Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00257 007311 10186310 na godz. na dobę w sumie
Ha! - ebook/pdf
Ha! - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 120
Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Język publikacji: polski
ISBN: 9788323397304 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe >> proza
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Wie tylko, że dni spędzone z matką w domu, w którym panowała żałoba, łączyły się jak kolejne ogniwa, uniosły i owinęły wokół jej szyi. Kiedy rozeszły się tłumy żałobników, ucichł szelest urzędowych papierów, światło pojawiało się wieczorem w tylko jednym pokoju, każde pukanie do drzwi sprawiało, iż myślały, że przyszedł, jakby nie umarł, i może właśnie dlatego, to znaczy, kiedy zostały same w domu, zawsze wysprzątanym, żeby zmarły ojciec mógł znaleźć kurtkę, papierosy i okulary tam, gdzie je zostawił, gdy wróci, i wiele tygodni później, kiedy zdały sobie sprawę z tego, że naprawdę zostały same razem…

(fragment książki) 


Utrzymane w melancholijnym tonie opowiadania Oğuz dotykają psychologicznego i politycznego wymiaru żałoby. Punktem wyjścia jest śmierć ojca autorki, należącego do pokolenia 1968 roku, pokolenia, które doznało wielu krzywd podczas przewrotu wojskowego w Turcji lat osiemdziesiątych. Ha! jest więc opowieścią pogrążonej w żałobie córki, która rozpaczliwie próbuje się pogodzić z osobistą stratą, usiłując jednocześnie rozliczyć się z trudną historią swojego kraju, wciąż nieprzyznającego się do popełnionych zbrodni.


Intymna opowieść kobiety próbującej poradzić sobie z żałobą po ojcu, co rodzi u niej szereg refleksji nad swoim dzieciństwem i innymi rodzinnymi więziami.

Szczere Recenzje


Przejmujący i poetycki monolog ojca pozwala w pełni zobaczyć sens rozsypanych w „Ha!” motywów, słów, zdań. Jest też świadectwem pogodzenia się z utratą i pięknie pokazuje wiarę w uobecniającą moc literatury.

Laboratorium Więź


Birgül Oğuz (1981) -turecka dziennikarka i tłumaczka. Studiowała komparatystykę i kulturoznawstwo na Uniwersytecie Bilgi w Stambule. W 2006 roku otrzymała stypendium im. Hazela Heughana na Uniwersytecie w Edynburgu. Jej opowiadania, eseje, artykuły i tłumaczenia publikowane są w najważniejszych tureckich magazynach literackich i czasopismach kulturalnych. W 2013 roku Oğuz była rezydentką w prestiżowym ośrodku pracy artystycznej Q21 w Wiedniu. Obecnie jest doktorantką na Uniwersytecie Boğaziçi w Stambule.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Birgül Oğuz (1981) – turecka dziennikarka i  tłu- maczka. Studiowała komparatystykę i  kulturoznaw- stwo na Uniwersytecie Bilgi w Stambule. W 2006 roku otrzymała stypendium im. Hazela Heughana na Uni- wersytecie w Edynburgu. Jej opowiadania, eseje, arty- kuły i tłumaczenia publikowane są w najważniejszych tureckich magazynach literackich i czasopismach kul- turalnych. W 2013 roku Oğuz była rezydentką w pre- stiżowym ośrodku pracy artystycznej Q21 w Wiedniu. Obecnie jest doktorantką na Uniwersytecie Boğaziçi w Stambule. „Wie tylko, że dni spędzone z matką w domu, w którym panowała żałoba, łączyły się jak kolejne ogniwa, uniosły i owinęły wokół jej szyi. Kiedy rozeszły się tłumy żałobników, ucichł szelest urzędowych papierów, światło pojawiało się wieczo- rem w tylko jednym pokoju, każde pukanie do drzwi sprawiało, iż myślały, że przyszedł, jakby nie umarł, i może właśnie dlatego, to znaczy, kiedy zostały same w domu, zawsze wysprzątanym, żeby zmarły ojciec mógł znaleźć kurtkę, papie- rosy i okulary tam, gdzie je zostawił, gdy wróci, i wiele tygodni później, kiedy zdały sobie sprawę z tego, że naprawdę zostały same razem…” Utrzymane w melancholijnym tonie opowiadania Oğuz dotykają psychologicz- nego i politycznego wymiaru żałoby. Punktem wyjścia jest śmierć ojca autorki, należącego do pokolenia 1968 roku, pokolenia, które doznało wielu krzywd pod- czas przewrotu wojskowego w Turcji lat osiemdziesiątych. Ha! jest więc opowie- ścią pogrążonej w żałobie córki, która rozpaczliwie próbuje się pogodzić z oso- bistą stratą, usiłując jednocześnie rozliczyć się z trudną historią swojego kraju, wciąż nieprzyznającego się do popełnionych zbrodni. B i r g ü l O ğ u z H A ! NAGRODA LITERACKA UNII EUROPEJSKIEJ 2014 Patroni medialni www.wuj.pl Birgül Oğuz HA! Ha!_okladka1.indd 1 2016-02-19 09:57:47 Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego HA! Birgül Oğuz HA! Tłumaczenie Danuta Chmielowska Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Projekt okładki Agnieszka Kucharz-Gulis Fotografia na okładce: Depositphotos/ photocosma Tytuł oryginału: HAH Originally published in the Turkish language under the title HAH in 2012 Copyright © 2012, Metis Yayınları Published by arangement via AnatoliaLit Agency © Copyright for Polish Translation and Edition by Wydawnictwo Uniwersy- tetu Jagiellońskiego Wydanie I, Kraków 2016 All rights reserved Niniejszy utwór ani żaden jego fragment nie może być reprodukowany, przetwarzany i rozpowszechniany w jakikolwiek sposób za pomocą urzą- dzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych oraz nie może być przechowywany w żadnym systemie informatycznym bez uprzedniej pisemnej zgody Wydawcy. Projekt współfinansowany przez Komisję Europejską w ramach programu Unii Europejskiej „Kreatywna Europa”. Publikacja odzwierciedla jedynie poglądy autora i Komisja Europejska nie ponosi odpowiedzialności za umieszczone w niej treści. ISBN 978-83-233-4047-8 www.wuj.pl Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Redakcja: ul. Michałowskiego 9/2, 31-126 Kraków tel. 12-663-23-81, tel./fax 12-663-23-83 Dystrybucja: tel. 12-631-01-97, tel./fax 12-631-01-98 tel. kom. 506-006-674, e-mail: sprzedaz@wuj.pl Konto: PEKAO SA, nr 80 1240 4722 1111 0000 4856 3325 Odszedł, mówiąc: „jest jeszcze jedna rewolucja”. Mojemu drogiemu ojcu Üzgün Uzunowi Spis treści 9 11 21 33 43 45 47 75 77 93 109 117 KWAS SOLNY Wróć Stój Mów Czterdzieści Z Obrót DUCH WODY Dotknij Pamiętaj Wyjdź O tłumaczce KWAS SOLNY 9 O jeden, o żaden, o nikt, o ty: dokąd szło, jeśli donikąd szło? O, ty kopiesz i ja kopię, i przekopuję się do ciebie, a u palca budzi się nam pierścień. Paul Celan, A była ziemia w nich* * tłum. F. Przybylak [w:] P. Celan, Utwory wybrane, wyb. i oprac. R. Krynicki, Wydawnictwo Literackie, Warszawa 2003, s. 123. Wróć MOJA MATKA MNIE NIE URODZIŁA. Wzięła na ręce. Pozostawiła pod przypadkową akacją. I pewnego dnia właśnie tam się odnalazłam. Drzewo zaszumiało, a ja mocno je chwyciłam, zaszumiało, dalej kurczowo się trzymałam. Podobna drobince ryżu stałam się wiel- kim, smutnym cieniem akacji. Dziękuję matce, że odrzuciła mnie w odpowiednim czasie. Jestem chłodna, czuję pustkę. Siła emanująca z akacji niespodziewanie wyłoniła obraz mej duszy, mego cienia, istniejącej we mnie pustki. Myśli są gorz- kie, nie staram się nawet ich zapamiętywać. Czuję pust- kę, oddaliłam się od świata. Cały czas dziękuję matce, że nie zmuszała mnie do niczego, więc i nie wybaczała. Czy to oni, żałobnicy? Ha! Są zmęczeni. Świat jest beztroski, ciało ludzkie – ciężkie, mówią. Z prochu powstałeś, w proch się ob- rócisz, mówią. Każdy, przychodzący jeden po drugim, 11 podobnie się wypowiada: Świat, ach ten świat, źle został urządzony ten grzeszny świat! Powtarzają, roz- kładając ramiona, klękają. Odrzucając głowy w tył, otwierają szeroko podobne do wyschniętej studni usta. Nie mówią, szlochają. Nie mówią, mamroczą: a niech cały świat się zawali, po co mnie, nam, im taki pod- ły świat, ach… I potem słowa cichną. Jeden z drugim milczą, leżąc z rozrzuconymi rękami i nogami w róż- nych pozach z rozwianym włosem, poobrywanymi guzikami, jak ranne zwierzęta z torsami podobnymi do kamiennych popiersi. Nastaje cisza, tak że słychać jedynie bicie własnego serca, grobowa cisza. Milcząco wchodzi jeszcze jeden żałobnik i jeszcze jeden, z każ- dym nowym ponownie się obejmują. Wszyscy chwieją się, wstając z kolan. Dotykając czołami ziemi, ściszo- nym głosem: i my, czemu nie umarliśmy w momencie narodzin, opuszczając macicę, nie wydaliśmy ostatniego tchnienia? Niech ten świat piekło pochłonie! Zaraz po tym, wzdrygając się, otrzepując i doprowa- dzając do porządku, tłumaczą, nic na to nie poradzimy, już na nim jesteśmy, nic nie poradzimy. Cóż, musimy żyć, nic innego nam nie pozostało. Co się stało, to się nie odstanie. Przeznaczenia nie da się oszukać. Wystarczy, by nie zwariować. Wiele razy doświadczyliśmy, że wraz ze śmiercią życie się nie kończy. Niech będzie wieczny. My jakoś damy sobie radę na tym świecie. Niech mu ziemia 12 lekką będzie, niech wystarczy cierpliwości. A niech Bóg chociaż zabiera w kolejności. Niech trafi do raju. Niech nie zabraknie żałobnej chałwy z kaszy manny. Jaka szko- da, że Bóg wezwał go tak wcześnie. Był ubogi, nie miał pieniędzy na odkupienie grzechów, nic na to nie pora- dzimy, widać Pan kochał go bardzo. Na razie, co jemu się przytrafiło, nas nie dotyczy. Już doświadczyliśmy. Życzy- my świętej pamięci, słodyczy, cierpliwości. Niech nie za- braknie pistacji, palącego się kaganka, niech wszystkiego będzie w bród, bo wkrótce nie starczy dla nikogo tego, co cierpliwość, chałwa, wyrzekania – ach, och, czas. Dlaczego zasmuconym dodaje się otuchy, tych ze złamanym sercem pociesza? Gdybym nawet starała się zrozumieć, to nic z tego by nie było: tak naprawdę dla- czego oni właśnie nie wydali ostatniego tchnienia przy swych narodzinach? Czyż do tej pory nie byliby rozluź- nieni, odprężeni? Nie mogę na nich patrzeć ani spojrzeć w oczy, niech odejdą. Już powiedziałam, z czasem pójdą, zrozumieją sens mych słów. Ale oni wiedzą swoje. Jest jedna spra- wa, która ich tu wszystkich naraz sprowadza. Wszech- obecny lament, ach i och, każdy z nich, poruszając wargami, inną odmawia modlitwę. Każda z ich dłoni skierowana ku niebu jak wypełniona lamentami niewi- dzialna gliniana miska. I ponownie, później znów achy i ochy. Z jednej strony my, lamentując, wykrzykując 13 ach, och, czyż nie zastanawiamy się, że na bezkresnej Saharze, kraju kaktusów, nasze nieszczęście nie ma najmniejszego znaczenia, świat nadal kieruje się swymi zasadami i jak tam usłyszą te nasze wzdychania, to i tak się nic nie zmieni? Nie wiedzą, że cień drzewa padający na ziemię jest jego myślą. A wystarczy powiew wiatru, by ją roznieść. I wtedy do gry wchodzi akacja. Dwa razy się zakołysze, trzy razy zaszumi. A co to był za szum, to tamten z cza- sów matki. Wystarczy, wystarczy – powiem, gdy dojdę do głosu: wynoście się! Co za obręcz, zaciska się. Usta krzyczą, wiatr się wzmaga. Jakaż to obręcz, nie da się oddychać. Cierpliwość, ach, chałwa z kaszy manny, czas i tym po- dobne. Tłok w przestworzach, zacieranie śladów stóp. Potem wbijają oczy w niebo. Ich wzrok ma dziwny wyraz. To spojrzenie, które wyczerpuje moją cierp- liwość. Do cholery! Po co wodzić wzrokiem po pustym niebie? Co tam można dostrzec, na Boga, co tam jest, ty- siąc dżinów, a może szare lisy? A może wojenny rydwan opuszczający się powoli z przestworzy, czy to Allah? Co tam jest, do cholery? Niech ci żałobnicy odejdą! Cześć! Wszystko jedno, co czujecie, na wszystko zgo- da, ale się wynoście, spadajcie! Powiedz coś, akacjo, ej, powiedz: bądźcie zdrowi, ale wynoście się, powiedz im tak! 14  Mój Boże, gdziekolwiek jesteś, daj znak. Ponieważ kto pierwszy raz usłyszy Gül, nie będzie ponownie szukał ku temu okazji. Jakaś dziwna rzecz przechodzi z niej na nas. Cuchnąca, zła, nie do zniesienia. Ale Gül nic sobie z tego nie robi. Odwraca się w stro- nę dopiero co ułożonego ciała zmarłego. Dom w żałobie doprowadza wszystkich do sytuacji, w której nie mo- żemy funkcjonować. Chowając się pod koc, milknie, czując się urażona, i tak, jakby chciała nas unicestwić. Potem pozostawia bezsilne ciało. Udając się w otchłań, przygląda się duszy ze znaną sobie wściekłością. Gül jest samotna. Gül jest jedna. Ta sama sylwetka, jeden cień, jedna pustynia! Czego jeszcze można innego życzyć, czegóż to? Nie została w niej ani żałoba, ani pamięć. Szlocha. Jesteśmy zdruzgotani. W ogóle nie powinniśmy się urodzić. Jesteśmy pomyłką sprzed lat. Czy ta Gül zrodziła się w domu panującej żałoby, że tak postępuje? Naprawdę, co ona wie? Czego my nie powiemy, to przyszłość ujawni. My- ślicie, że ona nie ma nic do powiedzenia, czas będzie płynąć, a minione lata niespodziewanie powrócą: Güül! Chodź! Choodź! Wróóć! Czy umiera się, nie będąc martwym, czy grzebie się świadomy jeszcze umysł? 15
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:


Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: