Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00577 006340 13247516 na godz. na dobę w sumie
Europa w porządku międzynarodowym - ebook/pdf
Europa w porządku międzynarodowym - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 275
Wydawca: Polski Instytut Spraw Międzynarodowych Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-64895-84-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> zdrowie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Autor książki podjął próbę odpowiedzi na wiele ważnych pytań. Jaką rolę odegrała Europa w dziejach i jak ta rola zmieniała się w ciągu burzliwego wieku dwudziestego? Czy stary kontynent powoli traci swoją zdolność (współ)kształtowania świata? Czy przestaje być jego „lepszą częścią” (jakkolwiek niepoprawnie politycznie to brzmi)? Czy po wiekach dominacji odejdzie w cień innych wschodzących potęg? Czy obecnie możemy mówić o zmierzchu Europy? W jaki sposób Europejczycy mogą ocalić swoją tożsamość kulturową? Czy Unia Europejska przetrwa? A może już jej nie ma, choć nie jesteśmy jeszcze tego świadomi – podobnie jak dzieje się w przypadku odległych gwiazd, których paliwo już się wyczerpało, ale ich światło wciąż jeszcze do nas dociera?


Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) jest jednym z najbardziej wpływo- wych instytutów badawczych zajmujących się sprawami międzynarodowymi w  Europie Środkowej i Wschodniej. Sytuując się pomiędzy światem polityki a niezależną analizą, PISM zapewnia wsparcie decydentom i dyplomatom, inicjuje publiczną debatę eks- percką oraz upowszechnia wiedzę o współczesnych stosunkach międzynarodowych. Działalności PISM przyświeca przekonanie, że proces podejmowania decyzji na arenie międzynarodowej powinien się opierać w jak największym stopniu na wiedzy płynącej z rzetelnych i wiarygodnych badań. PISM realizuje własne i międzynarodowe projekty badawcze, przygotowuje raporty i analizy oraz współpracuje z instytucjami o podobnym profilu na świecie. 9 788364 895838 ROMAN KUŹNIAR EUROPA W PORZĄDKU MIĘDZYNARODOWYM © Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, 2016 Na okładce wykorzystano fragment obrazu Dzieje imperium: zniszczenie Thomasa Cole’a, https://commons.wikimedia.org/wiki/ File:Cole_Thomas_The_Course_of_Empire_Destruction_1836.jpg Redakcja tekstu i korekta Katarzyna Staniewska Redakcja techniczna i projekt okładki Dorota Dołęgowska 978-83-64895-83-8 (pb) 978-83-64895-84-5 (pdf) Polski Instytut Spraw Międzynarodowych ul. Warecka 1a, 00-950 Warszawa phone (+48) 22 556 80 00, fax (+48) 22 556 80 99 pism@pism.pl, www.pism.pl SPIS TREŚCI Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 CZĘŚĆ PIERWSZA EUROPY MARSZ PRZEZ HISTORIĘ: OD KAROLA WIELKIEGO DO ZIMNEJ WOJNY Rozdział I. Europa staje się porządkiem międzynarodowym . . . . . . . . . 15 1. Starożytne korzenie europejskiego porządku międzynarodowego – Grecja . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 15 2. Przedeuropejskie doświadczenie imperium – Rzym . . . . . . . . . . . . . 23 3. Powstanie Europy i europejskiego porządku międzynarodowego . . 29 Rozdział II. Europa podbija świat . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 42 1. Europejskie odkrywanie świata . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 42 2. Europa ucieka reszcie świata . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 49 3. Europa narzuca światu swoje panowanie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 56 Rozdział III. Europa tworzy normatywny wymiar porządku międzynarodowego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 62 1. Inspiracje. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 63 2. Liga Narodów jako normatywny wymiar porządku międzynarodowego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 67 3. Upadek systemu Ligi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 73 Rozdział IV. Nieobecność Europy w porządku zimnowojennym . . . . . . 78 1. Nowe cuius regio, eius religio (400 lat później) . . . . . . . . . . . . . . . . . 79 2. Instytucjonalizacja i konsekwencje podziału Europy . . . . . . . . . . . . 83 3. Narodziny „Małej Europy” w cieniu protektora zza Atlantyku . . . . . 89 4. Próby dialogu ponad żelazną kurtyną i jej nagły upadek . . . . . . . . . 96 3 CZĘŚĆ DRUGA PRÓBA POWROTU Rozdział V. Europejski przełom . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 101 1. Koniec podziału Europy – upadek bloku komunistycznego . . . . . . . 101 2. Zręby nowego porządku międzynarodowego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 108 3. Nowe fundamenty polityczno-instytucjonalne Europy . . . . . . . . . . . 111 4. Rozszerzenie, czyli zjednoczenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 116 Rozdział VI. UE wobec bezpośredniego otoczenia: wpływ przez osmozę . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 121 1. UE i region Morza Śródziemnego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 121 2. Turcja – sprawa geopolityki, tożsamości i granic Europy . . . . . . . . . 128 3. Postjugosłowiańskie laboratorium: od konfliktu przez sąsiedztwo do członkostwa . . . . . . . . . . . . . . . . . . 131 4. UE wobec Europy Wschodniej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 136 Rozdział VII. Unia na scenie globalnej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 145 1. Unia wobec „reszty świata” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 145 2. UE na scenie globalnej – aspekt normatywny . . . . . . . . . . . . . . . . . . 158 Rozdział VIII. UE jako aktor globalny? Podejście spalone . . . . . . . . . . . . 173 1. Młodszy brat nie rezygnuje z opieki nad starszą siostrą . . . . . . . . . . 174 2. Spory o bezpieczeństwo . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 177 3. Europejskie siły na zamiary . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 181 4. Konstytucyjne fiasko Europy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 186 4 CZĘŚĆ TRZECIA ZMIERZCH MIĘDZYNARODOWEJ ROLI EUROPY Rozdział IX. Kryzys 2008 r. i początek pozachodniego porządku międzynarodowego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 193 1. Kryzys Zachodu, kryzys Europy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 194 2. Powrót reszty świata . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 202 3. Zapowiedzi nowego porządku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 206 Rozdział X. Kryzys jako kres . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 213 1. Walka z kryzysem finansowo-gospodarczym (czyli UE zajęta sobą) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 213 2. Kryzys polityczno-instytucjonalny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 217 Rozdział XI. Kryzys międzynarodowej roli UE . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 226 1. Polityka zagraniczna słabnie, bezpieczeństwa i obrony zanika . . . . . 226 2. Kierunek śródziemnomorski – dobre złego początki . . . . . . . . . . . . 234 3. Nierozstrzygnięty pojedynek z Rosją . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 242 Rozdział XII. Warunki przetrwania Unii jako mocarstwa . . . . . . . . . . . . 248 1. Nie ma podmiotowości bez tożsamości . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 251 2. Atrofia unijnej woli mocy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 258 Zakończenie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 267 * 5 WSTĘP Tematem tej książki jest współczesna próba odnalezienia się Europy w porządku międzynarodowym – w „jej własnym” porządku, bo przecież jest on w ogromnym stopniu jej historycznym wytworem. Próba została podjęta po zakończeniu zimnej wojny, upadku żelaznej kurtyny i zniesie- niu podziału Europy na dwie części – Wschód i Zachód – znajdujące się wcześniej pod kontrolą mocarstw pozaeuropejskich. „W imieniu Europy” podjęła ją Unia Europejska, sama będąca spełnieniem marzeń wielu po- koleń Europejczyków, a zarazem reakcją na ich dramatyczne doświadcze- nia, zwłaszcza w pierwszej połowie XX wieku. Europejczycy zjednoczyli się w Unii nie tylko ze względu na potrzebę zapewnienia sobie bezpieczeństwa i lepszych warunków rozwoju, ale także dlatego, że chcieli odbudować pozy- cję Europy w świecie oraz umożliwić jej wpływ na pozimnowojenny porzą- dek międzynarodowy. Uważali, że stary kontynent może zaoferować światu wiele wartości – swoje dziedzictwo kulturowe, idee, model wzrostu gospo- darczego i życia społecznego. Tymczasem wiele wskazuje na to, że na na- szych oczach, w drugiej dekadzie XXI wieku, ta próba kończy się fiaskiem. Dzisiejsza sytuacja Europy w stosunkach międzynarodowych i roko- wania na przyszłość wymagają ukazania jej drogi do wielkości, długich wie- ków tworzenia jej wyjątkowej cywilizacji oraz zdobywania złych i dobrych doświadczeń związanych z budowaniem swojej tożsamości i kontaktów ze światem zewnętrznym. Elementów, które złożą się na jej późniejszy kształt i fortunę, należy szukać w starożytności greckiej i rzymskiej. Jednakowoż sama Europa – z tożsamością, która będzie ją silnie odróżniać od otoczenia oraz stanowić podstawę związków między jej narodami – pojawi się w śre- dniowieczu, pod koniec pierwszego tysiąclecia naszej ery. Minie kilka kolej- nych burzliwych stuleci wojen wewnątrzeuropejskich i odpierania najazdów zewnętrznych, fascynującego rozwoju duchowego i materialnego, zanim na wspólnym fundamencie cywilizacyjnym dojdzie do ustabilizowania form organizacji terytorialno-politycznych, które będą mogły prowadzić politykę 7 zagraniczną i nawiązywać trwałe relacje ze swymi odpowiednikami na ca- łym kontynencie. W ten sposób dochodzimy do pierwszego prawdziwego porządku międzynarodowego, jaki ukształtował się w Europie w wiekach XVI i XVII. Porządkami takimi nie były – choć czasem za takie uchodzą w literaturze – te w starożytnej Grecji ani tworzone przez starożytne Chiny czy imperium rzymskie. Tego rodzaju twierdzenia biorą się z niestaranności terminolo- gicznej lub/i metodologicznej. Różni autorzy formacje imperialne biorą za porządek międzynarodowy, a jakiekolwiek relacje (nawet powierzchowne kontakty) między często wątłymi bytami terytorialno-politycznymi – za „stosunki międzynarodowe”. Dochodzi do tego zamienne stosowanie nie- równoznacznych terminów „porządek międzynarodowy” i „porządek świa- towy”1. Równie niefrasobliwie używane jest nierzadko pojęcie systemu mię- dzynarodowego2, także zamiennie z „porządkiem międzynarodowym”. Nie wdając się w tym miejscu w rozważania terminologiczno-metodo- logiczne, przez porządek międzynarodowy na potrzeby tej pracy rozumiem wyodrębnioną geopolitycznie całość, na którą składają się: uczestnicy; re- lacje pomiędzy nimi regulowane za pomocą uzgadnianych przez nich norm (instytucji); układ sił, który jest stabilizatorem porządku, a kwestionowa- nie go może go destabilizować, a nawet przyspieszać jego zmiany; forma- cja gospodarcza reprezentowana przez jego uczestników oraz sfera kulturo- wo-ideowa, która służy jego spoistości i legitymizacji. Taka właśnie całość powstała w Europie i była przenoszona na coraz wyższy poziom rozwoju w samej Europie. Równolegle, ze względu na swoją przewagę rozwojową, mocarstwa starego kontynentu rozprzestrzeniały wpływy Europy na świe- cie – kolonializm, imperializm – i zapewniły jej pozycję hegemoniczną w tworzonym przez nią globalnym porządku międzynarodowym (przełom 1 Tak czyni również Henry Kissinger, autor fundamentalnej pracy World Order, New York 2014. Jednak Kissinger nie ma wątpliwości: „To, co jest współczesnym porządkiem światowym, zostało wymy- ślone w Europie Zachodniej niemal cztery stulecia temu”, s. 3–4. 2 Przykładem takiej metodologicznej dezynwoltury jest znana i skądinąd oparta na rozległym ma- teriale historycznym praca: B. Buzan, R. Little, Systemy międzynarodowe w historii świata, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2011. 8 Roman Kuźniar XIX/XX wieku). Po I wojnie światowej do tworzonego przez siebie porządku Europa dodała także wymiar normatywny w postaci systemu Ligi Narodów. Dzięki przewadze gospodarczej i militarnej, wpływom kolonialnym oraz przywódczej roli w Lidze Narodów Europa zdawała się stać na szczycie ów- czesnej piramidy porządku międzynarodowego. Pozycję dominującej światowej potęgi nagle zakwestionowały dwa mo- carstwa rewizjonistyczne: faszystowskie Niemcy i komunistyczny Związek Sowiecki. Pozostawały one w agresywnej opozycji zarówno wobec utworzo- nego przez Europę porządku międzynarodowego, w tej fazie wersalskiego, jak i wobec ustroju polityczno-gospodarczego „starej Europy”. W wyniku II wojny światowej Europa nie tylko utraciła swoją dotychczasową pozycję, ale też została pozbawiona realnego wpływu na porządek międzynarodowy, stając się w jednej części już to protektoratem Stanów Zjednoczonych, już to – w drugiej części – wasalną częścią systemu międzynarodowego utwo- rzonego przez Związek Sowiecki. Część zachodnia mogła jednak zachować i rozwijać swoją tożsamość kulturową oraz stworzyć warunki do imponują- cego wzrostu gospodarczego. Poczyniono tam także pierwsze kroki w celu jednoczenia Europy w formule integracyjnej (Wspólnoty Europejskie). Po zniesieniu zimnowojennego podziału stary kontynent powziął naj- bardziej ambitny w swojej historii projekt pokojowego zjednoczenia w po- staci Unii Europejskiej. Miało to zarazem pomóc Europie w zdobyciu miej- sca „globalnego mocarstwa”, wręcz „supermocarstwa” (według określenia brytyjskiego premiera), zdolnego uczestniczyć w rozwiązywaniu wielkich problemów międzynarodowych i wpływać na parametry porządku globalne- go. W tym celu w pierwszej dekadzie istnienia UE, od traktatu z Maastricht (1991–1992) powołano do życia szereg urządzeń instytucjonalnych, któ- re miały służyć skutecznej reprezentacji Unii, jej interesów i inicjatyw na scenie międzynarodowej. Miały też pomóc w wykorzystywaniu łącznego potencjału jej państw członkowskich do wywierania wpływu na jej bliższe i dalsze otoczenie zgodnie z jej wartościami oraz potrzebami bezpieczeń- stwa i stabilności. Chodzi przede wszystkim o wspólną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, wraz z dodanym nieco później komponentem militarnym, 9 Europa w porządku międzynarodowym oraz o organy jednoosobowe reprezentujące Unię Europejską wobec świata – wysoki przedstawiciel, przewodniczący Rady. Przez pierwszych kilkanaście lat wszystko toczyło się jak w dobrze na- pisanym scenariuszu. Unia odnosiła sukces za sukcesem – strefa Schengen, strefa euro, rozszerzenie, polityka obronna – gdy nagle, w końcu poprzed- niej dekady doszło do załamania się tej linii rozwoju. Nakładające się na sie- bie kryzysy wewnętrzne oraz ujawnione podziały odebrały UE zdolność do wpływania na jej otoczenie. Początkowo można było sądzić, że są to zjawi- ska przejściowe i podobnie jak w przeszłości Wspólnota je pokona, wyjdzie z nich wzmocniona, a nawet zrobi kolejny krok w procesie integracji. Tym razem jednak nic na to nie wskazuje. Przeciwnie – na doraźne, choć głębo- kie kryzysy (finansowy czy polityczny) nałożyły się niekorzystne dla Europy tendencje długofalowe. Dołączył się do tego równoczesny tak zwany powrót reszty świata na scenę międzynarodową. Wszystko świadczy raczej o tym, że Europa, a wraz z nią Unia, znalazły się w kryzysie typu spenglerowskie- go. Wprawdzie bodaj pierwsza praca zapowiadająca nową fazę w porządku międzynarodowym miała w tytule „Post-American” (F. Zakaria), lecz jesz- cze bardziej zasadne jest mówienie o porządku „Post-Western”, a zwłaszcza „Post-European”. Choć muszą niepokoić przyspieszona erozja cywilizacyjnego funda- mentu Europy oraz dramatyczne kurczenie się jej potencjału demograficz- nego, nie jest to praca o jej „zmierzchu”. Ogłaszanie go byłoby przedwcze- sne, gdyż Europa dysponuje jeszcze znaczącym potencjałem materialnym oraz atutami i przewagami w pewnych dziedzinach. Jeśli można mówić o zmierzchu – to dopiero o wczesnej jego fazie. Książka ta mówi o wkła- dzie Europy w ukształtowanie globalnego porządku międzynarodowego, a następnie o potrzebnej i ambitnej próbie jej odnalezienia się w jego naj- nowszym, pozimnowojennym wydaniu. Widoczne fiasko tej próby – spo- wodowane również tym, że europejskie mocarstwa zaczynają traktować UE tak jak kiedyś Ligę Narodów – nie powinno zniechęcać narodów Europy do poszukiwania lepszego sposobu na wyrażanie ich zbiorowych interesów i projektów. Trzeba zacząć od przywrócenia Unii funkcjonalności, co nie 10 Roman Kuźniar będzie zadaniem łatwym – o tym także jest tutaj mowa. Trudno orzec, czy to jeszcze możliwe, czy też konieczne będzie poszukiwanie innej formy in- stytucjonalnej. Odpowiedź zależy od tego, czy to, czego jesteśmy świadka- mi, to przejściowa choroba europejskiego organizmu i kryzys samej formy, czy też wypalanie się europejskiego „cywilizacyjnego paliwa termojądrowe- go”. W przypadku gwiazd – po wypaleniu się tego paliwa ich światło jeszcze przez pewien czas do nas dociera, choć ich samych już nie ma. 11 Europa w porządku międzynarodowym CZĘŚĆ PIERWSZA EUROPY MARSZ PRZEZ HISTORIĘ: OD KAROLA WIELKIEGO DO ZIMNEJ WOJNY EUROPA STAJE SIĘ PORZĄDKIEM MIĘDZYNARODOWYM Rozdział I. 1. Starożytne korzenie europejskiego porządku międzynarodowego – Grecja Odległą w czasie zapowiedzią pierwszego porządku międzynarodowe- go Europy jest mikrokosmos miast-państw starożytnej Grecji. Jak się miało okazać dwa tysiące lat później, instynkty, praktyki, logika, idee znane z tam- tego czasu będą kształtować już pełnokrwiste stosunki międzynarodowe no- wożytnej Europy. Na przestrzeni dwóch stuleci, w VIII–VII wieku p.n.e., na obszarze dzisiejszej Grecji, ale także wzdłuż biegnącego od niej na wschód, a potem na południe wybrzeża Morza Śródziemnego (i pomniejszych mórz), pojawi się konstelacja miast-państw reprezentujących starożytną Helladę. Grecy okazali się wtedy zdolnymi wojownikami, podróżnikami i kupcami. Dzięki sprawnemu opanowaniu techniki żeglugi w tym akwenie łatwo zaj- mowali rozsiane na nim wyspy i zakładali kolonie w Azji Mniejszej. Jednak to głównie na kontynencie rozwinęli ani wcześniej, ani później niespotykaną formę organizacji terytorialno-politycznej właśnie w postaci autonomicz- nych miast-państw, polis, które z czasem stały się podmiotami stosunków w obrębie tej konstelacji, ale także w odniesieniu do świata zewnętrznego. Stosunkowo szybko wykształcił się na tym obszarze swoisty bipola- ryzm, którego biegunami były Ateny i Sparta, walczące między sobą o przy- wództwo, a bardziej może nawet o niedopuszczenie do hegemonii drugiej strony nad całym światem helleńskich polis. Ów bipolaryzm nie był zbyt ostro zarysowany, gdyż pojawiali się czasem inni poważni rywale, ale przede wszystkim dlatego, że Ateny i Sparta razem stawiały czoła wspólnym wro- gom – zwłaszcza Persom. Reprezentowały również dwa podstawowe typy ustroju greckiego miasta-państwa: demokrację i oligarchię. Sporadycznie zdarzały się też tyranie, choć wtedy nie oznaczało to bynajmniej okrutnego systemu opierającego się na ucisku i prześladowaniu poddanych – chodziło 15 raczej o jedynowładztwo, które oczywiście nie wykluczało ekscesów rządzą- cego tyrana. Okrutne potrafiły też wtedy być demokracje i oligarchie, przy czym demokracja nie obejmowała niewolników i kobiet. To rozróżnienie na ustroje jest o tyle ważne, że już wtedy dawało one powody do wojen: demo- kratyczne Ateny chętnie obalały oligarchie, a oligarchiczna Sparta udziela- ła pomocy miastom-państwom, które broniły się przed demokracją, lub ją obalała, aby przywrócić „prawowitą” władzę oligarchów. Rodzaj ustroju będzie odgrywał ważną rolę w stosunkach międzyna- rodowych współczesnej Europy, dlatego warto przypomnieć, co o zaletach i wadach demokracji sądził jeden z jej największych piewców, ateński poli- tyk Perykles (koniec V wieku p.n.e.). To dzięki demokracji „nasze państwo stało się wielkie” – twierdził. „Nasz ustrój polityczny nie jest naśladownic- twem obcych praw, a my sami raczej jesteśmy wzorem dla innych niż inni dla nas. Nazywa się ten ustrój demokracją, ponieważ opiera się na większo- ści obywateli, a nie na mniejszości. W sporach prywatnych każdy obywatel jest równy w obliczu prawa; jeśli zaś chodzi o znaczenie, to jednostkę ceni się nie ze względu na jej przynależność do pewnej grupy, lecz ze względu na talent osobisty, jakim się wyróżnia […], ubóstwo albo nieznane pochodzenie nie przeszkadza w osiągnięciu zaszczytów. W naszym życiu państwowym kierujemy się zasadą wolności […], szanujemy prawa w życiu publicznym”. […] „Kochamy bowiem piękno, ale z prostotą, kochamy wiedzę, ale bez znie- wieściałości, bogactwem się nie chwalimy, lecz używamy go w potrzebie”3. Ale już i sam Perykles wskazywał na słabości tego ustroju, które ujawniły się w pierwszej fazie wojny peloponeskiej. Ateńczycy, nie słuchając go, „podej- mowali szkodliwe dla siebie i sprzymierzeńców akcje, niewiele z tą wojną, jak się zdaje, mające wspólnego, popychani ambicją jednostek i ich chęcią zysku”. Komentując jego przemowy, Tukidydes napisał: „choć więc z imie- nia była demokracja, w rzeczywistości były to rządy pierwszego obywatela”. Jednak starał się być wobec Peryklesa sprawiedliwy, bo dodawał: „Wśród późniejszych przywódców nie było ludzi wybitnych, lecz każdy starał się być Tukidydes, Wojna peloponeska, Czytelnik, Warszawa 1988, s. 107–108. 3 16 Roman Kuźniar pierwszym; dlatego zaczęli schlebiać ludowi, a niekiedy nawet poświęcali dla tego celu interesy państwa”4. I jak dalej pisze grecki historyk, głównym schorzeniem demokracji okazywały się walki partyjne, które wstrząsały państwem i go osłabiały. „Źródłem tego wszystkiego była żądza panowania, dążąca do zdobycia bogactw i zaspokojenia ambicji, a stąd wybuchały rywa- lizacje, wkraczały w grę namiętności. Przywódcy polityczni jednej i drugiej partii posługiwali się pięknym hasłami, mówili o równouprawnieniu wszyst- kich obywateli albo o rządach rozumnej arystokracji, ale w rzeczywistości mówiąc o sprawie ogólnej walczyli między sobą o swe prywatne interesy”5. Łatwo znajdziemy tu analogię do polityki we współczesnej Europie. Niskie instynkty stanowiące paliwo wewnętrznych walk politycznych odnajdziemy w stosunkach pomiędzy greckimi polis. Logika i zasady tych stosunków będą się wywodziły zarówno z in- stynktów rządzących polityką wewnętrzną miast-państw, jak i z konieczno- ści obrony przed presją zewnętrzną. Dlatego rzeczywistością tych stosunków pozostanie przede wszystkim wojna. Pierwsze poważniejsze wojny przyj- dzie Grekom toczyć z potężnym przez pewien czas wschodnim sąsiadem – ekspansywnym imperium perskim. Kolejni „królowie królów”, od Cyrusa i Dariusza w VI p.n.e. poczynając, starali się podporządkować swojej władzy greckie kolonie w Azji Mniejszej i miasta-państwa obszaru pogranicza. Te, buntując się przeciw perskiemu panowaniu, zwracały się o pomoc do Aten, które już wtedy były helleńskim „mocarstwem”. Przełom VI i V wieku upłynął pod znakiem wojen grecko-perskich. Kolejnymi ważnymi wydarzeniami tej epopei będą zdobycie i zniszczenie przez Persów greckiego Miletu (494 r.), porażka wyprawy perskiej przeciw Atenom pod Maratonem (490 r.) oraz bitwa pod Termopilami („Przechodniu, powiedz Sparcie…”, r. 480), w któ- rej ujawniła się helleńska solidarność w obliczu wspólnego wroga, co jednak 4 Ibidem, s. 125. 5 Ibidem, s. 196–197. Tukidydes pisze też, że w tej walce o pierwszeństwo politycy używali wszelkich metod, „odważali się nawet na największe okropności, a w zemście nie oglądali się na prawo ani na interes publiczny,, lecz kierowali się wyłącznie samowolą”. I konkluduje: „Tak więc walki partyjne stały się źródłem wszelkiego rodzaju zbrodni w Grecji”, s. 198. 17 Europa w porządku międzynarodowym nie uchroniło Aten przed zniszczeniem. Zygmunt Kubiak napisze, że od wojen z Persami „zagościł ideał wolności, może raczej niezależności, który przetrwa w Grecji. Była to niezależność poleis, czy to demokratycznych, jak Aten, czy poddanych strukturze twardej dyscypliny, jak Sparty”6. Wspólne zagrożenie kazało Grekom utworzyć wtedy po raz pierwszy koalicję zwaną Związkiem Morskim. Kierowany przez Ateny, był rodzajem systemu wspól- nej obrony, więc klasycznego od tej pory sojuszu, ale też Ateńczycy używali go do umacniania swej przywódczej, niekiedy wręcz hegemonicznej pozycji wobec miast-państw, które weszły w jej skład. Zarazem warto pamiętać, że zdarzały się nierzadkie przypadki przechodzenia greckich miast-państw na stronę Persji, która potrafiła wpływać na ich postawy różnymi sposobami, także za pomocą pieniędzy. Z czasem perskie zagrożenie osłabnie (imperium popadnie w proble- my wewnętrzne) i Grecy będą się mogli zająć sobą. Nie ograniczy się to do literatury, sztuki, igrzysk, kultu bogów czy uprawy winorośli. Grecja wejdzie w ciąg wojen wewnętrznych i zaczepnych walk z sąsiadami oraz bezsensow- nych wypraw, które z czasem ją wycieńczą i będą wydawać na łatwy łup dla zewnętrznego zdobywcy. Pierwszą z nich będzie wojna peloponeska, którą Europa pozna dzięki wyjątkowemu dziełu Tukidydesa, a która nigdy nie sta- nie się dla niej przestrogą. Ze względu na jej długotrwałość (27 lat), bezsens, zniszczenia i okrucieństwo można ją porównać z europejską wojną trzydzie- stoletnią7. Była to wojna między Atenami a Spartą o prymat w Helladzie. I choć obie strony kierowały się przede wszystkim niskimi pobudkami, przyczyna tego konfliktu tkwiła w ambicjach potężniejących Aten, którym nie podobały się silna, niezależna pozycja i ustrój Sparty. Ta druga gotowa była pokrzyżować hegemoniczne plany swojego rywala, demonstrującego arystokratyczno-demokratyczne poczucie wyższości. Opis tej wojny, trafne określenie instynktów i racji stron, które za nią stały, logiki i zasad toczącej 6 Z. Kubiak, Dzieje Greków i Rzymian, Świat Książki, Warszawa 2003, s. 66. 7 Ze względu na cenę trudno uznać sens wojny trzydziestoletniej, jednak poza interesami mocarstw chodziło w niej o wolność religijną (wolność od przymusu określonego wyznania), co było ważne dla późniejszego pokoju w Europie, a czego nie znajdziemy w wojnie peloponeskiej. 18 Roman Kuźniar się walki, konsekwencji i wniosków, które z niej płynęły, dwadzieścia kilka wieków później legną u podstaw realistycznej szkoły myślenia w stosunkach międzynarodowych. Tukidydes kładzie nacisk na „naturę ludzką”, która bierze górę nad prawami i sprawiedliwością i popycha ludzi do złego. Chodzi przede wszyst- kim o interes i korzyść własną, strach przed przeciwnikiem oraz ambicje8. Prymat siły przed prawem – kamień węgielny szkoły realistycznej – został szczerze wyłożony przez poselstwo ateńskie u zarania wojny peloponeskiej. „Nie my pierwsi wprowadziliśmy zasadę siły: zawsze istniała zasada, że słabszy ulega mocniejszemu. Sądziliśmy, że jesteśmy w prawie nadal tak postępować, i wam także się tak wydawało; teraz dopiero, kierując się swo- ją korzyścią, zaczynacie posługiwać się argumentem prawa i sprawiedliwo- ści, którego nikt jeszcze nigdy nie postawił przed argumentem siły i który jeszcze nigdy nikogo nie pohamował w pędzie zdobywczym”. I dalej: „Kto może siłą przeprowadzić swą wolę, nie potrzebuje się w ogóle procesować”9. Ateńczycy nie byli jedynymi, którzy praktykowali i wykładali twarde regu- ły realizmu tamtego czasu (jak dobrze wiemy, obecne również w myśleniu mocarstw na początku XXI wieku naszej ery). Koryntyjczycy, zachęcając swoich peloponeskich sprzymierzeńców do konfrontacji z Atenami, mó- wili: „Pokój bowiem raczej utrwala się przez wojnę, a cofać się przed nią, żeby mieć spokój, nie jest równie bezpieczne”10. Ateńczycy zasłynęli z su- rowego karania sprzymierzeńców, którzy nie chcieli dłużej znosić ciężarów opieki (czyli daniny ściąganej bezwzględnie przez Ateny), a czynili tak po to, aby surowość kary zniechęcała innych do buntu przeciwko hegemonii metropolii pod Akropolem. Niedościgłą klasyką surowego realizmu Aten jest rozumowanie, którym uzasadniali konieczność poddania się ich władzy przez spokojnych mieszkańców wyspy Melos. Posłowie ateńscy wyjaśnia- li, że „występują tu w interesie ich panowania”, lecz chcą zarazem ocalić Melos, „bowiem pragną bez wysiłku objąć nad wami panowanie”. Żądanie 8 9 10 Tukidydes, op. cit., s. 198, oraz K. Kumaniecki w Przedmowie, s. X. Ibidem, s. 46–47. Ibidem, s. 70. 19 Europa w porządku międzynarodowym Aten było proste: chcieli, aby Melijczycy stali się ich sprzymierzeńcami oraz płacili im daninę. Gdy Melijczycy, odwołując się do sprawiedliwości, honoru i wolności, proponowali im przyjaźń i neutralność, Ateńczycy odmówili, ar- gumentując w ten sposób: „Nienawiść wasza nie przynosi nam takiej szkody jak przyjaźń; wasza przyjaźń jest w oczach naszych poddanych znamieniem naszej słabości, podczas gdy nieprzyjaźń oznaką naszej potęgi”. Melijczycy nie ulegli urokowi imperialnej argumentacji i podjęli walkę w obronie swej wolności. Wobec przewagi Aten w końcu się poddali. Ateńczycy wymordo- wali wszystkich mężczyzn, sprzedali kobiety i dzieci w niewolę, a wyspę sko- lonizowali własnymi osadnikami11. Wojna peloponeska, choć okrutna i bezsensowna, stała się przykładem dla przyszłych porozumień sojuszniczych. Sojuszy w tej wojnie zawierano wiele i ciągle od nowa, nie udawało się bowiem długo ich utrzymać, mimo że były zawierane na długie czasem okresy – nawet na pięćdziesiąt lat! Zawarty na taki właśnie czas sojusz Ateńczyków z Lacedemończykami przewidywał wzajemną pomoc w razie zewnętrznej napaści i zobowiązanie, że żadna ze stron nie zakończy wojny z agresorem na własną rękę. Od początku jednak strony sobie nie ufały, a inne miasta-państwa starały się ten sojusz roze- rwać, do czego istotnie doszło po kilku latach, gdy byli już sojusznicy wzno- wili wojnę między sobą. Podobny sojusz – na sto lat – zawarli Ateńczycy nieco później z innymi miastami-państwami Peloponezu. Było to także po- rozumienie o pomocy wzajemnej na wypadek agresji zewnętrznej i zobo- wiązanie do powtrzymania się od szkodzenia drugiej stronie sojuszu. Sojusz opatrzono przysięgą: „Dotrzymam tego przymierza według jego postano- wień, sprawiedliwie, rzetelnie, i nie złamię go ani zdradą ani podstępem”. Poszczególnych klauzuli tekstu i precyzji języka przymierza nie powstydził- by się ani traktat waszyngtoński, ani Układ Warszawski z połowy XX wieku naszej ery12. Jednak również to porozumienie długo nie przetrwało. Takich związków podobnych do sojuszu, w rodzaju bezpieczeństwa zbiorowego czy Ibidem, s. 336–343. Ibidem, s. 301–302 i 316–317. 11 12 20 Roman Kuźniar zbiorowej obrony, sojuszy zaczepnych i doraźnych było w historii Hellady wiele. Niektóre z nich, zwłaszcza te zawierane przez Ateny, umożliwiały wpływ na sytuację wewnętrzną w sprzymierzonych poleis, a przy tym stano- wiły sposób na ściąganie haraczu oraz umacnianie własnej roli przywódczej. Nie tylko w ramach opozycji Ateny–Sparta, ale też w różnych innych kon- stelacjach stałym problemem stosunków pomiędzy miastami-państwami była ich autonomia, utrzymywanie między nimi równowagi, zabiegi o przy- wództwo lub hegemonię13. Sami Ateńczycy nazywali ją nierzadko imperium, „które im się słusznie należy”. Żywiołem tych stosunków, powtórzmy to raz jeszcze, była wojna. O naturze wojen toczonych przez Greków Tukidydes pisze w taki sam spo- sób, jak dwadzieścia dwa stulecia później jej największy teoretyk Carl von Clausewitz. „Wojna bowiem, pisze największy grecki historyk, nie toczy się według z góry przyjętych reguł, lecz sama z siebie, zależnie od okoliczno- ści, wyłania nowe metody walki”14. Grecy staną się mistrzami wojen bez- sensownych, wyniszczających ich samych. Już w czasie wojny peloponeskiej Ateńczycy, chcąc sobie powetować brak sukcesu w konfrontacji z Hellenami z półwyspu, postanawiają ruszyć przeciwko Sycylii. O podjęciu tej wypra- wy zdecydują demokratycznie, łatwo przekonani przez tych, którzy obieca- ją łatwy łup, jaki się przecież imperium „należy”, a przy tym dzięki wojnie Ateny wzmocnią własne bezpieczeństwo. Jakże europejskie argumenty na rzecz wojny wyłożył Ateńczykom Alkibiades, arystokrata i demagog: „Nie możemy też ograniczyć dowolnie rozrostu naszego imperium, lecz skoro już zaszliśmy tak daleko, musimy jednym zagrażać, a drugich nie wypuszczać z rąk, zachodzi bowiem niebezpieczeństwo, że sami dostaniemy się pod obce panowanie, jeśli nie utrzymamy panowania nad innymi”15. Grecja wydała bowiem nie tylko strategów (w wąskim rozumieniu tego słowa), ale przede 13 M.A. Cichocki, Problem politycznej jedności w Europie, PISM, Warszawa 2012, s. 30–35. 14 Tukidydes, op. cit., s. 69. Von Clausewitz pisze, że „Wojna jest istnym kameleonem, który zmienia swą postać w każdym poszczególnym przypadku”. 15 Władimira Putina. Ibidem, s. 356. Rozumowanie Alkibiadesa przypomina także zachowanie prezydenta Rosji 21 Europa w porządku międzynarodowym wszystkim demagogów (w najgorszym znaczeniu), którzy zniszczyli ich de- mokrację. Bogato wyposażona wyprawa sycylijska zakończyła się bezprece- densową katastrofą, co wpłynęło także na ostateczną porażkę Aten w wojnie peloponeskiej. Ateny już się nie podniosą do dawnej wielkości, a powstały zamęt w kolejnych dziesięcioleciach ułatwi przejęcie kontroli nad skłóconą i osłabioną mgławicą greckich poleis przez bliską etnicznie i kulturowo, lecz przecież niezbyt wielką Macedonię. Jej król Filip II niemal bez walki wkro- czył do Hellady, bo Ateńczycy, pomimo świetnych mów Demostenesa, nie byli skorzy do wydatków na obronę ani nie chcieli pomagać tym, którzy byli w pierwszej kolejności zagrożeni przez Macedończyków. Ateny przypomina- ły w tym naszą Rzeczpospolitą ostatnich stu pięćdziesięciu lat jej istnienia. Po Filipie II władzę przejmie jego syn, ulubieniec historyków Aleksander Wielki. Jego wyprawa w głąb Azji (334–323 p.n.e.) – na którą zdobył środki dzięki niemal całkowitemu podbojowi Grecji – była równie bezsensowna i wyniszczająca, co niemal wiek wcześniejsza wyprawa sycylij- ska. Rzekome imperium chorobliwie ambitnego, despotycznego i kapryśne- go władcy, choć i znakomitego dowódcy, rozpadło się bez śladu w kilkana- ście lat po jego śmierci. Na nic nie zdały się nauki pobierane u Arystotelesa ani rzekomo genialne rozcięcie węzła gordyjskiego16. Od tego czasu Ateny stały się prowincją. Rzeczywistość greckich wojen bywała nierzadko wyjątkowo okrutna. Zwycięzcy mogli całkowicie zniszczyć miasto oraz wymordować jego ludność (zwłaszcza mężczyzn – kobiety i dzieci częściej sprzedawano w niewolę). To właśnie dlatego tak zażarcie bronili się przed nimi Sycylijczycy17. Co się tyczy 16 Nie przeszkadzało to Zygmuntowi Kubiakowi, świetnemu skądinąd znawcy starożytności, napisać z właściwą dlań emfazą: „Jakiej to jednak wymagało męki, tak zmienić świat, jak on zmienił”, op. cit., s. 183. A przecież „imperium” Aleksandra to jedynie obszar kontrolowany bezpośrednio przez jego stale przesuwające się wojska. Na to, jak wyglądało panowanie w zdobytej przezeń kolejnej prowincji i obsadzonej przez lokalnego lub macedońskiego satrapę, nie miał żadnego wpływu. Wyprawa Aleksandra nie była też pasem transmisyjnym kultury helleńskiej. To raczej Aleksander ulegał wpływom kultur miejscowych, zwłaszcza perskiej. 17 Jak przemawiał jeden z ich wodzów, aby dodać im determinacji do obrony przed Ateńczykami, „są to nieprzyjaciele, i to najgorsi, wszyscy wiecie: przybyli tutaj, żeby ujarzmić nasz kraj; w razie powodzenia jak najokrutniej obeszliby się z mężami, a jak najhaniebniej z dziećmi i niewiastami, państwo zaś nasze okryliby największą hańbą”. Tukidydes, op. cit., s. 443. 22 Roman Kuźniar własnego bezpieczeństwa, uporczywie ignorowali zarzuty postawione przez Koryntyjczyków sobie samym i swoim sprzymierzeńcom w kontekście ko- alicyjnych zmagań z prącymi do dominacji Atenami: zarzuty braku rozumu, słabości charakteru i niedbalstwa. Lekceważąc te przestrogi, popadali w za- rozumiałość, która zaślepia i przynosi ludziom największe szkody18. Kres greckiego porządku miast-państw przychodzi na przełomie III i II wieku p.n.e., gdy ich związki (koalicje) zwalczające się nawzajem lub też walczące z wrogiem zewnętrznym (nadal Macedonią) wprowadzają Rzym – rosnącą potęgę – w sprawy swojego bezpieczeństwa. Na końcu uczynił to Związek Etolski, który w ten sposób zaprosił Rzym do rozciągnięcia jego panowania nad Grecją, co nie wymagało już wielkich walk. Ostatnim epizo- dem w przemienianiu mikrokosmosu greckich poleis w rzymską prowincję była pacyfikacja Związku Achajskiego (Korynt i okolice) przez siły Rzymu, ok. 150 r. p.n.e.19 Najcenniejsze osiągnięcia greckiej cywilizacji przejmie z wdzięcznością nowa potęga. Grecja, która sama nie mogła tworzyć porząd- ku międzynarodowego (jej mieszkańcy należeli do jednego narodu, wierzyli w tych samych bogów, mieli tę samą kulturę), przekazała przyszłej Europie złe i dobre doświadczenia pluralistycznej, zdecentralizowanej społeczności miast-państw, doświadczenia wojny i pokoju, prób hegemonii i równowa- żących je sojuszy, wielkości myśli politycznej i niskich jej praktyk. Helleński „protoporządek” pozwala mówić o Grecji jako o „proto-Europie”. 2. Przedeuropejskie doświadczenie imperium – Rzym Starożytny Rzym przekazał Europie i jej próbom tworzenia porząd- ku międzynarodowego ideę, instynkt i wzór imperium. Było ono Europie znacznie bliższe w czasie niż „protoporządek” helleński – również dlatego, że w czasach, gdy rodziła się właściwa Europa (imperium Karola Wielkiego), w dalszym ciągu istniało cesarstwo wschodniorzymskie (bizantyńskie). Przykład Rzymu był atrakcyjny ze względu na jego wielkość. Poza tym to Ibidem, s. 69–70. 18 19 Z. Kubiak, op. cit., s. 303–306; M.A. Cichocki, op. cit., s. 42–43. 23 Europa w porządku międzynarodowym na jego obszarze rozwinęło się chrześcijaństwo – najpierw bezwzględnie zwalczane, potem dopuszczone do legalnego istnienia, aż wreszcie uczynio- ne religią oficjalną. Proces przeradzania się Rzymu w imperium trwał dłu- go – choćby ze względów technicznych nie mogło się to dziać szybciej. Nie zainspirował go też żaden imperialny zamysł czy ideologia, choć instynkty imperialne (chęć podboju nowych ludów i obszarów) wykazywali niektórzy rzymscy cesarze, wcześniej konsulowie. A jednak Rzym był imperium w czy- stej postaci i próbowano je odtworzyć w Europie, kiedy już ona sama, także dzięki Rzymowi, stała się bytem polityczno-terytorialnym świadomym swej tożsamości. Przez kilka pierwszych wieków swego istnienia (niezależnie od tego, jaką datę i jaką legendę przyjmiemy za początek) Rzym budował swój pry- mat w Italii, czyli na własnym podwórku, w V–III wieku p.n.e. Następnie jego ekspansję prowokowało sąsiedztwo – greckie kolonie na półwyspie oraz wołanie o protekcję z samej Hellady. Podobnym wyzwaniem był spór z Kartaginą o grecko-italską Sycylię, który zapoczątkował kolejne wojny pu- nickie (razem trzy). Z północnej Afryki przez Hiszpanię i Alpy przybył w są- siedztwo Rzymu sam Hannibal, aby powstrzymać wzrost rywala do domi- nacji w zachodniej części Morza Śródziemnego. Zwycięstwo nad zaczepną Kartaginą w III wieku p.n.e. oddało Rzymowi panowanie nad tym regio- nem. Przejęcie „masy spadkowej” po Grecji, aż po Azję Mniejszą, oraz Afryki Północnej i północnego wybrzeża Morza Śródziemnego niespodziewanie uczyniło Rzym panem tego rozległego akwenu i w II wieku p.n.e. zbudziło apetyt na więcej. A wszystko to działo się jeszcze w czasach republiki, kiedy konsulowie byli pod kontrolą senatu. Pomimo wojen domowych pomiędzy ambitnymi zarządcami poszczególnych prowincji i dowódcami legionów, a także powstań niewolników (Spartakusa), Rzym I wieku przed naszą erą nie traci zdobywczego impetu. Dla przyszłej Europy największe znaczenie miał podbój Galii, któ- rego dokonał rzymski Aleksander Wielki, czyli Juliusz Cezar, w połowie I wieku p.n.e. Jego podboje różniły się od wyprawy Macedończyka tym, że przyłączał on podbite ludy i obszary do metropolii, stawały się one zatem 24 Roman Kuźniar częścią imperium, zaczynały podlegać jego władzy, kulturze, prawu i admi- nistracji. Jeszcze sam Juliusz Cezar dołączył do imperium pozostałą część Iberii, trochę Afryki Północnej; podobnie uczynił jego następca Oktawian August, który poszerzył granice Rzymu w Europie, Afryce Północnej i Azji Mniejszej. Imperium będzie się rozciągać od Zatoki Perskiej po Słupy Herkulesa (Cieśnina Gibraltarska), od Egiptu po kanał La Manche oraz li- nię Renu i Dunaju. Najważniejsze okażą się podbój i przyłączenie Galii, bo tam gen Europy się przechowa i odrodzi w postaci pierwszego europejskie- go imperium – państwa Karola Wielkiego. Ani Grecy, ani Rzymianie nie uważali się za Europejczyków, a sam termin „Europa” miał znaczenie wy- łącznie geograficzne i dotyczył północnego wybrzeża Morza Śródziemnego, w odróżnieniu od wschodniego (Azji) i południowego (Afryki)20, a wszystkie trzy części stanowiły całość jednego imperium (w postaci jego kilkunastu prowincji). Model imperium takiego jak rzymskie mógł być w średniowiecznej Europie atrakcyjny, jeśli chodzi o epokę od Oktawiana Augusta (27 r. p.n.e. – 14 r. n.e.) przez Wespazjana po rządy Trajana i Hadriana na przełomie I–II wieku n.e. To czas wielkości Rzymu, nawet pomimo przejściowych szaleństw Kaliguli i Nerona. Pax Augusta był okresem dostatniego pokoju, władzy powściągliwej oraz dbającej o stabilność, bezpieczeństwo i zrówno- ważony dobrostan obywateli; terytorium poszerzano nie w drodze krwa- wych podbojów, a przez kombinację soft power i – owszem – wojska, któ- re głównie reagowało na napór barbarzyńców i przesuwało granice, aby wzmocnić bezpieczeństwo już istniejącego obszaru imperium. Sam „boski” August wolał zwać się odnowicielem Rzymu (dał mu liczne budowle, a tak- że odnowił i rozwinął infrastrukturę) po okresie wojen domowych, których sam zresztą był stroną; na szczyt doszedł po pokonaniu Marka Antoniusza, z którym wcześniej współtworzył triumwirat21. Przydomek Ojca Ojczyzny (Pater Patriae) był jak najbardziej zasłużony. Po trwającym niemal dwa 20 Termin „Europa” pojawia się wtedy, to znaczy między II w. p.n.e. a II n.e., w pracach kilku geografów i historyków, m.in. u Polibiusza, Strabona i Klaudiusza Ptolomeusza. 21 Z. Kubiak, op. cit., s. 435–483. 25 Europa w porządku międzynarodowym wieki rozkwicie przychodzi długotrwały kryzys – degeneracja sposobów rzą- dzenia, upadek cnót republikańskich, wzrost roli pasożytniczej arystokracji, brak dbałości o własną produkcję, zwłaszcza rolniczą, postępujące wylud- nienie, konieczność sięgania po tanią siłę roboczą, żołnierzy i produkty z ze- wnątrz. Imperium żyło jeszcze przez jakiś czas z nagromadzonego wcze- śniej bogactwa. Reformy Dioklecjana na przełomie III–IV wieku zdawały się przywracać wigor i świetność imperium, jednak na krótko. Po tym jak w 395 r. Teodozjusz dzieli cesarstwo formalnie na dwie części – faktycznie ten podział powstał znacznie wcześniej, przynajmniej za Dioklecjana – jego zachodnia część (zalążek przyszłej Europy) nie utrzyma się nawet przez sto lat, pomimo wieków historii. Już w 476 r. germański dowódca Odoaker oba- li w Rzymie ostatniego cesarza, a jego koronę odeśle do Konstantynopola i sam zostanie królem Italii. Słabości imperium rzymskiego otworzyły drogę napierającym z zewnątrz barbarzyńcom, którzy pragnęli się nacieszyć stwo- rzoną przez nie cywilizacją, lecz nie potrafili jej utrzymać, ponieważ nie byli w stanie przyswoić sobie jej kodu kulturowego, jej państwowego etosu. Rzym jako imperium swoją wielkość zawdzięczał świetnej organizacji władz i przestrzeni, nad którą panował. Przypomnijmy, że najpierw przez kilka stuleci był republiką, ale nawet kiedy stał się cesarstwem, utrzyma- ło się wiele z jego republikańskich urządzeń. Poszczególne instytucje jego ustroju długo zapewniały zupełnie sprawne jak na owe czasy funkcjonowa- nie rzymskiej republiki. Chodzi o zgromadzenie (przedstawicielstwo ludu), wyrażające swoje opinie, a niekiedy podejmujące decyzje, senat gromadzący wybitniejsze osobistości (uprawnienia doradcze, także legislacyjne), urzęd- ników i urzędy wykonawcze (konsulów, prokonsulów), sądownictwo, czyli pretorów, cenzorów o wielorakich funkcjach (także gromadzących dane sta- tystyczne), ekwitów, również zajmujących się różnymi kwestiami (od han- dlu po podatki), trybunów ludowych – rzeczników praw i opinii ludu. Były to funkcje wybieralne i rotacyjne, i co ważne, mogli je sprawować ludzie wywodzący się z najniższych stanów. Podobnie było zresztą z cesarzami, którymi najczęściej zostawali odnoszący sukcesy dowódcy wojskowi. Obok organizacji i wyższości cywilizacyjnej to właśnie wojsko stanowiło podstawę 26 Roman Kuźniar
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Europa w porządku międzynarodowym
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: