Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00192 004193 18669453 na godz. na dobę w sumie
Fenix Antologia 4/2018 - ebook/pdf
Fenix Antologia 4/2018 - ebook/pdf
Autor: , , , Liczba stron:
Wydawca: Gniazdo Światów Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-951671-2-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> esej
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Specjalne wydanie Fenixa Antologii z okazji pierwszego przyznania nagrody 'Fawkes dla książki z cienia' 2018 dla cyklu 'Upiór południa' Mai Lidii Kossakowskiej.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Redakcja – Kto, co i po co Nagrody środowiskowe zawsze budzą wątpliwości. Wątpliwości zawsze budzi czystość intencji: czy to nagradzający lansują nagrodzonego, czy lansują się nagrodzonym? Wątpliwości zawsze budzi proces nominacji, jeśli w ogóle istnieje – dlaczego na liście są „ich” nazwiska, nie „nasze”? Wątpliwości budzą wreszcie laureaci, od których zawsze są godniejsi, dostojniejsi, lepsi i mojsi. Fandom i nagrody „fantastyczne” są tylko potwierdzeniem tej reguły. I więcej: ciężka ręka fandomu, jego rażące bezguście oraz totalny brak poczucia humoru tylko wyostrzają problem. „Zajdel” kłamstwami stoi: ani to „nagroda fandomu”, skoro głosuje na nią kilkaset osób z tysięcy aktywnych „fandomitów”, ani nagroda dla tego, co „najlepsze”, skoro o „najlepszości” decyduje... głosowanie. Kto się czym lansuje i dlaczego, to też widać na pierwszy rzut oka. Nagrodą rządzą ci, którzy „po kapuścińskiemu” mają „dojście do ucha” cesarzowej. Z uroczej pani Jadwigi zrobiono wdowę narodową, odpowiadającą żywotnym potrzebom całego jego możliwości, otwierającą oczy niedowiarkom, naszą, przez nas powołaną... i tylko mieć nadzieję, że to nasze ostatnie słowo. Akcydentalni laureaci ni z pierza, ni z mięsa czują się zaszczyceni i docenieni wyłącznie na zasadzie odruchu Pawłowa i nikt już nawet nie udaje, że „Zajdel” ma jakiekolwiek znaczenie praktyczne. Nikt też nie podważa zasadności jego istnienia i – co najgorsze - nie proponuje sanacji. Jest dla fandomu tym, czym Pałac Kultury dla Warszawy: z lekka obrzydliwą żenadą, ale tak wrośniętą w tradycję, że tylko machnąć ręką. fandomu, wdowę narodową na skalę Będzie stał i stał, psując linię nieba i przytłaczając współczesne wieżowce, póki się sam nie zawali. „Żuławski”, poufale (jeśli nie lekceważąco) zwany po prostu „Żuławiem”, inną drogą dochodzi do tego samego punktu. Wprawdzie jest bez wątpienia godny, wprawdzie jest jak to tylko możliwe obiektywny, wprawdzie angażuje i fandom (przez elektorów) i poważne kręgi naukowe, wprawdzie kończy się nie tandetną „galą”, lecz godnym przyjęciem, podczas którego akademicy dyskutują uczenie przy bułgarskim białym winie w plastiku oraz krakersach z Biedronki z łososiem też z Biedronki na zagrychę, ale w gruncie rzeczy na jedno wychodzi. Zero praktycznego znaczenia, wielki świat przemyka obok nie odnotowując eventu i tylko kilka osób przez kilka chwil ulega złudzeniu, że czegoś dokonały. Że coś znaczą. No to miłych złudzeń. Śląkfa? Kiedyś, w tandemie ze „Złotym Meteorem”, miała przynajmniej tyle siły, by dało się nią załatwić jakieś partykularne interesy. Dziś jest jak żabia noga: odpowiednio podrażniona nadal się rusza, choć żabę właściwą dawno diabli wzięli. Coś jeszcze? Aha, oczywiście. „Reflektor” Nowej Fantastyki (a więc nie fandomowy) w założeniu ma dużo sensu. Nie kryje subiektywizmu, jeśli go spytać, komu jest przyznawany, plącze się w zeznaniach (co jest dowodem pewnej koniecznej elastyczności) i może nawet do czegoś by się komuś nadał, gdyby nie fatalna realizacja. „Reflektor” ma – po nowofantastycznemu i fandomowemu – zero seksu, zero poczucia humoru i jest dokładnie tak atrakcyjny, jak jesienna mżawka. Plącze się po wydarzeniach, a każde go lekceważy; na „ceremonię przyznania” nie fatygują się już nawet krewni i znajomi Królika. Nagroda Fenixa: „Fawkes dla książki z cienia” nie zamierza ani walczyć z sytuacją zastaną, ani jej ratować. Ma ambicję wyłącznie bawić. Oczywiście trzymając możliwie wysoki poziom zabawy – to taka nasza „nowa świecka tradycja”. W szczególności: 1. Jest nagrodą nie dla autora, lecz dla książki. 2. Jest nagrodą dla książki według współczesnych kryteriów starej. Tegoroczny „Fawkes” przyznany został książce, która w przyszłym roku obchodzić będzie dziesięciolecie wydania, a wciągu tych dziesięciu lat nie miała wznowień i dziś jest już doskonale zapomniana. Gdyby było inaczej, nie byłaby przecież „książką z cienia”, prawda? 3. Przyznaje ją ciało anonimowe, ukryte pod ksywką „redakcja Fenixa”, a kryteria są uznaniowe i tak subiektywne, jak to tylko możliwe. Z obfitego zbioru fantastycznych tytułów literacko wybitnych, które przez tę wybitność nie przebiły się „do fandomu”, „Fawkesa” dostaje ten tytuł, a nie dowolny inny, BO TAK. Konia z rzędem komuś, kto wydedukuje z tego, że ktoś na naszej nagrodzie ugra cokolwiek praktycznego lub choćby ambicjonalnego. To się nie da zrobić. Przy okazji „Fawkesa” można się tylko rozerwać, a rozrywka to coś, czego fandomowi rażąco brakuje. Stąd zresztą poniekąd nazwa: święto Guya Fawkesa, od dawna obrane ze wszystkich znaczeń historycznych, a współcześnie konotujące wolność na granicy anarchii (a nawet poza granicą, co z tego?), jest karnawałem. Oby nasz karnawalik rósł w siłę, oby żyło mu się dostatniej. Żeby, jak zupełnie inny i całkowicie nieprzypadkowy Fawkes potrafił po każdym pożarze od nowa to bordello puszczać w ruch. Wciskamy się na chama w tradycję I CO PAN NAM ZROBISZ? Redakcja Fenixa
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: