Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00057 006992 13419962 na godz. na dobę w sumie
Francuski kaprys - ebook/pdf
Francuski kaprys - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 156
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 9788323875826 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Upalne lato we Francji, namiętny romans... Annie jest naprawdę szczęśliwa! Pewnego dnia jej ukochany znika bez słowa wyjaśnienia. Jednak życie toczy się dalej, Annie wraca do Anglii, znajduje pracę, wychodzi za mąż, wkrótce zostaje wdową. Mijają lata, a ona wciąż nie umie zapomnieć o tamtym cudownym lecie. Pewnego dnia w jej domu pojawia się tajemniczy mężczyzna, w którym jest coś niepokojąco znajomego...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

5 2 3 0 6 3 S K E D N I T A V 0 M Y T W Ł Z 9 9 5 A N E C 7 0 / 3 0 1 1 R N , ISSN 1641-5736 Caroline Anderson 9 771641 573031 6 Francuski kaprys 03-RO-1.indd 3 03-RO-1.indd 3 1/18/07 1:57:38 PM 1/18/07 1:57:38 PM dla ka(cid:380)dej kobiety, ka(cid:380)dego dnia(cid:8230) Wi(cid:281)cej informacji znajdziesz na www.harlequin.com.pl Caroline Anderson Francuski kaprys Tłumaczyła Halina Kilińska Drogie Czytelniczki! Witam Was serdecznie w pierwszym wiosennym miesiącu. To czas, kiedy z pewnością wiele z Was planuje różne zmiany, życzę Wam zatem dużo zapału i cierpliwości przy realizowaniu wszystkich zamierzeń. A gdy zapragniecie odpocząć, wyciszyć się lub pomarzyć – w kioskach już czekają na Was kolejne opowieści z serii ROMANS. W marcu polecam szczególnie ostatnią część miniserii Królewskie śluby, kolejną powieść Jessiki Hart, a także bardzo zabawną książkę nowej pisarki z Irlandii Trish Wylie. A oto wszystkie propozycje na luty: Podwójne oświadczyny – szef perfekcjonista i jego idealna asystentka wyruszają w podróż służbową, z której wrócą bardzo odmienieni. Królewski sekret – ostatnia część miniserii Królewskie śluby. Następca tronu wpadnie w sercowe tarapaty, z których może go wybawić pewna skromna dziewczyna. Francuski kaprys – opowieść o uczuciu tak silnym, że przetrwało pomimo wielu przeciwności losu. Sercowe rozterki – historia rmowego playboya. Potra oczarować wszystkie kobiety oprócz tej dla niego najważniejszej. Kawaler roku, Miłosne igraszki (DUO) – dwie opowieści o ludziach, którzy dopiero po rozstaniu zrozumieli, że są dla siebie stworzeni. Życzę przyjemnej lektury! Grażyna Ordęga Harlequin. Każda chwila może być niezwykła. Czekamy na listy. Nasz adres: Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa 12, skrytka pocztowa 21 Caroline Anderson Francuski kaprys Toronto • Nowy Jork • Londyn Amsterdam • Ateny • Budapeszt • Hamburg Madryt • Mediolan • Paryż Sydney • Sztokholm • Tokio • Warszawa Tytuł oryginału: A Bride Worth Waiting For Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2006 Redaktor serii: Grażyna Ordęga Opracowanie redakcyjne: Władysław Ordęga Korekta: Jadwiga Przeczek, Władysław Ordęga © 2005 by Caroline Anderson © for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2007 Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej książce są kcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych czy umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak rmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Romans są zastrzeżone. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Rakowiecka 4 Skład i łamanie: Studio Q, Warszawa Printed in Spain by Litogra a Roses, Barcelona ISBN 978-83-238-3073-3 Indeks 360325 ROMANS – 896 PROLOG – Koniec akcji. Michael Harding przez kilka sekund stał nieruchomo, po czym spojrzał na swoją asystentkę. – Złapali go? Ruth Blake klasnęła w ręce. – Tak. Zgarnęli go po hucznym przyjęciu w jednym z je- go pałaców. Widocznie uznał, że zrezygnowano z pościgu, i stał się mniej ostrożny. – No to się przeliczył. Zrobił mnóstwo złego i zaprze- stanie poszukiwań byłoby zbrodnią. Nareszcie dostanie się w ręce sprawiedliwości. Ma na sumieniu mnóstwo prze- stępstw, tysiącom młodych ludzi złamał życie, a mnie kosz- tował dziewięć lat. Musi mi za to zapłacić. Może będę miał okazję cisnąć w niego moją książką, która zdemaskuje je- go łajdactwa. – Nie zemścisz się, bo Gaultier już jest w piekle. Michael zaklął cicho, ale soczyście. – Jak to? – Była z nim młodziutka dziewczyna. Nie wiadomo, jak ten potwór ją traktował, ale zapewne niedługo wszystkie- go się dowiemy. Kiedy policjanci zakuwali Gaultiera w kaj- danki, dziewczyna strzeliła mu w głowę. Zabiła go z jego broni. Zasłużył na surowszą karę… 6 Caroline Anderson – Podano to w o cjalnej wersji? – Skądże. Podczas szarpaniny pistolet wystrzelił, więc to był wypadek. Michael ucieszył się, że dziewczyna uniknie kary. W peł- ni popierał jej czyn. Zabicie Gaultiera nie było zbrodnią, tylko wymierzeniem sprawiedliwości. – Szczęśliwie ominie ją sąd, ale żałuję, że nie spędzę z tym bydlakiem choćby dziesięciu minut. – Nie jesteś sam. Inni mieli z nim jeszcze większe pora- chunki, jednak wywinął się tanim kosztem. Ale cóż, wresz- cie koniec sprawy, i to się liczy. – Tak, to najważniejsze. Teraz będziemy bezpieczni. Pomyślał o Ruth, o Annie i synu, którego nareszcie bę- dzie mógł poznać. Po wielu długich latach zniknęło zagro- żenie, które stale nad nimi wisiało. Nadeszła pora na ostatni akt. Poczuł silne napięcie… jak tuż przed akcją. A nawet jeszcze większe, bo tym razem w grę wchodziły prywat- ne emocje. – A jego wspólnicy? – zapytał głosem schrypniętym ze wzruszenia. – Frank mówił, że już kilku złapali. Przez dwa tygodnie obserwowali ich i zacieśniali pętlę. To była duża opera- cja, a dzisiaj o świcie rozpoczęto obławę. Jestem pewna, że usłyszymy o tym w najbliższym serwisie. – Od razu dadzą cokolwiek mediom? – Coś trzeba rzucić im na żer. Pewnie do ciebie zaraz ktoś przyjedzie. Frank dzwonił do mnie… dziwię się, że nie skontaktował się z tobą. – Podczas kąpieli ktoś do mnie dzwonił, ale nie zdąży- łem odebrać. Zaraz pogadam z Frankiem. Francuski kaprys 7 Zamierzał natychmiast działać. Przez osiem, a właści- wie dziewięć lat miał związane ręce, ale teraz czekanie się skończyło. – Mam do ciebie prośbę – powiedział cicho. – Mogli- byśmy zamienić się mieszkaniami? Gdybym się znalazł w Ancient House, byłbym blisko Annie. Zapadło długie milczenie. – Hm… czy ta cisza oznacza „nie”? – To nie tak. – Ruth się uśmiechnęła. – Wszystko wska- zuje na to, że i tak zamieszkam gdzie indziej. – Z Timem? – Tak. Znowu mi się oświadczył. Teraz, gdy mam Gaul- tiera z głowy, wreszcie poczułam się wolna. Spłaciłam dług i mogę zająć się swoimi sprawami. Kocham Tima. – To wspaniale. Będzie mi ciebie brakowało, ale nie mam zamiaru stawać na drodze twojego szczęścia. Prze- cież wiesz, że życzę ci jak najlepiej. Zdaję sobie sprawę, że oczekiwałem od ciebie zbyt wiele. – Michael, to działało w obie strony. Potrzebowałam twoje- go wsparcia, a ty potrzebowałeś mojego. Gdy zawalił się mój świat, pomogłeś mi dojść do siebie. Dzięki tobie znów za- chciało mi się żyć. Będę ci dozgonnie wdzięczna, ale… – Dłużej nie jestem ci potrzebny – dokończył Michael, starając się, by nie zabrzmiało to zbyt dramatycznie. Ruth uśmiechnęła się ciepło. – Zawsze będzie mi potrzebna twoja przyjaźń i zawsze będziesz miał moją. Wiesz o tym, prawda? Ale teraz waż- ny jest Tim… Chcę z nim być. – Ile on wie? Ruth nieznacznie wzruszyła ramionami. – Tyle, ile trzeba, żeby mnie rozumiał. Po tamtych strasz- 8 Caroline Anderson nych przejściach myślałam, że nigdy nie zaufam żadnemu mężczyźnie. Byłam też pewna, że po śmierci Davida nigdy już się nie zakocham. Lecz tak się stało, że zaufałam Timo- wi, dzięki niemu uwierzyłam, że mogę odciąć się od prze- szłości i zacząć nowe życie. – Ogromnie się cieszę. Wiesz, jak bardzo pragnę, byś by- ła szczęśliwa. – Dziękuję. Nadal będę ci pomagać… jeśli zechcesz. Michael uśmiechnął się krzywo. – Na razie nic nie wiem, bo wszystko się zmieniło. Już nie muszę pisać, żeby zarobić na kawałek chleba. Może po- próbuję czegoś innego, na przykład kupię winnicę. Później pomówimy o tym. Musimy mieć trochę czasu, by spokoj- nie zastanowić się nad przyszłością. Pół roku urlopu, tego nam trzeba. – Dobre rozwiązanie. – Oczywiście będziesz otrzymywać pensję. – Michael… – Nie dyskutuj! Ruth się uśmiechnęła. – Kiedy mam się wyprowadzić? – Na pewno możesz to dla mnie zrobić? – Mogę. – Zacznę remont w moim domu i pod tym pretekstem się tam przeprowadzę. Dzięki temu będę miał sporo oka- zji, żeby porozmawiać z Annie. Kiedy najwygodniej było- by ci się przenieść? – Pod koniec tygodnia. Im prędzej, tym lepiej, prawda? Zresztą już nie wyobrażam sobie życia bez Tima. Porozma- wiam z nim jak najszybciej. – To znaczy kiedy? Francuski kaprys 9 – Pojadę do niego po południu, bo ma wolne. – Jedź teraz. Spotkajmy się za kilka dni. Ruth objęła go i po przyjacielsku ucałowała, co bardzo zaskoczyło Michaela. Po traumatycznych przeżyciach za- chowywała się z wielką rezerwą nawet wobec Michaela, z którym łączyła ją szczera przyjaźń. Teraz jednak była już innym człowiekiem. – Mam nadzieję, że z Annie i Stephenem ułoży ci się, jak tego pragniesz – powiedziała cicho Ruth. – Masz prawo do szczęścia. Tyle lat czekałeś… – Dla wszystkich to trwało zbyt długo. – A dla Davida jest za późno… – Niestety. – Spojrzał na Ruth. – Ale my żyjemy. Trzeba iść naprzód. – Czas uciekał, i to mogła być ostatnia szan- sa. Od dawna zastanawiał się, jak postąpić, ale odrzucał kolejne plany. Musiał zdać się na improwizację, lecz próba odzyskania Annie musi się udać. Stawka była zbyt wysoka, nie mógł przegrać. – Uważaj na siebie. I powiedz Timowi, że szczęściarz z niego. – Do widzenia. Po odjeździe Ruth usiadł przy oknie i zapatrzył się na pola ginące za horyzontem. Lecące w dali ptaki na tle błę- kitnego nieba wyglądały jak czarne kropki. Nadchodziła jesień, lecz w ciągu dnia nadal było ciepło i dlatego Michaelowi przypomniała się Francja. We wrześ- niu świeciło tam piękne słońce, a w październiku zachwy- cały gwiaździste noce. Oczyma wyobraźni ujrzał młodziutką, roześmianą, pełną życia Annie. Była urocza, wrażliwa i spontaniczna w emo- cjach, więc trudno było oprzeć się pokusie. Szczególnie tego wieczoru, gdy wiedział, że koniec jest bliski. 10 Caroline Anderson Przeżyli niezapomniane chwile, a dziewięć miesięcy później urodziło się dziecko, którego nigdy nie widział. Zacisnął w dłoni pierścionek, który zawsze nosił na pier- si na złotym łańcuszku. Przed laty Annie podarowała mu ten klejnocik na szczęście, aby strzegł go przed niebezpie- czeństwem. Nigdy go nie zdejmował, był jego bezcennym skarbem i talizmanem. Podświadomie wierzył, że z tym magicznym pierścionkiem przetrwa wszystko i nic złego mu się nie stanie. Teraz jednak będzie musiał go ukryć, że- by Annie przed czasem nie domyśliła się prawdy. Wsunął pierścionek do portfela. Być może już niedługo bę- dzie mógł wyznać prawdę, lecz najpierw Annie musi znowu go poznać, przekonać się, jaki naprawdę jest Michael Harding. I on też musi ją poznać. Oboje są wolni, Annie może go pokochać… jeśli ze- chce. Czy pokocha? Nie wiedział, lecz nie dopuszczał myśli o porażce. Podszedł do lustra. Nie przypominał mężczyzny, które- go Annie kiedyś obdarzyła uczuciem. Chirurdzy ocalili mu życie, ale operacja plastyczna i czas zrobiły swoje. Michael zdawał sobie sprawę, że nie jest odpychająco brzydki, za co powinien być lekarzom wdzięczny. Ciekawe, czy rodzice chrzestni go poznają. Całe szczęście, że nie wi- dzieli go w najgorszym stanie, kiedy wyglądał jak potwór. Podszedł do telefonu i wykręcił dobrze znany numer. – Dzień dobry. To ja – rzekł lakonicznie. – Michael? – W głosie matki chrzestnej brzmiała nieopi- sana radość. – Czy nareszcie wychodzisz z ukrycia? – Tak. ROZDZIAŁ PIERWSZY Annie Miller chciała zamknąć bar, gdy usłyszała, że ktoś ją woła. – O, zjawiasz się w odpowiednim momencie – powie- działa z uśmiechem. – Stęskniłam się za tobą. Jak samo- poczucie? – Niezłe – odparła Ruth. – Ale ty wyglądasz na zmęczoną. – Też mi nowina. Zawsze jestem zmęczona. Już przy- wykłam do tego, nie ma się czym przejmować. Kawy czy herbaty? – Przecież zamykasz. – Czas na to najwyższy, ale zostało pół dzbanka kawy i jeśli jej nie wypijemy, to się zmarnuje. Więc zapraszam do towarzystwa. – Naprawdę masz trochę czasu? Gdzie Stephen? – Poszedł do klubu grać w szachy. – Annie wyjęła li- żanki. – Dawno cię nie widziałam. Co się z tobą działo? – Gdy Ruth milczała, Annie bacznie się jej przyjrzała i za- uważyła zarumienione policzki oraz błyszczące oczy. – No, gadaj, co się z tobą ostatnio działo. – Chodzi o Tima – odparła nieco speszona Ruth. – Mu- szę ci coś powiedzieć… – Bo sama nie zgadnę? – roześmiała się Annie. – Zaraz, zaraz, Tim to przecież ten szaleńczo przystojny policjant, 12 Caroline Anderson z którym spędziłaś weekend… Więc czym zaowocował ten wasz wypad? Ruth również się uśmiechnęła, lecz wciąż milczała. – Czekam – popędziła ją Annie. – Bo widzisz, ja… wychodzę za mąż. Annie objęła ją i mocno zacisnęła powieki, aby po- wstrzymać nieoczekiwane łzy. – To fantastyczna wiadomość – szepnęła drżącym gło- sem. – Kiedy ci się oświadczył? Ruth mocniej się zarumieniła. – Oświadczał mi się kilka razy, aż wreszcie zgodziłam się zostać jego żoną. Chcę jak najszybciej przeprowadzić się do niego. – To zrozumiałe. – Annie usłyszała w swym głosie nu- tę żalu, dlatego nadała mu bardziej entuzjastyczny ton. – Gdzie on mieszka? – Niedaleko, pięć kilometrów stąd. Od dawna prosił, że- bym się do niego przeniosła, ale dopiero teraz się na to zdecydowałam. To dla mnie bardzo ważna decyzja. – Od kiedy go poznałaś, zmieniłaś się. Wesoła, rozpro- mieniona… – Bo jestem szczęśliwa. – Widać to po tobie. – Annie uśmiechnęła się z przymu- sem. – Wiesz, dawniej zastanawiałam się, czy łączy cię coś z szefem. – Też pomysł! – Ruth roześmiała się beztrosko. – To po prostu niemożliwe. – Taki okropny? – Nie, skąd. Bardzo go lubię, więcej, przyjaźnimy się, nigdy jednak nie iskrzyło między nami. Ale to naprawdę świetny facet. Całkiem możliwe, że wyda ci się atrakcyjny, Francuski kaprys 13 co wcale by mnie nie zdziwiło. Niedługo będziesz miała okazję go poznać. Już w poniedziałek. – A co się stanie w poniedziałek? – Wyprowadzam się, więc on tu zamieszka, bo uznał, że czas wyremontować Ancient House. – Znany pisarz ma czas, by zajmować się czymś tak pro- zaicznym? – Pisarz też człowiek – roześmiała się Ruth. – Na razie odkłada pisanie, więc zaproponował mi półroczny płatny urlop. Myślę jednak, że chodzi o coś więcej. Sądzę, że Mi- chaela mocno coś gryzie, więc chce się zająć czymś innym, by nie zadręczać się niechcianymi myślami. Zakasze ręka- wy i popracuje zycznie. Annie poczuła, że serce zabiło jej mocniej. – Więc i ja wreszcie poznam sławnego pisarza. Michael Harding został właścicielem Ancient House przed siedmiu laty, lecz nigdy go nie widziała. Ruth, któ- ra zajmowała piętro, służyła za pośrednika między nimi. Dziwny właściciel nie interesował się swym domem, ni- gdy tu nie zaglądał i Annie wiedziała o nim bardzo mało. Właściwie tylko tyle, że jest autorem wielu bestsellerów. Ktoś tak sławny i bogaty nie miał czasu zajmować się takimi drobiazgami jak doglądanie domu i rozmawianie z lokatorką. Czynsz wpłacany przez Annie na pewno nic dla niego nie znaczył. Roger Miller lubił powieści Hardinga, raz nawet go spotkał. Annie akurat była nieobecna i bardzo żałowała, że straciła okazję poznania sławnego pisarza. – O czym myślisz? – spytała Ruth. – Zastanawiam się, czy Harding po remoncie skorzysta z pretekstu i podniesie mi komorne. 14 Caroline Anderson – Raczej nie, ale sama go o to spytaj. – Ruth skrzywiła się żałośnie. – Smutno mi, bo długo tu mieszkałam… – Siedem lat! Bez ciebie będzie pusto i głucho. – Zbierało się jej na płacz. – Przepraszam, zachowuję się egoistycznie. Oczywiście cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Naprawdę, ale… – Będziesz tęsknić. Ja też. – Ruth pogładziła ją po dłoni. – Prędko się przyzwyczaisz, a poza tym są telefony. Może czasem wybierzemy się gdzieś wieczorem, gdy podrzucisz dziecko znajomym. Annie była wdzięczna przyjaciółce za propozycję, cho- ciaż zdawała sobie sprawę, że częste kontakty są mało prawdopodobne. – Zawsze bardzo chętnie się spotkam. Dziękuję za wszystko, co dla mnie robiłaś. Szczególnie za wsparcie po śmierci Rogera. Jesteś nieoceniona. – Nic wielkiego nie zrobiłam. Ty też jesteś najlepszą przyjaciółką. Bywały dni, gdy nie poradziłabym sobie bez ciebie, bez twojego wsparcia. Nieoczekiwane wynurzenie bardzo wzruszyło Annie. – Po to ma się przyjaciół, żeby nas wspierali. Dobrze, że wreszcie spotkałaś kogoś, z kim będziesz szczęśliwa. – Tak… Życzę ci, żeby i do ciebie los się uśmiechnął. Wiem, że stanowiliście z Rogerem dobre małżeństwo, ale on nie był pokrewną duszą, prawda? Nigdy nie mówiłaś o ojcu Stephena, coś mi się jednak zdaje, że nadal trochę go kochasz. Czy jest jakaś szansa… – Nie. On nie żyje – ze smutkiem powiedziała Annie. – Zmarł dawno temu. Spędziliśmy z sobą jedną jedyną noc… szaloną, cudowną. Czułam się szczęśliwa. Nie wiem, czy to była miłość, ale czułam coś niezwykłego, niepowtarzalnego. Był Francuzem, uroczym czarodzie-
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Francuski kaprys
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: