Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00600 010307 11059751 na godz. na dobę w sumie
Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą - ebook/pdf
Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 582
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 97883-242-1544-7 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> praktyczna edukacja, samodoskonalenie, motywacja
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Książka jest propozycją przepisania historii Polski oraz opisania jej społeczno-kulturowej tożsamości przy pomocy narzędzi teoretycznych, które albo w ogóle albo w niewielkim tylko stopniu wykorzystano kiedykolwiek w ...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Jan Sowa (ur. 1976) – studiował filologię polską, psychologię i filozofię na Uniwersytecie Jagielloń- skim w Krakowie oraz na Uniwersytecie Paryż VIII w Saint-Denis. Doktor socjologii, pracownik na- ukowy Katedry Kultury Współczesnej UJ. Jest autorem około stu tekstów opublikowanych w Polsce i zagranicą oraz dwóch książek: Sezon w teatrze lalek i inne eseje (2003) i Ciesz się, późny wnuku. Kolonializm, globalizacja i demokracja radykalna (2007). Książka jest propozycją przepisania historii Polski oraz opisania jej społeczno-kulturowej tożsamości przy pomocy narzędzi teoretycznych, które albo w ogóle albo w niewielkim tylko stopniu wykorzystano kiedykolwiek w tym celu – teologii politycznej, psychoanalizy La- canowskiej, teorii systemów-światów, studiów post- kolonialnych, ontologii wydarzenia Alaina Badiou czy teorii hegemonii. Tytułowa figura „fantomowego ciała króla” nawiązuje do koncepcji „dwóch ciał króla” przed- stawionej niegdyś błyskotliwie przez Ernsta Kantoro- wicza w książce pod takim samym tytułem. Poprzez metaforę fantomowego ciała Sowa opisuje I Rzeczpos- politą, której kondycję determinował przede wszystkim szereg braków. Pokazuje, że począwszy od śmierci Zygmunta II Augusta, ostatniego dziedzicznego króla Polski i Litwy, Rzeczpospolita nie istniała jako państwo w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale była raczej fanto- mem, urojeniem, wyobrażeniem, uroszczeniem. Owo nieistnienie położyło się cieniem na losach Polski od wczesnej nowoczesności w XVI i XVII wieku, przez roz- biory aż po czasy współczesne. Fantomowe ciało króla nie jest jednak typową pracą historyczną. Mówi przede wszystkim o współczesnej Polsce i jej problemach z nowoczesnością. W zaskakujący i – jak się okazuje – inspirujący sposób Wallerstein spotyka się w nim z Gom- browiczem, Brzozowski z Lacanem, Lefort z Andersonem a Gramsci i Laclau ze staropolskimi Sarmatami, aby wy- jaśnić zagadkę, jaką była i jest Polska. ISBN 978-83-242-1633-8 T A V z ł z 0 0 , J A N S O WA FANTOMOWE CIAŁO KRÓLA PERYFERYJNE ZMAGANIA Z NOWOCZESNĄ FORMĄ : a c e l o p s a t i s r e v i n u 90 J A N S O W A F A N T O M O W I E C A Ł O K R Ó L A www.universitas.com.pl 8 9 788324 216338 4 UNIVERSITAS Historya wytworzyła nas – marzyć o uniezależnieniu się od historyi jest to marzyć o samounicestwieniu, o rozpłynięciu się w eterze feeryi i baśni. Jest naszą istotą właśnie to, że jesteśmy Europejczykami, żyjący- mi w tym, a nie innym momencie. – Nasze ja – to nie jest coś stojącego na zewnątrz historyi, lecz ona sama; nie ma możności wyzwolenia się od niej, gdyż nie ma w nas włókna, któreby do niej nie należało. Gdy usiłu- jemy wyzwolić się od historyi, padamy ofi arą historyi niezrozumianej. Stanisław Brzozowski Poznaj samego siebie. motto wyroczni w Delfach Podziękowania Pracę nad niniejszą książką ułatwiło mi stypendium habilita- cyjne, które otrzymywałem w latach 2008–2010. Dziękuję prof. Krzysztofowi Pleśniarowiczowi za wsparcie w staraniach o nie. Inspirujące były dla mnie liczne dyskusje z koleżankami i ko- legami związanymi z Katedrą Kultury Współczesnej UJ, gdzie na co dzień pracuję. Szczególne podziękowania należą się Ewie Majewskiej, Jakubowi Majmurkowi oraz Kubie Mikurdzie, któ- ry zadał sobie również trud lektury i skomentowania psychoana- litycznych części książki, gdy była ona jeszcze w maszynopisie. Oczywiście, za wszelkie błędy i niedociągnięcia w tekście odpo- wiedzialność mogę ponosić tylko ja sam. Fragmenty Fantomowego ciała króla reinterpretujące hi- storię Polski z perspektywy postkolonialnej miałem okazję przedstawić w czasie seminarium prof. Krzysztofa Wodiczki w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej w Warszawie w lutym 2010 roku oraz podczas semestralnego kursu dotyczącego teo- rii postkolonialnej, który prowadziłem tam w ramach studiów podyplomowych Sztuka – przestrzeń publiczna – demokracja w roku akademickim 2010/11. Dziękuję uczestnikom tych za- jęć za wszystkie dyskusje i uwagi, a ich organizatorom, w tym szczególnie Joannie Warszy, za zaproszenie do współpracy. Last but not least, podziękowania należą się zespołowi wydawnic- twa Universitas oraz redaktorom i redaktorce serii Horyzonty nowoczesności, których kompetencje i życzliwość pozwoliły na szybkie i sprawne wydanie książki. Wprowadzenie Czułem się za owych lat w Polsce, jak w czymś, co chce być, a nie może, chce się wypowiedzieć, a nie potrafi ... Witold Gombrowicz, Dziennik „Interpol” W 1996 roku w sztokholmskiej galerii Farbfabriken otwar- to organizowaną wspólnie przez Szwedów i Rosjan wystawę Interpol. W zamierzeniu kuratorów – Jana Amana i Viktora Misiano – to przygotowywane przez ponad dwa lata przedsię- wzięcie miało być przestrzenią kulturowego dialogu między Wschodem a Zachodem, których tożsamości i pozycje zostały zredefi niowane przez wydarzenia z przełomu lat osiemdziesią- tych i dziewięćdziesiątych XX wieku. Sprzyjać miał temu spo- sób zaprojektowania i aranżacji wystawy. Zakładano, że każdy z zaproszonych artystów zagospodaruje całą przestrzeń galerii, a nie tylko jej wycinek, jak ma to zazwyczaj miejsce. Ta ko- nieczność negocjowania wspólnego użycia jednej przestrzeni – nie tylko metaforycznie, ale w sposób jak najbardziej realny – wyrażała nową sytuację Wschodu i Zachodu, które przesta- ła dzielić Żelazna Kurtyna. Miała skłonić artystów do podjęcia dialogu i współpracy. Niestety, ta iście Habermasowska wizja komunikacyjnej racjonalności szybko upadła, ustępując miejsca emocjonalnym, antagonistycznym artykulacjom wiodącym do 8 Wprowadzenie bezpośredniej, fi zycznej konfrontacji. Już od pierwszego spo- tkania artyści z Rosji i Szwecji okazali się zbyt odmienni, aby wpisać się we wspólną przestrzeń niehierarchicznej, swobodnej i racjonalnej komunikacji. Podczas gdy Rosjanie przystąpili do rozmowy z gotowymi pomysłami i zaczęli zadawać fundamen- talne pytania dotyczące konceptualnych ram projektu oraz jego społeczno-politycznych znaczeń, Szwedzi woleli wyjść od luź- nych pomysłów i rozbudowywać je w miarę rozwoju projektu. Nie chcieli podejmować dyskusji na temat jakichkolwiek pod- stawowych i nadrzędnych idei, uznając, iż wypowiedzi arty- styczne ukształtują się w toku prac nad wystawą, a nie czczych ich zdaniem debat o imponderabiliach. Ta podstawowa rozbież- ność szybko doprowadziła do powstania po obu stronach silnych uprzedzeń: Rosjanie uznali, że Szwedzi cierpią na syndrom nie- zdecydowanej bohemy, intelektualną inercję i nieumiejętność konceptualnego myślenia; Szwedzi odczytali zachowanie Ro- sjan jako kierowane kompleksami, sztywne, typowe dla ludzi o totalitarnej mentalności i agresywne. Jak podsumował to Vic- tor Misiano, „podstawowa idea całego projektu, czyli założenie, że konfrontacja różnych idei może prowadzić do dyskusji i re- alizacji wspólnego projektu – poniosła już na wstępie spektaku- larną porażkę”1. Rozczarowany tak fatalnym początkiem współpracy Misia- no wycofał się z projektu. Interpol stał się przedsięwzięciem prowadzonym wyłącznie przez Szwedów, z udziałem kilku za- granicznych artystów. Ten radykalny krok rosyjskiego kuratora okazał się uzasadniony: proces realizacji Interpolu dowodzić może wielu rzeczy, ale na pewno nie możliwości konstruktyw- nego dialogu między ludźmi ukształtowanymi przez różne re- alia społeczne, historyczne i kulturowe. Im bardziej zbliżał się moment nadania wystawie ostatecznego kształtu, tym jaśniejszy stawał się fundamentalny brak kompatybilności między Wscho- dem a Zachodem: 1 V. Misiano, Interpol. The Apology of Defeat, „Moscow Art Magazine”, Digest 1993–2005. Cytuję za wersją elektroniczną pozbawioną numeracji stron: http://xz.gif.ru/numbers/moscow-art-magazine/interpol/. Wszystkie adresy internetowe zostały sprawdzone w czerwcu 2011 roku. Wprowadzenie 9 Dla Rosjan bycie artystą okazało się przede wszystkim kwestią moralnej samo-identyfi kacji. To, co interesuje ich w sztuce, to intelektualne poszu- kiwania i mierzenie się z uniwersalnymi problemami ontologicznymi oraz egzystencjalnymi. (...) Artyści szwedzcy uzyskują swoją tożsamość dzięki mechanizmom społecznym i instytucjonalnym. Sztuka jest dla nich samo- dzielnym językiem i autonomiczną domeną działania. (...) Rosyjscy artyści mają skłonność do egzaltacji i poszukują w sztuce sposobu na rozwiązanie problemów praktycznej egzystencji, natomiast dla Szwedów ważniejsze jest zachowanie prywatności. Dla Rosjan sztuka jest doświadczeniem życia, dla Szwedów – drogą do zajęcia odpowiedniej pozycji w obrębie systemu świata sztuki2. Do kulminacji konfl iktu doszło podczas wernisażu wystawy. Większość rosyjskich artystów po licznych kłótniach na temat sposobu realizacji wystawy wycofała się z przedsięwzięcia. W dniu otwarcia pozostało ich tylko dwóch: Alexander Brener i Oleg Kulig3. Ich udział okazał się jednak jeszcze większym skandalem niż rezygnacja wszystkich pozostałych artystów. Brener po półtoragodzinnym biciu w bębny rzucił się z krzy- kiem na gigantyczną instalację Wendy Gu, która stanowiła ma- terialny trzon wystawy, i kompletnie ją zniszczył. Kulig, który w czasie wernisażu miał nago odgrywać psa na łańcuchu, wy- rwał się z klatki, rzucił na zwiedzających i pogryzł kilka osób4. Szwedzki kurator Jan Aman kopnął go, wepchnął z powrotem do klatki i wezwał policję, która aresztowała obu rosyjskich ar- tystów. Skandal w czasie wernisażu nie był bynajmniej końcem kontrowersji. Oburzonym Szwedom zaczęli wtórować goście „z innych krajów zachodnich. Z inicjatywy francuskiego kry- tyka sztuki Oliviera Zahma (którego do udziału w projekcie 2 Tamże. 3 Nie przypadkiem obaj artyści to przede wszystkim performerzy. Rosja- nie doszli do wniosku, że negocjacja ze Szwedami na temat fi zycznej orga- nizacji i formy wystawy nie ma żadnych szans powodzenia i jedyny wymiar ekspresji, jaki im pozostał, to sama czasoprzestrzeń wystawy jako miejsca i wydarzenia. 4 Fragment tego performensu zobaczyć można w serwisie YouTube: http:// www.youtube.com/watch?v=jGlwrWsD2ZU hl=pl. 10 Wprowadzenie zaprosił Włoch Maurizio Catellan, sam zaproszony wcześniej przez rosyjskiego artystę Vadima Fiszkina) kilkunastu artystów napisało List Otwarty do Świata Sztuki, w którym pod adresem Rosjan padają takie określenia i oskarżenia, jak „chuliganizm i ideologia skinheadów”, „faszyzm”, „klasyczny model zacho- wania imperialistycznego”, „bezpośredni atak na sztukę, de- mokrację i wolność wypowiedzi” czy „nowa forma totalitarnej ideologii”. Zderzenie cywilizacji Cała sytuacja wręcz nabrzmiała symbolicznymi znaczenia- mi. Oto w Nowej Europie, jednoczącej się po obaleniu Żelaznej Kurtyny, artyści z Rosji – która od wieków odgrywała dla Za- chodu rolę „bliskiego innego”, rodzaju nieco nieprzewidywal- nego i ekscentrycznego krewnego, odrobinę przerażającego, ale również fascynującego i stymulującego wyobraźnię – zostają zaproszeni, aby nawiązać dialog ze swoimi kolegami z wysoko cywilizowanej i rozwiniętej Szwecji. Racjonalne porozumienie od razu okazuje się tylko fantazmatem organizatorów wystawy. Relacja sił jest przy tym zdecydowanie asymetryczna: Szwedzi mają za sobą niepomiernie większe doświadczenie i sprawność w poruszaniu się po instytucjonalno-dyskursywnym polu sztu- ki współczesnej. Za ich plecami stoi potężna kultura zachodnia ze zbiorem wartości pretendujących do uniwersalizmu, dzięki czemu Szwedom od początku udaje się zdominować sytuację na poziomie symbolicznym. Strona rosyjska zostaje spacyfi ko- wana między innymi dzięki wykorzystaniu szerokiego reper- tuaru kulturowych stereotypów: Rosja jest agresywna, auto- rytarna, prymitywna, nie potrafi rozmawiać, chce za wszelką cenę forsować swoje rozwiązanie itp. itd. Dwaj artyści rosyjscy, którzy jako jedyni biorą ostatecznie udział w wystawie, przyj- mują paradoksalną strategię obrony przed innym, z którym nie są w stanie się porozumieć: nadmiernie identyfi kują się z rolą wyznaczoną im przez kulturowe stereotypy. Kulig postanawia Wprowadzenie 11 jak dzikus gryźć ludzi, a Brener niczym goryl w dżungli niszczy pracę, która ze względu na swój rozmiar i lokalizację w prze- strzeni galerii staje się rodzajem synekdochy reprezentującej ca- łość wystawy, a szerzej – cały system zachodniego świata sztu- ki z jego spektakularnym rozmachem i dbałością o materialną realizację dzieła sztuki. Zdaniem Rosjan ta materialna strona jest dla zachodnich artystów ważniejsza niż metafi zyczna głębia artystycznych poszukiwań. Rola Rosji zostaje w ten sposób zre- dukowana do czystej negatywności: charakter jej kultury okre- śla się przez niemożliwość wcielenia w życie zachodnich norm i wartości, a jej postawa wobec Zachodu wyraża się w agresji i niszczeniu. Rola kulturowych stereotypów i uprzedzeń staje się bardziej widoczna, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że działania Kuliga czy Brenera nie były pod względem formalnym czymś nowym w obrębie sztuki współczesnej. Gesty niszczenia przez jednych artystów prac innych artystów pojawiały się już wcześniej. Co więcej, ich autorów znaleźć można w panteonie klasyków sztu- ki; przykład najbardziej znany to Erased de Kooning Roberta Rauschenberga z 1953 roku. Igor Zabel, słoweński kurator, pro- ponuje, aby skandal wokół wystawy Interpol zinterpretować, odwołując się do rozważań rosyjskiego artysty, Ilji Kabakowa. Używa on wobec siebie określenia „osoba kulturowo przemiesz- czona” i próbuje z tej perspektywy opisać ważną w świecie Zachodu tendencję do radykalnego krytykowania, kwestiono- wania, a nawet odrzucania własnych norm kulturowych. Swój stosunek do tego zjawiska opisuje przy pomocy wyimaginowa- nej alegorii, w której stawia sam siebie w pozycji sieroty z domu dziecka, odwiedzającej rodzinę swojego przyjaciela. Przyjaciel jest wobec niej krytyczny – demonstruje to werbalnymi atakami na rodziców, podczas gdy przybyszowi wydaje się ona miłym i tolerancyjnym domem. Możliwość krytykowania – nawet agre- sywnego – jest dowodem wyjątkowej siły i stabilności rodziny przyjaciela. „Ale – dodaje Kabakow – na ten krytycyzm mogą pozwolić sobie tylko dzieci z tej rodziny. Gdybym ja zaczął za- chowywać się w ten sam sposób, co ich syn, rodzice zareagowa- 12 Wprowadzenie liby inaczej, a najprawdopodobniej wezwaliby policję”5. Taka też jest różnica między gestem Rauschenberga a sytuacją Brenera i Kuliga: ten pierwszy należał do „rodziny”, był zachodnim ar- tystą, a nawet znajomym de Kooninga, więc jego pracę, cho- ciaż nie pozbawioną kontrowersji, przyjęto jako dozwoloną wy- powiedź artystyczną, podczas gdy Kulig i Brener to „dzikusy” ze Wschodu, których zachowanie było wyłącznie „faszyzmem” oraz „bezpośrednim atakiem na sztukę, demokrację i wolność wypowiedzi”, doskonale wpisującym się w stereotyp rosyjskiej kultury i społeczeństwa. Między Wschodem a Zachodem Nie trzeba używać wyrafi nowanych narzędzi dekonstruk- cji, aby zauważyć, że tak zgrabnie ustawiona para absolutnych przeciwieństw – „Zachód vs. Wschód”, „demokracja vs. totalita- ryzm”, „rozum vs. siła”, „instytucja vs. dzikość” itd. – może ist- nieć tylko dlatego, że oba jej człony mają czysto fantazmatyczną zawartość: nie opisują żadnego stanu rzeczywistego i odpowia- dają jedynie obecnemu po obu stronach pragnieniu określonej percepcji samego siebie oraz innego. A jednak te fałszywie zde- fi niowane opozycje tożsamościowe działają i dlatego są rzeczy- wiste; oczywiście w sensie kulturowym, bo w kulturze rzeczy- wiste jest to, co ludzie uznają za takie właśnie. Treść, jaką obie strony wypełniają mniemanie o sobie i innym, można nazwać nieporozumieniem, rację miał jednak Baudelaire, gdy napisał, że „świat dogaduje się dzięki powszechnemu nieporozumieniu”. Dlatego nie warto marnować czasu na udowadnianie, że Zachód nie jest wcale tak racjonalny i demokratyczny, jak mu się wydaje, a Wschód tak emocjonalny i apodyktyczny, jak chcieliby niektó- rzy. W książce tej interesować mnie będzie coś zupełnie innego, 5 I. Kabakov, A Story About a Culturally Relocated Person, odczyt na XVIII kongresie AICA, Sztokholm, 22 września 1994, przedruk w: „Mars” 1996, nr 3-4. Cyt. za: I. Zabel, Dialog, tłum. K. Bojarska, w: A. Leśniak, M. Ziółkowska (red.), Tytuł roboczy: archiwum, nr 1, Muzeum Sztuki, Łódź 2009, s. 7. Wprowadzenie 13 czego istnienie i natura pozostaje jednak w pewnym stopniu zde- fi niowane przez „nierzeczywistą rzeczywistość” binarnej opo- zycji między Wschodem a Zachodem: to, co istnieje pomiędzy. Między dobrze określonymi biegunami Zachodu i dwóch rodza- jów Wschodu – Rosji jako „Wschodu europejskiego” oraz Orien- tu jako „Wschodu obcego” – rozciąga się szary pas, którego defi - nicja i habitus6 wymykają się czarno-białym kategoryzacjom. To Europa, ale nie do końca jest to Europa, bo wpływy islamskie, tatarskie, azjatyckie i inne były na tym terenie zawsze wystar- czająco silne, aby skontaminować jakikolwiek czysto europejski habitus. Jest „ani zbyt dzika ani zbyt cywilizowana”7. To obszar zdominowany przez chrześcijaństwo, ale inne niż to, które może mieć na myśli Niemiec lub Francuz, gdy mówi o religii chrze- ścijańskiej: chrześcijaństwo zabobonne, wymieszane ze starymi kultami pogańskimi, opierające się nie tylko reformacji i oświe- 6 Tu i dalej używam pojęcia „habitus” w sensie, jaki nadał mu Pierre Bour- dieu. Jest to więc zespół względnie trwałych dyspozycji do działania, myśle- nia, postrzegania świata oraz przeżywania emocji w określony sposób (zob. P. Bourdieu, Szkic teorii praktyki, tłum. W. Kroker, Kęty 2007; P. Bourdieu, Reguły sztuki, tłum. A. Zawadzki, Kraków 2001; P. Bourdieu, Dystynkcja. Społeczna krytyka władzy sądzenia, tłum. P. Biłos, Warszawa 2005, oraz L. Pinto, Pierre Bourdieu et la théorie du monde social, Paris 2002). Ponie- waż to standardowy element współczesnej socjologii, doskonale omówiony w licznych opracowaniach, nie poświęcam mu tutaj więcej miejsca. Pojęciem „habitus” zdecydowałem się zastąpić tam, gdzie jest to możliwe, wątpliwą pod wieloma względami kategorię „tożsamości”. „Habitus”, co podkreślał sam Bourdieu, pozwala wznieść się ponad jałowy spór między zwolennika- mi struktur determinujących podmiot i podmiotu determinującego struktu- ry (więcej na ten temat P. Bourdieu, Reguły sztuki, cz. II, Podstawy nauki o przedmiotach kulturowych, s. 271-431), ponieważ jest ustrukturyzowaną strukturą posiadającą zdolność strukturowania. Mówiąc tu o habitusie kra- ju lub regionu, idę śladem wyznaczonym przez Gayatri Chakravorty Spivak, która opisując kulturową ewolucję Turcji, stara się pokazać, jak „reorganizacja w światowym handlu zaczęła pod koniec XVIII w. rekonstytuować habitus regionu w formację dyskursywną bliższą Zachodniej Europie” [podkreślenie moje – J.S.] (G. Chakravorty Spivak, Scattered Speculation on the Question of Cultural Studies, w: S. During (red.), The Cultural Studies Reader, London 1993, s. 177). Kategoria tożsamości pojawiać się będzie jednak tam, gdzie przywołuję lub omawiam poglądy innych autorów, którzy ją wykorzystują. 7 L. Neuger, Central Europe as a Problem, w: J. Korek (red.), From Sovie- tology to Postcoloniality. Poland and Ukraine from a Postcolonial Perspecti- ve, Stockholm, 2007, s. 26. 14 Wprowadzenie conemu rozumowi – jak polski katolicyzm – ale trwające nawet – jak prawosławie, zwłaszcza w wersji greckiej i ormiańskiej – przy formach i doktrynach, które reszta chrześcijańskiego świa- ta odrzuciła prawie tysiąc lat temu w czasie Wielkiej Schizmy Wschodniej. Wyłącznie na tym osobliwym, rozmytym i niewy- raźnie zdefi niowanym obszarze kontynentu europejskiego islam zadomowił się tak dobrze i jest w nim od tak dawna, że nie da się zredukować go do roli niepożądanego intruza przemycanego przez nielegalnych imigrantów, jak dzieje się to dzisiaj w wielu krajach Zachodniej Europy. I wreszcie w globalnym podziale na bogatą Północ i biedne Południe zdecydowana większość tego obszaru – na który składają się regiony wyodrębnione geogra- fi cznie jako Europa Środkowa oraz fragmenty Europy Wschod- niej i Południowej – należy dzisiaj do grupy zamożnych państw globalnej Północy8. Z drugiej strony nie trudno jednak zauwa- żyć, że pod względem gospodarczym znakomita większość tych terenów nie przystaje do bogatych państw Zachodu, takich jak Niemcy, Szwajcaria, Francja czy Wielka Brytania. Bogactwo szarego pasa Europy Środkowo-Wschodniej oraz Południowej jest powierzchniowe i fragmentaryczne, a nie strukturalnie ugruntowane i (prawie) kompletne, jak w przypadku państw za- chodnich. Pod wieloma względami ta biedniejsza i peryferyjna część Europy przypomina nie jej bogaty rdzeń, ale inne terytoria peryferyjne, na przykład Amerykę Łacińską9. To rozdarcie miedzy Wschodem a Zachodem i niejedno- znaczna sytuacja tożsamościowa bardzo silnie – a być może naj- silniej w regionie – objawia się współcześnie w społeczeństwie ukraińskim. Mykoła Riabczuk w książce pod znamiennym tytu- łem Dwie Ukrainy pisze: 8 Większość krajów tego regionu należy do Unii Europejskiej, część do OECD i NATO, a PKB większości państw wynosi więcej niż światowa śred- nia szacowana współcześnie na 6,5 tys USD (per capita); zob. J. Bradford DeLong, Estimating World GDP, One Million B.C. - Present, http://econ161. berkeley.edu/TCEH/1998_Draft/World_GDP/Estimating_World_GDP.html. 9 Zob. P. Wielgosz, Od zacofania i z powrotem. Wprowadzenie do ekonomii politycznej miasta peryferyjnego, w: M. Kaltwasser, E. Majewska, K. Szre- der, (red,) Futuryzm miast przemysłowych. 100 lat Nowej Huty i Wolfsburga, Kraków 2007. Wprowadzenie 15 [Sytuację na Ukrainie – J.S.] najkrócej można (...) określić jednym wspól- nym terminem: ambiwalencja. Jest to nie tylko brak jasnej tożsamości języ- kowo-kulturowej znacznej części mieszkańców, lecz także ogólny brak u nich światopoglądowego określenia się, dezorientacja, która kapryśnie ujawnia się jako jednoczesna orientacja jednostki na wzajemnie wykluczające się, nie dające się pogodzić, sprzeczne wartości – taka swego rodzaju „schizofrenia społeczna”10. Pomiędzy Zachodem a Wschodem leży więc pas „ziemi ni- czyjej” i „nijakiej”. Nie przynależy on w pełni ani do jednej, ani do drugiej strony. Co więcej: nie tworzy również odrębnej grupy społeczno-kulturowej o wyraźnie odmiennym i wspól- nym habitusie. Nie istnieje nic takiego jak spójna Europa Środ- kowo-Wschodnio-Południowa. Łotwa i Bułgaria – obie należą- ce do szarego pasa ziemi kulturowo niczyjej – są od siebie pod wieloma względami skrajnie odmienne. Nie znajdziemy w tej części świata wspólnej tożsamości religijnej, etnicznej, języ- kowej, kulturowej ani jakiejkolwiek innej. Nawet wspólne dla większości krajów tego regionu doświadczenie sowieckiej domi- nacji w drugiej połowie XX wieku nie może stać się elementem konstytutywnym wspólnej pamięci, bo ze względu na odmienne historie poszczególnych państw, epizod ten ma w każdym wy- padku inną wagę i znaczenie. Podczas gdy z perspektywy pol- skiej łatwo wpisać go w logikę imperialno-kolonialnej ekspansji Rosji, z perspektywy bułgarskiej nie miał on nic wspólnego ze zjawiskiem rusyfi kacji. Dla Bułgarów, historycznie rzecz biorąc, Rosja była zawsze cywilizowanym wsparciem w walce z napie- rającym od południa islamem, a nie dzikim zagrożeniem, z ja- kim kojarzyła się i kojarzy znacznej części narodów bałtyckich. Doświadczenie „realnego socjalizmu” jest znów dla jednych sy- nonimem upadku, dla innych – jak na przykład dla wielu miesz- kańców byłej Jugosławii – wiąże się ze wspomnieniem lepszych czasów, w porównaniu z którymi obecna sytuacja stanowi zde- cydowany regres. 10 M. Riabczuk, Dwie Ukrainy, tłum. M. Dyhas i inni, Wrocław 2004, s. 23. 16 Wprowadzenie Ta niejednoznaczność znalazła odzwierciedlenie w licznych debatach wokół wyodrębnienia Europy Środkowo-Wschodniej jako samoistnego regionu i ustalenia jego granic11. Termin ten nie jest kategorią geografi czną, bo geografi a mówi o Europie Zachodniej, Wschodniej, Środkowej, Północnej i Południowej. Wyodrębnienie Europy Środkowo-Wschodniej ma jednak głę- boki sens cywilizacyjno-kulturowy. Nie jest to zadanie łatwe, bo tylko w ograniczonym zakresie możemy oprzeć się tu na jakichkolwiek naturalnych barierach. Od północy będzie nią na pewno Morze Bałtyckie. Dorzecza rzek wpadających do niego od wschodu tworzą północne rubieże Europy Środko- wo-Wschodniej, przy czym musimy wyznaczyć tutaj sztuczną granicę w okolicach Zatoki Fińskiej, której tylko południowe i wschodnie wybrzeże zaliczyć możemy do tego regionu. Na południowym wschodzie naturalną granicą Europy Środko- wo-Wschodniej jest Morze Czarne. Reszta jej granic pozostaje umowna, istnieją jednak historyczne i kulturowe podstawy ich określenia. Na zachodzie i południu ich bieg wyznaczają dawne granice wpływów Imperium Rzymskiego. Trwałość tej histo- rycznej linii podziału Europy oraz wielowymiarowy charakter przepaści, jaką tworzy, są zaskakujące. Węgierski historyk Jenő Szűcs wskazuje, że za wyjątkiem niewielkich różnic w Turyngii zachodnia granica sowieckiej sfery wpływów przebiegała w XX wieku dokładnie tam, gdzie w IX wieku znajdowała się granica imperium Karola Wielkiego, a 500 lat wcześniej granica wpły- wów Imperium Rzymskiego: na Łabie i Litawie12. W XV i XVI 11 Zob. np. O. Halecki, Historia Europy – jej granice i podziały, tłum. J.M. Kłoczowski, Lublin 1994; J. Szűcs, Trzy Europy, tłum. J.M. Kłoczowski, Lu- blin 1995; I.T. Berend, History Derailed. Central and Eastern Europe in the Long Nineteenth Century, Berkeley 2003, s. XII-XIII. 12 Rzymianie nigdy, co prawda, nie przekształcili terenów położonych między Renem a Łabą w prowincję swojego imperium, jednak na przełomie poprzedniej i obecnej ery silnie spenetrowali tereny północnej Germanii. W roku IX n.e. podjęli próbę ostatecznego podporządkowania tego terenu, zakończyła się ona jednak sromotną porażką. Cheruskowie pod wodzą Armi- niusa w bitwie w Lesie Teutoburskim rozgromili 3 rzymskie legiony, zabijając prawie 20 tys. żołnierzy. Więcej na ten temat zob. P. Rochala, Las Teutobur- ski. 9 r.n.e, Warszawa 2008. Mimo tego kultura i instytucje rzymskie przeni- kały przez granicę Renu i docierały aż do Łaby, co 4 wieki po upadku Rzymu Wprowadzenie 17 wieku ta sama linia oddzieliła w Europie tereny, na których poja- wiło się tzw. wtórne poddaństwo chłopów, od tych, gdzie chłopi stali się już na zawsze wolni. Gdybyśmy pragnęli podzielić Eu- ropę tylko na dwie części – Wschód i Zachód – to za linię demar- kacyjną musielibyśmy również uznać te właśnie rzeki. Jest przy tym rzeczą znamienną, że Wschód odróżnia się tu od Zachodu nie przez jakąkolwiek pozytywność – własny, konkurencyjny habitus wyznaczający wzorce alternatywne wobec tego, co poja- wiło się na Zachodzie – ale przede wszystkim przez historyczną negatywność: brak dziedzictwa rzymskiego. Południową granicę Europy Środkowo-Wschodniej można wyznaczyć w oparciu o rzymskie limes i jest nią Dunaj. Położone na południe od niego tereny, które przez długi czas pozostawa- ły pod kontrolą Bizancjum, a później Imperium Osmańskiego, tworzą region zdecydowanie odrębny społecznie i kulturowo. Najtrudniejsze do wyznaczenia i przez to najbardziej arbitral- ne są wschodnie granice Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie region ten płynnie przeobraża się w Europę Wschodnią. Gdy- byśmy mieli poszukiwać jednak linii demarkacyjnej mającej znaczenie zarówno w przeszłości, jak i obecnie, to byłby nią Dniepr: tereny położone na jego prawym brzegu należą do Eu- ropy Środkowo-Wschodniej, dzielą z nią wspólną historię, a ich specyfi kę społeczną, kulturową i gospodarczą ukształtowały te same procesy i zjawiska. Po lewej stronie Dniepru zaczyna się już sfera wpływów Moskwy. To zasadnicza różnica. Jeśli tereny na wschód od Dniepru zasługują na miano peryferii czy tere- nów zależnych, to centrum grawitacji była dla nich Rosja – aż do wieku XX odrębna gospodarka-świat – a nie Europa Zachodnia. Na Europę Środkowo-Wschodnią składałby się więc obszar wyznaczony od północy przez Bałtyk, od zachodu przez Łabę i Litawę, od południa przez Dunaj i Morze Czarne, a od wschodu przez Dniepr. Państwa położone na tym terenie cechują się zna- czą różnorodnością społeczno-kulturową, jednak pewna wspól- na właściwość zbliża je do siebie. Ma ona – podobnie jak ich znalazło potwierdzenie w fakcie, że na tej rzece ustaliła się wschodnia granica imperium Karola Wielkiego. Zob. również Publiusz Korneliusz Tacyt, Ger- mania, tłum. A. Naruszewicz, Sandomierz 2009. 18 Wprowadzenie peryferyjność – charakter względny i można by nazwać ją syn- dromem niedorozwoju, niepełności, niesamoistności, niepełne- go ukształtowania, podrzędności czy wreszcie – idąc za intuicją Stanisława Brzozowskiego i Witolda Gombrowicza – niedojrza- łości społeczno-kulturowej. Region ten zajmują społeczeństwa nie potrafi ące określić swojego habitusu w sposób autonomicz- ny, bez oglądania się na Innego, który byłby dla nich punktem pozytywnej lub negatywnej idealizacji: „chcemy być jak Niem- cy, Austriacy, Włosi, Francuzi, czyli Zachód” lub „nie jesteśmy jak Rosjanie, Ukraińcy, Turcy, Azjaci, czyli Wschód”. To jasne, że tożsamość zawsze określa się w kategoriach relacyjnych, to znaczy wobec kogoś lub czegoś, jednak szczególna sytuacja państw w tej części Europy polega na ich wiecznym uwięzieniu w logice doganiania-uciekania, która nie stosuje się do państw Europy Zachodniej. Wszędzie znajdziemy oczywiście skłonność do konkurencji i porównywania się, jednak żaden Niemiec nie myślał nigdy tak obsesyjnie, że chce być jak Holender, a nie jak Szwajcar, a żaden Francuz nie upierał się, że bardziej jest po- dobny do Anglika niż do Hiszpana, jak bardzo Polacy chcieliby przypominać Europejczyków z Zachodu, a nie Rosjan, a Węgrzy Austriaków, a nie Rumunów. Państwa egzystujące w pustce między Wschodem a Zacho- dem – nie-germańskiej, ale też nie-prawosławnej, jak relacyj- nie defi niuje ten region Miroslav Hroch13 – można określić ko- lokwialnym zwrotem „niewydarzone”, bo sprawiają wrażenie, jakby nie mogły się do końca wydarzyć, jakby nie były w stanie samodzielnie wypełnić treścią swoich nazw i musiały wciąż się- gać po wzory zapożyczone z zewnątrz, od idealnego Innego na Zachodzie. Nie znaczy to jednak, że kraje te dysponują jakimiś własnymi, zapoznanymi i niezwykle wartościowymi osiągnię- ciami kulturowymi, które należałoby wskrzeszać, zamiast sięgać po wzory obce, jak chcą dziś na przykład zwolennicy polskiego republikanizmu14. Problem polega między innymi na tym, że nie 13 Zob. M. Hroch, Central Europe – The Rise and Fall of an Historical Region, w: Ch. Lord (red.), Central Europe: Core or Peryphery?, Copenhagen 2000, s. 31. 14 Temat ten pojawia się często na przykład w eseistyce Zdzisława Kra- snodębskiego. Zob. Z. Krasnodębski, Demokracja peryferii, Gdańsk 2005 Wprowadzenie 19 ma tu właśnie żadnych „własnych” wzorów, ponieważ kultury tego obszaru zawsze były wtórne: Kochanowski naśladował po- etów włoskich tak samo, jak polscy koloryści malarzy francu- skich. W żadnym właściwie obszarze kultury – czy będzie mowa o sztukach, gospodarce, polityce, nauce czy nawet kuchni – nie znajdziemy poważnych osiągnięć, które wywarłyby wpływ na kulturę europejską, nie mówiąc już o światowej. Kto uważa, że to ocena niesprawiedliwa, niech spróbuje wskazać przykła- dy takich osiągnięć: styl architektoniczny pochodzący z Polski, prąd w malarstwie podyktowany przez Węgrów, gatunek literac- ki wymyślony przez Bułgarów, przełom naukowy dokonany na Litwie, rewolucyjną ideologię polityczną rodem z Rumunii czy nawet czeskie danie, które podbiło restauracje świata. W polskim kontekście najtrafniejszą diagnozę tego cywiliza- cyjnego „niewydarzenia” znajdziemy u mistrza narodowej de- konstrukcji, Witolda Gombrowicza: Mnie, który jestem okropnie polski i okropnie przeciw Polsce zbuntowany, zawsze drażnił polski światek dziecinny, wtórny, uładzony i pobożny. Polską nieruchomość w historii temu przypisywałem. Polską impotencję w kultu- rze – gdyż nas Bóg prowadził za rączkę. To grzeczne polskie dzieciństwo przeciwstawiałem dorosłej samodzielności innych kultur. Ten naród bez fi - lozofi i, bez: świadomej historii, intelektualnie miękki, duchowo nieśmiały, naród który zdobył się tylko na sztukę „poczciwą” i „zacną”, rozlazły naród lirycznych wierszopisów, folkloru, pianistów, aktorów, w którym nawet Żydzi się rozpuszczali i tracili jad15. oraz tegoż, Drzemka rozsądnych. Zebrane eseje i szkice, Kraków 2006. Inny przykład podobnego myślenia zob. K. Mazur, Polskość ejdetyczna, „Pressje” 2010, nr 22-23. Cały podwójny numer czasopisma „Pressje” służyć może za przykład wręcz wzorowej artykulacji przekonania o istnieniu zapomnianych i niezwykle wartościowych wzorów polskiej organizacji społecznej, politycz- nej i kulturowej. 15 W. Gombrowicz, Dziennik 1953–1956, Kraków 1986, s. 280. 20 Wprowadzenie (Samo)kolonizacja Bułgarski historyk Alexander Kiossev w krótkim tekście z końca lat dziewięćdziesiątych XX wieku próbuje znaleźć odpo- wiedź na pytanie, dlaczego kraje Europy Środkowo-Wschodniej i Południowo-Wschodniej pozbawione są wyrazistej i własnej tożsamości. Na ich określenie proponuje termin „samo-koloni- zujące się kultury”16. Typowa dla społeczeństw peryferyjno-ko- lonialnych praktyka importu obcych wzorów kulturowych i ich wykorzystania do budowy własnej tożsamości jest przez Kios- seva zreinterpretowana z uwzględnieniem specyfi cznej sytuacji Europy Środkowo-Wschodniej i Południowo-Wschodniej, gdzie nie można mówić o relacjach bezpośredniej siły wpisanych za- zwyczaj w istotę projektu kolonialnego. Dlatego badacz dodaje przedrostek „samo-”, sygnalizując ten brak przymusu z zewnątrz. Odrzuca przy tym wyjaśnienie niższości interesujących nas kra- jów przy pomocy czynników gospodarczych. Uważa, że gospo- darka kapitalistyczna ma charakter uniwersalno-abstrakcyjny, natomiast proces formowania się państw to wydarzenie party- kularno-konkretne, którego irracjonalność najpełniej wyraża się w arbitralności państwowych granic i przygodności narodowej przynależności. Dlatego jego zdaniem procesy gospodarcze nie mogą determinować charakteru narodowych kultur. Uważa, że za samo-kolonizującą się kondycję niektórych społeczeństw od- powiada raczej pewne szczególne zjawisko z zakresu ekonomii symbolicznej, a mianowicie niemożliwość ani utożsamienia się z wartościami innych, które postrzega się jako Uniwersalne, ani też odrzucenia ich na rzecz wartości własnych. Kiossev pisze: Patrząc z punktu widzenia dzisiejszego zglobalizowanego świata, musimy przyznać, że istnieją kultury, które w porównaniu z „Wielkimi Narodami” nie są wystarczająco centralne, stare i potężne. Z drugiej strony, jeśli porówna 16 Zob. A. Kiossev, Notes on Self-Colonizing Cultures, w: B. Pejic, D. Elliott (red.), After the Wall. Art and Culture in post-Communist Europe, Stockholm 1999. W cytatach korzystam z elektronicznej wersji tekstu dostęp- nej pod adresem: http://ica.cult.bg/images/razni/File/A_Kiossev_en.doc. Wprowadzenie 21 się je na przykład z plemionami afrykańskimi, okazują się niewystarczająco obce, odległe i zacofane. Ich rozwój od stadium problematycznego embriona odbywał się w przestrzeni generatywnej wątpliwości: „Jesteśmy Europejczy- kami, ale jednak być może nie w pełnym tego słowa znaczeniu”. Był to waru- nek wstępny powstania szczególnego rodzaju tożsamości i szczególnego typu modernizacji, ponieważ kultury te ukształtowały się dzięki konstytutywnej traumie, stwierdzającej, że Nie jesteśmy Innymi (przy czym Innych uznano za przedstawicieli tego, co Uniwersalne). Trauma ta wywołuje w nich poczucie, że pojawiły się zbyt późno, i że stanowią rezerwuar braków w cywilizacji [pokreślenie moje – J.S.]17. Kiossev w interesujący sposób odpowiada wszystkim tym, któ- rzy chcieliby szukać lekarstwa na samo-kolonizację we wła- snych, niezapożyczonych i niesłusznie zapomnianych wzorach kultury narodowej. Jego zdaniem nic takiego nie istnieje, ponie- waż sama konstrukcja narodowej tożsamości i podmiotowo- ści we współczesnym, nowoczesnym sensie została tu zdefi - niowana przez traumę niższości wynikającą ze świadomości wyobcowania z tego, co Uniwersalne. Samo-kolonizujące się kultury nie dlatego stały się niższe, że popadły w zależność od tego, co obce, ale już źródłowo ukonstytuowały się jako zależne na skutek rozpoznania własnej niższości. Przykładu kulturowej samo-kolonizacji dostarcza wykonana przez Annę Sosnowską analiza „pomieszania” dyskursów we współczesnym polskim życiu intelektualnym. Jednym ze spo- sobów opisu obecnej sytuacji polskiego państwa, społeczeństwa i kultury (u Sosnowskiej „Tu”) jest przykładanie do nich miary „normalności”, którą stanowią państwa, społeczeństwa i kultury zachodnie, zwłaszcza amerykańska (czyli „Tam”). Operacja ta podnosi więc obecny stan społeczeństw Stamtąd do rangi uni- wersalnego probierza, z którym porównać należy to, co dzie- je się Tu. Sosnowska jako przedstawicieli podobnego podejścia wymienia takich polskich socjologów, jak Domański, Mokrzyc- ki, Rychard, Sztompka i Wnuk-Lipiński18. 17 Tamże. 18 A. Sosnowska, Tu, Tam – pomieszanie, „Studia Socjologiczne” 1997, 4 (147), s. 62. 22 Wprowadzenie Ich działalność polega na opisywaniu zachodzących Tu procesów zmiany społecznej czy komentowaniu bieżących wydarzeń politycznych przy pomo- cy paradygmatów wypracowanych przez główny nurt socjologii zachodniej, głównie teorię modernizacji i jej kulturalistycznych i instytucjonalnych spad- kobierców (...). Socjologowie i politologowie reprezentujący tę orientację są szczególnie często i chętnie zapraszani przez media jako eksperci. W ten spo- sób reprodukuje się i upowszechnia w opinii publicznej wyobrażenie o tym, jak powinno być i jak jest „normalnie”19. Istotą samo-kolonizacji byłoby więc nie tyle przyrównanie sytu- acji w jednym kraju do sytuacji w innym, ale pozornie niewinne, a w istocie posiadające niezwykłą performatywną siłę słówko „normalnie”. Jego obecność może stanowić papierek lakmuso- wy, pozwalający odróżnić przypadki transferu kulturowego – jak chociażby modernizacja Japonii w XIX wieku lub rozwój ka- pitalistycznych stosunków produkcji we współczesnych Chinach – od sytuacji wpływu lub dominacji peryferyjno-kolonialnych. O ile w pierwszym wypadku mamy do czynienia ze świadomym oraz celowym zapożyczeniem elementów obcej kultury i instru- mentalnym wykorzystaniem ich w celu osiągnięcia konkretnych rezultatów, o tyle w drugim chodzi o normatywne dostosowanie się. Japończykom czy Chińczykom nie przyszłoby do głowy na- zywać westernizujące reformy swojego kraju „wprowadzaniem normalności”, co dla polskich peryferyjnych liberałów stanowi coś oczywistego. Widzimy tu więc, jak pracuje dokonane przez Kiosseva odróżnienie tych, którzy są inni i odlegli, od tych, któ- rzy nie są w stanie wyrwać się z orbity wpływów kulturowo-cy- wilizacyjnego centrum. Mówiąc o tym w Polsce, trzeba pamiętać o dodatkowym za- strzeżeniu Kiosseva: alternatywą dla obcej „normalności” nie jest żadna „swojskość”, ale uznanie, że to, co „nienormalne”, zostało już jako takie ukonstytuowane poprzez i dzięki rozpo- znaniu swojej niższości. Krytyka dotyczy tu więc nie tyle ce- lów, jakie stawiać może liberalny dyskurs modernizacyjny (pod przynajmniej kilkoma ważnymi względami są one w sytuacji polskiej zbieżne z postulatami krytycznego dyskursu emancy- 19 Tamże. Wprowadzenie 23 pacyjnego), ile poznawczo-konceptualnej ramy, w jakiej są one artykułowane. Chodziłoby o zastąpienie opozycji „norma-pa- tologia” przeciwstawieniem „centrum-peryferie/kolonie” oraz pokazanie, w jaki sposób oba człony ukształtowały się jako elementy zintegrowane w obrębie jednego systemu. Taki jest też jeden z celów niniejszej książki. Teza Kiosseva o samo-kolonizacji wymaga pewnego wysub- telnienia czy też dialektyzacji. Tak jak w przypadku heglowskiej relacji pan-niewolnik, strona podporządkowana pełni wobec do- minującej użyteczną funkcję, i to nie tylko jako sługa. Pan ocze- kuje od niewolnika służby, ale również uznania. W kontekście współczesnej geopolityki europejskiej sytuację tę trafnie opisuje Slavoj Žižek, wykorzystując pojęcia Lacanowskiej psychoana- lizy: Europa Wschodnia funkcjonuje dla Zachodu jako ideał ja (Ich-Ideal): jest punktem, z którego Zachód widzi sam siebie w wyidealizowanej, atrakcyjnej formie jako wart miłości. Przedmiotem fascynacji Zachodu jest więc spojrze- nie, a dokładniej – w założeniu naiwne spojrzenie, którym Europa Wschodnia wpatruje się w Zachód zafascynowana jego demokracją. To tak jakby spojrze- nie Wschodu wciąż dostrzegało w społeczeństwach zachodnich ich agalmę – skarb, który jest przyczyną demokratycznego entuzjazmu i po którym na Zachodzie pozostało jedynie wspomnienie20. Propozycja Kiosseva jest interesująca i inspirująca, ponieważ zwraca uwagę na związek dwóch zjawisk, które nie zawsze uj- mowane są łącznie: formowania się narodowej tożsamości oraz zależności przyjmującej quasi-kolonialną postać. Kiossev nie- słusznie jednak wyłącza z równania gospodarkę. Jego diagnoza sytuacji ma następującą postać: istnieją trzy grupy kultur: 1. sil- ne i dominujące, które w skali globalnej promują swoje wartości jako uniwersalne (czyli kultury państw zachodnich), 2. słabsze od nich kultury, które nie są w stanie wypromować się na uniwer- salizm, pozostają jednak wystarczająco odległe i autonomiczne względem kultur dominujących, aby zachować swój partyku- 20 S. Žižek, Tarrying with the Negative. Kant, Hegel, and the Critique of Ideology, Durham 1993, s. 200. 24 Wprowadzenie laryzm i samo-określać się, zamiast samo-kolonizować (czyli np. kultury świata islamskiego lub czarnej Afryki), i 3. kultury niewystarczająco odległe i niezależne, aby oprzeć się wpływowi kultur dominujących, zbyt im bliskie, aby zachować swój party- kularyzm, ale również zbyt silne i odrębne, aby zostać całkowi- cie wchłonięte, dlatego w efekcie zmuszone do samo-kolonizacji (czyli np. kultury Europy Środkowo-Wschodniej i Południowo- -Wschodniej). Zgadzając się z taką wizją globalnych zależności kulturowych, można zapytać, co spowodowało, że niektóre kraje zdołały podnieść swoje wartości do rangi tego, co Uniwersalne, a inne nie. Nie jest trudno pokazać, że uniwersalizacji poddano wartości – estetyczne, etyczne, społeczne i wszelkie inne – sil- nych, a silni byli ci, którzy byli bogaci. Gospodarka wyrzucona drzwiami, wraca oknem, co dowodzi, że Žižek słusznie nazywa ją „Realnym świata, w którym żyjemy” (Realne jest to, co po- wraca w każdym możliwym świecie). Jeśli do dwóch elementów zaproponowanych przez Kiosseva – formowanie się nowoczesnych państw i kultur narodowych oraz kształtowanie się relacji podległości i zależności – dodamy człon trzeci, a mianowicie rozwój gospodarki kapitalistycznej, zauważymy, że procesy te przebiegały równolegle. Nie jest więc przypadkiem, że te kraje Europy Środkowo-Wschodniej i Połu- dniowo-Wschodniej, które mają za sobą okres świetności (czasem imperialnej), przeżyły go przed nastaniem ery nowożytno-kapita- listycznej lub ewentualnie na samym jej początku: Polska i Litwa w wiekach XV i XVI, Węgry między wiekiem X i XI, Bułgaria w wieku IX i X, Czechy – w XIII i XIV. Począwszy od przełomu XV i XVI wieku, a więc wraz z intensywnym rozwojem kapitali- zmu, rolę rozgrywających – w Europie i stopniowo coraz bardziej na całym świcie – przejmują państwa zachodnie: najpierw Hisz- pania i Portugalia, później Niderlandy i Francja, następnie Anglia i Niemcy, a w końcu Stany Zjednoczone. Od tego też momentu w Europie zaczyna kształtować się dualizm rozwojowy polegają- cy na wyraźnym pionowym pęknięciu kontynentu mniej więcej wzdłuż Łaby: na Zachodzie rozwija się gospodarka kapitalistycz- na i w siłę rosną monarchie absolutystyczne, na Wschodzie na- Wprowadzenie 25 tomiast dominuje gospodarka folwarczno-pańszczyźniana w po- łączeniu ze słabą władzą centralną21. Rzeczywiście, jak twierdzi Kiossev, samo-kolonizujące się kultury Europy Środkowo- -Wschodniej i Południowo-Wschodniej ukonstytuowały swoją no- woczesną tożsamość państwową i kulturową w sytuacji niższości i zapóźnienia wobec coraz potężniejszego zachodu Europy, była to jednak kondycja ściśle związana z rozwojem kapitalizmu. To jedna z głównych tez niniejszej książki, którą będę dalej szczegó- łowo rozwijał na przykładzie jednego z krajów regionu – Polski. „Pro domo sua” Na przykładzie Polski świetnie zobaczyć można wpływ, jaki na kształtowanie się narodowego habitusu mają dwa wspo- mniane powyżej zjawiska: rozwój kapitalizmu oraz przedsię- wzięcie kolonialne. Polska jest uwikłana zarówno w jedno, jak i w drugie. Amerykański socjolog Immanuel Wallerstein w swojej klasycznej już pracy The Modern World System roz- wija tezę – będę ją obszernie omawiał w dalszej części – że upadek państwa polskiego w XVIII wieku spowodowany był bezpośrednio ewolucją kapitalistycznej gospodarki i miej- scem, jakie zajmowała w nim Rzeczpospolita Obojga Naro- dów. Wallersteina inspiruje socjologizująca historia Fernanda Braudela, który z kolei idzie częściowo szlakiem wytyczonym przez polskich badaczy historii gospodarczej: Mariana Mało- wista, Witolda Kulę, Jerzego Topolskiego i kilku innych22. Z tej perspektywy los I Rzeczypospolitej potraktować można jako prefi gurację „rozwoju niedorozwoju”, opisywanego w kontek- ście współczesnym przez takich socjologów i ekonomistów 21 Zjawisko to będę obszernie opisywał i analizował w dalszej części książki. Więcej na ten temat zob. np. K. Brzechczyn, Odrębność historyczna Europy Środkowej, Poznań 1998. 22 Zob. np. M. Małowist, Wschód a Zachód Europy w XIII–XVI wieku, Warszawa 2006, W. Kula, Historia, zacofanie, rozwój, Warszawa 1983 oraz J. Topolski, Gospodarka polska a europejska w XVI–XVIII wieku, Poznań 1977. 26 Wprowadzenie jak Samir Amin23 czy Andre Gunder Frank24. Pokazuje jednak również, że na kształtowanie zależności wpływ ma wewnętrzna dynamika społeczeństw peryferyjnych. Polska jako przedmiot badań jest tym ciekawsza, że na przestrzeni wieków była ona w bardzo różny sposób uwikłana w różne rodzaje projektu kolonialnego i imperialnego. Wystę- powała w nich jako ofi ara, ale również jako strona dominująca. Jej upadek w XVIII wieku można interpretować – i tak będę to robił w niniejszej książce – jako porażkę w konkurencji z impe- rializmem i kolonializmem jej potężnych sąsiadów – Rosji, Prus i Austrii. Rzeczpospolita toczyła z nimi walkę o kontrolę tere- nów znajdujących się we wspólnej przestrzeni wpływów. Z Pru- sami o Pomorze i częściowo Litwę oraz Infl anty, a z Rosją o pas szerokości około tysiąca kilometrów ciągnący się od Morza Bałtyckiego na południowy wschód aż po Morze Czarne (Inf- lanty, Litwa, Białoruś i Ukraina). Austria, podporządkowawszy sobie wcześniej Węgry, była również w momencie aneksji po- łudniowych rubieży I Rzeczypospolitej imperialno-kolonialną potęgą. Na terenach, które w naszej zbiorowej wyobraźni i pa- mięci funkcjonują pod nazwą Kresów, Polska występowała na- tomiast sama w roli kolonialnej potęgi, podporządkowując sobie zamieszkującą te tereny ludność. Kresy można nazwać „pol- skimi” tylko wtedy, gdy zgodnie z sugestią Normana Daviesa „polskość” rozumiemy analogicznie do „brytyjskości” jako ro- dzaj nadrzędnej, wieloetnicznej i wielokulturowej tożsamości społeczno-politycznej25. To jednak rozumienie nowe, którego przenoszenie w historyczną przeszłość jest anachronizmem. Polskość owa była również budowana – podobnie do „brytyj- skości” – przy użyciu siły. W sensie etnicznym i kulturowym Polacy stanowili na tzw. Kresach zdecydowaną mniejszość. W efekcie zarówno polska obecność na tych terenach, jak i spo- 23 Zob. S. Amin, Accumulation on a World Scale. A Critique of the Theory of Underdevelopment, New York 1974. 24 Zob. James D. Cockcroft, Andre Gunder Frank, Dale L. Johnson (red.), Dependence and Underdevelopment. Latin America’s Political Economy, An- chor Books 1972. 25 Zob. N. Davies, Boże igrzysko. Historia Polski, Rozdział 2, Polska. Kraj, tłum. E. Tabakowska, Kraków 1990, s. 51-97. Wprowadzenie 27 sób ich funkcjonowania w dzisiejszej kulturze oraz dyskursie publicznym nosi wszelkie ekonomiczne, polityczne i społeczne znamiona kondycji postkolonialnej. W przeciwieństwie do zachodnich potęg kolonialnych, ta- kich jak Hiszpania, Francja czy Anglia, Polska doskonale po- znała również drugą stronę kolonializmu i imperializmu, a mia- nowicie los ludów podbitych i podporządkowanych obcemu panowaniu. Nasza sytuacja przypomina pod tym względem to, co działo się w innych częściach świata – w Azji, Afryce czy Ameryce Południowej. Nie chodzi tylko o sam fakt pozostawa- nia pod polityczną i militarną kontrolą innego kraju. Ważniej- sze, kiedy miało to miejsce. W Polsce, niczym w europejskich koloniach na innych kontynentach, nowoczesny naród kształto- wał się w XIX wieku w sytuacji imperialno-kolonialnego pod- porządkowania obcym potęgom. Fakt ten odcisnął niemożliwe do wymazania piętno zarówno na polskiej ideologii narodowej, jak i na kształcie i sposobie funkcjonowania instytucji państwo- wych, które pod wieloma względami przypominają bardziej to, co odnaleźć można w postkolonialnych krajach Afryki i Ame- ryki Łacińskiej niż w wysoko rozwiniętych społeczeństwach świata zachodniego. Do tego postkolonialnego krajobrazu dołożyć należy jeszcze jeden element, a mianowicie miejsce, jakie w okresie poprzedza- jącym jej upadek zajmowała Rzeczpospolita w międzynarodo- wym podziale pracy. Kwestia ta była drobiazgowo i obszernie badana przez polskich historyków już w okresie międzywojen- nym. Pokazują oni, jak między XVI a XVIII wiekiem ukształ- towały się i utrwaliły relacje między wschodem a zachodem Europy posiadające typowe cechy gospodarczych relacji cen- trum-peryferia26. Wschód eksportował na Zachód surowce natu- ralne oraz produkty rolnicze, importował natomiast dobra luksu- sowe, produkty rzemieślnicze i narzędzia. To dokładnie wzorzec 26 Więcej na ten temat zob. I. Wallerstein, The Modern World-System. I: Capitalist Agriculture and the Origins of the European World-Economy in the Sixteenth Century, II: Mercantilism and the Consolidation of the Europe- an World-Economy, 1600–1750, III: The Second Era of Great Expansion of the Capitalist World-Economy, 1730–1840’s, New York, 1974–1988. 28 Wprowadzenie „nierównej wymiany”, o której w odniesieniu do postkolonial- nych krajów tzw. Trzeciego Świata mówią ekonomiści z tradycji dependystycznych i światowo-systemowych27. Osobną kwestią jest odpowiedź na pytanie, dlaczego do tego doszło. Jak posta- ram się pokazać w Rozdziale 2, wcale nie trzeba przyjmować dla wyjaśnienia tej sytuacji Leninowskiej tezy o imperializmie jako najwyższej formie rozwoju kapitalizmu. Wobec olbrzymiej ilo- ści zarówno materiału faktografi cznego, jak i jego teoretycznych interpretacji, nie sposób jednak zanegować faktu, że nierówna wymiana miała miejsce oraz przerodziła się w strukturę długie- go trwania, powodując chroniczne zacofanie Europy Środkowo- -Wschodniej. Kraje tego regionu do dzisiaj próbują się z niego wydobyć, jak na razie bez pełnego powodzenia. Projekt i metoda W różnych miejscach niniejszej książki pojawiają się teore- tyczno-metodologiczne dygresje przybliżające narzędzia teo- retyczne, którymi się posługuję. Jednak już na samym począt- ku chciałbym wspomnieć o trzech podstawowych elementach przyjmowanej przeze mnie perspektywy badawczej. Po pierwsze, stosuję metodologię długiego trwania (franc. longue durée) rozwiniętą przez francuską szkołę historyków skupionych wokół wydawanego od 1929 roku pisma „Annales d’histoire, économique et sociale” (od 1964 roku nosi ono tytułu „Annales. Economies, sociétés, civilizations”). Trzy najważniej- sze dla tej szkoły postacie to Marc Bloch, Luciene Febvre oraz Fernand Braudel. W przeciwieństwie do „punktowej” historio- grafi i skupiającej się na wielkich wydarzeniach (wojny, rewo- lucje, traktaty, akty ustawodawcze itp.) i wybitnych postaciach (władcy, politycy, przywódcy wojskowi itd.), postulowali oni badanie procesów społecznych w długookresowych perspek- tywach, przy jednoczesnej koncentracji na powolnej ewolucji 27 Zob. np. Amin, Accumulation..., dz. cyt. Wprowadzenie 29 tych struktur, które wykazują uporczywe, historyczne trwanie. W perspektywie długiego trwania minimalny okres sensownej analizy to około dwustu lat, jednak badacze stosujący tę metodo- logię zajmują się czasem przedziałami obejmującymi nawet pięć wieków. Jednocześnie szkoła „Annales” dokonała przesunię- cia akcentów, uzupełniając historię polityczną, która wcześniej dominowała w badaniach historycznych, historią gospodarczą i społeczną, niezbędną dla zrozumienia zasad rządzących dłu- gookresowymi procesami trwania i zmiany. Struktura długiego trwania, która stanowi tu przedmiot mojego zainteresowania, to przede wszystkim pęknięcie kontynentu europejskiego na dwie części – wschodnią i zachodnią – oraz uzależnienie Wschodu od Zachodu. Drugim ważnym elementem mojej perspektywy badawczej jest geografi czny holizm. Założenie to podzielam z przywoły- wanymi powyżej badaczami, takimi jak Immanuel Wallerstein, Fernand Braudel czy polska szkoła historii gospodarczej. Gło- si ono, iż nie da się zrozumieć dynamiki przemian zachodzą- cych wewnątrz danego państwa, regionu czy społeczności, nie umieszczając ich w kontekście szerszego systemu powiązań i oddziaływań. Los poszczególnych, lokalnych elementów jest zawsze częścią większej, czasem nawet globalnej układanki. Dlatego uważam, że nie da się w pełni zrozumieć przemian za- chodzących w obrębie państwa polskiego czy Europy Środkowo- -Wschodniej bez zdiagnozowania zależności, w jakie były one uwikłane na przestrzeni wieków. Zależność, jak postaram się pokazać dalej, niekoniecznie trzeba rozumieć jako bezpośred- nie podporządkowanie czy też „stłamszenie” przez zewnętrzną potęgę polityczną lub ekonomiczną, chociaż może ono przyjmo- wać taką postać. Ogólnie jednak kategorię zależności proponuję pojmować jako powiązanie lokalnych realiów z szerszym kon- tekstem. Po trzecie wreszcie, chociaż moje dociekania mają charak- ter społeczno-kulturowy i można najprościej zaklasyfi kować je jako kulturowo-historyczną socjologię zacofania, zdecydowanie nie zgadzam się na ograniczenie metod badawczych do koszy- ka narzędzi (konceptualnych i metodologicznych) jednej tylko 30 Wprowadzenie dyscypliny. Wątpię w ogóle w to, czy sama socjologia jest w sta- nie być tym, co głosi jej nazwa – czyli nauką o społeczeństwie – jeśli zgodnie z dyscyplinarnym puryzmem będziemy unikać „wycieczek” na „cudze” terytoria: ekonomii, historii, psycho- logii, fi lozofi i czy teorii kultury. Podział wiedzy na dyscypliny powstał jako instytucjonalny artefakt wynikający ze sposobu organizacji przedsięwzięcia, jakim jest nauka. Granice dyscy- plin nie odzwierciedlają jakichkolwiek obiektywnych podziałów w świecie na zjawiska ekonomiczne, społeczne, psychologiczne itd. Nawet samo odróżnienie nauk społecznych i humanistycz- nych wydaje się wątpliwe, bo czy istnieje społeczeństwo bez lu- dzi albo człowiek bez społeczeństwa? W związku z tym staram się też konsekwentnie unikać określenia „interdyscyplinarny”, które pod płaszczykiem metodologicznego postępu kryje de fac- to reakcyjną obronę istniejących dyscyplin. Nie mogłaby istnieć interdyscyplinarność, gdyby równolegle nie istniały odrębne dyscypliny. O wiele bliższe byłyby mi określenia takie jak uni- dyscyplinarność czy postdysycplinarność. Zmagania z nowoczesną formą Nowożytna historia Polski ujęta w tej trójelementowej per- spektywie – a więc z punktu widzenia długiego trwania, ho- listycznie i przy pomocy aparatury pojęciowej wychodzącej poza ciasne ramy jednej dyscypliny – stanowi pewnego rodza- ju exemplum. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z ryzykowności wpisanej w każdą generalizację. Uniwersalne diagnozy stawia- ne przez socjologów czy politologów niebezpiecznie zbliżają się do dziennikarsko-publicystycznych spekulacji i bywają zbyt często falsyfi kowane przez antropologów i historyków, którzy w swoich badaniach kładą wielki nacisk na synchroniczną oraz diachroniczną różnorodność społeczeństw ludzkich. Jednak na podstawie obszernych badań nad polityczną transformacją spo- łeczeństw peryferyjnych28 połączonych z pogłębionymi studiami 28 Zob. J. Sowa, Ciesz się, późny wnuku. Kolonializm, globalizacja i demo- kracja radykalna, Kraków 2008. Wprowadzenie 31 nad historią, kulturą i habitusem Europy Środkowo-Wschodniej, które przedstawiam w niniejszej książce, mogę postawić tezę, że istnieje coś w rodzaju „postkolonialnego syndromu peryferyjne- go”. Objawia się on – mówiąc znów kategoriami Gombrowicza – w mozolnych zmaganiach z formą. Rozumiem przez to trudność, czy też nawet niemożliwość, takiego ukształtowania najogólniej- szych ram życia społecznego, które pozwoliłyby z jednej strony dostosować się do wymagań epoki i dogonić modernizacyjny pe- leton (jego czołówkę stanowią dziś wysokorozwinięte kraje glo- balnej Północy), z drugiej zaś w jakiś sposób „wyrazić siebie”. Nowoczesność widziana z peryferii wydaje się z jednej strony niezwykle wartościowa i atrakcyjna, z drugiej jednak cokol- wiek obca. Ten katatoniczny czasem uwiąd pomiędzy dwiema sprzecznymi tendencjami Clifford Geertz nazywa konfl iktem między „epochalizmem” a „esencjalizmem”.29 Pierwszy z tych terminów oznacza „pragnienie pójścia z duchem czasu” i do- równania ideałom epoki. Duch czasu to demokracja liberalna i nowoczesność, czyli powszechne prawo głosu, nowe środki ko- munikowania, rozbudowa infrastruktury przemysłowej i ogólny dobrobyt. Obok tego istnieje jednak esencjalizm – pragnienie za- chowania własnej kultury, odrębności, lokalnej specyfi ki i całej grupy związanych z tym norm kulturowych oraz społecznych instytucji. Nie chodzi tylko o takie sztandarowe kwestie spo- łeczne, jak np. prawa kobiet czy równouprawnienie mniejszo- ści seksualnych. Problem jest o wiele szerszy. Nowoczesność to złożony amalgamat wartości i wzorów działania dopasowa- nych tak, aby współgrały z kapitalistyczną gospodarką (obec- nie w jej wydaniu turbo, czyli z kapitalizmem neoliberalnym). Dotyczą one określonej konstrukcji podmiotowości, konfi guracji pragnienia, stylu życia, sposobu spędzania wolnego czasu itd. Zwolennicy tzw. kulturalizmu, przekonani, że wzory kultury są jedną z głównych przeszkód w budowaniu dobrobytu, twierdzą, iż lokalne normy i wartości kulturowe powinny być zmieniane tak, aby umożliwić wzrost gospodarczy. Problem polega jednak na tym, że chociaż odrzucenie pewnych norm kulturowych (np. 29 C. Geertz, After the Revolution: The Fate of Nationalism in the New States, w: tegoż, The Interpretaition of Cultures, New York 1993. 32 Wprowadzenie łapówkarstwa) rzeczywiście jest niezbędne dla jakiegokolwiek rozwoju, to jednak samo w sobie nie jest ono gwarantem spo- łeczno-ekonomicznego postępu. Do przezwyciężenia pozostają bowiem jeszcze inne, zdecydowanie głębsze i bardziej global- ne uwarunkowania strukturalne przyczyniające się do trwania niedorozwoju, np. braki w kapitale społecznym – którego nie da się importować z zagranicy równie łatwo, jak kapitału mate- rialnego – niekorzystna pozycja danego kraju w międzynarodo- wym podziale pracy lub złe warunki wymiany handlowej. Pod maską modernizacji i rozwoju na peryferiach często ukrywa się trwanie zacofania i unowocześnienie nędzy, aby użyć terminu Ivana Illicha30. Zjawiska te nie są łatwo dostrzegalne w makro- statystykach ekonomicznych, takich jak wzrost PKB, poziom bezrobocia czy kursy wymiany walut, które dominują w medial- nej debacie na temat gospodarki. Pozornie świetnie prosperujące przedsięwzięcia mogą ukrywać w sobie zarzewie przyszłej ka- tastrofy. Trudno na przykład w samym tylko obrazie szesnasto- wiecznej gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej w Polsce do- strzec przyczyny przyszłego upadku Rzeczypospolitej. Można by nawet wykazywać – jak robią to niektórzy polscy historycy, na przykład Andrzej Wyczański31 – że społeczne konsekwen- cje systemu folwarczno-pańszczyźnianego były w XVI wieku lepsze niż konsekwencje rodzącego się w Europie Zachodniej kapitalizmu. Jednak miejsce w międzynarodowym podziale pra- cy, które zajęła Polska na skutek zdominowania jej gospodarki przez system folwarczno-pańszczyźniany, okazało się na dłuż- szą metę fatalne. Dzisiaj z imperium zbożowo-ziemniaczanego Polska przerodziła się w mini-imperium AGD i montowni samo- chodowych (nie są to nawet fabryki, ponieważ w sporej części au
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: