Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00511 009879 17908412 na godz. na dobę w sumie
Herodiada - ebook/pdf
Herodiada - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 21
Wydawca: Literatura Net Pl Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> literatura piękna >> komiks i humor
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

G. Flaubert przedstawił w noweli 'Herodiada' okoliczności męczeńskiej śmierci Jana Chrzciciela. Tytułowa bohaterka była żoną palestyńskiego władcy, Heroda Antypasa. Z powodu krytyki niezgodnego z żydowskim prawem małżeństwa Jan został uwięziony w 28 roku n.e. Według legendy, podczas uczty, córka Herodiady - Salome - tańczyła tak pięknie, że Herod Antypas obiecał spełnić każde życzenie pasierbicy. Namówiona przez matkę dziewczyna poprosiła o głowę Jana. Tak też sie stało... Taniec Salome i ofiarowana w darze głowa męczennika stały się jednym z wielkich motywów światowej literatury i sztuki.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dostęp do spisu treści książki. Jeśli chcesz połączyć się z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poniżej. Gustaw Flaubert HERODIADA 2 Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, Gdańsk 2000 3 Cytadela zwana Machaerus stała po wschodniej stronie Morza Martwego, na stożkowatej skale z bazaltu. Otaczały ją cztery głębokie doliny: dwie biegły ukosem ku flankom fortecy, jedna rozpościerała się u dojścia do niej i jedna leżała na jej tyłach. U podnóża twierdzy stło- czyły się domy, opasane murem, który wznosił się albo obniżał, stosownie do sfalowań tere- nu, miasto zaś łączyła z nią droga, wykuta zakosami w skale. Wśród murów cytadeli, na sto dwadzieścia łokci wysokich, zębatych, pełnych załomów i strzelnic, wznosiły się baszty niby kwiaty w kamiennym wieńcu, zawieszonym nad przepaścią. W środku był pałac, zdobny szeregami kolumnad, nakryty tarasem opasanym balustradą z drzewa sykomory, zaopatrzoną w maszty, na których rozciągano velarium. Pewnego razu tetrarcha Herod –Antypas przyszedł tutaj przed świtem, podparł się łokciami i patrzał. Grzbiety gór leżących u jego stóp zaczęły już się wyłaniać, ale masywy skalne i dna prze- paści tonęły jeszcze w mroku. W powietrzu unosiła się mgła, która rozstąpiła się nagle i uka- zała kontury Morza Martwego. Jutrzenka, wstająca za twierdzą Machaerus, rozlała czerwień na niebie, rozświetliła po chwili piaski nadbrzeżne, wzgórza, pustynię i całe pasmo gór Judei, nachylających w oddali swe szare i szorstkie płaszczyzny. Pośrodku, niby czarna zapora, królował Engaddi; Hebron wyglądał we wgłębieniu jak kopuła; na zboczach Eskuolu rosły drzewa granatu, Sorek był bogaty w winnice, a na Karmelu ciągnęły się pola sezamu; ol- brzymi sześcian wieży, zwanej Antonią, królował nad Jerozolimą. Tetrarcha odwrócił wzrok od niej, wolał bowiem popatrzeć w prawo, na palmy Jerycha; i pomyślał o innych miastach swojej Galilei: o Kafarnaum, Endor, Nazareth i Tyberiadzie, do której pewno już nigdy nie wróci. Tymczasem Jordan płynął po jałowej równinie. Równinie białej, oślepiającej jak śnieżne rozłogi. Jezioro wyglądało teraz jak tafla z lazurytu; na południu, koło Jemen, w miejscu, gdzie wody wrzynały się ostro w brzeg, Antypas dostrzegł to, czego zobaczyć nie pragnął. Rozproszone, brunatne namioty; ludzie zbrojni w dzidy kręcili się koło koni, a wyga- sające ognie błyszczały jak opadłe na ziemię iskry. Były to wojska króla Arabów, dotkniętego do głębi postępowaniem tetrarchy, który odrzu- ciwszy rękę jego córki, pojął Herodiadę, żonę rodzonego brata, zamieszkałego w Italii i nie ubiegającego się o władzę. Antypasa żarł niepokój, liczył bowiem na pomoc Rzymian, a Witelius, gubernator Syrii, I 4 nie śpieszył jakoś z posiłkami. Czyżby naprawdę udało się Agryppie zniweczyć zaufanie, jakie Cezar żywił do niego? Trzeci z braci, Filip, władca Batanei, zbroił się potajemnie. Żydzi mieli dość pogańskich oby- czajów Heroda, innym zaś sprzykrzyła się jego władza; toteż wahał się, jaką wybrać drogę: ugodzić się z Arabami czy też z Partami zawrzeć przymierze? A że przypadł właśnie dzień jego urodzin, skorzystał ze sposobności i wydał wspaniałą ucztę, na którą sprosił wodzów swoich wojsk, zarządców swoich dóbr i wszystkich notablów Galilei. Bystrym spojrzeniem przeszukał drogi, lecz drogi były puste. Orły krążyły nad nim. Żoł- nierze, wsparłszy głowy o mur, spali na wałach. W zamku panowała martwa cisza. Nagle tetrarcha zbladł, gdyż usłyszał głos daleki i jakby wydobywający się z wnętrza zie- mi. Pochylił się i nasłuchiwał – głos zanikł. Ale po chwili odezwał się znowu. Wtedy Herod klasnął w ręce i zawołał: – Mannaei! Mannaei! Zjawił się mężczyzna, obnażony do połowy, jak masażyści w łaźni. Był bardzo wysoki, stary, wychudły i nosił u pasa nóż w pochwie z brązu. Włosy, spiętrzone sztucznie grzebie- niem uwydatniały nadmierną wysokość jego czoła. Senność odbarwiała mu oczy, ale zęby błyszczały, a stopy stawiał lekko na posadzce, gdyż ciało miał gibkie jak małpa, oblicze zaś jak u mumii nieprzeniknione. – Gdzie on jest? – zapytał tetrarcha. Mannaei odpowiedział wskazując coś palcem za nimi: – Ciągle tam! – Zdawało mi się, że go słyszałem! I Antypas, odetchnąwszy głęboko, spytał o losy Iaokananna, tego samego, którego Latyni zowią Janem Chrzcicielem. Czy widział ktokolwiek jeszcze tych dwóch ludzi, których łaska- wość królewska dopuściła w zeszłym miesiącu do ciemnicy więźnia, i czy ktokolwiek starał się wybadać, co się z. nimi stało? Mannaei odparł: – Wymienili z Janem jakieś tajemnicze słowa, zupełnie jak złodzieje na rozstajnych dro- gach, po czym udali się do Górnej Galilei. Utrzymywali, że niosą wielką nowinę. Antypas, wbił wzrok w ziemię i nagle rzekł przerażony: – Pilnuj go, dobrze pilnuj! I nikogo nie dopuszczaj do niego! Drzwi trzymaj zamknięte! Zasłoń dół, w którym siedzi. Nikt nie powinien się domyślać, że jest żyw! Mannaei wykonał te rozkazy, zanim je otrzymał, był bowiem Samarytaninem i jak wszy- scy Samarytanie nie znosił Żydów i brzydził się nimi. Świątynia Samarytan w Garizim, którą Mojżesz wskazał jako źrenicę Izraela, nie istniała od czasów króla Hirkana; toteż widok Świątyni Jerozolimskiej przypominał Samarytanom o hańbie, obeldze, odwiecznej krzywdzie i doprowadzał ich do wściekłości. Mannaei zakradł się tam kiedyś, aby zbezcześcić ołtarz kośćmi umarłych. Towarzyszy jego, nie tak szybkich w ucieczce, ścięto. Dostrzegł świątynię wynurzającą się z przełęczy pomiędzy dwoma wzgórzami. W promie- niach słońca jarzył oślepiająco jej dach, kryty złotą blachą, i oślepiał blask ścian z białego marmuru. Wyglądała jak góra światła przygniatająca otoczenie bogactwem i pychą. Wtedy Mannaei wyciągnął ramię w kierunku Syjonu. Wyprostowany, z głową lekko cof- niętą i zaciśniętymi pięściami, rzucił Syjonowi przekleństwo, wierząc, iż jego słowa będą miały moc skuteczną. Antypas słuchał i nie gorszył się wcale. Samarytanin dodał jeszcze: – Chwilami się porusza, chciałby uciec, spodziewa się, że wyjdzie na wolność. Czasami leży spokojnie jak chore zwierzę; albo też widzę, jak chodzi w ciemnościach i powtarza: „To nie ma znaczenia. Muszę zmaleć, ażeby on urósł . Antypas i Mannaei popatrzyli na siebie. Ale Heroda znużyły te rozważania. Niepokoiły go góry, podobne do spiętrzonych i skamieniałych, olbrzymich fal, niepokoiły go czarne otchła- nie, otwierające się na krawędziach urwisk, niepokoił go bezmiar pogodnego nieba i rażące światło słońca, niepokoiła go głębia przepaści; rozpacz zawładnęła nim, gdy spojrzał na pu- stynię, która z racji zwietrzałych i zamienionych w piachy skał przypominała mu skupisko amfiteatrów i pałaców, obróconych w gruzy. Gorący wiatr przynosił razem z zapachem siarki jakby wyziewy wyklętych miast, spowitych grubo w ciężkie wody. Te znamiona wieczystego gniewu przejmowały grozą myśl tetrarchy; stał więc nieruchomo, wsparty łokciami o balu- stradę, objąwszy skronie dłońmi, z oczami utkwionymi w jeden punkt. Poczuł czyjeś dotknię- cie. Obejrzał się. Była to Herodiada. 5
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Herodiada
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: