Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00046 008669 10442588 na godz. na dobę w sumie
Etyczne i prawne granice badań naukowych - ebook/pdf
Etyczne i prawne granice badań naukowych - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 251
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1436-5 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dokument, literatura faktu, reportaże
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

W sierpniu 2008 r. przedstawiciele różnych dyscyplin nauki spotkali się w Krakowie na ogólnopolskiej konferencji pt. Etyczne i prawne granice badań naukowych, zorganizowanej przez Polskie Towarzystwo Bioetyczne we współpracy z Instytutem Filozofii UJ, a poświęconej normatywnym problemom badań naukowych, zwłaszcza w obrębie biomedycyny oraz psychologii. Obecny tom serii wydawniczej Diametros zawiera teksty wybranych referatów z tej konferencji.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Diametros ETYCZNE I PRAWNE GRANICE BADAŃ NAUKOWYCH redakcja Włodzimierz Galewicz ETYCZNE I PRAWNE GRANICE BADAŃ NAUKOWYCH Diametros INTERNETOWE CZASOPISMO FILOZOFICZNE ETYCZNE I PRAWNE GRANICE BADAŃ NAUKOWYCH redakcja Włodzimierz Galewicz Kraków Publikacja dofinansowana przez Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego © Copyright by Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS, Kraków 2009 ISBN 97883-242-1436-5 TAiWPN UNIVERSITAS Opracowanie redakcyjne Wanda Lohman Projekt okładki i stron tytułowych Sepielak www.universitas.com.pl SPIS TREŚCI Włodzimierz Galewicz, Słowo wstępne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Barbara Chyrowicz, Argumentacja we współczesnych debatach bioetycznych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Marek Czarkowski, Wykorzystywanie wyników badań naukowych w celach sprzecznych z ich założeniami . . . . . . . . Olga Dryla, Problem szkolenia członków komisji bioetycznych . . Józef Dulak, Czy powinniśmy się obawiać terapii genowej? . . . . . Włodzimierz Galewicz, O etyce badań naukowych . . . . . . . . . . . Mateusz Klinowski, Zarodki, komórki macierzyste i natura ludzka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Marian Machinek, Znaczenie argumentacji teologicznej w sporach dotyczących bioetyki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Janusz Barta, Ryszard Markiewicz, Prawo autorskie a swoboda badań naukowych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Piotr Morciniec, Ludzkie zwłoki jako obiekt badawczy: 7 9 3 4 1 9 71 81 9 dowolność działań czy normowanie? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 10 Maria Nowacka, Cztery sfery oddziaływania terapii transplantacyjnej. Stan obecny i perspektywy . . . . . . . . . . . . . 121 Jakub Pawlikowski, Jarosław Sak, Krzysztof Marczewski, Problemy etyczne i prawne związane z działalnością biobanków . . . . . . 13 Alicja Przyłuska-Fiszer, Agnieszka Wójcik, Problemy metodologiczne badań naukowych w opiece paliatywnej . . . . 149 Stefan Raszeja, Janina Suchorzewska, Placebo jako problem etyczny przy ocenie badań klinicznych . . . . . . . . . . . . . . . . . . 163 Sybilla Stanisławska-Kloc, Zasady wykorzystywania cudzych utworów: prawo autorskie i dobre obyczaje. Etyka cytatu . . . . 169 Marta Soniewicka, Regulacje prawne wobec rozwoju nowoczesnych technik kontroli prokreacji: analiza roszczenia „wrongful life” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 19 Kazimierz Szewczyk, Etyczna strona prób klinicznych fazy I w onkologii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 221 Indeks nazwisk . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 247  SłOWO WSTęPNE Obecny tom zawiera teksty wybranych referatów z interdyscyplinar- nej konferencji naukowej pt. „Etyczne i prawne granice badań nauko- wych”, która odbyła się w dniach 29–31 sierpnia 2008 r. w Krakowie. Konferencję zorganizowało Polskie Towarzystwo Bioetyczne wraz z In- stytutem Filozofii UJ i Interdyscyplinarnym Centrum Etyki UJ. Zgodnie z jej pełnym programem, dostępnym jeszcze na stronie www.ptb.org.pl, była ona poświęcona normatywnym problemom badań naukowych, zwłaszcza w obrębie biomedycyny oraz psychologii, omawianym zarów- no przez przedstawicieli tych nauk, jak z punktu widzenia filozofii, teo- logii moralnej i prawa. Jakkolwiek prace ukazujące się w tym tomie są zamieszczone po pro- stu w alfabetycznej kolejności nazwisk ich autorów, to jednak układają się one w pewne tematyczne grupy. Poniekąd centralny krąg tworzą te z nich, które dotyczą etycznych i prawnych aspektów badań naukowych w biomedycynie, poruszając takie tematy jak „problem szkolenia człon- ków komisji bioetycznych” (Olga Dryla), „ludzkie zwłoki jako obiekt badawczy” (Piotr Morciniec), „problemy etyczne i prawne związane z działalnością biobanków” (Jakub Pawlikowski, Jarosław Sak, Krzysz- tof Marczewski), „problemy metodologiczne badań naukowych w opiece paliatywnej” (Alicja Przyłuska-Fiszer, Agnieszka Wójcik), „placebo jako problem etyczny przy ocenie badań klinicznych” (Stefan Raszeja, Jani- na Suchorzewska), „etyczna strona prób klinicznych fazy I w onkologii” (Kazimierz Szewczyk). Naturalnym uzupełnieniem tych ogniskujących tekstów, w których etyka badań naukowych krzyżuje się z bioetyką, są z jednej strony prace dotyczące innych lub ogólniejszych problemów ety- ki badań naukowych (jak tekst Marka Czarkowskiego o „wykorzystywa- niu wyników badań naukowych w celach sprzecznych z ich założenia- mi” i Włodzimierza Galewicza o etyce badań naukowych, czy też prace Ryszarda Markiewicza i Janusza Barty oraz Sybilli Stanisławskiej-Kloc, obracające się wokół kwestii własności intelektualnej), z drugiej zaś te, w których omawiane są ogólniejsze lub odmienne zagadnienia bioety- ki (tak jak w pracach Barbary Chyrowicz i Mariana Machinka na temat rodzajów argumentacji w debatach bioetycznych, czy też jak w tekstach Józefa Dulaka o terapii genowej, Mateusza Klinowskiego o zarodkach E N P ę T S W O W O ł S 7 i komórkach macierzystych, Marii Nowackiej o terapii transplantacyj- nej lub Marty Soniewickiej o regulacjach prawnych dotyczących kontro- li prokreacji). Prace, które w drukowanej postaci ukazują się po raz pierwszy w tym tomie, w formie elektronicznej zostały już w większości opublikowane w marcu tego roku w specjalnym numerze Internetowego Czasopisma Filozoficznego Diametros (wyjątkiem jest jedynie tekst R. Markiewicza i J. Barty, przedstawiony na sierpniowej konferencji, lecz prezentowany szerszej publiczności dopiero w tym tomie). Różnice między artykułami dostępnymi na stronie ICF Diametros i odpowiednimi rozdziałami tej książki sprowadzają się do stosunkowo drobnych zmian redakcyjnych. Tym samym przedstawiany tom stanowi kolejne ogniwo zapoczątkowa- nej już w 2006 r. Serii Wydawniczej Diametros, w ramach której posta- nowiliśmy raz na jakiś czas – we współpracy z Wydawnictwem Universi- tas – wydawać także na papierze tematyczne wybory tekstów, zamiesz- czonych wcześniej na stronach tego czasopisma, a może również inne pozycje książkowe, związane z działalnością naszego portalu. Włodzimierz Galewicz E N P ę T S W O W O ł S 8 Barbara Chyrowicz ARGUMENTACJA WE WSPółCZESNyCh DEBATACh BIOETyCZNyCh Niewiele dyskusji we współczesnej etyce wywołuje tak gorące spory, jak dyskusje natury bioetycznej. Twierdząc tak, daję wyraz temu, że bioetykę uznaję za dyscyplinę filozoficzną, a tym samym, że posiada ona charakterystyczne dla filozofii źródła poznania i właściwy dla filozofii sposób uzasadniania przyjmowanych tez. Deklaracja ta jest o tyle ważna, że refleksja bioetyczna uprawiana jest współcześnie zarówno na terenie filozofii, jak i teologii oraz prawa. Każdorazowe wpisanie jej w kontekst szerszej grupy nauk (filozoficznych, teologicznych lub prawnych) skutkuje przyjęciem związanej z tymiż naukami metodologii, kanonów, którch przedstawiciele wymienionych nauk winni przestrzegać. Filozoficzny charakter etyki – a zatem i bioetyki – nie przesądza w sposób jednoznaczny o treści przyjmowanych na jej gruncie sądów. Nie istnieje bowiem jedna etyka, lecz wiele teorii etycznych, które służąc za podstawę nie tylko bioetyce, ale i innym dyscyplinom etyki stosowa- nej (np. etyce politycznej), wykazują większą bądź mniejszą rozbieżność ocen i norm1. Powody tej rozbieżności, irytującej często tych, którzy mają nadzieję na odnalezienie w etyce jednoznacznych odpowiedzi na nękają- ce ich problemy, kryją się już to w sposobie argumentacji, czyli metodzie 1 Istnieją też modele etyki stosowanej budowane w oderwaniu od teorii, oceniające poszczególne kazusy niezależnie od ogólnych rozstrzygnięć teorii. h C y N Z C y T E O I B h C A T A B E D h C y N S E Z C ł ó P S W E W A J C A T N E M U G R A 9 uzasadniania owych ocen i norm, już to w przyjmowanych przesłankach natury antropologicznej, które wskazują najogólniej na to, jak w danej teorii rozumiana jest istota człowieczeństwa. ów drugi aspekt w sposób szczególny dochodzi do głosu właśnie w problemach natury bioetycz- nej, ponieważ bioetyka stara się ustalić oceny i normy dotyczące biome- dycznych ingerencji w powstanie ludzkiego życia, jego trwanie i śmierć. Jeśli chcemy określić, czy dana ingerencja natury medycznej rzeczywi- ście służy fundamentalnemu dobru człowieka, jakim jest jego życie, mu- simy uprzednio dysponować jakimś tego dobra rozumieniem. O potrze- bie możliwie wyraźnego określenia podstaw, dla których każde bez wy- jątku życie ludzkie winno być bezwzględnie chronione, bądź powodów usprawiedliwiających w określonych sytuacjach zawieszenie broniącej go normy, mówimy szczególnie wówczas, gdy przedmiotem bioetycz- nych debat są problemy graniczne dotyczące życia i śmierci człowieka. Kiedy dyskutujemy nad problemami alokacji środków lub stawiamy py- tanie o prawo pacjenta do prawdziwej i pełnej informacji o stanie jego zdrowia, przesłanki antropologiczne odgrywają znacznie mniejszą rolę. Nie chcę przez to powiedzieć, że są to problemy i pytania łatwe do roz- strzygnięcia, pragnę jedynie zauważyć, że nie są one uwikłane wprost w spór o istotę człowieczeństwa. Rzeczą znamienną jest też, że w przy- padku problemów, których rozwiązanie nie wymaga odwołania do an- tropologii, znacznie łatwiej przedstawicielom różnych teorii etycznych osiągnąć konsens. Świadomi tego bioetycy programowo abstrahują cza- sem od jakichkolwiek dywagacji natury antropologicznej. Nie znajdzie- my ich np. w podręczniku Toma L. Beauchampa i Jamesa F. Childres- sa Zasady etyki medycznej2, i to nie dlatego, że autorzy nie zdają sobie sprawy z wagi, jaką mają antropologiczne przesłanki dla rozstrzygania bioetycznych kwestii. Już w pierwszym rozdziale tegoż podręcznika Be- auchamp i Childress zauważają, że debaty moralne nie wynikają z po- ważnych różnic co do akceptacji ogólnych dyrektyw moralnych, są po- chodną sporów o założenia metafizyczne i religijne3 . Spór o rozumienie istoty człowieczeństwa to, innymi słowy, spór o rozumienie osoby. Pojęcie osoby nie jest pojęciem biologicznym, to abstrakcyjne pojęcie funkcjonujące w filozofii, teologii i prawie, także w psychologii. Kiedy etyk mówi o osobie, ma na uwadze szczególny sta- tus normatywny ludzkiej istoty. Biolog nie pyta o osobę, pyta o człowie- ka w sensie przedstawiciela gatunku homo sapiens. Dyskusja nad tym, na podstawie czego można nazwać człowieka osobą, toczy się w filozofii od dawna, a przywoływane w jej trakcie stanowiska i argumenty to temat 2 Beauchamp [1996]. 3 Tamże, s. 25. I Z C W O R y h C A R A B R A B 10 nie na osobny artykuł nawet, ale na kilka książek. Na użytek niniejsze- go artykułu starczy nam podkreślić, że uznanie człowieka za osobę wy- klucza jakiekolwiek instrumentalne jego traktowanie, nadając szczegól- ny charakter odnoszonym doń normom moralnym, w tym przywołanej już normie „nie zabijaj”. Wspomnianych Beauchampa i Childressa świadomość powodów, ja- kie stoją u podstawy bioetycznych sporów, nie zniechęca do poszukiwa- nia konsensu. Autorzy są zdania, że wychodząc z odmiennych stanowisk, można bronić mniej więcej tych samych zasad i praw, i postulują, by nie demonizować różnic między teoriami4. Zgadzam się z autorami, że prze- sadne podkreślanie różnic, jakie dzielą poszczególne stanowiska, nie jest dobrym sposobem prowadzenia bioetycznych debat (nie tylko bioetycz- nych!), jeśli jednak chcemy pozostać wierni filozoficznemu myśleniu, a zatem nie tylko ferować sądy, ale je uzasadniać, odsłanianie owych róż- nic jest nieuniknione. Dla bioetycznych analiz ważna jest również – rzecz jasna – znajomość medycznego (biologicznego) wymiaru problemu, ale ta może być co najwyżej interpretowana, a nie dyskutowana przez ety- ków. Biologia jest nauką empiryczną – podważanie empirii jest pozba- wione sensu. Nie zmienimy ani praw fizyki, ani praw biologii, chociaż zapewne niejeden jeszcze błąd popełnimy w rozpoznawaniu tych praw. Bez wątpienia rację mają więc Beauchamp i Childress, kiedy twier- dzą, że podłożem sporów w moralnych debatach jest metafizyka – antro- pologia jest jej częścią. Nikt wszak nie podważa słuszności normy „nie zabijaj”, dyskusja zaczyna się dopiero w momencie, gdy pytamy o za- kres jej obowiązywania, konkretnie: czy pod normę tę podpadają rów- nież ci, którzy jeszcze się nie urodzili, co więcej, znajdują się na takim etapie morfogenezy, że brak im w pełni ludzkich kształtów? Pytamy też, jak dalece zakaz ten winien się odnosić do ludzi znajdujących się w per- manentnej śpiączce, do pacjentów, którzy świadomi bliskiej śmierci pro- szą o eutanazję, do ciężko upośledzonych? Czy tacy ludzie to też oso- by? W odpowiedziach na te pytania nie jesteśmy zgodni, a przecież każ- da ze stron przywołuje na obronę swojego stanowiska argumenty, które uznaje za racje nie tylko konieczne, ale i wystarczające. Tym racjom, czyli sposobom uzasadnienia przyjmowanych stanowisk, będziemy się chcieli niżej przyjrzeć. Są one charakterystyczne nie tylko dla bioetyki. Typowe dla niej są natomiast argumenty, które pojawiły się w kontek- ście prowadzonych na jej gruncie debat. Znajduję trzy takie argumenty: (1) argument „z odgrywania roli Boga”, (2) argument „z równi pochy- łej” oraz (3) argument „z odpowiedzialności za przyszłe pokolenia”. Po- dobnie jak aplikacyjny charakter bioetyki polega na zastosowaniu zało- 4 Tamże, s. 122–123. h C y N Z C y T E O I B h C A T A B E D h C y N S E Z C ł ó P S W E W A J C A T N E M U G R A 11 żeń i zasad wypracowanych na gruncie etyki ogólnej do szczególnego kontekstu ingerencji biomedycznych, tak owe argumenty stanowią za- stosowanie ogólnych reguł uzasadniania do uzasadniania moralnej do- puszczalności względnie niedopuszczalności konkretnych zastosowań osiągnięć współczesnej biomedycyny. Można by je zatem nazwać „argu- mentami stosowanymi”. Niniejszy artykuł będzie miał dwie części – stosownie do wymie- nionych wyżej poziomów argumentacji zaczniemy od przedstawienia podstawowych metod uzasadniania słuszności sądów w etyce, by na ich tle przedyskutować argumenty nazwane wyżej stosowanymi. Kontek- stem ilustrującym zastosowanie argumentacji będą tak w pierwszej, jak i w drugiej części problemy współczesnej bioetyki. 1. METODy UZASADNIANIA SłUSZNOŚCI NORM ETyCZNyCh Norma jest pewną wypowiedzią typu: „należy...”, „winno się...”, np. „nie zabijaj”, „należy zawsze mówić prawdę”. Normy wskazują zatem na powinność, przy czym niekoniecznie będzie to zawsze powinność moralna. Zdaniem Jerzego Kalinowskiego norma jest znakiem języko- wym sądu podającego jakąś regułę działania ludzkiego, postępowania lub wytwarzania, a więc można mówić również o normach technicz- nych lub normach porządkowych. Odnosząca się do norm powinność może się odnosić do oczekiwania określonych zdarzeń (pociąg powi- nien już przyjechać) lub racjonalnej kalkulacji (wziąwszy pod uwagę ak- tualną sytuację na rynku, powinieneś inwestować w tę firmę). Może też mieć charakter wartościujący (w świecie powinno być więcej miłości)6 . Można zatem mówić o moralnym i pozamoralnym rozumieniu terminu „powinność”. Powinność moralna – i odpowiadające jej normy moralne – uzasadniana jest aksjologicznie, tzn. w jej uzasadnianiu powołujemy się na jakąś wartość natury moralnej. Charakterystyczna dla pozamo- ralnych kontekstów funkcjonowania terminu „powinien” jest natomiast możliwość przełożenia go na równoznaczne terminy o niepowinnościo- wej treści (np. określona godzina jest prawdopodobnym czasem przyjaz- du pociągu)7. Rodzajem powinności, która wydaje się sytuować pomię-  Kalinowski [1993] s. 11–33. 6 G. harman [1977] s. 59, 118–119. 7 Ślipko [2002] s. 248. I Z C W O R y h C A R A B R A B 12 dzy dwoma wyżej wymienionymi, jest powinność tetyczna. Powinność ta związana jest z jakimś aktem stanowienia, stoi za nią zewnętrzny au- torytet, który ustala określone reguły postępowania8. Taka powinność może być jednocześnie ugruntowana aksjologicznie, ale nie musi. Kie- dy znajdujemy w szpitalu informację, że odwiedzający pacjentów goście winni założyć ochraniacze na obuwie, mamy do czynienia z powinno- ścią natury tetycznej. Trudno powiedzieć, że złamanie takiej powinno- ści jest wprost moralnie złe, jeśli jednak mamy do czynienia z przepisa- mi, które w dalszej perspektywie odnoszą się do normy moralnej, takim byłby np. nakaz używania jednorazowych strzykawek, wówczas powin- ność tetyczna będzie miała zarazem wymiar moralny. We współczesnej etyce pojawiają się zasadniczo dwa sposoby uzasad- niania słuszności norm moralnych: teleologiczny i deontologiczny. Po- dział ten wprowadził angielski etyk Charlie D. Broad. Zaproponował on, by teoriami deontologicznymi nazwać te, które oceniają pewne działa- nia jako dobre bądź złe niezależnie od powodowanych przez nie skut- ków, teleologicznymi natomiast te, które oceniają czyny wyłącznie przez odwołanie się do przewidywanych skutków9. Podział ten nie wyczerpuje wszystkich typów uzasadniania, dlatego poszerzę go o ujęcia alternatyw- ne, wszystkie trzy typy natomiast (trzecim byłby ów alternatywny) posta- ram się niżej wyjaśnić w interesującym nas bioetycznym kontekście. Teleologiczna warunkowość Kiedy amerykański filozof, John Rawls, zastanawia się nad powoda- mi atrakcyjności teorii teleologicznych, upatruje ją w ucieleśnianiu przez nie idei racjonalności rozumianej jako dążenie do maksymalizacji cze- goś. W kwestiach moralnych będzie to maksymalizacja dobra10. Racjo- nalne wydaje się tak maksymalizowanie dobra, jak i minimalizowanie zła, a przedmiotem zarówno maksymalizacji, jak i minimalizacji są skut- ki czynów mierzone w kategoriach pozamoralnego dobra i zła. Słusz- ność działań w teoriach teleologicznych uzależniona jest od tego, czy działanie pretendujące do miana słusznego powoduje największą moż- liwą miarę dobra w porównaniu z jakąkolwiek możliwą jego alternaty- wą. Zależnie od tego maksymalizowanie czyjego dobra mamy na myśli – h C y N Z C y T E O I B h C A T A B E D h C y N S E Z C ł ó P S W E W A J C A T N E M U G R A 8 Koncepcja powinności tetycznej została wprowadzona przez Cz. Znamierowskie- go, w: Znamierowski [1957]; por. też: Ossowska [1994] s. 138–150. 9 Por. Broad [1944] s. 206–216. Książka Broada ukazała się po raz pierwszy w roku 1930. Trudno jednoznacznie przesądzić, czy wprowadzony w niej podział był oryginal- nym pomysłem Broada, czy też zapożyczył go od innych autorów. 10 Rawls [1994] s. 49–50. 13 własnego, czy też społeczności – będziemy mówić odpowiednio o etycz- nym egoizmie lub etycznym uniwersalizmie. Etyczny egoizm nie spełnia postulowanej przez Rawlsa racjonalności, ponieważ okazuje się kontra- produktywny: sytuacja, w której wszyscy skoncentrowani są na swoim własnym dobru, nie może być ostatecznie korzystna dla jednostki. Może się co prawda zdarzyć, że korzyść pojedynczej osoby będzie pozostawa- ła w zgodzie z korzyścią wszystkich innych, musielibyśmy jednak wów- czas założyć jakiś rodzaj społecznej harmonii, który – zważywszy na na- sze doświadczenie życia w społeczności – jest dalece wątpliwy11. Weźmy za przykład problem dystrybucji środków medycznych: gdyby uznać, że każdy z pacjentów ma bezwzględne i pierwszorzędne prawo do zaspoko- jenia wszelkich swoich potrzeb, wówczas sprawiedliwa dystrybucja była- by – zważywszy na ustawiczne niedofinansowanie służby zdrowia – po prostu niemożliwa. Pozostaje nam zatem etyczny uniwersalizm, który reprezentowany jest przez różne rodzaje utylitaryzmów12 nazywanych dzisiaj wespół konsekwencjalizmem13. Utylitaryzmy te różnią się dalej w zależności od tego, jak rozumiane dobro jest przedmiotem teleolo- gicznej kalkulacji oraz w jaki sposób kalkulacja ta jest przeprowadzana. Wspólne im wszystkim jest uznanie, że działanie należy ostatecznie oce- niać w perspektywie maksymalizacji pożądanego przez nas dobra (szczę- ścia). Kierujący się teleologicznym uzasadnianiem utylitaryści są przy tym świadomi, że wszystkich skutków działania przewidzieć się nie da, natomiast w oszacowywaniu tych, które są do przewidzenia, należy mieć na uwadze ich długofalowe oddziaływanie. W jaki sposób teleologiczne uzasadnianie znajduje zastosowanie w bioetyce? Zacznijmy od przypomnienia, że dla bioetycznych analiz, prócz spo- sobu uzasadniania norm, ważny jest jeszcze sposób rozumienia istoty człowieczeństwa. Zwolennicy teleologicznego uzasadniania słuszności działania to głównie przedstawiciele anglosaskiej etyki utylitarystycz- nej, którzy programowo nie rozwijają antropologii, co nie znaczy, że w ich doktrynie nie można odnaleźć antropologicznych przesłanek. John St. Mill utrzymuje, że gdy bierzemy pod uwagę tak nasze własne do- bro, jak i cudze, ostatecznym celem, jaki sobie stawiamy, jest istnienie jak najbardziej bogate w przyjemności i zarazem jak najbardziej wolne od cierpień14. Angielski filozof podkreśla nadto, że człowiek jest wolny w określaniu własnych celów. Ograniczenia w ich realizacji narzucane 11 Frankena [1973] s. 17–20. 12 Począwszy od doktryny J. Benthama i J.St. Milla, reprezentujących klasyczny uty- litaryzm czynów. Od tego czasu doktryna utylitarystyczna uległa znacznym modyfika- cjom. Nie omawiam tutaj poszczególnych rodzajów utylitaryzmu, ponieważ zbyt daleko odeszlibyśmy od podstawowego problemu artykułu. 13 Anscombe [2001] s. 37. 14 Mill [2005] s. 16–17. I Z C W O R y h C A R A B R A B 14 jednostkom przez społeczność mogą być usprawiedliwione tylko przez samoobronę, a zastosowanie wobec kogoś przemocy dozwolone jest je- dynie wówczas, gdy zapobiega się tym samym krzywdzie innych. Poza tego rodzaju sytuacjami człowiek ma suwerenną władzę nad sobą, nad swoim ciałem i umysłem1. Gdyby szukać filozoficznych antycypacji idei Milla, byłyby to mechanistyczna tradycja Galileusza i kartezjański du- alizm. Preferowane przez teleologiczne teorie rozumienie ludzkiej osoby zakłada zatem przede wszystkim, że jest ona rozumnym i wolnym dyspo- nentem samej siebie, a jej ogólne dobro wyznaczone jest maksymalizacją dostępnych jej dóbr cząstkowych. Celowo nie powtarzam w tym miejscu terminu „przyjemność”, ponieważ kojarzy się on z hedonistyczną inter- pretacją, a Mill hedonistą nie był, dobra natury duchowej cenił znacznie bardziej niż dobra fizyczne (cielesne). Wsparci zarysowanymi wyżej ideami współcześni bioetycy teleolo- gicznej proweniencji definiują osobę jako istotę samoświadomą i racjo- nalną, zdolną do stawiania sobie celów i wyrażania pragnień16. Uznają jej życie za jak najbardziej wartościowe, nie przez fakt jednak istnienia jako takiego, lecz istnienia o określonej jakości, którą można, przynajmniej ogólnie, wyznaczyć, posługując się teleologicznym kryterium. Adekwat- nie do rozumienia wartości ludzkiego życia interpretować będą zakres powinności normy „nie zabijaj”. Nie ma ona wymiaru bezwarunkowego, bo też życie ludzkie nie jest bezwarunkową wartością, jego wartość uwa- runkowana jest jakością. Kto ma prawo do wyznaczania „jakościowego progu wartości”? Odpowiedź na to pytanie wydaje się nieco skompliko- wana – odwołajmy się do przykładów. Eutanazja nie jest, zgodnie z teleologicznymi założeniami, absolut- nie niedopuszczalna. Jakkolwiek skrócenie życia pacjenta bez jego wie- dzy będzie moralnie naganne, to kiedy tenże w stanie ciężkiej i nieule- czalnej choroby, poinformowany przez lekarza o bliskiej już śmierci i cierpieniach towarzyszących umieraniu, prosi o pomoc w szybszym niż wyznaczyłby to naturalny rozwój choroby odejściu, lekarz winien speł- nić jego prośbę. Pacjent doszedł bowiem do wniosku, że bilans dostęp- nych mu u kresu życia korzyści i strat przemawia zdecydowanie na rzecz tych ostatnich, a ponieważ cieszy się właściwą osobie wolnością, ma pra- wo do podejmowania takich decyzji. Trochę inaczej będzie wyglądała te- leologiczna argumentacja w sytuacji, gdy mamy do czynienia z niezdol- nym do wyrażania swej woli podmiotem. Stwierdzenie na podstawie badań prenatalnych ciężkiego uszkodze- nia genetycznego lub strukturalnego organizmu nienarodzonego dziec- 1 Tamże, s. 102–103. 16 Autorzy broniący takiej koncepcji osoby to np. John harris, Peter Singer, Mary Anne Warren lub Richard M. hare. h C y N Z C y T E O I B h C A T A B E D h C y N S E Z C ł ó P S W E W A J C A T N E M U G R A 1 ka pozwala, przy znajomości stwierdzonych chorób, ocenić, jak będzie wyglądało jego życie po urodzeniu. Chodzi o możliwe do przewidzenia parametry zdrowotne, tzn. czy istnieje możliwość pełnego rozwoju, czy zdiagnozowana choroba pozwala, czy też nie, na pełny rozwój umysło- wy, a także jaki będzie stopień fizycznej niesprawności dziecka. Innymi słowy: jaka będzie przewidywana jakość jego życia. Możliwe jest zatem teleologiczne oszacowanie ewentualnych „strat” i „korzyści”, przy czym bilans ten z oczywistych względów nie będzie dokonywany przez bez- pośrednio zainteresowanego. W sukurs przychodzą mu „zastępczy wy- borcy”. Pierwszymi, którzy wydają się do tego predestynowani, są jego rodzice. Zakłada się, że działają oni w najlepiej pojętym interesie nie- narodzonego dziecka. Wybór taki komplikuje fakt, że jest to zawsze kal- kulacja przeprowadzana trochę „na wyrost” – doświadczenia cierpienia, bólu i niepełnosprawności mogą być zupełnie obce zdrowym. Na pyta- nie o to, czy chcieliby żyć, np. nie widząc bądź nie słysząc, odpowiedzą zdecydowanie, że nie – i nic w tym dziwnego! – inna jest jednak miara nieszczęścia utraty wzroku dla tego, który widzi, a inna dla tego, któ- ry nigdy nie widział. Trudno zatem zbilansować korzyść istnienia życia, które nie jest naszym życiem. Istnieją również tego rodzaju choroby gene- tyczne, jak np. choroba Tay-Sachsa czy zespół Lesha-Nyhana, które wią- żą się z powolną utratą umysłowych i fizycznych możliwości oraz szyb- kim końcem pełnego bólu życia. Bioetycy opowiadający się wówczas za przerwaniem na poziomie prenatalnym tak beznadziejnie okaleczonego życia przywołują teorię „życia niewartego przeżycia”, twierdząc, że moż- na sobie wyobrazić egzystencję tak dramatyczną (jak w wymienionych wyżej jednostkach chorobowych), której ze wszech miar chcielibyśmy innym oszczędzić17. Kierowane pod adresem argumentujących w ten sposób autorów zarzuty, jakoby dopuszczali się morderstwa na nienaro- dzonych, są w tym sensie bezprzedmiotowe, że zgodnie z przyjmowaną przez nich definicją osoby zarówno we wczesnych fazach rozwojowych życia człowieka, jak i w niektórych stanach towarzyszących czasem tak początkowi, jak i kresowi jego życia (np. w sytuacji poważnego upośle- dzenia poczętego życia lub w stanie PVS), człowiek nie spełnia warun- ków, pod jakimi można mu przyznać osobowy status. Nie chodzi zatem o odrzucenie normy „nie zabijaj”, lecz o jej warunkowe stosowanie. Wedle dyskutowanego modelu argumentacji trudno też wskazać przeszkody natury moralnej – przy założeniu braku wyraźnych medycz- nych przeciwwskazań – by nie wprowadzać zmian w ludzką naturę rozu- mianą jako zespół wyznaczonych gatunkiem homo sapiens cech. Jeśli po- prawiają one jakość jego życia i nie wiążą się z krzywdzeniem innych (np. 17 Por. Betanar [2006], Feinberg [1987] s. 95–125. I Z C W O R y h C A R A B R A B 16 niesprawiedliwą konkurencją wynikającą ze stosowania opartego na ge- netycznym wzmacnianiu dopingu w sporcie), to wziąwszy pod uwagę, że człowiek ma władzę nad swym ciałem, a natura nie stanowi stałej meta- fizycznej, nie ma powodów, by tego rodzaju ingerencje z góry wykluczać jako moralnie niedopuszczalne18 . Deontologiczna bezwarunkowość Teorie deontologiczne odrzucają bilans skutków jako podstawę oce- ny słuszności działania, odrzucając tym samym, jakoby słuszność mogła być funkcją pozamoralnego dobra. Muszą zatem istnieć inne cechy dzia- łania, które czynią je moralnie słusznym. Słuszność ta (względnie nie- słuszność) zależy od natury samego działania, przy czym przez naturę działania rozumiana jest tutaj wyznaczona celem przedmiotowym tegoż działania treść, która pozwala nam nazwać konkretny czyn kłamstwem, zabójstwem, ratowaniem życia lub dotrzymaniem złożonej obietnicy. Cel przedmiotowy jest zarazem zamierzonym skutkiem działania, dla- tego błędne jest takie określanie deontologizmu w etyce, zgodnie z któ- rym miałby on uzasadniać słuszność działań bez względu na jego skut- ki19. Nie sposób ocenić działania, nie biorąc pod uwagę zamierzonego skutku, jeśli zatem deontologiczne teorie uznają jakieś działania za zaw- sze złe, niezależnie od dalszych celów i korzystnego bilansu skutków, to dlatego, że już w samą definicję uznawanych za niedopuszczalne moral- nie czynów wpisany jest pierwszorzędny cel, dla którego zostają podję- te. Kiedy kłamstwo zdefiniujemy jako „powiedzenie nieprawdy w inten- cji wprowadzenia kogoś w błąd”, a zabójstwo jako „celowe zmierzanie do odebrania drugiej osobie życia”, to powód (zarazem skutek), dla któ- rego działania te deontologista uznaje za karygodne, jest jasno określo- ny. Czysto deontologiczne teorie, tj. takie, które wymagałaby od czło- wieka, by niezależnie od okoliczności zawsze dokonywał pewnych dzia- łań, a powstrzymywał się od spełnienia innych, byłyby nierozumne. Nie możemy działać, nie zwracając uwagi na skutki czynów. Spór między de- ontologizmem a teleologizmem nie dotyczy więc tego, czy uwzględniać skutki w ocenie działania, lecz tego, za które z nich jesteśmy odpowie- dzialni i czy dobroć (skuteczność) działań może być podstawą ich słusz- ności. Dodajmy jeszcze, że podobnie jak teleologiczne, tak i deontolo- giczne uzasadnianie jest przyjmowane za podstawę nie jednej, lecz całej grupy teorii etycznych. Etycznym deontologizmem są – między innymi 18 Por. Glover [2006]. 19 Spaemann [1981] s. 72. h C y N Z C y T E O I B h C A T A B E D h C y N S E Z C ł ó P S W E W A J C A T N E M U G R A 17 – tak skądinąd różniące się teorie jak tomizm, kantyzm i etyka fenome- nologiczna. Zatrzymajmy się krótko nad każdą z nich. Argumentacja odwołująca się do „natury czynu”, czyli do działania jako takiego, niekoniecznie odnosi się w dalszej kolejności do natury człowieka. Skojarzenie tego rodzaju prawdziwe jest dla tomizmu, całej tradycji neoscholastycznej oraz dla tych wersji personalizmu, które wy- raźnie nawiązują do prawa naturalnego. Autorzy mieszczący się w tym paradygmacie zakładają istnienie naturalnego prawa moralnego, które nie jest przez człowieka kreowane, lecz odkrywane. Jeśli znajomość tego prawa nie wynika ani z boskiego, ani z ludzkiego nadania (co nie zna- czy, że szereg norm prawa pozytywnego nie będzie z nim zgodna), to je- dynym sposobem rozpoznania jego norm jest na tyle dogłębna analiza ludzkiej natury rozumnej, by na jej podstawie można było określić, ja- kie działania naturze tej odpowiadają, a tym samym odpowiadają dobru człowieka – osoby. W prawie tym nie chodzi bowiem o czysto biologicz- ne determinanty ludzkiego organizmu – tymi zajmuje się biologia, ale o tego rodzaju działania, które angażują człowieka jako rozumną i wolną istotę, a nie jedynie podlegającego biologicznym determinantom osobni- ka określonego gatunku20. Rozeznawanie i respektowanie tego prawa za- kłada zatem integrację natury w osobie. Integracja ta oznacza, że każde działanie człowieka dokonuje się nie inaczej, jak poprzez fizyczną natu- rę. Wynika stąd, że jakkolwiek sama biologiczna natura nie dyktuje czło- wiekowi żadnych praw natury moralnej, to nie znaczy, że jest normatyw- nie obojętna. Wprawdzie to, co naturalne, można oddzielić w człowieku od tego, co osobowe, ale nie można mówić o dwóch odrębnych podmio- tach działania, natura ludzka zintegrowana jest w jednym suppositum człowiek, który to człowiek jest osobą21. Nie ma zatem podstaw, by oso- bowe (czytaj dalej: normatywne) istnienie wiązać tylko z ekspresją ludz- kiej rozumności i wolności, czyli samoświadomością człowieka. Bycie osób polega na życiu ludzi, ludzka cielesność (zwierzęcość) jest medium urzeczywistnienia się osoby. Istnieje zatem tutaj tylko jedno kryterium bycia osobą: biologiczna przynależność do rodzaju ludzkiego22 . Jakkolwiek podobne do powyższych będą wnioski etyków tradycji fenomenologicznej, to sposób, w jaki do nich dochodzą, jest inny, a to ze względu na miejsce, jakie przypisują naturalnym inklinacjom człowie- ka (ich rozbudowaną teorię znajdujemy u św. Tomasza z Akwinu). Die- trich von hildebrand odrzuca podstawową tezę neotomizmu, w myśl 20 Teoria prawa naturalnego była szeroko komentowana przez św. Tomasza z Akwi- nu: Summa Theologica, I–II, zwłaszcza q. 94. Współcześnie wiele miejsca refleksji nad prawem naturalnym poświęcił J. Maritain. Por. Maritain [2001] zwłaszcza s. 54–76. 21 Wojtyła [1994] s. 128–143. 22 Spaemann [2001] s. 291–305. I Z C W O R y h C A R A B R A B 18 której istota moralności miałaby polegać na samourzeczywistnieniu się osoby realizującej wartości uznane za takie na mocy ich zgodności z te- leologicznie (celowościowo) rozumianą naturą człowieka. Istota moral- ności leży raczej w tym, że człowiek przekracza wszystkie swoje natural- ne skłonności, zwracając się ku moralnie doniosłej wartości, której pra- gnie ze względu na nią samą, i w tym właśnie znajduje swoje najgłębsze, uszczęśliwiające go spełnienie23. Innymi słowy: nie dlatego coś jest war- tościowe, że jest celem, ale przeciwnie – celem staje się dlatego, że jest wartościowe. Zdaniem hildebranda osoba przekracza naturę, odpowia- dając na wartość, która zarazem treściowo tę odpowiedź determinuje, nadając jej charakter receptywny względem rozpoznanej rzeczywisto- ści. Natura zatem w tym sensie jest normatywna, w jakim nie narusza- jąc wolności osoby, wzywa ją do treściowo zdeterminowanej odpowie- dzi na rozpoznaną wartość. Ostatecznym źródłem wszelkich obiektyw- nych dóbr dla osoby jest wartość, jaką przedstawia sama osoba jako taka. Działania „złe z natury” to takie, które nie stanowią adekwatnej odpo- wiedzi na obiektywną wartość dla osoby. Zgoła inaczej na działanie „złe z natury” spojrzy tradycja kantowska. Zacząć wypada od tego, że pojęcie „natury” nie może stanowić w ety- ce kantowskiej figury argumentacyjnej, natomiast działaniami „złymi z przedmiotu” będą te, które nie podpadają pod możliwą do zuniwer- salizowania maksymę. Jeśli dodamy do tego drugą formułę imperatywu kategorycznego wykluczającą możliwość traktowania człowieczeństwa tak w innych, jak i w samym sobie wyłącznie jako środka, to wszelkie sytuacje, w których życie pojedynczego człowieka miałoby być podpo- rządkowane jakiemuś dalszemu celowi, np. eksperymentom medycznym lub ratowaniu innych ludzi, będą uznane za bezwarunkowo niedopusz- czalne. Dodajmy jeszcze, że antropologia w kantyzmie pełni zupełnie inną rolę niż np. w tomizmie. We wstępie do Metafizyki moralności Kant stwierdza, że metafizyka moralności nie może wprawdzie opierać się na antropologii, ale może być do niej zastosowana. Antropologia moralna miałaby stanowić drugą część filozofii praktycznej, jej treścią natomiast są związane z naturą ludzką warunki wykonywania nakazów moralnych praktycznego rozumu24. Tak jak metafizyka natury musi zawierać zasa- dy stosowania uniwersalnych, pierwszych zasad natury do przedmiotów doświadczenia, tak metafizyka moralności nie może zrezygnować z za- sad aplikacji uniwersalnych moralnych zasad do natury człowieka – tę natomiast poznajemy z doświadczenia2. Wykorzystywanie danych em- pirycznych nie oznacza traktowania ich jako bazy dla etyki. Kant zde- 23 hildebrand [1971] s. 275. 24 Kant [1995] s. 217. 2 Tamże, s. 216. h C y N Z C y T E O I B h C A T A B E D h C y N S E Z C ł ó P S W E W A J C A T N E M U G R A 19 cydowanie sprzeciwia się naturalizmowi w etyce i czysto empirycznej doktrynie moralności, która jest niezdolna do usprawiedliwienia norm moralnych. Apel do ludzkiej natury czyniony jest raczej po niż przed ustaleniem podstawowych zasad moralnych26 . Jakkolwiek różne mogą być racje, dla których określone działania zostają w deontologicznych teoriach uznane za „złe z przedmiotu”, to jedno jest im wspólne: jeśli jakieś działanie zostanie za takowe uznane, to zakazująca jego spełnianie norma nie zna żadnych wyjątków. Wyjąt- ków nie zna też norma „nie zabijaj”. Kiedy odniesiemy ją do takiego ro- zumienia osoby, zgodnie z którym samo stwierdzenie istnienia ludzkiej istoty jest wystarczające, by odnieść do niego ów normatywny status, to otrzymamy tezę, zgodnie z którą absolutnie, tzn. nigdy i bez wzglę- du na jakiekolwiek sytuacje (np. poważne upośledzenie) nie wolno nisz- czyć ludzkiego życia. Fakt, że ciężko chora osoba usilnie prosi o skróce- nie jej życia, również nie stanowi żadnego wyjątku od normy, ponieważ o wartości życia nie stanowi waga, jaką ktoś swemu życiu przydaje, ale samo istnienie jako takie. Uznanie integracji natury w osobie ma rów- nież i taką konsekwencję, że człowiek nie jest zupełnie wolny w kształto- waniu swojej biologicznej natury. Pojawiają się w związku z tym moral- ne granice ingerowania w ludzką naturę, niekoniecznie tożsame z gra- nicami biologicznymi, tj. granicami medycznych możliwości. Problemy moralne nie są sygnowane wówczas, gdy chodzi o terapię, tj. ingerencje mające na celu przywracanie ludzkiemu organizmowi utraconych przez niego na skutek choroby funkcji, ale wtedy, gdy zmiany wykraczają poza terapię i prewencję w kierunku wyposażania jednostki w możliwości bądź cechy, których nie jest w stanie osiągnąć ani przez fizyczny, ani umysłowy trening, ponieważ wykraczają poza jej gatunkowe możliwo- ści. Takim wykroczeniem poza gatunkowe możliwości jest np. klonowa- nie poprzez transfer jąder. Przeciwnicy tego rodzaju ingerencji podkre- ślają nadto, że każda próba biologicznego predeterminowania człowieka jest jakąś formą naruszania jego wolności. Rola kontekstu Teleologizm koncentruje się na skuteczności, czyli na tym, do czego działanie ostatecznie doprowadzi. Deontologizm nie przeczy temu, że ostateczny skutek działania jest ważny, ale za podstawę słuszności dzia- łań uznaje ich przedmiot i jeśli ten jest „zły z natury”, to działanie uzna- ne jest za niegodziwe niezależnie od jego skuteczności. Zapytani o to, 26 Louden [2000] s. 182. I Z C W O R y h C A R A B R A B 20 co jeszcze należałoby wziąć pod uwagę w ocenie działania, odpowiemy – nawet nie studiując etyki – że ważny jest również kontekst, sytuacja, okoliczności działania. Temu nie przeczą ani teleologiści, ani deontolo- giści, ale inaczej rozkładają akcenty w ocenie działania. Kiedy pierwszo- rzędnie oceniamy kontekst, wówczas bardziej niż deontologiczna wier- ność obowiązującym zasadom lub teleologiczny wymiar perspektywy skuteczności dochodzi do głosu nasza rola jako rozeznających, ocenia- jących dany przypadek. Taki charakter ma tzw. kazuistyka, która datu- je się już od starożytności, największy zaś rozkwit osiągnęła w siedem- nastowiecznym studium teologii moralnej rozwijanym przez jezuitów27 . Taki kazuistyczny, precedensowy sposób oceniania konkretnych przy- padków charakterystyczny jest współcześnie dla anglosaskiej doktryny prawnej, przy czym – co stanowi istotną różnicę – jezuici rozwiązywali kazusy, szukając dla nich uzasadnienia w teorii, współczesna kazuisty- ka niekoniecznie. Precedensowe myślenie jest nam bliskie – kiedy natrafiamy na trud- ny problem, nasza refleksja z reguły zaczyna się od próby przypomnie- nia sobie, czy z podobną sytuacją nie mieliśmy już kiedyś do czynienia w przeszłości. Z podobną zapewne tak, z identyczną już nie. Wprawdzie pamięć w sensie umiejętności korzystania z nabytego już doświadcze- nia jest istotnym elementem cnoty roztropności, jest nim jednak również umiejętność trafnego ujęcia danej sytuacji, która wyzwala nas ze zbyt schematycznego myślenia i chroni przed bezmyślnym powielaniem mi- nionych decyzji. Umiejętność podejmowania słusznych decyzji odwołuje się zarówno do naszej wiedzy i doświadczenia, jak i do umiejętności do- strzegania nowych elementów danej sytuacji. Nic nie stoi zatem na prze- szkodzie, aby rozwiązywać kazusy w oparciu o rozeznane wcześniej za- sady. Jakie racje podają zatem ci, którzy chcą każdy z kazusów rozważać jako zupełnie odrębny problem? Na gruncie żadnej z przywoływanych współcześnie teorii etycznych nie mamy szans na opracowanie tak szczegółowych norm moralnych, by można je było wprost odnieść do konkretnych przypadków. Nawet najbardziej szczegółowe normy formułowane w ramach teorii pozostają w odniesieniu do naszego życia normami ogólnymi. Moralny partyku- laryzm – w sposób szczególny broni go współcześnie Jonathan Dancy28 – zdecydowanie zaprzecza, jakoby budowanie szczegółowych norm mo- ralnych było w ogóle możliwe. W przekonaniu partykularystów moral- na refleksja i wynikające zeń sądy nie są wspierane poprzez odniesienie 27 Por. Jonsen, Toulmin [1989]. 28 Dancy [2004] h C y N Z C y T E O I B h C A T A B E D h C y N S E Z C ł ó P S W E W A J C A T N E M U G R A 21 do stosownych reguł29. Zwolennicy partykularyzmu, a także niektórzy30 „antyteoretycy” twierdzą, że w obliczu moralnych problemów etycy zja- wiają się zawsze zbyt późno. Przypominają tłum gapiów, który groma- dzi się wokół samochodowej kraksy, żeby zobaczyć, co się właściwie sta- ło, i głośno debatuje nad zaistniałymi faktami. Nikt nie wspomina o wy- padku, zanim do niego nie dojdzie, ale kiedy się już wydarzy, każdy okazuje się mieć o nim coś do powiedzenia. Czy jeśli budowanie teorii etycznej ma sens – pytają „antyteoretycy” – to czy pretendujący do mia- na autorytetów moralnych obrońcy teorii etycznej nie powinni takich „wypadków” przewidzieć? Etycy – zdaniem antyteoretyków – nie nadą- żają za życiem. Co prawda w standardowych sytuacjach funkcjonujące w ramach teorii zasady wystarczają do podjęcia decyzji, to jednak w sy- tuacjach nowych i nieprzewidzianych teoria nie wystarcza, i to z dwóch powodów: (1) etyczne sądy nie są w tego rodzaju sytuacjach wyprowa- dzane z teoretycznej przesłanki, od której ostatecznie zależą i przy po- mocy której można je usprawiedliwiać; (2) sądy te wydawane są w bez- precedensowych i niepowtarzalnych sytuacjach życia konkretnych osób, a to oznacza, że nigdy nie możemy powiedzieć, że prawo lub zasada, którą chcemy się posłużyć, są słuszne, ponieważ byłoby to zbyt szerokim i pochopnym uogólnieniem. Nie trzeba dodawać, że w przypadku ruty- nowo podejmowanych decyzji teoria jest nam praktycznie niepotrzebna (często wystarczają nam intuicje), a skoro teoria w jednym miejscu jest zbędna, a w drugim niewystarczająca, to wniosek miałby być tylko je- den: darujmy sobie teorię31. Nie będziemy wówczas wcale w lepszej sy- tuacji od tych, którzy usilnie próbują zredukować moralną rzeczywistość do jednego tylko teoretycznego modelu, np. kantowskiego lub utylitary- stycznego, łudząc się, że rzeczywistość ta jest na tyle prosta, że podda się jednoznacznej interpretacji32 . W jaki sposób kazuistyka „sprawdza się” w bioetycznej dyskusji? Tu- taj nie trzeba już dłuższego komentarza. Szereg problemów, które lekarz zmuszony jest jakoś rozstrzygnąć w codziennej praktyce, podlega nie in- nej, ale właśnie kazuistycznej ocenie. Rzecz w tym jednak, jak sądzę, by w ich rozstrzyganiu dostrzegać zarówno rolę zasad, jak i wyjątkowość kontekstu. 29 Tamże, s. 7. 30 Nurt antyteoretyczny we współczesnej etyce jest znacznie zróżnicowany, od skraj- nych ujęć odrzucających systematyczny namysł moralny po umiarkowane, uznające sens krytycznej refleksji moralnej, ale nie w ramach konkretnej teorii. Przedstawicielem tego ostatniego jest Bernard Williams. 31 Caputo [2000] s. 111–128. 32 Williams [2006] s. 1–21. I Z C W O R y h C A R A B R A B 22 2. BIOETyCZNE ARGUMENTy Omówione wyżej typy uzasadniania znajdują dalej swoje zastoso- wanie w zapowiedzianych już wstępnie argumentach charakterystycz- nych dla debat współczesnej bioetyki. Każdy z nich mógłby być spokoj- nie przedmiotem osobnej monografii, poniżej ograniczę się zatem do je- dynie pobieżnego ich omówienia. Argument „z odgrywania roli Boga” (playing God) Wśród wielu argumentów, które wysuwane są dzisiaj przeciw techni- cyzowaniu przez człowieka procesów reprodukcji, pojawia się argument zarzucający człowiekowi wprost przejmowanie roli przysługującej jedy- nie Bogu (playing God). Z pozycji włodarza otaczającej go natury i pro- kreatora własnego potomstwa człowiek miałby się bowiem przesuwać dzisiaj na pozycję kreatora, nie tylko wykorzystującego mechanizmy na- tury i uczestniczącego w powstawaniu nowego życia, ale również kon- trolującego naturalne procesy i determinującego cechy przyszłego po- tomstwa. Metafora: odgrywanie roli Boga pojawiła się w literaturze już w latach siedemdziesiątych minionego wieku. Oznaczała (i oznacza do dziś) nieuprawnione przypisywanie sobie przez człowieka boskich pre- rogatyw, takich jak np. decydowanie o życiu i śmierci pacjentów przez praktykowanie eutanazji lub stosowanie metod wspomaganej prokreacji. Oparty na tej metaforze imperatyw: nie powinniśmy odgrywać roli Boga jest zbyt ogólnikowy i niejasny, by mógł funkcjonować jako zasada po- stępowania. Dowiadujemy się z niego jedynie, że ingerowaniu w natu- rę należałoby wytyczyć jakieś granice, nie wiemy natomiast, jakie. Ar- gument oparty na metaforze odgrywania roli Boga zakłada najogólniej, że pewne formy ingerowania przez człowieka w naturę są moralnie nie- dopuszczalne. Inżynieria genetyczna (...) dotyczy procesów będących czę- ścią Opatrzności, mających swoje miejsce w boskich zamiarach co do przyszłości świata – pisze angielski teolog h. Jones, a znany ze swoich gorących protestów przeciw transgenizacji organizmów Jeremy Rifkin stwierdza wprost: szatan jest już u drzwi, podstępnie przebrany za inży- niera i przedsiębiorcę33 . Wbrew pozorom, argument z odgrywania roli Boga nie zawsze jest argumentem stricte teologicznym. W literaturze przedmiotu obecne są 33 Reiss, R. Straughan [1997] s. 73. h C y N Z C y T E O I B h C A T A B E D h C y N S E Z C ł ó P S W E W A J C A T N E M U G R A 23 różne wersje argumentu z odgrywania roli Boga. Zdaniem próbującego je uporządkować Nielsa holtunga oparte są one kolejno na: (1) przypi- sywaniu sobie przez człowieka boskich prerogatyw, (2) działaniu wbrew naturze, (3) podejmowaniu decyzji opartych na niewłaściwym oszacowa- niu jakości życia oraz (4) manipulowaniu naturą, którego skutków czło- wiek nie jest w stanie przewidzieć34. Jeśli uznać, że natura jest dziełem Stwórcy, wówczas dwa pierwsze warianty argumentu: przypisywanie so- bie przez człowieka boskich prerogatyw i działanie wbrew naturze, moż- na potraktować łącznie, odnosząc je do samego sposobu powoływania życia. Trzecia wersja argumentu zdaje się wskazywać na nieuprawnione projektowanie istot ludzkich, a czwarta ostrzega przed skutkami stwór- czych zapędów człowieka, któremu udało się – przynajmniej częściowo – opanować mechanizmy natury. Dwie ostatnie wersje argumentu: podej- mowanie decyzji opartych na niewłaściwym oszacowaniu jakości życia oraz ryzykowne manipulowanie naturą, dotyczą zatem łącznie już nie sa- mego sposobu powoływania życia, ale wykazywanej tu przez człowieka nieudolności. O ile zatem dwie pierwsze wersje argumentu zwracają się wprost przeciwko ingerowaniu przez człowieka w naturę i mają charak- ter deontologiczny, o tyle pozostałe wykazują cechy uzasadniania tele- ologicznego i zwracają raczej uwagę na brak wystarczających kompeten- cji człowieka do manipulowania naturalnymi procesami. Posługujący się nimi dyskutant nie będzie zatem zdecydowanie twierdził: nie wolno za- stępować naturalnych procesów (jak w dwóch pierwszych wersjach), bę- dzie utrzymywał z żalem: nie wolno, bo nie potrafimy się jeszcze ustrzec przed błędami. Być może kiedyś osiągniemy stopień wiedzy i sprawno- ści wystarczający do ingerowania w naturalne procesy, na razie winni- śmy tych ingerencji zaniechać. Problem ingerowania w naturalne proce- sy pozostawałby tym samym otwarty i dotyczyłby w zasadzie nie tego, czy winniśmy odgrywać rolę Boga, ale czy potrafimy to czynić w sposób odpowiedzialny3 . W takim też duchu wypowiedziała się Prezydencka Komisja powołana w roku 1982 w Stanach Zjednoczonych do przestu- diowania etycznych problemów wywołanych przez rozwój biologii i me- dycyny. Czytamy w niej, że współczesne osiągnięcia w biologii moleku- larnej wywołują raczej problem odpowiedzialności niż uzurpowania so- bie przez ludzi nienależnych im praw36 . Dodajmy jeszcze, że problem powstrzymywania się człowieka przed podejmowaniem działań, co do których brak nam wiedzy i kompetencji, nie jest problemem nowym. Każda z rutynowo przeprowadzanych dzi- 34 holtung [1997] s. 158–159. Na temat różnych wersji argumentu playing God w: Chadwick [1990] s. 38–46. Por. też: häyry [1994] s. 205–209. 3 Verhey [1995] s. 347. 36 President’s Commission [1982]. I Z C W O R y h C A R A B R A B 24
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Etyczne i prawne granice badań naukowych
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: