Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00160 007179 12429513 na godz. na dobę w sumie
Everest. Góra Gór - książka
Everest. Góra Gór - książka
Autor: Liczba stron: 320
Wydawca: Bezdroża Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-246-8510-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> fotografia
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Oto historia wyprawy na najwyższą górę świata. Nie jest to książka wyłącznie o trudach wspinania, ale o tym, jaki jest naprawdę himalajski gigant. Dziś niektórzy twierdzą, że na Everest wejść może każdy. Podobno droga na szczyt jest prosta (co roku przecież organizowane są komercyjne wyprawy na Górę Gór). Skoro jednak jest tak łatwo, dlaczego wielu wspinaczy rezygnuje? Z jakiego powodu część z nich ginie w drodze? O żadnym innym szczycie nie krąży tyle fantastycznych historii. Przy okazji swojej wyprawy autorka miała szansę sprawdzić, co jest prawdą, a co mitem. W książce, którą oddajemy do rąk Czytelników, znajdują się m.in. odpowiedzi na poniższe pytania:

Zapraszamy do lektury!

 


 

Książka Moniki jest publikacją dla wszystkich. I dla tych, którzy o Górze Gór nie wiedzą nic i dla tych, którym wydaję się że o Himalajskim Olbrzymie wiedzą wszystko.

Leszek Cichy, himalaista

Świetna książka przybliżająca w ciekawy sposób tajniki wyprawy w Himalaje - dla mnie tym bardziej ciekawa gdyż pozwala spojrzeć na wyprawę oczami zwykłego śmiertelnika i jeszcze raz zwrócić uwagę na aspekty, których z racji pewnej rutyny, nie zauważałem.

Jerzy Natkański

himalaista (Fundacja Wspierania Alpinizmu Polskiego im.Jerzego Kukuczki)

 


 

 

Monika Witkowska – podróżniczka (odwiedziła ponad 160 krajów świata), żeglarka (w rejsach morskich i oceanicznych przepłynęła ponad 30 tys. mil morskich), ale równocześnie – wielka miłośniczka gór. W górach wysokich wspina się od dawna, choć nie traktuje tego w kategoriach wyczynowych. Jest członkiem warszawskiego Klubu Wysokogórskiego i Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich. Przez wiele lat była w Kapitule prestiżowych „Kolosów”, teraz pozostaje w Radzie tego konkursu. Prowadzi stronę monikawitkowska.pl

 

Wywiad z Moniką Witkowską w serwisie Wirtualna Polska


Patroni medialni:

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Tekst i zdjęcia: Monika Witkowska Redaktor prowadzący: Agnieszka Krawczyk Redakcja: Sandra Trela Projekt grafi czny: Dawid Kwoka Projekt okładki: ULABUKA Skład: DAKA - Studio Grafi czne Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserografi czną, fotografi czną, a także kopio- wanie książki na nośniku fi lmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami fi rmowymi bądź towarowymi ich właścicieli. Autor oraz wydawnictwo Helion dołożyli wszelkich starań, by zawarte w tej książce informacje były kompletne i rzetelne. Nie biorą jednak żadnej odpowiedzialności ani za ich wykorzystanie, ani za związane z tym ewentual- ne naruszenie praw patentowych lub autorskich. Autor oraz wydawnictwo Helion nie ponoszą również żadnej odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe z wykorzystania informacji zawartych w książce. Wydawnictwo Helion ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice tel.: 32 2309863 e-mail: redakcja@bezdroza.pl, księgarnia internetowa: http://bezdroza.pl Drogi Czytelniku! Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres: http://bezdroza.pl/user/opinie/?bevere Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję. Wydanie I ISBN: 978-83-246-8510-3 Copyright © Monika Witkowska, 2013 Copyright © Helion, 2013 • Kup książkę • Poleć książkę • Oceń książkę • Księgarnia internetowa • Lubię to! Nasza społeczność EVEREST GÓRA GÓR Kup książkę Poleć książkę TREKKING DO BAZY 10 kwietnia, około południa, 7 dzień wyprawy. W Lukli (2840 m) Hurra! Udało się wylecieć z Katmandu! Dotarliśmy do Lukli! Teraz jeszcze trzeba bę- dzie przypilnować załadowania betów na jaki, no i możemy ruszać. To świetnie, że ruszyliśmy! Kiedy o szóstej rano zameldowaliśmy się na lotnisku, loty do Lukli wciąż były wstrzymane. Dwie godziny później w tłumie zebranych gruch- nęła radosna wieść, że pogoda w górach się poprawiła. Kwadrans później siedzieliśmy w trzęsącej się, mocno zweteranionej maszynie i lecieliśmy w stronę Wielkich Himalajów. Z Katmandu do Lukli jest tylko sto czterdzieści kilometrów, co oznacza dwa- dzieścia minut niezapomnianego lotu. I nie chodzi bynajmniej o te mocno wątpliwe samoloty, równie wątpliwych linii zwanych potocznie „maybe air”, czyli „może dolecą, może nie”. Sama trasa jest emocjonująca, bo samolot leci bardzo nisko nad górami i wydaje się, że zaraz w jakąś z nich uderzy albo zahaczy podwoziem o drzewa. Apogeum to lądowanie, bo posadzić maszynę na lotnisku w Lukli jest nie lada sztuką. Pozostaje mieć nadzieję, że nasz pilot nie robi tego pierwszy raz i że zdąży, zanim po raz kolejny w tym dniu zmieni się pogoda. Tak czy owak nareszcie inny świat. Siedzimy sobie w lokalnej knajpce i ciesząc się z przygrzewającego słoneczka, gapimy się na ośnieżone szczyty. Stosunkowo niewielkie – mają raptem cztery–pięć tysięcy metrów. Te naprawdę wysokie obja- wią się nam dopiero za kilka dni. Lubię atmosferę Lukli – to taka prawdziwa „brama do Himalajów”. Właściwie cała wioska to lotnisko i odchodząca od niego główna ulica, o ile można tak na- zwać brukowany trakt, po którym nie jeżdżą samochody (bo ich tu nie ma), za to niespiesznie suną karawany obładowanych jaków (niosą nie tylko ekwipunek trek- kerów, ale przede wszystkim zaopatrzenie do wyżej położonych wiosek). Główna ulica jest w sumie… jedyną ulicą! Jej obie strony obstawione są sklepami (przewa- żają te ze sprzętem turystycznym) i prowadzonymi przez całe rodziny hotelikami (funkcjonuje tu nazwa lodge lub tea-house) oraz knajpkami. 56 Everest Góra Gór Kup książkę Poleć książkę Kup książkę Trekking do bazy Poleć książkę 57 ❙ Lotnisko w Lukli działa tylko przy dobrej pogodzie. ❙ Główna ulica „metropolii” zwanej Luklą. Knajpki są najlepszym świadectwem, jak Lukla się zmienia. Byłam tu kilka razy, ostatni raz dwa lata temu, ale wtedy było bardziej „lokalnie”. A teraz? Powstały na przykład Irish Pub (piwo za dziesięć dolarów! – jak na Nepal kwota astronomiczna), German Bakery (ale oferowane ciastka wbrew nazwie nie są wcale niemieckie), ory- ginalny, amerykański Starbucks czy też podrabiany pub Hard Rock Cafe (na wszel- ki wypadek, gdyby ktoś chciał zarzucić podszywanie się pod znaną sieć, literka „k” może od biedy uchodzić za „h”). Nie jest to jednak taka zupełnie żywiołowa globa- lizacja – są też przykłady, że można wzorować się na Zachodzie (głównie Amery- ce), ale też podkreślać własną tożsamość kulturową. W związku z tym można na przykład pójść do YakDonalds’a i zjeść Everest Burgera. Poza tym prawie wszędzie reklamy obiecują darmowy internet. Biznes się kręci, bo przynajmniej o tej porze roku turystów nie brakuje. Łatwo odróżnić tych, którzy dopiero przylecieli, od tych, co właśnie zeszli z gór. Pierwsi – czyści, pachnący, zwykle trochę bladzi, drudzy – ubłoceni, co tu kryć, często niedomyci, ogorzali od słońca i wiatru. Wszyscy szczę- śliwi – pierwsi, że wreszcie wyruszają w wymarzone góry, drudzy, że wracają już do upragnionej cywilizacji. Oczywiście każdy się nawzajem pozdrawia. Nie ważne kto z  jakiego kraju przybył, tu jest Nepal, więc obowiązuje powitanie nepalskie: – Namaste! – słychać niemal co chwila, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „pokłon tobie”. Nepalczycy wymawiają to magiczne pozdrowienie bardzo śpiewnie, przedłużając ostatnią sylabę. Chyba nie ma turysty odwiedzającego Nepal, który nie nauczyłby się tego sympatycznego, a zarazem użytecznego słówka. 58 Everest Góra Gór Kup książkę Poleć książkę Kup książkę Trekking do bazy Poleć książkę 59 10 kwietnia, wieczorem. W Phakding (2610 m) Pierwszy wieczór w górach Przed chwilą dostałam SMS-a od Ani Czerwińskiej (jedna z najsłynniejszych pol- skich himalaistek). Napisała, że odwiedzi mnie dzisiaj w moim hotelu w Katmandu – wpadnie na pogaduchy. Szkoda, żeśmy się tak minęły! A my tymczasem już w Phakding. Miejscowi wymawiają tę nazwę jak „pak- ding”, Amerykanie – „fak-ding”. Dzisiaj mieliśmy tylko dwie godziny trekkingu, więc wszyscy byli w świetnej formie i dobrych humorach. Udało nam się zdążyć przed deszczem, w odróżnieniu od jaków z bagażami (torby ubłocone jak diabli). Swoją drogą bagaże mamy niekompletne – zno- wu brakuje mi jednej torby. Okazało się, że nasz samolot był przepełniony i nie wszyst- ko się zmieściło, więc pozostałe bagaże upchano do innych lotów. Tyle że po wpół do dwunastej pogoda znowu się zepsuła i już żaden samolot do Lukli nie przyleciał. W naj- gorszym razie nasze torby zobaczymy dopiero w bazie. W podobnej jak ja sytuacji jest większość z nas – Scott, z którym podczas trekkingu mieszkam, też nie ma drugiej torby, umówiliśmy się więc, że wymieniamy się tym, co mamy (oprócz bielizny, rzecz jasna). W iele osób nie do końca rozumie, kim są Szerpo- wie. Szerpa to nie zawód, ale jedna z około stu nepalskich grup etnicznych. Inna sprawa, że od everesto- wej bazy w górę to akurat Szerpowie zmonopolizowali rynek w charakterze przewodników, tragarzy czy kucha- rzy, oni też zakładają liny poręczowe służące do asekuracji wspinaczy. Są naprawdę silni, a pomagają im w tym wy- jątkowe predyspozycje do wysokogórskiej aklimatyzacji. Nazwa „Szerpa” pochodzi z języka tybetańskiego, a w dosłownym tłumaczeniu oznacza „ludzi ze wscho- du” (shar to „wschód”, pa – „ludzie”). Źródłosłów jest jak najbardziej uzasadniony, ponieważ protoplastami tego ludu byli mieszkańcy położonego w  granicach dzisiejszych Chin regionu Kham, znajdującego się na wschód od centralnego Tybetu. Nie wiadomo, kiedy Szerpowie zasiedlili położo- ną w okolicy Everestu Dolinę Khumbu, docierając do niej przez himalajskie przełęcze z Tybetu. Według jednej wersji trzysta–czterysta lat temu (przyczyną był ponoć konflikt religijny na terenie Tybetu), we- dług innej – sześćset. W Nepalu żyje obecnie około stu pięćdziesięciu pięciu tysięcy Szerpów, z czego blisko cztery tysiące w  Dolinie Khumbu, gdzie najwyżej położone wioski sięgają 5000 metrów. Szerpowie mówią oczywiście po nepalsku, wielu z nich także po angielsku, ale między sobą posłu- gują się własnym językiem należącym do grupy języków tybetańskich. Zdecydowana większość z nich (93 ) to buddyści, choć są i tacy, głównie mieszkańcy Katmandu, którzy podają się za hin- duistów (6,2 ). Inna sprawa, że nawet ci, którzy są bardzo religijnymi buddystami, wierzą jeszcze w  różne swoje bóstwa i  demony zamieszkujące góry, jaskinie czy lasy. W Ę D R U J Ą C Y G Ó R A L E S Z E R P O W I E – ❙ Młode Szerpanki w regionalnych strojach. ❙ Szerpowie przygotowujący się do tradycyjnego tańca. 60 Everest Góra Gór Kup książkę Poleć książkę Kup książkę Trekking do bazy Poleć książkę 61 że biznes turystyczny kwitnie, tak więc miejscowym całkiem nieźle się powodzi. W dodatku większość z nich (mowa o lokalsach prowadzących hoteliki) ma też dru- gie mieszkania w Katmandu, gdzie przenoszą się poza sezonem, zimą lub w czasie monsunu. Niektórzy, kiedy już się trochę dorobią, wyjeżdżają jeszcze dalej. – Chcesz pogadać z prawdziwym Szerpą, jedź do USA. – usłyszałam. Tylko w Nowym Jorku ofi cjalne statystyki wymieniają dwa i pół tysiąca miesz- kających tam Szerpów. Ojczyzną Szerpów jest Dolina Khumbu, czyli okolice Everestu. Ale nie każdy, kto tutaj mieszka czy pracuje jest Szerpą. Większość tragarzy, których spotykamy poniżej Everest Base Campu to przedstawiciele innych, uboższych nepalskich ple- mion. Szerpowie, owszem, wciąż jeszcze noszą bagaże, ale raczej w wyższych par- tiach gór jako dobrze opłacani tak zwani tragarze wysokościowi. Jesteśmy już po kolacji – nasz wyprawowy kucharz ugotował pyszną zupę grzybową, do tego dal bhat (soczewica z ryżem – narodowa potrawa nepalska), a na deser zaserwował jeszcze banany w cieście naleśnikowym. Dziś warunki noclegowe mamy świetne, bo mieszkamy w lodge’u, dwuoso- bowych pokojach o standardzie schroniska z toaletą na końcu korytarza. Od jutra będą już namioty. Mam nadzieję, że nie złapię żadnych pluskiew, jak na trekkingu dwa lata temu. Nie dość, że mnie złośliwa bestia pogryzła, to jeszcze wlazła do śpi- wora (bo ciepło) i jako pasażerka na gapę gnębiła mnie przez kolejnych kilka nocy. Pozbyłam się jej dopiero, kiedy rozeźlona towarzystwem wytrzepałam solidnie śpi- wór, zapewne skazując krwiopijczynię na śmierć z wychłodzenia (na 4000 metrów). Mosty, jaki i ból głowy Dziś mieliśmy całkiem długi dzień – wyszło siedem godzin trekkingu. Fakt, wlekli- śmy się strasznie, przynajmniej ta część grupy, z którą wędrowałam. Wciąż ktoś albo zdejmował polar, albo go zakładał, a najczęściej robił zdjęcia. Teraz w Himalajach jest szczególnie urokliwie, bo kwitną rododendrony. I nie są to tylko krzaki, takie jak w Europie, ale wielkie, kilkumetrowe drzewa, tworzące obsypane różowym kwie- ciem lasy. Trudno nie robić zdjęć, kiedy się ma takie widoki i niesamowite wiszące mo- sty. Taka konstrukcja umocowana jest zwykle wysoko nad korytem rzeki, czasem 11 kwietnia, 8 dzień wyprawy. Z Phakding (2610 m) do Namche Bazar (3500 m) ❙ Nie tylko panowie Szerpowie pracują jako tragarze. Kobiety także! Z dzisiejszych obserwacji muszę przyznać, że ciągle jestem w szoku, jak szyb- ko zmieniają się tutejsze wioski. Coraz trudniej znaleźć tradycyjne chałupy z drewna czy kamieni – zastąpiły je solidne konstrukcje służące na ogół jako hotele. Widać, 62 Everest Góra Gór Kup książkę Poleć książkę Kup książkę Trekking do bazy Poleć książkę 63 ❙ Ekologiczna dostawa towarów do wyżej położonych wiosek. ❙ Objuczone zwierzę ma zawsze pierwszeństwo! ❙ To jeszcze nie jaki, tylko dzopkyo (jako-krowy). trochę się buja, co niektórym zapewnia dreszczyk emocji, a często są jeszcze do- datkowe atrakcje typu idąca nam naprzeciw karawana jaków. Problem w tym, że mosty są bardzo wąskie i  ludzie jeszcze się miną, ale z  objuczonym jakiem lepiej nie próbować. Zresztą w ogóle jakom i noszącym ładunki tragarzom należy ustępować. Dzisiaj mieliśmy pierwszą szansę na zobaczenie Everestu odległego w  linii prostej o jakieś trzydzieści kilometrów, ale ze względu na chmury oczywiście nie było go widać. Zafascynowali nas jednak tragarze niosący materiały na jakąś bu- dowę. Jeden z nich dźwigał na plecach dechy i krokwie ważące ponoć sto dwa- dzieścia pięć kilogramów. Okazało się, że za dostarczenie ich z Lukli do Namche (dla turystów dwa dni drogi) zarobi po sto rupii za kilogram, czyli łącznie sto pięć- dziesiąt sześć dolarów. Jak na warunki nepalskie może i nieźle, ale praca mordercza, a kolana i kręgosłup zapewne do szybkiej kasacji. Teraz i tak przynajmniej buty mają chłopaki lepsze, bo pamiętam, że jeszcze kilka lat temu większość zasuwała w ja- ponkach, kaloszach czy rozdeptanych tenisówkach. Najbardziej zadziwiające jest ich tempo. Turyści chodzą zwykle „na lekko”, a i tak większość zostaje w tyle, za tra- garzami. Inna sprawa, że ze względu na przystosowywanie do dużej wysokości nie ma się co spieszyć. Kto pójdzie za szybko, potem ma problemy. Przy aklimatyzacji wszystko ma być kole, kole, co w języku Szerpów znaczy „powoli, powoli”. My zrozumieliśmy te zalecenia bardzo dosłownie i zrobiliśmy po drodze dwie przerwy kawiarniane. Jedna wypadła jeszcze w dolinie, gdzie zafundowaliśmy sobie po herbatce z imbirem. O drugiej zdecydowaliśmy spontanicznie już prawie u celu, kiedy przechodząc przez centrum Namche Bazar, doleciał do nas aromatyczno-słod- ki zapach, no i jakoś nie dało się nie skusić. Rezultat: pyszna kawa (jedna z włoskich 64 Everest Góra Gór Kup książkę Poleć książkę Kup książkę Trekking do bazy Poleć książkę 65 K A N J E Z C A R ? K A J I K A J ! Dla większości turystów wszystkie obładowane rogate zwierzaki spotykane w  Nepalu na hi- malajskich szlakach to jaki. A tymczasem prawdziwe jaki (łac. Bos grunniens oraz Bos mutus) możemy spo- tkać na wysokościach od mniej więcej 3500 metrów (w praktyce oznacza to miejscowość Namche Bazar) do nawet 6000 metrów. Niżej jest dla nich za gorąco – w temperaturze przekraczającej piętnaście stopni Celsjusza przegrzewają się i padają. Zwierzaki spo- tykane niżej to krzyżówka jaka i krowy. Ich angielska nazwa yakow (od połączenia słów yak i cow) nie za bardzo się przyjmuje, tym bardziej że miejscowi i tak wolą swoje określenia, czyli w  przypadku samców dzopkyo, ewentualnie dzo, dzho, zho, podczas gdy samice to dzom, dzomo, zom, zhom. Na prawdziwe jaki miejscowi stosują różne nazwy w zależności od płci. Samiec to jak, samica to nak. Turystom zwykle wszystko jedno. Na pierwszy rzut oka jak i nak wy- glądają tak samo, tym bardziej że samica również ma rogi. Wprawne oko dostrzeże jednak, że jest mniej- sza, inaczej się też zachowuje. Pojedyncze osobniki pasące się gdzieś na uboczu to zawsze naki*. Jaki występują nie tylko w Nepalu – spotkać je można także w wysokogórskich rejonach Indii, Mon- golii, Rosji, Bhutanu czy Chin i Tybetu. Występują za- równo w stanie dzikim, jak i udomowionym (mniejsze od dzikich kuzynów, które mogą mieć nawet dwa metry w kłębie i ważyć tonę). Zwierzęta spotykane na nepalskich szlakach mają swoich właścicieli – są dla miejscowych bardzo cenne, bo służą jako środek trans- portu, a przy okazji zapewniają też pracę w charakterze yak driver’ów, czyli „kierowców jaka”, dają mięso (w lo- kalnych restauracjach można spróbować steku z jaka), mleko (robi się z niego całkiem dobry ser), natomiast z sierści zwierząt przędzie się wyjątkowo ciepłą wełnę. Wykorzystuje się również rogi jaka (choćby do wyrobu etnicznej biżuterii), a także… odchody (po wysusze- niu służą do palenia w piecach). W  przeciwieństwie do normalnego bydła jaki nie muczą, ale chrząkają. Ich sierść jest brązowa lub czarna, chociaż w wersji udomowionej może być też biała. Udo- mowione żyją około dwudziestu–dwudziestu pięciu lat. *) W książce uproszczę trochę ten temat: niezależnie od płci oraz w przypadku jucznych rogaczy z niższych wysokości będę stosowała tylko nazwę „jak”. ❙ Jak najbardziej klasyczny jak. Po trwającej blisko dwieście siedemdziesiąt dni ciąży, samica rodzi jedno młode, które już dziesięć minut po przyjściu na świat jest w stanie utrzymać się na nogach i wrócić samodzielnie do stada. Jaki jedzą trawę, porosty i inne rośliny, przy czym karmi się je mniejszą ilością pa- szy niż bydło domowe z niższych wysokości (jak potrze- buje tylko tyle paszy na dobę, ile stanowi 1 masy jego ciała, krowa – 3 ). Jaki zaaklimatyzowane do wyższych wysokości mają większe płuca i serce (lepsze dotlenienie organizmu) niż bydło nizinne. Wyjątkowo ciepła sierść i  gruba warstwa podskórnego tłuszczu pomagają w  przystosowaniu do niskich temperatur. Co ciekawe, jaki nie mają gruczołów potowych. Ile kosztuje udomowiony jak? Ceny zaczynają się od kilkunastu tysięcy rupii za młodego zwierzaka. Za dobrego, silnego osobnika mogącego nosić ładunki, trzeba liczyć około czterdziestu tysięcy rupii (czterysta dolarów). 66 Everest Góra Gór Kup książkę Poleć książkę Kup książkę Trekking do bazy Poleć książkę 67 fi rm kawowych zafundowała miejsco- wym kawiarniom porządne ekspresy do kawy) i do tego równie pyszne cia- cho. A co tam! To ostatnie miejsce na trasie, gdzie są puby i knajpki w stylu zachodnim. Teraz rwiemy się w  góry, ale pewnie wkrótce będziemy za taką cywilizacją tęsknić. Namche to całkiem spora „me- tropolia” (trzy i  pół tysiąca mieszkań- ców), bądź co bądź stolica Szerpów. W każdą sobotę odbywa się tu wielki targ, na który ściągają ludzie z okolicz- nych wiosek. W pozostałe dni w mia- steczku królują turyści, bo wszystkie grupy trekkingowe i ekspedycje wspi- naczkowe nie mają innego wyjścia i muszą tędy przejść. Centrum to dwie ulice na krzyż ze sklepami, knajpkami i  kafejkami internetowymi. Wszędzie komercja, ale Namche da się lubić, może dlatego, że tutaj już odczuwa się atmosferę gór. Domy wbudowane są w  zbocze przypominające naturalny amfi teatr, naprzeciwko wznoszą się ośnieżone szczyty, zewsząd dobiega dźwięk dzwonków – znak, że główną ulicą zmierza kolejna karawana jaków. W  tym miejscu większość osób za- czyna już odczuwać ból głowy, a nie- którzy mogą mieć nawet poważne problemy z aklimatyzacją. Poleć książkę ❙ Zmęczony tragarz. 68 Everest Góra Gór Kup książkę
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Everest. Góra Gór
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: