Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00302 003485 12929630 na godz. na dobę w sumie
Głębiny miłosierdzia. Komentarze do Ewangelii św. Marka - ebook/pdf
Głębiny miłosierdzia. Komentarze do Ewangelii św. Marka - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Paganini Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-89049-39-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> religia i rozwój duchowy >> duchowość
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Prorokowanie to bardziej przekonywanie o miłości Boga niż przewidywanie przyszłości, dzięki temu, że jest działaniem opartym na pewności przemiany tego, co niemożliwe w to, co możliwe.

Być może sam jestem bezczelny i niedowierzający Bogu, słaby, a nawet bezsilny, ale jakże mi dodaje otuchy i przynosi niewysłowioną ulgę fakt, że Bóg we mnie ciągle wierzy!

(fragment książki)

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

1 O książce ją Moim dziełem, które napędza mnie do życia, jest głoszenie jednak wygłoszę, najpierw spisuję, Ewangelii. Zanim medytuję, myślę - wpatruję się wewnątrz. Spisuję moje dzieło życia dzień po dniu, bo zależy mi, by inni uwierzyli Jezusowi i przedostali się z tego świata, który jest jak obóz koncentra- cyjny, do świata, który jest szczęściem. To jest sens mojego życia. o. Augustyn Pelanowski Prorokowanie to bardziej przekonywanie o miłości Boga niż przewidywanie przyszłości, dzięki temu, że jest działaniem opartym na pewności przemiany tego, co niemożliwe w to, co możliwe. Być może sam jestem bezczelny i niedowierzający Bogu, słaby, a nawet bezsilny, ale jakże mi dodaje otuchy i przynosi niewysłowioną ulgę fakt, że Bóg we mnie ciągle wierzy! (fragment książki) Augustyn Pelanowski OSPPE paulin, ojciec duchowny, rozmiłowany w Słowie Bo- żym zawartym w Biblii, niestrudzony rekolekcjonista i kaznodzieja, spowiednik. Autor licznych książek: Bestie i prorok, Wolni od niemocy, Umieranie ożywiające, Odejścia, Dom w Bogu, Sen Józefa, Życie udane czy udawane oraz komentarzy do Ewangelii: Zranione Światło, Fale łaski 2 AUGUSTYN PELANOWSKI OSPPE GŁĘBINY MIŁOSIERDZIA KOMENTARZE DO EWANGELII ŚWIĘTEGO MARKA WERSJA ELEKTRONICZNA paganini 3 Skład i projekt okładki: Marcin Jakimowicz Korekta: Kinga Wenklar Za zgodą Kurii Generalnej Ojców Paulinów © Copyright: paganini Kraków 2014 © Copyright: Augustyn Pelanowski 2014 ISBN 978-83-89049-247 ISBN pdf 9788389049391 ISBN epub 9788389049407 ISBN mobi 9788389049414 Sklep: paganini ul. Batorego 19 31–135 Kraków Księgarnia internetowa: www.paganini.com.pl Dział handlowy: dystrybucja@paganini.com.pl tel./fax: 12 623 71 81 tel.:12 423 42 77 4 SPIS TREŚCI ROZDZIAŁ 1. Początek Ewangelii ROZDZIAŁ 2. Sandały i opieczętowany list ROZDZIAŁ 3. Rzeka Miłosierdzia ROZDZIAŁ 4. Pustynia czy raj ROZDZIAŁ 5. Prorok ROZDZIAŁ 6. Teściowa Szymona Piotra ROZDZIAŁ 7. Czystość ROZDZIAŁ 8. Niedostępny i sparaliżowany ROZDZIAŁ 9. Siew ROZDZIAŁ 10. Najmniejsze ROZDZIAŁ 11. Burza ROZDZIAŁ 12. Krwawy bicz ROZDZIAŁ 13. Dobrodziejstwo znoszenia cierpień ROZDZIAŁ 14. Po prostu zwykli ludzie ROZDZIAŁ 15. Odpoczynek 5 7 13 24 58 64 88 95 105 124 149 160 185 202 216 222 ROZDZIAŁ 16. Pozory ROZDZIAŁ 17. Dekalog czy Dekapol ROZDZIAŁ 18. Zejdź mi z oczu szatanie ROZDZIAŁ 19. Nie chwal się ROZDZIAŁ 20. Najmniejszy i ostatni Dawid ROZDZIAŁ 21. Rozwód ROZDZIAŁ 22. Ucho igielne ROZDZIAŁ 23. Synowie Zebedeusza ROZDZIAŁ 24. Bartymeusz ROZDZIAŁ 25. Największe ROZDZIAŁ 26. Wdowa ROZDZIAŁ 27. Paruzja ROZDZIAŁ 28. Czuwanie ROZDZIAŁ 29. Zasłonić nagość ROZDZIAŁ 30. Przejście ROZDZIAŁ 31. Nawrócenie Szawła 6 231 243 266 278 288 324 327 343 355 369 375 396 410 428 458 463 ROZDZIAŁ 1 Początek Ewangelii Mk 1, 1 „Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym” (Mk 1,1) „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1, 1) Pośród wszystkich istot żyjących na naszym świecie posługiwanie się słowami jest cechą jedynie ludzką. Owa niezwykła zdolność odróżnia człowieka na przykład od małpy. Mimo wielu wysiłków, by nauczyć małpę mówić, eksperymenty te pozostały bezskutecz- ne. Jean Didier Vincent, opierając się na badaniach dokonanych za pomocą markerów DNA, dowodzi, że wszyscy ludzie współcześni wywodziliby się z tej samej nielicznej populacji, może obejmującej ledwie kilkadziesiąt tysięcy osobników, żyjących w okresie od sześćdziesięciu do trzydziestu tysięcy lat temu. „W epoce tej ziemia od dawna była zamieszkała już przez ludzi, innych ludzi, lecz jednak ludzi”. Inność tej nielicznej grupy polegać miała, według badań, na posługiwaniu się słowami w doskonały sposób. Co było wcześniej, jeszcze wcześniej niż ten początek? Naukowcy twierdzą, że pierwsze słowa zapewne padły około stu tysięcy lat temu. Steve Olson o pierwszych 7 – w pełnym tego słowa znaczeniu – ludziach twierdzi, że ich szczątki odkryto w jaskiniach Skul i Qafzeh koło Nazaretu. Owe szczątki, według naukowców, repre- zentują najwcześniejszych ludzi, jakich kiedykolwiek odnaleziono poza Afryką. Ludzi posługujących się językiem tworzącym słyszalne słowa, posiadających tę wyjątkową zdolność przekazywania niewidzialnych myśli. Jezus narodził się w jaskini obok Betlejem, mieszkał w Nazarecie, mniej więcej tam, gdzie pale- ontolodzy dokopali się szczątków ludzi, którzy posia- dali zapewne nie tylko dusze, ale też mieli już Ducha. To, co wyróżnia człowieka od zwierząt, nazywamy mową, i jest to niewątpliwy dar Boga mający w sobie potencjał przekazywania dobroci, odkrywania tego, co ciągle może być odkrywane jako nowe. Mówiąc, odsłaniam przed samym sobą przestrzenie i rzeczywi- stości ciągle zdumiewające swoją nowością. Nowością nazywamy to wszystko, co dotychczas nieznane, a stało się poznane i zdefiniowane dzięki słowom. Ale nic nie jest tak zaskakujące dla ludzkiej istoty, jak odkrycie, które w najgłębszym znaczeniu jest obja- wieniem się Boga. Żadne odkrycie naukowe nie jest tak wyjątkowe w swojej wartości, jak objawienie się Boga, sprawiające, że ludzka mowa nabiera znaczenia nadprzyrodzonego, wznoszącego człowieka ponad wszelkie stworzenie. Zaiste, to coś najnowszego dla ludzkiej historii i dającego początek nieskończonemu i szczęśliwemu trwaniu pokonującemu śmierć siłą życia udzielonego przez Stwórcę i Zbawcę. Sam Bóg stał się Słowem. Ten krótki tekst o począt- ku Ewangelii jest wyraźną aluzją do opisu stworzenia 8 świata. Księga Rodzaju też się tak zaczyna: „na począt- ku”! Co było na początku? Oczywiście Słowo Boga, które jest światłością i stało się Ciałem. Tym Słowem jest Jezus Chrystus. Opis stworzenia z Księgi Rodzaju dzieli etapy stwórcze na sześć symbolicznych dni. Każdy z nas ma swój świat, czasem nawet swój światek, który rozwija się stopniowo, poczynając od embrionalnego prymitywu biologicznego, podobnego do LUCA 1 – pierwszej komórki żywej – aż do doj- rzałości duchowej, która nieskończenie przekracza granice zakreślone przez miliardy szarych komórek. Może to nawet nie przypadek, że większość populacji żyje około sześćdziesięciu lat, jakby realizując owych sześć dni stworzenia? Siódmego dnia Bóg wszedł do swego odpoczynku, naznaczając w ten sposób drogę i cel naszego życia. Mało Mu było jednak tego, by nas wprowadzić w „siódmy dzień”, który nie jest już stwarzaniem, ale zaprzestaniem walki o przetrwanie i zaprzestaniem doskonalenia istnienia. On dał nam LOGOS, Słowo, które stało się Ciałem, a Ono nas wprowadziło w „dzień ósmy” – poza śmierć, przez zmartwychwstanie! Każdego dnia obdarowywał świat swoim Słowem i Ono sprawiało, że zarówno świat materialny, jak i duchowy, wreszcie wszystkie stwo- rzenia, nabierały kształtu, coraz bardziej zbliżając się do własnego Stwórcy. Bóg swoim Słowem stworzył więc najpierw niebo i ziemię – i również w naszym życiu najpierw dał nam życie ciała i ducha. Na początku wszystko było bezładem – i tak jest z naszym życiem u zarania, jest ono chaosem. Pierw- sze dziesięć lat życia to przysłowiowe „tohu ławohu”, 9 ale Duch Boga unosi się nad wszystkim. Tego dnia stworzył dzień i noc, światło i ciemność. I choć nocy nie nazwał dobrą, ona też była potrzebna. Tak jest przecież z naszym życiem: jest to, co jasne i zrozu- miałe, i to, co jest mroczne i budzące lęk. Potem nastąpił dzień drugi wyznaczania granic – i każdy z nas uczy się granic, norm, reguł, zasad moralnych i społecznych, przykazań religijnych, oswajamy się z prawami fizyki, choćby z grawitacją. To jest sklepienie naszej egzystencji: żyć, nie przekra- czając granic życia – uczymy się tego, gdy dorastamy i wchodzimy w wiek młodzieńczy. Wreszcie – trzeciego dnia – pojawiły się drzewa i rośliny ukrywające w sobie nasiona. To jest ten mo- ment, w którym pozwalamy się zasiewać ziarnami Biblii, napisano przecież: „Królestwo Boże, jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta i staje się większe od jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie tak, że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu” (Łk 4, 30–32). Ktoś, kto siebie samego zasiewa modlitwą, nasionami Biblii oraz ziarnami Eu- charystii, rośnie jak drzewo. Bez tego etapu żaden ptak niebieski – żaden anioł przynoszący łaskę – nie siądzie na naszych ramionach, które jak gałęzie wznoszą się w modlitwie w górę. Czwartego dnia Bóg stworzył ciała niebieskie, gwiazdy i słońce oraz księżyc – stworzył nasze du- chowe wzorce, nasze najpiękniejsze pragnienia, nasze najwyższe tęsknoty i świadomość naszego miejsca w niebie, bo przecież Biblia mówi: „Jednak nie z tego 10 się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie” (Łk 10, 20). Abrahamowi zaś Bóg powiedział, że jego potomstwo będzie jak gwiazdy na niebie. Po tych wspaniałych przeżyciach i wzniosłych chwilach olśnienia naszym powołaniem do cywilizacji niebieskiej, potrzebujemy wejrzeć w siebie samych i dojrzeć to wszystko, co ukrywa się w głębinach naszej duszy. Dlatego piąty dzień to bogactwo zwierząt, ryb i pta- ków, potworów morskich, zwierząt ukrywających się na dnie. Jest taki etap, kiedy człowiek odkrywa w so- bie potwora, kiedy skrucha definiuje w nas chciwość lisa, chciwość grubej ryby, pychę lwa, bezczelność bydlęcia, żądzę psa czy łakomstwo wieprza. Wystarczy sobie przypomnieć syna marnotrawnego lub opęta- nego z Gerazy. Nikt nie ominie poznania sięgającego swym światłem w głąb sumienia jak w głębinę jeziora, z którego Piotr, wyłowiwszy grube ryby, zakrzyczał wstrząśnięty, również do głębi: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny!”. To poznanie skłębionej nieprawościami duszy jest konieczne, by przejść do stanu bardziej dojrzałego. Wreszcie po tych etapach Bóg stworzył człowieka. Człowieka na podobieństwo Boga. Godne to podzi- wu, jednak bardziej podziwiamy Boga, który stał się podobny człowiekowi. Oto jedynie Słowo słów, Ziar- no wszystkich ziaren, Sens wszelkich sensów może każdego z nas przeprowadzić przez wszystkie dni i noce stwórcze, jakie nieprzerwanie wyznaczają w nas cel naszego życia. Leżał więc nasz Pan w ciemną noc, choć był Światłością, otoczony bydłem, wpatrując się 11 w gwiazdę, która zawisła nad betlejemskim żłobem. Zapewne wokół rosły drzewa pełne nasion, w potoku płynęła woda pełna ryb, a beczenie owiec przypomi- nało, że światu brakuje pasterza, który nakarmi nas zrozumieniem mądrości Boga pozwalającej przyjąć własne życie w momencie, gdy ono właśnie łączy się z życiem Boga. Na początku tego komentarza umieściłem dwa cytaty: o początkach świata i początku Ewangelii Jezusa Chrystusa. A może jest to ten sam początek? Może On, Jezus Chrystus, który jest Synem Boga Nieba i stał się jednym z nas, chodzących po ziemi, został zapowiedziany tym otwierającym całą Biblię wierszem z Księgi Rodzaju? Przecież to może trochę dziwić, że pierwszy wiersz tej pierwszej księgi mówi o stworzeniu nieba i ziemi, gdy tymczasem dopiero w drugim dniu dzieła stworzenia jest wyraźnie mowa o stworzeniu Nieba, a o stworzeniu ziemi jest mowa dopiero przy okazji dnia trzeciego. O jakim więc nie- bie i jakiej ziemi jest mowa w tym pierwszym wierszu, początkującym wszystko? Może nie CO, tylko KTO jest początkiem wszystkiego? Kto jest moim niebem i moją ziemią, jeśli nie Chrystus Jezus będący moją najlepszą nowiną, jaką mogłem usłyszeć? On o tyle jest moim całym niebem, o ile ja jestem Jego, w każdej chwili spędzonej na ziemi. 12 ROZDZIAŁ 2 Sandały i opieczętowany list Mk 1, 1–8 Jedną z pierwszych czynności, jakich mnie nauczył ojciec, było wiązanie butów. Bardzo starannie mi tłu- maczył, co robić, by węzeł dobrze trzymał. Klęczał w przedpokoju przy moich obutych stopach i po kilka razy pokazywał mi, jak trzymać sznurówki w palcach i jak nimi przeplatać, by się nie rozwiązywały. Zastana- wiałem się już wtedy, mając ledwie kilka lat, dlaczego taką szczególną uwagę przykłada właśnie do wiązania butów? Gdy byłem starszy, opowiedział mi historię ze swego dzieciństwa. Przed pójściem do szkoły podsta- wowej, niedługo przed wybuchem wojny światowej, dostał nowe obuwie od rodziców, ale nikt go nie nauczył wiązać sznurowadeł. Chodził więc z rozwią- zanymi sznurówkami, nawet do kościoła w niedzielę. W tym czasie umarł jego ukochany wuj, który okazywał mu ogromnie dużo ciepła i zrozumienia; pozostawił po sobie wdowę i kilkoro dzieci. Kobieta była nadmiernie sarkastyczna i, w przekonaniu rodziny, w dużym stop- niu przyczyniła się do przedwczesnej ewakuacji męża na drugi świat. Przykrość i żal po stracie wuja rozwinęły w wyobraźni małego chłopca potrzebę wymierzenia kary złośliwej ciotce. Nocą zakradł się do jej domu i wszedł ostrożnie po drabinie na strych. Słyszał, jak dzieci i ich matka rozmawiają ze sobą i śmieją się pod 13 jego stopami. Wezbrała w nim złość i zaczął skakać po strychu w swych nowych butach z rozwiązanymi sznu- rówkami. Usłyszał krzyki przerażenia, które zachęciły go do podwojenia wysiłków. Dom był stary, drewniany. W pewnym momencie deski stropu nie wytrzymały, a jego noga przebiła sufit, grzęznąc w dziurze. Usłyszał, jak ciotka krzyczy ze strachu do dzieci: „Módlcie się, stary przyszedł zza grobu nas straszyć!”. Przerażony chłopak z ogromnym wysiłkiem wyciągnął nogę, ale bez buta. Biegnąc przez ogrody przedmieść Ostrowca, dotarł w końcu do domu. Następnego dnia rankiem ciotka, trzymając w ręku but, wkroczyła do domu dziadków i przerażona wykrzyczała: „Zobacz, Jula, wczoraj w nocy przyszedł do nas stary, straszył nas, zostawił but! Taki nowy to chyba z Nieba!”. Cała ta historia skończyła się laniem. Pokuta była tak mocna, że nawet po latach wymuszała na moim ojcu staranność w tak prozaicznych czynnościach, jak wiązanie butów. Pozostało niezatarte znamię tamtego wydarzenia w jego pamięci. Namiętność przyjemności, jeśli jest zrów- noważona pokutą dokonaną z pasją, przynosi efekt czujności nawet po latach. Kiedy czytam więc o Janie, który chrzcił i mówił, że nie jest godzien rozwiązać nawet rzemyka u sandałów Jezusa, to uśmiechając się, przypominam sobie mimowolnie opowiadanie ojca i widzę go chodzącego po domu w mocno zawiązanych butach hutniczych i słyszę stękające pod nim drewniane klepki. Myślę o tym, przypominając sobie Mojżesza, któremu Bóg nakazał na Horebie zdjąć sandały, gdyż ziemia, na której stał, była święta – Mojżesz musiał okazać skruchę w ten symboliczny sposób, musiał 14 przyznać się do grzechu. Ale też myślę o średniowiecz- nym portrecie małżonków Arnolfinich namalowanym przez Jana van Eycka w 1434 roku. Bowiem obok sto- jących małżonków, którzy dopiero co zawarli przysięgę małżeńską, leżą sandały panny młodej – przestała być dziewicą. Czynność wkładania czy też zdejmowania sandała symbolizuje akt seksualny, bowiem sandał to symbol ludzkiego ciała. Ale zacznijmy od początku, nie od sandałów. Pragnąłbym rozważanie o chrzcie rozpocząć od pewnych znaczeń pokuty w judaizmie, gdyż mam wrażenie, że będą one pomocne w zrozumieniu tego sakramentu, który nie tylko jest wyrazem skruchy chrześcijańskiej, ale, co najważniejsze, rozpoczyna w nas życie w Jezusie Chrystusie. Czasem skruchy dla Izraela był i jest Jom Kipur, czyli dzień przebłagania albo inaczej mówiąc – dzień przykrycia grzechów. W dniach poprzedzających dni skruchy mężczyźni oczyszczali się w mykwie. Mykwa to basen z bieżącą wodą, źródlaną lub deszczową, służący do obmyć rytualnych. Taka kąpiel obowią- zywała również prozelitów, którzy przechodzili na judaizm. Być może ten ryt w pewnym sensie kore- sponduje z chrztem? Przygotowując się do dni postu i skruchy oraz do samego Dnia Pojednania, człowiek przez obmycie miał sobie uświadomić brud sumienia i odzyskanie czystości duchowej. Jom Kipur był ściśle wyliczony na dziesiąty dzień miesiąca TISZRI, czyli na przełomie września i października. Dni skruchy ubogacano w określone modlitwy i tradycyjne rytu- ały, posty i odczytywanie fragmentów Tory. Wszystko 15 po to, by przywrócić swoje przylgnięcie do Boga i ubłagać przebaczenie za własne grzechy. Każdy miał obowiązek prosić o przebaczenie skrzywdzonych i nie odmawiać przebaczenia tym, którzy o nie proszą. Dokonywano zadośćuczynień za wszelkie krzywdy. Odmawiano WIDUJ, czyli wyznanie win, wyliczając je głośno i bijąc się przy tym w piersi. Wiele przepisów halachicznych może nas, współczesnych chrześcijan, dziwić, ale kiedy czytamy opis tego nawoływania Janowego, jakie rozlegało się surowym echem nad Jordanem, zaczynamy kojarzyć je z tymi właśnie wskazówkami Halachy. Jednym z ograniczeń zwią- zanych z Jom Kipur był zakaz noszenia sandałów ze skóry w sam Dzień Przebłagania. Człowiek powinien okazywać skruchę za swe grzechy, chodząc boso. Może głębiej dzięki temu zrozumiemy, dlaczego Jan twierdził, iż nie jest godzien rozwiązać rzemyków u sandałów Mesjasza? Chrystus nie musiał okazy- wać skruchy, bo był nieskalany. Jan mógł zarzucać tysiącom gromadzącym się przy brzegach Jordanu grzeszność i nieprawość, ale samemu Mesjaszowi nie był godzien niczego zarzucić! Jego stopy były święte, niepotrzebujące żadnej pokuty ani wyrzeczenia, żad- nego rozwiązywania z pęt grzechu. A jednak Mesjasz właśnie przychodził wziąć na siebie wszelką pokutę za wszelkie ludzkie winy, jak to czytamy w tym frag- mencie z Ewangelii Marka. Wszystkie grzechy można było odpokutować w Dzień Przebłagania, oprócz tych, których ktoś komuś nie chciał przebaczyć, albo tych, których ktoś nie chciał w sobie uznać. A czy jest jakikolwiek grzech, którego by Jezus nam nie chciał 16 przebaczyć? Chyba jedynie ten, którego nie chcemy w sobie uznać? Jom Kipur miał konkretną datę w ka- lendarzu żydowskim, tymczasem Jan chrzcił i nawo- ływał ludzi każdego dnia, jakby święto przebłagania za grzechy wraz z przyjściem Chrystusa rozciągało się nie tylko na ogromną przestrzeń czasową, ale też było nieograniczoną przepaścią miłosierdzia. Przebłaganie przekroczyło wraz z przyjściem Chrystusa wszelkie granice! Dzięki Chrystusowi to już nie był jeden dzień w roku, ale każdy dzień. W święto Jom Kipur wyjmowano dwa zwoje Tory z aron hakodesz (szafa ołtarzowa służąca do przechowy- wania zwojów Tory). Z pierwszego czytano fragment z Księgi Kapłańskiej opowiadający o śmierci dwóch kapłanów: Nadaba i Abihu. Księga Zohar nauczała, iż ktokolwiek odczuł głęboki żal i smutek oraz zapłakał nad śmiercią owych synów arcykapłana Aarona, otrzymywał przebaczenie grzechów. Powodem tego przebaczenia było wewnętrzne rozmyślanie pełne skruchy. Jeśli bo- wiem tak prawi kapłani umarli przed Obliczem Boga za jedno jedyne przewinienie, to co powinno się stać z człowiekiem, który popełnił o wiele większe podłości i tysiące nieprawości? Umarli po to, byśmy wiedzieli, iż nasze życie jest nam darowane na mocy przebaczenia Boga. Śmierć owych dwóch kapłanów jest jakąś prefi- guracją śmierci Chrystusa – Arcykapłana umierającego bez żadnej winy, za wszelkie winy ludzkości. Jezus więc przyjął chrzest od Jana w zastępstwie za nas, jednocześnie uświęcając swoją obecnością ten ryt. Chrzest, którego udzielał Jan, a potem Jezus, miał zapewne jeszcze jedną prefigurację w Starym 17 Testamencie, w Księdze Jozuego, kiedy to Jozue, a właściwie Jehoszua, człowiek noszący imię takie samo jak Chrystus, przeprowadził Izrael przez Jor- dan, wprowadzając go do Ziemi Obiecanej. Święty Grzegorz Wielki powiedział: „Lud Izraela nie otrzy- mał Ziemi obiecanej, zanim nie przeszedł przez Jordan i tak dopiero chrzest daje nam dziedzictwo w Życiu Wiecznym”. Jozue, syn Nuna, albo Jeho- szua Ben Nun – mający to samo imię, jak wcześniej zaznaczyłem, co Zbawiciel, jest typem Chrystusa. Zaczął bowiem przewodzić ludowi nad Jordanem, gdzie i Jezus po chrzcie rozpoczął głoszenie Dobrej Nowiny. Wyznaczył dwunastu dla przeniesienia Arki przez Jordan, który cudownie się rozstąpił. Szli boso, bez sandałów, ale ich nogi nie ślizgały się po błocie ani nie grzęzły na dnie. Później wyznaczył dwunastu dla podzielenia dziedzictwa – podobnie jak Jezus wy- znaczył dwunastu apostołów jako tych, którzy głosząc prawdę o zbawieniu, odziedziczyli świat, który dotąd spoczywał w mocy ciemności. Jozue ocalił w Jerychu tylko jedną nierządnicę Rahab i jej rodzinę, ponieważ mu uwierzyła, prawdziwy Zbawiciel zaś ocalał i ocala nie tylko nierządnice i celników, otwierając przed nimi niebo, ale wszelkich grzeszników. Na rozkaz Jozuego Izraelici przez siedem dni trąbili, krążąc wokół Jerycha, aż jego mury się rozsypały, Jezus zaś prorokował o świątyni w Jerozolimie, iż nie zostanie z niej kamień na kamieniu i tak się stało – jak pisał św. Cyryl Jerozolimski w swych katechezach mistago- gicznych. Tenże właśnie widział Jezusa jako pieczęć, która wycisnęła się w historii na innym Jehoszui, synu 18 Nuna. Jozue nawet nie wiedział, że jego życie jest wygrawerowane przez Chrystusa, którego jeszcze nie znał, gdyż musiało minąć ponad tysiąc lat, by Mesjasz się narodził. Ale pojawienie się Chrystusa na świecie było tak potężnym wydarzeniem, że nawet działało w przeszłość, uformowało los owego wodza Izraela – Jozuego, syna Nuna, by stał się on jakby opieczę- towany, mając w sobie wyciśnięty wzór przekazany przez Syna Bożego. Piszę o tym, by sobie i innym uświadomić i zilu- strować, jak potężne jest działanie naszego Pana na los każdego z nas – działanie to wywiera niezatarty wzór na każdym ochrzczonym. Pokuta krzyża, którą przyjął na siebie, działała nie tylko po latach, ale i po wiekach działa, dając nam wolność od grzechu i jego skutków. Katechizm Kościoła Katolickiego, mó- wiąc o sakramencie chrztu, posługuje się pojęciem niezatartego duchowego znamienia, które zostaje wyciśnięte na każdym ochrzczonym: „Ochrzczony, wszczepiony w Chrystusa przez chrzest, upodabnia się do Niego. Chrzest opieczętowuje chrześcijanina niezatartym duchowym znamieniem (charakterem) jego przynależności do Chrystusa. Znamienia tego nie wymazuje żaden grzech, chociaż z powodu grze- chu chrzest może nie przynosić owoców zbawienia. Sakramentu chrztu udziela się jeden raz; nie może on być powtórzony” (KKK 1272). Jest tu mowa o opieczętowaniu tak głęboko doko- nującym się w nas we chrzcie, że nasze życie staje się upodobnione do Jezusa. On wziął na siebie chłostę i krzyż, mękę tak głęboko w Nim się odciskającą, że 19 my, przyjmując chrzest, wchodząc w tajemnicę Jego śmierci, przejmujemy to dziedzictwo zbawcze niczym pieczęć albo piętno uwolnienia. Jeśli nawet ze względu na Chrystusa Bóg upodob- nił życie starożytnego Jozuego do życia Jezusa, któ- re nastąpiło tysiąc lat później, to tym bardziej my, ochrzczeni mamy szansę dzięki temu sakramentowi doznać upodobnienia do Jezusa Chrystusa w sposób niezmazywalny nawet dwa tysiące lat później. Kate- chizm posługuje się porównaniem do pieczęci, która wyciska na ochrzczonym kształt życia naszego Pana: „«Pieczęć Pana» (Dominicus character) (Św. Augustyn, Epistulae, 98, 5: PL 33, 362) jest pieczęcią, którą na- znaczył nas Duch Święty «na dzień odkupienia» (Ef 4, 30) (Por. Ef 1, 13-14; 2 Kor I, 21-22). «Istotnie, chrzest jest pieczęcią życia wiecznego» (Św. Ireneusz, Demon- stratio apostolica, 3). Wierny, który «zachowa pieczęć» do końca, to znaczy pozostanie wierny obietnicom chrztu, będzie mógł odejść «ze znakiem wiary» (Mszał Rzymski, Kanon Rzymski), w wierze otrzymanej na chrzcie, w oczekiwaniu na uszczęśliwiające widze- nie Boga, które jest wypełnieniem wiary, i w nadziei zmartwychwstania” (KKK 1274). Pieczęć w starożytności odgrywała dużą rolę. Opieczętowanie jakiejś rzeczy sprawiało, że stawała się ona czyjąś własnością i nikt inny nie mógł już jej nabyć. Pieczęć ma tę właściwość, że wyciśnięta na laku, glinie albo srebrze lub złocie pozostawia swój wzór – wyciska piętno, nadając nowy charakter rzeczy i wiąże ją z właścicielem prawem posiadania. Jeśli Duch Święty w chrzcie wyciska na nas charakter 20 Pana Jezusa Chrystusa – oznacza to zainicjowanie w ochrzczonym procesu upodobnienia do Chry- stusa, które w ciągu lat, dzięki łasce chrztu, może się rozwijać i stawać się coraz wyraźniejsze. Dzięki sakramentowi chrztu stajemy się własnością Pana i nikt inny już do nas nie ma prawa. Takie pieczęcie w starożytności noszono na palcu w formie drogo- cennego sygnetu. Właściciel nie rozstawał się z pier- ścieniem, gdyż wszystkie dokumenty, listy, również skarby i najcenniejsze przedmioty, pieczętował nim, dokumentując swoje prawa do nich. Sygnet z imie- niem czy godłem był najbliższym królowi lub władcy przedmiotem – materialną, zewnętrzną manifestacją jego tożsamości. Takim sygnetem – ucieleśnionym pierścieniem niewidzialnego Boga – jest widzialne życie Jezusa, syna Bożego, które w chrzcie zostaje na ochrzczonych wyciśnięte na zawsze. To w tym sensie Bóg przez proroka Aggeusza mówił o Zorobabelu, który rozpoczął odbudowę świątyni jerozolimskiej po powrocie z niewoli babilońskiej: „«W tym dniu – wyrocznia Pana Zastępów – wezmę ciebie, sługo mój, Zorobabelu, synu Szealtiela – wyrocznia Pana – i uczynię z ciebie jakby sygnet, bo sobie upodobałem w tobie» – wyrocznia Pana Zastępów” (Ag 2, 23). Porównanie do pierścienia z pieczęcią imienia Boga było wyrazem najbliższej relacji, jaką tworzy Bóg z Zorobabelem. Pierścieniem z pieczęcią Ducha na ręku Ojca jest życie Jezusa – począwszy od Betle- jem, poprzez Golgotę, aż po wniebowstąpienie. I On, Bóg Ojciec, sygnetem losu swego Syna we chrzcie pieczętuje każdego z nas, czyniąc nas swoją własno- 21 ścią i upodabniając nas do swego Syna, tym samym dając nam udział w dziedzictwie życia wiecznego. Bez tego podobieństwa, bez charakteru, nie mógłby w nas znaleźć upodobania, gdyż sam powiedział, iż tylko w swoim Synu ma upodobanie. „«To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!»” (Mt 17, 5). Każdy, kto dostaje przywilej upodobnienia do Syna, wchodzi w przestrzeń upodobania przez Ojca. Tę najbliższą relację ze swoim Synem, Bóg Ojciec właśnie udostępnia nam przez chrzest. Przez chrzest wszystkie obietnice Boga stają się naszym udziałem. „Albowiem ile tylko obietnic Bożych, wszystkie są «tak» w Nim. Dlatego też przez Niego wypowiada się nasze «Amen» Bogu na chwałę. Tym zaś, który umacnia nas wespół z wami w Chrystusie, i który nas namaścił, jest Bóg. On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych” (2 Kor 1, 20–22). Powinienem jeszcze coś dopowiedzieć, snując to rozważanie o chrzcie, który zostaje porównany do pieczęci. Pieczęcie stawiano również na listach, czyniąc je zapieczętowanymi, czyli zamkniętymi przed nieproszonymi czytelnikami. Opieczętowa- nie listu czyniło go niedostępnym i dyskretnym, a dzięki temu treść listu była nie do odczytania dla kogokolwiek innego oprócz adresata. Paweł w Li- ście do Koryntian czyni właśnie takie porównanie, mówiąc o nas, że jesteśmy jakby listem wysyłanym przez Chrystusa, opieczętowanym przez chrzest Jego podobieństwem: „Wy jesteście naszym listem, pisa- 22 nym w sercach naszych, listem, który znają i czytają wszyscy ludzie. Powszechnie o was wiadomo, żeście listem Chrystusowym dzięki naszemu posługiwaniu, listem napisanym nie atramentem, lecz Duchem Boga żywego; nie na kamiennych tablicach, lecz na żywych tablicach serc” (2 Kor 3, 2–3). Każdy z nas jest listem, który wysyła Syn do Ojca, listem zamkniętym, zapieczętowanym przez chrzest, którego nikt inny nie otworzy, tylko Ojciec. Ojciec z Nieba rozpoznaje i jakby odczytuje każdego z nas dzięki pieczęci Syna, dzięki charakterowi, który na nas został wyciśnięty w Duchu Świętym we chrzcie. Bez tej pieczęci list jest anonimem, bez chrztu jesteśmy anonimowi w oczach Boga Ojca. To chrzest sprawia, że Ojciec czyta nasze historie – otwiera koperty na- szych serc i rozpoznaje pieczęć Ducha, upodobnienia do Chrystusa. Kochający Syn, który wysyła listy do ko- chającego Ojca, wie, że Ojciec będzie przechowywał te listy z miłością przez całą wieczność w Niebie. Niebo czeka na mnie, a jego strop nie jest zbudo- wany ze starych desek i będzie można tam tańczyć, skacząc z radości, bez obawy, że zgubi się buta o roz- wiązanych sznurówkach w wybitej dziurze. Może co najwyżej piekło będzie słyszało z zazdrosnym strachem odgłosy uczty trwającej bez końca? 23 ROZDZIAŁ 3 Rzeka Miłosierdzia Mk 1, 6–11 W chwili, gdy wychodził z wody, otworzyło się niebo i rozległ się głos Ojca wyznającego swe ojcostwo i umi- łowanie Syna. Umiłowanie przepełnione upodobaniem, spływające z najwyższego nieba, objawiło się, gdy Jezus wynurzał się, dotykając stopami dna, ziemi ukrytej pod wodami. Doświadczenie czyjegoś upodobania to istotne przeżycie, którego w pierwszym rzędzie pragniemy od rodziców. Od Boga można je otrzymać już we chrzcie, zanim zdamy sobie sprawę z jego wagi czy zaczniemy się o nie świadomie starać. Bóg ofiarowuje człowiekowi swe upodobanie w chwili, gdy ten wyłania się z dna, pozbawiony wszelkich zasług. Daje swoją miłość, bo bez niej nie można żyć. Niedotykane niemowlęta umierają, pomijane dzieci latami walczą z zazdrością o to, by być za wszelką cenę zauważone, niekochane i odrzucane – odrzucają nawet siebie same i dręczą się nienawiścią do siebie, a te, w których rodzic nie ma upodobania, cierpią niewymownie, nie wierząc we własną wartość mimo wielu zapewnień otrzymywanych od przyjaciół. Tym- czasem we chrzcie otrzymujemy całkowite upodobanie i miłość Ojca Niebios. Każde dziecko wzrasta zdrowo, gdy otrzymuje od naturalnego ojca akceptację i upodo- banie. Bez spojrzeń miłości, bez wyrazów upodobania, bez dotyku, pieszczoty, słów pochwały, uwagi, wsparcia, 24 inicjacji wprowadzającej w życie, rozmów i bliskości, a nawet karcenia, dzieci więdną jak kwiaty pozbawio- ne wody i słońca. Oto na parapecie okna, w glinianej doniczce pełnej wody, wzrastała zielona trzcina. Pozo- stawiłem ją, zapominając powierzyć komuś, kto by się nią zaopiekował, gdy wyjeżdżałem na wakacje. Mijały tygodnie bez kropli wody, a gdy wróciłem ujrzałem zwiędnięte i zeschłe liście. Zamarła. Nie miałem serca dla zwykłej rośliny, a co tu mówić o sercu dla drugiego człowieka? Elementarny wyraz troski, podlewanie wodą, nawet dla tak prymitywnego istnienia jest konieczne, a cóż dopiero mówić o człowieku – ten jest we chrzcie oblewany potokami wody w Imię Trójcy Świętej! Czy- tam więc o chrzcie i wyobrażam sobie wychodzącego Jezusa, ociekającego nadmiarem wody, który niczym najszlachetniejsze drzewo wzrasta ku niebu, ociekając nadmiarem miłości Boga. Przyglądam się dziecku w kościele, które rodzice z troską trzymają na rękach, drżącym głosem prosząc o chrzest. A ja, kapłan z dzban- kiem wody, jak ktoś, kto podlewa kwiaty, rozlewam łaskę, aż spływa ona na posadzkę, tworząc kałuże. Nim dorośniemy, wiele łask niweczymy, zostawiając za sobą zmarnotrawione kałuże, a jednak Bóg się nie zniechęca i obmywa nas nieustannie. Cóż można dostrzec w źre- nicach większości rodziców? Upodobanie, czyli zachwyt z powodu istnienia dziecka. Chrzest jest też znakiem, dzięki któremu uświadamiam sobie upodobanie Boga utrwalone w sakramencie. Jego Syn wyszedł z wody i właśnie wtedy niebo wylało upodobanie Ojca. Każdy, kto przyjmuje chrzest, zostaje wprowadzony pod ten strumień upodobania Boga Ojca odsłaniającego swoje 25 kochające serce. Czy tego potrzebujemy? Czy lubisz, gdy ktoś cię podziwia albo wyraża zachwyt twoim pięknem, pochwala twoją inteligencję, zauważa efekty twej pracy lub nauki, wynagradza za staranność? Poznałem kogoś, kto będąc dzieckiem, specjalnie spadał z łóżka, by być podniesionym z podłogi i poczuć ciepłe dłonie ojca okrywające pierzynką. Znałem też chłopca, który ucie- kał z domu, bo był to jedyny sposób, by ojciec się nim zainteresował - dzięki nieobecności syna dostrzegł jego... obecność. Ktoś inny próbował popełnić samobójstwo, aby wywołać troskę na obliczach ojca i matki. Współ- czesna psychologia czy psychiatria zwraca uwagę, że za konkretnymi przypadkami poważnych ludzkich chorób i zaburzeń ukrywa się drugie dno symptomów, związane z potrzebą zainteresowania, doświadczania troski i miło- ści. Obserwujemy to też w codziennym życiu. Czy nie jest tak, że w świecie nam współczesnym, jeśli człowiek nie doświadcza bezwzględnego upodobania ze strony pracodawcy, znajomych, męża czy żony, wtedy czuje się, jakby nie istniał?! Ale czy takie upodobanie ma coś wspólnego z tym, o którym mówi Kościołowi Bóg? Potrzebujemy upodobania kogokolwiek, ale nade wszystko Boga Ojca. Jezus, rozradowany w Duchu, powiedział do uczniów, że Ojciec ma upodobanie nie w mądrych i roztropnych, ale w prostaczkach, a wła- ściwie w niedojrzałych dzieciach. Gdzie indziej mówił, aby mała trzódka się nie lękała, bo upodobaniem Boga jest dać jej Królestwo! Oby tylko nasze oblicza były tak skierowane na Niego, by w każdym z nas odbił się wi- zerunek Oblicza Słowa Wcielonego. UPODOBANIE jest czymś jednocześnie bardzo „darmowym”, jest darem 26 łaski, człowiek może być właśnie jak ten prostaczek – bez teologicznej wiedzy i tytułu, a przy tym ubogi – czyli nieposiadający niczego i nikogo, kim mógłby się chlubić i w kim mógłby znaleźć prawdziwe oparcie, poza... Bo- giem! UPODOBANIE jest też wezwaniem, bo skoro Bóg sobie w człowieku upodobał, to znaczy, że człowiek w całym swoim życiu, powinien choć trochę postarać się wzbudzić w sercu wdzięczność za ten dar, a jednocześnie okazać wierność Temu, który sobie w nim upodobał. Bóg, znajdując upodobanie w człowieku, czyni to wbrew logice świata – On, wszechmocny, wybiera to, co niemocne i słabe. On spogląda tam, gdzie człowiek sam spojrzeć nie może – najgłębiej w serce! BIBLIA SERCEM JEZUSA W orędziu końcowym Synodu Biskupów do Ludu Bożego z dnia 24 października 2008 roku czytamy w punkcie drugim takie słowa: „Odwieczne Słowo Boże wchodzi w przestrzeń i czas, przyjmuje Oblicze i ludzką tożsamość, tak iż naprawdę można poznać je bezpośrednio, prosząc, jak to uczyniła grupka obecnych w Jerozolimie Greków: «chcemy ujrzeć Jezusa» (J 12, 20–21). Słowa pozba- wione oblicza nie są doskonałe, gdyż nie prowadzą do pełni spotkania, o czym przypominał Hiob u kresu swych dramatycznych poszukiwań: «dotąd Cię znałem ze słyszenia, teraz ujrzało Cię moje oko» (Hi 42, 5). Chrystus jest Słowem, które jest u Boga i jest Bogiem, jest obrazem Boga niewidzialnego”. A skoro w słowach jest oblicze Chrystusa, to zapewne i w tych słowach jest Jego serce. Biblii się nie czyta, w Biblii spotyka się 27 Boga twarzą w Twarz. W Biblii widzę twarz Boga i Jego Serce dla mnie. Jezus powiedział, że w sercu człowie- ka są złe myśli, a jakie myśli są w Sercu Jezusa? Czy w ogóle możemy poznać myśli ukryte w Jego sercu? Któż z nas nie rysował serca w kształcie odwróconego liścia róży? To chyba najczęściej używany symbol przez ludzi. Przypomina o serdecznym odniesieniu, o miłości, o współczuciu, kojarzy się z miłosierdziem. Mieć dla kogoś serce to znaczy nie być obojętnym wobec kogoś i żywić troskę o niego. Serce człowieka zaczyna bić w czterdziestym drugim dniu, po sześciu tygodniach od zaistnienia człowieka, to znaczy od zapłodnienia. To znamienna liczba i chyba nie przypadkowa. Czterdzie- ści dwa etapy prowadziły Izraela do Ziemi Obiecanej, czterdzieści dwa pokolenia zostały wyliczone w rodo- wodzie Jezusa umieszczonym w Ewangelii Mateusza. Jezus ma w sercu nasz rozwój i naszą wędrówkę! Serce jest wytrzymałą pompą – w ciągu całego życia uderza około trzech miliardów razy, przetaczając co godzinę 350 litrów krwi – żadne zmechanizowane urządzenie nie wytrzymałoby takiego wysiłku. Składa się z czterech jam, z dwóch przedsionków i dwóch komór. Cztery pomiesz- czenia jak cztery ewangelie! W układzie krwionośnym dorosłego człowieka krąży pięć litrów krwi. Początkowo Biblia składała się jedynie z pięciu ksiąg nazywanych Torą. No cóż, moglibyśmy się pokusić o interpretację tego faktu, ujmując to następująco: Stary Testament po- trzebuje Nowego tak, jak krew potrzebuje pompy serca, owych czterech jam, komór i przedsionków. Ale po co ta Biblia i Stary i Nowy Testament? To jest takie samo pytanie, jak to, czy potrzebne ci jest serce Boga. 28 Serce nigdy nie odpoczywa – nieprzerwanie dostarcza życiodajną krew do wszystkich komórek organizmu. Niesie świeżą, utlenioną krew, bogatą w witaminy i mikroelementy, substancje energetyczne i zabiera krew zużytą, z dwutlenkiem węgla, oraz toksyczne substancje. Krew Syna Bożego chce cię ciągle oczyszczać i odświe- żać, dla niezakłóconego krwiobiegu konieczne jest, by wydalić to, co w nas jest toksyczne, chore, grzeszne, zmęczone. Biblia mówi: „Wszystkie troski przerzućcie na Niego, bo Jemu zależy na was” (1 P 5, 7). Biblia oczyszcza i ożywia organizm Kościoła! Czy ożywia twoje życie? Czy pozwalasz, aby krew Słów Boga dotarła do ciebie? Istnieje w medycynie zjawisko zwane konfliktem serologicznym, związane z róż- nicą grupy krwi dziecka i noszącej go w łonie matki. Konflikt ten może być źródłem poważnych zagrożeń dla nienarodzonego dziecka. Powoduje zahamowanie rozwoju płodu, może doprowadzić do jego obumarcia, a następnie poronienia. Wspominam o tym dlatego, że taki duchowy konflikt ma na pewno miejsce wtedy, gdy człowiek przyjmuje Ciało i Krew Chrystusa, ale jego ser- ce ukrywa przed Bogiem niewyznane grzechy, pretensje, gdy pełen jest wewnętrznych sprzeczności – jakby miał inną grupę krwi. To wtedy ma miejsce konflikt pomiędzy Krwią, która chce człowieka umocnić, obmyć z grzechu, a człowiekiem, który nie wyznając win, zamyka się na łaskę i odrzuca Boga. Warto wspomnieć, że we wszyst- kich cudach eucharystycznych grupa krwi badanej przez naukowców jest zawsze taka sama: AB. Może to nad- interpretacja, ale tymi literami zapisuje się po hebrajsku słowo: „ojciec”. Chrystus miał grupę krwi, którą można 29 odczytać jako zgodność i jedność między Nim a Ojcem! Czy jesteś może umarłą komórką, zamkniętą na Słowa Boga, jak ta objęta gangreną, do której nie dociera już krew? Kiedy pojawia się gangrena duchowa? Wystarczy, że nie wczytujesz się w Słowa Boga, nie dopuszczasz do siebie potoków Jego słów. A jest co ożywiać: cały układ krwionośny liczy chyba dziewięćdziesiąt sześć tysięcy kilometrów – dałoby się dwa razy opasać ziemię. Za- potrzebowanie twojej duszy na Słowo Boga wcale nie jest mniejsze niż zapotrzebowanie twojego organizmu na krew. Mieć serce, to zapewne warunek życia i zdrowia. Mieć serce oznacza również być ludzkim, uczuciowym, a także mądrym człowiekiem. Mieć serce to jednak za mało, by być szczęśliwym, trzeba mieć w tym sercu RAJ! Każdy z nas tęskni za szczęściem, za rajem. Czy jest ono możliwe, czy jest możliwy raj? Czy na tej ziemi jest dostępny raj nie z tej ziemi? Jest to możliwe, ale to nie Hollywood ani Kajmany: rajem jest Biblia, ponieważ w niej objawia się SERCE JEZUSA. Jeśli żyjesz z Nim w przyjaźni, w łasce uświęcającej, Biblia otwiera się przed Tobą, a jej szare okładki stają się bramami prowadzącymi do ogrodu pełnego owoców – zadziwiających myśli Boga. Jest to brama do NOWEGO ŻYCIA. Nie ma serca piękniejszego i bardziej szczęśli- wego w całym wszechświecie jak Serce Jezusa. Zawsze chciałem być kochany i rozumiany, zawsze chciałem być w czyimś sercu zapisany na zawsze i kogoś zapisać w swoim sercu na wieki. Całe życie marzyłem, by moje imię było w czyimś sercu wyryte niezniszczalnie. Spo- tkałem takie Serce i takie Oblicze w Biblii. Odkryłem 30 w Biblii Raj Serca Boga. Z serc ludzkich możesz zniknąć, w Sercu Boga możesz być zapisany na zawsze. NIC NIE UKRYĆ, BY WIĘCEJ NIŻ WSZYSTKO ODKRYĆ! Wejść w Biblię to wejść w serce Jezusa, w ogród roz- koszy, ale dzieje się tak pod warunkiem, że samemu też wpuści się Jezusa, Jego słowa, Jego miłość do własnego serca.Nasze serce nie jest już ogrodem szczęścia, lecz wypaloną pustynią wstydu i hańby. Dlatego odczuwamy opór, by zapraszać tam Jezusa. Mamy opory, by wyznać wszystkie swoje grzechy, ale jeśli nic przed Nim nie ukryjemy, On nie ukryje przed nami raju swego Serca, a bramy Biblii wpuszczą nas do wnętrza szczęścia. Biblia bez twojego oczyszczenia, bez twojego wyznania grze- chów jest tylko zbiorem szeleszczących kartek i farby drukarskiej, historią nudną i martwą. Jedynie twoje oczyszczone serce może przylgnąć i wejść do serca Je- zusa, a wtedy Biblia staje się rajem. Nawet najzwyklejsi ludzie, dwie osoby, jeśli się pokochają całym sercem i nie mają przed sobą tajemnic, mogą odczuć przez jakiś czas, że ich relacja jest dobrodziejstwem i dotyka wspomnień raju. A skoro już tak dużo o raju piszę, to zacytuję też ten starożytny fragment Księgi Rodzaju opisujący pier- wotny stan szczęścia: „A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące 2 oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. Z Edenu zaś wypływała rzeka, aby nawad- niać ów ogród, i stamtąd się rozdzielała, dając początek 31 czterem rzekom. Nazwa pierwszej – Piszon; jest to ta, która okrąża cały kraj Chawila, gdzie się znajduje złoto. A złoto owej krainy jest znakomite; tam jest także wonna żywica 3 i kamień czerwony (albo w innym tłumacze- niu: kamień szoham, jego aliteracja tworzy zapis imienia Boga: Haszem!). Nazwa drugiej rzeki – Gichon; okrąża ona cały kraj – Kusz. Nazwa rzeki trzeciej – Chiddekel; płynie ona na wschód od Aszszuru. Rzeka czwarta – to Perat. Pan Bóg wziął (albo inaczej tłumacząc: przekonał miłymi słowami) zatem człowieka i umieścił go w ogro- dzie Eden, aby uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: «Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz»” (Rdz 2,8–17). Przede wszystkim rzuca się w tym opisie nadmiar wód rzecznych. Dokoła raju same rzeki! Obfitość potoków wody czy też łaski? I gdzieś tam, wewnątrz tego ogrodu, jeden mały kamień SZOHAM! Ten fragment warto skonfrontować z przypowieścią, którą Jezus wygłosił pod koniec swojej działalności, mówiąc o sobie jako kamieniu odtrąconym przez budujących. Kamień rajski i kamień z przypowieści mogą przecież odnosić się do Chrystusa. „«Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo. Chwyciwszy go, wyrzucili z winni- cy (ogrodu) i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?». Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzier- żawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali 32 plon we właściwej porze». Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Kto upadnie na ten kamień, rozbije się, a na kogo on spadnie, zmiażdży go»” (Mt 21, 38–44). Ten kamień węgielny to coś więcej niż Kaaba w Mekce, coś więcej niż meteoryt tunguski, coś więcej niż Elsakhra z meczetu Omara. Jezus jest kamieniem węgielnym dla całego Kościoła – jest tym, który stoi pośrodku, a drzwi powinny być zamknięte za Nim, a nie przed Nim, bo są to drzwi modlitwy (Mt 6, 6). Niezachwiany w swojej boskości jest oparciem dla nas, chwiejnych i słabych, ale też jest kamieniem uderzającym ze swą nieskończoną dynamiką w czoło Goliata i w kruchą piętę kolosa ze snu Nabuchodonozora. Jest więc kamieniem węgielnym, kamieniem oparcia: EWEN SHETIJAH, na którym spoczywa nasz świat. Pewna legenda żydowska mówi, że Bóg zaczął proces stworzenia świata od miejsca, na którym później stanęła świątynia jerozolimska, dokład- nie w tym miejscu, w którym był EWEN SHETIJAH. Żaden biegun arktyczny ani żaden szczyt świata, ani też żadna stolica czy nawet świątynia, nie jest centrum, tylko On. Tam, gdzie jest On, tam jest środek świata. I kiedy On jest pośrodku, życie staje się rajem, radością niewy- mowną. Raj miał cztery rzeki posiadające konkretne nazwy i odniesienie geograficzne, ale wypływały one z jednego strumienia, który nie został nazwany. Rajskie- go klimatu można zażywać w konkretnym miejscu na ziemi, ale jego źródło jest pozaziemskie, nienazwane, 33 nie dające się ująć żadnymi słowami. Dlatego ten jeden jedyny strumień nie ma nazwy, ponieważ niewysłowio- ne jest imię Boga! Hebrajski tekst nazwał ten strumień słowem NAHAR. Ma ono dwa znaczenia: „rzeka lub nieprzerwanie płynący strumień, nigdy nie wysychają- cy” oraz metaforyczne: „promień światła”! „Ja jestem światłością świata” – powiedział Jezus o sobie! Ze świa- tłości Jezusa wypłynęły cztery rzeki, cztery ewangelie określające granice raju. Można nawet powiedzieć, że te cztery ewangelie mówią: „nie wychodź poza to, co jest tu napisane”. W Księdze Syracha napotykamy na podobną interpretację, która pozwala zobaczyć w owych rzekach rajskich coś więcej, niż tylko koryta wypełnione rwącą wodą, znajdujące się w konkretnym miejscu na ziemi. „Tym wszystkim jest księga przymierza Boga Najwyż- szego, Prawo, które dał nam Mojżesz, jako dziedzictwo plemionom Jakuba. Zalewa ono mądrością jak Piszon i jak Tygrys (Chiddeqel) w dniach nowych płodów; obficie napełnia rozumem jak Eufrat i jak Jordan w czasie żniw; wylewa naukę jak Nil lub Gichon w czasie winobrania. Pierwszy nie skończył go poznawać, podobnie ani ostatni do dna go nie zgłębił, gdyż myśl jego pełniejsza jest niż morze, a rada głębsza niż Wielka Otchłań. Ja zaś jestem jak odnoga rzeki i jak wodociąg, co sprowadza wodę do ogrodu. Powiedziałem: «Nawodnię mój ogród i nasycę moją rolę». Oto moja odnoga stała się rzeką, a rzeka moja – morzem” (Syr 24, 23–31). Rajem wypełnia się twoje życie, gdy je umieszczasz pomiędzy czterema ewangeliami, które do twoich ciem- ności, jak rzeki dostarczają ci potoków światła z niewy- słowionego źródła! One wypływają z niewysłowionego 34 potoku Miłosierdzia Boga. Jest to potok spokojny i uni- żony, niewymowny, choć jest mową miłości Boga. Pełen blasku, choć płynie cicho w cieniu swej skromności i pokory! Nawet najmniejsze potoki potrafią zamienić się w rwące rzeki! Podobnie jest z potokiem Miłosierdzia Boga – kto zbliży się do tego potoku Ducha i zechce się w Nim zanurzyć, zostanie porwany przez Miłość. Także sam Jezus odsłania ten sekretny potok, jako Ducha Świętego: „W ostatnim zaś, najbardziej uroczy- stym dniu święta, Jezus, stojąc, zawołał donośnym gło- sem: «Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza». A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był dany, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony” (J 7, 37–39). Czy żyjesz w krwiobiegu Biblii? Czy jest ona dla ciebie ogrodem miłości? Czy czerpiesz z serca Jezusa strumienie Miłosierdzia? Możesz mieć dostęp do szczęścia, jeśli tylko żyjesz jak oczyszczona komórka organizmu Kościoła, bez gangreny, bez zatoru, bez zawa- łu…, wyznając swoje grzechu i nimi się nie fascynując, a wszystko, co skalane i toksyczne, oddajesz Jezusowi, jak zepsutą krew. Krew Jezusa zabierze cały twój smutek i ból sumienia, oczyści cię z rozpaczy i lęku, wyrzutów sumienia i ciężaru pustki. Jak kamień (człowiek), który we wnętrzu płynącej rzeki (Serce Jezusa i Jego Krew) nabiera kształtu, a ostre jego kanty (jak grzechy człowie- ka) w prądzie rzeki łagodnieją. Jedna rana, jeden grzech ciężki, śmiertelny cios włócznią w serce Jezusa i we własne serce… i raj przepa- 35 da, Biblia staje się wtedy tylko szeleszczącym papierem, Oblicze ginie we mgle niepewności, a ty zostajesz sam. Adam i Ewa nie popełnili dwóch grzechów, dziesięciu albo tysiąca, lecz tylko jeden. Gdy wchodzisz w grzech, odcinasz się od Krwi Jezusa, od potoków Jego świateł, od Jego miłości. Ale wystarczy, że oddasz swój grzech, a potoki cenniejsze niż krew dla organizmu znowu wy- tryskują z serca Jezusa i docierają do twojego wnętrza, raj Biblii znowu jest otwarty, dusza kwitnie i owocuje, upaja się najprzyjemniejszym aromatem szczęścia, tętni miłością. A potoki światła, ten niewysłowiony strumień, dostarczają nam zapewne o wiele więcej łask miłosier- dzia niż te imponujące 350 litrów krwi przetaczanych co godzinę przez zwykłe serce. W Księdze Ezechiela istnieje niezwykle poruszający opis potoku miłosierdzia, który wytryskując spod ściany świątyni, rozlewa się, tworząc życiodajną rzekę. Potok ten jest przyrównywany do tego, który wytrysnął z boku przebitego naszego Pana. „Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda” (J 19, 33–34). Słowo „natych- miast” daje wiele do myślenia. Sugeruje ono, że miło- sierdzie Boga wylewa się niepowstrzymanym potokiem – bez żadnych przeszkód, niezwłocznie i zdecydowanie, odtwarzając nieustannie w każdym z nas rajski klimat poprzez wzbudzenie radości z widzenia Boga. Jezus po zmartwychwstaniu, gdy stanął z odsłoniętym przebitym prawym bokiem, spowodował natychmiastową zmianę nastroju – dotychczas smutni i przerażeni apostołowie w jednej chwili stali się rozradowani i szczęśliwi. „A to 36 powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane»” (J 20, 20–23). Szczęście rajskie nie jest możliwe bez tego przebitego boku, który jak ściana świą- tyni, staje się źródłem potoków miłosierdzia zdolnego odpuścić każdą winę – zatopić ją w swej głębi. Przebaczył im i uzdolnił do przebaczania. Jeden grzech i strumienie raju stały się niedostępne dla człowieka; jeden cios i zo- stały na nowo otwarte. Jeśli Jego rany tak obficie wylały z siebie szczęście, to czy możemy coś uczynić ze swoimi, by nas nie piekły wściekłością i rozżaleniem, lecz nie tylko nas, ale i innych kojąco uszczęśliwiały? Jan bodaj pierwszy zauważył, że Jezus, mówiąc o zbu- rzeniu i odbudowaniu świątyni w trzy dni, miał na myśli swoje ciało. Tak, Jego ciało jest świątynią, dlatego wizję Ezechiela o źródle wytryskującym spod prawej ściany świątyni należy nałożyć na obraz Chrystusa ze zranio- nym prawym bokiem, ociekającym krwią i wodą. „Następnie zaprowadził mnie z powrotem przed wejście do świątyni, a oto wypływała woda spod progu świątyni w kierunku wschodnim, ponieważ przednia strona świątyni była skierowana ku wschodowi; a woda płynęła spod prawej strony świątyni na południe od ołtarza. I wyprowadził mnie przez bramę północną na zewnątrz i poza murami powiódł mnie od bramy zewnętrznej, skierowanej ku wschodowi. A oto woda wypływała spod prawej ściany świątyni, na południe od 37 ołtarza” (Ez 47, 1–2). Jego ciało jest świątynią uświęcającą wszystko, nawet to, co skalane. Jego serce pompuje krew życia wszędzie tam, gdzie ziemia ludzkich ciał jest wręcz spękana od śmiertelnej suszy. TYSIĄC ŁOKCI Ezechiel dał się prowadzić Aniołowi, który dzierżył w ręku pręt mierniczy, odmierzając sekretne etapy i na- stępnie ich głębię kazał badać prorokowi: „Potem popro- wadził mnie ów mąż w kierunku wschodnim; miał on w ręku pręt mierniczy, odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę; woda sięgała aż do kostek” (Ez 47, 3). Choć wizja ta miała miejsce ponad pięćset lat przed wydarzeniem ukrzyżowania Jezusa i przebiciem Jego boku (Ezechiel kończy swoje proroctwa spisywać około 570 roku p.n.e), stanowi wspaniały komentarz do zrozu- mienia, choćby w małej części, tajemnicy miłosierdzia wylewanego nieustannie na nas. Należy zwrócić uwagę na ów etap tysiąca łokci. Co kryje się za tą odległością? Pomocą może być dla nas tekst z Ewangelii Mateusza opowiadający o rezygnacji z odwetu. Nikt od razu nie potrafi być tak miłosierny, jak Chrystus, ale od czegoś trzeba zacząć, zdecydować się na choćby mały pierwszy ruch, mając samemu w pamięci serca ogrom dobroci, której się doznało od Niego, gdy zatopił nasze winy w ot- chłani rzeki miłosierdzia. Pierwszym krokiem, etapem ku wzrastaniu w miłosierdzie jest bowiem rezygnacja z zemsty: „Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją 38 szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące!” (Mt 5, 38–41). Liczba tysiąca kroków nakłada się na liczbę tysiąca łokci, tworząc asocjację między tymi dwoma fragmentami i sprawiając, że pierwszy etap, który przebył Ezechiel, może być od- czytany jako wezwanie do rezygnacji z odwetu. To jest pierwszy krok umożliwiający ci powrót do raju ukrytego w słowach Boga i Jego sercu. Pierwszym etapem formu- jącym nas na podobieństwo Chrystusa przebaczającego jest zrezygnować z nienawiści do innych. Żadne uczucie nie łudzi tak pozorami nieodwracalności, jak mściwość, choć wbić się bezpowrotnie w wolę zemsty jest oczy- wistą krzywdą uczynioną przede wszystkim samemu sobie, większą niż żądanie jej dla krzywdziciela. To jak uderzyć się w to samo miejsce dwa razy, uderzyć samego siebie w ranę serca. Doświadczywszy wiele zła, możemy przekonać się na własnej skórze, że trwanie w uczuciu nieprzebaczenia, pragnienie pomszczenia swego bólu albo ukrywanie przed sobą samym złości, może do- prowadzić nas do anoreksji, bulimii, samookaleczeń, marzeń o samobójstwie, do zawału albo do nadciśnienia, które nagle wyświetla się na ekraniku ciśnieniomierza Omron: 190/120! Życzenie komuś śmierci, tak na- prawdę uśmierca mnie samego. To bezsens. Niektóre osoby, całe swoje życie rozpamiętują historie, wydarzenia i ludzi, przez których zostali boleśnie poranieni. De- klarują, że wybaczyli, a jednocześnie monitorują życie swych krzywdzicieli oczekując, aż powinie się im noga i z utęsknieniem czekają na chwile, gdy będą świadkami ich cierpienia. W tym wszystkim jednak bardzo łatwo o to, by role się zamieniły. Czym bowiem różnisz się od 39 tego, kto cię skrzywdził, jeśli zamiast jego nawrócenia, wyczekujesz jego… unicestwienia? Moja rezygnacja z zemsty, daje czas memu wrogowi, by poznał prawdę o tym, co mi wyrządził. Czas ten leczy również moje rany – daje mi coraz większy dystans i emocje ustępują miejsca refleksji. Jednak trzeba pamiętać, że refleksyjne myślenie bez przewodnika, bez Anioła, jest skazane na błądzenie. Dzięki aniołowi, który uwalnia się, gdy otwieram kartki Biblii, choćby nawet tego fragmentu z Ezechiela!, osobiście doświadczyłem prawdziwego uleczenia i wyprowadzenia z terenu, na którym zemsta wydawała mi się jedynym rozwiązaniem. DRUGI TYSIĄC ŁOKCI „Następnie znów odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę: sięgała aż do kolan” (Ez 47, 4). Ezechiel mówi, że po przejściu dwóch tysięcy łokci woda sięgała mu do kolan. Pomocą w rozczytaniu tego etapu jest wydarzenie, jakie miało miejsce na jeziorze, gdy Piotr dokonał obfitego połowu. „A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pra- cowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny»” (Łk 5, 5–8). Widząc, jak słowo Jezusa się sprawdza, rzucił się na kolana i wyrzekł znamienne zdanie: „Odejdź ode mnie, 40 Panie, bo jestem człowiekiem grzesznym”. Kiedy wypo- wiada się takie słowa? Wtedy, gdy człowiekowi trudno przyjąć siebie samego w swej grzeszności. Zwykle, do- świadczając obfitego połowu grzechów, nie potrafimy powstrzymać się od nienawiści do siebie samych – nikim tak bardzo nie można się przerazić, jak sobą samym i tym, co w nas się ukrywa. Wielu ludzi, zanim zdecy- duje się na pierwszą spowiedź, odczuwa pewien gatunek trwogi – lękają się, przeczuwając, że gdy uświadomią sobie pełnię swej nieprawości, doświadczą jeszcze więk- szego niż dotąd przerażenia. Grzechy, których trzymamy się, jakby to była sieć pełna złowionych ryb, budzić mogą tylko oślizłą odrazę do siebie. Odrzucamy siebie, czujemy wstręt, pogrążamy się w złości i nienawiści do siebie, bo nie jesteśmy zdolni unieść ciężaru wyrzutów sumienia. Jeśli wierzysz w przebaczenie miłosierne- go Boga, rezygnujesz z nienawiści do siebie. Trzeba nienawidzić grzech, a nie siebie z powodu grzechu. Prawdziwa skrucha zdobywa się na nienawiść grzechu i odrazę do niego; samopotępienie wzbudza odrzucenie siebie samego, odrazę do siebie z powodu popełnionych ohyd. Istnieje subtelna pułapka demona, polegająca na sugerowaniu człowiekowi nienawiści do siebie, a nie do grzechu. Człowiek zaczyna siebie nienawidzić i pozwala, by jego serce zatruwały przekonania o tym, że jedyne, do czego jest zdolny, to grzech – że jest za słaby na pokutę, bowiem grzech jest silny niczym sieć zniewalająca rybę. To pułapka demoniczna – nie wyznany grzech jest wtedy otoczony przez sieć utkaną z lęku przed wyznaniem, wstydem, ośmieszeniem w oczach spowiednika, przez poczucie uwikłania i zniewolenia, z którego człowiek 41 nigdy nie zdoła się wydostać! Szczęście wyzwolenia z tej sieci, moc decyzji na to wyzwolenie, leży w spojrzeniu na Jezusa, który uwalnia. To właśnie chce zaciemnić szatan! Pewien mężczyzna powiedział, niby–żartując, ze śmiechem, za którym ukrywało się może i przerażenie grzechem: „I co?! Mam biegać do kościoła, żeby jakie- muś księdzu–pajacowi, który robi to samo, wyznawać moje grzechy?”. Ktoś mu odpowiedział: „Ja nie znam takiego Kościoła”. Ten mężczyzna w swym przerażeniu zapomniał, czy może nie widział, że to nie kapłanowi wyznaje grzech, lecz Jezusowi, i to nie pajac i nie cyrk, ale poważne starcie, w którym ceną jest uratowanie ludzkiej duszy od śmierci, jaką zadaje grzech. Poza tym doskonałemu kapłanowi byłoby o wiele trudniej wy- znawać grzech, niż takiemu, który doświadcza podob- nych słabości. To tak, jakby ktoś uczestniczył w terapii rodzinnej jako pacjent, a po pewnym czasie dowiedział się, że prowadzący spotkania, uchodzący dotąd w oczach pacjenta za geniusza w dziedzinie terapii rodzinnej, jest w trakcie rozwodu, ma młodą kochankę, i dzieci z kil- ku nieformalnych związków. Czy ten pacjent miałby zrezygnować z terapii dlatego, że życie terapeuty jest w pewnym rozdźwięku z tym, co on głosi w przestrzeni swego gabinetu? Co do człowieka można mieć pewne wątpliwości, ale nigdy nie powinno ich być, jeśli chodzi o Boga, który jest wszechmogący i ma moc rozerwać kajdany grzechu. Wszystkie Jego dzieci są ze związków (relacji Boga z człowiekiem) wypełnionych Jego miło- ścią, nigdy się nie znudzi ani nie zaśnie. Odmowa żalu za grzechy jest dużo groźniejsza od samego grzechu – mawiał rabbi Bunam. – Człowiek może zgrzeszyć 42 w jednej, krótkiej chwili, a odmowa skruchy może trwać bardzo długo, nawet całą wieczność. Żal za grzechy, nie zaś samopotępienie, a tym bardziej nie potępianie kogoś, był zawsze w Kościele jednym z najbardziej cenionych i szanowanych uczuć. Święty Franciszek Ksawery w swoich Przestrogach dla spowiedników pisał do kapłanów, którzy wysłuchiwali licznych spowiedzi, aby mieli twarz miłą i poważną, na której „nie powinien się żaden gry- mas czy inny zewnętrzny znak świadczący o znudzeniu lub strapieniu rysować. (…) staraj się przede wszystkim nie używać słów twardych wobec penitenta: jesteśmy bowiem niekiedy tak surowi w naszych naganach, że sami bardziej zasługujemy na karę niż karceni przez nas grzesznicy”. A Jakub de Corella radzi kapłanom: „Spo- wiednik powinien być przychylny i życzliwy, chętny i łaskawy, żeby wyciągnąć z nieszczęścia tego, kto upadł. Niechaj będzie gotowy wziąć ciężar gnębiący dusze na barki, jak to zrobił Boski Pasterz z zagub
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Głębiny miłosierdzia. Komentarze do Ewangelii św. Marka
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: