Cyfroteka.pl

klikaj i czytaj online

Cyfro
Czytomierz
00495 011961 7454577 na godz. na dobę w sumie
Jełopiada - ebook/pdf
Jełopiada - ebook/pdf
Autor: Liczba stron: 179
Wydawca: Wydawnictwo Psychoskok Język publikacji: polski
ISBN: 978-8-3790-0502-4 Data wydania:
Lektor:
Kategoria: ebooki >> poezja
Porównaj ceny (książka, ebook (-22%), audiobook).

„Jełopiada” Jany Skoczylas to komediodramat społeczny przedstawiający patologię w postaci wierszowanej.

Na planetę Merkury wysłano kilku przedstawicieli z Ziemi. Ich zadaniem jest eksplorowanie nieznanego miejsca w celu poszerzenia swojej znikomej wiedzy. Potrzeby tych osób są jednak… przyziemne. To chęć uprawiania seksu w oparach niekończącej się libacji. Na Merkurym muszą radzić sobie sami, co nie przychodzi im łatwo, dlatego w kryzysowych sytuacjach zwracają się do Boga-Ducha. Bohaterowie nie zamierzają się dostosować do panujących na planecie warunków, lecz chcieliby powielić życie, jakie prowadzili na Ziemi przed kosmiczną wyprawą. Jest jednak moment, w którym pojawia się deklaracja zmian. Czy jednak życie bez nałogów i długiej listy innych wad miałoby dla nich jakiś sens?
Znajdź podobne książki

Darmowy fragment publikacji:

Wydawnictwo Psychoskok Konin 2016 Jana Skoczylas „Jełopiada” Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok sp. z o. o. 2016 Copyright © by Jana Skoczylas 2016 Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy. Korekta: Paweł Markowski Skład: Maja Arsić Projekt okładki: Robert Rumak Ilustracja na okładce: © Ms.Moloko - Fotolia.com ISBN: 978-83-7900-502-4 Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. ul. Spółdzielców 3/325, 62-510 Konin Tel. (63) 242 02 02 www.wydawnictwo.psychoskok.pl e-mail: wydawnictwo@psychoskok.pl OSOBY: Brinton Imbec Kłysia Mańcor Pipol PrecelWasylDuch CZAS AKCJI: 31.12.2133 MIEJSCE AKCJI: Merkury PROLOG Z wielkim łomotem ląduje i natychmiast rozbija się amatorsko skonstruowana rakieta kosmiczna, na której widnieje adres i logo ziemskiego Urzędu Pracy. Po dłuższej chwili z gruzów, wśród unoszących się oparów paliwa i syków silnika, wyłania się powoli ludzka twarz z dosyć zdezorientowaną miną i pra- wie opróżnioną butelką wódki w ręku. Na szyi krawat. MAŃCOR Diabli ich nadali! PIPOL Spodnie niedopięte, na szyi – oprócz krawata – zawieszona mała lornetka. Zdenerwowany, bezskutecznie próbuje podnieść się z gruzów. Gdzie te kiepy nas wysłali?! Moglim siedzieć z dupą w domu, Wszak nie wadzilim nikomu… Luchę miałem rozebraną, Gienkę brałem na kolano, Bacha sama do mnie szła – A tu już odjeżdżać trza! Zabierz trampek z mego pyska, Jak uniknąć chcesz wyzwiska! Lucha krzywa, Gienka gruba, Bacha zgrabna niby tuba I jeszcze za stara Na “barabara”… – 5 – do Brintona MAŃCOR z obrzydzeniem po chwili Lecz rozruuuuuba nadciągała I juuuuuż łapa mnie swędziała, By przyłożyć komu w pysk, Aż sie zrobi mały odprysk, Zwłaszcza, kiedy zęby kruche. Kocham bój i rozpierduchę!!! BójTo mój wuj, Zadyma – Moja dziewczyna! WASYL Wot i cała rodzina! BRINTON A niechaj ich pierun strzeli, Tych urzędowych śmierdzieli! Impra sie toczyła klawo I niewiasty brały żwawo, Dla każdego dobre zioło – Wieczór płynie nam wesoło, Tytoniu całe połacie, Tęga muza huczy w chacie – Aż tu, kurtka, naraz macie: Imprę w mig opuszczać trzeba! – Co za szkoda! Co za bieda! WASYL wstając w końcu mozolnie, ukazuje w pełni swą bujną, zmierzwioną czuprynę – 6 – KŁYSIA wyciągając rękę do Wasyla Już toczyłem bimbru beczkię, Aby mózg przerobić w sieczkię – By na swoje zbite ciemię Zesłać mocne łuderzenie. Ktoś przypalił mnie fajeczkię, A tu naraz masz… wycieczkię! Wasyl, zmoło, pomóż wstać – Nie dam łady się wydostać! Uchwyć no mnie tu za szelki… Wszelkiej łyby wybół wielki – Od łekina do muszelki. Piłanie W śmietanie I słebłnej makłeli Z ostatniej niedzieli Półmisek cały! I wielkie dołsza gały, Co mój apetyt wzmagały, A my – jak te bęcwały – Opuszczamy libację, Porzucając kolację! Dwie tylko liznąłem kiełbie, Bimbeł jeszcze huczy we łbie! Nastąp się – zmoło przebrzydła – Widzisz, że mnie zgniotły śmigła! do Mańcora – 7 – IMBEC wyłaniając się jako ostatni spod gruzów, z nie- smakiem podsumowuje dotychczasową dyskusję KŁYSIA zmieniając ton Nie mogę wyniść spod właku, Ty małowiejski pustaku! MAŃCOR Zawrzyj gębę, boś jest cep – Zara ci zasunę w łeb! Pomóż, mój złoty Mańcorze! Kto, jak nie ty, mi pomoże?! MAŃCOR Wstawaj, wstawaj I głupiego nie udawaj! Gołe dupy, żarcie, picie – Oto całe wasze życie! I jeszcze fura tytoniu – Istny gamoń na gamoniu! Należy docenić Unię, Że doskonale rozumie Potrzeby wybitnych obywateli, Którzy by awansu chcieli I nie marnują niedzieli Na dzikie libacje, Lecz podejmują eksplorację Nieznanego, By uzyskać wiedzę z tego I wyjść z głupoty cienia, Oświecając pokolenia… – 8 – WASYL przerywa mu Imbec, lepiej idź na zwiady, Miast pierdzielić nam ballady! Zobacz czy na tej planecie, Gdzie w jakim supermarkiecie, Za złotówki się łotrzyma Wagon petów, skrzynkię wina – A jak ni ma, To może jaka żenścina W dziewiczym stanie Łumili nam to zesłanie…? IMBEC Wasyl, a niech cię! Że w tym projekcie Bierzemy udział – To tylko moja zasługa! Gdybym wielokrotnie nie chodził, Kierownik by się nie zgodził I nie przyznał nam dotacji Na podjęcie eksploracji Nieznanego obiektu, W ramach tegoż super projektu! Nie wygaduj więc, baranie, Że to jakieś zesłanie… MAŃCOR Ino, że już tę dotację Przepuścilim na libację… PIPOL Jak tylko odeśpię kaca, Zara na Ziemię wracam. – 9 – BRINTON Ja też jutro z tobą jadę, Młot na tenże projekt kładę! Ach, Brintonie, Brintonie – Wy wszyscy gamonie… IMBEC ze zniechęceniem, machając ręką Bohaterowie, nie mając siły ani ochoty na zwiedzanie nowe- go miejsca, układają się do snu gdzie popadnie. Wycieńczeni podróżą oraz zamroczeni alkoholem i wrażeniami z im- prezy – natychmiast usypiają. Po kilku godzinach pierwszy wstaje Brinton i ze zdziwieniem rozgląda się wokół siebie. I PRZEBUDZENIE BRINTON Kurtka, chłopcy, ale czad! – Musiał niezły dąć tu wiatr Abo huragan z samego nieba, Co powyrywał rosnące drzewa I pozbawił nas zieleni, Zostawiając w ziemi Co rusz to wielkie wgłębienie, Gdzie niegdyś tkwiły korzenie... KŁYSIA Ależ gołąc, kułde mać! – Trzeba łychło cienia szukać. Nie ma dalej co tu stać, Ino swe manele zbiełać, Rzędem spiesznie wypiełdzielać. PIPOL Kiłka! Ale też upalny ranek! – Stopił mi się w spodniach zamek. KŁYSIA U mnie jeszcze gorzej, błacie: Stopił mi się krzyż na klacie! MAŃCOR …A mnie zakrętka od wódki! BRINTON …A mi – moje zelówki! IMBEC Wasyl, czy ty z powodu pogody Też odniosłeś jakieś szkody? Wszyscy jednocześnie spoglądają w stronę Wasyla. – 12 – MAŃCOR podchodząc do Wasyla Wszyscy śmieją się w głos z Wasyla. Swą gębę rozewrzyj bracie, Bo musim się przyjrzeć stracie. WASYL Co się, łogry, naśmiewacie?! Wczoraj łu mnie zęby jeszcze – Dziś po dziąsłach wiatr szeleszcze, Ale za to przełyk pieszczę, Bo trzy butle naraz mieszczę! IMBEC Miałeś, chamie, złoto w gębie – Pucowałeś nadaremnie. Tam, gdzie złoty błyszczał ząb, Ostał ci się ino swąd!! Łodwal się łode mnie, bracie, To się nie łobrażę na cię! A wy, zmierzłe łurwipołcie, Sie łode mnie łodpitolcie! Precel??? – Widział kto tego bęcwała? Gdzie ta menda się podziała?! – 13 – WASYL do Imbeca BRINTON przerywając nagle śmiech, z niepokojem roz- gląda się wokoło Dziękujemy za skorzystanie z oferty naszego wydawnictwa i życzymy miło spędzonych chwil przy kolejnych naszych publikacjach. Wydawnictwo Psychoskok
Pobierz darmowy fragment (pdf)

Gdzie kupić całą publikację:

Jełopiada
Autor:

Opinie na temat publikacji:


Inne popularne pozycje z tej kategorii:


Czytaj również:


Prowadzisz stronę lub blog? Wstaw link do fragmentu tej książki i współpracuj z Cyfroteką: