Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00172 005804 13102960 na godz. na dobę w sumie
Gdzie ożywają legendy - ebook/pdf
Gdzie ożywają legendy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 153
Wydawca: Harlequin Polska Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-238-8761-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> romans
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Lysandros Demetriou, przystojny magnat przemysłu stoczniowego, jest obiektem pożądania wielu kobiet. Choć z wieloma się spotyka, z żadną nie wchodzi w głębsze relacje. Tragiczne przeżycia z przeszłości nie pozwalają mu otworzyć serca na miłość. Jednak gdy na przyjęciu weselnym przyjaciela spotyka Petrę, dziewczynę piękną, bystrą i z poczuciem humoru, wyczuwa w niej bratnią duszę. Zaczyna jej ufać, lecz wówczas los stawia ich przed ciężką próbą...

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Lucy Gordon Gdzie ożywają legendy Tłumaczyła Agnieszka Wąsowska Tytuł oryginału: The Greek Tycoon’s Achilles Heel Pierwsze wydanie: Harlequin Mills Boon Limited, 2010 Redaktor serii: Marzena Cieśla Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla Korekta: Lilianna Mieszczańska ã 2010 by Lucy Gordon ã for the Polish edition by Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o., Warszawa 2012 Wszystkie prawa zastrzez˙one, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Enterprises II B.V. Wszystkie postacie w tej ksiąz˙ce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – z˙ywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Znak firmowy Wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Z˙ycie są zastrzez˙one. Arlekin – Wydawnictwo Harlequin Enterprises sp. z o.o. 00-975 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25 Skład i łamanie: COMPTEXTÒ, Warszawa Printed in Spain by BLACK PRINT CPI IBERICA, S.L. ISBN 978-83-238-761-4 ŚWIATOWE Z˙YCIE – 365 PROLOG Światła ,,Las Vegas Strip’’ lśniły jasno pod rozgwiez˙- dz˙onym niebem. Hotele, kasyna i restauracje tętniły z˙yciem, ale ,,Palace Athena’’ zdecydowanie się pośród nich wyróz˙niał. Od jego otwarcia minęło zaledwie sześć miesięcy, w ciągu których zyskał sławę niekwestionowa- nego króla lokali. Ukoronowaniem jego chwały był dzisiejszy ślub słynnej aktorki, Estelle Radnor, która tu właśnie postanowiła urządzić przyjęcie weselne. Właś- ciciel ,,Palace’’ nie wziął od aktorki z˙adnych pieniędzy, a ona bez oporów skorzystała z jego propozycji. Podczas przyjęcia zostało zrobionych mnóstwo zdjęć, które były dla niego najlepszą reklamą. Właściciel westchnął z za- dowoleniem, po czym zwrócił się do młodego męz˙czyz- ny, który stał obok niego, z sardonicznym uśmiechem przyglądając się całemu przedstawieniu. – Achillesie, mój przyjacielu... – Mówiłem ci juz˙, z˙ebyś mnie tak nie nazywał. – Ale twoje imię przyniosło mi szczęście. Twoja rada, jak uczynić to miejsce bardziej greckim... – I tak z niej nie skorzystałeś. – Najwaz˙niejsze, z˙e moi klienci są przekonani, z˙e to miejsce jest na wskroś greckie. – Oczywiście, liczy się ogólne wraz˙enie – mruknął męz˙czyzna. 6 LUCY GORDON – Jesteś dziś jakiś nieswój. Chodzi o ten ślub? Zazdrościsz im? Achilles spojrzał na niego ostro. – Nie opowiadaj bzdur! Po prostu jestem znudzo- ny, to wszystko. – Coś poszło nie tak? Lekkie wzruszenie ramion. – Straciłem milion. Zanim skończy się ta noc, zapewne stracę drugi. I co z tego? – Chodź, przyłącz się do nas. To ci poprawi nastrój. – Nie zostałem zaproszony. – Myślisz, z˙e nie wpuszczą na przyjęcie syna naj- bogatszego człowieka w Grecji? – Nie będę próbował się o tym przekonać. Daj mi spokój i wracaj do swoich gości. Odwrócił się i odszedł. Dwie pary oczu z uwagą go odprowadziły. Jedna nalez˙ała do męz˙czyzny, z którym przed chwilą rozmawiał, druga do młodej dziewczyny, gościa panny młodej. Niezauwaz˙ona przez nikogo przemknęła pod ścianą i weszła do windy, z˙eby wje- chać na pięćdziesiąte drugie piętro, skąd mogłaby obserwować Las Vegas. Tu, na samej górze, zarówno ściany, jak i dach były zrobione z grubego szkła, dzięki czemu moz˙na było bezpiecznie oglądać panoramę miasta. Podziwiała wspaniały widok, kiedy jakiś hałas zwrócił jej uwagę. Obejrzała się i dostrzegła męz˙czyz- nę, którego widziała na dole. Niezauwaz˙ona schowała się do cienia i z ukrycia zaczęła mu się przyglądać. Stanął nieopodal i zaczął się przyglądać rozciągające- mu się poniz˙ej miastu. GDZIE OZ˙YWAJĄ LEGENDY 7 W pomieszczeniu, w którym się znajdowali, pano- wał półmrok. Twarz męz˙czyzny była lekko podświet- lona dochodzącą z dołu łuną i sprawiała wraz˙enie bardzo młodej, wręcz chłopięcej. Nawet w tym oświet- leniu dało się jednak dostrzec, z˙e coś go gnębi. W pewnej chwili męz˙czyzna wyciągnął rękę i naci- snął kod na umieszczonej na ścianie tablicy. Szklane okno bezszelestnie się otworzyło i do wnętrza wtarg- nęło upalne powietrze. Petra mimowolnie wzięła głę- boki wdech. Męz˙czyzna obrócił się w jej stronę. – Co ty tu robisz? Szpiegujesz mnie? – Alez˙ skąd. Proszę, niech pan się cofnie do środka – powiedziała drz˙ącym głosem. – Proszę tego nie robić. Nieznajomy postąpił krok w jej stronę. – Czego mam nie robić? Chciałem tylko zaczerp- nąć świez˙ego powietrza. – Ale to niebezpieczne. Mógłby pan wypaść z tego okna. – Wiem, co robię. Zmykaj na dół i zostaw mnie samego. – Nic z tego – odparła zdecydowanie. – Mam takie samo prawo tu przebywać jak pan. Ładnie tu, prawda? – Co? Dziewczyna w jednej chwili przeszła obok niego i podeszła do otwartego okna. Męz˙czyzna odruchowo chwycił ją wpół. – Czyś ty kompletnie zwariowała?! – krzyknął. – Chcesz zginąć? – A pan? – Wchodź do środka. 8 LUCY GORDON Pociągnął ją dalej od okna i dopiero w tym momen- cie dostrzegł jej twarz. – Czy my się nie widzieliśmy na dole? – Tak. Byłam w Komnacie Zeusa – powiedziała, uśmiechając się mimowolnie. – Bardzo trafna nazwa jak na kasyno. – Nie mów mi, z˙e wiesz, kim był Zeus? – To król wszystkich bogów. Spogląda na świat z góry Olimp, która jest jego siedzibą i z której sprawuje rządy. Przypuszczam, z˙e tak właśnie czują się gracze, którzy zasiadają do stołu. Ci idioci, którzy od niego wstają, mają znacznie gorsze samopoczucie. Duz˙o pan przegrał? – Milion czy coś koło tego. Ale co taka młoda osoba jak ty robi w kasynie? Nie masz więcej niz˙ piętnaście lat. – Mam siedemnaście i jestem gościem na weselu. jak pozowałaś – Ach, rozumiem. Widziałem, z panną młodą do zdjęcia. Jesteś druhną? – Czy ja wyglądam na druhnę? – Cóz˙... – Nie lubię pozować do zdjęć, a juz˙ na pewno nie na takich imprezach. Przyjrzał jej się dokładniej i dostrzegł, z˙e nie była umalowana, miała prostą fryzurę i najwyraźniej nie robiła nic, by się wydawać bardziej atrakcyjną, niz˙ była w rzeczywistości. – Jak masz na imię? – Petra. A pan Achilles, tak? – Nazywam się Lysandros Demetriou. Moja matka chciała mi dać na imię Achilles, ale ojciec uznał, z˙e to GDZIE OZ˙YWAJĄ LEGENDY 9 nazbyt sentymentalne. W rezultacie ochrzcili mnie Lysandros, ale nazywają Achillesem. – Ten męz˙czyzna na dole tak się właśnie do ciebie zwrócił. – Dla niego waz˙ne jest, z˙e jestem Grekiem, ponie- waz˙ zalez˙y mu, z˙eby to miejsce było na wskroś greckie. – Oni wszyscy są stuknięci – roześmiała się. Spojrzeli na siebie z uwagą. Lysandros był bez wątpienia przystojnym męz˙czyzną, na którego twarzy rysował się wyraz zdecydowania. Było w nim coś mrocznego, coś, co ją niepokoiło, a czego nie potrafiła nazwać. W przeciwieństwie do innych młodych ludzi ten męz˙czyzna izolował się od reszty świata, traktując wszystkich jak potencjalnych wrogów. – Stocznie Demetriou? – spytała. – Dokładnie. – Najpotęz˙niejsza firma w Grecji – oznajmiła, jak- by recytowała wyuczoną lekcję. – To, co do nich nie nalez˙y, nie jest warte posiadania. To, czego nie mają dziś, posiądą jutro. Jeśli ktoś nadepnie im na odcisk, przyczają się w ciemności i dopadną go w odpowied- niej chwili. – Coś w tym rodzaju. – A moz˙e po prostu zesłać na nich furie? – spytała, mając na myśli trzy boginie zemsty, które bezlitośnie karały wszystkich, którzy dopuścili się jakichś prze- stępstw. – Musisz być taka melodramatyczna? – Kiedy jestem w takim miejscu jak to, nie mogę się powstrzymać. Dlaczego nie jesteś w Atenach, z˙eby roznieść swoich wrogów w pył? 10 LUCY GORDON – Poradzą tam sobie beze mnie. – Aha, zaczynamy się dąsać. – Co? – Pamiętasz, jak skończył Achilles? Przez chwilę miałam wraz˙enie, z˙e chciałeś pójść w jego ślady. – Mówiłem ci, z˙e nie zamierzałem skoczyć z tego okna. Choć szczerze mówiąc, to i tak bez znaczenia. Przyjmę wszystko, co przyniesie los. – Czy ona naprawdę była dla ciebie taka okrutna? – spytała miękko Petra. Choć nie widziała jego oczu, wyraz jego twarzy powiedział jej, z˙e weszła na zakazany teren. Natych- miast przestań! – upomniała się w duchu. Uciekaj, zanim będzie za późno. A jednak nie zamierzała się poddać. – Ona? – spytał głosem, w którym dało się słyszeć ostrzegawczą nutę. Delikatnie połoz˙yła dłoń na jego ramieniu. – Przepraszam, nie powinnam była o to pytać. Podszedł do otwartego okna i zapatrzył się przed siebie. Ostroz˙nie podąz˙yła za nim. – Ufałem jej – powiedział zduszonym głosem. – Czasami trzeba komuś zaufać. – Nie. Nikt nie jest tak dobry, za jakiego się uwaz˙a. Prędzej czy później prawda o kaz˙dym z nas wychodzi na jaw. Lepiej nie mieć z˙adnych złudzeń i być silnym. – To, co mówisz, jest okropne. Nie wyobraz˙am sobie, z˙eby nikogo nie kochać, nigdy nie być naprawdę szczęśliwym. – Nigdy nie być nieszczęśliwym. – Nigdy nie być naprawdę z˙ywym. To byłoby GDZIE OZ˙YWAJĄ LEGENDY 11 powolne umieranie. Nie widzisz tego? Owszem, być moz˙e uniknąłbyś cierpienia, ale jednocześnie pozba- wiłbyś się tego wszystkiego, dla czego naprawdę war- to z˙yć. – Nieprawda. Jest jeszcze siła. To, o czym mówisz, jest dowodem słabości człowieka. Moz˙na się bez tego obyć. – Nie zgadzam się. Jeśli się poddasz takiemu myś- leniu, zrujnujesz sobie z˙ycie. – A co ty moz˙esz o tym wiedzieć? – spytał, nie kryjąc złości. – Jesteś jeszcze dzieckiem. Czy kiedy- kolwiek miałaś ochotę zniszczyć wszystko, co cię otacza, łącznie z samą sobą? – A co byś zyskał, niszcząc samego siebie? – Co bym zyskał? Nie stałbym się taki, jaki jestem. Wiedziała, co ma na myśli. Choć był młody, bez i niewiele brakowało, wątpienia stał na krawędzi a przekroczyłby granicę. Zrobiło jej się go z˙al. Choć jakaś jej część chciała uciekać od niego jak najdalej, pozostała pragnęła przy nim pozostać i uratować go przed samym sobą. W pewnej chwili Lysandros zrobił coś zupełnie niespodziewanego. Oparł głowę o jej ramię, podniósł ją, po czym ponownie oparł i zaczął powtarzać ten ruch, jakby uderzał głową w mur. Instynktownie ob- jęła go ramionami, przyłoz˙yła dłoń do jego głowy i przycisnęła, z˙eby ją unieruchomić. Jego rozpacz była niemal namacalna. Poczucie, z˙e jest mu potrzebna, było dla niej zupełnie nowym doświadczeniem i prze- pełniło ją radością. W tej chwili tylko ona mogła mu pomóc. Zacieśniła 12 LUCY GORDON uścisk, oferując wszystko, co miała do zaoferowania. Nie protestował. Tkwił z głową opartą na jej ramieniu, jakby nagle uszły z niego wszystkie siły. Kiedy od- sunęła głowę, z˙eby zobaczyć jego twarz, dostrzegła na niej jedynie smutek i rezygnację. Był teraz zdecydo- wanie spokojniejszy i bardziej wyciszony. Uśmiechnął się do niej słabo, odczuwając potrzebę chronienia jej tak, jak ona chroniła jego. Moz˙e jednak na tym świecie jest jeszcze jakieś dobro? Dostrzegł je w tej dziew- czynie, która była zbyt niewinna, aby zrozumieć, na jakie naraz˙ała się niebezpieczeństwo, będąc tu z nim. Skąd wiedziała, czy nie jest tak zepsuty i zły jak inni? Nie dziś. Nie pozwoli na to. Wbił numer kodu i szklane okno powoli się za- mknęło. – Chodźmy – powiedział, ruszając w stronę windy. – Idź spać i nie otwieraj nikomu drzwi. – A ty co będziesz robił? – Ja? Zamierzam stracić jeszcze trochę pieniędzy, a potem pójdę pomyśleć. Ostatnie słowa powiedział zupełnie mimowolnie. – Dobranoc, Achillesie. – Dobranoc. To, co zrobił później, równiez˙ nie było zamierzone. Wiedziony nagłym impulsem pochylił się i lekko pocałował ją w usta. – Idź juz˙. I nie zapomnij zamknąć drzwi. Skinęła głową i weszła do hotelowego pokoju. Po chwili usłyszał dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Wrócił do kasyna, nastawiony na to, z˙e wciąz˙ będzie przegrywał, ale tym razem szczęście uśmiech- GDZIE OZ˙YWAJĄ LEGENDY 13 nęło się do niego. Po godzinie odzyskał wszystko, co do tej pory przegrał, a po dwóch godzinach miał dwa razy więcej. A więc to jej zasługa. Rzuciła na niego czar i odmieniła fortunę. Miał nadzieję, z˙e jemu rów- niez˙ udało się coś dla niej zrobić. Zapewne nigdy się tego nie dowie. Nigdy się juz˙ nie spotkają. Mylił się. Ich drogi ponownie się skrzyz˙owały. Tyle tylko, z˙e piętnaście lat później. ROZDZIAŁ PIERWSZY Willa Demetriou została wzniesiona na przedmieś- ciach Aten na olbrzymiej, jak na tę metropolię, działce. Swoim ogromem mogła się równać jedynie z Par- tenonem widocznym z Akropolu nawet z tej odleg- łości. Ostatnio jednak miała nowego rywala – dom wzniesiony przez Homera Lukasa, jedynego człowie- ka w Grecji, który był w stanie rzucić wyzwanie nie tylko rodzinie Demetriou, ale równiez˙ staroz˙ytnym bogom. Homer był wszakz˙e zakochany, co wiele tłu- maczyło. Chciał zaimponować swojej pannie młodej i zrobiłby wszystko, aby osiągnąć ten cel. Tego wiosennego poranka Lysandros Demetriou stał na progu swego domu z ponurą miną, zły, z˙e musi tracić czas na ślub, podczas gdy miał tak wiele do zrobienia. Słysząc za sobą jakiś dźwięk, obejrzał się. Właśnie przyjechał Stavros, stary przyjaciel jego ojca, który mieszkał poza miastem. – Jadę na ślub – oznajmił na powitanie. – Wpadłem sprawdzić, czy nie potrzebujesz szofera. – Chętnie skorzystam – odparł chłodno Lysandros. – Jeśli przyjadę wcześniej, będę takz˙e mógł wcześniej wyjść. – Widzę, z˙e nie przepadasz za ślubami – roześmiał się Stavros. GDZIE OZ˙YWAJĄ LEGENDY 15 – To nie jest ślub, tylko widowisko. Homer Lukas wybrał sobie na z˙onę gwiazdę filmową i chce się nią pochwalić przed całym światem. Mam nadzieję, z˙e Estelle Radnor zrobi z niego głupca. Nie mam pojęcia, po co postanowili wziąć ślub w Atenach. Nie mogła się zadowolić czymś takim jak ,,Las Vegas Strip’’, jak poprzednio? – Nazwisko Lukasa za bardzo się kojarzy z grec- kim przemysłem stoczniowym – wyjaśnił Stavros. – Podobnie zresztą jak twoje. Obie firmy od zawsze najbardziej się liczyły na greckim, a moz˙e nawet światowym rynku. Od zawsze tez˙ ze sobą rywalizowały, przestrzegając wszakz˙e za- sad fair play. – Moz˙e naprawdę się kochają – stwierdził z nutką sceptycyzmu w głosie Stavros. – Nie z˙artuj. Ile razy ta kobieta wychodziła za mąz˙? Sześć? Siedem? – To ty powinieneś wiedzieć. Byłeś chyba zapro- szony na jeden z tych ślubów. – Nie, po prostu mieszkałem wtedy w Las Vegas, w tym samym hotelu. Przyglądałem się całej szopce z dystansu. Następnego dnia wyjechałem. – Pamiętam. Twój ojciec był dość zaskoczony. Postanowiłeś wtedy zniknąć ze sceny na parę lat. A potem pojawiłeś się jak gdyby nigdy nic i oznaj- miłeś, z˙e jesteś gotowy do pracy. Przypominam so- bie, z˙e ojciec miał pewne obawy, czy będziesz w sta- nie podołać wszystkiemu po tym... – przerwał, za- niepokojony wyrazem, jaki pojawił się na twarzy Lysandrosa. 16 LUCY GORDON – Wystarczy – powiedział cicho. – To juz˙ prze- szłość i nie ma co do tego wracać. – Potem okazało się, z˙e jego obawy były nieuzasa- dnione. Po powrocie byłeś innym człowiekiem. Tyg- rysem, który szedł do przodu jak burza. Był z ciebie bardzo dumny. – Miejmy nadzieję, z˙e Homer Lukas myśli po- dobnie. – Moz˙e powinieneś się go bać? Jego groźby brzmią całkiem powaz˙nie. Po tym, jak przez ciebie stracił miliony, jest naprawdę wściekły. Uwaz˙a, z˙e ukradłeś mu te pieniądze. – Niczego nikomu nie ukradłem. Po prostu za- proponowałem klientowi lepszą ofertę. – Tyle tylko, z˙e zrobiłeś to w ostatniej chwili, tuz˙ przed podpisaniem przez nich ostatecznej umowy. Miał juz˙ długopis w ręku, kiedy zadzwoniłeś. – Nie zrobiłem niczego złego, a w kaz˙dym razie niczego gorszego niz˙ to, co robiłem do tej pory. – No nie wiem. Ten człowiek odłoz˙ył długopis, wyszedł i wsiadł prosto do twojego samochodu, który stał na zewnątrz. Plotka głosi, z˙e Homer obiecał bogom z Olimpu niezłą ofiarę, jeśli odpowiednio cię ukarzą. – Nie wiem, czy go słuchali, bo jak dotąd nic złego mi się nie przydarzyło. Mówią, z˙e przeklął nawet moje zaproszenie na swój ślub. – Naprawdę nikogo ze sobą nie bierzesz? Lysandros nie odpowiedział. Chodził na wiele ślu- bów, ale nigdy z kobietą. Wyobraz˙ał sobie, jakie wywołałoby to spekulacje, gdyby zabrał jakąś na po- dobną imprezę.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Gdzie ożywają legendy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: