Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00670 009445 7438106 na godz. na dobę w sumie
Etyka protestancka a duch kapitalizmu - ebook/pdf
Etyka protestancka a duch kapitalizmu - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Wydawnictwo Aletheia Język publikacji: polski
ISBN: 9788362858286 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> historia, militaria, wojskowość
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
To bodaj najsłynniejsze ze swoich dzieł Max Weber (1864-1920) stworzył w pierwszych latach XX wieku. Powstało ono w najlepszym dla Europy okresie mieszczańskiego dobrobytu, gdy echa wojen religijnych dawno ucichły, a zapowiedzi nowych, światowych jeszcze nie było słychać. Weber rozważał więc z dystansu relacje między religiami a tą prosperującą gospodarką. Traktat zajmuje miejsce na pograniczu socjologii, ekonomii i religioznawstwa, spajając te dyscypliny podstawową tezą o procesie racjonalizacji, który zdaniem autora przenika nowożytną i współczesną historię. Szczególnie 'racjonalne' są wyznania protestanckie, zwłaszcza przyjmujące teorię predestynacji: Bóg z góry przeznacza ludzi do zbawienia, ale nie wszystkich, ludzie zaś o wyrokach Bożych nie wiedzą. Powodzenie w życiowych działaniach pozwala to 'testować'. Potrzeba takiego 'sprawdzania się', a zarazem przysparzania działaniem 'chwały' Bogu zrodziła specyficzną formację przeciwstawną feudalizmowi i odmienną od dzisiejszego kapitalizmu. Ten protokapitalizm, rozwijany z sakralnych pobudek i religijnie ascetyczny, Weber przenikliwie wychwytuje ze skomplikowanego splotu czynników społecznych, gospodarczych i religijnych. Jego dzieło należy dziś do kanonu każdej z nauk badających te dziedziny.
Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:

Max Weber Etyka protestancka a duch kapitalizmu wydawnictwo aletheia Etyka protestancka a duch kapitalizmu   Max Weber Etyka protestancka a duch kapitalizmu Protestanckie „sekty” a duch kapitalizmu Przełożyli Bogdan Baran Piotr Miziński  WYDAWNICTWO ALETHEIA WARSZAWA 2010 Tytuł oryginału: Die protestantische Ethik und der Geist des Kapitalismus. Die protestantischen Sekten und der Geist des Kapitalismus Copyright © by Bogdan Baran, 2010 Copyright © by Jadwiga Mizińska, 2010 Copyright © by Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2010 The translation was kindly supported by the Allianz Cultural Foundation, Munich and the Fund for Central East European Book Projects, Amsterdam Przekład dofinansowany przez Allianz Cultural Foundation, Monachium i Fund for Central East European Book Projects, Amsterdam Etyka protestancka a duch kapitalizmu: przełożył Jan Miziński przekład przejrzał i uzupełnił Bogdan Baran Protestanckie „sekty” a duch kapitalizmu: przełożył Bogdan Baran Wydawnictwo Aletheia ul. Zgierska 6/8 m. 6 04-092 Warszawa wydawnictwo@aletheia.com.pl Projekt okładki/serii Grzegorz LaszukK+S ISBN 978-83-62858-28-6 Uwagi wstępne Człowiek żyjący we współczesnym europejskim świecie kul- tury będzie w nieunikniony i uzasadniony sposób rozważał problemy historii powszechnej z perspektywy pytania: jaki splot okoliczności doprowadził do tego, że właśnie na glebie Zachodu i tylko tu wyrosły zjawiska kulturowe, które – przy­ najmniej w naszym wyobrażeniu – leżą na linii rozwoju o po­wszechnym znaczeniu i obowiązywaniu? Tylko na Zachodzie istnieje „nauka” w takim stadium roz­ wojowym, które powszechnie uznajemy dziś za „obowiązu- jące”. Wiedza empiryczna, namysł nad problemami świata i życia, filozoficzna, a także – chociaż pełny rozwój teologii systematycznej nastąpił w chrześcijaństwie pod hellenistycz­ nym wpływem (zalążki tylko w islamie i niektórych religiach indyjskich) – teologiczna mądrość życiowa najgłębszego rodzaju, nadzwyczaj wysublimowana wiedza i obserwacja występowały też gdzie indziej, a zwłaszcza w Indiach, Chi- nach, Babilonii i Egipcie. Jednak: babilońskiej i każdej in- nej astronomii brakowało – co tym bardziej zdumiewającym czyni rozwój babilońskiej nauki o gwiazdach – fundamentu matematycznego, który zbudowali dopiero starożytni Gre- cy. W geometrii indyjskiej nie było racjonalnego „dowodu”: także on był wytworem myśli helleńskiej, która stworzyła jeszcze mechanikę i fizykę. Rozwiniętemu w kierunku ob- serwacji indyjskiemu przyrodoznawstwu brakowało racjo­ nalnego eksperymentu, tego zasadniczo opartego na starożyt- nych założeniach wytworu renesansu, oraz współczesnego laboratorium, a w konsekwencji brakowało biologicznych, a zwłaszcza biochemicznych podstaw wysoko pod względem  Uwagi wstępne empiryczno­technicznym rozwiniętej w Indiach medycyny. W żadnych kręgach kulturowych prócz Zachodu nie ma ra- cjonalnej chemii. W wysoko rozwiniętej historiografii chiń- skiej nie ma Tukidydesowskiej pragmy. Machiavelli ma po- przedników w Indiach. W całej jednak azjatyckiej doktrynie państwa zabrakło Arystotelesowskiej systematyki i jakichkol­ wiek racjonalnych pojęć. Dla racjonalnej nauki prawnej, przy wszystkich jej zalążkach w Indiach (szkoła Mimamsa), mimo rozległej kodyfikacji głównie w Azji Mniejszej i mimo ist- nienia indyjskich oraz innych ksiąg prawniczych, nie istniały ściśle prawnicze schematy ani formy myślowe prawa rzym- skiego i opartego na nim prawa zachodniego. Również taki wytwór, jak prawo kanoniczne, zna tylko kultura Zachodu. Podobnie w sztuce. Jak się wydaje, inne ludy miały słuch muzyczny lepiej rozwinięty niż my dzisiaj, a w każdym razie na pewno nie gorzej. Polifonia w różnych odmianach była rozpowszechniona na całej kuli ziemskiej; współpraca wielu instrumentów oraz dyszkantowanie znane są nie tylko u nas. Wszystkie nasze racjonalne interwały toniczne ustalano i zna- no także w innych miejscach globu. Lecz racjonalna muzyka harmoniczna – zarówno kontrapunkt, jak i harmonia akordów – tworzenie materiału tonicznego na podstawie trzech trój- dżwięków z harmoniczną tercją, nasza od czasów renesansu harmonicznie interpretowana chromatyka i enharmonia, na- sza orkiestra z kwartetem smyczkowym w centrum i z sekcją instrumentów dętych, generałbas, nasz zapis nutowy (który dopiero umożliwił komponowanie i ćwiczenie nowożytnych dzieł muzycznych, a więc ich trwałe istnienie w ogóle), nasze sonaty, symfonie, opery (choć muzyka programowa, malar- stwo muzyczne, zmienność toniczna i chromatyka jako środ- ki wyrazu są znane w muzyce różnych części świata), a jako środek do tego nasze podstawowe instrumenty: organy, forte- pian, skrzypce – to wszystko istniało tylko na Zachodzie. Ostrołuk występował jako środek dekoracyjny także gdzie indziej, w państwach starożytnych i w Azji; prawdopodobnie nie było obce Orientowi sklepienie ostrołukowo­krzyżowe. Ale racjonalnego stosowania gotyckiego sklepienia jako Uwagi wstępne  sposobu na rozkład obciążeń i zamykanie od góry dowol- nie ukształtowanych pomieszczeń, a zwłaszcza jako zasady konstrukcyjnej ogromnych monumentalnych budowli i jako podstawy całego obejmującego też rzeźbę i malarstwo stylu, jaki stworzyło średniowiecze – nie ma nigdzie indziej. Nie ma także (choć podstawy techniczne pochodzą ze Wschodu) takiego rozwiązania problemu kopuły ani takiego rodzaju „klasycznej” racjonalizacji całej sztuki – w malarstwie przez zastosowanie perspektywy linearnej i z lotu ptaka – jak to, co u nas stworzył renesans. Wytwory sztuki drukarskiej istniały w Chinach. Literatura drukowana wszakże, literatura prze- znaczona tylko­ do druku i mogąca istnieć tylko dzięki niemu, przede wszystkim prasa i czasopisma, powstała jedynie na Zachodzie. Wszelkiego rodzaju szkoły wyższe – nawet takie, które zewnętrznie były podobne do naszych uniwersytetów czy akademii – istniały także gdzie indziej (Chiny, islam). Jednak racjonalny i uporządkowany system uprawiania na- uki, wyszkolona fachowość w sensie zbliżonym do jej dzisiej­ szego znaczenia dominującego w kulturze istniały tylko na Zachodzie. A przede wszystkim tylko tu pojawił się fachowy urzędnik, ta podstawa zachodniego nowoczesnego państwa i zachodniej nowoczesnej gospodarki. Na Wschodzie spo- tykamy tego jedynie zalążki, które nigdy nie stały się tak konstytutywne dla porządku społecznego jak na Zachodzie. Oczywiście, „urzędnik”, także wyspecjalizowany w sensie podziału pracy, jest prastarym zjawiskiem najróżniejszych kultur. Wszelako absolutnie nieuniknionego wpędzenia całej naszej egzystencji, politycznych, technicznych i gospodar- czych podstawowych uwarunkowań naszego bytu do gma- chu o­rganizacji wyszkolonej kadry urzędniczej, wykształco­ nych pod względem technicznym i kupieckim, głównie zaś prawniczym urzędników państwowych jako wykonawców najważniejszych powszednich funkcji życia społecznego nie zna żaden kraj ani żadna epoka w takim sensie jak współ- czesny Zachód. Stano­wa organizacja stosunków społecz- nych i politycznych rozpowszechniła się szeroko. Ale pań- stwo­ stanowe, rex et regnum w zachodnim sensie znał tylko  Uwagi wstępne Zachód. Tylko on także stworzył parlamenty złożone z okre- sowo wybieranych „przedstawicieli narodu”, demagogów, i władzę przywódców partyjnych jako odpowiedzialnych przed parlamentem „ministrów” – choć, oczywiście, „stron- nictwa” w sensie organizacji dążących do zdobycia władzy politycznej lub wywierania na nią wpływu istniały na całym świecie. W ogóle „państwo” w sensie politycznej instytu- cji, z racjonalnie sformułowaną „konstytucją”, racjonalnie opracowanym prawem i obejmującą facho­wych urzędników administracją zorientowaną na racjonalne reguły: „ustawy” – jest znane w tej istotnej dla niego kombinacji kluczowych elementów (niezależnie od wszelkich innych dodatków) tyl- ko Zachodowi. Podobnie rzecz się ma z najistotniejszą dla naszego losu potęgą współczesnego życia – kapitalizmem. „Żądza posiadania”, „dążenie do zysku”, do pieniężne- go, możliwie najwyższego zysku, nie mają same w sobie nic wspólnego z kapitalizmem. Dążenie takie istniało i istnieje wśród kelnerów, lekarzy, woźniców, artystów, kokot, prze- kupnych urzędników, żołnierzy, rozbójników, krzyżowców, bywalców jaskiń hazardu, żebraków – można powiedzieć: wśród „all sorts and conditions of men”, we wszystkich epo- kach i krajach świata, gdzie istniała po temu jakaś obiek- tywna możliwość. Porzucenie raz na zawsze tego naiwnego wyobrażenia należy do kindersztuby historii kultury. Nawet najbardziej niepohamowana żądza posiadania nie jest w naj- mniejszym stopniu równoznaczna z kapitalizmem, a tym bardziej z jego „duchem”. Kapitalizm można wręcz identyfi- kować z o­graniczeniem, a przynajmniej z racjonalnym tem- perowaniem tego irracjonalnego popędu. Kapitalizm jest za to dążeniem do zysku w ciągłym, racjonalnym kapitalistycz- nym działaniu: do ciągle odnawianego zysku, do „rentow- ności”. Musi bowiem taki być. W kapitalistycznym systemie całej gospodarki pojedyncze przedsiębiorstwo niezoriento- wane na szansę uzyskania opłacalności byłoby skazane na klęskę. Zdefi­niujmy na początek tę sprawę nieco dokład- niej, niż się to na ogół czyni. „Kapitalistyczny” będzie dla Uwagi wstępne  nas taki akt gospodarczy, który opiera się na oczekiwaniu zysku dzięki korzystaniu z szans wymiany, a więc na (for- malnie) po­ko­jo­wych szansach uzyskania dochodu. Pozyska- nie czegoś (formalnie i realnie) przemocą rządzi się włas- nymi prawami i nie byłoby celowe (choć nie można tego nikomu zabronić) podciąganie tego pod tę samą kategorię co działania zorientowanego (ostatecznie) na szansę zysku z wymiany1. Tam, gdzie do kapitalistycznego zysku dąży się racjonalnie, całe działanie zorientowane jest na rachu- nek kapitałowy. Oznacza to, że włączone jest ono w plano- we stosowanie środków rzeczowych lub osobowych w taki sposób, by w bilansie suma końcowa jakiegoś konkretne- go przedsięwzięcia (lub na jakimś etapie trwałego przed­ sięwzięcia), jego wartość pieniężna przewyższała w osta- tecznym rozrachunku „kapitał”, czyli bilansową wartość szacunkową środków rzeczowych użytych do osiągnięcia zysku przez wymianę. W przypadku przedsięwzięcia trwa- łego – by przewyższała przy każdym okresowym bilansie. Obojętne, czy mamy do czynienia z jakąś ilością towarów danych w komis kupcowi – towarów, których zysk końcowy można obliczyć w innych, uzyskanych za nie towarach – czy też chodzi o fabrykę, której składnikami są budynki, maszy- ny, surowce, zapasy pieniężne, wierzytelności, półprodukty i wyroby końcowe. Rzeczą istotną jest, że rachunek kapi- tałowy otwiera się w pieniądzach – czy to w formie księ- gowania, czy też w jakiejś bardziej prymitywnej i powierz- chownej. Zarówno przy rozpoczynaniu przedsięwzięcia, jak i w przypadku każdej operacji cząstkowej, przy kalkulacji, kontroli celowości, kalkulacji powtórnej i ostatecznej, ob- licza się bilans końcowy, pozostały jako „zysk”. Bilansem wstępnym, w przypadku dawania w komis, jest na przykład określenie obowiązującej obie strony wartości pieniężnej oddawanych towarów (chyba że są to pieniądze), a bilan- sem końcowym – rozdzielenie zysku lub straty. Kalkulacja leży u podstaw – w przypadku racjonalnym – każdego etapu działania tego, kto bierze towar w komis. Brak dokładnych obliczeń i szacunków, poprzestawanie na szacunku ogólnym 10 Uwagi wstępne lub też postępowanie w sposób tradycyjny, występuje dziś w każdej formie przedsiębiorczości kapitalistycznej tam, gdzie okoliczności nie zmuszają do dokładnego szacunku. Ale są to punkty dotyczące tylko stopnia racjonalności go- spodarki kapitalistycznej. W przypadku tego pojęcia istotne jest tylko to, że faktycz- ne zorientowanie na porównanie zysku finansowego z wkła- dem pieniężnym – w jakiejkolwiek formie, choćby bardzo prymitywnej – w sposób decydujący określa ekonomiczne działanie. W tym właśnie sensie we wszystkich krajach cywi­ lizowanych świata, jak wskazują dokumenty z dziedziny gospodarki, istniał „kapitalizm” i istniały „kapitalistyczne” przedsiębiorstwa o różnym stopniu racjonalizacji rachunku kapitałowego. Istniały w Chinach, Indiach, Babilonii, Egip- cie, w krajach nad Morzem Śródziemnym, w średniowieczu i w nowożytności. Dotyczy to nie tylko pojedynczych, wy- izolowanych przedsięwzięć, lecz także całych systemów gospodarczych w pełni nastawionych na ciągle nowe poje- dyncze kapitalistyczne inicjatywy i na trwałe „przedsiębior- stwa”, choć długo handel z istoty nie miał charakteru naszych obecnych stałych przedsiębiorstw, lecz postać doraźnych po- czynań. Dopiero potem, stopniowo, powstawały w nim we- wnętrzne („branżowe”) powiązania wpływające na działania handlarzy­hurto­wników. W każdym razie przedsiębiorstwo kapitalistyczne i przedsiębiorca kapitalistyczny działający nie tylko od przypadku do przypadku, lecz funkcjonujący także trwale to zjawisko stare jak świat i powszechne. Jednak to Zachód wytworzył nowe znaczenie oraz to, co leży u jego fundamentów: rodzaje, formy i kierunki kapitali- zmu, jakie gdzie indziej nigdy nie istniały. W całym świecie byli handlarze: hurtownicy i detaliści, placowi i wędrow- ni, istniały różnego rodzaju instytucje pożyczkowe, banki o najróżniejszych funkcjach, ale podobnych przynajmniej do funkcji naszych banków z XVI wieku, pożyczki morskie, instytucje komisowe i kredytowe oraz związane z nimi towa- rzystwa. Gdziekolwiek istniały fi­nanse korporacji publicz- nych, tam pojawiali się finansiści–pożyczkodawcy: w Babi- Uwagi wstępne 11 lonii, Helladzie, Indiach, Chinach i Rzymie. Ich celem było zwłaszcza finansowanie wojen i piractwa morskiego, dostaw i różnych prac budowlanych, polityki zamorskiej i przedsię- wzięć kolonialnych. Nabywali plantacje i uprawiali je przy pomocy niewolników lub mniej czy bardziej niewolnych ro- botników. To zwłaszcza oni brali dzierżawy, finansowali sze- fów partii w wyborach i kondotierów w wojnach domowych. Byli wreszcie „spekulanci” we wszelkiego rodzaju intere- sach finansowych. Ten rodzaj przedsiębiorców, kapitalistycz- nych awanturników, znany był w całym świecie. Ich interesy – z wyjątkiem handlu i przedsiębiorstw kredytowo­banko- wych – miały z założenia charakter irracjonalno­spekulatyw- ny albo też były nastawione na osiąganie zysków przemocą, głównie w postaci łupów: natychmiastowych na wojnie albo permanentnych fiskalnie (łupienie poddanych). Kapitalizm pionierski, wielkospekulancki, kolonialny, tak­ że współczesny kapitalizm finansowy w czasach pokojowych, a przede wszystkim wszelki kapitalizm zorientowany na wo­j- nę często i dziś ma na Zachodzie ten charakter bliski odosob- nionym – ale tylko odosobnionym – obszarom międzyna- rodowego handlu. W czasach nowożytnych rozwinął się na Zachodzie, obok tego typu, całkiem inny, nieznany wcześniej nigdzie rodzaj kapitalizmu: racjonalno­kapitalistyczna orga- nizacja (formalnie) wo­lnej pracy. Gdzie indziej istnieją tylko stadia wstępne tej organizacji. Nawet organizacja pracy nie- wo­lnej osiągnęła na plantacjach i, w bardzo ograniczonym stopniu, w starożytnych ergasteriach pewien stopień racjo- nalności, choć raczej jeszcze mniejszy niż w majątkach czy w funkcjonujących przy nich manufakturach i w warsztatach obszarników, z pracą pańszczyźnianą i pracownikami przy- pisanymi do miejsca pracy na początku ery nowożytnej. Na- wet w odniesieniu do faktycznych „przemysłów domowych” poza kręgiem Zachodu wolna praca potwierdza się tylko spo- radycznie. Także spotykane wszędzie korzystanie z pracow- ników najemnych, poza nielicznymi i bardzo szczególnymi wyjątkami, w każdym razie bardzo odmiennymi od współcze- snej organizacji zakładu pracy (zwłaszcza: monopolistyczne 12 Uwagi wstępne zakłady państwowe), nie doprowadziło do powstania manu- faktur czy choćby do racjonalnej organizacji rzemiosła jak w średniowieczu na Zachodzie. Ale racjonalna organizacja pracy zorientowana na szanse rynku dóbr – nie zaś na szanse typu „polityka przemocy” lub szanse irracjonalnej spekulacji – nie są zjawiskiem specyficznym dla zachodniego kapitali- zmu. Współczesna, racjonalna organizacja przedsiębiorstwa kapitalistycznego nie byłaby możliwa bez dwóch dalszych elementów rozwoju: bez oddzielenia gospodarstwa domo- wego od przedsiębiorstwa, co dziś jest regułą życia gospo- darki, i bez ściśle z tym związanej, racjonalnej księgowości. Lokalne oddzielanie miejsc produkcji i handlu od miejsca zamieszkiwania występuje także gdzie indziej (np. na orien- talnych bazarach lub w ergasteriach innych kultur). Także tworzenie stowarzyszeń kapitalistów, z osobnym rachunkiem w każdym przedsiębiorstwie, spotykamy w starożytności na Dalekim i na Bliskim Wschodzie. W porównaniu wszakże ze współczesnym usamodzielnieniem się zakładów produkcyj- nych są to tylko pierwociny – przede wszystkim dlatego, że brakuje tam wewnętrznych środków tej samodzielności: nie ma ani naszej racjonalnej księgowości przedsiębiorstwa, ani naszego prawnego­ oddzielenia majątku przedsiębiorstwa od majątku osobistego – a jeśli jest, to tylko w zalążkach2. Roz- wój szedł w kierunku tworzenia przedsiębiorstwa jako frag- mentu całościowego budżetu księcia (o­iko­s) czy innego lo- kalnego władcy. Był to więc rozwój, jak już stwierdził [Karl Johann] Rodbertus – przy całym pozornym powinowactwie czymś zupełnie innego, wprost przeciwstawnego typu niż na Zachodzie. Specyficzne cechy kapitalizmu zachodniego nabrały dzi- siejszego znaczenia dopiero dzięki połączeniu z kapitalistycz- ną organizacją pracy. Na ten związek składa się także to, co zazwyczaj nazywamy „komercjalizacją”, czyli wprowadze­ nie papierów wartościowych i racjonalizacja spekulacji, jaką stanowi giełda. Albowiem bez kapitalistyczno­racjonalnej organizacji pracy wszystko to, łącznie z rozwojem w kierun- ku „komercjalizacji”, jeśli w ogóle byłoby możliwe, to nie Uwagi wstępne 13 odeszłoby daleko od przeciętności, zwłaszcza jeśli chodzi o strukturę społeczną i wszystkie związane z nią specyficznie zachodnie problemy. Dokładna kalkulacja – podstawa wszel- kiej zmiany – możliwa jest tylko na gruncie wolnej pracy. Ponieważ zaś świat – poza granicami zachodniej cywilizacji – nie znał racjonalnej organizacji pracy, nie znał także ra- cjonalnego so­cjalizmu. Zapewne: tak jak gospodarkę miej- ską, miejską politykę żywieniową merkantylizmu i politykę dobroczynną książąt, a także racjonowanie i regulowaną go- spodarkę, protekcjonizm i teorie laissez-faire (w Chinach na przykład), świat znał też bardzo różne odmiany gospodarki komunistycznej i socjalistycznej: komunizm rodzinny, religij- ny, wojenny i socjalizm państwowy (w Egipcie), najrozmait- sze organizacje kartelowo­monopolistyczne i konsumenckie. Podobnie wszelako jak nigdzie prócz nowożytnego Zachodu nie znano pojęcia mieszczanina ani pojęcia burżuazji, mimo istnienia wszędzie, także poza nim, miejskich przywilejów handlowych, cechów, gildii i wszelkich prawnych odróżnień miasta od wsi – tak też brakowało i musiało brakować „prole- tariatu” jako klasy, ponieważ nie było racjonalnej organizacji wo­lnej pracy jako przedsięwzięcia. „Walki klasowe” – mię- dzy warstwami dłużników i wierzycieli, między posiada- czami ziemi a bezrolnymi czy parobkami lub dzierżawcami, między handlującymi a konsumentami lub rolnikami – ist- niały wszędzie od dawna i w różnych układach. Ale już na przykład średniowieczne konflikty na Zachodzie między wy- dawcami a autorami znano gdzie indziej tylko w zalążkach. Brak tam bowiem nowoczesnego, wielkoprzemysłowego przedsiębiorcy i wolnego najmity. Dlatego też nie mogło być problematyki takiego rodzaju, jaki zna współczesny socja- lizm, nie mogła ona być znana poza światem zachodnim, czy też poza współczesnym socjalizmem. Zatem w powszechnej historii kultury głównym proble­ mem nie jest dla nas – jeśli patrzeć z czysto gospodarczego punktu widzenia – różniący się ostatecznie tylko formami rozwój aktywności kapitalistycznej jako takiej (np. typ awanturniczy, handlowy, zorientowany na wojnę, politykę, 14 Uwagi wstępne zarządzanie i zysk). Problemem tym jest raczej powstanie mieszczańskiego kapitalizmu przedsiębiorców z jego racjo- nalną organizacją wo­lnej pracy lub też, z punktu widzenia historii kultury, narodziny zachodniego mieszczaństwa z jego specyfiką, które wprawdzie łączą się ściśle z powstaniem kapitalistycznej organizacji pracy, ale nie są z nią identycz- ne. Albowiem „mieszczaństwo” w sensie stanu istniało już przed powstaniem specyficznie zachodniego kapitalizmu. Ale: tylko­ na Zachodzie. Współczesny zachodni kapitalizm kształtował się pod dużym wpływem nowych możliwości technicznych. Jego racjonalność jest dziś w istotnej mierze uwarunkowana przez obliczalność kluczowych czynników technicznych: podstaw ścisłej kalkulacji. W rzeczywistości oznacza to: przez specyfikę nauki zachodniej, zwłaszcza ra- cjonalnych nauk przyrodniczych, opartych na ścisłości ma- tematyki i eksperymentu. Z kolei rozwój nauk i wywodzącej się z nich techniki otrzymywał i otrzymuje istotne impulsy ze strony szans kapitalistycznych związanych z premią, jaką dla tych nauk i techniki jest możliwość zastosowania ich w go- spodarce. Oczywiście, szanse te nie zrodziły na Zachodzie nauki jako takiej. Rachunkami, ciągami liczbowymi i algebrą zajmowano się także w Indiach, gdzie wynaleziono system ciągów liczb, ale właśnie na Zachodzie wszystko to zaczę- ło służyć rozwojowi kapitalizmu, podczas gdy w Indiach nie stworzono na tej podstawie nowoczesnej kalkulacji ani no- woczesnego bilansu. Również powstanie matematyki i me- chaniki nie było uwarunkowane interesami kapitalistyczny- mi, ale tu, w kapitalizmie, wykorzystano technicznie wyniki badań naukowych. Łączyło się to u nas z wpływem wywie- ranym na sposób życia mas ludzkich oraz z zyskami ekono- micznymi, nastawionymi z góry na takie ich wykorzystanie. Premie za osiągnięcia naukowe wynikały ze specyfiki po- rządku społecznego Zachodu. Trzeba więc będzie postawić pytanie, z których konkretnie jej składników – gdyż bez wąt- pienia nie wszystkie były równie ważne. Do bezsprzecznie ważnych należy racjonalna struktura prawa i administracji. Albowiem nowoczesny, racjonalny kapitalizm przedsiębior- Uwagi wstępne 15 ców wymaga zarówno niezawodnych technicznych środków produkcji, jak i niezawodnego prawa i administracji, funk- cjonujących według formalnych reguł, bez których możli- wy jest wprawdzie kapitalizm awanturniczo­spekulacyjny i wszelkie rodzaje kapitalizmu warunkowane politycznie, ale nie jest możliwe racjonalne prywatne przedsiębiorstwo opar- te na stałym kapitale i ugruntowanej kalkulacji. Tylko­ Zachód dał kierownikom gospodarki w tej formie techniczno­praw- nej i formalistycznej takie prawo i taką administrację. Należy więc zapytać: skąd wziął to prawo? Bez wątpienia, obok in- nych okoliczności, także interesy kapitalistyczne utorowały drogę panowaniu, w wymiarze sprawiedliwości i administra- cji, stanu prawniczego szkolonego w racjonalnym prawie. Wykazują to wszystkie badania, ale nie tylko one ani nie w pierwszej kolejności. Nie one też stworzyły to prawo same z siebie. Uczestniczyły w tym całkiem inne siły. Dlaczego bowiem interesy kapitalistyczne nie wymusiły tego samego w Chinach czy w Indiach? Dlaczego w ogóle nie skierowały tam nauki, sztuki ani państwowości na tory charakterystycz- nej dla Zachodu racjo­nalizacji? We wszystkich przytaczanych tutaj przypadkach mamy do czynienia ze specyficznie ukształtowanym „racjonaliz­ mem” kultury zachodniej. Jednak pod tym pojęciem można rozumieć bardzo różne rzeczy. Są np. różne formy „racjonali­ zacji” kontemplacji mistycznej, a więc zachowania, które z punktu widzenia innych dziedzin życia jest specyficznie „ir- racjonalne”. Podobnie „racjonalizowano” gospodarkę, tech­ nikę, pracę naukową, wychowanie, wojnę, wymiar sprawied­ liwości i zarządzanie. Można wreszcie „racjonalizować” każdą z wymienionych dziedzin z najróżniejszych punktów widzenia i przy różnie wyznaczonych celach – a wtedy to, co dla jednego jest „racjonalne”, może być dla innych „irra- cjonalne”. Dlatego „racjonalizacja” występowała w różnych dziedzinach życia i w najróżniejszych kręgach kulturowych. Charakterystyczne dla jej specyfiki historyczno­kulturowej jest dopiero to, które sfery i w jakim kierunku były racjo- nalizowane. Trzeba więc rozpoznać swoistość zachodniego, 1 Uwagi wstępne w tym współczesnego racjonalizmu i wyjaśnić jego powsta- nie. Każda taka próba wyjaśniania musi – wobec fundamen- talnego znaczenia gospodarki – uwzględniać szczególne wa- runki ekonomiczne. Nie można jednak nie brać pod uwagę także odwrotnego kierunku przyczynowego. Tak samo bo- wiem, jak od racjonalnej techniki i racjonalnego prawa, ra- cjonalizm ekonomiczny jest zależny w swym powstawaniu od zdolności i ludzkich predyspozycji, od praktyczno­racjo- nalnego spo­so­bu życia. Tam, gdzie wobec takiego sposobu życia istniały zahamowania natury duchowej, tam też rozwój racjonalnego sposobu życia pod względem gospodarczym napotykał duży opór psychiczny. Otóż do najważniejszych elementów formujących sposób życia należały wszędzie w przeszłości moce magiczne i religijne – oraz zakorzenione w wierze etyczne wyobrażenia o powinności etycznej. To o­ nich będziemy mówić poniżej, w zebranych i poszerzonych artykułach. Wywód nasz zaczyna się od dwóch nieco starszych teks­ tów [wstęp ten był pierwotnie wstępem do całego tomu Ge- sammelte Aufsätze zur Religio­nsso­zio­lo­gie, Tübingen 1920 (przyp. red.)], które próbują przybliżyć najtrudniejszą chyba stronę problemu w jednym ważnym punkcie: uwarunkowania narodzin pewnego „nastawienia ekonomicznego”, „etosu”, pewnej formy gospodarki przez określone treści religijne, a mianowicie na przykładzie związku między współczesnym etosem gospodarczym a racjonalną etyką ascetycznego pro- testantyzmu. Zajmiemy się tu zatem tylko tą jedną stroną stosunku przyczynowego. Następne teksty o „gospodarczej etyce światowych religii” starają się, czyniąc przegląd sto- sunku najważniejszych religii do gospodarki i rozwarstwie- nia społecznego w ich otoczeniu, na tyle uwzględniać o­by- dwa kierunki przyczynowe, by można było znaleźć punkty po­równawcze w wymagających dalszej analizy przemianach Zachodu. Tylko tak bowiem można w ogóle podjąć kwestię w pewnej mierze jednoznacznej przyczynowej kwalifi­kacji tych elementów zachodniej religijnej etyki gospodarczej, które są dla niej swoiste i którymi różni się od innych etyk. Uwagi wstępne 1 Teksty te nie aspirują do całościowych, choćby i skróconych, analiz kultur. Podkreślają jedynie w każdym obszarze kultury to, co stanowiło i stanowi przeciwieństwo przemian kultury Zachodu. Rozdziały te ukierunkowane są więc na to, co pod- czas prezentacji tych przemian jawi się jako ważne z tego­ punktu widzenia. Trudno chyba o inny sposób postępowa- nia przy tak postawionym celu. Dla uniknięcia wszakże nie- porozumień trzeba zwrócić uwagę na fakt, że ten nasz cel jest bardzo ograniczony. Nie należy przeceniać znaczenia tego tekstu. Uczony, sinolog, indolog, semitysta, egiptolog nie znajdzie tu oczywiście pod względem merytorycznym nic nowego. Chciałoby się tylko, by nie znalazł nic isto­tne- go­ dla naszego tematu, co musiałby uznać za merytorycznie błędne. Autor, jako nieprofesjonalista, nie potrafi ocenić, na ile udało mu się choćby zbliżyć do tego ideału. Jest prze- cież całkowicie jasne, że ktoś skazany na posługiwanie się tłumaczeniami i opieranie się przy wyborze i wykorzystaniu historycznych, dokumentalnych lub literackich, źródeł na często spornej literaturze fachowej, a przy tym niezdolny do samodzielnej oceny jej przydatności, ma wszelkie powody nader skromnie oceniać wartość swych wyników. Tym bar- dziej że dostępny korpus przekładów autentycznych „źródeł” (tzn. inskrypcji i dokumentów) jest po części (zwłaszcza je- śli chodzi o Chiny) jeszcze niewielki w porównaniu z tym, co istnieje i jest ważne. Z tego wszystkiego wynika całko- wicie pro­wizo­ryczny charakter tych artykułów, szczególnie dotyczących Azji3. Ostatecznej oceny mogą dokonać tylko fachowcy. Zostały napisane dlatego, że dotąd po prostu nie znamy prac specjalistów o tak specyficznym ukierunkowaniu i z tak szczególnych punktów widzenia – jeśli prace takie w ogóle powstały. Grozi im w o wiele większym stopniu niż zwykle pracy naukowej, że wkrótce staną się „przestarzałe”. W tego rodzaju pracach nie można uniknąć wchodzenia na obszar innych dyscyplin, jakkolwiek byłoby to ryzykowne. Trzeba jednak wtedy uwzględnić właśnie pewien stopień re- zygnacji jeśli chodzi o powodzenie przedsięwzięcia. Moda lub ciągoty literackie powodują, że dziś często uważa się, iż 1 Uwagi wstępne fachowiec jest zbędny lub też może najwyżej odgrywać ro­ lę pomocnika „wizjonera”. Prawie wszystkie nauki mają coś do zawdzięczenia dyletantom, często bardzo nawet warto- ściowe punkty widzenia. Dyletantyzm wszakże jako zasada oznaczałby koniec nauki. Kto pragnie „wizji”, ma do wyboru kino: także na podjęty tutaj temat znajdzie tam wiele rzeczy w formie literackiej4. Nic nie jest dalsze naszym opartym na ściśle empirycznej podstawie i rzeczowym studiom niż ta- kie nastawienie. I jeszcze jedno chciałbym dodać – kto szuka „kazania”, ma do wyboru kościół. Ani słowem nie wypowia- damy się w kwestii, która z prezentowanych tu kultur ma wyższą wartość. To prawda, że drogi ludzkości komuś, kto spojrzy na jej historię wycinkowo, wydadzą się wstrząsające. Byłoby jednak lepiej, gdyby zachował swój komentarz dla siebie, tak jak się to czyni, mając przed oczyma ogrom morza lub gór, chyba że taki człowiek czuje się powołany i uzdol- niony do artystycznego lub proroczego wypowiadania się. Zwykle jednak w mówieniu o „intuicji” skrywa się po prostu brak dystansu wobec przedmiotu, co należy ocenić tak samo jak podobną postawę wobec człowieka. Wymaga dodatkowego uzasadnienia fakt, że zważywszy wytyczone tu cele, wyniki badań etnografi­cznych wykorzy- stano w o wiele mniejszym stopniu, niż przy ich dzisiejszym stanie wiedzy wymagałaby prawdziwie wnikliwa prezentacja zwłaszcza religii azjatyckich. Stało się tak nie tylko dlatego, że możliwości ludzkie są ograniczone. Takie podejście wy- dawało się dopuszczalne głównie z tej racji, że chodziło tu o związki religijnie uwarunkowanej etyki tych warstw, które na danym obszarze były „rzecznikami kultury”. Chodzi prze- cież o wpływy wywierane przez sposób życia tych właśnie warstw. Oczywiście prawdą jest, że i te wpływy można rze- czywiście uchwycić tylko wtedy, gdy skonfrontuje się z nimi dane etnograficzne. Należy więc wyraźnie przyznać i zaak- centować, że pod tym względem jest tu luka, którą etnograf całkiem słusznie może zakwestionować. Mam nadzieję, że wypełnię ją w pewnej mierze, zajmując się systematycz- nym opracowaniem socjologii religii. Takie przedsięwzięcie Uwagi wstępne 1 przekraczałoby jednak ramy tej ograniczonej określonymi celami rozprawy. Musiała ona zadowolić się próbą znalezie- nia punktów po­równania z naszymi zachodnimi religiami kulturo­wymi. Wreszcie pomyśleć trzeba także o antro­po­lo­gicznej stro- nie problemu. Jeśli na Zachodzie – i tylko­ tu – ciągle znajdu- jemy, nawet w (na pozór) niezależnie od siebie rozwijających się dziedzinach życia, określone rodzaje racjonalizacji, to w naturalny sposób nasuwa się teza, że decydującą podsta- wą są tu czynniki dziedziczne. Autor przyznaje, że osobiście i subiektywnie skłonny jest wysoko oceniać znaczenie bio- logicznego dziedziczenia. Mimo wszakże dużych postępów badań antropologicznych nie widzę jeszcze sposobu ścisłego ujęcia czy choćby wzmiankowania ich udziału (jego rozmia- rów, a przede wszystkim jego charakteru i konkretnych doko- nań) w badaniach tutaj przedstawionych. Jednym z zadań so- cjologów i historyków będzie musiało stać się w przyszłości właśnie odkrywanie tych wszystkich wpływów i łańcuchów przyczynowych, które dadzą się zadowalająco wyjaśnić re- akcjami na losy i otoczenie. Dopiero wtedy – i to pod warun- kiem, że porównawcza neurologia i psychologia ras osiągnie etap wyższy niż dzisiejsze, w szczegółach nader obiecujące, początki – będzie można mieć ewentualnie nadzieję na zado- walające rezultaty także w sferze tego problemu5. Na razie jeszcze, jak się wydaje, tak nie jest i wskazywanie na „dzie- dziczność” byłoby równoznaczne z przedwczesną rezygnacją z dziś już być może osiągniętej miary poznania i z przesuwa- niem problemu w sferę (jeszcze) nieznanych czynników. ETyKA PROTESTANCKA A DUCH KAPITALIZMU i. problem 1. Wyznanie a warstwy społeczne Spojrzenie1 na statystykę zawodów w kraju wyznaniowo mieszanym pokazuje z uderzającą częstością2 zjawisko, któ­ re w Niemczech wielokrotnie i żywo dyskutowano w ka- tolickiej prasie i literaturze3 oraz na kongresach katolików: pro­testanckiego­ w przeważającej mierze charakteru posia- dania kapitału i bycia przedsiębiorcą, jak również należenia do górnych warstw robotników wykwalifikowanych. Do- tyczy to także wyższego personelu, zarówno technicznego, jak i handlowego, nowoczesnych przedsiębiorstw4. Ten stan rzeczy potwierdza się w statystykach wyznaniowych nie tyl- ko tam, gdzie różnica wyznania zbiega się z różnicą narodo- wości i tym samym ze stopniem rozwoju kulturowego (jak na wschodzie Niemiec, między Niemcami a Polakami), lecz prawie wszędzie tam, gdzie kapitalizm miał w okresie swego rozkwitu wolną rękę w społecznym i zawodowym kształto- waniu warstw ludności według swoich potrzeb – a im bar- dziej tak było, tym wyraźniej widać ów stan rzeczy. Oczy- wiście, stosunkowo większy procentowy udział protestantów w posiadanym kapitale5, w kierowaniu i w całej górnej war- stwie zakładów produkcyjnych i przedsiębiorstw handlo- wych, tłumaczy się po części względami historycznymi, wobec których przynależność wyznaniowa nie jawi się jako przyczyna zjawisk ekonomicznych, lecz do pewnego stopnia jako ich skutek. Udział w tych funkcjach ekonomicznych zakłada po części posiadanie kapitału, po części kosztow- ną edukację, a przeważnie i jedno, i drugie. Dziś wiąże się 24 Etyka protestancka a duch kapitalizmu z dziedziczeniem bogactwa lub przynajmniej pewnego do- brobytu. Właśnie wielka liczba najbogatszych obszarów Rze- szy, o szczególnie korzystnym położeniu komunikacyjnym i bogatych zasobach naturalnych, zwłaszcza zaś większość bogatych miast już w XVI wieku przeszła na protestantyzm. Skutki tego jeszcze dziś wychodzą protestantom na dobre w ekonomicznej walce o byt. Tu jednak pojawia się pyta- nie dotyczące historii: co stanowiło przyczynę szczególnie silnych predyspozycji regionów najbardziej ekonomicznie rozwiniętych do spowodowania rewolucji w Kościele? Od- powiedź nie jest tak prosta, jak można by zrazu sądzić. Oczy- wiście, porzucenie tradycjonalizmu ekonomicznego jest mo- mentem, który musiał w istotny sposób sprzyjać tendencjom do powątpiewania także w tradycję religijną – i w ogóle do sprzeciwu wobec tradycyjnych autorytetów. Trzeba jednak przy tym uwzględnić coś, o czym dziś często się zapomina: że reformacja oznaczała nie tyle o­balenie rządów Kościoła w ogóle, ile raczej zastąpienie jednej ich formy inną. Było to zastąpienie bardzo wygodnej, praktycznie wówczas mało odczuwalnej, często tylko formalnej władzy poważną, inge- rującą we wszystkie sfery egzystencji prywatnej i publicz- nej, o wiele bardziej uciążliwą reglamentacją całego sposobu życia. Władzę Kościoła katolickiego, „karzącą kacerzy, lecz łagodną dla grzeszników” (a taką była ona w jeszcze więk- szym stopniu niż dziś), znoszą współcześnie także narody o nowoczesnym obliczu ekonomicznym i tak samo znosiły ją najbogatsze, najwyżej rozwinięte obszary świata na prze- łomie XV wieku. Panowanie kalwinizmu – zapoczątkowa- ne w XVI wieku w Genewie, potem w Szkocji, na przeło- mie XVI i XVII wieku na dużych obszarach Niderlandów, w XVII wieku w Nowej Anglii i częściowo w samej Anglii – byłoby dziś dla nas najbardziej nieznośną formą kontroli Kościoła, jaką można sobie wyobrazić. Tak samo zresztą od- czuwały ją szerokie kręgi starego patrycjatu tamtych czasów, zarówno w Genewie, jak też w Holandii i Anglii. Tym, co reformatorzy w krajach ekonomicznie najwyżej rozwinię- tych uważali za godne nagany, nie była zbyt wielka, lecz zbyt I. Pro­blem 25 mała ingerencja Kościoła i religii w życie. Rodzi się pytanie, jak doszło do tego, że właśnie kraje najlepiej rozwinięte eko- nomicznie – a w nich akurat, jak jeszcze zobaczymy, rosnące w siłę „mieszczańskie” warstwy średnie – nie tylko dopu- ściły do panowania nieznanej wcześniej purytańskiej tyranii, lecz w jej obronie zdolne były nawet do bohaterstwa, które mieszczańskie klasy jako­ takie okazywały nieczęsto przed- tem, a nigdy potem: „the last of our heroisms” [„ostatnie na- sze bohaterskie czyny”], jak to nie bez racji wyraził Carlyle. Idźmy dalej: jeśli nawet, jak już zostało powiedziane, większy udział protestantów w posiadaniu kapitału i w stano- wiskach kierowniczych nowoczesnej gospodarki należy dziś po części rozumieć jako następstwo ich historycznie odzie- dziczonego, lepszego startu majątkowego, to z drugiej strony widać zjawiska, dla których bez wątpienia związek przyczy- nowy nie jest taki. Można wśród nich wymienić: najpierw dającą się wykazać nader powszechną – zarówno w Badenii, jak i w Bawarii czy np. na Węgrzech – różnicę w rodzaju kształcenia wyższego, jakie rodzice katoliccy, w przeciwień- stwie do protestanckich, zwykli wybierać dla swoich dzie- ci. To, że odsetek katolików wśród uczniów i absolwentów szkół wyższych jest ogólnie niższy niż procent ludności kato- lickiej w ogóle, tłumaczy się wprawdzie w znacznej mierze omówionymi powyżej różnicami w zakresie dziedziczonych możliwości majątkowych, ale to, że również pośród absol- wentów katolickich odsetek tych, którzy wychodzą z nowo- czesnych szkół przygotowujących do studiów technicznych i zawodów rzemieślniczych, handlowych oraz w ogóle do mieszczańskiego zarobkowania (szkoły i gimnazja realne, wyższe szkoły społeczne), znów jest wyraźnie niższy niż od- setek dzieci protestanckich i że preferują oni gimnazja huma- nistyczne – stanowi zjawisko, którego w ten sposób nie da się wyjaśnić i które należy raczej tłumaczyć niewielkim udzia- łem katolików w kapitalistycznej przedsiębiorczości w ogóle. Jeszcze bardziej charakterystyczna jest obserwacja pozwala- jąca lepiej zrozumieć mniejszy procent katolików wśród wy- kwalifikowanych ro­bo­tników wielkoprzemysłowych. Znane 2 Etyka protestancka a duch kapitalizmu zjawisko, że fabryka wybiera wykwalifikowanych robotni- ków w dużym stopniu spośród młodych rzemieślników – po- zostawia rzemiosłu wstępne szkolenie, a potem zabiera mu pracowników – widać o wiele bardziej wśród czeladników protestanckich niż katolickich. Innymi słowy, czeladnicy ka- toliccy mają większą skłonność do pozostawania w rzemio- śle, a więc częściej zostają mistrzami, podczas gdy protestan- ci w większej stosunkowo liczbie odchodzą do fabryk, by tam wypełniać szeregi wyższych warstw robotników wykwalifi- kowanych i urzędników zakładowych10. W tych przypadkach związek przyczynowy wygląda niewątpliwie tak, że wpo­jo­na specyfi­czna mentalność, tu wyniesiona z religijnej atmosfery domu rodzinnego i otoczenia, określiła cały kierunek wycho- wania, wybór zawodu i dalszą karierę zawodową. Mniejszy udział katolików we współczesnym życiu han- dlowo­przemysłowym w Niemczech rzuca się w oczy tym bardziej, że przeczy dawnym11 i obecnym doświadczeniom mówiącym, iż zazwyczaj mniejszości narodowe lub reli- gijne, skonfrontowane jako „podległe” z inną, „panującą” grupą, właśnie z powodu dobrowolnego lub wymuszonego wykluczenia z pozycji politycznie wpływowych, są w szcze- gólnie wysokim stopniu spychane na drogę kariery zarobko- wej, a najzdolniejsze jednostki próbują zaspokoić tu swoje ambicje, czego nie mogą uczynić w służbie państwowej. Tak było w przypadku Polaków w Rosji i na wschodzie Prus – w przeciwieństwie do opanowanej przez nich Galicji, a po- dobnie wcześniej z hugenotami we Francji za panowania Lud­ wika XIV, z nonkonformistami i kwakrami w Anglii; tak też jest – last but no­t least – od dwóch tysięcy lat z Żydami. W przypadku wszakże katolików w Niemczech nie widać takiej zależności, a przynajmniej nie rzuca się ona w oczy. Podobnie w przeszłości – w przeciwieństwie do protestantów – ani w Holandii, ani w Anglii, w czasach gdy byli prześla- dowani lub ledwie tolerowani, nie dawał się zauważyć jakiś szczególny rozwój eko­no­miczny tych grup. Tymczasem pro- testanci (a zwłaszcza pewne ich odłamy, które trzeba będzie później omówić osobno), zarówno­ jako warstwa panująca, I. Pro­blem 2 jak też jako warstwa podległa, zarówno­ jako większość, jak też jako mniejszość, wykazywali specyficzną skłonność do ekonomicznego racjonalizmu, której nie obserwowało się ani nie obserwuje w jednej lub w drugiej sytuacji u katolików12. Przyczyny tak odmiennego zachowania trzeba więc szukać przede wszystkim w trwałej wewnętrznej specyfice, a nie tyl- ko w zmiennej, zewnętrznej, historyczno­politycznej sytuacji tych wyznań13. Chodziłoby więc o to, by zbadać najpierw, które specy- ficzne elementy poszczególnych wyznań działały i częścio- wo nadal działają w opisanym kierunku. Już przy pobieżnym oglądzie i na podstawie pewnych aktualnych obserwacji można by się skłaniać do następującego sformułowania tej różnicy: większe „oderwanie od życia” katolicyzmu, pewne ascetyczne cechy jego najwyższych ideałów musiały wy- chować zwolenników tej religii w większej obojętności na dobra tego świata. To uzasadnienie odpowiada też popular- nemu dziś schematowi oceny obu chrześcijańskich wyznań. Po stronie protestanckiej używa się tego poglądu do krytyko- wania (rzeczywistych lub domniemanych) ascetycznych ide- ałów katolickiego sposobu życia. Katolicy odpowiadają na to zarzutami „materializmu”, który miał być następstwem seku- laryzacji wszystkich treści życia przez protestantyzm. Także współczesny badacz uznał za konieczne sformułowanie róż- nicy w podejściu do zarobkowania u obu wyznań: „Katolik (…) jest spokojniejszy, ma mniejszy pęd do zarabiania i dla- tego bardziej mu zależy na możliwie zabezpieczonym życiu, choćby i z mniejszymi dochodami, niż na niebezpiecznych, podniecających wysiłkach, mogących ewentualnie przy- nieść zaszczyty i bogactwa. Jest takie obiegowe, żartobliwe powiedzenie: albo się dobrze je, albo się dobrze śpi. W tym wypadku protestant lubi dobrze zjeść, podczas gdy katolik chce spokojnie spać”14. I rzeczywiście, motywację niezbyt związanej z Kościołem części protestantów we współcze- snych Niemczech można przynajmniej do pewnego stopnia słusznie skwitować powiedzeniem, że „chcą dobrze zjeść”. W przeszłości jednak sprawy nie tylko wyglądały inaczej 2 Etyka protestancka a duch kapitalizmu – angielskich, holenderskich oraz amerykańskich purytanów charakteryzowało, jak wiadomo, właśnie przeciwieństwo „radości życia”, a asceza była wprost, jak jeszcze zobaczy- my, jedną z najważniejszych cech ich charakteru – lecz także np. protestantyzm francuski długo zachowywał, a w pewnym stopniu zachowuje do dziś charakter wykształcony w Koście- le kalwińskim – zwłaszcza „pod znakiem krzyża”, w okresie walk religijnych. Mimo to – a może, jak będziemy musieli jeszcze zapytać, właśnie dlatego? – protestantyzm był jed- nym z najważniejszych promotorów przemysłowo­handlo- wego oraz kapitalistycznego rozwoju Francji i pozostał nim w tej niewielkiej mierze, na którą pozwalały prześladowa- nia. Jeśli ową powagę i silny priorytet motywacji religijnych w całym stosunku do życia zechcemy nazwać „oderwaniem od świata”, to­ wówczas trzeba będzie przyznać, że francuscy kalwini byli i są co najmniej tak samo oderwani od świata, jak np. północnoniemieccy kato­licy, dla których jak dla żad- nego innego narodu na świecie katolicyzm jest bez wątpie- nia sprawą serca. I obydwa wyznania będą podobnie różnić się od dominującego w ich krajach stronnictwa religijnego: od skrajnie radosnego witalizmu warstw niższych i jawnie wrogich wobec religii warstw wyższych katolików we Fran- cji i od dbających głównie o dobra doczesne, a w wyższych warstwach przeważnie indyferentnych religijnie protestan- tów w Niemczech15. Nic tak wyraźnie jak ta paralela nie pokazuje, że mętne wyobrażenia w rodzaju (rzekomego!) „oderwania od świata” katolicyzmu, (rzekomej!) „radości życia” protestantyzmu itp. niewiele nam dziś dają już choć- by dlatego, że przy takim stopniu uogólnienia nie są słuszne dziś i przynajmniej częściowo nie są słuszne w odniesieniu do przeszłości. Gdybyśmy jednak chcieli nimi operować, to poza już poczynionymi uwagami jeszcze i inne obserwacje musiałyby nas skłonić do namysłu nad tym, czy całe to prze- ciwieństwo między oderwaniem od życia, ascezą i kościelną pobożnością po jednej stronie, a uczestnictwem w kapitali- stycznym wytwarzaniu zysku po drugiej nie wymaga raczej przeobrażenia w ich wewnętrzne pokrewieństwo. I. Pro­blem 2 Rzeczywiście, rzuca się w oczy już to – by zacząć od pewnych zupełnie zewnętrznych momentów – jak duża była liczba przedstawicieli najgłębszych właśnie form pobożności chrześcijańskiej, którzy wywodzili się z kręgów kupieckich. Zwłaszcza pietyzm zawdzięcza im uderzająco wielu swoich najpoważniejszych wyznawców. Można by tu mówić o od- działywaniu „mamonizmu” przez kontrast – w stosunku do natur głębokich i niedopasowanych do zawodu kupieckiego. Z pewnością wielu z tych pietystów, tak jak św. Franciszek z Asyżu, tak właśnie subiektywnie odczuwało drogę do „na- wrócenia”. I podobnie – wstecz aż po Cecila Rhodesa – po- chodzenie z rodzin duchownych tak wielu przedsiębiorców kapitalistycznych największego formatu można by tłuma- czyć reakcją na ascetyczne wychowanie w młodości. Takie tłumaczenie zawodzi jednak tam, gdzie u tych samych osób i grup zbiega się mistrzowski kapitalistyczny zmysł do in- teresów z najbardziej intensywnymi formami przenikającej całą treść życia pobożności. Takie przypadki nie są wcale odosobnione, lecz charakterystyczne dla całych grup w koś­ ciołach i wyznaniach protestanckich. Zwłaszcza kalwinizm, gdziekolwiek występował, wykazywał taką właśnie kombina- cję1. I choć w okresie rozprzestrzeniania się reformacji (lub któregoś z wyznań protestanckich) w jakimś kraju ów zmysł nie był związany z określoną klasą, to jest charakterystyczne i w pewnym sensie „typowe”, że np. we francuskich kościo- łach hugenockich mnisi i przemysłowcy (kupcy i rzemieśl- nicy) byli wśród prozelitów szczególnie liczni. Dotyczy to zwłaszcza okresów prześladowań1. Już Hiszpanie wiedzie- li, że „ta herezja” (tzn. kalwinizm Holendrów) „sprzyja du- chowi handlowemu”. Zgadza się to w pełni z poglądami sir Williama Petty’ego na temat przyczyn szybkiego rozwoju kapitalizmu w Niderlandach. Gothein1 słusznie nazywa dia­ sporę kalwińską „szkółką gospodarki kapitałowej”1. Za de- cydujący czynnik można tutaj uznać wyższość francuskiej i holenderskiej kultury ekonomicznej, z której diaspora ta głównie się wywodziła, albo też ogromny wpływ emigracji i wyrwania z tradycyjnych stosunków życiowych20. W samej 30 Etyka protestancka a duch kapitalizmu Francji, jak wiadomo z wysiłków Colberta, w XVII wieku sprawy wyglądały tak samo. Nawet Austria, nie mówiąc już o innych krajach, sprowadzała okazjonalnie protestanckich fabrykantów. Jak się jednak wydaje, nie wszystkie odmiany protestantyzmu działały w tym kierunku równie silnie. Kal- winizm czynił to najwyraźniej także w Niemczech; religia „reformowana”21 bardziej niż inne wyznania sprzyjała roz- wojowi ducha kapitalizmu – tak samo w Wuppertalu, jak w innych miejscach. Bardziej niż na przykład luteranizm, jak zdaje się pouczać ogólnie i co do szczegółów właśnie przypadek Wuppertalu22. W Szkocji wpływ ten podkreślał Buckle, a z angielskich poetów Keats23. Jeszcze dobitniejszy jest związek (o którym wystarczy tylko wspomnieć) religij- nej reglamentacji życia z bardzo intensywnie wykształconym zmysłem do interesów wśród całego szeregu tych właśnie sekt, których „oderwanie od życia” było równie przysło- wiowe, co ich bogactwo: zwłaszcza kwakrów i meno­nitów. Rolę odgrywaną w Anglii i Ameryce przez tych pierwszych drudzy grali w Niderlandach i Niemczech. To, że w Prusach Wschodnich nawet król Fryderyk Wilhelm I zostawił meno- nitów w spokoju – mimo ich absolutnej odmowy służby woj- skowej – bo byli niezbędni dla rozwoju przemysłu, należy do faktów najlepiej ilustrujących ich znaczenie. Jest to szcze- gólnie wymowne ze względu na charakter tego króla. Do- brze znana jest również kombinacja intensywnej pobożności pietystów z równie silnie rozwiniętym zmysłem do interesów i powodzeniem w nich24. Wystarczy przypomnieć Nadrenię i region Calw. Nie będziemy więc w tych prowizorycznych rozważaniach mnożyć dalszych przykładów, już bowiem wy- żej przytoczone pokazują, że „ducha pracy”, „postępu” czy jakkolwiek by go jeszcze nazwać, którego budzenie skłonni jesteśmy przypisywać protestantyzmowi, nie można, jak to się dziś zwykle czyni, rozumieć w sensie „radości doczesnej” czy w jakimś innym „oświeceniowyrn” sensie. Stary prote- stantyzm Lutra, Kalwina, Knoksa czy Voëta miał naprawdę niewiele wspólnego z tym, co dziś nazywamy „postępem”. Miał on na wskroś wrogi stosunek do tych wszystkich stron
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Etyka protestancka a duch kapitalizmu
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: