Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00853 021363 17779378 na godz. na dobę w sumie
Horton Antyreligious. Oprogramowanie antyreligijne - ebook/pdf
Horton Antyreligious. Oprogramowanie antyreligijne - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 93
Wydawca: Self Publishing Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62330-15-7 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> publicystyka >> felietony
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Nie używasz komputera bez zabezpieczeń, prawda? Zabezpiecz i umysł. Zainstaluj oprogramowanie antyreligijne.

Poczuj się bezpiecznie w świecie zdominowanym przez religie.

Bądź wolny od narzucanych siłą poglądów i przesądów. Ciesz się życiem bez
poczucia niższości i winy!

Nie czuj się onieśmielony teologią, tradycją i świętymi księgami.
Przeczytaj i przekonaj się, jak bardzo są wewnętrznie sprzeczne,
nieracjonalne i podejrzane moralnie.

Nie masz się czego wstydzić. Trzeźwe myślenie, racjonalne przekonania i
życie zgodne z wartościami humanistycznymi są o niebo lepsze od
jakiejkolwiek religii i boga.

Jeśli cenisz cięte, ale lekkie pióro i poczucie humoru idące w parze ze
zdecydowaniem w wyrażaniu poglądów - to książka dla Ciebie.

Patronat nakanapie.pl

nakanapie.pl

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

KOŚCIOŁY NA GRUZACH SŁÓW Okupacja języka po raz pierwszy Kościół stosuje wiele sztuczek mających na celu przywłaszczenie sobie cudzej własności. Wbrew pozorom nie chodzi mi tu o zawłaszczanie gruntów, które na potęgę odbywa się w Polsce. Myślę ogólnie o zwyczaju kradzieży: miejsc, dat, myśli i słów, a gdyby się dobrze nad tym zastanowić – prawdopodobnie wytworów ludzkiej aktywności dowolnego rodzaju. Przejmowanie miejsc polega na budowaniu kościołów tam, gdzie stały wcześniej świątynie pogańskie lub domy modlitwy innych wyznań. Ten zwyczaj jest powszechny i nie są niczym zaskakującym znane z historii opowieści o przerabianiu meczetów na kościoły i odwrotnie, dobudowywanie minaretów lub ich burzenie itp. Równie częstą praktyką jest ustalanie terminu świąt kościelnych w tych dniach, w których swoje święta miały podbite ludy, najczęściej pogańskie. Każdy, kto choć raz zastanowił się nad tym, dlaczego rozkład najważniejszych świąt chrześcijańskich, czyli Wielkanocy i Bożego Narodzenia, jest taki dziwny, ż e najpierw w ciągu roku wypadają te, które są wspomnieniem końca ż ycia Jezusa, a dopiero później te związane z jego przyjściem na świat, musiał dojść do wniosku, że to albo zupełny brak logiki, albo szaleństwo, w którym jest jakaś metoda. Metoda rzeczywiście jest. Tam, gdzie najstarsze kultury zaobserwowały zrównanie dnia z € nocą, przesilenie albo inne szczególne dla cyklu rocznego wydarzenia, tam widziały dobry powód do świętowania. A tam, gdzie odbywało się “nie nasze” świętowanie, trzeba było szybko wymyślić sposób na jego ukrócenie. A że łatwiej zmodyfikować, niż całkowicie wykorzenić, stare obyczaje zastępowano nowymi, nie przejmując się ż adną inną logiką niż tylko tą, że nasze musi być na wierzchu. Budowano więc zawsze, jeśli tylko się dało, na miejscu starych świątyń i starych świąt. A co ze słowami? Wszystkie kultury budowały świątynie i wszystkie zbierały się w nich w określonych dniach. Wszystkie mają również € swoich bogów. Jak najłatwiej pozbyć się ich wszystkich? Jak usunąć ich rzeźby, wymazać ich obrazy, wyrugować ich imiona z języków? To dopiero był przebiegły plan. Znów zamiast tępić, postanowiono zastąpić, ale zamiast walczyć z€każdym Thorem i Perkunem z osobna, przekonując, że nasze bóstwo jest tak naprawdę i € jednym, i € drugim, po prostu nazwano nowego boga słowem, którym zwykło się określać wszystkich tamtych razem. Użyć nazwy kategorii jako imienia własnego, to – trzeba przyznać – majstersztyk. Kradzież doskonała. Włamanie wszechczasów. Teraz, gdy tylko ktoś powie cokolwiek o € którymkolwiek z bogów, wezwie go lub odda mu cześć – zawsze możemy powiedzieć, że zwracał się do tego naszego. W mowie nie słychać wielkich liter. Trudno znaleźć dobrą analogię do tego, co się tu wydarzyło. Podobna sytuacja miała miejsce w € języku polskim, kiedy zaczęliśmy nosić “adidasy”, nawet gdy były wyprodukowane przez firmę Nike albo Reebok, i w języku angielskim, gdy odkurzano “hooverem”, chociaż jego producentem był Philips albo Electrolux. Ale wyobraźmy sobie, ż e producent odkurzaczy postanawia nazwać swój nowy produkt Odkurzaczem. Nazwa pospolita, określająca rodzaj przedmiotu, staje się nazwą własną, pisaną z€wielkiej litery. Nagle okazuje się, że gdy słyszę “mój odkurzacz jest świetny”, powinienem się upewnić, czy “O” było wielkie, czy małe (a rzadko kiedy okoliczności sprzyjają takiemu upewnianiu się). Gdy zaś pójdę do sklepu i przypomnę sobie tę opinię, prawdopodobnie zdecyduję się kupić raczej Odkurzacz, a nie Rowentę, Philipsa czy Zelmera. I nieważne, ż e ten doskonały sprzęt AGD, o którym wcześniej usłyszałem, był w rzeczywistości produktem którejś z€tych firm. Istotne, że sztuczka zadziałała. Sprytne, prawda? To samo zrobili spece od budowania na gruzach. Tym razem, zamiast solidnych fundamentów pozostałych po spaleniu dawnej świątyni albo dobrze ugruntowanego przyzwyczajenia do świętowania w określonym dniu, skorzystali z ż ywego języka, którym wszyscy się posługujemy. W jednej chwili wypowiedzi mające od setek lat jeden sens, nagle zaczęły mieć inny. Co więcej, dokonano bardzo sprytnej operacji na naszych mózgach. Nieinwazyjnej, bezbolesnej, bez konieczności przeprowadzenia badań i pozostania po zabiegu w €szpitalu. Nie tylko samo słowo, które mogliśmy wypowiedzieć sami lub usłyszeć od kogoś, zostało zmienione, ale i jego znaczenie. Nagle okazało się, że myśląc to, co wcześniej, myślimy już co innego. Dlatego, kiedy już mamy świadomość tej manipulacji, nie poddawajmy się przymusowi pisania słowa “bóg” wielką literą “bo to imię naszego boga”, tylko powiedzmy: “Najwyraźniej uznaliście, ż e imię nie jest mu potrzebne albo mieliście za mało fantazji, ż eby je wymyślić. Na dodatek jesteście na tyle bezczelni, że ukradliście słowo, które do niego nie należało i kazaliście go nim nazywać. W rezultacie można stwierdzić, że wasz bóg tak naprawdę nie ma imienia, a skoro go nie ma, to nie wiadomo, jak o nim pisać, ale na pewno nie zaczynając od wielkiego ‘B’”. Piszmy o nim “bóg” – bo nim w końcu jest, jak wszyscy inni szanujący się posiadacze imion: Allah, Jahwe albo Zeus. I współczujmy, że nie ma się nawet jak podpisać... Może stąd te dziwne słowne wygibasy, jak “jestem, który jestem” i podpalanie krzaków w€ramach podania tożsamości. - Kto tam? - Ja - Co za “ja”? - Chwila, szukam zapalniczki... 57
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Horton Antyreligious. Oprogramowanie antyreligijne
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: