Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00216 005070 13081984 na godz. na dobę w sumie
Florenckie marzenie - ebook/pdf
Florenckie marzenie - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8502-3 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

 

Do biura Charley, Angielki, która nadzoruje renowacje parku Raverno we Florencji, wpada oburzony Raphael Della Striozzi, książę Raverno. Ten park przez wieki należał do jego rodziny, dopóki Raphael nie przekazał go miastu. Teraz nie może spokojnie patrzeć na profanację, jaka się tam dokonuje. Postanawia wyłożyć pieniądze i osobiście dopilnować, by nie zmieniono zabytkowego charakteru tego miejsca. Pozwala Charley nadal zarządzać projektem, ale już pod jego kierownictwem...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Penny Jordan Florenckie marzenie Tłumaczyła Barbara Górecka Tytuł oryginału: The Italian Duke’s Virgin Mistress Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2010 Redaktor serii: Marzena Cieśla Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla Korekta: Krystyna Cholewa ã 2010 by Penny Jordan ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2012 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa ISBN 978-83-238-8502-3 ŚWIATOWE Z˙YCIE – 346 ROZDZIAŁ PIERWSZY – Czy pani Charlotte Wareham, menedz˙erka projektu w firmie Kentham Brothers? Charley Wareham podniosła wzrok znad lap- topa, mruz˙ąc oczy w oślepiającym słońcu Włoch. Przed chwilą wróciła z późnego lunchu; w poblis- kiej kawiarence zjadła kanapkę z mozarellą i wy- piła pyszną kawę. Spotkanie z dwoma urzęd- nikami w sprawie projektu odrestaurowania miej- skiego parku w pięćsetną rocznicę jego utworze- nia znacznie się przeciągnęło. Górujący nad nią nieznajomy męz˙czyzna, któ- ry wyrósł nagle jak spod ziemi, był mocno roz- gniewany. Oskarz˙ycielskim gestem wskazał tanie urny ze sztucznego kamienia i repliki innych elementów parkowego wystroju, które kazała przysłać do wglądu klienta. – Cóz˙ to za haniebne obrzydlistwa, jeśli wolno spytać? – zahuczał. Poczuła, z˙e cała sztywnieje pod wpływem szoku i niedowierzania. Instynktownie rozpozna- ła w nieznajomym męz˙czyznę o tak władczym 6 PENNY JORDAN charakterze, z˙e z˙adna kobieta nie mogła i nie chciała mu się oprzeć. Był wprost urodzony do tego, by zawsze góro- wać nad innymi, płodzić silnych synów na swój obraz i podobieństwo, brać do łóz˙ka kobietę, jaką tylko zapragnie, i obdarzać ją tak wyrafinowaną rozkoszą, z˙e do końca z˙ycia byłaby jego niewol- nicą, gotową przybiec na kaz˙de skinienie. Charley uznała, z˙e zbyt długo przebywa na słońcu. Nie nawykła do takich rozwaz˙ań, wręcz przeciwnie, zazwyczaj ich unikała. Opanowała się z trudem, odstawiła laptopa i wstała z ławki ze sztucznego kamienia, by stawić czoło swemu interlokutorowi. Był wysoki i ciemnowłosy, i niemal gotował się z wściekłości. Przypominał wulkan tuz˙ przed erupcją. Zdąz˙yła tez˙ zauwaz˙yć, z˙e był niesamo- wicie przystojny. Miał szlachetną twarz o męs- kich rysach i oliwkowej cerze, nacechowaną tym rodzajem arogancji, jaka przywodziła na myśl patrycjuszowskich przodków. Stalowe spojrzenie jasnoszarych oczu omiotło ją z wyrazem jawnej pogardy. Przypominał rzeźbiarza poszukującego w bryle marmuru najwraz˙liwszego miejsca, w które będzie mógł wbić dłuto. Charley chciała odwrócić wzrok, lecz przykuły go jego zmysłowe usta. Daremnie walczyła o opa- nowanie. Świadomość bliskości tego męz˙czyzny przeszyła ją niczym grom z jasnego nieba. Ta FLORENCKIE MARZENIE 7 reakcja była tak niespodziewana, z˙e trochę się przestraszyła. Zaschło jej w ustach, pod skórą pulsowało tysiąc zakończeń nerwowych. Poczu- ła, z˙e jej wargi nabrzmiały w oczekiwaniu na pocałunek kochanka; nieznajomy właśnie się im przyglądał spod zmruz˙onych powiek z nieprzenik- nioną miną. Nie wątpiła, z˙e gardzi nią za jej słabość. Męz˙czyzna taki jak on z pewnością kont- rolował swoje zmysły i nie tracił czasu na wyob- raz˙anie sobie, jakby to było zasmakować jej ust. Drz˙ącymi palcami zsunęła z czoła ciemne oku- lary, chcąc ukryć rozognione spojrzenie. Było juz˙ jednak za późno, gdyz˙ piękny nieznajomy zdąz˙ył zauwaz˙yć, z˙e wywarł na niej piorunujące wraz˙e- nie. Jego wzgardliwa mina powiedziała jej, co o tym sądzi. Charley starała się zrozumieć, co się jej właściwie przydarzyło. Nigdy dotąd nie reago- wała tak z˙ywiołowo na męz˙czyzn. Z wysiłkiem zwalczyła chęć dotknięcia warg, by się przeko- nać, czy naprawdę są tak nabrzmiałe i miękkie. Charley starała się to sobie zracjonalizować. Przypuszczalnie jest to reakcja na napięcia i stres, w jakich z˙yła. Nie ma chyba innej przyczyny? Jednak jej zmysły wymykały się spod kontroli. Okiem artystki doceniła męską moc gibkiego ciała, okrytego drogim garniturem barwy grafitu. Pod nim pysznił się tors, jaki kochali malować i rzeźbić słynni renesansowi artyści z Florencji. Zbyt późno się zorientowała, z˙e męz˙czyzna 8 PENNY JORDAN wciąz˙ czeka na odpowiedź. Uniosła hardo pod- bródek i odrzekła: – Owszem, pracuję dla firmy Kentham Bro- thers. – Usiłując nie zwracać uwagi na jego wzgard- liwą minę, dodała: – A te ,,haniebne obrzydlist- wa’’, jak się pan wyraził, prezentują bardzo dobry stosunek jakości do ceny. Wykrzywił się na to tak, jakby ugryzł cytrynę. Charley świetnie wiedziała, z˙e nie chodzi jedynie o repliki, lecz takz˙e o nią samą. Brakowało jej urody, elegancji i stylu oraz całej reszty kobie- cych atrybutów, a męz˙czyzna był niewątpliwie koneserem w kwestiach dotyczących płci prze- ciwnej. Ta wiedza ośmieliła ją na tyle, z˙e dodała: – Zresztą to chyba nie pańska sprawa... – celo- wo urwała, by spytać z naciskiem: – Signor...? Zmarszczył ciemne, pięknie zarysowane brwi, a szare oczy przypominały teraz stopioną platynę. Spojrzał na nią arogancko i rzekł: – Z˙aden signor, panno Wareham. Jestem Ra- phael Della Striozzi, Duce di Raverno. Miesz- kańcy tego miasta nazywają mnie il Duce. Tak jak mego ojca i dziada, i pozostałych przodków przed wiekami. Il Duce? A zatem był księciem? Spodziewał się, oczywiście, z˙e wywrze to na niej wielkie wraz˙enie, ale miał się mocno rozczarować. – Ach tak? – Znowu dumnie uniosła głowę; wyrobiła sobie ten nawyk w dzieciństwie, broniąc FLORENCKIE MARZENIE 9 się w ten sposób przed krytycyzmem rodziców. – W takim razie przypomnę panu, z˙e ze wzglę- dów bezpieczeństwa obowiązuje zakaz wstępu na ten teren, przy czym tytuły nie mają tu nic do rzeczy. W wielu miejscach umieszczono stosow- ne ostrzez˙enia. Jeśli ma pan jakieś uwagi, nalez˙y się zwrócić do odpowiednich władz. Raphael wpatrywał się w nią z gniewnym niedowierzaniem. Ta bezczelna Angielka ośmie- lała się zabraniać mu wstępu do jego własnego parku? – Nalez˙ę do rodziny, która udostępniła park mieszkańcom miasta – wyrzekł z godnością. – Wiem o tym – odparła Charley. Kiedy dowie- działa się o kontrakcie, przejrzała wszystkie dostęp- ne materiały na temat parku. – Z˙ona pierwszego księcia ofiarowała go mieszkańcom w podzięce za ich modły o syna, po tym, jak powiła cztery córki. Raphael zacisnął wargi w wąską kreskę. – Dobrze znam historię mojego rodu – wy- cedził. Gdy nieco staranniej zgłębił zagadnienie, do- wiedział się, z˙e ornamenty, które ta kobieta pró- bowała zastąpić współczesną produkcją masową, zostały stworzone przez najbardziej utalentowa- nych artystów renesansu. Zapuszczony i obecnie zapomniany park był niegdyś dziełem mistrza w swoim fachu. Uświadomienie sobie jego przeszłej chwały 10 PENNY JORDAN obudziło w nim poczucie odpowiedzialności. Wprawdzie późno, o co się teraz oskarz˙ał, ale w porę. Miasto jest właścicielem parku, niemniej jednak nosi ono jego rodowe nazwisko, a ob- chody pięćsetlecia istnienia parku będą się wiąza- ły z szerokim rozgłosem. Raphael był dumny z utrzymywania w świetności odziedziczonych budynków i dzieł sztuki, a na myśl, z˙e park miał przybrać wygląd podmiejskiego ogródka, znaj- dującego się w posiadaniu ludzi o wielce wąt- pliwym guście, odczuwał z˙ywiołowy gniew, któ- ry skierował na Charlotte Wareham z jej pozba- wioną makijaz˙u pospolitą twarzą i spłowiałymi od słońca brązowymi włosami. Była równie dale- ka od renesansowego ideału pięknej kobiety, jak jej nędzne posągi od wspaniałości oryginałów, które kiedyś zdobiły ten park. Ponownie spojrzał na Charley i zmarszczył brwi, gdyz˙ ewidentnie zyskiwała przy bliz˙szym kontakcie. Widział teraz, z˙e jej nieuszminkowane usta były miękkie, pełne i ładnie wykrojone, podobnie jak delikatny zarys szczęki i nos. Po- czątkowo myślał, z˙e oczy ocienione gęstymi rzę- sami są zwyczajnie jasnoniebieskie, teraz jed- nak, gdy wezbrał w niej gniew, nabrały niezwyk- łej niebieskozielonej barwy, niczym rozszalały Adriatyk. Zresztą, czy to waz˙ne, – orzekł w duchu Raphael. jak ona wygląda? FLORENCKIE MARZENIE 11 Charley przypomniała sobie, z˙e rodzice za- wsze jej zwracali uwagę, z˙e szybciej mówi, niz˙ myśli. Wydawało jej się, z˙e potrafi juz˙ kont- rolować ten aspekt swojej osobowości, ale ten człowiek, ten... ksiąz˙ę, naprawdę zalazł jej za skórę. Z˙ałowała krnąbrnej odzywki, ale nie za- mierzała się bynajmniej wycofać. – Moz˙e pan sobie być księciem Raverno, nie- mniej jednak w dokumentach nie ma nic na temat pańskiego zaangaz˙owania w ten projekt. Jak rozu- miem, pańscy przodkowie podarowali park mias- tu i obecnie to władze miejskie ponoszą odpowie- dzialność za całokształt rewitalizacji terenu. Nie zamierzała pozwolić mu sobą pomiatać, bez względu na tytuł ksiąz˙ęcy. W ciągu ostatnich kilku tygodni dostała tak po głowie od przełoz˙o- nego, z˙e rozwaz˙ała złoz˙enie rezygnacji. Stan jej finansów nie pozwalał wszakz˙e na z˙adne eks- trawagancje. Jej rodzina, składająca się z dwóch sióstr oraz synów bliźniaków młodszej z nich, potrzebowała zarabianych przez nią pieniędzy. Przy panującym bezrobociu poczytywała so- bie za szczęście, z˙e ma pracę; przełoz˙ony nie omieszkał jej o tym często przypominać. Jego córka właśnie skończyła uniwersytet i zatrudniła się na staz˙u w firmie ojca. Na wieść o tym, z˙e Charley będzie nadzorowała włoski kontrakt, do- stała napadu wściekłości. Gdyby nie fakt, z˙e Charley znała włoski, 12 PENNY JORDAN a córka szefa nie, wszystko przybrałoby inny obrót. Charley straciłaby pracę, co i tak pewnie ją czeka po zakończeniu projektu. Musi zatem znosić złe traktowanie przez szefa, ale na pewno nie pozwoli na to aroganckiemu Włochowi. Ostatecznie odpo- wiada przed radą miejską, a nie przed nim. Raphael czuł, jak gniew wzbiera w nim niczym lawa. Kiedy rada miejska ogłosiła zamiar odrestau- rowania zaniedbanego parku za murami miasta, ksiąz˙ę nakazał przejrzeć rodowe archiwa w po- szukiwaniu oryginalnych planów tego terenu. Po- czątkowo zlecił to ze zwykłej ciekawości, ponie- waz˙ sądził, z˙e mogą się przydać. Po powrocie z Rzymu odkrył jednak, z˙e rada z oszczędności postanowiła zastąpić posągi i inne elementy de- koracyjne projektu najsłynniejszych artystów re- nesansu marnymi replikami, a, co więcej, po- stawiła ultimatum: albo rewitalizacja odbędzie się w ramach skromnego miejskiego budz˙etu, albo teren zostanie splantowany, w obecnym sta- nie bowiem stanowi zagroz˙enie dla mieszkań- ców. A teraz stała przed nim ta bezczelna Angiel- ka, doprowadzając go do szewskiej pasji. Raphaelowi nie podobały się plany rewitaliza- cji parku, a jeszcze mniej wraz˙enie, jakie wywie- rała na nim ta młoda kobieta. Intensywność jego gniewu była tak wielka, z˙e zapragnął ukarać ją za to, z˙e go wznieciła. FLORENCKIE MARZENIE 13 Gniew i okrucieństwo były bliźniaczymi de- monami, tworzącymi męz˙czyzn strasznych w swej dzikości. Zdolność jej okazywania płynęła takz˙e w jego z˙yłach, przekazana mu przez przod- ków. Na nim wszakz˙e to dziedzictwo się skończy. Poprzysiągł to sobie jako trzynastolatek, przy- glądając się, jak trumna matki zostaje złoz˙ona w rodzinnym grobowcu w Rzymie obok szcząt- ków ojca. Niewidzącym wzrokiem omiótł zamkniętą na kłódkę bramę do parku. Wyczuwał za plecami groźny cień owych bliźniaczych emocji, niewi- dzialnych, a jednak zawsze obecnych. Były mroczną klątwą jego rodu, czekały tylko, z˙eby się wymknąć spod kontroli. Dzięki rozsąd- kowi i świadomości etycznej nauczył się je po- wstrzymywać, odmawiać im arogancji i dumy, którymi się z˙ywiły, az˙ tu nagle ta Angielka z jej ohydnymi replikami doprowadziła go na skraj nieokiełznanego wybuchu. Zapragnął chwycić ją za kark i zmusić do przestudiowania oryginal- nych planów parku, do zrozumienia, z˙e nie wolno zapaskudzić miejsca o tak wielkiej wartości histo- rycznej. Powstrzymał się z najwyz˙szym trudem. jego samokontroli został naruszony w czasie spotkania z radą miejską, gdy zapoznał się z przedstawionymi mu planami i usłyszał, jaki to wspaniały interes udało się ubić radnym. A te- raz jeszcze ta kobieta, tak szczupła, z˙e mógłby ją Mur 14 PENNY JORDAN przełamać na pół gołymi rękami, odmawia mu prawa wstępu do parku utworzonego przez jego dumnych przodków i oczekuje, z˙e on się zgodzi na zainstalowanie w nim tej nędznej, jawnej kpi- ny z artystycznej elegancji i piękna, jaką się niegdyś odznaczał. Powiedziała mu, z˙e nie ma prawa. W takim razie on sam przyzna sobie prawo do przywróce- nia parkowi dawnej świetności, a co do niej... Czy uczyni z niej ofiarę swoich mrocznych genów? Nie! Nigdy. Nic i nikt nie otrzyma jego zgody na to, z˙eby osłabić kontrolę nad wplecioną w jego DNA zdolnością do wybuchania dzikim, nieokieł- znanym gniewem. Musi porozmawiać z władzami miasta i przed- stawić im swój plan rewitalizacji. Im szybciej podejmie się tego zadania, tym lepiej. Nieświadoma toku myśli księcia Charley z za- skoczeniem i ulgą przyjęła jego raptowne odej- ście. Raphael wśliznął się za kierownicę zapar- kowanego nieopodal drogiego sportowego wozu, którego maska miała ten sam stalowoszary odcień co jego zimne oczy. ROZDZIAŁ DRUGI Charley z niepokojem spoglądała na zegarek. Gdzie się podziewała obiecana przez radnych cięz˙arówka, która miała przewieźć próbki replik z powrotem do dostawcy? Za kwadrans przyje- dzie zamówiona na lotnisko we Florencji taksów- ka, Charley zaś była zanadto obowiązkowa, z˙eby odjechać, zostawiając ten cały bałagan. Z˙ałowała, z˙e sama nie umówiła się z kierowcą, zamiast polegać na członkach rady miejskiej. Wcześniejsze zetknięcie z ,,il Duce’’ wzburzy- ło ją bardziej, niz˙ chciała przed sobą przyznać. Od kilku dni odbywała niekończące się narady i wizje lokalne, z przeraz˙eniem pojmując, jak ogromne czekało ją zadanie. Prywatnie poczuła się szczerze zasmucona bezmiarem zniszczeń w parku, który kiedyś musiał olśniewać swym pięknem. Niewielki budz˙et, który rada miasta przyznała na projekt rewitalizacji, był stanowczo zbyt skromny, z˙eby moz˙na było marzyć o przy- wróceniu mu dawnej świetności. Do tego właśnie się dowiedziała, z˙e szef nie da jej kilku dni wolnego na zwiedzanie cudownych zabytków 16 PENNY JORDAN Florencji i będzie musiała lecieć prosto do Man- chesteru. Zresztą i tak nie mogłaby sobie po- zwolić na pobyt w tym drogim mieście. Charley skrupulatnie liczyła kaz˙dy grosz i nie mogła szas- tać pieniędzmi. Zza zakrętu zakurzonej drogi wyjechała fur- gonetka i stanęła z piskiem opon tuz˙ przy niej. Drzwi rozsunęły się z hukiem i ze środka wy- skoczyło dwóch młodych męz˙czyzn, z których jeden poszedł otworzyć tylną klapę, a drugi ruszył w stronę replik. Czy taki transport zorganizowały władze mias- ta? Charley z rosnącym niepokojem obserwowała poczynania młodych ludzi. Najgorsze miało się dopiero wydarzyć. Ku zgrozie dziewczyny męz˙czyźni wrzucili dwie urny do furgonu, powodując ich rozbicie na drob- ne kawałki. – Stójcie! Przestańcie! Co wy robicie? – za- wołała Charley po włosku, zasłaniając ciałem pozostałe próbki. – Mamy polecenie usunięcia stąd tych śmieci – odparł grzecznie, ale stanowczo jeden z męz˙- czyzn. – Polecenie? Od kogo? – Od il Duce – brzmiała odpowiedź. Męz˙czyz- na wyminął ją i chwycił kolejną replikę. Il Duce! Jak on śmiał? Mimo furii udało jej się zachować zdolność rozumowania. Musi natych-
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Florenckie marzenie
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: