Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00509 013272 17012412 na godz. na dobę w sumie
Emulandia - ebook/pdf
Emulandia - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 260
Wydawca: E-bookowo Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62480-83-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> bajki
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Trójka przyjaciół znalazła się nagle w nieznanym, niebezpiecznym miejscu, gdzie nieprzeciętne zdolności, odwaga i wrodzona dobroć były ich jedyną bronią.

Książka opowiada o dziewięcio i dziesięcioletnich dzieciach,  o ich wzajemnej przyjaźni a także o bardzo ważnej przyjaźni z dorosłymi.

Świat nauki przeplata się z dziką przyrodą, najciekawsze wynalazki z najlepszym światowym malarstwem, poprawianie natury z jej niszczeniem.

Młody Odkrywco, EMULANDIA to powieść dla Ciebie i Twoich przyjaciół!

Sara Tukan

Urodziłam się dawno temu w Warszawie i tutaj spędziłam swoje dziwne dzieciństwo. Mieszkam tu do dzisiaj, chociaż poznałam nieprzebraną liczbę miejsc w kraju i na świecie.

Uczyłam się wytrwale, kończąc kolejno ogrodnictwo, pedagogikę i psychologię. Właśnie dzięki tym studiom miałam okazję poznać różne środowiska i pracować tam, gdzie mi się najbardziej podobało. Obecnie najbardziej podoba mi się przelewanie do komputera wszystkich tekstów, które od dawna krążą po mojej głowie.

Dotychczas udało mi się wydać drukiem poradnik Wychowanie do pracy (wydawnictwo Znak) oraz powieść Stach (wydawnictwo Radwan). Mam też na swoim koncie bajki o Gunginie, ale w pracy zbiorowej.

Emulandia powstała z fascynacji nauką i naukowcami oraz nieograniczonymi możliwościami ludzkiego umysłu w tworzeniu nowej, lepszej rzeczywistości.

W moim komputerze znajduje się jeszcze kilka dokończonych lub nie utworów, które czekają cierpliwie na swoją kolejkę.

Mam Rodzinę, dom z ogrodem, park i tym wszystkim zajmuję się z równą przyjemnością.

Sara Tukan

saratukan@op.pl

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

© Copyright by Sara Tukan e-bookowo IlustrowałaŚ Katarzyna Osi(cid:276)ska Korekta: Barbara Dziwani ISBN 978-83-62480-83-8 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo www.e-bookowo.pl Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl Wszelkie prawa zastrze(cid:298)one. Kopiowanie, rozpowszechnianie cz(cid:266)(cid:286)ci lub cało(cid:286)ci bez zgody wydawcy zabronione Wydanie I 2011 Sara Tukan: EMULANDIA | 4 „żdy jakie(cid:286) nagłe zdarzenie odmienia nasze (cid:298)ycie, zadaje- my sobie pytanieŚ co ma wi(cid:266)ksz(cid:261) warto(cid:286)ć – przyja(cid:296)(cid:276), czy ogromna wiedza? Co pozwoli nam przetrwać w nieznanym miejscu, bez rodziny, w(cid:286)ród obcych, a nawet niebezpiecznych ludzi? Ksi(cid:261)(cid:298)ka Sary Tukan doskonale odpowiada na te pytania. Emulandia to pi(cid:266)kna ksi(cid:261)(cid:298)ka nie tylko dla dzieci, ale tak(cid:298)e dla rodziców i dziadków.” www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 5 Julci i Antosiowi moim ukochanym wnukom po(cid:316)wi(cid:278)cam www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 6 Rozdział 1 – Gdzie ja jestem?! – Cyntia wrzasn(cid:266)ła wniebogłosy i spróbowała wyrwać si(cid:266) z r(cid:261)k m(cid:266)(cid:298)czyzny. Do najlepszego w całym mie(cid:286)cie parku prowadziła tylko jedna droga: sznurowa drabina przerzucona przez wysoki mur, pokryty dzikimi kolczastymi ró(cid:298)ami. Połow(cid:266) parkowego terenu zajmował plac zabaw. Były tam rozmaite urz(cid:261)dzenia do ćwicze(cid:276) gimnastycznych, drewniany domek, płytki basen ze zje(cid:298)d(cid:298)alni(cid:261) oraz piaskownica: wielka jak nadmorska pla(cid:298)a. W drugiej jego cz(cid:266)(cid:286)ci ogromne krzewy jałowców g(cid:266)sto posadzone wzdłu(cid:298) kr(cid:266)tych alejek tworzyły skomplikowany labirynt. Tego dnia Cyntia sko(cid:276)czyła dziewi(cid:266)ć lat. Bawiła si(cid:266) w par- ku ze starszymi o niecały rok przyjaciółmiŚ Mel(cid:261) i Mironem. Z okazji urodzin oraz ładnej pogody rodzice pozwolili im zo- stać poza domem dłu(cid:298)ej ni(cid:298) zwykle. Trójka przyjaciół wyró(cid:298)niała si(cid:266) nieprzeci(cid:266)tn(cid:261) inteligencj(cid:261). Dzieci przeczytały mnóstwo ksi(cid:261)(cid:298)ek, doskonale znały si(cid:266) na mapach oraz potrafiły rozwi(cid:261)zać wi(cid:266)kszo(cid:286)ć zagadek i proble- mów przeznaczonych dla starszych uczniów. Równie(cid:298) kom- puter nie stanowił dla nich (cid:298)adnej tajemnicyś wymy(cid:286)lały i programowały całkiem ciekawe gry. www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 7 Nikt nie podejrzewał, (cid:298)e te ich wyj(cid:261)tkowe zdolno(cid:286)ci mog(cid:261) kiedykolwiek okazać si(cid:266) niebezpieczne. W parku unosił si(cid:266) aromat (cid:286)wie(cid:298)o skoszonej trawy, sło(cid:276)ce delikatnie przygrzewało, zabawom nie było ko(cid:276)ca. Dzieci chowały si(cid:266) mi(cid:266)dzy jałowcami, by potem z gło(cid:286)nym (cid:286)mie- chem wyskoczyć i zaklepać si(cid:266), nim kto(cid:286) je znajdzie. W pewnej chwili Cyntia usłyszała głos kwil(cid:261)cego piskl(cid:261)tka. Bez wahania opu(cid:286)ciła swoj(cid:261) kryjówk(cid:266) i zapominaj(cid:261)c o całym (cid:286)wiecie, pobiegła na poszukiwanie male(cid:276)stwa. Na k(cid:266)pie mchu le(cid:298)ał maciupe(cid:276)ki ptaszek. - Jaki ty jeste(cid:286), ptaszku, malutki - mówiła tul(cid:261)c piskl(cid:266). - Masz jeszcze takie delikatne pióreczka, wła(cid:286)ciwie puszek... Gdzie twoja mama, gdzie twoje gniazdko? Melu! Mironie! Chod(cid:296)cie szybko do mnie! Pomó(cid:298)cie mi uratować piskl(cid:261)tko. Na jej wołanie odpowiedział gro(cid:296)ny szum wiatru mi(cid:266)dzy jałowcami. Spojrzała w gór(cid:266)Ś niebo nad wierzchołkami krze- wów pociemniało. „Musz(cid:266) wracać do domu! Chyba nadci(cid:261)ga burza” – pomy- (cid:286)lała z niepokojem. Mela i Miron szukali przyjaciółki, ale nie słysz(cid:261)c jej nawo- ływa(cid:276), pod(cid:261)(cid:298)ali w przeciwnym kierunku. – Jak to si(cid:266) stało, (cid:298)e tak wcze(cid:286)nie zapadł zmierzch? – zapy- tała Mela w pewnej chwili. – Spójrz na niebo! To nie zmierzch, tylko burzowe chmury – zawołał przera(cid:298)ony chłopiec. – Wracajmy do domu, pew- nie Cyntia ju(cid:298) tam jest i martwi si(cid:266) o nas. Na wszelki wypadek wołajmy j(cid:261) przez cał(cid:261) drog(cid:266). www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 8 (Dzieci nigdy nie zabierały do parku telefonów komór- kowych, z obawy przed zgubieniem lub uszkodzeniem pod- czas zabawy). – Cyntia! Cyntia! Cyntia! Wokół panowała cisza. Dziwna, złowroga cisza. Wtem ogromna błyskawica o(cid:286)wietliła teren, a tu(cid:298) po niej pot(cid:266)(cid:298)ny odgłos grzmotu wstrz(cid:261)sn(cid:261)ł kolumnami jałowców. Spadły pierwsze krople deszczu. – Burza! Mironie, co my teraz zrobimy? – przestraszyła si(cid:266) Mela. – żdzie my wła(cid:286)ciwie jeste(cid:286)my? – Nie wiem. Musimy zostawiać jakie(cid:286) znaki, (cid:298)eby nie cho- dzić w kółko tymi samymi (cid:286)cie(cid:298)kami. Labirynt ma przecie(cid:298) tylko trzydzie(cid:286)ci trzy alejki i dobrze go znamyś na pewno tra- fimy do wyj(cid:286)cia – wyja(cid:286)nił Miron odwa(cid:298)nie. Ale burza zawsze jest gro(cid:296)na, a strach nie sprzyja bł(cid:261)dz(cid:261)- cym. Dzieci najpierw rysowały na ziemi strzałki, które szybko zamieniały si(cid:266) w błoto. Potem próbowały układać znaki z ga- ł(cid:261)zek jałowca. Te(cid:298) na nicś wiatr wszystko popsuł. W ko(cid:276)cu zm(cid:266)czone i przemoczone do suchej nitki skryły si(cid:266) mi(cid:266)dzy krzewami. Postanowiły czekać tam na koniec nawałnicy. Mar- twiły si(cid:266) jednak o Cynti(cid:266). Mo(cid:298)e siedzi sama pod jakim(cid:286) krza- kiem i dr(cid:298)y ze strachu? W tym czasie ich przyjaciółka bł(cid:261)dziła mi(cid:266)dzy wielkimi ja- łowcami w strugach deszczu i martwiła si(cid:266) o ptaszka. Został sam na (cid:286)wiecie, bez mamy, bez swojego gniazdka, okryty je- dynie delikatnym puszkiem... Wło(cid:298)yła go do kieszonki swojej nowiutkiej niebieskiej kurtki, któr(cid:261) dostała od rodziców na urodziny. www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 9 – B(cid:266)dzie ci tutaj cieplutko, moje kochane male(cid:276)stwo. Deszcz ci(cid:266) nie zmoczy, a w domu dam ci co(cid:286) pysznego do je- dzenia. Ale gdzie jest wyj(cid:286)cie z parku? Chyba si(cid:266) zgubiłam w tym labiryncie... Wtem dziewczynka spostrzegła, (cid:298)e jej adidasy s(cid:261) ju(cid:298) do po- łowy zanurzone w wodzie, a wokół nich pływaj(cid:261) ró(cid:298)ne patyki, gał(cid:261)zki jałowca oraz (cid:286)mieci rzucane na ziemi(cid:266) przez niektóre dzieci. Woda była coraz gł(cid:266)bszaś wkrótce zacz(cid:266)ła wlewać si(cid:266) do butów. – O rety! Mo(cid:298)e to powód(cid:296)? – Przera(cid:298)ona Cyntia zacz(cid:266)ła przypominać sobie wszystko, co wiedziała na temat tego ka- taklizmu. „Po pierwsze, nie wolno wpadać w panik(cid:266). Po drugie, trzeba dostać si(cid:266) na najwy(cid:298)szy punkt w okolicy. Po trzecie: dawać znaki. Tylko w jaki sposób mam wej(cid:286)ć na kuj(cid:261)cy ja- łowiec?” Wtem pojawił si(cid:266) tu(cid:298) przed ni(cid:261) zupełnie obcy człowiek w ciemnym kapeluszu i wysokich kaloszach. – Je(cid:286)li zabł(cid:261)dziła(cid:286), dziewczynko, to z ch(cid:266)ci(cid:261) pomog(cid:266) ci wydostać si(cid:266) st(cid:261)d. Musimy szybko uciekać. Za chwil(cid:266) b(cid:266)dzie tutaj tyle wody, (cid:298)e zakryje wszystkie krzewy a(cid:298) po czubki. M(cid:266)(cid:298)czyzna mówił i wygl(cid:261)dał tak dziwnie, jakby nie był prawdziwym człowiekiem, a jedynie postaci(cid:261) z gier kompute- rowych. Cyntia przypomniała sobie przestrogi rodziców i na- uczycieli dotycz(cid:261)ce obcych ludzi. Lecz có(cid:298) miała robić? Cze- kać, a(cid:298) porwie j(cid:261) powód(cid:296)? A zreszt(cid:261) ten człowiek chyba nie był zły, skoro tak si(cid:266) nara(cid:298)ał, (cid:298)eby j(cid:261) uratować. www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 10 – Dobrze, prosz(cid:266) mnie st(cid:261)d zabrać – powiedziała. – Tylko najpierw prosz(cid:266) mi powiedzieć, jak si(cid:266) pan nazywa, to wtedy b(cid:266)dzie pan znajomy a nie obcy. Bo z nieznajomymi nie wolno mi nigdzie chodzić. – Nazywam si(cid:266) Teofil. Chod(cid:296) szybciej, moja panno, bo ra- zem utoniemy! - to mówi(cid:261)c chwycił dziewczynk(cid:266) w ramiona i uniósł si(cid:266) razem z ni(cid:261) ponad wod(cid:266). Wygl(cid:261)dało to tak, jakby st(cid:261)pał po jej powierzchni. żdy dotarli do sznurowej drabiny, woda si(cid:266)gała połowy muru, a oczy zalewał rz(cid:266)sisty deszcz. Dziewczynka jedn(cid:261) r(cid:266)k(cid:261) pokazywała drog(cid:266) do domu, drug(cid:261) za(cid:286) tuliła male(cid:276)kie pi- skl(cid:261)tko, dr(cid:298)(cid:261)ce w kieszeni kurtki. Marzyła o suchym i ciepłym mieszkaniu, a tak(cid:298)e o przyj(cid:266)- ciu urodzinowym, które tam na ni(cid:261) czekało. żdy wła(cid:286)nie za- stanawiała si(cid:266), czym nakarmi ptaszka, rozejrzała si(cid:266) wokół i... zamarła. www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 11 Rozdział 2 – Gdzie ja jestem?! – wrzasn(cid:266)ła wniebogłosy i spróbowała wyrwać si(cid:266) z r(cid:261)k m(cid:266)(cid:298)czyzny. Dookoła znajdowało si(cid:266) mnóstwo przedziwnych domówŚ wszystkie zbudowane ze szkła i aluminium. Szklane kopuły dachów mieniły ró(cid:298)nymi kolorami, o(cid:286)wietlaj(cid:261)c umieszczony na samym szczycie ogromny pos(cid:261)g człowieka. Identyczne domy ró(cid:298)niły si(cid:266) kolorami (cid:286)wiateł oraz owymi rze(cid:296)bami, gdy(cid:298) ka(cid:298)da z nich przedstawiała inn(cid:261) postać. si(cid:266) Nie było tu burzy ani powodzi. To wszystko byłoby dla Cyntii fascynuj(cid:261)ce, gdyby nie znajdowała si(cid:266) z dala od swoje- go domuś gdyby była z rodzicami lub chocia(cid:298) z Mel(cid:261) i Miro- nem. Niestety! Zupełnie obcy m(cid:266)(cid:298)czyzna postawił j(cid:261) wreszcie na ziemi, ale w dalszym ci(cid:261)gu trzymał mocno za r(cid:266)k(cid:266). Nie zamie- rzał te(cid:298) odpowiadać na (cid:298)adne pytania. Dopiero teraz dziew- czynka mogła dokładnie mu si(cid:266) przyjrzeć, ale to, co zobaczyła, wcale jej nie uspokoiło. Wygl(cid:261)dał tak, jakby niezbyt utalen- towana plastycznie osoba narysowała go w starodawnym programie komputerowym Print. Cał(cid:261) twarz miał krzyw(cid:261), jedno oko znajdowało si(cid:266) bli(cid:298)ej nosa, drugie bli(cid:298)ej uchaś usta z kolei mie(cid:286)ciły si(cid:266) prawie na brodzie. Jednak było w Teofilu co(cid:286) bardzo poczciwego i wła(cid:286)ciwie Cyntia nie bała si(cid:266) go. To www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 12 raczej on czego(cid:286) si(cid:266) obawiał, gdy(cid:298) nerwowo mamrotał pod nosem: – Złapała, nie złapała, złapała, nie złapała... żdy dziewczynka próbowała si(cid:266) dowiedzieć dlaczego j(cid:261) po- rwał, gdzie si(cid:266) znajduj(cid:261) i kim on wła(cid:286)ciwie jest, usłyszała tyl- ko pomruki: – Wypełniać rozkazy, wypełniać rozkazy... I tak doszli do miejsca przeznaczenia. Teofil zatrzymał si(cid:266) przed (cid:286)cian(cid:261) budynku wi(cid:266)kszego od pozostałych, z dachem (cid:286)wiec(cid:261)cym na zielono, po czym rzekłŚ – Sezamie, otwórz si(cid:266)! Cyntia zd(cid:261)(cid:298)yła pomy(cid:286)leć, (cid:298)e dobrze zna ba(cid:286)(cid:276) pod takim wła(cid:286)nie tytułem. Kiedy(cid:286) z przyjaciółmi próbowali otworzyć w ten sam sposób niewidzialn(cid:261) furtk(cid:266) do ich ukochanego parku (Miron miał złaman(cid:261) nog(cid:266) i nie mógł wej(cid:286)ć po sznuro- wej drabinie), ale na nic si(cid:266) to zakl(cid:266)cie zdało, gdy(cid:298) nie było tam (cid:298)adnej furtki. Tymczasem (cid:286)ciana rozsun(cid:266)ła si(cid:266) bezszelestnie, a przed ni- mi pojawił si(cid:266) ogromny salon, po(cid:286)rodku którego rozpo(cid:286)ciera- ła si(cid:266) fontanna przecudnej urody. Kiedy Teofil pu(cid:286)cił r(cid:266)k(cid:266) dziewczynki, podbiegła do tego alabastrowego wodotrysku i przygl(cid:261)dała si(cid:266) z zachwytem wo- dzie o kolorze opalizuj(cid:261)cych szmaragdów, która wypływała z ukrytych (cid:296)ródeł. Spadaj(cid:261)ce kropelki mieniły si(cid:266) wszystkimi odcieniami zieleni, w gł(cid:266)bi za(cid:286) ławice złotych rybek (cid:286)cigały si(cid:266) mi(cid:266)dzy łodygami nenufarów. Cyntia zapomniała o strachu. Stała jak urzeczona, gdy wtem poczuła delikatne poruszenie www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 13 w kieszonce kurtki. Przypomniała sobie o piskl(cid:261)tku i natych- miast otuliła je dłoni(cid:261). „Ten dziwaczny człowiek nie mo(cid:298)e si(cid:266) o tobie dowiedzieć” – pomy(cid:286)lała z przekonaniem. Wła(cid:286)nie miała zapytać porywacza, czyj to dom, gdy po- nownie rozsun(cid:266)ła si(cid:266) (cid:286)ciana i do pokoju wpadli... jej przyja- ciele. Tu(cid:298) za nimi wtoczyła si(cid:266) jaka(cid:286) pot(cid:266)(cid:298)na postać. Podobnie jak Teofil, wygl(cid:261)dała na o(cid:298)ywiony rysunek komputerowy. By- ła to jednak kobieta. Jej czarne oczy znajdowały si(cid:266) tu(cid:298) przy ogromnym kartoflastym nosie. Usta miała we wła(cid:286)ciwym miejscu, ale nienaturalnie du(cid:298)e, z z(cid:266)bami wystaj(cid:261)cymi jak u zaj(cid:261)ca. Ubrana była w szare spodnie, długi fioletowy sweter oraz wysokie kalosze. Dzieci padły sobie w obj(cid:266)cia, a po chwili wszystkie naraz zacz(cid:266)ły opowiadać, w jaki sposób tutaj dotarły. Dopiero, gdy zauwa(cid:298)yły, (cid:298)e nikt nikogo nie mo(cid:298)e zrozumieć, dziewczynki pozwoliły mówić Mironowi. – Schowali(cid:286)my si(cid:266) przed burz(cid:261) mi(cid:266)dzy najwi(cid:266)kszymi jałowcami, a(cid:298) tu nagle ze wszystkich stron zacz(cid:266)ła napływać woda, zupełnie, jakby to była powód(cid:296). Ju(cid:298) mieli(cid:286)my uciekać, kiedy przed naszymi oczami pojawiły si(cid:266) najdziwniejsze na (cid:286)wiecie kaloszeŚ w miar(cid:266) podnoszenia si(cid:266) poziomu wody, co(cid:286) nadymało ich podeszwy i wygl(cid:261)dało to tak, jakby stały na wodzie. żdy spojrzeli(cid:286)my na wła(cid:286)ciciela tych czarodziejskich butów, zacz(cid:266)li(cid:286)my si(cid:266) trz(cid:261)(cid:286)ć ze strachu. Przed nami stała ogromna kobieta, wygl(cid:261)daj(cid:261)ca jak makabryczny rysunek z komputera. Po chwili kobieta zapytała nas miłym głosemŚ „Mo(cid:298)e chcecie takie kalosze? Pomog(cid:261) wam uratować si(cid:266) przed powodzi(cid:261). Załó(cid:298)cie je szybko, to zaprowadz(cid:266) was do domu.” Kobieta wyci(cid:261)gn(cid:266)ła dla nas buty spod swojego swetra. www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 14 Naszym kaloszom błyskawicznie nap(cid:266)czniały podeszwy i przestało nam grozić utoni(cid:266)cie. Wtedy kobieta złapała nas z całej siły za r(cid:266)ce i ci(cid:261)gn(cid:266)ła, ci(cid:261)gn(cid:266)ła, a(cid:298) dotarli(cid:286)my tutaj (chłopiec spojrzał na swoje nogi i ze zdziwieniem zauwa(cid:298)ył, (cid:298)e po kaloszach nie zostało ani (cid:286)ladu). A czy ty wiesz, Cyntio, w jaki sposób otworzyła drzwi, a wła(cid:286)ciwie (cid:286)cian(cid:266)? – Tak, wiem. Mój porywacz te(cid:298) powiedziałŚ „Sezamie, otwórz si(cid:266)!”. Jak ma na imi(cid:266) wasza porywaczka? – Nie przedstawiła si(cid:266), bo kopali(cid:286)my j(cid:261) po nogach, (cid:298)eby nas pu(cid:286)ciła. Nie chcieli(cid:286)my z ni(cid:261) i(cid:286)ć. Ju(cid:298) w parku wydała si(cid:266) nam bardzo podejrzana. Próbowali(cid:286)my si(cid:266) wyrwać, ale ona coraz mocniej trzymała nas za r(cid:266)ce. W tej wła(cid:286)nie chwili wszyscy poznali imi(cid:266) porywaczki, gdy(cid:298) Teofil rzekłŚ – Rozalio! Chod(cid:296)my szybko do profesora Rubena. Przecie(cid:298) mieli(cid:286)my przyprowadzić te dzieciaki ju(cid:298) w zeszłym tygodniu. Na te słowa trójka przyjaciół zamarła z przera(cid:298)enia. Przy- pomnieli sobie opowie(cid:286)ć o źmulandii, któr(cid:261) wszyscy doro(cid:286)li straszyli swoje dzieci. Krajem tym władał profesor Ruben Wielki. Był on geniuszem wszechczasów, lecz wiedz(cid:266) sw(cid:261) sto- sował do przeprowadzania potwornych eksperymentów. Od- najdował, a nast(cid:266)pnie wyłapywał najzdolniejsze dzieci z całe- go (cid:286)wiata i próbował je na swój sposób udoskonalać. Tajem- nic swych strzegł tak dobrze, i(cid:298) nikt nigdy si(cid:266) nie dowiedział, co potem działo si(cid:266) z przedmiotem jego do(cid:286)wiadcze(cid:276). Wszystkie dzieci przepadały na zawsze i nawet najlepsi wy- wiadowcy nie potrafili odgadn(cid:261)ć, gdzie znajduje si(cid:266) źmulan- dia. – Co si(cid:266) z nami stanie? – to pytanie nie wydobyło si(cid:266) z ust (cid:298)adnego z dzieci. Strach zacisn(cid:261)ł im gardła. www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 15 Rozdział 3 Po wyj(cid:286)ciu Teofila i Rozalii złowroga cisza przez długi czas nie pozwalała dzieciom mówić. żdy wreszcie Cyntia odzyska- ła głos, wyszeptałaŚ – Spróbujmy uciec t(cid:261) sam(cid:261) drog(cid:261), któr(cid:261) nas tu przyprowadzono. – Znamy przecie(cid:298) zakl(cid:266)cie słu(cid:298)(cid:261)ce do otwierania drzwi – ockn(cid:261)ł si(cid:266) Miron. Po cichutku podbiegli do miejsca, w którym rozsuwała si(cid:266) (cid:286)ciana. – Sezamie, otwórz si(cid:266)! – szepn(cid:266)li jednocze(cid:286)nie. (cid:285)ciana ani drgn(cid:266)ła, a zamków czy choćby klamek nigdzie nie było. – Mo(cid:298)e trzeba to powiedzieć gło(cid:286)niej? – zastanawiała si(cid:266) Mela. Lecz gło(cid:286)niej, to zbyt niebezpiecznie. Na pewno zaraz kto(cid:286) ich usłyszy i złapie. Có(cid:298) jednak robić? Je(cid:286)li za długo b(cid:266)d(cid:261) me- dytować, zostan(cid:261) tu na zawsze. Zawołali wi(cid:266)c tym razem gło- (cid:286)noŚ – Sezamie, otwórz si(cid:266)! – i znowu nic. I nikt si(cid:266) chyba nimi nie przejmował, bo w dalszym ci(cid:261)gu byli sami. www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 16 – Pewnie do wychodzenia maj(cid:261) inne hasło. Mo(cid:298)e te(cid:298) z jakiej(cid:286) bajki? – powiedział Miron. Dziewczynki próbowały przypomnieć sobie wszystkie ba- (cid:286)nie, lecz ani jedno zakl(cid:266)cie nie przychodziło im do głowy. Nagle otwarła si(cid:266) (cid:286)ciana mi(cid:266)dzy najwi(cid:266)kszymi kolumnami i oczom dzieci ukazał si(cid:266) wysoki, bardzo przystojny m(cid:266)(cid:298)czy- znaŚ szczupły, elegancko ubrany, o g(cid:266)stych czarnych włosach i ciemnych oczach. – Jestem Profesor Ruben Wielki! – zakomunikował. – Od dzi(cid:286) zamieszkacie w moim pa(cid:276)stwie – Emulandii. Waszymi opiekunami b(cid:266)d(cid:261) Teofil i Rozalia. S(cid:261) oni zaprogramowani specjalnie do opieki nad dziećmi. Jak zapewne zauwa(cid:298)yli(cid:286)cie, s(cid:261) to postacie wyprodukowane przez komputer. Mo(cid:298)e te wzory nie najlepiej udały si(cid:266) naszemu grafikowi, ale wygl(cid:261)daj(cid:261) bardzo (cid:286)mieszne. Cha, cha, cha! – roze(cid:286)miał si(cid:266) na cały głos. – Musz(cid:266) was jeszcze uprzedzić, (cid:298)e u nas wszystko musi być bardzo (cid:286)mieszne. Cha, cha, cha! Porwanym ani troch(cid:266) nie było do (cid:286)miechu. Wr(cid:266)cz przeciw- nie – byli przekonani, (cid:298)e ten dorosły człowiek (cid:296)le si(cid:266) zacho- wuje. Przecie(cid:298) nie ze wszystkiego mo(cid:298)na si(cid:266) (cid:286)miać. – Dlaczego nie mo(cid:298)emy wrócić do naszego domu? – odwa(cid:298)ył si(cid:266) zapytać Miron. – Do waszego domu? Od dzisiaj t o jest wasz dom! – Mówi(cid:261)c, wymachiwał dokoła r(cid:266)kami. – A mo(cid:298)e chodzi o wasz pokój? Teofilu, Rozalio, prosz(cid:266) natychmiast zaprowadzić nowy nabytek do dziecinnego pokoju! Do naj(cid:286)mieszniejszego pokoju. Cha, cha, cha! Wracam do pracy i dopiero za tydzie(cid:276) b(cid:266)d(cid:266) miał czas zaj(cid:261)ć si(cid:266) dzieciakami – oznajmił na koniec i wyszedł. Opiekunowie złapali cał(cid:261) trójk(cid:266) za r(cid:266)ce i poprowadzili przez inn(cid:261) dziwnie otwieraj(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) (cid:286)cian(cid:266). Mimo bacznej ob- www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 17 serwacji nie udało si(cid:266) (cid:298)adnemu z dzieci dostrzec sposobu jej rozsuwania. Szli szerokim korytarzem, na którego (cid:286)cianach wisiało mnóstwo obrazów znanych mistrzów malarstwa. Mela, która pasjonowała si(cid:266) t(cid:261) dziedzin(cid:261) sztuki, rozpoznawała w nich bez trudu dzieła Rembrandta, Moneta, Renoiraś Cyntia natomiast zaj(cid:266)ła si(cid:266) liczeniem kroków, na wszelki wypadek. Ju(cid:298) po dwunastym kroku, dzieci zobaczyły najzwyklejsze drewniane drzwi, przez które weszły do swego nowego pokoju. A to, co w nim zobaczyły, mogło być naprawd(cid:266) (cid:286)mieszne. www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 18 Rozdział 4 Na jednej ze (cid:286)cian znajdowała si(cid:266) niezliczona ilo(cid:286)ć krzy- wych luster – zupełnie jak w wesołym miasteczku. Z kolei po przeciwnej stronie było mnóstwo ró(cid:298)nokolorowych przyci- sków. Miron, jak to chłopak, pierwszy podbiegł wypróbować ich działanie. Nacisn(cid:261)ł znajduj(cid:261)cy si(cid:266) na wprost niego okr(cid:261)- gły, zielony. Pokój wypełniło rechotanie tysi(cid:266)cy (cid:298)ab. Był to cały (cid:298)abi koncert! Trwał zaledwie jedn(cid:261) minut(cid:266) i nagle wszystko ucichło. – Pó(cid:296)niej b(cid:266)dziecie si(cid:266) bawić! Teraz szybko myć r(cid:266)ce i siadać do kolacji – rozkazał Teofil, a Rozalia podała im trzy r(cid:266)czniki. Na rogu ka(cid:298)dego z nich wypisano odpowiednie imi(cid:266). – Sk(cid:261)d wiedziała(cid:286), jak my si(cid:266) nazywamy? Przecie(cid:298) nikt nas o to nie pytał? – zaciekawiła si(cid:266) Mela. – Ju(cid:298) od dwóch tygodni uganiali(cid:286)my si(cid:266) za wami, lecz zawsze kto(cid:286) was pilnował. Tym razem profesor nie pozwolił nam wracać nie wykonawszy zadania. Dlatego trzeba było troch(cid:266) pokombinować z pogod(cid:261). – O czym ty mówisz? – zdziwiła si(cid:266) Cyntia, zdenerwowana Rozalia kazała im szybko zaj(cid:261)ć si(cid:266) myciem. lecz – Tylko ciekawe, jak mamy si(cid:266) myć, je(cid:286)li tu nigdzie nie ma łazienki? www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 19 Dzieci rozgl(cid:261)dały si(cid:266) po pokoju ale niczego podobnego do toalety nie mogły dostrzec. Teofil podszedł do wielkiej, boga- to rze(cid:296)bionej szafy stoj(cid:261)cej koło okna, a nast(cid:266)pnie przekr(cid:266)cił niewielki kluczyk. Ze starego mebla wysun(cid:266)ły si(cid:266) trzy małe umywalki. – A teraz ju(cid:298) nie marudzić! Kolacja si(cid:266) roztopi – zawołał swym dziwnym, skrzecz(cid:261)cym głosem. – Ale dzisiaj s(cid:261) moje urodziny i w domu czeka na mnie przyj(cid:266)cie! – zaoponowała Cyntia. – Cyntio, patrz, jakie mamy jedzenie! O n i zrobili nam przyj(cid:266)cie. Miron rozsiadł si(cid:266) za stołem, którego wcze(cid:286)niej nie zauwa- (cid:298)yli, poniewa(cid:298) stał w naro(cid:298)niku pokoju ukryty za parawanem. Na kolorowym obrusie le(cid:298)ały trzy talerzyki, a na ka(cid:298)dym z nich znajdowała si(cid:266) ogromna porcja lodów czekoladowych posypanych (cid:286)wie(cid:298)utkimi, pachn(cid:261)cymi lasem poziomkami. (cid:285)rodek stołu zajmował du(cid:298)y półmisek wypełniony smakowi- cie wygl(cid:261)daj(cid:261)cymi kanapkami. On równie(cid:298) zach(cid:266)cał do na- tychmiastowej uczty. Rozalia poleciła dzieciom, aby zdj(cid:266)ły przemoczone kurtki. Wtedy wła(cid:286)nie male(cid:276)ki ptaszek zacz(cid:261)ł całkiem gło(cid:286)no kwilić. Głos wydostaj(cid:261)cy si(cid:266) z kieszeni przypomniał Cyntii o nakar- mieniu swojego podopiecznego, ale te(cid:298) usłyszeli go wszyscy pozostali. Nie było rady – nie mogła dłu(cid:298)ej ukrywać piskl(cid:261)tka, tym bardziej, (cid:298)e Teofil wrzasn(cid:261)łŚ – Sk(cid:261)d tutaj wzi(cid:266)ło si(cid:266) jakie(cid:286) ptaszysko?! Miron i Mela nie mieli poj(cid:266)cia, co si(cid:266) dzieje, za to Cyntia odparła oburzonym głosem, jakby to wła(cid:286)nie j(cid:261) przed chwil(cid:261) obra(cid:298)onoŚ www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 20 – To nie jest jakie(cid:286) ptaszysko, tylko malutkie, biedne piskl(cid:261)tko. Nie wolno ci na nie krzyczeć! My(cid:286)lałam, (cid:298)e jeste(cid:286) dobrym człowiekiem, a porwałe(cid:286) mnie tylko ze strachu przed profesorem. Ale ty te(cid:298) jeste(cid:286) zły, zły, zły! O dziwo, ten dorosły człowiek przestraszył si(cid:266) małej dziew- czynki i zacz(cid:261)ł mamrotać pod nosem swojeŚ – Wypełniać rozkazy, wypełniać rozkazy, wypełniać rozkazy... – Przecie(cid:298) wiesz, Teofilu, (cid:298)e mamy dzieci roz(cid:286)mieszać, nie krzyczeć na nie. Profesor przypominał nam wiele razyŚ dzieci musz(cid:261) si(cid:266) jak najcz(cid:266)(cid:286)ciej (cid:286)miać, (cid:298)eby były zdrowe i szybko stały si(cid:266) genialne. Je(cid:286)li one chc(cid:261) mieć jakiego(cid:286) ptaka, to niech go sobie maj(cid:261). Widzisz, jaki jest malutki i wcale nie lata – tłumaczyła Rozalia. Cyntia wyj(cid:266)ła stworzonko z kieszeni i postawiła na stole. Biedactwo ledwo trzymało si(cid:266) na nó(cid:298)kach. Dzieci szybko po- kruszyły mu bułk(cid:266) z kanapki i podsun(cid:266)ły pod sam dziobek. Piskl(cid:261)tko pocz(cid:261)tkowo nie bardzo sobie radziło z takim po- karmem, lecz po chwili zjadało skwapliwie ka(cid:298)dy k(cid:261)sek. Miron, Mela i Cyntia poszli za jego przykładem wiedz(cid:261)c, (cid:298)e gdy b(cid:266)d(cid:261) głodni i słabi, to na pewno nie uda im si(cid:266) uciec z pułapki. Kolacja była wy(cid:286)mienita! Dzieci czekały z niecierpliwo(cid:286)ci(cid:261) na wyj(cid:286)cie stra(cid:298)ników, aby móc bez (cid:286)wiadków omówić plan ucieczki. Przede wszyst- kim trzeba zaobserwować, w jaki sposób uruchamia si(cid:266) roz- suwane (cid:286)ciany. Nie interesowały ich chwilowo krzywe lustra, czy kolorowe przyciski. www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 21 Nareszcie! Rozalia poprosiła, (cid:298)eby umyli r(cid:266)ce, buzie i z(cid:266)by, bo zaraz pójd(cid:261) spać. Dzieci podeszły do dziwnej szafy i samo- dzielnie uruchomiły mechanizm wysuwaj(cid:261)cy umywalki. Tymczasem po kolacji wszystko zostało sprz(cid:261)tni(cid:266)te. Nie zauwa(cid:298)yły jednak, gdzie Rozalia wyniosła puste naczynia, ani sk(cid:261)d Teofil przyniósł dla nich łó(cid:298)ka. Nawet nie mogły si(cid:266) tym martwić, bo ju(cid:298) było pó(cid:296)no, a wiadomo – wieczór i noc to pora najwi(cid:266)kszej t(cid:266)sknoty. Dzieci bardzo pragn(cid:266)ły wrócić do swoich rodziców, do swoje- go domu. – Jak my(cid:286)licie, czy nasi rodzice wiedz(cid:261), gdzie nas szukać? – Mela zacz(cid:266)ła pochlipywać. – Nigdzie was nie szukaj(cid:261) – odezwał si(cid:266) Teofil – Dostali wiadomo(cid:286)ć przez internet, (cid:298)e jeste(cid:286)cie w źmulandii i teraz na pewno si(cid:266) ciesz(cid:261), bo profesor Ruben Wielki du(cid:298)o lepiej wykorzysta wasze umysły, ni(cid:298) oni mogliby to kiedykolwiek zrobić. Dziwi(cid:266) si(cid:266), (cid:298)e wszyscy ludzie, maj(cid:261)cy zdolne dzieci, sami ich do nas nie przysyłaj(cid:261). – To nieprawda! Oni nas kochaj(cid:261), a wy tego nie potraficie. Jeste(cid:286)cie wyprodukowani przez komputer i nie macie poj(cid:266)cia o uczuciach! – Cyntia wykrzyczała cał(cid:261) swoj(cid:261) zło(cid:286)ć. Miron pomy(cid:286)lał, (cid:298)e na Teofila i Rozali(cid:266) trzeba prawdopo- dobnie znale(cid:296)ć sposób bardziej zwi(cid:261)zany z informatyk(cid:261) ni(cid:298) ze zwykłym ludzkim tłumaczeniem. Albo wymy(cid:286)lić jaki(cid:286) pod- st(cid:266)p. – Ja chc(cid:266) do ubikacji! – powiedział rozkazuj(cid:261)cym tonem. – Kluczyk z prawej strony szafy otwiera toalet(cid:266) dla dziewcz(cid:261)t, a z lewej dla ciebie – odrzekł spokojnie Teofil. www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 22 – Kład(cid:296)cie si(cid:266) ju(cid:298) spać! – poleciła Rozalia i obydwoje wyszli zwykłymi drzwiami, starannie przekr(cid:266)caj(cid:261)c za sob(cid:261) klucz. Dzieci pospiesznie wskoczyły do łó(cid:298)ek i dopiero teraz za- cz(cid:266)ła si(cid:266) narada. www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 23 www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 24 Rozdział 5 – Musimy jutro wypytać naszych stra(cid:298)ników o wszystko, co dotyczy źmulandii i profesora. I namówmy ich, (cid:298)eby nam pozwolili wyj(cid:286)ć na dwór – powiedziała Mela. – Ale zanim tutaj przyjd(cid:261), sprawdzimy cały pokój. Mo(cid:298)e niektóre przyciski na tamtej (cid:286)cianie nie s(cid:261) takie głupie. Trzeba te(cid:298) dokładnie obejrzeć t(cid:266) dziwaczn(cid:261) szaf(cid:266) – rozmy(cid:286)lał Miron. – A teraz musimy si(cid:266) wyspać, (cid:298)eby(cid:286)my byli od nich silniejsi – dorzuciła Cyntia, której oczy ju(cid:298) same si(cid:266) zamykały. Mela jeszcze wyjrzała przez okno, lecz zobaczyła tam jedy- nie kolorowo (cid:286)wiec(cid:261)ce dachy z pos(cid:261)gami. Na zewn(cid:261)trz nic si(cid:266) nie zmieniło. Z niespokojnego snu obudził ich ptaszek, gło(cid:286)no domaga- j(cid:261)cy si(cid:266) po(cid:298)ywienia. Dzieci błyskawicznie wyskoczyły z łó(cid:298)ek i podbiegły do okna. A to, co tam ujrzały, wprawiło je w osłu- pienie. Miedzy domami, zamiast zwyczajnych jezdni i chodników, były same trawniki. Po nich poruszali si(cid:266) ludzieś jedni na ogromnych ptakach – emu, inni na gingerach1. Nie było tam ani jednego samochodu. Gingery sprzedawano w sklepach 1 Ginger (ang) – czytaj d(cid:298)ind(cid:298)er (inna nazwa tego pojazdu to segway) www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 25 w ich rodzinnym krajuś miały jednak niebotyczne ceny. Wszystkie dzieci o nich marzyły, lecz tylko te z najbogatszych domów nie musiały czekać na przecen(cid:266). Natomiast emu mieszkaj(cid:261) w Australii, a przecie(cid:298) Cyntia, Mela i Miron jeszcze wczoraj znajdowali si(cid:266) w źuropie! Cyntia była wielbicielk(cid:261) i znawczyni(cid:261) zwierz(cid:261)t, wi(cid:266)c od ra- zu zacz(cid:266)ła opowiadać przyjaciołom wszystko, co wiedziała o tych ptakach. – źmu jest drugim pod wzgl(cid:266)dem wielko(cid:286)ci ptakiem (cid:298)yj(cid:261)cym na Ziemi. Jego pióra podobne s(cid:261) do sier(cid:286)ci, nogi maj(cid:261) trzy palce, a biegać potrafi(cid:261) z pr(cid:266)dko(cid:286)ci(cid:261) do 50 km na godzin(cid:266). żniazda buduj(cid:261) na ziemi z gał(cid:261)zek i li(cid:286)ci, a du(cid:298)e, zielone jajka wysiaduje samiec. Prawdziwe emu s(cid:261) jednak mniejsze od tych za oknem. – To wszystko jest bardzo ciekawe, Cyntio, ale musimy zrobić co(cid:286) z n a s z y m ptaszkiem, (cid:298)eby nie umarł z głodu – przypomniał Miron. Tym razem wszyscy rzucili si(cid:266) do swoich kurtek, na któ- rych umie(cid:286)cili piskl(cid:261)tko poprzedniego dnia. – Cyntio, tyle wiesz o zwierz(cid:266)tach, a nie mo(cid:298)esz odgadn(cid:261)ć jaki to ptak? – Nie, bo on wygl(cid:261)da zupełnie jak goł(cid:261)bek, a przecie(cid:298) goł(cid:266)bie nie buduj(cid:261) gniazd na jałowcach ani na mchu, a tam go znalazłam. Chyba, (cid:298)e kto(cid:286) go tam przyniósł. Zreszt(cid:261) za kilka dni b(cid:266)dziemy wiedzieli na pewno – goł(cid:266)bie bardzo szybko staj(cid:261) si(cid:266) dorosłe. – Ja bym chciał, (cid:298)eby te nasze twory komputerowe ju(cid:298) przyszły i przyniosły wreszcie co(cid:286) do jedzenia. Sam jestem głodny i piskl(cid:261)tko trzeba nakarmić. www.e-bookowo.pl Sara Tukan: EMULANDIA | 26 – Te „twory”, chyba wła(cid:286)nie nadchodz(cid:261), bo kto(cid:286) przekr(cid:266)ca klucz w drzwiach – zauwa(cid:298)yła Mela. – Witajcie o poranku! – zawołał Teofil. Wygl(cid:261)dał dzisiaj na bardzo z siebie zadowolonego. Tu(cid:298) za nim wkroczyła Rozalia z takim samym powitaniem. – Dzie(cid:276) dobry! Jeste(cid:286)my głodni! – odpowiedziała chórem cała trójka. Teofil w te p(cid:266)dy wybiegł za drzwi i sk(cid:261)d(cid:286) przytaszczył stół z całym nakryciem. Na (cid:286)niadanie były płatki czekoladowe z mlekiem, do tego chrupi(cid:261)ce grzanki, sok pomara(cid:276)czowy oraz półmisek owoców. Dzieci stawiały ptaszka przed tale- rzem zupy mlecznej i czekały, a(cid:298) naje si(cid:266) do syta. Dopiero wówczas, gdy piskl(cid:261)tko spróbowało po(cid:298)ywienia z ka(cid:298)dego talerza, same zacz(cid:266)ły je(cid:286)ć. Po tak obfitym posiłku male(cid:276)stwo poło(cid:298)yło si(cid:266) na (cid:286)rodku stołu i w najlepsze zasn(cid:266)ło. – Je(cid:286)li ju(cid:298) sko(cid:276)czyli(cid:286)cie, to zabierzcie tego ptaka, bo musz(cid:266) wynie(cid:286)ć stół – polecił Teofil. – Po co wynosisz cały stół? – zapytała Cyntia – Przecie(cid:298) to taki ogromny pokój, a stół b(cid:266)dzie nam potrzebny. – Do czego? Słyszałem, (cid:298)e stoły słu(cid:298)(cid:261) tylko do jedzenia, a dzieci powinny mieć jak najwi(cid:266)cej miejsca do bicia si(cid:266) i biegania. W czasie tych zabaw mogłyby uderzyć głow(cid:261) o kant stołu i uszkodzić sobie mózg. A na co naszemu profesorowi dziecko z uszkodzonym mózgiem? jakie(cid:286) kartki – Po pierwsze, stoły słu(cid:298)(cid:261) równie(cid:298) do pisania na nich, wi(cid:266)c przynie(cid:286)cie nam i długopisy. Po drugie, zapami(cid:266)taj sobieŚ my si(cid:266) nigdy nie bijemy! A po trzecie, do biegania słu(cid:298)(cid:261) trawniki na dworze. Chcemy dzisiaj wyj(cid:286)ć na (cid:286)wie(cid:298)e powietrze, bo inaczej zaraz si(cid:266) rozchorujemy i b(cid:266)dziemy od tego głupsi! – w ten wła(cid:286)nie sposób Miron www.e-bookowo.pl
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Emulandia
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: