Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00204 006223 18444607 na godz. na dobę w sumie
Iluzja - ebook/pdf
Iluzja - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 291
Wydawca: SELF-PUBLISHER Język publikacji: polski
ISBN: 978-83-948721-2-0 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> dla dzieci i młodzieży >> literatura przygodowa
Porównaj ceny (książka, ebook (-100%), audiobook).

Siedemnastoletnia Veni Horg, timańska dziewczyna należąca do rasy panów, wrzucona zostaje brutalnie do nierzeczywistego świata. Do świata śpiących ludzi, zamkniętych w szklanych pojemnikach, wykorzystywanych przez obcą cywilizację do pozyskania energii.

Uwiedziona i zdradzona przez księcia Wemisa, skazana na los żywych ogniw przez jego matkę, księżną Calirę, postanawia się zemścić. Zadanie jest niezwykle trudne, gdyż dzielą ich dwa światy. Ona zamknięta jest w Iluzji, w świecie ludzkich majaków, w rzeczywistości wygenerowanej przez komputer, oni zaś żyją w teraźniejszości.

Dwa przeplatające się światy, dwa środowiska połączone ze sobą awatarową rzeczywistością i dwie zemsty przeistaczające się w wojnę dwóch niepodobnych do sobie kobiet. Ubogiej dziewczyny z najniższej kasty, Veni Horg, i najpotężniejszej w Imperium księżnej Caliry.

Iluzja to wielowątkowa historia o niespełnionej miłości, zdradzie i zemście, okraszona wątkiem kryminalno-fantastyczno-przygodowym, powstała na bazie sennego koszmaru. Składa się z prologu, dwudziestu czterech rozdziałów i epilogu.

Inspiracją do stworzenia tego opowiadania był senny koszmar. Tragedia ludzkości zamkniętej pośrodku lodowej pustyni, w olbrzymim zakładzie-ubojni, gdzie w metalowych pojemnikach wegetowali uśpieni ludzie. Trwali oni na łasce i niełasce człekopodobnych istot ubranych w białe, szpitalne kitle, nie mając pojęcia, co się wokół dzieje, nie przeczuwając, iż przeniesiono ich umysły do świata iluzji, podczas gdy ich fizyczne ciała wykorzystywano do medycznych eksperymentów.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Radomir Gelhor ILUZJA – – – ROZDZIAŁ XVI – – – Ubinam gentium sumus? – | 2019 | – Siedemnastoletnia Veni Horg, timańska dziewczyna należąca do rasy panów, wrzucona zostaje brutalnie do nierzeczywistego świata. Do świata śpiących ludzi, zamkniętych w szklanych pojemnikach, wykorzystywanych przez obcą cywilizację do pozyskania energii. Uwiedziona i zdradzona przez księcia Wemisa, skazana na los żywych ogniw przez jego matkę, księżną Calirę, postanawia się zemścić. Zadanie jest niezwykle trudne, gdyż dzielą ich dwa światy. Ona zamknięta jest w Iluzji, w świecie ludzkich majaków, w rzeczywistości wygenerowanej przez komputer, oni zaś żyją w teraźniejszości. Dwa przeplatające się światy, dwa środowiska połączone ze sobą awatarową rzeczywistością i dwie zemsty przeistaczające się w wojnę dwóch niepodobnych do sobie kobiet. Ubogiej dziewczyny z najniższej kasty, Veni Horg, i najpotęż- niejszej w Imperium księżnej Caliry. Iluzja to wielowątkowa historia o niespełnionej miłości, zdradzie i zemście, okraszona wątkiem kryminalno-fantastyczno-przygodowym, powstała na ba- zie sennego koszmaru. Składa się z prologu, dwudziestu czterech rozdziałów i epilogu. Inspiracją do stworzenia tego opowiadania był senny koszmar. Tragedia ludz- kości zamkniętej pośrodku lodowej pustyni, w olbrzymim zakładzie-ubojni, gdzie w metalowych pojemnikach wegetowali uśpieni ludzie. Trwali oni na łasce i niełasce człekopodobnych istot ubranych w białe, szpitalne kitle, nie mając pojęcia, co się wokół dzieje, nie przeczuwając, iż przeniesiono ich umysły do świata iluzji, podczas gdy ich fizyczne ciała wykorzystywano do medycznych eksperymentów. · · · Okładka i dtp: Radomir Gelhor c(cid:13) Copyright by Radomir Gelhor Opole Lubelskie 2019 www.rdmg.eu radomir.gelhor@rdmg.eu Wydanie pierwsze vPDF-I-20190818 ISBN 978-83-948721-2-0 „Zemsta jest rozkoszą bogów” Dla Anny ROZDZIAŁ XVI Powrót do świata żywych dla księżnej Caliry okazał się wielce upo- karzający. Długa, głęboka szrama znaczyła jej policzek, szpeciła lico, wykrzywiała oblicze i przypominała o porażce w wirtualnej rzeczywisto- ści. Bo dla dumnej księżnej nieprzewidzenie ataku dziewczyny było poni- żającym doświadczeniem. Świadczyło o jej nierozwadze, o ślepym zapa- trzeniu we własne szczęście, o niedocenieniu Veni Horg. W prawdziwym świecie Calira była kobietą przewidującą, z jasnym, logicznym umysłem, trzeźwo myślącą, planującą z góry każde posunięcie, w Iluzji zatracała te umiejętności i dawała się zwieźć pozorom. Święcie przekonana, że jest bezpieczna i wszystko jej wolno, że jest Bogiem pośród śniących ludzkich umysłów, tylko dlatego, że ma większą świadomość nieistniejącego świata, zignorowała niebezpieczeństwo i dała się niepotrzebnie zranić. A jednak gdy wyszła ze stanu marzeń i sennych widziadeł, kiedy spoj- rzała w lustrzane odbicie i dostrzegła koszmarną pamiątkę na policzku, przelękła się o własne życie i zrozumiała, że dotychczas grała nieostrożnie. Thola przyglądała się swojej pani. Nie znała na tyle księżnej Caliry, żeby wyrobić sobie o niej zdanie, ale wiedziała, że postąpiła głupio. Po pierwsze nie zgodziła się mieszkać z nią razem, a po drugie uparła się na zielony pokój, z jednym tylko wejściem z korytarza i dużym oknem na parterze. Szczęśliwie Thola przewidziawszy atak Veni Horg, czuwała przez całą noc. Leżała ubrana na łóżku, nasłuchiwała podejrzanych w pałacu dźwięków, czekała na sygnał księżnej. — Gdyby księżna mnie posłuchała, nie doszłoby do tego — powie- działa. W przeciwieństwie do Ropachy Tholę charakteryzowała odwaga i mó- wiła to, co myśli. — Popełniłam błąd — przyznała jej rację, choć nie spodobał się jej oskarżający ton dziewczyny. 194 195 — Kiedy księżna odpoczywała, przeprowadziłam małe śledztwo. Chce księżna posłuchać? — Zamieniam się w słuch — odpowiedziała, nakładając makijaż na bliznę, próbowała ją zamaskować. Na szczęście szrama przeniesiona z Iluzji do rzeczywistości była za- sklepiona, jakby podgojona, choć nieprzyjemnie pobolewała. — Więc. . . Wybrałam się do Nizina. Jak księżna wie, wioska od pokoleń należy do Nizińskich. Mieszka tam wdowa po Kozułowie z synem. Starego Kozułowa. . . — Ależ ja znam tę sprawę! — Calira zrobiła minkę znamionującą zniecierpliwienie: — Starego zabiła w afekcie Ciarka, po czym zbiegła. Wszyscy w okolicy o tym wiedzą. Tholę nie zraziła ta uwaga. — W dniu zabójstwa widziała się z Veni Horg. Zakuła stryja na śmierć widłami i prysnęła. Dziwne jest to, że głupia gąska nagle wyparo- wała wszystkim z oczu. — Chcesz powiedzieć, że Veni jej pomogła i dała schronienie? — Chcę powiedzieć, że Veni Horg ukryła Ciarkę w pałacu, i to właśnie Ciarka jej pomogła dotrzeć do pokoju księżnej. — A służba? Sama nie zdołałaby ukrywać dziewczyny przez tyle czasu. A Nizińscy? A ten wstręty, wszędobylski bachor Justysia? Chwila! Chwila! Inspektor Sroka coś napominał o jakimś duchu, którego ta mała ponoć widziała w korytarzu. Czyżby to była Ciarka? Księżna zaskoczona swym odkryciem odwróciła się z niedowierzaniem do strażniczki. — Dokładnie. Dziewka przez cały czas siedziała w pałacu. Co do służby. . . Przypuszczam, iż Siemka, ta osobista służka Weroniki, została wtajemniczona w tę sprawę. — To by się zgadzało. Veni dzięki Ciarce dostaje się do pałacu. Na- stępnie próbuje mnie zabić, podczas gdy dziewczyna czmycha w umówione miejsce, gdzie czekają na nich konie. — Policja odkryła ślady trzech jeźdźców. Jedne należały do mężczy- zny, drugie do Veni Horg, trzecie do kobiety. — Naszej Ciarki — przytaknęła księżna i spojrzała uważniej na strażniczkę. Thola zrobiła na niej duże wrażenie, ale dziewczyna albo tego nie zauważyła, albo udawała, że tego nie widzi. — Zatem odszukując Ciarkę, znajdziemy Veni Horg! — powiedziała zadowolona Calira. — Już to zrobiłam. Są na bagnach. 196 — Brawo Tholu! Wrócimy do systemu awatarowej rzeczywistości i wyślemy tam policję z tropicielami. — Za pozwoleniem księżnej. To olbrzymi teren. Pełen mokradeł, rzek i rozlewisk. Wątpię, żeby odnaleziono ją na tak wielkiej przestrzeni. — Możemy ją zlokalizować i powiadomić inspektora, gdzie dokładnie się znajduje. — Jeśli będą się przemieszczać, to na niewiele nam się to przyda. Niech księżna bierze pod uwagę, że to XIX wiek w sztucznie wygenerowa- nym świecie. Tam nie ma latających statków, monitoringu, dronów ani satelitów. Zanim policja przedrze się przez grzęzawisko i do nich dotrze, będą już w innym miejscu. — Domniemywam, że masz jakiś pomysł. — Owszem. Wejdę w umysł Ciarki i się rozejrzę. Dowiem się, co planuje Veni Horg. — A może to ja wejdę w umysł Ciarki? — zaproponowała. — Wykluczone — zaoponowała Thola. — Jako wasza strażniczka kategorycznie się temu sprzeciwiam. Calira się uśmiechnęła. Odwaga dziewczyny podobała jej się coraz bardziej. — Zgoda. Kiedy chcesz wyruszyć? — Natychmiast — odpowiedziała, ale księżna się sprzeciwiła. — Najpierw coś zjemy. Przebrały się, zeszły do restauracji i zamówiły pożywny posiłek. Długo jeszcze omawiały szczegóły dalszego działania, po czym wróciwszy do pokoju, Thola ubrała kombinezon, podpięła się do systemu w kapsule Xokakiego, wybrała obiekt docelowy i wskoczyła w obcą skórę. *** Słońce miło przygrzewało. Liście poruszały się łagodnie i szeleściły wzbu- dzane ciepłymi podmuchami wiatru. Śpiewały ptaki, kumkały żaby, plusk wody rozchodził się po okolicy, niosąc wraz z dźwiękiem zapach mułu i wodnych roślin. Siedzieli przy ognisku. Odziany w rysie skóry mężczyzna obracał rożnem, na którym piekło się sarnie mięso. Był średniego wieku, twarz miał prostokątną, zarośniętą, włosy długie i ciemne, oczy małe, acz ruchliwe, wzrok jasny, na wskroś przenikający, a usta zacięte i wąskie. — Co tak we mnie ślepisz, a? — zapytał. — Tak sobie. . . — rzekła Ciarka, speszyła się i skierowała wzrok na Weronikę, to znaczy Veni Horg. 197 Ostrzyła nożem patyk. Na uwagę mężczyzny zerknęła na nią ciekawie, uśmiechnęła się leciutko i powiedziała: — Powinieneś być wdzięczen bogom, że taka ładna dziewka w ogóle chce na ciebie patrzeć, Żuraw. „Żuraw? To nazwisko czy przezwisko?” — pomyślała. — Co mi ta po jej patrzeniu, hę? Zresztą dotąd patrzyła słońcem, tera gadzim okiem ślepi. . . — Nieprawda! — zaprotestowała. Zdała sobie sprawę z tego, że musi być ostrożniejsza. — Toć widzę — odpowiedział, nie przerywając zajęcia. — Może sobie zasłużyłeś? — wtrąciła Veni. — Jasne — burknął, sprawdził pieczeń patykiem, odkroił kilka pla- strów i włożył do plecionej miski. Przeżegnał znakiem krzyża wielki bochen chleba, rozerwał go na kilka ułomków i położył na słomianej macie. — Na zdrowie. . . — powiedział i zabrali się do jedzenia. Veni z Żurawiem wcinali z apetytem, aż im się uszy trzęsły i gęby śmiały, ale ona będąc w awatarowej rzeczywistości, nie potrafiła cieszyć się jedzeniem. Dla niej cokolwiek skosztowała, miało smak posolonego papieru. — Czemu tak dziamdziasz? Jedzenie kłuje cię w zęby? — zapytał Żuraw, patrząc na nią spode łba. — Nie jestem głodna. — Co się czepiasz dziewczyny? Nie chce jeść, niech nie je. — Stanęła w jej obronie Veni. — A bo mi się ona nie podoba. . . — odparł ponuro. Sięgnął po nadpalone polano, wyciągnął je z ogniska i rozdmuchawszy żar, obsypał go jakimiś ziołami, po czym dmuchnął dymem w oczy Ciarki. Zakrztusiła się, zalała łzami, odskoczyła do tyłu i przewróciła, a póź- niej zobaczyła nad sobą Żurawia. Patrzył na nią strasznymi oczami. Wessał się w jej głowę i wyciągał myśli. — Kim jesteś? — zapytał ostro, wydobył z kieszeni wijące się żmije i rzucił na jej piersi. Przenikliwy ból rozdarł jej klatkę piersiową, uczuła palący skurcz mięśni i w ostatnim momencie, w chwili kiedy miała zemdleć, przycisnęła w umyśle żółty przycisk z napisem: „Wyjście awaryjne”. *** 198 — Surowicę! Szybko! — wycharczała Thola. Rzucała się w fotelu, wiła i skręcała. Ból podrażnił i sparaliżował jej lewą część ciała, myśli uciekały, pot oblewał. Księżna Calira błyskawicznie pobiegła do apteczki, załadowała do pistoletu nabój z surowicą i wstrzyknęła siniejącej na ustach dziewczynie. Po niespełna dwudziestu minutach zjawił się lekarz. Przebadał straż- niczkę, pobrał próbki krwi i przeanalizował w przenośnym laboratorium, obejrzał rzekome ślady po ukąszeniach, ale. . . — To jakieś nieporozumienie, księżno. Dziewczyna jest zdrów jak ryba. Nie ma śladów ugryzień, nie wykryłem żadnych toksyn ani tym bardziej jadu żmii. — Bo to działo się w awatarowej rzeczywistości. W kapsule Xokakiego — odpowiedziała Calira. — Gdyby ukąsił ją prawdziwy wąż w świecie iluzji, wtedy pozostałyby na ciele wyraźne ślady ukąszeń. Również odnalazłbym resztki jadu we krwi. Jedno z drugim jest powiązane. Tak to niestety działa. Proszę zapytać pana Xokakiego. Na pewno księżnej to szczegółowo objaśni. — Wiem o tym. . . Ale jak to możliwe? Dlaczego utrzymuje, że ukąsiła ją żmija? I to nie jedna. — Księżno Caliro, powiem tak. To działo się wyłącznie w jej głowie. Może została oszołomiona jakimś środkiem halucynogennym. W Iluzji żyją rozmaitego pokroju szarlatani i czarownicy, ludzie wierzący, że mają dostęp do świata umarłych i bogów. Tymczasem oni nieświadomie włamują się do naszego systemu. — Wobec tego są dla nas zagrożeniem — stwierdziła Calira. — I to jeszcze jakim! Całe szczęście, że ta ezoteryczna banda, nie ma pojęcia, jak wielką mocą dysponuje i do czego mogłaby doprowadzić. Ludzie też ich się boją, nie rozumieją albo uważają za skończonych wariatów. Dlatego tolerujemy ich obecność w systemie i pozwalamy w pewnym ograniczonym zakresie odprawiać im magiczne rytuały. — Czy to było niebezpieczne? Czy Thola mogła umrzeć? — Naturalnie. Gdyby księżna nie przyszła jej z pomocą, dziewczyna uwierzyłaby, że bez surowicy umrze. I tak by się stało. Śmierć na poziomie myśli, w mózgu. Śmierć bez wyraźnej przyczyny. Po prostu. . . — Straszne. . . To takie straszne. . . Nie sądziłam, że tyle niebezpie- czeństw czyha po drugiej stronie. . . Czemu o tym się nie mówi? Dlaczego nie ma tego w przewodnikach, w reklamie, w instrukcji? — Księżno Caliro, gdyby pan Xokaki o tym rozpowiadał na prawo i lewo, straciłby połowę klientów. — To jest nieuczciwe. 199 — Pan Xokaki jako przedsiębiorca pewnie odrzuciłby ten zarzut i odpowiedział: „Tak jak każdy inny biznes, w którym chodzi o pieniądze”. Doktor wrócił do Tholi. Leżała w łóżku księżnej. Miała się dobrze. Czekała na pozwolenie ubrania się i wrócenia do swoich obowiązków, ale lekarz zabronił jej wstawać. — Ma pani nadwerężony umysł. Potrzebuje odpoczynku. — Czuję się dobrze. — To złudzenie. Mało pani nie umarła. . . z wrażeń. To był wielki wysiłek dla umysłu i ciała. Niech pani spróbuje się przespać. Sen jest najlepszym lekarstwem. — Dziękuję — odpowiedziała. — Uszanowanie pani. — Do widzenia, doktorze. Doktor pożegnał się z księżną i wyszedł. — Więc mówisz, że ten Żuraw dmuchnął ci w twarz dymem? — zagaiła rozmowę Calira. — Tak. Przedtem jednak posypał żar jakimiś ziołami. — Jakim cudem spostrzegł, że jesteś w umyśle Ciarki? — Nie mam pojęcia. . . Miał takie dzikie, przenikające spojrzenie. . . Jakby na wskroś mnie przewiercał i czytał w myślach. — Nie wierzę, że to przypadek. Veni Horg musiała o tym wiedzieć. . . — Księżno, przecież ona jest jedną z nas — odpowiedziała Thola i przymknęła oczy: — Pewnie dlatego wybrała sobie do kompanii czło- wieka zdolnego widzieć rzeczy niewidzialne, słyszeć niesłyszalne i odczu- wać niewyczuwalne. Dzięki niemu ma wzgląd do systemu i potrafi się przed nami ustrzec. Nikt do niej nie dotrze, dopóki ma przy sobie tego nawiedzonego człowieka. — Przeklęta Veni Horg! Jakże ja ją nie doceniałam! Chciałam się zemścić, pobawić, rozkoszować jej cierpieniem, a ona pokazała pazury i okazała się taka. . . Taka. . . — Nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa. — Świadoma — wtrąciła Thola. — To też, ale i przebiegła, inteligentna. . . Żałuję, że nie miałam okazji poznać jej bliżej. Choć z drugiej strony, niewiele by to zmieniło. Gdyby się urodziła arystokratką, byłaby świetną partią dla Wemisa. . . — Pobladła: — Och, Wemis. . . Synku. Czemu dałeś się zabić? Dlaczego nie byłeś ostrożniejszy? — Usiadła przy Tholi, objęła głowę i zaczęła się użalać. Pół godziny Thola słuchała jej jęków, drażniła ją księżna tą tkliwo- ścią. Inaczej wyobrażała sobie wszechmocną Calirę. Przewrotną kobietę wampira, zdolną do największych okrucieństw. Teraz patrzyła na nią 200 z niemym politowaniem. Obraz wyidealizowanej księżnej, który zaprogra- mowano jej w szkole dla strażniczek, zdawał się wyolbrzymiony i nie do końca prawdziwy. — Powinna księżna postarać się o dziecko — powiedziała. — Co? — Spojrzała na nią z niedowierzaniem. — Powinna księżna zrobić sobie dziecko? — Jak śmiesz?! Calira poderwała się i wymierzyła jej siarczysty policzek. Spoliczkowanej wykwitła czerwona plama na policzku w kształcie pięciopalczastej dłoni, odwróciła wzrok od Caliry, zgrzytnęła zębami i stłamsiła pierwszy odruch złości. — Źle mówię, że mnie księżna bije? W takim razie, komu księżna zostawi majątek? Kto go odziedziczy po księżnej? W kim będzie miała księżna podporę na starość? — Pilnuj swego nosa! — odpowiedziała wzburzona, a jednak usiadła z powrotem. Wprawdzie żałowała, że uderzyła dziewczynę, bo przecież miała rację, lecz z drugiej strony nie przywykła do takich poufałości ze służbą. Straż- niczka przekroczyła swoje kompetencje i granicę pomiędzy właścicielem a przedmiotem własności. — Dziecko rozwiązałoby ten problem i uszczęśliwiło księżną — cią- gnęła: — A księcia Wemisa nic już nie przywróci, choćby księżna wypła- kała oczy. Źle mówię? — Może za szczerze i za odważnie — odrzekła. — Wolałaby księżna, żebym była nieszczera i wam cukrzyła? — Tego nie powiedziałam. — Wobec tego, zanim mnie księżna znów trzaśnie w ataku złości, proszę sobie to dobrze przemyśleć. . . — Ty mnie pouczasz?! Rozkazujesz mi?! Ty?! — Znów się wzburzyła w gniewie. — Tylko grzecznie proszę. . . Bez zaufania, nie mogę księżnej sku- tecznie chronić. — Co nie znaczy, że wolno ci się spoufalać. — Nie spoufalam się. Próbuję rozwiązać problem. Cokolwiek księżna zrobi i powie, jestem za księżną odpowiedzialna. Obawiam się, że teraz, po śmierci księcia Wemisa, rzucą się na was przeróżne hieny. Każda będzie chciała wyrwać jakiś kęs dla siebie i wątpię, żeby kierowały się współczu- ciem. Czy księżna jest tego świadoma i przygotowana do brutalnej walki o dobra pozostawione przez syna? 201 Księżnej uwięzły słowa w gardle. Po raz kolejny strażniczka oszołomiła ją bystrością umysłu i odwagą. Poczuła nawet do niej promyk sympatii. Było to dla Caliry całkiem nowe uczucie, nigdy wcześniej jej się to nie zdarzyło. — Powinna księżna pomyśleć także o zamążpójściu. — Dziewczyna niespłoszona mówiła dalej. — Połączyć się z kimś mocnym. . . — Na przykład? — zapytała nieco z ciekawości, nieco od niechcenia. — Choćby z Xokakim. — To parweniusz! Swatasz mnie z kimś takim? — Ale ten parweniusz dzięki systemowi awatarowej rzeczywistości ma coraz większe wpływy w Imperium. Zgaduję, że pewnego dnia jego oprogramowanie trafi pod strzechy, a wtedy dostanie księżna do ręki potężne narzędzie sprawowania władzy i kontroli. Trzymałaby księżna całe Imperium w garści i miała większą władzę od króla. Czego chcieć więcej? Calira poruszyła się niespokojnie. Myśl o Xokakim jako o przyszłym mężu wywoływał u niej skręt kiszek. Nic nie mogła zarzucić przystojnemu przedsiębiorcy, oprócz jego urodzenia. Nawet jeśli zgodziłaby się na to małżeństwo dla własnych korzyści, jak miała przełknąć myśl o jego plebejskiej proweniencji? — Księżna turbuje się jego urodzeniem, ale i na to jest sposób. Thola usiadła na łóżku, podłożyła sobie pod plecy poduszkę i popa- trzyła księżnej w oczy. — Jaki? — Niech księżna wpłynie na Radę Starszych i króla, żeby przyznali Xokakiemu tytuł szlachecki za wybitne zasługi dla Imperium. Wówczas problem sam się rozwiążę. Poślubi księżna szlachcica, urodzi dziecko i zapewni ciągłość rodowi. — Ty przebiegła żmijko! Tobie się wydaje, że to takie proste? Thola wyszczerzyła zęby w uśmiechu i odpowiedziała: — To jest proste. . . I księżna doskonale wie o tym. Milczały, siedziały i przyglądały się sobie, co jakiś czas na ich ustach błąkał się uśmiech. Thola była zadowolona z siebie, księżna zadowolona była z dziewczyny, obie zaś czuły, że pomiędzy nimi zawiązała się niewidzialna nić przyjaźni. — Zamówimy obiad do pokoju i odpoczniemy dzisiaj. Masz jakieś życzenia? — zapytała Calira, idąc do terminala. — Zjem to, co księżna. Poproszę tylko o słodki deser i, dużo lodu. . . — Do czego ci lód? — Do policzka. — Wskazała nabrzmiały czerwienią policzek. 202 Roześmiały się. — Przepraszam — powiedziała księżna przy posiłku: — Nie przy- wykłam do bezczelnych służek. Nie sądziłam nawet, że mogą być takie. Miałam cię nawet zwrócić temu wieprzowi z agencji i zażądać odszko- dowania za straty moralne, ale jeszcze przez jakiś czas cię poobserwuję. Z pracy zawsze zdążę cię wylać, ha, ha. . . — Nie zrobi księżna tego — odpowiedziała Thola, śmiejąc się. — Dlaczego? — Bo już teraz księżna mnie za bardzo kocha, a co dopiero będzie za miesiąc, za rok lub dwa. . . — Ty nie bądź taka pewna, bo księżna Calira jednego dnia kocha, a drugiego nienawidzi. Żartowały, zajadały się, popijały półsłodkim aperitifem i zbliżały do siebie. Yorm¯un – Wyklęty Anioł: Zarzewie darmowy e-book Yorm¯un – Wyklęty Anioł, to historia zagubionego Anioła, który pewnego dnia spotyka na swej drodze jedenastoletnią dziewczynkę, Annę, o śnieżnobiałych włosach i oczach w kolorze błękitnego nieba. Dziewczyna skrywa w sobie sekret, o którym nie tylko on nie wie, ale również i ona nie ma o tym pojęcia. Niespodziewane spotkanie odmieni ich życie i w niewidzialny sposób wpłynie na pozostałych bohaterów, doprowadzając do zazdrości, miłości i śmierci oraz wielkiej bitwy z Upadłymi Aniołami dowodzonymi przez ich mrocznego przywódcę – Samaela. Fabuła książki rozgrywa się w XIII wieku, w średniowieczu. Charakterystyczną cechą tego opowiadania jest użyty w nim język staropolski i gwara.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Iluzja
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: