Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00355 007133 14485527 na godz. na dobę w sumie
Iustitia. Kwartalnik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Nr 1(7)/2012 - ebook/pdf
Iustitia. Kwartalnik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Nr 1(7)/2012 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 57
Wydawca: C. H. Beck Język publikacji: polski
ISBN: Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> prawo i podatki >> inne
Porównaj ceny (książka, ebook (-5%), audiobook).

Wydawnictwo C.H. Beck Sp. z o.o. we współpracy ze Stowarzyszeniem Sędziów Polskich „Iustitia” prezentuje Kwartalnik „IUSTITIA”. Periodyk ten jest pismem sędziów. Nie oznacza to, że jest adresowany tylko do sędziów i redagowany tylko przez sędziów, ale przedstawia treści istotne dla wszystkich prawników, a także innych pracowników wymiaru sprawiedliwości.

Kwartalnik „Iustitia” stanowi forum dyskusyjne umożliwiające wymianę poglądów na temat sądownictwa, ambicją osób je współtworzących jest nawiązanie do chlubnych przedwojennych tradycji piśmienniczych. W każdym numerze znaleźć można część naukowo-literacką. Zamieszczamy różne formy publikacji dotyczące wszystkich dziedzin prawa, w tym cywilnego, karnego i administracyjnego, ze szczególnym uwzględnieniem zagadnień ustrojowych, co zapewnia dostęp do najświeższych informacji, rzetelnej wiedzy oraz aktualnych orzeczeń, stanowiąc praktyczne i pomocne narzędzie w codziennej pracy.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

IUSTITIA Kwartalnik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Nr 1(7)/2012 Rocznik 3, strony 1–56 Sądy powszechne to moje życie – rozmowa z Sędzią Stanisławem Dąbrowskim Wolność wypowiedzi dziennikarskiej a jej niezbędne ograniczenia Robert Stefanicki Krytycznie o karalności stalkingu po nowelizacji Kodeksu karnego (art. 190a) Sebastian Ładoś, Marcin Warchoł Rada Programowa: SSA Rafał Dzyr, prezes SN prof. Tadeusz Ereciński, SSN Jacek Gudowski, SSA Dariusz Kala, prof. Czesław Martysz, prof. Andrzej Marek, prof. Herbert Szurgacz, prof. Andrzej Śmieja, SSN prof. Kazimierz Zawada ISSN 1640-8365 cena 19 zł w tym 5 VAT www.kwartalnikiustitia.pl 1/2012 IUSTITIA Spis treści 1 Edytorial . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Krystian Markiewicz Pamięci prof. dr. hab. Andrzeja Marka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Piotr Gensikowski, Ewa Stępień Mowa prezesowa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Maciej Strączyński Temat numeru Sądy powszechne to moje życie z Sędzią Stanisławem Dąbrowskim, Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego rozmawiają Krystian Markiewicz i Bartłomiej Przymusiński. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 2 3 5 7 Prawo cywilne Wolność wypowiedzi dziennikarskiej a jej niezbędne ograniczenia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 15 Robert Stefanicki Obniżenie wysokości opłaty egzekucyjnej w praktyce – wybrane zagadnienia . . . . . . . . . . . 23 Marcin Trzeciak Przesłanki wystąpienia z pytaniem prawnym – glosa . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 30 Jerzy P. Naworski Prawo karne Krytycznie o karalności stalkingu po nowelizacji Kodeksu karnego (art. 190a) . . . . . . . . . . . . 34 Sebastian Ładoś, Marcin Warchoł Uwagi o (nie)rzeczywistym zbiegu przepisów ustawy na tle relacji art. 178a § 4 in fi ne do art. 244 KK . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 42 Prawo ustrojowe O planach zniesienia ponad 1/3 części sądów rejonowych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 45 Piotr Maziarz Przegląd wydarzeń Sprawy bieżące . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 50 Bartłomiej Przymusiński Wieści ze świata . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 52 Dariusz Drajewicz Konferencje i szkolenia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 54 Katarzyna Naszczyńska Varia Dwa wyobrażenia Sprawiedliwości na prawniczych exlibrisach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 56 Maciej Jońca Rada Programowa SSA Rafał Dzyr prezes SN prof. Tadeusz Ereciński SSN Jacek Gudowski SSA Dariusz Kala prof. Czesław Martysz prof. Andrzej Marek prof. Herbert Szurgacz prof. Andrzej Śmieja SSN prof. Kazimierz Zawada Kolegium Redakcyjne SSR Edyta Bronowicka SSA Janusz Kaspryszyn SSR Aleksandra Marek-Ossowska SSR Bartłomiej Przymusiński SSR Tomasz Zawiślak Redakcja Redaktor Naczelny: SSR Krystian Markiewicz Redaktor Prowadząca: Izabela Politowska 2 Edytorial Szanowni Czytelnicy, IUSTITIA 1/2012 Ostatnie miesiące dla sądownictwa stoją pod znakiem kolejnych „reform”. Niestety, nie są to reformy przemyślane i ko- nieczne dla usprawnienia wymiaru sprawiedliwości. Niedawno sądy w Polsce były dzielone i tworzono mniejsze jednostki. Tym razem koncepcja jest odwrotna i resort zamierza zlikwidować 1/3 sądów w Polsce. Obawiać się można nowych pomysłów. Zagadnieniu temu poświęcony jest tekst sędziego Piotra Maziarza. Znacznie szersza jest druga sfera zachowań Ministerstwa polegająca na zaniechaniu. Skutkiem tego są protesty społeczne, których kulminacją była liczna manifestacja pracowników sądów, w tym sędziów dnia 16 marca br. Można żywić nadzieję, że coraz liczniejsze głosy sprzeciwu uświadomią decydentom powagę sytuacji i potrzeby rozmów przed, a nie po podjęciu decyzji. Na powyższe kwestie zwraca uwagę I Prezes Sądu Najwyższego Stanisław Dąbrowski w udzielonym nam wywiadzie, do lektury którego szczególnie zachęcam. Poruszone w nim zostały kwestie zasadnicze dotyczące podziału władz, pozycji sędziego i jego nowej roli w społeczeństwie, a także smutnego zjawiska przemiany sędziego w urzędnika. Pan Prezes ustosunkował się do ostatnich zmian ustrojowych, które trafnie porównał do reform Króla Maciusia I z powieści Janusza Korczaka. Zwrócił przy tym uwagę na znaczenie stałych prac naszego Stowarzyszenia w tej kwestii. Innego wymiaru, ale niezmiernie ważnego, dotyczy konstatacja, że „jakaś niedobra atmosfera tworzy się wokół działalności SSP »Iustitia«, mówiąc kolokwialnie przypisuje się »gębę« Stowarzyszeniu i tworzy się wśród sędziów sądów wyższych szczebli taki obraz, że SSP »Iustitia« tworzą młodzi sędziowie, którzy nie bardzo wiedzą co czynią i psują obraz sądownictwa polskiego”. Jego zdaniem „te oceny są głęboko niespra- wiedliwe” i wyraża przekonanie o potrzebie wspierania SSP „Iustitia”. Pan Prezes dał temu wyraz m.in. obejmując patronatem organizowany przez „Iustitię” Okrągły Stół Wymiaru Sprawiedliwości. Wyjątkowo szerzej przytoczyłem wypowiedź zaczerpniętą z wywiadu, bo znaczenie tych słów jest niebagatelne. Powin- ny być one zachętą dla sędziów, którzy z różnych powodów wstrzymują się jeszcze przed wstąpieniem do Stowarzyszenia. Zachęcam Państwa do zaznajomienia się z pełną wersją wywiadu na stronie internetowej www.kwartalnikiustitia.pl, gdzie zamieszczamy także inne publikacje w pełnej formule, co z uwagi na ograniczoną ilość miejsca nie zawsze jest możliwe w wersji tradycyjnej. Szanowni Państwo, w tym niełatwym czasie doszła do nas smutna informacja o śmierci Profesora Andrzeja Marka – wy- bitnego karnisty, członka Rady Programowej naszego Kwartalnika. Pan Profesor był z nami od początku i zawsze mogliśmy liczyć na jego cenne rady i optymistyczny uśmiech. Będzie nam tego brakowało. Swoją działalnością będziemy chcieli jak najlepiej propagować wartości bliskie Panu Profesorowi. (cid:132) Krystian Markiewicz Redaktor Naczelny „IUSTITIA” Kwartalnik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” ul. Płocka 5a, 01-231 Warszawa tel.: (22) 535 88 31, faks: (22) 535 88 32 e-mail: biuro@iustitia.pl www.iustitia.pl Redakcja: Redaktor Naczelny: Krystian Markiewicz Redaktor Prowadząca: Izabela Politowska Stali współpracownicy: Łukasz Piebiak, Dariusz Drajewicz Adres Wydawcy i redakcji: Wydawnictwo C.H. Beck ul. Bonifraterska 17, 00-203 Warszawa tel.: (22) 33 77 600, fax: (22) 33 77 602 e-mail: kwartalnikiustitia@beck.pl www.kwartalnikiustitia.pl Skład i łamanie: DTP Service www.dtpservice.pl ISSN: 1640-8365 Artykuły: Redakcja zastrzega sobie prawo dokonywania zmian redak- cyjnych w nadesłanych opracowaniach. Materiałów nieza- mówionych Redakcja nie zwraca. Z chwilą przekazania tekstu Redakcji Autor przenosi prawa autorskie do publikacji utworu w kwartalniku oraz jego rozpowszechniania na innych polach eksploatacji, jak: Internet, publikacje Wydawnictwa C.H. Beck, chyba że inaczej uzgodniono w odrębnej umowie. Prawem au- torskim chronione jest również wprowadzanie treści materiałów do banków danych oraz przenoszenie tych treści na nośniki dźwięku i obrazu. Warunki prenumeraty: wpłaty na prenumeratę przyjmowane są za pomocą polecenia przelewu bankowego na rachunek Wydawcy: Wydawnictwo C. H. Beck ul. Bonifraterska 17, 00-203 Warszawa Nr konta: 52 1240 6247 1111 0000 4973 5420 Cena prenumeraty (4 numery) wynosi: 59 zł (w tym 5 VAT) – doliczając koszty przesyłki Ceny ogłoszeń Czarno-białe: cała strona – 6000 zł, ½ strony – 3400 zł Kolorowe: IV str. okł. – 13 000 II lub III str. okł. – 11 000 Insert: 0,90 zł sztuka Powyższe ceny nie zawierają VAT i dotyczą reklam gotowych. Płatność przelewem po otrzymaniu faktury VAT i egzemplarza okazowego. Na IV stronę przyjmowane są wyłącznie ogło- szenia całostronicowe. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść zamiesz- czonych ogłoszeń. W sprawie ogłoszeń należy kontaktować się z Działem Reklamy – Monika Kosmólska, tel.: (22) 33 77 441, fax: (22) 33 77 601 reklama@beck.pl Nakład: 3200 egz. Cena: 19 zł/egz. (w tym 5 VAT) 1/2012 IUSTITIA Pamięci Prof. dr hab. Andrzeja Marka 3 Pamięci Prof. dr. hab. Andrzeja Marka W dniu 22.2.2012 r. pożegnaliśmy Profesora Andrzeja Marka. Słuchając w trakcie uroczystości pogrzebowych przemówień przedstawicieli władz Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Wydziału Prawa i Admini- stracji tej uczelni, a także instytutów prawa karnego z większości ośrodków uniwersyteckich w kraju, jeszcze raz zdaliśmy sobie sprawę, ile mieliśmy szczęścia z tego powodu, że na swej drodze zawodowej spotkaliśmy Pro- fesora, którego bez wątpienia można zaliczyć do grona najwybitniejszych przedstawicieli nauki prawa karnego w historii naszego kraju. Profesor Andrzej Marek urodził się 9.5.1940 r. w Brzozowie. Po ukończe- niu nauki w szkole podstawowej i liceum ogólnokształcącym w Szczecinie Profesor podjął studia prawnicze na Wydziale Prawa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Po ukończeniu studiów w 1964 r. został zatrudniony w charakterze asystenta w Katedrze Prawa Karnego. W tym samym roku podjął aplikację sądową zakończoną w 1966 r. egzaminem sędziowskim. Doktoryzował się w 1968 r. na podstawie rozprawy pt. „Stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu jako podstawa umorzenia postępowania karnego”, napisanej pod kierunkiem Prof. dr. hab. Wiesława Daszkiewicza. Stopień doktora habilitowanego uzyskał w 1972 r. w Uniwersytecie Łódzkim na podstawie rozprawy pt. „Warunkowe umorzenie postępowania karnego w polskim ustawodawstwie karnym”, która uzyskała nagrodę w prestiżowym konkursie miesięcznika „Państwo i Prawo” na najlepsze prace doktorskie i habilitacyjne. Tytuł naukowy profesora nadzwyczajnego uzyskał w 1979 r., a tytuł profesora zwyczajnego nauk prawnych w 1985 r. Profesor Andrzej Marek przejawiał nie tylko zdolności w zakresie na- uki prawa i procesu karnego, ale również talenty organizacyjne. W związ- ku z tym pełnił na toruńskim uniwersytecie liczne funkcje akademickie. W latach 1973–1975 był prodziekanem, a w latach 1978–1981 dziekanem Wydziału Prawa i Administracji. W latach 1979–1990 był dyrektorem Insty- tutu Prawa Karnego i Kryminologii, a od 1990 r. pełnił funkcję kierownika Katedry Prawa Karnego i Kryminologii. Ponadto, przez wiele kadencji był członkiem Senatu toruńskiej uczelni, reprezentując Wydział Prawa i Administracji. Zakres zainteresowań Profesora obejmował prawo karne, prawo karne procesowe, prawo wykroczeń, kryminologię, wiktymologię. W ramach tych dziedzin prawa karnego Jego dorobek obejmuje ponad 300 publikacji, monografi i, podręczników, artykułów, komentarzy ustaw i ekspertyz, w tym około 50 obcojęzycznych (głównie w języku angielskim i niemieckim), które ukazały się w USA, Niemczech, we Włoszech, Holandii, Polsce i innych krajach. Wśród nich na szczególną uwagę zasługują opracowania mono- grafi czne: „Stopień społecznego niebezpieczeństwa czynu jako podstawa umorzenia postępowania karnego”, „Studia Iuridica”, Toruń 1970; „Warun- kowe umorzenie postępowania karnego w polskim ustawodawstwie kar- nym”, Warszawa 1973; „Kradzież i paserstwo mienia prywatnego”, red. nauk. i współautor, Warszawa 1985; „Księga Jubileuszowa Więziennictwa”, . r 1 1 0 2 a w a z s r a W ”, ? j e z c i n w o d ą s y z d a ł w u j o r t s u a j c a k fi y d o K „ : . t p a j c n e r e f n o K 4 Pamięci Prof. dr hab. Andrzeja Marka IUSTITIA 1/2012 red. nauk. i współautor, Warszawa 1990. W tym miejscu przy- wołać również trzeba opracowanie dotyczące istoty i granic obrony koniecznej w prawie karnym, wydane na gruncie KK z 1969 r. („Obrona konieczna w prawie karnym (na tle teorii i orzecznictwa Sądu Najwyższego”, Warszawa 1979) i wznowione na gruncie KK z 1997 r. („Obrona konieczna w prawie karnym. Teoria i orzecznictwo”, Warszawa 2008). Profesor był również Autorem wiodących podręczników do nauki prawa karnego i prawa wykroczeń, na podstawie któ- rych kształciły się pokolenia studentów prawa w całym kraju, a także Autorem komentarza do Kodeksu karnego, cenionego zwłaszcza przez przedstawicieli organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Profesor Andrzej Marek aktywnie uczestniczył w proce- sie tworzenia i reformowania prawa karnego. Był członkiem Komisji ds. Reformy Prawa Karnego (1989–1996), Komi- sji powołanej przez Prezydenta RP w sprawie nowelizacji Kodeksu karnego (2001–2002), ekspertem Nadzwyczajnej Komisji Sejmu do Spraw Zmian w Kodyfi kacji (2002–2004), przewodniczącym zespołu prawa karnego materialnego Ko- misji Kodyfi kacyjnej Prawa Karnego przy Ministrze Spra- wiedliwości (2004–2005). Był także członkiem międzynarodowych i krajowych or- ganizacji naukowych, takich jak: International Association of Penal Law, International Society of Criminology, World Society of Victimology, Towarzystwo Naukowe Prawa Karnego, Pol- skie Towarzystwo Kryminologiczne im. St. Batawii i Towa- rzystwo Naukowe w Toruniu. Wspierał środowisko sędziowskie i Stowarzyszenie Sę- dziów Polskich „Iustitia”, czego wyrazem był jego aktywny udział w Radzie Programowej Kwartalnika „Iustitia”, która boleśnie odczuła stratę wybitnego autorytetu i życzliwego recenzenta. Dobitnym przejawem wiodącej roli Profesora wśród pra- cowników nauki zajmujących się prawem karnym material- nym było powierzenie mu przez Wydawnictwo C.H. Beck funkcji redaktora naczelnego „Systemu Prawa Karnego”, będącego bezprecedensowym przedsięwzięciem w naszym piśmiennictwie, w które zaangażowani są czołowi przedsta- wiciele teorii i praktyki prawa karnego z całego kraju. Za zasługi dla rozwoju nauki, zaangażowanie w proce- sy legislacyjne i pracę na rzecz środowiska akademickiego, został uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odro- dzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, a także licznymi nagrodami Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Rektora UMK, przyzna- nymi za wybitne osiągnięcia naukowe. Przy całym tym ogromnym dorobku naukowym, doce- nionym poprzez liczne wyróżnienia i odznaczenia, Profesor pozostał skromnym, serdecznym i życzliwym, a przez to nie- zwykle lubianym przez studentów Nauczycielem. Traktował indywidualnie każdego swojego studenta, dzielił się swoją ogromną wiedzą i doświadczeniem, ale przede wszystkim zachęcał do ukształtowania własnego krytycznego poglądu na problemy prawa karnego. Rzesze studentów prawa na wszyst- kich uczelniach w Polsce korzystało i z pewnością nadal bę- dzie korzystać z podręczników przez Niego opracowanych, bo miał On wyjątkową i unikalną zdolność zrozumiałego opisywania najbardziej złożonych problemów prawa kar- nego, nie unikając przy tym wyrażania własnych poglądów. Profesor nie ukrywał, że szeroko pojęte prawo karne to jego pasja, zawsze był bardzo zaangażowany w prowadzony wy- kład czy też zajęcia seminaryjne. Dzięki temu, Jego wykłady były niezwykle fascynującym przeżyciem, a przez to pozo- stały niezapomniane. Wielokrotnie, zawsze z tym samym szacunkiem i sympatią, wspominał swojego mistrza, którym był prof. Śliwowski. Profesor Andrzej Marek miał ogromny dar zjednywa- nia sobie ludzi, okazywał każdemu człowiekowi szacunek i sympatię, a także zawsze był gotowy do udzielenia bez- interesownej pomocy. Dzięki temu był bardzo szanowany i lubiany w każdym środowisku, w jakim się znalazł, nie tylko akademickim, ale też wśród praktyków prawa, polityków czy dziennikarzy. Dla swoich studentów, seminarzystów, doktorantów to On pozostanie Nauczycielem, Mentorem, Mistrzem. Tak zapisał się w naszej pamięci – uśmiechnięty, życzliwy, serdeczny, przechadzający się po wydziałowych korytarzach ze swoją nieodłączną fajką. (cid:132) Piotr Gensikowski, Ewa Stępień 1/2012 IUSTITIA Między delegacją a nominacją Teoria i praktyka bardzo często nie idą ze sobą w parze. Jednym z przykładów może być powoływanie sędziów na sta- nowiska w sądach okręgowych i apelacyjnych. Jeżeli spojrzeć w Prawo o ustroju sądów powszechnych1 (art. 57–64), zasa- dy wyglądają bardzo rzetelnie. Każdy, kto spełnia ustawowe warunki, może zgłosić swoją kandydaturę. Rozpatrują ją: zgromadzenie właściwego sądu, Krajowa Rada Sądownictwa, wreszcie Prezydent Rzeczypospolitej powołuje wybranego kandydata. Każdy ma szansę. W rzeczywistości o tym, kto zostanie awansowany do sądu okręgowego lub apelacyjnego, decyduje minister spra- wiedliwości na wniosek prezesa właściwego sądu. Decyduje w trybie art. 77 § 1 pkt 1 PrUSP, delegując sędziego do sądu wyższego rzędu. To w obecnych realiach przesądza sprawę. Według art. 55 § 3 PrUSP, miejsce służbowe sędziego wy- znacza w akcie powołania Prezydent, a zmiana tego miejsca może nastąpić tylko w trybie art. 75 PrUSP, dość sztywno określającego zasady przenoszenia sędziów. Co z tego, skoro art. 77 PrUSP pozwala ministrowi sprawiedliwości w dowol- ny sposób zmieniać decyzje najwyższego ponoć przedstawi- ciela Rzeczypospolitej. Minister zmienia je bez jakiejkolwiek kontroli, w ramach „władzy dyskrecjonalnej” (czyli bez ujaw- niania uzasadnienia) i bez jakichkolwiek ograniczeń, jako że ma prawo delegować sędziego nawet dożywotnio. Teoretycz- nie minister mógłby delegować wszystkich sędziów w Polsce jednocześnie. To samo w sobie jest groźne, bo wyjątek nie powinien móc stać się regułą. Dyskusje nad tym problemem trwają od dawna. W 2008 r. na Zebraniu Delegatów „Iustitii” gościł ówczesny Przewod- niczący KRS Stanisław Dąbrowski. Delegaci wyrażali wątpli- wości co do tego, czy delegowanie sędziów przez ministra jest w świetle konstytucyjnego trójpodziału władz prawidłowe. Sędzia Dąbrowski nie ukrywał, że wątpliwości te miał również ówczesny skład Rady. Wyrażał pogląd, że delegowanie przez Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego byłoby mniej kon- trowersyjne, zwłaszcza w zestawieniu z art. 13 ust. 1 ustawy z 25.7.2002 r. – Prawo o ustroju sądów administracyjnych2, który prawo do delegowania sędziów tych sądów składa wy- łącznie w ręce Prezesa NSA. Sędziów sądów powszechnych deleguje zaś przedstawiciel władzy wykonawczej. Sędzia Dą- browski nie wiedział jeszcze wtedy, że za dwa i pół roku sam zostanie Pierwszym Prezesem. Wiosną 2009 r. ogłoszono pierwszy projekt zmiany PrUSP – tej, która została uchwalona latem 2011 r.3. W projekcie tym możliwość delegacji sędziego przez ministra do sądu wyższego rzędu (czyli owej najważniejszej, „awansowej”) była zniesiona. Sędziowie pytani o tę zmianę mieli poglądy rozbieżne. Podczas ankiety z czerwca 2009 r. 28 sędziów Mowa prezesowa 5 było za zniesieniem delegacji, 35 opowiedziało się za tym, aby delegować sędziego mogła KRS, 11 chciało nadać to prawo Pierwszemu Prezesowi SN, a 26 uznało, że należy pozostawić je w rękach ministra. Zdecydowana większość więc uznała, że przedstawiciel władzy wykonawczej nie po- winien delegować sędziów. Skład Krajowej Rady Sądownictwa zmienił się i problem „na górze” jakby przycichł. Za to „na dole” zaczął być coraz bardziej widoczny, zwłaszcza, gdy zmieniła się praktyka powoływania sędziów. O stanowiska w sądach rejonowych ubiegają się obecnie nie asesorzy kandydujący na „własny etat”, lecz głównie referendarze i asystenci, z rzadka praw- nicy z innych zawodów. Gdy niegdyś o stanowiska w SR ubiegali się asesorzy, a o stanowiska w SO i SA – sędziowie delegowani, różnica była niewielka. Jednych i drugich po- woływał lub delegował minister, a później była ocena kan- dydata i nominacja. Ale gdy zniesiono asesurę, sędziowie dostrzegli, jak duża jest różnica pomiędzy powoływaniem sędziów sądów rejonowych a tych wyższego rzędu, jak wielką rolę w awansowaniu sędziów na wyższe stanowiska odgrywa minister. Delegacja ministra praktycznie przesądza o zwycięstwie w konkursie na stanowisko sędziowskie, jeszcze przed jego ogłoszeniem. Tylko najbardziej zdesperowani lub najbardziej naiwni startują przeciwko kandydatowi namaszczonemu de- legacją. Szans nie mają żadnych. Nawet, jeżeli przekonali- by zgromadzenie sądu, nie przebiją się w Krajowej Radzie Sądownictwa. Zwłaszcza, że, co z przykrością należy skon- statować, decyzje Rady coraz częściej znacząco odbiegają od zdania zgromadzeń, które na ogół kandydatów znają lepiej niż oceniająca ich tylko na podstawie dokumentów Rada. O stanowisko sędziego w pewnym sądzie okręgowym ubiegało się kiedyś dwoje kandydatów. Staż podobny, oby- dwoje delegowani z tego samego sądu (co istotne – z innego okręgu). Stanowisko było jedno. Jeden z kandydatów zdecy- dowanie wygrał w zgromadzeniu, uzyskał dwukrotnie więcej głosów od rywala. Ale Krajowa Rada Sądownictwa wybrała kandydata pokonanego. Dlaczego? Zdecydowało poparcie ministra: pokonany kandydat miał w życiorysie jakąś krót- kotrwałą delegację do prac w ministerstwie. A dlaczego zgro- madzenie nie jego wybrało? Bo rywal powiedział wprost, że zmienia miejsce zamieszkania i chce na stałe orzekać w tym sądzie, do którego kandyduje. Kandydat z delegacją w ży- ciorysie, pytany o to samo, unikał odpowiedzi i nie zdobył zaufania zgromadzenia. Zwycięski w zgromadzeniu, a odrzu- cony w KRS kandydat, na szczęście uzyskał tytuł w drugim podejściu. Dziś jest dobrze ocenianym, sumiennym sędzią, 1 Ustawa z 27.7.2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych, Dz.U. Nr 98, poz. 1070 ze zm.; dalej jako: PrUSP. 2 Dz.U. Nr 153, poz. 1269 ze zm. 3 Ustawa z 18.8.2011 r. o zmianie ustawy – Prawo o ustroju sądów po- wszechnych oraz niektórych innych ustaw, Dz.U. Nr 203, poz. 1192. 6 Mowa prezesowa IUSTITIA 1/2012 a z pierwszym są rozmaite problemy. Czas pokazał, że rację miało zgromadzenie. Brak zaufania KRS do decyzji zgromadzenia skutkował dokonaniem błędnego wyboru. Rada powinna zdawać sobie sprawę, że jeśli sędziowie wybrali określoną osobę, to nie bez powodu. Ale opisany przypadek jest niczym w porównaniu z tym, co wydarzyło się parę lat później. Na stanowisko sę- dziego SR powołany został kandydat, który w zgromadze- niu uzyskał 0 (słownie: zero) głosów. Było to zgromadzenie wielkiego sądu, liczne: głosy rozłożyły się pomiędzy kilku kandydatów, a KRS wszystkich ich odrzuciła. Czy naprawdę ponad setka sędziów nie wiedziała, co czyni? Smutne jest, że organ będący reprezentantem środowiska sędziowskiego odrzucił jego jednogłośne zdanie. Jak w takim razie mają się z sędziami liczyć inni, „ważniejsi”? Delegacja do ministerstwa to rekomendacja jeszcze lepsza niż delegacja do sądu wyższego rzędu. Sędziowie delegowa- ni do ministerstwa, zwłaszcza na wyższe stanowiska, mają awans sędziowski praktycznie w kieszeni, jeśli tylko się zgło- szą. W bieżącym roku na stanowiskach podsekretarzy stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości zasiadało trzech sędziów i wszyscy otrzymali powołania na wyższe stanowiska sędziow- skie. Nie orzekali, ba, nie wolno im było orzekać, ale i tak inni kandydaci nie mieli przy nich szans. Co zdecydowało? Polity- ka. Bo przecież nie dawało się porównać pracy wiceministra z orzekaniem. Tylko raz, przed paru laty minister Zbigniew Ziobro nie zdołał przepchnąć w KRS swego zaufanego podse- kretarza stanu przez awansowe sito. Awansował go więc sam: z sędziego na prokuratora prokuratury krajowej… Polityka „włazi z butami” w kwestie awansowania sędziów częściej niż by się wydawało. Kiedyś na stanowiska w nowo tworzonym sądzie powołano dwóch sędziów z odległego mia- sta. Dlaczego? Bo czekały na nich stanowiska w ministerstwie. Nie mogli zostać awansowani „u siebie”, gdyż tam zmniejszo- no obszar właściwości i nie sposób było uzasadnić zwiększe- nia obsady. Awansowani szybko przeszli do ministerstwa, zaraz potem „z ważnych przyczyn życiowych” przeniesiono ich do rodzimego sądu (oczywiście decyzją ministra) i plan został wykonany. Właściwe osoby awansowały, nowo utwo- rzony sąd się przydał. Przed kilku laty pewien Iustitianin odwołał się od nega- tywnej decyzji KRS do Sądu Najwyższego. Gdy ten odrzucił jego skargę jako niedopuszczalną, sędzia zwrócił się do Try- bunału Konstytucyjnego i zwyciężył. Trybunał uznał zakaz odwoływania się od decyzji Rady za niekonstytucyjny. To stanowi poważny problem dla Rady, może opóźniać znacznie powoływanie sędziów, gdy jeden z pokonanych kandydatów do tego samego stanowiska się odwoła. Ostatnio znaleziono jednak, wątpliwy niestety, na to sposób. Namaszczony de- legacją, zwycięski kandydat, zostaje szybko przedstawiony Prezydentowi do powołania, powołany, i dopiero wtedy jego rywal otrzymuje negatywną decyzję, z możliwością odwo- łania się. Etat jest już obsadzony i „samowolnie wpychający się” na nie dla niego przeznaczone miejsce sędzia nie zakłóca powołania Tego, Który Miał Awansować. Toteż pod koniec prac nad zmianą PrUSP minister spra- wiedliwości zdał sobie sprawę, jak potężną władzę daje mu prawo do „awansowego delegowania” sędziów i zaniechał skreślania tego przepisu z ustawy. Przepis pozostał. Budzi przy tym, z uwagi na praktykę ostatnich lat, coraz większą obawę sędziów. Bo wprawdzie uzasadniano jego pozosta- wienie inaczej – koniecznością elastycznego reagowania na potrzeby kadrowe sądów wyższego rzędu – ale w tle pozostaje pytanie: czy delegacja musi przesądzać o nominacji? Problem ten można rozwiązać. Można wprowadzić zasadę delegowania wszystkich ubiegających się o awans, przynaj- mniej w pewnym zakresie, może kolejno, do tego wydziału, w którym jest wolne miejsce. To nie wymaga zmiany ustawy, bo wiadomo, że swoich uprawnień do delegowania mini- ster będzie zazdrośnie strzegł. Ale przede wszystkim można w praktyce decyzyjnej odrzucić zasadę, że decyduje delegacja. Nie upraszczać sprawy, nie iść najłatwiejszą ścieżką. Zależy to już jednak od tych, którzy decydują. (cid:132) Prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” Maciej Strączyński www.psucieprawa.pl 1/2012 IUSTITIA Temat numeru 7 który mówi, że sądy i trybunały są odrębne i niezależne od innych władz. Jeśli więc chodzi o relacje między władzą wy- konawczą a ustawodawczą, to ten wzajemny wpływ może być dosyć silny, chociaż biorąc pod uwagę praktykę wydaje mi się, że obecnie ma miejsce przesadne stapianie się obydwu tych władz (wykonawczej i ustawodawczej), z wyraźnie widoczną dominacją władzy wykonawczej nad władzą ustawodawczą. Jest to pewnie dopuszczalne w ramach porządku konstytu- cyjnego. Władza sądownicza musi być jednak, ze względu na wymogi art. 173 Konstytucji, w znacznym zakresie auto- nomiczna. Dopuszczalny jest pewien wpływ, dopuszczalne jest kształtowanie budżetu władzy sądowniczej przez władzę ustawodawczą w ramach tego wpływu, dopuszczalne jest po- woływanie prezesów sądów przez władzę wykonawczą, ale nie może być tak, że organizacyjnie władza sądownicza wta- pia się we władzę wykonawczą. Niestety, biorąc pod uwagę poszczególne rozwiązania ustawodawcze dotyczące ustroju sądów powszechnych, w odniesieniu do tych sądów wpływ władzy wykonawczej na władzę sądowniczą wydaje się zbyt duży. Prawidłowe rozwiązania przyjęto w ustawach dotyczą- cych Sądu Najwyższego i sądownictwa administracyjnego, i te regulacje powinien być również wzorcem do przekształ- ceń dla sądownictwa powszechnego. Natomiast w praktyce sytuacja jest o tyle gorsza, że autonomia sądownictwa po- wszechnego zamiast się powiększać i dochodzić do wzorców konstytucyjnych, to jakby stopniowo w miarę poszczególnych nowelizacji PrUSP umniejszała się. Bartłomiej Przymusiński: Jak Pan Prezes ocenia ko- nieczność, czy też możliwość aktywności sędziego w prze- strzeni publicznej, czy to działanie może być uznane za być może naruszenie zasad etyki sędziowskiej? Czy sędziowie powinni brać udział w kształceniu młodzieży, udział w spo- łeczeństwie obywatelskim, bo przecież praca od podstaw musi mieć jakieś korzenie? S. D.: To jest bardzo celne pytanie. Tradycyjnie przyzwy- czailiśmy się do tego, że sędzia powinien się wypowiadać przez orzeczenia i przez uzasadnienia tych orzeczeń ustne i na piś- mie. Natomiast powinien być jak najbardziej wstrzemięźliwy w relacjach publicznych, także po wyrokowaniu, co się wiąże z postulatem bezstronności i apolityczności sędziego. Myślę, że w związku ze zmianami cywilizacyjnymi, które nastąpiły, koniecznością jest odejście od tego modelu. Współczesny sędzia musi uczestniczyć także w przestrzeni publicznej. Oczywiście nie powinien się wypowiadać w kwestiach poli- tycznych w ścisłym tego słowa znaczeniu. Natomiast, jeżeli chodzi o podstawowe wartości, to jak najbardziej powinien się wypowiadać. Podstawowe wartości to takie wartości, jak * Adiunkt w Katedrze Postępowania Cywilnego WPiA Uniwersytetu Ślą- skiego, sędzia Sądu Rejonowego Katowice-Wschód w Katowicach. ** Sędzia Sądu Rejonowego Poznań-Stare Miasto w Poznaniu, członek zarządu i rzecznik prasowy SSP „Iustitia”. Temat numeru Sądy powszechne to moje życie z Sędzią Stanisławem Dąbrowskim Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego rozmawiają Krystian Markiewicz* i Bartłomiej Przymusiński** Krystian Markiewicz: Jak z perspektywy 40 lat służby w sądownictwie ocenia Pan Prezes stosunek władzy wyko- nawczej i władzy ustawodawczej do władzy sądowniczej w kontekście prawnym i faktycznym? Stanisław Dąbrowski: Ponieważ Pan Sędzia wspomniał o całej mojej historii zawodowej, biorąc pod uwagę 40 lat, to oczywiście stan obecny a stan w okresie PRL-u to jest „niebo a ziemia”. W okresie PRL-u obowiązywała zasada jednoli- tości władzy państwowej, co się sprowadzało w istocie do kumulacji władzy w rękach komitetu centralnego rządzącej państwem partii, chociaż konstytucyjnie suwerenem miał być Sejm jako „najwyższy reprezentant ludu pracującego miast i wsi”. Sądy zostały pozbawione wszelkiej autono- mii, niezawisłość sędziowską utożsamiano z możliwością rozstrzygania konkretnych spraw w sposób autonomiczny, ale tak, żeby orzeczenia odpowiadały polityce i wartościom ustalanym przez partię. Teraz mamy zupełnie inną sytua- cję, nasza Konstytucja z kwietnia 1997 r. jest wzorcowa je- żeli chodzi o określenie stosunków między poszczególnymi władzami, monteskiuszowski podział władz realizowany jest przez Konstytucję w sposób modelowy. Mamy trzy władze: ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, wymienione w tej kolejności, ale to nie oznacza, że którakolwiek z tych władz jest lepsza, a którakolwiek gorsza. Nieuzasadnione jest mó- wienie o trzeciej władzy, jak to czasami się mówi, władza sądownicza jest wymieniona na trzecim miejscu, ale to nie oznacza, że jest ona trzecią władzą. Władze, według art. 10 Konstytucji, są równorzędne i wzajemnie się równoważą. To równoważenie pozwala na pewien wpływ w relacjach między władzami, ale w odniesieniu do władzy sądowniczej wpływ ten powinien być bardzo ograniczony, dlatego, że jest jeszcze art. 173 Konstytucji, dotyczący tylko władzy sądowniczej, 8 Temat numeru IUSTITIA 1/2012 konieczność wspierania, ochrony godności człowieka i wy- nikające z tego kwestie. Sędzia powinien się przeciwstawiać uprzedmiotowianiu ludzi. Powiedziałbym, że uczestnictwo sędziego w sferze publicznej współcześnie powinno być tego rodzaju, jak uczestnictwo kościoła w sferze publicznej, i tu można brać pewne wzorce. Oczywiście kościół, duchowni w grze politycznej nie powinni brać udziału, ale całkiem czę- sto wypowiadają się na tematy publiczne, właśnie na tematy podstawowe, dotyczące godności człowieka, myślę, że sędzio- wie winni w tej przestrzeni istnieć trochę podobnie do kapła- nów. Bez ambicji kształtowania wartości, sędzia nie powinien być inżynierem dusz i przerabiać na swój wzór społeczeństwo. Sędzia raczej powinien odczytywać funkcjonujące w spo- łeczeństwie wartości i wspierać je w swoim orzecznictwie, tj. właśnie poprzez wymierzanie sprawiedliwości. Wymierza- nie sprawiedliwości to jest dawanie każdemu tego, co się mu należy. Oczywiście to, co się komu należy, wyznacza prawo, w naszym systemie europejskim prawo stanowione, pisane, tworzone przez władzę ustawodawczą, przez parlament, ale to prawo zawsze wymaga też interpretacji. Wykładnia prawa otwiera już drogę do realizacji wartości, prawo musi być tak interpretowane, żeby odpowiadało fundamentalnym war- tościom, przede wszystkim, aby umacniało, a nie osłabiało godność człowieka. Tu jest rola sędziego, i sędzia publicznie też ma prawo się wypowiadać, także co do fundamentalnych kwestii. Jeżeli chodzi o swoje orzeczenia, uważam, że współ- czesny sędzia ma prawo i obowiązek się bronić. Osobiście ra- ziłoby mnie, gdyby sędzia np. glosował swoje orzeczenia, ale jeżeli orzeczenie jest kontrowersyjne, uważam, że powinien stanąć przed dziennikarzami i bronić tego orzeczenia. Trzeba stawać przed mediami, nie można, mówiąc kolokwialnie, „odpuszczać”. Jeżeli my będziemy unikać obrony naszego orzecznictwa, recenzentami będą osoby postronne, nie zaw- sze recenzje te będą trafne. K. M.: Pan Prezes mówi o jakimś nowym podejściu, bardziej aktywnym, co oczywiście często się wiąże też ze zmianą postawy sędziego. Sytuacja wygląda w ten spo- sób, że jeżeli chodzi o tzw. ustawiczne szkolenia sędziów, to wszystkie one skupiają się nad zagadnieniami praw- nymi, zapomina się w ogóle o tym, co jest chyba istotą bycia sędzią, nie tylko stosowanie prawa, ale wymierzanie sprawiedliwości, wskazywanie na pewne wartości. Nie ma formalnie instytucji, która pozwalałaby na kształtowanie takich postaw, nawet uświadamianie takiej roli sędziego. Czy Pan, jako Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, nie wi- dzi potrzeby większego zaangażowaia sędziów Sądu Naj- wyższego, którzy są często autorytetami nie tylko w sferze orzeczniczej dla dużej grupy sędziów? S. D.: Osobiście uważam, że sędzia w chwili powołania na stanowisko sędziego powinien być osobą ukształtowaną i dojrzałą pod każdym względem, nie tylko prawniczym, ale także pod względem etycznym. Na etyczne kształtowanie sędziego jest wtedy za późno. Sędzia powinien być nieska- zitelnego charakteru. Problemem jest natomiast ocena kan- dydatów na sędziów w tym aspekcie. Krajowa Rada Sądow- nictwa, która w ostateczności decyduje, kto zostanie sędzią, w istocie nie ma żadnych możliwości oglądu tego kandydata jako osoby sędziego. Są oczywiście opinie psychologiczne, policyjne, ale z opinii psychologicznej można się dowiedzieć, że kandydat nie jest dewiantem, a z opinii policyjnej, że nie popełnia przestępstw i wykroczeń. Do oceny kandydata pod względem etycznym jest to trochę za mało. Problem ten jest dotychczas nierozwiązany i przyznam się, że nie wiem, jak go rozwiązać. Jeszcze jako przewodniczący KRS zastanawia- łem się nad możliwościami, dobrych recept nie widziałem. Moralność jest sferą, którą można uznać za naukę i można też przeprowadzać cykl wykładów, na pewno to się przyda- je, w szczególności aplikantom sądowym, ale jeżeli chodzi o sędziów, to już niekoniecznie. Trzeba wpływać na kolegów swoim własnym przykładem, a czasami też wskazaniem, że należy zmienić postępowanie i dokonać poprawy. Obawiam się, że w sądach, zwłaszcza w tych wielkich, brakuje tego, a czasami nawet jak widzimy, że kolega ma pewne trudności, np. alkoholowe, to udajemy, że tego nie widzimy, aż nastę- puje katastrofa. Ja bym widział pomoc dla kolegów przez wzajemne wspieranie się, a nie przez wykłady. Musimy się starać wzajemnie na siebie wpływać, przypuszczam też, że działalność pozasądowa w takich stowarzyszeniach jak cho- ciażby Stowarzyszenie „Iustitia”, też wpływa pozytywnie na sędziów, nie tylko na życie towarzyskie, ale także na poziom etyczny sędziego. K. M.: Niedawno, podczas debaty o etyce sędziowskiej, powiedział Pan, że sędzia nie powinien dążyć do efektyw- ności kosztem sprawiedliwości. Tymczasem obowiązujący system wymusza załatwienie jak najwiekszej ilości spraw, zobaczymy co będzie z ocenami sędziowskimi, ale nie da sie wykluczyć, że tak właśnie będzie. Jak zatem rozwiązać ten konfl ikt, aby dać sędziom możliwość należytego roz- poznania każdej z przedłożonych mu spraw? S. D.: Nie powinno się dążyć do efektywności kosztem sprawiedliwości, ale czasami też brak efektywności powoduje niesprawiedliwość. Jeżeli strona prowadzi proces przez wiele lat, to nawet jeżeli po latach ostatecznie prawomocny wyrok będzie odpowiadał poczuciu sprawiedliwości, dla konkret- nej strony niekoniecznie sprawiedliwość się stanie. Sędzia powinien to mieć na względzie. Wydaje mi się, że zbyt łatwo odraczamy sprawy na zbyt długie okresy czasu, zbyt łatwo nie wyznaczamy spraw przez długie okresy czasu, nawet biorąc pod uwagę wielkie obciążenie sędziów. Sędziowie zawsze byli obciążeni. współcześnie brak jest ofi arności z naszej strony. Oczywiście trudno mi się jest odwoływać do okresu młodo- ści, bo to zawsze tak starzy moralizują, wspominając okres 1/2012 IUSTITIA Temat numeru 9 młodości, ale gdy przypominam sobie, jak orzekałem w latach 70–80., to wówczas w ogóle nie mówiło się o dwuzmiano- wości, a ja jako sędzia sądziłem na dwie zmiany, najpierw jedną zmianę odbywałem, potem jadłem pospiesznie obiad i sądziłem po południu na drugą zmianę, i to było normal- ne. Sądziłem do godziny 18.00, a czasami dłużej. Teraz, gdy rozmawiam z młodym sędzią, on mi mówi, że to jest niemoż- liwe, bo nie miałby protokolanta po godzinie 16.00, ale coś jest nie tak, bo jednak nie możemy ze spokojem podchodzić do tego, że mamy w referacie 200 czy 300 spraw i one będą czekały. Trzeba doprowadzić do sytuacji, w której będziemy na bieżąco. W PrUSP jest przepis stanowiący, że czas pracy sędziego jest mierzony rozmiarami jego zadań. Zupełnie nie rozumiem metody wyznaczania spraw na pokaz. Dowiedzia- łem się niedawno, że jest podobno obowiązek, żeby sędzia wyznaczył 10 spraw na wokandę. Rezultat jest taki, że jak jest kilkudziesięciu świadków w sprawie to sędzia dzieli rozprawę na szereg posiedzeń, bo nie może wyznaczyć jednej sprawy na wokandę, gdyż wtedy miałby nieprzyjemności ze strony zwierzchnictwa sądu. Jest to jakiś absurd. Zasady efektyw- ności wymagają, żeby najszybciej skończyć z jedną sprawą i jeżeli jest jedna sprawa, która zajmuje cały dzień to po co jeszcze dodawać do tej wokandy inne sprawy, a tę sprawę za pół roku sądzić dalej? Wydaje mi się, że z chęci „pokazania się” dochodzimy do pewnych absurdów. B. P.: Te przykłady być może potwierdzają zarzuty czę- ści środowiska sędziowskiego, że nadzór administracyjny Ministra Sprawiedliwości nad sądami powszechnymi jest nieefektywny, a ponadto narusza niezależność sądowni- ctwa. Pan Sędzia w wielu publikacjach wyrażał stanowisko, że być może byłoby lepszym rozwiązaniem powierzenie nadzoru administracyjnego nad sądami Pierwszemu Prezesowi SN, który po pierwsze nie jest politykiem, a po drugie jego kadencja też nie jest, jak to bywa z ministrami sprawiedliwości, tak krótka, przez co obecnie tak często zmieniają się koncepcje tego, jak powinno sądownictwo funkcjonować. Czy Pan Prezes podtrzymuje tę tezę? S. D.: Rzeczywiście, kiedy byłem Przewodniczącym KRS, dosyć mocno występowałem z tezą, że nadzór administra- cyjny nad sądami powszechnymi należy zabrać Ministrowi Sprawiedliwości i oddać Pierwszemu Prezesowi SN. Pełniąc funkcję Pierwszego Prezesa SN jestem w znacznie trudniej- szej sytuacji. Ta trudność nie wynika z tego, że sam bym mu- siał realizować zadania. Bez względu na to gdzie jest nadzór umiejscowiony, musiałby być aparat tego nadzoru, który byłby przeniesiony z Ministerstwa Sprawiedliwości do Sądu Najwyższego. Natomiast występowanie w tej chwili z takim postulatem przeze mnie, jako Pierwszego Prezesa SN, mo- głoby być odczytywane jako dążenie do poszerzenia swojego osobistego imperium. Jako Stanisław Dąbrowski wcale nie mam żadnych ambicji poszerzania swojego imperium czy uzurpowania większej władzy. Teoretycznie natomiast wy- daje mi się ten model byłby bardziej bliski konstytucyjnemu modelowi separacji władzy sądowniczej od innych władz i lepiej gwarantujący niezawisłość sędziowską niż obecnie. Z nadzorem sądownictwa powszechnego przez Minister- stwo Sprawiedliwości mamy do czynienia niemal 100 lat od chwili odrodzenia sądownictwa w państwie polskim w 1917 r. i nigdy ten nadzór nad sądami, sprawowany przez Ministra Sprawiedliwości, nie dawał dobrych rezultatów. W okresie międzywojennym nadzorowi Ministra Sprawiedliwości pod- legał także Sąd Najwyższy. Efekt był taki, że SN w 1939 r. miał czteroletnie zaległości i przed ostateczną kompromitacją uratowała ówczesny SN tylko II wojna światowa i katastrofa państwa polskiego. Nigdy nadzór Ministra Sprawiedliwości nad sądami powszechnymi nie był dostatecznie skuteczny, może najlepszy pod względem skuteczności był w okresie PRL-u, wtedy zaległości były stosunkowo niewielkie, ale koszt tego był niesłychanie duży, gdyż odbyło się to kosztem ogra- niczania niezawisłości sędziowskiej, co jest nie do przyjęcia w demokratycznym państwie. Zapewne współcześnie na Bia- łorusi sądy są także sprawne, ale trzeba osiągnąć sprawność postępowania nie kosztem sprawiedliwości. Ciekawą rzeczą jest, że zadania w zakresie nadzoru sądowego wykonują sę- dziowie, i to dobrzy sędziowie. Tak bywa jednak, że sędziowie odchodząc od sądzenia i obejmując funkcję w Ministerstwie Sprawiedliwości, bardzo szybko stają się typowymi urzędni- kami. Za wszelkie aberracje Ministerstwa Sprawiedliwości nie winiłbym kolejnych ministrów sprawiedliwości. Ministrowie sprawiedliwości w istocie podejmują węzłowe decyzje, ale niewiele odpowiadają za to, że ten nadzór jest marny. Ci, którzy byli sędziami, a teraz są urzędnikami ministerialnymi, tworzą „tasiemcowe” ankiety, wymyślają niczemu niesłużące poczynania, jak np. likwidacja i tworzenie sądów. Może gdyby urzędnikami w ministerstwie nie byliby sędziowie, a urzędni- cy, to podchodziliby z większą pokorą do sędziów i sądów. K. M.: Pan Prezes wspomniał o tym, że prawie 100 lat nadzoru Ministra Sprawiedliwości nad sądami powszech- nymi, to też 100 lat krytyki tego systemu, szczególnie w okresie II Rzeczypospolitej, w tym częstych konfl iktów pomiędzy Pierwszym Prezesem SN a Ministrem Sprawied- liwości, bywało, że Pierwsi Prezesi ponosili negatywne, osobiste konsekwencje tego konfliktu. Teraz miejmy nadzieję, że tak drastycznych sytuacji nie ma, dochodzi również do pewnych spięć między urzędem Pierwszego Prezesa a Ministrem Sprawiedliwości. Taka chyba rozbież- ność stanowisk dotyczyła trybu uchwalania zmian PrUSP, zupełnie inne stanowisko przedstawił Pan Prezes, a inne Minister Sprawiedliwości. S. D.: To prawda, ale ja bym w tej chwili nie mówił o kon- fl ikcie między Pierwszym Prezesem SN a Ministrem Spra- wiedliwości, bo jest to zupełnie inna sytuacja niż w okresie 10 Temat numeru IUSTITIA 1/2012 II Rzeczypospolitej. W okresie II Rzeczypospolitej ten konfl ikt był stricte polityczny i wynikał on z organizacyjnej podległości SN Ministerstwu Sprawiedliwości. W istocie SN był sądem powszechnym ze wszelkimi tego skutkami, łącz- nie z podległością organizacyjną i nadzorczą Ministerstwu Sprawiedliwości. Istniał inny konfl ikt, nie tyle między SN a Ministerstwem Sprawiedliwości, co między władzą sądow- niczą a władzą wykonawczą. Przyznaję, że zabierając głos na temat PrUSP wychodzę poza granice swoich uprawnień jako Pierwszego Prezesa SN, moje uprawnienia nie sięgają sądów powszechnych i tutaj pewnie Minister Sprawiedliwo- ści mógłby mieć do mnie słuszne pretensje, że przekraczam granice i wchodzę na pole jego działania. Uczyniłem tak kil- kukrotnie z tego względu, że bardzo czuję się związany z są- downictwem powszechnym. Moja kariera jako Pierwszego Prezesa SN jest bardzo nietypowa, w większości Prezesi SN przychodzili z grona profesorów, którzy zostawali sędziami SN, a potem prezesami SN, w związku z czym sprawy sądow- nictwa powszechnego były im bardziej odległe, natomiast dla mnie sądownictwo powszechne to właściwie całe życie. Poza tym ta tzw. reforma sądownictwa powszechnego, zakończona ostatnią nowelizacją, zaczęła się jeszcze gdy byłem Przewod- niczącym KRS i właściwie cały okres mojego przewodni- ctwa w KRS to był czas przeciwstawiania się szkodliwemu projektowi nowelizacji. Potem, gdy zostałem Pierwszym Prezesem SN, trudno mi było przestać wypowiadać się na ten temat. Oczywiście, gdy wystąpiłem w Sejmie podczas wysłuchania publicznego, wskazałem na to, co uczyniono niewłaściwie, jeżeli chodzi o granice kompetencji SN, ponie- waż ostatecznego projektu nowelizacji PrUSP nie poddano opinii SN, a jest to ustawowa kompetencja SN i regulaminowa kompetencja Pierwszego Prezesa SN. Nie zaskarżyłem do TK tej nowelizacji, gdyż przyznam się, że doszło do pewnej dżentelmeńskiej umowy między mną jako Pierwszym Pre- zesem SN a Ministrem Kwiatkowskim. Minister Kwiatkowski wycofał się z pewnych wadliwych przepisów dotyczących SN w projektowanej nowelizacji, chodziło o ograniczenie liczby członków KRS spośród sędziów SN, jak również rząd zre- zygnował z nowelizacji ustawy o SN, ja natomiast obiecałem Ministrowi Kwiatkowskiemu, że nie będę skarżył do TK tej nowelizacji. Oczywiście, moje zobowiązanie nie obejmowało KRS, która wystąpiła z wnioskiem do TK. Uważam wniosek KRS za merytorycznie zasadny i bardzo się cieszę, że KRS przy okazji zaskarżyła przepis PrUSP uprawniający Ministra Sprawiedliwości do tworzenia i znoszenia sądów powszech- nych. Uważam, że jest to tak fundamentalne uprawnienie, że nie powinno być regulowane rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości. Zgadzając się na wpływ pozostałych dwóch władz na władzę sądowniczą, jeżeli chodzi o tworzenie i zno- szenie sądów to można się zgodzić, żeby to władza ustawo- dawcza w drodze ustawy tworzyła i znosiła sądy, a nie Mini- ster Sprawiedliwości, zwłaszcza, że Konstytucja też odwołuje się do ustawy, jeżeli chodzi o ustrój sądów, a rozporządzenie Ministra to jednak nie ustawa. Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, którą przecież Polska ratyfi kowała, w art. 6 podaje defi nicję sądów, mówiąc, że sąd powinien być tworzony ustawą. Można powiedzieć, że nasze sądy powszechne, które są tworzone rozporządzeniem ministra, nie są sądami w rozumieniu EKPCz. K. M.: Panie Prezesie, mowa była o tym, że Pan Prezes nie zaskarżył zmianPrUSP, ale nie jest to jedyna ustawa, która w jakiś sposób uderza w środowisko sędziowskie, m.in. jedną z nich, która wzburzyła wielu sędziów, była opublikowana w grudniu 2011 r. ustawa okołobudżeto- wa, którą zaskarżył Pan Prezes do TK. Czy zdaniem Pana Prezesa sędziowie mają prawo czuć się oszukani w związku z tymi zmianami? S. D.: Kwestia wynagrodzenia jest zawsze bardzo trudną kwestią, powiedziałbym nawet nieco wstydliwą, podobno dżentelmeni nie mówią o pieniądzach. Sprawa wynagrodze- nia jest problemem istotnym z punktu widzenia gwarancji niezawisłości sędziowskiej. Pewnie najlepiej byłoby, żeby sędziowie żadnego wynagrodzenia nie otrzymywali, żeby sędziami byli ludzie niezależni materialnie, to wtedy poziom niezawisłości mógłby być najwyższy, ale żyjemy w państwie, w którym taki postulat byłby zupełnie nierealny z braku osób niezależnych fi nansowo, które mogłyby piastować urząd sę- dziowski. Dlatego nasz ustrojodawca w art. 178 Konstytucji mówi, że wynagrodzenie sędziego powinno odpowiadać god- ności sprawowanego urzędu i rozmiarowi jego zadań. To, że ustrojodawca zajął się kwestią wynagrodzeń sędziowskich, świadczy o ogromnym znaczeniu tego zagadnienia. Wpraw- dzie nie dookreślił pożądanej wysokości, ale to dookreśle- nie nastąpiło właśnie ustawą z 2009 r. Konstytucja została uchwalona 2.4.1997 r., a więc musieliśmy czekać dosyć długo – 12 lat, aż ustawodawca zwykły zdecydował się dokonać wykładni art. 178 Konstytucji i dookreślić przepis art. 178 przez art. 91 w nowym brzmieniu PrUSP. To dookreślenie nastąpiło w ten sposób, że ustawodawca zwykły przyjął za podstawę wynagrodzeń sędziowskich średnie wynagrodzenie w gospodarce narodowej w II kwartale roku wcześniejszego i przyjął też w załączniku do ustawy pewne wskaźniki jako wielokrotność tej podstawy. Wskazana ustawa jest, co do zasady, zadowalająca, nie co do poziomu wynagrodzenia, lecz o tyle, że uniezależnia kształtowanie wysokości wynagrodze- nia od władzy wykonawczej i ustawodawczej. To rozwiązanie nie oznacza, że nie można go zmienić, ale nie można go zmie- niać w ten sposób, żeby prowadzić do ustalania wynagro- dzeń sędziowskich wedle tego jak się chce, czy jak się ocenia sędziów i w ten sposób wywierać presję na sędziów, a to się stało przez ustawę okołobudżetową. Prawda, że obowiązuje ona tylko na rok, ale precedens został dokonany, i jeżeli raz ją uchwalono, to pojawia się pytanie, czy nie zostanie uchwa- 1/2012 IUSTITIA Temat numeru 11 lona na następny rok i kolejne lata, jeśli sędziowie zostaną źle ocenieni. Obecnie Minister Sprawiedliwości, Pan Jarosław Gowin, w jednym z wywiadów do „Gazety Prawnej”1 powie- dział, że jeżeli poprawi się sprawność postępowania w sądach powszechnych, to w przyszłym roku wynagrodzenia zostaną odmrożone. Ta wypowiedź Ministra Sprawiedliwości wska- zuje, że intencją jest odstępstwo od konstytucyjnej zasady i powrót do woluntarystycznego wynagrodzenia sędziów, z czym się zupełnie nie można zgodzić. Nie chodzi tu o kwe- stię kilkuset złotych, tylko o traktowanie wynagrodzenia sę- dziów jako marchewki. Jest to już dostateczną podstawą do wystąpienia do TK. Co gorsza, powiem o tym, chociaż może nie powinienem, bo nie mam żadnego dowodu na piśmie, ale słyszałem jak publicznie poprzednik obecnego ministra sprawiedliwości, kiedy szykowano tę nowelizację powiedział, że powodem ewentualnego zamrożenia wynagrodzeń dla sędziów jest akcja sędziów Stowarzyszenia „Iustitia”, którzy wysyłali czerwone kartki Premierowi i w ten sposób „roze- źlili” Premiera. Nie zostało to nigdzie odnotowane, ale taka wypowiedź padła i nie wątpię, że była to wypowiedź odpo- wiadająca prawdzie. Abstrahując od tego, jak oceniać taką akcję, nie powinien to być element jakiejś kary czy odegrania się na sędziach, gdyż jest to po prostu żenujące postępowa- nie. Wynagrodzenie sędziów zostało ukształtowane w ten sposób, że w istocie jest to prawo podmiotowe sędziów do wynagrodzenia, bo jeżeli wynagrodzenie to jest kształtowane według przeciętnej z poprzedniego roku, która to przeciętna jest podawana w komunikacie Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego w sierpniu, to konkretnie w ubiegłym roku w sierpniu sędziowie nabyli prawo do wynagrodzenia wyli- czanego wedle tego komunikatu Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. Jest to prawo, które nabyli w sierpniu ubiegłe- go roku, którego wykonanie jest odroczone i następuje w dniu 1 stycznia następnego roku. Zatem tutaj też jest naruszona zasada retroakcji, dlatego, że jest to niewątpliwie działanie wstecz, a inną kwestią jest wysokość tego wynagrodzenia. Ja osobiście zgadzam sie ze zdaniem sędziów z SSP „Iustitia”, że wynagrodzenie to jest za niskie w porównaniu ze średnią wynagrodzeń, nie może być tak, że w szeregu przedsiębiorstw czy w gałęziach gospodarki średnie wynagrodzenie jest wyż- sze niż średnie wynagrodzenie sędziego. Nie można mówić, że sędziowie powinni mieć wysokie wynagrodzenie dlatego, że inaczej występuje zagrożenie korupcją. Jestem przekonany, że sędziami są ludzie, którzy nie ulegliby pokusom korupcji nawet, gdyby nie mieli na wyżywienie, ale jednak wynagro- dzenie jest elementem pewnego prestiżu, pewną motywacją do kierowania do zawodu ludzi najlepszych i jest bardzo waż- ne, aby te wynagrodzenia były odpowiednio wysokie. Nie są to wynagrodzenia wysokie, wbrew temu, co Ministerstwo Sprawiedliwości ustami Pana Profesora Siemaszki niedawno obwieściło w publikacji wydanej przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości. W tej publikacji dokonano pewnego nad- użycia, mianowicie wzięto pod uwagę przeciętne wynagro- dzenia w 2009 r. w Polsce, natomiast w innych krajach po- równawczych w 2008 – to jedno nadużycie. Drugie nadużycie popełniono przez to, że nie wzięto pod uwagę, że te wskaźniki dotyczące średniej są w istocie niższe od średniej dlatego, że odpowiadają średniej z roku wcześniejszego. Natomiast u nas jest kilkuprocentowy wzrost wynagrodzeń co roku, dlatego wskaźnik 2,05 do średniej z roku poprzedniego w istocie odpowiada mniej więcej 1,99 średniej z roku bieżącego. Jeżeli się obniży te wyliczenia o te kilka punktów procentowych, to od razu o szereg miejsc w statystyce przesuwa się wszystko w dół, a tego zupełnie nie bierze się pod uwagę. Oczywiście, lepiej byłoby, gdyby te wskaźniki wynagrodzeń odpowiadały wskaźnikom bieżących wynagrodzeń, ale to jest niemożli- we, bo w ustawie budżetowej można się odnieść tylko do danych z roku wcześniejszego, które są niższe. W bieżącym 2012 r. sytuacja dla sędziów będzie jeszcze gorsza, dlatego, że inne wynagrodzenia chyba wzrosły nominalnie o jakieś 7 czy 8 . B. P.: Będzie polityczny argument, żeby zamrozić je nadal. S. D.: Argument polityczny zawsze będzie, przeprowa- dzono badania ankietowe dotyczące postulatów społecznych, przebadano 1000 osób, jakie wedle nich powinny być wy- nagrodzenia sędziów, i wyniki mieściły się w przedziale od 2000 do 5000 zł. B. P.: Jeśli dobrze pamiętam, jeżeli mówimy o tym sa- mym badaniu, to generalnie Polacy uznali, że sędzia SN powinien zarabiać więcej niż poseł. Można przy tym temacie postawić kolejne pytanie, czy uważa Pan za w ogóle dopuszczalne jakieś formy protestów sędziowskich przeciwko zmianom obniżającym rangę wy- miaru sprawiedliwości, rangę sądów czy też zmiany, które uderzają we właściwe ich funkcjonowanie. Obserwując życie polityczne można odnieść wrażenie, że rządzący liczą się z tymi, którzy właśnie potrafi ą użyć argumentów siło- wych, mieliśmy tutaj przykład lekarzy, którzy w ostatnim czasie przeprowadzili dość dotkliwy dla społeczeństwa pro- test, były protesty związane z umową ACTA, one wszystkie były bardziej uciążliwe niż choćby dni bez wokandy, które kiedyś zostały przeprowadzone. S. D.: Jest nieszczęściem naszego życia publicznego to, że pewne postulaty grup społecznych przyjmowane są wówczas, jeżeli mamy do czynienia z bardzo medialnym protestem, który jest w dodatku aprobowany przez inne grupy społeczne i którego zadośćuczynienie poprawić może medialną pozycję władzy wykonawczej. Tak niestety się dzieje, i w związku z tym różne grupy społeczne sięgają do metod, które bywają 1 Sędziowie muszą być gotowi do poświęceń, „Gazeta Prawna” z 23.12.2011 r. 12 Temat numeru IUSTITIA 1/2012 dosyć żenujące, niekiedy dosyć uciążliwe dla społeczeństwa jako całości. Myślę, że sędziowie muszą jednak mieć na względzie, że są elitą tego społeczeństwa, że sprawują władzę państwową, że pewne działania im nie przystoją. Niezależnie od tego niestety protesty są nieskuteczne, w związku z tym uważam, że sędziowie mają przede wszystkim prawo do wy- artykułowania tego, że są niezadowoleni, najgorzej by było, gdyby nikt o tym nie wiedział. Natomiast wszelkie protesty mogą godzić w godność sędziów, a nawet jeżeli nie będą go- dziły w godność sędziów, po prostu będą nieskuteczne, dla- tego z wielką wstrzemięźliwością bym do nich podchodził. Aczkolwiek nigdy nie potępiałem protestów sędziowskich, bo uważałem, że jest to efekt bezradności i niemożności re- alizacji słusznych aspiracji. K. M.: Panie Prezesie, kolejne pytanie, dotyczy oceny obecnego systemu dochodzenia do zawodu sędziego. Wie- my, jak ta sytuacja wygląda, pamiętamy o koronie zawo- dów sędziowskich, teraz się już mówi o koronie zawodu asystenta lub referendarza. Czy system, który jest obecnie, ocenia Pan Prezes pozytywnie? S. D.: To bardzo trudny problem i nierozwiązany. Osobi- ście raczej bym optował za modelem anglosaskim sędziego jako korony zawodów prawniczych. My od 90 lat realizu- jemy model niemiecki kariery sędziowskiej, rozpoczynają- cej się bezpośrednio po zakończeniu studiów prawniczych, po odbyciu przypisanej aplikacji i zdaniu odpowiedniego egzaminu. Jeżeli oczekujemy od sędziego nieurzędowania, a wymierzania sprawiedliwości, to wydaje się rozsądne, aby sędziami stawali się ludzie dojrzali pod każdym względem. Wówczas jest zasadne, żeby urząd sędziego stanowił koronę zawodów. Problem tkwi w tym, że w krajach anglosaskich sę- dziowie są odciążeni od drobnych spraw i to może też nie jest źle, że orzekaniem w drobnych sprawach zajmują się instytu- cje quasi-sądowe, z dużym udziałem czynnika społecznego, z udziałem prawników niebędących sędziami, którzy mogą się tam doskonalić. U nas to by wymagało zmian konstytu- cyjnych, ale u nas nawet wprowadzenie sędziego na próbę wymaga zmiany konstytucyjnej. Właśnie dlatego instytucja asesora okazała się niekonstytucyjna, że to był sędzia na pró- bę, a według naszej Konstytucji sędzia jest nieodwoływany, a więc jeżeli sędzia jest nieodwoływalny, to jak próba okaże się negatywna, to co zrobić z takim sędzią? Według naszej Konstytucji musi być nadal sędzią. Myślę, że u nas może ukształtuje się system dwutorowy. Mamy szkołę dla sędziów i prokuratorów, która może pewną część kadry zapewnić, ale na pewno nie całościowo. Przypuszczam, że lepsi jed- nak będą adepci tej szkoły niż adepci aplikacji adwokackiej i radcowskiej, ze względu chociażby na liczbę aplikantów, jest to aplikacja bardziej elitarna. Z drugiej strony dobrze, jeżeli będzie możliwość awansu dla najlepszych asystentów i referendarzy, i dobrze też będzie, jeżeli dobrzy adwokaci, radcowie prawni czy prokuratorzy też będą aspirowali do sądów, może najlepsi adwokaci do sądów wyższych szczebli, okręgowych. Problem w tym, że wtedy „zajmują miejsce” sędziom sądów rejonowych, którzy też chcą awansować. Bę- dzie trzeba w jakiś sposób tworzyć taki modus operandi, aby wszystkie te aspiracje mogły być spełnione. Obawiam się jednak, że przy zawirowaniach z wynagrodzeniami może przyjść taki moment, że trzeba będzie szukać kandydatów, a wtedy to będzie bardzo źle. B. P.: Można też w tym kontekście postawić pytanie o system awansów w sądownictwie. Czy w ogóle powin- no być tak, że sędzia powinien chcieć awansować i czy to, że z sądów rejonowych odchodzi się następnie do sądów wyższej instancji, a przecież to sądy rejonowe są najczęściej dla obywatela tą twarzą sądownictwa, jest modelem ideal- nym. Być może dobrze by było tak ukształtować pozycję sędziego sądu każdej instancji, żeby awans ewentualnie wiązał się przede wszystkim z prestiżem, chęcią rozwoju dla danego sędziego, ale jednocześnie też, żeby to, że sędzia po kilkunastu latach nadal jest sędzią sądu rejonowego, nie stanowiło dla niego jakiejś ujmy. S. D.: Z punktu widzenia gwarancji niezawisłości sędziow- skiej byłoby najlepiej, gdyby zasadą było, że sędzia powołany już dalej nie awansuje, tzn. sędzia powołany do sądu rejono- wego już pozostaje w tym sądzie rejonowym na ogół. Sędzia powołany do sądu okręgowego w sądzie okręgowym, ale to byłoby przejście do modelu anglosaskiego i to by się wiązało ze zmianą kognicji sądów. Trzeba by było zrezygnować z orze- kania sądowego w tych drobnych sprawach, tj. w sprawach wykroczeniowych, karnych nakazowych i wówczas mniej- sze musiały by być różnice w prestiżu i w wynagrodzeniach między sędziami w poszczególnych sądach, żeby nie kusiło. Taki model jest możliwy, a to jest wszystko kwestia dyskusji. Z drugiej strony, obecny system jest dzisiaj motywującym systemem. Wielu sędziów doskonali się również dlatego, że nie chce być do końca życia w sądzie rejonowym, a więc jest to bodziec motywacyjny. Natomiast jeżeli sędzia jest już po- wołany do sądu rejonowego i wie, że raczej nie awansuje, to na pewno wzmacnia się jego niezawisłość, ale z drugiej strony chęć kształcenia ustawicznego może być niewielka. B. P.: Z drugiej strony, można też zauważyć, że sędzia, który jest sędzią sądu rejonowego i widzi, że nie ma szans na awans, gdyż np. tych miejsc jest tak niewiele, też nie ma motywacji. S. D.: Tych miejsc jest bardzo dużo. Uważam, że każdy dobry sędzia w ciągu kilku lat ma szansę zostać sędzią sądu okręgowego, a jeżeli nie zostaje, to chyba jakoś nie umie współpracować, przynajmniej z przełożonymi. Ja raczej widzę braki odpowiednich kandydatów, zwłaszcza do sądu okrę- gowego, bo się zgadzam, że jest taka cezura między sądem 1/2012 IUSTITIA Temat numeru 13 okręgowym a apelacyjnym, w sądzie apelacyjnym jest mało wolnych stanowisk, a w sądzie okręgowym całkiem dużo. K. M.: Panie Prezesie, jak Pan ocenia samo delegowanie sędziów do Ministerstwa Sprawiedliwości? Sędziowie są oczywiście delegowani na różny okres czasu, ale są tacy, którzy są delegowani na czas nieokreślony, czy to jest dobry sposób zarządzania kadrami sędziowskimi? S. D.: Wydaje mi się, że przede wszystkim to delegowanie wieloletnie sędziów do Ministerstwa Sprawiedliwości jest szkodliwe dla sądownictwa jako pewnej całości, dlatego, że nominalni sędziowie stają się urzędnikami ministerialny- mi, którzy nie tylko, że nie mają w sobie nic pokory, ale są przekonani o własnej doskonałości, że oni potrafi ą dosko- nale kierować sądami powszechnymi i wiedzą, czego sądom powszechnym potrzeba, i mają patent na wszelką mądrość. Gdyby to byli od początku tylko urzędnicy, a nie sędziowie, to być może mieliby więcej pokory, a mniej byłoby dążeń do ograniczenia niezawisłości sędziowskiej. Uważam, że Ministerstwo Sprawiedliwości w ramach nadzoru powinno zajmować się tylko kwestiami czysto technicznymi i orga- nizacyjnymi, a nie czynnościami bezpośrednio związanymi z wymiarem sprawiedliwości, co często zagraża niezawisło- ści sędziowskiej. Gdyby tak
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Iustitia. Kwartalnik Stowarzyszenia Sędziów Polskich Nr 1(7)/2012
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: