Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00556 008066 15904559 na godz. na dobę w sumie
JazzPRESS Maj 2012 - ebook/pdf
JazzPRESS Maj 2012 - ebook/pdf
Autor: Liczba stron:
Wydawca: Self Publishing Język publikacji:
ISBN: 2089-3143 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> biznes >> zarządzanie i marketing
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

 

Miesięcznik JazzPRESS to internetowy magazyn poświęcony muzyce improwizowanej, wydawany od marca 2011 roku i związany z internetowym radiem www.RadioJAZZ.FM

Promuje muzykę jazzowową,  ale też wszystko to, co ważne, ciekawe i inspirujące w muzyce. Stąd też w magazynie można znaleźć teksty poświęcone mainstreamowi, free jazzowi, awangardzie, czy wreszcie eksperymentom, które przekraczają granice gatunków. Są też  działy poświęcone gatunkom pokrewnym - bluesowi i muzyce soulowej. Ważne miejsce w profilu pisma zajmuje promocja młodych muzyków jazzowych (zwłaszcza polskich) i ich dorobku.


Pismo ma układ działowy i zawiera zarówno treści o wydarzeniach bieżących, jak i historycznych. Te pierwsze w ramach działów:

-konkursy

- wydarzenia,
- nowości płytowe
- recenzje płyt
- przewodnik po nadchodzących koncertach
- relacje z koncertów oraz wywiady.

Te drugie w ramach stałych rubryk, w których przybliżana jest historia jazzu w Polsce i na Świecie (Kanon jazzu, Kalendarium jazzowe, Sylwetki jazzmanów, planowane cykle poświęcone polskim i zagranicznym festiwalom, znaczącym sesjom nagraniowym).
Dodatkowo znajdują się także działy tematyczne: Bluesowy Zaułek, PHONO, Ptasie Radio.

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

MAJ 2012 Internetowa gazeta poświęcona muzyce improwizowanej 3 4 1 3 - 4 8 0 2 N S S I Bernard Maseli Przestrzeń w muzyce jest najważniejsza WYWIADY Ryszard Wojciul Neil Cowley Maria Guraievska Tomasz Kudyk Niechęć Magiczny wieczór Artura Dutkiewicza, czyli jak RadioJAZZ.FM świętowało Światowy Dzień Jazzu KONKURSY Bernard Maseli SPIS TREŚCI 3 – Od Redakcji 4 – Wydarzenia 6 – 6 8 Płyty RadioJAZZ.FM poleca Nowości płytowe Legendarne Ząbki – The Intuition Orchestra I. O. O. Free Acoustic 001:The Intuition Orchestra Vol. 1The Intuition Orchestra Seeds From The Underground – Kenny Garrett Lumiere – Opalińska Whates Brad Mehldau: niewyniosła oda Inner Flights – Benjamin Drazen 7 Liquid ForMs – MorF Archipelago – Grzech Piotrowski Quartet This Is the Music volume 1 – Sing Sing Penelope Artur Dutkiewicz – Mazurki 30 – Festiwale i koncerty 30 37 38 40 42 44 46 48 50 53 Przewodnik koncertowy Mazzoll/Janicki/Janicki + goście Między Szwajcarią a Estonią – Christian McBride Trio w Bielsku-Białej ! John Williams John Etheridge: Together and solo w Poznani u Jazz w Podziemiach – Project Grappelli Silje Nergaard – Gorzów Jazz Celebrations Katowice JazzArt festiwal Power of the Horns Nadzieja polskiego jazzu potrafi latać! Michael Buble w Gdańsku/Sopoci e Magiczny wieczór Artura Dutkiewicza, czyli jak RadioJAZZ.FM świętowało Światowy Dzień Jazzu 57 – Wywiady 57 67 69 73 77 83 Ryszard Wojciul Gramy muzykę, która nie udaje… Neil Cowley Szukając swojej muzyki zacząłem grać jazz Maria Guraievska Przez muzykę muszę zinterpretować treść tak, żeby odbiorcy poczuli o czym śpiewa m Tomasz Kudyk Destined – jestem skierowany Niechęć – zespół ścierających się przeciwieństw Bernard Maseli: Przestrzeń w muzyce jest najważniejsz a 95 – Publicystyka jazzowa 95 Głosem muzyka jazzowego Jeśli nie zadbamy o siebie, zginiemy w Europie i na świeci e 100 – BLUSOWY ZAUŁEK 100 100 103 BLUES NEWS Muzyczna Terapia Dr. Johna Elżbieta Mielczarek Wróciłam z pogodną muzyką. Nie byłam za hiber nowana 108 – Kanon Jazzu The Jazz Messengers – Art Blakey Chet Is Back! – Chet Baker Future Shock – Herbie Hancock 114 – Sesje jazzowe 123 – KONKURSY 124 – Co w RadioJAZZ.FM 125 – Redakcja 2 JazzPRESS, maj 2012 Od Redakcji To już trzy lata! Dużo się zdarzyło w tym okresie w historii RadioJAZZ.FM: na początku był tylko adres internetowy i kanał z muzyką, później powstało studio nadawcze, pojawili się prowadzący, autorzy audycji i stali- śmy się prawdziwym radiem. Kolejne kamienie milowe to m.in. organizacja charytatywnego koncertu „Dzień Szakla” w Bajce, stworzenie i rozwój elektronicznego miesięcznika JazzPRESS (wydaliśmy już 14 numerów), a ostatnio pojawienie się jego papierowej Edycji Festiwalowej, cykl koncertów Mokotów Jazz Fest 2012, nowa siedziba z prawdziwego zdarzenia... Przed nami? Mamy masę pomysłów i bę- dziemy starać się je zrealizować. Ale najważniejsze jest to, że z miesiąca na miesiąc i z roku na rok odczuwamy Waszą rosnącą obecność, sympatię i wsparcie. To jest powód dla którego cały czas prujemy naprzód! W końcu: gramy dla Was i dzięki Wam! Jerzy Szczerbakow Prezes RadioJAZZ.FM W poprzednim numerze sygnalizowaliśmy potrzebę rozmowy o sposobach „radzenia” sobie ze zbio- rowymi traumami i pytaliśmy czy muszą odbywać się kosztem artystów. Natomiast w tym mówimy o potrzebie rozmowy o instytucjonalnych zmianach w polskim jazzie i jego otoczeniu. Co rusz słychać głosy nawołujące do zmian. Jednak stare struktury trwają jak trwały, a nowe jeszcze nawet się nie wy- kluły. W tym przypadku raczej potrzeba działań niż dyskusji, tym nie mniej łamy naszego magazynu są otwarte. A i my jesteśmy otwarci (na rozsądne propozycje)! Ryszard Skrzypiec Redaktor Naczelny Możesz nas wesprzeć Uruchomiliśmy konto PayPal, aby ułatwić Ci wspieranie naszej działalności. 3 Wydarzenia Wydarzenia i k s ń y z c z s r a G ł a f a R . t o f 10 kwietnia w wieku 87 lat zmarł saksofonista, kompozytor i aranżer Hal McKusick. W latach 50. grał m.in. z Elliotem Lawrencem, Billem Harrisem, Alem Cohnem, Quincym Jonesem, Erniem Wilkinsem, Genem Krupą i Mannym Albamem. Nagrał kilka świetnych płyt, jak The Jazz Workshop (1957), czy Cross-Section Saxophones (1958) z udziałem m.in. Billy’ego Evansa, Paula Chambersa, Arta Farmera, Milta Hiltona oraz George’a Russella. 16 kwietnia w wieku 84 lat zmarł wibrafonista Teddy Charles. Zdobywał szlify u Colemana Hawkinsa, był czynnym muzykiem złotej ery jazzu, kiedy to grał i nagrywał z takimi muzyka- mi jak: Miles Davis, Benny Goodman, Charles Mingus, Charlie Parker, Artie Shaw i Max Ro- ach. Jako leader nagrał ponad 20 albumów. Na jednej z płyt, zatytułowanej The Teddy Charles Tentet (1956), zagrali Gil Evans i Charles Min- gus. Urodził się 13 kwietnia 1928 r. Marcin Wasilewski 19 kwietnia w wieku 71 lat zmarł multiinstru- mentalista i wokalista Levon Helm, właściwie Mark Lavon Helm. Najbardziej znany z gry na perkusji w formacji The Band, która początko- wo towarzyszyła Bobowi Dylanowi, a później nagrywała własną muzykę. Wystąpiła na festi- walu w Woodstock w 1969 r. Grand Prix 48. edycji festiwalu Jazz nad Odrą otrzymał gitarzysta Szymon Mika. Dwie rów- norzędne drugie nagrody otrzymali organista Kajetan Galas i perkusista Patryk Dobosz. W kategorii zespołowej jury przyznało nagrodę formacji Piotr Pawlak Jazztet. Dwa wyróżnienia specjalne za kompozycję otrzymali pianista Piotr Orzechowski i Kuba Gudz. Nagrodzono również perkusistę Bartka Staromiejskiego. 26 kwietnia wręczono Nagrody Akademii Fo- nograficznej Fryderyk 2012. W kategoriach jazzowych statuetki otrzymali: Robert Majew- ski (gościnnie Bobo Stenson, Palle Danielsson, 4 JazzPRESS, maj 2012 k a i n y t s u g u A n a d g o B . t o f Robert Majewski Joey Baron) – My One And Only Love (Zair) – Jazzowy Album Roku; Marcin Wasilewski – Jazzowy Muzyk Roku; Krzysztof Herdzin – Jazzowy Kompozytor/Aranżer Roku; Atom String Quartet – Jazzowy Fonograficzny De- biut Roku. Aga Zaryan otrzymała statuetkę Fryderyka w kategorii Piosenka Poetycka za album Księga Olśnień. Wokalistą roku uznano Kubę Badacha. 30 kwietnia w Muzeum Plakatu w Wilanowie z okazji obchodzonego po raz pierwszy Świato- wego Dnia Jazzu, który z inicjatywy Herbiego Hancocka został ustanowiony przez UNESCO, otwarto wystawę zatytułowaną Najpiękniejsze plakaty i okładki jazzowe. W kwietniu na rynku księgarskim pojawił się audiobook biografii Michała Urbaniaka zaty- tułowanej Ja, Urbanator autorstwa Andrzeja Makowieckiego. Książkę czyta Andrzej Chy- ra. Papierowa wersja autobiografii ukazała się we wrześniu ubiegłego roku. Obie wersje wydała Agora. Ogłoszono nominacje do jednej z najważniej- szych nagród jazzowych, a mianowicie do Jazz Journalists Association Jazz Awards. Nagrody przyznawane są w 38 kategoriach. Zarówno no- minacje, jak i wybór zwycięzców dokonuje się na podstawie głosowania dziennikarzy-członków Stowarzyszenia. Ogłoszenie zwycięzców odbę- dzie się 20 czerwca w klubie Blue Note w No- wym Jorku. Więcej informacji o nominacjach na stronie internetowej www.jjajazzawards.org Na jesień 2014 r. Wydawnictwo Viking zapo- wiada wydanie pamiętników pianisty Herbiego Hancocka. (rs) 5 Płyty – RadioJAZZ.FM poleca Gregoire Maret – Gregoire Maret Niektórzy usłyszą na tej płycie smooth jazzowe aranżacje i gładkie melodie. I dobrze usłyszą. One też tam są, ale dajcie tym nagraniom nieco więcej czasu. Tam jest dużo więcej. Absolutnie wybitna harmonijka, świetne momenty gitaro- we, Cassandra Wilson w najlepszej formie (co nie należy ostatnio do zjawisk często spotyka- nych). To płyta z przebojami. Każdy utwór jest osobną miniaturką. Gdyby istniały jeszcze single… Wy- brałbym na początek „Travels” Pata Metheny’ego z wyśmienitym Brandonem Rossem zastępują- cym kompozytora na gitarze. Kolejne pewnia- ki to „O Amore E Meu Pais” – duet z Tootsem Płyty Thielemansem, „Mahnia Du Sol” z Raulem Midonem – to będzie gratka dla wielbicieli Pat Metheny Group z najlepszego wczesnego okre- RadioJAZZ.FM poleca su tej formacji i „Children’s Song” ze świetną perkusją i równie ciekawym solem lidera. JazzBOOK recenzje » Paul McCartney – Kisses On The Bottom Kisses On The Bottom to płyta łatwa i przyjem- na, ale zdecydowanie niebanalna. Podsumujmy więc wszystkie za i przeciw… Paul McCart- ney jaki jest, każdy widzi. W jego dyskografii wiele jest różnych nietypowych projektów. Nie jest być może w tej chwili muzykiem aktywnie poszukującym swojej drogi, a raczej cieszą- cym się wraz ze swoimi fanami z tego, że może nagrywać z kim chce i co chce, budżet zawsze się znajdzie… Albo ktoś głos i kompozycje Mc- Cartneya lubi, albo niekoniecznie… Ja akurat lubię, zawsze uważałem, że był przez długie lata zupełnie niezasłużenie w cieniu Johna Lennona. To jednak nie czas i miejsce do rozgrzebywania beatlesowych dyskusji. Fakty pozostają faktami – Paul McCartney nigdy nie będzie Frankiem Sinatrą, Nat King Colem, ani nawet Tonym Bennettem, ale w roli wykonawcy jazzowo – musicalowych standardów jest o niebo lepszy, choćby od Roda Stewarda. 6 JazzPRESS, maj 2012 Wynton Marsalis Eric Clapton – Play The Blues: Live From Jazz At Lincoln Center Play The Blues: Live From Jazz At Lincoln Center to trzecia płyta oparta na podobnej koncepcji. Poprzednie dwie – „Two Man With The Blues” i „Here We Go Again: Celebrating The Genius Of Ray Charles” Wynton Marsalis nagrał z Wil- lie Nelsonem, którego gitara jest zdecydowanie bliższa stylistyce dixielandowej i staromodnego bluesa, niż ta w rękach Erica Claptona. Jednak magia nazwiska Erica Claptona znanego na ca- łym świecie, a nie tylko w białych stanach USA, jak Willie Nelson robi swoje i z pewnością ma wpływ na sprzedaż albumu… Większość dźwięków na tej płycie jest absolutnie przewidywalnych. Czy to jej wada? Zdecydo- wanie nie. Czy to jest dixieland? Blues? Swing? Country? Czy to ma jakieś znaczenie? To duża dawka dobrej, kompetentnie i z szacunkiem dla tradycji I historii zagranej muzyki. Odłóżmy na chwilę na bok wielką sztukę i zabawmy się. Masabumi Kikuchi Trio – Sunrise Jaka to muzyka? Autorska, pozbawiona ograni- czeń, w stylu innych nagrań pianisty. Masabumi Kikuchi to twórca żyjący w swoim własnym świecie, w którym czas płynie nieco inaczej i nie trzeba koniecznie grać na raz i trzy… To świat wymyślony od początku do końca przez pianistę, czerpiący obficie z muzycznej trady- cji, ale łatwo rozpoznawalny, zachowujący swój własny styl, a o to w muzycznym świecie, gdzie wszystko już było nie jest łatwo… Muzycy zabierają słuchaczy w podróż po free jazzowej improwizacji, w sposób strawny dla każdego, nawet początkującego fana jazzu. W drugiej połowie albumu kompozycje nieco się komplikują, ale ciągle nie przekraczamy granicy pomiędzy muzyką i muzycznym eksperymen- tem mającym na celu raczej szokowanie słucha- cza, niż dostarczenie mu solidnej porcji dźwię- kowych wrażeń na najwyższym poziomie. Recenzje Rafał Garszczyński 7 Nowości płytowe Nowości płytowe 26 marca nakładem wytwórni Mack Avenue ukazała się debiutancka płyta 26-letniego kubańskiego pianisty i kompozytora Alfre- do Rodrígueza Sounds Of Space. Na krążku, którego współproducentem jest Quincy Jo- nes, znalazło się 11 kompozycji, napisanych i skomponowaych przez Rodrigueza. Kompo- zycje nawiązują do dorobku zarówno kubań- skich mistrzów (Ernesto Lecuona), jak i tuzów jazzowej pianistyki (Bud Powell, Thelonious Monk), czy wreszcie do mentora pianisty, czyli Quincy’ego Jonesa. 9 kwietnia miała miejsce premiera najnowsze- go albumu formacji Sing Sing Penelope This is the music. Szósty już album Sing Sing Pe- nelope nagrany został w oktecie z gościnnym udziałem norweskiej gwiazdy jazzowej muzy- ki elektronicznej Pala Nyhusa – DJ Strange- fruit – (Nils Petter Molvaer, Bugge Wesseltoft) specjalizującego się w nowatorskiej technice – Live Remix Przeczytaj recenzję Macieja Nowotnego » 30 marca, cztery lata po tragicznej śmierci li- dera, pianisty Esbjorna Svenssona ukazał się nowy album formacji Esbjorn Svensson Trio zatytułowany 301. Zamieszczone na płycie na- grania pochodzą z tej samej sesji ze stycznia 2007 roku, w trakcie której nagrano materiał na ostatnią płytę Leucocyte. 13 kwietnia wyszła nowa płyta Grzecha Pio- trowskiego i towarzyszących mu muzyków World Orchestra. Na krążku znalazł się melanż muzyki inspirowanej kulturą polską, holen- derską, norweską, mołdawską i bułgarską. Al- bum wydała Agora. 17 kwietnia nakładem wytwórni Abstract Lo- gix ukazała się nowa, dziesiąta już, płyta gi- tarzysty Wayne a Krantza Howie 61. Tytuł al- bumu nawiązuje do tytułu kompozycji i płyty Highway 61 Revisited Boba Dylana z 1965 r. Płyta została nagrana z towarzyszeniem dobo- rowych muzyków, m.in. perkusisty Vinniego Colaiuty i basisty Johna Pattituci. Pianista Marc Copland z towarzyszeniem ba- sisty Drew Gressa i perkusisty Jochena Rue- ckerta nagrał album Some More Love Songs. Krążek ukazuje się siedem lat po nagraniu pierwszego, kapitalnie przyjętego krążka Co- planda z instrumentalnymi wersjami piose- nek miłosnych. Płytę rozpoczyna kompozycja Joni Mitchell, zaś kończą takie klasyki jak „My Funny Valentine” i „I’ve Got You Under My Skin”. Album wydała wytwórnia Pirouet Re- cords w kwietniu br. 8 24 kwietnia pojawiła się nowa płyta Miki Ur- baniak Follow You. Album jest mieszanką sty- lów. Znalazło się na nim 10 kompozycji o róż- nym charakterze: od popowych ballad lat 50., przez muzykę country, po soul, a nawet rock. Płyta jest „manifestem niezależności i wol- ności”. Producentem krążka został – znany w Polsce m.in. ze współpracy z Marylą Rodo- wicz i Smolikiem – Victor Davies. Zobacz klip do singla „Pixalated” 28 kwietnia premierę miała płyta Yemen – Mu- sic Of The Yemenite Jews. Krążek został nagra- ny przez kwartet w składzie Perry Robinson/ Wacław Zimpel/Michael Zerang/Raphael Ro- giński. Płytę wydała wytwórnia Multikulti. 29 kwietnia nakładem wytwórni Kayax uka- zała się pierwsza studyjna płyta Atom String Quartet – Places. Zawiera ona głównie au- torskie kompozycje członków formacji. Na krążku znalazły się rytmy latynoskie, folklor irlandzki, melodie hiszpańskie oraz motywy z różnych regionów Polski. JazzPRESS, maj 2012 6 maja w katalogu Multikulti dostępnych bę- dzie 7 płyt wydawnictwa Tzadik, w tym dwie z polskimi akcentami – płyta z muzyką do spektaklu Grzegorza Jarzyny Nosferatu oraz debiutancki krążek krakowskiej formacji Sa- mech zatytułowany Quachatta. Lista nowości obejmuje: Cyro Baptista/Shanir Ezra Blumen- kranz/Tim Keiper/Brian Marsella/Kenny Wol- lesen – John Zorn: Mount Analogue; Carol Emanuel/Bill Frisell/Kenny Wollesen – John Zorn: The Gnostic Preludes; David Krakauer – John Zorn: Pruflas – The Book of Angels vol. 18; John Zorn/Rob Burger/Kevin Norton/Bill Laswell – John Zorn: Nosferatu; Basya Schech- ter – Songs Of Wander; Samech – Quachatta; Jamie Saft – Borscht Belt Studies. Na 8 maja zapowiadana jest premiera nowej płyty Doroty Miśkiewicz. Krążek będzie nosił tytuł Ale. 15 maja ukaże się nowa płyta formacji Pink Freud Horse Power. Jak mówi Wojtek Ma- zolewski: „Nowy materiał to zbiór utworów, które powstały głównie latem zeszłego roku. Opowiada on o przygodach różowej czwórki w kraju kwitnącej wiśni i innych zakątkach świata. Przede wszystkim jednak jest o odkry- waniu w tych miejscach siebie na nowo. O tym, że poznana tam kultura i ludzie zmieniają na zawsze nasze myślenie o sobie i świecie. jest żywym świadectwem tych przeżyć i przypo- mnieniem, że muzyka nie zna granic.” W na- graniu płyty uczestniczyło dwóch znanych producentów Roli Mosiman i Marcin Cichy („Skalpel”). Autorem projektu graficznego jest Adam Kamiński. 9 Nowości płytowe 15 maja wyjdzie krążek Different guitar firmo- wany przez Krzysztof Fetras project Tomasz Król w składzie: Krzysztof Fetras – guitar, acoustic guitar BSG; Tomasz Król – electric acoustic guitar, banjo; Jarek Gaś – drums oraz Mikołaj Nowicki – double bass. Posłuchaj kompozycji „Free Dom” » 22 maja zostanie wydana na dysku płyta gi- tarzysty Franka Gambale Soulmine. Płyta zo- stała nagrana z towarzyszeniem długoletniej współpracowniczki Gambale wokalistki Boca. Na swoim 20. autorskim albumie ten uhono- rowany nagrodą Grammy innowator gitary wraca do korzeni i oferuje zestaw „jazzowych piosenek dla dorosłych”. 25 maja nakładem wytwórni ACT Music + Vision wyjdzie nowa płyta Adama Bałdycha Imaginary Room. Krążek został nagrany z to- warzyszeniem formacji typu all-star, nazwanej na potrzeby tej sesji The Baltic Gang, w któ- rej skład – obok Bałdycha – wchodzą: Jacob Karlzon, Lars Danielsson, Morten Lund, Ver- neri Pohjola, Marius Neset i Nils Landgren. Zamieszczona na albumie muzyka – jak czyta- my na stronie wydawcy – potwierdza przydo- mek skrzypka – „Evil”. Nagrania zrealizowano 12 i 13 marca br. w Hansa Studio w Berlinie. W maju ukaże się pierwsza w pełni autorska płyta kontrabasisty Jeffa Densona zatytułowa- na Secret World. Kontrabasista znany jest m.in. ze współpracy z saksofonistą Lee Konitzem, występów w grupie Minsarah oraz na takich festiwalach jak: Berlin Jazz Festival, JVC Jazz Festival Paris czy Montreal Jazz Festival. Płytę wyda wytwórnia Between the Lines. W czerw- cu w ramach trasy promocyjnej Denson wy- stąpi w Polsce. 5 czerwca wyjdzie nowy album Cassandry Wil- son Another Country. Na płytę złożą się głów- nie własne kompozycje wokalistki, niektóre napisane wspólnie z gitarzystą i producentem Fabrizio Sottim. Zgodnie z zapowiedziami ma to być w dużej mierze płyta gitarowa. 12 czerwca nakładem wytwórni Resonan- ce Records ukaże się niewydany dotąd zapis koncertu tria Billa Evansa w znanym nowo- jorskim klubie Top of the Gate prowadzonym przez Arta D’Lugoffa. 23 października 1968 r. trio wystąpiło w składzie Bill Evans – forte- pian, Eddie Gomez – kontrabas i Marty Mo- rell – perkusja. W trakcie koncertu, który zo- stał nadany przez stację radiową Uniwersytetu Columbia – WKCR-FM, formacja zagrała dwa sety. To jedyne nagrania pianisty z The Villa- ge Gate. Krążek będzie nosił tytuł Live at Art D’Lugoff’s Top of the Gate. 10 JazzPRESS, maj 2012 KONKURS » 19 czerwca wyjdzie nowy krążek saksofonisty i kompozytora Raviego Coltrane a Spirit Fic- tion. Na płycie znajdzie się 11 utworów nagra- nych z dwoma składami: regularnym kwarte- tem Raviego w składzie: pianista Luis Perdomo, kontrabasista Drew Gress i perkusista E.J. Stri- ckland oraz okazjonalnym kwintetem tworzo- nym przez trębacza Ralpha Alessiego, pianistę Geriego Allena, kontrabasistę Jamesa Genusa i perkusistę Erica Harlanda. Z tym składem Coltrane nagrał From the Round Box. Współ- producentem albumu jest saksofonista Joe Lo- vano, który – jak stwierdził Ravi – nie tylko okazał się bardzo pomocny przy realizacji tej płyty, ale od ponad dwudziestu lat pełni waż- ną rolę w życiu saksofonisty. Jest to debiut Coltrane’a w barwach Blue Note Records. (rs) 11 Recenzje Legendarne Ząbki – The Intuition Orchestra Nie jest łatwo przebrnąć przez ten album. To z pewnością nie jest muzyka, którą będziecie sobie umilać poranną kawę. Nie jest łatwo, ale z pewnością warto. Już sam pomysł wydania dziś, po prawie 30 la- tach tych archiwalnych, zarejestrowanych ga- rażową metodą nagrań wydaje się zwariowany i skazany na komercyjną klapę… Biegnijcie za- tem do sklepu, bo z pewnością warto, a pozo- stało do kupienia jedynie 299 egzemplarzy tego niezwykłego wydawnictwa, bowiem ukazało się 300 sztuk, a ja swojego z pewnością nikomu nie oddam. Przy okazji gratulacje należą się wszyst- kim, którzy ten intrygujący i inspirujący materiał przechowywali przez wiele lat, pewnie po drodze konwertując go nie raz na nowszy nośnik… Zespół, którego muzykę wydano w formie al- bumu Legendarne Ząbki istnieje do dziś i działa pod nazwą The Intuition Orchestra. Legendarne Ząbki to podręcznikowy wręcz przykład tego, że grając muzykę trzeba mieć coś do powiedzenia. Słuchacz może oczywiście z przedstawioną historią się zgadzać, lub nie po- dzielać poglądów zespołu, jednak jeśli owa myśl przewodnia jest wystarczająco silna, niedo- skonałości warsztatu przestają być przeszkodą. Owych warsztatowych wpadek trochę na płycie jest, ale to oryginalny muzyczny pomysł i spon- taniczność jest zdecydowanie ważniejsza. Inspi- racje i zapożyczenia można oczywiście odnaj- dować i wyliczać bez końca. Żaden muzyk nie 12 The Intuition Orchestra, Legendarne Ząbki (2011, Requiem/ Serpent 44/2011, CD) tworzy w oderwaniu od dźwięków, które go ota- czają. Faktem jest też, że w latach osiemdziesią- tych dużo więcej polskich zespołów kopiowało najlepsze zagraniczne wzorce. Zdecydowanie mniej było takich, które chciały owe inspiracje przetworzyć i które potrafiły ze znanych skład- ników przyrządzić nowe danie. Muzycy The Intuition Orchestra nie kopiowali. Inspirowali się oczywiście, to słychać na pły- cie, potrafili jednak twórczo przetworzyć owe muzyczne i literackie inspiracje tworząc coś nowego i intrygującego. Eksperymentując przy użyciu różnych przedziwnych brzmień, technik nagraniowych i zaproszonych gości. Tak też po- szukują do dziś, stanowiąc jedną z najciekaw- szych formacji awangardowych na polskiej sce- nie muzycznej. JazzPRESS, maj 2012 Potrafili stworzyć muzykę oryginalną, a jedno- cześnie zanurzoną w muzycznej tradycji. Gra- nica między oryginalnością dla samej oryginal- ności i zaskakiwania słuchacza, a awangardą i twórczymi poszukiwaniami jest cienka i roz- myta. Nie mam jednak wątpliwości, że The In- tuition Orchestra nigdy nie znalazła się po złej stronie tej granicy. tłoku nowych albumów jest dla mnie dowodem wysokiej jakości muzyki. Mam nadzieję, że dla wielu również okaże się dobrą rekomendacją, na pewno warto spróbować. Osób, które zespół pamiętają z czasów jego prapoczątków, nie trze- ba będzie z pewnością namawiać do zakupu, dla nich to będzie niezwykła pamiątka czasów, które już nie wrócą. Bardziej przekonująco brzmi fragment pły- ty zatytułowany „Ząbkowska”, głównie dzięki partiom zagranym na klarnecie przez Ryszarda Wojciula. The Intuition Orchestra a.d. 1985 nie miała jednak lidera. Teraz też nie ma, ale to już temat na zupełnie inną opowieść. Rolę centrum muzycznej akcji, równie często jak saksofon, przyjmuje wiolonczela Bolesława Błaszczyka, muzyka znanego dziś bardziej z Grupy MoCar- ta. Tu jednak traktuje on swój instrument nieco mniej ortodoksyjnie… Trzeba mieć sporo dystansu do swojej własnej muzyki, żeby nazwać jeden z utworów „Strasz- na Fryta”… Nie traktujcie jednak muzyki zespo- łu The Intuition Orchestra jak kolejnego free jazzowego projektu. Istotnie to muzyka pewnie w całości, a z całą pewnością w dużej części im- prowizowana. To jednak projekt totalny, czer- piący inspirację nie tylko z klasyki free jazzu, ale także zauważający, że free jazz nie powstał z niczego, odwołujący się do najlepszych swin- gowych tradycji, ale także do minimalu, dźwię- ków ulicy, muzycznego abstraktu i wszystkiego innego, co sami tam usłyszycie. To nie jest płyta łatwa w odbiorze, jednak z pewnością jeszcze do niej wrócę, a to w na- Legendarne Ząbki to nie jest muzyka dla każ- dego. Mnie się jednak podoba. Po tylu latach brzmi niezwykle świeżo. Mimo prymitywnego sposobu rejestracji i niekoniecznie najwyższej jakości dźwięku to doskonała propozycja dla wszystkich, którzy poszukują dźwięków no- wych, których jeszcze nie słyszeli. Techniki za- rejestrowania części dźwięków wypełniających album nie sposób dziś odgadnąć, co czyni mu- zykę jeszcze bardziej intrygującą. Do tego dochodzi staranna i nietypowa szata edytorska, która z pewnością ucieszy każdego posiadacza płyty, a utrudni życie sprzedawcom, którym płyta nie zmieści się do standardowych zabezpieczonych przed kradzieżą pudełek. Tak to już bywa, że każdy album musi być dzi- siaj jakiś… jazzowy, mainstreamowy (czyli czę- sto nijaki), neo-jakiś, jeśli muzyce brak formy, można przykleić etykietkę free jazzu. Może być też soul, R B, nu-coś tam, albo dowolna kom- binacja powyższych. Specjaliści od marketingu mnożą też nowe nazwy, kreując mody i two- rząc nowe rynki. Często nawet ułatwiają życie sprzedawcom porządkującym sklepowe półki, dodając dopiski, które nieustannie wprawiają mnie, w sumie, w dość przygnębiające osłupie- 13 Recenzje nie. Czy nie jest bowiem namacalnym dowo- dem ostatecznego upadku sklepów z płytami umieszczenie dopisku „File Under: Jazz” na płytach największych sław gatunku? Przecież i tak większość sprzedawców nie słucha tego, co sprzedaje…. Do albumu Legendarne Ząbki nie przyczepi- cie żadnej etykietki. To zwyczajnie dobra, choć niełatwa muzyka. Tekst pierwotnie opublikowany na blogu www.subiektywnydziennikmuzyczny.blogspot.com 7 lutego 2012 r. Rafał Garszczyński I. O. O. Free Acoustic 001: The Intuition Orchestra Vol. 1 The Intuition Orchestra To wydawnictwo okazjonalne, nie wiem, czy na rynku jeszcze dostępne. Na opakowaniu płyt napisano: „Egzemplarz okazjonalny, maj 2009”. Dwupłytowe wydawnictwo przygotowane przez nieznaną wytwórnię, w całkiem starannej, choć nieco ascetycznej szacie graficznej, z pewnością za zgodą i wiedzą członków The Intuition Or- chestra. Czy można je gdzieś kupić? Nie wiem… Czy warto je mieć? Też w sumie nie wiem, bo to muzyczny eksperyment… Jednak już sam fakt, że chcąc upewnić się, co o tych płytach myślę, każdej z nich osłuchałem 3 razy, czyli spędziłem z tym wydawnictwem prawie 6 godzin swojego życia. Coś więc w tym musi być. Sam pomysł jest ciekawy, choć z pewnością nie jest to pierwsze wydawnictwo tak przygotowa- ne. Według deklaracji twórców, umieszczonej na okładce, dwu członków zespołu – Marcin Krzyżanowski i Ryszard Wojciul wzięło ze sobą do domu materiał nagrany w czasie spontanicz- nej sesji w studiu. Każdy z nich miał inną, opi- saną krótko na okładce, wizję tego, co na płycie powinno się znaleźć. Efekty ich pracy są dość różne. Trzeba wielkiego skupienia, żeby wyło- wić dźwięki użyte w obu miksach. Wizja Marcina Krzyżanowskiego, na płycie gra- jącego na elektrycznej wiolonczeli, jest mrocz- na, nieco diaboliczna, pełna niespodziewanych zwrotów akcji i z pewnością nie da się jej na- zwać optymistyczną. 14 JazzPRESS, maj 2012 zmontowanej przez Ryszarda Wojciula. Czy to odniesienia celowe, czy przypadkowa zbieżność brzmień? Pewnie, jak zwykle to bywa, czasem jedno, kiedy indziej drugie.. Ja ciągle mam wątpliwości, szczególnie porów- nując te nagrania do Legendarnych Ząbek i pre- mierowego materiału zespołu – Fromm. Wy- dany niedawno album zespołu, który zawiera archiwalny, wręcz przedpotopowy materiał jest prawdziwy i spontaniczny, brzmi młodzieńczo i świeżo nawet po ponad 25 latach od nagrania, mimo, że został przygotowany przez bardzo młodych wówczas muzyków. Fromm jest war- sztatowo doskonały i inspirujący… A I. O. O. Free Acoustic 001: The Intuition Orchestra Vol. 1? Sam nie wiem, ale już sam fakt, że się zasta- nawiam, i to, że owo zastanawianie wywołalo u mnie już trzy razy chęć posłuchania całości jest intrygujące… Tekst pierwotnie opublikowany na blogu www.subiektywnydziennikmuzyczny.blogspot.com 21 lutego 2012 r. Rafał Garszczyński The Intuition Orchestra, I. O. O. Free Acoustic 001: The In- tuition Orchestra Vol. 1 (2 CD) Ryszard Wojciul widzi ten sam materiał mu- zyczny zupełnie inaczej. Prawdopodobnie jego koncepcja jest bliższa temu, co działo się w stu- diu w czasie realizacji nagrań. Jest też łatwiej- sza, szczególnie z punktu widzenia nieco mniej zaangażowanego w awangardowe muzyczne eksperymenty słuchacza. Przy odrobinie dobrej woli można muzykę zarejestrowaną na tych płytach nazwać free jazzem, ale to bardziej free, niż jazz, jak niektó- rzy określają pozbawione struktur rytmicznych improwizowanie w składzie instrumentalnym nie naśladującym klasycznych jazzowych kwin- tetów. Znawcy teorii kompozycji i wszelakich kierunków rozwoju muzyki eksperymentalnej znajdą odniesienia do twórczości minimalistów i muzyki repetytywnej, szczególnie na płycie 15 Recenzje Kenny Garrett, Seeds From The Underground (2012, Mack Avenue) Boogety Boogety; J.Mac; Wiggins; Haynes Here; Detroit; Seeds From The Underground; Du-Wo-Mo; Welcome Earth Song; Ballad Jarrett; Laviso, I Bon? Muzycy: Kenny Garrett – saksofony, fortepian, Benito Gonzalez – for- tepian, Nat Reeves – bas, Ronald Bruner – perkusja, Rudy Bird – instrumenty perkusyjne, Nedelka Prescod – wokal. Seeds From The Underground – Kenny Garrett Seeds From The Underground to szesnasty w karierze, a drugi dla wytwórnii Mack Av- enue utorski album Kenny’ego Garretta. Skła- dają się na niego kompozycje zadedykowane przez muzyka osobom, które w poszczególnych etapach jego twórczości wywarły szczególny wpływ na rozwój jego kariery artystycznej. Wy- mowę tytułu płyty Seeds From The Undergro- und („Nasiona spod ziemi”) podkreśla zdjęcie umieszczone wewnątrz książeczki, na którym widzimy roślinę wyrastającą z nasion złożo- nych w ludzkich dłoniach. I tak kompozycja „Wiggins” to hołd dla band leadera zespołu Wyższej Szkoły Muzycznej do której Garrett uczęszczał – Billy’ego Wigginsa; „Detroit” al- cista dedykuje swemu mentorowi, trębaczowi Marcusowi Belgrave’owi; „Du-Wo-Mo” z kolei to hołd dla Duke’a Ellingtona (w którego orkie- strze pod dyrekcją Mercera Ellingtona grał już jako osiemnastolatek); „Haynes Here” dla Roy’a Haynesa, a „Ballad Jarrett” jest ukłonem w stro- nę geniuszu Keitha Jarretta. Podobnie jak w przypadku poprzedniego albu- mu (Sketches of MD: Live At The Iridium, 2008) leaderowi towarzyszy Benito Gonzales przy for- tepianie i Nat Reeves na kontrabasie. Jamire’a Williamsa natomiast w nowym składzie zastą- pił przy perkusji Ronald Bruner wspomagany dodatkowo przez perkusjonalia obsługiwane przez Rudy’ego Birda. Zastosowanie tak moc- no rozbudowanego perkusyjnego instrumenta- rium sprawiło, iż w przypadku Seeds From The Underground mamy do czynienia z produkcją niezwykle dynamiczną w odbiorze. Co przy licznych nawiązaniach do muzycznego folklo- ru krajów afrykańskich i Dalekiego Wschodu, jakie słyszymy w dużej części kompozycji wy- 16 JazzPRESS, maj 2012 smooth jazzowych przebojów. Nie jest to by- najmniej wadą tego nagrania, lecz przykładem na niezwykłą wszechstronność muzyka, jakim w 2012 roku jest Kenny Garrett. Artysta po- trafi stworzyć utwory niezwykle rozbudowane strukturalnie i wyszukane brzmieniowo oraz najzwyczajniej w świecie wpadające w ucho melodie jazzowe. Jednak za każdy razem jest to muzyka najwyższej jakości. Zaskakują wokalizy Nedelki Prescod („Haynes Here”) nawiązujące chwilami do estetyki śpie- wu Flory Purim na dwóch pierwszych albu- mach Return To Forever. Dzięki szczególnemu klimatowi uzyskanemu porzez zastosowanie partii wokalnych udało się Garrettowi osiągnąć zachwycające efekty! Zapewne trzaski starej płyty słyszane podczas trwania kolejnego utworu miały spotęgować retrospektywny klimat kompozycji „Detroit”. Pomimo ogromnej miłości jaką darzę brzmie- nie płyt winylowych, efekt ten niestety najzwy- czajniej mi przeszkadzał. Szkoda, gdyż przez irytujące dźwięki przebijają się pięknie skon- struowane partie altowe oraz nawiązujące do stylistyki gospel wokalizy gościnnie biorącej udział w tym nagraniu egzotycznej pieśniarki Sengbe Kona Khasu. Podczas rozbudowanego utworu tytułowego, Garret śmiało czerpie ze znanych standardów, odwołując się do nich i cytując krótkie frag- menty podczas improwizacji, oddając tym sa- mym hołd muzyce jaką przez lata ukształtowała go jako artystę. pełniających album, ma to niebagatelne zna- czenie. Bogate perkusjonalia towarzyszą nam już od pierwszych dźwięków otwierającej płytę kom- pozycji „Boogety Boogety”. Ten utrzymany w klimacie soczystej samby utwór, jest dosko- nałym wprowadzeniem do 70-minutowego seansu z nowym dziełem Garretta. Niezwykle brzmi tu oprócz saksofonu, także wyśmienite, rozbudowane solo wspaniałego Benito Gonza- leza, który obecnie uznawany jest za jednego z najciekawszych pianistów jazzowych mło- dego pokolenia. Fortepian Gonzaleza to drugi z najważniejszych elementów sprawiających, że brzmienie składu Garretta na nowej płycie do- słownie paraliżuje swą mocą. W utworze „J.Mac” fortepian prowadzi bardzo złożone dialogi z saksofonem na tle perkusji Ronalda Brunera, dosłownie „grzmiącej” w tym nagraniu. Bruner po współpracy z takimi gi- gantami jazzu jak: Wayne Shorter, Ron Carter czy Marcus Miller, wydaje się być idealnym na- stępcą J. Williamsa za bębnami. Gra w niezwy- kle mocnym i soczystym stylu, na który złożyły się zapewne również jego doświadczenia zebra- ne poza jazzem (był przecież także przez kilka lat drumerem w hardcorowo punkowej grupie Suicidal Tendencies). „Wiggins” skonstruowany jest wokół rytmicz- nych akordów fortepianowych, a główny mo- tyw melodyczny należy do najbardziej przyswa- jalnych z całej płyty. W zasadzie, gdyby dołożyć do tego nagrania pewne niuanse aranżacyjne, mógłby z powodzeniem znaleźć się na listach 17 Recenzje Przekaz całego albumu Seeds From The Under- ground jest przecież ukłonem w stronę drogi jaką saksofonista podąża od 35 lat, poznając po drodze tak wspaniałych mistrzów, z który- mi dane mu było nagrywać jak: Miles Davis, Quincy Jones czy Orkiestra Duke a Ellingtona (prowadzona przez Mercera Ellingtona). Właś- nie Ellingtonowi Garret zadedykował kolejną na płycie swoją kompozycję „Du-Wo-Mo”. Na tle rytmów jednoznacznie nawiązujących klimatem do muzycznej fiesty podczas „Wel- come To The Earthsong” słyszymy sześciooso- bową grupę wokalną. To zarazem najbardziej etniczne nagranie na tej płycie, utrzymane w za- pomnianej dziś nieco konwencji afro jazzu... chyba celowo stylizowane na brzmienie lat 70-., mogących nasuwać skojarzenia z grupami jakie wówczas święciły swe największe triumfy (na przykład afrykańska formacja Osibisa). Piękną balladą, napisaną przez Garretta z my- ślą o dominującej roli fortepianu, jest „Ballad Jarrett”. Oczywiście zarówno Garrett, jak i Gon- zalez stają na wysokości zadania, budując stylo- wymi partiami doskonałą całość. Płytę kończy 3 i pół minutowa miniaturka utrzymana w średnim rytmie, nawiązująca do stylistyki be bopu lat 60. zatytułowana „Laviso, I Bon?”. Garret gra doskonale, sprawiając wrażenie prze- kazywania cząstki swej osobowości poprzez dźwięki saksofonu, a jednocześnie udowadnia- jąc iż zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami dotyczącymi „Seeds From The Underground”; Opalińska Whates, Lumiere (2012, Natural Studio Records) Rosemary’s Baby; Ballad for Bernt; Rikyu; Blade Runner; Ci- nema Paradiso; Love Theme -from Cinema Paradiso; A Short Film About Love; Tokyo.Shora Muzycy: Mira Opalińska – fortepian Douglas Whates – kontrabas jest to dla niego niezwykle ważna płyta. To al- bum będący może nie -swego rodzaju podsu- mowaniem jego dotychczasowej drogi -lecz na pewno płyta na której muzyk spoglądając wstecz, uświadamia sobie i słuchaczom -w ja- kim punkcie znalazł się dziś i co się do tego przyczyniło. To od początku 2012 roku jedna z najbardziej oczekiwanych płyt jazzowych i bezwzględnie jedna z najciekawszych dotychczasowych płyt tego roku. Robert Ratajczak 18 JazzPRESS, maj 2012 Piękny ciepły klimat towarzyszy nam podczas subtelnie zagranego miłosnego tematu z filmu Cinema Paradiso. Najbardziej jednak rozimprowizowanym me- lodycznie jest w tym zestawie „A Short Film About Love” Preisnera, podczas którego Mira Opalińska subtelnie i delikatnie malując piękną linię potrafi zaskoczyć nas agresywnymi ude- rzeniami, a Whates raz to muska wręcz stru- ny kontrabasu, raz szarpie je niemal z furią. Z zawiłych, poskręcanych i niepokojących partii wyłania się w cudowny sposób główny temat. Te 10 minut płyty to doprawdy intrygujący i przykuwający szczególną uwagę fragment ca- łego albumu. Całość kończy miniaturka złożona z dwóch tematów skomponowanych przez jedną z naj- słynniejszych kompozytorek japońskich: Yoko Kanno do filmu Tokyo. Sora z 2002 roku, pod- czas których Douglas Whates sięga po smyczek. Klimat niepokoju, mroku... urzekający i bez reszty wciągający! Płyta ukazała się nakładem wytwórnii Natural Studio Records w niezwykle ciekawej formie edytorskiej i okładce ozdobionej grafiką nowo- jorskiej artystki Jennifer Coates. Robert Ratajczak Lumiere – Opalińska Whates 21 marca 2012 roku w Filharmonii Podkar- packiej miał miejsce koncert promocyjny no- wej płyty duetu Mira Opalińska (fortepian) i Douglas Whates (kontrabas). Krążek zatytu- łowany Lumiere ukazał się tego samego dnia i zawiera 8 improwizacji zbudowanych na kanwie standardów muzyki filmowej. Nagrań dokonano 29 i 30 października 2011 roku w Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie na dwóch ścieżkach, a inżynierem dźwięku był sam Whates. Czytając tracklistę tej płyty wydawać by się mo- gło, iż artyści sięgając po tak znane tematy, jak choćby: „Dziecko Rosemary” i temat z filmu Nóż w wodzie Krzysztofa Komedy, „Blade Run- ner” Vangelisa, „Cinema Paradiso” Ennio Mo- ricone czy urzekającą melodię Zbigniewa Pre- isnera do filmu Krótki film o miłości, zaserwują nam po prostu kolejną dawkę ogranych (często wręcz do bólu) tematów, a płyta Lumiere to nic innego, jak tylko kolejny album jazzowy z po- pularnymi tematami filmowymi. Otóż nic bar- dziej mylnego! Już od pierwszych dźwięków (trudno wręcz rozpoznawalnego w ciągu kilku pierwszych minut) tematu „Rosemary s Baby” zostajemy wciągnięci w niezwykły, kameralny, a jedno- cześnie dość mroczny i niezwykle absorbujący świat muzyki malowanej przez dwa doskonale ze sobą współgrające instrumenty: klasyczny fortepian i akustyczny kontrabas. 19 Recenzje Brad Mehldau: niewyniosła oda Brad Mehldau działa na jazzowej scenie już ponad dwadzieścia lat (biorę pod uwagę także aktywność przed autorskim debiutem w 1995 r.) i bardzo niewiele z tego czasu spędził na nic- nierobieniu; pracował nawet wtedy, gdy u progu kariery leczył się z heroinowego nałogu. Wśród topowych jazzmanów z USA zawsze był jednym z tych, którzy koncertowali, komponowali i na- grywali najwięcej. W efekcie, w wieku zaledwie 42 lat dyskografię – autorską i jako sideman – ma długą, jak droga z Syracuse do Cheetaway, pianiści wszystkich krajów łączą się w kulcie jego dokonań, a należąca do koncernu Warner Bros. wytwórnia płytowa Nonesuch Records rozpieszcza go wręcz demonstracyjnie i częś- ciej niż co pół roku pozwala publikować ma- teriały mniej lub bardziej premierowe – rzecz niespotykana w czasach, gdy konwencjonalna fonografia ma się jak chłop pańszczyźniany na przednówku. Ma szczęśliwą rodzinę, finansowo plasuje się w czołówce najlepiej zarabiających jazzmanów świata (to są, oczywiście ciągle śmieszne kwo- ty, jeśli weźmie się pod uwagę dochody gwiazd show-biznesu, ale, pamiętajmy, mówimy o jaz- zie, a nie kolorowych wydmuszkach); a jednak, osiągnąwszy globalny sukces, pozostał artystą o smutnym obliczu. Nie uśmiecha się (na pew- no nie publicznie), nie żartuje w wypowiedziach mówionych i pisanych, wszystko, co robi, robi ze śmiertelną – używam tego wyświechtanego słowa z premedytacją, pamiętając o fascynacji pianisty niemieckim romantyzmem – powa- gą. Najnowsza płyta Brada też nosi poważny, 20 pełen namaszczenia tytuł: Ode. Choć zawiera jazz zdecydowanie wysokogatunkowy, jazz, by tak rzec, wagi ciężkiej, każe wierzyć, że jej autor poczucie humoru jednak posiada, a nawet, że od czasu do czasu śmieje się jak dzieciak. Oda – jak naucza Słownik terminów literackich – to gatunek liryczny wzniosły i opiewający wiel- kie idee, ewentualnie wybitnych ludzi. Encyklo- pedia muzyki definiuje, że oda to forma zbliżona do kantaty i jako przykład podaje „Odę do ra- dości” z IX Symfonii Beethovena. Brad, jako kompozytor i wykonawca, pozostając w rejo- nach emocjonalnych chłodów i intelektualnego napięcia, tych definicji nie wziął chyba jednak pod uwagę, bo Ode zawiera muzykę zaskakują- co przyziemną, gęstą, zwartą i zupełnie niesłu- żącą metafizycznym lotom. Aczkolwiek można przyjąć, że każda z jedenastu nowych melodii, rozwiniętych w złożone zespołowe improwiza- cje, jest hołdem – odą właśnie – dla kogoś nie- zwykle dla Brada ważnego. JazzPRESS, maj 2012 1. „M.B.” to wspomnienie nieodżałowanego Michaela Breckera. Brad muzykował z saksofo- nistą krótko przed jego przedwczesną śmiercią. Tę współpracę określa jako „błogosławieństwo”, wspomina o wielkim wpływie, jaki Brecker wy- warł na niego w młodości: „Może trudno to uchwycić, ale starałem się zawrzeć ducha jego muzyki w harmonii melodii, konturach, sto- sunkowo wysokiej temperaturze wykonania”. 2. Tytułowy utwór „Ode” jest – jak to określa Brad – „odą do ody”. Słychać w nim ten uwo- dzicielski, romantyczny, skupiony na pięknej melodii element, którym tak hojnie pianista szafował na swoich wcześniejszych płytach; później, niestety, już nie, ale to przecież osobny temat. 3. „26” – jeden z dwóch utworów, których gene- zy trzeba się domyślić samemu, bo Brad na ten temat ani mru mru. Bardzo typowa dla tego tria kompozycja, zespół brzmi jak monolit, właści- wie każdy tu gra niekończącą się solówkę, tyle że wszyscy w tym pozornym rozgardiaszu bieg- ną w tę samą stronę i jest naprawdę git. 4. „Dream Sketch” – to efekt popołudniowej drzemki. „Pierwszy raz w życiu udało mi się uchwyć na jawie melodię, którą usłyszałem we śnie – pisze Brad. – Uszczęśliwiło mnie to na resztę dnia”. Utwór powolny i podniosły, sen był z tych istotnych. 5. „Bee Blues” to kolejny utwór, którego Brad nie tłumaczy słowami. Pogodny swing, nic skom- plikowanego, wesoły jak pszczółka w czerwcu. Ode to płyta z personalnym kluczem. Tema- ty – z nielicznymi wyjątkami – dedykowane są konkretnym ludziom. Czy kontekst wpły- wa na odbiór muzyki? Nawet jeśli przyjmiemy, że nie wpływa – mamy w końcu do czynienia z abstrakcyjnym i autonomicznym porządkiem dźwięków, a nie choćby najsprytniejszą progra- mowością – Brad napisał na tę okazję stosowne wypracowanie, w którym wyjaśnia skąd się po- szczególne tytułu wzięły i czyim (lub czego) są zobrazowaniem. Takich nieponurackich teks- tów Brad do tej pory nie produkował, więc po- lecam, tym bardziej polecam. „Napisałem te numery z myślą o moim trio – tłumaczy Brad, co przytaczam tu z grubsza i niedosłownie, bo esej jest, jak zwykle, dosyć długi. – Są nierozerwalnie związane z tym, co Larry Grenadier [basista] i Jeff Ballard [perku- sista] wnoszą do mojej muzyki, ze sposobem, w jaki wspólnie się wypowiadamy i jak wspól- nie pracujemy nad rytmem, harmonią, aranża- cją. W zespole stawiam na demokrację, nawet z elementem anarchii, a bycie liderem oznacza dla mnie po prostu dostarczenie materiału do improwizacji i ustalenie programu. W ostatecz- ności, kiedy słyszę, że coś idzie w ewidentnie złym kierunku, mogę uderzyć pięścią w stół – ale raczej tego unikam, bo skąd mam mieć pewność, że właśnie ja mam rację? Może po prostu nie wszystko rozumiem?” Brad zdobył się na nieczęstą dla siebie zwięzłość: Ode to tylko jeden kompakt, co wobec szeregu podwójnych albumów z nieodległej przeszłości jest pewną niespodzianką. Choć muzyki ciągle jest dużo, 75 minut w takim porządku: 21 Recenzje 6. „Twiggy” to oda do radości – dedykowana żonie pianisty Fluerine. Co ją łączy ze słynną, bardzo chudą modelką z lat 60? Może lekkość chodu, może wdzięk nie-do-opisania, może po prostu promienny uśmiech? go z królestwem Atlantydy. W przeciwieństwie do Batmana czy Supermana jego sława jeszcze do Polski nie dotarła, więc wiem o nim tyle, co przeczytałem w wikipedii: że był smutny, a lu- dzie go nie lubili i nie rozumieli. 11. I na koniec moja ulubiona oda: „Days of Dilbert Delaney”. Brad napisał ją dla synka Da- miena. Prosta, momentalnie wpadająca w ucho melodia, emanacja radości i zachwytu światem, piosenkowy – ba! piknikowy nastrój. Takiego Brada nikt się chyba nie spodziewał, na ten po- wiew optymizmu z krainy cudownego ponura- ctwa warto było czekać. P.S. Darowałem sobie w tym omówieniu tru- izmy o tym, że Brad to wspaniały wirtuoz, że jego partnerzy to coś więcej niż sekcja rytmicz- na, że słychać tu magiczne i cudowne poro- zumienie. To przecież jasne, myślę, każdy, kto kolekcjonuje kolejne nagrania Brada, dobrze wie, jakiego poziomu kompozycji i wykonania się spodziewać. Sam uważam, że – jak na razie – najwspanialszym dokonaniem pianisty pozo- staje płyta Songs, trzecia część cyklu The Art of the Trio, niedawno zresztą wznowionego w im- ponującym boksie. Ode polubiłem od pierw- szego słuchania, słucham niemal codziennie, ale, mówiąc szczerze, to ciągle nie jest ten stan oszołomienia, na który czeka wierny fan. Adam Domagała 7. Bohaterem „Kurt Vibe” jest bliski kumpel Brada – Kurt Rosenwinkel. Kto zna muzykę tego gitarzysty, ten zrozumie kompozytor- ską aluzję: kawałek jest mroczny, niby oparty na prostym bluesowym schemacie, a jednak upiornie zagęszczony pod względem rytmicz- nym i harmonicznym. Nic dziwnego, że Kurt Rosenwinkel, sam podziwiany przez wielu arty- stów, pozostaje w cieniu jazzowych superstars. Twardy to orzech do zgryzienia nawet dla mi- łośników gatunku. 8. Łatwo wchodzi za to „Stan the Man” – roz- pędzony be-bop „ku czci” Jeffa Ballarda. Per- kusista gra tu z energią Elvina Jonesa, czas na mięsiste solo ma też basista Larry Grenadier. 9. „Eulogy for George Hanson” – jest, jak sam tytuł wskazuje – mową pochwalną dla postaci granej przez Jacka Nicholsona w filmie „Easy Rider”. To smutny utwór, w zasadzie – swobod- na impresja z ledwie uchwytną melodią i bez określonego rytmu, w swojej otwartej formie nieco free jazzowa, ale bardzo piękna, uwznio- ślająca. Brad powiada o niej: mistyczna. Nie za- przeczę. 10. „Aquaman” to powrót do dzieciństwa i wspomnień, które wiążą się z sobotnim oglą- daniem kreskówek w TV – jednym z ich bohate- rów był niejaki Aquaman, mający coś wspólne- 22
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

JazzPRESS Maj 2012
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: