Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00147 008419 10461098 na godz. na dobę w sumie
Jednominutowy Menedżer oraz zarządzanie samym sobą - książka
Jednominutowy Menedżer oraz zarządzanie samym sobą - książka
Autor: , , Liczba stron: 172
Wydawca: Onepress Język publikacji: polski
ISBN: 83-246-0196-1 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poradniki >> przywództwo
Porównaj ceny (książka, ebook, audiobook).

Jesteś gotów zarządzać samym sobą wtedy,
gdy przyjmujesz odpowiedzialność za własny sukces

Koniec z biernym wykonywaniem poleceń przełożonych! Czas przejąć stery i wykazać się inicjatywą. Umiejętność zarządzania samym sobą i radzenia sobie w chwilach kryzysu to olbrzymi atut każdego menedżera. Firmy najbardziej cenią pracowników potrafiących dokonać właściwej oceny sytuacji i odważnie podejmujących się samodzielnego rozwiązywania problemów. Nie pozwól, żeby inni byli lepsi od Ciebie. Poznaj techniki opracowane z myślą o ambitnych liderach -- takich jak Ty.

To nie jest kolejny nudny poradnik na temat zarządzania. To wspaniale opowiedziana historia, którą będziesz czytać z zapartym tchem. Poznaj jej dwóch głównych bohaterów: Steve´a (menedżera pracującego w agencji reklamowej) oraz czarodziejkę Caylę (obdarzoną niezwykłą mocą). Steve właśnie wrócił z nieudanej prezentacji i przybity porażką postanawia napisać wypowiedzenie z pracy... Śledząc jego drogę od skrajnego załamania do euforii zwycięstwa, wprowadź do własnego życia magię zarządzania samym sobą. Zostań prawdziwym autoliderem i śmiało zacznij:

Znajdź podobne książki Ostatnio czytane w tej kategorii

Darmowy fragment publikacji:

Jednominutowy Mened¿er oraz zarz¹dzanie samym sob¹ Autorzy: Ken Blanchard, Susan Fowler, Laurence Hawkins T³umaczenie: Dagmara Gumkowska ISBN: 978-83-246-0196-7 Tytu³ orygina³u: Self Leadership and the One Minute Manager: Increasing Effectiveness Through Situational Self Leadership Format: 122×194, stron: 172 Jesteœ gotów zarz¹dzaæ samym sob¹ wtedy, gdy przyjmujesz odpowiedzialnoœæ za w³asny sukces (cid:129) Skoñcz z wymówkami (cid:129) Przejmij inicjatywê (cid:129) B¹dŸ wsparciem dla swojego zespo³u (cid:129) Poka¿ szefowi, co potrafisz Koniec z biernym wykonywaniem poleceñ prze³o¿onych! Czas przej¹æ stery i wykazaæ siê inicjatyw¹. Umiejêtnoœæ zarz¹dzania samym sob¹ i radzenia sobie w chwilach kryzysu to olbrzymi atut ka¿dego mened¿era. Firmy najbardziej ceni¹ pracowników potrafi¹cych dokonaæ w³aœciwej oceny sytuacji i odwa¿nie podejmuj¹cych siê samodzielnego rozwi¹zywania problemów. Nie pozwól, ¿eby inni byli lepsi od Ciebie. Poznaj techniki opracowane z myœl¹ o ambitnych liderach — takich jak Ty. To nie jest kolejny nudny poradnik na temat zarz¹dzania. To wspaniale opowiedziana historia, któr¹ bêdziesz czytaæ z zapartym tchem. Poznaj jej dwóch g³ównych bohaterów: Steve’a (mened¿era pracuj¹cego w agencji reklamowej) oraz czarodziejkê Caylê (obdarzon¹ niezwyk³¹ moc¹). Steve w³aœnie wróci³ z nieudanej prezentacji i przybity pora¿k¹ postanawia napisaæ wypowiedzenie z pracy… œledz¹c jego drogê od skrajnego za³amania do euforii zwyciêstwa, wprowadŸ do w³asnego ¿ycia magiê zarz¹dzania samym sob¹. Zostañ prawdziwym autoliderem i œmia³o zacznij: (cid:129) rzucaæ wyzwania ograniczeniom, (cid:129) doceniaæ posiadane przez siebie rodzaje w³adzy i korzystaæ z nich, (cid:129) wspó³pracowaæ z innymi dla osi¹gniêcia sukcesu, (cid:129) a nawet przek³adaæ g³owê przez standardow¹ wizytówkê! Czy wierzysz w magię? / 7 Spis treści Wprowadzenie 9 1 Czy wierzysz w magię? 15 2 Ludzie nie potrafią czytać w myślach 31 3 Myślenie słonia 42 4 Orbity władzy 57 5 Poznaj siebie 79 6 Zdobywanie tego, czego potrzebujesz 95 7 Biegnąc razem 108 8 Żadnych wymówek 130 9 Jednominutowa magia 151 Aneks 163 Podziękowania 165 Noty o autorach 167 Dostępne usługi 171 Czy wierzysz w magię? / 15 1 Czy wierzysz w magię? Z anim zaprezentuję państwu reklamy telewizyj- ne, prasowe oraz scenariusze spotów radiowych, które dla państwa przygotowaliśmy, chciałbym najpierw wyjaśnić ideę przewodnią, która doprowa- dziła do opracowania państwa kampanii reklamowej”. Po miesiącach pracy nadeszła wreszcie chwila, na którą Steve tak ciężko pracował — jego pierwsza ofer- ta kampanii. Był śmiertelnie przerażony. Rozdał zbindowane opisy kampanii jedenastu wi- ceprezesom, po czym wręczył egzemplarz Rogerowi, prezesowi United Bank. W półkolu przed nim siedzieli jego klienci — dziesięciu mężczyzn i dwie kobiety, do nich należało podjęcie decyzji, czy jego kampania re- klamowa była do zaakceptowania na nadchodzący rok. 16 / Czy wierzysz w magię? Steve skierował ich uwagę na część dotyczącą bu- dżetu oferty, przerzucając przygotowane w PowerPoint slajdy dla zilustrowania swojej prezentacji. Wyszcze- gólnił procentowy udział zawartych w budżecie na- kładów na przygotowanie projektu, koszty produkcji oraz zakup mediów reklamowych. Przedstawił swoje sugestie dotyczące wybranych mediów oraz przesłan- ki przemawiające za wyborem każdego z nich. Nikt nie zadał żadnego pytania i Steve wyczuł, że czekają po prostu, aby usłyszeć, jaki jest zamysł twór- czy, główna idea kampanii. Pewne ożywienie wśród zgromadzonych dało się odczuć, gdy wyciągnął ze swojej zbyt dużej teczki z materiałami do prezentacji kilka pokaźnych plansz i oznajmił: „Ponieważ zdaje się, że nie ma pytań dotyczących budżetu, pozwólcie państwo, że przejdę do opisu idei przewodniej, na któ- rej proponujemy oprzeć państwa kampanię telewizyj- ną, radiową, realizowaną poprzez druki oraz reklamę wysyłaną bezpośrednio pocztą”. Steve prezentował dokumentację rysunkową ob- razującą ważne fragmenty reklam telewizyjnych oraz ręcznie naszkicowane projekty reklam drukowanych. Na ekranie wyświetlał towarzyszące im scenariusze oraz zarys ogłoszenia reklamowego. Przeczytawszy na głos scenariusz reklamy radio- wej usiadł, wziął głęboki oddech i czekał, aby usłyszeć opinie zebranych. Po krępującej chwili ciszy jeden z wiceprezesów zauważył: „Widać tu znacznie lżejsze nastawienie, niż się spodziewałem, ale może to dobrze — sugeruje przyjazny bank”. Czy wierzysz w magię? / 17 Głos zabrał kolejny wiceprezes. „Widać, że włoży- łeś dużo czasu i wysiłku w przygotowanie tej kampanii”. Po kolejnej chwili krępującej ciszy wszystkie gło- wy zwróciły się do środka półkola, gdy Roger oznaj- mił: „To jest do kitu”. Wszyscy byli oszołomieni. Nikt nie patrzył na Steve’a, którego twarz straciła nagle jakikolwiek wyraz. Nie wiedział jak zareagować. Poruszał głową w górę i w dół, jakby chciał odepchnąć od siebie jakąś myśl. Wiedząc, że powinien cos powiedzieć, bezmyślnie zaczął zbierać plansze. „Cóż, najwyraźniej chybiliśmy” — powiedział. „Wrócę do biura i porozmawiam z moim działem kre- atywnym. Skontaktuję się z państwem w przyszłym tygodniu”. Steve nie pamiętał jak znalazł się w swoim samo- chodzie. Ocknął się, gdy już go prowadził — nie jechał jednak w kierunku agencji. Za nic nie chciał stanąć twarzą w twarz ze swoim działem kreatywnym. Na szczęście jego szefowa, Rhonda, była poza miastem. Potrzebował miejsca, gdzie mógłby pobyć sam i po- myśleć. Potrzebował też filiżanki dobrej kawy. Jadąc przez nieznaną okolicę, natknął się na miejsce zwane „Kawiarnia Cayli”. Wszedł do środka mając nadzieję, że znajdzie tam odrobinę wytchnienia. Rozejrzał się po księgarni-kawiarni pełnej solid- nych drewnianych stołów i pasujących do nich cięż- kich drewnianych krzeseł. Miejsce było zdecydowa- nie odmienne od nowoczesnej, chromowej i tętniącej energią agencji reklamowej. Chłód niczym w jaskini 18 / Czy wierzysz w magię? przyniósł mu ukojenie, podczas gdy wymieszana z za- pachem farby drukarskiej woń kawy ogrzała go. Lu- bił, gdy otaczały go regały wypełnione po samą górę stosami książek i magazynów, miał nadzieję, że wyci- szy to nieco niedający mu spokoju dylemat. Wiedział, że musi stawić czoła faktom. Co poszło nie tak? Jak to możliwe, że sprawy przybrały aż tak zły obrót? Zamówił kawę mokka i, trzymając kubek, czekał, aby ciepło przeniknęło do jego dłoni, zanim zrobił pierwszy łyk. Po tym ostatnim niepowodzeniu był pewny, że zostanie zwolniony. Mówiąc otwarcie, im więcej o tym myślał, tym bardziej był zaskoczony, że tak długo udawało mu się tego uniknąć. Trzy lata temu Steve czuł się tak, jak gdyby wygrał los na loterii. Rhonda, współzałożycielka Kreatywnej Agencji Reklamowej zatrudniła go zaraz, gdy tylko skończył college, uzyskując dyplom z marketingu. Za- czynał od zera, od podstawowego stanowiska dla kogoś nowego, ale szybko utorował sobie drogę do posady głównego menedżera produkcji odpowiedzialnego za zlecenia kilku ważnych klientów. W ubiegłym roku był współproducentem programu branżowych nagród dla wyróżniających się kampanii. Cztery miesiące temu Steve poczuł się mile po- łechtany, gdy Rhonda zaproponowała mu możliwość skrócenia typowej ścieżki kariery, której kolejnym kro- kiem byłoby stanowisko młodszego menedżera wyko- nawczego zajmującego się dużym zleceniem i zamiast tego samodzielne prowadzenie zleceń mniejszego, ale Czy wierzysz w magię? / 19 szanowanego klienta — United Bank. Rhonda oznaj- miła Steve’owi, że chciałaby uniezależnić go i że to doskonały moment, by to zrobić. Dla Steve’a taki awans był szansą wykazania się. Gdyby udało mu się odnieść sukces, prowadząc zle- cenie United Bank, wkrótce mógłby przejąć bardziej prestiżowe zlecenia z dużym budżetem. Tak w każdym razie myślał. Teraz jego wiara w sie- bie była zdruzgotana, a przyszłość wydawała się wąt- pliwa. Spotkanie wytrąciło go z równowagi. Im więcej myślał o reakcji prezesa banku, tym większy wzbierał w nim gniew. W nagłym olśnieniu Steve zrozumiał, co było praw- dziwą przyczyną jego klęski — Rhonda. Opuściła go. Gdzie była, gdy jej potrzebował — gdy wszystko za- częło się walić? Dlaczego nie ostrzegła go, że to kosz- marny klient, że autor tekstów reklamowych w jego zespole potrafi tylko jęczeć i że dyrektor artystyczny jest egocentrykiem? Rhonda był jedyną osobą, która mogła uchronić go przed tym upokorzeniem, ale za- miast tego „dała mu niezależność”. Zaufał jej, a ona rzuciła go na pożarcie wilkom. Steve był pewny, że teraz, gdy okazał się nieudacz- nikiem, Rhonda go zwolni. Postanowił ją uprzedzić. Nie zwolni go, to on sam zrezygnuje. Wyciągnął żółty służbowy blok listowy, długopis i zacząć planować swoje wymówienie. Właśnie pisał pierwsze zdanie, gdy jego uwagę przyciągnęła grupa dzieci gromadzących się pod nie- zgrabnym znakiem z napisem „Magiczny kącik Cayli” 20 / Czy wierzysz w magię? i próbujących stłumić śmiech. Patrzył jak drobna, wy- razista, czarnoskóra kobieta pojawiła się przed dzieć- mi i usiadła naprzeciw nich na prostym drewnianym taborecie. Oparła przedramiona na udach i pochyliła się w ich stronę. Bez słowa patrzyła na dzieci, powoli zaglądając każdemu z nich w oczy. Steve czuł, że w tej ciszy usłyszałby nawet upadającą szpilkę. „Nazywam się Cayla”. Powiedziała łagodnie i bar- dzo powoli, wymawiając każde słowo tak, jak gdyby ujawniała wielką tajemnicę. „Jestem magikiem”. Opowiedziała im o starym hinduskim mistyku, któ- ry nauczył ją sztuki panowania umysłem nad materią i okolicznościami. Chcąc zaprezentować im jakiś przy- kład, wyciągnęła dwie gumki, splotła je razem i szarp- nęła, aby pokazać, że nie da się ich łatwo rozplątać. Konsekwentnie kontynuując swoją opowieść, oznaj- miła, że może rozdzielić gumki, używając wyłącznie si- ły własnego umysłu, po czym tak właśnie zrobiła. Dzie- ci wrzasnęły z aprobatą. To niewątpliwie była magia. Steve’owi udało się znów skupić uwagę i wrócić do pisania wymówienia, zupełnie tracąc poczucie czasu. „Czy podobały ci się czary?”. Głos wyrwał go z głębokiej koncentracji. Spojrzał w górę i zobaczył stojącą obok niego Caylę. Wstał nie- zgrabnie i wyciągnął rękę. „Przepraszam, mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe — ciekawie było obserwować to, co robisz. Je- steś dobrym magikiem. Mam na imię Steve”. „Czy mam za złe? Oczywiście, że nie” — powie- działa kobieta, odwzajemniając uścisk dłoni. „Mia- Czy wierzysz w magię? / 21 łam nadzieję, że się do nas przyłączysz. Mam na imię Cayla”. „Czy to twoje prawdziwe imię?”. Cayla uśmiechnęła się. „Tak, prawdziwe. Moi rodzice lubili je, ponieważ znaczy ono po hebrajsku »obdarzony mocą«. Może to stąd pochodzi moja ma- giczna moc”, — powiedziała, śmiejąc się. Steve popatrzył na nią ze smutnym uśmiechem. „Pamiętam, kiedy wierzyłem w czary. Pamiętam też, jak bardzo byłem rozczarowany, kiedy zrozumiałem, że nie ma czegoś takiego jak magia. Ale nie zrozum mnie źle — doceniam oczywiście umiejętności, które stoją za tego rodzaju sztuczkami”. „Nie wierzysz w magię” — powiedziała z wes- tchnieniem. „Niedobrze, ponieważ zdaje się, że mo- głaby ci się teraz przydać”. Steve był zbyt zaskoczony, by odpowiedzieć. Nie miał pojęcia, że wszystko tak po nim widać. Cayla przysunęła krzesło stojące przy stoliku obok i usiadła, wskazując gestem, by on także usiadł. „Posłuchaj” — powiedziała, patrząc mu w oczy z taką samą intensywnością, jak wcześniej dzieciom. „Widać, że jesteś biznesmenem, ale jest środek dnia, a ty jesteś w tej księgarni. Prawie nie tknąłeś swojej kawy ani ciastka. Czymś się martwisz”. Zachęcony jej współczującym uśmiechem, Steve opowiedział Cayli swoją smutną historię, zaczynając od podekscytowania i dumy z powodu otrzymania własne- go klienta po niespełna trzech latach pracy w firmie. 22 / Czy wierzysz w magię? „Już wkrótce jednak mój sen przeobraził się w kosz- mar”, wyjaśnił. „Już podczas początkowych spotkań z klientem zmagaliśmy się z ustaleniem budżetu na kampanię reklamową. Opracowywałem już wcześniej budżety związane z mediami i produkcją, ale temu klientowi nie byłem w stanie doradzić, co jest dla nie- go właściwe. Nic podczas tych pierwszych spotkań nie potwierdziło ich pierwszego dobrego wrażenia, jakie sprawiłem na nich ja i agencja — i od tego mo- mentu wszystko szło już tylko gorzej”. „Nie było budżetu, celów, strategii. Nie wiedzia- łem, jak ukierunkować mój zespół kreatywny, nie zna- jąc przyjętej strategii reklamowej. Klient doprowadzał mnie do szału — nie można było osiągnąć porozumie- nia w jakiejkolwiek sprawie!”. Cayla kiwała głową w zamyśleniu, słuchając, jak Steve przedstawia swój punkt widzenia na nieudaną relację z klientem. „A co z twoim działem kreatyw- nym? Pomogli ci?” — zapytała. „O, to zupełnie inna historia. Kreatywni są gorsi niż rozpieszczone dzieci. Starałem się dawać im wska- zówki, ale przypominało to próby pasienia kotów. Gdy pytali o więcej szczegółów, starałem się wytłumaczyć, że klient nie zdecydował się co do strategii. Nikt mnie jednak nie słuchał. Powiedzieli mi tylko, że do mnie należy ustalenie, czego chce klient, nawet jeżeli sam klient nie jest tego pewny. Niby jak miałbym to zro- bić? Koniec końców nalegałem, żeby coś zapropono- wali — cokolwiek — coś, co mógłbym pokazać klien- towi. Tak też zrobili”. Czy wierzysz w magię? / 23 „Aż boję się zapytać…” — słowa Cayli zawisły w ciszy. „Dlatego właśnie tu jestem. To było kompletne fiasko. Klient był bardzo niezadowolony. Cholera, ja sam byłem niezadowolony. Wiedziałem, że to marna propozycja, ale nie miałem nic innego”. Steve pod- pierał głowę rękami, jak gdyby ciężar tego, co mówił, był zbyt duży, by stawić mu czoła. „Mam dość całego tego procesu kreatywnego. Nie jestem kreatywny, więc muszę polegać na moim zespole, a na nich kom- pletnie nie można polegać. To sprawia, że jestem na z góry przegranej pozycji. W jaki niby sposób mam zarządzać całym tym procesem twórczym, jeżeli nie jestem »twórczy«?”. „Więc co teraz zrobisz?” — naciskała Cayla. „Właśnie piszę moje wymówienie” — powiedział rzeczowo Steve. zygnujesz?”. Steve. „Hmm” — powiedziała Cayla w zamyśleniu. „Re- „Tak, zanim zostanę zwolniony” — odpowiedział „Dlaczego nie zwrócisz się z prośbą o pomoc do swojego szefa?” — zapytała Cayla. „Za późno. Co Rhonda może teraz zrobić? Praw- dopodobnie stracimy tego klienta — a ona obwini za to mnie, nawet jeżeli to nie jest moja wina”. „A czyja to jest wina?” — zapytała Cayla. Steve potrząsnął głową, jeszcze mocniej czując, że został zdradzony przez Rhondę. „Czy to nie oczy- wiste? Wszystko poszło źle od momentu, gdy Rhonda 24 / Czy wierzysz w magię? zostawiła mnie samego. Teraz straciłem nawet wiarę, że jestem w stanie robić rzeczy, które kiedyś robiłem dobrze — opracowywanie budżetów związanych z me- diami i produkcją. Nie zdawałem sobie sprawy, że świat reklamy to w takim stopniu bezwzględna dżungla. Nie myślałem, że tak to wygląda” — lamentował Steve. „To tak jak z magią” — wtrąciła Cayla. „Kochałeś magię, gdy byłeś naiwny i byłeś w stanie zawiesić swo- ją niewiarę. Ale teraz nie masz już co do niej złudzeń, ponieważ odkryłeś, że magia to sztuczki, triki”. „Nie jestem pewny czy jest jakikolwiek trik, który pozwala osiągnąć sukces w tym biznesie. A jeżeli jest, nikt nie pofatygował się, by mi go pokazać” — powie- dział Steve buntowniczo. „Nie miej mi za złe, że to mówię, ale wygląda na to, że masz mnóstwo wymówek — biedna ofiara oko- liczności”. Steve’a uderzyła surowa uwaga Cayli i, próbując się bronić, zapytał: „Co masz na myśli, mówiąc »ofiara okoliczności«?”. „Mam na myśli osobę, która nie chce przyjąć od- powiedzialności za sytuację, w której się znajduje. Łatwiej jest obwiniać wszystkich wokół, niż przyjąć odpowiedzialność za samego siebie” — odpowiedziała Cayla bez cienia skruchy. „Chwileczkę. Nie możesz winić mnie za to, co się stało. Oczekiwania Rhondy nie były fair. Nie otrzyma- łem potrzebnego mi wsparcia ani od niej, ani od ze- społu kreatywnego — mógłbym tak wymieniać i wy- mieniać” — stanowczo stwierdził Steve. Czy wierzysz w magię? / 25 „Czyli” — kontynuowała Cayla — „Rhonda po- winna była wiedzieć, że przekazanie ci klienta i da- nie wolnej ręki w twojej pracy nie jest dobrym pomy- słem, tak?”. Steve był nieco poirytowany i zaskoczony kierun- kiem, w którym zmierzała teraz ich rozmowa. Ale w głębi duszy wiedział, że w tym, co mówiła Cayla, było trochę prawdy. W oczach Cayli błysnęło zrozumienie i kojącym głosem powiedziała: „Czujesz się teraz zdezorientowa- ny i niepewny. Wyczuwasz, że w tym, co powiedziałam, jest trochę prawdy, ale zaakceptowanie takiej wersji znaczyłoby, że to ty musisz być tym odpowiedzialnym — nie Rhonda, twój klient czy kapryśny zespół kre- atywny. Ale jakoś nie wydaje ci się to fair. Czujesz na- wet pewien przestrach”. Steve wpatrywał się w Caylę, zastanawiając się, jak ta kobieta może to wszystko wiedzieć. Jakby czy- tała w jego myślach. „Pozwól, że wyjaśnię” — powiedziała Cayla, za- nim Steve zdążył o cokolwiek zapytać. „Nie potrafię czytać w twoich myślach. Będąc magikiem, jestem mi- strzynią obserwacji, choć akurat w tej chwili nie tak trudno cię rozszyfrować”. Cayla przerwała w zamyśleniu i popatrzyła mu prosto w oczy. „Steve” — powiedziała — „dawno te- mu sama byłam w łodzi bardzo podobnej do tej, w któ- rej ty teraz toniesz. Na szczęście dla mnie spotkałam wspaniałego człowieka znanego jako Jednominuto- wy Menedżer. To, czego mnie nauczył, sprawiło, że 26 / Czy wierzysz w magię? w moim życiu nastąpiła tak cudowna zmiana, że nazy- wam to magią. Chciałabym przekazać tę magię tobie”. „Magię?” — zapytał Steve z niedowierzaniem. „Myślę, że potrzebuję czegoś więcej niż dym i lustra, żeby poradzić sobie z tym bałaganem!”. „Nie chodzi o dymy i lustra” — oświadczyła Cayla kategorycznie. „Magia pochodzi z zarządzania samym sobą”. „Zarządzanie może skutkować w przypadku Jed- nominutowego Menedżera, ale ja nie jestem mene- dżerem — a już na pewno nie sławnym menedżerem. Jestem pracownikiem agencji reklamowej na kierow- niczym stanowisku niższego szczebla i mam menedże- ra, który mnie nie wspiera — w każdym razie nie wte- dy, gdy ma to znaczenie” — odpowiedział pospiesznie Steve. Cayla uniosła brew. „Tak wygląda to z miejsca, w którym teraz jesteś — siedząc z ręką w nocniku”. Uśmiechnęła się, mówiąc to, i Steve też nie mógł stłu- mić uśmiechu. „Musisz odwrócić problem do góry no- gami” — ciągnęła dalej Cayla — „tak, żebyś to ty był tym kimś na górze. Czas, byś przestał szukać wymó- wek i zaczął sam sobą kierować”. „Dziękuję za motywujące słowa otuchy, ale nie wierzę w popularną psychologię i cudowne środki” — powiedział Steve ponuro. „Musisz zawiesić swoją niewiarę, tak jak robiłeś to jako dziecko, widząc czary i wierząc w nie. Musisz uwierzyć w magię zarządzania samym sobą” — po- wiedział Cayla. Czy wierzysz w magię? / 27 „Już dobrze, na czym więc polega ta sztuczka?” — zapytał z półuśmiechem Steve. „W zasadzie są to trzy sztuczki. Podzielę się nimi z tobą gdy będziesz gotów”. „Skąd będę wiedział, że jestem gotów?”. „Jesteś gotów na to, by zarządzać samym sobą wte- dy, gdy przyjmujesz odpowiedzialność za swój własny sukces”. Steve namyślał się przez chwilę, zanim odpowie- dział. „Chodzi ci o to, że muszę przestać obwiniać Rhondę, mój dział kreatywny oraz klienta i zapytać sam siebie, co ja sam zrobiłem albo czego nie zrobi- łem, aby odnieść sukces?”. „Tak” — odpowiedziała. „Musisz przestać myśleć o niezależności jak o przekleństwie i zrozumieć, że to wspaniała szansa. Musisz zacząć przejmować kontro- lę, żeby zdobyć to, czego potrzebujesz”. Na dłuższą chwilę zapadła cisza — Steve rozwa- żał wyzwanie rzucone przez Caylę. W końcu powie- dział łagodnie: „Myślę, że rozumiem. Rhonda dała mi niezależność i władzę, upoważniła mnie do wykona- nia zadania, a ja zawiodłem, nie wykazując inicjatywy i nie chcąc wziąć odpowiedzialności za to, by odnieść sukces. Odgrywałem rolę ofiary. Problem z byciem niezależnym polega na tym, że gdy coś się nie uda, nie masz wymówki. Nie możesz winić nikogo poza sobą”. „Prawda jest taka: niezależność daje moc tylko wtedy, gdy potrafisz zarządzać sam sobą”. Cayla po- czekała, aż Steve popatrzy na nią. „Pamiętaj: 28 / Czy wierzysz w magię? ☼ Niezależność, swoboda działania jest czymś, co ktoś może ci dać. Zarządzanie samym sobą jest tym, co możesz zrobić, aby to zaczęło działać”. ☼ Czy wierzysz w magię? / 29 „Nie ulega wątpliwości, że oblałem test z zarzą- dzania samym sobą. Ale nie mogę pozwolić sobie na to, by w moich papierach znalazła się informacja, że zostałem zwolniony — nawet jeżeli na to zasłużyłem. Już prawie skończyłem pisać moje wymówienie” — oświadczył Steve. „Hola!” — Cayla uniosła rękę. ,,I znowu użalasz się nad sobą! Co się stało z zarządzaniem samym sobą?”. „To właśnie robię” — sprzeciwił się Steve. „Przej- muję inicjatywę i składam rezygnację!”. Cayla potrząsnęła głową i roześmiała się. „Są sy- tuacje, gdy złożenie rezygnacji jest właściwym wyj- ściem, ale to nie jest jedna z nich. Dlaczego jesteś tak bardzo przekonany, że nie masz już szansy? Nikt cię o tym nie ostrzegł, prawda?”. „Nie, ale wiem, co pomyśli Rhonda” — powiedział Steve buntowniczo. „Steve, czy następujące stwierdzenie jest praw- dziwe, czy nie: »Ludzie nie potrafią czytać w cudzych myślach, więc nie należy oczekiwać, że będą wiedzie- li, co myślisz«?”. „To prawda, choć ty jesteś tu prawdopodobnie wy- jątkiem” — powiedział Steve z uśmiechem. Cayla odpowiedziała uśmiechem na jego uśmiech. „Więc jeżeli Rhonda nie może wiedzieć, co ty myślisz, jak to możliwe, że ty jesteś tak bardzo pewny tego, że wiesz, co myśli ona?”. Steve wiedział, że go złapała. „Punkt dla ciebie” — powiedział. 30 / Czy wierzysz w magię? „Co powiesz na następujące stwierdzenie: »W moim własnym interesie jest, by wziąć odpowiedzialność za zdobycie tego, czego potrzebuję, aby osiągnąć sukces w pracy«?”. „Sądzę, że odpowiedzialność jest po mojej stronie” — zgodził się Steve z wahaniem — „ale nie jestem pewny, co mam robić”. „Chodź za mną” — powiedziała Cayla.
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Jednominutowy Menedżer oraz zarządzanie samym sobą
Autor:
, ,

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: