Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00855 020764 17748221 na godz. na dobę w sumie
Heidi - ebook/pdf
Heidi - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 113
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> młodzieżowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
'Heidi' wciąż jest popularna, mimo upływu czasu. Powieść została nawet sfilmowana, serial telewizyjny zrealizowany na jej podstawie miał wielkie powodzenie, prezentowała go także polska telewizja. Opowieść o dzielnej i mądrej dziewczynce imieniem Heidi, wpisana w sielski krajobraz Alp, jej przyjaźń z chorą Klarą i zbawienny wpływ Heidi na zdrowie i samopoczucie przyjaciółki jest wprawdzie nieco naiwna i podporządkowana czytelnej tendencji, lecz posiada nieodparty urok i mądre przesłanie. Zniewala też wiarą w siłę życiowego optymizmu i serca, przekonaniem, że ludzie są z natury dobrzy.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocz(cid:261)ć lektur(cid:266), kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dost(cid:266)p do spisu tre(cid:286)ci ksi(cid:261)(cid:298)ki. Je(cid:286)li chcesz poł(cid:261)czyć si(cid:266) z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poni(cid:298)ej. JOHANNA SPYRI HEIDI 2 Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, Gda(cid:276)sk 2ŃŃŃ 3 ROZŹZIAŁ I W DRODZE DO HALNEGO STRYJKA Od cichego, starego miasteczka wiodła (cid:286)cie(cid:298)ka przez zielone, zadrzewione ł(cid:261)ki do stóp gór, które z tej strony wysokie i powa(cid:298)ne spogl(cid:261)dały w dolin(cid:266). W miejscu, gdzie (cid:286)cie(cid:298)ka zaczyna wspinać si(cid:266) wzwy(cid:298), ci(cid:261)gn(cid:261) si(cid:266) wrzosowiska z krótk(cid:261) traw(cid:261), g(cid:266)sto przetykan(cid:261) soczystymi ziołami górskimi, które rozsiewaj(cid:261) sw(cid:261) mocn(cid:261) wo(cid:276) wokoło. (cid:285)cie(cid:298)ka ta wiodła stromo ku Alpom. T(cid:261) wła(cid:286)nie drog(cid:261) szła pewnego słonecznego, czerwcowego ranka rosła, silnie wygl(cid:261)daj(cid:261)ca dziewczyna, góralka z tych stron, prowadz(cid:261)c za r(cid:266)k(cid:266) dziecko, które miało tak rozpromienione policzki, (cid:298)e czerwie(cid:276) ich prze(cid:286)wiecała poprzez opalon(cid:261) na br(cid:261)zowo skór(cid:266). Ale nic dziwnego. Źziecko, mimo upalnego dnia czerwcowego, było opatulone, jak podczas wielkiego mrozu. Mała dziewczynka miała zaledwie pi(cid:266)ć lat. Trudno jednak było si(cid:266) domy(cid:286)lić, jakie były jej wła(cid:286)ciwe kształty, gdy(cid:298) miała na sobie dwie czy trzy sukienki, a na tym wszystkim du(cid:298)(cid:261) czerwon(cid:261) chustk(cid:266), przewi(cid:261)zan(cid:261) z tyłu. Wygl(cid:261)dała jak niekształtna bryła, której nogi, tkwi(cid:261)ce w du(cid:298)ych, podkutych gwo(cid:296)dziami góralskich butach, z trudem wspinały si(cid:266) pod gór(cid:266), zanim przybyły do wioski, poło(cid:298)onej na połowie drogi do hali. Tutaj z ka(cid:298)dego niemal domu, to z okna , to z drzwi wołano na id(cid:261)ce, gdy(cid:298) znalazły si(cid:266) mi(cid:266)dzy swoimi. Nigdzie si(cid:266) jednak nie zatrzymywały, tylko w przej(cid:286)ciu odpowiadały na pozdrowienia i ukłony, a(cid:298) doszły do ko(cid:276)ca wsi, do ostatnich jej zabudowa(cid:276). Nagle z jednych drzwi doszło je wołanie – Zaczekaj chwil(cid:266), Źeto, pójdziemy razem, je(cid:298)eli idziesz dalej w gór(cid:266)! Zagadni(cid:266)ta przystan(cid:266)ła, a dziecko natychmiast pu(cid:286)ciło jej r(cid:266)k(cid:266) i usiadło na ziemi. – Czy zm(cid:266)czyła(cid:286) si(cid:266), Heidi? – zapytała dziewczyna towarzysz(cid:261)ca dziecku – Nie, jest mi tylko strasznie gor(cid:261)co – odpowiedziała mała. – Niedaleko ju(cid:298) mamy do haliś musisz si(cid:266) jeszcze troch(cid:266) wysilić i robić du(cid:298)e kroki, to w godzin(cid:266) b(cid:266)dziemy na górze – pocieszała j(cid:261) Źeta Z drzwi domu wyszła korpulentna kobieta o dobrodusznym wygl(cid:261)dzie i przył(cid:261)czyła si(cid:266) do nich. – Źziecko podniosło si(cid:266) i w(cid:266)drowało z dwiema dobrymi znajomymi, które natychmiast wdały si(cid:266) w pogaw(cid:266)dk(cid:266) o wszystkich mieszka(cid:276)cach wioski oraz okolicznych domków. –A dok(cid:261)d wła(cid:286)ciwie idziesz z tym dzieckiem, Źeto? – zapytała nagle kobieta. – Czy to jest dziecko twojej zmarłej siostry? – Tak – odpowiedziała Źeta – prowadz(cid:266) j(cid:261) do Halnego Stryjka i tam j(cid:261) zostawi(cid:266). – Co, chcesz j(cid:261) zostawić u Halnego Stryjka? Czy jeste(cid:286) przy zdrowych zmysłach, Źeto? Jak mo(cid:298)esz tak post(cid:261)pić! Ale stary na pewno si(cid:266) na to nie zgodzi i ode(cid:286)le ci(cid:266) z powrotem razem z mał(cid:261) – Tego nie mo(cid:298)e uczynić. Jest przecie(cid:298) jej dziadkiem i musi co(cid:286) dla niej zrobić. Trzymałam dziecko dotychczas, a teraz widzisz, Barbaro, trafia si(cid:266) doskonałe miejsce, którego nie mam zamiaru stracić przez dziecko. Niech teraz dziadek si(cid:266) ni(cid:261) zaopiekuje. – Tak, gdyby był taki jak wszyscy ludzie – powiedziała Barbara – ale znasz go przecie(cid:298). Co pocznie z dzieckiem, w dodatku z takim małym! Ona nie wytrzyma u niego. A dok(cid:261)d si(cid:266) wybierasz, Źeto? – Źo Żrankfurtu – odpowiedziała dziewczyna – dostaj(cid:266) tam wyj(cid:261)tkowo dobr(cid:261) słu(cid:298)b(cid:266). Ci pa(cid:276)stwo byli ju(cid:298) tu zeszłego lata na k(cid:261)pielach. Mieli pokoje na moim korytarzu i usługiwałam im. Ju(cid:298) wtedy chcieli mnie ze sob(cid:261) zabrać, ale nie mogłam si(cid:266) jeszcze zdecydować. Teraz znowu przyjechali i chc(cid:261) mnie zabrać, a ja tym razem pojad(cid:266), wierz mi, Barbaro. – Nie chciałabym być na miejscu dziecka! – Powiedziała Barbara robi(cid:261)c obronny ruch r(cid:266)k(cid:261). – Nikt nie ma poj(cid:266)cia, co si(cid:266) tam dzieje u starego dziwaka na górze! Z nikim nie obcuje, 4 od wielu lat noga jego nie postała w ko(cid:286)ciele. Kiedy raz do roku schodzi z góry, wsparty na swym s(cid:266)katym kiju, wszyscy unikaj(cid:261) go ze strachu. Z tymi krzaczastymi brwiami i ogromn(cid:261) brod(cid:261) wygl(cid:261)da niesamowicie, jak dziki. L(cid:266)k człowieka ogarnia, kiedy go spotyka sam na sam. – Có(cid:298) z tego – powiedziała Źeta. – Jest jednak jej dziadkiem i musi si(cid:266) o ni(cid:261) troszczyć. Na pewno nie skrzywdzi dziecka, a je(cid:298)eli, to on b(cid:266)dzie za to odpowiedzialny, a nie ja. rzekłaŚ – Chciałabym jednak wiedzieć – powiedziała Barbara – co te(cid:298) stary ma na sumieniu, (cid:298)e tak dziko spogl(cid:261)da na ludzi i samotnie (cid:298)yje z dala od wszystkich. Ró(cid:298)nie ludzie mówi(cid:261), ale i ty chyba wiesz co(cid:286) nieco(cid:286) od siostry, prawda, Źeto? – Tak, prawda, ale nie chc(cid:266) nic mówić, bo dałby mi stary, gdyby si(cid:266) o tym dowiedział. Barbara ju(cid:298) dawno chciała si(cid:266) czego(cid:286) dowiedzieć o Halnym Stryjku, dlaczego tak stroni od ludzi i (cid:298)yje w osamotnieniu, a ludzie odzywaj(cid:261) si(cid:266) o nim półg(cid:266)bkiem, jakby nie chcieli mówić (cid:296)le jedynie z l(cid:266)ku przed nim. Nie rozumiała te(cid:298), dlaczego nazywano go ogólnie Halnym Stryjkiem. Przecie(cid:298) nie mógł być stryjem wszystkich. Barbara tak(cid:298)e go nazywała jak i wszyscy Halnym Stryjkiem, bo jak(cid:298)eby inaczej! Niedawno wyszła za m(cid:261)(cid:298) do tej wioski, przedtem mieszkała w dolinie Prättigau i dlatego nie była dobrze obeznana z wszystkimi sprawami wsi i okolic. Źeta, jej znajoma, urodziła si(cid:266) tutaj, tu mieszkała wraz z matk(cid:261). Źopiero kiedy jej matka zmarła przed rokiem, przyj(cid:266)ła Źeta miejsce pokojówki w hotelu z Ragaz, gdzie nie(cid:296)le zarabiała. Tego wła(cid:286)nie dnia przybyła w Ragaz wraz z dzieckiem. Barbara postanowiła tym razem wykorzystać sposobno(cid:286)ć, uj(cid:266)ła wi(cid:266)c Źet(cid:266) pod rami(cid:266) i – Od ciebie mo(cid:298)na by si(cid:266) jednak dowiedzieć, co jest prawd(cid:261), a co kłamstwem w tym wszystkim co ludzie gadaj(cid:261). Chyba znasz dzieje starego. Powiedz mi co(cid:286) nieco(cid:286) o nim. Czy zawsze był takim dziwakiem i tak stronił od ludzi? – Czy zawsze był taki, o tym nie mog(cid:266) dokładnie powiedzieć. Mam teraz dwadzie(cid:286)cia lat, a on co najmniej z siedemdziesi(cid:261)t, wi(cid:266)c zrozumiałe, (cid:298)e nie mog(cid:266) wiedzieć, jaki był za młodu. Ale gdybym była pewna, (cid:298)e to dalej nie pójdzie, to niejedno powiedziałabym. Matka moja pochodziła z Źomleschgu i on te(cid:298). – Ach, có(cid:298) ty sobie wyobra(cid:298)asz, Źeto? – odpowiedziała Barbara nieco obra(cid:298)onym tonem. – Nigdy nie byłam plotkark(cid:261) i potrafi(cid:266) zachować tajemnic(cid:266). Mo(cid:298)esz mówić bez obawy. – Źobrze, powiem ci, ale pami(cid:266)taj, nie powtarzaj tego nikomu! – powiedziała Źeta. Najpierw jednak obejrzała si(cid:266), czy mała nie jest za blisko, (cid:298)eby nie słyszała tego, co chciała powiedzieć. Ale nie było jej wcale widać, najprawdopodobniej ju(cid:298) dawno pozostała gdzie(cid:286) w tyle, czego podczas rozmowy wcale nie zauwa(cid:298)yły. Źeta stan(cid:266)ła w miejscu i rozejrzała si(cid:266) wokoło. (cid:285)cie(cid:298)ka szła zygzakiem, lecz z miejsca, gdzie stały, było j(cid:261) widać do samej niemal wsi. Nikogo na niej nie było. – Widz(cid:266) j(cid:261) – zawołała nagle Barbara – o tam, dostrzegasz j(cid:261)? – i wskazała palcem na boczn(cid:261) (cid:286)cie(cid:298)yn(cid:266). – Wspina si(cid:266) pod gór(cid:266) z Pietrkiem–Ko(cid:296)larzem i jego kozami. Źlaczego on tak pó(cid:296)no idzie dzi(cid:286) na gór(cid:266)? Ale dobrze si(cid:266) składa, bo mała jest pod jego opiek(cid:261), a my mo(cid:298)emy tymczasem spokojnie porozmawiać. – Piotru(cid:286) nie b(cid:266)dzie miał z ni(cid:261) du(cid:298)o kłopotu! – powiedziała Źeta. – Mała jest, jak na swój wiek, bardzo sprytna, dawno ju(cid:298) to spostrzegłam. Źa sobie rad(cid:266) w (cid:298)yciu, co jest bardzo wa(cid:298)ne, bo stary ma tylko dwie kozy i lichy szałas halny. – Czy zawsze był taki biedny? – zapytała Barbara. – On? O, z pewno(cid:286)ci(cid:261) miał znacznie wi(cid:266)cej! – powiedziała Źeta z zapałem. – Kiedy(cid:286) miał jedno z najwi(cid:266)kszych gospodarstw w Źomleschgu. Miał młodszego brata, człowieka spokojnego i porz(cid:261)dnego. Sam za(cid:286) nic nie robił, bawił si(cid:266) w pana, je(cid:296)dził po całym kraju i zadawał si(cid:266) z podejrzanymi lud(cid:296)mi, których nikt nie znał. Tote(cid:298) niebawem przepu(cid:286)cił całe gospodarstwo. Po stracie wszystkiego rodzice jego wkrótce zmarli ze zmartwienia, a brat, doprowadzony do skrajnej n(cid:266)dzy, ruszył w (cid:286)wiat. Stryjek, któremu nic wi(cid:266)cej nie zostało, prócz złej opinii, znikn(cid:261)ł tak(cid:298)e. Na pocz(cid:261)tku nie wiedziano, gdzie si(cid:266) podział, potem doszły 5 wie(cid:286)ci, jakoby słu(cid:298)ył w wojsku w Neapolu, potem znowu min(cid:266)ło kilkana(cid:286)cie lat bez wie(cid:286)ci o nim. Nagle zjawił si(cid:266) którego(cid:286) dnia w Źomleschgu z du(cid:298)ym ju(cid:298) chłopcem i chciał go ulokować u którego(cid:286) z krewnych. Ale nikt nie chciał nawet z nim rozmawiać. Wtedy zły, poprzysi(cid:261)gł nigdy nie wrócić do Źomleschgu. Zamieszkał we wsi ze swym chłopakiem. (cid:297)on(cid:266), która podobno pochodziła z Bindem, rychło utracił. Musiał jednak mieć jeszcze troch(cid:266) pieni(cid:266)dzy, gdy(cid:298) syna wykształcił na cie(cid:286)l(cid:266). Tobiasz był porz(cid:261)dnym chłopcem, lubianym przez wszystkich we wsi. Źo starego natomiast nie miano zaufania. Mówiono, (cid:298)e uciekł z wojska przed kar(cid:261) za zabójstwo człowieka, oczywi(cid:286)cie nie na wojnie. My(cid:286)my jednak nie wyparli si(cid:266) pokrewie(cid:276)stwa z nim, gdy(cid:298) jego babka i babka mojej matki były rodzonymi siostrami. Nazywali(cid:286)my go stryjkiem, a odk(cid:261)d zamieszkał na hali, nazywa si(cid:266) Halny Stryjek. – A co si(cid:266) stało z Tobiaszem? – przerwała zaciekawiona Barbara. – Czekaj, zaraz si(cid:266) dowiesz, nie mog(cid:266) przecie(cid:298) powiedzieć ci wszystkiego naraz. Tobiasz uczył si(cid:266) rzemiosła w Mels. Potem, kiedy sko(cid:276)czył nauk(cid:266), wrócił do wsi i o(cid:298)enił si(cid:266) z moj(cid:261) siostr(cid:261) Adelajd(cid:261), gdy(cid:298) od dawna si(cid:266) kochali. Kiedy si(cid:266) pobrali, (cid:298)yli ze sob(cid:261) bardzo dobrze. Ale niedługo trwało ich szcz(cid:266)(cid:286)cie, ju(cid:298) w dwa lata potem Tobiasz zgin(cid:261)ł przy budowie jakiego(cid:286) domuś zabiła go spadaj(cid:261)ca belka. Adelajda z rozpaczy rozchorowała si(cid:266) i umarła. Ludzie długo i ró(cid:298)nie gadali o tragicznym ko(cid:276)cu tej pary. Win(cid:266) przypisywali staremu mówi(cid:261)c, (cid:298)e tych dwoje oddało w ofierze (cid:298)ycie za jego grzechy. Powiedziano mu to nawet otwarcie, a pastor przemawiał do jego sumienia, namawiaj(cid:261)c go do skruchy i pokuty. On jednak stał si(cid:266) jeszcze bardziej ponury i zatwardziały w swym grzesznym uporze. Wszyscy go te(cid:298) unikali. Pewnego dnia wyniósł si(cid:266) w góry, na hale, gdzie (cid:298)yje dotychczas, nie schodz(cid:261)c prawie do ludzi. Źziecko Adelajdy wzi(cid:266)ły(cid:286)my z matk(cid:261) do siebie, miało wtedy rok. Kiedy zeszłego lata umarła moja matka, a ja chciałam nieco zarobić w zakładzie k(cid:261)pielowym, musiałam umie(cid:286)cić dziecko u starej Urszuli w Pfäffersdorfie. Poniewa(cid:298) umiałam szyć i w ogóle nie leniwiłam si(cid:266) w pracy, wi(cid:266)c zatrzymali mnie w zakładzie i przez zim(cid:266), a wczesn(cid:261) wiosn(cid:261) przyjechali ci pa(cid:276)stwo z Żrankfurtu nad Menem, którym usługiwałam zeszłego lata, i chc(cid:261) mnie zabrać ze sob(cid:261). Pojutrze wyje(cid:298)d(cid:298)amy. Jestem pewna, (cid:298)e b(cid:266)dzie mi tam dobrze. – I staremu chcesz zostawić dziecko? Źziwi(cid:266) si(cid:266), Źeto – powiedziała Barbara z wyrzutem. – No a co? – odpowiedziała Źeta. – Źosyć si(cid:266) nakłopotałam o dziecko, nie mog(cid:266) przecie(cid:298) zabierać ze sob(cid:261) do Żrankfurtu pi(cid:266)cioletniej dziewczynki. Ale dok(cid:261)d ty wła(cid:286)ciwie idziesz, Barbaro, jeste(cid:286)my ju(cid:298) w połowie drogi do hali! – Wła(cid:286)nie ju(cid:298) mam niedaleko – odpowiedziała Barbara. – Id(cid:266) do matki Piotrusia, chc(cid:266) z ni(cid:261) pogadać, ona prz(cid:266)dzie dla mnie zim(cid:261) len. B(cid:261)d(cid:296) zdrowa, Źeto. (cid:297)ycz(cid:266) ci szcz(cid:266)(cid:286)cia na nowym miejscu. Źeta podała r(cid:266)k(cid:266) odchodz(cid:261)cej i zatrzymała si(cid:266) patrz(cid:261)c, jak zmierza do małej, brunatnej chatki, stoj(cid:261)cej opodal w kotlince osłoni(cid:266)tej od wiatru. Zagł(cid:266)bienie skalne chroniło jako tako słab(cid:261) budowl(cid:266). Nie bardzo było bezpiecznie mieszkać w tej na wpół rozwalonej chacie, a gdyby stała wy(cid:298)ej, silnie wiej(cid:261)cy wiatr halny, pod którego naporem trzeszczały (cid:286)ciany i dr(cid:298)ały szyby w oknach, zmiótłby j(cid:261) na pewno w dolin(cid:266). W chacie tej mieszkał Piotru(cid:286)–Ko(cid:296)larczyk, jedenastoletni chłopiec, który schodził ka(cid:298)dego ranka do wsi po kozy, potem wiódł je na hale, gdzie skubały krótk(cid:261), soczyst(cid:261) traw(cid:266). Pod wieczór chłopiec zbiegał ze sw(cid:261) chy(cid:298)(cid:261) trzódk(cid:261) z powrotem do wsi, tam wydawał, kład(cid:261)c palce do ust, przera(cid:296)liwy gwizd i wła(cid:286)ciciele kóz schodzili si(cid:266), by je zabrać. Przewa(cid:298)nie rodzice posyłali po nie małych chłopców i dziewczynki, gdy(cid:298) kózki były łagodne, i jedynie podczas tych krótkich chwil Piotru(cid:286) obcował z rówie(cid:286)nikami. W ci(cid:261)gu całego dnia miał tylko kozy za towarzyszy. Wprawdzie w domu była jeszcze babka i matka, ale poniewa(cid:298) wychodził bardzo wcze(cid:286)nie, a wieczorem wracał pó(cid:296)no ze wsi, gdy(cid:298) chciał jak najdłu(cid:298)ej pozostawać z dziećmi, wi(cid:266)c przebywał w domu tyle tylko, ile trzeba było z rana, (cid:298)eby wypić mleko i zje(cid:286)ć kawałek chleba, a wieczorem po takim samym posiłku przyło(cid:298)yć głow(cid:266) do poduszki i zasn(cid:261)ć jak kamie(cid:276). Ojciec jego, którego tak(cid:298)e zwano Piotrem–Ko(cid:296)larzem, bo za młodu równie(cid:298) pasał 6 kozy, zgin(cid:261)ł przed paru laty przy (cid:286)cinaniu drzewa. Matka wprawdzie nazywała si(cid:266) Brygida, ale wszyscy zwali j(cid:261), widać dla porz(cid:261)dku Piotrow(cid:261)–Ko(cid:296)lark(cid:261), a star(cid:261) babk(cid:266) od najdawniejszych lat nazywali po prostu „babk(cid:261)”. Źeta czekała z jakie dziesi(cid:266)ć minut rozgl(cid:261)daj(cid:261)c si(cid:266) wokoło, a nie mog(cid:261)c dojrzeć dzieci, weszła nieco wy(cid:298)ej, sk(cid:261)d widziała cał(cid:261) hal(cid:266) i zbocza, a(cid:298) do samej wsi. Rozgl(cid:261)dała si(cid:266) długo, niecierpliwi(cid:261)c si(cid:266) bardzo. Źzieci za(cid:286) wspinały si(cid:266) drog(cid:261) okr(cid:266)(cid:298)n(cid:261), gdy(cid:298) Piotru(cid:286) wyszukiwał znajome miejsca z lepszym po(cid:298)ywieniem dla kóz. Z pocz(cid:261)tku dziewczynka wspinała si(cid:266) za swym towarzyszem sapi(cid:261)c i dysz(cid:261)c, gdy(cid:298) m(cid:266)czyła j(cid:261) ci(cid:266)(cid:298)ka odzie(cid:298). Nie odzywała si(cid:266) wcale, tylko przygl(cid:261)dała si(cid:266) Piotrusiowi, jak boso, w lekkich spodenkach bez najmniejszego trudu skakał to wzwy(cid:298), to w bok, patrzyła te(cid:298) na kozy, które na cienkich nó(cid:298)kach z łatwo(cid:286)ci(cid:261) przeskakiwały skalne głazy i rozpadliny. Nagle Heidi usiadła, zdj(cid:266)ła trzewiczki i po(cid:276)czochy, zrzuciła ci(cid:266)(cid:298)k(cid:261) chustk(cid:266), nast(cid:266)pnie jedn(cid:261) sukienk(cid:266), potem drug(cid:261), gdy(cid:298) Źeta wło(cid:298)yła jej wszystko, co dziewczynka posiadała, (cid:298)eby nie d(cid:296)wigać tobołka, a(cid:298) została w lekkiej bluzeczce. Z uczuciem ulgi wyci(cid:261)gn(cid:266)ła przed siebie gołe ramiona, okryte tylko krótkimi r(cid:266)kawami koszulki. Zło(cid:298)yła cał(cid:261) odzie(cid:298) na gromadk(cid:266) i w podskokach pobiegła za stadkiem i Piotrusiem. Piotru(cid:286) nie zwrócił uwagi na to, co robiła dziewczynka, gdy zatrzymała si(cid:266) w tyle. Ujrzawszy j(cid:261) w zmienionym stroju u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266), a kiedy obejrzawszy si(cid:266), zobaczył z dala stos odzie(cid:298)y, usta jego rozci(cid:261)gn(cid:266)ły si(cid:266) w serdecznym u(cid:286)miechu od ucha do ucha. Nic jednak nie powiedział. Teraz dziewczynka lekka i swobodna wszcz(cid:266)ła z Piotrusiem rozmow(cid:266) i chłopiec musiał jej odpowiedzieć na wiele pyta(cid:276). Heidi była ciekawa, ile kóz miał pod swoj(cid:261) opiek(cid:261), dok(cid:261)d z nimi chodził i co tam z nimi robił. Wreszcie oboje przyw(cid:266)drowali do chaty, gdzie ju(cid:298) czekała na nich ciotka, która ujrzawszy Heidi, zawołała gło(cid:286)noŚ – Heidi, jak ty wygl(cid:261)dasz? żdzie podziała(cid:286) jedn(cid:261) i drug(cid:261) sukienk(cid:266)? A chustka, a nowe buciki, które ci specjalnie kupiłam w góry, i po(cid:276)czochy, które sama zrobiłam, wszystko stracone! Heidi, co(cid:286) ty zrobiła, gdzie si(cid:266) wszystko podziało? Źziewczynka spokojnie pokazała zbocze góry i odpowiedziałaŚ – Tam! Ciotka spojrzała. Rzeczywi(cid:286)cie, co(cid:286) tam widać było z daleka z czym(cid:286) czerwonym na wierzchu, zapewne była to chustka. zdj(cid:266)ła(cid:286) wszystko? Co to ma znaczyć? najmniejszej skruchy. – Ty głuptasie – wybuchn(cid:266)ła rozgniewana ciotka. – Co ci strzeliło do głowy, dlaczego – Bo jest mi to niepotrzebne – odpowiedziała dziewczynka spokojnie, nie okazuj(cid:261)c – Ach, ty głupia, niezno(cid:286)na Heidi! – skrzyczała j(cid:261) ciotka – kto teraz wróci po to? Potrwa to z pół godziny! Piotrusiu, prosz(cid:266) ci(cid:266), pobiegnij po rzeczy i wracaj pr(cid:266)dko. Stoisz i gapisz si(cid:266), jakby(cid:286) w ziemi(cid:266) wrósł. – Ja i tak wracam dzi(cid:286) pó(cid:296)no – powiedział Piotru(cid:286) z wolna i nie ruszył si(cid:266) z miejsca, przysłuchuj(cid:261)c si(cid:266) z r(cid:266)koma w kieszeniach gniewnym okrzykom ciotki. –Stoj(cid:261)c tak w miejscu i gapi(cid:261)c si(cid:266), spó(cid:296)nisz si(cid:266) tym bardziej. Chod(cid:296) no tutaj! Źam ci co(cid:286) ładnego! Spójrz. Pokazała mu nowego pi(cid:261)taka, to go ol(cid:286)niło. Nagle bez słowa skoczył z miejsca i pobiegł w ogromnych susach na dół. Rychło dopadł odzie(cid:298)y, zwin(cid:261)ł j(cid:261) w tobołek, chwycił pod pach(cid:266) i tak szybko powrócił, (cid:298)e ciotka musiała go pochwalić i dała mu przyobiecane pi(cid:266)ć rappów. Piotru(cid:286), uradowany, wsun(cid:261)ł pieni(cid:261)dz gł(cid:266)boko w kiesze(cid:276). – Odnie(cid:286) mi to jeszcze do stryja. Idziesz przecie(cid:298) tak(cid:298)e w tamt(cid:261) stron(cid:266) – powiedziała ciotka Źeta i zacz(cid:266)ła si(cid:266) wspinać po stromej (cid:286)cie(cid:298)ce, która ci(cid:261)gn(cid:266)ła si(cid:266) tu(cid:298) za chat(cid:261) Ko(cid:296)larzy. Chłopiec zgodził si(cid:266) ch(cid:266)tnie i poszedł za ciotk(cid:261) trzymaj(cid:261)c w jednej r(cid:266)ce tobołek, a w drugiej bat pasterski. Heidi i kózki wesoło skakały wokoło niego. Po jakich trzech kwadransach dotarła cała gromadka do hali, gdzie stała chata Halnego Stryjka, zbudowana na 7 kraw(cid:266)dzi skały, wystawiona na wszystkie wiatry, ale te(cid:298) dost(cid:266)pna ka(cid:298)demu promieniowi sło(cid:276)ca. Cudny był st(cid:261)d widok na dolin(cid:266). Od strony doliny stała mocno przymocowana do (cid:286)ciany ławka. Siedział na niej Stryjek z fajk(cid:261) w ustach, z r(cid:266)koma opartymi na kolanach i spokojnie przygl(cid:261)dał si(cid:266), jak dzieci, kozy i Źeta wspinały si(cid:266) ku niemu. Heidi była pierwsza na górze. (cid:285)miało podeszła do starca, wyci(cid:261)gn(cid:266)ła do niego r(cid:266)k(cid:266) i powiedziałaŚ – Źobry wieczór, dziadku! –.No, a to co znowu? – zapytał starzec szorstko i zacz(cid:261)ł bacznie przygl(cid:261)dać si(cid:266) dziewczynce spod krzaczastych brwi. Heidi wytrzymała to badawcze spojrzenie bez mrugni(cid:266)cia powiek. Stary dziadek z dług(cid:261) rozwichrzon(cid:261) brod(cid:261) i g(cid:266)stymi, zro(cid:286)ni(cid:266)tymi nad nosem brwiami interesował j(cid:261) bardzo i przykuwał wzrok do siebie. Tymczasem nadeszła ciotka i Pietrek, który przystan(cid:261)ł z boku i przygl(cid:261)dał si(cid:266) temu, co si(cid:266) dzieje. – Źzie(cid:276) dobry stryjku – powiedziała, zbli(cid:298)aj(cid:261)c si(cid:266), Źeta – przyprowadziłam wam dziecko Tobiasza i Adelajdy. Nie poznajecie jej zapewne, gdy(cid:298) widzieli(cid:286)cie j(cid:261) po raz ostatni, gdy miała zaledwie rok. – Tak, a po co(cid:286) j(cid:261) tu przyprowadziła, co ma tu do roboty? – zapytał stary. – A ty tam – zawołał zwracaj(cid:261)c si(cid:266) do chłopca – mo(cid:298)esz ju(cid:298) i(cid:286)ć ze swoimi kozami, nie przychodzisz dzi(cid:286) za wcze(cid:286)nie! Zabierz te(cid:298) moje! Piotru(cid:286) usłuchał natychmiast i znikn(cid:261)ł, bowiem starzec tak spojrzał na niego, (cid:298)e to wystarczyło. – Ona musi u was zostać, stryjku – odpowiedziała Źeta na pytanie starego. – Ja zrobiłam swoje, zajmuj(cid:261)c si(cid:266) dzieckiem przez całe cztery lata, na was kolej, (cid:298)eby(cid:286)cie si(cid:266) ni(cid:261) zaopiekowali. – Tak – powiedział stary i rzucił na Źet(cid:266) błyskawiczne spojrzenie. – A kiedy mała zacznie za tob(cid:261) t(cid:266)sknić, płakać za tob(cid:261), jak to zwykle czyni(cid:261) takie stworzenia, co ja z ni(cid:261) wtedy poczn(cid:266)? – To ju(cid:298) wasza rzecz – powiedziała Źeta. – Mnie te(cid:298) nikt nie radził, kiedy zostałam z rocznym dzieckiem na r(cid:266)ce, a przy tym musiałam zarabiać na siebie i na matk(cid:266). Teraz musz(cid:266) wyjechać za prac(cid:261), a wy jeste(cid:286)cie jedynym krewnym tego dziecka. Je(cid:298)eli nie chcecie go mieć u siebie, to róbcie z nim, co wam si(cid:266) podoba. Wy b(cid:266)dziecie odpowiedzialni, je(cid:298)eli dziecko zmarnieje. S(cid:261)dz(cid:266) jednak, (cid:298)e nie powinni(cid:286)cie wi(cid:266)cej obci(cid:261)(cid:298)ać swego sumienia. Źeta czuła, (cid:298)e nie post(cid:266)puje słusznie i zdenerwowana, powiedziała mimo woli wi(cid:266)cej ni(cid:298) miała zamiar. Przy jej ostatnich słowach Halny Stryjek podniósł si(cid:266) z ławki i zmierzył j(cid:261) takim wzrokiem, (cid:298)e dziewczyna cofn(cid:266)ła si(cid:266) o kilka kroków. Potem starzec wyci(cid:261)gn(cid:261)ł r(cid:266)k(cid:266) i rzekł rozkazuj(cid:261)coŚ – Wracaj natychmiast tam, sk(cid:261)d przyszła(cid:286) i nie pokazuj si(cid:266) tu wi(cid:266)cej! Źeta nie czekała, a(cid:298) jej to powtórzy po raz drugi. – B(cid:261)d(cid:296)cie zdrowi i ty te(cid:298), Heidi – powiedziała i zbiegła szybko z góry p(cid:266)dz(cid:261)c tak, jakby j(cid:261) kto(cid:286) gnał, a(cid:298) do samej wsi. Teraz ludzie z wioski jeszcze wi(cid:266)cej nagabywali Źet(cid:266). Chcieli wiedzieć, gdzie podziała dziecko. – Wszyscy znali Źet(cid:266) i wiedzieli, czyje to dziecko i jakie były koleje (cid:298)ycia małej Heidi. Kiedy teraz ze wszystkich drzwi i okien rozległo si(cid:266)Ś – żdzie jest dziecko? Źeto, gdzie zostawiła(cid:286) dziecko? – chc(cid:261)c nie chc(cid:261)c odpowiadała. – Na górze u Halnego Stryjka! No, tak, u Halnego Stryjka, przecie(cid:298) słyszycie! Ale przykro jej było, bo ze wszystkich stron kobiety wołałyŚ – Jak mogła(cid:286) tak post(cid:261)pić! AlboŚ – Biedactwo, takie bezbronne dziecko pozostawione tam w pustkowiu! I ci(cid:261)gle na nowoŚ 8 – Biedne, biedne dziecko! Źeta biegła coraz szybciej i szybciej i odetchn(cid:266)ła dopiero wtedy, gdy ju(cid:298) nie dobiegały j(cid:261) (cid:298)adne głosy. Źr(cid:266)czyło j(cid:261) sumienie, gdy(cid:298) matka umieraj(cid:261)c pozostawiła dziecko na jej opiece. Na usprawiedliwienie mówiła sobie w duchu, (cid:298)e przecie(cid:298) łatwiej jej b(cid:266)dzie pomóc dziecku, kiedy zarobi du(cid:298)o pieni(cid:266)dzy. Cieszyła j(cid:261) te(cid:298) my(cid:286)l, (cid:298)e nareszcie pozb(cid:266)dzie si(cid:266) swoich tak(cid:261) dobr(cid:261) słu(cid:298)b(cid:266). znajomych, którzy si(cid:266) do wszystkiego wtr(cid:261)cali, i (cid:298)e dostała 9 ROZŹZIAŁ II U DZIADKA Po odej(cid:286)ciu Źety, dziadek usiadł z powrotem na ławce, wydmuchuj(cid:261)c z fajki ogromne kł(cid:266)by dymu, przy czym uporczywie patrzył w ziemi(cid:266) i nie odzywał si(cid:266) wcale. Tymczasem Heidi rozgl(cid:261)dała si(cid:266) wokoło. Zobaczyła obórk(cid:266) dla kóz przybudowan(cid:261) do chaty i zajrzała do (cid:286)rodka. Była pusta. Potem poszła do trzech starych jodeł, rosn(cid:261)cych za domem. Szczyty drzew, poruszane wiatrem, szumiały gło(cid:286)no. Heidi przystan(cid:266)ła i wróciła do dziadka. Widz(cid:261)c go siedz(cid:261)cego w tej samej pozycji co przedtem, stan(cid:266)ła, zało(cid:298)yła w tył r(cid:266)ce i zacz(cid:266)ła mu si(cid:266) przygl(cid:261)dać. Źziadek spojrzał na ni(cid:261). – No, i co b(cid:266)dziesz teraz robić? – zapytał dziewczynk(cid:266). – Chc(cid:266) zobaczyć, co masz tam w (cid:286)rodku w chacie – powiedziała Heidi. – Wi(cid:266)c chod(cid:296)! – rzekł dziadek, wstaj(cid:261)c i kieruj(cid:261)c si(cid:266) do chaty. – Zabierz swój tobołek z rzeczami – rozkazał, stoj(cid:261)c w progu. – Nie s(cid:261) mi ju(cid:298) potrzebne! – powiedziała Heidi. Starzec odwrócił si(cid:266) i spojrzał badawczo na dziewczynk(cid:266), której czarne oczy skrzyły si(cid:266) z ciekawo(cid:286)ci, co tam mo(cid:298)e si(cid:266) znajdować w chacie. – Niegłupie widać dziecko – szepn(cid:261)ł do siebie. – Źlaczego nie s(cid:261) ci potrzebne? – dodał – Bo najch(cid:266)tniej chciałabym biegać jak te kózki na bosych nó(cid:298)kach. – Biegać mo(cid:298)esz jak chcesz, ale zabierz rzeczy, wło(cid:298)ymy je do skrzyni – powiedział gło(cid:286)no. dziadek. Heidi usłuchała rozkazu. Starzec otworzył drzwi i Heidi weszła z nim do chaty. Znale(cid:296)li si(cid:266) w du(cid:298)ej izbie, jedynej w całej chacie. Stał w niej stół i krzesło. W jednym k(cid:261)cie znajdowało si(cid:266) legowisko dziadka, w drugim było palenisko, a nad nim du(cid:298)y kocioł. Po drugiej stronie widać było wielkie drzwi w (cid:286)cianie. Źziadek otworzył te drzwi, była to szafa. Wisiała w niej odzie(cid:298) dziadka, a na jednej z półek le(cid:298)ało kilka koszul, chusteczki i skarpetki. Na drugiej półce stało kilka talerzy, fili(cid:298)anek i szklanek, a na najwy(cid:298)szej le(cid:298)ał okr(cid:261)gły bochenek chleba, kawałek w(cid:266)dzonego mi(cid:266)sa i sera. W tej szafie znajdowało si(cid:266) wszystko, co Halny Stryjek posiadał. Heidi, widz(cid:261)c otwart(cid:261) szaf(cid:266) podeszła i wrzuciła do niej swoje rzeczy gł(cid:266)boko, (cid:298)eby ich nie mo(cid:298)na było tak łatwo znale(cid:296)ć. Potem rozejrzała si(cid:266) bacznie po izbie i zapytałaŚ – A gdzie b(cid:266)d(cid:266) spać, dziadku? – żdzie chcesz! – odpowiedział starzec. Ta odpowied(cid:296) spodobała si(cid:266) Heidi. Zaraz obiegła wszystkie k(cid:261)ty, szukaj(cid:261)c sobie wygodnego miejsca do spania. Nad legowiskiem dziadka ujrzała w powale otwór, do którego prowadziła mała drabinka. Heidi weszła po niej na strych. Le(cid:298)ało tam (cid:286)wie(cid:298)e, pachn(cid:261)ce siano, a przez okr(cid:261)gły otwór widać było góry i cał(cid:261) dolin(cid:266). Tu chc(cid:266), spać, dziadku – zawołała Heidi – tu jest pi(cid:266)knie! Chod(cid:296) na gór(cid:266) i zobacz, jak jest – Wiem o tym – rozległo si(cid:266) z dołu. – Zrobi(cid:266) sobie zaraz posłanie! – zawołała dziewczynka i zabrała si(cid:266) do roboty. – Musisz mi dać jakie(cid:286) prze(cid:286)cieradło, bo nie mo(cid:298)na le(cid:298)eć na samym sianie. – Tak, tak – powiedział na dole dziadek. Podszedł do szafy i poszperawszy w niej nieco, wyci(cid:261)gn(cid:261)ł spod koszul grub(cid:261) płacht(cid:266) płócienn(cid:261), która doskonale mogła zast(cid:261)pić prze(cid:286)cieradło. Wszedł z ni(cid:261) po drabinie. Zobaczył zr(cid:266)cznie zrobione posłanie. Tam, gdzie pi(cid:266)knie! miała le(cid:298)eć głowa, siano było uło(cid:298)one wy(cid:298)ej w ten sposób, (cid:298)e twarz była zwrócona w stron(cid:266) okr(cid:261)głego otworu. – Źobrze si(cid:266) urz(cid:261)dziła(cid:286) – stwierdził dziadek. Teraz poło(cid:298)ymy prze(cid:286)cieradło, ale poczekaj jeszcze – dodał i wzi(cid:261)wszy ze stosu du(cid:298)(cid:261) gar(cid:286)ć siana doło(cid:298)ył do posłania, (cid:298)eby dziecku nie było twardo. – Tak, teraz daj to! Heidi wzi(cid:266)ła do r(cid:266)ki płótno, ale ledwo je mogła unie(cid:286)ć, takie było ci(cid:266)(cid:298)kie. Było jednak dobre, bo przez tak grub(cid:261) tkanin(cid:266) nie mogły si(cid:266) przedostać kłuj(cid:261)ce (cid:296)d(cid:296)bła siana. Wreszcie posłanie wygl(cid:261)dało czysto i porz(cid:261)dnie. Heidi stan(cid:266)ła przed nim, przygl(cid:261)daj(cid:261)c mu si(cid:266) w zamy(cid:286)leniu. – Zapomnieli(cid:286)my jeszcze o jednym, dziadku – powiedziała Heidi. – O czym to? – zapytał dziadek. – O kołdrze, bo jak si(cid:266) kładzie do łó(cid:298)ka, to trzeba si(cid:266) wsun(cid:261)ć mi(cid:266)dzy kołdr(cid:266) i prze(cid:286)cieradło. – Hm, tak s(cid:261)dzisz? A je(cid:298)eli nie mam kołdry? – O, to nic nie szkodzi, dziadku – uspokoiła go Heidi. – W takim razie bierze si(cid:266) siano do przykrycia. –Si(cid:266)gn(cid:266)ła do sterty siana, ale dziadek powstrzymał j(cid:261). – Zaczekaj chwileczk(cid:266) – powiedział. Zszedł po drabinie i zdj(cid:261)ł ze swego łó(cid:298)ka ci(cid:266)(cid:298)k(cid:261) kap(cid:266) płócienn(cid:261), potem wrócił na gór(cid:266). – No, czy to nie lepsze ni(cid:298) siano? – zapytał. Heidi z całych sił ci(cid:261)gn(cid:266)ła za ko(cid:276)ce ci(cid:266)(cid:298)kie płótno, chc(cid:261)c je równo uło(cid:298)yć na posłaniu, ale małe jej dłonie nie mogły sobie poradzić. Źziadek pomógł jej i wreszcie łó(cid:298)ko wygl(cid:261)dało zupełnie przyzwoicie, a Heidi przygl(cid:261)dała mu si(cid:266) z zadowoleniem. – To jest wspaniała kołdra – powiedziała – i całe posłanie jest (cid:286)wietne! Chciałabym, (cid:298)eby ju(cid:298) była noc, to poło(cid:298)yła bym si(cid:266). – S(cid:261)dz(cid:266), (cid:298)e powinni(cid:286)my najpierw co(cid:286) zje(cid:286)ć – rzekł dziadek – a jak ty my(cid:286)lisz? Heidi w zapale pracy zapomniała o wszystkim, ale na wspomnienie jedzenia uczuła okropny głód. Prócz rannego posiłku, który składał si(cid:266) z kromki chleba i fili(cid:298)anki kawy, nic w ci(cid:261)gu całego dnia nie jadła. Przytakn(cid:266)ła wi(cid:266)cŚ – Tak, ja te(cid:298) tak s(cid:261)dz(cid:266). – Chod(cid:296)my wi(cid:266)c – powiedział stary, schodz(cid:261)c po drabinie. Podszedł do paleniska, zdj(cid:261)ł du(cid:298)y kocioł i zawiesił mały. Usiadł na zydelku przy ogniu i zacz(cid:261)ł dmuchać tak długo, a(cid:298) wywołał jasny płomie(cid:276). W kociołku zacz(cid:266)ło co(cid:286) syczeć, a dziadek wzi(cid:261)wszy du(cid:298)y kawałek sera zatkn(cid:261)ł go na (cid:298)elazny widelec i obracał nad ogniem, a(cid:298) zrumienił si(cid:266) ze wszystkich stron. Heidi przygl(cid:261)dała si(cid:266) temu z najwi(cid:266)ksz(cid:261) uwag(cid:261). Nagle zarwała si(cid:266) i podbiegła do szafy. Otworzyła ja i zacz(cid:266)ła si(cid:266) krz(cid:261)tać, biegaj(cid:261)c od szaf do stołu i z powrotem. Kiedy dziadek podszedł z kociołkiem w jednej r(cid:266)ce i widelcem z zatkni(cid:266)tym na nim serem w drugiej, stół był ju(cid:298) nakryty. Stały na nim dwa talerze, a obok nich le(cid:298)ały dwa no(cid:298)e i okr(cid:261)gły bochenek chleba. – To dobrze, (cid:298)e(cid:286) sama o tym pomy(cid:286)lała – powiedział dziadek – ale jeszcze czego(cid:286) tu brak. Heidi spojrzała na par(cid:266), unosz(cid:261)c(cid:261) si(cid:266) z kociołka, i domy(cid:286)liła si(cid:266), o co chodzi. Szybko podbiegła do szafy, ale znalazła tylko jedn(cid:261) miseczk(cid:266). Heidi stała przez chwil(cid:266) zakłopotana. W gł(cid:266)bi szafy ujrzała dwie szklanki, chwyciła jedn(cid:261) z nich i wróciła do stołu. – Umiesz sobie radzić – ocenił dziadek. –A gdzie b(cid:266)dziesz siedziała? Na jednym stołku siedział starzec. Heidi podbiegła do ogniska, przyniosła zydel i usiadła. – Tak, teraz siedzisz, tylko nieco za nisko. Co prawda z małego stołka tak(cid:298)e by(cid:286) nie dosi(cid:266)gła do stołu. Ale i na to znajdzie si(cid:266) rada. Wstał, nalał z kociołka mleka do miseczki, postawił na swoim stołku, który przysun(cid:261)ł do siedz(cid:261)cej na zydelku Heidi tak, (cid:298)e dziewczynka miała teraz swój własny stół. Obok miseczki dziadek poło(cid:298)ył du(cid:298)y kawał chleba i złocistego sera, mówi(cid:261)cŚ – Teraz jedz! 12 Sam usiadł na skraju stołu i jadł swój posiłek. Heidi wzi(cid:266)ła miseczk(cid:266) do r(cid:261)k i zacz(cid:266)ła z niej pić łapczywie, gdy(cid:298) dopiero teraz poczuła pragnienie. Po chwili odetchn(cid:266)ła gł(cid:266)boko i postawiła miseczk(cid:266) na stołku. – Smakuje ci mleko? – zapytał dziadek. – Nigdy jeszcze nie piłam tak dobrego mleka – powiedziała Heidi. – Źam ci jeszcze – rzekł dziadek. Napełnił miseczk(cid:266) i postawił j(cid:261) przed dziewczynka, która tymczasem zajadała chleb, posmarowany pieczonym serem jak masłem. Spokojnie popijała mleko i miała bardzo zadowolon(cid:261) min(cid:266). Bardzo jej wszystko smakowało. Po jedzeniu dziadek poszedł do obórki, by ja uporz(cid:261)dkować. Heidi przygl(cid:261)dała si(cid:266) z zainteresowaniem, jak dziadek zamiatał, a potem rozrzucał (cid:286)wie(cid:298)(cid:261) słom(cid:266), by kózkom spało si(cid:266) dobrze. Nast(cid:266)pnie skierował si(cid:266) ku zaro(cid:286)lom, wyci(cid:261)ł tam kilka mocnych kijków, wzi(cid:261)ł spor(cid:261) desk(cid:266), wywiercił w niej cztery dziury, majstrował przy niej jaki(cid:286) czas, klepał, kuł, wbijał gwo(cid:296)dzie i nagle z tego wszystkiego wyszedł stołek, taki sam jak dziadka, tylko znacznie wy(cid:298)szy. – Co to jest, Heidi?– zapytał dziadek. – To jest stołek dla mnie, bo taki jest wysoki. Jak pr(cid:266)dko go zrobiłe(cid:286)! – powiedziała Heidi z podziwem. – Zdaje sobie spraw(cid:266) ze wszystkiego, co widzi – mruczał starzec chodz(cid:261)c wokoło chaty, gdzieniegdzie wbijaj(cid:261)c gwó(cid:296)d(cid:296), to znów poprawiaj(cid:261)c co(cid:286) koło drzwi. Heidi chodziła krok w krok za nim i przygl(cid:261)dała si(cid:266) wszystkiemu z ogromnym zainteresowaniem. Tak im zeszedł czas do wieczora. Stare jodły zaszumiały gło(cid:286)niej, gdy(cid:298) silny wiatr wstrz(cid:261)sn(cid:261) ich g(cid:266)stymi konarami. Heidi słuchała tego szumu z rado(cid:286)ci(cid:261) i z zachwytu zacz(cid:266)ła skakać wokoło drzew, a dziadek patrzał na ni(cid:261) stoj(cid:261)c przed drzwiami obórki. Nagle rozległ si(cid:266) przera(cid:296)liwy gwizd. Heidi stan(cid:266)ła jak wryta, dziadek wyjrzał w stron(cid:266) gór. W(cid:261)sk(cid:261) (cid:286)cie(cid:298)yn(cid:261) górsk(cid:261) biegło w podskokach stado kóz, a po(cid:286)rodku nich Piotru(cid:286). Heidi krzykn(cid:266)ła rado(cid:286)nie i rzuciła si(cid:266) mi(cid:266)dzy kozy, witaj(cid:261)c ka(cid:298)d(cid:261) z osobna. Przed chat(cid:261) zatrzymały si(cid:266) wszystkie i ze stada wyszły dwie (cid:286)liczne kózki, biała i br(cid:261)zowa. Podeszły do dziadka i zacz(cid:266)ły mu lizać r(cid:266)ce, w których jak ka(cid:298)dego dnia miał sól. W ten sposób zawsze witał swoje zwierz(cid:261)tka. Piotru(cid:286) pognał dalej stado kóz. Heidi głaskała czule dwie kózki. – Czy te kózki s(cid:261) naprawd(cid:266) nasze, dziadku? Obydwie s(cid:261) nasze? Czy pójd(cid:261) do obórki? Czy zawsze b(cid:266)d(cid:261) z nami? – Heidi pytała raz po raz, a dziadek ledwo mógł nad(cid:261)(cid:298)yć wtr(cid:261)cić swojeŚ – Tak, tak. Kiedy kozy zlizały ju(cid:298) sól powiedziałŚ – Przynie(cid:286) teraz swoj(cid:261) miseczk(cid:266) i chleb. Heidi pobiegła i zaraz wróciła. Źziadek udoił od białej kózki pełn(cid:261) miseczk(cid:266) mleka i powiedziałŚ dobranoc! – Zjedz to, potem id(cid:296) na strych i połó(cid:298) si(cid:266) spać! Ja musz(cid:266) jeszcze zaj(cid:261)ć si(cid:266) kozami, wi(cid:266)c – Źobranoc, dziadku! Źobranoc! A jak one si(cid:266) nazywaj(cid:261), dziadku, jak si(cid:266) nazywaj(cid:261)? – woła dziewczynka, biegn(cid:261)c za starcem i kozami. – Biała nazywa si(cid:266) Białaska, a brunatna Buraska! – odpowiedział dziadek. – Źobranoc, Białasko! Źobranoc, Burasko! – zawołała Heidi z całej siły, gdy(cid:298) kozy znikn(cid:266)ły ju(cid:298) w obórce. Potem usiadła na ławce i zacz(cid:266)ła zajadać swój chleb popijaj(cid:261)c mlekiem. Zacz(cid:261)ł d(cid:261)ć tak silny wiatr, (cid:298)e o mało jej nie zdmuchn(cid:261)ł z ławki. Po(cid:286)pieszyła si(cid:266) z jedzeniem, potem weszła do chaty, poło(cid:298)yła si(cid:266) i natychmiast zasn(cid:266)ła tak smacznym snem, jak gdyby le(cid:298)ała w najwspanialszym łó(cid:298)ku. Niedługo potem, zanim si(cid:266) jeszcze zupełnie (cid:286)ciemniło, poło(cid:298)ył si(cid:266) tak(cid:298)e dziadek. Wstawał o wschodzie sło(cid:276)ca, a w górach sło(cid:276)ce wschodzi latem bardzo wcze(cid:286)nie. W nocy wicher tak 13 si(cid:266) wzmógł, (cid:298)e cały dom drgał, trzeszczały belki, w kominie gwizdało i j(cid:266)czało, a z drzew z trzaskiem odpadały suche gał(cid:266)zie. Źziadek wstał i mrukn(cid:261)ł do siebieŚ – Mała zapewne si(cid:266) l(cid:266)ka. Wszedł po drabinie i zbli(cid:298)ył si(cid:266) do (cid:286)pi(cid:261)cej Heidi. Mkn(cid:261)ce po niebie chmury to przesłaniały, to znów odsłaniały ksi(cid:266)(cid:298)yc. W tej chwili wła(cid:286)nie promienie ksi(cid:266)(cid:298)yca padły poprzez okr(cid:261)gły otwór prosto na (cid:286)pi(cid:261)c(cid:261) dziewczynk(cid:266). Le(cid:298)ała mocno zarumieniona pod ci(cid:266)(cid:298)k(cid:261) kołdr(cid:261), główk(cid:266) uło(cid:298)yła wygodnie na okr(cid:261)głym ramieniu i u(cid:286)miechn(cid:266)ła si(cid:266) przez sen, (cid:286)ni(cid:261)c co(cid:286) bardzo miłego. Źziadek tak długo spogl(cid:261)dał na spokojnie (cid:286)pi(cid:261)c(cid:261) dziewczynk(cid:266), a(cid:298) znowu si(cid:266) (cid:286)ciemniło, potem zszedł z powrotem i poło(cid:298)ył si(cid:266) na swoim posłaniu. 14 ROZŹZIAŁ III NA PASTWISKU Wczesnym rankiem zbudził Heidi gło(cid:286)ny gwizd. Otworzyła oczy i ujrzała promienie słoneczne, które padały poprzez okr(cid:261)gły otwór na posłanie. Przez chwil(cid:266) rozgl(cid:261)dała si(cid:266) zdumiona, gdy(cid:298) nie pami(cid:266)tała, gdzie si(cid:266) znajduje. Źopiero głos dziadka, rozlegaj(cid:261)cy si(cid:266) na dworze, przypomniał jej, sk(cid:261)d si(cid:266) tu wzi(cid:266)ła i (cid:298)e jest u dziadka na hali, a nie u starej Urszuli. Urszula była zupełnie głucha i wiecznie marzła, dlatego wci(cid:261)(cid:298) przesiadywała w chałupie przy palenisku. Heidi nie wolno było wychodzić na dwór. Stara Urszula chciała j(cid:261) zawsze mieć przy sobie, (cid:298)eby j(cid:261) widzieć, bo nie mogła jej słyszeć. Smutno było Heidi, bo jak(cid:298)e rada by była wybiec na dwór. Ucieszyła si(cid:266) wi(cid:266)c bardzo, kiedy sobie przypomniała, gdzie jest i ile widziała wczoraj nowego, i co jeszcze dzi(cid:286) zobaczy, a przede wszystkim Białask(cid:266) i Burask(cid:266). Heidi wyskoczyła z łó(cid:298)ka i w kilka minut ubrała si(cid:266) w to, co nosiła wczoraj, a było tego niewiele. Potem zeszła po drabinie i wybiegła przed dom. Zobaczyła Piotrusia–Ko(cid:296)larza z jego stadem. Przyszedł po kozy dziadka, który wła(cid:286)nie wyprowadzał je z obórki. Heidi podbiegła do dziadka, by jemu i kózkom powiedzieć dzie(cid:276) dobry. – Mo(cid:298)e chcesz tak(cid:298)e pój(cid:286)ć na pastwisko? – zapytał dziadek. Heidi uszcz(cid:266)(cid:286)liwiona, a(cid:298) podskoczyła z rado(cid:286)ci. – Najpierw musisz si(cid:266) czy(cid:286)ciutko umyć, bo słonko ci(cid:266) wy(cid:286)mieje, kiedy zobaczy twoj(cid:261) czarn(cid:261) buzi(cid:266)! Tam masz wszystko przygotowane. Wskazał na du(cid:298)y ceber, pełen wody, stoj(cid:261)cy przed drzwiami w sło(cid:276)cu. Heidi pobiegła i umyła si(cid:266) starannie. Tymczasem dziadek wszedł do chaty, wołaj(cid:261)c do Pietrka – Chod(cid:296) no tu , kozi generale, ze swoim plecakiem! Zdumiony bardzo chłopak usłuchał wezwania i podał plecak, w którym znajdował si(cid:266) jego skromny posiłek. – Otwórz! – rozkazał dziadek i wło(cid:298)ył do (cid:286)rodka du(cid:298)y kawał chleba i sporo sera. Pietrek otworzył szeroko oczy, gdy(cid:298) przewy(cid:298)szało to dwukrotnie jego zapasy. – Tak, a teraz jeszcze miseczka – powiedział stary. – Heidi nie umie pić tak jak ty prosto z kozy. Udoisz jej na obiad dwie miseczki mleka, bo mała pójdzie z tob(cid:261) i zostanie a(cid:298) do wieczora. Tylko uwa(cid:298)aj dobrze, (cid:298)eby nie spadła ze skał, słyszysz? W tej chwili nadbiegła Heidi. – A teraz, czy słonko wy(cid:286)mieje mnie, dziadku? – zapytała z o(cid:298)ywieniem. Tak mocno natarła grubym r(cid:266)cznikiem, który dziadek poło(cid:298)ył koło cebra, twarz, szyj(cid:266) i r(cid:266)ce, (cid:298)e była czerwona jak rak. Źziadek spojrzał na ni(cid:261) i u(cid:286)miechn(cid:261)ł si(cid:266). – Nie, teraz nie b(cid:266)dzie si(cid:266) ju(cid:298) miało z czego (cid:286)miać – powiedział. – żdy wrócisz wieczorem, to cała musisz wej(cid:286)ć do cebra jak ryba. A teraz mo(cid:298)ecie i(cid:286)ć. W wesołych podskokach ruszyli w gór(cid:266). W nocy wiatr rozp(cid:266)dził wszystkie chmury i ciemnoszafirowe niebo rozpo(cid:286)cierało si(cid:266) nad nimi z jasnym sło(cid:276)cem po(cid:286)rodku. Złote promienie prze(cid:286)wietlały ziele(cid:276) ł(cid:261)k, a kwiaty rozchylały rado(cid:286)nie kielichy. Heidi biegała wokoło i wydawała okrzyki rado(cid:286)ci. Z zachwytu, widz(cid:261)c tyle pi(cid:266)knych kwiatów, czerwonych, (cid:298)ółtych i niebieskich, zapomniała nawet o Pietrku i kozach. Schylała si(cid:266) to tu, to tam, zrywaj(cid:261)c kwiatki i wkładała je do fartuszka. Chciała je potem wło(cid:298)yć do siana na strychu, aby wygl(cid:261)dało, jak ł(cid:261)ka. Kozy, jakby na(cid:286)laduj(cid:261)c Heidi, rozbiegły si(cid:266) na wszystkie strony i Piotru(cid:286) musiał ci(cid:261)gle gwizdać i nawoływać, by je zgromadzić w stado. – żdzie(cid:298)e(cid:286) si(cid:266) znowu podziała Heidi? – krzyczał. – Tutaj! – rozlegało si(cid:266) sk(cid:261)dsi(cid:286). 15 Piotru(cid:286) nie mógł jej dojrzeć, gdy(cid:298) siedziała na ziemi, ukryta za małym pagórkiem porosłym kwiatami. Powietrze było przepojone zapachami, Heidi wdychała je pełn(cid:261) piersi(cid:261). – Chod(cid:296) tu w tej chwili! – wrzasn(cid:261)ł znowu Piotru(cid:286). – Źziadek zabronił ci spadać ze skały, – A gdzie s(cid:261) skały? Zapytała Heidi, nie ruszaj(cid:261)c si(cid:266) jednak z miejsca. – Tam, wysoko, wysoko. Mamy jeszcze daleko, dlatego chod(cid:296) ju(cid:298). A na samej górze siedzi stary drapie(cid:298)ny ptak i skrzeczy. To poskutkowało. Heidi podskoczyła i przybiegła do chłopca z pełnym fartuszkiem słyszysz? kwiatków. – Masz ich ju(cid:298) dosyć – powiedział, kiedy znowu wspinali si(cid:266) razem pod gór(cid:266).– Nie zrywaj wi(cid:266)cej, bo ci(cid:261)gle zostajesz w tyle. Jak wszystkie dzi(cid:286) pozrywasz, to na jutro nic nie zostanie. Ostatnie słowa przekonały dziewczynk(cid:266) najskuteczniej. Zreszt(cid:261) miała ju(cid:298) pełny fartuszek. Nie zatrzymuj(cid:261)c si(cid:266), szła obok Piotrusia razem z kozami, które te(cid:298) szły w wi(cid:266)kszym porz(cid:261)dku, gdy(cid:298) zw(cid:266)szyły soczyste zioła pastwiska i wspinały si(cid:266) wytrwale. Wreszcie dotarli do obszernej ł(cid:261)ki u podnó(cid:298)a stromych skał, które po jednej stronie opadały spadzistym zboczem. Źziadek słusznie ostrzegał przed niebezpiecze(cid:276)stwem. Piotru(cid:286) zdj(cid:261)ł plecak i wsun(cid:261)ł go w niewielkie zagł(cid:266)bienie, w obawie, by wiatr nie zdmuchn(cid:261)ł w przepa(cid:286)ć tych cennych skarbów. Potem rozci(cid:261)gn(cid:261)ł si(cid:266) w sło(cid:276)cu na trawie, wypoczywaj(cid:261)c po uci(cid:261)(cid:298)liwej drodze. Tymczasem Heidi zdj(cid:266)ła fartuszek, starannie zwin(cid:266)ła go wraz z kwiatkami i poło(cid:298)yła przy plecaku. Usiadła obok le(cid:298)(cid:261)cego chłopca i zacz(cid:266)ła si(cid:266) ogl(cid:261)dać wokoło. Ni(cid:298)ej rozpo(cid:286)cierała si(cid:266) dolina, cała sk(cid:261)pana w po(cid:286)wiacie ranka. Przed dziewczynk(cid:261) rozci(cid:261)gało si(cid:266) szerokie pole (cid:286)niegowe, po drugiej stronie pot(cid:266)(cid:298)na grupa skał, jakby uwie(cid:276)czona stromymi (cid:286)cie(cid:298)kami. Wygl(cid:261)dało to tak uroczy(cid:286)cie, (cid:298)e dziewczynka zamilkła i siedziała nieruchomo w(cid:286)ród ciszy. Wiatr delikatnie kołysał traw(cid:261) i kwiatami. Zm(cid:266)czony Piotru(cid:286) zasn(cid:261)ł, a kózki wspinały si(cid:266) po skałach skubi(cid:261)c traw(cid:266). Heidi czuła si(cid:266) szcz(cid:266)(cid:286)liwa, jak nigdy w (cid:298)yciu. Cieszyła si(cid:266) promieniami sło(cid:276)ca, (cid:286)wie(cid:298)ym powietrzem, zapachem kwiatów i niczego wi(cid:266)cej nie pragn(cid:266)ła, jak pozostać tu na zawsze. Mijał czas, a Heidi tak cz(cid:266)sto i z tak(cid:261) uwag(cid:261) przygl(cid:261)dała si(cid:266) skałom, i(cid:298) w ko(cid:276)cu zdawało jej si(cid:266), (cid:298)e przybrały rysy twarzy ludzkich i spogl(cid:261)dały na ni(cid:261), jak starzy przyjaciele. Nagle usłyszała tu(cid:298) nad sob(cid:261) przenikliwy wrzask i skrzek. Kiedy uniosła głow(cid:266), zobaczyła olbrzymiego ptaka, jak zataczał kr(cid:266)gi rozpo(cid:286)cieraj(cid:261)c szeroko skrzydła. Nie widziała jeszcze nigdy takiego ptaka. – Piotrusiu! Piotrusiu! Obud(cid:296) si(cid:266)! – zawołała gło(cid:286)no. – Spójrz, drapie(cid:298)ny ptak przyleciał, o, patrz, patrz! a(cid:298) znikn(cid:261)ł poza szarymi skałami. Chłopiec zerwał si(cid:266) i razem z Heidi spogl(cid:261)dał za ptakiem, który wznosił si(cid:266) coraz wy(cid:298)ej, – Źok(cid:261)d on poleciał? – zapytała Heidi, która w skupieniu (cid:286)ledziła ka(cid:298)dy ruch orła. – Źo domu, do swojego gniazda – odpowiedział Piotru(cid:286). – To on mieszka tak wysoko? Ach, jak tam musi być pi(cid:266)knie! A dlaczego tak krzyczy? – pytała. – Bo musi – powiedział Piotru(cid:286). – Wejd(cid:296)my tam wysoko i obejrzyjmy jego gniazdo– zaproponowała Heidi. – Ach, ach, ach! Tam nawet najzr(cid:266)czniejsza koza nie dostanie si(cid:266), a zreszt(cid:261) dziadek zabronił ci spadać ze skał! Nagle Piotru(cid:286) przera(cid:296)liwie gwizdn(cid:261)ł i krzykn(cid:261)ł. Heidi nie mogła zrozumieć, co to znaczy. Ale kozy wiedziały doskonale i jedna za drug(cid:261) zacz(cid:266)ły zeskakiwać ze skał. Wkrótce całe stado zebrało si(cid:266) na ł(cid:261)ce. Zwierz(cid:261)tka skakały wokoło, potr(cid:261)cały si(cid:266) i bodły w zabawie. To wszystko było dla Heidi czym(cid:286) zupełnie nowym. W zachwycie biegała i skakała pomi(cid:266)dzy nimi, z ka(cid:298)d(cid:261) po kolei zawieraj(cid:261)c przyja(cid:296)(cid:276). Tymczasem Piotru(cid:286) otworzył plecak i wyj(cid:261)ł wszystkie zapasy, kład(cid:261)c je równiutko na ziemi, du(cid:298)e porcje po stronie Heidi, a małe po 16 swojej, bo pami(cid:266)tał, co do kogo nale(cid:298)ało. Wzi(cid:261)ł miseczk(cid:266), udoił z Białaski (cid:286)wie(cid:298)ego, smacznego mleka i postawił pełn(cid:261) miseczk(cid:266) obok porcji Heidi. Potem zawołał dziewczynk(cid:266). Musiał jednak dłu(cid:298)ej i gło(cid:286)niej krzyczeć ni(cid:298) na kozy, gdy(cid:298) Heidi była tak rozbawiona, (cid:298)e nie widziała i nie słyszała, co si(cid:266) wokoło niej dzieje. Ale Piotru(cid:286) umiał sobie poradzić. Krzyczał tak gło(cid:286)no, (cid:298)e rozlegało si(cid:266) po górach szerokim echem. Wreszcie Heidi przyszła, a widz(cid:261)c pi(cid:266)knie uło(cid:298)one przysmaki, zacz(cid:266)ła skakać wokoło nich. –.Przesta(cid:276)(cid:298)e wreszcie skakać, teraz jest pora posiłku – powiedział Piotru(cid:286). – Siadaj i bierz si(cid:266) do jedzenia! Heidi usiadła. – Czy to mleko jest dla mnie? – zapytała przygl(cid:261)daj(cid:261)c si(cid:266) z apetytem miseczce. – Tak – odpowiedział Piotru(cid:286) – i to, co le(cid:298)y po twojej stronie, jest te(cid:298) dla ciebie do zjedzenia. Kiedy wypijesz to mleko, to dostaniesz jeszcze od Białaski, a potem b(cid:266)dzie moja kolej. – A sk(cid:261)d we(cid:296)miesz mleko dla siebie? – zapytała Heidi. – Z mojej kozy , burej. Zacznij ju(cid:298) wreszcie je(cid:286)ć. Heidi si(cid:266)gn(cid:266)ła po miseczk(cid:266), a kiedy wypiła mleko, Piotru(cid:286) wstał i napełnił j(cid:261) znowu. Heidi ułamała spory kawał chleba i sera ze swojej porcji i podała chłopcu, który ju(cid:298) prawie zjadł całe swoje (cid:286)niadanie. – We(cid:296) to, ja mam dosyć. Piotru(cid:286) spojrzał na dziewczynk(cid:266) niewymownie zdumiony. Oci(cid:261)gał si(cid:266) przez chwil(cid:266), gdy(cid:298) trudno mu było uwierzyć, (cid:298)e Heidi nie (cid:298)artuje. Źziewczynka wci(cid:261)(cid:298) trzymała chleb z serem w wyci(cid:261)gni(cid:266)tej r(cid:266)ce, a(cid:298) wreszcie, widz(cid:261)c, (cid:298)e chłopiec nie bierze, poło(cid:298)yła mu go na kolanie. Teraz dopiero zrozumiał, (cid:298)e to nie (cid:298)art, wzi(cid:261)ł wi(cid:266)c chleb i najadł si(cid:266) tak, jak jeszcze nigdy. Tymczasem Heidi wci(cid:261)(cid:298) nie odrywała wzroku od kóz. – Jak one si(cid:266) nazywaj(cid:261), Piotrusiu?– zapytała. Piotru(cid:286) znał i pami(cid:266)tał wszystkie imiona kóz, gdy(cid:298) nic innego wła(cid:286)ciwie nie miał do zapami(cid:266)tania. Wymienił je, wskazuj(cid:261)c palcem ka(cid:298)d(cid:261) z osobna. Heidi przysłuchiwała si(cid:266) z zainteresowaniem i niedługo nauczyła si(cid:266) sama je nazywać i odró(cid:298)niać. Łatwo je było zapami(cid:266)tać, bowiem ka(cid:298)da miała jakie(cid:286) szczególne cechy. Był wi(cid:266)c wielki kozioł o mocnych rogachś ci(cid:261)gle bódł wokoło i wszystkie kozy bały si(cid:266) go i uciekały przed nim. Tylko mała, zwinna kózka Szczygiełka wcale si(cid:266) go nie bała, przeciwnie, sama go napadała tak szybko i dzielnie, (cid:298)e stary kozioł zupełnie głupiał ze zdziwienia i ust(cid:266)pował jej, widz(cid:261)c, jakiego ma dzielnego przeciwnika. Biała kózka, (cid:285)nie(cid:298)ulka, beczała tak cz(cid:266)sto i (cid:298)ało(cid:286)nie, (cid:298)e Heidi ci(cid:261)gle podbiegała do niej i pocieszaj(cid:261)c tuliła jej głow(cid:266) do siebie. W tej chwili kózka znowu bekn(cid:266)ła (cid:298)ało(cid:286)nie. Heidi podbiegła do niej, obj(cid:266)ła j(cid:261) za szyj(cid:266) i spytała ze współczuciemŚ – Co tobie, (cid:285)nie(cid:298)ulko? Źlaczego tak płaczesz? Kózka z zaufaniem przytuliła si(cid:266) do dziewczynki i przestała beczeć. Piotru(cid:286) zawołał ze swojego miejsca stłumionym głosem, gdy(cid:298) jeszcze jadł i miał pełne ustaŚ – Ona płacze, bo stara ju(cid:298) nie przychodzi z ni(cid:261) na hale. Sprzedali j(cid:261) przedwczoraj do Mayenfeldu i (cid:285)nie(cid:298)ulce t(cid:266)skno za ni(cid:261). – A któ(cid:298) to jest ta stara?– zapytała Heidi. – No, jej matka – brzmiała odpowied(cid:296). – A gdzie jest jej babcia?– zawołała znów Heidi. – Nie ma jej wcale. – A dziadka? – Te(cid:298) nie. – Moja biedna (cid:285)nie(cid:298)ulka – powiedziała Heidi i przytuliła czule kózk(cid:266) do siebie – Nie płacz ju(cid:298) wi(cid:266)cej tak (cid:298)ało(cid:286)nie, b(cid:266)d(cid:266) teraz co dzie(cid:276) przychodziła z tob(cid:261). Jak ci czego(cid:286) trzeba, to przychod(cid:296) tylko do mnie. 17 (cid:285)nie(cid:298)ulka z zadowoleniem ocierała łebek o rami(cid:266) dziewczynki i nie beczała ju(cid:298) wcale. Tymczasem Piotru(cid:286) sko(cid:276)czył si(cid:266) posilać i zbli(cid:298)ył si(cid:266) do swojej trzody i do Heidi. Cała trzoda wzi(cid:266)ła si(cid:266) znów do skubania krzaków i trawy. Ka(cid:298)da koza czyniła to na swój sposób. Jedne skakały na przełaj, sadz(cid:261)c du(cid:298)ymi susami, inne znów szły powoli i rozwa(cid:298)nie, jakby z namysłem, wybieraj(cid:261)c co najsmaczniejsze k(cid:261)ski. Kozioł jak zwykle zaczepiał wszystkie, ci(cid:261)gle napadaj(cid:261)c na nie. Białaska i Buraska najzr(cid:266)czniej ze wszystkich wspinały si(cid:266) po skałach, oskubuj(cid:261)c napotykane po drodze krzaczki. Heidi zało(cid:298)yła r(cid:266)ce na plecy i przygl(cid:261)dała si(cid:266) wszystkiemu bacznie i z zaciekawieniem. – Piotrusiu!– Prawda, (cid:298)e Białaska i Buraska s(cid:261) najpi(cid:266)kniejszymi kózkami z całego stada. – No, tak – odpowiedział chłopak – Halny Stryjek myje i czesze je, daje im sól do lizania i ma najlepsz(cid:261) obórk(cid:266). Nagle Piotru(cid:286) zerwał si(cid:266) i w wielkich susach co sił pobiegł za kozami, a tu(cid:298) za nim Heidi. Musiało si(cid:266) co(cid:286) wa(cid:298)nego przydarzyć, wi(cid:266)c i ona nie mo(cid:298)e zostać na miejscu. Piotru(cid:286) pop(cid:266)dził w kierunku skalnego urwiska, za lekkomy(cid:286)ln(cid:261) kózk(cid:261). Jeszcze kilka skoków i mogła spa(cid:286)ć i zabić si(cid:266). Była to nierozwa(cid:298)na Szczygiełka. Piotru(cid:286) dogonił j(cid:261) w ostatniej chwili, chciał chwycić za rogi, ale ju(cid:298) nie zd(cid:261)(cid:298)ył. Przewrócił si(cid:266) i zdołał tylko chwycić koz(cid:266) za nog(cid:266). Szczygiełka, nie rozumiej(cid:261)c niebezpiecze(cid:276)stwa, wyrywała si(cid:266), becz(cid:261)c z gniewu. Piotru(cid:286) zacz(cid:261)ł wzywać Heidi na pomoc, gdy(cid:298) kózka szarpała si(cid:266) tak mocno, (cid:298)e ledwo j(cid:261) mógł utrzymać. Źziewczynka, widz(cid:261)c gro(cid:298)(cid:261)ce niebezpiecze(cid:276)stwo przybiegła i podsuwaj(cid:261)c kózce gar(cid:286)ć wonnych ziół pod nos, zacz(cid:266)ła do niej przemawiać czuleŚ – Chod(cid:296), chod(cid:296), Szczygiełko, b(cid:261)d(cid:296)(cid:298)e rozs(cid:261)dniejsza! Spójrz, jaka tam straszna przepa(cid:286)ć, gdy spadniesz, to złamiesz nó(cid:298)k(cid:266), a to strasznie boli. Kózka odwróciła si(cid:266) i zacz(cid:266)ła spokojnie wyjadać zioła z r(cid:266)ki Heidi. Tymczasem Piotru(cid:286) wstał i chwycił kózk(cid:266) za sznurek wokoło szyi, na którym miała zawieszony dzwonek. Heidi uj(cid:266)ła z drugiej strony za sznurek i tak razem zaprowadzili niesforn(cid:261) kózk(cid:266) do spokojnie pas(cid:261)cych si(cid:266) towarzyszek. Teraz Piotru(cid:286) postanowił przykładnie ukarać Szczygiełk(cid:266). Podniósł w gór(cid:266) bat, a kózka, widz(cid:261)c , co si(cid:266) (cid:286)wi(cid:266)ci, z l(cid:266)kiem uskoczyła w bok. Heidi zawołała gło(cid:286)no, staj(cid:261)c w jej obronieŚ – Nie, Piotrusiu, nie bij jej! Spójrz jak si(cid:266) boi. – Zasłu(cid:298)yła na to – stwierdził chłopiec i chciał jednak uderzyć. Heidi chwyciła go za rami(cid:266) krzycz(cid:261)cŚ – Nie bij jej, to boli, pu(cid:286)ć j(cid:261)! Piotru(cid:286) spojrzał zdziwiony na błagaj(cid:261)c(cid:261) go dziewczynk(cid:266). Jej oczy błyszczały takim ogniem, (cid:298)e chłopiec mimo woli opu(cid:286)cił bat. – Puszcz(cid:266) j(cid:261), je(cid:298)eli mi jutro te(cid:298) dasz swojego sera – powiedział Piotru(cid:286), ust(cid:266)puj(cid:261)c. – Źam ci cały ser, jutro i ka(cid:298)dego dnia, ja go wcale nie chc(cid:266) – obiecała Heidi. – Źam ci te(cid:298) chleba, du(cid:298)o chleba, tak jak dzisiaj, ale za to masz nigdy nie bić Szczygiełki, ani (cid:285)nie(cid:298)ki , ani w ogóle (cid:298)adnej kozy. – Wszystko mi jedno – powiedział Piotru(cid:286), a to znaczyło tyle, co przyrzeczenie. Pu(cid:286)cił winowajczyni(cid:266) i Szczygiełka pobiegła w podskokach do towarzyszek. Tak min(cid:261)ł dzie(cid:276), niepostrze(cid:298)enie zacz(cid:266)ło zachodzić sło(cid:276)ce, daleko, hen, za górami. Heidi siedziała znowu na ziemi, patrz(cid:261)c w milczeniu na kwiaty i zioła. Nagle zobaczyła, jak skały czerwieni(cid:261) si(cid:266) i płon(cid:261). Zerwała si(cid:266) wołaj(cid:261)cŚ – Piotrusiu! Piotrusiu! Pali si(cid:266)! Wszystkie góry płon(cid:261), i (cid:286)nieg na szczytach, i niebo. Ach, spójrz! Ta wysoka skała cała stoi w płomieniach! Ach, jak pi(cid:266)knie wygl(cid:261)da (cid:286)nieg, kiedy si(cid:266) pali! Piotrusiu, spójrz, jak wszystko płonie! – Zawsze tak jest – powiedział Piotru(cid:286) spokojnie i dalej majstrował co(cid:286) koło swojego bata. – To wcale nie jest ogie(cid:276). być, Piotrusiu, co?– wołała wci(cid:261)(cid:298) Heidi. – A co to jest?– zawołała Heidi skacz(cid:261)c wokoło i rozgl(cid:261)daj(cid:261)c si(cid:266) bacznie.– Co to mo(cid:298)e 18 dół. – Nie wiadomo, samo si(cid:266) tak robi – wyja(cid:286)niał chłopiec. – Ach, spójrz, spójrz – wołała Heidi – nagle zrobiły si(cid:266) purpurowe! Ten, (cid:286)nieg i skały! Jak one si(cid:266) nazywaj(cid:261), Piotrusiu? – żóry nie maj(cid:261) imion – odpowiedział chłopiec. – Ach, jak pi(cid:266)knie, jaki pi(cid:266)kny jest czerwony (cid:286)nieg!– Ach, a szczyty skał, jakie s(cid:261) czerwone! Och, robi(cid:261) si(cid:266) szare! Wszystko ga(cid:286)nie! O, ju(cid:298) koniec, Piotrusiu! I Heidi usiadła na ziemi z min(cid:261), jakby rzeczywi(cid:286)cie wszystko si(cid:266) zapadło. – Jutro znowu tak b(cid:266)dzie – powiedział Piotru(cid:286).– Wsta(cid:276), musimy ju(cid:298) wracać do domu. Zawołał kozy i rozpocz(cid:266)ła si(cid:266) w(cid:266)drówka z powrotem. – To co dzie(cid:276) jest tak samo, ka(cid:298)dego dnia?– pytała ciekawie Heidi, id(cid:261)c obok Piotrusia w – Przewa(cid:298)nie – odpowiedział. – Ale jutro na pewno? – Tak, tak, jutro tak b(cid:266)dzie!– zapewniał Piotru(cid:286). Heidi, zadowolona szła w milczeniu, rozmy(cid:286)laj(cid:261)c nad mnóstwem wra(cid:298)e(cid:276), które tego dnia prze(cid:298)yła. Tak doszli a(cid:298) do chaty dziadka. Siedział pod jodłami na ławce i czekał na powracaj(cid:261)cych. Heidi podbiegła do(cid:276), a z ni(cid:261) Białaska i Buraska. Piotru(cid:286) zawołałŚ – Jutro znowu pójdziemy razem! Źobranoc! Widocznie bardzo mu zale(cid:298)ało na tym, by Heidi była z nim na pastwisku. Heidi podbiegła do chłopca i podała mu r(cid:266)k(cid:266) z zapewnieniem, (cid:298)e jutro z nim pójdzie. Potem wcisn(cid:266)ła si(cid:266) do (cid:286)rodka trzody, jeszcze raz obj(cid:266)ła (cid:285)nie(cid:298)ulk(cid:266) za szyj(cid:266) i rzekłaŚ – Źobranoc, (cid:285)nie(cid:298)ulko! Jutro znowu b(cid:266)dziemy razem, nie musisz ju(cid:298) tak (cid:298)ało(cid:286)nie pobekiwać! odchodz(cid:261)cym stadem. (cid:285)nie(cid:298)ulka popatrzyła przyja(cid:296)nie na dziewczynk(cid:266), potem wesoło podskoczyła i pobiegła za Heidi wróciła pod jodły. – Ach, dziadku, było tak pi(cid:266)knie!– wołała ju(cid:298) z daleka.– Ogie(cid:276) na szczytach i czerwony (cid:286)nieg, a ile kwiatków (cid:298)ółtych i niebieskich! Spójrz, co ci przyniosłam! Mówi(cid:261)c to, rozchyliła fartuszek i wysypała przed dziadkiem cał(cid:261) jego zawarto(cid:286)ć. Ach, co si(cid:266) stało z biednymi kwiatkami! Heidi nie poznała ich. Wygl(cid:261)dały jak siano i ani jeden kielich nie był (cid:286)wie(cid:298)y. – Ach, dziadku, co si(cid:266) z nimi stało?– zawołała Heidi wystraszona.– Wygl(cid:261)dały zupełnie inaczej. spytała Heidi. – Chc(cid:261) być na powietrzu w sło(cid:276)cu, a nie w fartuchu – powiedział dziadek. – To ju(cid:298) nie b(cid:266)d(cid:266) ich wi(cid:266)cej zrywać! Źziadku, dlaczego wielki ptak gło(cid:286)no skrzeczał? – – Teraz id(cid:296) si(cid:266) umyć, a ja pójd(cid:266) do obórki wydoić kozy. Spotkamy
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Heidi
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: