Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00602 009715 17909429 na godz. na dobę w sumie
Ibis - ebook/pdf
Ibis - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 48
Wydawca: Goneta Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-62041-09-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> kryminał, sensacja, thriller >> thriller, horror
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

„Ibis” to jego debiut literacki. Tematyka książki trudna do zaszufladkowania do odpowiedniego gatunku literackiego. Posiada w sobie elementy książki obyczajowej, fantasy i horroru. Ibis to przezwisko, wymyślone dla siebie przez bohatera książki, archeologa. Akcja toczy się na terenie wykopalisk w okolicy Lublina. Historia zaczyna się właśnie w momencie wykopania trzech niepięknych, starych figurek z brązu. Jedna z nich jest jakaś inna...

RAFAŁ GRODOWSKI — urodzony 12 maja 1971 rok w Krakowie. Absolwent Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Mieszkający w Bielsku-Białej i Warszawie. Pisarstwo to jego druga pasja. Interesuje się literaturą, historią, filmem.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

©Copyrights to: Wirtualne Wydawnictwo „Goneta” Aneta Gonera www.goneta.net ul. Archiwalna 9 m 45, 02-103 Warszawa Okładka: Agnieszka Korfanty info@korfanoart.eu ISBN: 978-83-62041-09-1 Wydanie I Warszawa, grudzie(cid:276) 2009 2 Notka o Autorze: RAFAŁ GRODOWSKI — urodzony 12 maja 1971 rok w Krakowie. Absolwent Ekonomicznej w Katowicach. Mieszkaj(cid:261)cy w Bielsku-Białej i Akademii Warszawie. Pisarstwo to jego druga pasja. Interesuje si(cid:266) literatur(cid:261), histori(cid:261), filmem. „Ibis” to jego debiut literacki. Tematyka ksi(cid:261)(cid:298)ki trudna do zaszufladkowania do odpowiedniego gatunku literackiego. Posiada w sobie elementy ksi(cid:261)(cid:298)ki obyczajowej, fantasy i horroru. Ibis to przezwisko, wymy(cid:286)lone dla siebie przez bohatera ksi(cid:261)(cid:298)ki, archeologa. Akcja toczy si(cid:266) na terenie wykopalisk w okolicy Lublina. Historia zaczyna si(cid:266) wła(cid:286)nie w trzech niepi(cid:266)knych, momencie wykopania starych figurek z br(cid:261)zu. Jedna z nich jest jaka(cid:286) inna... 3 Ibis był zadowolony. Praca posuwała si(cid:266) szybko. Nie narzekał. Jego koledzy przygotowali wszystko znacznie szybciej, ni(cid:298) si(cid:266) spodziewał. Miejsce oznaczone liter(cid:261) „C” kryło — jak od razu zauwa(cid:298)ył — sporo ciekawych informacji. Pierwsze (cid:286)lady człowieka datowały si(cid:266) na okres II i III wieku przed nasza er(cid:261). Nie s(cid:261)dził, (cid:298)e co(cid:286) takiego znajdzie tutaj. Teren wydawał si(cid:266) z pozoru zupełnie nieciekawy. Okazało si(cid:266) jednak inaczej. Kilka figurek, a tak(cid:298)e par(cid:266) przedmiotów z br(cid:261)zu stanowiło dowód, (cid:298)e teren ten był dawno temu zamieszkany. Teraz nikt tu nie mieszkał i, o ile Ibis przypuszczał, to w tej kwestii nast(cid:261)pi za jaki(cid:286) czas du(cid:298)a zmiana. Za jaki(cid:286) czas powstanie tu spory hotel. Inwestor, zmuszony udzielon(cid:261) mu zgod(cid:261), zlecił przeprowadzenie bada(cid:276) archeologicznych. Te badania prowadził zespół, do którego nale(cid:298)ał Ibis. Dla inwestora było to pewnego rodzaju utrudnienie, jednak(cid:298)e nie wycofał si(cid:266). Uznał, (cid:298)e inwestycja jest warta dodatkowych kosztów. Zreszt(cid:261) miejsce pod hotel było wymarzone. Roztocze — niedawno odkryte przez polskich turystów po raz kolejny. Miejsce znane od wielu ju(cid:298) pokole(cid:276) — teraz prze(cid:298)ywało nie wiadomo który ju(cid:298) renesans. Co rusz w mediach słyszy si(cid:266) o Roztoczu. Wspaniałe krajobrazy i nie tylko. ju(cid:298) w innych Swoista atmosfera, która regionach kraju prawie bezpowrotnie zagin(cid:266)ła. Tutejsze wioski, oczywi(cid:286)cie ju(cid:298) stechnicyzowane, zachowały sielsko(cid:286)ć dawnych lat. Tutaj, na wschodzie Polski, mo(cid:298)na niekiedy jeszcze odnie(cid:286)ć wra(cid:298)enie, (cid:298)e technika nie pokonała ludzi. Roztocze ze swoim wspaniałym krajobrazem nie poddało si(cid:266) jej tak łatwo. Jednak nowe, czyli hotele i o(cid:286)rodki turystyczne, tak(cid:298)e i tutaj si(cid:266) pojawi(cid:261). Dla Ibisa był to pewien paradoks. Wielu jego znajomych przyje(cid:298)d(cid:298)a tu, aby uciec od nowoczesno(cid:286)ci, ale ich przyjazdy 4 przyci(cid:261)gaj(cid:261) wraz z nimi nowoczesne obiekty, lepsze drogi i przede wszystkim pozbawiaj(cid:261) Roztocze tego, co jest jego atrakcj(cid:261) — natur(cid:266). Dla Ibisa, który od lat zamiast swoim imieniem posługiwał si(cid:266) tym „ptasim” pseudonimem, natura była to(cid:298)sama z histori(cid:261). Zwłaszcza t(cid:261) z dawnych lat i wieków. Kochał histori(cid:266), kochał te(cid:298) archeologi(cid:266). Kochał to, co stare. Wybieraj(cid:261)c kierunek studiów, wybrał ten zwi(cid:261)zany z bardziej odległymi czasami. Archeologia. Gdy powiedział o tym rodzicom, byli zdumieni, wr(cid:266)cz przera(cid:298)eni. Uwa(cid:298)ali, (cid:298)e to jest spory bł(cid:261)d. Podobnie my(cid:286)lał jego brat i wielu jego znajomych. Dla nich był to pomysł z minionych lat, gdy wielu szło na ten kierunek, bo była to wtedy okazja do ucieczki z absurdu komunistycznego i mo(cid:298)liwo(cid:286)ć wyjazdów za granic(cid:266). Ale teraz? Rodzice nie mogli go zrozumieć. Dzi(cid:286), w 2009 roku Ibis miał prawie 30 lat i nie (cid:298)ałował decyzji. Kochał to, co robił, a tak(cid:298)e potrafił si(cid:266) z tego utrzymać. Jego pasj(cid:261) była niejako jego praca. Owszem robił te(cid:298) i inne rzeczy, ale to archeologia pochłaniała go najbardziej. Dzi(cid:286) miał udany dzie(cid:276). Nie wykopał mo(cid:298)e niczego bardzo warto(cid:286)ciowego, ale były to przedmioty (cid:286)wiadcz(cid:261)ce, (cid:298)e jego pocz(cid:261)tkowe przypuszczenia sprawdziły si(cid:266). Na tym terenie ile(cid:286) wieków temu (cid:298)yli w tym miejscu ludzie. Mieli domy, rodziny, uprawiali rol(cid:266), grzebali zmarłych. Ibis miał nadziej(cid:266), (cid:298)e tu wła(cid:286)nie t(cid:266) kultur(cid:266) znajdzie. Nie było to mo(cid:298)e wielkie odkrycie, nic znacz(cid:261)cego dla współczesnej archeologii. Jemu samemu jednak dawało poczucie dojrzało(cid:286)ci zawodowej. A to dla ka(cid:298)dego ma du(cid:298)e znaczenie. Przede wszystkim za(cid:286) dla osób pracuj(cid:261)cych w jego profesji. Wieczorem, siedz(cid:261)c w domu, jeszcze raz ogl(cid:261)dał niektóre ze znalezisk. Zabrał je ze sob(cid:261). Chciał im si(cid:266) przyjrzeć na spokojnie i jutro zanie(cid:286)ć na miejsce wykopalisk. Tam, gdzie wszystkie rzeczy z tych wykopalisk były gromadzone i pieczołowicie katalogowane. Zdawał sobie spraw(cid:266), (cid:298)e łamie nieco zawodowy regulamin. Nie powinien niczego zabierać ze sob(cid:261). Ale przecie(cid:298) — jego zdaniem — nie były to cenne 5 przedmioty, a jego zainteresowanie nimi nie oznaczało wcale, (cid:298)e zamierza je sobie przywłaszczyć. Jutro je przecie(cid:298) odda. Uwa(cid:298)ał si(cid:266) za uczciwego człowieka i nie zamierzał tego zmieniać. Te kilka figurek z br(cid:261)zu, które teraz ogl(cid:261)dał, rzeczywi(cid:286)cie nie były dziełami sztuki. Ich warto(cid:286)ć to przede wszystkim lata, jakie prze(cid:298)yły, czyli czas od kiedy je Ibisa zawsze było ciekawe, co przedmioty by stworzono. Dla powiedziały, gdyby mówiły. Taki na przykład banknot lub moneta. W ilu r(cid:266)kach były? Ile osób kupowało za nie ró(cid:298)ne złe b(cid:261)d(cid:296) dobre rzeczy. Paradoksalnie, jedna moneta mogła być w r(cid:266)ku zarazem (cid:286)wi(cid:266)tego, a potem wielkiego grzesznika, nawet takiego, który potem mógł si(cid:266) nawrócić. Takie przedmioty miały niesamowit(cid:261) histori(cid:266). Istniały przez tyle epok i stuleci. Były niemymi i niewidz(cid:261)cymi (cid:286)wiadkami zdarze(cid:276). Zdarze(cid:276), które zmieniły (cid:286)wiat i przez ludzi s(cid:261) niekiedy okre(cid:286)lane mianem epokowych. Ibis był pewien, (cid:298)e te dwie figurki przedstawiaj(cid:261)ce kobiety i ta przedstawiaj(cid:261)ca m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:266) tak(cid:298)e kryły w sobie jak(cid:261)(cid:286) histori(cid:266). Kto(cid:286) je miał w dłoniach. Kto(cid:286) darzył je, je(cid:286)li nie uczuciem, to przynajmniej jak(cid:261)(cid:286) sympati(cid:261). Mo(cid:298)e kto(cid:286) dla nich zabił albo mo(cid:298)e były one (cid:286)wiadkiem morderstwa. Kto(cid:286) wreszcie je zakopał. Dlaczego? Tam, gdzie Ibis je znalazł, nie było (cid:298)adnych ko(cid:286)ci. Zwyczajowo przecie(cid:298) takie rzeczy znajdywano w grobach. Tutaj, jak na razie, nie było (cid:298)adnych ko(cid:286)ci. Zreszt(cid:261) po tylu wiekach w tego typu gruncie mogłyby nie przetrwać. Dla te Ibisa figurki przede wszystkim były przedmiotami historycznymi, które uwielbiał. Chciał, aby do niego przemówiły. Opowiedziały mu, co widziały i co prze(cid:298)yły. 6 Była ju(cid:298) prawie północ, gdy poło(cid:298)ył si(cid:266) spać. Jego narzeczona, z któr(cid:261) miał za niecałe trzy miesi(cid:261)ce wzi(cid:261)ć (cid:286)lub, wysłała mu jeszcze sms z (cid:298)yczeniami dobrej nocy. Ula była u rodziców. Mieszkała z nimi. Lublin był jej miejscem pracy, ale teraz jako licealny psycholog miała wakacje. Rzadko, jedynie w weekendy, przybywała do tego akademickiego miasta. Przybywała przede wszystkim dla Ibisa. Aby si(cid:266) z nim zobaczyć. Nawet ona, choć pocz(cid:261)tkowo u(cid:298)ywała jego imienia, z czasem zacz(cid:266)ła go nazywać tym dziwnym pseudonimem. Kiedy(cid:286) Ibis powiedział jej, (cid:298)e Ibisem stał si(cid:266) za młodu, gdy w jednym z ogrodów zoologicznych przygl(cid:261)dał si(cid:266) tym rzadkim ptakom, a jego starsza siostra powiedziała, (cid:298)e od tej wizyty zacz(cid:261)ł wyci(cid:261)gać szyj(cid:266) jak one. Najpierw dla siostry na kilka dni stał si(cid:266) Ibisem, ale potem prawie z dnia na dzie(cid:276) przeszło to na jego kolegów. Tak mocno i trwale, (cid:298)e gdy poszedł do liceum, od razu za(cid:298)(cid:261)dał, aby tak go nazywano. I tak zostało. Jedynie jego rodzice jako(cid:286) nie dali si(cid:266) przekonać. Dla nich funkcjonował pod swym zwykłym imieniem. Imieniem, które lubił, ale u(cid:298)ywał jedynie oficjalnie. Ibis długo nie mógł zasn(cid:261)ć. Nie my(cid:286)lał prawie o niczym. Sen nie przychodził. W ko(cid:276)cu jednak dopadł go — jak mówił Mickiewicz — ten brat (cid:286)mierci i zasn(cid:261)ł. Musiał wstać o siódmej rano. Budzik, a wła(cid:286)ciwie telefon nieubłaganie dzwonił. Jego komórka, która pełniła rol(cid:266) nie tylko telefonu, ale i kalkulatora, budzika, aparatu fotograficznego i zabawki, miała wyj(cid:261)tkowo niezno(cid:286)ny alarm. Ibis sam go wybrał, bo miał t(cid:266) zalet(cid:266), (cid:298)e momentalnie budził. Tak te(cid:298) było tym razem. Pospieszne (cid:286)niadanie, jeszcze szybsza toaleta poranna i ju(cid:298) o wpół do ósmej siedział w swojej toyocie i ju(cid:298) miał ruszać, gdy nagle zdecydował si(cid:266) powrócić do mieszkania. Figurki zabrane wczoraj do domu. Zapomniał o nich zupełnie. Trzy zrobione z br(cid:261)zu figurki czekały na niego. Gdy wrócił do mieszkania, od razu zabrał te przedstawiaj(cid:261)ce kobiety. Bo tylko te 7 znalazł. Trzecia przedstawiaj(cid:261)ca prawdopodobnie osobnika płci m(cid:266)skiej po prostu gdzie(cid:286) wsi(cid:261)kła. Szybko przepatrzył dwa pokoje i kuchni(cid:266). Nie było jej. Dla niego było to dziwne, bo przecie(cid:298) pewien był, (cid:298)e jej nie ruszał z biurka. Był pewien, (cid:298)e j(cid:261) tam zostawił. Spojrzał jeszcze w dół. Dla niego jako dla bałaganiarza podłoga była ostatnim miejscem, gdzie mógł jej szukać. Ale, niestety, te(cid:298) jej nie mógł tam znale(cid:296)ć. Upłyn(cid:261)ł kwadrans. Ibis w ko(cid:276)cu zdecydował si(cid:266) jechać do pracy. Na szcz(cid:266)(cid:286)cie miał niedaleko. Teraz miał prac(cid:266) niejako pod nosem — w tym samym mie(cid:286)cie. Od domu do pracy dzieliło go tylko kilkana(cid:286)cie kilometrów. Było to prawdziwe zrz(cid:261)dzenie Opatrzno(cid:286)ci. Mógł mieszkać nie gdzie(cid:286) tam, jak to wielokrotnie bywało, na przykład niekiedy w przyczepie kempingowej albo nawet w namiocie, ale u siebie. Miał odskoczni(cid:266) od pracy i od zespołu, z którym współpracował. Jechał teraz i my(cid:286)lał głównie o figurkach. Był pewien, choć oczywi(cid:286)cie coraz mniej, (cid:298)e zabrał ze sob(cid:261) do domu trzy. Co powie kolegom? Postanowił, (cid:298)e sam nic nie powie, a jak go zapytaj(cid:261), to powie, (cid:298)e brakuj(cid:261)ca figurka jest pewnie w domu i jutro j(cid:261) przywiezie. B(cid:266)dzie miał czas, aby jeszcze raz j(cid:261) obejrzeć. Bo jak s(cid:261)dził — na pewno j(cid:261) znajdzie. Dzie(cid:276) w pracy upłyn(cid:261)ł Ibisowi zwyczajnie. Rzeczywi(cid:286)cie od razu oddał dwie figurki, ale jedna z kole(cid:298)anek Wiola zauwa(cid:298)yła brak trzeciego pos(cid:261)(cid:298)ka. Jej pytanie Ibis zbył stwierdzeniem, (cid:298)e le(cid:298)y u niego na biurku. A on chce j(cid:261) dokładnie obejrzeć. Jutro j(cid:261) z rana przywiezie i odda jej do r(cid:261)k własnych. Wiola w całej ekipie była odpowiedzialna za katalogowanie i nadzór nad znalezionymi przedmiotami. Dla niego jedn(cid:261) z drobnych zalet jego zawodu były obiady jedzone pod gołym niebem. Firma, która ich wynaj(cid:266)ła, a wła(cid:286)ciwie, która musiała ich wynaj(cid:261)ć, serwowała wszystkim obiady z firmy cateringowej. Nie była to rewelacja, ale jemu zawsze odpowiadała ta forma jedzenia. Nie musiał w domu gotować, tej czynno(cid:286)ci po prostu nie lubił. Teraz był sierpie(cid:276), 8 lato w pełni, było ciepło. Miał czas na pokrzepienie sił i na telefonowanie. W czasie przerwy obiadowej zadzwonił do Uli. Ona te(cid:298) u rodziców jadła obiad. Nie mówił jej wiele o swojej pracy. Owszem zapytała go, czy i tym razem co(cid:286) wykopał. Stwierdził, (cid:298)e tak. Temat wykopalisk został jednak od razu porzucony. Przeszli do innego tematu. Był dzi(cid:286) czwartek i Ula miała wpa(cid:286)ć do Ibisa w sobot(cid:266). Potem pod wieczór mieli razem jechać do jej rodziców. Weekend mieli sp(cid:266)dzić niejako rodzinnie. Za jaki(cid:286) czas w ko(cid:276)cu (cid:286)lub i byłoby dobrze, gdyby Ibis lepiej poznał jej rodziców. Widział ich ju(cid:298) wielokrotnie, a ka(cid:298)de spotkanie ułatwiało wzajemne i zrozumienie. Tak przynajmniej s(cid:261)dziła Ula, której poznanie psychologiczne wykształcenie umacniało przekonanie, (cid:298)e kontakty mi(cid:266)dzyludzkie zbli(cid:298)aj(cid:261) i pogł(cid:266)biaj(cid:261) relacje. Ibis niejako podzielał ten pogl(cid:261)d. Rozmowa zako(cid:276)czyła si(cid:266) telefonicznymi ucałowaniami i oczekiwaniem soboty. Reszta dnia upłyn(cid:266)ła Ibisowi na zwykłej pracy. Teren, gdzie konieczne były gł(cid:266)bsze prace, okazał si(cid:266) nie taki du(cid:298)y, jak s(cid:261)dzono, i mniej bogaty w znaleziska. Niewielka ilo(cid:286)ć ludzkich ko(cid:286)ci znalezionych dzisiaj sugerowała, (cid:298)e mógł si(cid:266) tu jednak znajdować cmentarz. Dla Ibisa była to ciekawa informacja. Pierwotnie zakładał, (cid:298)e nie dokonywano tu tu małe pochówku w zamierzchłych wiekach. Pomylił si(cid:266). Było cmentarzysko. Nie było ono zbyt rozległe i to, co odkopano, wskazywało, (cid:298)e dawny cmentarz był słabo zachowany. Po osiemnastej, gdy sierpniowy upał jeszcze doskwierał, Ibis pojechał z powrotem do domu. Jego koledzy, mieszkaj(cid:261)cy na miejscu w przyczepach kempingowych kontynuowali prac(cid:266). Po drodze zrobił zakupy i po chwili był ju(cid:298) w swoim domu. Miał teraz czas tylko dla siebie. Zupełnie nie zm(cid:261)cony sprawami zawodowymi ani (cid:298)adnymi innymi. Le(cid:298)ał jedynie w krótkich spodenkach na łó(cid:298)ku, bez 9 koszulki, patrzył w sufit i popijał chłodn(cid:261) wyci(cid:261)gni(cid:266)t(cid:261) z lodówki coca-col(cid:266). T(cid:266) sielanki przerwał sms. To jedynie operator oferował korzystniejsz(cid:261) dla niego zmian(cid:266) taryfy. Ibis wstał i poszedł do kuchni. Zanim jednak do niej doszedł, przypomniał sobie o zostawionej figurce. Rozejrzał si(cid:266) po du(cid:298)ym pokoju. Nie było jej tu. Zajrzał do sypialni, te(cid:298) jej nie było. Sprawdził szuflady , równie(cid:298) bezskutecznie. Usiadł w fotelu i postanowił sobie przypomnieć, co z ni(cid:261) wczoraj robił. Jedyne, co kojarzył, to to, (cid:298)e siedział przy biurku. Tu zreszt(cid:261) rano dwie pochodz(cid:261)ce sprzed narodzenia Chrystusa figurki czekały na niego. Trzeciej nie było. Ibis dalej nie potrafił jej znale(cid:296)ć. Nawet w szafkach kuchennych szukał wczorajszej zguby. Było ju(cid:298) grubo po ósmej, sło(cid:276)ce ju(cid:298) prawie zachodziło, gdy wszedł do łazienki. Figurka stała na brzegu naro(cid:298)nika wanny oparta o dwie stykaj(cid:261)ce si(cid:266) (cid:286)ciany. Ibis nie przypominał sobie, by j(cid:261) tam postawił. Ale skoro tam była, to uznał, (cid:298)e musiał j(cid:261) tam zanie(cid:286)ć. — Tu ci(cid:266) mam! — wykrzykn(cid:261)ł, nie wiadomo do niej czy do siebie. — Wrócisz do swoich kole(cid:298)anek. Tyle si(cid:266) ciebie naszukałem! Ibis wyszedł z łazienki i poło(cid:298)ył figurk(cid:266) w du(cid:298)ym pokoju na samym (cid:286)rodku starego okr(cid:261)głego, odziedziczonego po babci stołu, który mimo swojego wieku doskonale pasował do tego pokoju wypełnionego starymi, typowo przedwojennymi meblami. Obok figurki poło(cid:298)ył komórk(cid:266). Stare s(cid:261)siadowało z nowoczesnym. Dwie rzeczy, zdecydowanie najstarsza i chyba najmłodsza w jego mieszkaniu le(cid:298)ały obok siebie. Ta młodsza miała pilnować starszej. Rano, dzwoni(cid:261)c i budz(cid:261)c Ibisa, miała dać znać, (cid:298)e trzeba zabrać figurk(cid:266) do auta. Mecz, który obejrzał w telewizji, nie zachwycił go. Poziom, jak na eliminacje Ligi Mistrzów, nie był wysoki. Co jaki(cid:286) czas przeskakiwał po ró(cid:298)nych kanałach. Pod koniec drugiej połowy zadzwonił telefon. Jego kolega, Jerzy, zapraszał go na imprez(cid:266). Tak(cid:261) m(cid:266)sk(cid:261) nasiadówk(cid:266). Jak za dawnych lat, gdy mieli po dwadzie(cid:286)cia dwa lata i mieszkali w akademiku. 10 Jerzy był architektem. Znali si(cid:266), mimo (cid:298)e studiowali na ró(cid:298)nych kierunkach, i do tej pory utrzymywali ze sob(cid:261) kontakt. Ibis musiał odmówić, bo sobot(cid:266) miał ju(cid:298) zaj(cid:266)t(cid:261). Miał j(cid:261) sp(cid:266)dzić z Ul(cid:261). tu(cid:298) przy łó(cid:298)ku. To i poło(cid:298)ony Poło(cid:298)ył si(cid:266) spać i, podobnie jak wczoraj, tego wieczoru te(cid:298) nie mógł zasn(cid:261)ć. Było ju(cid:298) po północy, gdy przypomniał sobie o telefonie i figurce. Nowoczesny stra(cid:298)nik i budzik, jakim stała si(cid:266) jego komórka, został przez niego u(cid:298)yty telefon od Jerzego spowodował, (cid:298)e komórka nie le(cid:298)ała ju(cid:298) na stole i nie pilnowała figurki. Ibis postanowił wstać i przenie(cid:286)ć j(cid:261) tam, gdzie miała czekać na poranek. Wszedł do pokoju i podszedł do stołu. Na stole było pusto. Figurka z br(cid:261)zu nie czekała na telefon. Porzucona przez elektronicznego nadzorc(cid:266) sama równie(cid:298) gdzie(cid:286) znikn(cid:266)ła. Dla Ibisa było to niezrozumiale. Nie narzekał nigdy na pami(cid:266)ć, a tego, (cid:298)e j(cid:261) tu zostawił, był pewien. Przez chwil(cid:266) pomy(cid:286)lał, (cid:298)e gdy zabrał telefon, to wzi(cid:261)ł i figurk(cid:266), ale od razu odrzucił ten pomysł. Dobrze pami(cid:266)tał chwil(cid:266), jak podszedł do telefonu. Od razu pomy(cid:286)lał, (cid:298)e zostawia figurk(cid:266) niejako sam(cid:261). Był pewien, (cid:298)e jej nie brał, (cid:298)e zostawił j(cid:261) na wyznaczonym miejscu. Usiadł w fotelu. Było mu troch(cid:266) chłodno. Narzucił na siebie le(cid:298)(cid:261)cy obok szary sweter. Poszedł do kuchni i zrobił sobie gor(cid:261)cej herbaty z cytryn(cid:261). Chciał odsapn(cid:261)ć i nie kła(cid:286)ć si(cid:266) spać, aby nie my(cid:286)leć o figurce. Jutro, a wła(cid:286)ciwie dzi(cid:286), w pi(cid:261)tek, musiał j(cid:261) zwrócić. Mo(cid:298)e nie musiał — ale powinien. Nikt mu głowy nie urwie, jak jej w ogóle nie odda. Wtedy jednak generalnie podpadnie wszystkim. Ka(cid:298)dy b(cid:266)dzie miał go na oku. Zaczn(cid:261) si(cid:266) komentarze i z czasem koledzy przestan(cid:261) mu ufać. Jak co(cid:286) znajdzie, ka(cid:298)dy uzna, (cid:298)e znalazł co(cid:286) jeszcze i zabrał to sobie. W jego bran(cid:298)y była specyficzna forma uczciwo(cid:286)ci. To, co wykopało si(cid:266) z ziemi, nale(cid:298)ało pokazać innym. Jak nie odda figurki, ka(cid:298)dy uzna, (cid:298)e złamał t(cid:266) zasad(cid:266). A tego nie chciał. Zreszt(cid:261) on sam chciał j(cid:261) oddać. Ale, niestety, nie mógł. Figurka, jak Ibis przyznał, nie chciała go opu(cid:286)cić. To spostrze(cid:298)enie uznał 11 ju(cid:298) pierwsza. Było za zabawne, ale po chwili stwierdził, (cid:298)e to mo(cid:298)e i prawda. M(cid:266)(cid:298)czyzna z br(cid:261)zu nie chciał opu(cid:286)cić m(cid:266)(cid:298)czyzny zrobionego z (cid:298)ywych komórek. Chciał tu pozostać. Ibis chciał go odnale(cid:296)ć i nawet pod przymusem usun(cid:261)ć z domu. Uwa(cid:298)ał, (cid:298)e facet nie powinien mieszkać z facetem. Przestał lubić tego natr(cid:266)tnego lokatora. Chciał znowu być tutaj sam. Jedyne towarzystwo, którego pragn(cid:261)ł, to towarzystwo Uli. (cid:297)adnego m(cid:266)(cid:298)czyzny tutaj nie potrzebował. Zwłaszcza takiego. Wstał i zacz(cid:261)ł szukać natr(cid:266)ta. Dochodziła jasne, (cid:298)e b(cid:266)dzie niewyspany. A rano musiał z figurk(cid:261) jechać do pracy. Poszukiwania w mieszkaniu, sk(cid:261)din(cid:261)d nie takim du(cid:298)ym, według niego powinny być łatwe. Ibis postanowił zacz(cid:261)ć od łazienki. Tym razem jednak nikt tam na niego nie czekał. Poszukiwania w pokojach te(cid:298) nic nie dały. Było ju(cid:298) grubo po drugiej, gdy zm(cid:266)czony podszedł do lodówki, by wzi(cid:261)ć mleko. Kawa z mlekiem miała go postawić na nogi, a sen oddalić a(cid:298) do nast(cid:266)pnego dnia. Znalazł figurk(cid:266). Nie potrafił sobie przypomnieć, by j(cid:261) tu kładł. Uznał za nieprawdopodobne, aby wło(cid:298)yć stare znalezisko do lodówki. Była ju(cid:298) prawie trzecia, gdy gospodarz mieszkania le(cid:298)ał ju(cid:298) wreszcie w łó(cid:298)ku. Odezwał si(cid:266) wtedy jego le(cid:298)(cid:261)cy na stole telefon. Zadzwonił tylko raz. Tak (cid:298)e gdy Ibis dobiegł do niego, nieznany rozmówca si(cid:266) rozł(cid:261)czył. Numer był mu nie znany. Ibis oddzwonił. Był to numer budki telefonicznej. „Pewnie kto(cid:286) si(cid:266) pomylił” — pomy(cid:286)lał. Zamkn(cid:261)ł figurk(cid:266) w szafce stoj(cid:261)cej przy łó(cid:298)ku i na te par(cid:266) godzin poło(cid:298)ył si(cid:266) spać. Kawy nie wypił i dzi(cid:266)ki temu szybko zasn(cid:261)ł. Rano, od razu, aby nie zapomnieć, zabrał figurk(cid:266) do samochodu. W pracy był par(cid:266) minut po godzinie ósmej. Niektórzy z jego kolegów przygotowywali ju(cid:298) teren pod kolejne wykopaliska. Była to (cid:298)mudna i czasochłonna praca, której on zwykle starał si(cid:266) unikać. Nie przepadał za tym pierwszym wbijaniem łopaty, mierzeniem gruntu. On wolał ju(cid:298) wej(cid:286)ć na teren nieco oczyszczony. Ibis po krótkiej rozmowie i przywitaniu si(cid:266) i mleko, i 12 ze swoim szefem Michałem podszedł do samochodu, aby zwrócić Wioli zabran(cid:261) z domu figurk(cid:266). Otworzył samochód, ale na tylnym siedzeniu, gdzie pod swoj(cid:261) kurtk(cid:261) przeciwdeszczow(cid:261) umie(cid:286)cił m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:266) z br(cid:261)zu, nic nie znalazł. Zerkn(cid:261)ł poni(cid:298)ej siedzenia. Tam te(cid:298) nic nie było. Figurka nigdzie nie spadła. Podszedł wi(cid:266)c do Wioli i pocz(cid:261)ł si(cid:266) tłumaczyć, (cid:298)e znowu zapomniał figurki. Było to oczywiste kłamstwo, ale na jego szcz(cid:266)(cid:286)cie Wiola machn(cid:266)ła r(cid:266)ka i powiedział mu, (cid:298)eby j(cid:261) sobie zatrzymał. Nic w ko(cid:276)cu przecie(cid:298) si(cid:266) nie stanie, a nie była a(cid:298) taka cenna. Ibis był zadowolony z jej propozycji. Uchroniła go ona przed konieczno(cid:286)ci(cid:261) wyja(cid:286)niania i opowiadania rzeczy, w które nikt by nie uwierzył. Uznał jednak, (cid:298)e mogła mu to powiedzieć wczoraj, to nie musiałby jej poszukiwać przez pół nocy. Nie potrafił jednak zrozumieć tego, (cid:298)e znowu zapomniał j(cid:261) zabrać. O ile wczoraj zostawił j(cid:261) w domu, to dzi(cid:286) był pewien, (cid:298)e wło(cid:298)ył j(cid:261) do samochodu. Nie mógł si(cid:266) mylić. A jednak starej figurki nie było. Poza tym zamieszaniem z figurk(cid:261) ostatni jego dzie(cid:276) pracy tego tygodnia upływał spokojnie. Nie znaleziono nic ciekawego. To, co odkopano, to kilka glinianych skorup, które kiedy(cid:286) były zapewne naczyniami u(cid:298)ywanymi w poga(cid:276)skiej kuchni. Była godzina czternasta, gdy do Ibisa podszedł Paweł z informacj(cid:261), (cid:298)e Wiola (cid:296)le si(cid:266) poczuła i pojechała do domu do Radomia. Nagle dostała gor(cid:261)czki i wła(cid:286)ciwie to ju(cid:298) jej si(cid:266) teraz zacz(cid:261)ł weekend. Dla Ibisa ta informacja nic nie znaczyła. Jakkolwiek lubił Wiol(cid:266), to przecie(cid:298) jej gor(cid:261)czka nie powinna być dla niego powodem do zmartwie(cid:276). Uznał informacj(cid:266). Wieczorem około wpół do siódmej wrócił do domu. Tu jego zmartwienia nabrały realnego kształtu. Figurka stała na stole tam, gdzie miała sp(cid:266)dzić cał(cid:261) ubiegł(cid:261) noc. Dla Ibisa, który zawsze twardo st(cid:261)pał po ziemi, było to bardzo niezrozumiałe, po prostu niemo(cid:298)liwe. Było zdecydowanie co(cid:286) nie tak albo z figurk(cid:261), albo z nim. Mo(cid:298)e to on miał zaniki pami(cid:266)ci, to za zwykł(cid:261) 13 mo(cid:298)e robił co(cid:286), czego nie pami(cid:266)tał. Bo trudno mu było uwierzyć w to, (cid:298)e figurka sama si(cid:266) przemieszcza. Dla niego było niemal pewne, (cid:298)e j(cid:261) zabrał do samochodu. Tymczasem ona stała tam, gdzie pierwotnie miała sp(cid:266)dzić ubiegł(cid:261) noc. Nie sp(cid:266)dziła, bo zaniósł j(cid:261) do swojej szafki nocnej. Ibis siedział w fotelu i my(cid:286)lał o całej sprawie, trzymaj(cid:261)c figurk(cid:266) w r(cid:266)ku. Przyjrzał si(cid:266) jej dobrze. Była zniszczona, nawet trudno było dostrzec, (cid:298)e przedstawiała m(cid:266)(cid:298)czyzn(cid:266). Miała zaledwie pi(cid:266)tna(cid:286)cie centymetrów wysoko(cid:286)ci, była w miar(cid:266) ci(cid:266)(cid:298)ka, ale nawet dla niego, archeologa, nie była niczym wyj(cid:261)tkowym. Jakkolwiek wiekowa, to nie tylko kiepsko zachowana, ale zrobiona przez kiepskiego artyst(cid:266). Była pierwszym i jedynym przedmiotem wykopanym przez niego, który posiadał jakby na własno(cid:286)ć. Choć wcale tak siedział, przypomniał sobie, (cid:298)e jak zabierał je we (cid:286)rod(cid:266) do domu, to t(cid:266) figurk(cid:266) wzi(cid:261)ł niejako na dokładk(cid:266). Tamte dwie, przedstawiaj(cid:261)ce kobiety, wydały mu si(cid:266) interesuj(cid:261)ce. Ta zupełnie nie. Mimo to zdziwiło go, (cid:298)e Wiola pozwoliła mu j(cid:261) zabrać. Miała nadzór nad tym, co wykopano z ziemi, i przewa(cid:298)nie nie pozwalała niczego zabrać. Nawet tego, co było nieciekawe. Przypomniał sobie, (cid:298)e jest chora. Wyszukał jej numer telefonu i zadzwonił do niej. Była ósma wieczorem i miał nadziej(cid:266), (cid:298)e nie b(cid:266)dzie jeszcze spała i (cid:298)e ju(cid:298) najgorsza gor(cid:261)czka min(cid:266)ła. Kto(cid:286) z drugiej strony odebrał telefon. Była to Wiola. tego nie chciał. Teraz, gdy — Cze(cid:286)ć, jak si(cid:266) czujesz? To ja, Ibis. — Ju(cid:298) mi lepiej, ale dwie godziny temu miałam prawie 39, teraz nieco ponad 38. Chyba nie umr(cid:266) — odpowiedziała. Jej głos był zm(cid:266)czony i mo(cid:298)na było usłyszeć, (cid:298)e z trudem mówi. — To dobrze. Wiesz Wiolu, chc(cid:266) ci(cid:266) o co(cid:286) zapytać... ale odpowiedz mi szczerze. Dlaczego pozwoliła(cid:286) mi zabrać t(cid:266) figurk(cid:266) ? — Powiem tak. Nie spodobała mi si(cid:266). Jest tak dziwna... nawet bym powiedziała, (cid:298)e brzydka. Te dwie pozostałe s(cid:261) ładniejsze. Mo(cid:298)e dlatego, 14 (cid:298)e to kobiety... a czemu w ogóle pytasz ? Nie chcesz jej, czy te(cid:298) odwrotnie — bardzo ci si(cid:266) spodobała ? — To dziwne... ale wczoraj nie mogłem jej znale(cid:296)ć. A potem wchodz(cid:266) do łazienki i jest. Ci(cid:261)gle j(cid:261) jako(cid:286) gubi(cid:266). Nie pami(cid:266)tam, gdzie j(cid:261) poło(cid:298)yłem. Ale teraz mam j(cid:261) ze sob(cid:261). Siedz(cid:266) w fotelu i si(cid:266) jej przygl(cid:261)dam. I wiesz Wiolu, rzeczywi(cid:286)cie nie wydaje mi si(cid:266) pi(cid:266)kna. Zreszt(cid:261) od razu to zauwa(cid:298)yłem. To pierwsza taka rzecz jak(cid:261) mam w domu. — Gubisz j(cid:261)? Mo(cid:298)e jest jaka(cid:286) zaczarowana? Ibis, musz(cid:266) ko(cid:276)czyć. Jednak (cid:296)le si(cid:266) czuj(cid:266). — Dobranoc Wiolu. Zdrowiej. Ibis odło(cid:298)ył telefon, który momentalnie zapikał, (cid:298)e bateria jest wyczerpana. Nie tylko bateria wyczerpana, ale jego konto opustoszało. Nie miał abonamentu. Telefon na kart(cid:266) miał dla niego t(cid:266) zalet(cid:266), (cid:298)e ładował go, gdy chciał i gdy musiał. Wstał i poszedł do otwartego jeszcze przez chwil(cid:266) kiosku, gdzie postanowił doładować swoje konto. Wracaj(cid:261)c, omal nie wpadł pod p(cid:266)dz(cid:261)cy samochód. Kierowca jechał zbyt szybko, a on cudem uskoczył. Niedoszły sprawca został jednak szybko ukarany, gdy(cid:298) zaraz zatrzymała go policja. Dla Ibisa był to dowód, (cid:298)e jego krzywda została pomszczona. On, choć te(cid:298) łamał przepisy, nigdy tak brawurowo nie je(cid:296)dził. Wrócił do domu i podszedł do stołu. Figurka stała tam, gdzie j(cid:261) zostawił. Uznał to za dobry znak. Było jasne, (cid:298)e si(cid:266) nie porusza. Jasne, choć sam gospodarz mieszkania nie był tego tak do ko(cid:276)ca pewien. Ibis poło(cid:298)ył si(cid:266) spać do(cid:286)ć pó(cid:296)no. Burza, która trwała za oknem nie była mo(cid:298)e zbyt silna, jednak(cid:298)e deszcz uderzał miarowo i jednostajnie o szyby. Cisza nocy przerywana była jedynie d(cid:296)wi(cid:266)kiem kropel deszczu. Ibis lubił ten odgłos. Tu w mieszkaniu czuł si(cid:266) bezpiecznie. Nic mu nie groziło. Korzystał z tych uroków deszczu, które lubił. D(cid:296)wi(cid:266)ku kropel, 15 roz(cid:286)wietlonego wieczornego nieba i odgłosów burzy. Przypomniał sobie teraz, jak rok temu, w czasie burzy siedział w namiocie na jakim(cid:286) wykopalisku na Pomorzu. Siedział i był cały mokry. Teraz, tu u siebie, nic takiego mu nie groziło. Jedyne, co stanowiło dla niego problem, to sen. Po raz kolejny nie mógł zasn(cid:261)ć. Nie był zreszt(cid:261) jedynym, którego sen nie był w stanie obj(cid:261)ć w posiadanie. Pi(cid:266)tro wy(cid:298)ej kłóciło si(cid:266) mał(cid:298)e(cid:276)stwo. Jego s(cid:261)siedzi w (cid:286)rednim wieku nie potrafili chyba ju(cid:298) si(cid:266) ze sob(cid:261) porozumieć. Kłótnie były cz(cid:266)ste. Teraz jednak w ciszy nocy Ibisowi to przeszkadzało. Pocz(cid:261)tkowo słuchał, jak (cid:298)ona krzyczy na m(cid:266)(cid:298)a. To, co zaciekawiło go najbardziej, to to (cid:298)e m(cid:261)(cid:298) prawie w ogóle nie odpowiadał. „Pewnie miał wszystkiego dosyć” − pomy(cid:286)lał. Przez chwil(cid:266) zastanowił si(cid:266), czy z nim i Ul(cid:261) te(cid:298) po wielu latach tak b(cid:266)dzie. Uwa(cid:298)ał, (cid:298)e nie. Dla niego i dla Uli gwarantem było ich wykształcenie, które, zdaniem Ibisa, stanowiło podstawowy czynnik kształtuj(cid:261)cy człowieka. Był pewien, (cid:298)e wraz z ilo(cid:286)ci(cid:261) przeczytanych ksi(cid:261)(cid:298)ek, poznanych j(cid:266)zyków, odbytych podró(cid:298)y poziom człowieka wzrasta. Nie wiedział, kim s(cid:261) lokatorzy, co robi(cid:261) na co dzie(cid:276). Prawie ich nie znał. Teraz jednak pomy(cid:286)lał, (cid:298)e nie powinni si(cid:266) tak kłócić w nocy. Była prawie dwunasta i, jak s(cid:261)dził, wielu ludzi chciało spać. Le(cid:298)(cid:261)c i patrz(cid:261)c w sufit, pomy(cid:286)lał, (cid:298)e dobrze by było, aby kobieta z góry zamilkła. Sen nie nadchodził dalej. Wstał i wł(cid:261)czył telewizor, (cid:298)eby zobaczyć, co si(cid:266) dzieje na (cid:286)wiecie. Z telegazety wiało nud(cid:261). (cid:285)wiat był dalej trudny i nieprzewidywalny. Był chyba dla Ibisa po prostu (cid:296)le skonstruowany. Jako bardzo młody człowiek wiele lat temu na studiach dyskutował nami(cid:266)tnie na temat tego, co zrobić, aby było lepiej. O ile pami(cid:266)tał, to nikt — ani on, ani jego koledzy — nic szczególnego nie wymy(cid:286)lili. Z powrotem wrócił do łó(cid:298)ka i pragn(cid:261)ł zasn(cid:261)ć. W ko(cid:276)cu udało si(cid:266). Sobotni ranek był pi(cid:266)kny. Po nocnej burzy nie było ju(cid:298) ani (cid:286)ladu. Nic dziwnego zreszt(cid:261), deszcz bowiem nie był taki obfity, a na termometrze o 16 ósmej rano było ponad 20 stopni. Ibis zrobił sobie (cid:286)niadanie i par(cid:266) minut przed dziewi(cid:261)t(cid:261) był gotowy do wyj(cid:286)cia. Wcze(cid:286)niej spakował swoje rzeczy, które zamierzał zabrać na te dwa dni do rodziców Uli. Spojrzał jeszcze na miejsce, gdzie stała w pokoju figurka. To zarzewie, zaczyn ostatnich jego domowych problemów stało bez ruchu na swoim miejscu. Nie do ko(cid:276)ca stało, figurka teraz le(cid:298)ała twarz(cid:261) zwrócon(cid:261) w kierunku sufitu. Ibis był przekonany, (cid:298)e w nocy, gdy wstał z łó(cid:298)ka, figurka stała, a nie le(cid:298)ała. Uznał, (cid:298)e pewnie si(cid:266) przewróciła. „Mo(cid:298)e jakie(cid:286) nagłe drganie budynku było tego powodem” — pomy(cid:286)lał. Dzi(cid:286) miał si(cid:266) zobaczyć z Ul(cid:261) i figurka go mało interesowała. Wychodz(cid:261)c z domu, natkn(cid:261)ł si(cid:266) na stoj(cid:261)c(cid:261) opodal karetk(cid:266) pogotowia. Od dawna (cid:298)aden ambulans nie stał pod jego domem. Ibis pomy(cid:286)lał, (cid:298)e kto(cid:286) ze starszych mieszka(cid:276)ców domu pewnie (cid:296)le si(cid:266) poczuł. W ko(cid:276)cu pogoda była bardzo zmienna i nocna burza u wielu osób mogła wywołać perturbacje zdrowotne. On jednak był młody i cieszył si(cid:266) dobrym zdrowiem. Wsiadł do swojego samochodu i pojechał na dworzec po Ul(cid:266). Nie było daleko. Zd(cid:261)(cid:298)ył przed przybyciem poci(cid:261)gu. O wpół do dziesi(cid:261)tej jego narzeczona stan(cid:266)ła na peronie. Ibis patrzył teraz na ni(cid:261) z pewnej odległo(cid:286)ci i po raz kolejny mógł stwierdzić, (cid:298)e jest prawdziwym szcz(cid:266)(cid:286)ciarzem. Jego dziewczyna, dwa lata młodsza od niego, była po prostu bardzo ładna. Wysoka, szczupła, ale nie chuda, proporcjonalnie zbudowana, o długich nogach i zdecydowanie pi(cid:266)knej twarzy. Oczy niebieskie, które u kobiet bardzo cenił, jasna cera, szlachetny owal twarzy, zgrabny nos i długie kr(cid:266)cone blond włosy. Do tego dochodził pi(cid:266)kny u(cid:286)miech. Cieszył si(cid:266), (cid:298)e niedługo b(cid:266)dzie jego (cid:298)on(cid:261). Znali si(cid:266) ju(cid:298) dwa lata. Poznali si(cid:266), jak to bywa, niejako na ulicy, przypadkowo, nikt ich sobie nie przedstawił. Ten pierwszy kontakt, pierwsza rozmowa miała miejsce na wernisa(cid:298)u malarskim w muzeum. On podszedł do niej zupełnie przypadkiem i spytał, czy stoj(cid:261)ce 17 nieopodal napoje s(cid:261) dla go(cid:286)ci. Ona, zdumiona jego pytaniem, powiedziała, (cid:298)e nie jest tego pewna, a wła(cid:286)ciwie to zupełnie nie ma poj(cid:266)cia. Ale zaproponowała, (cid:298)e jak w dwójk(cid:266) podejd(cid:261), to nikt im nie zwróci uwagi. Zacz(cid:266)ła si(cid:266) rozmowa i dzi(cid:286) po dwóch latach byli zar(cid:266)czeni z dat(cid:261) (cid:286)lubu ustalon(cid:261) na połow(cid:266) pa(cid:296)dziernika. Ula podeszła do niego i od razu rzuciła mu si(cid:266) na szyj(cid:266). — T(cid:266)skniłam — wyszeptała. Ibis, smakuj(cid:261)c ciepło jej ust na swoich wargach, czuł, (cid:298)e (cid:286)wiat znowu pi(cid:266)knieje i wszelkie troski odchodz(cid:261) w niepami(cid:266)ć. Był tylko on i Ula. Dla niego i dla niej (cid:286)wiat stal si(cid:266) dwuelementowy. Jak kiedy(cid:286) w raju. Z dworca kolejowego poszli do jego samochodu. Pojechali do jego domu. Była to zmiana planu, ale było wcze(cid:286)nie i, jak Ibis stwierdził, była to najlepsza koncepcja. Dzie(cid:276) tak naprawd(cid:266) dopiero si(cid:266) zaczynał, mieli mnóstwo czasu dla siebie. W drodze Ula, która miał dziwny zwyczaj siadania na tylnym siedzeniu, bez wzgl(cid:266)du na to, czy przednie było wolne czy nie — opowiadała mu o swoich sprawach zawodowych. O tym, co czeka j(cid:261) w nowym roku. Wakacje si(cid:266) ko(cid:276)czyły i miała ju(cid:298) pierwsze spotkania dotycz(cid:261)ce nowego i spytała roku szkolnego. Nagle przerwała narzeczonego: — Ibisku, co ty tu wozisz? To chyba jaki(cid:286) zabytek? Sam to wykopałe(cid:286)? Pewnie dosyć stare i raczej brzydkie. O nie, nie tylko brzydkie, ale zaczepne. To co(cid:286) mnie jako(cid:286) ukłuło palec, tak (cid:298)e krew mi leci. Nie du(cid:298)o, ale jednak. Strasznie to gro(cid:296)ne. Dobrze, (cid:298)e w torebce mam plaster. Ibis gdy usłyszał o pos(cid:261)(cid:298)ku, drgn(cid:261)ł. O mało nie pu(cid:286)cił kierownicy. Dobrze, (cid:298)e nikt nie jechał w ich pobli(cid:298)u ani nie próbował przebiec przed samochodem. Dla niego wszystko od razu wróciło. Nie miał (cid:298)adnych złudze(cid:276). To pewnie ta przekl(cid:266)ta figurka. Nic innego tak starego nie miał 18 u siebie, a dotychczasowe zdarzenia upewniały go, (cid:298)e to na pewno figurka z br(cid:261)zu. Przez chwil(cid:266) my(cid:286)lał, czy opowiedzieć o tym Urszuli. Uznał jednak, (cid:298)e mo(cid:298)e nie teraz. Nie chciał jej opowiadać o swoich dziwactwach. Mo(cid:298)e w ko(cid:276)cu si(cid:266) myli i tyle. Postanowił zlekcewa(cid:298)yć spraw(cid:266). — Takie tam — powiedział, sil(cid:261)c si(cid:266) na lekki ton — wykopałem i jako(cid:286) przywi(cid:261)zało si(cid:266) to do mnie. Takie sobie znalezisko. Chyba to oddam. Zreszt(cid:261) nie ma to wi(cid:266)kszej warto(cid:286)ci. Na dobr(cid:261) spraw(cid:266), to zwykły kawałek br(cid:261)zu. Nie wart nawet stu złotych. „Oddam — pomy(cid:286)lał. — Ju(cid:298) próbowałem i nic”. Ale nic nie powiedział. Powrotna podró(cid:298) z dworca do jego mieszkania była krótka. Nie min(cid:266)ło par(cid:266) chwil, jak byli u niego na górze. Figurka wróciła wraz z nimi. Ula uparła si(cid:266), aby j(cid:261) zabrać. Co prawda, stwierdziła, zraniła j(cid:261), ale nie b(cid:266)dzie przecie(cid:298) samiute(cid:276)ka siedzieć w samochodzie. Ibis protestował, ale Ula uznała tak(cid:298)e, i(cid:298) co(cid:286) takiego dobrze wygl(cid:261)da w domu archeologa. Ibis nic nie powiedział. Nie był zadowolony z jej decyzji, ale nie chciał protestować. Nie mógł jej powiedzieć o problemach, jakie miał z pozbyciem si(cid:266) figurki. Czas w domu mieli tylko dla siebie. Znowu mógł poczuć jej blisko(cid:286)ć. Z tym, na co czekał, czyli z seksem postanowili zaczekać do (cid:286)lubu. To była jej decyzja, a on po prostu nie nalegał. Szanował Ul(cid:266) i choć nie wszystko rozumiał, to uznał, (cid:298)e warto ust(cid:261)pić. Inni by nie potrafili. On jako humanista rozumiał prawo do wolnych wyborów u ka(cid:298)dego. Przede wszystkim u swojej przyszłej (cid:298)ony. Zreszt(cid:261) nie musiał ju(cid:298) długo czekać. Potem — jak kiedy(cid:286) stwierdził — nadrobi(cid:261) zaległo(cid:286)ci. Po (cid:286)niadaniu, które przygotowała mu Ula, Ibis zauwa(cid:298)ył, (cid:298)e figurka stoi na stole. To Ula j(cid:261) tam postawiła. 19 — Co s(cid:261)dzisz o figurce? — spytał j(cid:261) w trakcie picia południowej kawy? — Dziadostwo — odpowiedziała, konsumuj(cid:261)c napoleonk(cid:266). — Dziwi mnie, (cid:298)e dawniej takie rzeczy robili. Powiem tak: obecna sztuka jest równie brzydka. (cid:285)wiat artystyczny zatoczył koło. Wracamy zapewne do epoki pierwotnej. Ciekawe, czy dzieła naszych artystów te(cid:298) kto(cid:286) kiedy(cid:286) wykopie. Choć, jak b(cid:266)dzie wojna nuklearna, to wszystko zginie — my i nasza sztuka. To przetrwało sporo lat. Nasze dzieła sztuki nie maj(cid:261) takiej szansy. — Instynkt pierwotny jest w ka(cid:298)dym z nas. We mnie tak(cid:298)e i jest bardzo silny, ale grzecznie czekam — odpowiedział i mrugn(cid:261)ł do niej okiem. Ula zrozumiała aluzj(cid:266), ale nic nie powiedziała. Znali si(cid:266) dobrze i nie było potrzeby prowadzić słownych gierek. Kiedy(cid:286) na samym pocz(cid:261)tku znajomo(cid:286)ci ich intelekt i słowne gierki bawiły ich. Teraz gdy znali si(cid:266) dobrze, ich relacje po prostu dojrzały i ani ona, ani ibis nie chcieli prowokować si(cid:266) wzajemnie ró(cid:298)nymi zaczepkami i aluzjami. — Ale wiesz − powiedziała, patrz(cid:261)c na figurk(cid:266) — ja jej nie postawiłam na stole, tylko poło(cid:298)yłam. Dotykałe(cid:286) j(cid:261)? — Nie, co ty! R(cid:266)ce trzymałem precz od niej! — To dziwne... Widocznie mnie si(cid:266) co(cid:286) pomyliło... albo ty nie pami(cid:266)tasz. Masz w ko(cid:276)cu trzydziestk(cid:266), a to ju(cid:298) pewien wiek. Mo(cid:298)e nie pami(cid:266)tasz, co robisz? — Mo(cid:298)e... — powiedział Ibis. — Ale wiesz, ta figurka nie jest ładna. Ona tak(cid:298)e nie jest dobra. — Dobra? W sumie to ciekawe, co mówisz. Masz racj(cid:266), ukłuła mnie, ale to ciekawe spojrzenie. Rzeczywi(cid:286)cie jest w niej co(cid:286) odpychaj(cid:261)cego. Ale jest twoja i musisz o ni(cid:261) dbać. Nabierzesz wprawy. Mo(cid:298)e ci si(cid:266) to potem przyda? 20 — Wprawy? Przed czym? — Przed dziećmi Ibisku. Dobra, idziemy do miasta. Jest pi(cid:266)knie, co prawda, zbyt gor(cid:261)co, ale ja chc(cid:266) znowu zobaczyć Lublin. Lubi(cid:266) go i t(cid:266)skni(cid:266) za nim. Za tob(cid:261) te(cid:298). A propos naszego (cid:286)lubu, czy naprawd(cid:266) chcesz jechać potem do Francji. Tam na południe? Ja wolałabym Hiszpani(cid:266). Zreszt(cid:261), nie jest to a(cid:298) bardzo dalej... poza tym cieplej. Ufam, (cid:298)e twój samochód si(cid:266) nie zepsuje. Byłoby fajnie dojechać. Jako archeolog powiniene(cid:286) sobie wykopać z ziemi jakiego(cid:286) dobrego duszka... takiego opiekuna. Ja, co prawda, w to nie wierz(cid:266), ale ty jako archeolog i człowiek dwudziestego pierwszego wieku pewnie tak. Mnie wystarcza mój anioł stró(cid:298). Ibisku idziemy. Jednak(cid:298)e, zamiast i(cid:286)ć, Ula znowu obj(cid:266)ła go ramionami. Znów było dobrze. — Ja te(cid:298) jednak poczekam — wyszeptała. Centrum miasta zmieniło si(cid:266) na przestrzeni ostatnich lat bardzo. Miasto o długiej i burzliwej historii na dobr(cid:261) spraw(cid:266) dopiero teraz potrafiło pokazać swój prawdziwy urok. Była to cudowna przemiana. Lublin zmienił si(cid:266) w miasto nie tylko akademickie, ale tak(cid:298)e w miasto o rozlicznych walorach kulturowych i rozrywkowych. Czas sp(cid:266)dzony w kawiarenkach i na zwiedzaniu starego miasta nawet dla Ibisa i Uli był zawsze mił(cid:261) chwil(cid:261). Po godzinie pi(cid:266)tnastej postanowili podjechać na Roztocze. Nie było daleko, a pogoda, choć upalna, była zno(cid:286)na. Wiał lekki wiatr, który osłabiał sił(cid:266) sierpniowego sło(cid:276)ca. Pojechali, aby pospacerować troch(cid:266) w(cid:286)ród pól i lasów. W drodze Ula opowiedziała mu o propozycji jej ojca. Jej zdaniem całkowicie idiotycznej. Chciała go uprzedzić, (cid:298)e On pewnie o tym wspomni. Jej wujek — brat jej mamy — był my(cid:286)liwym i zapraszał jego, Ibisa, za tydzie(cid:276) na polowanie. Pod jego nadzorem Ibis mógłby si(cid:266) sprawdzić w m(cid:266)skim sporcie. Ona, Ula, 21 uwa(cid:298)ała to za niedobre. Nie lubiła polowa(cid:276), ale je(cid:286)li on, Ibis, chce, to niech jedzie. Ula patrzyła na niego, czekaj(cid:261)c na jego reakcje. — Ne mam najmniejszej ochoty — odpowiedział. — Zabijanie jest nie dla mnie. Nie chc(cid:266) być niczyim morderc(cid:261), nawet zwierz(cid:261)t. Sam te(cid:298) oczywi(cid:286)cie nie chc(cid:266) być zamordowany. Ul(cid:266) ucieszyła ta odpowied(cid:296). Nie chciała, aby jej ukochany strzelał do zwierz(cid:261)t. Dla niej my(cid:286)listwo nie było sportem. Czas był pi(cid:266)kny, a wyjazd do rodziców Uli zaplanowali dopiero na wieczór. Okolica pełna była weekendowych turystów. Ibis wraz z dziewczyn(cid:261) zatrzymali si(cid:266) na małym przydro(cid:298)nym ni to parkingu, ni to placyku. Był upał, wiał lekki wiaterek, który im nie przeszkadzał. Było ju(cid:298) popołudnie, prawie wpół do pi(cid:261)tej, gdy znale(cid:296)li si(cid:266) w pobli(cid:298)u małej kapliczki. Nie byli tam sami. Stały tam trzy dziewczyny, zdaniem Uli w ich turystki z plecakami na plecach wieku. Typowe i aparatami fotograficznymi w dłoni. Ula, zawsze bezpo(cid:286)rednia w stosunku do młodych, od razu zagadn(cid:266)ła do nich bez wi(cid:266)kszych ceregieli: — Pi(cid:266)knie prawda? — Oj tak — odpowiedziała jedna z nich. — Przyjechały(cid:286)my na weekend i nie (cid:298)ałujemy. A wy te(cid:298) na weekend czy tylko na chwil(cid:266)? Nie macie (cid:298)adnych plecaków. Inaczej ni(cid:298) my. — Tak na chwil(cid:266)... wr(cid:266)cz na bardzo krótko, tylko na spacer. Jestem Ula, a ten tam to mój chłopak i zarazem narzeczony, Ibis — dodała (cid:286)miej(cid:261)c si(cid:266). — Dziwne imi(cid:266) — odezwała si(cid:266) druga z dziewczyn — jeszcze si(cid:266) z takim nie spotkałam. — Beata, przesta(cid:276) — zgromiła j(cid:261) pierwsza, ta do której odezwała si(cid:266) na pocz(cid:261)tku Ula, wysoka blondynka. — Znowu jeste(cid:286) zgry(cid:296)liwa. Imi(cid:266) jak imi(cid:266). 22
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Ibis
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: