Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00357 006869 11242687 na godz. na dobę w sumie
Generał pilot Stanisław Skalski - ebook/pdf
Generał pilot Stanisław Skalski - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Alma - Press Sp. z o.o. Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7020-637-6 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biografie
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Stanisław Skalski. Jeden z nielicznych generałów polskiego lotnictwa, którzy podczas II wojny światowej aktywnie walczyli z nieprzyjacielem w powietrzu. Najskuteczniejszy myśliwiec Polskich Sił Powietrznych, ulubiony dowódca i nieprzeciętny pilot. Mężczyzna widzący sens walki tylko na pierwszej linii frontu. Silna i krnąbrna osobowość, która nie pasowała do wojskowego drylu. Ale też trochę naiwny, dający się czasem wykorzystać chłopak z Podola, podejmujący po wojnie kontrowersyjne decyzje.

Sylwetki gen. Stanisława Skalskiego nie sposób ująć w sztywne ramy – wymyka się schematom, łamie wyobrażenia o spiżowych ideałach. Człowiek z krwi i kości, bohater wojenny, więzień celi śmierci, z czasem odepchnięty przez kolegów, z którymi skrzydło w skrzydło narażał życie. Żołnierz, dla którego najświętsza była Ojczyzna, ale służbę dla niej po zakończeniu wojny pojmował w swoisty dla siebie sposób. Oficer o wielkich wojennych zasługach, których – jak dawał do zrozumienia swoim zachowaniem – nie potrafiono po zakończeniu zbrojnego konfliktu ani docenić, ani spożytkować. Aktywny animator powojennego sportu lotniczego, ale i osoba wplątana, w co najmniej dziwne koneksje. Ktoś, do kogo Ojciec Święty Jan Paweł II mówił: „Panie generale, dziękuję za wszystko. Chcielibyśmy mieć takich polskich generałów, wielu”, lecz także działacz „Grunwaldu”, organizacji stającej w poprzek solidarnościowemu uniesieniu lat 80.

Postać o janusowym obliczu…


Opracowanie niniejsze, mimo zastosowania typowej metodologii opracowań historycznych, nie pretenduje do monografii naukowej. Autorzy, sięgając do bogatego materiału archiwalnego, wybrali najważniejsze ich zdaniem wydarzenia z życia gen. Stanisława Skalskiego i starali się przedstawić je w najbardziej przystępny sposób. Uznali bowiem, że życie polskiego asa, nie tylko z powodu przypadającej w tym roku setnej rocznicy urodzin generała, warte jest upamiętnienia.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Powrót do życia ó wczesne przepisy nakazywały uwolnionemu z  więzienia powrócić do miasta, gdzie nastąpiło jego aresztowanie. Wobec tego Skalski pojechał do Warszawy. Zatrzymał się u przyjaciela rodziny – Mikołaja Kokozowa. Jego brat, Konstanty, mieszkał przed wojną w Dubnie, stąd znajomość z polskim asem. Obaj panowie byli inżynierami-architektami, absolwentami Politechniki Lwowskiej. Przyjęli Stanisława z  otwartymi rękoma. Zaproponowali mu pracę, dopóki czegoś dla siebie nie znajdzie. W maju Skalski otrzymał ponad 24 tysiące złotych za utracone zarobki, a także 25 tysięcy, jako zasiłek na poczet odszkodowania. Jakiś czas później przydzielo- no mu mieszkanie, dzięki czemu mógł zaopiekować się swoją matką. Wciąż jed- nak nie miał sprecyzowanych pomysłów na życie, a do wojska nie chciał wracać. Po wyjściu z więzienia Skalski nie zapomniał o swoim chrześniaku, synu przy- jaciela, Władysława Śliwińskiego. Utrzymywał kontakt z Myrą i jej synem, dopó- ki nie wyjechała do swojej ojczyzny. Stefan zachował go w swojej pamięci jako kogoś, na kogo zawsze mógł liczyć i kogoś, kto nigdy nie odmówił mu pomocy. Poznański czerwiec 1956 r. zmiótł stalinowską ekipę Ochaba, wynosząc do god- ności szefa partii Władysława Gomułkę. Bunt mieszkańców wielkopolskiej stolicy był poprzedzony strajkami w całej Polsce. Polacy sprzeciwiali się niskiemu wyna- grodzeniu i wysokim normom pracy. Do tłumienia wystąpień robotników wyznaczo- no sowieckiego generała Stanisława Popławskiego. Do miasta wkroczyło ponad 8 tysięcy żołnierzy, wspieranych przez niemalże 400 czołgów i  wozów pancernych. Wojsko otworzyło ogień do demonstrantów. Liczba zabitych przekroczyła 70, a ran- nych zostało ponad 800. W ramach akcji policyjnej aresztowano 750 osób. Pod na- ciskiem nastrojów społecznych odwołano Ochaba, a na jego miejsce wyznaczono Gomułkę. Całość zmian była nadzorowana przez sowieckiego premiera Mikołaja Bułganina i marszałka Gieorgija Żukowa. W październiku w Polsce ponownie poja- wił się Chruszczow, by ostatecznie zakończyć walkę pomiędzy grupami komunistów o władzę w kraju nad Wisłą. Na fali chwilowej odwilży została ograniczona cenzura. Część sowieckich oficerów wyjechała z Polski; w wojsku polskim nastąpiły zmiany. Na wielkim wiecu w Warszawie, pod Pałacem Kultury i Nauki, pełne nadziei tłumy skandowały: Wiesław, Wiesław. Do rządów wrócił nowy – stary I sekretarz. Latem 1956 r. Stanisław Skalski odmówił powrotu do wojska. Komuniści po- trzebując społecznej akceptacji zmian, szukali ludzi, którzy mogliby uwiarygod- nić odwilż, ale i sposobu, by ich pozyskać. Wydaje się, że opublikowanie w „Try- bunie Ludu” informacji o przyjęciu do ludowego lotnictwa oficerów PSP było ge- 152 nialnym pociągnięciem. A byli wśród powołanych dowódcy skrzydeł, dowódcy dywizjonów, można by rzec – śmietanka. Oczywiście pojawiło się tam nazwisko Skalskiego. Lotnicy, a nasz as w tej liczbie, nie opierali się długo prośbom komu- nistycznych prominentów, jeśli w ogóle zastanawiali się nad odmową. Ciekawe, co czuli, gdy powtarzali słowa przysięgi, że będą stać nieugięcie na straży wła- dzy ludowej i pokoju w braterskim przymierzu z Armią Radziecką. Nowym dowódcą Wojsk Lotniczych i Obrony Przeciwlotniczej Obszaru Kraju został generał Jan Frey-Bielecki. Ten przedwojenny student Politechniki Warszaw- skiej związał się z komunistami w II RP. Przeszedł też w niej przeszkolenie lotnicze. W 1939 r. udał się do ojczyzny proletariatu, by po wybuchu wojny Sowietów z Niem- cami wstąpić do Armii Czerwonej. W 1944 r. przerzucono go na Wileńszczyznę, by utworzył oddział partyzancki. Po wojnie brał udział w likwidacji partyzantki niepod- ległościowej. Jako ppłk MBP dostał przydział do lotnictwa, o którym zresztą ma- rzył od dawna. W październiku 1956 r. gotów był bombardować wojska sowieckie maszerujące na Warszawę. Jego zasługi dla unowocześnienia ludowego lotnictwa są jednak niepodważalne. Doprowadził do stworzenia nowoczesnego systemu obrony przeciwlotniczej kraju. Gdy w 1963 został zdymisjonowany, Sowieci nie kryli zdziwienia taką decyzją. Jeden z nich miał powiedzieć: Nie wiem, co się stało, ale wy nauczyliście polskich lotników latać. Początkowo Skalski piastował stanowiska naziemne. W  lutym 1957 roku przeszedł pozytywnie badania komisji lekarskiej i  rozpoczął przeszkolenie na samolotach odrzutowych w  62 Pułku Szkolno-Treningowym Lotnictwa Myśliw- skiego w  Krzesinach pod Poznaniem.52 Wraz z  nim rozpoczęli służbę Wacław 52 Jak w powojennych wspomnieniach podał Wacław Król: „Dział nauk miał doskonale urządzone sale wykładowe, wyposażone w różne modele, przekroje agregatów, plansze i wykresy. Znajdo- wała się tu nawet kabina pi lota samolotu Mig, silnik i cały płatowiec. Głównymi przedmiotami, które należało zgłębić, to aerodynamika dużych prędkości, budowa i zasada działania silnika odrzutowego, budowa płatowca Mig, nawigacja z wyko rzystaniem radiotechnicznych środków i trening w od biorze znaków Morse’a. Jak za dobrych podchorążackich czasów wybiegaliśmy z cie- płych pomieszczeń na poranną gimnastykę, z zeszytami i książkami pod pachą spieszyliśmy na śniadanie, a potem szybko do działu nauk na wykłady, których słuchaliśmy z zainteresowa niem. Odpowiadaliśmy na pytania instruktorów, zapoznawaliśmy się praktycznie z budową i działaniem zes połów samolotu odrzutowego. W podziw wprawiała nas kabina pilota, wyposażona w kata- pultowe siedzenie i w ponad sto dwadzieścia manometrów, zegarów, wskaź ników, włączników, przełączników, dźwigni i kontrol nych światełek. Od początku chcieliśmy poznać ją jak najlepiej. ”. W Krzesinach lotnicy szkolili się na samolotach Jak-11, UMiG-15 oraz Lim-2 i podczas szkolenia praktycznego piloci byli zdumieni możliwościami nowych samolotów. O czym tak wspominał Wacław Król: „byliśmy nieco zszokowani możliwościami odrzutowego samolotu. (…) Zaskaki- wały nadmiar ciągu silnika, niespotykane dotąd przyspieszenie, zwariowane zmiany wysokości i prędkości lotu, a przede wszystkim przeciążenia, przyprawiające często o ciemność w oczach, jakby chwilowe omdlenie. (…) Dziwne również wydawało się nam, że pilotując UMIG nie mamy w polu widzenia maski silnika z wirującym z przodu śmigłem i skrzydeł samolotu, że siedzi się w tej maszynie jakby na powietrznej trampolinie” Generał pilot StaniSław SkalSki. portret ze światłocieniem. POWRóT DO ŻyCIA 153 Król, Witold Łokuciewski i Ignacy Olszewski53. Po kursie polski as został Inspek- torem Techniki Pilotażu Wydziału Wyszkolenia Bojowego Lotnictwa Myśliw- skiego. Chwilowe zachwianie pozycji komunistów w Polsce utorowało drogę do po- wstania nowych pism. W Warszawie zaczęto drukować „Kierunki”. Był to społecz- no-kulturalny tygodnik katolicki, który realizował dosyć dziwne założenia świato- poglądowe – służba kościołowi, Polsce, socjalizmowi. Dzięki ukłonowi w stronę laickiego państwa, na jego łamach mogły pojawiać się artykuły dotyczące Armii Krajowej czy też żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. W pierwszym nu- merze czasopisma wydrukowano piękne zdjęcie Skalskiego w samolocie Mu- stang z podpisem: Już w najbliższym numerze rozpoczynamy druk pamiętników majora Stanisława Skalskiego – jednego z najlepszych polskich i alianckich pilo- tów myśliwskich drugiej wojny światowej, uczestnika kampanii wrześnio- wej i wielu wielkich bitew powietrznych z faszystowską Luftwaffe. Przez kolejne 22 tygodnie Polacy mogli poznawać losy lotnika podczas walk pod polskim niebem. Z  niewiadomych przyczyn współpraca z  redakcją zosta- ła przerwana i, mimo zapowiedzi 23 odcinka, na łamach „Kierunków” nigdy nie ukazał się dalszy ciąg historii polskiego asa. Wydaje się logiczne, że skoro wy- dawnictwo MON przygotowywało się do wydania książki, autor zaniechał publi- kowania tekstu w tygodniku. Z dokonań na niwie artystycznej naszego asa należy koniecznie wspomnieć o jego udziale w realizacji filmu „Historia jednego myśliwca”. Premiera filmu mia- ła miejsce w sierpniu 1958 r. Nim Skalski wstąpił do wojska, spotkał scenarzystę Jacka Wejrocha. Wspólnie napisali nowelę o  polskich lotnikach na Zachodzie. Wejroch zainteresował ich wspólnym dziełem początkującego reżysera Huberta Drapellę. Gdy w połowie czerwca 1957 r. koledzy Skalskiego z lotnictwa udali się na urlop, on pojechał do Łodzi na plan filmowy. Główną rolę w obrazie za- grał Bogusz Bilewski, świeżo upieczony absolwent krakowskiej PWST. Wiele lat później zasłynął jako odtwórca Kwiczoła w popularnym serialu Janosik. Jego filmowym przyjacielem był nie kto inny, jak Jan Machulski, sławny Kwinto z Va- banku. Po latach, znany aktor z łezką w oku wspominał współpracę z polskim asem: Stasio był naszym filmowym konsultantem… Przyjechał, był bardzo bezpośredni, zaraz przeszedł ze mną na ty. Współpracował z ekipą, nam 53 Ignacy Olszewski – płk, pilot myśliwski PSP, służył w 306 DM, 315 DM, 302 DM. W 1944 r. został dowódcą eskadry w 308 DM. W lutym 1945 r. objął dowództwo 302 DM. Zestrzelony w mar- cu nad kontynentem, dzięki pomocy holenderskiego ruchu oporu ukrywał się aż do nadejścia Sprzymierzonych. Po powrocie do lotnictwa został dowódcą 308 DM. Po wojnie wrócił do kraju i osiadł w Gdańsku, gdzie rozpoczął studia na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej. 154 aktorom mówił na przykład, jak wsiadać do samolotu, by wyglądało to tak, jak podczas wojny; a nie tak jak robiliśmy na początku nie wiedząc – ładowaliśmy się do środka jak się dało… Pokazywał jak salutować, jak się zachowywać… A przede wszystkim opowiadał i opowiadał, wieczorem przy wódeczce, przy ognisku… To były wspaniałe opowieści, o wojnie w Polsce, o tym jak żyli i latali w Anglii, o Cyrku Skalskiego, o Afryce. Te historie o działaniu w zespole ja nawet potem przekazywałem moim stu- dentom. Wiele rzeczy nie pamiętam, minęło już 50 lat, ale pamiętam, że myśmy wszyscy na niego patrzyli jak na jakiegoś, no… Ja wiem? Księcia z bajki! Film nie podbił serc Polaków. Krytyka nie zostawiła na nim suchej nitki. Lucjan Kydryński napisał o filmie w „Przekroju”: Moi Drodzy! Po paru świetnych i paru udanych filmach, nasza produk- cja powróciła „Historią jednego myśliwca” do dawnych kiepskich wzo- rów. Żenujący scenariusz, żenująca – na ogół – robota aktorska, żenujące dialogi… Najbardziej zaś irytujące jest to, że aż tak zepsuto aż tak pasjo- nujący temat: udział polskich lotników w sławnej Bitwie o Anglię. Dziwny zaiste jest ten hołd, jaki po kilkunastu latach składają nasi filmowcy uczest- nikom Battle of Britain. Na ekranie nie pokazano ani jednego ich sukcesu, ani jednej zwycięskiej walki, zwycięskiej wyprawy! Dziwny jest również ten bohater, którego, trzykrotnie zestrzeliwują; za każdym razem wcze- śniej niż on sam zdążył w ogóle wystrzelić… Jeśli wszyscy Polacy w RAF-ie mieliby takie umiejętności i  takie szczęście, jak ów filmowy „as” Stefan Zaremba, to wkład ich do walki z Luftwaffe byłby dla Anglii co najmniej uciążliwy. Historia mówi o sukcesach naszych lotników, film Drapelli opo- wiada wyłącznie o ich śmierci. Film ma swoje prawa i wymaga przestrze- gania pewnych proporcji w komponowaniu sytuacji. Trzykrotna porażka i wreszcie śmierć bez jednego zwycięstwa? Widz przestaje rozumieć, po co ów Zaremba uparcie pcha się do lotów bojowych i po co uparcie po- wierzają mu maszynę, jeśli z każdego lotu wraca… bez maszyny, ale za to pełen patosu. A napominają go koledzy w powietrzu: „Zaremba uważaj, Zaremba wejdź w słońce, Zaremba atakują cię, Zaremba z prawej stro- ny!” Cóż, kiedy Zaremba myśli w powietrzu o kociakach… Panowie, tak nie wolno robić filmu o  takich sprawach! Przecież ostatecznie obronili- śmy wówczas tę Anglię. No, nie? Drapella postawił w swym filmie przede wszystkim na „mrożenie krwi w żyłach”. Mrozi więc w myśl starych ame- rykańskich recept, tyle, że bez hollywoodzkiej rutyniarskiej sprawności. Jest i pędzące auto wśród pękających bomb, jest operacja dokonywana w kostnicy i w dodatku wykryta przez Niemców, jest kociak wskakujący lotnikowi do łóżka, aby uchronić go przed hitlerowcami… Uff! Niczego tu- taj nam nie oszczędzono. Film brzmi fałszywie. Mimo współpracy rzeczy- Generał pilot StaniSław SkalSki. portret ze światłocieniem. POWRóT DO ŻyCIA 155 wistego, prawdziwego asa Bitwy o Anglię, Stanisława Skalskiego, mimo autentycznych archiwalnych zdjęć RAF-u. Brzmi fałszywie także wskutek nieporadnych, nudnych i pełnych patosu dialogów („Jest wojna, Marga- ret!” – „Tak, jest wojna!”) i wskutek kiepskiego aktorstwa. Grają: Bogusz Bilewski, Krystyna Iwaszkiewicz, Danuta Nagórna. Publiczność stale do- maga się oglądania na ekranie aktorek, które niegdyś okazały się dosko- nałe, po czym – niemal w ogóle – przestały być brane pod uwagę w filmie: Śląskiej, Szaflarskiej, Drapińskiej, Winnickiej. Dlaczego ich nie oglądamy, natomiast oglądamy niejednokrotnie aktorki niemające szans na ekranie – to pozostanie zapewne tajemnicą realizatorów… O ile film nie zrobił furory, to książka Czarne krzyże nad Polską doczekała się wielu wznowień. Ostatnie wydanie pojawiło się na rynku wydawniczym już po śmierci autora, w 2006 roku. Prawie rok po powrocie naszego bohatera do wojska, gen. Frey-Bielecki wy- stąpił z wnioskiem o awans Skalskiego na stopień podpułkownika. Napisał w nim między innymi: W  ubiegłym roku został powtórnie przyjęty do służby wojskowej. Ukończył kurs przeszkoleniowy na samolotach odrzutowych. Jest ofice- rem inteligentnym. Posiada duże doświadczenie bojowe. Minęło niemalże 15 lat, gdy dowództwo PSP awansowało kapitana Skalskiego na stopień majora. W  okresie odwilży lotnikom, którzy wrócili z  Zachodu, umożliwiono spotka- nia ze zwykłymi ludźmi. Jeździli po szkołach, zakładach pracy, salach konfe- rencyjnych, by opowiadać o swoich powietrznych przewagach nad Niemcami. Entuzjazm, z jakim witano Wacława Króla, Witolda Łokuciewskiego, Stanisława Skalskiego czy też Ignacego Olszewskiego bardzo zaskoczył lotników. A jedno- cześnie cieszył, że mogą dzielić się swoimi historiami z prostymi ludźmi. Lublin, Warszawa, Radom, Bydgoszcz – wszędzie na spotkania przybywały tłumy słucha- jące z zapartym tchem każdego słowa pilotów, proszące o autografy, z wypiekami na twarzy rzucające nieśmiałe pytania do bohaterów. W gazetach pojawiały się wywiady, wspomnienia, zdjęcia. Popularność lotników Polskich Sił Powietrznych w społeczeństwie sięgnęła zenitu. Pod koniec 1957 r. Józef Dobrowolski wystąpił w imieniu polskiego asa z wnio- skiem o  odszkodowanie za szkody wyrządzone przez funkcjonariuszów pań- stwowych, zgodnie z ustawą uchwaloną w listopadzie 1956 r. Wśród wyszczegól- nionych strat pilota z powodu uwięzienia pojawiły się pozycje: utracone uposa- żenie, równowartość umundurowania, paczek i przekazów pieniężnych, kosztów prowadzenia sprawy, kosztów przejazdów matki do więzienia, zniszczonej odzie- ży, a także wartość odszkodowania za krzywdę moralną. Z wyliczeń adwokata wy- nikało, że ludowe państwo powinno wypłacić lotnikowi około 300 tysięcy złotych, 156 czyli równowartość ówczesnych 275 średnich pensji. Jakież było zaskoczenie wnioskującego, gdy z końcem roku otrzymał informację, że... spóźnił się z wnio- skiem i nie dostanie nic. Tuż po Nowym Roku wpłynęło do sądu zażalenie poszko- dowanego na decyzję sądu. Po tygodniu niepewności okazało się, że warszawski Sąd Okręgowy Wojskowy uchylił swoją poprzednią decyzję i  po uzupełnieniu dokumentacji przystąpił do rozpatrywania wniosku. Prawie trzy miesiące trwało, trwało, nim sąd uznał wniosek Skalskiegoo. W uzasadnieniu organ sprawiedli- wości nie uwzględnił w wyliczeniach odszkodowania wszystkich składników, jak choćby za umundurowanie. Ponadto zastosował bardzo dowcipną interpretację wyliczeń poborów. Doszedł bowiem do wniosku, że nie można zwrócić pilotowi całych utraconych zarobków, ponieważ podstawą dla określenia odszkodowania z tytułu utraconego zarobku winna być przypuszczalna wysokość wynagrodzenia za pracę zmniejszoną jednak o odpowiednią część z tego, że praca, choć bez winy poszkodowanego, faktycznie jednak wykonywana nie była i  że poszkodowany w  związku z tym nie ponosił niektórych wydatków normalnie obciążających jego za- robek. Zamiast 100 zwrotu utraconej gaży, sąd przyznał tylko… połowę. Od wyli- czonej kwoty odjęto wcześniej wypłacone pieniądze, jak i zapomogę. Dodatkowo przyznano tytułem nawiązki za krzywdę moralną kwotę mniejszą niż dziesięcio- krotna średnia ówczesnych zarobków. Ludowe państwo nie dość, że nie zrekom- pensowało Skalskiemu całkowicie strat materialnych, to jeszcze wyceniło jego poniżenie na śmieszną kwotę. Dla lotnika kwestia odpowiedzialności państwa za krzywdy, jakich doznał, nie została zamknięta. Upomniał się o to po 1989 r., już w III RP. W 1994 r., po wejściu ustawy o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, wystąpił o wyrównanie szkód. Tym razem sąd skrupulatnie policzył straty Skalskiego z powodu represji i zwrócił różnicę, jaka należała się lotnikowi. Wielokrotnie większa była rekompensata za straty moralne, co wydaje się zrozumiałym. Budzi natomiast wątpliwości tytuł, z  jakiego dokonano próby naprawienia szkód. Rzeczywiście Skalski został aresztowany z powodu działalno- ści na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, ale prowadzonej nie przez niego, ale Władysława Śliwińskiego. Generał Marian Spychalski, minister obrony narodowej, skupił wokół siebie prawdziwie wybuchową mieszankę, złożoną z  przedwojennych oficerów i  par- tyzantów Armii Ludowej, która tworzyła Radę Wojskową. Próbowała ona łączyć, wrogie dotąd, tradycje wojskowe II RP z interesami Polski Ludowej oraz Układu Warszawskiego. Mrzonki o  polonizacji LWP nie mogły podobać się Moskwie, wobec czego jej ludzie w Warszawie przystąpili do działania. Wywiadowcy do- wódcy Wojskowej Służby Wewnętrznej, gen. Aleksandra Kokoszyna, pracowicie nagrywali rozmowy polskich oficerów. Wraz z Szefem Sztabu Generalnego, gen. Generał pilot StaniSław SkalSki. portret ze światłocieniem. POWRóT DO ŻyCIA 157 Jerzym Bordziłowskim, Kokoszyn szukał pretekstu, by rozbić grupę Spychalskie- go. W czerwcu 1960 r. obsadzono stanowisko szefa Głównego Zarządu Politycz- nego LWP nowym człowiekiem. Był nim gen. Wojciech Jaruzelski. Nie zasypiając gruszek w popiele, rozkazał on sporządzić spis podejrzanych politycznie ofice- rów. Nie minęło nawet pół roku, gdy na jego biurku pojawiła się lista z 40 nazwi- skami, na której przeważali oficerowie żydowskiego pochodzenia. Pojawił się na niej także Stanisław Skalski. Minął już czas, gdy polski as mógł dzielić się swoim kunsztem w  powietrzu z młodymi lotnikami. Z końcem stycznia 1958 r. został uziemiony i znowu wylądował za biurkiem, tym razem jako szef Wydziału Tłumaczeń54. W połowie 1959 r. ożenił się z Marią Janiną z domu Sobiczewską. W mieszkaniu przy Alei Wyzwolenia od tego dnia było słychać dziecięcy śmiech. Skalski uczył się nowej życiowej roli by- cia ojcem dla swojej pasierbicy Jolanty. Niedługo po tym wydarzeniu do Warszawy przyjechał Karol Pniak, by odwiedzić swojego dawnego przyjaciela i zobaczyć jak mu się powodzi. Nie wiadomo, o czym rozmawiali, ale było to ich ostatnie spotka- nie. Nie utrzymywali już później żadnego kontaktu. Skalski pojawił się w Szczako- wej, miejscu zamieszkania Pniaka, długo po śmierci swojego przyjaciela z toruń- skiej eskadry, gdy w 1998 r. odsłaniano tablicę pamiątkową ku czci lotnika. W 1965 r. władza ludowa nie zezwoliła na wyjazd polskiego lotnika do Wielkiej Brytanii. RAF obchodził uroczyście ćwierćwiecze bitwy, która zaważyła na losach wojny. Brytyjczycy zaprosili także Skalskiego, jako uczestnika tych zmagań, ale nie dostał paszportu. Za to ludowe lotnictwo awansowało go na stopień pułkownika, pewnie na otarcie łez. Co zresztą potwierdzałby wniosek, w którym napisano m.in: W związku z 25 rocznicą historycznej Bitwy o Wielką Brytanię proponu- ję awansować ppłk pilota Stanisława Skalskiego do stopnia pułkownika. We wrześniu przyleciał do Polski jeden z byłych dowódców 303 Dywizjonu Myśliwskiego, Jan Falkowski. Był uroczyście podejmowany przez oficjeli z LWP. Spotkał się ze swoimi kolegami z czasów wojny: Stanisławem Skalskim, Witol- dem Łokuciewskim, Stefanem Witorzeńciem, Tadeuszem Nowierskim oraz nie- zapomnianym z roli Onufrego Zagłoby z serialu Przygody Pana Michała, Mieczy- sławem Pawlikowskim, również lotnikiem PSP. Wspólnie złożyli kwiaty na grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Pobyt byłego dowódcy „Kościuszkowców” był szeroko komentowany w prasie codziennej w kraju. Reporterzy chodzili za nim krok w krok dokumentując miejsca, w których był i ludzi, z którymi się spo- tkał. Piękną serię zdjęć z  tej okazji wykonał Eustachy Kossakowski, ówczesny współpracownik miesięcznika „Polska”. 54 Wyciąg z opinii służbowej: Ppłk Skalski na stanowisku szefa Wydziału Tłumaczeń wykonuje obowiązki związane z kierowaniem pracą tłumaczy i organizacji wydawania „Przeglądu lite- ratury lotniczej i OPL”. Systematycznie prowadzi osobiście studia w zakresie zagranicznego piśmiennictwa fachowo-lotniczego i inicjuje tłumaczenie szeregu wartościowych materiałów z dziedziny operacyjno-taktycznej i technicznej.”
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Generał pilot Stanisław Skalski
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: