Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00120 012066 16912232 na godz. na dobę w sumie
Farciarz - ebook/pdf
Farciarz - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 33
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-272-3261-8 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> opowiadania
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Opowieść o wypalonym człowieku, do którego uśmiecha się szczęście. Przypadek sprawia, że z nędzarza staje się bogatym człowiekiem. Powinien być szczęśliwy tą nagłą odmianą losu, tak jednak nie jest.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

„To by było na tyle”-przeszło mu przez głow(cid:266), kiedy zakładał p(cid:266)tl(cid:266) na szyj(cid:266). – „Za nieumiej(cid:266)tno(cid:286)ć (cid:298)ycia skazuj(cid:266) Pawła Trafa na kar(cid:266) (cid:286)mierci poprzez powieszenie. S(cid:261)dowi zale(cid:298)y, by oskar(cid:298)ony sko(cid:276)czył jak zbrodniarz. Ostatni papieros? Z przyjemno(cid:286)ci(cid:261), ale nie mam. Ostatnie słowo? Pierdolcie si(cid:266) serdecznie. Kacie, czy(cid:276) swoj(cid:261) powinno(cid:286)ć”-wymienił w my(cid:286)lach dialogi i z całych sił kopn(cid:261)ł podtrzymuj(cid:261)cy ci(cid:266)(cid:298)ar ciała klocek, po czym zawisn(cid:261)ł ci(cid:266)(cid:298)ko na własnor(cid:266)cznie skr(cid:266)conej lince. Wiedział, co si(cid:266) zdarzy: nast(cid:261)pi przerwanie rdzenia kr(cid:266)gowego, czyli, potocznie mówi(cid:261)c skr(cid:266)cenie karku. (cid:285)wiadomo(cid:286)ć zarejestrowała powierzchowny ból, a pó(cid:296)niej nast(cid:261)piła ju(cid:298) tylko seria eksplozji białego jak (cid:286)nieg (cid:286)wiatła. Widział, jak wczesnym rankiem, w asy(cid:286)cie policyjnego radiowozu i karetki pogotowia odcinaj(cid:261) go, badaj(cid:261) puls, nakrywaj(cid:261) białym prze(cid:286)cieradłem i zadaj(cid:261) pytania przera(cid:298)onemu tłumkowi gapiów. Jaki(cid:286) go(cid:286)ć w garniturze i białych r(cid:266)kawiczkach, który kilka minut wcze(cid:286)niej dokonywał przeszukania, przegl(cid:261)dał zawarto(cid:286)ć portfela w obecno(cid:286)ci innego, trzymaj(cid:261)cego w r(cid:266)ku notes. „Co my tu mamy… Bogaty to on nie był… Dowód osobisty… Paweł Traf, lat 41. Zabawne, czasem mam wra(cid:298)enie, (cid:298)e denaci wygl(cid:261)daj(cid:261) lepiej ni(cid:298) na zdj(cid:266)ciach za (cid:298)ycia… Nie, nie notuj tego. Miejsce urodzenia: Olsztyn. Brak adresu zameldowania. Pewnie bezdomny”. „Zaprotokołujcie jeszcze: brak adresu zameldowania, to brak mo(cid:298)liwo(cid:286)ci zaci(cid:261)gania kredytu, brak mo(cid:298)liwo(cid:286)ci uczestnictwa w wyborach parlamentarnych, problemy w rozliczeniach z fiskusem. Napiszcie: brak adresu zameldowania to brak normalno(cid:286)ci i pozbawienie pieprzonych praw obywatelskich”. Zabawne, jak wielu ludzi interesuje si(cid:266) człowiekiem po jego nagłej (cid:286)mierci, jakby pytania w rodzaju: „czy kto(cid:286) zobaczył, o której, z kim?” mogły zast(cid:261)pić to jedno trafiaj(cid:261)ce w sedno, choć równie beznadziejne:„dlaczego?” Zatem-dlaczego? A dlaczego wypala si(cid:266) w(cid:266)giel? Dlaczego istnieje kres? Dlaczego co(cid:286) jest, a za chwil(cid:266)-przemija? Człowiek rodzi si(cid:266); na pocz(cid:261)tku, gdy jeszcze mało wie, co(cid:286) czuje. Barwy, zapachy, kształty wabi(cid:261) złudzeniem trzeciego wymiaru. Ale z czasem czucie niedoł(cid:266)(cid:298)nieje. Zapomina, zawodzi, niedowidzi, głuchnie, bo okazuje si(cid:266), (cid:298)e nie ma trzeciego wymiaru, jest tylko rozmyta, zamazana, 4 poplamiona ziemista szaro(cid:286)ć i coraz wi(cid:266)cej pewno(cid:286)ci, (cid:298)e wcale nie ma tam t(cid:266)czy. A powinna być! Tak bardzo by si(cid:266) chciało, by tam kwitła namacalna, mieniła si(cid:266), perliła, pieniła, czekała na ka(cid:298)dego po kolei, to wprost niewyobra(cid:298)alne pragnienie. Panowie i panie, (cid:298)al dup(cid:266) (cid:286)ciska, ale niestety. Motyl na tle gówna prezentuje si(cid:266) mo(cid:298)e i imponuj(cid:261)co, ale to wci(cid:261)(cid:298) motyl na tle (cid:298)ałosnego gówna. Chuj bombki strzelił, choinki nie b(cid:266)dzie, bo z pustego i Salomon nie naleje. Cała tajemnica „dlaczego”, bo człowiek jest jak w(cid:266)giel, z czasem wypala si(cid:266) to paliwo nadziei-u jednych pr(cid:266)dzej, u innych wolniej. I wtedy pozostaj(cid:261) dwa rozwi(cid:261)zania: szybki, zdecydowany sznurek lub powolna, starzej(cid:261)ca si(cid:266) wegetacja religijna o niewydolnych nerkach i zanikach pami(cid:266)ci, tak (cid:298)e w ko(cid:276)cu traci (cid:286)wiadomo(cid:286)ć i prowadzona przez um(cid:266)czonych krewnych do ko(cid:286)cioła moczy si(cid:266) na ławce w t(cid:266)pawym u(cid:286)miechu. Czy(cid:298) nie napisano, (cid:298)e wszystko pod niebem ziemi posiada swój czas i kres? Z góry spogl(cid:261)dało wyraziste jak pomara(cid:276)cza sło(cid:276)ce, a kilkadziesi(cid:261)t metrów dalej nie(cid:286)wiadome niczego kobiety dogl(cid:261)dały bawi(cid:261)cych si(cid:266) na placu zabaw pociech. Wła(cid:286)nie tak wyobra(cid:298)ał sobie ten moment: chwała i majestat uroczystego blasku przemieszane z oboj(cid:266)tno(cid:286)ci(cid:261) tocz(cid:261)cego si(cid:266) dalej (cid:298)ycia. Gdy w dali terkotały z wrzaskiem koła rozp(cid:266)dzonego poci(cid:261)gu, jego cicha (cid:286)mierć szlachetniała oboj(cid:266)tnie na bezimiennym drzewie, na(cid:286)miewaj(cid:261)c si(cid:266) z chaosu (cid:286)wiata i jego pustki. Pokazywała (cid:286)rodkowy palec z najbrzydszego w okolicy, reumatycznego drzewa z powykrzywianymi, suchymi konarami. Stoj(cid:261)cy obok policyjny fotograf spogl(cid:261)dał na nie z niedowierzaniem. Robił zdj(cid:266)cia, ale wygl(cid:261)dał na poruszonego do gł(cid:266)bi, wstrz(cid:261)(cid:286)ni(cid:266)tego. „Ohydne, prawda? Najbrzydsze, jakie udało mi si(cid:266) znale(cid:296)ć. Ostatni przywilej wisielca: luksus wyboru drzewa, z którego b(cid:266)d(cid:261) go (cid:286)ci(cid:261)gać. U(cid:286)miechnij si(cid:266), (cid:298)ycie to (cid:298)art”. Lekarz w białym fartuchu odwrócił si(cid:266) do kolegi. „Jeszcze młody, szkoda”. „Dzi(cid:286) nawet młodzi szybko si(cid:266) starzej(cid:261). Takie czasy”. „Prawdopodobna przyczyna (cid:286)mierci: powieszenie. Zgon mi(cid:266)dzy godzin(cid:261)…” „Nie zgadzam si(cid:266), przyczyn(cid:266) stanowi dekapitacja”. „Jaja sobie robisz?” „A ty nie masz czasem do(cid:286)ć patrzenia na ludzi robi(cid:261)cych sobie jaja z (cid:298)ycia?” Pierwszy pokiwał głow(cid:261). „Albo na (cid:298)ycie robi(cid:261)ce jaja z (cid:298)ywych. Na wszelki wypadek zachowamy pogl(cid:261)dow(cid:261) poprawno(cid:286)ć: uci(cid:266)ty przez (cid:298)ycie przy samych jajach”. „Skoszony jak trawa na wiosn(cid:266)”. 5 „Pozbawiony celu jak bombowiec pilota”. „Z drugiej jednak strony, przyczyn(cid:266) (cid:286)mierci mógł stanowić brak (cid:298)ycia”. „No nie (cid:298)artuj. Brak (cid:298)ycia to on wykazuje dopiero teraz, kiedy jest martwy. Jak to brzmi: brak (cid:298)ycia przyczyn(cid:261) (cid:286)mierci”. „Faktycznie nieciekawie. W ka(cid:298)dym razie naszym celem jest ratowanie (cid:298)ycia, a nie zapisywanie takich bzdur”. „Jestem lekarzem, mam pomagać ludziom, a nie stwierdzać ich samobójcze zej(cid:286)cie”. „Protokołuj: (cid:298)(cid:261)damy szacunku dla (cid:298)ycia i dla naszego zawodu”. „A tak(cid:298)e, szacunku od (cid:298)ycia dla (cid:298)yj(cid:261)cych”. „My(cid:286)lisz, (cid:298)e istnieje ró(cid:298)nica mi(cid:266)dzy (cid:286)mierci(cid:261) samobójcz(cid:261) a powiedzmy mi(cid:266)dzy (cid:286)mierci(cid:261) nowotworow(cid:261)?” „Nie wiem. Efekt jest ten sam. Mo(cid:298)e klient był chory, a mo(cid:298)e zrobił to, (cid:298)eby unikn(cid:261)ć (cid:286)mierci nowotworowej. Chyba powinien jednak spróbować jako(cid:286) ci(cid:261)gn(cid:261)ć to dalej”. „Dziwne. Stoisz nad facetem, który najpewniej si(cid:266) zwa(cid:298)ył, i nie wiesz, czy podziwiać jego odwag(cid:266), czy pot(cid:266)piać tchórzostwo”. „Dokonał wyboru. Jest pewna granica wytrzymało(cid:286)ci, po przekroczeniu której siada psyche. Starasz si(cid:266) i nie wychodzi. (cid:297)ycie potrafi być paskudne, a gdy jest złe ci(cid:261)gle, to i (cid:286)wi(cid:266)ty traci ochot(cid:266)”. „Zapisałem: wisielcowi prawdopodobnie zabrakło szcz(cid:266)(cid:286)cia w osi(cid:261)gni(cid:266)ciu szcz(cid:266)(cid:286)cia niezb(cid:266)dnego do dalszego w(cid:286)ród nas szcz(cid:266)(cid:286)liwego funkcjonowania”. „Musimy zastanowić si(cid:266) nad definicj(cid:261) szcz(cid:266)(cid:286)cia”. „Przeciwie(cid:276)stwo nieszcz(cid:266)(cid:286)cia”. „Słowem, mieli(cid:286)my szcz(cid:266)(cid:286)cie odkryć brak szcz(cid:266)(cid:286)cia u wisielca”. Chwila milczenia. „Gdyby nie fakt, (cid:298)e z brakiem szcz(cid:266)(cid:286)cia obcujemy na co dzie(cid:276), nie s(cid:261)dzisz, (cid:298)e to odkrycie stanowiłoby prawdziwe nieszcz(cid:266)(cid:286)cie?” „Mogłoby tak być. Jednak obcowanie z brakiem szcz(cid:266)(cid:286)cia jest niekiedy szcz(cid:266)(cid:286)liwym zbiegiem okoliczno(cid:286)ci, poniewa(cid:298) pozwala docenić warto(cid:286)ć własnego”. „Uwa(cid:298)am, (cid:298)e powinni(cid:286)my zapisać nast(cid:266)puj(cid:261)cy postulat: (cid:298)(cid:261)damy równouprawnienia w dost(cid:266)pie do szcz(cid:266)(cid:286)cia”. „No nie wiem. A co z tymi, którzy upatruj(cid:261) szcz(cid:266)(cid:286)cie tylko w stanie własnej, lub co gorsza cudzej nieszcz(cid:266)(cid:286)liwo(cid:286)ci?” „Wypłyn(cid:266)li(cid:286)my na (cid:286)rodek jeziora i nie widać brzegu”. „Racja. Wnioski”. 6 „Prawdopodobna przyczyna (cid:286)mierci: brak szcz(cid:266)(cid:286)cia”. Uło(cid:298)yli zwłoki na samochodzie, stamt(cid:261)d przenie(cid:286)li na wózek i powie(cid:296)li korytarzem do jasno o(cid:286)wietlonej, pełnej kafelków sali. Błysk skalpela, stru(cid:298)ki zakrzepłej, (cid:286)ciekaj(cid:261)cej do kratki w podłodze krwi. I ochłap czerwonej, mi(cid:266)kkiej tkanki na wysoko(cid:286)ci jego martwych oczu. Chyba w(cid:261)troba. Sekcja zwłok. Zastanawiała cielesno(cid:286)ć ciała, dziwiła tym bardziej, (cid:298)e własnego-ale patrzył na to z całkowit(cid:261), doskonał(cid:261) oboj(cid:266)tno(cid:286)ci(cid:261), zupełnie jakby patolog rozpoławiaj(cid:261)cy brzuch babrał si(cid:266) nie w jego jelitach. Wypełniwszy jaki(cid:286) druczek, człowiek w poplamionym fartuchu podrapał si(cid:266) po głowie, po czym wyszedł z sali. Punktowe (cid:286)wiatełko z okr(cid:261)głej, naje(cid:298)onej (cid:298)arówkami lampy padało prosto na trupi(cid:261), zaro(cid:286)ni(cid:266)t(cid:261) twarz z zamkni(cid:266)tymi oczami. krzy(cid:298)ami, sztucznymi kwiatami i kolorowymi zniczami. W skromniutkim kondukcie (cid:298)ałobnym naliczył dziesi(cid:266)ć osób, z czego cztery podtrzymywały trumn(cid:266), a trzy, sztywne i wygarniturzone, wygl(cid:261)dały na (cid:298)ywcem oderwanych od krzeseł urz(cid:266)dników opieki społecznej. Był jeszcze ksi(cid:261)dz plus kilku ministrantów, dziura w ziemi i spektakl religijnego rytuału: Ju(cid:298) po chwili mijał cmentarny, marmurowy, krajobraz z nieruchomymi „Wieczny odpoczynek racz mu dać panie, a (cid:286)wiatło(cid:286)ć wiekuista niechaj mu (cid:286)wieci oczami na wieki wieków” „Z prochu powstałe(cid:286), w proch si(cid:266) obrócisz, przy znacz(cid:261)cym udziale nekrofagów, robali od(cid:298)ywiaj(cid:261)cych si(cid:266) zepsutym mi(cid:266)sem”. Wreszcie odpocznie. Jeszcze tylko grudka ziemi uderzaj(cid:261)ca o wieko trumny, zgrzyt łopaty pracowitego grabarza, a pó(cid:296)niej błoga klaustrofobiczna, prostok(cid:261)tna, duszna, zimna ciemno(cid:286)ć. „(cid:297)egnajcie rado(cid:286)nie”-pomy(cid:286)lał, ale w tym jego pozdrowieniu z krainy wiecznego marazmu pojawiła si(cid:266) jaka(cid:286) rysa niepokoju. I nim zd(cid:261)(cid:298)ył przyswoić t(cid:266) zdawałoby si(cid:266) bezpodstawn(cid:261) obaw(cid:266) zrozumiał, (cid:298)e w czarnej, pozbawionej my(cid:286)li trumiennej pustce czaiło si(cid:266) co(cid:286) jeszcze, co(cid:286) mrocznego, niepoj(cid:266)tego, starszego ni(cid:298) (cid:286)wiat i straszliwszego od koszmarów ludzkiej wyobra(cid:296)ni. Nie był sam. To co(cid:286) le(cid:298)ało obok. Długimi, ko(cid:286)cistymi palcami obejmowało jego głow(cid:266) i wpatrywało si(cid:266) uporczywie w zamkni(cid:266)te oczy trupa. Czuł na sobie wzrok obecny przy narodzinach (cid:286)wiata i gwiazd, (cid:298)ycia i (cid:286)mierci wszystkich stworze(cid:276), ka(cid:298)dej wzniosłej i potwornej my(cid:286)li, do jakich zdolny i jednocze(cid:286)nie niezdolny był rozumny byt. Bezwzgl(cid:266)dnie oboj(cid:266)tne, doskonale rozumne, pozbawione współczucia, okrutnie sprawiedliwe, ogniste spojrzenie przeszywało go na wskro(cid:286), krajało na drobne atomowe cz(cid:266)(cid:286)ci, rozrywało. Po raz pierwszy do(cid:286)wiadczył bólu tak silnego, (cid:298)e 7 nawet jego duchowe jestestwo rozpadało si(cid:266) i obracało w pył. Jego do(cid:286)wiadczenia, wspomnienia, zakodowane w komórkach (cid:286)wiadomo(cid:286)ci chwile mia(cid:298)d(cid:298)ył walec czyjej(cid:286) nieubłaganej, pot(cid:266)(cid:298)nej woli. Cokolwiek si(cid:266) w niego wpatrywało, nie chciało niczego wiedzieć, pragn(cid:266)ło jedynie ostatecznego unicestwienia. Zawładn(cid:261)ł nim paniczny, zwierz(cid:266)cy strach. „Nie, prosz(cid:266), przesta(cid:276)!”-zaj(cid:266)czał w, zdawałoby si(cid:266), bezpiecznym wymiarze nico(cid:286)ci. W odpowiedzi ko(cid:286)ciste palce istoty (cid:286)cisn(cid:266)ły mocniej jego głow(cid:266) i przysun(cid:266)ły ku ziej(cid:261)cym pustk(cid:261) ognistym oczodołom. „Nie!”-powtórzyła złowrogo zjawa, a echo wypowiedzianego postanowienia zad(cid:296)wi(cid:266)czało w nim niczym uderzaj(cid:261)cy w rynn(cid:266) sopel lodu. I była to ostatnia rzecz, któr(cid:261) zd(cid:261)(cid:298)ył pomy(cid:286)leć, nim rozpłyn(cid:261)ł si(cid:266) i wsi(cid:261)kn(cid:261)ł w g(cid:266)st(cid:261), smolist(cid:261) przestrze(cid:276) rozwieraj(cid:261)cej si(cid:266) pod nim paszczy monstrualnego wiru. „To koniec…” * …(cid:285)wiadomo(cid:286)ć zarejestrowała powierzchowny ból, a pó(cid:296)niej nast(cid:261)piła ju(cid:298) tylko seria eksplozji białego jak (cid:286)nieg (cid:286)wiatła. Usłyszał trzask łamanej gał(cid:266)zi i głuchy d(cid:296)wi(cid:266)k uderzaj(cid:261)cego o ziemi(cid:266) ciała. „To koniec…”-pomy(cid:286)lał i otworzył obolałe oczy. „Nawet nie potrafi(cid:266) si(cid:266) porz(cid:261)dnie powiesić”-wymamrotał na widok (cid:286)miej(cid:261)cego mu si(cid:266) w twarz, przewi(cid:261)zanego link(cid:261) kikuta ułamanego konaru. Podniósł si(cid:266), zerwał z szyi p(cid:266)tl(cid:266) i cisn(cid:261)ł w krzaki. Rozmasowuj(cid:261)c krta(cid:276) powtórnie omiótł nieprzytomnym ze zło(cid:286)ci wzrokiem miejsce nieudanego po(cid:298)egnania ze znienawidzonym (cid:286)wiatem. Zamarł. Nie zauwa(cid:298)ył wcze(cid:286)niej? Niemo(cid:298)liwe. Przychodził tu przecie(cid:298) wiele razy, starannie obmy(cid:286)laj(cid:261)c plan samobójstwa. A jednak, spod ułamanej gał(cid:266)zi wystawał banknot. Pochylił si(cid:266) nad nim i ze zdziwieniem stwierdził, (cid:298)e jest szcz(cid:266)(cid:286)liwym znalazc(cid:261) i posiadaczem wartego sto złotych papierka z podobizn(cid:261) króla Władysława Jagiełły. Papierek miło zaszele(cid:286)cił w r(cid:266)ku i przylgn(cid:261)ł do dłoni. Dziwne, jakby chciał być znaleziony. W innych, mniej beznadziejnych okoliczno(cid:286)ciach u(cid:286)miechn(cid:261)łby si(cid:266) do znaleziska, w tej chwili jednak nie mógł oprzeć si(cid:266) wra(cid:298)eniu, (cid:298)e los nie tylko z niego zadrwił, ale jako widz rozsiadł si(cid:266) wygodnie na ławce i obejrzawszy spektakl, wycenił to kiepskie aktorstwo na sto polskich złotych. Znalazł pieni(cid:261)dze, fakt, ale przecie(cid:298) nie przyszedł tu po złudzenia, lecz po koniec problemów. Gdzie dzi(cid:286) przenocuje? Jak zwykle, na klatce schodowej. Ale najpierw uda si(cid:266) w kierunku miasta, upije si(cid:266) i zapomni o natr(cid:266)tnym pytaniu, któremu na imi(cid:266) „co dalej”. 8 Z parku do miasta szło si(cid:266) dziesi(cid:266)ć minut. Kiedy(cid:286) uwielbiał spacerować, łazić bez celu z jednego kra(cid:276)ca miasteczka na drugi, pozdrawiać podobnych jemu, włócz(cid:261)cych si(cid:266) bez celu rozbitków i pić z nimi wino w parku. -Jak tam u ciebie diahle? -Gra. -Ale(cid:286) wychudły jak chart. A(cid:298) metły. Siorbn(cid:261)ć musisz, to i głód poczujesz. No i szli siorbać. Nie raz i nie dwa dochodziło do bitki, nie trzy i nie cztery budził si(cid:266) w dziwnych miejscach, nie pi(cid:266)ć czy sze(cid:286)ć obok cudzej (cid:298)ony lub córki. Ale to było kiedy(cid:286). Dzi(cid:286) ju(cid:298) nie czuł głodu. Przeciwnie, mdliło go i napinało, wylewało si(cid:266) z niego jedzenie, alkohol i chaotyczne my(cid:286)li, nie warte nawet wyrzygania. Oboj(cid:266)tny mijał uliczne słupy o(cid:286)wietleniowe, ludzi, ich samochody i domy. Rodziny. „(cid:297)e te(cid:298) chce si(cid:266) wam m(cid:266)czyć”. Nie zazdro(cid:286)cił im ani nie współczuł, w swym znudzeniu (cid:298)yciem był im tak samo obcy i oboj(cid:266)tny jak oni jemu. Człowiek cierpi(cid:261)cy na brak apetytu nie chce je(cid:286)ć, a maj(cid:261)cy do(cid:286)ć- wiedzieć ani przekonywać. Istnieje taki stan beznadziei, w którym nie chce si(cid:266) ju(cid:298) rozmawiać, kłócić o (cid:286)wiatopogl(cid:261)d, wymieniać przekonania, idee, my(cid:286)li-poniewa(cid:298) nie maj(cid:261) (cid:298)adnego znaczenia, (cid:298)adnej warto(cid:286)ci, potrafi(cid:261) tylko zm(cid:266)czyć i zam(cid:266)czyć, (cid:298)e a(cid:298) r(cid:266)ce bol(cid:261). Kogo obchodzi, kim jeste(cid:286) lub nie jeste(cid:286), albo w co wierzysz. Nie interesował si(cid:266) tym i oczekiwał tego od innych. (cid:297)eby dali mu cholerny spokój, (cid:298)eby w barze, przy kuflu piwa, nie przysiadał si(cid:266) jeden z drugim i nie zasypywał głupimi pytaniami, kalecz(cid:261)c uroczyst(cid:261) chwil(cid:266) czczym gadaniem. „Uczcijmy ten (cid:286)wiat pi(cid:266)cioma minutami ciszy”-obwie(cid:286)cił kiedy(cid:286) osłupiałemu z wra(cid:298)enia, szukaj(cid:261)cemu kolegów, barowemu jegomo(cid:286)ciowi. Pi(cid:266)ć minut to wystarczaj(cid:261)co du(cid:298)o czasu, by w spokoju dopić piwo i unikaj(cid:261)c kłopotliwej konwersacji ulotnić si(cid:266) z lokalu. wypić, spróbować znowu. Jutro ze swymi pilnymi, niepokoj(cid:261)cymi pytaniami przestałoby wreszcie istnieć. Nie docierało jeszcze do(cid:276), (cid:298)e si(cid:266) czego(cid:286) obawiał, (cid:298)e ju(cid:298) zacz(cid:261)ł si(cid:266) bać. Abstrakcyjna wymiana zda(cid:276) mi(cid:266)dzy przywi(cid:261)zanymi do (cid:298)ycia dwójk(cid:261) sanitariuszy ze (cid:286)miertelnego widzenia o(cid:286)mieszaj(cid:261)ca uroczysty akt odej(cid:286)cia i przera(cid:298)aj(cid:261)ca, mroczna, wysysaj(cid:261)ca dusz(cid:266) zjawa. Kim była? (cid:285)mierci(cid:261)? Nie chciała go przecie(cid:298), poddawszy torturom najpierw wybadała, po czym odepchn(cid:266)ła. A je(cid:286)li piekło istnieje, je(cid:286)li roi si(cid:266) w nim od takich, zadaj(cid:261)cych straszliwy ból, niewyobra(cid:298)alnych Sklep monopolowy. Wej(cid:286)ć, nie wej(cid:286)ć? Mo(cid:298)e zakupić pół litra, wrócić do parku, 9 Namacał w kieszeni cenny papier, który znowu sam wskoczył mu w dło(cid:276). stworów? To miało być takie proste: sznur, gał(cid:261)(cid:296), towarzysz(cid:261)ce w odej(cid:286)ciu w niebyt wierzgni(cid:266)cie nogami w ostatnim spazmie (cid:298)ycia. „Dosyć to wszystko dziwaczne”, pomy(cid:286)lał, i wiedziony przeczuciem granicz(cid:261)cym z pewno(cid:286)ci(cid:261), zamiast kupić alkohol, wszedł do kolektury „toto-lotka”. Podszedł do okienka, rozwin(cid:261)ł nie chc(cid:261)cego si(cid:266) odlepić Jagiełł(cid:266) i oznajmił: -Poprosz(cid:266) dwadzie(cid:286)cia losów. Tych po pi(cid:266)ć. Starsza pani w okularach o maskuj(cid:261)cych siwizn(cid:266), farbowanych ciemnych włosach si(cid:266)gn(cid:266)ła do tekturowego pudełka i odliczyła dwadzie(cid:286)cia zdrapek. -Prosz(cid:266) bardzo-odrzekła uprzejmie zza kupki czerwonych kartoników.-(cid:297)ycz(cid:266) szcz(cid:266)(cid:286)cia. „…Prawdopodobna przyczyna (cid:286)mierci: brak szcz(cid:266)(cid:286)cia…” Zasady zabawy były proste. (cid:297)eby wygrać, nale(cid:298)ało „wydrapać” pi(cid:266)ć identycznych, ustawionych w linii poziomej symboli-zwierz(cid:261)tek. Radosne dwie(cid:286)cie tysi(cid:266)cy obwieszczały nosoro(cid:298)ce, (cid:298)yrafy wyceniono na pół miliona, natomiast słonie oznaczały okr(cid:261)gły milion. Rozło(cid:298)ył kartoniki i starannie, bez po(cid:286)piechu, zacz(cid:261)ł skrobać paznokciem. Dziewi(cid:266)tna(cid:286)cie losów okazało si(cid:266) pustych; linie układały si(cid:266) w najprzeró(cid:298)niejsze konfiguracje (cid:298)yraf, nosoro(cid:298)ców i słoników, (cid:298)adne jednak z tych egzotycznych zwierz(cid:261)t nie chciało pojawić si(cid:266) w gatunkowym komplecie. Dziewi(cid:266)ćdziesi(cid:261)t pi(cid:266)ć złotych wyrzuconych w błoto, dokładniej mówi(cid:261)c-do kosza. Mo(cid:298)e jednak si(cid:266) mylił. Pozostał mu ostatni los, ostatnia szansa, ostatnia niewiadoma. Podniósł go do (cid:286)wiatła i ogl(cid:261)dał, jakby chciał prze(cid:286)wietlić jego zawarto(cid:286)ć. Taki sam, jak wcze(cid:286)niejsze, a jednak inny. Identyczne, uło(cid:298)one w harmonijn(cid:261) lini(cid:266) symbole zapłon(cid:266)ły mu przed oczami znanym doskonale, pal(cid:261)cym ogniem nie z tego (cid:286)wiata. „Bardzo dziwne”. Ju(cid:298) wiedział. Starsza pani przygl(cid:261)dała mu si(cid:266) z okienka ciekawie i współczuj(cid:261)co. Trzydzie(cid:286)ci lat pracy w kolekturze i niewiele mniej w roli (cid:298)ony utwierdziło j(cid:261) w przekonaniu, (cid:298)e nie istnieje co(cid:286) takiego, jak szcz(cid:266)(cid:286)cie, co najwy(cid:298)ej przeznaczenie. A przeznaczeniem przychodz(cid:261)cych do niej ludzi jest złudne przekonanie, (cid:298)e nale(cid:298)(cid:261) do nielicznej grupy urodzonych w czepku wybra(cid:276)ców, którym pieni(cid:261)dze i tak nie były do niczego potrzebne. Sprzedaj(cid:261)c los czy kupon, sprzedawała nadziej(cid:266) i marzenia senne, a gdy te zawodziły, na jej oczach rozczarowywały si(cid:266), sprzedawała te(cid:298) jedyn(cid:261) znan(cid:261) jej prawd(cid:266) o (cid:298)yciu: licz na samego siebie. Nie miała w(cid:261)tpliwo(cid:286)ci, (cid:298)e stoj(cid:261)cy 10 przed ni(cid:261) człowiek, obdartus z ubrudzonymi ziemi(cid:261) spodniami wydał ostatnie pieni(cid:261)dze tylko po to, by przekonać si(cid:266), (cid:298)e (cid:298)ycie jest podłe i niesprawiedliwe. A ona, dzi(cid:266)ki tej niesprawiedliwo(cid:286)ci i podło(cid:286)ci miała prac(cid:266) w klimatyzowanym latem i ogrzewanym zim(cid:261) pomieszczeniu. -Przykro mi-powiedziała.-Mo(cid:298)e nast(cid:266)pnym razem... Spojrzał na ni(cid:261) oboj(cid:266)tnymi, znudzonymi oczyma, po czym podał jej ostatni los. -To tylko formalno(cid:286)ć. Nie powinno być pani przykro. Prosz(cid:266) to otworzyć i zdrapać- rozkazał zastanawiaj(cid:261)cym, pewnym, nie znosz(cid:261)cym sprzeciwu głosem. -Na pewno? -Prosz(cid:266) to zrobić. r(cid:266)ku milion złotych. Oddała mu go dr(cid:298)(cid:261)cymi ze wzruszenia i przera(cid:298)enia r(cid:266)kami. -Pan wiedział, prawda?-zapytała, choć równie dobrze mogła nie pytać. Wiedziała. Kobieta posłusznie otworzyła los i po krótkiej chwili stwierdziła, (cid:298)e trzyma w * -Z (cid:298)alem stwierdzam, (cid:298)e nie mo(cid:298)emy otworzyć panu konta ze wzgl(cid:266)du na brak stałego miejsca zameldowania-trzymaj(cid:261)ca jego dowód osobisty urocza, mo(cid:298)e dwudziestodwuletnia blondynka o pełnych ustach i obfitym biu(cid:286)cie popisywała si(cid:266) firmow(cid:261) uprzejmo(cid:286)ci(cid:261), z jakiej podobno słyn(cid:261)ł bank, w którym pracowała. Nawet odmowa jej w ustach brzmiała jak obietnica randki, do której oczywi(cid:286)cie nie dojdzie z wielu wzgl(cid:266)dów. Głównie z tej przyczyny, (cid:298)e w dzisiejszych dziwacznych czasach byle dziwka uwa(cid:298)a si(cid:266) za lepsz(cid:261) od innych i porz(cid:261)dniejsz(cid:261), za(cid:286) kobiety porz(cid:261)dne, jak powszechnie wiadomo, nie zwykły dawać dupy bezdomnym, tylko bogaczom. A on przecie(cid:298) z cał(cid:261) pewno(cid:286)ci(cid:261) kwalifikował si(cid:266) jako kto(cid:286), kto (cid:298)yje poza nawiasem ludzi, jako kto(cid:286) wykluczony, jako margines. Fakt, (cid:298)e wzbogacił si(cid:266) dzi(cid:266)ki przypadkowi, niczego tu nie zmieniał. On był stamt(cid:261)d, ze (cid:286)wiata zaro(cid:286)ni(cid:266)tych brudasów o popieprzonej przeszło(cid:286)ci, ona st(cid:261)d, prosto z salonu pi(cid:266)kno(cid:286)ci dobrych manier i snów o ró(cid:298)owym (cid:298)yciu. On chodził w brudnych, od wieków nie pranych spodniach, ona w eleganckiej sukience, zakrywaj(cid:261)cej i odsłaniaj(cid:261)cej co trzeba, skrojonej na miar(cid:266) jej pozycji społecznej i zawodowej. Dzieliła ich przepa(cid:286)ć do(cid:286)wiadcze(cid:276), ambicji i zapatrywa(cid:276). Ona chciała si(cid:266) bzykać z posiadaczem mercedesa s-klasy pod równikowymi, kokosowymi palmami w wymarzonej podró(cid:298)y dookoła (cid:286)wiata, on pragn(cid:261)ł swoj(cid:261) zako(cid:276)czyć i mieć to ju(cid:298) z głowy. A teraz tu stał, niedomyty i oble(cid:286)ny, reprezentuj(cid:261)c sob(cid:261) wszystko, co stanowiło zaprzeczenie jej (cid:298)yciowych aspiracji. 11
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Farciarz
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: