Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00614 008668 10481209 na godz. na dobę w sumie
Interpretować dalej. Najważniejsze polskie książki poetyckie lat 1945-1989 - ebook/pdf
Interpretować dalej. Najważniejsze polskie książki poetyckie lat 1945-1989 - ebook/pdf
Autor: , Liczba stron: 542
Wydawca: UNIVERSITAS Język publikacji: polski
ISBN: 9788-242-1539-3 Rok wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> obyczajowe
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Koncepcja tomu, który proponujemy czytelnikom, […] opiera się na założeniu, że historia polskiej poezji powojennej domaga się ciągle nowych odczytań, uwzględniających nie tylko zmiany historyczne, ale również nieustanne przekształcenia świadomości estetycznej i metodologicznej. […] Omawiane tu tomy poetyckie są prezentowane jako całościowe projekty, skończone dzieła, a nie zbiory pojedynczych wierszy. Mamy wrażenie, że dotychczasowe publikacje albo zwracały uwagę na mistrzowskie interpretacje pojedynczych tekstów, albo skupiały się na całościowym opracowaniu twórczości danego poety; chcąc wyjść poza ujęcia monograficzne i te, które w centrum zainteresowania sytuują wiersz, zaproponowałyśmy autorom zaprezentowanie historii poetyckiego języka, idei, różnych koncepcji poezji przez pryzmat książek, które dziś wzbudzają kontrowersje, zachwyt, w dalszym ciągu ekscytują.

Wybrałyśmy trzydziestu czterech poetów, bez których naszym zdaniem polska poezja powojenna nie może się obyć i którzy wydatnie wpłynęli na kształtowanie się polskiej świadomości kulturowej. Chcąc uzyskać efekt polifonii i zwiększyć szanse odczytań poza utrwalonymi już w świadomości sposobami lektury, zaprosiłyśmy do współpracy nie tylko naukowców akademickich, polonistów, ale również osoby spoza tego kręgu: poetów, krytyków, niekoniecznie zajmujących się poezją polską specjalistycznie i zawodowo […]. Tom Interpretować dalej… jest wynikiem pewnego eksperymentu – na wzór zbioru opowiadań On with the Story Bartha (Opowiadać dalej, w tłumaczeniu Macieja Świerkockiego) chcemy „interpretować dalej” […], podjąć próbę czytania „znanych” rzeczy „inaczej” i sprawdzenia, na ile to „inaczej” modyfikuje utrwalony już obraz twórczości danego autora oraz poetycki układ w latach 1945–1989. (Ze Wstępu)

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

: a c e l o p s a t i s r e v i n u Koncepcja tomu, który proponujemy czytelnikom, [… ] opiera się na założeniu, że historia polskiej poezji powojennej domaga się ciągle nowych odczytań, uwzględniających nie tylko zmiany historyczne, ale również nieustanne przekształcenia świado- mości estetycznej i metodologicznej. [… ] Omawiane tu tomy poetyckie są prezentowane jako całościowe projekty, skończo- ne dzieła, a nie zbiory pojedynczych wierszy. Mamy wrażenie, że dotychczasowe publikacje albo zwracały uwagę na mistrzow- skie interpretacje pojedynczych tekstów, albo skupiały się na całościowym opracowaniu twórczości danego poety; chcąc wyjść poza ujęcia monograficzne i te, które w centrum zainte- resowania sytuują wiersz, zaproponowałyśmy autorom zapre- zentowanie historii poetyckiego języka, idei, różnych koncepcji poezji przez pryzmat książek, które dziś wzbudzają kontrower- sje, zachwyt, w dalszym ciągu ekscytują. Wybrałyśmy trzydzie- stu czterech poetów, bez których naszym zdaniem polska poezja powojenna nie może się obyć i którzy wydatnie wpłynęli na kształtowanie się polskiej świadomości kulturowej. Chcąc uzyskać efekt polifonii i zwiększyć szanse odczytań poza utrwa- lonymi już w świadomości sposobami lektury, zaprosiłyśmy do współpracy nie tylko naukowców akademickich, polonistów, ale również osoby spoza tego kręgu: poetów, krytyków, nie- koniecznie zajmujących się poezją polską specjalistycznie i za- wodowo [… ]. Tom Interpretować dalej… jest wynikiem pewnego eksperymen- tu – na wzór zbioru opowiadań On with the Story Bartha (Opo- wiadać dalej, w tłumaczeniu Macieja Świerkockiego) chcemy „interpretować dalej” [… ], podjąć próbę czytania „znanych” rzeczy „inaczej” i sprawdzenia, na ile to „inaczej” modyfikuje utrwalony już obraz twórczości danego autora oraz poetycki układ w latach 1945–1989. (Ze Wstępu) A K Y T Y R K I X X i X X U K E I W 13 J E L A D Ć A W O T E R P R E T N I : a c e l o p s a t i s r e v i n u Tomasz Cieślak-Sokołowski A K Y T Y R K I X X i X X U K E I W INTERPRETOWAĆ Najważniejsze polskie książki poetyckie DALEJ lat 1945–1989 Uniwersytet Śląski www.universitas.com.pl universitas Wstęp Kiedy zastanawiałyśmy się nad metaforą najlepiej oddającą istotę pomysłu realizowanego w tym tomie, przypomniała nam się przygoda, jaka spotkała Wielką szybę Duchampa. Podczas transpor- tu z pierwszej publicznej wystawy tego dzieła w Brooklyn Muse- um (listopad 1926 rok) Szyba została stłuczona. Katherine Dreier, właścicielka obiektu, zauważyła to dopiero po pięciu latach. Stłu- czenia naprawiono jednak wiele lat później, a właściwie, jak podaje Maria Poprzęcka, „zakonserwowano [Wielką szybę] w swej destruk- cji poprzez ujęcie w zabezpieczające szyby i aluminiowe ramy”1. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że Wielka szyba funkcjonowała od zawsze w zmiennych, pozornie „zakłócających” ją kontekstach: na fotografiach Man Raya – zakurzona, u Berenice Abbot – stłuczona, w muzeum filadelfijskim na tle okna, przez które widać nagą kobie- cą figurę z brązu; inscenizacja specjalnie na zamówienie Duchampa. Historyczne przygody tego dzieła pokazują dobitnie sens interpre- tacji; to nie „mnożenie” kolejnych warstw znaczeń i przykładanie ich do istniejących już obiektów, ale część procesu – polegającego na nadawaniu znaczeń, przywracaniu tekstów do obiegu, różnico- waniu i powtarzaniu – poza którym dzieła nie funkcjonują. Proces ten uwyraźnia nieautonomiczny charakter tekstów – zawsze są one nierozerwalnie złączone ze swoimi interpretacjami. 1 M. Poprzęcka, „Wielka szyba” – alegoria nierzeczywista, w: Wielkie dzieła. Wielkie interpretacje, red. M. Poprzęcka, Warszawa 2007, s. 236. 6 Wstęp Koncepcja tomu, który proponujemy czytelnikom – Interpretować dalej. Najważniejsze polskie książki poetyckie lat 1945–1989 – opiera się na założeniu, że historia polskiej poezji powojennej domaga się cią- gle nowych odczytań, uwzględniających nie tylko zmiany historycz- ne, ale również nieustanne przekształcenia świadomości estetycznej i metodologicznej. Dla polskiej świadomości historycznej wyraźną cezurą tego rodzaju rekonfiguracji metodologicznej przestrzeni jest oczywiście rok 1989, on też stanowi umowną granicę, od której zaczyna się tzw. literatura najnowsza, toteż nie dziwi zapewne, że uznałyśmy go za „moment” graniczny. Chciałyśmy podkreślić, że to dzięki interpretacyjnej aktywności historia literatury może być rozumiana jako „wieczny powrót” – jednak nie „tego samego”, ale tego, co posiada moc aktualizacji różnicy i co ujawnia swój poten- cjał w horyzoncie przyszłości. Zależało nam na tym, by autorzy poszczególnych części książ- ki, będących interpretacjami konkretnych tomów poetyckich, jako punkt wyjścia przyjęli dzisiejszą, po-modernistyczną perspektywę badawczą, która nie tyle pomijałaby macierzysty kontekst, właści- wy dla każdego z analizowanych zbiorów poetyckich, ile usiłowa- łaby obie perspektywy wyostrzyć i zantagonizować, wydobywając to, co sprawia, że analizowane książki odznaczają się potencjałem intelektualnym i artystycznym przekraczającym czas ich powstania. Omawiane tu tomy poetyckie są zatem prezentowane jako całościo- we projekty, skończone dzieła, a nie zbiory pojedynczych wierszy. Mamy wrażenie, że dotychczasowe publikacje albo zwracały uwagę na mistrzowskie interpretacje pojedynczych tekstów, albo skupiały się na całościowym opracowaniu twórczości danego poety; chcąc wyjść poza ujęcia monograficzne i te, które w centrum zaintereso- wania sytuują wiersz, zaproponowałyśmy autorom zaprezentowa- nie historii poetyckiego języka, idei, różnych koncepcji poezji przez pryzmat książek, które dziś wzbudzają kontrowersje, zachwyt, w dalszym ciągu ekscytują. Wybrałyśmy trzydziestu czterech poetów, bez których naszym zdaniem polska poezja powojenna nie może się obyć i którzy wy- datnie wpłynęli na kształtowanie się polskiej świadomości kulturo- wej. Chcąc uzyskać efekt polifonii i zwiększyć szanse odczytań poza utrwalonymi już w świadomości sposobami lektury, zaprosiłyśmy do współpracy nie tylko naukowców akademickich, polonistów, ale również osoby spoza tego kręgu: poetów, krytyków, niekoniecznie zajmujących się poezją polską specjalistycznie i zawodowo. To ba- 00 kisazki poetyckie.indd 6 1/11/2012 3:33:39 PM Wstęp 7 dacze – najczęściej zresztą nieuchodzący za specjalistów „od” dane- go autora – wybierali książki, które uznali z dzisiejszej perspektywy za najważniejsze w twórczości omawianego poety. Tom Interpretować dalej. Najważniejsze polskie książki poetyckie lat 1945–1989 jest wynikiem pewnego eksperymentu – na wzór zbio- ru opowiadań On with the Story Johna Bartha (Opowiadać dalej, w tłu- maczeniu Macieja Świerkockiego) chcemy „interpretować dalej”. Przejęty przez nas spolszczony tytuł Bartha w pełni oddaje za- mysł tej antologii: chcemy podjąć próbę czytania „znanych” rzeczy „inaczej” i sprawdzenia, na ile to „inaczej” modyfikuje utrwalony już obraz twórczości danego autora oraz poetycki układ w latach 1945–1989. Dlatego postawiłyśmy na zindywidualizowane, osobi- ste wybory poszczególnych książek, mając nadzieję, że taki punkt wyjścia umożliwi ujawnienie innych kontekstów niż te potwierdzo- ne już przez historię literatury. Kilku słów komentarza wymaga kompozycja tomu. Teksty uło- żone są zgodnie z chronologią powstawania omawianych w nim książek poetyckich, tak więc całość otwiera pochodzące z 1945 roku Drzewo rozpaczające Władysława Broniewskiego, a zamyka Widoków- ka z tego świata Barańczaka, opublikowana w roku 1988. Poza chro- nologią, na końcu tomu, znalazły się dwa artykuły – poświęcony Andrzejowi Bursie, który za życia nie zdążył wydać żadnej książki, a zatem jego komentator korzysta ze zbiorów wydanych pośmiert- nie i, jak pisze, „wyprojektowuje” z nich tom, którego autorem mógłby być sam Bursa, i tekst na temat Stanisława Dróżdża, który nie pozostawił po sobie żadnej „książki poetyckiej”, a tylko katalogi wystaw mogące pełnić tę rolę zastępczo. Mimo że twórcy ci nie do końca spełniają przyjęte przez nas kryteria, uznałyśmy, że bez nich wybór „najważniejszych książek poetyckich lat 1945–1989” byłby niekompletny w większym stopniu, niż może wydać się teraz, czyli w kształcie, jaki proponujemy. Jesteśmy jednocześnie przekonane, że to nie o „kompletny” korpus dzieł toczy się interpretacyjna gra, jej stawką jest raczej „gotowość na wszystko”, zarówno tekstów, jak i interpretatorów. Cytując te słowa, parafrazujemy narratora Opowia- dać dalej rozpoczynającego swoją opowieść w przekonaniu, że bę- dzie ona trwać „bez końca”, bo chodzi o to, żeby „odwlec koniec”, by nieustannie podtrzymywać opowieść i tym samym interpretację. Anna Kałuża, Alina Świeściak 00 kisazki poetyckie.indd 7 1/11/2012 3:33:39 PM Grzegorz Jankowicz „Bunt roślin”? Ekopoetyka w Drzewie rozpaczającym Władysława Broniewskiego Owijam się wierszem, jak mumia w tkaniny, żeby przez wieczność drzemać, szukam rytmu do szumu kaliny – i nie ma. Władysław Broniewski, Bezradność1 Tło ma znaczenie (czyli kilka słów o metodzie) Jedna z najsłynniejszych scen Hitchcockowskiego Zawrotu głowy rozgrywa się w restauracji u Ernie’ego. Scottie siedzi przy kontua- rze, obserwując drugą salę, wypełnioną stołami i gośćmi. Kamera pokazuje nam całe pomieszczenie w długim, ciągłym ujęciu, które- go zwieńczeniem jest najazd na plecy kobiety – punkt, który pełni funkcję magnetyczną (przyciąga kamerę, uwagę bohatera i pobu- dza percepcję widza). Kiedy kobieta (czyli Madeleine) wychodzi z restauracji ze swym partnerem, Scottie odwraca się do kontuaru, by ukryć zainteresowanie jej osobą. Widzimy wówczas znajdują- cą się w tle ścianę, która zaczyna pulsować intensywną czerwienią. Hitchcock prezentuje widzowi uczucia Scottie’ego, które ten skry- wa przed spojrzeniem Madeleine (i naszym). Tło odgrywa w tej 1 Wszystkie cytaty pochodzące z wierszy Władysława Broniewskiego podaję za wydaniem: W. Broniewski, Wiersze i poematy, Warszawa 1972. 10 Grzegorz Jankowicz scenie kluczową rolę – jest ekranem, na którym oglądamy emocje postaci. Opisane ujęcia nie zostały nakręcone z perspektywy Scottie’ego, a jednak – dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu scenografii – po- trafimy bezbłędnie zidentyfikować jego punkt widzenia. Jesteśmy w stanie określić postawę bohatera wobec Madeleine, jej partnera, a także otaczających go osób i przedmiotów. Ale tło pełni inną jesz- cze rolę – jest rodzajem protezy, za pomocą której podmiot próbuje poradzić sobie z nadmiarem uczuć. Pulsująca czerwień ściany to, rzecz jasna, figura podniecenia, które ogarnia Scottie’ego na widok Madeleine. Na jego twarzy maluje się spokój, ale we wnętrzu – któ- rego ekranem jest tło – buzują emocje. Jednak pulsowanie sygnali- zuje także reakcję psychiczną, która może doprowadzić do rozpadu podmiotu. Uczucia są zbyt silne, by dało się je utrzymać w granicach psychiki. Zatem ściana pełni również funkcję ekranu ochronnego: stanowi zewnętrzny parawan osłaniający Scottie’ego przed źródłem „promieniowania”, którym jest jego własne wnętrze2. Wyobraźmy sobie teraz inną scenerię tej samej gry uczuć: je- steśmy w parku, otaczają nas drzewa i spacerujący ludzie. Scottie znów spotyka Madeleine, zasłania twarz gazetą, by ukryć gwałtow- ny afekt, ale kamera pokazuje nam tło – tym razem nie ścianę, lecz szpaler drzew lub krzewów. Dzięki temu możemy śledzić każdą reakcję psychiczną bohatera. Wystarczy, by reżyser wprawił owe drzewa w ruch za pomocą nagłego porywu wiatru (Hitchcock nie stronił od takiego wykorzystania natury). Komentując scenę spot- kania w restauracji u Ernie’ego, Slavoj Žižek zwraca uwagę na fakt, że mamy w niej do czynienia z klasycznym przykładem oka-kamery (kino-oko, kino-glaz)3. Obiektyw obserwuje rzeczywistość, swobod- nie krążąc wokół ludzi i przedmiotów, tak jakby ręka kamerzysty nie ograniczała jego ruchu. Słoweński filozof przyrównuje kino- -oko do „organu bez ciała”, czyli części ciała, która uwolniła się od całości i wiedzie autonomiczny „żywot”, porusza się – niczym obce stworzenie – bez podpórki, którą zapewniał jej organizm. Wyemancypowany organ – dzięki ciągłym i nieprzewidywalnym 2 Na temat sceny u Ernie’ego zob. J.-P. Esquenazi, Hitchcock et l’aventure de Ver- tigo, Paris 2001, s. 123–126. 3 S. Žižek, Gadające głowy, przeł. G. Jankowicz, w: tegoż, Lacrimae rerum. Kie- ślowski, Hitchcock, Tarkowski, Lynch, przeł. G. Jankowicz, J. Kutyła, K. Mikurda, P. Mościcki, przedm. K. Mikurda, Kraków 2007, s. 143–145. „Bunt roślin”? Ekopoetyka w „Drzewie rozpaczającym”… 11 zmianom położenia – pozwala nam inaczej spojrzeć na podmiot. Śledząc ruch kamery, możemy zajrzeć za parawan, którym podmiot zasłania się przed nami i przed samym sobą. Zróbmy teraz Hitchcockowskie cięcie i skierujmy obiektyw kry- tycznej kamery na inny punkt: tom wierszy Władysława Broniew- skiego Drzewo rozpaczające. Poświęcam tyle miejsca scenie z Zawrotu głowy, gdyż stanowi ona w moim przekonaniu doskonałą figurę relacji między bohaterem utworów Broniewskiego a scenografią, w której ów bohater jest zazwyczaj prezentowany. Wyjściowa teza jest następująca: Broniewski – podobnie jak Hitchcock – czyni z tła ekran, na którym wyświetlane są uczucia bohatera jego wierszy. Drugi plan składa się z elementów, które przynależą do dwóch po- rządków: naturalnego (przyroda Bliskiego Wschodu i Polski) oraz urbanistycznego (odwiedzane miasta Palestyny, Iranu, Iraku, a tak- że przywoływane we wspomnieniu miasta polskie). Ekran należy w tym kontekście rozumieć zarówno jako medium służące do wy- świetlania obrazów, jak i narzędzie (apparatus) ochraniające podmiot przed siłami (głównie wewnętrznymi), nad którymi nie potrafi za- panować. Bohaterowi tego tomu – zmuszonemu do emigracji, tułają- cemu się po świecie, trawionemu rozdzierającą tęsknotą za Pol- ską, niecierpliwie wyczekującemu chwili powrotu – grozi rozpad. W niektórych wierszach ów rozpad jest przedstawiany jako jedyne rozwiązanie alternatywne wobec losu wygnańca, który utknął w la- biryncie historii i polityki. Napięcie, które wywołuje ta sytuacja, jest tak duże, a oczekiwanie na zmianę tak bolesne, że destrukcja wydaje się jedynym rozwiązaniem (lepsza apokalipsa niż niepewność losu). Utwór Homo Sapiens przynosi wizję bombardowania, które niszczy istniejący porządek świata, grzebiąc pod gruzami wszelkie zło: jego ludzkie i nieludzkie źródła, a także tych, którzy je czynią. To ra- dykalna tęsknota za innym rodzajem człowieczeństwa – w miejsce skorumpowanego człowieka współczesności pojawia się „dobry, spokojny – Homo Sapiens”. Plan zniszczenia przedstawiany jest jako ostatnia możliwość wyjścia z impasu: Ja lecę ku nim, mściwy lotnik, i świecąc reflektorem serca, bombami słów złowieszczo zbrojny, ciskam je w zaciemnienie wojny jak jeden z Czterech, co uśmierca. 12 Grzegorz Jankowicz Mamy tu do czynienia z czymś na kształt psychoanalitycznego passage à l’acte, czyli przejścia do działania w obliczu ogromnego napię- cia emocjonalnego, które grozi rozpadem. By ów rozpad wewnętrzny zatrzymać, podmiot „odreagowuje”, mając nadzieję, że dzięki temu uda mu się zatrzymać proces zniszczenia. Ciska bomby w „zaciemnie- nie wojny” (kapitalna figura chaotycznej natury walki), by tę ciemność rozświetlić. W rzeczywistości zaś zwiększa tylko jej rozmiary. To rozwiązanie radykalne – w sytuacji, w której nie może za- panować nad rozrastającym się fantazmatem alienacji i lęku, boha- ter Broniewskiego sięga po ekstremalne środki poetyckie (bomby są zrobione ze słów). Nie jest to jego jedyna strategia ochronna. Częściej zdarza mu się projektować nadmiar negatywnych uczuć na zewnętrz, przerzucając je na otaczającą go przyrodę i odwiedza- ne miejsca. Do złudzenia przypomina w tym Hitchcockowskiego Scottie’ego, który wyświetla podrygi duszy na ekranie ściany. Stan emocjonalny podmiotu tych wierszy był wielokrotnie opi- sywany. To istotny element wojennego projektu poetyckiego autora Troski i pieśni (o ile można w tym kontekście mówić o „projekcie”)4. Bardziej jednak ciekawi mnie to, co dzieje się pod wpływem przedsta- wionego wyżej psychopoetyckiego zabiegu projekcji z samą przyrodą5. W jaki sposób zaciąga się ją na służbę, by przechwytywała destruk- tywne uczucia i zarazem chroniła przed ich zgubnym wpływem? Co zmienia się w jej strukturze, znaczeniu i funkcji? Mówiąc inaczej: zależy mi na tym, by zmienić relację między pierwszym i drugim planem, by wyciągnąć z ukrycia tło, które do tej pory traktowano (mowa nie tylko o Broniewskim, ale także o krytykach, którzy pisali o Drzewie rozpaczają- cym) służebnie. Chciałbym przyjrzeć się naturze z perspektywy czegoś w rodzaju krytycznego oka-kamery, które zrywa (albo przynajmniej na chwilę zawiesza) istniejące więzy pomiędzy poszczególnymi elementa- mi wiersza (tropami, figurami, motywami, toposami etc.), by odsłonić przed naszym okiem znaczenia literalne. Na tym w istocie polega gest ekokrytyczny. Terry Eagleton określa cel analizy językowo-literackiej jako obserwację i opis efek- 4 Zob. T. Bujnicki, Pielgrzym i żołnierz tułacz (Wokół tomików „Bagnet na broń” i „Drzewo rozpaczające”), w: tegoż, O poezji rewolucyjnej. Szkice i sylwetki, Katowice 1978. 5 Zadanie to podejmę z inspiracji tekstem Grega Garrarda Radical Pastoral? („Studies in Romanticism”, vol. 35, nr 3, s. 451–465), gdzie znajduje się instruktyw- ny dla kontekstowej analizy literackiej rozdział How to Refer to a Mountain, w którym autor zastanawia się nad statusem ontologicznym i epistemologicznym przyrody. „Bunt roślin”? Ekopoetyka w „Drzewie rozpaczającym”… 13 tów wytwarzanych przez różne dyskursy (chodzi również o analizę sposobów wytwarzania owych efektów). Weźmy np. podręcznik zoologii, powiada Eagleton. Czytając go po to, by poszerzyć naszą wiedzą z zakresu nauki o zwierzętach, zwracamy uwagę na przed- stawione w nim informacje o świecie zwierzęcym. Jednak możemy również zbadać sposób, w jaki ustrukturyzowany został dyskurs zoologiczny zawarty w owym podręczniku. Na tym polega kla- syczna analiza retoryczna i/lub strukturalna6. Spróbujmy odwrócić przykład Eagletona. Wyobraźmy sobie wiersz – czyli tekst, który posiada nacechowaną retorycznie strukturę – opowiadający o śro- dowisku naturalnym. Jasne jest, że musimy go czytać z dyskursyw- nym mikroskopem w oku, by dowiedzieć się, jak został zbudowany. Ale możemy także (a nawet powinniśmy – jak powiadają ekokrytycy) wziąć pod uwagę, co dany wiersz ma nam do powiedzenia o samej na- turze. W takim ujęciu róża przestaje być figurą miłości i zamienia się – jak u Gertrudy Stein – w… różę, która jest różą, jest różą etc. Chodzi o to, by krytyczne oko-kamery wydobyło z drugiego planu elementy, które do tej pory pełniły drugorzędną (choć wcale istotną) rolę. W wierszu zatytułowanym Sen bohater Broniewskiego utożsa- mia się z drzewem, które rośnie na podwórzu: Jerozolimskie małe podwórze. Białe kamienie. Ileż tu dnia! Drzewko kwitnące rośnie przy murze. Patrzysz wzruszona. Widok cię urzekł kwieciem wiosennym. (Drzewko – to ja). Fraza, za pomocą której poeta wyraża ontologiczne zjednoczenie z naturą, jest parafrazą i zarazem odwróceniem Rimbaudowskiego hasła „Ja to ktoś inny” (nawiązania do Rimbauda kilkakroć pojawia- ją się w innych wierszach z tego tomu – najwyraźniej w utworze Jean Arthur). Jeśli u Rimbauda chodziło o rozbicie jednolitej struktury podmiotu, by wprowadzić do jego wnętrza innorodne elementy, to w utożsamieniu Broniewskiego mamy do czynienia z antropomor- fizacją przyrody – pełnym podporządkowaniem natury, która pełni rolę nośnika i „wzmacniacza” uczuć. „Nie dbam o to, co pisze Freud na ten temat / Co mi tam prawdy znane od lat” – pisze dalej poeta. Najważniejszy okazuje się odczuwany przez podmiot „ból serca” (wyrażony za pomocą zgranej do szczętu językowej kliszy). Reszta 6 T. Eagleton, Literary Theory: an Introduction, Oxford 1996, s. 205. 14 Grzegorz Jankowicz zostaje zmieciona ze sceny wiersza, wypchnięta poza kadr, a jeśli się w nim mieści, to tylko dlatego, że ma do odegrania służebną wzglę- dem podmiotu rolę. Broniewski wypiera przyrodę do nieświado- mości tekstu. I właśnie tam musimy wysłać krytyczne oko-kamery, by przyjrzeć się naturze z innej perspektywy. Lawrence Buell wymy- ślił termin „ekologiczna nieświadomość” (environmental unconscious)7, który odpowiada Jamesonowskiej „politycznej nieświadomości”8. Według tego ostatniego każdy tekst mówi o polityce i ideologii na- wet wtedy, gdy na pierwszy rzut oka jego tematem jest coś innego. Nie chodzi mi zatem o analizę „motywu przyrody” w tomie Drzewo rozpaczające Władysława Broniewskiego, lecz o zmianę przedstawio- nej w wierszach relacji między bohaterem a światem. Przedmio- tem mojej analizy będą: 1) związek między podmiotem a naturą; 2) rola tej ostatniej w ukazywaniu przeżyć wewnętrznych podmio- tu; 3) a także sposób, w jaki autor Krzyku ostatecznego prezentuje za- leżności między człowiekiem a jego środowiskiem naturalnym. Gest ekokrytyczny nie jest zatem gestem neutralnym. Quod erat demonstrandum. Broniewski na Bliskim Wschodzie (czyli dlaczego eukaliptus to brzoza) Gdybyśmy ułożyli listę chwytów retorycznych, za pomocą któ- rych autor Drzewa rozpaczającego opisuje przyrodę, okazałoby się, że do najczęściej stosowanych przezeń środków należą personifikacja i antropomorfizacja. Natura zostaje wyposażona w cechy ludzkie, które mają charakter bardziej (personifikacja) lub mniej (antropo- morfizacja) skonwencjonalizowany. Zaczyna się od wysokiego C, czyli od tytułowego wiersza Drzewo rozpaczające, w którym spotyka- my – a jakże! – „brzozę płaczącą”. W synopsie całego tomu Broniewski daje nam przegląd poe- tyckich narzędzi, za pomocą których będzie próbował okiełznać coraz silniejsze poczucie wyobcowania z historii, a także coraz do- tkliwszą tęsknotę za krajem. Bohater tych wierszy – podobnie jak sam poeta – w wyniku działań wojennych znalazł się na Bliskim 7 L. Buell, Writing for an Endangered World: Literature, Culture, and Environment in the United States of America and Beyond, Cambridge 2001, s. 18–27. 8 F. Jameson, The Political Unconscious, Ithaca 1981. „Bunt roślin”? Ekopoetyka w „Drzewie rozpaczającym”… 15 Wschodzie, gdzie zmuszony jest „przebywać” (bodaj nigdy nie mówi o „zamieszkiwaniu” tego miejsca). Dookolna rzeczywistość jawi mu się jako miejsce nieprzyjazne i nieciekawe (mimo historycz- nego i symbolicznego wymiaru). Niestety nic nie wskazuje na to, że ów pobyt będzie miał charakter tymczasowy, dlatego bohater pró- buje przebić się do Polski, wykorzystując pamięć i wyobraźnię. Żeby to zrobić, musi odrzucić otaczający go świat i wysiłkiem wyobraźni, wzmocnionej poetyckim słowem, zastąpić go wspomnieniem. Wy- wołuje to ciekawy efekt: otóż Bliski Wschód – jego miasta, ludzie i przede wszystkim przyroda – zaczyna funkcjonować jak system znaków, których ukryte znaczenia to zarazem ślady innej rzeczywi- stości. Każdy z tych znaków odbija uczucia podmiotu, a jednocześ- nie odsyła do innej sceny, która rozgrywa się już w sferze pamięci i wyobraźni. Kiedy w wierszu pojawia się element bliskowschodniej przyrody, natychmiast zostaje przemieniony w metaftonimię, czyli taki środek stylistyczny, który łączy w sobie cechy metafory i meto- nimii9. Zazwyczaj zaczyna się od metonimicznej przyległości mię- dzy podmiotem a rośliną (drzewem, krzewem, gałązką): Koło mnie cyprys, niby mroku stróż, stoi posępny, głową w gwiazdach tonie, jam też posępny, gdy wiem wszystko już i ręce łamiąc stoję na balkonie. […] Na wschodzie różą zapłonił się świt i słońce pełną wylało się misą. Szklanka stłuczona. Mgielny prysnął mit. Ręką dotknęła mnie gałąź cyprysu. Wprawione w ruch znaki określające cechy ludzkie i roślinne zamiennie nazywają elementy opisywanej sceny. Przyroda zostaje „zarażona” smutkiem bohatera (cyprys wchłania emocje podmiotu i stanowi ich potwierdzenie – jak gdyby bez tej konfirmacji i gry utożsamień nie można było owych uczuć wytrzymać). Trudno wy- znaczyć punkt, w którym metonimia przekształca się w metafo- rę, metafora zaś na powrót w metonimię. A trzeba pamiętać, że 9 Zob. L. Goossens, Metaphtonymy: The Interaction of Metaphor and Metonymy in Expressions for Linguistic Action, „Cognitive Linguistics” 1990, nr 1, s. 323–340; D. Geeraerts, The Interaction of Metaphor and Metonymy in Composite Expressions, w: Metaphor and Metonymy in Comparison and Contrast, red. R. Dirven, R. Pörings, Berlin 2002, s. 435–465. 16 Grzegorz Jankowicz ostatecznie przyroda ma do spełnienia jeszcze jedną funkcję: ale- goryczną. Cyprysy i eukaliptusy są alegoriami brzóz i topól, któ- re bohater Drzewa rozpaczającego przechowuje w pamięci. Przyroda – jak się rzekło – to sieć tropów i figur, które przechowują ślady nieobecnego świata i minionego czasu (doświadczenia podmiotu przedstawiane są w kontekście przestrzennym i czasowym). Natura nie jest jedynie liryczną scenografią wiersza (choć i w tym celu bywa przez Broniewskiego wykorzystywana), lecz stanowi nieodzowny retoryczny komponent rozpisanej na kilkadziesiąt wierszy historii upadku (podmiotu i świata), wygnania, wędrówki, utraty i wyczeki- wanego powrotu. Broniewski rozwija przed czytelnikiem kobierzec nostalgicznych tropów, figur i trybów wypowiedzi. Nie zawsze jest konwencjonal- ny, choć trzeba przyznać, że jeśli ma do wyboru kliszę językową i nową metaforę, często wybiera kliszę, jakby zależało mu na bez- pośredniej, szybkiej i pewnej komunikacji z czytelnikiem. Słowem – dokłada wszelkich starań, by odbiorca nie miał wątpliwości, o ja- kich emocjach mowa. Greg Garrard pisze, że nostalgia bywa wyra- żana za pomocą trzech gatunków lub trybów pisarskich: idylli, elegii i utopii10. Tworzą one prosty model dialektyczny, w którym idylla odpowiada tezie, elegia – antytezie, a utopia – syntezie, w której odzyskuje się – na poziomie literackim – utracony element rzeczy- wistości. W idylli opiewa się sielski obraz przeszłości, której cechą główną jest harmonia. Za pomocą trybu elegijnego poeci wyrażają doświadczenie utraty, wygnania, oddzielenia od świata przeszłości. Utopia natomiast – która u Broniewskiego występuje bardzo rzadko – prezentuje drogi wyjścia z impasu, w jakim znalazł się podmiot. Broniewski najczęściej posługuje się elegią i idyllą, mieszając je ze sobą i wygrywając wynikające z tego napięcia liryczne. Przywo- ływany już wiersz Drzewo rozpaczające zaczyna się od burzy, która szaleje nad pogrążoną w mroku nocy Jerozolimą. Od czasu do czasu błyskawice rozświetlają miasto, wydobywając z ciemności budynki i drzewa. Poeta – co znamienne – przywołuje topografię biblijną: ogród Getsemani, Górę Oliwną, Dolinę Jozafata. „Kul- minacyjne momenty biblijnego dramatu ludzkości – pisze w swym studium o ogrodach romantyków Ryszard Przybylski – rozegrały się w ogrodach. Upadek człowieczeństwa miał miejsce w ogrodzie 10 G. Garrard, Ecocritics, London, New York 2008, s. 33–58 (rozdział poświęcony literaturze pastoralnej i jej gatunkom). „Bunt roślin”? Ekopoetyka w „Drzewie rozpaczającym”… 17 w Edenie, w raju podarowanym naszemu rodzajowi przez Boga. Początek odkupienia – męka Chrystusa – nastąpił w Sadzie Oliw- nym zwanym Getsemani. Grób odkupiciela ludzkości znajdował się z kolei w ogrodzie Józefa z Arymatei, nie opodal Golgoty, gdzie wznosiło się drzewo zbawienia, krzyż”11. Widać od razu, do ja- kiej tradycji nawiązuje Broniewski, łącząc biblijne toposy z ro- mantycznym sztafażem lirycznym. Pogrążonemu w rozpaczy bohaterowi wiersza przychodzi w sukurs cmentarny eukaliptus, który dzielnie opiera się zawierusze. Doświadczenie wyobcowa- nia, które trawi podmiot, znajduje swe odbicie w walce samot- nego drzewa: To drzewo, bite przez deszcz i wiatr, szamoce się w strasznej męce, wyciągając bezradnie w świat rozchwiane, zielone ręce. Drzewo szumi – to jego płacz, zawodzenie, jęk wniebogłosy. Tak samo płaczka rozdziera płaszcz i popiołem posypuje włosy. Drzewo włosy tarza po ziemi i znów podnosi ramiona, aby się modlić słowami bluźnierczemi, kląć modlitewnie: „Adonaj!...” Najciekawsza jest końcówka tego trzystrofowego opisu zma- gań słabej rośliny z potężnymi żywiołami. Chodzi o bluźnierczą modlitwę „Adonaj”. To hebrajskie słowo oznacza – jak wiadomo – „Pana”, czyli tytuł należny wszechmocnemu Bogu. Co ciekawe, jego użycie wiąże się ściśle z zakazem wypowiadania boskiego imie- nia, który obowiązuje w judaizmie. Podczas głośnej lektury Biblii nie można wymówić tetragramu JHWH. Zastępuje się go słowem „Adonaj”. Eukaliptus w wierszu Broniewskiego unika boskiego imienia, przestrzega zakazu. Można ten znak potraktować jako fi- gurę narodu wybranego, który najdotkliwiej doświadczył wojennej przemocy. W kolejnej strofie poeta utożsamia się z drzewem: Drzewo, po ziemi tarzające łbem i w buncie rozpaczające, 11 R. Przybylski, Ogrody romantyków, Kraków 1978, s. 80. 18 Grzegorz Jankowicz ja z tobą, drzewo, szumię jednym tchem, najsamotniejszy pod słońcem. Wiersz zamyka wyobrażenie śmierci, która nie wydaje się tak straszna dzięki obecności owego „śpiewającego” eukaliptusa. Bro- niewski pisze o buncie rośliny, która przeciwstawiła się burzy, dając do zrozumienia, że jej rebelia odpowiada wewnętrznej rewolucji, w wyniku której podmiot zamierza wyrwać się z polityczno-wojen- nej maszyny mielącej jego słowa. W trybie elegijnym i idyllicznym poeta dokonuje przewartoś- ciowania w obrębie zmysłów, zmienia parametry percepcji. Wspo- minałem wcześniej, że dookolna rzeczywistość Bliskiego Wschodu zostaje odrzucona, ponieważ nie jest w stanie wypełnić pustki po utracie polskiego krajobrazu. Broniewski przekreśla ją zamaszystym gestem, a następnie (jak w wierszu Rysunek) próbuje naszkicować kontury dawnego świata. Kiedy uświadamia sobie, że wzrok prze- szkadza w realizacji zadania, wybiera słuch12: Potrzeba mi wielkiej ciszy wśród gór i niebios ogromu, żebym raz jeszcze usłyszał głos z domu. (W górach Libanu) I ktoś zawoła z cicha, tak że ledwo usłyszę, głos przypomni ojczyznę. (Wieczorem) Ja nie, żeby pisać „Sonety”, nie, żeby „Króla Ducha” – sercem poety pragnę posłuchać… (Po co żyjemy?) W tej ciszy, która jest potrzebna, by do ucha doszły odgłosy z przeszłości, wyraźniej słychać (przynajmniej wydaje się, że sły- chać) rośliny. W pierwszym utworze z cyklu Pejzaże palestyńskie poja- wia się samotny cyprys, który nazywany jest „wykrzyknikiem smut- ku”. W Fedonie Platon potępia zmysł wzroku, pisząc: „Więc wydało 12 Zob. na ten temat M. Tramer, Brudnopis in blanco. Rzecz o poezji Władysława Broniewskiego, Katowice 2010, s. 249–252. „Bunt roślin”? Ekopoetyka w „Drzewie rozpaczającym”… 19 mi się, że trzeba uciec do słów i w nich rozpatrywać prawdę tego, co istnieje”13. Broniewski mógłby to zdanie sparafrazować w nastę- pujący sposób: „Więc wydało mi się, że trzeba uciec do dźwięków i śpiewu przyrody, przywołując za ich pomocą to, co naprawdę ist- nieje, czyli przeszłość i kraj ojczysty”. Śpiew roślin jest w istocie kolejną antropomorfizacją, ponow- nym upodrzędnieniem natury, która w ciszy, na ogołoconej scenie, prezentuje przed podmiotem swe „wdzięki”. Uderzająca jest ślepota bohatera tych wierszy. W kawałku zatytułowanym Targowisko poeta i jego muza trafiają na targ, gdzie – jak nagie niewolnice – zostają wystawieni na sprzedaż. To sugestywny obraz uprzedmiotowienia wiersza i jego twórcy – uprzedmiotowienia, które dokonało się za sprawą wojny, zmieniającej układy wartości i wywracającej do góry nogami niegdysiejsze hierarchie. Jak to możliwe, że ktoś, kto jest tak wrażliwy na doświadczenie poniżenia, nie dostrzega poniżającego gestu, który wykonuje wobec natury? Natura nie istnieje Sytuację bohatera Drzewa rozpaczającego najlepiej oddaje zdekon- struowane przez Grega Garrarda słowo belonging. W wersji rzeczow- nikowej wyraz ten oznacza „przynależność” (np. do miejsca lub do kogoś). Garrard odrywa przedrostek – (be)longing – wydobywając ukryte znaczenie rdzenia longing (tęsknota, pragnienie, potrzeba)14. Bohater Broniewskiego nie potrafi zakorzenić się w miejscu, w któ- re wrzuciła go wojna. Ilekroć próbuje nawiązać z tym miejscem bliższą relację, pojawia się tęsknota za Polską, która niweczy jego wysiłki. Zostawmy jednak podmiot i skoncentrujmy się na samej natu- rze. Tytuł niniejszej części nawiązuje do słynnego (i wielokrotnie poddawanego krytyce, głównie przez feministki) zdania Jacques’a Lacana: „La femme n’existe pas” („Kobieta nie istnieje”). Co ono oznacza? W jakim sensie kobieta nie istnieje? Chodzi o relację mię- dzy podmiotem a porządkiem symbolicznym, w którym ów pod- 13 Platon, Fedon, w: tegoż, Uczta, Eutryfon, Obrona Sokratesa, Kriton, Fedon, przeł., wstępem, objaśnieniami i ilustracjami opatrzył W. Witwicki, Warszawa 1982, s. 451 (99 d–e). 14 G. Garrard, Radical Pastoral?…, s. 463. 20 Grzegorz Jankowicz miot się konstytuuje. Centralnym znaczącym porządku symbolicz- nego jest fallus, który organizuje wokół siebie pozostałe znaczące – jest ich regulatorem i głównym relatorem (porządkuje znaczące; jest także gwarantem czysto arbitralnej relacji między nimi). Porzą- dek symboliczny – język, prawa, konwencje – zorganizowany jest wokół pustki. Mówiąc inaczej: pustka wkracza w nasze życie (czyli jest możliwa do uchwycenia) za sprawą łańcucha znaczących, który wije się wokół symbolicznej dziury. Jeśli Lacan powiada, że kobieta nie istnieje, to ma na myśli jej status w porządku symbolicznym, którego – jak pisałem przed chwilą – centralnym elementem jest znaczące fallusa. Binarną opozycję między kobietą a mężczyzną La- can definiuje za pomocą kategorii kastracji: mężczyzna jest po stro- nie znaczącego fallusa, kobieta zaś jest symbolicznie wykastrowana (określa ją „brak fallusa”). Kiedy tę samą relację rozpatrujemy na poziomie Realnego, wówczas hierarchiczna opozycja znika, a w jej miejsce pojawia się zwykła różnica. Kobieta nie jest wcale wykastro- wana, lecz nie posiada penisa. Zróbmy kolejne cięcie i wróćmy do Broniewskiego. Wspom- niałem wcześniej, że poeta rozwija przed czytelnikiem kobierzec nostalgicznych tropów, figur i trybów wypowiedzi. Pisałem także o przyrodzie Bliskiego Wschodu, która stanowi system znaków odsyłających z jednej strony do stanów emocjonalnych podmio- tu, z drugiej zaś – do przeszłości. W poetyckim porządku symbo- licznym, który stworzył autor Drzewa rozpaczającego, w centralnym punkcie znajduje się podmiot. Prawda, że jest to podmiot zarażony brakiem, targany silnymi namiętnościami, umęczony wędrówką i wyniszczany przez tęsknotę. Niemniej to właśnie on znajdu- je się w pozycji regulatora i relatora. Natura stanowi albo tło, na którym rozgrywa się jego dramat, albo protezę, za pomocą której próbuje się uporać z emocjami, albo ekran, który chroni przed rozpadem. W porządku znaczących drzewo nigdy nie zaj- mie u Broniewskiego uprzywilejowanej pozycji, mimo że tryb idylliczno-elegijny zdaje się stawiać naturę w centrum lirycznego teatrzyku. Skądinąd autor Bani z poezją był tego doskonale świa- dom. W tomie Krzyk ostateczny umieścił wiersz Brzoza, w którym opowiada o „zamordowaniu drzewa”: Podszedłem do brzozy z nożem i zatopiłem ostrze w białej brzozowej korze, chciwie wypiłem z rany sok młody – krew brzozową „Bunt roślin”? Ekopoetyka w „Drzewie rozpaczającym”… 21 i upadłem. I sen mnie zmorzył. A brzoza szumiała nad głową. Śniłem o tym, com stracił i o tym do czego tęsknię, a wtedy – o brzozo! brzozo! – tyś zaszumiała najpiękniej… Obudziłem się z nożem w ręku, świadomy krzywdy okrutnej. W niebie mogło być jeszcze błękitniej, ale nie mogło być smutniej. Po raz kolejny przyroda spełnia zapotrzebowanie podmiotu. Dzięki niej można do woli śnić o tym, co utracone, albo o tym, co wywołuje tęsknotę. Drzewo jest zatem nieodzownym elementem trybu elegijnego: stanowi rekwizyt, część scenografii, nośnik uczuć, ochronny parawan i figurę przeszłości. Lacan nie dopuszczał możliwości zmiany struktury porządku symbolicznego. Według niego łańcuch znaczących zawsze będzie wybrakowany, co oznacza, że wszyscy, którzy wkraczają w porządek symboliczny, doświadczają jego alienującej mocy. Wydaje mi się jed- nak, że w wyniku pracy poetyckiej łańcuch znaczących można roz- luźnić, uwalniając to, co w hierarchii (ontologicznej, aksjologicznej i politycznej) zajmowało niższą pozycję. W Drzewie rozpaczającym Broniewski nie jest w stanie tej pracy wykonać. Już w tomie Krzyk i pieśń znajdujemy kapitalny wiersz Żywioły, który przedstawia walkę człowieka z nieopanowaną naturą: Osaczają mnie piaski pustyń, wody prą straszliwym zalewem, wyją wichry po stepie pustym: wichrom, wodom, pustyniom śpiewam! Śpiewam radość człowieczej mocy, kiedy tworzy, kiedy wyzwala, kiedy dumnie światu wśród nocy prometejskie ognie zapala. Trzeba iść i budować miasta, bo dla żywych odwrotu nie ma, bo za nami śmiercią narasta wieczność ślepa, noc głuchoniema. Pieśń poety, ale także urbanistyczne osiągnięcia ludzkości sta- nowią tutaj przeciwwagę dla przerażającej natury. W utworze 63 z Drzewa rozpaczającego poeta powiada, że „nie jest urbanistą”, ale jego słowa posiadają moc, która sprawi, że miasto powstanie z ruin. Bohater Broniewskiego (ale także sam Broniewski jako pisarz) wy- biera stronę cywilizacyjnego porządku i potępia przyrodę. Nie jest 22 Grzegorz Jankowicz to, rzecz jasna, potępienie całkowite. Wiemy już, że natura może być bardzo przydatna błądzącemu podmiotowi. W Drzewie rozpaczającym przyroda nigdy jednak w pełni nie do- chodzi do głosu, albowiem to nie jej rozpacz słychać od pierwszych wersów tomu. Dlatego gest ekokrytyczny jest potrzebny, pozwala bowiem ujrzeć relację między człowiekiem a jego środowiskiem w realnej sytuacji, w której symboliczne hierarchie tracą swą moc, a drzewo jest drzewem jest drzewem jest drzewem. Beata Mytych-Forajter, Wacław Forajter Ballada o smutnym kataryniarzu. O Zaczarowanej dorożce Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego Twórczość Gałczyńskiego, z racji swojego czasopiśmiennicze- go charakteru1, z trudem wpisuje się w schemat tzw. dorobku poety. Składają się na nią dziesiątki wierszy rozsianych na stro- nach gazet, a nie – przemyślane konstrukcje lirycznych książek. Jednak nawet on, wielbiciel szybkiego kontaktu z odbiorcą, „po- pełnił” kilka mniej lub bardziej rozwichrzonych zbiorów wier- szy. Opublikowana w roku 1948 Zaczarowana dorożka może być poszukiwanym asem w rękawie (płaszcza poety). Potwierdzają to głosy czytelników profesjonalnych i amatorów: wszyscy oni twierdzą, że to „najlepszy zbiór poezji K.I.G., jaki ukazał się za jego życia. Tom zawiera najcenniejsze utwory z dobrych, szczęś- liwych lat Krupniczej”2. 1 Edward Balcerzan ten sposób upowszechniania własnej twórczości nazwał „strategią korespondenta”. Zob. E. Balcerzan, Strategia korespondenta, w: tegoż, Poe- zja polska w latach 1939–1965. Część I, Warszawa 1984, s. 107–138. 2 K. Gałczyńska, Zielony Konstanty czyli opowieść o życiu i poezji Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Warszawa 2000, s. 255. Warto odnotować także niezwykle prywatny ton wprowadzony do tego zbiorku za sprawą licznych dedykacji. Wśród „obdarowanych” wierszami znaleźli się m.in.: Natalia i Kira Gałczyńskie, Stanisław Maria Saliński, An- drzej Stawar, Marian Eile, Włodzimierz Słobodnik, Stanisław Pigoń, Kazimierz Wyka, Stefan Flukowski, Kornel Makuszyński, Artur Chojecki, Anna Iwaszkiewiczowa, Jerzy Waldorff, Flora i Władysław Bieńkowscy, Helena i Henryk Ładoszowie. 24 Beata Mytych-Forajter, Wacław Forajter Składa się on z czterdziestu jeden utworów, w większości pochodzą- cych z tzw. epoki „Przekroju”, pośród których znalazła się parodia stylu ortodoksyjnego awangardysty (Okulary szydercy), prześmiewczy, złożo- ny z charakterystycznych dla epoki komunałów pastisz quizu prasowe- go (Przechodniu, zapnij guzik) czy sentymentalna epistoła (List z fiołkiem). Całość otwiera dedykacja, powtórzona później przed tekstem utworu Zaczarowanej dorożki, „Natalii − / która jest latarnią / zaczarowanej do- rożki”3. Oprócz kodu małżeńsko-mitologicznego4 poeta uruchamia tutaj, za sprawą rymu niedokładnego (Natalia-latarnia), symbolikę światła, które ściśle wiąże się z obrazem dorożki („latarnia” pojaz- du), krakowskiej ulicy (Pożegnanie z latarniami), ale także odsyła ku mitologii laterna magica. Latarnia czarnoksięska to prototyp projek- tora filmowego, jej działanie opierało się na wytwarzaniu złudzenia, kreowaniu świata pozorów i fantazji za pomocą ruchomych obra- zów. Składała się z soczewki oraz źródła światła, dzięki któremu barwne przedstawienia pojawiały się na ekranie. W wierszach za- mkniętych w tomie Zaczarowana dorożka poetyka, odwołująca się do zasady łączenia realistycznego z fantastycznym, przypomina właśnie obrazy generowane przez laterna magica. Zapewne nieprzypadkowo scenerię wielu poetyckich historii stanowi tu magiczna i oniryczna nocna pora – czas ciemności i czarodziejstwa. W tomiku odnaleźć można także utwór, który o rzeczywistości snu na jawie, wytwa- rzanej przez ruchome obrazy, traktuje wprost. Małe kina, czwarty z kolei wiersz w zbiorze Zaczarowana dorożka, to opowieść o, by tak rzec, terapii kinem. Gałczyński niezwykle silnie akcentuje sztucz- ność miejsca, w którym generowane są te ruchome obrazy5, oraz jego uzdrowicielski charakter. „Sztuczne światła”, kraina „szelesz- czących kinowych gajów palmowych” oraz „srebrnego dymu”, do której „przepustkę” wydaje „królująca w budce złocistej kasjerka” 3 K.I. Gałczyński, Zaczarowana dorożka, Warszawa 1948, s. 5. Wszystkie cytaty pochodzą z pierwszego wydania tego zbioru. 4 Gałczyński bardzo konsekwentnie mitologizuje swą relację małżeńską z Na- talią Awałow, choć skądinąd wiadomo, że ich pożycie daleko odbiegało od scena- riusza sielankowego. 5 W innym tekście z tomu Zaczarowana dorożka, Ulica Sarg, Gałczyński pisze: „było tu kino, ale nie gra, / Chaplin z tektury struł się troską – / i gwiazdy z fałszywego srebra / wciąż układają zły horoskop”. Ballada o smutnym kataryniarzu… 25 – wszystkie te elementy stanowią niemal symboliczne wrota, przez które wchodzi się w ciemność. Zapadanie się w fotel obity pluszem to z kolei figura znikania, powrotu do cudownego świata snu na jawie. Poeta mocno podkreśla wagę milczenia w trakcie seansu ki- nowego: Jakże tu miło się wtulić, deszcz, zawieruchę przeczekać i nic, i nic nie mówić, i trwać, i nie uciekać. (Małe kina) Kino staje się miejscem magicznym, w którym budzi się fantaz- matyczne marzenie o powrocie do świata przedsymbolicznego, do żeńskiego (miękkiego, płynnego), matczynego semiotyczneg o, czego figuracją jest ciemność obita czerwonym pluszem, kojąca i kołysząca do snu. Ucieczka od rzeczywistości „rozterki i udręki” to w jakiejś mierze próba zapomnienia o egzystencjalnych obciąże- niach, których w tym „czarodziejskim” tomie także całkiem sporo. Na plan pierwszy wysuwa się problematyka związana z trudnym mariażem pisarstwa i pieniądza. Sonet/kotlet Mit Gałczyńskiego jako maga, czarnoksiężnika w płaszczu z gwiazd oraz czciciela księżyca należy poddać korekcie lub chociaż ponownie przemyśleć – zbyt często poeta mówi wprost o pisaniu jako zarabianiu pieniędzy, czego figurą niech staną się spięte rymem wyrazy „sonet – kotlet” oraz „moneta – poeta” 6. Problemy finan- 6 Oto niektóre fragmenty tekstów, traktujące o związkach literatury z ekono- mią: „O, kiedy wiersze staną się monetą, / Cóż to za rozkosz być wtedy poetą!” (Ars poetica, s. 86); „Bo jeśli sonet chcesz przemienić w kotlet, / Z punktualnością ożeń pracowitość […]” (Ars poetica, s. 86); „Dzień pełen pracy – no i płacy” (Powrót do Eurydyki, s. 26); „Tu pewien krytyk rzekłby / Plagiat. Ściągnięte z Brzechwy. / Przepraszam, czy za te parę «kawałków» / mam zaraz panu napisać Księgi Narodu / i Pielgrzymstwa?” (Ballada o mrówkojadzie, s. 52); „Bo chcę (za małą opłatą pienięż- ną, / Żebyś się z krawca w poetę przedzierzgnął” (Ars poetica, s. 82), „Sumkę twą 26 Beata Mytych-Forajter, Wacław Forajter sowe rodziny Gałczyńskiego obrosły w anegdoty, obecność leksy- ki ekonomicznej w przestrzeni poetyckiej można natomiast uznać za odważny gest nonkonformisty zarabiającego na swoje i swoich bliskich życie – pisaniem7. A co jeszcze bardziej wyjątkowe – piszą- cego o tym bez wieszczych kompleksów. W całym tomie z 1948 roku rozsiane zostały subtelne sygnały związku poezji z kwestiami rynkowymi. Za patrona Gałczyńskie- go uznać można Merkurego (Hermesa), boga kupców i złodziei, umieszczonego zresztą w tytule jednego z tekstów (Plac Merkurego). Utwór, o którym mowa, to „widowisko poetyckie w dziesięciu częś- ciach z epilogiem”, czyli skrzyżowanie dramatu ze słuchowiskiem radiowym, historia nieco szalona, odsyłająca przypuszczalnie do warszawskiego Kercelaka – największego targowiska przedwojen- nej Warszawy, karnawałowej przestrzeni handlu, ale także życia to- warzysko-artystycznego i skupiska złodziei8. Warte przywołania wydaje się Argumentum, tekst o cechach di- daskaliów, który dzięki zabiegowi mimetyzmu formalnego oddaje charakter opisywanego miejsca: Kto nie widział placu merkurego ten nic nie widział ujrzeć plac merkurego i umrzeć gołębie katarynki szopenfeldziarze pająki koniki wróżbici sprzedawcy pyz gorących gramofonów perkolatorów fotografowie z tłem z brzozami nad wodą zdjęcia ślubne w samolocie założyciele sekt religijnych głupi Jasio skórka panieńska stoliki z wirującym piórkiem można wygrać sto cukierków można przegrać życie uważajcie. Dość prosty chwyt wyliczenia powoduje spiętrzenie i nagromadze- nie wielu „obiektów” w niewielkim objętościowo wierszu. Gałczyń- właśnie otrzymałem z rana / I przeliczyłem. Thanks. Zgadza się cacy” (Ars poetica, s. 82) 7 Czesław Miłosz tak pisał o problemach finansowych Gałczyńskiego: „Pióro było jedynym źródłem jego utrzymania, potrzebował pieniędzy i nigdy ich nie miał, bo honoraria natychmiast przepijał”. Cz. Miłosz, Delta – czyli trubadur, w: te- goż, Zniewolony umysł, Kraków 1989, s. 185. 8 Jak wspominał piewca Warszawy Stefan Wiechecki „Wiech”: „Dostać tu można było wszystko od flaków z pulpetami do mało używanego forda, nie mó- wiąc już o takich specjalnościach, jak rasowe gołębie, garderoba męska, gramofony, zegarki bez werków, broń palna, pokarm dla złotych rybek. […] Nawet bengalskie- go tygrysa mógłbyś tam zamówić, ukradliby z ZOO i dostarczyli”. S. Wiechecki, Wiech na 102!, oprac. H. Korotyński, Warszawa 1987, s. 78. Ballada o smutnym kataryniarzu… 27 ski tworzy niejako stos z rzeczy-słów, tak jak w stosy poukładane były przedmioty sprzedawane na Kercelaku. Wybiera z wielkomiejskiego targowiska kąski smakowite, nie pisze o sprzedawcach drobiu, tylko o handlujących sztuką (np. fotografach), wszelkiej maści hochsztaple- rach (wróżbitach, założycielach sekt religijnych, graczach), przedmio- tach pozwalających „doznawać” sztuki (sprzedawcy gramofonów) lub smakować materii świata (sprzedawcy pyz i „perkolatorów”, czyli urzą- dzeń do zaparzania kawy). Żywioł karnawałowy i figura ulicznego grajka (kataryniarza) pozwalają zmieszać ze sobą opozycyjne na ogół porządki. Tym, co słychać tu najczęściej, jest brzęk monety stanowiącej honorarium za wykonaną twórczą pracę. Tekst otwiera zdublowane wykrzyknienie opatrzone cudzysłowem („Plac Merkurego”! „Plac Merkurego”!), imitu- jące rzeczywiste głosy handlarzy nagabujących potencjalnych nabywców (analogia do możliwego zawołania „Plac Kercelego”!), zrymowane z wer- sem o charakterze parareklamowym: „Za parę złotych tyle dobrego”. To niejako wejście w tę twórczość, za chwilę Gałczyński wymieni w matema- tycznym skrócie wszystkie składniki swojego pisarstwa: Łezka i groteska, serca zawiłość i ojczyzny miłość, ogień i dym. I pijaństwo (wodą) ze źródła Hippokrene, i piosenka z niesłychanym refrenem: Rym. Cym. Cym. (Plac Merkurego) Figura poety rozpisana została na dwa głosy – Pantofona9, który po swoim występie „poszedł zainkasować honorarium”, oraz kata- ryniarza, kończącego muzyczny popis frazą: Więc kręcę, kręcę i kręcę korbą mój dźwięczy bronchit. 9 Pantofon to eteryczny twórca wyszukanych „symfonałów”, wyraźna parodia stereotypu poety, co dodatkowo uwypukla rama modalna narracji, w której się pojawia: w Proroctwie Jana z Czasomierza (sic!). W przeciwieństwie jednak do swo- jego dziewiętnastowiecznego antenata, kataryniarza, nie zapomina o należnej mu zapłacie. Samo imię Pantofona zapowiada satyryczny wymiar tej postaci. Ma ono charakter znaczący: albo oznacza, jeśli przyjąć wykładnię etymologiczną, „słyszą- cego wszystko”, albo odsyła do mechanicznego patefonu. 28 Beata Mytych-Forajter, Wacław Forajter Natchnienie biorę w serce. A forsę do kieszonki. (Plac Merkurego) To poeci-handlarze, świadomi wartości wytwarzanych przez siebie utworów-przedmiotów, zadomowieni w przestrzeni rynkowej. Plac Merkurego stanowi także przestrzeń złodziejską, świątynię pozła- canego oszustwa i pozorowanej gry. Tej wymowie odpowiada dość popularna konotacja czasownika „kręcić” – „oszukiwać”, „czaro- wać”. Zresztą występy obu „poetów ulicy” wydają się wątpliwej jakości: Pantofon wprawia w rezonans „Mariackie wieże / i rybki u pewnego marksisty w akwarium”, natomiast dźwięk katarynki ze- stawiony z odgłosem uciążliwego, suchego kaszlu (bronchit) raczej drażni, niż zachwyca. Mechanicznie wytwarzana muzyka stanowi zapowiedź takich urządzeń, jak adapter, odtwarzacz kompaktowy czy innych nośników dźwięku. Ruch, w jaki wprawiona zostaje korbka katarynki, przypomina wirowanie płyt odtwarzających mu- zykę10, ale także pozwala ponownie czytać proste, rytmiczne teks- ty Gałczyńskiego o charakterze piosenek11, w których meliczność fundowana na powtórzeniu, refrenie, paraleli, wytwarza radosne złudzenie. Według Bachtina targowisko stanowiło pierwotnie przestrzeń polifonii oraz oralności w znaczeniu „słowa żywego”, zakorzenio- nego w bycie, a nie całkowicie od niego oddzieloną, sterylną do- 10 W utworze Ulica Sarg poeta explicite formułuje jedną z reguł swojej poetyki: „czarna jak płyta gramofonowa / z tą samą piosenką, od nowa, od nowa”; „Od wieków konam pod tą bramą, / w mieście bez latarń, w świecie złota – / i znowu dzień, i znów to samo, / ciągle ta sama nudna nuta”. W wierszu Notatki z nieudanych rekolekcji paryskich Gałczyński pisze: „Modlitwa kręci mną / jak wiatr natchniony, wir szalony” – tutaj ruch wirowy wiąże się ze stanem modlitewnego uniesienia. 11 Ta „maska” poety powraca także w narracjach Kiry Gałczyńskiej: „Włóżmy kapelusze druciarskie, czarne peleryny i niebieskie okulary. W stroju tym wędrujmy od podwórza do podwórza, śpiewajmy przez nas ułożone ballady podwórzowe, a w przerwach recytujmy poszczególne rozdziały Don Kichota. Cóż to za rozkosz być wolnym podwórzowym artystą! Coś tam odśpiewasz, a potem do nadstawio- nego kapelusza sypią ci się z wszystkich pięter pieniążki, a potem pijatyki w knajpach dorożkarskich z rudowąsymi rumianymi dorożkarzami, szafy-samograje i jazda doroż- ką w deszcz z podniesioną budą”. K. Gałczyńska, Zielony Konstanty…, s. 50. Osobną kwestię stanowi popularność tekstów Gałczyńskiego na rynku muzycznym. Ballada o smutnym kataryniarzu… 29 menę pisma. Postać kataryniarza wpisuje się w zjawisko plebejskiej wielogłosowości: to przecież nie tylko właściciel perforowanych taśm i aparatu, ale również gawędziarz, ubarwiający przerwy między kolejnymi utworami anegdotą, dowcipem lub nieco dłuższą narra- cją. Często oferował on odbiorcy także inne atrakcje: „wyświetlane przez latarnię magiczną na rozwieszonym ekranie przeźrocza lub wymalowane na rozwijanej płachcie cykle obrazków…”12. Zestaw utworów, prezentowany przez właściciela katarynki, był całkowicie arbitralny − Marsz żałobny Szopena mógł poprzedzać krakowiaka, a Menuet Paderewskiego następować po tańcach Wojciecha Osmań- skiego. W ten sposób – swoją gatunkowo-stylistyczną hybrydycznością – urządzenie zapowiada „konsekwencje rozwoju mechanicznych form odtwarzania muzyki”13, a jako stały element twórczości dwudziesto- wiecznego poety objaśnia genologiczną niejednorodność tej twórczo- ści oraz powtarzalność niektórych obrazów i motywów. Kataryniarz-Gałczyński nieprzypadkowo sięga do mitu orfickie- go (Notatki…, Powrót do Eurydyki, Ulica Sarg). Znawcy tej proble- matyki podkreślają, że w tekstach poświęconych kataryniarzom „często powraca obraz plebejskiego Orfeusza − pocieszyciela bie- daków i strapionych, który wędruje ze swoją muzyką po miejskim piekle”14. Mechaniczna katarynka w mitologii wczesnego industria- lizmu staje się (na miarę swoich czasów) ekwiwalentem poetyckiej liry, pełniącym analogiczne funkcje: budzącym nadzieję, pozwalają- cym odnaleźć poczucie wspólnoty i radość. Jednocześnie, co warto podkreślić, jej dźwięk rozbrzmiewał w okresie, kiedy – jak twierdzi Benjamin – kapitalistyczny fetysz, towar, często przybierał postać fantasmagorii, sztuka wchodziła w jawne alianse z przemysłem, a kultura masowa dopiero się rodziła. Marta Wyka zauważyła, że w okresie debiutu Gałczyńskiego oce- ny kultury popularnej, związane z nurtami awangardowym i kata- stroficznym, miały charakter wybitnie elitarystyczny15, twórca Za- 12 S. Prószyński, Świat mechanizmów grających, Warszawa 1994, s. 229. Cyt. za: R. Ko- ziołek, Co gra „Katarynka” Bolesława Prusa?, „Pamiętnik Literacki” 2009, z. 1, s. 53. 13 R. Koziołek, Co gra „Katarynka”…, s. 54. 14 Tamże, s. 55. 15 Zob. M. Wyka, Gałczyński i kultura popularna, w: Gałczyński po latach, red. J. Żurawska, Neapol–Kraków 2004, s. 34. 30 Beata Mytych-Forajter, Wacław Forajter czarowanej dorożki zaś, podobnie jak Gombrowicz, z którym bywa często zestawiany16, dopracował się autorskiej formuły „niższości”. W tym, co rzekomo gorsze, z definicji dyskredytowane, upatrywał przyczyny własnej poetyckiej oryginalności. Anachroniczna, nieco naiwna „maska” dziewiętnastowiecznego kataryniarza17 pozwa- la mu zdemaskować ideologiczne założenia podziału na ludzką masę i wartowniczą wieżę, z której artysta obserwuje zwyrodniały świat, w rozwarstwieniu sztuki dopatrując się jednej z zapowiedzi cywilizacyjnej katastrofy18 lub nadejścia społeczeństwa nowych tro- glodytów. Poeta czaruje i kręci, stawką w jego grze jest popularność sta- nowiąca warunek prze-życia: nie tylko dlatego, że utrzymuje siebie i rodzinę z pisania, ale także, a może przede wszystkim, ponieważ kontakt z czytelnikiem, jego akceptacja są mu niezbędne jak powie- trze. „Chcę pisać takie wiersze, żeby ludzie stali w ogonku po moje książki”19 – to jakże populistyczna dewiza autora Zaczarowanej do- rożki. I chyba ten efekt osiągnął, czego dowodem są kolejne wzno- wienia jego tekstów oraz społeczne przeświadczenie o lekkości tej poezji, dającej hedonistyczną przyjemność20. Orientacja na czytelnika 16 Kazimierz Wyka zestawia obu piszących, dowodząc ich pokrewieństwa: „Najbardziej zaś Gałczyński przypomina Ferdydurke Gombrowicza. […] Gał- czyński pierwszy zaczął eksploatować pokłady infantylnej fantastyki słownej, na których leży Ferdydurke”. K. Wyka, Poeta i partyjnictwo, w: tegoż, Rzecz wyob- raźni, Warszawa 1977, s. 74–75. Cyt. za: T. Stępień, Gałczyński i media, Katowice 2005, s. 95. 17 Kataryniarz, co ciekawe, związany był z obiegami kultury, które antycypowa- ły w XIX wieku imperium późnego kapitalizmu: kulturą brukową i jarmarczną. 18 Warto pamiętać, że jeszcze lata dwudzieste XX wieku „dopuszczały […] moż- liwość, aby rozwój sztuki nowoczesnej dokonywał się w aliansie z masową rozrywką”, o czym świadczą rozprawy Gilberta Seldesa na temat wodewilu oraz teksty Siegfrieda Kracauera i Waltera Benjamina o kinie, radiu, turystyce czy powieści detektywistycz- nej. Dopiero w latach trzydziestych „pod wpływem ruchów totalitarnych, wojny oraz homogenizacji mediów masowych pojawiły się przesłanki, które zadecydowały o póź- niejszym zwycięstwie koncepcji «wielkiego podziału»”. Zob. T. Majewski, Modernizmy i ich losy, w: Rekonfiguracje modernizmu: nowoczesność i kultura popularna, oprac. T. Majewski, Warszawa 2009, s. 16–17. 19 K. Gałczyńska, Zielony Konstanty…, s. 134. 20 Marta Wyka zauważa, że „[…] z liryką Gałczyńskiego związany jest, w od- czuciu czytelniczym, hedonizm lektury. Kultura nie wymaga wysiłku, kultura za- pewnia przyjemność. Przyjemność czytania, identyfikacja z podmiotem wiersza Ballada o smutnym kataryniarzu… 31 zostaje wpisana w dość przewrotną Ars poeticae, gdzie w Liście do krawca Teofila czytamy: Publiczność zasię jest tym drogowskazem, Czego nie mogą pojąć różni durnie. Jeżeli błazeństw pragnie, bądź jak błazen, Jeśli koturnów, stańże na koturnie. I na to nie ma rady, moje panie: Toć i szyjemy, i piszemy dla niej. Krawiecka analogia, odsyłająca myśl w stronę ponowoczesnych konceptów definiujących teksturę wierszy za pomocą metafory tkaniny21, każe podkreślić służebny charakter pisania. Gałczyński wydaje się jak najdalszy od idei „sztuki dla sztuki”, bez zbędnej kokieterii podkreśla związek ciała tekstu z gustem publiczności – twórca winien tak szyć i kroić materię wiersza, by odpowiadała na zamówienie społeczne. Takie rozumienie pisarstwa sytuuje się blisko koncepcji sztuki jako przestrzeni prymarnie oralnej, której celem jest przede wszystkim podtrzymywanie kontaktu. Jest to jednakże „oralność wtórna”, przeznaczona na użytek współczesnych mediów: prasy, radia, telewizji22. Przestrzeń ryn- ku, jedna z głównych scen nowoczesności, na którą pozbawiony wsparcia mecenasa artysta musiał wejść, by zaistnieć, stanowi litera- cki topos co najmniej od czasu Charles’a Baudelaire’a, autora Muzy sprzedajnej. To jednak, co było problematyczne dla niego oraz jego następców, dla Gałczyńskiego w żadnej mierze nie stanowi powodu do zgryzoty. Sprawność poruszania się w przestrzeni wymiany ryn- jako osobą (a nie wytworem tekstowym) powodują, że liryka Gałczyńskiego jest przechwytywana przez gust popularny jako tożsama z nim”. M. Wyka, Gałczyński i kultura popularna…, s. 32. 21 Zob. np. R. Barthes, Teoria tekstu, przeł. A. Milecki, w: Współczesna teoria badan literackich za granicą. Antologia, t. IV, cz. 2, oprac. H. Markiewicz, Kraków 1996. 22 Edward Kasperski stwierdził na przykład, iż groteski Gałczyńskiego dążyły „usilnie do medialnej komunikatywności, stąd przybierały czasem znamiona «form uproszczonych»: komiksu, karykatury, satyry, gatunków komicznych, a także form właściwych literaturze dziecięcej”. E. Kasperski, Prepostmodernista? O groteskach K.I. Gałczyńskiego, w: Mag w cylindrze. O pisarstwie K.I. Gałczyńskiego, red. J. Rohoziń- ski, Pułtusk 2004, s. 101. 32 Beata Mytych-Forajter, Wacław Forajter kowej, gdzie „kotlet” i „sonet” stają się ekwiwalentami, stanowi raczej przyczynę jego dumy. Proces oswajania twórcy z rzeczywistością handlowej wymiany trwał długo: z socjologicznego punktu widzenia kwestie pieniężne pojawiły się w kulturze polskiej w okresie pozytywizmu wraz ze zdeklasowanymi inteligentami pochodzenia szlacheckiego, którzy, pozbawieni zaplecza finansowego, musieli odnaleźć się na rynku, konkurując często z dziennikarzami. Problem związków między tra- dycyjnie pojmowanymi powinnościami pisarza i ekonomią pojawiał się jednak wówczas niemal wyłącznie w prywatnej korespondencji twórców. Od ekonomii, wbrew pozorom, nie odwraca się Młoda Polska, zajęta kwestią autonomii sztuki oraz testowaniem granic wyobraźni. Wszyscy polscy pisarze przełomu wieków doświadczali bowiem „niełatwej sytuacji twórcy w czasie, w którym Dusza, Ab- solut i Sztuka stają się towarem na rynku”23. Najpopularniejszym wśród młodopolan sposobem uzyskiwania funduszy były proś- by o zaliczki. Rozrzutny Przybyszewski do perfekcji opanował sztukę zaciągania pożyczek. „Guldeny, reńskie i korony” całkiem sprawnie przeliczał również autor koncepcji „teatru ogromne- go”24. Rozwiązaniem problemu mogło być również wżenienie się w bogatą rodzinę (przypadek Józefa Weyssenhoffa). Młodopol- ski cygan pieniądze wydawał szybko, bezmyślnie i fantazyjnie (al- kohol, podróże itd.) lub inwestował je w przedsięwzięcia z góry skazane na niepowodzenie, tak jak miało to miejsce z krakow- skim „Życiem”25. W literaturze jednak problematyka ta pojawia się incydentalnie, nie odzwierciedlając z reguły stanu faktycznego. Na przykład autor Synagogi szatana w powieściach posługiwał się psychoanalitycznymi mechanizmami przeniesienia i kompensacji: protagoniści
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Interpretować dalej. Najważniejsze polskie książki poetyckie lat 1945-1989
Autor:
,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: