Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00347 006762 15380097 na godz. na dobę w sumie
Historia Santiago Corteza - ebook/pdf
Historia Santiago Corteza - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 77
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-935993-2-5 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> sztuka >> kino i teatr
Porównaj ceny (książka, ebook (-8%), audiobook).

'Historia Santiago Corteza' to dramat człowieka wrzuconego w najtrudniejszą przestrzeń życiową, skonfrontowanego z bolesnymi zdarzeniami, w jakich przyszło mu brać udział, który zmuszony jest dokonać rewizji najważniejszych w swym życiu wartości. Jednocześnie jest to historia symboliczna i wielopłaszczyznowa, pokazująca kondycję człowieka w ogóle.

Z Księgi Życia: Historia Santiago Corteza

Pewnego dnia wszyscy wyruszymy w podróż do domu. Zostawimy wszystko i wsiądziemy do pociągu który po nas przyjedzie. Ze sobą weźmiemy pamięć o wydarzeniach, nasze reakcje na nie, związane z nimi emocje i skarby serca, które położymy na szali. Wówczas okaże się też, co zrobiliśmy z danymi nam przez Boga talentami, co zrobiliśmy z Miłością.

Od nas zależy, czy na końcowej stacji będą czekać na nas najbliżsi za którymi tęsknimy. Od nas zależy, czy będziemy mogli spojrzeć im odważnie w oczy i zacząć wszystko od nowa...

Santiago Cortez otrzymał piękne dary od Pana Boga a do tego wiedzę, co jest w życiu najważniejsze. Czas, w jakim przyszło mu żyć i straszne wydarzenia, w jakich przyszło mu brać udział zmusiły go do tragicznego wyboru, który opisał w Księdze Życia, znalezionej podczas powrotu do domu.


Wybrane recenzje:

'Gorąco zachęcam do lektury 'Historii Santiago Corteza' - oryginalnej, wielowymiarowej, baśniowo - poetyckiej przypowieści o tym, co dla człowieka najważniejsze. Jako że porusza tematy uniwersalne, z pewnością każdy z Was znajdzie tu coś dla siebie. To książka, do której można wracać po wielekroć, za każdym razem odnajdując w niej coś nowego, wartego uwagi. Serdecznie polecam!'

'Dramat Lemańskiego, to niezwykle chwytająca za serce miniatura literacka. Jest głęboko poruszającą dawką Prawdy, historii człowieka, który wzrusza, jednocześnie przy tym zasmucając jak i radując. (...) Książka Lemańskiego, to piękna historia o próbie ocalenia człowieczeństwa i dania świadectwa Prawdzie. To rewelacyjne świadectwo człowieka doświadczonego przez życie, a mimo to próbującego żyć dalej. Ta pozycja to niezwykle intensywne przeżycie, przepełnione emocjami, trudnymi wyborami, wielkim bólem i cierpieniem, a jednocześnie nieustającą nadzieją... To pean na cześć miłości i pochwała dążenia do Prawdy.'

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Radosław Lemański Z Księgi Życia Historia Santiago Corteza dramat Radosław Lemański Historia Santiago Corteza Radosław Lemański Z Księgi Życia Historia Santiago Corteza dramat Zdjęcie na okładce: Urszula Lemańska, fragment ikony, The Church of Antirouniotissa, Kerkyra (Korfu) Grecja Skład: www.mpress-freelancer.pl Copyright© Radosław Lemański, Zielona Góra, 2012 Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved. e-Book Wydanie II Zielona Góra 2012 ISBN: 978-83-935993-2-5 www.nadchmurami.pl 4 Książka powstała dzięki inspiracji mojej ukochanej żony Uli. Jej formę zawdzięczam niezwykłemu pamiętnikowi obozowemu Abrahama Kajzera pt. „Za Drutami Śmierci”, na wspomnieniach którego się w części oparłem, a który powinien przeczytać każdy. 5 Osoby dramatu: Narrator 1: znajduje wpis w Księdze. Narrator 2: bohater, Santiago Cortez. Historia znalezienia Księgi (Prolog) jest opowiadana z głośnika przez niewidocznego Narratora 1. Dopiero po odczytaniu tytułu „Historia Santiago Corteza” oświetli się scena, a na niej ukaże się bohater, Narrator 2, Santiago Cortez. Prolog Pociąg wynurzył się z tunelu i przez okno wpadły promienie słońca, na chwilę ośle- piając. Mimowolnie zmrużyłem oczy, a kiedy je otworzyłem, zobaczyłem książkę. Wydało mi się to dziwne, że wcześniej jej nie zauważyłem tym bardziej, że byłem w przedziale sam. Za oknem był już piękny poranek. Wraz ze słońcem rodzi- ło się nowe życie. Promienie padły na książkę, ponownie ściągając moją uwagę. Wziąłem ją do ręki. Była stara. Oprawiona w ciemną, lekko wy- blakłą już skórę, na okładce miała wygrawerowa- ny rysunek wielkiego, złotego drzewa, a po obu jego stronach postaci kobiety i mężczyzny. Pod nimi widniał jeszcze jakiś symbol, przypominają- 6 cy koło sterowe statku wpisane w okrąg. Była to dość ciężka i stara księga, z wyraźnie pożółkłymi kartkami. Otworzyłem ją z ciekawością. Papier był bardzo dziwny. Nigdy jeszcze nie dotykałem takiego, choć przeczytałem wiele książek. Był wy- raźnie stary, a jednak doskonale zachowany, coś w rodzaju papieru czerpanego lub papirusu. Na środku pierwszej strony przeczytałem tytuł: Księ- ga Życia. Otworzyłem na kolejnej stronie i zoba- czyłem napis w jakimś obcym języku. Wyglądało mi to na aramejski, ale pewności nie mam. Nie to było jednak ważne. Każda litera, słowo, zdanie jaśniało jakimś blaskiem, być może powodowała to złota czcionka. Mimowolnie wpatrywałem się w poszczególne słowa tworzące całość i, choć nie rozumiałem ich znaczenia, czułem, jak każde z nich do mnie przemawia. Każde słowo zapadało w serce... Przeszły po mnie dreszcze. Zamknąłem Księ- gę. Czułem, że jest mi bardzo bliska. Spojrzałem za okno. Dzień zaczął się już na dobre. Mijane po- woli sady zieleniły się, w oddali widać było klucze wracających ptaków, a wraz z nimi wracały na ziemię anioły. Odwróciłem się do Księgi. Przyciągany niewi- dzialną siłą, znów chciałem ją otworzyć na pierw- szej stronie, ale spotkała mnie niespodzianka. 7 Księga otworzyła się na końcu. Spróbowałem raz jeszcze zdziwiony, a potem jeszcze raz. Za każ- dym razem otwierałem na tym samym tekście. W końcu przyszło mi do głowy, że tak ma właśnie być. Tym bardziej, że tekst napisany był w zna- nym mi języku. Zacząłem czytać i po chwili sam nie wiedziałem kiedy, wciągnąłem się w ten tekst bez reszty. 8 Historia Santiago Corteza Akt I Słychać odgłos jadącego pociągu. Pociąg zatrzymuje się. Z mroku, jakby ze światła wyłania się główny bohater Santiago Cortez w jasnej, prostej szacie. Opowiada do publiczności. Na początku wydało mi się dziwne, że właś- nie tu znalazłem Księgę. I to teraz, u kresu mej podróży, gdy wracam do domu. Do miejsca, z którego wyruszyłem. Szukałem jej przecież przez całe swoje życie, a znalazłem u jego kresu. Ale z drugiej strony dziwne jest to, że przestali- śmy się dziwić światu. Podziwiać go. Szanować jego istnienie. Zachwycać się nim. W ten sposób zapomnieliśmy, czym jest prawdziwa radość. Prze- staliśmy dostrzegać cudowną magię chwili. Jej nie- zwykłość w zwykłych zdarzeniach. Więc czemu nie? Niektórzy nie budzą się wcale. Inni się budzą, ale wcale nie żyją. Mnie dane było narodzić się ponownie w połowie swego życia. Przypomnieć sobie. Odczytać zapisany w mej duszy przekaz, który dotyczył wyłącznie mnie samego, a oddawał 9 prawdę, kim jestem naprawdę. Wiem to dopiero teraz, ale jestem wdzięczy, że dane mi było zro- zumieć. Teraz, gdy przeczytałem historię poprzedniego Wędrowca zaczynam rozumieć, czym Księga jest. Zresztą przeczuwałem to wcześniej. Dużo, dużo wcześniej. Gdy zacząłem czytać i nagle objawił się przede mną niezwykły, piękny i ogromny świat wyobraźni. Potem, gdy sam zacząłem pisać. I to przez nią też pewnego dnia wyruszyłem w po- dróż. Wędrówkę, by odnaleźć zagubiony gdzieś po drodze początek zdarzeń. Pojawia się (wyłania się z mroku) wnętrze pokoju wypełnione książkami, które są dosłownie wszędzie. Widać nagrody na ścianach. Santiago siedzi przy swoim biurku. Moje życie zaczęło się w kwiecie mego wie- ku. Widzę to teraz bardzo wyraźnie. Wówczas zacząłem się bardzo zastanawiać. Nad sobą, in- nymi, życiem i światem. A zwłaszcza nad marze- niami. Swoimi marzeniami, które czerpią wprost z niezmierzonego bogactwa westchnień milionów pragnień, jakie od wieków przelewają się przez ten świat. Ale czy marzenia są faktycznym moto- rem naszych działań, a ich spełnianie świadczy 10 o szczęśliwym życiu? Bo jeśli tak, to teraz, pa- trząc z perspektywy można by stwierdzić, że ja, Santiago Cortez byłem człowiekiem spełnionym. Mierząc powszechnie obowiązującymi miarkami należałoby dodać, że spełnionym w każdym calu. Miałem pieniądze, i to wystarczająco duże, by po- zwolić sobie na życie godne i wygodne. Zdobyłem sławę, cokolwiek to oznacza, i w dodatku byłem raczej ogólnie dobrze odbierany. W zasadzie robi- łem co chciałem i kiedy chciałem. Można by też rzec, że byłem jednym z tych nielicznych szczęś- liwców, którzy mają poczucie społecznej misji do spełnienia. Bo byłem pisarzem. Pisarzem z po- wołania. Pisarzem, który spełnia swoje marzenia. Mama często powtarzała mi, żeby do czegoś w życiu dojść, nie wystarczy się nachodzić, ale trzeba wszędzie dobrze się prezentować i mieć szczęście. Wydawało się, że ja miałem wiele szczęścia. Każda z moich książek była od razu wydawana. Każda cieszyła się uznaniem kryty- ki i czytelników. Przynosiła mi też przyzwoity dochód, który pozwalał nie martwić się o przy- szłość. Podobno też po moim wyglądzie można było odgadnąć, czym się zajmuję. Nie powiem, zależało mi, by dobrze wyglądać. Natura obdarzy- ła mnie wysokim wzrostem, byłem szczupły, po- dobno przystojny, miałem długą, hodowaną przez 11 lata, białą brodę i często paliłem fajkę. Starałem się ubierać czysto i porządnie, co doceniały ko- biety. Ach te kobiety. Z nimi przeżyłem wszystkie odcienie emocji. Więc miałem wszelkie powody, by czuć się człowiekiem spełnionym. Starałem się pisać rzeczy mądre i wartościowe, poprzez twór- czość ucząc i wskazując, doradzając i napomina- jąc. Moją misją i celem była Prawda, pisana przez duże „P”, co oznaczało głównie prawdę – tajemni- cę życia. Nade wszystko szukałem w swym życiu tej prawdy. Tata powtarzał, że każdy prędzej czy później znajdzie to, czego szuka, musi tyko być w szukaniu cierpliwy. Szukałem więc wszędzie. Już od młodości, na szkolnych ławkach, starannie wkuwając regułki i wzory, wspomagany rytmicz- nym laniem linijką po pupie i łapach. W szafie na strychu, gdzie na długie godziny ukrywałem się z książką dla dorosłych, chowając przed pracą w domu i zajadając robaczywe jabłka. Potem pod spódnicami koleżanek ze szkoły, radośnie odkry- wając zdumiewający świat anatomii. W świątyni, gdzie starałem się zrozumień głos Stwórcy, ukryty w starych zwojach. W knajpach, w których po raz pierwszy doświadczałem odmiennych stanów świadomości. Aż później w swoim wymarzonym domku – samotni nad jeziorem, gdzie od czasu do 12 czasu zaszywałem się w poszukiwaniu weny sam albo z kolejną wielbicielką mojej twórczości. Wy- patrywałem jej podczas licznych wojaży po świe- cie, gdzie mogłem prezentować swoją twórczość. Szukałem w mądrych słowach wielkich umysłów tego świata, z których kilku poznałem osobiście. Wreszcie szukałem jej w samym świecie literatu- ry, a zwłaszcza wśród młodych i zdolnych pisa- rzy, którym mogłem pomóc objawić ich geniusz światu. To zaś, co znalazłem, poddawałem anali- zie własnych doświadczeń i opisywałem na różne sposoby w swoich publikacjach, chcąc oddać to, co w życiu najważniejsze. Zawsze jednak coś mi umykało, jakiś kawałek prawdy. Dlatego znowu zabierałem się do szuka- nia i w tym szukaniu cały się zatracałem, aż do powstania kolejnej książki. I właśnie pewnego dnia, a dokładnie w dniu swoich pięćdziesiątych urodzin nagle zrozumia- łem, dotarło do mnie, że w gruncie rzeczy tej Prawdy ani nie poznałem, ani nie oddałem. Może tylko zaledwie nieco się do niej przybliżyłem, ale na pewno nie mogę stwierdzić, że stałem się jej posiadaczem. Dotarło do mnie, że tak długo szu- kałem, aż umknęło mi życie! Nie wiadomo jak i dlaczego, wybiła mi pięćdziesiątka! A ja wciąż nie napisałem dzieła swego życia. Dzieła, o któ- 13 rym marzyłem od zawsze, a które oddałoby całą i tylko Prawdę. I to był dla mnie cios. Przez lata całe zbierałem i hodowałem całą mądrość świata tego, by wydać TO jedyne dzieło, a wydawałem zaledwie jego namiastki. Pamiętam swoją pierwszą w życiu własną książkę. Była to wspaniała, niezwykła i magicz- na bajka o wyprawie na jagody. Dostałem ją od taty, gdy wieczorem przyszedł z pracy. Wszedł do mnie do pokoju, spojrzał mi w oczy i powiedział: – Dziś są twoje imieniny synku. – Wiem tatuś. – Mam coś dla ciebie – wyjął zza pazuchy książ- kę zawiniętą w szary papier. To znaczy ja wiedziałem, że to jest książka. Do- myśliłem się. I bardzo chciałem ją od razu prze- czytać, ale nie mogłem. Było już późno, na dworze ciemno, a od czasu naszych, czyli moich i brata zabaw z ogniem rodzice nie trzymali w naszym pokoiku świec ani lamp. Nie mogłem się wprost doczekać, aż będę mógł ją czytać. Nie spałem całą noc, czekając na ranek, by z pierwszym nieśmiałym promykiem słońca, spośród szarości, mozolnie odczytywać poszcze- gólne litery, sklejać je w słowa, potem zdania. A potem analizowałem całość z przepięknymi ry- sunkami, wśród których były elfy, krasnoludki 14 i wszystkie te stworzenia, które żyją tylko w dzie- cięcej wyobraźni. Byłem wzruszony. Chłonąłem poszczególne słowa, a łzy same leciały mi po twa- rzy. I właśnie wtedy postanowiłem sobie, że będę pisał. Pisał o rzeczach najważniejszych, takich jak wyprawa na jagody, spotkanie z krasnoludkami, bitwa na kije, chodzenie w nowych butach, czy wyprawa z tatą na ryby. Pragnienie to trwało całe moje życie. Aż do tej chwili, gdy dotkliwie sobie uświadomiłem, że mimo tylu wydanych słów, brak mi tej jednej, choćby najmniejszej książki życia, w której od- dałbym całego siebie, przelał całą swą duszę, uka- zując Prawdę. I nie o kolejną nagrodę mi chodziło – miałem ich wystarczająco wiele. Ale napisanie tej jednej książki życia było silnym wołaniem mej duszy, które narosło przez lata, a teraz dosłownie wybuchło, zupełnie mnie porażając. To był właś- nie punkt zwrotny w mym życiu. I zapisane było, że w tym czasie zabrzmi ostatni dzwonek na mej drodze. Dzwonek ostrzegawczy. Na znak, że dano mi kolejną szansę na nowe narodziny. Bo każ- dy człowiek powinien realizować to, co ma wyra- zić swą duszą. Każdy powinien realizować siebie przez dane mu talenty, bo inaczej roztrwoni Boże dary, a i tak będzie musiał zacząć wędrówkę na nowo, przejść tym razem wskazaną mu ścieżką 15 życia i dokończyć to, co powinien. Teraz to wiem. Wszystko to czuję i dobrze ro- zumiem. Lecz gdy wówczas usłyszałem dźwięk swej duszy, zamknąłem się w pokoju i siedziałem jak sparaliżowany, samotny i zamyślony, z głową w dłoniach. Myślałem o tych wszystkich blich- trach na swojej półce, jakie przyszło mi w życiu stworzyć. Słowa, słowa, słowa. Niektóre zabawne, inne mądre i pożyteczne, wydmuchane, wychuchane, nabazgrane od niechcenia, byle jak. Napisałem ty- siące słów, właściwie z każdego byłem zadowolo- ny, ale żadne z nich nie było na tyle moje osobiste, prywatne, mocne i prawdziwe, bym mógł uznać je za ostateczne. A poza nimi tak naprawdę nie miałem nic własnego. Prócz tych rozpisanych na uwertury słów, nie miałem w gruncie rzeczy nic więcej. Byłem samotny jak palec. Nie licząc przy- godnych romansów i kilku nietrwałych związ- ków, z nikim nie związałem się na stałe. Miałem oczywiście wielu znajomych, a wśród nich wielu takich, którzy nazywali mnie swoim przyjacielem. Byłem jednak na tyle mądry, by wiedzieć, że zde- cydowana większość z nich przyjaźni się ze mną tylko ze względu na to, że coś znaczę i mam kasę. Czy więc mam prawdziwych przyjaciół? Takich, którzy są ze mną dla mnie samego, nie ze wzglę- 16 du cały ten blichtr? – byłem pogrążony w takich rozważaniach, gdy zadzwonił telefon. Rozmowa z głośnika. – Cortez, przyjacielu nasz kochany, przyjdzie- my jak zwykle, całą paczką i Marie będzie i Do- minique pytała się o ciebie. – Która to? – Ta brunetka, wiesz, w czerwonej sukience, która dosiadła się do nas w barze i... – A wiem już... – Właśnie, i będziemy gdzieś o piątej, chcemy cię porwać, może do Blue Lagune... – Nie wiem... – Wszystko już przygotowane, słuchaj, będą wszyscy, nie ma wymówek. Wiesz, że musisz przyjść, to dla twojego dobra stary. – Ale ja nie... – Żadnych „Ale” stary, będziemy o piątej, cześć. To właśnie byli moi przyjaciele, z którymi wca- le nie miałem ochoty się teraz spotykać. Jeszcze jakiś czas siedziałem tak przechylony, ze słuchawką przy uchu, nie bardzo wiedząc, co mam robić. Bo czy to są moi prawdziwi przyjacie- 17 le? Znamy się od lat, wielu lat. Przeżyliśmy sporo fajnych chwil, ale przecież to nie zmienia faktu, że czuję się samotny. Od dawna. Kolejna brunetka – ładna i inteligentna, ale nic poza tym. Będą dwie znajome, które zdążyłem poznać całkiem dobrze. Z Marie zresztą zdążyłem naprawdę się zaprzy- jaźnić. Ona jedna z tej paczki znała mnie całego. Dosłownie. Dobrze znała siłę koszmarów, które od czasu do czasu potrafiły mnie dręczyć nocami. Ja też ją znałem. Na tyle dobrze, by wiedzieć, że uczucie, które nas łączyło, nie było wystarczają- co silne, by żyć długo i szczęśliwie. Dlatego teraz jest z naszym przyjacielem. A ja jestem znowu sam. I wciąż szukam, choć wiem, że szukanie moje jest pozorne. Nigdy nie znajdę drugiej cie- bie i zawsze będę już samotny. Mimo tak wielu przyjaciół i znajomych, którym pozwoliłem już sobie na tyle się ze sobą oswoić, że wciąż pragną mnie zmieniać. Ale tak już jest z dobrymi przy- jaciółmi, że pragną wszystko o tobie wiedzieć. A im więcej wiedzą, tym bardziej chcą ingerować w twoje życie. Zawsze dla twojego dobra. I czują się zawiedzeni, oszukani, gdy nie robisz co chcą. Dlatego niewielu miałem przyjaciół w życiu. Zbyt wiele wiedziałem. Też takich, którzy chcieli zmie- niać wszystkich na siłę. Tacy są najgorsi. Mój Boże, a ja wciąż szukam. Czekam. Jeszcze 18 siebie nie oddałem w pełni. Tylko czego? Na co czekam? Nie ocaliłem siebie. Nie ocaliłem ciebie. Przebacz mi Panie... Santiago łapie się za serce. Wykrzywia twarz z bólu. Z głośnika rozlegają się dźwięki muzyki Enigmy „Return to Innocence”. Pamiętam tylko, że dalej działałem jak w amo- ku. Rzuciłem słuchawkę na miejsce. Podszedłem do szafy i spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy. Zabrałem dokumenty i pieniądze. Wyszedłem z domu i ruszyłem przed siebie. Światło na scenie gaśnie. 19
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Historia Santiago Corteza
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: