Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00459 007034 14670237 na godz. na dobę w sumie
Historie maniaków - ebook/pdf
Historie maniaków - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 170
Wydawca: Biblioteka Analiz Sp. z o.o. Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62948-55-0 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Zbiór opowiadań Historie maniaków, którego pierwsze - i na dziesiątki lat jedyne - wydanie nastąpiło w 1910 roku, był prawdziwym ewenementem na tle ówczesnej literatury.  Autor opisuje różne rodzaje swoistego „wariactwa”, pokazuje ludzi z pogranicza dwóch światów – realnego i urojonego, ludzi „opętanych” obsesjami, maniami. I chociaż każdy utwór ma innych bohaterów, to jednak łączy ich jedno: każdy jest „maniakiem”, ale niecodziennym i nietypowym, wymykającym się jednoznacznym psychiatrycznym kwalifikacjom i diagnozom. Na przykład, bohaterTrzeciej godziny zostaje przedsiębiorcą pogrzebowym tylko w tym celu, żeby w wyszukanej formie i uroczystym ceremoniale wypełniać urojoną funkcję mitycznego przewoźnika zmarłych. Albo Bania doktora Lipka – treść tego utworu wypełniają ludzie chorzy psychicznie, przedstawiciele różnych warstw i stanów społecznych, których jednoczy idea: razem tworzą oddział żołnierzy zwany armią Chrystusa, mający wyruszyć na podbój złego, zepsutego świata. Z kolei w Amorze milczącym poznajemy doktora Fallusa, prezesa klubu „miłośników miłości”, grupujących mężczyzn z rozmaitymi problemami, dewiacjami i obsesjami seksualnymi.

Wraz z opisami i porównaniami eksponującymi brzydotę natrafiamy w tej prozie na elementy humoru i wrażenie lekkości z jaką autor prowadzi narrację. W istocie nie sposób powstrzymać się od myśli, że Jaworski uprawia grę z czytelnikiem, kokietuje go swoją bezczelnością i obrazoburstwem. Nasuwa się więc pytanie: po co? Bo chyba nie w celu zniechęcenia do lektury własnych utworów. Ale właśnie ta mało pociągająca gra z odbiorcą ma formę buntu, wyzwania rzuconego modernizmowi i młodopolskiej konwencji, z jaką Jaworski stykał się przecież na co dzień. W ten uporządkowany świat ówczesnej literatury Jaworski uderza czymś totalnie odmiennym i całkowicie zaskakującym. Jego postaci są nie tylko odpychające. Są również wynaturzone, pełne wewnętrznych sprzeczności i irracjonalnych zachowań. Tworzą swoje cele i marzenia a potem je niszczą z psychopatologiczną satysfakcją. Są rodzajami dewiantów, co nasuwa podejrzenie o prekursorskość autora Historii maniaków.

Deformacja bohaterów Jaworskiego następuje w świecie pozornie realnym i rzeczywistym. Ale szybko ulega on zniekształceniu, wyostrzeniu, jakiemuś rodzajowi wykrzywiającego, somnambulicznego postrzegania. Autorowi udało się wywołać w odbiorcy wrażenie śledzenia wydarzeń z punktu widzenia bohaterów – z punktu widzenia ich chorej, złowrogiej wyobraźni, poprzez pryzmat rozgorączkowanego umysłu. Dlatego słusznie nazwano Jaworskiego „ekspresjonistą” – pierwszym przedstawicielem tego nurtu w polskiej prozie. Dlatego również niektórzy badacze uważają Jaworskiego za pierwszego przedstawiciela groteski w naszej literaturze.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Jirafa Roja Warszawa 2004 © Copyright by Roman Jaworski © Copyright by Jirafa Roja, 2004 Skład i łamanie: Tatsu Projekt okładki: Natalia Gościniak ISBN 978-83-62948-55-0 Wydanie I Warszawa 2004 4 Spis treści Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 7 Miał iść . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 17 Zepsuty ornament . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 25 Medi . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 33 Trzecia godzina . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 57 Badania doktora Lipka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 111 Amor milczący czyli o absolutnej niemożliwości, by pewien młodzian zakochał się w damie jakiejkolwiek . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 137 5 6 Wstęp Mistrz groteski „Stoję z dala od wszelkich teorii. Nie mam nic wspólnego z walką kierunków. Piszę tak, jak pisać muszę i mogę. Do jakiej mi to włożą szufladki, jest mi wszystko jedno”. Słowa powyższe pochodzą z deklaracji artystycznej jaką wypowie- dział w wywiadzie na łamach „Wiadomości Literackich” w 1924 roku Roman Jaworski. Był to jeden z nielicznych wywiadów udzielonych przez pisarza. Nigdy nie był gwiazdą literatury, a więc dziennikarze nie nachodzili go prosząc o wypowiedź. I chociaż pisywali o nim wielcy i uznani historycy oraz krytycy literaccy, to jednak pozostał w naszej li- teraturze jako swoisty outsider, artystyczny dziwak, twórca utworów nie z tego świata i nie z epoki, w której przyszło mu żyć. Pod tym względem jego słowa z wywiadu dla „Wiadomości Literackich” brzmią całkowicie szczerze i nie noszą znamiona kokieterii. Jaworski istotnie pisał tak jak „musiał i mógł” nie licząc się z obowiązującymi trendami i modami arty- stycznymi. Może właśnie ta postawa autorska przyczyniła się do niechęt- nego pisarzowi milczenia i zepchnięcia go w literacki niebyt. A przecież jego zbiór opowiadań ,Historie maniaków”, którego pierwsze – i na dzie- siątki lat jedyne – wydanie nastąpiło w 1910 roku w Krakowie, był praw- dziwym ewenementem na tle ówczesnej literatury polskiej. Kreator dziwności Roman Jaworski zadebiutował w 1903 roku w krakowskim czaso- piśmie młodzieżowym „Przyszłość”. Debiutanckimi utworami dwu- dziestolatka były dwa wiersze – „Śpiew o czujnej duszy” i „Błądnica” 7 – schematyczne, konwencjonalnie młodopolskie, nie robiące wraże- nia i nie zapadające w pamięć. Chyba ich autor zdawał sobie sprawę ze swoich poetyckich niedostatków, bo nie kontynuował przygody z tym gatunkiem literackim. Poświęcił się prozie i w dwa lata później opublikował na łamach „Krytyki” opowiadanie „Miał iść”. Ten nieła- twy w lekturze utwór był zapowiedzią osobliwego stylu autora i dawał przedsmak atmosfery wykreowanych przez niego w późniejszych no- welach niesamowitych światów. „Miał iść” nie miał jeszcze tego demo- niczno-ekspresjonistycznego ducha typowego dla „Trzeciej godziny”, „Bani doktora Lipka”. czy „Amora milczącego”. Debiutanckie opowia- danie Jaworskiego było raczej impresjonistyczne, brak wyraźnej fabuły zastępowała gra swobodnych skojarzeń myślowych, obrazowych prze- skoków i inwersji. W ciągu kolejnych lat powstały następne nowele za- mieszczane przez autora na łamach prasy, aby w 1910 roku ukazać się w tomie zatytułowanym właśnie „Historie maniaków”, wydanym na- kładem krakowskiej „Książnicy”. Tytuł – trzeba przyznać – intrygują- cy i pomysłowy, a co najważniejsze trafnie oddający charakter całości. Oto autor opisuje w zamieszczonych utworach różne rodzaje swoistego „wariactwa”, pokazuje ludzi z pogranicza dwóch światów – realnego i urojonego, ludzi „opętanych” obsesjami, maniami, ideami nadwarto- ściowymi. I chociaż każdy utwór ma innych bohaterów, to jednak łączy ich jedno: każdy jest „maniakiem”, ale niecodziennym i nietypowym, wymykającym się jednoznacznym psychiatrycznym kwalifikacjom i diagnozom. Na przykład, bohater „Trzeciej godziny” Pichoń zostaje przedsiębiorcą pogrzebowym tylko w tym celu, żeby w wyszukanej for- mie i uroczystym ceremoniale wypełniać urojoną funkcję mitycznego przewoźnika zmarłych. Albo „Bania doktora Lipka” – treść tego utworu wypełniają ludzie chorzy psychicznie, przedstawiciele różnych warstw i stanów społecznych, których jednoczy idea: razem tworzą oddział żołnierzy zwany armią Chrystusa, mający wyruszyć na podbój złego, zepsutego świata. Z kolei w „Amorze milczącym” poznajemy doktora Fallusa, prezesa klubu „miłośników miłości”, grupujących mężczyzn z rozmaitymi problemami, dewiacjami i obsesjami seksualnymi. Książka składała się z sześciu zaledwie opowiadań o różnej dłu- gości, a otwierał ją „Miał iść”, będący wprowadzeniem do świata wy- 8 obraźni Romana Jaworskiego. A świat ten ukazywał czytelnikowi swoje odpychające, ale zarazem niebanalne oblicze. Jednym z jego elementów był kult brzydoty czyli zjawisko literackie, które dopie- ro w niespełna sześćdziesiąt lat później Julian Przyboś nazwie „tur- pizmem” w odniesieniu do wierszy Stanisława Grochowiaka. A oto próbka pra-turpizmu w wydaniu Jaworskiego, fragment zwierzeń in- żyniera Beksaya z „Amora milczącego”: „Żywego, młodego ciała nigdy nie dotknąłem utęsknioną ręką, młodzieńcze moje wargi starły swą purpurę na tłuszczu warkoczyków siwiutkich i na chropawej skórze uschłych. Utrzymanek i wychowa- nek półtrupka, trupio o miłości myślę. Rokrocznie lampki palę na gro- bie mej matki-kochanki i modlę się szyderczo do stęchłej o niej pa- mięci. Zgnilizna w krew mi weszła i z wolna ciało toczy”. Wraz z opisami i porównaniami eksponującymi brzydotę natrafia- my w tej prozie na elementy humoru i wrażenie lekkości z jaką autor prowadzi narrację. Tworzy to „estetykę kontrastu” i jest „stylem hu- morystycznym podobnym do obryzgującego błotem przechodniów powozu” (określenia Karola Irzykowskiego). W istocie nie sposób po- wstrzymać się od myśli, że Jaworski uprawia grę z czytelnikiem, ko- kietuje go swoją bezczelnością i obrazoburstwem, pokazuje mu sym- boliczny gest, coś w rodzaju „Tu się zgina dziób pingwina”. Nasuwa się więc pytanie: po co? Bo chyba nie w celu zniechęcenia do lektury własnych utworów. Przecież nikt nie lubi być „obryzgany błotem”. Ale właśnie ta mało pociągająca gra z odbiorcą ma formę buntu, wy- zwania rzuconego modernizmowi i młodopolskiej konwencji z jaką Jaworski stykał się przecież na co dzień. A ta literacka konwencja to, z jednej strony, delikatne, erotyzujące strofy Kazimierza Przerwy- Tetmajera, z drugiej – pełne patosu dramaty Stanisława Wyspiańskie- go. A w prozie? Fantastyczno-patetyczna trylogia księżycowa Jerze- go Żuławskiego zapoczątkowana powieścią „Na srebrnym globie”, olimpijska „Ferenike i Pejsidoros” Lucjana Rydla, obyczajowa „Se- zonowa miłość” Gabrieli Zapolskiej, patriotyczne powieści historycz- ne Henryka Sienkiewicza… W ten uporządkowany świat ówczesnej literatury Jaworski uderza czymś totalnie odmiennym i całkowicie zaskakującym. Jego postaci są nie tylko odpychające. Są również 9 wynaturzone, pełne wewnętrznych sprzeczności i irracjonalnych za- chowań. Tworzą swoje cele i marzenia a potem je niszczą z psycho- patologiczną satysfakcją. Są rodzajami dewiantów, co nasuwa podej- rzenie o prekursorskość autora „Historii maniaków”. Prekursorskość w stosunku do prozy z lat dwudziestych Stanisława Ignacego Witkie- wicza, nota bene przyjaciela Jaworskiego i autora projektu okładki jego debiutanckiej książki. Ale nie tylko. Nasuwają się skojarzenia z twórczością Witolda Gombrowicza, z jego „Ferdydurke” i „Opęta- nymi”, z jego tomem opowiadań „Bakakaj”. Wiele podobieństw mię- dzy wynaturzonymi psychicznie postaciami można dostrzec w prozie obu autorów, a dzielił ich przecież okres ponad dwudziestu lat. Deformacja bohaterów Jaworskiego następuje w świecie pozornie realnym i rzeczywistym. Ale szybko ulega on zniekształceniu, wy- ostrzeniu, jakiemuś rodzajowi wykrzywiającego, somnambulicznego postrzegania. Autorowi udało się wywołać w odbiorcy wrażenie śle- dzenia wydarzeń z punktu widzenia bohaterów – z punktu widzenia ich chorej, złowrogiej wyobraźni, poprzez pryzmat rozgorączkowa- nego umysłu. Dlatego słusznie nazwano Jaworskiego „ekspresjoni- stą” – pierwszym przedstawicielem tego nurtu w polskiej prozie. Dla- tego również – posługując się definicją L.B. Jenningsa, iż „groteska to demoniczność przemieniona w trywialność” – niektórzy badacze uważają Jaworskiego za pierwszego przedstawiciela groteski w naszej literaturze. Oczywiście dają się dostrzec w jego utworach rozmaite wpływy; i to światowych wielkości. „Historie maniaków” zawdzię- czają niemało upiornym opowiadaniom „groteskowo-arabeskowym” Edgara Allana Poe’go, jak również „Horli” czy „Obłąkanemu” Guy de Maupassanta, niesamowitym nowelom francuskiego prozaika, któ- re wyszły spod jego pióra na krótko przed popadnięciem w obłęd au- tora „Baryłeczki” i „Pięknego pana”. Także na polskim gruncie miał Jaworski poprzedników, że wskażę na niektóre opowiadania Antonie- go Langego, Wacława Grubińskiego czy Jana Lemańskiego. Analogie nasuwają się z dramatami Leopolda Staffa, zwłaszcza ze „Skarbem” i „Godiwą”. Nie sposób także nie wspomnieć o awangardowej „Pa- łubie” Irzykowskiego. Ale to rzecz jasna nie wyjaśnia wszystkiego, zbyt specyficzny i subiektywny jest wykreowany przez Jaworskiego 10 świat jego postaci. Historyk literatury Antoni Potocki wskazał na inne podobieństwa, a mianowicie z twórczością malarską Witolda Wojt- kiewicza. Jaworski i Wojtkiewicz przyjaźnili się, razem z Witkacym stanowili kumplowskie trio znane w młodopolskim Krakowie. Wojt- kiewicz przyczynił się w jeszcze większym stopniu niż Witkacy (któ- ry jak już wspomniałem zaprojektował okładkę do „Historii mania- ków”) do wydania książki przyjaciela. Autor „Krucjaty dziecięcej” wykonał bowiem ilustracje do tego zbioru opowiadań, na których wy- dawcy bardzo zależało. Bez tego „dodatku” być może książka ta nie ujrzałaby światła dziennego. Potocki postawił tezę, że odrealniony i zdemonizowany świat obrazów i rysunków Wojtkiewicza stanowił inspirację dla utrzymanej w takim samym klimacie prozy Jaworskie- go. Po części na pewno, ale nie w oderwaniu od wspomnianych dzieł literackich. Wpływów było zapewne wiele, co nie odejmuje autorowi „Historii maniaków” jego oryginalności. Warto wspomnieć jeszcze o przyszłej twórczości Jaworskiego. W 1925 roku wydał on jedyną swoją powieść „Wesele hrabiego Orga- za”, nazwaną „powieścią z pogranicza dwóch rzeczywistości”, a pięć lat wcześniej ukazały się jego uwagi inscenizacyjne do dramatu „Hamlet drugi. Królewic polski”. Utwór ten, uchodzący przez wiele lat za nieist- niejący, będący jakoby podmiotem mistyfikacji Jaworskiego, został nie- dawno odnaleziony w archiwach Teatru im. Słowackiego w Krakowie i wystawiony w Teatrze Polskim w Poznaniu w styczniu tego roku. W oczach krytyków Prześledźmy teraz opinie o twórczości Romana Jaworskiego, a zwłaszcza te dotyczące „Historii maniaków”, jakie na przestrzeni niespełna stu lat pojawiały się w różnego rodzaju publikacjach. Zanim to nastąpi wspomnę, że w niektórych wybitnych skądinąd monogra- fiach literatury polskiej osoba i twórczość Jaworskiego są po prostu pomijane milczeniem. Tak jest w „Dziejach literatury polskiej” Ju- liana Krzyżanowskiego, jak również w „Historii literatury polskiej” Czesława Miłosza. Krytykiem, który jako pierwszy docenił „Historie maniaków” był Karol Irzykowski. W eseju zatytułowanym „Ocalenie istoty rzeczy”, 11 opublikowanym w prasie tuż po ukazaniu się recenzowanej książki, a następnie włączonym do tomu „Czyn i słowo” (Lwów 1913) do- strzegł oryginalność Jaworskiego nazywając go „przedstawicielem nowego dreszczu pokazującego język czytelnikowi”. Z kolei sporo miejsca poświęcił Jaworskiemu wspomniany An- toni Potocki w obszernej, dwutomowej monografii „Polska literatu- ra współczesna” (Kraków 1912). Badacz ten pierwszy zwrócił uwa- gę na analogię pomiędzy pisarstwem autora „Historii maniaków”, a twórczością malarską Witolda Wojtkiewicza. Warto przytoczyć fragmenty recenzji tego zapomnianego dzisiaj historyka literatury do- tyczące interesującego nas tematu: „(…) świat, gdzie za czerwonym murem, wśród beznadziejnej pustki słonecznej skwarnego popołudnia król w papierowej koronie jedzie, ciągniony po żwirowanej dróżce przez niewolnika – gdzie dookoła drzewa siedzą starce na ławeczce – wpatrzeni w bieg rzeki i w gobelin jesiennych liści, zaściełających brzegi; gdzie leży krasna królewna wśród kwiatów na katafalku, a obok płaczą po niej osiero- cone drewniane pajace i lalki porzucone wytrzeszczają na wieki prze- rażone oczy; gdzie w nikłych źdźbłach rysunku i w sennych wiotkich puchach pędzla upowite majaczeją nieśmiertelne marzenia Wojtkie- wicza, na pograniczu szału i rzeczywistości, jawy i snu – wizje dzie- cięce podglądnięte oczami genialnego szaleńca – przedziwna bajka z przędziwa jakichś złotych, kruczych i kasztanowych włosków dzie- cinnych wijąca gniazdo żałosne dla niepowrotnych jaskółek – smut- ków, dla marzeń spełnionych w gorączce, zgaszonych w grobie”. Dalej Potocki reasumuje: „Słucham Jaworskiego i widzę Wojtkiewicza, patrzę na Wojt- kiewicza i słyszę Jaworskiego: wizja się dwoi na tej samej rubieży – to nazbyt niepowrotnie rozchwiana w obrazie, to nazbyt twardo rze- czywista w słowie. Obaj snują z przędziwa brzydkiej, tj. trudnej sztu- ki, by się nam nie zdawało – żyło”. Wystąpienie autora „Pałuby” i „Dziesiątej muzy” oraz monogra- fia Antoniego Potockiego pozostały jednak na długie lata wołaniem na puszczy. Inni krytycy nie poszli ich śladem, a czytelnicy nie dopo- minali się o wznowienie „Historii maniaków”. Kiedy Jaworski umie- 12 rał w 1944 roku w wieku 61 lat w przytułku w podwarszawskiej Górze Kalwarii nikt o nim nie pamiętał. Renesans twórczości pisarza zapoczątkował Roman Zrębowicz, który w 1961 roku na łamach „Ruchu Literackiego” opublikował ar- tykuł pt. „Zapomniany ekspresjonista”. Przypominając książkę z 1910 roku Zrębowicz tak ją charakteryzuje: „Pierwszy utwór Jaworskiego to szereg nowel skomponowanych na rubieży dwóch światów – jawy i snu, obłędu i rzeczywistości, świadomości i podświadomych urojeń. Zespala i godzi te światy rytm i nastrój maniactwa”. Zrębowicz wspomina liczne przyjaźnie Jaworskiego, zwłaszcza z Witkiewiczem i Wojtkiewiczem. Pisze o niezwykłej, fa- scynującej osobowości pisarza. także W cztery lata później ukazała się monografia twórczości Witol- da Wojtkiewicza pióra Wiesława Juszczaka („Wojtkiewicz i nowa sztuka”, Warszawa 1965). Idąc tropem Potockiego na temat związ- ków artystycznych pomiędzy Jaworskim a Wojtkiewiczem, Juszczak analizuje niektóre z obrazów oraz rysunków Wojtkiewicza pod kątem ich wpływu na pisarstwo autora „Bani doktora Lipka”. Zasługa auto- ra monografii polega głównie na przypomnieniu postaci Jaworskiego i ukazaniu jej w kontekście literatury modernistycznej oraz na tle prą- dów kulturalnych tamtej epoki. Prawdziwym ewenementem w zakresie odrodzenia twórczości pi- sarza była inna monografia, tym razem historyka literatury z Uniwer- sytetu Warszawskiego, Andrzeja Z. Makowieckiego. Ten specjalista od modernizmu oraz dwudziestolecia międzywojennego napisał po- pularną, wydaną w serii „Biblioteka Polonistyki” przez Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne książkę „Młoda Polska” (Warszawa 1971), w której dokonał obszernego omówienia pisarstwa Jaworskiego sta- wiając go wyżej od uznanych przedstawicieli tamtego okresu takich jak Jerzy Żuławski czy Adolf Nowaczyński. Koncentrując się właśnie na „Historii maniaków” Makowiecki stwierdza: „Są one świadectwem nie tylko odnowienia modelu prozy grote- skowej znanej już wcześniej w literaturze, ale także ujawniających się na początku wieku XX tendencji ekspresjonistycznych. Jaworski 13 buduje swój groteskowy świat z elementów rzeczywistości, proces jej deformacji ujawnia się na płaszczyźnie realiów, jednak wyłącz- nie prawie na płaszczyźnie językowej. I tutaj – podobnie jak u No- waczyńskiego – mamy do czynienia z niezwykłą wynalazczością ję- zykową (m.in. niepohamowaną pasją do neologizmów), prowadzącą do efektu czytelniczego wywołującego wrażenie, iż mamy do czy- nienia z językiem przypominającym używany powszechnie, ale od- noszącym się do rzeczywistości w całości kreowanej. Proces odno- wy prozy w twórczości Jaworskiego dokonuje się na płaszczyźnie „literackości” nieustannie przypominającej o fakcie wypowiedzi. Pozostaje więc tutaj wszystko, co stanowi o młodopolskiej prowe- niencji tej książki: monolog wewnętrzny, bohater o wszelkich ce- chach uczuciowości epoki, brak wyrazistego określenia czasu i tła dziejących się zdarzeń. Ale dodać trzeba elementy nowe i przez po- etykę impresjonistyczną nie przewidywane: całkowite wyzwolenie ciągu pojawiających się obrazów spod kontroli logicznych i przy- czynowo-skutkowych prawdopodobieństw, programową aprobatę brzydoty jako jakości estetycznej, odejście od zdania budowanego ładnie na rzecz epatowania wypowiedzią natrętnie ułomną, niespój- ną, zaprzeczającą nieraz regułom składniowym. Realne, materialne przedmioty w tym groteskowym widzeniu potwornieją, rzeczywi- stość staje się nieobliczalna i pełna stojącej poza rzeczami metafi- zyczności”. Wysoka ocena Makowieckiego być może nie do końca jest praw- dziwa, zwłaszcza jeśli chodzi o „niezwykłą wynalazczość językową”, o „niepohamowaną pasję do neologizmów”. Rzeczywistym słowo- twórcą artystycznym był inny człowiek pióra tamtego okresu, poeta Bolesław Leśmian. Jaworski i Leśmian, jeden w prozie, drugi w po- ezji, kreowali dziwne, odrealnione światy i wykazywali niejeden ele- ment wspólny w swych utworach, ale mimo wszystko „niepohamo- wana pasja do neologizmów” Jaworskiego odniosła zdecydowanie mniejszy efekt niż u Leśmiana. Pod tym względem autor „Historii maniaków” nie był wcale „niezwykłym wynalazcą”. Ocena Mako- wieckiego nosi cechy apologetyczne, historyk popada w pewną skraj- ność, co być może wynika z chęci naprawienia krzywdy Jaworskie- 14 mu, zrekompensowania mu wieloletniej niechętnej aury wobec tej twórczości ze strony krytyków. Autorką ciekawych uwag o „Historii maniaków” była Alina Brodzka. Zawarła je w eseju „Spór o wartości kultury współczesnej w polskiej prozie narracyjnej” będącym częścią pracy zbiorowej „Li- teratura polska 1918-1975” (t. I, Warszawa 1975). Zdaniem autorki tom Jaworskiego: „Był propozycją niecodzienną w kontekście prozy młodopolskiej (…) Jaworski sformułował wówczas własne postulaty groteski: rezy- gnację z upiększeń i uwzniośleń, operowanie estetyką brzydoty, zde- rzenie powagi z zabawą, mieszanie motywacji prawdopodobnych i umownych, wykorzystanie zmysłu dla dziwności (…) grę literacką z kreowanymi postaciami, nieuwzględnianie psychologicznych oczeki- wań odbiorcy, nastawionego na utożsamienie się z bohaterem. Zauważ- my, że ludyczny charakter tej gry jest swoisty dla twórczości Jaworskie- go i upowszechniony zostanie dopiero w latach trzydziestych”. W 1978 roku krakowskie Wydawnictwo Literackie dokonuje wznowienia „Historii maniaków”. Do tomu wydawca dołącza trzy utwory powstałe po 1910 roku i opublikowane w czasopismach. Są to opowiadania „Opowieść o smutku czterech ścian”, „Fanfaron” oraz uwagi inscenizacyjne do „Hamleta drugiego. Królewica polskie- go”. Książkę ilustrują reprodukcje obrazów i rysunków Wojtkiewicza z wydania I „Historii maniaków”. Wstęp do tej edycji napisał znany historyk literatury Michał Głowiński. Charakteryzując dotychczaso- we poglądy dotyczące dzieła Jaworskiego, Głowiński dokonuje cie- kawego podsumowania. Wolny zarówno od negacji, jak i chęci apolo- gizowania tej prozy, stwierdza: „Historie maniaków” są (…) konglomeratem stylistycznym, peł- nym wad i zalet. Są manieryczne, ale zarazem manierę demaskują. Z pozoru nie mogą się wyzwolić z odziedziczonych schematów, ale przecież narzucają im nowy sens, a przede wszystkim – poddają re- fleksji występujące w nich sposoby literackiego postępowania. Są do- kumentem historycznym, świadectwem przemian i literackiej ewo- lucji, ale nie tylko. Jest w nich coś, co sprawia, że godne są – także dzisiaj – lektury”. 15 Na koniec wspomnieć należy o jedynej jak dotąd książce poświę- conej w całości twórczości Romana Jaworskiego. Jest nią obszerna rozprawa autorstwa Jerzego Zbigniewa Maciejewskiego, pracownika naukowego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, zatytuło- wana „Konstruktor dziwnych światów. Groteskowe, ludyczne i karna- wałowe aspekty prozy Romana Jaworskiego” (Toruń 1990). PIOTR KITRASIEWICZ 16 MIAŁ IŚĆ Śnił dziwną parodię współczasów, bardzo śmieszną, tak śmieszną, jak może być tylko mżenie chorej nudy. Widział pochód rzeczy dokonanych, wielki, tryumfalny pochód. A gdy mimo niego przechodzili, nie oddawał im czci wraz z rze- szą radujących się, gdyż senność wielką czuł w członkach i nie był zwyczajny w składaniu pokłonów, za co śmiercią go karali potężni królowie, a nieraz ćwiczyli ich dzielni wasale. Niejednokrotnie ucho- dził śmierci i dziś znowu stał blisko przy pochodzie żywych, patrząc na rzeczy dokonane, na żywe fakta. Gdy więc ujrzeli lice młode, sen- ne, wyjęli z jego piersi ostatnie dnie wiosny i odeszli. On zaś widział dobrze, z bliska owe żywe rzeczy, które mu wiosnę zabrały, chociaż oczy jego wciąż patrzyły senne. Widział ich ruch ce- lowy, pewny, ich byt stały, gdy wygniatał ślady w wilgnej ziemi, sły- szał ich głos potężny, który szerokie piersi gór przetwarzały na mo- tyw bojowych hejnałów. Całą czujność sennych oczu ku nim wytężył, patrzył przed nich i za nimi, wpadał w Ich głąb i wylatywał nad gło- wy, krążąc z zadumą smutnych ptaków. Gdy u zakrętu wpadli w tu- man kurzu, jako że mu wzięto wiosnę, żegnał ich uśmiechem podol- skiej jesieni. I silniej oparł się o drzewo, a ból, jaki odczuł w krzyżach, wstrząsł jego ciałem i zatrzymał myśl w jej drodze, osadzając ją gwałtownym ru- chem. Liście drzewa ułożyły się w chropawych, kolczastych cieniach na jego czole i miarowym ruchem ślizgały się po nim, opadając aż na po- wieki. Odczuł odległe wspomnienie. Po twarzy jego przeszła w żegnają- cej pieszczocie wyschła, spracowana dłoń siwowłosej piastunki. 17 Zrozumiał, że miał iść. Jakieś przestrzenie, ogromnie obojętne, zapadając w mrok, ści- skały ostry pierścień widnokręgów i podsuwały się ku niemu, wabiąc niemotą. Już stawiał stopę na pełzającą płaszczyznę, gdy pierś jego uderzyła o ścianę jaskrawych blasków. Uczuł radosny chłód zachodu, a blaski, przypadłszy do rąk, lizały je wiernie. Więc zajął się zachodem. Pod ścianą blasków ujrzał szkielety zbitych w stada śpiących koni. Przesycone światłem żebra i piszczele układały się w wielki symbol cichych dziejów, a spuszczone nad pastwiskiem łby zdawały się gło- sić potępieńcze prawdy. Męczyła go ta plama, więc ją przykrył dłonią, spoza której wyszło wielkie koło toczące się wśród fal płynącej rzeki. Koło czerpało wodę i wylewało ją z wysiłkiem na brzeg. Każda szpry- cha, wynurzając się z wody, szła powoli, uporczywie w górę i opusz- czała zimne, wielkie, szkliste łzy. Płaczące narzędzie. Rzucił mu się w myśl problemat narzędzia, ten sam, co za chło- pięcych lat wyśliznął się z dłoni z porcelanowym pajacem. Pamiętał, jak pajac uderzył o ziemię, jak kalecząc palce, zebrał drogie szcząt- ki, jak je złożył w ładnym pudle z wielkanocnych cukrów i pogrzebał w ogrodzie, pod rozkwitniętym w maju białym bzem. A potem długie lata siedział w altanie na kruczym gnieździe z cichą, jasną panną i po- magał jej rozmotywać kłębki bawełny. Siedział, by patrzeć na smut- ną pannę, jasnowłosą, polską rzeczywistość, na której ramieniu odpo- czywało czarne, głodne ptactwo. I nigdy nic znaleźli początka nitki, a kłębków było bardzo wiele. Stąd wziął pierwsze pojęcie o problemach. Dziś koło skarżyło się przed nim. Stało mu się wielkim obrotnym zerem, jak życzliwe na- pomnienie. Pomiędzy zerem a pierwszą, ledwie pomyślaną, okruszy- ną jednostki czuł zimną, przepastną czeluść. Nijak mu było przebyć ją w skoku. Gdyby tak można runąć na dno opoki bez odgłosu… Byle tylko nie zawisnąć na jałowcu, byle nie zawisnąć… Wiedział, że jest wieczór nad łąkami i nad jego myślą. Rozbite w grę odcieniów barwy dopadły zapadające obłoki, które szły stroj- 18
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Historie maniaków
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: