Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00051 007595 20264874 na godz. na dobę w sumie
Heliogabal, Wnuk Mezy - ebook/pdf
Heliogabal, Wnuk Mezy - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 137
Wydawca: Nowy Świat Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-7386-321-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).
W roku 218 Heliogabal został obwołany przez żołnierzy cesarzem rzymskim. Słynął ze swoich transseksualno-orgiastycznych zachowań. Kolekcjonował pajęczyny. Widywano go także jeżdżącego po Rzymie rydwanem zaprzężonym w nagie młode dziewczyny. W 222 r. został wraz z matką i dworzanami zamordowany przez pretorianów podburzonych przez swoją babkę Julię Mezę. Lidia Winniczuk: „Nowacka pokazuje nam Heliogabala jako chłopca opóźnionego w rozwoju, leniwego, krnąbrnego, pełnego kompleksów – wszystko to z czasem przechodzi w dziwne perwersje, zboczenia – a nawet zbrodnie. Nowacka wykazała w tej powieści nie tylko talent literacki, ale także dokładność filologiczną w wykorzystaniu źródeł historycznych. Tło obyczajowe, zwyczaje, sceny uliczne i zbiorowe są tak żywe i sugestywne, że obraz starożytnego Rzymu staje się prawie dotykalny.
Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Ewa Nowacka HELIOGABAL, WNUK MEZY WYDAWNICTWO NOWY (cid:285)WIAT WARSZAWA 2010 NARRATORZY TEJ POWIE(cid:285)CI: Relacja subiektywna – cesarzowa Julia Meza Relacja obiektywna – historyk zwany umownie rzymskim SPÓJRZMY NA TO INACZEJ: jak z perspektywy 1800 lat tamte wydarzenia oceniaj(cid:261) specjali(cid:286)ci: – pedagog (P. R.) – psycholog (G. O.) – endokrynolog (M. Cz.) – psychiatra (K. J.) – wnikliwa czytelniczka (L. Z.) Autorka pragnie wyrazić swoim rozmówcom najserdeczniejsze podzi(cid:266)kowanie za pomoc w napisaniu tej ksi(cid:261)(cid:298)ki. Mez(cid:266) i Messalin(cid:266) obok siebie stawi(cid:266), we wszetecze(cid:276)stwie równie wyuzdane prawie, choć lepsza Messalina. Łono bezcze(cid:286)ciła swe własne – Meza oto senat splugawiła. Bzdura! Tyle razy prosiłam, by mi nie przynosić odpisów tych wierszydeł, ukazuj(cid:261)cych si(cid:266) na murach ła(cid:296)ni i publicznych ust(cid:266)pów. Nic mnie nie obchodzi, czym wypełniaj(cid:261) sobie czas ludzie, którym si(cid:266) wydaje, (cid:298)e nikt ich nie widzi. Ciekawa jestem, jak(cid:261) min(cid:266) miałby autor tych niewydarzonych rymów, gdyby wiedział, (cid:298)e czytam je, podczas gdy on (cid:286)pi spokojnie, dawno zapomniawszy, co napisał na gładkim kawałku (cid:286)ciany. Wyobra(cid:298)am sobie jakie(cid:286) cuchn(cid:261)ce izby w zatłoczonych insulach, widz(cid:266) półotwarte w pochrapywaniu usta, czuj(cid:266) smród przepoconych szmat, słysz(cid:266) szybki mysi chrobot. Czy to kto(cid:286) z nich? Kto(cid:286) z tych, którzy nie maj(cid:261) twarzy, ukryci w(cid:286)ród morza głów, w(cid:286)ród setek tysi(cid:266)cy dłoni podniesionych w pozdrawiaj(cid:261)cym ge(cid:286)cie, zagubiony w pot(cid:266)(cid:298)nym ryku tysi(cid:266)cy gardzieli, przewalaj(cid:261)cym si(cid:266) echem gromu. Nie, to nie mo(cid:298)e być człowiek bez twarzy i imienia. Powinnam go szukać w moim otoczeniu, mi(cid:266)dzy lud(cid:296)mi pochylaj(cid:261)cymi z szacunkiem głow(cid:266) na mój widok, bo ci nienawidz(cid:261) mnie naprawd(cid:266). Czytam to w ich oczach, rozpływaj(cid:261)cych si(cid:266) w przymilnym u(cid:286)miechu, w dobrodusznych zmarszczkach, w namaszczonych gestach r(cid:261)k błyszcz(cid:261)cych pier(cid:286)cieniami. Gdybym zapytała którego(cid:286) z nich, dlaczego mnie nienawidzi, nie potrafiłby odpowiedzieć na moje pytanie. Chocia(cid:298) nie. Istnieje taka odpowied(cid:296), któr(cid:261) mogłabym otrzymać: – Nienawidz(cid:266) Julii Mezy, bowiem jej wnuk jest cezarem. Albo inaczej: – Nienawidz(cid:266) Julii Mezy, bowiem jej wnuk nie jest cezarem. Przyznaj(cid:266) im słuszno(cid:286)ć, ale nie ja ponosz(cid:266) win(cid:266) za to, (cid:298)e Basjanus jest taki, jaki jest. On nie czuje ich nienawi(cid:286)ci, a ja dusz(cid:266) si(cid:266) w niej, wyczuwalnej, ci(cid:266)(cid:298)kiej jak kamienie. Chciałabym jeszcze kiedy(cid:286) w (cid:298)yciu być sob(cid:261), a nie babk(cid:261) Basjanusa, ale nie widz(cid:266) innej drogi, prócz tej, jak(cid:261) wybrałam. Przyszedł do mnie w kobiecym przebraniu, z powiekami ci(cid:266)(cid:298)kimi od antymonowej ma(cid:286)ci, wargi miał umalowane cynobrem, włosy rozja(cid:286)nione, lepkie od pomady. (cid:297)eby chocia(cid:298) nie odsłaniał piersi, tyle razy prosiłam, wygl(cid:261)da jak sabi(cid:276)ska mamka, na chłopca w swoim wieku jest stanowczo za t(cid:266)gi. Siedział bawi(cid:261)c si(cid:266) perłami naszyjnika. – Mam tego dosyć – powiedziałam. – Dlaczego (cid:298)enisz swojego boga z Pallad(cid:261)? Czy nie masz nic lepszego do roboty? – Kiedy to zabawne. – Zabawne? Od kiedy oskar(cid:298)enia o (cid:286)wi(cid:266)tokradztwo s(cid:261) zabawne? W obozie pretorii wrzenie, lud si(cid:266) burzy. Po co ci te tarcze Saliów? Mówiłam ci przecie(cid:298), (cid:298)eby(cid:286) ich nie ruszał! Obejrzał paznokcie. – Tak, babciu. A wiesz, (cid:298)e ona mu si(cid:266) nie podoba? – Kto? – Pallada. (cid:285)niło mi si(cid:266). – Co ci si(cid:266) (cid:286)niło? – To było tak: Ledwo zasn(cid:261)łem, zobaczyłem Heliogabala. Rozmawiałem z nim. Wiesz, te wszystkie pancerze, napier(cid:286)niki, nagolenice, egidy, to go odstr(cid:266)cza od Pallady. On mi powiedział, (cid:298)e nic nie było w noc po(cid:286)lubn(cid:261), została dziewic(cid:261). On jej si(cid:266) boi. Miałam ochot(cid:261) dotkn(cid:261)ć jego czoła. Ile razy z nim rozmawiam, zawsze przypuszczam, (cid:298)e ma gor(cid:261)czk(cid:266) i bredzi albo gra tak przebiegle swoj(cid:261) rol(cid:266), (cid:298)e nikt jej nie potrafi zrozumieć, poza nim samym. – Chc(cid:266) mu sprowadzić Atargatis – mówił dalej przesiewaj(cid:261)c perły mi(cid:266)dzy palcami. – Co o tym s(cid:261)dzisz? – Ani si(cid:266) wa(cid:298)! – Bo, babciu, Kybele nie wchodzi w rachub(cid:266) – zastanawiał si(cid:266) gło(cid:286)no. – On nie lubi krwi, to takie brutalne. A mo(cid:298)e by sprowadzić Salambo? Ona wydaje si(cid:266) łagodna. Tak, to jest my(cid:286)l. Babciu, czy Salambo nie jest przypadkiem za ciemna? Rozumiesz mnie, Afryka... Je(cid:286)li na niego krzykn(cid:266), zamilknie i nie powie wi(cid:266)cej ani słowa, tak jest zawsze. Wi(cid:266)c udaj(cid:266), (cid:298)e si(cid:266) przejmuj(cid:266) jego kłopotami. – Za ciemna? Nie s(cid:261)dz(cid:266). Mo(cid:298)e troch(cid:266) smagła, ale bez domieszki krwi murzy(cid:276)skiej. Powinna mu si(cid:266) podobać. – Ja te(cid:298) tak my(cid:286)l(cid:266). – Kiedy j(cid:261) sprowadzisz? – Jak najpr(cid:266)dzej. – Doskonale. I wiesz co, mój mały? Powiniene(cid:286) poj(cid:261)ć (cid:298)on(cid:266) razem z nim. To zrobi doskonałe wra(cid:298)enie. Umkn(cid:261)ł mi ze spojrzeniem; cz(cid:266)sto ma oczy tak puste, jak dobrze wypolerowana płyta kamienna. – Najwy(cid:298)szy czas pomy(cid:286)leć o (cid:298)onie, mój mały. Wiem, wiem, ta biedna Paula! To była pomyłka. Zreszt(cid:261) wcale nie musiałe(cid:286) jej wyganiać. Taka ładna dziewczyna. Ja i twoja matka były(cid:286)my przekonane, (cid:298)e b(cid:266)dziecie bardzo szcz(cid:266)(cid:286)liwi. Nie słyszał. – Czy widziałe(cid:286) ostatnio Anni(cid:266) Faustyn(cid:266)? – Nie – odburkn(cid:261)ł. – Przecie(cid:298) podpisałe(cid:286) wyrok na Pomponiusza Bassusa. To był jej m(cid:261)(cid:298), wi(cid:266)c my(cid:286)lałam... – Nie pami(cid:266)tam. To chyba, ten, o którego głow(cid:266) prosił Publiusz Waleriusz? Tak, co(cid:286) sobie przypominam. – Annia jest prawnuczk(cid:261) Marka. – Tak? Łatwiej by mi było rozmawiać z jego bogiem ni(cid:298) z nim samym. – Dobrze byłoby, (cid:298)eby(cid:286) j(cid:261) po(cid:286)lubił. – Kogo? Nie słyszał. Oczywi(cid:286)cie, znowu nie słyszał. – Anni(cid:266) Faustyn(cid:266). – A kto to jest? Poddałam si(cid:266) po raz nie wiem który. Poczułam, (cid:298)e jestem zdolna rozszarpać go własnymi r(cid:266)kami. On nie chce mnie słyszeć. – Babciu – zacz(cid:261)ł, zawahał si(cid:266) przez chwil(cid:266) – oni chc(cid:261), (cid:298)ebym co(cid:286) zrobił. Chodzi o wojn(cid:266). – A twoja matka? – Matka powiedziała, (cid:298)ebym si(cid:266) ciebie spytał. Ona nie chce pój(cid:286)ć do senatu. Mówi, (cid:298)e nie ma czasu. – Ma racj(cid:266). Czy przejrzeli(cid:286)cie listy kandydatów? – Matka przejrzała. Ale ja i tak nie b(cid:266)d(cid:266) przemawiał. – Dlaczego? – Bo nie. Ci, którzy nosz(cid:261) purpurowe trzewiki lub czarne obuwie z półksi(cid:266)(cid:298)ycem, budz(cid:261) w Basjanusie strach. Basjanus nie jest mówc(cid:261), nigdy nie studiował pod kierunkiem dobrego retora, jego my(cid:286)li s(cid:261) powolne jak mulisty ciek wód. Gdy wstaje najczcigodniejszy z senatorów, by podzi(cid:266)kować mojemu wnukowi za rozumne i wnikliwe przedstawienie sprawy, Basjanus jest rozdygotany przera(cid:298)eniem. Nic nie pomogło pisanie mów przeze mnie i przez Soemiad(cid:266). Zmusiły(cid:286)my go wreszcie, by wychodził zaraz po uko(cid:276)czeniu mowy, nie czekaj(cid:261)c na odpowiedzi. – Trudno, mój mały – powiedziałam bezlito(cid:286)nie. – B(cid:266)dziesz jednak musiał być na posiedzeniu. Nie ma rady. – A ty nie mo(cid:298)esz? Wiedziałam, (cid:298)e poprosi mnie o to. – Nie mog(cid:266). Tyle razy ci tłumaczyłam, (cid:298)e kobieta nie powinna brać udziału w posiedzeniach senatu. Nie sprawuj(cid:266) (cid:298)adnego urz(cid:266)du. – Jeste(cid:286) August(cid:261) i Matk(cid:261) Obozów, babciu. – To s(cid:261) tytuły honorowe. Ka(cid:298)dy konsul znaczy niesko(cid:276)czenie wi(cid:266)cej ni(cid:298) ja. Zreszt(cid:261) musisz tam być. Ja i matka zbyt łatwo uległy(cid:286)my twoim pro(cid:286)bom. A oto skutki – podsun(cid:266)łam mu odpisy wierszy. – Ach, to. – Wła(cid:286)nie. Wi(cid:266)c mo(cid:298)e jednak zechcesz pofatygować si(cid:266) do senatu osobi(cid:286)cie? – Kiedy ty to zrobisz du(cid:298)o lepiej ni(cid:298) ja, babciu. Kobiety z senaciku bardzo ci(cid:266) chwal(cid:261), doskonale przemawiasz. – W sprawie lektyk nietrudno jest zabrać głos. W zasadzie nie spełniamy (cid:298)adnej roli politycznej. – Sama mówiła(cid:286), (cid:298)e b(cid:266)dziecie organem doradczym – wyd(cid:261)ł wargi, był bliski płaczu. – Sama mó-wiła(cid:286). Dobrze pami(cid:266)tam. – To były takie prywatne ustalenia i bardzo si(cid:266) dziwi(cid:266), (cid:298)e mówisz o nich gło(cid:286)no. A co do senatu, je(cid:286)li chcesz, przygotuj(cid:266) ci mow(cid:266). Matka ci(cid:266) przesłucha i b(cid:266)dzie doskonale. – Nie. – To popro(cid:286) kogo(cid:286), (cid:298)eby ci napisał, i daj do poprawienia matce. – Nie. – To napisz sam. – Nie napisz(cid:266). – Wi(cid:266)c jak? – Po prostu. Nie b(cid:266)d(cid:266) przemawiał. Znowu wyd(cid:261)ł wargi. Kiedy tak robi, staje si(cid:266) podobny do tamtego małego Basjanusa, który był taki (cid:286)liczny. Co si(cid:266) dzieje pod tymi błyszcz(cid:261)cymi od pomady lokami? Du(cid:298)o bym dała, by znać jego prawdziwe my(cid:286)li. Chyba (cid:298)e tam nie ma (cid:298)adnych my(cid:286)li, a tylko ja przypuszczam, (cid:298)e s(cid:261). – Babcia b(cid:266)dzie na posiedzeniu. – To nie była pro(cid:286)ba, to był rozkaz. Jakie to dziwne, (cid:298)e miał prawo rozkazywać. Wstał, przeszedł si(cid:266) po pokoju, podniósł zwierciadło, przejrzał si(cid:266), po(cid:286)linił palcem brwi, wyrównuj(cid:261)c ich lini(cid:266), i odszedł nie spojrzawszy na mnie. Kiedy mieli(cid:286)my ju(cid:298) jechać do Miasta (było to niedługo po (cid:286)mierci Makrynusa), rozmawiałam z córkami. Zapowiedziałam stanowczo Soemiadzie, (cid:298)e Basjanus musi stać si(cid:266) za wszelk(cid:261) cen(cid:266) m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:261) i Rzymianinem. My(cid:286)lały(cid:286)my, (cid:298)e to jest mo(cid:298)liwe. Okazało si(cid:266), (cid:298)e Basjanus jest głuchy na nasze tłumaczenia, nic nie rozumie, równie dobrze mogłabym namawiać w(cid:266)(cid:298)a, by nie był w(cid:266)(cid:298)em, a spróbował chocia(cid:298) na chwil(cid:266) stać si(cid:266) orłem. To Soemiada wpadła na pomysł przywiezienia do Miasta czarnego kamienia, w którym mieszkał Elah Gabal. To, co mówiła, wydawało mi si(cid:266) zupełnie rozs(cid:261)dne. Basjanus był bardzo młody, nie wszyscy uwierzyli w ojcostwo Karakalli, wi(cid:266)c ubóstwienie wydawało si(cid:266) najlepszym (cid:286)rodkiem, niezawodn(cid:261) tarcz(cid:261), która go miała osłonić. Nawet (cid:286)miały(cid:286)my si(cid:266) wtedy, pami(cid:266)tam dobrze. Pocz(cid:261)tkowo Basjanus wcale nie był Heliogabalem, tylko sob(cid:261). Potem przestał być sob(cid:261) i stał si(cid:266) Heliogabalem. (cid:297)e jest bogiem, wytłumaczyli mu ci wszyscy ludzie, którzy otoczyli go zaraz, jak s(cid:266)py otaczaj(cid:261) (cid:286)wie(cid:298)(cid:261) padlin(cid:266). Fryzjer Klaudiusz, wo(cid:296)nica Kordiusz, były tancerz Komazon, gładki Hierokles, oble(cid:286)ny Myrissimus. Nam nigdy nie wierzył, im uwierzył bez zastrze(cid:298)e(cid:276) i wahania. Starały(cid:286)my si(cid:266) co(cid:286) w nim obudzić, nauczyć go przynajmniej najprostszych gestów. Nic nie rozumiał. Nie mogły(cid:286)my dłu(cid:298)ej grać komedii. Soemiada i ja przestały(cid:286)my udawać, (cid:298)e pozostajemy w cieniu. Tak, byłam wielokrotnie w senacie. Je(cid:296)dziłam do obozu pretorianów. Przyjmowałam zagranicznych posłów. Podpisywałam edykty. Kto(cid:286) to musi robić. Gdybym wiedziała, jak(cid:261) rol(cid:266) wyznaczy mi los, nigdy bym nie zezwoliła Gannysowi działać tam, w Emezie. Nie szukałabym poparcia takich ludzi, jak Publiusz Waleriusz. Patrzcie, nazwałam go Publiuszem Waleriuszem, tego marnego tancerza, którego zawsze wygwizdywano ze sceny, zamiast powiedzieć tak, jak mówi(cid:261) wszyscy: Komazon. Wtedy w Emezie wszystko wydawało si(cid:266) takie łatwe, wystarczyło tylko wyci(cid:261)gn(cid:261)ć r(cid:266)k(cid:266), by mieć dla siebie t(cid:266) władz(cid:266), która potoczyła si(cid:266) pod moje stopy jak dojrzałe jabłko. Przeklinam po stokroć chwil(cid:266), w której wyci(cid:261)gn(cid:266)łam r(cid:266)k(cid:266). Przez Basjanusa rz(cid:261)dzić nie mo(cid:298)na, samej rz(cid:261)dzić nie sposób, oddać władz(cid:266) – nieprawdopodobie(cid:276)stwo. Jest jeszcze jedno wyj(cid:286)cie, lecz kiedy ono nadejdzie, b(cid:266)dzie mi wszystko jedno, chocia(cid:298) boj(cid:266) si(cid:266), (cid:298)e nawet w płomieniach pogrzebowego stosu nie b(cid:266)d(cid:266) umiała zapomnieć o tym wszystkim. Chc(cid:266) być szczera wobec siebie samej, bo siebie okłamać nie mog(cid:266), pragn(cid:266) tego bardzo i nie mog(cid:266). Znam prawd(cid:266) i boj(cid:266) si(cid:266) tej prawdy. Ka(cid:298)da najgorsza prawda jest zawsze lepsza od najpi(cid:266)kniejszego kłamstwa – mawiał mój biedny ojciec. Ojciec, matka, dom... Urodziłam si(cid:266) w Emezie. Je(cid:286)li kto(cid:286) nie zna Emezy, wiele stracił. Małe, białe miasto, ocienione szarymi oliwkami i smutkiem cyprysów. Wczesn(cid:261) wiosn(cid:261) na stokach skalistych wzgórz kwitły czerwone anemony. Ja i moja starsza siostra Martha płakały(cid:286)my najprawdziwszymi łzami nad zmarłym Adonisem, z którego krwi wyrosły kwiaty podobne do małych płomieni. Nie (cid:286)miałam ich zrywać, choć były takie ładne i pachniały (cid:286)wie(cid:298)o(cid:286)ci(cid:261) i wiosn(cid:261). Do dzi(cid:286) uwa(cid:298)am Emez(cid:266) za najpi(cid:266)kniejsze miasto na ziemi. Domy, a przynajmniej wi(cid:266)kszo(cid:286)ć z nich, zbudowano na star(cid:261), dobr(cid:261) syryjsk(cid:261) modł(cid:266), z wewn(cid:266)trznym dziedzi(cid:276)cem, ciemnymi izbami, cystern(cid:261) na deszczówk(cid:266) i płaskim dachem otoczonym balustrad(cid:261), gdzie spało si(cid:266) w upalne noce. Wzdłu(cid:298) (cid:286)cian dziedzi(cid:276)ców wkopywano ogromne amfory na wino i spiczaste dzbany napełnione zbo(cid:298)em. W chłodne dni rozpalało si(cid:266) w izbach p(cid:266)kate piecyki, rozdmuchuj(cid:261)c dogasaj(cid:261)cy (cid:298)ar małymi miechami. Lubiłam patrzeć w (cid:298)ar zasnuwaj(cid:261)cy si(cid:266) szarym popiołem, było mi wtedy smutno i dobrze. Niektórzy z mieszka(cid:276)ców Emezy postawili sobie ju(cid:298) nowomodne wille, ale my wcale nie zachwycali(cid:286)my si(cid:266) pretensjonalnymi kolumienkami, sadzawk(cid:261) w atrium i poszarzałym od upału ogródkiem. Moi rodzice mieli wygodny, rozło(cid:298)ysty dom i nas, mnie i Marth(cid:266). Emeza jest znanym miastem, ale wcale nie dlatego, (cid:298)e ja i Martha ujrzały(cid:286)my tam (cid:286)wiatło dzienne. Najwa(cid:298)niejsz(cid:261) rzecz(cid:261) w Emezie była (cid:286)wi(cid:261)tynia i czarny kamie(cid:276), w którym mieszkał Elah Gabal. Mój ojciec był arcykapłanem w (cid:286)wi(cid:261)tyni i najwa(cid:298)niejsz(cid:261) osob(cid:261) w miasteczku. Niejeden, z tych młodych, zarozumiałych architektów nazwałby nasz(cid:261) (cid:286)wi(cid:261)tyni(cid:266) bezstylowym szkaradzie(cid:276)stwem, snem pasztetnika, maj(cid:261)c na my(cid:286)li te pasztety, gdzie obok doryckich kolumn le(cid:298)y sfinks, a pod pochodni(cid:261) skrzydlatego geniusza pra(cid:298)(cid:261) piersi swawolne nimfy. Po uniesieniu złotej pokrywy z takiego pasztetu wylatuj(cid:261) zwykle, nie wiedzieć czemu, (cid:298)ywe kwiczoły. Dla mnie i dla Marthy (cid:286)wi(cid:261)tynia była cudowna. Dr(cid:298)ały(cid:286)my z podniecenia, gdy na jej schody wst(cid:266)pował nasz ojciec w obłoku spalonych wonno(cid:286)ci, wiewie strusich piór, w l(cid:286)nieniu złota. Niewolnice musiały nas trzymać mocno za r(cid:266)ce, by(cid:286)my si(cid:266) nie wyrwały i nie pobiegły do niego. Tylko ojciec miał wst(cid:266)p do sanktuarium Elah Gabala, gdzie objawiała si(cid:266) wola boga. Wyrocznia (cid:286)ci(cid:261)gała do Emezy wielu pobo(cid:298)nych, tak jak blask latarni morskiej przywabia z daleka statki. Ojciec był pi(cid:266)kny i wspaniały. Kobiety padaj(cid:261)ce na twarz przed drzwiami sanktuarium boga korzyły si(cid:266) tak(cid:298)e przed moim ojcem. Pragn(cid:266)ły, by je widział, a on czasem dostrzegał któr(cid:261)(cid:286) z nich, a czasem nie. Był wy(cid:298)szy ponad swoje słabostki i handlował swoim bogiem z dobroduszn(cid:261) chytro(cid:286)ci(cid:261). Teraz wiem, (cid:298)e miał wiele kochanek, ale to nie jest wa(cid:298)ne. Bardzo kochałam swego ojca. On te(cid:298) kochał Marth(cid:266) i mnie, bezbarwne córki zrodzone z niego i naszej pi(cid:266)knej matki. Matka była dla nas zbyt zwykła, powszednia, by(cid:286)my jej mogły ofiarować to, co ofiarowywały(cid:286)my ojcu. Cierpiała nad tym, (cid:298)e nie urodziła syna, krzyczała na Marth(cid:266) i na mnie i z chciw(cid:261) zaciekło(cid:286)ci(cid:261) gromadziła pieni(cid:261)dze, do których ojciec nie przywi(cid:261)- zywał specjalnej wagi. Poza nami rodzice nie mieli wi(cid:266)cej dzieci. Nas w Emezie niezbyt ciekawiło to, co działo si(cid:266) w Mie(cid:286)cie, byli(cid:286)my zbyt daleko, nikt nie interesował si(cid:266) nami i my nie bardzo przejmowali(cid:286)my si(cid:266) tym, co si(cid:266) dzieje za wzgórzami otaczaj(cid:261)cymi Emez(cid:266). Od czasu do czasu zjawiał si(cid:266) u nas niewielki oddziałek legionistów, asystuj(cid:261)cy odwiedzinom w (cid:286)wi(cid:261)tyni którego(cid:286) z lokalnych dostojników. Dostojnik zjawiał si(cid:266) w lek- tyce, rzadko konno, otoczony pocztem zbrojnych, był to pretor, kwestor, czasem marsowy trybun, legatów i konsulów nie widywali(cid:286)my w Emezie, o namiestniku Azji mówiło si(cid:266) u nas jak o ptaku Feniksie, był gdzie(cid:286), ale nas to nie dotyczyło. Mój ojciec bał si(cid:266) Rzymian. Odkryłam to jako zupełnie małe dziecko. Zdradziła mi to jaka(cid:286) pochlebna i nieszczera intonacja jego głosu, ukradkowe spojrzenia i gesty r(cid:261)k, zbyt dostojne, by nie kryła si(cid:266) pod nimi bezradno(cid:286)ć. Rozmowa toczyła si(cid:266) o czym(cid:286) niezrozumiałym. Chwytałam pojedyncze zdania. – Ach, ta Faustyna – u(cid:286)miechał si(cid:266) młody kwestor (nigdy nie był w Mie(cid:286)cie, pochodził z Frygii, kupił sobie niedawno obywatelstwo). – Dzielna kobietka, nie ma gadania. Cezar jest (cid:286)lepy jak wszyscy m(cid:266)(cid:298)owie, ale całe Miasto a(cid:298) si(cid:266) trz(cid:266)sie od plotek. – Co(cid:286) słyszałem. Zdaje mi si(cid:266), (cid:298)e mówiono o Werusie. – Ojciec odmierzał słowa, jakby to były płatki złota, l(cid:266)kał si(cid:266) tego frygijskiego Rzymianina z rycerskim pier(cid:286)cieniem na palcu. – Werus to stara historia. Dawno nieaktualna. Po jego (cid:286)mierci s(cid:261) gladiatorzy, wo(cid:296)nice, aktorzy, niewolnicy... – Spojrzał na ojca, najwyra(cid:296)niej zale(cid:298)ało mu, by kto(cid:286) ocenił jego polor towarzyski i orientacj(cid:266) w najnowszych plotkach z Miasta. – Powiadaj(cid:261), (cid:298)e młody August, Kommodus, jest jego synem. – Naprawd(cid:266)? – Niektórzy s(cid:261)dz(cid:261), (cid:298)e Fadilla, (cid:286)rednia córka najdostojniejszej pary, jest tak(cid:298)e dzieckiem Werusa, ale mog(cid:266) zapewnić, (cid:298)e s(cid:261) to oszczercze plotki. Co do Kommodusa, wiem z cał(cid:261) pewno(cid:286)ci(cid:261), (cid:298)e tak jest. Uderzaj(cid:261)ce podobie(cid:276)stwo! Napił si(cid:266) wina. – Swoj(cid:261) drog(cid:261), jaka to pikantna sytuacja! Matka i córka w obj(cid:266)ciach tego samego człowieka. Ta sprawa narobiła w swoim czasie sporo huczku w Mie(cid:286)cie. Lucylla pod welonem oblubienicy i Faustyna prowadz(cid:261)ca córk(cid:266) w ło(cid:298)e swojego kochanka! Tylko w Mie(cid:286)cie takie rzeczy s(cid:261) mo(cid:298)liwe! A Faustyna jest zr(cid:266)czna, nadzwyczaj zr(cid:266)czna. Potrafi sobie cezara omotać naokoło małego palca. To jej trzeba przyznać. Ojciec uznał, (cid:298)e rozmowa staje si(cid:266) niebezpieczna. Mo(cid:298)e zreszt(cid:261) zauwa(cid:298)ył mnie i był zdania, (cid:298)e nie powinnam słuchać. Wychowywano nas bardzo surowo. – Co do wró(cid:298)b – przerwał – nam nadziej(cid:266), (cid:298)e b(cid:266)dziesz zadowolony z odpowiedzi naszej wyroczni. – Na pewno. – Go(cid:286)ć wyci(cid:261)gn(cid:261)ł przed siebie długie nogi, rozparł si(cid:266) szeroko. – Z niecierpliwo(cid:286)ci(cid:261) oczekuj(cid:266) głosu boga. Czy nie mógłby jednak pr(cid:266)dzej udzielić mi odpowiedzi? – Nie. – Ojciec rozgniewał si(cid:266), ale nie (cid:286)miał okazać swego gniewu. – Nie s(cid:261)dz(cid:266), by to było mo(cid:298)liwe. – Trudno. Poczekam. Strój tego Rzymianina był dziwnym poł(cid:261)czeniem antioche(cid:276)skich mu(cid:286)linów, delikatnych jak mgła poranna, i szorstkiego rzymskiego płaszcza, stopy miał obute w wysokie, sznurowane trzewiki, jego ramiona błyszczały szerokimi bransoletami. – Nie jeste(cid:286) wyznawc(cid:261) Kybele? – spytał mój ojciec. – Jestem, oczywi(cid:286)cie, jestem. – I szukasz rady w Emezie? – Tak. I có(cid:298) z tego? My, Rzymianie, nie jeste(cid:286)my małostkowi. Je(cid:286)li ten wasz bóg nie udzieli mi wskazówek, pojad(cid:266) do Carrhae, do tamtejszej bogini ksi(cid:266)(cid:298)yca. Lokalne kulty mog(cid:261) być wykorzystywane z po(cid:298)ytkiem dla nas. Byłam wtedy mał(cid:261) dziewczynk(cid:261), która siedziała w k(cid:261)cie i zaplatała fr(cid:266)dzle paradnego płaszcza ojca, ale dobrze zapami(cid:266)tałam t(cid:266) rozmow(cid:266). Zrozumiałam, (cid:298)e istniej(cid:261) na (cid:286)wiecie ludzie wa(cid:298)niejsi ni(cid:298) mój ojciec, mo(cid:298)e ten Rzymianin błyszcz(cid:261)cy pier(cid:286)cieniem, mo(cid:298)e ten tajemniczy cezar, a mo(cid:298)e Faustyna, o której si(cid:266) tak dziwnie mówiło. – Znasz cezara? – zapytałam tego samego dnia Marth(cid:266). Martha była starsza o dwa lata i lubiła to podkre(cid:286)lać. – Znam. – A Faustyn(cid:266)? – Te(cid:298) znam. – Widziała(cid:286) ich? Zrobiła pogardliw(cid:261) min(cid:266). – Jeste(cid:286) głupia – o(cid:286)wiadczyła. – Nie rozmawiam z tob(cid:261). Wcale nie byłam taka mała i niem(cid:261)dra, gdy gdzie(cid:286), bardzo daleko, zacz(cid:266)ła si(cid:266) wojna. Legioni(cid:286)ci przybywaj(cid:261)cy do Emezy byli uzbrojeni po z(cid:266)by, tak jakby za chwil(cid:266) mieli wyruszyć na pole walki. – (cid:297)ołnierz nie zna dnia ani godziny – wyja(cid:286)nił szczekliwie jaki(cid:286) trybun. – W ka(cid:298)dej chwili kontyngenty syryjskie mog(cid:261) być powołane na front. Ojciec chciał o co(cid:286) zapytać, potem si(cid:266) rozmy(cid:286)lił i udał, (cid:298)e poprawia pektorał u ci(cid:266)(cid:298)kiego ła(cid:276)cucha. – To jest wojna z Partami – poinformowała mnie Martha. Czasem miała zadziwiaj(cid:261)ce wiadomo(cid:286)ci. – Z kim? – Z Partami, głuptasie. Wolałam o nic nie pytać, Martha potrafiła być ostra jak ofiarniczy nó(cid:298), którym kapłan podrzyna gardło osłupiałego byka. Nie chciałam, by miała okazj(cid:266) do wy(cid:286)miewania si(cid:266) ze mnie. – Ci Germanie – westchn(cid:261)ł brodaty oficer. – Ci(cid:261)gle mamy z nimi kłopoty. Najdostojniejszy cezar w swojej bezmiernej dobroci i wyrozumiało(cid:286)ci pewno zadowoli si(cid:266) nało(cid:298)eniem kontrybucji i co najwy(cid:298)ej rozka(cid:298)e prewencyjnie spacyfikować pas przygraniczny. Co do mnie, popaliłbym wszystkie osiedla i przep(cid:266)dził ludno(cid:286)ć, by tym Kwadom i Markomanom przypomnieć o pot(cid:266)dze imperium. – To jest wojna z Germanami – powiedziałam do Marthy z nietajon(cid:261) satysfakcj(cid:261). Dziwne, ale Martha nie nazwała mnie głuptasem. Działo si(cid:266) z ni(cid:261) co(cid:286) osobliwego. Teraz dopiero zauwa(cid:298)yłam, (cid:298)e Martha ma ju(cid:298) małe piersi podobne do brzoskwi(cid:276) i (cid:298)e st(cid:261)paj(cid:261)c chwieje si(cid:266) w biodrach, jakby niosła na głowie pełny dzban. Gdy patrzyła na tego oficera, jej oczy rozszerzały si(cid:266), a krew rumieniła policzki. Oficer nazywał si(cid:266) Septymiusz Sewer i ojciec podejmował go w naszym domu specjalnie uroczy(cid:286)cie. – Zapami(cid:266)taj sobie raz na zawsze, (cid:298)e musi być nieparzysta liczba biesiadników – gromił matk(cid:266). – Nieparzysta, czy tego nie rozumiesz? Czy to takie trudne? Ło(cid:298)a biesiadne okryto wzorzystymi makatami, niewolnice przygotowywały wie(cid:276)ce i pachnidła do skropienia stóp biesiadników. – Najpierw jagni(cid:266) z tymiankiem – dysponował ojciec kucharzowi. – Albo nie. Najpierw ostrygi i (cid:286)limaki. Potem... Rzymianie lubi(cid:261) wieprzowin(cid:266), podamy wymi(cid:266) maciory w ostrym sosie. – O(cid:286)miel(cid:266) si(cid:266) powiedzieć – kucharz zgi(cid:261)ł si(cid:266) w ukłonie – (cid:298)e w Mie(cid:286)cie podaje si(cid:266) na gor(cid:261)co pier(cid:286) ba(cid:298)anta i pawia zawini(cid:266)te w szynk(cid:266) i upieczone na w(cid:266)glu drzewnym. – Dobrze, to jest my(cid:286)l. Co jeszcze proponujesz? – Szpikowane figojadki. – Niech b(cid:266)d(cid:261). – Na deser oczywi(cid:286)cie jaja. – Dziczyzny nie b(cid:266)dzie? – Podług (cid:298)yczenia mo(cid:298)e być i dziczyzna. Łeb dzika z pistacjami. Mo(cid:298)emy zamówić. – Zamów. Jeszcze dzisiaj nie rozumiem, dlaczego mój ojciec był tak przej(cid:266)ty odwiedzinami Septymiusza Sewera, ale domy(cid:286)lam si(cid:266), (cid:298)e ojciec znał wró(cid:298)b(cid:266), jakiej udzieliła temu oficerowi nasza wyrocznia. To by tłumaczyło nabo(cid:298)ny gest, jakim wygładzał wezgłowie ło(cid:298)a naszego go(cid:286)cia. Nigdy nie pytałam o to ojca i nigdy ojciec nie powiedział ani słowa na ten temat. Tak czy inaczej, Septymiusz Sewer mieszkał w naszym domu. Poza ow(cid:261) sławetn(cid:261) uczt(cid:261) nie sprawiał nikomu kłopotu, był milcz(cid:261)cy i surowy. Nie mieszkał zreszt(cid:261) u nas długo. Wyje(cid:298)d(cid:298)ał, przyje(cid:298)d(cid:298)ał i znowu wyje(cid:298)d(cid:298)ał. Mieszkał w bocznym skrzydle, posiłki jadał najch(cid:266)tniej u siebie. Widywano go czasem, jak z tabliczk(cid:261) w r(cid:266)ku chodził niecierpliwie mi(cid:266)dzy (cid:286)cianami, musiałam wtedy my(cid:286)leć o wielkim zwierz(cid:266)ciu wi(cid:266)zionym w klatce. Po (cid:286)mierci starego cezara stał si(cid:266) czujny, napi(cid:266)ty jak ci(cid:266)ciwa łuku, rzekłby(cid:286), zasłuchany w co(cid:286) wewn(cid:261)trz siebie samego. – On pochodzi z rzymskiej rodziny osiadłej w Leptis Magna – wyja(cid:286)nił ojciec. – Jest prawnikiem. Stary cezar bardzo go cenił i przysłał do nas jako oficera do specjalnych porucze(cid:276) przy Ariuszu Antoninusie. (cid:297)ołnierze go kochaj(cid:261). Podobno bardzo zdolny. W Mie(cid:286)cie działy si(cid:266) wówczas niepoj(cid:266)te sprawy. Stary cezar, m(cid:261)dry i wyrozumiały Marek Aureliusz, umarł, zostawiaj(cid:261)c imperium swemu jedynakowi. Dziedzictwem Kommodusa była zreszt(cid:261) nie tylko władza, lecz tak(cid:298)e nie uko(cid:276)czona wojna z Kwadami i Markomanami. Młody cezar post(cid:261)pił najbanalniej w (cid:286)wiecie: uznał, (cid:298)e wojny nigdy nie było, wycofał legiony z terytorium nieprzyjaciela i udał si(cid:266) do Miasta, gdzie czekały go liczne rozrywki i przyjemno(cid:286)ci, a tak(cid:298)e spi- skowiec z dobrze wyostrzonym sztyletem. Mo(cid:298)e dziewi(cid:266)tnastoletni Kommodus nie był okrutny z natury, otrzymał przecie(cid:298) staranne wychowanie, stary cezar dopu(cid:286)cił pi(cid:266)tnastolatka do rz(cid:261)dów, wspierał jego kroki i kierował nimi, ale wykrycie spisku, któ-rego dusz(cid:261) była własna siostra Kommodusa, Lucylla, nauczyło młodego cezara strachu i nienawi(cid:286)ci. Nikt nie wie, kto podsun(cid:261)ł spiskowcowi okrzyk: „Senat ci to przysyła”, bo tak zawołał wznosz(cid:261)c ostrze nad głow(cid:261) Kommodusa. W ka(cid:298)dym razie ten okrzyk stał si(cid:266) powodem (cid:286)mierci Pompejanusa Kwintianusa i Maksymusa, i Kondianusa, i braci Kwintylianów. Taki sam los spotkał ich krewnych i przyjaciół, klientów i wyzwole(cid:276)ców, i zupełnie niewa(cid:298)nych ludzi, których (cid:286)lepy traf uwikłał w t(cid:266) spraw(cid:266). Młody cezar uczył si(cid:266) strachu i nienawi(cid:286)ci, a(cid:298) doszedł do miejsca, gdzie pozostał zupełnie sam ze swoim strachem i nienawi(cid:286)ci(cid:261). – Perennis, cokolwiek by si(cid:266) o nim mówiło, był na pewno zdolnym i rzutkim ministrem – powiedział Septymiusz Sewer do mojego ojca. Cz(cid:266)sto obja(cid:286)niał co(cid:286) nie pytany, był wła(cid:286)ciwie urodzonym nauczycielem, nie znosił rzeczy nie domówionych i niejasnych. – To Kleander (cid:298)yczył sobie tej (cid:286)mierci. – Kleander? A kto to jest? – Nikt, ale b(cid:266)dzie wszystkim. Kiedy(cid:286), wiele lat pó(cid:296)niej, dowiedziałam si(cid:266), (cid:298)e Septymiusz Sewer był protegowanym wszechwładnego ministra, jego uchem i okiem w prowincjach cesarskich, człowiekiem zaufanym. Kleander polecił Septymiuszowi kontrolować działalno(cid:286)ć Ariusza Antoninusa, prokonsula Azji. Kleander nienawidził Ariusza i w niedługim czasie uzyskał na niego wyrok. Pescenniusz Niger, mianowany namiestnikiem Syrii: z por(cid:266)ki Kleandra, był człowiekiem starszym, trefił zarost, miał słabo(cid:286)ć do jaskrawej bi(cid:298)uterii i na(cid:286)laduj(cid:261)c starego cezara czytywał podczas przechadzki greckich filozofów. – Powiadaj(cid:261) – chichotała jedna z niewolnic – (cid:298)e młody cezar ma trzysta kobiet. Chodzi sobie w(cid:286)ród nich i wybiera, a któr(cid:261) wybierze, to j(cid:261) zaraz k(cid:261)pi(cid:261), namaszczaj(cid:261)... – I co? – spytała Martha. – E, nic takiego – stropiła si(cid:266) zapytana dziewczyna (za rozmowy z niewolnicami matka nas karała, miała zwyczaj mówić, (cid:298)e niewolnicy nie s(cid:261) towarzystwem dla dobrze urodzonych ludzi). – Tak sobie tylko gadam. – Mów! – rozkazała Martha. Co(cid:286) takiego było w jej głosie, (cid:298)e spojrzałam na ni(cid:261) ze zdumieniem. Niewolnica przestraszyła si(cid:266). – Mów! To był rozkaz. Dziewczyna, posługuj(cid:261)c si(cid:266) gestami, dosadnym j(cid:266)zykiem opisała nam zł(cid:261)czenie si(cid:266) kobiety i m(cid:266)(cid:298)czyzny. – Robiła(cid:286) to? – spytała Martha z oczyma rozszerzonymi ciekawo(cid:286)ci(cid:261). Chciała wiedzieć, ja jeszcze nie. Dziewczyna potwierdziła. Jej opowie(cid:286)ć była bardzo prosta. W czasie dorocznego (cid:286)wi(cid:266)ta ku czci Elah Gabala zaczepił j(cid:261) jaki(cid:286) rzymski (cid:298)ołnierz. Nie, nie zna jego imienia. Poszła z nim w cierniste zaro(cid:286)la na wzgórzach. Zaj(cid:261)kuj(cid:261)c si(cid:266) prosiła, by(cid:286)my nie mówiły o tym naszej matce. Matka nie (cid:298)yczyła sobie rozpusty w swoim domu. Kiedy w Mie(cid:286)cie upadł Perennis, a jego głow(cid:266) młody cezar ofiarował ludowi, Septymiusz Sewer znów przyjechał do Emezy. (cid:285)ledztwo w sprawie Perennisa zataczało coraz szersze kr(cid:266)gi, a Septymiusz, chocia(cid:298) chroniony (cid:298)yczliwo(cid:286)ci(cid:261) Kleandra, musiał si(cid:266) bać o siebie. Był ambitny i wiedział, (cid:298)e jego ambicja nie jest tajemnic(cid:261) dla nikogo. Za mniejsze rzeczy płaciło si(cid:266) (cid:298)yciem. Stałam wtedy przy podwórzowej cysternie. Podszedł do mnie, odgarn(cid:261)ł mi włosy z czoła, podniósł moj(cid:261) twarz do góry. Przestraszyłam si(cid:266), ale on popatrzył na mnie nie widz(cid:261)cymi oczami i poszedł sobie. Długo chłodziłam rozpalone policzki w zimnej wodzie, wcale nie byłabym zdziwiona, gdyby dotkni(cid:266)cie jego r(cid:266)ki napi(cid:266)tnowało moj(cid:261) twarz na zawsze. W tym okresie matka zwi(cid:266)kszyła swoj(cid:261) surowo(cid:286)ć wobec Marthy i mnie. Nakazano nam przebywać w kobiecej cz(cid:266)(cid:286)ci domu, przy rozmowach z odwiedzaj(cid:261)cymi nas przyjaciółkami asystowała zawsze Mirrha, bezpier(cid:286)ne, chude stworzenie, zaufana wyzwolenica matki. Mirrha syczała jak podra(cid:298)niony w(cid:261)(cid:298), gdy rozmowa zaczynała schodzić na nieodpowiednie, jej zdaniem, tory. Na przechadzki udawały(cid:286)my si(cid:266) w zakrytej lektyce i zabroniono nam surowo wchodzić do sali, gdzie ojciec rozmawiał z odwiedzaj(cid:261)cymi. Były(cid:286)my pannami na wydaniu i musiały(cid:286)my o tym nieustannie pami(cid:266)tać. Oprócz naszego ojca i Septymiusza Sewera (który był chyba starszy ni(cid:298) ojciec) widywały(cid:286)my jeszcze jednego m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:266), starego greckiego gramatyka, imieniem Kleos. Ojciec wymagał, by(cid:286)my znały łacin(cid:266) i grek(cid:266). Kleos czytywał z nami klasyków i strasznie si(cid:266) denerwował nieprawidłow(cid:261) wymow(cid:261) przydechowych głosek. Utrzymywał, (cid:298)e nie czujemy pi(cid:266)kna poezji, i zanudzał nas nazwami tropów stylistycznych, przy czym odnosiłam zawsze wra(cid:298)enie, (cid:298)e on sam wymy(cid:286)lił te wszystkie m(cid:261)dro(cid:286)ci. W młodzie(cid:276)czych latach Kleos był pedagogiem w domu jakiego(cid:286) senatora w Mie(cid:286)cie. Bez trudu dawał si(cid:266) namówić na przerwanie wywodu o pi(cid:266)knie Homerowych peryfraz i snuł nie ko(cid:276)cz(cid:261)ce si(cid:266) historie o tamtych latach. – W niszach stoj(cid:261) pos(cid:261)gi, setki, co ja mówi(cid:266), tysi(cid:261)ce pos(cid:261)gów. (cid:297)adnego kamienia, (cid:298)adnej ordynarnej cegły, tylko marmur i mozaiki. Sale chłodne i sale gor(cid:261)ce, baseny gł(cid:266)bokie i płytkie. W kru(cid:298)gankach spotykasz najznakomitszych ludzi, mo(cid:298)esz posłuchać recytacji poetów lub dysputy filozoficznej. Je(cid:286)li zm(cid:266)cz(cid:261) ci(cid:266) rozkosze ducha, mo(cid:298)esz za(cid:298)yć ćwicze(cid:276) fizycznych, zagrać w piłk(cid:266), pobiegać... Staruszek przymykał oczy. – Albo wy(cid:286)cigi. Wyje(cid:298)d(cid:298)aj(cid:261) zaprz(cid:266)gi, wo(cid:296)nice i konie w barwach frakcyjnych, zaprz(cid:266)gi dobierane ma(cid:286)ci(cid:261). Ju(cid:298) przyjmuj(cid:261) zakłady. Wybrałe(cid:286), postawiłe(cid:286), rydwany ruszaj(cid:261). Burza nie p(cid:266)dzi tak szybko. Wo(cid:296)nice przewi(cid:261)zani w pasie lejcami podniecaj(cid:261) konie krzykiem. Ju(cid:298) s(cid:261) przy mecie, zawracaj(cid:261), dwa, trzy zaprz(cid:266)gi id(cid:261) łeb w łeb... Do teatru znowu przychodzi si(cid:266) wcze(cid:286)niej, by zaj(cid:261)ć dobre miejsce. To wprost nie do wiary, ale widzisz wszystko, co pokazuje dobry mim czy tancerz. Pogr(cid:261)(cid:298)asz si(cid:266) z nim razem w chłodne otchłanie wód, lecisz na Olimp, schodzisz do Hadesu... Podczas igrzysk gladiatorskich, inaczej ni(cid:298) na wy(cid:286)cigach, lepiej jest zaj(cid:261)ć ni(cid:298)sze miejsce. Zawsze powstrzymywałem oddech, gdy na aren(cid:266) wpuszczano lwy. Te płowe cielska i grzywy, grzywy, jak rozfalowana rzeka. Gladiatorzy drwi(cid:261) sobie ze (cid:286)mierci, igraj(cid:261) z ni(cid:261)... Idziesz sobie rankiem na Forum albo na Palatyn. Zawsze jest czym ucieszyć oko. Takich zaprz(cid:266)gów, takich lektyk nie zobaczysz nigdzie. Niewolnicy przed lektykami wywołuj(cid:261) nazwiska swoich panów, przekupnie oferuj(cid:261) towar, zaklinacze i czarownicy szarpi(cid:261) ci(cid:266) za płaszcz, uliczny filozof przemawia do ciekawej gawiedzi... Martha i ja marzyły(cid:286)my o tym, by kiedykolwiek w (cid:298)yciu zobaczyć te wspaniało(cid:286)ci. W Emezie nigdy nie bywało igrzysk ani przedstawie(cid:276) teatralnych, a na przechadzce mogły(cid:286)my najwy(cid:298)ej spotkać (cid:298)on(cid:266) poborcy podatków i jej nudn(cid:261) córk(cid:266), nie licz(cid:261)c (cid:286)lepego sprzedawcy fig i roznosicieli wody. Mimo zakazu czasem udawało nam si(cid:266) co(cid:286) podchwycić z rozmów naszego ojca i jego go(cid:286)ci. – Wiesz, cezar Kommodus wyst(cid:266)puje jako gladiator – informowałam Marth(cid:266) (cid:286)wiszcz(cid:261)cym szeptem. – Przesłyszała(cid:286) si(cid:266). – Wcale nie! – Zabija ludzi? – Nie wiem – przyznawałam uczciwie. – Na pewno tak – decydowała za mnie Martha. Lubiła sytuacje kra(cid:276)cowe, nie uznawała kompromisów. – Warto by to zobaczyć. – Zobaczymy. Jak wyjd(cid:266) za m(cid:261)(cid:298), b(cid:266)d(cid:266) mieszkała w Mie(cid:286)cie i b(cid:266)d(cid:266) chodziła, gdzie mi si(cid:266) b(cid:266)dzie podobało. Plan Marthy wydawał mi si(cid:266) rozs(cid:261)dny i kusz(cid:261)cy. Byłam skłonna w pełni go aprobować. – Ale ja b(cid:266)d(cid:266) mieszkała z tob(cid:261) – upewniłam si(cid:266) na wszelki wypadek. – Je(cid:286)li mój m(cid:261)(cid:298) si(cid:266) zgodzi – przyzwoliła łaskawie Martha. Wtedy wła(cid:286)nie dowiedziałam si(cid:266), (cid:298)e Martha ma jak(cid:261)(cid:286) wizj(cid:266) czy koncepcj(cid:266) swego przyszłego losu. Co do mnie, nie wyobra(cid:298)ałam sobie nic. Mieszkały(cid:286)my w Emezie, ale Miasto przyszło do nas, chocia(cid:298) wszystko było tak samo jak dawniej. Miasto to były strofy Wergiliusza i nowy krój sukni, chłodny spokój Septymiusza Sewera i plotki o szale(cid:276)stwach młodego cezara, twarde kroki oddziału legionistów po kamieniach Emezy i wychudły poborca podatków, któ-rego s(cid:266)pie oczy obrachowywały ka(cid:298)dy grosz. Musiały(cid:286)my być ogromnie (cid:286)mieszne z t(cid:261) swoj(cid:261) fascynacj(cid:261) czarodziejskim (cid:286)wiatem i głupi(cid:261) wiar(cid:261), (cid:298)e te rozkosze stan(cid:261) si(cid:266) tak(cid:298)e i naszym udziałem. Teraz wiem o tym, ale wtedy obraziłabym si(cid:266) (cid:286)miertelnie, gdyby mi kto(cid:286) o tym powiedział. Martha si(cid:266) zakochała. Zadurzyła si(cid:266) w Septymiuszu Sewerze, chyba tylko dlatego, (cid:298)e była w wieku, kiedy trzeba si(cid:266) zakochać, a on był jedynym m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:261), jakiego widywały(cid:286)my. Nacierała si(cid:266) balsamem (nie mam poj(cid:266)cia, sk(cid:261)d go wzi(cid:266)ła), krzyczała na fryzjerk(cid:266) układaj(cid:261)c(cid:261) jej włosy i podnosiła swoje małe piersi opaskami mo(cid:298)liwie wysoko do góry. Matka własnor(cid:266)cznie wyrzuciła balsam, polała wod(cid:261) wymy(cid:286)lnie spi(cid:266)trzone loki i zakazała noszenia opaski, ale nie zauwa(cid:298)yła, (cid:298)e Martha jest zakochana. To tylko ja wiedziałam, (cid:298)e Martha zakrada si(cid:266) pod drzwi sypialni Septymiusza i siedzi tam skulona, głaszcz(cid:261)c palcami framug(cid:266). Gdyby Martha nie wymusiła na mnie wielkiej przysi(cid:266)gi, (cid:298)e b(cid:266)d(cid:266) milczała, mo(cid:298)e powiedziałabym o tym matce. Nie zauwa(cid:298)yłam przedtem, (cid:298)eby Septymiusz Sewer pił, nie stronił wcale od wina, ale nigdy nie przekraczał miary, która przystoi dobrze wychowanemu człowiekowi. Nie wiem, dlaczego w czasie tego pobytu Septymiusz upijał si(cid:266) ponuro i zapami(cid:266)tale, z systematyczno(cid:286)ci(cid:261), jaka cechowała wszystkie jego poczynania. (cid:297)adnego lekkomy(cid:286)lnego podchmielenia, o, nie. Septymiusz Sewer upijał si(cid:266), jakby był marynarzem, który od miesi(cid:266)cy marzył o cierpkim winie, (cid:298)egluj(cid:261)c po ogromnych wodach, palony słonym wiatrem. Tego dnia wrócił pó(cid:296)no, od(cid:296)wierny chciał go odprowadzić do sypialni lub wezwać kogo(cid:286) ze słu(cid:298)by, ale Sewer go odepchn(cid:261)ł i poszedł sam, przesadnie wyprostowany. Martha nie zd(cid:261)(cid:298)yła uciec spod jego drzwi (twierdziła potem, (cid:298)e znalazła si(cid:266) tam przypadkiem, ja wiedziałam, co o tym s(cid:261)dzić). Septymiusz stan(cid:261)ł przed ni(cid:261), chwiej(cid:261)c si(cid:266) na szeroko rozstawionych nogach. – Jedno wielkie (cid:286)wi(cid:276)stwo – powiedział. Potem pocałował Marth(cid:266) twardymi wargami i zapytał: – Chcesz? Kiwn(cid:266)ła głow(cid:261). Nie mam poj(cid:266)cia, kto odkrył nieobecno(cid:286)ć Marthy i wszcz(cid:261)ł alarm. Matka zawodziła, ojciec milczał, niewolnicy tłoczyli si(cid:266) w pełgaj(cid:261)cym blasku kaganka. Na (cid:298)ołnierskim płaszczu rzuconym na ło(cid:298)e kuliła si(cid:266) naga, spłakana Martha. – Nie powiedziała ani słowa, kim jest – tłumaczył si(cid:266) nagle wytrze(cid:296)wiały Septymiusz Sewer. – Przysi(cid:266)gam, (cid:298)e nie dotkn(cid:261)łbym jej nawet palcem, gdybym wiedział, (cid:298)e to wasza córka. Był zły i jakby troch(cid:266) przera(cid:298)ony. W gruncie rzeczy s(cid:261)dził, (cid:298)e robi si(cid:266) zbyt wiele hałasu o cnot(cid:266) jakiej(cid:286) Syryjki, ale był tak(cid:298)e go(cid:286)ciem mego ojca. To zobowi(cid:261)zywało. Teraz gapiły si(cid:266) na niego kuchenne niewolnice i mulnicy, a on, Rzymianin, musiał si(cid:266) tłumaczyć i usprawiedliwiać z chwilowego porywu (cid:298)(cid:261)dzy. – Jestem (cid:298)onaty i mam córki, starsze chyba od tej małej – starał si(cid:266) ratować resztki swojej godno(cid:286)ci. – O rozwodzie nie ma mowy. Wszelako jestem gotów udzielić ka(cid:298)dego rozs(cid:261)dnego zado(cid:286)ćuczynienia – podkre(cid:286)lił intonacj(cid:261) słowo „rozs(cid:261)dnego”. – Powtarzam raz jeszcze, (cid:298)e nie powiedziała ani słowa. Wi(cid:266)cej, wyraziła zgod(cid:266). (To była w jakim(cid:286) sensie prawda, ale nie nale(cid:298)ało tego mówić, Martha była bardzo młoda, mógł być jej ojcem, powinien znale(cid:296)ć w sobie troch(cid:266) czułej lito(cid:286)ci dla jej głupiego uczucia.) Wyjechał jeszcze tej samej nocy. Ojciec chciał zabić Marth(cid:266), ale nie mógł tego zrobić. Zamkni(cid:266)to j(cid:261) w komorze i Mirrha raz dziennie nosiła jej chleb i wod(cid:266). Matka zachorowała, le(cid:298)ała odrzuciwszy w tył głow(cid:266), dysz(cid:261)c otwartymi ustami, jak ryba wyrzucona na piasek. Po (cid:286)mierci jej usta pozostały otwarte w tym bezgło(cid:286)nym krzyku i tak j(cid:261) zapami(cid:266)tałam. Nowy namiestnik Syrii Pescenniusz Niger przysłał na jej pogrzeb swego przedstawiciela. On powiedział, (cid:298)e Septymiusz Sewer został wezwany do Miasta. Ku mojemu zdziwieniu, ojciec przyj(cid:261)ł t(cid:266) wiadomo(cid:286)ć zupełnie spokojnie, dr(cid:298)ały mu tylko r(cid:266)ce, gdy je kładł na karkach ofiarnych zwierz(cid:261)t. Nie było ju(cid:298) naszego domu. Septymiusz Sewer, który go zniszczył, wyjechał i pewno zapomniał o swojej głupiej przygodzie w Emezie. Całe miasto wiedziało o tym, co si(cid:266) przydarzyło córce arcykapłana. Ulicznicy urz(cid:261)dzali koci(cid:261) muzyk(cid:266) pod naszym domem, przechodnie wytykali naszych niewolników palcami, choć powszechnie (cid:298)ałowano naszych zha(cid:276)bionych rodziców i powtarzano, (cid:298)e nasz(cid:261) matk(cid:266) zabił wstyd. Cie(cid:276) winy Marthy padł i na mnie, byli tacy, którzy wiedzieli (cid:286)wietnie, (cid:298)e rzymski oficer sypiał z nami obiema. Mieszka(cid:276)cy Emezy nie lubili Rzymian. Trudno im si(cid:266) dziwić. I tak sko(cid:276)czyło si(cid:266) moje dzieci(cid:276)stwo, a zacz(cid:266)ła młodo(cid:286)ć. KOMMODUS ANTONINUS opisanie (cid:298)ycia i czynów jego Słodycz(cid:261) i ozdob(cid:261) rodzaju ludzkiego powszechnie nazywano Marka i nazwa ta słusznie mu si(cid:266) nale(cid:298)ała, albowiem nie znalazłby(cid:286) w(cid:286)ród (cid:298)yj(cid:261)cych m(cid:266)(cid:298)a wi(cid:266)kszego ducha i m(cid:261)dro(cid:286)ci. On to mawiał, (cid:298)e wystarczy najmniejsze niedbalstwo, by zganiono wszystkie jego czyny, i w swym post(cid:266)powaniu zwykł si(cid:266) kierować tylko dobrem powszechnym, niechaj(cid:261)c wszelkiej my(cid:286)li o wła- snym wywy(cid:298)szeniu. „I o tym pami(cid:266)taj – głosił ów władca przezacny – (cid:298)e ka(cid:298)dy (cid:298)yje tylko t(cid:261) oto tera(cid:296)niejsz(cid:261) chwilk(cid:261). Maluczkie jest wi(cid:266)c to, co ka(cid:298)dy prze(cid:298)ywa, maluczki k(cid:261)cik ziemi, gdzie (cid:298)yje, króciuchna, choćby najdłu(cid:298)ej trwała, pami(cid:266)ć po(cid:286)miertna, bo i ona (cid:298)yje kolej(cid:261) człowieczków, którzy wnet umr(cid:261), a nic nie wiedz(cid:261) sami o sobie, a có(cid:298) dopiero o tych, którzy dawno zmarli.” Z jego zgonem znaki niezwykłe były widziane, w okolicach Preneste przyszło na (cid:286)wiat ciel(cid:266) z dwiema głowami, na Polu Marsowym dym spod ziemi buchn(cid:261)ł, a tak(cid:298)e silne jej wstrz(cid:261)(cid:286)ni(cid:266)cie odczuć si(cid:266) dało. W pobli(cid:298)u pałacu cesarskiego noc(cid:261) wyrósł cyprys, którego nikt tam poprzednio nie widział. W wojnach Marek był szcz(cid:266)(cid:286)liwy, w czasach pokoju jak ojciec dla ludu swego łagodny i wyrozumiały, aczkolwiek surowy wobec wyst(cid:266)pnych, jak dla członków bezecnej sekty chrze(cid:286)cija(cid:276)skiej, którymi pogardzał jako filozof i karał jako władca sprawiedliwo(cid:286)ć nade wszystko miłuj(cid:261)cy. „Gał(cid:261)(cid:296) odci(cid:266)ta od konaru zrosłego z drzewem nie mo(cid:298)e nie być odci(cid:266)ta od całego drzewa. Tak i człowiek, który zupełnie zerwał z jednym człowiekiem, zerwał z całym społecze(cid:276)stwem. Lecz gdy gał(cid:261)(cid:296) odcina kto inny, człowiek przez nienawi(cid:286)ć i wstr(cid:266)t do bli(cid:296)nich sam si(cid:266) usuwa, a nie wie, (cid:298)e zarazem oderwał si(cid:266) od całej społeczno(cid:286)ci. Trzeba miłować ludzi.” Tymi zasadami władca wielki zwykł si(cid:266) kierować, co niektórzy poczytywali mu za słabo(cid:286)ć, a (cid:298)ona jego Faustyna z wielkim płaczem i narzekaniem wyrzucała mu, (cid:298)e zaprzepa(cid:286)ci władz(cid:266) i pozwoli, by cesarstwo mu wydarto z r(cid:261)k. Lew daje (cid:298)ycie lwu, orzeł orłu, za(cid:286) władca ten wielki i szlachetny dał (cid:298)ycie niegodnemu synowi. Powiadaj(cid:261), (cid:298)e syn Marka ju(cid:298) w latach pachol(cid:266)cych okrutnym czynem si(cid:266) wsławił, ka(cid:298)(cid:261)c wrzucić niewolnika do zbytnio przegrzanej ła(cid:296)ni i z rozkosz(cid:261) j(cid:266)ków jego słuchał, znajduj(cid:261)c w m(cid:266)ce ludzkiej upodobanie. Wszelako pewien uczony m(cid:261)(cid:298) napisał o owym Kommodusie co(cid:286), co si(cid:266) podobnym do prawdy nie wydaje, a co przytocz(cid:266), by my(cid:286)li czytelnika na manowce nie uwodzić: „Z natury nie był Kommodus ani zło(cid:286)liwy, ani dokuczliwy – je(cid:286)li to mo(cid:298)liwe dla mieszka(cid:276)ca tej ziemi – lecz wielka naiwno(cid:286)ć i nie(cid:286)miało(cid:286)ć sprawiały, i(cid:298) stawał si(cid:266) niewolnikiem ka(cid:298)dego, ktokolwiek si(cid:266) do niego zbli(cid:298)ył.” Jeszcze za (cid:298)ycia chwalebnego Marka po(cid:286)lubił był Kommodus za ojcowskim rozkazem Bruti(cid:266) Kryspin(cid:266), córk(cid:266) prokonsula Afryki, Gajusza Grutiusza, jednego z pierwszych m(cid:266)(cid:298)ów w cesarstwie. Jej to przyznano odznaki cesarzowej, z czego gniew wielki powzi(cid:266)ła Lucylla, której po (cid:286)mierci Werusa ojciec przyzwolił wszelkich godno(cid:286)ci nale(cid:298)nych (cid:298)onie pryncepsa. T(cid:261) nie- nawi(cid:286)ci(cid:261) uwiedziona czekała Lucylla na wjazd brata do Rzymu. Gdy tylko zabrakło wzniosłego Marka, Kommodus zacz(cid:261)ł dawać ucha podszeptom pochlebców i pieczeniarzy, którzy zaraz młodego władc(cid:266) otoczyli, i kieruj(cid:261)c si(cid:266) ich rad(cid:261) wojn(cid:266) z Kwadami i Markomanami przerwał, do Miasta jak najszybciej pospieszaj(cid:261)c. Tam ju(cid:298) Lucylla spisek zawi(cid:261)zała wybrawszy ze swoich kochanków jednego imieniem Marek Ummidiusz Kwadratus i przydawszy mu towarzysza w osobie Klaudiusza Pompejanusa Kwintianusa, zi(cid:266)cia rzeczonej Lucylli. Oni poprzysi(cid:266)gli Kommodusa zabić i byliby to uczynili, gdyby nie to, (cid:298)e zostali zabici przez (cid:298)ołnierzy ze stra(cid:298)y pretoria(cid:276)skiej, nim miecz do ciosu podniesiony zd(cid:261)(cid:298)ył opa(cid:286)ć. Jednak ziarno czynem spiskowców zasiane wzeszło i wielu m(cid:266)(cid:298)ów krwi najszlachetniejszej, b(cid:261)d(cid:296) wi(cid:266)zami pokrewie(cid:276)stwa zwi(cid:261)zanych ze spiskowcami, b(cid:261)d(cid:296) obci(cid:261)(cid:298)onych fałszywymi poszlakami, padło ofiar(cid:261) Kommodusa. Siostr(cid:266) sw(cid:261), Lucyll(cid:266), najpierw wygnał na wysp(cid:266) Capri, niby łagodno(cid:286)ci(cid:261) powodowany, tam j(cid:261) dopiero kazał potajemnie zgładzić, boj(cid:261)c si(cid:266) rozruchów, które mogłyby w Rzymie wybuchn(cid:261)ć, gdy jawnie (cid:286)wi(cid:266)t(cid:261) krew Marka rozlano. Wszelako(cid:298) m(cid:266)(cid:298)a jej, a swojego szwagra, Klaudiusza Pompejanusa, zawsze darzył niezmiern(cid:261) łaskawo(cid:286)ci(cid:261), jakby Pompejanus wcale nigdy m(cid:266)(cid:298)em Lucylli nie był. Najwi(cid:266)ksz(cid:261) (cid:298)ało(cid:286)ć wzbudziło skazanie dwóch m(cid:266)(cid:298)ów konsularnych, braci bli(cid:296)niaczych Kwintylianów, którzy razem wszystkie godno(cid:286)ci piastowali, a których okrucie(cid:276)stwo Kommodusa w (cid:286)mierci na zawsze poł(cid:261)czyło. Nie było wówczas znaczniejszego domu, gdzie by si(cid:266) płacz za skazanymi nie rozlegał, nie było rodziny, któ-rej by (cid:298)ałoba po krewnym nie okryła. W owych dniach pewien m(cid:261)(cid:298) imieniem Tigidiusz Perennis stał si(cid:266) młodemu pryncepsowi najbli(cid:298)szy. Jego rad(cid:261) zwykł si(cid:266) Kommodus kierować i ka(cid:298)demu jego słowu wierzyć, jakby je usta boga wypowiadały. Ów Perennis z rozmysłem dopuszczał si(cid:266) bezprawia, gro(cid:298)(cid:261)c najczcigodniejszym z senatorów, a opornych oddaj(cid:261)c w r(cid:266)ce oprawców. W krótkim wi(cid:266)c czasie zebrał Perennis ogromny maj(cid:261)tek i stał si(cid:266) pierwszym czlowiekiem w cesarstwie, poniewa(cid:298) Kommodus przykazał, by rozkazy Perennisa tak spełniano, jakby je sam cezar wydał. Tak wi(cid:266)c całe rz(cid:261)dy w r(cid:266)ce Tigidiusza Perennisa przeszły, on legatów i namiestników wybierał on dochody skarbu, cesarskiego rozdzielał, on s(cid:261)dy sprawował i skazanych na (cid:286)mierć przeznaczał, on wreszcie miał głos pierwszy przed cezarem. Jemu Kommodus władz(cid:266) zleciwszy sam si(cid:266) w uciechach i rozpu(cid:286)cie pogr(cid:261)(cid:298)ył, nie słuchaj(cid:261)c napomnie(cid:276) i przestróg, jakimi wierni słudzy boskiego Marka zach(cid:266)cali go do cnoty i umiarkowania. Niektórzy powiadaj(cid:261), (cid:298)e tak si(cid:266) stało nie bez tajnych zamysłów Perennisa, który pragn(cid:261)ł, by władca był władc(cid:261) tylko z imienia. Gromadził wi(cid:266)c Perennis niezmierne bogactwa i synów swoich legionistom w gor(cid:261)cych słowach polecał jako nadziej(cid:266) nowej dynastii. Zdarzyło si(cid:266) podczas wystawiania dramatu w Odeonie Domicjana, (cid:298)e pewien starzec ze sceny przemówił do Kommodusa, który w lo(cid:298)y cesarskiej zasiadał, i przestrzegał go przed spiskiem niegodnego sługi. Powiadaj(cid:261) jedni, (cid:298)e tym starcem był duch chwalebnego Marka nad syna młodo(cid:286)ci(cid:261) czuwaj(cid:261)cy, powiadaj(cid:261) inni, (cid:298)e był to w(cid:266)drowny filozof, który si(cid:266) mi(cid:266)dzy aktorów dostał, by łatwiej znale(cid:296)ć dost(cid:266)p do cesarskiego ucha. Tak ostrze(cid:298)ony wpadł Kommodus w niezmierne przera(cid:298)enie i j(cid:261)ł zaufanych rozpytywać, co im o spisku Perennisa wiadomo. Wtedy pokazano mu monety potajemnie bite z Perennisa wizerunkiem i uczyniono wiadomym, o czym Perennis z oficerami pretorianów rozmawiał na nocnych spotkaniach. Cezar jakoby w obł(cid:266)d wpadł i o ratunku tylko my(cid:286)lał, kiedy wyzwoleniec imieniem Kleander, który z Frygii pochodził, sprawy w swoje r(cid:266)ce uj(cid:261)ł. Z jego rozkazu nocn(cid:261) por(cid:261) centurion wezwał Perennisa do cezara, a ów pospieszył bez l(cid:266)ku ciesz(cid:261)c si(cid:266) nowych łask nadziej(cid:261). Głow(cid:266) Perennisa ofiarował Kommodus gwardzistom, by z ni(cid:261) uczynili podług swojej woli. Od tej chwili tylko Kleandra rad słuchał niby wyroczni i jemu tylko wierzył. Ci za(cid:286), którzy si(cid:266) z upadku Perennisa radowali, w krótkim czasie (cid:286)miech na łzy musieli odmienić, bowiem Kleander poprzedniego prefekta znacznie chciwo(cid:286)ci(cid:261) i okrucie(cid:276)stwem przewy(cid:298)szał. Za(cid:286) Kleander schlebiał wszystkim zachciankom pryncepsa i sam go do szale(cid:276)stw zach(cid:266)cał, tak go wreszcie pochlebstwem i rozpust(cid:261) omotał, (cid:298)e Kommodus poniechał wszystkich spraw pa(cid:276)stwowych, ju(cid:298) tylko nierz(cid:261)dowi oddany. Wreszcie spadła na Miasto zaraza, gdy(cid:298) bogowie nie mogli znie(cid:286)ć frymarku tym, co dla ojców (cid:286)wi(cid:266)tym było. Zabijano domy deskami, trupy cuchn(cid:266)ły na ulicach, a nie było nikogo, kto by je pogrzebał. Do cierpie(cid:276) ludu przył(cid:261)czył si(cid:266) i głód, bowiem z woli bogów lato było nieurodzajne i suche. Za podszeptem Kleandra cezar wyjechał z Miasta i zamieszkał w willi braciom Kwintylianom zrabowanej, przy drodze Appijskiej. Powiadano, (cid:298)e uczynił tak, by za(cid:298)yć (cid:286)wie(cid:298)ego powietrza i przed tchnieniem zarazy si(cid:266) uchronić. Rozkazał wprawdzie zbo(cid:298)e z prowincji rozdać głoduj(cid:261)cemu ludowi, lecz prefekt Anony, Parpiriusz Rufus, wstrzymał umy(cid:286)lnie rozdawnictwo zbo(cid:298)a. Ów Rufus nienawidził Kleandra i pragn(cid:261)ł w ten sposób rzesze ludu przeciwko Kleandrowi zwrócić. Tak si(cid:266) stało i wielkie gromady z płaczem i krzykiem poci(cid:261)gn(cid:266)ły drog(cid:261) Appijsk(cid:261), (cid:298)(cid:261)daj(cid:261)c głowy Kleandra. Prefekt widz(cid:261)c, (cid:298)e zgub(cid:266) dla(cid:276) przygotowano, wysłał przeciw ludowi doborowe oddziały konnicy pretoria(cid:276)skiej. Byłby głoduj(cid:261)cych przed oblicze pryncepsa nie dopu(cid:286)cił, gdyby nie stara nienawi(cid:286)ć mi(cid:266)dzy Germanami, którzy w konnicy pretoria(cid:276)skiej słu(cid:298)yli, a legionistami ze wzgórz alba(cid:276)skich. Legioni(cid:286)ci po stronie ludu stan(cid:266)li i u bram Miasta zacz(cid:266)ła si(cid:266) bitwa. Wojna domowa wydawała si(cid:266) ju(cid:298) nieunikniona. Nikt nie (cid:286)miał powiedzieć Kommodusowi, co si(cid:266) dzieje o mil kilka od miejsca jego gnu(cid:286)nych wywczasów. Uczyniła to Marcja, najulubie(cid:276)sza z nało(cid:298)nic, któ-r(cid:261) cezar jak (cid:298)on(cid:266) traktował i niezmierne do niej (cid:298)ywił przywi(cid:261)zanie. Marcja do komnaty Kommodusa wbiegła i do stóp jego si(cid:266) rzuciła, wołaj(cid:261)c z płaczem, by ratował cesarstwo. Głow(cid:266) Kleandra przez okno wyrzucono ludowi, a ciało powlekli legioni(cid:286)ci l(cid:298)(cid:261)c je i zniewa(cid:298)aj(cid:261)c. Od upadku Kleandra nie miał ju(cid:298) Kommodus przyjaciół i zaufanych. Jedynym jego powiernikiem była Marcja, której przyznał wszelkie zaszczyty, jakich sw(cid:261) prawdziw(cid:261) mał(cid:298)onk(cid:266) pozbawił. Nie dał jej jednak prawa do ognia, bo zapalonych pochodni przed lektyk(cid:261) Marcji nie noszono. Marcja zacz(cid:266)ła działać z wielk(cid:261) przezorno(cid:286)ci(cid:261) i chytrze. Najpierw uczyniła prefektem pretorii Kwintusa Emilianusa Letusa, człowieka sobie bez reszty oddanego, a na zarz(cid:261)dc(cid:266) sypialni cesarskiej poleciła niejakiego Eklektusa, rodem z Egiptu, kochanka swego i wspólnika. Zadbała te(cid:298) o to, by wszystkich ludzi dobrym urodzeniem ozdobionych usuni(cid:266)to z otoczenia władcy. Na ich miejsce wprowadziła gawied(cid:296) niepewnego pochodzenia, wyzwole(cid:276)ców, gladiatorów, tancerzy i wo(cid:296)niców. W owym czasie rozpleniła si(cid:266) w Rzymie (cid:298)ydowska sekta chrze(cid:286)cijan. Jej wyznawcy unikali ludzi statecznych i rozs(cid:261)dnych, milczeli w obecno(cid:286)ci ojców rodziny, a gdy ci odeszli, zaraz zaczynali ple(cid:286)ć swoje bajki niewolnikom, dzieciom i nierozgarni(cid:266)tym kobietom. Dla tej sekty najmilszymi, najbardziej po(cid:298)(cid:261)danymi współwyznawcami, o których troszcz(cid:261) si(cid:266) i zabiegaj(cid:261) z lub mordercy. wielkim staraniem, s(cid:261) Sprawiedliwy nie ma u nich po co kierować oczu ku niebu, bowiem ich bóg nie zaszczyci go swoj(cid:261) uwag(cid:261). ludzie skalani wyst(cid:266)pkiem, nierzadko złodzieje Ci sekciarze uczynili sobie boga z niejakiego Chrestosa, który (cid:286)mierci(cid:261) gwałtown(cid:261) umarł. Czemu odrzucili Herkulesa i Asklapiosa, i Orfeusza, natchnionego poet(cid:266), nie wiadomo, czemu nie otaczaj(cid:261) czci(cid:261) Anaksarcha, który wrzucony do st(cid:266)py mły(cid:276)skiej powtarzał do ostatniego tchnienia pod uderzeniami młota: „Tłucz, tłucz, Anaksarcha nie roztłuczesz!”, a wybrali człowie- ka nikomu nie znanego, nikt odpowiedzieć nie potrafi. Jak wszelako rzekł pewien m(cid:266)drzec, licznych ludzi prostych i kobiet nie da si(cid:266) skłonić do po(cid:286)wi(cid:266)cenia si(cid:266) cnocie tylko na drodze rozumu. Trzeba si(cid:266) posłu(cid:298)yć zabobonem, a i ten nie wystarcza bez pomocy cudów i okropno(cid:286)ci. Tak wi(cid:266)c i ta sekta, jak wszystko, co ze Wschodu przybyło, znalazła w Rzymie licznych wyznawców, a do najgorliwszych liczyła si(cid:266) Marcja, Kommodusa ulubiona nało(cid:298)nica. Ona to chrze(cid:286)cijan na dworze Kommodusa umie(cid:286)ciła i dbała, by zawsze mieli dost(cid:266)p do cesarskiej osoby. Ona te(cid:298) w swoim kochanku zasiała przekonanie, (cid:298)e ów Chrestos szczególn(cid:261) opiek(cid:261) go otacza. Teraz Kommodus rz(cid:261)dów poniechał, a wyzbywszy si(cid:266) wszelkich pozorów ludzko(cid:286)ci i człowiecze(cid:276)stwa, jakie przedtem przynajmniej przed najczcigodniejszymi z przyjaciół boskiego Marka zwykł był udawać, oddał si(cid:266) najwyuzda(cid:276)szej rozpu(cid:286)cie i wyst(cid:266)pkom, j(cid:261)ł si(cid:266) zaj(cid:266)ć niegodnych nie tylko władcy, lecz tak(cid:298)e człowieka, który godno(cid:286)ć swoj(cid:261) ma w powa(cid:298)aniu. Najpierw zaj(cid:261)ł si(cid:266) szermierk(cid:261) i rozkazał, by mu do domu Wetyliuszów na wzgórzu Celius, gdzie zamieszkał, sprowadzono gladiatorów. Tam si(cid:266) z nimi próbował na ostre i niejednego własn(cid:261) r(cid:266)k(cid:261) tak zranił, (cid:298)e ów z ran odniesionych umarł. Potem ju(cid:298) Kommodus bez (cid:298)adnego wstydu na arenie przed gawiedzi(cid:261) stan(cid:261)ł, gdzie walczył jako sekutor i przybrał sobie imi(cid:266) Pawła Scevusa, a był to najzr(cid:266)czniejszy z sekutorów za czasów panowania błogosławionej pami(cid:266)ci Antonina Piusa. Przeciwników, którzy przeciwko niemu publicznie stawali, zwykł ułaskawiać po powaleniu, gdy(cid:298) chciał sobie zasłu(cid:298)yć na miano miłosiernego i szlachetnego. Rozkazał te(cid:298) zbudować w amfiteatrze Flawiuszów specjalne wzniesienie i stamt(cid:261)d raził pociskami najrzadsze zwierz(cid:266)ta, sprowadzane dla niego z najdalszych prowincji. Słonia w oko trafiał, (cid:286)mierć jego niechybn(cid:261) powoduj(cid:261)c, a biegn(cid:261)cemu strusiowi przecinał szyj(cid:266) strzał(cid:261) o półksi(cid:266)(cid:298)ycowym grocie. Czy szale(cid:276)stwa Kommodusa powszechne oburzenie wywoływały i rumieniec wstydu na twarzach współobywateli? Nie, bowiem tak znikczemniał ród Kwirytów, (cid:298)e poklaskiem przyjmował to, co na kar(cid:266) surow(cid:261) za dziadów naszych zasługiwało. Synowie najpierwszych domów j(cid:266)li si(cid:266) szermierki, kobiety nawet popisywały si(cid:266) swoj(cid:261) zr(cid:266)czno(cid:286)ci(cid:261) we władaniu broni(cid:261). Nierzadki był widok, o którym niegdy(cid:286) tak pisał Marcjalis: Mevia z tarcz(cid:261) i mieczem na
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Heliogabal, Wnuk Mezy
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: