Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00647 010518 16890590 na godz. na dobę w sumie
Enquo - ebook/pdf
Enquo - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 55
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62041-32-9 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> fantastyka >> science-fiction
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

ENQUO — science fiction dla dzieci i nastolatków. Gatunek tyleż niechętnie przyjmowany przez krytykę, co akceptowany przez bardzo wielu czytelników. Wyobraźnia ludzka jest niezgłębiona. Przynosi nam pomysły z goła „nieziemskie”. Tak jest w przypadku „Enquo”, przybysza z kosmosu, który wraz ze swoimi pobratymcami mają za zadanie zniszczyć Ziemię. Nie udaje im się, bo znowu na drodze stanęli im ludzie, a właściwie nastoletnie dzieci i ich pani nauczycielka. Historia dzieje się w jednej ze szkół podstawowych. Zaczyna się w momencie, gdy panuje jakaś nieznana epidemia choroby, wywołana przez wirus XL. Co to jest, nikt nie wie. Do szkoły mają przybyć naukowcy, by zbadać ten dziwny przypadek. Okazało się, że to nie są żadni badacze naukowi... Science fiction daje możliwość rozwoju wyobraźni, a przecież i o to chodzi m.in. w czytelnictwie. Ci, którzy lubią ten gatunek, powinni po nią sięgnąć, bo Autorka opowiedziała historię, jaka mogłaby się wydarzyć w każdej szkole na Ziemi, a bajka przecież nie musi się zaczynać od słów „…dawno, dawno temu”. Fabuła trzyma w napięciu do końca i oczywiście ma szczęśliwe zakończenie. Science fiction nie musi być przerażające i źle się kończyć, a nasza obecna młodzież jakże chętnie sięga do nośników elektronicznych. Może połączyć taką zabawę z rozwojem czytelnictwa?

Ligia HUBERT — urodziła się w Koszalinie. Jest absolwentką wydziału polonistyki KUL. Pracowała jako nauczycielka języka polskiego. Współpracowała z redakcją dwutygodnika koszalińsko-kołobrzeskiego, w którym ukazywały się jej krótkie opowiadania dla dzieci i młodzieży. Obecnie mieszka we Francji. Przez krótki czas pracowała w konsulacie polskim w LIlle. Była też tłumaczem przy sądzie w La Roche sur Yon. Pisarstwo zawsze było pasją Autorki. Pani Hubert jest też muzykiem i malarką. Udzielała prywatnych lekcji gry na skrzypcach i pianinie. Wiolonczela jednak jest bliższym jej sercu instrumentem.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Rozdział Pierwszy UWAGA, CZYHA ZAGRO(cid:297)ENIE! Ligia Hubert „ Enquo” www.goneta.net Przypuszczenia Wczoraj było raczej spokojnie. Lecz dzisiaj wszelkie mo(cid:298)liwe przypuszczenia kr(cid:261)(cid:298)yły po klasie. Ka(cid:298)dy ciekawie nadstawiał uszu, czy czegokolwiek nowego nie usłyszy. Mo(cid:298)na by nawet powiedzieć, (cid:298)e Joli wydłu(cid:298)yły si(cid:266) uszy, tak nadsłuchiwała. Za(cid:286) Marzenka schylona nad swoim szkolnym zeszytem udawała, (cid:298)e przepisuje co(cid:286) z tablicy, lecz w rzeczywisto(cid:286)ci tylko nadsłuchiwała. Nawet Grzesiek, który nie był nigdy na bie(cid:298)(cid:261)co, wiedział, (cid:298)e dzieje si(cid:266) co(cid:286) niezwykłego. Pani Helenka, która była wychowawczyni(cid:261) klasy i jednocze(cid:286)nie dyrektork(cid:261) tej niedu(cid:298)ej szkoły, te(cid:298) jako(cid:286) dziwnie si(cid:266) zachowywała. Zwykle była zrównowa(cid:298)ona, spokojna. Dzisiaj w jej głosie mo(cid:298)na było usłyszeć zdenerwowanie. Nagle zadzwonił telefon. Dyrektorka podeszła do telefonu. W klasie zapanowała grobowa cisza. Ka(cid:298)dy udawał, (cid:298)e pilnie przepisuje lekcj(cid:266), lecz w gruncie rzeczy, wszyscy byli ciekawi nowych wiadomo(cid:286)ci. Pani Helena podniosła słuchawk(cid:266): — Tak, słucham? Tak, prosz(cid:266)...? Co? Znowu? Tak...? Aha! On te(cid:298) zachorował? No to (cid:298)ycz(cid:266), (cid:298)eby wyzdrowiał i (cid:298)eby nabrał sił, i (cid:298)eby nale(cid:298)ycie wypocz(cid:261)ł. Ojej! Jego brat te(cid:298) to ma? — nauczycielka prawie (cid:298)e wykrzykn(cid:266)ła, po czym przestraszona spojrzała po klasie, lecz wszyscy od razu pospuszczali głowy, udaj(cid:261)c, (cid:298)e nic nie słyszeli. — Tak, rozumiem. Do widzenia! — Dyrektorka odło(cid:298)yła słuchawk(cid:266). Rozległ si(cid:266) dzwonek na przerw(cid:266). Wszyscy uczniowie wybiegli na szkolne podwórko. Nawet Grzesiek, który zwykle jadł drugie (cid:286)niadanie w klasie, te(cid:298) wybiegł na boisko. Był ciekawy — jak i wszyscy pozostali — nowych pogłosek w sprawie. jestem — Tak... Bo(cid:298)enka z Marzenk(cid:261) przestały si(cid:266) kłócić. Z pocz(cid:261)tku biegały w ró(cid:298)ne strony, po czym przystan(cid:266)ły na (cid:286)rodku boiska. Po chwili podeszła do nich grupa dzieci ciekawych nowin. I wtedy Bo(cid:298)enka pełnym namaszczenia głosem, mentorskim tonem powiedziała: tego absolutnie pewna, dzwoniła mama Karolka. Siedziałam przecie(cid:298) blisko i słyszałam głos z drugiej strony telefonu. A przecie(cid:298) bardzo dobrze znam głos mamy Karolka, bo przecie(cid:298) z ni(cid:261) rozmawiam i to dosyć cz(cid:266)sto. Po dłu(cid:298)szej chwili Marzenka dorzuciła: — Bo(cid:298)enka dobrze wie, kto dzwonił. Bo(cid:298)enka jest w dobrych kontaktach z mam(cid:261) Karolka. Przecie(cid:298) kiedy mama Karolka przechodzi obok Bo(cid:298)enki, zawsze pogładzi j(cid:261) po głowie, prawda? A oprócz tego zawsze co(cid:286) do niej powie. Marzenka chciała co(cid:286) jeszcze dodać, lecz mały Grzesiu głosem pełnym oburzenia prawie (cid:298)e krzykn(cid:261)ł: 6 Ligia Hubert „ Enquo” www.goneta.net — Nie, to nie mogła być mama Karolka! To musiała być mama Wacka, bo nie ma go ju(cid:298) od kilku dni w szkole. Wszystkie dzieci, które stały obok, odwróciły si(cid:266) i patrzyły zdziwione na Grze(cid:286)ka. „Sk(cid:261)d on mo(cid:298)e to wiedzieć?” — my(cid:286)lały sobie. — Bo wiecie, Wacek lubi chodzić do szkoły i gdy go nie ma, to tylko z bardzo wa(cid:298)nych powodów — tłumaczył jeszcze Grzesiek. — Chyba masz racj(cid:266) — wdał si(cid:266) w dyskusj(cid:266) stoj(cid:261)cy do tej pory na uboczu przysadzisty Tomek. — To z pewno(cid:286)ci(cid:261) Wacek złapał tego okropnego, nie wiadomo sk(cid:261)d tak nagle przybyłego wirusa. A teraz jest chory i musi pozostać w domu. — Uwaga, pani nadchodzi! — krzykn(cid:266)ła nagle Marzenka. Jak za dotkni(cid:266)ciem czarodziejskiej ró(cid:298)d(cid:298)ki wszyscy rozst(cid:261)pili si(cid:266) i zacz(cid:266)li powoli spacerować parami po boisku, tak jak gdyby nic si(cid:266) nie działo, jak gdyby przed chwil(cid:261) nie dyskutowali z zapałem. Lecz pani nauczycielka podeszła do Bo(cid:298)enki i Marzenki i zapytała je: — Marzenko i Bo(cid:298)enko, co to si(cid:266) dzieje dzisiaj? Ci(cid:261)gle przebywacie ze sob(cid:261) i ani razu jeszcze si(cid:266) nie pokłóciły(cid:286)cie. Powiedzcie mi, co si(cid:266) z wami dzisiaj dzieje? — No bo, prosz(cid:266) pani... — odpowiedziała Marzenka cała czerwona na twarzy — ja si(cid:266) pogodziłam wreszcie z Bo(cid:298)enk(cid:261) i to ostatecznie. Nauczycielka pokiwała tylko głow(cid:261), jak gdyby jeszcze nie mogła uwierzyć i szybkim krokiem ruszyła do swojego biura, sk(cid:261)d dochodził d(cid:296)wi(cid:266)k telefonu. Przygl(cid:261)daj(cid:261)c si(cid:266) temu wszystkiemu, powoli przybli(cid:298)yłam si(cid:266) do Marzenki i Bo(cid:298)enki. mnie Bo(cid:298)enka. — Aaa... Basia! A ty co my(cid:286)lisz o tym wszystkim? — od razu zawołała do Lecz ja niestety nie wiedziałam nic wi(cid:266)cej, tote(cid:298) odpowiedziałam: — Ja my(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e niewa(cid:298)ne jest to, kto telefonował do naszej pani nauczycielki, lecz wa(cid:298)ne jest to, co to za wirus, który powoduje t(cid:266) nieznan(cid:261) chorob(cid:266). A w ogóle to wszystko jest dla mnie bardzo dziwne. Czy wy te(cid:298) tak uwa(cid:298)acie? — zwróciłam si(cid:266) do dziewczynek. Lecz one u(cid:286)miechn(cid:266)ły si(cid:266) tylko do mnie, a Bo(cid:298)enka powiedziała: — Ale(cid:298) Basiu, ty we wszystkim szukasz komplikacji. A Marzenka dodała jeszcze: — My(cid:286)l(cid:266), (cid:298)e nie ma (cid:298)adnego wirusa i (cid:298)e wszyscy namówili si(cid:266) tylko, aby nas przestraszyć. U(cid:286)miechn(cid:266)łam si(cid:266), bo doprawdy, có(cid:298) mo(cid:298)na było na te dziecinne słowa odpowiedzieć? Ja niestety nie byłam takiego zdania. Po chwili odł(cid:261)czyłam si(cid:266) od nich, bo postawa Marzenki i Bo(cid:298)enki wobec tak wa(cid:298)nej sprawy zacz(cid:266)ła mnie denerwować. One zawsze były takie troch(cid:266) dziwne. Po prostu niedorosłe do (cid:298)ycia. W ogóle nie mo(cid:298)na było z nimi powa(cid:298)nie porozmawiać. Naszej dyskusji przysłuchiwał si(cid:266) Franek. Był to chłopiec dosyć powa(cid:298)ny, z którym udawało si(cid:266) porozmawiać i to nawet ciekawie. — Sprawa wydaje si(cid:266) prosta — zwrócił si(cid:266) do mnie. — Nikt nie chce si(cid:266) uczyć i dlatego nagle tak du(cid:298)o jest nieobecnych w naszej klasie. Po prostu oni udaj(cid:261), (cid:298)e s(cid:261) chorzy i nasz(cid:261) pani(cid:261) nauczycielk(cid:266) oszukuj(cid:261). 7 Ligia Hubert „ Enquo” www.goneta.net Spojrzałam uwa(cid:298)nie na Franka. Jeszcze nie dowierzałam, (cid:298)e on ma takie dziwne pogl(cid:261)dy na t(cid:266) cał(cid:261) spraw(cid:266). Ale, musz(cid:266) przyznać, w pewnym małym stopniu mo(cid:298)e mieć racj(cid:266). Bo na przykład taki Wacek na pewno wykorzystał moment, aby nie przyj(cid:286)ć do szkoły. — Być mo(cid:298)e masz racj(cid:266). Ale gdyby tak było, to by nasza pani zacz(cid:266)ła co(cid:286) podejrzewać, a ona naprawd(cid:266) jest zaniepokojona. I ja tak(cid:298)e zaczynam niepokoić si(cid:266) tym wszystkim. —Basiu, nie przejmuj si(cid:266), to nie ma sensu — rzekł Franek, staraj(cid:261)c si(cid:266) mnie uspokoić. Wszystko zaczyna si(cid:266) wyja(cid:286)niać Nast(cid:266)pnego dnia lekcje zacz(cid:266)ły si(cid:266) jak zwykle od sprawdzenia prac domowych i od wezwania do odpowiedzi Marzenki, tym razem zupełnie nieprzygotowanej. Sprawa zacz(cid:266)ła si(cid:266) wyja(cid:286)niać na długiej przerwie, kiedy do szkoły przybyła mama Wacka. Weszła do klasy, a nasza pani nauczycielka dobrze zamkn(cid:266)ła drzwi. My wszyscy byli(cid:286)my na korytarzu. Wysłali(cid:286)my małego, sprytnego Grze(cid:286)ka, (cid:298)eby podsłuchiwał. Grzesiek podbiegł do drzwi, przyło(cid:298)ył ucho i zacz(cid:261)ł gestykulować. Niestety trudno było go nam zrozumieć. Nagle drzwi si(cid:266) otwarły. Grzesiek w por(cid:266) odskoczył i pani nauczycielka wyszła, przepuszczaj(cid:261)c mam(cid:266) Wacka jako pierwsz(cid:261). Nast(cid:266)pnie mama Wacka odjechała samochodem sprzed szkoły. — Grzesiek, no i jak? — spytał Franek. — No i...? Dowiedziałe(cid:286) si(cid:266) — Słyszałem jak mama Wacka powiedziała „chory”, a nasza pani powtórzyła to słowo par(cid:266) razy — zacz(cid:261)ł zdawać relacj(cid:266) Grzesiek. — Nast(cid:266)pnie mama Wacka rozpłakała si(cid:266). — Taaak?! — zawołali(cid:286)my wszyscy pełni niedowierzania, bo mama Wacka była osob(cid:261) tward(cid:261), surow(cid:261) i wydawało nam si(cid:266), (cid:298)e nigdy w (cid:298)yciu nie płakała. — Chyba wtedy to usłyszałem — kontynuował mały Grzesiek — jak mama Wacka, płacz(cid:261)c, powiedziała: „Czy ten okropny wirus musiał zaatakować mojego Wacka?”. Grzesiek zamilkł. A nas wszystkich ogarn(cid:266)ło przera(cid:298)enie. Bali(cid:286)my si(cid:266) tego, czego(cid:286)? co miało nadej(cid:286)ć. nieoczekiwanie mały Grzesiek. — Ale tak w gruncie rzeczy co to jest ten wirus XL? — zapytał — On doprawdy nic nie rozumie — rzekł Franek nieco oburzony. — Nigdy nic nie wie lub nie rozumie! To jest a(cid:298) nie do wytrzymania! W czasie du(cid:298)ej przerwy wszyscy zadawali(cid:286)my sobie pytania o wirusa XL, lecz nikt nie potrafił dać sensownej odpowiedzi. Przerwa sko(cid:276)czyła si(cid:266). Tego dnia, o dziwo, miało nie być zapowiadanej wcze(cid:286)niej klasówki z matematyki. Za to nasza pani zadała nam du(cid:298)o zada(cid:276) do 8
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Enquo
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: