Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00234 007031 13413401 na godz. na dobę w sumie
Filozofia f**k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha - książka
Filozofia f**k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha - książka
Autor: Liczba stron: 160
Wydawca: Sensus Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-246-3081-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> psychologia i filozofia >> życiowe filozofie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Nie przeklinaj - po prostu to pieprz!

Powiedz 'pieprzę to' i bądź egoistą!

Jeśli coś Ci się nie podoba, nie musisz tego robić! I tak jest już po herbacie, przecież wszystkich nie dasz rady uszczęśliwić, więc... pieprz to!
John Lennon

Koniec użerania się ze wszystkim i wszystkimi! Koniec wysłuchiwania, co powinieneś robić! Powiedz: 'Pieprzę to!' i od razu poczujesz się lepiej. A to dopiero pierwszy krok do wielkiej zmiany w Twoim życiu. Oto zbliża się rozwiązanie ostateczne. Masz odwagę zrobić ten krok? Czy Twoja frustracja osiągnęła już poziom krytyczny i obawiasz się, że jak tak dalej pójdzie, możesz zrobić coś wysoce nieobliczalnego?

Jeśli jesteś zestresowany, spięty, niespokojny i cierpisz na manię nieustannego kontrolowania - potrzeba Ci solidnego kopa - powiedz: 'Pieprzę to!'. Bez skrupułów, wbrew terminom i oczekiwaniom innych rozsiądź się wygodnie w fotelu i weź tę książkę do ręki. Zapomnij o wszystkim, czego nauczono Cię o życiu i o tym, kim jesteś lub powinieneś być, a od razu dostrzeżesz swoją wyjątkowość. Rozkoszuj się tą niezwykłą filozofią spokoju, relaksu i poczucia prawdziwej wolności. Dzięki temu uświadomisz sobie, że wszystkie sprawy, którymi się tak przejmowałeś, to zwykłe błahostki. Powiedz swoim problemom i obawom: 'Pieprzę was!'.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Idź do Przykładowy rozdział Spis treści Katalog książek Nowości Bestsellery Bestsellery Nowe książki Zamów drukowany katalog Zapowiedzi Twój koszyk Twój koszyk Dodaj do koszyka Dodaj do koszyka Cennik i informacje Cennik i informacje Zamów cennik Zamów cennik Zamów informacje Zamów informacje o nowościach o nowościach Wydawnictwo Helion SA 44-100 Gliwice tel. 032 230 98 63 e-mail: sensus@sensus.pl Filozofia f**k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha Autor: John Parkin ISBN: 978-83-246-3081-3 Tytuł oryginału: Fuck it: The Ultimate Spiritual Way Format: 140 × 208, stron: 160 Nie przeklinaj — po prostu to pieprz! • Pieprz chęć naprawiania świata! • Pieprz samokontrolę i dyscyplinę! • Pieprz plany i cele! • Pieprz swoje problemy! • Pieprz zdanie innych na Twój temat! Powiedz „pieprzę to” i bądź egoistą! Jeśli coś Ci się nie podoba, nie musisz tego robić! I tak jest już po herbacie, przecież wszystkich nie dasz rady uszczęśliwić, więc… pieprz to! John Lennon Koniec użerania się ze wszystkim i wszystkimi! Koniec wysłuchiwania, co powinieneś robić! Powiedz: „Pieprzę to!” i od razu poczujesz się lepiej. A to dopiero pierwszy krok do wielkiej zmiany w Twoim życiu. Oto zbliża się rozwiązanie ostateczne. Masz odwagę zrobić ten krok? Czy Twoja frustracja osiągnęła już poziom krytyczny i obawiasz się, że jak tak dalej pójdzie, możesz zrobić coś wysoce nieobliczalnego? Jeśli jesteś zestresowany, spięty, niespokojny i cierpisz na manię nieustannego kontrolowania — potrzeba Ci solidnego kopa — powiedz: „Pieprzę to!”. Bez skrupułów, wbrew terminom i oczekiwaniom innych rozsiądź się wygodnie w fotelu i weź tę książkę do ręki. Zapomnij o wszystkim, czego nauczono Cię o życiu i o tym, kim jesteś lub powinieneś być, a od razu dostrzeżesz swoją wyjątkowość. Rozkoszuj się tą niezwykłą filozofią spokoju, relaksu i poczucia prawdziwej wolności. Dzięki temu uświadomisz sobie, że wszystkie sprawy, którymi się tak przejmowałeś, to zwykłe błahostki. Powiedz swoim problemom i obawom: „Pieprzę was!”. • Mówiąc: „Pieprzę to”, uwalniasz się od czegoś, co zazwyczaj sprawia Ci ból. • Mówiąc: „Pieprzę to”, przestajesz słuchać innych, a zaczynasz słuchać siebie. • Mówienie: „Pieprzę to” to przeżycie duchowe, ponieważ przestajesz się opierać i poddajesz się naturalnemu rytmowi samego życia. Spis treści Przedmowa Gra wstępna Przedsmak: natychmiast powiedz „pieprzę to” Wiadomość od autora Dlaczego mówienie „pieprz to” jest przeżyciem duchowym Skąd się bierze siła filozofii „Pieprz to” Jak czytać tę książkę 1 Dlaczego mówimy „pieprzę to” Mówimy „pieprzę to”, kiedy przestajemy robić to, czego nie chcemy Mówimy „pieprzę to”, kiedy w końcu uda nam się zrobić coś, co wydawało się niemożliwe Mówimy „pieprzę to”, ponieważ nasze życie jest zbyt sensowne 2 Znaczące techniki filozofii „Pieprz to” Relaks Odpuszczanie sobie Akceptacja Obiektywna obserwacja Świadome oddychanie 3 Pieprz to Pieprz jedzenie Pieprz swój związek Pieprz choroby 7 9 9 10 11 12 14 17 17 18 19 35 35 37 38 40 42 49 49 56 61 Pieprz pieniądze Pieprz pogodę Pieprz bycie spokojną osobą Pieprz rodzicielstwo Pieprz samokontrolę i dyscyplinę Pieprz plany i cele Pieprz chęć naprawiania świata Pieprz zmianę klimatu Pieprz swoje problemy Pieprz zdanie innych na Twój temat Pieprz lęk Pieprz to i bądź egoistą Pieprz swoją pracę Pieprz swój kraj Pieprz poszukiwanie 4 Skutek mówienia „pieprzę to” Życie odpowiada, kiedy mówisz mu „pieprzę to” Wpływ mówienia „pieprzę to” na Twój umysł Wpływ mówienia „pieprzę to” na Twój organizm 5 Układ „Pieprz to” Korzenie układu „Pieprz to” Pozycje półleżące Pozycje siedzące wyprostowane Pozycje stojące Pozycje dynamiczne Papieros po stosunku Mnie było dobrze Dlaczego filozofia „Pieprz to” jest Najwyższą Drogą Duchową (jeżeli przypadkiem nie uważałeś, a chcesz coś łatwego do powtórzenia w pubie) Chciałbym się jeszcze z Tobą zobaczyć (jeżeli nie masz nic przeciwko temu) 6 65 69 70 73 82 87 93 95 97 100 109 113 118 122 124 129 129 133 138 141 141 145 148 151 156 159 159 159 160 1 Dlaczego mówimy „pieprzę to” Mówimy „pieprzę to”, kiedy przestajemy robić to, czego nie chcemy Co tydzień czyścisz okna w swoim domu, mieszkaniu, na barce. Robisz to starannie i sumiennie, ale już Ci się to znudziło. Robisz to, bo Twoja mama zawsze powtarzała, że czyste okna mówią wiele o właścicielu. Jej zdaniem osoba mająca w domu brudne okna najpewniej sama jest brudasem. Jednak czyszczenie okien co tydzień tak Ci się w końcu sprzykrzyło, że pew- nego poniedziałku mówisz po prostu „pieprzę to” i zamiast sprzątać, oglą- dasz telewizję, racząc się paczką czekoladowych herbatników. To wspaniałe uczucie. Mijają tygodnie, a Ty czerpiesz przyjemność z patrzenia, jak szyby stają się coraz brudniejsze. Stają się one symbolem Twojej nowej wolności. Kiedy trudno jest już coś przez nie zobaczyć, zatrudniasz czyściciela okien. Nowe podejście „pieprz to” przynosi Ci jeszcze więcej radości, kiedy ten czyściciel jest młody i dobrze zbudowany, a Ty masz ochotę, że tak powiem, otworzyć puszkę dietetycznej coli1. Kiedy zaczynają nas męczyć rzeczy mające dla nas niegdyś znaczenie, może- my osiągnąć punkt, w którym będziemy mówić „pieprzę to”. Wtedy prze- stajemy robić te rzeczy, a zaczynamy robić coś przyjemniejszego. Tak więc: 1 Odwołanie do reklamy Diet Coke — przyp. tłum. Pieprz to, przestań ćwiczyć i pooglądaj zamiast tego telewizję. Pieprz to, przestań być miły dla osób, których nie lubisz, i ignoruj je. Pieprz to, przestań przychodzić do pracy punktualnie, a zamiast tego próbuj się spóźniać. Pieprz to, nie sprzątaj, tylko zatrudnij sprzątaczkę. Pieprz Boga i zamiast tego czcij diabła. W rzeczywistości mówimy „pieprz to” zawsze, gdy rezygnujemy z czegoś, co sprawia nam ból. Możemy powiedzieć „pieprzę to” i przestać być kimś, kim nie chcemy być. Możemy powiedzieć „pieprzę to” i po prostu przestać troszczyć się o coś, co uznawaliśmy za swoją powinność. Mówimy „pieprzę to” wszystkim obowiązkom wobec rodziny, przyjaciół, pracodawcy, społeczeństwa i całego świata. Niekiedy przytłacza nas presja związana z tym, aby zachowywać się w określony sposób i robić określone rzeczy. Mówimy „pieprzę to” i robimy swoje. Mówimy „pieprzę to”, kiedy w końcu uda nam się zrobić coś, co wydawało się niemożliwe W końcu więc robimy swoje. Z pewnych względów powstrzymujemy się przed robieniem wielu rzeczy, które chcielibyśmy robić, ale uważamy, że nie powinniśmy. W tej chwili ktoś mówi „pieprzę to” i: w końcu podchodzi do chłopaka (dziewczyny), który (która) mu się podoba, i wyznaje swoje uczucia; rzuca pracę, której ma dość, i wybiera się pozwiedzać świat; w końcu otwiera się przed przyjacielem lub rodziną; po raz pierwszy w swojej karierze bierze zwolnienie chorobowe; zagląda do szafy swojej żony i przymierza jej piękne stroje balowe; głośno rozmawia w czytelni; 18 zjada cały tort czekoladowy; pokazuje innemu kierowcy palec i szybko odjeżdża; kładzie się na trawie i godzinami patrzy w niebo. Na tym właśnie polega wolność — na robieniu w końcu tego, czego na- prawdę chcesz. Powiedz „pieprzę to” światu, opiniom innych na Twój temat i sprostowywaniu ich oczekiwaniom. Jest to ta część filozofii „Pieprz to”, która powinna być realizowana przy dźwiękach muzyki rockowej. Powinna mieć klimat ze starych reklam dżinsów Levi’s, na których mężczyzna wjeżdża do biura na motocyklu, chwyta dziewczynę i odjeżdża z nią przy blasku zachodzącego słońca. Wsiadaj do samochodu i śpiewaj razem ze mną: Uruchom maszynę Czas wyruszyć w drogę Szukać mocnych wrażeń Nie przegapić nic a nic Niech zacznie się dziać ciekawie Uchwyć świat — cały będzie twój Odliczanie skończyło się już więc Odpalasz i już D...z...i...k...i jak wiatr!2 Mówimy „pieprzę to”, ponieważ nasze życie jest zbyt sensowne Każde nasze „pieprzę to” jest uwarunkowane naszym stosunkiem do sensu życia. Prawda jest taka, że nasze życie jest zbyt sensowne — to jakiś ko- smiczny żart. Zazwyczaj myślimy, że celem naszego życia jest znalezienie sensu: pragniemy robić coś, co ma sens, martwimy się o prawdziwy sens życia, martwimy się brakiem sensu. A jednak to właśnie suma tych sensów wywołuje cierpienie, które skłania nas do mówienia „pieprzę to”. 2 Tłumaczenie za http://www.tekstowo.pl/piosenka,daniel_k,born_to_be_wild.html — przyp. red. 19 Przestaliśmy myć okna, ponieważ związany z tym ból okazał się większy niż sens, jaki przypisywaliśmy czystym oknom (zaszczepiony w nas przez rodziców). Wyruszyliśmy na autostradę, ponieważ zew szerokiej drogi w końcu prze- ważył nad sensem robienia usystematyzowanej kariery, brania hipoteki pod mieszkanie oraz kupowania telewizora plazmowego. Przyjrzyjmy się więc historii sensu (i cierpienia). Jak wypełnić życie sensem O kurczę, spójrz, kto przyszedł. Przecież to Eamonn Andrews3 (lub Michael Aspel4, zależnie od tego, ile masz lat). Żeby przyłapać Cię na czytaniu tej książki, wpadł do ubikacji albo wsiadł do autobusu, albo wyskoczył z szafy w Twojej sypialni ze słowami „to Twoje życie”. Wstań więc i idź za nim. Następnie znajdziesz się w studiu telewizyjnym pełnym osób z Twojego życia. Z tyłu ustawiony będzie duży ekran z Twoim zdjęciem. Nagle pojawisz się z Eamonnem, tak jakby studio wybudowano tuż obok Twojego domu. I zaczynamy: urodziłeś się w 1965 roku w domu na przedmieściach. Twoi rodzice to Jean i Derek Mayhew... itd. Ale tutaj chodzi o Ciebie, więc wróć do dnia swoich narodzin. Przeżyjmy wspólnie moment, w którym łapczywie chwytając powietrze, wychodzisz na świat z pięknego i ciemnego miejsca będącego Twoim domem przez ostatnie dziewięć miesięcy. Cóż za szok — oślepiające światło i ci wszyscy ludzie wkoło. Nie ma już płynu, w którym można sobie pływać — tylko przestrzeń, tylko powietrze. Oto jesteś. Znalazłeś się w przestrzeni, która nie ma dla Ciebie najmniej- szego znaczenia. W tym momencie jakoś Cię to szczególnie nie martwi. Przez chwilę będziesz się cieszyć prostymi rzeczami: tym, że piersi Twojej matki oznaczają jedzenie i picie i, no cóż, taki właśnie jest sens ich istnienia. 3 Prezenter telewizji irlandzkiej, w latach 1955 – 1964 i 1969 – 1987 prowadził program To Twoje życie (ang. This Is Your Life) — przyp. tłum. 4 Sławny prezenter telewizji brytyjskiej, w latach 1987 – 2003 prowadził program To Twoje życie (ang. This Is Your Life) — przyp. tłum. 20 Natomiast wcale nie będą się liczyły wszystkie osoby gapiące się na Ciebie i wydające dziwne dźwięki. Rzeczy nabierają sensu w sposób naturalny i jest to zazwyczaj uzależnione od tego, czy sprawiają nam przyjemność, czy ból. Piersi to przyjemność. Śmieszne uczucie w brzuszku to ból. Eamonn przenosi nas teraz do czasów, kiedy miałeś mniej więcej cztery latka i się bawiłeś. Czy pamiętasz, jak się wtedy czułeś? Czy pamiętasz, jaką przyjemność sprawiały Ci najprostsze rzeczy? Obserwowałeś krople desz- czu spływające po szybie. Wychodziłeś na zewnątrz, zadzierałeś głowę i czułeś deszcz na swojej twarzy. Uwielbiałeś jego zapach na suchym be- tonie. Czasami nachodziły Cię myśli, że chciałbyś być w innym miejscu lub robić co innego. Ogólnie jednak byłeś całkiem szczęśliwy z tym, co miałeś, zanurzając się w istotę wszystkiego, co Cię otaczało. Sens rzeczy ulegał zmianom — wiele z nich sprawiało Ci przyjemność, a niektóre ból. Wiedziałeś już, co to są za rzeczy i niekiedy próbowałeś za- stąpić te nieprzyjemne miłymi. Patrząc teraz wstecz na swoje życie, prze- glądając zdjęcia z czasów, kiedy byłeś nastolatkiem, dostrzegasz kontynu- ację procesu naturalnego poszukiwania sensu. W tym wieku liczy się posiadanie przyjaciół i sympatii innych, otaczanie się ludźmi, którzy nas lubią i kochają, osiąganie dobrych wyników w nauce, sporcie lub w grze na jakimś instrumencie muzycznym. Nasz świat znaczeń staje się bardziej wyrafinowany: niekiedy chodzi o to, aby się dobrze bawić, czasami o uzyskanie aprobaty innych, osiągnięcie spełnienia w tym, co robimy, lub pomaganie innym. Kiedy wspominamy dalej czasy studiów, pierwszej pracy, związków, a może nawet założenia rodziny, ukazuje się nam obraz znaczeń, które czynią na- sze życie bardziej skomplikowanym. Stopniowo, ale konsekwentnie wy- dłużając listę rzeczy, które mają dla nas znaczenie, możemy też przypominać harcerza zbierającego odznaki stanowiące dowód opanowania kolejnych umiejętności. Dla większości ludzi na tym właśnie polega życie. I najprawdopodobniej „to Twoje życie”. 21 Tworzymy życie z rzeczy, które mają dla nas znaczenie, które się dla nas li- czą. Można by rzec, że stanowią one nasze wartości — cenimy je. Im lepszym jesteś pracownikiem, tym większe znaczenie ma dla Ciebie Twoja praca. Im lepszym jesteś partnerem, tym większe znaczenie ma dla Ciebie Twój związek. Im lepszym jesteś obywatelem, tym większe znaczenie ma dla Ciebie do- bro innych. Rzeczy mają duże znaczenie, a dla większości z nas nawet bardzo duże. Wszystko wskazuje na to, że powinny one mieć znaczenie, więc nigdy te- go nie kwestionowaliśmy. Jednak z czasem lista tych rzeczy robi się coraz dłuższa, więc kiedy Eamonn dotrze w swoich wspomnieniach do chwili obecnej, przyjrzyj się, co ma dla Ciebie znaczenie. Prawdopodobnie zaznaczysz wiele pozycji z następującej listy: wygląd — czy jestem za gruby, za stary, za niski czy za wysoki; odnoszenie sukcesu w tym, co robię; otaczający mnie ludzie — rodzina, partnerka, przyjaciele; robienie czegoś pożytecznego — pomaganie innym lub wpro- wadzanie zmian na lepsze; pieniądze — posiadanie ich w wystarczającej ilości lub osiąganie punktu, kiedy mam ich dużo; opłacanie rachunków; wyjeżdżanie co roku na dobre wczasy; bycie uczciwym; właściwe postępowanie w każdej sytuacji; bycie odpowiedzialnym; śmiech; próby osiągnięcia czegoś; 22 Bóg, Budda, Mahomet itp.; zdrowie; odnalezienie siebie; odnalezienie celu w życiu; osiągnięcie spokoju wewnętrznego; punktualne przychodzenie do pracy; dotrzymywanie terminów; świecenie przykładem; nieużywanie przekleństw przy dzieciach; niestwarzanie problemów; szczerość; posiadanie wolnego czasu; uprawianie ogródka; muzyka; śledzenie na bieżąco serialu Eastenders, Coronation Street, Big Brothera; pomaganie bliskim, kiedy Cię potrzebują; posiadanie dobrego samochodu lub po prostu takiego, którym możesz dostać się z punktu A do punktu B. Oczywiście mógłbym tak wymieniać bez końca, ponieważ na tym świecie jest nieskończenie wiele rzeczy, które mają znaczenie — ich potencjał nie zna końca. Porównaj więc przez chwilę swoją aktualną listę z tym, jak postrzegałeś siebie w wieku czterech lat. Ech, ta odpowiedzialność typowa dla dorosłych. Zupeł- nie nieświadomie stworzyłeś sobie całą kolumnę rzeczy, które mają znaczenie. Na czele tej kolumny jedzie ciężarówka prowadzona przez Burta Reynoldsa, załadowana tym, co liczy się dla Ciebie najbardziej. Dalej jadą pozostałe ciężarówki (lub samochody typu kombi, motocykle) z ważnymi rzeczami i nie lada wyzwaniem jest utrzymanie tej całej kolumny na drodze. Przyjąłem. 23 Życie szykuje nam inne niespodzianki Jedziemy autostradą przez stan Arizona i słuchamy na cały regulator pio- senek grupy ZZ Top. Mam fajne i męskie wąsiki, a obok mnie siedzi blon- dynka w krótkich spodenkach w stylu lat 70. Czego więcej można chcieć? Jestem jednak odpowiedzialny za tę kolumnę, bo to ja wyprawiłem ją w drogę. Niezależnie od tego, jak starannie Chuck będzie dokonywał przeglądu pojazdów (oraz... pań), przy tylu niebezpiecznych maszynach przemieszczających się po drodze zawsze może dojść do katastrofy. Możemy złapać gumę w jednym z pojazdów z naczepą, co nas spowolni, ale nie zatrzyma. Może dojść do przerwania paska klinowego w jednej z półciężarówek, ale właśnie podkradłem jednej z dziewczyn pończochy, żeby tę usterkę na- prawić. Oprócz tego zepsuć się może któryś z 34 wałków rozrządu lub któraś z 34 gorących uszczelek głowic cylindra. Jest jeszcze system wtryskowy, samoblokujący mechanizm różnicowy oraz panewki (powinieneś zobaczyć moje — jakikolwiek problem mechaniczny i skończyłoby się na wielkim niezadowoleniu). Kolejne niespodzianki szykuje pogoda, a możemy się tutaj natknąć na bły- skawiczne powodzie, tornada czy gradobicia, które mogą nawet zabić człowieka. Tak właśnie wygląda sytuacja z rzeczami, które mają znaczenie. Każda z nich wiąże się z jakimś aspektem naszego życia. Każda z nich przypomina plan na życie, zgodnie z którym (według naszych oczekiwań) życie to powinno przebiegać. Ale życie potrafi nas zaskakiwać. Nieważne, jak bardzo próbujemy być zdrowi, czasami i tak chorujemy. Nieważne, jak bardzo staramy się punktualnie przychodzić do pracy, czasami coś nas zatrzyma i się spóźniamy. Nieważne, jak bardzo staramy się postępować właściwie, czasami upijamy się i popełniamy błąd. 24 Nieważne, jak bardzo chcemy, aby nas lubiono, czasami nikt o nas nie dba — nikt do nas nie dzwoni i czujemy się z tego powodu okropnie. Niekiedy los ma inne plany co do którejś z rzeczy mających dla nas zna- czenie. Niekiedy ma on inne plany co do kilku takich rzeczy. Niekiedy dotyczy to strasznie wielu z nich. Im dłuższa jest nasza kolumna rzeczy, które mają znaczenie, tym większe prawdopodobieństwo, że życie zniweczy nasze plany ich dotyczące. Znaczenie oznacza ból Wszystko co ma dla nas znaczenie, to, co się liczy, może nam potencjalnie sprawiać ból. Znaczenie to jest jak pudełko pomalowane na żywe kolory i za- wierające w środku ból. Niekiedy, nawet wbrew naszej woli, unosi się po- krywa tego pudełka i zalewa nas ból. Problem polega na tym, że znaczenie (czyli rzeczy, które się dla nas liczą) to przywiązanie, a przywiązanie może się na nas kiedyś zemścić. Buddyści robią dużo szumu wokół przywiązania i łatwo jest zrozumieć dla- czego — jest to ich odpowiednik grzechu. Uwolnienie się od przywiązania kieruje nas na drogę do całkowitego wyzwolenia. Właściwie to być może chodzi o samą drogę, jej pas awaryjny i te wszystkie przydrożne restaura- cje. A może nawet o przenośne toalety stojące na poboczu, choć nie je- stem tego pewien, bo może jest to zbyt daleko posunięte skojarzenie. Rzecz w tym, że próbujesz porzucić to, do czego jesteś przywiązany, wszelkie swoje pragnienia, a nie jest to łatwe. Właściwie to tak, jakbym powiedział, że nie jest łatwo przebiec kilometr w 30 sekund. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie jest to możliwe — i nigdy nie będzie. Wróćmy jednak do mojej argumentacji, bo nie chcę Cię za bardzo zdołować. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Na razie powiem tylko, że znaczenie przy- biera taką samą formę jak przywiązanie. A przywiązanie przypomina trochę napięcie. Kiedy znika znaczenie, znika przywiązanie, a wraz z nimi napięcie. Perspektywa uczy nas czegoś o znaczeniu. 25 Z serii filmów o Bondzie lub z któregoś z magazynów opisujących życie w przyszłości (oczywiście takie przepowiednie nigdy się nie spełniały) być może pamiętasz następującą scenę: jakiś mężczyzna stoi wyprostowany i trzyma dłonie na dwóch prętach, a następnie startuje i sobie lata. Korzy- sta on z napędu odrzutowego dla jednej osoby. Wyobraź sobie, że odcią- gasz dźwignię, otwierasz przepustnicę i już jesteś 30 metrów nad ziemią. Możemy to nazwać Twoją Maszyną Perspektywy. Wędrujemy po lesie życia, przyglądając się drzewom, ponieważ tylko one mają dla nas znaczenie. Niektóre z nich podobają się nam i opiekujemy się nimi, podczas gdy inne padają u naszych stóp. Są też takie, które spadają na nas, ponieważ niekiedy sprawy układają się bardzo źle. Okropne rzeczy przytrafiają się nam lub mają miejsce wokół nas: umiera bliska Ci osoba, bierzesz udział w wypadku, dowiadujesz się, że jesteś poważnie chory, itp. Kiedy znajdziesz się w jednej z takich sytuacji, Twoja Maszyna Perspektywy wzleci między drzewami do samego nieba, a z takiej wysokości ledwo widać wszystkie te rzeczy, które tak bardzo się dla nas liczyły. Osoba, która dowiaduje się, że ma raka, zaczyna się nagle dziwić, dlaczego martwiła się wcześniej o tak wiele nieistotnych kwestii, takich jak ilość przychodzącej korespondencji, opłacanie podatku miejskiego czy fakt, że przytyła sześć kilogramów w ciągu kilku minionych lat. W jednej chwili wszystkie znaczące do tej pory rzeczy tracą zupełnie na znaczeniu. Unosząc się w Maszynie Perspektywy, wciąż jeszcze widzisz drzewa znaj- dujące się na ziemi, ale są one teraz znacznie mniejsze, a widząc otaczają- ce je lasy i pola, uświadamiasz sobie, że są mało istotne. Słysząc wiadomości o atakach z 11 września czy 7 lipca, albo o tsunami, większość z nas skorzystała z własnych Maszyn Perspektywy. Nagle wszystkie drobne sprawy pochłaniające dużo naszej uwagi okazały się zupełnie banal- ne. Liczyło się już tylko to, że jesteśmy bezpieczni i nasze rodziny również. Wszystko to, co wysyła naszą Maszynę Perspektywy wysoko do góry (po- czynając od tragedii osobistej, a kończąc na nieszczęściu ogólnoświatowym i czymś, co naprawdę składnia nas do myślenia), przypomina głośne mówie- nie „pieprzę to” w odniesieniu do wszystkich naszych zwyczajnych trosk: „Pieprzę to! Czym ja się tak właściwie przejmowałem?”. 26 „Pieprzę to! Muszę po prostu żyć, a nie zajmować się jakimiś drobnostkami”. „Pieprzę to! Będę pomagał ludziom i zrobię coś pożytecznego”. Oczywiście, moglibyśmy także przejść proces myślowy wysyłający naszą Maszynę Perspektywy do stratosfery. Wygląda on mniej więcej następująco: jestem jedną z 6,5 miliarda osób żyjących obecnie na ziemi. Należę więc do grona 6 500 000 000 osób. Na liczbę tę składa się wiele wypełnionych po brzegi stadionów na Wembley, a jeszcze więcej piętrowych autobusów (najwyraźniej stanowią one stan- dardowy w Wielkiej Brytanii miernik wielkości). Żyję na planecie Ziemia, która obraca się wokół Słońca z prędkością 108 000 kilometrów na godzi- nę. Słońce znajduje się w centrum naszego Układu Słonecznego, który porusza się wokół centrum Drogi Mlecznej z prędkością 853 000 kilome- trów na godzinę. Sam nasz Układ Słoneczny (który jest zaledwie niewielkim punkcikiem we wszechświecie) jest dość duży. Jeśli przyjmiemy, że Ziemia to ziarenko pieprzu, a Jupiter to kasztan (standardowe mierniki stosowane w Stanach Zjednoczonych), należałoby je umieścić sto metrów od siebie, aby zrozu- mieć, jaka w rzeczywistości dzieli je odległość. Należy pamiętać, że nasz Układ jest tylko jednym z wielu. Możliwe, że w innych układach słonecznych istnieje znacznie więcej zaludnionych planet podobnych do naszej Ziemi. To tylko przestrzeń. Przyjrzyjmy się także kwestii czasu. Jeśli będziesz miał szczęście, spędzisz na Ziemi 85 lat. Człowiek zamieszkuje naszą planetę od 100 000 lat, więc Twoja wizyta będzie trwała zaledwie 0,00085 tego czasu. W porównaniu z wiekiem Ziemi (czyli 4,5 miliarda lat) człowiek zamieszkuje ją stosunkowo niedługo — jeśli przyjmiemy, że Ziemia istnieje od około jednego dnia (przy czym Wielki Wybuch zapoczątkował to wszystko około północy), lu- dzie pojawili się na niej dopiero o 23:59 i 58 sekund, co oznacza, że byliśmy na niej obecni przez dwie ostatnie sekundy. Życie mija w mgnieniu oka i po ziemi chodzi niewiele osób, które były tu sto lat temu. Twój czas też przeminie (stosunkowo) szybko. 27 Dzięki tej krótkiej analizie przestrzennego i czasowego wymiaru naszego życia można dojść do wniosku, że po prostu nic nie znaczymy. Kiedy Ma- szyna Perspektywy unosi Cię tak wysoko ponad las, że zapominasz, co to słowo w ogóle znaczy, widzisz tylko jeden poruszający się świetlisty punkt. Pięknie wygląda ten mały delikatnie świecący punkcik. To robaczek świę- tojański zagubiony w kosmosie. Takie robaczki na ziemi żyją tylko przez jedną noc — pięknie świecą, a potem gasną. Unosząc się wysoko w swoich Maszynach Perspektyw, uświadamiamy so- bie, że żyjemy jak robaczki świętojańskie. Tyle tylko że w powietrzu unosi się ich 6,5 miliarda, pięknie świecą przez jedną noc, a następnie gasną. Pieprz to, Ty też możesz NAPRAWDĘ świecić. A oto znowu on — smak wolności. Poczułeś go? Czasami utrzymuje się tylko przez chwilę, ale nie da się go później zapomnieć. Ja sam czuję go zawsze, gdy prowadzę rozważania nad bezsensownością mojej egzystencji. To prawdziwa wolność i smakuje wyśmienicie: jeśli moje życie znaczy tak niewiele, to pieprzę to, mogę równie dobrze pójść na całość i się pośmiać. Co się dzieje, kiedy znaczenie to za wiele Uniesiemy się teraz w Maszynie Perspektywy tak wysoko, że rozpuści się ona jak cukier w filiżance gorącej herbaty. Może nigdy Ci się to nie przytrafi, ale w życiu zdarzają się wypadki i przypomi- nają one wtedy te spektakularne, przedstawiane w thrillerach z lat 70., kiedy to samochód przełamuje barierkę na zakręcie nad najbardziej stromym zbo- czem, jakie kiedykolwiek widziałeś, uderza o skały i wygina się. Następnie sta- cza się po zboczu, rozpadając się na więcej kawałków, aż ląduje na dnie ka- nionu jako kupa złomu. Następuje pauza, po której wrak staje w płomieniach. Przyczyną takiego wypadku mogła być jedna z ważnych rzeczy, o których pisałem wcześniej — takich, które zapewniają dobrą perspektywę. Nie zawsze jednak takie rzeczy doprowadzają do wypadków. Ludzie zachowują spo- kój, przeżywając większość ciężkich prób i tragedii, a do wypadków do- chodzi zazwyczaj wtedy, gdy coś bardzo niedobrego dzieje się z rzeczami, które mają dla nich duże znaczenie. 28 Zdarza się jednak także, że dochodzi do wypadku bez żadnego konkret- nego powodu. Kiedy ma to miejsce, wiesz o tym Ty oraz wszyscy wokół. Nie uczy Cię to zachowania perspektywy ani w ogóle nie stanowi żadnej lekcji. Jest to głęboka ciemna otchłań pełna rozpaczy. Masz wtedy wrażenie, że sięgasz dna i brniesz dalej. Kilka lat temu sam przeżyłem pewien wypadek. Nie było to zdarzenie przypominające staczanie się po skałach stromego zbocza, ale raczej po- ważna kraksa, w trakcie której można się nabawić na tyle ciężkiego uszko- dzenia kręgów szyjnych, że częste wizyty u kręgarza umożliwią mu czę- ściowe sfinansowanie edukacji swoich dzieci. Pozwól, że opiszę Ci tę typową kolizję. Od miesięcy jeździliśmy samochodem kempingowym po Europie, nie zwracając na nic uwagi. Wydawało mi się, że lato trwa wiecznie, szczególnie wtedy, gdy pod koniec października wyle- giwaliśmy się na plaży i pływaliśmy w Adriatyku na południu Włoch. Nad- szedł jednak czas, aby wrócić do Londynu i zarobić trochę grosza przed kolejną wyprawą (niezależnie od tego, kiedy by to miało być). Przyjechaliśmy do Londynu 5 listopada5. Zazwyczaj dzień ten wzbudza we mnie umiarkowane emocje, ponieważ kojarzy mi się z wybuchami dynamitu, pisaniem w powietrzu własnego imienia za pomocą zimnych ogni oraz wydłubywaniem z zębów kawałków folii aluminiowej, w którą zawinięte są pieczone ziemniaki. Jednak tym razem w ciągu trzech dni zamieniliśmy surfowanie w morzu w zlanej słońcem krainie na ciemne, ponure i zlane deszczem uliczki dzielnicy Balham. To, a także perspektywa powrotu do pracy i gwałtownego pogorszenia się stanu mojego zdrowia wprawiły mnie w głębokie przygnębienie. Następnego dnia kłóciliśmy się o to, jak przenieść przeklęty japoński ma- terac z samochodu kempingowego do naszego nowego domu, czyli ma- lutkiego mieszkanka na Balham High Road, kiedy puściły mi nerwy. Przesta- wiłem samochód w taki sposób, że jego połowa znalazła się na chodniku, 5 Tego dnia obchodzony jest Dzień Guya Fawkesa (ang. Guy Fawkes Day) — rocznica wykrycia w 1605 roku spisku będącego próbą wysadzenia w powietrze Izby Lordów Parlamentu Wielkiej Brytanii — przyp. tłum. 29 a druga na jednym z pasów ruchu. Potem wysiadłem i po prostu położyłem się w rynsztoku, który ze względu na dość obfite opady deszczu przypominał rzekę. Leżąc tam, zwinąłem się jak mały chłopiec i zacząłem pojękiwać. To był punkt kulminacyjny tygodnia. Po raz pierwszy w moim życiu całkowicie straciłem poczucie sensu. Nie- nawidziłem życia. Cały czas odczuwałem ból. Zazwyczaj w takich sytuacjach można go jakoś zwalczyć, nawet jeśli wymaga to wzięcia bardzo silnych leków przeciwbólowych. Ogromnie przygnębiająca była myśl, że od tego bólu nie mogę uciec, bo jest to po prostu ból istnienia. Właściwie to ten ból także można zwalczyć... przez zakończenie życia. Choć mogłem zrozumieć, dlaczego ludzie popełniają samobójstwo, wcale nie rozważałem tej opcji. Moja partnerka bardzo mnie wspierała, ale przez pewien czas nikt nie był w stanie mi pomóc. Wybraliśmy się razem na warsztaty, bo moja partnerka zapewniała mnie, że będzie to „bezpieczna przestrzeń”, w której będę mógł być sobą, a inni mnie po prostu wysłuchają. Kiedy jadąc metrem, zbliżaliśmy się do pół- nocnej części Londynu, gdzie odbywały się warsztaty, poczułem coś, cze- go nigdy wcześniej nie czułem. Uświadomiłem sobie, że byłem tak przy- gnębiony, tak niewiele rzeczy miało dla mnie jakiekolwiek znaczenie, że zupełnie nie obchodziło mnie, co myśleli o mnie inni. Było to cudowne uczucie. Nie przejmowałem się, co pomyślą inni pasażerowie, jeśli od cza- su do czasu zwieszę głowę i sobie zaszlocham. Kiedy dotarliśmy na spotkanie odbywające się w wygodnym domu w pół- nocnym Londynie, uświadomiłem sobie, że mam w nosie, co ci wszyscy mili ludzie sobie o mnie pomyślą. Było to zupełnie nowe uczucie dla ko- goś, kto przejmował się opinią innych. Przez całe życie przywiązywałem wagę do tego, jak mnie postrzegano. Wykorzystałem więc tę przestrzeń terapeutyczną maksymalnie. Podczas zwyczajowej fazy wstępnej polegającej na „dzieleniu się” niektórzy uczestnicy otwierali się i trochę płakali. Wszyscy inni im współczuli i ich obejmowali. Wcześniej na tego typu warsztatach pewnie bym trochę popłakał i wszyscy 30 by mi współczuli — uznano by mnie za mężczyznę, który faktycznie eks- ponuje kobiecą część swojej duszy, i otrzymałbym wiele uścisków. Teraz jednak mazałem się jak dziecko. Nikt nie mógł mnie dotknąć. Nic nie pomagało. Byłem w trakcie wspaniałego ćwiczenia terapeutycznego, które powinno mi pomóc. Nadal jednak otaczała mnie ta sama martwa i nudna pustka. Dowiedziałem się za to czegoś o grupach terapeutycznych: cier- pliwość dla osób targanych problemami ma swoje granice, szczególnie wtedy, gdy wydaje się, że stosowane metody terapeutyczne nie przynoszą efektów. W rzeczywistości ludzie wkurzali się na mnie, że byłem tak bardzo przygnębiony. Tym jednak też się nie przejmowałem. Do dziś pamiętam to nowe uczucie. Wśród rozpaczy i bólu istnienia po- czułem, że mogę też czuć wolność — nigdy wcześniej nie doświadczyłem jej w moim życiu, była to wolność wynikająca z braku wszelkich rzeczy, które miały znaczenie. W moim nihilistycznym przygnębieniu mówiłem po prostu „pieprzę wszystko”. Ciemna chmura w końcu zniknęła i powoli wróciłem do „normalnego” życia. Pozostało jednak ze mną odczucie, że rzeczy nie miały już takiego znacze- nia jak wcześniej. Albo raczej bezpowrotnie straciłem poczucie, że wszystko ma tak wielkie znaczenie. Przez kolejne lata czytałem sporo książek na temat duchowości. Właściwie to czytałem tylko takie książki. Pochłaniałem każdą dostępną pozycję o ta- oizmie, buddyzmie, szamanizmie oraz wszelkich innych aspektach kultury duchowej New Age. Przeczytałem wszystko, co napisali najbardziej wpły- wowi współcześni nauczyciele, i dostrzegłem, że wielu z nich opowiadało bardzo podobne osobiste historie — wszystkie odnosiły się do wypadków, jakie się im przydarzyły. Mam tu na myśli takich autorów jak: Brandon Bays, Eckhart Tolle i Byron Katie. Brandon Bays przez wiele lat zajmowała się uzdrawianiem i była zdruzgo- tana, kiedy dowiedziała się, że wykryto u niej duży nowotwór. W zaskaku- jący sposób udało się jej szybko doprowadzić do samouzdrowienia. Jed- nak 18 miesięcy później przydarzyła się jej seria nieprzyjemnych wydarzeń: jej piękny dom w Malibu doszczętnie spłonął, urząd skarbowy zajął jej całe 31 dochody, więc nie miała żadnych pieniędzy, jej ukochana córka i „bratnia dusza” Kelly napisała jej, że nie chce mieć z nią nic wspólnego, a w końcu mąż wyznał jej, że jest w poważnym związku z inną kobietą. Cóż za ciosy. W trakcie tych wydarzeń przebudziła się: czas stanął w miejscu, a ona po- stanowiła być ufna. Natychmiast owładnęło nią uczucie nieograniczonej miłości, która była wszędzie. Brandon Bays „przebudziła się”, a następnie napisała inspirującą książkę zatytułowaną Podróż6. Eckhart Tolle żył przez 30 lat w ciągłym stanie niepokoju i depresji. Aż pewnej nocy: Obudziłem się wcześnie rano owładnięty przerażeniem. Zdarzało mi się to już wiele razy, ale teraz uczucie to było znacznie silniejsze niż wcześniej. Wszystko wydawało się obce, nieprzyjazne i tak bezsensowne, że zacząłem szczerze nienawidzić świata. W tym momencie ujawniła się jego „tęsknota za unicestwieniem, za bra- kiem egzystencji”, która następnie zmieniła się w coś innego. Miał pojęcie o egzystencji, o „ja”, z którym trudno mu było żyć, i całkowicie przestał my- śleć. Kiedy odzyskał świadomość, zmienił się sposób, w jaki postrzegał świat. We wszystkim dostrzegał piękno i żył z dnia na dzień w atmosferze spokoju i błogości. Eckhart Tolle „przebudził się” i napisał książkę Potęga teraźniejszości7, która znalazła się na liście bestsellerów. Byron Katie przez ponad dziesięć lat przemieszczała się w dół po równi pochyłej. Popadła w depresję i paranoję i miewała ataki furii. Niekiedy nie była nawet w stanie wyjść z domu, wykąpać się czy umyć zębów. Jej wła- sne dzieci unikały jej w obawie przed jej atakami gniewu. W końcu udała się do ośrodka leczenia zaburzeń jedzenia u kobiet, w którym została od- izolowana od innych pacjentów, bo się jej bali. Wkrótce potem, leżąc na podłodze, przebudziła się, nie wiedząc już, kim jest. Twierdzi, że jej już nie 6 Bays Brandon, The Journey. A Road Map to the Soul, New York: Pocket Books 1999 — przyp. tłum. 7 Tolle Eckhart, The Power of Now. A Guide to Spiritual Enlightment, Vancouver: Namaste Publishing 1997, wersja polska Potęga teraźniejszości, Kraków: Wydawnictwo A 2003 [tł. Michał Kłobukowski] — przyp. tłum. 32 było. Czuła tylko radość i akceptację. Kiedy wróciła do domu, wszyscy uznali, że jest zupełnie inną osobą. Byron Katie „przebudziła się” i napisała piękne dzieło Kochaj, co masz8. Wszystkie te trzy koncepcje (procesy) mają wiele zalet, ale czy nie sądzisz, że czegoś w nich brakuje? Zagłębianie się w swoje emocje (Podróż) i życie tym, co jest teraz (Potęga teraźniejszości), lub zadawanie sobie czterech py- tań na temat tego, co Cię denerwuje (Kochaj, co masz), ma niewiele wspólnego z tym, co łączy tych troje autorów: wszyscy przeżyli ciężkie chwile, ale potem coś się wydarzyło; wszyscy powiedzieli największe „pieprzę to” w swoim życiu i coś się zmieniło. Czy nie powinni więc zająć się nauczaniem tego? Czy nie powinien to być proces? Wiem, że pomysł ten nie sprzedawałby się tak dobrze, jak wymienione wy- żej książki, ale czy proces ten nie powinien polegać na wywoływaniu po- ważnych wypadków w Twoim życiu — takich, które doprowadziłyby Cię do samobójstwa lub do powiedzenia „pieprzę to” i do całkowitej zmiany postrzegania rzeczy? Oczywiście, aby przeprowadzać taki proces, potrzebowałbyś dużego ubezpieczenia, ale warto chyba tego dokonać. Zapisz się więc na kursy: „Zniszcz swoje życie”, „Pieprz to” i „Przebudź się”. Miesiąc zajęć kosztuje 10 000 funtów, a zespół naszych specjalistów jest gotowy, aby zniszczyć Twoje życie: nasz człowiek zadzwoni do Twojego szefa, podając się za pra- cownika konkurencji i twierdząc, że przekazujesz jego firmie po- ufne informacje i bierzesz za to grube pieniądze; tego ranka nasz złodziejaszek wsunie do szuflady Twojego biur- ka 2000 funtów w banknotach; 8 Byron Katie, Mitchell Stephen, Loving what is: four questions that can change your life, Three Rivers Press 2003, wersja polska Kochaj, co masz!: cztery pytania, które zmienią twoje życie, Warszawa: G J Gruner Jahr Polska 2010 [tł. Anna Boniszewska] — przyp. tłum. 33 pracujący dla nas sobowtór Hugh Granta zacznie śledzić Twoją żonę i „przypadkowo” na nią wpadnie. Nie później niż po trzech dniach Twoja żona zostanie w ostatniej chwili wezwana na kon- ferencję, a jej głównym tematem będzie oczywiście ten drugi Hugh Grant; korzystając z podanych przez Ciebie danych do przelewu, nasz haker włamie się na Twoje konto i ukradnie wszystkie Twoje pieniądze; w ramach zaaranżowanej przez nas kradzieży tożsamości Twoje nazwisko zostanie usunięte zarówno z aktu własności Twojego domu, jak i dowodu rejestracyjnego Twojego bmw serii 5; nasz komornik zajmie Twój dom; pozbawiony (praktycznie) wszystkiego i wszystkich, siedząc na krawężniku przed (niegdyś) swoim domem, zostaniesz okradzio- ny przez naszego człowieka w kapturze, który zabierze Ci zega- rek firmy Tag Heuer; niczego nie gwarantujemy, ale na tym etapie 78 klientów mó- wi „pieprzę to”, a pięć minut później przeżywa przebudzenie. Robota wykonana. Mówiąc poważnie, nie polecam takich praktyk. Jeśli więc dokonasz jakichś zniszczeń i nie odniesie to pożądanego skutku, to proszę, nie wnoś prze- ciwko mnie pozwu. Jesteś po prostu głupkiem, a kiedy głupek doznaje przebudzenia, wciąż jest głupkiem, więc po co miałbyś przechodzić przez cały ten proces. Zalecam natomiast przeprowadzanie procesu duchowego polegającego na mówieniu „pieprzę to” i odpuszczanie sobie tych znaczeń, które mogą sprawić Ci duży ból. 34
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Filozofia f**k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: