosłości wydarzeń, które wedle mojej wiedzy, będą tu miały miejsce. Marlena Marian Siwiak Efekt Wieczności, Konferencja, Otwarcie 10 Przyzwoitość nie pozwala mi jednak na ujawnienie samego odkrycia przed jego autorem, ale i tak wszystko wyjaśni się do niedzieli. Uważam, że obowiązkiem obecnych tu przedstawicieli mediów jest opisanie tego, co wkrótce usłyszą, w sposób możliwie przystępny, acz wolny od przekłamań – mimo stanowczego tonu i niepozostawiającej wątpliwości apostrofy, reporterzy rozglądali się na boki, udając, że to nie o nich mowa. Na szczęście profesor Sestiere miał już za słaby wzrok, by to dostrzec, więc niezrażony zakończył: - A teraz zapraszam do stołów! Staruszek z trudem zszedł z podium i zniknął w bocznych drzwiach, na które natychmiast rzuciło się kilku stojących najbliżej dziennikarzy. Oparty o kolumnę mężczyzna, jako jeden z nielicznych, nie sięgnął po program konferencji. Ruszył spokojnym krokiem w kierunku pieczonego prosiaka. Zdążył skroić sobie plaster golonki, dorzucić na talerz kilka kawałków sushi i podmienić kieliszek na nowy, nim za jego plecami na powrót rozległ się gwar. Pierwszy szok już minął i uczestnicy konferencji przypomnieli sobie, że na najlepsze kawałki na stole popyt zawsze przekracza podaż. Mężczyzna, balansując talerzem, Marlena Marian Siwiak Efekt Wieczności, Konferencja, Otwarcie 11 wydostał się z tłumu i wrócił na swoje miejsce pod kolumną. Westchnął i odstawił kieliszek na ziemię. Jak widać nauka nie rozwinęła się na tyle, żeby opracować sposób pozwalający stojącej osobie na jednoczesne jedzenie z talerza i trzymanie kieliszka. Zjadł sushi, po czym z irytacją wpatrzył się w leżącą na talerzu wieprzowinę. Nawet wziął ze sobą nóż i widelec, ale znów brakowało mu jednej ręki. - Dzień dobry. Doktor Niv Sokol, jak przypuszczam? – nieprzyjemnie wysoki, męski głos wyrwał go z rozważań nad kajdanami savoir-vivre’u. Niv musiał podnieść głowę, żeby spojrzeć rozmówcy w oczy. W pamięci próbował umiejscowić go w którejś z obserwowanych wcześniej grup - bez powodzenia. Nawet dziennikarze nie charakteryzowali się tak wymodelowaną sylwetką, równym uzębieniem, symetrią twarzy spod skalpela chirurga plastycznego i ostentacyjnie drogim ubraniem. Na pierwszy rzut oka dałby mu maksymalnie trzydzieści lat. Dopiero bliższe oględziny skóry dłoni i szyi – cokolwiek już znoszonej – kazały zwiększyć tę liczbę przynajmniej o piętnaście. Marlena Marian Siwiak Efekt Wieczności, Konferencja, Otwarcie 12 - Z kim mam przyjemność? - Nazywam się John Adams. Jestem przedstawicielem Blue Pill Corporation, a konkretnie dyrektorem do spraw kontaktów z uniwersytetami i instytutami badawczymi - mężczyzna zawiesił na chwilę głos, jakby w oczekiwaniu na reakcję, ale odpowiedziało mu tylko poirytowane spojrzenie brązowych oczu. - Chciałbym z panem porozmawiać. - Rozmawiaj pan - Niv ukucnął, sięgając po kieliszek. Nie miał zamiaru silić się na uprzejmość. Nie lubił firm farmaceutycznych i nie widział powodu, dla którego miałby to ukrywać. Zwłaszcza, gdy ich przedstawiciele wylewają na siebie pół butelki wody kolońskiej po każdym goleniu. Dyrektor Adams nachylił się nad kucającym Nivem i zniżył głos do szeptu. - Tutaj jest zbyt... głośno. Poza tym, nie sądzę, żeby chciał pan zobaczyć reakcję tych wszystkich ludzi, jeśli wskażę im właśnie pana, jako osobę, o której mówił profesor Sestiere. - Skąd to przypuszczenie? - Niv wyprostował się tak gwałtownie, że tylko refleks uratował jego rozmówcę przed nokautem.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Efekt Wieczności: Konferencja
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: