Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
02189 033218 15588355 na godz. na dobę w sumie
Good Morning Korporacjo - ebook/pdf
Good Morning Korporacjo - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 214
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-63184-99-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

'Good Morning Korporacjo' przedstawia losy pracowników globalnej korporacji MaxiMind. Książka w żartobliwy oraz zdystansowany sposób opowiada losy szeregowych pracowników firmy, ich bezpośrednich przełożonych czy też top managementu w końcu. W książce przedstawiono absurdalne sytuacje „z życia wzięte” oraz zagmatwaną historię wypierania ze świata korporacji istot myślących. Nie jest to z pewnością antyglobalistyczny esej lecz raczej opowieść o grupie ludzi, pracujących dla MaxiMind i ścierających się z bezsensem i absurdem korporacyjnej doktryny i mentalności.


Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

RadekBielinski.pl RadekBielinski.pl RadekBielinski.pl RadekBielinski.pl GOOD MORNING KORPORACJO GOOD MORNING KORPORACJO GOOD MORNING KORPORACJO GOOD MORNING KORPORACJO Good morning korporacjo Autor: Radek Bieliński Projekt okładki: Radek Bieliński Wsparcie merytoryczne: Bartek Domagała Korekta i edycja: Katarzyna Wróbel 2 Good morning korporacjo CV – RADEK BIELIŃSKI ____________________________________________________ Podsumowanie Od najmłodszych lat pisarz, gawędziarz, bajerant dziewcząt. Doskonały jak na warunki podwórkowe napastnik, strzelec wielu bramek na miarę Camp Nou, choć ich sława gasła wraz z zachodem Słońca. W latach młodzieńczych doskonale orientujący się w ofercie lokalnych sklepów monopolowych, z czym rodzice z zajadłością wojowali. Skutecznie. Dziś przykładny mąż, wzorowy tatuś, a w dechę kumpel. Od kilku lat wiodący życie schizofrenika to jest normalne życie (czyli pranie, sprzątanie, zakupy w hipermarkecie) oraz ośmioipółgodzinny żywot w korporacji (conf calle, presentations, common team work effort). Doświadczenie zawodowe Korporacja petrochemiko – rafinerowców, Lipiec 2008 – Luty 2011 Starszy Kontroler Osiągnięcia: • Podróże po Europie • 476 odbytych conf calli • 7249 wysłanych maili • Otrzymanie 17147 maili (w tym 11989 będąc w cc) • Laureat I Nagrody z zakresu wiedzy o BHP (2010) • Zwycięzca nieoficjalnego konkursu na ilość zjedzonych pączków w Tłusty Czwartek 2009 (w 2010 miejsce tuż za podium) • 4 miejscie w nieoficjalnej lidze piłkarzyków w 2010 Korporacja tytoniowców, Październik 2007 – Czerwiec 2008 Koordynator kontroli oraz procesów biznesowych Osiągnięcia: • Zoorganizowanie fajnego zespołu kontroli wewnętrznej • Zapraszanie tego zespołu na kolacje integrujące średnio raz w tygodniu, gdzie nigdy nie przejedliśmy (ani nie przepiliśmy) budżetu • Bycie zapraszanym na cotygodniowe kolacje integrujące przez zwierzchników, gdzie zawsze przejedliśmy budżet (o piciu w tak szacownym gronie nie było niestety mowy) • Wypalenie 14 darmowych papierosów (jak na niepalacza to całkiem niezły wynik) 3 Good morning korporacjo Niekorporacja, całkiem krakowska firma marketingowców, Maj 2007 – Kwiecień 2008 Kontroler Wewnętrzny Osiągnięcia: • Poznanie fantastycznych ludzi • Wykonanie masy fantastycznej roboty • Zjedzenie około 320 fantastycznie przyrządzonych hamburgerów w kantynie na parterze Korporacja komputerowców, Listopad 2005 – Maj 2007 Analityk Migracji / Kontroler Wewnętrzny Osiągnięcia: • Zapoznanie się z krakowskimi korkami w drodze do/z pracy • Zdobycie umiejętności zaparkowania samochodu nawet w najciaśniejszym zaułku, możliwie • Doskonalenie sztuki wprowadzania się w stan hibernacji podczas niezliczonych conf calli oraz blisko biurowca firmy prezentacji Edukacja • Odbyta Certyfikaty • Zdobyte Kursy • Przebyte Języki obce • Opanowane 4 Good morning korporacjo SPIS TREŚCI ROZDZIAŁ 1 – PORANEK ................................................................................................................................... 6 ROZDZIAŁ 2 – WIZYTA CEO, CZYLI SRACZKA MANAGEMENTU, ZAMKNIĘTE SCHODY ORAZ NIEZJEDZONE KANAPKI ........................................................................................................................................................ 19 ROZDZIAŁ 3 – SZTAB KRYZYSOWY .................................................................................................................. 35 ROZDZIAŁ 4 – HR-Y ......................................................................................................................................... 47 ROZDZIAŁ 5 – NOWY BOSS ............................................................................................................................. 53 ROZDZIAŁ 6 – PRZYJAŹŃ PANA EUGENIUSZA I EDMUNDA .............................................................................. 66 ROZDZIAŁ 7 – REKRUTACJA HEAD OF STRATEGY ............................................................................................ 74 ROZDZIAŁ 8 – RUDOLF .................................................................................................................................... 90 ROZDZIAŁ 9 – ANNUAL APPRAISAL, CZYLI NOWE ZADANIE Z ZAKRESU IT ....................................................... 99 ROZDZIAŁ 10 – HISTORIA JEDNEGO RAPORTU .............................................................................................. 111 ROZDZIAŁ 11 – NIEŁATWA SŁUŻBA PIONU MANAGERSKIEGO ...................................................................... 119 ROZDZIAŁ 12 – KORPORACYJNY GENIUSZ VAN RATTERA ............................................................................. 131 ROZDZIAŁ 13 – REORGANIZACJA ZASOBÓW ................................................................................................. 138 ROZDZIAŁ 14 – REALIZACJE RUDOLFA ........................................................................................................... 145 ROZDZIAŁ 15 – LEADERSHIP TOP MANAGEMENT CONFERENCE CALL ........................................................... 162 ROZDZIAŁ 16 – DYWAGACJE DEDRICKA ........................................................................................................ 181 ROZDZIAŁ 17 – WŁODEK I JEGO NOWY TEAM............................................................................................... 187 ROZDZIAŁ 18 – RESTRUKTURYZACJA ............................................................................................................ 193 ROZDZIAŁ 19 – TCHNIENIE SUKCESU ............................................................................................................ 198 ROZDZIAŁ 20 – WYLOT KAZIKA ..................................................................................................................... 203 ROZDZIAŁ 21 – ON, RON ............................................................................................................................... 212 5 Good morning korporacjo Rozdział 1 – Poranek MaxiMind e-mail, Inbox From: CEO To: ALL-MaxiMind Cc: CFO; CMO; COO; CP; CTO; OD; OB; IA; VPs; BHP Senior Officer; Continuous Improvement Executive Senior Specialist; Supportive Administration Experienced Officer; Buildings Maintanance Senior Director; Head of Strategy Subject: Strategic Enhancement. Deep Dive into continually impact an expanded array of relationships Moi Drodzy, jedynym prawdziwym „zasobem” naszej korporacji, skarbem MaxiMindu, jest zmotywowany oraz wykwalifikowany zespół, czyli Wy – w MaxiMindzie stawiamy na ludzi! Dla mnie, jako Waszego CEO, sukcesem firmy, sukcesem MaxiMindu, jest sukces każdego z Was z osobna. Każdego dnia obserwuję MaxiMind i z przykrością dostrzegam, iż nie jesteśmy dość dobrzy. Z przeprowadzonego audytu oraz raportu zewnętrznych konsultantów wynika, iż: 1. Co trzeci (!) spośród pracowników MaxiMindu po zakończeniu dnia pracy pozostawia brudny (!) kubek po kawie na swoim biurku. W świetle naczelnych zasad BHP zaniedbania tego typu mogą stać się poważnym ogniskiem rozwoju epidemii chorób (mających pośredni wpływ na spadek statystyk „Zero Goal for Accidents at Work”). 2. Co czwarty (!) spośród pracowników MaxiMindu dojeżdża do pracy samochodem z przynajmniej jedną brudną/zakurzoną szybą, co może stać się przyczyną kolizji lub wypadku (w tym śmiertelnego!), a tym samym spowodować spadek statystyk „Zero Goal for Accidents at Work”. 3. Siedmiu na dziesięciu pracowników MaxiMindu nie uśmiecha się, wykonując pracę, co jak przypominam, jest niezgodne z procedurą „MaxiMind – Corporate Behaviour”. Zachęcam Was do proaktywności. Proszę Was o zarezerwowanie czasu na spotkanie ze swoim Line Managerem, a w swoich umysłach o naciśnięcie przycisku z napisem: „Ja w MaxiMindzie, MaxiMind we mnie”. Zalecam Wam wzięcie odpowiedzialności za siebie, a poprzez to wzięcie odpowiedzialności za MaxiMind. Jesteśmy tu, by wspierać się nawzajem. Byliśmy, jesteśmy, bądźmy wielką maximindową Rodziną! Z korporacyjnym pozdrowieniem, Ron, CEO 6 Good morning korporacjo Włodek z aprobatą pokiwał głową. Oderwał wzrok od monitora. Wygodnie oparł się w ergonomicznym fotelu, nonszalanckim gestem ściągając okulary. Chuchnął w szkła, a następnie przetarł je mankietem koszuli, której deseń był zgodny z wymogami oraz kolorystyką MaxiMindu. Było kilka minut po szóstej. Wczesna pora pracy w jego przypadku nie dziwiła, podobnie zresztą jak i późne godziny, do których pozostawał w biurze. Ciężka, koncepcyjna praca sprawiała mu przyjemność. Piastując zaszczytne stanowisko Team Leadera działu AP, pilnował, by w pracy pojawiać się wcześniej od swoich przełożonych. Dzięki temu dla managementu stawał się żywotnym przykładem proaktywności, profesjonalizmu i – co oczywiste – głębokich outsourcingowych kompetencji. Kątem oka spojrzał przez okno. Zza porannych mgieł przedzierały się pierwsze promienie wschodzącego słońca. Rześkie i pachnące jeszcze nocą, nieco zbyt wilgotne powietrze owiewało parking czteropiętrowego biurowca korporacji. Oszklony ze wszystkich stron budynek, kreatywny wytwór architektonicznej wyobraźni, miał kształt drewnianej skrzynki na ziemniaki, w której jakiś szaleniec wyciął dokładnie taką liczbę okien, jakiej w momencie budowy wymagały przepisy budowlane. Okazały gmach mieścił siedzibę globalnego centrum outsourcingowego korporacji MaxiMind. Zgodnie z ustaleniami najwyższego managementu budynek otaczała jedynie krótko przystrzyżona, zieloniutka trawa. Inne formy roślinności były tu całkowicie zbędne czy nawet niebezpieczne. Istnienie drzew lub zbyt obfitych krzewów mogło zakłócić zgodność z normami BHP, przyczyniając się do zagrożenia zdrowia, a nawet życia pracowników. 7 Good morning korporacjo Mimo wczesnej pory wnętrze budynku wypełnione było pojedynczymi światłami, mieszaniną blasku lamp i poświaty monitorów. Najjaśniejszym punktem rozświetlonego od środka budynku było przestronne lobby wraz z recepcją. Światło nowoczesnych lamp, otulając ciepłe odcienie błękitu oraz zieleni w logo MaxiMindu, zapraszało nadjeżdżających pracowników do wnętrza. Za kontuarem recepcji zgromadził się blisko tuzin recepcjonistek, ochroniarzy i sprzątaczek. Miło było posiedzieć wspólnie przy kawce i z kanapką w ręku pooglądać sobie nieustającą telenowelę pod tytułem „Widok z kamer parkingu korporacji MaxiMind”. Podział ról był dość klarowny. Bezwiednymi aktorami zostali nadjeżdżający do pracy Księgowi. Recepcjonistki, posiadające dyplom ukończenia podstawowego kursu obsługi komputera, wcielały się w rolę operatorek kamer. Sprzątaczki zapewniały wysoką oglądalność serialu oraz ukwiecały go głośnymi komentarzami typu: „Patrz pani, jakie eleganckie kozaczki nosi ta po prawej” albo: „Patrz pani, jaki elegancki mężczyzna. Dyrektor jaki pewnie. Barczysty” czy w końcu: „Co on tak pluje, ten kurdupel. Jak mu zaraz powiem to…”. Ważną rolę w projekcji przekazu na żywo spełniali ochroniarze. Pilnowali oni, by nikt nie przeszkadzał sprzątaczkom, a przede wszystkim recepcjonistkom, bez których wspólne oglądanie nie byłoby możliwe. Przestrzeń przed budynkiem z wolna zapełniała się samochodami dojeżdżającymi doń w radosnym akompaniamencie warkotu silników. Jeden za drugim kierowcy mknęli przed siebie, tak by zająć odpowiednie do swojej rangi miejsce na firmowym parkingu. Co się tyczy niezmotoryzowanych, to z oczywistych powodów nie uczestniczyli w tym konkursie. Zamiast turnieju sprawnego parkowania jak najbliżej wejścia do budynku pracownicy bez samochodów brali udział w amatorskim półmaratonie na dystansie przystanek tramwajowy – bramka wejściowa biurowca. Z wypiekami na twarzy, wszyscy bez wyjątku, pędzili na złamanie karku, by rozpocząć kolejny dzień kolektywnej 8 Good morning korporacjo budowy korporacji XXI wieku. Marszobieg kończył się na wysokości stróżówki przy recepcji. Niewidoczną flagę w deseń szachownicy dzierżył w dłoni ochroniarz, lub jeśli ktoś woli: cieć, który właśnie kończył nockę, czyli odpowiedzialną służbę ochrony korporacyjnego biurowca. Chociaż – sądząc po minie – w jego ocenie była to zapewne służba o wiele bardziej zaszczytna i często bardziej niebezpieczna, niż komukolwiek mogłoby się wydawać. W wyczerpującym wyścigu do firmowych drzwi nie było przegranych. Wygrywali wszyscy. Niezliczeni triumfatorzy z rozrywającą pierś radością i łzami wzruszenia wbiegali do budynku. Ich umysły wewnętrznie eksplodowały od nadmiaru pomysłów na firmowe innowacje. Większość frunęła po schodach, ci z nadwagą ochoczo się po nich wdrapywali. Wszyscy z bananem na twarzy podążali do góry, by czym prędzej dopaść do swojego miejsca pracy. MaxiMind stanowił ich drugi dom. We własnych mieszkaniach niewielu z nich miało na ścianach tak ogromną liczbę plakatów, tyle broszur i ogłoszeń dostępnych nawet w toalecie. Nikt nie posiadał aż tylu drzwi otwieranych kartą dostępu oraz naprawdę nikt we własnym gniazdku nie mógł spotkać aż tylu prawdziwych przyjaciół naraz. Wyjątek stanowili ci spośród pracowników korporacji, których pensja pozwalała na wynajęcie jedynie pokoju lub stancji. MaxiMind był globalną korporacją, która nie produkowała zupełnie nic, lecz jednocześnie zajmowała się całkowicie wszystkim. Od pewnego czasu domeną firmy stało się prowadzenie księgowości innych, zaprzyjaźnionych korporacji. Częściowo lub w całości przenosiły one do MaxiMindu niektóre procesy, zwłaszcza te szalenie ambitne i skomplikowane. Według Zarządów oraz Top Managementu tych firm księgowość mogła być wykonywana przez MaxiMind sprawniej. W efekcie decyzji o przenoszeniu księgowości do MaxiMindu doświadczona i nieco już podstarzała siła roboczo-umysłowa z firm, skąd migrowano zadania „księgowopodobne”, stawała się zawodowo 9 Good morning korporacjo dyspozycyjna. Nadmiar wolnego czasu powodował, że z wielką ochotą i bez zbędnych dąsów po wielu latach pracy zasilali szeregi nadrzecznych wędkarzy, oglądaczy przedpołudniowych seriali i innych profesji, których – posiadając frapujące etatowe zajęcie – dotychczas nie mieli okazji poznać. W MaxiMindzie sytuacja wyglądała inaczej: stanowisk pracy przybywało. Pracowników też. Klarowne i czytelne obietnice ścieżek kariery, szybkich awansów i innych korporacyjnych wynalazków przyciągały do centrum księgowości outsourcingowej MaxiMind kolejnych absolwentów szkół wyższych, którzy – jak na Księgowych przystało – odznaczali się dyplomem z filologii, pedagogiki lub czegoś, co w jakikolwiek sposób pozwalałoby okiełznać korporacyjny świat finansów. W MaxiMindzie stworzono specjalną procedurę szkoleniową, w efekcie której nawet z najbardziej opornych na wiedzę w dwa tygodnie można było wyprodukować tak zwanego Młodszego Księgowego – podstawowe stanowisko w hierarchii, przez które zobowiązany był przejść każdy młody adept sztuki księgowania. Najistotniejszymi założeniami koncepcji centrum outsourcingowego MaxiMind były czynniki takie jak zdolna młodzież, perspektywiczna infrastruktura uniwersytecka oraz kreatywny sposób myślenia lokalnych społeczności. Czynnik kosztu pracownika też miał jakieś tam znaczenie. Dzięki całym rzeszom znających języki obce młodych, wykształconych ludzi zdobywano nowe spojrzenie na procesy biznesowo-księgowe. Dzięki młodości pracowników firma zyskiwała też świeżość, przez co można było pracować taniej oraz wydajniej. Szczególnie w godzinach wieczornych i nocnych. *** „Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”. Mówiąc inaczej, wszystkie udeptane eleganckimi butami i nie mniej szykownymi szpileczkami ścieżki 10 Good morning korporacjo korporacyjnej wykładziny prowadzą do kuchni. Kazik stał już tam samotnie, czekając, aż elektryczny czajnik wykona swoje uzasadnione i niezastąpione z biznesowego punktu widzenia zadanie. Czajnik, pomyślał Kazik, kolektywnie, w sposób systematyczny i regulaminowy daje wzór profesjonalnej postawy oraz benchmark wydajności pracy. Gdy temperatura zakamienionej wody osiągnęła poziom wrzenia, przelał ją do kubka z logo MaxiMindu, wypełnionego dofinansowaną, firmową kawą. Ciecz miała aromat kawopodobny, z domieszką substancji koloryzujących i zapachowych. Jako napój o plastikowym smaku i gumowym zapachu doskonale nadawała się jako dodatek do korporacyjnego śniadania. Kazik odruchowo podrapał się po karku. Kątem oka spojrzał w kierunku przyklejonej do ściany procedury. Zgodnie z nią sięgnął do lodówki i wyciągnął mleko do kawy. Kierując się zasadą o niezaglądaniu w zęby darowanemu koniowi, Kazik z wyraźnym grymasem pociągnął pierwszy łyk niezbędnej kofeiny. Kawa pomagała mu utrzymać koncentrację i świeżość umysłu przez osiem i pół godziny pełnych emocji, fantastycznych wyzwań oraz szaleństwa nowych zadań. Ilekroć przekraczał próg korporacji, miał wrażenie, że wkracza do alternatywnej rzeczywistości. W MaxiMindzie słowo „sens” nabierało nowego znaczenia, nową definicję zyskiwała szczerość, a prostolinijność stawała się zbędna, kontrowersyjna i niemile widziana. Koleżeństwo i ciepłe relacje międzyludzkie były jak najbardziej akceptowalne – o ile w wydaniu projektowym. Nieco inaczej pojmowano także znaczenie ludzi. W trosce o nich oraz w celu podnoszenia efektywności organizacji pracy siły roboczej przedstawiciele kierownictwa, czyli siły umysłowej, wprowadzili definicję FTE – jednej sztuki człowieka. Każdy miał swój korporacyjny numerek, każdy był 11 Good morning korporacjo przypisany do jakiegoś cost centera, krótko mówiąc, o nikim nie zapomniano – każdy był kimś. Kazik siorbnął kawę z kubka i przyjrzał się plakatowi na przeciwległej ścianie. Logo korporacji, a obok napis. – „Think, Create, Earn” – przeliterował szeptem. – Myśl, twórz, zarabiaj… Trudny rebus – dodał po chwili. – Za mało kawy… Slogan w połączeniu z logiem tworzyły nie lada intelektualne wyzwanie. Hasło jako całość lub każde ze słów z osobna były nieodgadnione. Kazik zmrużył oczy, popatrzył na plakat raz jeszcze i… dalej nic. Łamigłówka była zbyt trudna. To musiał stworzyć ktoś bardzo mądry, być może nawet geniusz lub – co również możliwe – dogłębnie upośledzony psychicznie, zdecydował. Nic z tego nie czaję. Plakatowe hasło, ze względu na głęboką i dojrzałą myśl, zarezerwowane było prawdopodobnie dla managementu wyższego szczebla, albo – czego teoretycznie także nie można było odrzucić – dla właścicieli harcerskiego zestawu do palenia trawki. Egzystencjalne rozmyślania przerwał Pan Eugeniusz, który wszedł do kuchni, nucąc coś pod nosem. – Dzień dobry, panie Kazimierzu – zagadnął Pan Eugeniusz, dzierżąc w dłoni niebieską szmatę ze starych kalesonów. – Piękny dzień. Cholernie rześki, słoneczny poranek. – To prawda, aż ręce same rwą się do pracy – odpowiedział Kazik, obserwując, jak niebieska szmata pełza po podłodze, by za chwilę wylądować na kontuarze, gdzie management wyższego szczebla kroi cytrynę do herbaty. 12 Good morning korporacjo – I ja też mam swoją robotę – uciął z uśmiechem Pan Eugeniusz, puszczając do Kazika oko. Odruchowo wytrzepał ze szmaty okruchy z kuchennego kredensu i wznawiając nucenie, rozpoczął czyszczenie automatu do kawy. Kazik starał wyobrazić sobie, gdzie leżała lub co robiła szmata, zanim wspólnie z Panem Eugeniuszem trafiła do kuchni. To ciekawe, że jeszcze nikt w firmie nie wpadł na to, by stworzyć procedurę czyszczenia automatu do kawy… Pana Eugeniusza znał tu każdy. Był rencistą, dorabiającym sobie na stare lata, tak by domknąć miesięczny budżet wydatków na hobby. Uwielbiał piwo, które spożywał hektolitrami. Wcześniej przez prawie trzydzieści lat pracował jako cieć w komunistycznym zakładzie, dopóki w cudowny i niewytłumaczalny sposób wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość, stamtąd nie wyparowało. Upadek poprzedniego pracodawcy otworzył przed Panem Eugeniuszem szerokie wrota kariery i nowe horyzonty. Od pewnego więc czasu w MaxiMindzie piastował stanowisko Senior Maintanance Specialist. Zajmowaną pozycję traktował jako swoisty awans zawodowy. Jeszcze nigdy w przeszłości nie był Senior Specjalistą. Poza tym, mimo prób zespołu HR, nie przyjął szeregowego stanowiska Młodszego Księgowego. Cechą charakterystyczną Pana Eugeniusza był absolutny brak higieny i dwudniowy zarost. Automaty do kawy czyścił tym samym wyciorem, którego używał do czyszczenia pisuarów. Poprzez obsługę toalet niejako kontrolował żywot księgowej braci korporacji. Można by nawet rzec, że był na jakiejś tam płaszczyźnie ich szefem. W wolnych od fascynującej pracy chwilach zagłębiał się swoimi długimi i brudnymi pazurami w nosie, co oprócz pogaduszek z samym sobą zapewniało mu ośmioipółgodzinną rozrywkę. I choć nikt nigdy nie był w stanie określić, czym zajmuje się Pan Eugeniusz, ten sprawiał wrażenie lojalnego firmie oraz oddanego swojemu zajęciu. Przez szefostwo firmy 13 Good morning korporacjo traktowany był zawsze jako dobry duch, dyżurny mędrzec i oaza spokoju. W rzeczywistości Pan Eugeniusz był rzadkiej urody pijakiem i moczymordą, którego hobby ograniczało się do oglądania meczów drugiej ligi polskiej piłki nożnej, podczas których klął jak szewc i pił jeszcze więcej. Oprócz piłki nożnej pasjonowały go też sporty walki. Szczególnie w praktyce. Uwielbiał boks. Podczas swojej wieloletniej amatorskiej kariery w zaciszu domowym stoczył wiele pasjonujących pojedynków. Po jednej z kolejnych wygranych walk pokonana żona opuściła go wraz z nastoletnimi dziećmi. Odejście wieloletniego sparingpartnera zmusiło go do zakończenia owocnej kariery. Pozostał niepokonany na arenach walk od łazienki, przez salon, pokój dzieci, aż po kuchnię. Sam Pan Eugeniusz twierdził, że to piwo zniszczyło mu życie, dlatego postanowił, że pewnego dnia pozwie browary i po uzyskaniu odszkodowania zwiedzi pół świata, a przede wszystkim pojedzie na Oktoberfest. Zbliżała się dziewiąta rano. Do kuchni zaczęli wkraczać bez słowa powitania kolejni pracownicy, przepychając się w ciszy do wyczyszczonego automatu z kawą. Milczenie ludzi mijających się każdego dnia było wpisane w kulturę firmy, gdzie obok Team Workingu do naczelnych zasad należało „Full Respect for All”. Kazik odszedł na bok. Usiadł wygodnie przy jednym z wolnych stolików, postawił przed sobą kubek z kawą, oparł się wygodnie i zagłębił w lekturze zaprenumerowanego przez firmę czasopisma. Pracował w korporacji od prawie pięciu lat. Zgodnie z podjętym jeszcze na studiach planem niczym samotny himalaista starał się wspiąć na którykolwiek z oblodzonych szczytów trudnego outsourcingowego pasma ścieżek kariery. Każdy biznesowy dzień stanowił samotny, szaleńczy atak na coraz to wyższe, zdradliwe, często śliskie, lecz niezaprzeczalnie zawsze ambitne wzniesienia. Zgodnie z obiegową opinią o szybkich awansach i szansach dla 14 Good morning korporacjo najzdolniejszych Kazik wciąż cierpliwie na nie czekał. Podobnie zresztą jak w zasadzie wszyscy inni pracujący z nim ręka w rękę lub – w przypadku kierownictwa – głowa w głowę. Najważniejsze, że każdy dzień obfitował w nowe wyzwania, dzięki którym zdobywał nowe szlify do korporacyjnego CV. W rezultacie małymi kroczkami, chcąc nie chcąc, wtopił się w rzeczywistość firmy na czele z jej wyzwaniami intelektualno-życiowymi. Niedawno skończył trzydzieści jeden lat, niezmiennie dzierżąc stanowisko Młodszego Księgowego działu AP w centrum outsourcingowym. Płacili całkiem, całkiem, szczególnie w porównaniu do pensji nauczycieli, pielęgniarek i kierowców miejskich autobusów. Kazik był brązowookim, niewysokim mężczyzną z lekką niedowagą. Uchodził za pogodnego i towarzyskiego. Wydawać się mogło, że uśmiech nie znikał z jego twarzy. Jednym słowem, był energicznym i ciepłym młodym człowiekiem. Pochodził z najnormalniejszej w świecie rodziny. Na nic nigdy nie brakowało, choć na znajomości i kieszeń rodziców nie mógł liczyć. Okres edukacji przeszedł bezboleśnie, żywo interesując się nauką, sportem i dziewczynami. Dość dobre wyniki w tych dziedzinach przysporzyły mu wielu znajomych. Będąc bystrym człowiekiem, dość szybko zrozumiał, że aby do czegoś w życiu dojść, musi dać z siebie więcej niż wszyscy. Kilka lat temu skończył studia. Pełen nadziei zaczął pracować w korporacji i choć zarabiał najmniej spośród całej rodziny, wierzył, że rozwinie się i że kiedyś będzie zarabiał przynajmniej podobnie do swojego brata, pracującego jako operator dźwigu przy budowie hipermarketu. W mieście był nowy. Przyjechał tu za pracą, którą dostał zaraz po studiach. Jego rodzice poczuli ulgę i dumę. Dość szybko zaaklimatyzował się i poznał dziewczynę, z którą szybko się ożenił. Gosia, podobnie jak on, pracowała w dużej korporacji, bliźniaczo podobnej do korporacji Kazika. 15 Good morning korporacjo Delikatną różnicą był brak plakatów z napisem Think, Create, Earn. Zamiast nich management firmy Gosi zafundował inne, ozdobione zadowoloną grupką różnokolorowej młodzieży, podnoszącej ręce w triumfalnym geście. Plakaty podpisano: We are creating this Together. Mimo prób rozgryzienia, co kryje się za słowem „this”, czyli co niby Gosia tworzy wspólnie z innymi, nie udało się nic sensownego wymyślić. Hołdując modelowi „Double income, no kids”, Gosi i Kazikowi żyło się dość dobrze. Podobnie jak w rodzinnych domach niczego im nie brakowało, choć nie było to życie perskiego szacha. Jak u większości znajomych połowę ich dochodów pochłaniał trzydziestoletni kredyt hipoteczny na mieszkanie, reszta przeznaczona była na kredyt na samochód i cotygodniowe zakupy w hipermarkecie. Tymczasem poranek zbliżał się do końca, a chętnych do przeczytania gazety nie brakowało. Kazik nie miał serca dłużej przetrzymywać egzemplarza gazety. Ostatni nieprzeczytany artykuł, o psie-człowieku, postanowił zostawić sobie na „po lunchu”, a gazetę oddać przebierającemu nogami koledze, piastującemu zaszczytną funkcję Focal Pointa do spraw Template’u Prezentacji PowerPoint. Ten jako alternatywę czytania gazety miał jedynie calla z Hindusowcami w sprawie ujednolicenia rozmiaru czcionek w procedurach MaxiMindu. Był najwyższy czas, by udać się do game roomu na trzecim piętrze, czyli do dość obszernego, dobrze wyposażonego miejsca rozrywki, zorganizowanego w ramach szczodrości managementu. W przerwach od pracy każdy mógł tam oddać się rozmyślaniom nad głębokim sensem swojej biznesowej egzystencji. Game room stanowił miejsce kultowe dla pewnej, dość elitarnej, grupy Młodszych Księgowych, specjalizującej się w grze w bilard, a zwłaszcza w piłkarzyki. Niektórzy, spędzając na treningu około pięciu godzin dziennie, 16 Good morning korporacjo doszli do najwyższego poziomu, zaskarbiając sobie szacunek i uznanie innych współgraczy. Jak przyznawali, praca przy księgowaniu bardzo im odpowiadała. Podczas księgowania mogli chwilę odpocząć od wyczerpującej skądinąd gry oraz przerwać niezbędną podczas rozgrywki koncentrację. Obecność podczas księgowania nie była na szczęście szczególnie istotna. Pracownicy centrum stanowili zasób taktyczny, stąd w sensie strategicznym absencja w miejscu pracy pozostawała niezauważana. Dla niewtajemniczonych zawodowi gracze w table soccer uchodzili jedynie za niezwykle zajętych Księgowych, którzy biegali rzekomo ze spotkania na spotkanie. Kazik porozumiewawczo puścił oko do Jacka, stałego kompana do gry w piłkarzyki. Jako pracownikom wiele można byłoby im zarzucić, lecz na pewno nie brak systematyczności lub obowiązkowości. Od dwóch lat nie opuścili żadnego z porannych treningów. Na umówiony znak skinęli głowami. Udali się do swoich biurek. Każda dobrze przygotowana akcja wymaga przygotowania wywiadowczego. Gdy już upewnili się, że w pobliżu ich biurek nie kręci się żaden wścibski manager oraz że nie są pod obserwacją żadnego Focal Pointa do spraw Informowania Managementu o Błędach Kolegów, kiwnęli do siebie głowami raz jeszcze. Jacek podszedł do Kazika i konspiracyjnym tonem wyszeptał: – To jak? Formacja „rozproszenie”? – Rozproszenie? Nie rozumiem… – Kazik rozglądnął się wokół, czy nikt wścibski nie podsłuchuje. – No co ty. Oczywiście, że „rozproszenie”. Ty weźmiesz do ręki laptopa, ja wcześniej przygotowaną stertę papierów. Obaj pójdziemy w dokładnie przeciwnych kierunkach. Ty do wyjścia 4A, ja do wyjścia 4F. W razie czego na pewno ostatecznie zgubimy ogon, zanim dotrzemy do game roomu. – 17 Good morning korporacjo Doświadczenie zawodowe Jacka z pewnością mogło zaimponować każdemu Młodszemu Księgowemu. – Czyli rutynowo? – Kazik uśmiechnął się znacząco. – Rutynowo. – Jacek lekko kiwnął głową. – Gdy już pogramy, wracamy tak samo. – W formacji „rozproszenie”? – zdecydował się ostatecznie potwierdzić wspólną wersję Kazik. – Bingo. – Tym razem to Jacek uśmiechnął się szeroko. Zgodnie z ustaleniami panowie przyjęli formację „rozproszenie”, czyli idąc do game roomu, poszli w przeciwnych kierunkach. Nadszedł czas rozpoczęcia dnia roboczego. 18 Good morning korporacjo Rozdział 2 – Wizyta CEO, czyli sraczka managementu, zamknięte schody oraz niezjedzone kanapki Kazimierz przeciągnął się przy biurku. Właśnie zakończył księgowanie kilkudziesięciu bliźniaczo podobnych faktur. Każda kolejna była wspaniałą księgową przygodą. Księgując, Kazik przenosił się do krainy korporacyjnej baśni, pełnej nieoczekiwanych zwrotów akcji, samotnych intelektualnych potyczek i – jak to w pięknych baśniach bywa – gdzie zawsze w końcu wygrywały rycerskość i dobro. Z szybciej bijącym sercem oderwał się od ekranu monitora, spojrzał przed siebie i pobudzonym niesamowitą przygodą wzrokiem ogarnął bezkres open space. Pracownicy MaxiMindu byli usadowieni w rzędach i kolumnach, pośród otwartej przestrzeni biura. Siedzieli w dwumetrowych odstępach, niczym czarno-białe pionki do warcabów. Przeżywali dokładnie tę samą przygodę, z zapartym tchem oraz wypiętą w bohaterskiej pozie piersią delektowali się Team Workingiem. Intymność, spokój i ciszę pozostawiali sobie na czas samotnych wieczorów. W MaxiMindzie stawiano na kolektyw i wspólną pracę pośród grup przyjaciół. Do nawiązywania koleżeństwa i prawdziwych, szczerych przyjaźni w rozlicznych folderach korporacyjnego behaviour namawiał departament Human Resources, czyli HR-y. Biurko obok biurka siedzieli więc przyjaciele, związani prestiżem tego miejsca, obcując z najnowocześniejszymi, wysoce zaawansowanymi technologiami XXI wieku. Zgodnie z wytycznymi najwyższego kierownictwa pracownicy dbali o swój image. Wskazane i zalecane przez specjalną procedurę stały się eleganckie koszule, schludne garnitury, a nade wszystko ściśle przylegający do szyi krawat, który nadawał animuszu Młodszym Księgowym, poprzez telefon oraz pocztę elektroniczną rozwiązującym rozliczne, różnorodne i ambitne finansowe kwestie. Elegancki strój stał się atrybutem Księgowych centrum 19 Good morning korporacjo outsourcingowego, poprzez który realizowali misję tworzenia nowoczesnego środowiska biznesowego i innowacyjnego modelu zarządzania. Kazik rozejrzał się wokoło i zobaczył ocean głów towarzyszy tej samej przygody. To wraz z nimi zaraz po studiach filologii lub pedagogiki trafił do korporacji – miejsca, w którym spełniały się marzenia. Ścieżka kariery, szybki rozwój, zdobycie wiedzy eksperckiej, bycie rozchwytywanym przez headhunterów z najdalszych zakątków świata. Sekretarka, limuzyna, szofer, Dubaj… a tymczasem szybko spuścił oczy, bo jego wzrok napotkał zafrasowane spojrzenie Team Leadera. – Czy mógłbyś usiąść w pozycji zgodnej ze standardami i procedurą BHP? Wiesz, że nietrzymanie rąk na biurku może powodować zespół nadgarstka. Wal się Włodek, pomyślał twórczo Kazik. – Jasne – odpowiedział, a następnie odruchowo zacytował wszędobylskie hasło rozklejone przez Senior Koordynatora do spraw BHP MaxiMindu: – W końcu „obecny miesiąc jest miesiącem BHP. To ważne wydarzenie, szczególnie w aspekcie troski o nas i nasze bezpieczeństwo”. Kazik usiadł w poprawnej pozycji z zadowoleniem porównywalnym jedynie do satysfakcji, jaką daje wyjście z pracy w piątkowe popołudnie. Wiedział swoją drogą, że i tak wytyczne ma schowane daleko i głęboko, tam gdzie plecy kończą swoją szlachetną nazwę. Zgodnie z jednym z proaktywnych pomysłów zapracowanego managementu każdy miesiąc poświęcony był ważnym, strategicznym aspektom korporacji. W związku z tym każdy z pracowników zobowiązany był po godzinach pracy przejść szereg interesujących, internetowych szkoleń. Co bardziej ambitni i innowacyjni organizowali prezentacje i warsztaty dla 20 Good morning korporacjo koleżanek i kolegów. Z reguły tego typu inicjatywy dawały autorowi nieograniczone wręcz pole do popisu w sensie rozwijania kreatywności i utrzymywania atmosfery wspaniałej zabawy. Jeśli ktoś pozostawałby niezmotywowany do tego typu działań, opornych ostatecznie przekonać mogło czujne oko managementu, dostrzegające najbardziej aktywnych pracowników. W cenie byli zwłaszcza ci, którzy realizowali misję przełożonych oraz troskę firmy o to, aby kwestie dobra społecznego były głośno podkreślane jako te, które w MaxiMindzie nie są wcale obojętne. Tematy szkoleń, akcji pracowniczych oraz od czasu do czasu organizowanych kółek zainteresowań były rozmaite. Dotyczyły nie tylko BHP, ale także ochrony drzew w strefie podzwrotnikowej, wymierającego gatunku gęsi hawajskiej, problematyki szkodliwości pestycydów w uprawie ziemniaka. Jednym słowem, każdy mógł znaleźć jakiś niezwykle ciekawy temat i co najważniejsze – miał możliwość wykazania się własną inicjatywą. Tymczasem korporacyjnie nastawiony, lojalny panującym zasadom i politykom Team Leader Włodzimierz wrócił do swojego desku. Władczym wzrokiem spojrzał przez okno, wpadając w refleksyjną zadumę nad daleką drogą, jaką pokonał z Łochtynowa aż na czwarte piętro metropolitarnej korporacji. Włodek był niewysokim, łysiejącym na środku głowy Team Leaderem, z rudą kozią bródką, w której z niewiadomych powodów gromadził się łupież. Stosownie do kierowniczego stanowiska Team Leader dzierżył głowę wysoko, patrząc na Księgowych nieco z góry, tak by nikt nie miał wątpliwości, że to właśnie on jest siłą umysłową open space. W doglądaniu porządku pomagały mu modne pięć lat temu okulary. Wzrok wyrażał nieustającą empatię, gotowość do pomocy oraz dogłębne rozeznanie zagadnień finansowo-księgowych. Mnogość odbytych przez niego szkoleń managerskich przekładała się na poziom 21
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Good Morning Korporacjo
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: