Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00035 004188 12920624 na godz. na dobę w sumie
Frank i frankiści polscy 1726-1816. Monografia historyczna osnuta na źródłach archiwalnych i rękopiśmiennych. Tom drugi - ebook/pdf
Frank i frankiści polscy 1726-1816. Monografia historyczna osnuta na źródłach archiwalnych i rękopiśmiennych. Tom drugi - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Armoryka Język publikacji: polski
ISBN: 9788380641204 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> historia, militaria, wojskowość
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Frankiści – zwolennicy Jakuba Franka, członkowie żydowskiej grupy religijnej, sekty heretyckiej w stosunku do judaizmu. Sekta istniała w drugiej połowie XVIII wieku do około 1820 roku, głównie na terenach południowej Polski oraz w Czechach, Austrii, Turcji, Rumunii i południowych Niemczech. Frankizm jako ruch religijno-społeczno-polityczny cechował się asymilacją, powierzchownością, synkretyzmem, mesjanizmem i ezoteryzmem. Za początek frankizmu uznaje się rok 1755, kiedy to Jakub Frank po powrocie z Turcji ogłosił, że jest Mesjaszem. Korzenie frankizmu znajdują się w sabataizmie i mesjanizmie żydowskim XVII i XVIII wieku. Frankiści odrzucali prawo Mojżeszowe i Talmud, a opierali się na kabalistycznej księdze Zohar i jej sabataistycznych interpretacjach. Frank miał być trzecim po Sabataju Cwi i Baruchji Russo Mesjaszem, utożsamianym z Jezusem Parakletem – ostatecznym zbawicielem. (…) Frankiści (...) oczekiwali na przyjście obiecanego królestwa mesjańskiego, którego miejscem powstania miała być Polska. Po śmierci Jakuba Franka w 1791 roku ruch frankistów, pozbawiony charyzmatycznego przywódcy (roli tej nie potrafiła spełnić wyznaczona przez Franka jego córka Ewa), osłabł. Na początku XIX wieku większość z nich przyjęła katolicyzm. Ostatni około 1820 roku. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Frankiści).

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Alexander Kraushar Frank i frankiści polscy 1726­1816 t o m   d r u g i Armoryka Alexander Kraushar FRANK I FRANKIŚCI POLSCY 1726­1816 MONOGRAFIA HISTORYCZNA  OSNUTA NA ŹRÓDŁACH  ARCHIWALNYCH I RĘKOPIŚMIENNYCH tom drugi Kiedy się kopie studnię, to najprzód musi wyjść woda gliniasta i błotnista, zanim się dojdzie do wody słodkiej i czystej...           Frank: Księga słów: Frag. Czcigodnemu Prof. Włodzimierzowi Spasowiczowi,  w hołdzie najgłębszego uznania poświęcam. Armoryka Sandomierz 2015 Seria: BIBLIOTEKA TRADYCJI EUROPEJSKIEJ Nr 76/2 Redaktor serii: Andrzej Sarwa Projekt okładki: Juliusz Susak Na okładce: Ewa (Awacza) Frank (1754­1816) Aleksander Kraushar, Frank i frankiści polscy 1726­1816. Monografia historyczna, Wydanie na podstawie edycji: Kraków 1895 Zachowano oryginalną pisownię Copyright © 2015 by Wydawnictwo „Armoryka” Wydawnictwo ARMORYKA ul. Krucza 16 27­600 Sandomierz tel 15 833 21 41 e­mail: wydawnictwo.armoryka@interia.pl http://www.armoryka.pl/ ISBN 978­83­8064­118­1 – dla całości ISBN 978­83­8064­120­4 – dla tomu 2 CZĘŚĆ PIĄTA ROZDZIAŁ I Przez Tropawę do Brna. – Pasporty Franka. – Przyjazd do Obrovitz. – Orszak podróżny. – Von Zol- lern. – Raporty władz. – Komendantura wojskowa. – Indagacye. – Raport do Gubernium. – Decyzya. – Na Petersburger Gasse. – Zasady Franka. – Jego nadzieja. – Dwór Franka w Brnie morawskiem. – Wy- stawiony karabin. – Poselstwa do Turcyi. – Zbrojne oddziały. – Ich chorągwie. – Bożkowie Baałe kaben. – Śmiałe aspiracye. – Denuncyacya do kancelaryi dworskiej. – Śmierć neofity. – Opinie władz o Franku. W połowie Marca 1773 r. opuścił Frank Warszawę i w towarzystwie ośmna- stu osób, na dwóch brykach podróżnych, podążył przez Tropawę do Brna Mo- rawskiego, gdzie stanął w dniu 23 Marca, w oberży „Zum blauen Löwen”1). Do charakterystyki ówczesnych stosunków posłuży fakt, że pasportów na przejazd granicy Rzplitej udzielili Frankowi posłowie trzech mocarstw: baron Otto Stackelberg, baron Revitzky i Benoit. Pasport austryackiego rezydenta brzmiał jak następuje: „Karol Emeryk baron Rewiczky von Revisnye, szambelan rzymskiej, w Germanii, Węgrzech i Czechach królewskiej Apostolskiej Mości, rzeczywi- sty poseł i uwierzytelniony przy dworze królewskim w Polsce minister, czyni wiadomem, iż okaziciel niniejszego, P. Józef Frank, kupiec, wraz z będącą przy nim służbą, z ośmnastu osób złożoną, na dwóch brykach, zamierza ztąd, we własnych interesach, udać się do Brna, w Morawii i dlatego, wszelkie wła- dze, do których to należeć może, wezwane są, by pomienionemu Panu Józefo- wi Frankowi i będącej z nim służbie, z 18 osób złożonej, żadnych przeszkód przy przejeździe granicy nie stawiały i, w razie potrzeby, odpowiedniej pomo- cy mu udzielały. Dan w Warszawie, dnia 5 Marca 1773 r.” Pasport pruski brzmiał: „Okaziciel niniejszego, kupiec, P. Józef Frank, który tutaj przybył z Często- chowy, udaje się po ośmiodniowym w Warszawie pobycie, z ośmnastu osoba- mi swej służby, na dwóch brykach, przez Częstochowę, do Tropawy, we wła- snych interesach. Ponieważ tutaj wszędzie powietrze jest czyste i zdrowe i dzięki Bogu, niema śladu zarazy (und von ansteckender Seuche Gottlob nichts zu spüren ist), dlatego, wszelkie władze wojskowe i cywilne z urzędu wezwane są, by, pomienionego kupca, wraz z jego ludźmi i powozami, bez 3 przeszkody, za poprze dniem wszelako zbadaniem, przepuściły przez granicę w dalszą drogę. W Warszawie, d. 1 Marca 1773 r. Gen. Benoit. Jego król. Mo- ści przy Rzplitej polskiej rezydujący poseł”. Osnowa trzeciego, rosyjskiego pasportu, znaną nie jest, jakkolwiek o jego istnieniu wzmiankuje skorowidz archiwum namiestnictwa w Brnie, pod lit. C (F. N. 123, z r. 1773). W dnia 23 Marca 1773 r. Kreishauptmann Karol Fryderyk hrabia von Zol- lem melduje Ces. król. Rządowi Gubernialnemu w Brnie Morawskiem, o przybyciu Franka z siedmnastu ludźmi (Domestiquen) i o przedstawieniu przezeń oryginalnych pasportów trzech mocarstw, z nadmienieniem, że tenże Frank pochodzi ze Smyrny, miejscowości, o 500 mil od Konstantynopola od- ległej i że zamierza żyć w Brnie z własnych funduszów (cor sein Geld zehren); po sześciu zaś tygodniach, ma zamiar, dla zobaczenia czegoś, (um Etwas zu sehen), udać się z córką swoją do Wiednia, poczem tutaj powrócić. Donosi nadto, że tenże Frank osiedlił się w domu niejakiego „wolnego” (Freimann) Pietsch, w Obrovitz i że ma zamiar odesłania czterech ludzi ze swojej służby do Warszawy²). Specyfikacya podróżnych z Polski, urzędownie w d. 22 Marca 1773 r. spo- rządzona, wymienia, z przekształceniami nazwisk przez władze Brneńskie po- pełnionemi, następujące osoby: „W Obrovitz, w domu Freimanna Pietsch, zamieszkali: 1. Józef Frank, neofita i kupiec (Neophit und Handelsmann). 2. Ewa Frankina, córka tegoż. 3. Magdalena Jezierańska (Jeseranow), pokojówka (Camer-Jungfer). 4. Anusia Pawłowska (Hanuscha Pawłowska), pokojówka. 5. Roza Michałowska (Michałow), praczka. 6. Barbara Józefta (Josephte), praczka. 7. Jędrzej Dembowski (Jendrusch), sekretarz. 8. Mateusz Reminowski (Matuwisch). 9. Kazimierz Budiński, kucharz (Budinschi). 10. Józef Nakulnicki, kuchcik (in der Küche). 11. Franciszek Bodowski, kuchcik (Lehrjung In der Küche). 12. Ignacy Cesirajski, lokaj. 13. Eliasz, hajduk. 14. Johann, drwal. 15. Franciszek Karloski (Garluske), stangret. 4 Oprócz powyższych znajduje się i czterech innych ze służby, którzy będą odesłani do Warszawy, a mianowicie : 16. Jan Rosen zweig. 17. Ignacy Breitz. 18. Janek Forisch (foryś). 19. Jakób Fuhrmann (stangret)”. Zawiadamiając władzę gubernialną o przybyciu powyższych osób, Kre- ishauptmann von Zollem wyraził wątpliwość, czyli należy zezwolić tej groma- dzie na osiedlenie się w Obroyitz, gdyż wydało mu się to podejrzanem, aby neofita mógł trzymać przy sobie tak liczną służbę, złożoną wyłącznie z neofi- tów i dla tego, nie chcąc przyjąć na siebie odpowiedzialności, uprzedził Fran- ka, by do czasu nastąpienia decyzyi ze strony władzy wyższej, z Obrovitz się wyniósł i gdzieindziej szukał miejsca zamieszkania. Na raport z dnia 23 Marca 1773 nadeszła w dniu 26 Marca odpowiedź Rzą- du Gubernialnego, w której wyłuszczono: że z uwagi na stan wojenny w Pol- sce, zwrócono się do Ces. Król. komendy generalnej wojskowej, z żądaniem, udzielenia co do polskich imigrantów należytej opinii, której nadejścia spo- dziewać się należy. Tymczasem zlecono Kreishauptmannowi, by, co do służby wyjechać mają- cej, zniósł się z pomienioną władzą wojskową i zasięgnął opinii, czyli można tym osobom udzielić świadectw powrotnych (Geleiisbriefe) i o rezultacie do- niósł przełożonej władzy. W odezwie Rządu Gubernialnego Brneńskiego do komendantury wojsko- wej powiedziano, że wprawdzie trzy pasporty Franka są w porządku, lecz nie posiada on pasportu od władzy wojskowej, bez czego, stosownie do rozporzą- dzenia dworu, z d. 26 Lipca 1772 r. osobom pochodzenia polskiego pobyt w kraju dozwolonym być nie może. Dlatego też, komendantura wojskowa winna dać opinię, czyli i w jakiej for- mie możnaby udzielić neoficie Józefowi Frankowi zezwolenia, na dalszy, wraz z jego ludźmi, pobyt w kraju. W dniu 28 Marca 1775 melduje Kreishauptmann, że komendantura zgodzi- ła się na udzielenie pięciu służącym, o jakich mowa, żądanych pasportów po- wrotnych. Ze swej strony, taż komendantura wojskowa doniosła tegoż dnia Rządowi Gubernialnemu, że Frank nie podlega wojennej, lecz wyłącznie cywilnej ju- rysdykcji i dlatego nie uważa się owa władza za właściwą, do udzielenia w tej mierze swojej opinii. 5 W dniu 2 Kwietnia 1774 zwrócił się Rząd Gubernialny do naczelnika okrę- gu (Bezirkshauptmann) z zaleceniem, by tenże, co do osoby Józefa Franka bliższych zasięgnął informacyj, a mianowicie, co do celów jego pobytu w Brnie, co do środków jego utrzymania, przyczep miano żądać od samego Franka bliższych legitymacyj, o wrzekomo prowadzonym przezeń handlu i dalszych zamiarów, o czem szczegółowy raport bezzwłocznie złożonym być ma. Przy pomocy wywiadowców policyjnych spełnił naczelnik okręgowy zlece- nie władzy i w dniu 8 Czerwca 1773 r. przesłał następujący protokół badania Franka, z którego się okazuje, że fakta przez tegoż przytoczone, nie ze wszyst- kiem były w zgodności z prawdą. Jakoż przywiódł Frank, że w Królestwie Polskiem, o 30 mil od Czernio- wiec, gdzie przemieszkują narody Imperyum rosyjskiego, posiada własny do- bytek, w bydle rogatem, którem rozległy prowadzi handel, lecz że, z powodu obecnych okoliczności, zamierza się takowego wyzbyć, a tymczasem chowa go pod nadzorem swoich ludzi; że nadto w Smyrnie inne posiada dobra, z któ- rych co lat trzy pobiera dochody i dlatego, nie mając zamiaru prowadzenia w Brnie Morawskiem handlu, żyć będzie wyłącznie z tychże swoich docho- dów. Pobudkami, które skłoniły badanego do wywędrowania z Polski i do udania się do margrabstwa Morawskiego, były wyłącznie zamieszki wojenne, w tam- tym kraju trwające. „Co się tyczy zachowywania się, prowadzenia, charakteru i życiowych sto- sunków pomienionego Franka, kończy raport – to, po najtroskliwszem, z oględnością i wielkim mozołem przeprowadzonem badaniu, ze strony Urzę- du Okręgowego, nic takiego się nie okazało, coby jakikolwiek cień na rzeczo- nego Franka rzucać mogło, natomiast, według opinii władz miejscowych i za- siągniętej od Sz. prałata Obrowickiego i sądów miejscowych informacyi, tenże Frank, ze swymi ludźmi, jest konduity oprawnej, żyje z własnych dochodów i gotowizny i żadnych nie zaciąga długów”. Na raport powyższy nasłąpiła ze strony Rządu Gubernialnego w dniu 11 Czerwca 1773 r. do naczelnika okręgowego odezwa tej treści: że, z uwagi na zachodzące okoliczności, zezwala się niniejszem, by zrodzony w Polsce neofi- ta, Józef Frank, pozostawał i nadal w Brnie Morawskiem, bez żadnej prze- szkody”³). Osiadł tedy Frank ze swoją gromadą w wynajętym przy Petersburgergasse domu. Zasoby pieniężne, które, nie ze Smyrny, jak kłamliwie przytoczył, lecz 6 z Warszawy, przy pomocy swoich wiernych adeptów, był wywiózł, a które zwiększył składkami swoich zwolenników morawskich, pozwoliły mu urzą- dzić w Brnie dwór wielkopański, by tym sposobem działać na wyobraźnię ta- mecnych sabbatejczyków. Liczył prócz tego na gromadniejsze wędrówki do Brna, – żydów z krajów słowiańskich, węgierskich i tureckich i zawczasu już marzył o podniesieniu splendoru swego dworu, ustanowieniem trybu wojsko- wego między przybyszami, o podzieleniu ich na partye, z wyznaczeniem każ- dej z nich symbolicznej chorągwi. „Powiadam wam – mawiał – choćby wszyscy królowie przyszli do mnie, to, w moich oczach, nic to nie zaważy. Moje największe nadzieje i wyglądanie w tem, by żydzi przyszli do mnie. Bo przyjdzie żydów moc niezliczona. W jednym szeregu mniej nie będzie, niż dziesięć tysięcy. Każda kompania mieć będzie swoje chorągwie. Wszystkie chorągwie będą odmiennego koloru, oprócz czarnego i niebieskiego, które na ostatku pójdą... Okaże się rzecz pewna na tych chorągwiach. Przyjdą i powiedzą mi: to, a to, wykazało się na tej chorągwi... Przygotowano było wam, abyście nosili moją chorągiew, bo my pójdziemy z chorągwią do pewnej rzeczy. Dlategom was też nazwał braćmi, byście wy nieśli tę chorągiew, a ja z wami pod nią pójdę. Ja sam ją nosić będę musiał, chociaż to na mnie za ciężko będzie. Powiadam też wam, gdy przyjdą ci żydzi do mnie, to musicie iść pod ich władzę, trzy stopnie w dół, z wielką pokorą, ze spuszczonemi oczyma i nie podniesioną głową, a wtenczas zrozu- miecie już, co Bóg uczyni na tym świecie 4). Od gromadzącej się w koło niego młodzieży z Polski i z Moraw wymagał bezwarunkowej uległości i posłuszeństwa. „Kto nie będzie baczyć na słowa moje – ten żadną miarą nie może być przy dworze moim. Kto zaś przeklinać będzie, ten będzie wymazanym ze wszystkiego. Kto zaś powie, że rzecz, do której idę, jest zła, będzie też wyłą- czony, bo ja idę do dobrej, do najlepszej”5). „Jakiem spieszył burzyć, wykorzeniać, tak będę spieszył zaszczepiać i bu- dować. Przyjdą wielcy panowie; będą pragnęli mówić z nami, być we dworze moim, lub przynajmniej blizko domu mego”6). „Ja was będę uczyć obyczajów królewskich, bo was chcę zrobić noszący- mi korony!”7) . Urządził się też Frank w swoim dworze po sułtańsku... Niebawem przybyła z Warszawy do niego Szymkowa Ł. dla pełnienia znanych już nam mistycz- nych funkcyj „karmienia Pana”8). 7 Dla podniesienia splendoru swego wrzekomego majestatu, sprawił Frank dla siebie karetę, zaprzężoną w siwe konie, a oddzielną, poszóstną, dla panny Ewy i wierzchowca. Karetę poprzedzało dwóch laufrów, a na ich czele pędził zazwyczaj Franciszek Sz. „w polskiej sukni”, „trzymając karabin wystawiony w ręku”9). W Grudniu 1774 r. wysłał Frank do Stambułu z poselstwem: Pawła Paw- łowskiego, Jana Wołowskiego i Kaplińskiego. Drugie poselstwo do Turcyi od- prawili: Piotr Jakubowski, z Ludwikiem Wołowskim. Widocznie, nie wypadło ono po myśli Franka, gdyż za powrotem z obozu wezyra „rozkazał Pan mocno obić Piotra, według przyrzeczenia”10). Pojechali więc powtórnie do Stambułu, lecz ich basza Seutari osadził w więzieniu, zkąd, po paru miesiącach niewoli, puszczono ich w powrotną drogę 11). Wspomina o tem poselstwie Frank w słowach: „Powiadam wam, jeśli będziecie w całości z Bogiem i z całego serca, żadna moc was nie wstrzyma. Dowodem tego – poselstwo Jakubowskiego, z Ludwi- kiem, do Konstantynopola. Pomimo, że wezyr powstawał na nich i zgubić ich się zawziął, tegoż dnia spadł on z urzędu swego i zabitym został, z rozkazu sułtana. Oni zaś powrócili spokojnie do mnie, gdyż byli posłani przezemnie, z rozkazu Boga”12). Knuł widocznie Frank jakieś nowe awanturnicze zamysły, zbierając ze- wsząd pieniądze, na utworzenie wojskowego oddziału przy swoim dworze. Gromadzącym się coraz liczniej adeptom swoim „tak starym, jako i mło- dym, nakazał uczyć się musztry, mówiąc: Już teraz nie trzeba wspominać o przeszłych czynnościach, lecz uczyć się wojennych kunsztów”13). Do Jędrzeja Dembowskiego rzekł: „Masz się uczyć pałaszem pojedynko- wać, strzelać i na koniu spisą wywijać” 14). Zdawaćby się mogło, że chodziło Frankowi o spotęgowanie siły fi- zycznej członków gromady, do rasy nie wojowniczej należącej, lecz z urywkowych i tajemniczych słów mistrza wysnuwa się inny domysł, o którym następnie szerzej rzecz będzie, że mu zależało na przygotowa - niu sobie dostatecznej siły zbrojnej, by, korzystając z zamieszek ówcze- snych i zapowiadającej się wojny z Turcyą, wywalczyć dla swej sekty upragniony już oddawna kawałek ziemi, by tam, w charakterze władz- cy, panować udzielnie nad gromadą wiernych. „Alboż myśmy weszli do tej religii, aby cicho było? – mówił. My musimy rzucić słowo jedno między narody, a wówczas zobaczycie, jak każdy dziwić się będzie i jak twarz jego zzielenieje! Rozumiecie, że ja przyszedłem tylko 8 dla was? Czy darmo wam mówiłem, że ja to jestem ów krzak gorejący, co nie pali się. Strzałę trzyma się i ciągnie mocno, kiedy się chce, aby postrzał daleko leciał” 15). Symbolicznie się wyrażając, nazywał ów tajemniczy cel, do którego zmie- rzał, „skarbem drogim” i mówił: „Do tego skarbu drogiego muszę być bardzo bogaty i iść do niego z wielu ludźmi i ze znacznym orszakiem uzbrojonych rycerzy16). Działał na wyobraźnię otoczenia powoływaniem się na tajemnicze stosunki z bożkami Baatekaben. „Gdybym was posłał do Baałekaben, z biletem od siebie – ich około 10 ty- sięcy mieszka w Czeskich górach i mają swego króla – przyszedłszy do nich, tak byście mówili: Wódz nasz, mądry Jakób, w wielkiej teraz znajduje się cia- sności, gdy mu teraz pomożecie pieniędzmi, to i on wam dopomoże. Każdy z nich dałby milion dukatów. Oniby was doprowadzili do swego króla. Tam, gdybyście stanęli, dostaliby- ście od niego bogactw bez liczby. Prosilibyście go, by wam dał 4 lub 5 ludzi, na wasze usługi. Potem posłałbym was do Cesarza Rzymskiego i powiedzieli- byście mu, że ja mu pożyczę 15 lub 20 milionów dukatów na wojenną potrze- bę i że ja chcę także zebrać sobie 30 tysięcy ludzi, własnym expensem, abym mu był pomocnym w czasie wojny” 17). Zanim jednak zamiar ów awanturniczy mógł się spełnić w rzeczywistości, urządził Frank tymczasowo oddział ułanów, kozaków i huzarów; u drzwi zaś swego pokoju ustawił lokai, w złocistą liberyę przyodzianych”18). Takie ostentacyjne występowanie przybysza z obcych krajów, gromadzenie w koło siebie zwolenników i szerzenie między żydami propagandy, zwróciły na siebie baczne oko przełożonych gmin żydowskich. Posypały się zewsząd denuncyacye, oskarżające Franka o herezyę. Były one jedynie odgłosem tych skarg, które już podczas pobytu przywódz- cy Frankistów w Częstochowie, obijały się o władzę kanclerską w Warszawie, o czem dopiero z materyałów archiwum namiestnictwa w Brnie się dowiadu- jemy i o czem, następnie, bliższe, a charakterystyczne szczegóły podanemi zo- staną. Jedna z takich denuncyacyj trafiła do naczelnika czesko-austryackiej kance- laryi dworskiej, hrabiego von Blümegen i w dniu 31 Lipca 1774 nadeszła do gubernatora morawskiego odezwa, zalecająca baczną nad czynami Franka uwagę. 9 „Przechrzczony żyd, Jakób Józef Frendl (tak), już w roku 1760 był oskarżo- nym o utworzenie sekty żydów, którzy wprawdzie przyjęli chrześcianską wia- rę, lecz szerzyli błędy o pojawieniu się Eliasza i Antychrysta i nowo zrodzone- go Mesyasza. Warszawski konsystorz polecił tegoż Franka zbadać i przyaresz- tować i sprawę jego do decyzyi Rzymu był odesłał. Człowiek ten miał być w roku 1770 (?) przez władze rosyjskie z Częstochowy wypuszczonym i obec- nie ma się znajdować w Brnie. Zalecam przeto Waszej Excellencyi, by się wy- wiedziała o postępkach owego człowieka: jak żyje i czy ma zwolenników, czy znowu usiłuje rozkrzewiać sekciarskie zasady, lub też, czy zachowuje się przy- kładnie i czem się zajmuje?” Bezzwłocznie, dnia 4 Sierpnia 1774 r. nadesłał gubernator morawski do kancelaryi dworskiej raport, donoszący: „że jednocześnie z przybyciem neofi- ty Frankla (tak) do Brna, nakazano królewskiemu naczelnikowi obwodowe- mu, ściągnąć informacyę co do osoby tegoż, jego planów i środków utrzyma- nia. Z brzmienia raportu, którego osnowa jest już znaną, okazuje się, i to od siebie również zapewnić mogę Waszą Excellencye, że ów człowiek zachowuje się tu przykładnie, spokojnie i bez zarzutu. Modlitwy odprawia z namaszczeniem, bywa codziennie w kościele, spo- wiada się i komunikuje i w ogóle czyni wrażenie uczciwego człowieka. Już on tu niejedną w kraju żydowską rodzinę nawrócił na prawdziwą wiarę, lecz nie poważa się sam umacniać nawróconych w wierze, lecz zwraca ich do miejsco- wego proboszcza, lub też zakonnika (Ordensgeistlichen). Przed paroma dniami jeden z nawróconych przez Franka i u niego mieszkający, żyd-chrześcianin, umarł po katolicku (katolisch verstorben). Gdy się stan tegoż pogorszać zaczął, bardzo się o to troskał Frank i nie omieszkał sprowadzić duchownego, dla przyjęcia od chorego spowiedzi i opa- trzenia go śś. Sakramentami19). Frank jest przez żydów znienawidzonym i prześladowanym. Przedemną nawet wystawiono go jako człowieka niebez- piecznego, lecz ponieważ żydowscy denuncyanci szkodliwość Franka jedynie słowami, lecz nie faktami, poświadczyć mogli, a ja jestem co do niego zupeł- nie innego mniemania, przeto, na owe denuncyacye żadnej nie zwróciłem uwagi” 20). Pierwsze tedy strzały, z za węgła przeciw Frankowi skierowane, spełzły bezskutecznie i otoczony opieką władz miejscowych, mógł nadal przywódzca Frankistów korzystać z pozostawionego mu samorządu, w najrozleglejszym zakresie. 10 ROZDZIAŁ II Marya Teresa i Józef II. – Audyencya Franka u Cesarza. – Przedstawienie córki. – Judenordnung. – W Schönbrunn. – Pobyt Franka nad Dunajem. Zasiiki z Warszawy. – Ambicyjki Franka. – Tytuł hrab- ski. – Książę kanclerz Kaunitz. – Raport barona Rewitzky ego. – Dokumenta z nuncyatury warszawskiej. – Panna Ewa. – W kościołach wiedeńskich. – Powrót Franka do Brna. Ambicya Franka została w części zaspokojoną. Po latach tułaczki, w oto- czeniu nędzarzy i przybłędów, po niewoli kilkunastoletniej, znalazł się nadspo- dziewanie w kraju obcym, gdzie ciemnej jego przeszłości i mniej niż skromne- go gniazda, z którego był wyszedł, dokładnie nie znano, gdzie był otoczony aureolą męczeństwa za ideę i splendorem wielkopańskim, wśród dworu zbyt kownie prowadzonego, wśród mnóstwa sług, złocistą liberyą przyodzianych i oddziałów zbrojnych, oddających jemu i pięknej jego córce honory monar- sze. Dla zupełnego zadowolenia wysoko-miernej ambicji awanturnika, należało się starać wszelkiemi sposoby, o uświęcenie tak nadspodziewanego wyniesie- nia się nad tłum szary, jeszcze świetniejszym splendorem, o pozyskanie wzglę- dów cesarskiego dworu, w samej stolicy Austryi. Jakkolwiek skutkiem sankcyi pragmatycznej, tron cesarski w Austryi zaj- mowała podówczas Marya Teresa, jednakże, po śmierci Cesarza Franciszka I, syn jego najstarszy, Józef II, zostawszy w r. 1764 Cesarzem niemieckim, po- wołanym został w dniu 8 Grudnia 1765 r. przez cesarzowę matkę do udziału w rządach, w charakterze współregenta, z przekazaniem mu zwierzchniego kie- rownictwa dworem monarszym austryackim, wojskowością i finansami. Józef II liczył w r. 1775 trzydziesty czwarty rok życia. Po dwukrotnych nie- szczęśliwych małżeństwach, najprzód, z księżniczką Izabellą Parmeńską, któ- ra, po trzyletnim pożyciu, w r. 1763, zmarła na ospę, a następnie, w r. 1765 z Marya Józefą Bawarską, która również, po dwuletnim zaledwie pożyciu, na- gle zakończyła życie, pozostał Józef II wdowcem, bez zamiaru ponowienia ślubów małżeńskich i z zapałem oddał się sprawowaniu rządów, uświetnio- nych reformami, we wszystkich gałęziach publicznego życia. Pod maską zimnego i zamkniętego w sobie myśliciela, był Józef II naturą wrażliwą, uległą wpływowi kobiet, wśród których, po trudach monarszego za- wodu, znajdował osłodę. Pragnąc zbliżyć się do narodu, ułatwił wszystkim warstwom towarzyskim możność dostępu do dworu i zniósł dawny zwyczaj klękania przed tronem podczas audyencyj, jako uwłaczający człowieczej god- 11 ności, pozwoliwszy każdemu poddanemu zjawiać się na dworze cesarskim i ustnie prośby wynurzać. Z tego niepraktykowanego dotąd w stolicy zwyczaju zapragnął skorzystać Frank i w dniu 14 Marca 1775 r. wyjechał z córką Ewą do Wiednia, by się przedstawić Cesarzowi Józefowi II 1). Była to pierwsza wizyta jego w stolicy Austryi, uwieńczona nadspodziewa- nem powodzeniem. Po audyencyi odbytej w dniu 19 Marca, otrzymał pozwo- lenie zjawienia się na drugiem posłuchaniu, w dniu 21 Marca, a nazajutrz, z rozkazu Józefa II, był Frank z córką u cesarzowej Maryi Teresy, która, jak naiwnie wyraża się nasz kronikarz „prezentowała im familię swoją” i dopuści- ła do ucałowania swej ręki. Nie ulega wątpliwości, że uważając Franka za śmiałego reformatora żydow- skiego, któremu towarzyszyła sława nawrócenia gromadnej rzeszy żydów na chrześcianizm, okazywano mu względy szczególne, jako propagatorowi idei, która, właśnie w owej epoce, zajmowała poważnie umysły statystów austryac- kich, a przedewszystkiem Józefa II. Działo się to bowiem w epoce wydania or- dynacyi żydowskiej (Judenordnung 1774 r.). W szeregu reform religijnych, za- mierzał Józef II przeprowadzić i emancypacyę żydów, wyzwolić ich z pod jarzma średniowiecznych ograniczeń i ułatwić możność dostępu do szkół, uni- wersytetów, rozszerzyć zakres ich działalności, na polu przemysłu i handlu. Lecz prąd religijny epoki Józefińskiej dopuszczał reform tych w rodzaju wy- jątku. Przemożny wpływ duchowieństwa na dworze Maryi Teresy, pragnął re- form radykalniejszych; propagowania idei nawrócenia żydów na łono Kościo- ła panującego. W tym kierunku mógł się udział Franka okazać wielce korzyst- nym i te właśnie względy zgotowały Frankowi przyjęcie nadspodziewanie ła- skawe u dworu. Lecz, po za obrębem interesów wyższych, nieobojętneni było pojawienie się przed młodym wdowcem Józefem II, panny Ewy, dziewczęcia zdobnego w krasy młodości i wdzięku, którego czarne, namiętne oczy kobiety Wschodu, przemówiły prawdopodobnie silniej do wrażliwego usposobienia cesarza, ani- żeli względy polityczne – wzbogacenia społeczeństwa przybytkiem neofitów... Sprawdziły się też trafne słowa jednej z dam dworskich, która zapowiedzia- ła zmianę w usposobieniu chłodnem Józefa II względem kobiet, o ile silna na- miętność nim owładnie2). Panna Ewa sprawiła silne wrażenie na Józefie II, a z tego wrażenia nic omieszkał następnie skorzystać Frank... 12 Po audyencyi u Maryi Teresy wyjechał Frank z córką do letniej rezydeneyi cesarza w Schönbrunn, zwiedził Cekhaus i obrał zamieszkanie na Grabenie, gdzie kwartał spędzić zamierzył. Jednocześnie jednak, dla okazania się wiedeńczykom w całej swej okazało- ści, wysłał Mateusza do Warszawy „po pieniądze, które też wkrótce nadeszły”. Dębowskiemu zaś dał polecenie, by sprowadził z Brna Morawskiego dwóch kozaków i ośmiu ułanów z chorągwiami” 3). Rozpoczął się wtedy tryb życia tajemniczej pary, zdumiewający wiedeńczy- ków niewidzianą dotychczas w tej klasie społecznej, do jakiej należała, świet- nością. Ukazywał się często Frank na ulicach i rynkach Wiednia konno, a za nim z „całą pompą” jechała kareta poszóstna z panną Ewą, otoczona orszakiem ułanów i kozaków4). Spacery odbywały się do otworzonego niedawno dla publiczności Prateru. Frank często z Michałem Wołowskim udawał się do kąpieli rzecznej w Dunaju i wracał ztamtąd wśród tłumów gawiedzi, przypatrującej się dziwnemu wido- wisku cudzoziemca, po turecku jeszcze przyodzianego, o którym krążyły ta- jemnicze wieści, iż jest w szczególnych u młodego cesarza łaskach. Dzięki ofiarności Frankistów warszawskich, do Wiednia płynęły datki obfi- te, któremi się dostawcy rozmaitych zbytkownych przedmiotów do dworu na Grabenie, bogacili. Wystawne życie, tajemniczość celów i postępków Franka, stanowiły przedmiot dziwnych domysłów w stolicy. „Gdym był we Wiedniu – opowiada Frank – wówczas, kiedym z tą wielką pompą jechał, pomimo instygowania i szczwania wszech księży i żydów przed cesarzową i pomimo otoczenia wszystkich, w Imię Boga mojego, kogóż oba- wiać się miałem?” 5). Nietylko że nie miał obawy, ale ambieya jego wzmagała się z dniem każ- dym, do tego stopnia, że zapragnął wyniesienie się swoje ukoronować wydat- niejszym objawem łaski cesarskiej i, dzięki czarnym oczom swej córki, będąc już szlachcicem polskim, zostać hrabią austriackim... Prośba wynurzona w tej mierze, nie została odrzuconą. Owszem, z polece- nia Józefa II, książę kanclerz Kaunitz zajął się sprawą wyśledzenia auteceden- cyj Franka, którego przeszłości we Wiedniu zupełnie nie znano. W dniu 20 Marca 1776 r. odniósł się kanclerz do rezydenta austriackiego w Warszawie, barona Revitzky ego, z zapytaniem o rodowód Franka i o bliż- sze szczegóły, dotyczące jego działalności publicznej. 13 W dniu 30 Marca 1776 r. nadeszła z Warszawy odpowiedź, w której Revitz- ky, tłómacząc się, iż na teraz bliższych szczegółów o Franku przesłać jeszcze nie może, donosi, że w r. 1772, za przyjazdem do Warszawy, gdy Frank uwol- nionym został z więzienia częstochowskiego przez jenerała Bibikowa, miał sposobność słyszeć, że tenże Frank odegrywał między żydami rolę Mesjasza i długi czas korzystał z wielkiego wpływu, lecz że w końcu uznano go za oszusta i jako takiego – skazano; (dass er im Grund für einen Betrüger befun- den und als solcher verurtheilt worden). „Z tem wszystkiem – pisał rezydent – pozostała mu wierną znaczna większość żydów, którzy między sobą zbierają składki i przesyłają mu znaczne przekazy”6). Po owym pierwszym raporcie, czynił Revitzky dalsze starania o pozyskanie pewniejszych informacyj o Franku, a ponieważ, jak sądził, sprawa jego nale- żeć mogła jedynie do dziedziny spraw religijnych (da die seltsame Geschichte des gewesenen Juden Frank hauptsächlich in das Fach der Religions-Angele- genheiten einschlägt), zwrócił się przeto do nuncyusza papiezkiego, z prośbą o wyjaśnienie. Nuncyuszem w Warszawie był podówczas Józef Garampi, ar- cybiskup Berytu, odwołany właśnie ze swego stanowiska w początkach r. 1776 i oczekujący swego następcy – Jana Andrzeja Archetti ego, arcybiskupa Chalcedonu7). Nuncyusz Garampi wskazał Revitzky emu jedyne źródło w – aktach kancelaryi nuncyatury; z tego to źródła otrzymał rezydent całkowi- tą znaną już nam korespondencyę nuneyusza Serra z Rzymem, w r. 1760, w sprawie Franka przeprowadzoną. W dniu 1 Kwietnia 1776, przesłał Revitzky odpis owej korespondencyi kanclerzowi Kaunitzowi, który, w dniu 17 Kwietnia, przekazał ją czesko- austryackiej kancelaryi dworskiej (böhmisch-österr. Hofkanzlei) do rozpatrze- nia i opinii, wraz z raportem rezydenta 8). Zanim rezultatem owych informacyi stała się grzeczna odprawa Franka, ten ostatni, nie przeczuwając zawodu, pędził życie pełne rozkoszy w stolicy, sten- tacyjnie uczęszczając w otoczeniu swego orszaku przybocznego do kościoła św. Stefana. „Jejmość” zaś bywała w kościele Schottenkirche. Trwało to Wiel- kiej Nocy, poczem Pan kazał Jejmości jeździć do S. Michaeliskirche. W dniu 3 Czerwca, po czteromiesięcznym pierwszym pobycie, wrócił Frank do Brna Morawskiego. Odjazdowi towarzyszył uroczysty ceremoniał. Frank siadł na karego konia, a za nim w poszóstnej karecie podążyła panna Ewa. Na Leopoldstadzie Frank zesiadł z konia i wszedł do karety, poczem kal- wakata ruszyła „z podziwieniem całego miasta” w dalszą podróż 9). 14 ROZDZIAŁ III Rozdwojenie w kompanii. – Denuncyacya ex-rabina Golińskiego. – Z kancelaryi nadwornej. – Nowe usiłowania. – Władze Brneńskie. – Decyzya cesarzowej Maryi Teresy. – Rozkazy Franka. – Jego choroba. Testament. – Wyzdrowienie. – Wędrówka do Prossnitz. – Nowe poselstwo do Stambułu. – Por- trety Awaczy. – Wezwanie niewiast do Berna. Łaskawość pańska. – Wielki list do Warszawy. – Opieka Józefa II. – Kraśniewicz u Stanisława Augusta. – Beczki złota. – Tryb życia Franka. Samotne wędrówki. – Dziwne obrządki. – Ceremonia przy dębczaku. – Wizyta W. księcia Pawła. – Spotkanie na trakcie. – Sen Awaczy. – Wizyty jej w obozach u Józefa II. – Jej klejnoty. – Aspiracye Franka. – Marzenia o poli- tycznej roli. – Widoki zdobycia tronu. Drobiazgowe notatki „Kroniki” o czynnościach publicznych Franka, nie do- tykają niestety szczegółów zakulisowych, z którychby można było złożyć ob- raz działalności sekty Frankistów, w zamkniętem kole jej głównych uczestni- ków w Warszawie i w Brnie morawskiem. Że jednak działy się tam czynności tajemne, nie znoszące światła dziennego, mamy tego dowód, w niedomówie- niach kronikarza, napomykających o rozkazach Franka, przesyłanych za po- średnictwem „nadwornera” Mateusza do Warszawy i we wzmiankach o nie- ustannych poselstwach do Stambułu. Zaszło widocznie jakieś rozdwojenie między kompanią warszawską, jeśli w Czerwcu 1775 r. zmuszonym był napi- sać Frank list do Warszawy, z wezwaniem, aby „stary Podoski” powrócił do kompanii 1). Dziwniejszym był nakaz Franka, przesłany 24 Lipca 1776, przez Mateusza, aby „obić Pawła Pawłowskiego i Jana Wołowskiego” i „zarzucić to, co było dotąd”. Musiały widocznie w łonie kompanii warszawskiej dziać się czynności za- gadkowej natury, grożące przykremi dla Franka następstwami, jeśli denuncy- acye do władz, na podejrzane postępki mistrza i zasady jego sekty zaczęły na- pływać nietylko z obozu przeciwnych frankizmowi talmudystów, lecz nawet z pomiędzy dotyczasowych adeptów mistrza, przezeń i za jego przewodem na- wróconych. Dnia 7 Września 1776 r. nadeszła do kancelarii dworskiej, na imię monar- sze, skarga, nieortograficznie w języku niemieckim zredagowana, lecz pięk- nym charakterem pisma ułożona, podpisana przez Jakóba Gulińskiego, tegoż samego Gulińskiego, który, jako rabin Gliniański, przyjął był we Lwowie, w dniu 24 Września 1759 r. chrzest i pod Nr. 79 katalogu neofitów lwowskich jest wzmiankowany 2). W denuncyacyi tej, po zwykłym wstępie, obejmującym tytuły monarsze Maryi Teresy, pisał Goliński: 15 „Jako poddany Waszej Cesarskiej Mości, urodzony w Glinianach (in Glin- na), o cztery mile od Lwowa i tamże wychowany, byłem w temże mieście ra- binem. Zdarzyło się, że w r. 1759, pojawił się niejaki Jakób Frank (takiem było jego nazwisko przed chrztem), mniemany neofita, obecnie w Brnie mieszkają- cy, który był synem żydowskiego bakałarza i w podolskiem mieście Korolów- ce (Karlusske) był urodzony. Ojciec jego, podejrzany o należenie do sekty Sabbatejczyków, z gminy był wypędzony i osiadł w Wołoszczyźnie. Frank przeniósł się tamże, ożenił i miał córkę, obecnie z nim w Brnie mieszkającą, poczem przyjął mahometańską wiarę i okrzyknięty został między Sabbatejczy- kami, jako Chacham Jakób Frank, wstydzę się wyznać, że i ja należałem do liczby czcicieli jego. Uważałem go nietylko za mędrca, za wcielenie ducha Sabbataja, ale i za cudotwórcę. W początkach 1757 r. przybył pomieniony Frank do Polski i wezwał wszystkich wiernych, aby się do Iwania, włości biskupa kamienieckiego, zgro- madzili, gdzie pragnie im wyjaśnić zasady sabbateizmu. Mnie tylko, na któ- rym nie ciążyło nigdy podejrzenie o skłonność do tej sekty, namówił Frank, bym do Iwania nie przyjechał i nadal trwał w swojej roli obojętnego, śledząc tymczasem, co się dzieje, by takim sposobem podejść opornych. Natomiast przyrzekł mi Frank, że o wszystkiem, co zajdzie, dokładnie mnie zawiadomi. Zebranie odbyło się i Jakób Frank wygłosił na niem, że Pan i król Sabbataj Cebi, musiał przejść (durchpassiren) przez wiarę Izmaelitów, że Bóg Barochia również przez tę wiarę przejść musiał, lecz ja, Jakób, będący wcieloną dosko- nałością, muszę przejść wiarę Nazareńską, gdyż Jezus Nazareński był powłoką i łupiną owocu i przyjście Jego tylko dlatego spelnionem zostało, by utorować drogę prawdziwemu Mesyaszowi. I dlatego my wszyscy musimy pro forma przyjąć tę wiarę, obserwować ją baczniej w oczach Chrześcian, aniżeli Chrze- ścianie sami. Musimy przeto żyć pobożnie, lecz nie żenić się z żadną chrze- ścianką, nie używać nawet nałożnic tej wiary, gdyż chociaż Signor Santo Ba- rochiah mówił: „Błogosławiony ten, kto zezwolił na wszelkie zakazane rze- czy”, wszakże mówił: córa obcego Boga jest zakazaną. Nie należy przeto żad- ną miarą mieszać się z obcemi narody, a choć się do chrześciaństwa przyzna- my i przepisy tejże wiary obserwować będziemy, to nigdy nie należy nam wy- zuć z serca – owych trzech węzłów wiary królów naszych: Sabbataja Zebi, Ba- rochii i Chachama Jakóba Franka – doskonałości tamtych innych. Powstało w owym czasie prześladowanie ze strony żydów, którzy zgroma- dzeń Sabbatejczyków nie dopuszczali. Frank, ze swoimi zwolennikami, udał 16 się pod opiekę biskupa kamienieckiego i przed nim, następnie, jak również przed biskupem lwowskim, odbyły się dysputy z żydami. Nakoniec wezwano i mnie do Lwowa, gdzie, w Listopadzie 1759 r. (?), wraz z Frankiem i wieloma jego sprzymierzeńcami, przyjąłem chrzest. Frankowi, który przybył z Turcyi i miał przy sobie jedynie tego, który pełni obecnie w Brnie obowiązki masztalerza, a był przytem bardzo biedny, (żona jego i córka pozostały w Turcyi), dano zaraz dużo pieniędzy, do czego i ja przyłożyłem się kwotą 280 dukatów. Poczem, z wieloma ze swoich, pojechał do Warszawy, gdzie głosił, że jest panem życia i śmierci, i że ci, którzy w niego całem sercem wierzą, nigdy nie umrą. Gdy jednak, mimo to, niektórzy z jego zwolenników zmarli i pytano go w tej mierze o wyjaśnienie, odpowiedział, że ci, co zmarli, nieszczerze weń wierzyli. Niektórzy i z jego grona! chcąc go wystawić na próbę, postanowili o wszystkiem donieść władzy duchownej. Sprawa ta poddaną została sądowi, złożonemu z kanclerza koronnego, kapituły i innych biskupów. Większość z jego grona otwarcie przyznała się do błędu i wystawiła rewers na to, że wię- cej podobnym myślom nie ulegnie i żyć będzie po chrześciańsku. On zaś, Frank, przytoczył przy badaniu wiele zuchwałych rzeczy, które tu zbyteczna powtarzać; gdyż o tem jest protokół, u kanclerza koronnego znajdujący się, na który to protokół się powołuję i istnienie którego duszą i ciałem poręczam. Skazano też go na wieczny areszt, do klasztoru w Częstochowie. Niestety, umiał ów, przez szatana opętany człowiek, pociągnąć ku sobie ludzi; pojechali oni do niego i obdarowali sowicie. Wiara weń wzmagała się z dniem każdym, bez względu na jego uwięzienie, gdyż umiał podejść swoich zwolenników, wmówiwszy w nich, że areszt jego jest koniecznym, a nawet zuchwale powa- żył się konieczność tę usprawiedliwić słowami Pisma św. Co prawda, waha- łem się w swojej wierze w jego osobę, a jednak pozostawałem z nim, w jego więzieniu, aż do czasu śmierci jego żony i jej pogrzebu w Częstochowie. Spra- wiło to na wielu ogromne wrażenie, jak również z powodu czynów, obrażają- cych obyczaje i naturę, których Frank nauczał. To mnie przeciw niemu podnie- ciło, odstąpiłem od niego i stałem się otwartym jego wrogiem. Opuściwszy miejsce jego uwięzienia, udałem się do Warszawy, gdzie z moją żoną i dziec- kiem przemieszkiwałem. Żona moja, (która, ze mną rozłączona, przez cztery lata w Brnie u Franka pozostawała, a następnie, przed niedawnym czasem z jakimś gachem (Gefährten), była w Wiedniu i znowu z nim do Brna powróciła, powzięła ku mniejakiś znowu pociąg naturalny (Naturtrieb) i odkryła 17 mi, że Święty Pan (tak go zwolennicy mianują), wydał rozkaz zamordo- wania mnie i wielu innych opornych, podczas snu. Żona moja mogła łatwo to wykryć, gdyż nie miano co do niej żadnych podejrzeń, ze względu, że uważano ją za prawowierną z ojcem jej, który obecnie z całą swą rodziną należy do najzapamiętalszych zwolenników Franka. Ostrzegła mnie przeto, bym się ratował i bezzwłocznie się oddalił. Wniosłem też z tego powodu skargę do władz i kanclerz koronny wydał polecenie wyprowadzenia śledztwa, co wszystko jest objęte protokó- łem, znajdującym się w kancelaryi koronnej w Warszawie, na który się powołuję. Poczem, gdy powstały w Polsce zamieszki, znalazł Frank sposobność, przez starania i przy pomocy wojsk rossyjskich, uwolnić się z więzienia. Udał się następnie, opatrzony pasportem rosyjskim do Warszawy, gdzie ba- wił dni kilka i ztąd wyruszył do Brna i tutaj dalej swoją wiarę rozkrzewia. Jego stangreci, masztalerze, służący, forysie, huzary, ułany, słowem – całe otoczenie, składa się z samych przechrzczonych żydów. Co każde dni czterna- ście przybywają doń mężowie, żony, synowie i córki, zwożą mu pieniądze, ko- nie i bogate podarunki, lecz i ci wszyscy są przechrztami, z jego sekty. Całują oni jego nogi, pozostają dni kilka u niego, odjeżdżają i znowu przybywają inni na ich miejsce, a tego rodzaju robactwo (Insecten) wzrasta z dniem każdym. Wiem dobrze, że moje słowa nie są żadnym dowodem, lecz powołuję się naprotokóły warszawskie, gdzie niesłychane rzeczy są zarejestrowane, jakich od początku świata nie znano. Nie powołam się na żaden dowód, któryby bez- zwłocznie nie mógł być sprawdzonym, a przytem gotów jestem, tego momen- tu, gwoli czci Boskiej i interesowi Państwa, poddać się najsroższemu uwięzie- niu, dopóki moja najniżej i najpokorniej podająca się denuncyacya (Anzeige) we wszystkich punktach udowodnioną nie zostanie. Zwracam się więc najuniżeniej do Waszej Cesarsko-Królewskiej Apostol- skiej Mości, z najpokorniejszą, na klęczkach prośbą, by, z uwagi na ważność tej sprawy, poddano mnie tutaj, we Wiedniu, z Jakóbem Frankiem, ocznej kon- frontacyi, która wykaże wszelkie zbrodnie Franka i dopomoże mi do odzyska- nia zabranych mi przezeń tysiąca dukatów, przyczem, z powodu moich do- tychczasowych błędów, które ich otwartem wyznaniem zmazać pragnę, spo- dziewam się przebaczenia. Waszej Ces.-Król. Apost. Mości najpokorniejszy poddany. Jakób Goliński”3). 18 Musiały istotnie ważne wpływy panować na dworze i osłaniać opieką swo- ją Franka, jeśli denuncyacya ex-rabina Golińskiego skutku żadnego nie odnio- sła... Za wyjątkiem pretensyi pieniężnej, osnowy skargi nie uwzględniono i ode- słano skarżącemu oryginał jej, z następującem odręcznem postanowieniem: „Zwraca się suplikantowi, z nadmienieniem, że pozostawioną mu jest moż- ność dochodzenia na Jakubie Franku pretensyi 1000 dukatów w Brnie, w Mo- rawii przed właściwemi władzami. Per Sacram Caesareo Regiam Majestatem, in Supremo Justitiue Consitio Caesareo Regio. Wiedeń, dnia 13 Września 1776 r. Vincenty Towara”. Ex-rabin Goliński nie zadowolnił się taką odprawą, lecz przesłał podanie, przedtem do tronu zaniesione, do Rządu Gubernialnego w Brnie, z następującą odezwą: „Wysokie C. k. Guberniom! Najmiłościwsi Wielmożni Panowie! Najuniże- niej mam honor zawiadomić, że jakkolwiek z Najwyższego rozporządzenia odesłany zostałem, jedynie in puncto debito, między mną a Jakubem Frankiem agitującego się, do Wysokiej Władzy, jednakże, gdy praw moich nieinaczej dochodzić jestem w stanie, jak tylko drogą konfrontacji z pomienionym Fran- kiem i gdy doniesienie moje, bardziej z pobudek religijnych, niż dla interesu pieniężnego, na sercu mi leży, poważam się prosić Wasze Excellencye, by, z uwagi na interes wiary naszej katolickiej, jedynie zbawiającej, raczyły mnie co do osnowy wniesionego do tronu podania najłaskawiej wysłuchać i poddać z Frankiem i jego otoczeniem ocznej konfrontacyi, o którą to łaskę upraszając, pozostaję JW. Exc. najuniżeniej posłusznym Jakób Goliński”. Władze gubernialne Brneńskie składały się z osobistości, dla których intere- sa wiary były pierwszorzędnego znaczenia i, o ile poprzednio, przy denuney- acyi pierwszej, z uwagi na poświadczoną żarliwość religijną oskarżonego, po- minęły wszystkie obciążające go zarzuty, o tyle, obecnie, w obec zarzutu sy- mulacyi wiary i kacerstwa, uznały za konieczne zwrócić się do cesarzowej 19 Maryi Teresy z przedstawieniem i, w dniu 30 Września 1776 r. przesłały, pod adr. Ces. Król. czesko-austryackiej kancelaryi dworskiej, następujące podanie: „Najmiłościwsza Wasza Ces. Król. Apost. Mość raczy z załączających się obocznic oryginałów i annexów powziąć wiadomość, o ważności najuniżeniej uczynionej denuneyacyi przez neofitę Jakóba Golińskiego, która, przeciwko przebywającemu tutaj, w Brnie i do sekty Sabbatejczyków należącemu, neofi- cie Jakóbowi Frankowi, o obrazę jedynie zbawiającej religii katolickiej wnie- sioną została, jak również, o prośbie tegoż, by mógł z tymże Frankiem być poddanym konfrontacyi ocznej. Jakkolwiek suplikant doniesienie swoje już poprzednio wniósł do Ces. Król. najwyższego sądu, który nie uznał za właściwe wdać się w rozpatrzenie fak- tów, dotyczących naruszenia wiary i jedynie co do pretensji pieniężnej pozo- stawił skarżącemu możność jej dochodzenia we właściwej drodze, to jednak, gdy obecnie ten ostatni punkt podrzędnego jest dla skarżącego znaczenia i chodzi głównie – o zadośćuczynienie z powodu obrazy religii, i skarżący, przy powołaniu się na protokóły w kancelaryi koronnej w Warszawie znajdu- jące się, uprasza najuniżeniej, o możność dopuszczenia go do udowodnienia zarzuconych faktów, byłoby pożądanem, by ten ostatni dowód osiągniętym został, aby przez to usuniętą została rzeczonemu Frankowi możność szkodli- wego nadal w kraju tym działania. Z tych zasad, niżej podpisani, uznali najuni- żeniej za rzecz konieczną, sprawę niniejszą przedłożyć na rozpatrzenie Waszej Ces. Król. Apost. Mości i upraszać jednocześnie o decyzyę: jak należy się w tej sprawie zachowywać nadal i co w niej postanowić? Dan w Brnie d. 30 Września 1776 r.” I tym razem, ponad wszelkie spodziewanie, nastąpiła ze strony kancelaryi nadwornej wymijająca odpowiedź, tej osnowy: „W Imieniu Jej Ces. Król. Apost. Mości, zawiadamia się Rząd Gubernialny Margrabstwa dziedzicznego Morawskiego, na skutek jego najpoddańszego przedstawienia, z dnia 30 Września r. b., ze zwracająca się przy niniejszem de- nuncyacya (Denuntiation) Jakóba Golińskiego, przeciw polskiemu neoficie Ja- kóbowi Frankowi, nateraz bez skutku się pozostawia, jednocześnie wszakże zechce Wys. Gubernium nad postępowaniem i czynnościami oskarżonego baczną mieć uwagę i, na wypadek uzasadnionego podejrzenia o czyny zakaza- 20 ne (unerlaubter Factorum), uczynić o tem bezzwłoczne doniesienie. Z wyci- śnięciem sekretnej pieczęci. Wiedeń, 25 Października 1776 r. Hrabia Blüme- gen. W dniu 4 Listopada 1776 r. przesyła Guberniom do Brneńskiego naczelnika okręgowego zalecenie, rozpostarcia bacznej nad działaniami neofity Jakóba Franka czujności, jednocześnie zaś ex-rabin Goliński otrzymał zawiadomienie, że w sprawie o tysiąc dukatów może się zwrócić po satysfakcyę – do właści- wego sądu4). Na tem sprawa ta się zakończyła... Zaszła w owej epoce niebezpieczna choroba Mistrza. Przeczuwając zgon blizki, przystąpił Frank w dniu 9 t. m. do spowiedzi „wziął komunię i ostatni olej”, poczem pożegnał się z „Imością i wszemi ludźmi” i wezwawszy Dę- bowskiego, rzekł doń: – „Gdy ja umrę, żebyś mojej Hawaczy nie odstąpił. Przyjdę do was we śnie i powiem wam, jak macie się rządzić” 5). Przyjęcie sakramentów dowodziłoby, że Frank pozornie, nawet w chwilach, gdy obłuda ustępuje myślom poważniejszym, zachowywał obrządki katolic- kie, a przynajmniej, że usiłował przed Frankistami morawskimi kojarzyć sek- ciarskie obrządki, z pewnemi formami chrześciańskiemi. Dźwignął się wszakże Frank z choroby, a nawet sprawiwszy sobie po raz pierwszy „dziubę morową, sobolami podbitą, jak również kordyę ponsową”, wybrał się w Listopadzie 1776 r. do Prossnitz, gdzie, jak wiadomo, było gniaz- do Sabbatejczyków morawskich. Żydzi ortodoksyjni tameczni już oddawna bacznie śledzili postępki Franki- stów i, zebrawszy się w wielkiej liczbie, napadli na podróżnych. Siła zbrojna Franka ocaliła ich. Sam mistrz kierował obroną, która się zakończyła srogiem pobiciem napastników. Wówczas wskazując na kolor czerwony swej opończy, pogroził Frank: „że musi krew spaść na żydów!” przyczem dodał: „wszyscy żydzi prawowierni wejdą do wiary, ale z wielką bojaźnią i z wielkim wstydem” 6). W dniu 7 Stycznia 1777 przyjechali z Warszawy do Brna: Jan Wołowski, Paweł Pawłowski, Jakób Kapliński i bezzwłocznie udali się do Stambułu. Frank zaś z córką wybrali się do niejakiego barona Tancera do Lityszyc (?) i tam dni dziesięć bawili. 21 Po powrocie z wycieczki znowu się Mistrz rozchorował, był w usposobie- niu gniewnem, a na obiadach i kolacjach spożywał jedynie „po dwa jaja pie- czone” 7). Stosunki Franka z Sabbatejczykami niemieckimi stawały się coraz ściślej- sze. Nadeszły listy z Hamburga i Altony, z prośbą o nadesłanie portretu „Pan- ny”. W dniu 22 Maja 1777 polecił Frank sporządzić trzy miniatury panny Ewy. Jedne przesłano do braci warszawskich, dwie pozostałe otrzymali Sabba- tejczycy w Altonie. Wykonane one były na kości słoniowej, w złotej obsadzie, z puklem włosów i strzępkiem sukni jedwabnej za szkłem. Posłał również Frank do Warszawy wezwanie po kobiety. Gdy przybyły do Brna, odbyła się jakaś „czynność tajemna”, poczem polecił Frank napisać kar- teczkę, w tych słowach: „Za to, że mnie usłuchały, i żem je poniżył i zawsty- dził w obec wszystkich, to, gdy czas mój nadejdzie, podniosę je i wywyższę nad wszystkie”8). Poniżył Frank nietylko „siostry” swoje, lecz i własną córkę, gdyż rozpoczął częste z nią wycieczki do cesarza Józefa II, do „Lagru”, t. j. do obozu, a czasa- mi i do Wiednia 9). Dla opędzenia wydatków kosztownych owych podróży, wysłał Frank do Warszawy posłów z „Wielkim listem” i zażądał 2200 dukatów. Przywieźli oni trzy tysiące dukatów, mimo to zaprowadził pewne oszczędności w utrzymaniu dworu, gdyż odesłał wiele „kobiet i ludzi” do Warszawy 10). W „wielkim liście” do braci warszawskich napomina Frank, „by się wyzby- li wszystkiego, by byli silni, jak drzewo, które, mimo że wiatr miota jego liść- mi i gałężmi, ono – na miejscu zawsze stoi. Jam tylko raz wami zatrząsł, a pa- trzcie, jakeście upadli! Odtąd umacniajcie serca wasze i bądźcie odważnymi, nie lękajcie się!” 11). Słowa mistrza musiały być prawdopodobnie w związku z przyaresztowa- niem w Warszawie jednego z braci, „z podmowy niejakiego Gałeckiego”. Mu- siały władze warszawskie dopatrzeć się pewnych nieprawidłowości w postęp- kach kompanii, gdyż w dniu 24 Kwietnia 1778 r. pojechał Frank do swego opiekuna, Józefa II i zaopatrzony prawdopodobnie w jego list polecający, wy- słał bezzwłocznie niejakiego Kraśniewicza do króla Polskiego i do W. Mar- szałka. W Maju 1778 r. wyjechał Franciszek Kraśniewicz „po ułańsku, z cho- rągwią” do Warszawy12). Mniej bacznie śledzono postępki mistrza i jego przybocznych w Brnie, gdyż źródła niemieckie tamtoczesne wzmiankują o częstych przesyłkach beczek z pieniędzmi (Fässer voll Geldes) z rozmaitych okolic, przeważnie zaś z Pol- 22 ski, pod eskortą milicyi Franka do dworu brneńskiego i o publicznem odpra- wowaniu przez mistrza dziwacznych obrządków religijnych. Początkowo zwykł był Frank wyruszać „sam, w pola, góry i lasy”13), później jednak wędrówki te odprawiał w towarzystwie swego orszaku, we wspaniałej karocy, zaprzężonej w szóstkę koni, a obok niego pędziło konno dwunastu uła- nów ze spisami, bogato przybranych w mundury zielone i czerwone, z chorą- gwiami, na których lśniły emblemata orłów, jeleni, słoni i księżyców. Karocę poprzedzał konno Franciszek Szymonowski, trzymając w jednej ręce „wysta- wiony karabin”, drugi zaś laufer trzymał rodzaj kiszki, zakończonej dziurko- watym lejkiem i po odbytej modlitwie, skrapiał wodą miejsce, na którem, Pan, leżąc jak długi, z rozkrzyżowanemi rękoma, szeptał cichą modlitwę14). Zagadkową tę czynność starali się wytłumaczyć niektórzy pisarze wersetem Księgi I Samuelowej (VII, 6): „I tak zgromadzili się do Mispa, a czerpając wodę wylewali przed Panem”. Były wszakże jeszcze dziwaczniejsze obrządki w otoczeniu Franka. Razu pewnego udał się Pan do lasu, do Paradyzu, pod Brnem i rozkazawszy dębczak „rosnący na słońcu”, którego gałęzie „ku słońcu się naginały” rozłu- pać w pośrodku, sam, przed świtem, pojechał i polecił Franciszkowi Szymo- nowskiemu i Jeruchimowi Dębowskiemu rozciągnąć ów dębczak”, poczem przełazi przezeń trzy razy „prawą nogą” i „zawsze prawą stroną zachodził”. Spełnił tę czynność trzy razy: 26 Czerwca 1780, 7 Marca i 21 Marca 1781 roku. Mówił przytem, ze to czyni „dla naprawy Brocha” (ruptury). Potem ka- zał wziąć skałkę w prawą rękę, a stalkę w lewą „i zrobiwszy ogień krzesany, utkwić tę skałeczkę w korzeniu dębczaka, opleść ów dębczak rózgami i iść precz ztamtąd. Czynność tę zawsze na innym powtarzał dębczaku”15). W Listopadzie r. 1781, przybył do Wiednia Wielki książę Paweł, podróżują- cy podówczas po Europie, pod nazwiskiem hrabiego du Nord i spotkał się tam z książęcą rodziną Wurtemberg Mömpelgard. Cesarz Józef II, pragnąc wyso- kiemu gościowi swemu przedstawić dwór Franka w Brnie, wybrał się z nim do tego miasta dnia 20 Listopada, o czem, gdy Frank został uprzedzony, „poje- chał z całą paradą i, na szosie, co idzie do Wiednia” spotkał się z gośćmi „i był prezentowany przez cesarza Józefa”. „Wówczas – jak tajemniczo nadmienia Kronika – Imość miała sen, że sobie puściła dwanaście razy, raz po raz, krew z lewej ręki”16). Stosunki mistrza i jego córki z Józefem II trwały nieprzerwanie. Wizyty od- bywały się w obozach, w których Cesarz, jako naczelny wódz armii, spędzał najczęściej wolne od czynności dworskich chwile. 23 „Cały generalitet – jak twierdzi Kronika – przyjmował „Pana” z honorem Piękność panny Ewy stanowiła przedmiot ogólnego zachwytu, o czem w szopie”17). wspomina Frank w słowach: „Jejmość, będąc u Cesarza w Lagrze, nie miała nic na uszach, ni na głowie, z klejnotów, pomimo tego pewna dama rozpowiadała, że wszyscy oficerowie mówili jej, iż nigdy w życiu tylu klejnotów nie widzieli, jakimi ona podówczas ustrojoną była”8). Nie ulega wątpliwości, że stosunki córki Franka z cesarzem Józefem nie były platoniczne. Cynizm mistrza, ujawniony w czynnościach jego i w zbyt luźnem traktowaniu stosunków rodzinnych, w pomiataniu wszelkiemi zasada- mi przyzwoitości, nie stawia domysłom badacza w tym kierunku stanowczych przeszkód... Za cenę tak wyjątkowo wysoką, jaką była cześć córki, nabył on prawa szerokiejgospodarki w Brnie i możności rządzenia się według własnego upodobania. Kto wie jednak czy w mózgu Franka nie tkwiły jeszcze szersze ambicye, politycznej natury, które pragnął urzeczywistnić, przy pomocy roz- miłowanego we wdziękachEwy młodego Cesarza? Owe tajemnicze poselstwa do Turcyi, pokątne rozmowy jego posłów z wezyrami, nie nosiły na sobie nie- winnego charakteru. Kto wie, czy przygotowywanie siły zbrojnej, pod okiem władz cesarskich, nie miało na widoku ewentualności przyszłej wojny z Tur- cyą, rezultatem której mogłoby być zrzuceniesułtana z tronu i osadzenie na nim byłego wyznawcy Islamu, samego Franka... Domysł ten nie okaże się ryzykownym, jeśli go zestawimy z własnemi wy- nurzeniami mistrza, cel ten zbyt przejrzyście wypowiadającemi. „Ksiądz pewien w Morawie – mówi Frank – znalazł manuskrypt, ze starożytnych dzieł wyciągniony, gdzie stało, iż w ostatnich dniach Rzesza rzymska przyjdzie do rąk cudzego człowieka. Grecy też mają podane sobie w tradycyi, iż na ostatku przyjdzie pewien, w tureckim stroju, ale bez zawo- ju na głowie, tylko w wysokiej, czerwonej czapce, z ważkim barankiem si- wym i ten zrzuci sułtana z tronu” 19). Jeżeli z takiemi śmiałemi proroctwami zestawimy dawne marzenia Franka, w Częstochowie żywione i głoszone, „iż przy pomocy swego wojska zrzuci z tronu króla polskiego 20), lub słowa wygłoszone przy innej sposobności: „Gdybyście wy w całości byli, to ja-bym był królem polskim, a wy – owymi dwunastu panami, których bogactwom królowie by się dziwili”21), jeśli zwróci- my uwagę, że Frank niejednokrotnie silił się na proroctwa politycznej natury, w rodzaju: „Uważcie, nim ja wszedłem do Polski, wszyscy panowie siedzieli 24 spokojnie i król z nimi, a skórom wszedł do Częstochowy, opowiedziałem i doniosłem wszystkim, że Polska rozdzieloną zostanie. Również i teraz, czyż możecie wiedzieć, co się dzieje między królami i cesarzami i co oni uradzają ze sobą?” 22), dziwić się nie będziemy, że w umyśle awanturnika i takie się gnieździły rojenia, w nadziei, że względy Józefa II, nie staną na przeszkodzie ich urzeczywistnieniu. Pewnego razu, powróciwszy z Jejmością z obozu od Cesarza, przemówił Frank do swego otoczenia w te zagadkowe słowa: „Czasy są naznaczone u was. Prawowierni mieli czas jeden, a ten przypadał r. 1741, a przytem są różne znaki, aleście nie widzieli, żeby się w nich co wy- pełniło. Ja wam powiadam: We wszech tych znakach, co u was naznaczone były, było wywołanie na całym świecie: Kto są ci, co pójdą? i kto jest ten, co ich prowadzić będzie? Kto jest ten, co weźmie na siebie wszystkie gorycze i ciasności? Powiadam wam: Wszyscy królowie Izraelscy: Mojżesz i Aaron i wszyscy wielcy ludzie, nawet i Patryarchowie, nie chcieli wziąć tego na siebie. Widzicie sami, iż to już 29 lat, jak ja z wami, a jeszcze żaden człowiek nie wie – gdzie ja idę? Gdzie się obrócę? Dlatego Bóg mnie wybrał, że jestem prostak i nie uganiam się za honorem, jak owi uczeni. Gdyby to wiedzieli, co ja wiem – nie wytrzymaliby, by tego nie ogłosili i sobie przez to sławę zjedna- li. Powiadam wam: Ja mam tajemne rzeczy do odkrycia, z którychby świat cały miał radość wielką, lecz wstrzymuję się ze słowami. Ale chwała Bogu! że ja mam stałość i nadzieję. Tak i wy powinniście być i uczyć się tej cnoty ode- mnie. Powiadam wam, jabym nie potrzebował być w tym kraju, lecz wyście zatrzymali wyjście gwiazdy Jakóbowej i musiałem odstąpić od Złączenia się z dziedzictwem Boskiem, jak się mówiło. Teraz gwiazda ta musi się inaczej wyłamać! Ja wam mówiłem: Gdybyście wiedzieli, dokąd ja idę, to byście ręce wasze podłożyli pod moje podeszwy. Czyliż ja waszego honoru potrze- buję? Czy ja mogę się szczycić czcią waszą? Czyż to jest honor być uczonym między wami? Ale ja muszę wiedzieć, co ja mówię. I teraz wam powiadam: który tylko ma bojaźń Boską i cząstkę ma w prawdziwego Boga, takowy sie- działby i ufał w domu moim, a nietylko w domu ale i na ulicy i milczał i ufał w to, co ztąd wyjdzie na świat!23). Przypuszczenie, o jakichś wielkich zamiarach i aspiracyach Franka do ode- grania politycznej roli na świecie znajduje potwierdzenie w liście, jaki przesłał do Warszawy do ogólnej wiadomości „narodów”, w którym ostrzegł kompa- nię: „Nie sądźcie, iż Jam przyszedł dla was tylko! Ja przyszedłem pomagać 25 całemu światu. Nawet królom, gdy przyciśnieni będą. Nie mówiłem o tem na czas pokoju, tylko gdy się wielkie wojny rozpoczną” 21). ROZDZIAŁ IV Karność na dworze Franka. – Wędrówki Frankistów. – Ustanowienie wielkiego regestru. – Inicyacye. – Bracia i siostry. – Zuchwałe plany. – Sekciarskie obrządki. – Frank obwieszcza swoją teoryę o życiu wiecznem. – Bogowie. – Król i budowniczy. Osłonięty łaską monarszą i mając sobie pozostawiony najzupełniejszy sa- morząd w sprawach gminy własnej, zwiększanej stopniowo przybytkiem mło- dzieży żydowskiej z Polski i z Moraw, uchodził Frank wśród dworu swego na Petersburger Gasse za istotnego władzce nad wiernymi i przewodnika ich du- chowego. Najlżejsze wykroczenie przeciw karności i porządkowi dworskie- mu, pociągało za sobą karę, ferowaną bezapelacyjnie przez Mistrza. Ulegli tej karze w d. 20 Października 1782 r.: Piotr Jakubowski i Paweł Pawłowski, za przewinienie bliżej w Kronice nie oznaczone, a protest podnie- siony ze strony niejakiego Schönfelda, w r. 1783, pociągnął za sobą roczne uwięzienie opornego 1). Lata 1783 i 1784, zeszły na przygotowywaniu się do jakiejś stanowczej ak- cyi. Wobec zapowiedzianej wędrówki nowego zastępu zwolenników franki- zmu do Brna, zajął się Mistrz ustanowieniem nowej organizacyi wewnętrznej swego dworu, w której miejsce naczelne zapewnione było dawnym „braciom” i „siostrom”, złożonym wyłącznie z dawnych jego polskich adeptów. Przybył podówczas jakiś poseł do Brna i Frank polecił oświadczyć wiernym swoim, że „nadszedł ów czas, że przeprowadzą owieczki przez ręce pasterza”, przyczep dnia 7 Listopada ogłosił, „że w tym tygodniu zacznie się nowy rok dla kompa- nii”, że będzie ustanowiony „regestr”, do którego wpisani będą wszyscy wier- ni, „nawet obcy”, a na czele regestru umieścił Pan „nazwisko swoje własne i Imościne”. Regestr ten wysłanym został do Warszawy i dnia 26 Listopada 1784 r. wró- cił ztamtąd, opatrzony podpisami wszystkich wiernych. Tegoż dnia rozkazał Frank „staruszkom, aby szli na nocną wartę, z napo- mnieniem, aby, jeśli coś zobaczą, nawet własnemu bratu tego nie mówili”.2). Przeznaczenie owego tajemniczego regestru wyjaśnia Mistrz w następują- cych, zagadkowych słowach: 26 „Odtąd, gdy czas nadejdzie, że żydzi przyjdą do mnie, cała kompania, męż- czyźni, kobiety, dzieci i wszyscy zapisani zostaną do księgi. Rozdzielę kompa- nię na części i ustanowię nad niemi starszych z pomiędzy tych żydów, aby ich nauczali, gdyż oni będą bogobojnymi i „całkowitymi”, z Bogiem i ludźmi. Lecz nad wami, coście byli braćmi, postawię jednego, Jehudę, by wam wska- zał drogę, jak macie Bogu służyć, z całego serca. On się zapyta każdego z was: Tyż to jesteś, coś zboczył z Boskiego gościńca i te a te popełnił uczynki? Od- powiesz mu: Ja, ja to jestem! Będzie się pytał: Bierzesz-że od dnia dzisiejsze- go obowiązek, byś już szedł za Bogiem i do Niego był przywiązanym? Jeżeli nie zechcesz, natychmiast wymazane będzie imię twoje z tej księgi i odsunię- tym będziesz od kompanii na wieki. Jeśli powiesz: „Kocham Boga mego z serca i nie odstąpię Go, i chcę Mu służyć z całego serca”, to ów starszy będzie miał moc uznania, czyli mu szczerze, czy fałszy- wie odpowiadasz. Gdy na się weźmiesz ciężar wiary, on cię uczyć będzie trzy, lub cztery dni, jak się masz prowadzić, jak jeść, pić, spać, mówić, siedzieć i stać. Po tych czterech dniach znowu przyjdzie do ciebie i pytać będzie: a nie będziesz już tak czynił, jak przedtem? Odpowiesz: Nie! On cię znowu zapyta: Zachowywałżeś się przez te cztery dni, jakem ci przykazał? Gdy mu skłamać zechcesz, on ci odpowie: Fałszywie mi odpowiadasz. Bądźcież ostrożni, by- ście, Boże uchowaj, z tej księgi wymazani nie zostali! Znowu nauczać cię bę- dzie przez 4 dni, jak się masz prowadzić i cnotliwie postępować. Wiedz o tem, iż teraz pójdziemy do świętego Daas, o którym nic jeszcze nie wiesz. Tam służyć będziesz. Będzie też kobieta jedna, bogobojna, i tę postawię nad temi kobietami, które się zwały siostrami. Ta podobnież im da nauki, jak wyżej opisano. Nim to nastąpi, nakażę, by imię braci i sióstr wspominanem nie było. Wszystkie uczynki, których was nauczać będą, są to czynności, do zachowa- nia powagi królewskiej należące. Wszakżem wam już mówił, iż ja jestem jak krzak gorejący i nie palący się, bom był jak cierń w oczach wszech. W oczach żydowskich byłem cierniem, bom chrzest przyjął; w oczach naro- dów, dla pompy, którą prowadzę i przepychu kalwakaty, z huzarów i ułanów złożonej, byłem tez za cierń uważany. Dlaczegóż mam być cierniem w oczach waszych? W każdem miejscu przed słodyczą musi być gorycz. Wyście mnie widzieli prostaka, bez nauk, bez wiadomości pisania i bez języka, jednakże je- chałem w Polszczę pomiędzy magnaty. Gdybym był nie miał Jej na straży, jużby i pamięci o mnie nie zostało”3). Bardziej realne widoki przyszłej szczęśliwo
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Frank i frankiści polscy 1726-1816. Monografia historyczna osnuta na źródłach archiwalnych i rękopiśmiennych. Tom drugi
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: