Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00398 011399 10766728 na godz. na dobę w sumie
Europejczyk? - ebook/pdf
Europejczyk? - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 513
Wydawca: Ridero Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-8104-979-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

W Tomie pierwszym, drugim, oraz trzecim autor bez użycia jakiegokolwiek „makijażu” przedstawia te faktyczne zdażenia, w których i on uczestniczył. W Tomie drugim autor opisuje swoje wrażenia z okresu początkowego pobytu na całkowicie obcej mu ziemi, wśród nieznanych mu ludzi, w oczekiwaniu na znalezienie sobie pracy.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

ISBN 978-83-8104-979-5 Motto II : Nasze życie jest krótką chwilą snu,w czasie którego doznajemy wielu zwątpień,wielu cierpień i niekiedy zaledwie kilku chwil radości. Johannes Janusz Erdmann Drugi i trzeci Tom Europejczyka ? – dedykuję mojej Żonie – Helenie. Na dobre i na złe.W zdrowiu i w chorobie,przez to nasze wspólne i niełatwe życie,zawsze podążaliśmy razem.Zarówno w okresach trwania naszych radości, jak i wówczas,gdy ogarniał nas smutek czy zwątpie- nie,to również byliśmy zawsze razem. Czy to nie jest piękne?Czy to nie jest wspaniałe? Właśnie za to wszystko Ci dziękuję. Mojej kochanej Żonie Helenie - Johannes Janusz Erdmann Spis treści: Życiorys Motto II,oraz dedykacja. Wstęp (strony od 1 - 5) Rozdział I - Wyjazd do Niemiec – do Kraju moich Przodków................9 - 60 Rozdział II - Na swoim .........................................................................60 - 79 Rozdział III - U Anglików.....................................................................79 - 136 Rozdział IV - Arbeitslos,czyli bezrobotny...........................................136 - 185 Rozdział V - Nie słodki zakład pracy.................................................185 - 354 Rozdział VI - Mobbing – czyli psychoterror..................................... .354 - 504 Załączniki i zdjęcia..............................................................................504 - 508 Wstęp - 1 - Już od najmłodszych lat będąc pod wrażeniem tych przeze mnie przeczytanych książek,marzyłem o pisaniu.I muszę powiedzieć,że pomysłów nigdy mi nie brakowało,lecz niestety,ale te moje pomysły czyli tematy,wydawały mi się takie jakieś sztuczne i niezbyt prawdziwe.Ponieważ ja myśląc wówczas o pisaniu,uważałem,że sposób przeka- zywania ich treści,powinien polegać na prawdzie.A już szczególnie tych,które by miały dotyczyć pewnych osób,oraz ich zdarzeń.Inaczej mówiąc,tych faktycznie z zycia wziętych.Nie mam tu oczywiscie na uwadze twórców parających się poezją czy fantastyką.Jako,że oni,zawsze ciesząc się ogromną popularnością,to potrafili na swój sposób fascynować ludzkość już niemal od zarania jej dziejów.Bowiem oni,dzięki swojej fantazji,potrafili przele- wać na papier,również i takie wydarzenia,które zostały wydumane przez nich samych.Ponieważ w tym okresie czasu,w którym oni żyli,to można by powiedzieć,że życie toczyło się jednostajnym rytmem. Stąd też ci wielcy twórcy,dosyć często uważali za stosowne,aby właśnie dzięki swojej fantazji,(wykorzystu- jąc przy tym i inne możliwości),móc przekazywać swoim czytelnikom swoje myśli,być może,że w celu przyozdobie- nia,jak i ubarwienia tego dotychczasowego monotonnego życia?Być może,że z tego też powodu, znajdujemy się w posiadaniu tak obfitych zbiorów tej niesłychanie cieka- wej,radosnej i nierzadko przygodowej twórczości,która potrafiła nas doprowadzać zarówno do głębokiej zadumy, jak i do fascynacji. - 2 - Natomiast ja,w przeciwieństwie do tych wybitnych,staram się w mojej książce przekazać prawdziwy obraz wydarzeń człowieka urodzonego w Plsce,który dzięki swojemu prze- znaczeniu,dotarł do Kraju swoich Przodków.Podobnie jak wszyscy z nas to czynią,tak i ja,bardzo często powracam pamięcią do wspomnień z okresu moich dziecięcych lat. Jednak nie przypuszczałem,że moja pasja pisania,czyli ta moja przygoda pisarska,rozpocznie się w miejscu,jak i w czasie,zupełnie przeze mnie nieoczekiwanym!Bowiem w tej chwili,w której ja nanosiłem na kartki papieru swoje przeżycia,to absolutnie nie przypuszczałem,że to prawie całe moje naniesione na te kartki życie,będzie stanowiło zaczątek czegoś nowego.To znaczy czegoś,co jeszcze wówczas nie posiadało swojej określonej nazwy.Inaczej mówiąc,to czegoś,o czym jeszcze w tym czasie,najwybit- niejsi politycy (być może,że nie mieli tej odwagi?),by ujawnić tą prawdę o tym,co się w tym czasie (w sposób szczególny w Polsce) rzeczywiście działo. W owym czasie,(1987r.)w Europie panował niesamowi- ty haos!Właśnie ja,w okresie tych politycznych zawirowań, postanowiłem się przenieść nieco dalej na Zachód po to,by móc poznać nieco bliżej ten Kraj,w którym kiedyś moi Przodkowie przybyli na świat.Zakładając,że nikt z Aussiedlerów*dotychczas z tego okresu ich życia nie napisał swoich wspomnień,to tym samym uważałem, że ja będę miał prawo być tym,który jako pierwszy dla potomnych pozostawi pewną garść informacji,które być może,że przez czytelnika mojej książki zostaną przyjęte jako interesujące.Jeśli by się okazało,że z grona Aussiedlerów już ktoś napisał swoje wspomnienia,(które przyjęło się nazywać„autobiografią”) i które okażą się po- *Aussiedler – przesiedleniec,lub wypędzony. - 3 - dobne do tych,które ja pozwoliłem sobie zaprezentować, to oczywiście,że z tego powodu nie będę się czuł na niko- go zagniewany.Bowiem wówczas znajdziemy potwierdze- nie na to,że życie jednostki ludzkiej jest podobne,(ale tyl- ko podobne do tej drugiej jednostki),z tym jednak zastrze- żeniem,że zawsze coś je od siebie będzie różniło. Tym sposobem możemy dotrzeć do interesującego określenia pojęcia prawdy (jeśli prawda jako taka w ogóle istnieje?).Wielu znanych myślicieli i filozofów napisało szereg rozpraw na temat prawdy,dzieląc ją na poszczegól- ne cząstki.Być może,że gdyby to było możliwe,to ta praw- da z pewnością została by przez nich podzielona,również i na cząsteczki.Znane są nam takie prawdy jak: prawda względna,prawda absolutna,czy też cały szereg innych prawd..... Ze swej strony uważam za stosowne w tym miejscu zaapelować do tak zwanych „światłych umysłów”,którzy jak wiemy,to w tej Epoce,w której żyjemy,dysponują zna- komitym„warsztatem poznawczym“,by jednak zechcieli poświęcić nieco więcej uwagi i czasu na poszukiwanie przyczyn powstawania wszelkiego zła,którym w przeci – wieństwie do prawdy jest kłamstwo.Jako,że właśnie z kłamstwa rodzi się wszelkie zło!I co ciekawe,że do tego „kłamstwa”wystarczy„tylko”dołączyć stosowny wyraz,po- przez który otrzymamy już zupełnie nowe pojęcie pod nazwą: kłamstwa względnego,kłamstwa absolutnego,czy też przeróżnego rodzaju innych kłamstw......... Być może,że nie wszyscy z nas zdają sobie,z tego sprawę,że właśnie kłamstwo jest tym czynnikiem,który powoduje i wywołuje te wszystkie nieszczęścia,te ustawi- czne wojny i tragedie,które mają miejsce na naszej Ziemi. Jednym słowem,to wszelkie zło,które nam towarzyszy już - 4 - od zarania naszych dziejów,to możemy„zawdzięczać“te- mu istniejącemu kłamstwu!Można by nawet i tak powie- dzieć,że młodszym bratem kłamstwa,to będą te tak nam wszystkim doskonale znane inne zła,które niweczą naszą ludzkość.Do nich możemy zaliczyć wszelkiego rodzaju knowania,intrygi,podjudzania,oraz wszelkiego rodzaju rozboje,kradzieże konflikty rodzinne,zbiorowe bójki.I niestety,ale dopiero z chwilą ich ujawnienia się,dopiero wówczas dostrzegamy tą drzemiącą w nas agresję! I co ciekawe,że te wyżej przeze mnie wymienione przy- mioty,których jesteśmy nosicielami,w miarę upływu czasu potrafiły wypracować nieco szersze pole swego działania! Stąd też,tak by można powiedzieć,że nieodłącznymi towa- rzyszami naszej niedoli,są nieustannie trwające wojny,! Przeróżne są ich przyczyny.Dawniej,wybuchały one mię- dzy innymi z powodu różnic wyznaniowychPrzy czym,nie należy zapominać o I-szej i II-giej wojnie światowej!Jak wiemy,po jej zakończeniu,został dokonany podział Euro- py,w efekcie którego,został zapewniony pokój,który trwał do 1991 roku.Od tego czasu w Europie,rozpoczęła się krwawa wojna domowa w byłej Jugosławii!Czy i w tym miejscu,nie należy (i to nie tylko sobie) zadać następujące pytania: W imię czyich i jakich prawd,ci ludzie tam na Bałkanach się mordują i giną?Jakie to„prawdy“im przyświecają?W minionych epokach byli już tacy,którzy w sposób szczególny wypowiadali się właśnie na temat prawdy.W celu nieco głębszego jej poznania,z pewnością można by powiedzieć,że: „Większość ówczesnych myślicieli znajdowała wartość i zarazem kryterium wartości wiedzy w jej niezmienności.Wiedza naprawdę wartościowa - to wiedza stała,niezmienna,pełna.Tak sądzili Pitagoras, - 5 - Parmenides,Zenon z Elei,Sokrates, Platon;Tak też sądzili sceptycy:Pyron,Ksenofanes Georgiasz.Ale przyjmując,że tylko wiedza absolutna jest wartościowa odmawiali oni tym samym wszelkiej wartości wiedzy zmysłowej,która jest zmienna,a wiec niepewna i zawodna.Taki kierunek w poszukiwaniu wartości wiedzy wyrastał z oderwania nauki od praktyki i doświadczenia,a jednocześnie to oderwanie i przeciwstawienie pogłębjał”. Opisując pojęcia prawdy względnej i absolutnej - Zdzisław Cackowski w książce zatytułowanej - „Główne zagadnienia i kierunki filozofii ,między innymi pisze: „Przytłaczająca większość twierdzeń sformułowanych przez naukowców różnych epok i uznawanych w swoim czasie za prawdziwe,uległa z czasem mniejszym lub większym modyfikacjom,a w wielu przypadkach nawet całkowitej negacji.Ta zmienność wiedzy jest najogólniej- szym wyrazem względności prawd formułowanych przez naukę.Źródła względności naszej wiedzy są dwojakie.Po pierwsze,przyczyną zmienności pewnych prawd nauko – wych jest zmienność samego przedmiotu,o którym orzeka- ją to czy tamto jakieś twierdzenia.Najlepiej chyba prawdę tę rozumieją historycy“- powiada Zdzisław Cackowski.I dalej: „Twierdzenia prawdziwe w odniesieniu do społe- czeństw żyjących w dawnych epokach,bardzo często tracą swoją moc w odniesieniu do społeczeństw współczesnych. Względność prawdy w tym przypadku,polega na tym,że ma ona ograniczony zasięg,że ważna jest w określonych ramach czasowych i traci swą wagę poza tymi ramami“.I dalej: „Nasza wiedza na temat atomu od czasów Demo- kryta do wieku XX zmieniała się wielokrotnie i ciągle jeszcze tym zmianom podlega.Ale przecież poprzez wszy- stkie zmiany,jakim była poddawana atomistyka,ciągnie się - 6 - nieprzerwanie pewien stały motyw,pewna wiedza trwała nie zmieniająca się.Tym trwałym elementem atomistyki jest twierdzenie o nieciągłości materii.Przytoczmy w tym miejscu jeszcze inny przykład,który potwierdza zmienności naszych wcześniejszych ustaleń i prawd.Jakże istotnym zmianom poddawana była nasza wiedza o ruchu Słońca względem Ziemi:„Słońce porusza się względem Ziemi - głosił Heliocentryzm Ptolemeusza : „Ziemia po- ruszasię wz ględem Słońca .Oto wynik rewolucyjnych do- ciekań Kopernika.„Słońce i Ziemia poruszają się wzglę- dem siebie”mówi współczesna teoria względności.Przyto- czone przykłady świadczą chyba wystarczająco o tym,że w prawdach względnych istnieje jakiś element trwały,że w dotychczasowej historii nauki można znaleźć takie prawdy,które ostawały się mimo wszelkich zachodzących zmian”. Podążając za tego rodzaju tokiem myślowym o prawdach względnych,można by powiedzieć,że zawsze i wszędzie,w każdej okoliczności bez obawy popełnienia najmniejszego błędu,lub nietaktu,możemy wyrazić własny pogląd słowami: „że wszystko jest względne”.Dochodząc do pojęcia względności(w szerokim tego słowa znaczeniu) to ja właśnie tą drogą pragnę przekazać moje przez mój los ubarwione życie!W mojej książce są zawarte te zdarze- nia,które wydarzyły się faktycznie.Stąd też,w mojej auto- biografii,(w której występuje ogromna liczba osób),zostały zawarte moje własne przeżycia i wydarzenia. Oczekuje,iż Czytelnik po przeczytaniu mojej książki potrafi sam dokonać odpowiedniej selekcji moich „boha- terów”.To znaczy,że potrafi w sposób zgodny z kryteria- mi,które zostały zaaprobowane przez cywilizowany świat ich określić według własnego uznania..... - 7 - Na zakończenie,jeszcze jedno słowo o„prawdzie“.Otóż niezaprzeczalną prawdą jest to,że wkroczyliśmy w nową Epokę,w czasie której być może doczekamy się połączenia Europy!W chwili gdy piszę te słowa,wiadomym nam już jest,iż jednostką monetarną jest„Euro“!Nie posiadamy jednak jeszcze tego„spoiwa“,którym byśmy mogli połą- czyć nasze wspólne (europejskie) cele i aspiracje.Jak wiemy,to Stany Zjednoczone (USA) dążąc do połączenia wszystkich Stanów,zmagały się z tym„lepiszczem“prawie przez ponad 200 lat?Być może,że uda nam się stworzyć to, (co od początku tych działań miało mieć na celu,to znaczy,utworzenia w przyszłości Stanów Zjednoczonych Europy)?Być może,że my,w przeciwieństwie do Ameryki (USA),potrafimy je utworzyć w nieco krótszym czasie?I być może,że dopiero wówczas przestaniemy zwracać uwa- gę na nasze pochodzenia?Na nasz język?Być może,że wreszcie od tego czasu przestaniemy zwracać uwagę na to,co posiadamy w naszej krwi?I być może,że wówczas wszyscy mieszkańcy Kontynentu Europejskiego,rzeczywi- ście będą sobie równi?Nie przypadkiem w tym miejscu o tym przypominam,że każdy z nas i to bez względu na pochodzenie i zabarwienie skóry,posiada w swojej krwi osocze,oraz krwinki (erytrocyty,leukocyty i trombocyty).A zatem,starajmy się pamiętać o tym,iż zawartość naszej krwi,nie może i nie powinna być nosicielem wszelkiego zła.Ponieważ wszyscy ludzie zamieszkujący naszą Planetę posiadają te same jej składniki!Być może,że z chwilą uświadomienia sobie tej prawdy,wówczas dojdziemy do wniosku, że staniemy się po prostu „Europejczykami”! Oczywiście,że zdaję sobie z tego sprawę,iż dzieje moje- go życia,w zasadzie nie różnią się niczym szczególnym od setek i tysięcy moich współplemieńców,którzy podobnie - 8 - jak i ja zamieszkują Europę.Niemniej jednak,przystępując do pisania mojej książki,uważałem za słuszne i celowe,by nanieść na kartki papieru te zdarzenia,które by mogły się przyczynić do uwiecznienia rzeczywistych faktów i wyda- rzeń,które nieustannie mi towarzyszyły. Osobiście uważam,że ta książka,w przeciwieństwie do innych (jakże chodliwych książek!),być może,że ku utrapieniu co niektórych Czytelników,nie zawiera żad- nych,ale to żadnych wiadomości,mówiących o seksie,czy pornografii.Być może,że ta książka,właśnie z tego powodu nie spotka się z aż tak wielkim zainteresowaniem?Jak już nieco wcześniej o tym wspominałem,to ta książka,zawiera faktyczne zdarzenia człowieka,którego przeznaczeniem było dotarcie z Polski do Niemiec,do Kraju swoich Przod- ków.Z uwagi na wydarzenia,które w międzyczasie miały miejsce w Europie,a w sposób szczegolny na Bałkanach,to z pewnością już w niedługim czasie zaczną się ukazywać książki,z treści których będziemy się mogli dowiadywać o losach tych,którzy zostali dotknięci tragedią kolejnych wojen.I z pewnością będą w nich ujęte kolejne ludzkie losy.To będzie znaczyło,że będziemy się jedynie dowiady- wali o pewnych szczegółach prawdy z życia wziętej.Być może,wszyscy ci,którzy będą ich autorami,to z pewnością zechcą właśnie w ten sposób,to znaczy podobnie jak i ja, przyczynić się do przekazania tej nagiej i brutalnej prawdy, o zrębach tej tworzącej się wciąż w bólach,wspólnej Euro- py,oraz jej przyszłych,(lecz niestety,ale nie przez wszyst- kich przywódców państw europejskich),chcianych – Euro- pejskich Stanów Zjednoczonych. - 9 - ROZDZIAŁ I WYJAZD DO NIEMIEC-DO KRAJU MOICH PRZODKóW. Wydawać by się mogło,że jazda pociągiem,jest niczym in- nym,jak tylko przemieszczaniem się z jednego miejsca w drugie.I z pewnością tego rodzaju rozumowanie można by przyjąć jako słuszne.Jednak w naszym przypadku,pociąg którym my w dniu dzisiejszym przemierzaliśmy naszą za- mierzoną odległość,przekraczał również i inną berierę. Nie,ależ nie!Proszę nie myśleć,że nasz pociąg pędził z aż tak zawrotną prędkością,żeby w tym momencie ktł- kołwiek z nas by miał myśleć o barierze dźwiękowej.Bo- wiem nasz pociąg,przemieszczając się zarówno w swoim czasie,jak i w przestrzeni,przekraczał „coś”,co stworzyli ludzie,którzy w celu odgrodzenia się od siebie,zbudowali taką„barierę”,lub jak kto woli„to”nazwać,to taką przegro- dę,,którą przyjęto nazywać„żelazną kurtyną .Znaleźli się również i tacy,którym ona nie wystarczała.Stąd też,oni postanowili się odgrodzić od swoich najbliższych sąsia- dów,(a prawdę mówiąc,to od bliskich sobie i nierzadko krewnych),murem,który przeszedł do historii i znany jest pod nazwą „Berlińskiego muru“! Oczywiście,że budowanie murów,nie stanowi wielkiej nowości.Ponieważ znane są nam przecież,nie takie mury! Bo zaraz w tym miejscu można by zapytać,czym,był w owym czasie „Mur Berliński wobec słynnego Chińskiego muru?Mur Berliński,odgradzał i dzielił miasto Berlin na dwie części.Natomiast mur Chiński wzniesiony w VI - III w. pne.został zbudowany między innymi w tym celu,by strzegł przed najazdami plemion koczowniczych.Była to budowla gigantyczna!Wystarczy wspomnieć,iż mur ten miał długości około 2400 km,(a są tacy,którzy twierdzą,że - 10 - jest o wiele dłuższy)i od 4-16 m wysokości,oraz od 4-8 me- trów szerokości.Posiadał również liczne bramy i wieże. Czym,że był wobec niego ten wątły,ale za to wszystkim znany„Mur Berliński ?Jednak,jak się nieco później okaza- ło,to mur Berliński pomimo,że nie mógł się poszczycić swoimi gigantycznymi wymiarami jak mur Chiński,to jednak i on potrafił na swój sposób przejść do historii! Jak wiemy,wszystko co człowiek wymyśla,ma pewne za- stosowanie,ale tylko w pewnym określonym czasie,oraz w określonych warunkach,które jak wiemy,ulegają częstym zmianom.Wprawdzie„żelazna kurtyna zdążyła już opaść, a zmiany zachodzące i to zarówno w świecie jak i w Euro- pie potrafiły doprowadzić do częściowego otrzeźwienia umysły co niektórych dostojników sprawujących władzę w poszczególnych krajach,to jednak mimo wszystko,ta panu- jąca„atmosfera“(i to nie tylko w Europie), była w dalszym ciągu niepokojąca!Od dawna mówiomo,że zakończył się okres „zimnej wojny .Jednak nie wszędzie, zdawano sobie sprawę,z sytuacji jaka powstała,(po tak przeze mnie naz- wanej)Drugiej Wiośnie Ludów,która pojawiła się w Euro- pie i której inspiratorem okazał się ruch Solidarności w Polsce W samej Polsce,przecież jeszcze w dalszym ciągu władzę sprawowali,(o czym już wspominałem) tak zwani „Budowniczowie Socjalizmu .Chwiał się i rozpadał ten ich aparat władzy!Niemniej jednak,oni wycofując się na z góry upatrzone pozycje,nie nosili się absolutnie z zamia- rem kapitulowania!Pod wpływem wydarzeń,które miały miejsce w Polsce,oraz i w innych krajach „Obozu socjali- stycznego“,to ci jeszcze będący przy władzy,w celu rato- wania (między innymi i swoich stołków),przystępowali do próby przeprowadzania reform. - 11 - W Czechosłowacji,już nie po raz pierwszy powiało „wol- nościowym wiatrem”!Jak pamiętamy,to okres tak zwnej „Praskiej Wiosny“zakończył się niepowodzeniem.W tym czasie Węgry,jak zawsze,tak i tym razem,wiedziały kiedy i w jakim momencie należy podjąć odpowiednie działania, by móc się wyzwolić z pod„opiekuńczych“skrzydeł Zwią- zku Radzieckiego.W Rumunii wrzało,w wyniku czego,do- prowadzon do „zdetronizowania rodziny Ceausescu!Jedy- nie NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna),która w dalszym ciągu tkwiła w swojej zachowawczej postawie,w sposób niezmienny podtrzymywała swoje stanowisko,gło- sząc„prawdy socjalistyczne“jednocześnie rugowała u sie- bie przejawy jakichkolwiek ruchów wolnościowych. W samym Związku Radzieckim,pod przywództwem ówczesnego Sekretarza Generalnego KPZR Michaiła Gor- baczowa następowały również pewne zmiany,które prze- biegały niestety,ale w sposób pełzający. Powróce jednak do chwili naszego rozstawania się z naszymi najbliższymi,oraz do pociągu,który nas obecnie wiózł.Po względnym uspokojeniu się i po doprowadzeniu naszego stanu psychicznego do częściowej równowagi,za- częliśmy się rozglądać po przedziale?Na pierwszy rzut oka,nie trudno się było tego domyśleć,że naszymi współ- pasażerami,byli ludzie,którzy tylko sobie wiadomym spo- sobem otrzymali zezwolenie na odwiedzenie RFN-u?I nie zadając już sobie pytania w rodzaju: - Czy oni tam jadą w celu odwiedzenia „bliskiej rodziny“?Czy też być może,w celu dotarcia do RFN-u,aby już tam móc pozostać na zawsze?Gdzieniegdzie,słychać było wątek mowy polskiej? Natomiast po walizkach i po widniejących na nich napi- sach można było i to w sposób bezbłędny stwierdzić,że prawie wszyscy z tego przedziału,jadą w jednym kierunku - 12 - i zdążają do tego samego celu,którym był Friedland!Nasz pociąg w dalszym ciągu mknął niczym rączy rumak na Zachód!Natomiast my jeszcze nie byliśmy w stanie zebrać swoich myśli.Nie wiedzieliśmy jeszcze czy teraz,czy właś- nie teraz mamy się cieszyć z tego powodu,że wreszcie nam się udało spełnić nasze zamierzenia i tym samym,mieć w tej chwili to na uwadze,że jesdziemy gdzieś w nieznane do RFN-u?Czy też mamy płakać z tego powodu,że z upły- wem każdej chwili,coraz bardziej oddalamy się od naszych bliskich?No tak,ale my przecież jedziemy w nieznane,to znaczy,że jedziemy tam,gdzie na nas nikt nie czeka! Minęliśmy polską granicę.Krótka odprawa.Patrząc przez okno widać było pracowników służby granicznej i to na- wet z psami?To byli ci z NRD.W wagonie kontrola pasz- portów i przy tym,wnikliwe spojrzenie w paszport i jeszcze raz dokładne spojrzenie w oczy i porównanie ze zdjęciem? Takiego przeglądu,wspólnie dokonywali pracownicy służ- by granicznej ze strony NRD,jak i ze strony Polskiej. Po zakończeniu kontroli paszportowej,jechaliśmy przez NRD.Na korytarzu zrobiło się ciasno!Wśród tych nagle nie wiadomo skąd przybyłych pasażerów,widać było wielu wojskowych młodych chłopaków,w rozmamranych mun- durach,którzy byli pod wpływem alkocholu.Bardzo dużo osób przewoziło dosyć ładne koszyki,które były wykonane z wikliny!Widocznie ci ludzie wieźli ten „towar” gdzieś na handel?Za oknami było już zupełnie ciemno.A pociąg nieustannie pędził przez te czarne czeluście. W przedziale,z chwilą przekroczenia granicy NRD,w zachowaniu się naszych„współtowarzyszy niefoli”nastąpi- ła nagła zmiana?Bo nagle,oni wszyscy zaczęli rozmawiać jak gdyby po niemiecku? - 13 - Spojrzeliśmy z żoną po sobie i poczuliśmy się w tym momencie tak jakoś trochę dziwnie?Z pewnością ten ich niemiecki język,nie był tym językiem,jakim by należało się posługiwać,ale jak to po „polskiemu mówiono„nie kalecz mowa polska ,tak i w tym przypadku,nasi współpasażero- wie tak właśnie mówili.My w dalszym ciągu rozmawiali- śmy ze sobą po polsku.Przecież języka niemieckiego nie znaliśmy na tyle dobrze,aby się nim móc posługiwać.Stąd też ci rozmawiający po niemiecku,od czasu do czasu spo- glądali na nas,tak jakoś z ukosa?Ale my z tego powodu nie czyniliśmy sobie żadnych wyrzutów.Ja umiałem (po niemiecku) mówić „ja (czyli tak)„nein ,(czyli nie) i zna- łem jeszcze kilka innych wzrazów.Rozumiałem za to wiele,a nawet bym powiedział,że bardzo wiele!Nie wiem skąd mi to przychodziło?A być może,że wiedziałem skąd? Jeśli ktoś do mnie mówił po niemiecku(właśnie po nie - miecku),ale bez żadnych naleciałości,to znaczy,w tak zwa- nym języku„Hochdeutsch“,to ja wówczas dosłownie,że (prawie) wszystko rozumiałem.Być może,że ja wówczas byłem na podobnym etapie znajomości języka niemieckie- go,jak moja Mamusia,która w momencie,w czasie którego starała się mówić po niemiecku,to tak mówiła:-„Ich alles ferstehe,bloß ich kann nicht gut sprechen”.Stąd też,to co słyszałem w przedziale,stanowiło w moim pojęciu,swojego rodzaju improwizację niemieckiej mowy!W większości,od- bierałem to raczej jako mowę,którą w Polsce posługują się mieszkańcy regionu Górnego Śląska i Opolskiego. I my wsłuchani w te ich rozmowy,późną nocą dotarliśmy do jakiejś widocznie większej stacji,której nazwy nieste- ty,ale już nie pamiętam.Nasz pociąg na tej stacji,stał bar- dzo długo.I właśnie tutaj ci ludzie z korytarza naszego wa- gonu w ciemnościach nocy znikali z tymi koszami. - 14 - Po pewnej chwili.korytarz był pusty!Na zewnątrz,poprzez uchylone okno,było słychać jakieś głośne rozmowy?Po pewnej chwili,do wagonu wkroczyli umundurowani praco- wnicy służby granicznej z NRD,którzy przeszukiwali gdzie się tylko dało i zaglądali w każdy niemal kąt i prze- trząsali wszystkie dobrze im znane schowki,znajdujące się w wagonie.Wskazując palcem na poszczególne walizki pytali czyje one są?No i przeglądali bardzo dokładnie pa- szporty!Trwało to wszystko bardzo długo.Ten przeprowa- dzany przez nich( i to zarówno wewnątrz,jak i na zewnątrz wagonu) sposób kontroli,był dokonywany nadzwyczaj pedantycznie i niezwykle dokładnie!To samo odbywało się i pod wagonami!Dokładne sprawdzanie podwozi wagnów, świecenie atarkami itd,itp. Ze sposobu przeprowadzania przez nich kontroli,z łatwością można się było tego domyśleć.że z pewnością jesteśmy już niedaleko RFN.I że chyba po tej gruntownie przeprowadzonej kontroli,to już nie może nas spotkać nic złego!Obecnie, myśleliśmy sobie teraz w duchu,że chyba się nam uda szczęśliwie dotrzeć do RFN-u i do tego nie znanego nam przecież Friedlandu. Z pewnością nie wszyscy z nas zdają sobie sprawę z tego stanu,w jakim znajduje się człowiek,który wyjeżdża gdzieś w nieznane?To znaczy ten,który nie zdaje sobie zupełnie z tego sprawy,co go gdzieś tam czeka?Przez cały czas trwa- nia naszej podróży,to w naszych umysłach kołatał się wielki niepokój,że nie powiem strach o to,co się teraz z nami stanie z cwilą dotarcia do swojej nowej przecież Ojczyzny?Pociąg wreszcie ruszył.Każdy z nas,był już tą podróźą porządnie zmęczony.Większość współpasażerów z naszego przedziału drzemała,a część z nich spała. - 15 - Nastawał dzień.Co też on nam przyniesie?Jaki też będzie dla nas ten dzień i jak my się tutaj w tym zupełnie nam nieznanym i nowym dla nas Kraju poczujemy?Już dawno minęliśmy górzyste tereny,które do złudzenia nam przypo- minały piękne Lubomińskie wzgórza.Obecnie,odnosiłem takie wrażenie,że pociąg teraz mknął z o wiele większą prędkością.Patrząc przez oknno,widać było płaską równi- nę i daleki horyzont.W pewnej chwili,usłyszałem gwizd pociągu i po pewnym czasie,dało się wyczuć,że pociąg zaczynał zwalniać swój bieg i w końcu się zatrzymał.Oka- zało się,że stanął na małej znajdującej się w polu stacyjce? Z tą chwilą,wszyscy pasażerowie pociągu,wśród których i myśmy się znaleźli,pragnąc skorzystać z jego chwilowego postoju,to czym prędzej pootwierali okna,by móc się nieco lepiej przyjrzeć tej niepozornej stacyjce.Każdy z nas wdy- chać w swoje płuca,to upragnione świeże powietrze.Przez otwarte okno,docierało do naszych uszu przepiękne melo- dyjne bicie dzwonów!Jednak nikt na tej stacyjce,nie wy- siadł.Za chwilę pociąg ruszył.Następną stacją,już bardziej okazałą,było Göttingen.Nikt z nas nie przywiązywał zbyt- niej uwagi do nazwy tej stacji,jako,że my przecież pamię- taliśmy o tym,że mamy dotrzeć do Friedlandu!Ale na dworcu kilka osób w niebieskich fartuchach,poruszało się dosyć szybko po peronie wykrzykując: „Friedland“!„Fried- land“!Z tą chwilą,każdy z obecnych w przedziale słysząc te nawoływania zaczął spoglądać w tą stronę,z której docierał ten głos.Jak już wspominałem,ci nasi współpasa- żerowie,to o Friedlandzie wiedzieli tyle samo co i my.I jak się okazało,to oni język niemiecki znali w takim stopniu w jakim i ja go znałem.Jednak na zasadzie małej improwiza- cji,oraz dzięki istnieniu tak zwanych „międzynarodowych umiejętności prowadzenia rozmów”(to znaczy korzystając z pomocy rąk),dowiedzieliśmy się o tym,że wszyscy ci, - 16 - którzy udają się do Friedlandu,mają ten pociąg opuścić! Dziwne,że nasi współpasażerowie,którzy jeszcze nie tak dawno temu,rozmawiali ich zdaniem po niemiecku w tak swobodny sposób,to obecnie,można by powiedzieć,że na- brali wodę w usta i nic się nie odzywali?Być może,że doszli do wniosku,że ta ich mowa,nie jest mową niemiec- ką?Opuściliśmy nasz wagon.Na peronie dworca,w sposób niezwykle życzliwy i serdeczny,zostaliśmy powitani przez grupę pracowników Niemieckiego CzerwonegoKrzyża - (DRK).Uspakajali nas przy tym mówiąc,że to nic nie szkodzi co się stało jako,że oni o tym wiedzą,że w większości przypadków,wszyscy udający się do Friedlandu to tą małą stacyjkę przejeżdżają i że oni (DRK) są już do tego przyzwyczajeni.Ten pociąg,który nas dowiózł z Polski,pomknął w swoją dalszą drogę,a my w liczbie około trzydziestu osób,zostaliśmy poinformowani o tym,że przejechaliśmy Friedland,to znaczy tą małą stacyjkę,która witała nas tradycyjnie,tak jak zawsze witała wszystkich innych tułaczy - biciem kościelnych dzwonów! To wszystko odbywało się jakoś tak szybko i sprawnie.Po drugiej stronie peronu,stał inny pociąg,do którego kazano nam wsiąść,zapewniając nas przy tym,że tam na stacji we Friedlandzie,już o wszystkim wiedzą i czekają z niecierpli- wością na nasze przybycie,by nas móc serdecznie powitać. A jednak ktoś na nas czekał?W pewnej chwili przemknęło mi przez myśl.To znaczy,że nie będziemy tutaj sami i opu- szczeni i zdani na łaskę i niełaskę losu?To znaczy,że jed- nak ktoś się tutaj nami zajmie?I faktycznie,na stacji we Friedlandzie,już czekała na nas liczna grupa pracowników z DRK i witała nas bardzo,ale to bardzo serdecznie.Był to dla nas bardzo wzruszający moment.Tym bardziej,że dzwięki powitalnych dzwonów,które tym sposobem nas - 17 - witały,przynajmniej my,przyjmowaliśmy jako przepiękny symbol naszego tułaczego szczęścia,którego z pewnością do końca życia,nie da się zapomnieć.Teraz,załadowano nasze walizki do samochodu,a my posuwaliśmy się krok za krokiem,w kierunku naszego przyszłeg obozu. Nie wiem dlaczego,ale właśnie w czasie trwania naszego marszu,przypomniałem sobie tych Niemców,to znaczy tych z Walimia,(zwanego jeszcze wówczas Łokietkiem),a po Niemiecku Wüsterswaltersdorf’em,którzy trzymając w swoich rękach walizki i tobołki,opuszczali tą swoją piękną dolinę..... Lecz po pewnej chwili,uświadomiłem sobie,że moja „pod- róż po przeszłośći”trwa zbyt długo,tym bardziej że moja Żona niedwuznacznie dała mi do zrozumienia,że jesteśmy już prawie u celu naszej podróży!W ten oto sposób dotarli- śmy do celu naszej podróży,gdzie jak się okazało znajduje się obóz przejściowy dla przesiedleńców.Można by powie- dzieć,że w taki oto sposób dotarliśmy do Kraju moich Przodków.Byliśmy bardzo znużeni trudami tej podróży do tego stopnia,że to wszystko co się w tym czasie wokół nas działo,to w żadnym stopniu nie docierało do naszej świadomości. W tym czasie,zachowywaliśmy się nie jak ludzie,lecz tak jak jakieś automroku,napisałem aty,czy też roboty.W dwa lata później,w dniu 28.08.1989 roku,napisałem wiersz,któ- ry zatytułowałem: - „Podróż w nieznane“.Zapewne nie w pełni oddaje on to wszystko,co my w tym czasie przeżywa- liśmy.Ale pewnym jest to,że część naszej goryczy i naszych doznań,to jednak w nim tkwi.A oto i on: - 18 - PODRÓŻ W NIEZNANE Starych drzew się nie przesadza. Tak mówiono. Z paszportami na wyjazd.... Też długo kręcono! Nadszedł dzień odjazdu.... Walizki – wagony.....? Bliscy na peronie..... Kwiaty? - To dla Żony...! Patrzę po znajomych... I słyszę westchnienia.... Pociąg ruszył wreszcie ! Słychać: - „Dooowidzeeeeniaaaaa! W głowie powstał zamęt... I łzy się puściły.... Z trudnością i to wielką.... Plany się ziściły....! Jedziemy w nieznane.... Nie czeka nikt bliski.... Mamy tylko paczkę.... No i trzy walizki. - 19 - Oczy nasze mokre... Znów smutne spojrzenia.... W uszach jeszcze słychać: Dooowidzeeeeeniaaaaa! Pociąg mknie po szynach.... Jest juz ciemno właśnie..... Do celu dotarliśmy... Tak w godzin szesnaście....! Tak to Friedland przecież! Powitalne dzwony....! Tułaczka skończona..... Każdy z nas znużony. ................... Oczywiście,że byliśmy tą naszą podróżą potwornie zmęczeni.Tym bardziej,że w dalszym ciągu byliśmy pod tym wrażeniem,że w każdej chwili mogło się jeszcze tak wiele wydarzyć?Podczas jazdy pociągiem,byliśmy przez cały czas niepewni,bo to przecież różnie mówiono.Do końca trwania naszej podróźy,obawialiśmy się tego,czy oni nas pod byle jakimś pretekstem,nie cofną z powrotem do Polski?Byliśmy,jak już wspominałem,przez cały czas (nie tylko ja,ale i Żona),w potwornym stresie!A to,co się z nami (jak to się przyjęło mówić),w środku działo,to było wyma- lowane na naszych twarzach!O moim wyglądzie już wolę nie wspominać.Była na mnie jeszcze tylko skóra i kość i coś tam w środku się jeszcze nieco kołatało. - 20 - Moja Żona,moja biedna kochana Żona,jakże wspaniała i jak zawsze dzielna,przez cały czas podtrzymywała mnie na duchu i mówiła: „Wytrzymaj,zobaczysz,że dotrzemy“! I rzeczywiście dotarliśmy!Wprowadzono nas na dużą salę i podano nam śniadanie i napoje.Po posiłku,przystąpiono do wstępnego przeglądania naszych dokumentów,po czym został nam przydzielony pokój.Nieco później,okazało się, że Friedland jako obóz,posiadał wydzielony obszar,na któ- rym znajdowały się budynki administracyjne,budynki mie- szkalne(baraki),budynki socjalne(kuchnia stołówka) itp. Jednak po kilku dniach naszego tutaj pobytu,doszliśmy do przekonania,że Friedland jest nie tylko„terenem obozo- wym”.Bowiem Friedland jest nie wielkim miasteczkiem,w którym znajdują się sklepy,kościół,oraz przepiękne domki jednorodzinne.To właśnie tutaj,podczas jednej z naszych pierwszych,(nazwijmy to umownie)„relaksowych”przecha- dzek,to w jednym z wielu ogródków dostrzegliśmy stojące- go pod srebrzystym świerkiem przepięknego krasnala.I właśnie my wówczas patrząc na niego odnosiliśmy takie wrażenie,że on się do nas uśmiecha!Z tą chwilą,zrobiło nam się raźniej na duszy.Oczywiście,że znajdują się tutaj również i budynki mieszkalne,które w większości zostały zbudowane w systemie blokowym. My zostaliśmy zakwaterowani w jednym z wielu,znajdują- cych się tutaj baraków.Wskazano nam pokój,w którym obecnie przyjdzie nam czasowo przebywać.Natomiast to co zastaliśmy na miejscu naszej„kwatery”,nie sprawiło na nas najlepszego wrażenia.Był to dosyć duży pokój,w którym stało kilka piętrowych łóżek.Te łóżka,które stały przy oknie,były już pozajmowane.Wybralismy sobie z Żoną tego następnego wolnego piętrusa. - 21 - To znaczy tego,który był oddalony od okna w drugiej kolejności.Ja oczywiście,miałem swoje łóżko na piętrze,a Żona na parterze.Walizki ustawiliśmy w ten sposób,jak to zrobili nasi współlokatorzy,to znaczy pod ścianami. Luksusów tutaj żadnych nie było i takowych zresztą nikt z nas nie oczekiwał.Bo przecież to był obóz przejściowy.Do naszych podstawowych potrzeb,mieliśmy umywalnie,były ubkacje,były prysznice i wanny.To znaczy,było wszystko to,co dla nas było niezbędne,by móc się (pod względem higieny)utrzymać w odpowiednim stanie.O pobycie na dłuższy czas,nie trzeba było myśleć,ponieważ każdy dzień był wypełniony aż nadto codziennymi obowiązkami!Pro- gram dnia wyglądał mniej więcej tak,że rano,codzienna toaleta(golenie,mycie się itp),po czym,na stołówce śniada- nie.W następnej kolejności,udanie się do budynku głów- nego,w celu załatwienia wszelkich formalności,w tym zwłaszcza „spraw administracyjnych”.Tak prawdę mówiąc to większość dnia spędzaliśmy właśnie w budynku głów- nym.Stąd też,tak właściwie,to my tych naszych obecnych współlokatorów to prawie,że nie znaliśmy? Nieco wcześniej nadmieniałem o mojej(nie)znajomości języka niemieckiego.Stąd też nie przypadkiem,postaram się zaprezentować to,co ukazało się naszym oczom,z chwilą wejścia(po raz pierwszy)do budynku głównego,w którym przez kilka dni przyszło nam załatwiać tak zwane „formalności”.Otóż,gdzie nie spojrzeć,to przecież wszyst- ko było napisane po niemiecku!A my przecież aż na tyle nie znaliśmy znaczenia tych wyrazów,by móc i chcieć zrozumieć ich znaczenie?Oczywiście,że byliśmy w posia- daniu słowniczka Polsko-Niemieckiego,no ale?Nie sądzę, by Czytelnik miał potrzebę tłumaczenia sobie poszczegól- nych określeń i wyrazów,które mimo wszystko,pozwolę - 22 - sobie zaprezentować.Jeśli jednak zajdzie taka potrzeba,to proszę zajrzeć do słownika!Ja nie przypadkiem w mojej książce pragnę przekazać to wszystko (z uwagi na nieco- dzienność tych wydarzeń,które w tym czasie nam towarzy- szyły),jak również i to,w jaki sposób tego rodzaju nowości były przeze mnie odbierane(będąc na tym„poziomie” zna- jomości języka niemieckiego). W budynku głównym,na tablicy informacyjnej zostały wy- mienione następujące biura:1/Registrierung,2/Suchdienst des DRK,3/Arztliche inspektion.Haus 4/Warteraum 4 – Haus 3/Erdgeschoß-Zimmer 309 oder 310.5/Sichtungste- lle-Haus 3Erdgeschoss Zimmer 304.6/Bundesbeauftrager (alle Personen über 8 Jahre)-Haus 5Warteraum7/Lander - beauftrager - Haus 2 Erdge- schosß – Warteraum.8/End - überprüfung der Unterlagen-Haus 3 Erdgeschoß-Zimmer 301.9/Ausgabe von Informations material und Gepäckre- gulzerung-Haus 3 Erdgeschoß Zimmer 302.10/.Zahlstelle - Haus 3 Erdgeschoß- Zimmer 315.11/ Abmeldung - Haus 3 Erdgeschoß Zimmer 311. Ponadto Uwagi np. przy Registrierung :“ab 11 Uhr Haus 3 Erdgeschoß Westraumdort auf Abruf bereithalten.Am Abreisetag ab 6 Uhr Ausgabe der Fahrkarten Haus 3 Erdgeschoß zimmer 311 anschlißend Ausgabe der Morgen pflegung in Speiseraum - Haus 10 und gegen Abgabe der Kontrolkarten Empfang der Reiseverpflegung.Die Lager- leitung bittet Sie Eßbestecke Tassen und Teller,die Eigen- tum des Lagers Friedland sind,vor Ihrer Abreise im Speisesaal - Haus 10 Abzugeben“. Te ostatnie zdania podane w formie informacji,dotyczyły już oczywiście zaleceń,obowiązujących na jadalni.Przekrę- cało nam się w głowach od tych przeróżnych tekstów, - 23 - których prawdę mówiąc,to ich znaczenia,to ani ja ani moja Żona w tym przypadku,zupełnie,ale to zupełnie nie znaliśmy!Zaczynaliśmy sporządzać notatki i w wolnych chwilach zapoznawaliśmy się z tymi zupełnie nam niezna- nymi wyrazami,zastępując je wyrazami o polskim znacze- niu,(posiłkując się przy tym,oczywiście słownikiem).Tym sposobem,dzień po dniu,można by powiedzieć,że na swój sposób „odkrywaliśmy Amerykę !Wiedzieliśmy już co to znaczy:„Zimmer .Co znaczy„Erdgeschoß ,Obergeschoß. I tym sposobemtak pomału dzień za dniem,oswajaliśmy się z tymi nowymi dla nas określeniami.Nie zawsze w cza- sie wyczekiwania na korytarzach,było nam smutno.Pamię- tam jakie wrażenie sprawiała na nas tutejsza moda! Zwłaszcza ta,która dotyczyła mężczyzn!Otóż ci mężczyźni to znaczy ci urzędnicy,którzy nas w większości obsługiwa- li,to chodzili w bardzo obszernych spodniach i my widząc ich,śmialiśmy się z tego powodu!I nie tylko zresztą my,ale również i większość naszych „współtowarzyszy niefoli”.A wynikało to po prostu z tego,że my,to znaczy tacy jak ja,byliśmy ubrani na wzór mody panującej w Polsce.A w Polsce,za modne w tym czasie,uchodziły dla przykładu spodnie obcisłe i w miarę wąskie,już nie mówiąc o kroju marynarki .Ale to już są tak zwane detale i drobiazgi.Jak już wspominałem,to większość dnia spędzaliśmy na kory- tarzach,wyczekując na wezwanie do określonego biura.I w tym miejscu,zaraz można by zauważyć,że i tutaj również obowiązywały kolejki i jeśli ktoś wcześniej wstał i zjadł śniadanie,to został przez pracowników określonego biura wcześniej załatwiony.W poszczególnych biurach,na pod- stawie przedłożonych przez nas dokumentów,sporządzano odpowiednie notatki,na podstawie których,określano poszczególne osoby(dla przykładu)jako Niemców,lub jako Azylantów. w - 24 - Zaraz na wstępie zauważyliśmy,że kilka z tych osób,które wraz z nami w tym dniu przybyły do obozu,nie zostało za- kwalifikowanych do grupy niemieckiej,ponieważ urządni- cy stwierdzili,że przedłożone przez nich dokumenty,nie potwierdzają ich przynależności do Narodu niemieckiego. Z uwagi na powyższe,ci przybysze zostali uznani jako azy- lanci.Zapewne ci ludzie wybierając się do Niemiec przy- puszczali,że są w posiadaniu dokumentów świadczących o ich niemieckim pochodzeniu?Osoby te,w tym momencie nie należały do szczęśliwych.Widać było na ich twarzach łzy i rozgoryczenie.Nasze dokumenty,dzięki Bogu (i Ma- musi),zostały przyjęte bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Ja,jeszcze będąc jeszcze w Warszawie,wiedziałem od pra- cownika Ambasady,że moje dokumenty i pochodzenie zostały sprawdzone w RFN (z uwagi o ubieganie się przez nas o zgodę na wyjazd z Polski na pobyt stały).I na tej podstawie,otrzymaliśmy tak zwane „PO“ i zgodę na wjazd do RFN. Po pobycie w budynku głównym i po załatwieniu w tym dniu kolejnych formalności,udawaliśmy się na stołówkę,by skonsumować obiad i by ponownie móc w poszczególnych biurach załatwiać dalsze formalności.Zdarzyło się,że w pewnym dniu przebywając na korytarzu,słychać było kil- kakrotne wzywanie jakiejś osoby o nazwisku,które w cza- sie jego przekazywania,było nieco podobne do nazwiska Erdmann?To„E podawane przez głośnik i jego błąkające się po korytarzach echo,było tak jakoś głęboko i gardłowo wypowiadane,że początkowo nie sądziliśmy,że to o nas chodzi?Po pewnym czasie,ponownie wzywano tego jak gdyby Her EEErmann’a?Tym razem postanowiliśmy zgłosić się do wezwanego biura i okazało się,że to właśnie o nas chodzi! - 25 - Tak,tak.To nasze nazwisko Erdmann,okazało się,że jest tutaj zupełnie inaczej wymawiane niż w Polsce.Zresztą, po pewnym czasie,zdołałem się o tym przekonać,że Polskie„E różni się i to bardzo od tego Niemieckiego! Można by w tym miejscu śmiało powiedzieć,że nie zawsze i nie wszędzie i nie każde „E“ jest „E“! Po zakończeniu naszej „działalności w poszczególnych biurach,udawaliśmy sie na kolację i od tej pory,mieliśmy już czas dla siebie.Prawdę mówiąc,to prawie,że przez cały dzień przebywaliśmy w biurowcu i w miarę upływu dni,to każdy z nas już miał tego dosyć!I między innymi właśnie z tego też powodu każdy z nas,chciał jak najprędzej się wydostać z tego obozu,by tym samym,móc się przenieść do tego swojego„Landu“.To znaczy,do miejsca swojego przyszłego i wymarzonego miejsca stałego zamieszkania. Stąd też każdy,kosztem swojego czasu,uwijał się jak w ukropie,by móc jak najprędzej pozaliczać te wszystkie „Biura”i by móc odfajkować krzyżykami tą (naszą już kolejną) „Obiegową Listę”.W pewnej chwili,pomyślałem sobie,że też wszędzie jest konieczne to „zaliczanie tych poszczególnych Instytucji“?Bo przecież wyjeżdżając z Polski - trzeba było nam również biegać z listą obiegową!I po przyjeździe do Niemiec,okazuje się,że tutaj jest to samo!Kiedy to się wreszcie skończy? Takimi właśnie „kategoriami”rozwiązywaliśmy te kwe- stie,które dotyczyły naszej codzienności.Nasz wolny czas,wykorzystywaliśmy,starając się podziękować Panu Bogu za wszelkie łaski,które Bóg na nas zsyłał.Wstępowa- liśmy do kościoła,który znajdował się nieopodal naszych baraków.Z obozu,przechodziliśmy przez plac parkingowy, na którym stały samochody i przyczepy kampingowe z polskimi numerami rejestracyjnymi? - 26 - I zaraz za parkingiem był kościół.Zdarzyło się,że pewne- go wieczoru,zatrzymaliśmy się właśnie przy kościele i zaczęliśmy sobie z Żoną rozmawiać o naszych kłopotach i o tym,dlaczego pracownicy biura,zaczynają nam sprawiać trudności,które dotyczą kwestii wybranego przez nas Landu,do którego my chcemy wyjechać?A przecież,kiedy nas pytano o to,dokąd my chcemy jechać,to wyraźnie im odpowiadaliśmy,że my chcemy na stałe przebywać w Nordrhein - Westfalen.A oni nam odpowiedzieli,że tam,to już i tak już jest za dużo Aussiedlerów i dlatego nam proponują Zagłębie Saary lub Bayery!W czasie trwania tej naszej z nimi rozmowy,wówczas była również obecna taka miła Pani,która tłumaczyła tym urzędnikom pewne nasze odpowiedzi.Bo przecież ten język,którym ja się posługiwa- łem,to miał wiele do życzenia.Niemniej jednak,starano się mnie rozumieć,a wówczas kiedy moje odpowiedzi były (nazwijmy to)niezbyt czytelne,to wtedy „wkraczała” ta Pani tłumacz.I właśnie Ona im przecież przekazała pełną informację o tym,z jakiego powodu my chcemy przebywać w Nordrhein - Westfalen.Tym bardziej,że ten powód,który my im przedstawiliśmy polegał na prawdzie! Żona naszego kolegi Romka,(który niestety już nie żył) mieszkała pierwotnie w Bielefeld i następnie przeniosła się do Aachen.Chcieliśmy mieć w pobliżu kogoś znajome- go,który gyby zaistniała„jakaś potrzeba”,mógłby nam w czymś pomóc,lub doradzić.Bo naszym zdaniem to„jak tu będzie można,tak z dala od swoich,wobec obcych ludzi żyć”?I w tym właśnie„duchu“przebiegała ta nasza rozmo- wa przed kościołem.Nie wiedzieliśmy zupełnie o tym,że przez cały czas,ktoś stojąc w cieniu,przysłuchiwał się na- szej rozmowie,by po chwili zbliżając się do nas powie- dzieć:„Przepraszam,ale doprawdy,że ja zupełnie niechcący - 27 - niechcący,słyszałem cały przebieg państwa rozmowy i prawdę mówiąc,to jestem zdziwiony dlaczego czynione są państwu takie trudności w wyborze Landu?Ale może na wstępie będzie słuszniej,jeśli się przedstawię.Jestem księ- dzem i nazywam się Kapała.Jan Kapała”.My,przez krótką chwilę staliśmy jak wryci!No bo przecież ktoś zupełnie nam nieznany,(czyli obcy),słyszał całą naszą rozmowę i tym samym,wiedział o naszych planach i o naszych kłopo- tach.Czy to dobrze,czy to źle?Stawiając sobie tego rodzaju pytanie,potwierdzała się (jeszcze) i ta prawda,że w nas w dalszym ciągu to to „coś”z tego socjalizmu jeszcze drze- mało.I prawdopodobnie,że tych„cośiów”,to znaczy,że tych wiecznych obaw i nieustannej niepewności,to chyba nie tak prędko uda nam się pozbyć.Spojrzelismy na Księdza Jana.Wyglądał być może gdzies na 40 lat?Przywitaliśmy się,a on po krótkiej chwili,zaproponował nam abyśmy się udali do niego na parafie?„Tutaj zaraz,w niedalekiej odległości od Friedlandu,przy małym kościółku mam swoją plebanię“.Sam,jak mówił nam już podczas jazdy samochodem,jest w trakcie oczekiwania na azyl. - „Jestem azylantem i mam nadzieję,że już wkrótce otrzymam azyl”. Przejażdżka samochodem,faktycznie nie trwała zbyt długo i po kilkudziesięciu minutach jazdy,wkraczaliśmy na ple- banię księdza Jana-azylanta“.-„Czym chata bogata i czuj- cie się tak,jak u siebie w domu””.Tymi słowami zostali śmy przez niego powitani.Moją Żonę zaprosił do kuchni, by zechciała zaparzyć kawy w automacie.Jednak cały dowcip polegał na tym,że my w Polsce w tym czasie jesz- cze nie używaliśmy automatu do kawy?Stąd też,Żona bez jakichkolwiek wstępów mu oznajmiła,że nie (jeszcze) nie potrafi obsługiwać automatu do kawy!Na co Jan (niemal z „marszu”przeszlismy na ty) przeprosił za nietakt i pokazał Żonie,że to wcale nie jest aż tak bardzo skomplikowane! - 28 - Teraz,już siedząc przy kawie i ciastkach i przy wielkim ko- lorowym telewizorze zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim co się tylko dało!Jan-azylant mieszkał tu sobie ładnie.Jak się okazało,to również i on,w naszym kościele odprawiał msze w języku polskim,dla takich jak my tułaczy.W naszej sprawie,doradził nam również co i w jaki sposób mamy argumentować chęć przebywania na stałe,właśnie w tym przez nas wybranym landzie.Posiedzieliśmy sobie dosyć długo i w sposób bardzo przyjemny i miły nie tylko dla ducha,spędziliśmy wieczór w towarzystwie księdza Jana – azylanta.Będąc w jego towarzystwie czuliśmy się odpręże- ni,zapominając czasowo o naszej wciąż szarej rzeczywisto- ści.A faktycznie szarej,bo przecież my w dalszym ciągu nie wiedzieliśmy jeszcze czy urzędnicy wyrażą zgodę na to, byśmy się mogli przenieść do wybranego przez nas Landu,czy też będziemy przewiezieni do Saary albo na Bayery? Z tymi Bayerami to przypomniałem sobie właśnie to zda- rzenie,w jaki sposób ojciec i syn potrafili postawić (dla jed- nego swoją żonę,a dla drugiego swoją matkę),przed fak- tem dokonanym.Otóż ta rodzina,przybyła do Friedlandu rzekomo tylko po to,aby się móc(jak żonie i matce oni mó- wili) rozejrzeć i zorientować co i jak tu w tej „trawie piszczy”?W międzyczasie,ojciec i syn,załatwiali w biurach wszystkie dokumenty!A żona,jako że kompletnie nie znała niemieckiego,więc nie orientowała się w tym,co oni załatwiają?A oni,przez cały czas,jej mówili,że teraz chcąc wrócić do Polski,to muszą tutaj te wszystkie niezbędne sprawy załatwiać od początku!Okazało się,że oni„to wszy- stko”załatwiali dosyć długo i na tyle długo i dobrze,że pewnego dnia,oznajmili swojej żonie i matce,że właśnie już są w posiadaniu takich dokumentów,które uprawniają ich do udania się na Bayery,gdzie mają zapewnioną - 29 - możliwość otrzymania gospodarstwa rolnego o jakim marzyli!Nie jestem w stanie opisać całego przebiegu tego wydarzenia i tego co się tam w tej rodzinie działo!Z jednej strony rozpacz żony,a z drugiej,radość ojca i syna,z racji uzyskania zgody na wyjazd na Bayery! My,po rozstaniu się z księdzem Janem-azylantem poczuli- śmy się nieco bardziej podbudowani psychicznie.Można by powierdzieć,że właśnie Jan utwierdził nas w przeko- naniu,w jaki sposób powinniśmy postępować,chcąc się dostać do naszego Landu.Podczas kolejnej rozmowy,my (w sposób zgodny z instrukcją Jana),w dalszym ciągu ob- stawaliśmy przy swoim.W związku z tym,pan spoza swego biurka nas poinformował,że właśnie jutro przybywa przed- stawiciel z Nordrhein-Westfalen i on zadecyduje o tym,czy będziemy mogli się przenieść do wybranego przez nas Landu.Nie będę tego ukrywał,że my na tą decyzję czekali- śmy z ogromną niepewnością.Przypadek sprawił,że pewne małżeństwo wybierało się również do Nadrenii - Westfalii i oni to właśnie zapytali nas,dokąd my się wybieramy? Odpowiedzieliśmy,że my byśmy chcieli do Nadrenii- Westfalii. „A do jakiego miasta,padło pytanie.Tego jesz- cze nie wiemy.Podpowiedzieli nam,że na terenie Nadrenii -Westfalii jest bardzo dużo pięknych miast i tu wymienili kilka z pośród nich,wspominając rowniez i o Krefeld.I co ciekawe,że właśnie w tym momencie,w którym nasi roz- mówcy wymienili nazwę tego ostatniego miasta,to odnio- słem takie wrażenie,jakby przeze mnie przeszło całe mro- wie!Spytałem więc,czyby nie zechcieli nam nieco więcej powiedzieć właśnie na temat Krefeldu?Jak się okazało,to nasi rozmówcy byli doskonale zorientowani o tym gdzie,co i jak?Opowiedzieli nam,ze jest to piękne,duże miasto,któ- re liczy sobie ok.250 tyś.mieszkańców. - 30 - Jest bogate w zieleń.Jeśli chodzi o przemysł,to na pier- wszym miejscu należy wymienić Zakłady Bayera,Stalo- wnie Tyssena,dalej przemysł spożywczy i jak wszędzie,tak i w tym mieście,to ogrodnictwa,A dalej,to już tak,jak w każdym innym mieście.Na koniec nasi rozmówcy jeszcze dopowiedzieli,że dobrze by było,byśmy się tam dostali bo właśnie w tym Landzie,według nie tylko ich opinii, to tacy jak my,to (jeszcze) mogą liczyć na dużą życzliwość ze strony mieszkańców tego miasta.I to jest jeszcze bardzo ważne,że istnieje tu przychylny klimat właśnie wobec takich jak my,to znaczy - Aussiedlerów.Podziękowaliśmy im za tak przecież ważne dla nas rady i z tą chwilą już byliśmy tego pewni,ze chcemy zamieszkać w Krefeld’dzie! W naszym„pokoju rozwinęliśmy mapę i uporczywie wo- dząc palcem,szukaliśmy tego miasta,w którym (jak dobrze pójdzie),to będziemy mogli zamieszkać.Przedstawiciel z Nadrenii-Westwalii przybył i na nasze szczęście,wyraził zgodę,na to,byśmy mogli zamieszkać w jego Landzie! Teraz,już nic innego nie mieliśmy do spełnienia,jak tylko to,żeby zadzwonić do naszych kochanych dzieci,by je móc poinformować o naszych dalszych losach. Przy zółtej budce telefonicznej,zawsze były ogromne kolejki!Jednak nikt się tym zbytnio nie przejmował,bo cza- su na dzwonienie,mieliśmy aż nadto!Tylko z tymi pienią- żkami to było cieniutko!Pierwsza rozmowa telefoniczna z naszymi dziećmi,to przypominała dalszy ciąg naszego roz- stawania się właśnie tam,to znaczy na peronie dworca we Wrocławiu.Nasze pierwsze wypowiadane do nich słowa były przepojone żalem,tęsknotą i płaczem.Z drugiej strony telefonu,słychać było również początkowo tylko płacz.Ale co najważniejsze,to im przekazaliśmy informując ich o tym,że: - 31 - „Dojechaliśmy szczęśliwie i jesteśmy we Friedlandzie!Jest nam tu dobrze.Teraz załatwiamy wszystkie niezbędne for- malności i po ich spełnieniu,będziemy się przemieszczali gdzieś indziej”. Pamiętam jak wyrywalismy sobie z Żoną na przemian słuchawkę z ręki,chcąc tym kochanym dzieciom jeszcze coś ważnego przekazać!Coś,co w tym momencie nam się wydawało jako niezwykle ważne!Na prowadzenie zbyt dłu- giej rozmowy,nie było nas stać,ponieważ jak już wspomi- nałem,to my mielismy przy sobie zaledwie 38 marek!Tak było,gdy dzwoniliśmy po raz pierwszy.No,ale ta dzisiejsza rozmowa jest warta wydania następnych może nawet,że i pięciu marek,a być może,że i nieco więcej?Wreszcie dostaliśmy się do środka budki i dzwonimy.Za pierwszym podejściem linia zajęta?Znaliśmy już to.Więc kręcimy ponownie i znów nic?Wreszcie po trzecim podejściu usłyszeliśmy: „Halo słucham?A my na to: „Nie żadne słucham,tylko nadstawiajcie uszu!Ważna wiadomość! Otrzymaliśmy zgodę na przeniesienie się do Nadrenii- Westwalii”. „A gdzie to jest,pyta syn Artur.My mu odpo- wiadamy,że Nadrenia-Westwalia od strony zachodniej gra- niczy z Holandią,i że my wybraliśmy miasto Krefeld,w którym chcemy zamieszkać.Oczywiście,że tak od razu to się tam nie dostaniemy i na razie zostaniemy przewiezieni do następnego obozu,który znajduje się na terenie Nadre- nii-Westfali.Tak,że kochane dzieci,nasze godziny pobytu we Friedlandzie są już policzone i za dwa dni jedziemy do Unna-Massen.Trzymajcie się!Całujemy was mocno i uca- łowania dla małej Pameluni i najbliższych!Dooowiiidzee – niaaa”!!!Po tym telefonie,zrobiło nam się znów nieco lżej na sercu.Mieliśmy chociaż kontakt z naszymi dziećmi.Jak to dobrze,że wyprowadzając się z Lubomina,zabraliśmy ze - 32 - sobą do Bogaczowic nasz telefon!Któż z nas mógł wów – czas przypuszczać,że właśnie dzięki niemu,będzie można w tak szybkim czasie się skontaktować z naszymi kocha- nymi dziećmi no i z naszą wnuczką?A któż to wówczas wiedział,że my wyjedziemy?My jesteśmy teraz tak daleko od naszych bliskich. Jak słyszeliśmy,to tam w Polsce leje,a tu u nas pogoda i upał niesamowity!Tak,tak,ta odległość tysiąca kilometrów,potrafi różnicować i to nie tylko pod względem pogodowym..... W przedostatnim dniu,otrzymaliśmy to,co było dla nas najważniejsze.To znaczy „Registrierschein“.Był to bardzo ważny dokument,który zawierał wszystkie niezbędne da- ne,dotyczące zarówno mnie,jak i mojej Żony.Między innymi,z treści tego dokumentu wynikało i to,że mamy prawo osiedlenia się w Nordrhein-Westfalen! W „Grenzdurchgangslager-Friedland“,(czyli w Obozie przejściowym we Friedlandzie),przebywaliśmy do dnia 22.września.To by znaczyło,że nasze wszystkie sprawy za- łatwiliśmy“w ciągu w siedmiu dni!Teraz jedziemy do Unna-Massen!We Friedlandzie otrzymaliśmy jednorazowo po 200 DM i ponadto,ja otrzymałem 30 a Żona 15 Marek! A zatem,dysponowaliśmy w sumie kwotą 445 DM,że nie wspomnę już o reszcie z naszego„kieszonkowego”,którym tak oszczędnie do tej pory gospodarowaliśmy!Staliśmy się nieco zamożniejsi!Ponadto,z Deutsche Rotes Kreuz Gene- ral- sekretariat Suchdienst Hamburg,otrzymaliśmy list polecający,ponieważ jak już wspominałem,nie mieliśmy tutaj żadnych krewnych.Niemiecki Czerwony Krzyż we Friedlandzie chcąc nam na swój sposób pomóc,to w tym celu na tej naszej„nowej drodze życia”wyposażył nas na wszelki wypadek w taki oto dokument,którego fragment jego treści pozwolę sobie zacytować: - 33 - „Do wszystkich Okręgowych i Dzielnicowych Placówek Niemieckiego Czerwonego Krzyża „Posiadacz tegoż pisma przekazanego mu przez Służbę Poszukiwawczą Niemieckiego Czerwonego Krzyża Ze- spół Roboczy Friedland przybył niedawno z Polski do Re- publiki Federalnej Niemiec.Prosimy przeto wszystkie Okręgowe i Dzielnicowe Placówki Niemieckiego Czerwo- nego Krzyża,w obrębie których przyjezdny zatrzymuje się choćby tylko czasowo,o udzielenie temu nowemu obywa- telowi,ze szczególnym zrozumieniem dla jego sytuacji,po- mocy i porady we wszystkich występujących zagadnie- niach.Z góry jesteśmy Państwu za to wdzięczni”. (Było to oczywiście (wolne) tłumaczenie treści tego pisma).Piękne i krótkie w swej treści pismo i jakże wiele znaczące!Tutaj już nie trzeba było niczego dodać i niczego ująć. W godzinach rannych,zaopatrzeni w prowiant,zdążaliśmy autobusem w kierunku Unna-Massen.W ten sposób roz- stawaliśmy się z Friedlandem.Po dotarciu do Unna-Mas- sen,(23.09.1987 roku),został nam przydzielony pokój w budynku Nr 130.Obóz w Unna-Massen dysponował 173 - trzema budynkami i można by powiedzieć,że w porów- naniu do obozu we Friedlandzie,to i tutaj nic nie odbiega- ło od tak zwanej„tutejszej normy”.Jedyną różnicę stanowi- ło to,że tutaj już trzeba się było samemu wyżywić.Ale przecież właśnie w tym celu otrzymaliśmy te pieniądze.... We wspomnianym budynku,otrzymaliśmy pokój cztero- osobowy,który w porównaniu do Friedlandu,można by nazwać pokojem komfortowym!Oczywiście,że i tutaj spa- liśmy na „łóżeczkach piętrowych“. - 34 - Ja jak zwykle,sypiałem na górze,a moja Żona na dole.Na szczęście w osobach naszych współlokatorów mieliśmy znakomite towarzystwo!Pan Himek,(jak go nazywała jego żona),bywał w RFN-enie i to nie po raz pierwszy.Sam,jak często mówił,to nie wie dlaczego dopiero teraz się zdecy- dował na ich wspólny wyjazd?Był w wieku przedmerytal- nym.W Polsce pracował w zaopatrzeniu.Byli to bardzo mili i kulturalni ludzie.Pan Himek doskonale władał językiem niemieckim,zresztą i jego żona również.Ich syn przybył tutaj o wiele wcześniej i już studiował na politechnice w
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Europejczyk?
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: