Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00199 010849 10754768 na godz. na dobę w sumie
Firefox. Nie klikaj w niebieskie e! - książka
Firefox. Nie klikaj w niebieskie e! - książka
Autor: Liczba stron: 232
Wydawca: Helion Język publikacji: polski
ISBN: 83-246-0129-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> komputery i informatyka >> podstawy komputera >> podstawy internetu
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się 'zdobyć' w internecie coś, co raczej nie powinno być zainstalowane na Twoim komputerze? Ile razy Twój komputer ratowało jedynie skuteczne oprogramowanie antywirusowe? Czy wiesz, ile programów szpiegujących, dialerów i innych niepożądanych gości znalazło się na Twoim dysku twardym z powodu luk w zabezpieczeniach przeglądarki internetowej? Aplikacji, którą stosuje niemal każdy, kto korzysta z internetu. Nie uważasz, że nadszedł czas, aby zacząć używać bezpieczniejszej przeglądarki, dostępnej nieodpłatnie i wyposażonej w dziesiątki ciekawych i przydatnych funkcji?

Dzięki książce 'Firefox. Nie klikaj w niebieskie e!' odkryjesz alternatywną przeglądarkę internetową -- Firefox. Dowiesz się, skąd ją pobrać, jak zainstalować i skonfigurować. Poznasz jej narzędzia i możliwości. Nauczysz się korzystać z paneli i zintegrowanych mechanizmów przeszukiwania stron WWW. Zainstalujesz rozszerzenia, zablokujesz wyskakujące okienka i zabezpieczysz się przed atakami z internetu. Przekonasz się, jak doskonałym narzędziem jest Firefox.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

IDZ DO IDZ DO PRZYK£ADOWY ROZDZIA£ PRZYK£ADOWY ROZDZIA£ SPIS TREŒCI SPIS TREŒCI KATALOG KSI¥¯EK KATALOG KSI¥¯EK KATALOG ONLINE KATALOG ONLINE ZAMÓW DRUKOWANY KATALOG ZAMÓW DRUKOWANY KATALOG TWÓJ KOSZYK TWÓJ KOSZYK DODAJ DO KOSZYKA DODAJ DO KOSZYKA CENNIK I INFORMACJE CENNIK I INFORMACJE ZAMÓW INFORMACJE ZAMÓW INFORMACJE O NOWOŒCIACH O NOWOŒCIACH ZAMÓW CENNIK ZAMÓW CENNIK CZYTELNIA CZYTELNIA FRAGMENTY KSI¥¯EK ONLINE FRAGMENTY KSI¥¯EK ONLINE Wydawnictwo Helion ul. Chopina 6 44-100 Gliwice tel. (32)230-98-63 e-mail: helion@helion.pl Firefox. Nie klikaj w niebieskie e! Autor: Scott Granneman T³umaczenie: Bart³omiej Moczulski ISBN: 83-246-0129-5 Tytu³ orygina³u: Don’t click on the blue e! Format: B5, stron: 232 Czy kiedykolwiek zdarzy³o Ci siê „zdobyæ” w internecie coœ, co raczej nie powinno byæ zainstalowane na Twoim komputerze? Ile razy Twój komputer ratowa³o jedynie skuteczne oprogramowanie antywirusowe? Czy wiesz, ile programów szpieguj¹cych, dialerów i innych niepo¿¹danych goœci znalaz³o siê na Twoim dysku twardym z powodu luk w zabezpieczeniach przegl¹darki internetowej? Aplikacji, któr¹ stosuje niemal ka¿dy, kto korzysta z internetu. Nie uwa¿asz, ¿e nadszed³ czas, aby zacz¹æ u¿ywaæ bezpieczniejszej przegl¹darki, dostêpnej nieodp³atnie i wyposa¿onej w dziesi¹tki ciekawych i przydatnych funkcji? Dziêki ksi¹¿ce „Firefox. Nie klikaj w niebieskie e!” odkryjesz alternatywn¹ przegl¹darkê internetow¹ — Firefox. Dowiesz siê, sk¹d j¹ pobraæ, jak zainstalowaæ i skonfigurowaæ. Poznasz jej narzêdzia i mo¿liwoœci. Nauczysz siê korzystaæ z paneli i zintegrowanych mechanizmów przeszukiwania stron WWW. Zainstalujesz rozszerzenia, zablokujesz wyskakuj¹ce okienka i zabezpieczysz siê przed atakami z internetu. Przekonasz siê, jak doskona³ym narzêdziem jest Firefox. (cid:129) Pocz¹tki internetu i wojny przegl¹darek (cid:129) Pobieranie i instalacja Firefoksa (cid:129) Importowanie zak³adek z innych przegl¹darek (cid:129) Korzystanie z profili (cid:129) Paski narzêdzi i menu Firefoksa (cid:129) Instalowanie rozszerzeñ i dodatkowych pasków narzêdziowych (cid:129) Korzystanie z kana³ów RSS (cid:129) Blokowanie wyskakuj¹cych okienek i animacji Flash (cid:129) Modyfikowanie interfejsu u¿ytkownika Spis treści Wstęp ........................................................................................................................................ 5 1. Problem z niebieskim e ................................................................................................ 11 12 16 18 19 24 28 29 33 36 Dawno, dawno temu w internecie Mosaic Netscape Microsoft, IE i wojny przeglądarek Dalekosiężne plany się opłacają IE i Windows — bliźniaki syjamskie Niebieskie e — achillesowa pięta w bezpieczeństwie Windows Czerwona jaszczurka i jej dzieci Gdzie dowiedzieć się więcej 2. Instalacja i konfiguracja Firefoksa ..............................................................................43 Instalowanie Firefoksa 44 48 Pierwsze uruchomienie Firefoksa 51 Uruchamianie Firefoksa 53 Tak jak lubicie — opcje Dostosowywanie paska narzędzi 61 62 Pomocy! 64 Profile Firefoksa Gdzie dowiedzieć się więcej 68 3. Możliwości Firefoksa ...................................................................................................71 72 90 95 97 104 Początek pracy z Firefoksem Aby życie było prostsze Paski boczne Menedżery Gdzie dowiedzieć się więcej 4. Niezwykłe rozszerzenia Firefoksa ............................................................................105 106 110 114 131 Wtyczki multimedialne i nie tylko Motywy, czyli zmiana wyglądu przeglądarki Rozszerzenia Firefoksa Gdzie dowiedzieć się więcej 3 5. Firefox dla zaawansowanych ....................................................................................137 138 142 145 155 159 165 167 Wyszukiwanie Dynamiczne zakładki Zwalczanie internetowych śmieci Bezpieczeństwo i prywatność Zaawansowana konfiguracja Wspomóżcie Firefoksa! Gdzie dowiedzieć się więcej A Inne przeglądarki internetowe ..................................................................................173 B Opcje Firefoksa ...........................................................................................................197 Skorowidz ...................................................................................................................219 4 | Spis treści 1 PROBLEM Z NIEBIESKIM E Problem z niebieskim e 11 6 lipca 2004 roku US-CERT1 ogłosił raport w odpowiedzi na nowe, przerażające zagrożenie. 24 czerwca 2004, kiedy rozpoczęło się szaleństwo nazwane później Download.Ject, in- fekcja rozprzestrzeniła się po sieci. Hakerzy podstępnie uzyskali dostęp do serwerów WWW różnych banków, sklepów, serwisów aukcyjnych i wyszukiwarek, korzystając z luki w oprogramowaniu Microsoft IIS. Po przejęciu serwerów hakerzy umieścili na nich swój program w taki sposób, że wystarczyło samo otwarcie strony internetowej, by podstępnie zainstalował się on w komputerze. Ten mały, lecz potężny program nie tylko otwierał w komputerze tylną furtkę pozwalającą hakerom przejąć nad nim kontrolę bez wiedzy użytkownika, ale instalował keylogger — oprogramowanie rejestrujące naciskane przez użytkownika klawisze w celu prze- chwytywania haseł i numerów kart kredytowych podczas ich wpisywania. Nie wspomniałem o jednym szczególe — żeby stać się ofiarą tego ataku, trzeba było używać przeglądarki dostarczanej przez Microsoft — czyli Internet Explorera (IE). Jeśli ktoś używał ja- kiejkolwiek innej przeglądarki, był całkowicie bezpieczny. Zagrożenie go nie dotyczyło. US-CERT zaproponował w swoim raporcie zastosowanie kilku środków zapobiegawczych, ale jeden z nich przykuł uwagę administratorów i użytkowników na całym świecie. Zalecano w nim „używanie innej przeglądarki”. Tak jest — przeglądarka Microsoftu była na tyle niebezpieczna, że eksperci z Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego radzili używać czegoś innego. Nie wyglądało to dobrze. Jak mogło dojść do tego, że program używany przez 90 użytkow- ników komputerów na całym świecie ułatwił przestępcom kradzież numerów kart kredytowych? Czy istnieje jakaś alternatywa? Czy jesteśmy skazani na używanie oprogramowania pełnego błędów? Aby odpowiedzieć na te pytania, trzeba spojrzeć wstecz, na historię przeglądarek internetowych. Dawno, dawno temu w internecie Zanim powstała sieć WWW, istniały różne inne sposoby porozumiewania się przez internet, takie jak wciąż popularna poczta elektroniczna e-mail, telnet (używany do zdalnej pracy na kom- puterach i do uruchamiania na nich programów w trybie linii poleceń), Usenet (znany też pod nazwą grupy dyskusyjne) i FTP (pozwalający na transfer plików). Istniała też taka usługa, jak Gopher — pozwalała ona użytkownikom na przeglądanie w poszukiwaniu informacji katalogów na serwerach powiązanych w jedną spójną strukturę. Wszystkim tym technologiom (z wyjąt- kiem poczty elektronicznej) brakowało jednak czegoś, co pozwoliłoby na ich rozpowszechnie- nie — łatwości używania, prostoty i dostępnych zasobów. Tim Berners-Lee — naukowiec pracujący w CERN2 — opracował w 1990 roku usługę World Wide Web jako narzędzie pozwalające naukowcom z całego świata dzielić się swoimi artyku- łami bez obawy o zgodność używanych przez nich systemów operacyjnych i edytorów tek- stu. Dokumenty (a wkrótce potem także ilustracje) były przechowywane na serwerach WWW — komputerach, które cierpliwie czekały na zapytania o tekst lub obrazki i wysyłały zamówione 1 Skrót od ang. United States Computer Emergency Readiness Team — instytucja łącząca Departament Bezpie- czeństwa Wewnętrznego Stanów Zjednoczonych z prywatnym i publicznym sektorem gospodarki związanym z ochroną amerykańskiej infrastruktury internetowej. 2 Skrót od fr. Conseil Européen pour la Recherche Nucleaire — Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych. 12 | Rozdział 1. Problem z niebieskim e dane każdemu, kto o nie poprosił. Programy pobierające dane z serwerów zostały nazwane prze- glądarkami z uwagi na to, że odzwierciedlały ideę WWW — szukanie informacji było tak proste, jak ich zwyczajne przeglądanie. Na samym początku… Pierwszy na świecie serwer WWW, pracujący na komputerze z systemem operacyjnym NeXT, był dostępny pod adresem http://info.cern.ch (dziś ten adres już nie istnieje). Pierwszą stroną zawierającą użyteczne informacje była książka telefoniczna pracowników CERN (strona ta wciąż jest dostępna pod adresem http://www.w3.org/History/19921103-hypertext/hypertext/WWW/ TheProject.html). Serwer został udostępniony publicznie 25 grudnia 1990 roku. Pierwszy ser- wer WWW w Stanach Zjednoczonych mieścił się w Stanford Linear Accelerator Center (SLAC) w Kalifornii. Przechowywał on obszerną kolekcję streszczeń artykułów z zakresu fizyki3. Pierwsze przeglądarki były bardzo proste, ale — jak na swoje czasy — oferowały niezwykłe możliwości. Można było za ich pomocą łatwo połączyć się z innym komputerem, przeczytać umieszczone tam przez kogoś informacje, a nawet używać hiperłączy do „przeskakiwania” od jednego serwera do drugiego! Sieć WWW początkowo opracowano dla komputerów produko- wanych przez NeXT (firmę założoną przez Steve’a Jobsa po tym, jak został zmuszony do opusz- czenia Apple w 1985 roku). Ponieważ były one w stanie wyświetlać ikony i obrazki, pierwsze przeglądarki także potrafiły łączyć tekst z ilustracjami. Rysunek 1.1 pokazuje jedną z nich w akcji. Berners-Lee nazwał swoją przeglądarkę odpowiednio do tego, do czego służyła — innymi sło- wy, do korzystania z sieci World Wide Web używano przeglądarki WorldWideWeb. Ponieważ jednak w tamtych czasach niewiele osób korzystało z komputerów NeXT, Berners-Lee po- stanowił opracować również tekstową wersję przeglądarki, gotowej do użycia na prawie każ- dym komputerze i to za pośrednictwem telnetu — najpopularniejszego wówczas sposobu korzystania z sieci. Rysunek 1.2 pokazuje, jak wyglądało korzystanie z tej wersji przeglądarki, nazywanej przeglądarką wierszową (lub liniową) CERN4. Rysunek przedstawia całkowicie współczesną stronę http://www.wikipedia.org). Jak sama nazwa wskazuje, przeglądarka tekstowa nie potrafiła wyświetlać obrazków, a jedynie tekst. Użytkownik, który chciał użyć hiperłącza, musiał wpisać na dole ekranu jego numer i nacisnąć Enter. Nie istniały wtedy strony domowe, zakładki ani żadne inne udogodnienia, które są dla nas oczywistymi elementami współczesnych przeglądarek. Ale dla tych, którzy kilkanaście lat temu korzystali z internetu, przeglądarka wierszowa CERN i przeglądarka WorldWideWeb były objawieniem. Hipertekst Przeglądarki tekstowe wciąż są używane, choć od swojej pierwszej wersji przeszły długą drogę. Jedną z takich przeglądarek — Lynksa — dokładniej opiszę w dodatku A. 3 Pierwszy polski serwer WWW miał podobne korzenie i został uruchomiony w sierpniu 1993 roku na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego — przyp. tłum. 4 Jej nazwa oryginalna to CERN line-mode browser — przyp. tłum. Dawno, dawno temu w internecie | 13 Rysunek 1.1. Strony WWW w 1990 wcale nie wyglądały źle na komputerach NeXT (rysunek pochodzi z witryny http://www.w3.org/History.html i jest własnością T. Bernersa-Lee) Rysunek 1.2. Pierwsza przeglądarka tekstowa do korzystania z sieci WWW Prostota ówczesnej sieci WWW inspirowała niektórych ludzi do opracowywania własnych prze- glądarek. Krótko po powstaniu World Wide Web Tony Johnson stworzył program Midas, a w 1991 Pei-Yuan Wei udostępnił Violę (pokazaną na rysunku 1.3). Obie te przeglądarki 14 | Rozdział 1. Problem z niebieskim e Rysunek 1.3. Viola, jedna z pierwszych przeglądarek graficznych potrafiły wyświetlać grafikę, tabele i formularze. Obie pracowały wyłącznie na systemach Unix, co w pewnym stopniu ograniczało ich popularność (przypomnę, że były to czasy wersji 3.0 i 3.1 systemu Windows, a maszyny uniksowe wciąż były o lata świetlne przed komputerami pracującymi pod kontrolą systemów Microsoftu). W kwietniu 1993 Berners-Lee podjął tak dalekosiężną decyzję, że jej bezpośrednią konsekwen- cją jest nawet książka, którą w tej chwili czytacie. Przekonał mianowicie CERN do przeniesienia praw do sieci WWW i całego związanego z jej obsługą kodu do tzw. domeny publicznej. In- nymi słowy, od tego momentu nikt nie mógł być właścicielem WWW i nikt nie mógł pobierać za korzystanie z niej ani rozwijanie związanych z nią technologii żadnych opłat. Berners-Lee — i CERN — zdecydowali się więc nie czerpać korzyści ze stworzenia sieci WWW, co było nie tylko zaskakująco hojnym darem dla społeczeństwa, ale i posunięciem wizjonerskim. Jeśli CERN nalegałby na licencjonowanie opracowanej przez siebie technologii, nigdy nie roz- powszechniłaby się ona tak szeroko. Mielibyśmy najprawdopodobniej do czynienia z oddzielo- nymi od siebie „wyspami” serwisów WWW, dostępnymi dla wybranych użytkowników, a nie z jedną ogólnie dostępną siecią, jaką znamy obecnie. Dawno, dawno temu w internecie | 15 Mosaic Również w kwietniu 1993 roku Narodowe Centrum Zastosowań Superkomputerów (NCSA — skrót od ang. National Center for Supercomputing Applications) przy Uniwersytecie Illinois w Urbana-Champaign udostępniło program Mosaic 1.0 dla Uniksa (wersja 1.0 dla systemów Windows i Mac OS pojawiła się w grudniu tego samego roku). Był to duży krok naprzód — udostępniono program, który zapoczątkował wielką popularność WWW. Jak widać na ry- sunku 1.4, Mosaic wygląda bardzo podobnie do współczesnych przeglądarek — zawiera menu, przyciski, pasek adresu i rysunki wyświetlane wewnątrz strony WWW, a nie w oddzielnych oknach (tak, właśnie tak były wcześniej wyświetlane obrazki). Rysunek 1.4. NCSA Mosaic dla Windows (ilustracja jest własnością Uniwersytetu Manchester) Zasłużone pochwały Zasługi Tima Bernersa-Lee, jego osiągnięcia techniczne i hojność zostały ostatecznie dostrzeżone. 15 czerwca 2004 Finlandia przyznała mu pierwszą w historii Nagrodę Millenium w wysokości jednego miliona euro za „wybitną innowacyjność bezpośrednio poprawiającą jakość życia ludzi, opartą na wartościach humanistycznych i stymulującą rozwój globalnej ekonomii”. Tymczasem 16 lipca 2004 królowa Elżbieta II nadała mu tytuł szlachecki i order Imperium Brytyjskiego. Dla nas jest to więc dzisiaj Sir Tim! Więcej informacji o odznaczeniach Sir Tima można znaleźć w artykułach umieszczonych pod adresami http://www.technologyawards.org/index.php? article_id=4177 i http://news.bbc.co.uk/1/hi/technology/3899723.stm. Kto stał za stworzeniem przeglądarki Mosaic? Jedną z tych osób był Eric Bina — pracownik NCSA, drugą zaś Marc Andreessen, który nie ukończył jeszcze wówczas nawet studiów na Uniwersytecie Illinois. To właśnie Andreessen był odpowiedzialny za opracowanie kilku waż- nych funkcji. Nie widać ich wprawdzie na rysunku 1.4, ale to one sprawiły, że przeglądarka ta wyróżniała się na tle innych. Na przykład była pierwszą łatwą w użyciu przeglądarką, którą „zwykli” użytkownicy internetu mogli bez trudu pobrać i zainstalować (należy tu podkreślić, 16 | Rozdział 1. Problem z niebieskim e że w 1993 słowo „zwykły” dziś oznaczałoby raczej „dość zaawansowany”). Co więcej, Andre- essen współpracował z użytkownikami swojego programu — wysłuchiwał ich życzeń i na- rzekań, a potem dostosowywał do nich następne wersje aplikacji. Pomagał też tym użytkowni- kom, którzy jego pomocy potrzebowali. Rezultatem było powstanie najbardziej przyjaznej ze wszystkich przeglądarek wczesnych lat 90., jedynej wystarczająco dobrej i wystarczająco łatwej w użyciu, żeby trafić do każdego użytkownika. Mosaic miał dobrą prasę, a wieści o nim rozeszły się szybko po całym internecie — jeśli ktoś chciał korzystać w nowoczesny sposób ze wszystkich dobrodziejstw sieci, powinien był zain- stalować w swoim komputerze przeglądarkę Mosaic. Poniższe wycinki z postów w grupach dys- kusyjnych pozwolą Wam zrozumieć, jak ekscytującym cudem ówczesnej techniki była ta prze- glądarka: Richard Melick, 17 listopada 1993: „Wczoraj w nocy postawiłem na moim komputerze Mosaic i muszę wszystkim powiedzieć, że wygląda świetnie! NCSA pokazało nam, jak będzie wyglądać przyszłość internetu… Myślę, że ten program naprawdę wygrywa z innymi! Polecam każdemu użytkownikowi Windows z łączem do internetu”. Arnold Bloemer, 10 grudnia 1993: „Jeśli jeszcze nie używacie wersji 2.0 przeglądarki Mosaic dla X, to jak najszybciej ją zak- tualizujcie! Nie będziecie żałować. Szacunek dla Erika Biny i Marca Andreessena — dewe- loperów NCSA Mosaic… Ich praca pomaga zrewolucjonizować sposób »patrzenia« na sieć”. Joe Kohn, 8 marca 1994 „Zobaczyłem ostatnio po raz pierwszy Mosaic i szczęka mi opadła… To, co zobaczyłem, mnie zamurowało. Mosaic pozwala na surfowanie po sieci przy użyciu myszy. To niesa- mowite, używam internetu od 2 lat, ale kiedy zobaczyłem tę przeglądarkę, to jakbym zoba- czył coś zupełnie nowego. Zobaczyłem przyszłość. Od bardzo dawna (a może nawet jeszcze nigdy) nie widziałem czegoś, co zrobiłoby na mnie takie wrażenie. Chcę to mieć. I to już!” Nenette Alejandria, 24 marca 1994 „NA PRAWDE kocham Mosaic! Ściągam tony różnych rzeczy! I — tak jak pisała Aimee — to jest niesamowite! Tego się nie da opisać, musicie spróbować sami”. Przeglądarka Mosaic była fenomenalnym sukcesem i pomogła spopularyzować wciąż jesz- cze młodą World Wide Web. W ciągu zaledwie kilku miesięcy ruch w internecie związany z przeglądaniem stron WWW wzrósł o 10 000 , a każdego dnia użytkownicy pobierali ko- lejne 1000 kopii programu (dziś nie wygląda to na dużą liczbę, ale pamiętajcie, jak niewielka była w latach 1993 – 1994 społeczność internautów). Kapsuła czasu Jako fantastyczny artefakt z tamtych czasów polecam artykuł w magazynie Wired z października 1994. Nosi on tytuł The (Second Phase of the) Revolution Has Begun, a przeczytać go można pod adresem http://www.wired.com/wired/archive/2.10/mosaic_pr.html. Oto jego początek: „Nie oglądajcie się za siebie. Prodigy, AOL i Compuserve szybko się zestarzały. Wszystko wskazuje na to, że to przeglądarka Mosaic i jej interfejs staną się światowym standardem”. W 1994 roku wyglądało to jak najbardziej prawdopodobnie. Mosaic | 17 Netscape Jim Clark, dobrze prosperujący założyciel Silicon Graphics, Inc. (SGI), dostrzegł komercyjne moż- liwości drzemiące w przeglądarce Mosaic i w samej sieci WWW. W kwietniu 1994 roku stwo- rzył firmę Mosaic Communications Corporation (namawiając do współpracy Marka Andreessena i kilku innych dotychczasowych pracowników NCSA), która miała tworzyć, reklamować i sprze- dawać przeglądarki, serwery WWW i wszelkie związane z nimi usługi i programy. 13 paź- dziernika 1994 świeżo opierzona firemka udostępniła pierwszą wersję beta swojej nowej przeglądarki, nazwanej Mosaic Netscape. Była ona dostępna bezpłatnie dla osób prywatnych i pracowników naukowych, ale firmy musiały już zapłacić 99 dolarów za każdego użytkow- nika (dziś wydaje się to szaloną ceną, ale pamiętajcie — to był rok 1994, sieć WWW była no- wością, a Microsoft nie uczynił jeszcze normą bezpłatnych przeglądarek). Uniwersytet stanu Illinois miał jednak pretensje do nazwy „Mosaic” i w listopadzie 1994 roku zmusił Clarka i An- dreessena do zmiany nazwy firmy na Netscape Communications Corporation. W blasku reflektorów Wkrótce potem Netscape i Internet Explorer odciągnęły uwagę internautów od przeglądarki Mosaic. W końcu, w styczniu 1997 roku, długo po tym, jak przeglądarka przestała być powszechnie używana, NCSA zdecydowała się na zaprzestanie jej rozwijania. Pod nową nazwą firma wciąż dążyła do celu, którym było stworzenie od podstaw przeglądarki lepszej niż Mosaic. Chodziło o coś, co zmiażdżyłoby ten popularny program tak, jak Godzilla miażdżyła Tokio. Nazwa nowego produktu? „Mozilla” — połączenie „zabójcy przeglądarki Mosaic” i „Godzilli”. Dla utrwalenia nowej nazwy w sieci zaczęły się pojawiać żartobliwe ilu- stracje z zieloną jaszczurką. Netscape wypuścił swoją pierwszą przeglądarkę (oficjalnie nazwaną Navigator 1.0, ale po- wszechnie znaną po prostu jako Netscape) w grudniu 1994, a ta wystartowała jak rakieta (okno pierwszego oficjalnego wydania widnieje na rysunku 1.5). Netscape był przeglądarką lepszą niż Mosaic, a poza tym był dostępny w wersjach dla wyjąt- kowo wielu systemów operacyjnych, takich jak Windows, Mac OS, Linux, OS/2, Solaris, BSD, IRIX, AIX i HP-UX. Firma i jej produkt były opisywane w niezliczonych artykułach i wzmian- kach w miarę, jak Internet i WWW stawały się coraz powszechniejszymi słowami nie tylko wśród informatyków. W zasadzie dla wielu osób Netscape to po prostu był internet. Szybko Netscape Navigator zyskał 90 udziału w rynku przeglądarek, a użytkownicy niecierpliwie zaczęli przyglądać się wersjom beta tego, co miało się stać Navigatorem 2.0. Netscape był u szczytu sławy… I wtedy na horyzoncie pojawił się Microsoft. 18 | Rozdział 1. Problem z niebieskim e Rysunek 1.5. Netscape Navigator 1.0 z roku 1994 Wielka bańka Dziś niemal truizmem jest stwierdzenie, że niesamowite wejście Netscape’a na giełdę w sierpniu 1995 roku rozpoczęło serię sukcesów giełdowych firm informatycznych w końcu lat 90. Michael Malone w artykule pisanym dla Forbesa 7 marca 2002 wyraził powszechną opinię, stwierdzając, że „istotnym elementem każdego boomu technologicznego jest pojawienie się wysokich, stymulujących wycen przy wejściu na giełdę. Ostatnim razem był to Netscape, którego publiczna sprzedaż akcji spowodowała finansowe trzęsienie ziemi i przetarła szlaki dla tysięcy następnych dotcomów” (http://www.forbes.com/columnists/2002/03/07/0307malone.html). Microsoft, IE i wojny przeglądarek Pod koniec 1994 roku Windows 95 (nieoficjalnie nazywany w firmie wersją „Chicago”) był już na ukończeniu. Na tym etapie firma nie planowała jeszcze dołączania przeglądarki jako ele- mentu systemu operacyjnego. Na początku 1995 zarząd Microsoftu zdecydował jednak, że prze- glądarka Netscape’a stanowi zbyt duże zagrożenie i trzeba szybko stworzyć własną. W tym czasie nieduża firma o nazwie Spyglass wykupiła od NCSA licencje na technologię i znaki to- warowe przeglądarki Mosaic i odsprzedała je Microsoftowi jako podstawę tego, co później miało się stać Internet Explorerem. Microsoft, IE i wojny przeglądarek | 19 Ślady historii Po dziś dzień, jeśli uruchomicie Internet Explorera i wybierzecie z menu Pomoc opcję Internet Explorer — informacje, znajdziecie tam napis „Na podstawie programu NCSA Mosaic (…). Dystrybuowane na podstawie umowy licencyjnej z firmą Spyglass, Inc”. Umowa zobowiązywała Microsoft do płacenia firmie Spyglass kwartalnej opłaty oraz prze- kazywania części zysków ze sprzedaży nowej przeglądarki. Ponieważ Microsoft postanowił rozdawać IE za darmo, Spyglass zobaczył tylko ułamek pieniędzy, które spodziewał się zarobić, a konkretnie — około 400 000 dol. Ostatecznie, po tym, jak Spyglass pozwał Microsoft do sądu w 1997 roku, firmy zawarły ugodę, a Microsoft musiał zapłacić poszkodowanym 8 milionów dolarów. Jeszcze dość późno, bo w czerwcu 1995 roku, pomimo zbliżającej się coraz szybciej daty uka- zania się systemu Windows 95, Microsoft wciąż nie planował bezpłatnego dołączenia do nie- go Internet Explorera. Explorer miał być częścią pakietu Microsoft Plus! dla Windows 95, który był sprzedawany jako osobny produkt. Wtedy jednak w nastawieniu firmy nastąpiły zmiany. Netscape zaczął być postrzegany jako zbyt duże zagrożenie, które powinno zostać zneutralizowane tak szybko i bezwzględnie, jak to tylko możliwe. Jeden z członków zarządu Microsoftu miał podobno powiedzieć, że należy „odciąć Netscape’owi powietrze”. Na pierwszy ogień poszła kwestia ceny. Netscape był dostęp- ny za darmo dla szerokiej rzeszy użytkowników, ale firmy i użytkownicy komercyjni zobo- wiązani byli do uiszczania opłat za korzystanie z programu. Początkowo Microsoft również planował pobierać opłatę za IE rozprowadzanego razem z pakietem Plus!, ale ten pomysł zo- stał zarzucony na rzecz rozdawania przeglądarki za darmo razem z systemem operacyjnym Windows. Kiedy w lipcu 1995 roku nowy system Windows 95 był rozsyłany do firm komputerowych, ta- kich jak Dell, IBM czy Compaq, Internet Explorer był już dołączany jako jego część (chociaż na osobnej dyskietce). Przeglądarka była, co prawda, ściśle powiązana z Windows, ale produ- cenci komputerów mieli techniczną możliwość jej zainstalowania lub usunięcia bez potrzeby zmieniania czegokolwiek w pracy systemu operacyjnego. Również użytkownicy mogli ją usu- nąć, używając opcji Dodaj/Usuń Programy w Panelu Sterowania (IE 2.0 udostępnione w listopa- dzie 1995 oferowało tę samą funkcjonalność… lub jej brak). Przeglądarkę Internet Explorer 1.0 można podziwiać na rysunku 1.6. Aby przeszkodzić producentom sprzętu w oddzielaniu nowej przeglądarki od swojego syste- mu operacyjnego Microsoft postanowił pójść o krok dalej i mocniej związać swoje dwa pro- dukty. Licencje na sprzedaż komputerów z zainstalowanym systemem Windows zabraniały firmom komputerowym usuwania Internet Explorera z Windows 95. Jeżeli producenci kom- puterów usunęliby choć jedną ikonę czy program z pulpitu lub menu Start produkowanych przez siebie komputerów lub zaoferowali podczas uruchamiania instalację obcego programu, zmusiłoby ich to do zerwania umów licencyjnych albo płacenia Microsoftowi cen detalicznych, co z kolei niwelowało i tak już niewielki margines zysku. Przy tak twardej postawie Dell, IBM czy inne podobne firmy praktycznie nie miały możliwości usunięcia Internet Explorera ze swo- ich komputerów, nie wspominając o promowaniu przeglądarki Netscape’a. 20 | Rozdział 1. Problem z niebieskim e Rysunek 1.6. Internet Explorer 1.0 Compaq postanowił sprawdzić stanowczość Microsoftu w sierpniu 1995 roku. Po podpisaniu promocyjnych umów z kilkoma ISP5 zaczął usuwać ze swoich komputerów ikonę IE i zastę- pować ją Netscape Navigatorem. Po kilku miesiącach trwania w niewygodnej dla siebie sytu- acji Microsoft odpowiedział prawdziwą bombą. W liście z 31 maja 1996 firma zagroziła cał- kowitym zerwaniem umowy na sprzedaż Windows z komputerami Compaq, o ile ten ostatni się nie opamięta i nie przywróci ikony IE. W ciągu miesiąca ikona powróciła na pulpity. Trzeba pamiętać, że Compaq sprzedawał wówczas więcej pecetów niż jakikolwiek inny partner Micro- softu. Gigant z Redmond był jednak gotów poświęcić swój najlepszy punkt sprzedaży, by chronić swoją przeglądarkę i zaszkodzić swojemu największemu rywalowi na rynku WWW. Na osłodę Microsoft — w zamian za spełnienie swoich żądań — obiecał Compaqowi większy upust na Windows, niż mógł dostać jakikolwiek inny producent sprzętu komputerowego. Do- datkowo, począwszy od marca 1998 roku, Microsoft zrzekł się jakichkolwiek opłat, jakie ten producent komputerów miałby uiścić za korzystanie z produktów Microsoftu. Firmy komputerowe budziły gniew Microsoftu, nawet jeśli ośmielały się nie używać IE w swo- ich własnych sieciach. Znany amerykański producent sprzętu — firma Gateway — używała w swoich komputerach Netscape’a, ale w lutym 1997 Microsoft dał jej do zrozumienia, że ta kwestia kładzie się cieniem na stosunkach między firmami i jeśli tylko Gateway zdecyduje się na przejście na IE, producent oprogramowania chętnie pokryje koszty takiej operacji. Gateway odmówił. W konsekwencji musiał płacić za dodawanie do swoich komputerów licencji na Win- dows najwięcej ze wszystkich partnerów Microsoftu. 5 ISP (skrót od ang. Internet Service Provider) — firma dostarczająca usługi internetowe — przyp. tłum. Microsoft, IE i wojny przeglądarek | 21 Za kulisami wojen przeglądarek Dlaczego Microsoft zdecydował się na wyeliminowanie Netscape Navigatora (i każdej innej przeglądarki) z rynku sposobami, które zostały później uznane przez sądy za praktyki mo- nopolistyczne? Dlaczego był tak nieugięty wobec swoich partnerów, którzy rozprowadzali Win- dows wśród firm i użytkowników indywidualnych — dopuszczając się praktyk uznanych przez sądy za nielegalne? Dlaczego wreszcie wielkie firmy takie jak IBM, czy Dell uginały się pod żądaniami Microsoftu? Zaciskanie pętli Microsoft zdecydował się później na to, aby praktycznie uniemożliwić usunięcie IE z IBM-ów i Delli na całym świecie. Wykorzystał w tym celu zarówno zabezpieczenia techniczne, jak i prawne. Użytkownicy systemu Windows 98 utknęli więc w świecie IE, co zmniejszało praw- dopodobieństwo dodawania przez producentów komputerów innych przeglądarek (takich jak Netscape) i świadczenia związanej z nimi pomocy technicznej. W buńczucznej deklaracji wy- słanej swoim szefom Brad Chase — wiceprezes Microsoftu — oświadcza: „Powiążemy powłokę Windows z Internet Explorerem, dzięki czemu uruchomienie jakiejkolwiek innej przeglądarki będzie dla użytkownika wstrząsającym przeżyciem”. W czasach wzlotów Netscape’a Windows był, co prawda, najczęściej używanym w kompute- rach osobistych systemem operacyjnym, ale przeglądarka stawała się bardziej istotna niż sam OS. Jeśli użytkownik spędzał większość czasu na korzystaniu z przeglądarki, nie miało więk- szego znaczenia, jakiego używał systemu. A Netscape działał także na wielu innych systemach operacyjnych, takich jak Mac OS, Unix i raczkujący wówczas Linux. Aby chronić Windows przed marginalizacją, w interesie Microsoftu leżało utrudnienie do granic możliwości używania przeglądarki innej niż IE. Firma świetnie zdawała sobie sprawę, że wiedza zdecydowanej więk- szości użytkowników na temat komputerów jest dość mała i zainstalowanie dodatkowego opro- gramowania pobranego z internetu będzie stanowiło dla nich problem, którego nie będą mogli (lub chcieli) pokonać. Przeglądarka zainstalowana fabrycznie w nowym komputerze będzie więc najprawdopodobniej przeglądarką używaną przez użytkownika. Stąd sprawą najwyższej wagi było dla Microsoftu zmuszenie firm sprzedających komputery do takiego postępowania, aby ich klienci nie mieli możliwości wyboru pomiędzy IE a Netscape’em. Producentom komputerów mogło się to nie podobać, ale ostatecznie nie mieli innego wyjścia — musieli zgodzić się na stawiane warunki. Jeśli klient kupił nowy komputer od Gatewaya i miał problem z zainstalowanym oprogramowaniem, dzwonił do Gatewaya, a nie do Micro- softu. Taka rozmowa obciążała kosztami Gatewaya. Jeśli na komputerze miały być zainsta- lowane fabrycznie dwie przeglądarki, Gateway musiał wydać dodatkowe pieniądze, aby upew- nić się, że obydwie współpracują ze wszystkimi innymi programami, bo brak takiej zgodności oznaczałby więcej telefonów z prośbami o pomoc i większe koszty utrzymania działu pomo- cy technicznej. Jasno z tego wynika, że w finansowym interesie Gatewaya było dodawanie do komputerów tylko jednej przeglądarki… a Microsoft siłą wymusił dołączanie swojej przeglą- darki, czyli IE. 22 | Rozdział 1. Problem z niebieskim e Firmy komputerowe w rzeczywistości nie miały żadnego wyboru. Utrata licencji na sprzedaż Windows oznaczałaby dla nich natychmiastowe wypadnięcie z rynku. Microsoft trzymał w rę- kach całkiem spory kij i wymachiwał nim z bezlitosną skutecznością. Firmy nie interesowało, że jej partnerzy w interesach mogli wydać miliony na wyposażenie swoich komputerów w pod- ręczniki i dodatkowe narzędzia ułatwiające pracę z Netscape Navigatorem i zmiana przeglą- darki wiązała się z bezpowrotną utratą tych inwestycji. Nie miało też znaczenia, że wstrzy- mywanie premiery Windows 98 tylko po to by nierozerwalnie związać nowy system z IE 4 powodowało utratę potencjalnych zysków związanych z możliwością zwiększonej sprzedaży na początku roku szkolnego, a potem w czasie świąt (w jednym z e-maili wiceprezes Micro- softu Paul Martiz napisał, że integracja przeglądarki z OS była „jedyną sensowną rzeczą, nawet jeśli dystrybutorzy mają na tym stracić”). Ostatecznie strategia Microsoftu opierająca promocję nowej przeglądarki na monopolistycz- nej pozycji na rynku systemów operacyjnych odniosła skutek. Na początku 1998 roku członek zarządu Microsoftu, Joachim Kempin, napisał w raporcie, że spośród 60 firm produkujących komputery tylko 4 oferują swoim klientom przeglądarkę Netscape. Co więcej, dla klientów tych ostatnich czterech firm dostęp, instalacja i korzystanie z Netscape Navigatora było utrudnione (na przykład przez to, że dodawano go na osobnej płycie CD-ROM). Netscape jednak w obliczu działań rywala nie zasypywał gruszek w popiele. Walczył, jak tylko potrafił, co rozpoczęło okres znany dziś pod nazwą wojny przeglądarek (ang. browser wars) — walki Microsoftu i Netscape’a o dominację nad całym światem WWW. Niestety, biorąc pod uwagę gigantyczne zasoby finansowe Microsoftu, jego monopolistyczną pozycję na rynku kompute- rów osobistych i niezaspokojony głód rozszerzania tego monopolu za wszelką cenę, Netscape od początku był bez szans. Wojny przeglądarek nie służyły nikomu, a z pewnością nie użytkownikom sieci WWW. Micro- soft i Netscape prześcigały się w udostępnianiu nowych wersji swoich programów. Miało to na celu ciągłe wyprzedzanie rywala o włos dzięki opracowywaniu i dodawaniu nowych funk- cji, ale, niestety, niosło ze sobą zagrożenie dla stabilności i bezpieczeństwa pracy. Netscape zde- cydował się oferować nie tylko przeglądarkę internetową — Navigatora (wciąż dostępnego w postaci samodzielnego programu), ale również znany jako Netscape Communicator pakiet łączący w sobie przeglądarkę, program do obsługi poczty elektronicznej, książkę adresową i program do edycji stron WWW. Wynik? Już wcześniej duży i pełen niedoróbek program urósł i zyskał jeszcze więcej niedoróbek. Na dodatek obydwie firmy w tym samym czasie zorientowały się, że powinny jak najbardziej związać ze swoimi produktami zarówno użytkowników, jak i osoby tworzące strony inter- netowe. Robiły to, dodając do przyjętego jako standard języka WWW — HTML6 — swoje własne rozszerzenia, które działały jedynie (albo najlepiej) w jednej z przeglądarek. Netscape na przykład wprowadził obrzydlistwo znane jako znacznik BLINK , który powodował mi- ganie tekstu jak na neonie w Las Vegas, podczas gdy Microsoft odpowiedział denerwującym i powszechnie potępianym znacznikiem MARQUEE , który z kolei powodował ciągłe przesuwa- nie się tekstu, co szybko okazało się doskonałym sposobem na uniemożliwienie spokojnego przeczytania strony. 6 HTML (skrót od ang. Hypertext Markup Language — hipertekstowy język znaczników) — przyp. tłum. Microsoft, IE i wojny przeglądarek | 23 W końcu, po trzech latach wyrównanej walki Netscape przegrał. Przeglądarka Microsoftu była darmowa, a także nierozerwalnie złączona z każdą kopią systemu Windows na całym świe- cie, co w przypadku nowych komputerów znacznie ułatwiało masowe wdrożenia w firmach. Udział Netscape’a w rynku zaczął drastycznie maleć, co doprowadziło do pierwszych strat firmy pod koniec 1997 roku i zwolnień na początku 1998. Jeśli Netscape chciał przetrwać — mu- siał coś zrobić. Dalekosiężne plany się opłacają Netscape znalazł dwa sposoby na zaradzenie swojej ciężkiej sytuacji. Obydwa wstrząsnęły świa- tem. Najpierw, w styczniu 1998, Netscape Communications ogłosił udostępnienie kodu źró- dłowego swojej przeglądarki, zapraszając tym samym do jej współtworzenia wszystkich, którzy tylko mieli na to ochotę. Dzięki ciągłemu zbieraniu plonów pracy rzeszy zdolnych programi- stów z całego świata firma miała nadzieję na stworzenie znacznie lepszego oprogramowania niż proponowane przez Microsoft i na ostateczne zwycięstwo w wojnach przeglądarek. Dziś, kiedy ruch open source święci kolejne triumfy, a Microsoft czuje na plecach oddech ry- wala, którego nie można ani wykupić, ani zastraszyć, widać, że to posunięcie Netscape’a (jak i wiele innych w historii tej firmy) było perspektywicznym spojrzeniem w daleką przyszłość. Netscape był pierwszą dużą firmą doceniającą zalety oprogramowania open source i udostęp- niającą źródła swojego oprogramowania, choć oczywiście nie jedyną. Nazwa nowego projektu open source? Mozilla. Przeglądarka o tej nazwie miała być wynikiem udostępnienia kodu przez Netscape’a, a opiekę nad całym projektem przejęła nowo utworzona Mozilla Organization (http://www.mozilla.org). Mozilla Organization rozpoczęła swoją działalność w marcu 1998 roku i natychmiast zainicjowała prace nad nową przeglądarką. Z końcem 1998 roku pojawiła się druga istotna wiadomość. Netscape został kupiony przez AOL (skrót od ang. America OnLine) za 4,2 miliona dolarów. Tym samym firma została wchłonięta przez wielką korporację i przejęła jej sposób pracy, co spowodowało odejście wielu weteranów; wśród nich był Marc Andreessen. Pomimo tak drastycznych zmian nic nie mogło zatrzymać Internet Explorera w drodze do prak- tycznego zmonopolizowania rynku aż do końca dekady i przez pierwsze lata XXI wieku. Dziś zdecydowana większość internautów używa przeglądarki Microsoftu. Nie powiem, że jest to ich ulubiona przeglądarka, bo większość nawet nie zdaje sobie sprawy, że ma jakikolwiek wybór. Dla użytkowników Windows internet to często ta ikona z niebieskim „e”. Netscape? To zapomniana nazwa z zamierzchłych czasów, staroć, którego nikt już nie używa. Mozilla? A mo- że to ten potwór ze starych japońskich filmów? Kiedy zabrakło konkurencji, z przeglądarką Microsoftu stało się coś dziwnego — okazała się ślamazarna i niestabilna, a podjęte przez programistów naprędce przed laty decyzje dotyczą- ce architektury całego programu zaczęły przeszkadzać w rozwoju. IE zaczął kostnieć, co do- strzegli użytkownicy (swoją drogą, trudno niczego nie zauważyć, kiedy nowiutki pecet zwalnia i z demona szybkości zmienia się w gruchot tylko dlatego, że w wyniku korzystania z przeglą- darki pojawiły się w nim setki robaków, wirusów i wszelkich innych paskudztw, a na doda- tek zdarza się to regularnie). Można zacząć podejrzewać, że słynne wojny przeglądarek, które Microsoft miał wygrać, były w rzeczywistości tylko jedną bitwą i nie była to bitwa ostatnia. Warto przyjrzeć się, co i dlaczego oferują nam alternatywne przeglądarki. 24 | Rozdział 1. Problem z niebieskim e Stagnacja Internet Explorera Microsoft podczas procesu antymonopolowego w końcu lat 90. zapewniał, że podczas wojen przeglądarek walczył o „innowacje”. Jakie innowacje?! Tabela 1.1 przedstawia numery kolej- nych wersji Internet Explorera i systemu Windows wraz z datami ich premier. Tabela 1.1. Widzicie jakąś regułę w datach premier Internet Explorera? Wersja IE 1.0 2.0 3.0 4.0 5.0 5.5 6.0 7.0 Data premiery sierpień 1995 listopad 1995 sierpień 1996 październik 1997 marzec 1999 lipiec 2000 październik 2001 2006 (przewidywana) Wersja Windows Windows 95 Windows NT 4.0 Windows OSR 2 Windows 98 Windows 98 SE i Windows 2000 Windows ME Windows XP Windows Vista Jeśli uważnie przyjrzeć się powyższemu zestawieniu, reguła okazuje się oczywista (nie jest zresztą żadną nowością w historii firmy z Redmond). Przy pierwszych wersjach, kiedy konku- rencja była silna, Microsoft pracował tak ciężko i tak szybko, jak tylko mógł. Ale później… W pierwszym roku swojego istnienia Internet Explorer doczekał się aż trzech nowych wersji (i — jak to Microsoft miał w zwyczaju — dopiero trzecia do czegokolwiek się nadawała). Wer- sja 4.0, będąca istotną aktualizacją, dzięki której IE rzeczywiście przegonił Netscape Navigatora w jakości i możliwościach, pojawiła się nieco ponad rok po udostępnieniu wersji 1.0. Potem wszystko zaczęło zwalniać. Zmiana z wersji 4.0 na 5.0 trwała prawie półtora roku. To prawda, IE 5.0 był lepszy od wcześniejszej wersji, poprawiono stabilność i zgodność z obo- wiązującymi standardami, dodano parę nowych funkcji, ale nie były to zmiany, których przy- gotowanie musiało zabrać tyle czasu. Skąd więc opóźnienie? IE był teraz wbudowany w sys- tem operacyjny, a ponieważ cykl udostępniania nowych wersji Windows się wydłużył, to samo stało się z przeglądarką. Ten sposób myślenia przy następnych wersjach tylko się utrwalił. Wersja 5.5 nie wnosiła ni- czego nowego poza kilkoma poprawkami, ale przecież dla Windows ME (swoją drogą, uzna- wanego za najgorszą wersję Windows ze wszystkich dotychczas istniejących, a to też coś zna- czy!) trzeba było przygotować coś, co wyglądało na nowe, świeże i interesujące. Wersja 5.5 była dla IE dłuższym postojem. IE 6.0 pojawił się dopiero po dwuipółletniej przerwie i w zasadzie był podrasowaną wersją 5.0 z ładnymi obrazkami, pasującymi do Windows XP. Jasne, jest tam porcja nowych bajerów i odrobinę większa zgodność z nowymi standardami, no i te wielkie iko- ny prosto z kreskówki — ale trzeba przyznać, że to żadna rewelacja. Na tempo rozwoju IE można jeszcze spojrzeć z drugiej strony — przez pryzmat pieniędzy i ludzkiej pracy. Kiedy udostępniano IE 1.0, pracowało nad nim zaledwie sześć osób. Od te- go momentu Microsoft zaczął przydzielać do pracy nad przeglądarką coraz więcej programi- stów i dosłownie zalewać program środkami finansowymi, zwiększając budżet projektu do 100 milionów dolarów rocznie. Wszystko po to, aby nowe wersje powstawały jak najszybciej. Dalekosiężne plany się opłacają | 25 Zaledwie rok później, przy premierze IE 3.0 zespół pracujący nad przeglądarką liczył sobie już 100 osób. Kiedy światło dzienne ujrzała wersja 5.0, liczba ta zwiększyła się dziesięciokrot- nie! Tak jest, w 1996 roku nad Internet Explorerem pracowało ponad tysiąc osób. Netscape w tym czasie w sumie zatrudniał niewiele więcej (wliczając w to nie tylko programistów, ale też pomoc techniczną, zarząd i księgowość). A co się stało później? Tony Chor, szef projektu Internet Explorera w Microsofcie wyjaśnił to w swoim blogu 13 kwietnia 2004: „Po wypuszczeniu IE 6 jesienią 2001 część zespołu odeszła, by skupić się na innych wyzwaniach związanych z siecią WWW… Chyba można powiedzieć, że Internet Explorer przestał być naszym priorytetem”. Stwierdzenie „przestał być priorytetem” jest oczywiste dla każdego, kto przez ostatnie parę lat używał IE. Przeglądarka nie była aktualizowana od ponad trzech lat i ten wiek już po niej wi- dać. No tak, Service Pack 2 dla Windows XP wzbogacił ją w końcu o blokowanie wyskakują- cych okienek (co inne przeglądarki potrafiły od lat i dalej robią to lepiej niż IE) i parę popra- wek związanych z bezpieczeństwem. Ogólnie rzecz biorąc, IE 6.0 to jednak dalej ten sam staroć, a ci, którzy nie używają Windows XP, mają kompletnego pecha. Inne dziedziny, w których IE pozostaje daleko w tyle za innymi, lepszymi przeglądarkami, to między innymi: Zakładki Każda szanująca się przeglądarka oferuje możliwość otwierania wielu zakładek wewnątrz okna, dzięki czemu można mieć równocześnie otwartych wiele stron bez zaśmiecania so- bie pulpitu wieloma oknami. IE zdecydowanie odrzuca to udogodnienie (więcej o tym w rozdziale 3.). Obsługa standardów WWW Podczas premiery IE 6 jego obsługa standardów Web Consortium w zakresie HTML, CSS i innych była wyśmienita. Obecnie inne przeglądarki są już w tym lepsze i dziś Explorer jest w tej kwestii najgorszą przeglądarką na rynku, co przyprawia o ból głowy zarówno użytkowników, jak i twórców serwisów WWW. Niekompletna obsługa obrazków PNG Przeglądarki internetowe od samego początku potrafiły wyświetlać obrazki w formatach JPG i GIF. Pojawił się jednak nowy, lepszy format — PNG (czyt. „ping” — z ang. Portable Network Group). Format PNG pozwala twórcom stron WWW na osiąganie świetnych efek- tów. Niestety, w odróżnieniu od innych popularnych przeglądarek Internet Explorer ob- sługuje tylko niektóre funkcje tego nowego, istotnego formatu. Dostosowanie wyświetlania Inne przeglądarki pozwalają użytkownikom na dostosowanie rozmiaru i kroju czcionki do własnych upodobań, niezależnie od tego, czego zażyczyli sobie autorzy strony. Ale nie IE. W innych przeglądarkach można blokować różne denerwujące sztuczki, takie jak skrypty blokujące używanie prawego przycisku myszy lub zmiana rozmiaru okna. Ale nie w IE. Inne przeglądarki pozwalają na blokowanie reklam i obrazków, których użytkownik nie chce oglądać. Ale nie IE. Słowo daję, mogę tak ciągnąć w nieskończoność… Wbudowane wyszukiwarki Inne przeglądarki oferują wbudowany dostęp do rozmaitych wyszukiwarek. Zazwyczaj do- myślną wyszukiwarką jest Google, ale zawsze istnieje możliwość wyboru innej, dzięki cze- mu można łatwo dotrzeć do poszukiwanej informacji. Microsoft bardzo, bardzo by chciał, żeby wszyscy używali wyszukiwarki MSN, więc po prostu udaje, że inne nie istnieją. 26 | Rozdział 1. Problem z niebieskim e Bezpieczeństwo Z nim jest już tak źle, że poświęcam mu cały podrozdział. Wystarczy wspomnieć, że jeśli kiedykolwiek mieliście problemy z oprogramowaniem szpiegującym (ang. spyware), z całą pewnością zawinił Internet Explorer. A to tylko początek. Podsumowując — w kwestii bez- pieczeństwa IE to jedna wielka katastrofa. A co jest najgorsze? Nie ma co liczyć na aktualizację aż do ukazania się Windows Vista (wcze- śniej nazywanego roboczo „Longhornem”). Przewidywana data premiery to jesień 2006. Praw- dopodobnie. No i jeszcze jedno. Żeby dostać nową wersję przeglądarki, trzeba będzie ku- pić Vistę! Koniec z gratisami Co to ma znaczyć? Jedyny sposób, by zdobyć IE 7 (o ile tak się to będzie nazywało), to zakup aktualizacji Windows? Niestety, tak. Dotychczas nie było istotne, z której wersji Windows korzystał użytkownik. Zawsze można było pobrać i zainstalować najnowszą wersję IE. Nawet Windows 98 obsługuje IE 6. Nic jednak nie trwa wiecznie. 7 maja 2003 Brian Countryman, menedżer projektu Internet Explorer w firmie Microsoft oświad- czył, że IE nie będzie już rozprowadzane niezależnie od Windows: „IE będzie nadal rozwija- ny jako część systemu operacyjnego, ale nie będzie już niezależnych instalacji. IE 6 SP1 jest ostatnią wersją dostępną niezależnie od systemu Windows”. Czyli w skrócie — jeśli chcesz mieć nowego Explorera, to kupuj Windows. Pośpieszny odwrót Zaledwie miesiąc po wystąpieniu Countrymana Microsoft oświadczył, że zaprzestaje rozwoju wersji IE dla komputerów Macintosh. Kiedy w 2001 udostępniono IE 5 dla Mac OS, była to najlepsza przeglądarka dla jakiegokolwiek systemu operacyjnego — najlepiej obsługująca standardy, innowacyjna, zawierająca funkcje, których wersja dla Windows nie doczekała się do dzisiaj. Microsoft nie ma jednak żadnego interesu finansowego w dalszym rozwoju wersji dla „Maków”, więc tego rozwoju nie będzie. Co to oznacza dla użytkowników? Teraz, jeśli macie problemy z wyświetlaniem strony, bo używacie starej wersji przeglądarki, możecie ją łatwo i za darmo zaktualizować. W przyszło- ści będziecie musieli pobiec do najbliższego sklepu komputerowego i wydać ciężko zarobione pieniądze na nowy system Windows, a może nawet na nowy komputer. Kto się na to zgodzi tylko po to, by oglądać strony WWW w nowej przeglądarce? Prawie nikt — chyba że ta prze- glądarka nie będzie tylko wyświetlała stron, ale jeszcze umyje auto, wyprowadzi psa na spacer i zaparzy poranną porcję kawy. Nowe wersje IE zwykle dość szybko wypierały stare. Z końcem 2004 roku Internet Explorer 6, już wtedy dostępny dla wszystkich wersji Windows od trzech lat, dominował wśród użytkow- ników IE. Niewielu spośród nich korzysta z IE 5, a użytkownicy IE w wersji 4 stanowią mar- gines. Ale aktualizacja przeglądarki to jedno, a aktualizacja całego systemu operacyjnego to coś zupełnie innego. Windows XP jest dostępny od 2001 roku, a zajęcie miejsca wcześniejszych wersji na jednej trzeciej komputerów trwało trzykrotnie dłużej niż w przypadku Windows 98. Dalekosiężne plany się opłacają | 27 Użytkownicy aktualizują swoje komputery znacznie wolniej niż kiedyś, bądź ze względu na oszczędności, bądź dlatego, że najnowsze wersje nie oferują tak naprawdę żadnych funkcji, które byłyby im potrzebne. Nowy pomysł Microsoftu oznacza, że IE 6 pozostanie w użyciu ra- zem z obecną wersją Windows jeszcze przez dłuższy czas. A wraz z nimi wszystkie błędy, pro- blemy z bezpieczeństwem i niedociągnięcia będą dręczyć użytkowników i autorów stron WWW jeszcze przez kilka lat — może nawet aż do 2010 roku. Nie są to dobre wieści, ale i nie zaskakujące. Microsoft jest monopolistą i takie rozwiązanie sta- nowi logiczne zakończenie procesu wdrażania IE. Nowy skład Departamentu Sprawiedliwo- ści ustanowiony po wyborach prezydenckich w 2000 roku nie zdecydował się na podjęcie dalszych środków prawnych przeciwko nielegalnym praktykom Microsoftu (chociaż sędzia stwierdził, że wykorzystywanie przez tę firmę pozycji monopolistycznej jest faktem), więc gi- gant z Redmond uznał, że ma wolną rękę w działaniu. Teraz zamierza wykorzystywać pozy- cję swojej przeglądarki do poprawienia sprzedaży swojego sztandarowego systemu (w przy- padku IE dla Mac OS nie było produktu, którego sprzedaż można by poprawić, więc po co było go rozwijać?). Fakt, że takie postępowanie zmusi użytkowników i twórców serwisów in- ternetowych do zmagania się przez lata z czymś, co uznany projektant stron WWW Bryan Bell nazwał „kotwicą ciągniętą za internetem” (http://www.bryanbell.com/2003/06/18#a434) nie znaczy dla Microsoftu nic. IE i Windows — bliźniaki syjamskie Wiele lat temu Microsoft zdecydował ściśle zintegrować Internet Explorera z systemem Win- dows tak, żeby nie dało się ich rozdzielić. I nie mówię tu tylko o instalowaniu IE jako do- myślnej przeglądarki w Windows. Nie, Microsoft posunął się o wiele dalej. Windows używa skrawków IE w rozmaitych miejscach, w programach, których nawet byście nie podejrzewali o jakikolwiek związek z przeglądarką. Przykładowe programy wymagające do pracy obecności Internet Explorera to: Windows Explorer Podczas przeglądania zawartości komputera tak naprawdę używacie IE do przeglądania własnych plików. Dodaj/Usuń Programy Jeśli otworzycie ten fragment Panelu Sterowania, IE posłuży do wyświetlenia listy zainsta- lowanych programów. Outlook i Outlook Express Dostaliście kiedyś wiadomość e-mail w HTML-u (wiadomość, która wygląda jak strona WWW)? Jasne, że tak. Programy pocztowe Microsoftu używają IE do wyświetlania takich wiadomości. Windows Media Player WMP używa IE do wyświetlania informacji o utworach, płytach CD, których słuchacie, i filmach, które oglądacie. Pomoc Windows Jeśli używacie Pomocy Windows — używacie IE. To on jest odpowiedzialny za wyświetla- nie jej na Waszym ekranie. MSN Explorer Usługa sieciowa Microsoftu — MSN — oferuje własny interfejs do korzystania z internetu, nazywany MSN Explorerem. Jest to tak naprawdę dostosowana wersja Internet Explorera. 28 | Rozdział 1. Problem z niebieskim e To tylko niektóre z programów Microsoftu używających IE. Tymczasem mnóstwo aplikacji in- nych producentów (takich jak AOL, Winamp, Quicken czy RealPlayer) również używa frag- mentów IE nazywanych DLL7. Nie tylko więc nie da się usunąć IE z Windows, ale wręcz nie należałoby tego robić, bo część programów po prostu przestanie działać. Internet Explorer jest więc wtopiony w Windows i nie istnieje żaden sposób, żeby się go po- zbyć. Jeśli korzystacie z Windows, będziecie też korzystać z Explorera, choć możecie znacznie obniżyć potencjalne niebezpieczeństwo, nie używając go do przeglądania zasobów sieci inter- net (dopóki nie jest to absolutnie konieczne) oraz unikając programów pocztowych produkcji Microsoftu. Zamiast tego lepiej korzystać z lepszych, bezpieczniejszych przeglądarek — jak Firefox — oraz lepszych i bezpieczniejszych programów pocztowych — jak Thunderbird (do- stępny na stronie http://www.mozilla.org/products/thunderbird/). Tak prosty krok jak używanie in- nej przeglądarki do korzystania z internetu zdecydowanie poprawi bezpieczeństwo komputera. Dlaczego? Spójrzcie. Niebieskie e — achillesowa pięta w bezpieczeństwie Windows Decyzja o połączeniu przeglądarki internetowej i systemu operacyjnego utrudniła rządowi USA wyodrębnienie z Microsoftu dwóch niezależnych firm zajmujących się tymi programami. Z technicznego punktu widzenia było to ponadto połączenie niepotrzebne i powodujące do- datkowe komplikacje. Jeśli Microsoft chciał dostarczyć innym firmom bibliotekę, której mo- gliby używać programiści do wyposażenia swojego oprogramowania w funkcje internetowe, mógł to zrobić bez umieszczania tej biblioteki w każdym zakątku Windows i swoich pozosta- łych programów. Poza tym, skoro wszystko zostało ze sobą złączone, luka w przeglądarce ozna- cza, że cały system jest zagrożony — a z drugiej strony, problem w systemie oznacza kłopoty z przeglądarką. Zdarzało się to raz za razem przez ostatnich kilka lat. Microsoft był zmuszo- ny ogłaszać jeden za drugim alarmy odnośnie bezpieczeństwa. Alarmy te dotyczyły sytuacji wywoływanych przez zwyczajne czytanie poczty elektronicznej albo słuchanie muzyki przy użyciu programu Windows Media Player. Zobaczyć znaczy uwierzyć Jeśli trudno Wam w to uwierzyć, przejrzyjcie przykładowe zalecenia firmy Secunia dotyczące oprogramowania firmy Microsoft: Microsoft Windows Media Player DHTML Local Zone Access — http://secunia.com/advisories/9957/, Microsoft Windows Media Player Interaction with Local Zone — http://secunia.com/advisories/9358/, Microsoft Outlook Express MHTML URL Processing Vulner- ability — http://secunia.com/advisories/11067/ czy Internet Explorer/Outlook Express Restricted Zone Status Bar Spoofing — http://secunia.com/advisories/11273/. Sześć miesięcy po ogłoszeniu tych alertów błędy wciąż nie zostały naprawione. 7 DLL (skrót od ang. Dynamic Link Library — dynamicznie dołączana biblioteka) — przyp. tłum. Niebieskie e — achillesowa pięta w bezpieczeństwie Windows | 29 Podstępne i złośliwe programy ActiveX Technologia Microsoftu nazywana ActiveX jest kolejnym źródłem problemów z IE. ActiveX po- zwala na załadowanie razem ze stroną WWW i uruchomienie przez przeglądarkę interak- tywnych programów nazywanych kontrolkami (lub formantami) ActiveX przy zachowaniu takich samych uprawnień na lokalnym komputerze, jakie ma użytkownik, który uruchomił prze- glądarkę. Innymi słowy — jeśli przeglądarkę uruchomi użytkownik o uprawnieniach admini- stratora, który może zmieniać dowolne ustawienia komputera, to uruchomiony razem ze stro- ną formant ActiveX ma również pełny dostęp do wszystkiego w komputerze. Jakie rozwiązanie zaproponował Microsoft? Kontrolki ActiveX muszą być „oznaczone jako bezpieczne”, które to oznaczenie wskazuje, że daną kontrolkę można bezpiecznie uruchomić na dowolnym kompu- terze. Aha, a kto określa, czy dany formant jest bezpieczny, czy nie? Ta sama osoba, która go zaprogramowała! Wyobraźcie sobie, że w środku nocy ktoś puka do drzwi. — Kto tam? — pada pytanie. — Policja — odpowiada głos zza drzwi. — A czemu mam w to uwierzyć? — Mam tu jakąś odznakę, na której jest napisane, że jestem z policji, więc otwierać! — odpo- wiada głos. Wpuścicie go? Spójrzcie na rysunek 1.7. Ten fikcyjny przykład pokazuje komunikat, który może się pojawić przed uruchomieniem teoretycznie bezpiecznego, ale w rzeczywistości groźnego formantu ActiveX umieszczonego na stronie przez hakera. Rysunek 1.7. Kto zaufa Wydawnictwu PODEJRZANEMU i jego zaraźliwemu programowi? Wydawnictwo Podejrzane zdecydowanie twierdzi, że Zaraźliwy program jest całkowicie bez- pieczny. Można nawet zaznaczyć opcję, która spowoduje, że Wasz komputer zawsze będzie ufać oprogramowaniu z tego wydawnictwa. Śmiało, naciśnijcie Zainstaluj. Zaraźliwy program uruchomi się, a Wasz komputer zachoruje na chorobę wściekłych krów. Muuu. 30 | Rozdział 1. Problem z niebieskim e Tak właśnie wygląda sytuacja z kontrolkami ActiveX. Jeśli kontrolka twierdzi, że jest bezpiecz- na, a Wy uruchomicie program, haker może zrobić z Waszym komputerem, co tylko zapra- gnie. Jasne, Service Pack 2 dla Windows XP zapobiega automatycznemu instalowaniu forman- tów ActiveX przez strony WWW. Ale promując ActiveX jako jedyne rozwiązanie dla wtyczek i podstawowe dla wszelkich innych interaktywnych programów, Microsoft zapędził się w kozi róg, ponieważ nowe ustawienia SP2 prawdopodobnie spowodują, że wiele serwisów WWW przestanie działać. Co więcej, SP2 pozostawia możliwość zainstalowania ActiveX przez nie- uważnych użytkowników, a co gorsza — poprawki dotyczą tylko użytkowników Windows XP, pozostawiając miliony komputerów korzystających z Windows 2000, NT, ME, 98 czy nawet 95 podatnych na złośliwe programy. Bezpieczeństwo a lá Internet Explorer Przyciśnięty do muru, Microsoft wspomina o swoich strefach zabezpieczeń, koncepcji wpro- wadzonej po raz pierwszy w IE 4, którą widać wyraźnie na rysunku 1.8. Rysunek 1.8. IE próbuje zakwalifikować wszystkie strony WWW do czterech kategorii Ogólnie rzecz biorąc, wszystkie strony WWW są przypisane do jednej z czterech stref: • Internet • Lokalny intranet • Zaufane witryny • Witryny z ograniczeniami Niebieskie e — achillesowa pięta w bezpieczeństwie Windows | 31 Domyślnie wszystkie strony są przypisane do strefy Internet, ale można określić, które serwi- sy powinny korzystać z uprawnień innych stref. Po zainstalowaniu przeglądarka Internet Explo- rer proponuje gotowe ustawienia dla każdej z tych stref; dla przykładu, ustawienia dla Zaufa- nych witryn są łagodniejsze niż dla Internetu, a Witryny z ograniczeniami mają dostęp do bardzo niewielu rozszerzeń przeglądarki. Strefy są przyczyną różnych kłopotów. Po pierwsze, Microsoft przyjmuje, że przeciętny użyt- kownik będzie wiedział, czym są strefy zabezpieczeń, i że będzie zadawał sobie trud dodawania adresów URL (zakładając, że w ogóle wie, czym jest URL) do odpowiednich stref. Taaak. Roz- wiązanie ze strefami jest stanowczo zbyt skomplikowane dla większości użytkowników. Inne przeglądarki są tu znacznie prostsze — dana funkcja jest po prostu włączona albo wyłączona. IE zazwyczaj proponuje jeszcze trzecie wyjście — monituj (jest to opcja, która powoduje, że trze- ba ręcznie decydować o każdej funkcji w każdej ze stref). Z 25 opcji robi się więc 100. Natomiast jeśli ktoś złośliwy przyśle Wam e-maila w formacie HTML, będzie korzystał z piątej, ukrytej stre- fy o nazwie Lokalna lub Mój komputer, gdzie wszystkie opcje są domyślnie włączone. Innymi słowy, taka wiadomość będzie miała w Waszym komputerze swobodę wszelkich działań. Jeszcze gorszy niż błędy w zabezpieczeniach jest czas potrzebny Microsoftowi na naprawia- nie znalezionych błędów. Secunia, firma specjalizująca się w bezpieczeństwie, zgłosiła w latach 2003 – 2004 70 zaleceń dotyczących IE 6, z których 35 nie zostało naprawionych do czasu wydania tej książki (http://secunia.com/product/11). Pamiętacie wspomniany na początku roz- działu Download.Ject, w związku z którym użytkownicy IE musieli stawić czoła programowi udostępniającemu ich komputery hakerom? Hakerzy ci mogli obserwować naciskane klawisze, kiedy tylko ich ofiary odwiedziły zaatakowane serwery WWW. W rzeczywistości było to tro- chę bardziej skomplikowane. Blokada XP Windows XP SP2 ściśle określa, co mogą robić strony WWW w strefie lokalnej, aż do absurdu denerwującego lub mylącego użytkowników (przeczytajcie materiał zamieszczony na stronach http://www.phdcc.com/xpsp2.htm i http://weblogs.asp.net/jgalloway/archive/2004/08/20/218123.aspx). Złośliwi użytkownicy wciąż jednak mogą obejść blokadę, a wszyscy ci, którzy nie korzystają z systemu Windows XP, mają poważne kłopoty. Felietonista SecurityFocus, Tim Mullen, wskazał prawdziwe źródło tego zamieszania: „Wiele błędów w IE, z czego co najmniej jeden istniejący od kilku miesięcy bez poprawki ze strony Microsoftu” (http://www.securityfocus.com/columnists/251/). Pierwszą poprawkę firma udostęp- niła ponad tydzień od wykrycia ataku, ale już w niecałe dwa dni później specjaliści stwierdzili, że poprawka nie działa i IE wciąż stanowi zagrożenie. Dopiero miesiąc później Microsoft w koń- cu udostępnił działającą poprawkę. Spójrzmy na to z innej strony — podczas gdy użytkowni- cy IE mieli w swoich przeglądarkach poważną lukę, która narażała ich komputery na poważne niebezpieczeństwo, największej firmie komputerowej na świecie, zatrudniającej 30 000 progra- mistów, naprawienie tej luki zajęło ponad miesiąc. To jasne, że IE ma poważne problemy z zabezpieczeniami. Argumentem, którego Microsoft i inni używają, chcąc uchronić program przed zalewem krytycznych uwag, jest popularność tej przeglądarki. Jej zwolennicy twierdzą, że IE jest ciągle atakowany ze względu na swoje po- wszechne użycie i że gdyby jakakolwiek inna przeglądarka miała tak duży udział w rynku, też można by w niej znaleźć tyle problemów, ile ma ich IE. 32 | Rozdział 1. Problem z niebieskim e Ten argument jest problematyczny. Po pierwsze, założenie, że wszechobecność automatycznie powoduje wzmożone ataki i ujawnienie luk w bezpieczeństwie, jest zwyczajnie nieprawdzi- we. Na przykład w Apache Web Server — najpopularniejszym na świecie serwerze WWW (z 68 udziałem w rynku, podczas gdy Microsoft ma tylko 21 ) — znaleziono przez ostatnie lata znacznie mniej błędów niż w serwerze internetowym Microsoftu. Po drugie, prawdziwa przyczyna, dla której IE (i inne programy Microsoftu) są tak często atakowane, jest łatwość przeprowadzania takich ataków. Microsoft pozwala, aby cele marke- tingowe kierowały tworzeniem oprogramowania, stąd decyzja o powiązaniu przeglądarki z systemem operacyjnym (nie ma w tym istotnej przyczyny technicznej, jest za to potrzeba, by wykorzystać IE i zdobyć dodatkowe punkty podczas procesu antymonopolowego). Z po- dobnych przyczyn firma wykazuje ciągły pośpiech w dodawaniu do oprogramowania wciąż nowych funkcji, zamiast upewniać się, że samo oprogramowanie działa w pełni poprawnie. Ta- kie działanie jest powszechnie znane w środowisku technologicznym jako „mały brudny sekret Microsoftu”. Nikt nie jest doskonały Nie zakładam, że inne przeglądarki internetowe są idealne i nie mają żadnych problemów z bezpieczeństwem. Każdy program zawiera jakieś błędy i luki w zabezpieczeniach. Jednak programy open source, a wśród nich Firefox, mają zazwyczaj mniej problemów z bezpie- czeństwem niż oprogramowanie Microsoftu, a błędy po ich ujawnieniu są naprawiane o wiele, wiele szybciej niż w przypadku
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Firefox. Nie klikaj w niebieskie e!
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: